" /> Dyskusje ogólne :: Wietnam 2
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wietnam 2

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sro Lip 28, 2010 8:29 pm    Temat postu: Wietnam 2 Odpowiedz z cytatem

Jak sądzę, czytali Państwo o wycieku tajnych raportów NATO.

http://www.rp.pl/artykul/31,513762_Tajne_informacje_przeciekly_do_prasy.html



Pozyskane informacje (zapewne od kolejnego Daniela Ellsberga) rozpowszechniły trzy tuby komunistów - The Guardian, Der Spiegel i New York Times. Der Spiegel ujawnił już kiedyś akta NATO.

Na szczególną uwagę zasługuje NYT, który już podczas wojny w Wietnamie przeprowadził pierwsze poważne próby zmanipulowania opinii publicznej. Wszystko odbyło się pod hasłami "opinia publiczna ma prawo wiedzieć" oraz "administracja i rząd okłamują obywateli". W załączniku przesyłam szczegółowe informacje o ofensywie Tet z 1968 roku, którą NYT, The Washington Post, Time, Newsweek i stacja CBS wbrew faktom przedstawiły jako militarną i moralną klęskę US Army. Ronald Reagan po latach stwierdził, że za podobne działania podczas II wojny światowej dziennikarze odpowiedzieliby przed sądem, oskarżeni o zdradę.

Po raz drugi manipulacji, i tym razem podobnie jak dziś ujawnienia tajnego raportu, New York Times dopuścił się w 1971r. publikując tzw. Pentagon Papers (akta Pentagonu), dostarczone redakcji przez Daniela Ellsberga, pracownika Departamentu Stanu. W roku 2006 Ellsberg otrzymał lewacką nagrodę Right Livelihood Award. (Pewnie za całokształt, jak Wajda Oscara z rąk Jane Fondy, która również powinna zostać oskarżona o dywersje i zdradę – w roku 1972 odbyła podróż do opanowanego przez Vietcong Hanoi, gdzie fotografowała się w mundurze Północy i nawoływała Amerykanów do rzucenia broni - o tamtej podróży również w załączniku)

Wówczas celem dyktowanym pseudopacyfistom wprost przez Kreml było zmuszenie USA do wycofania się z Wietnamu, dziś z Afganistanu. KGB starała się zdyskredytować USA, obecnie mamy do czynienia z podobną sytuacją, plus ośmieszenie NATO.

Zwracam Państwa uwagę na Wietnam, ponieważ pojawia się kolejna fala dezawuowania amerykańskiej polityki powstrzymywania ZSRS. Odurzeni lewactwem intelektualiści powtarzają slogany spisane przez towarzyszy z Łubianki. Cały czas brzmią one tak samo, choć światło dzienne ujrzały przeszło 40 lat temu.

Pozdrawiam

Barbara Łukasik


Wietnam na szklanym ekranie. Ofensywa Tet i amerykańskie media

Lech Ryżewski


O 2.45 rano 30 stycznia 1968 roku oddział saperów Vietcongu wysadził olbrzymią dziurę w murze otaczającym ambasadę Stanów Zjednoczonych w Sajgonie i wdarł się na dziedziniec. Nie mogąc przedostać się przez ciężkie drzwi w głównym wejściu do budynku, napastnicy cofnęli się na dziedziniec i schronili za wielkimi, betonowymi donicami, ostrzeliwując budynek rakietami i wymieniając ogień karabinowy z małym oddziałem żandarmerii.
Utrzymywali swe pozycje do 9.15 rano, kiedy w końcu zostali pokonani. Wszyscy spośród dziewiętnastu partyzantów Vietcongu zostali zabici lub ciężko ranni.
Tak właśnie zaczęła się zmasowana komunistyczna ofensywa w Sajgonie i w wielu innych miastach Wietnamu Południowego, gdzie akurat tradycyjnie obchodzono rozpoczęcie lunarnego Nowego Roku, zwanego świętem Tet. Około 80 tys. partyzantów Vietcongu i żołnierzy armii północnowietnamskiej, wspartych ostrzałem rakiet i moździerzy, zaatakowało większość miast i miasteczek na Południu. Mimo początkowego zaskoczenia prawie wszystkie ataki zostały odparte, a napastnicy ponieśli krwawe straty. Wyjątek stanowiło miasto Hue, będące niegdyś siedzibą wietnamskich cesarzy, gdzie ciężkie walki toczyły się ponad trzy tygodnie. Oblicza się, że ok. 50 proc. komunistów nie powróciło do swych baz. Jednakże przeprowadzona na tak szeroką skalę ofensywa wywołała szok w Stanach Zjednoczonych. Walter Cronkite, ogólnie szanowany prezenter wiadomości sieci CBS, przeglądając pierwsze sprawozdania napływające z Wietnamu, wykrzyknął: Co się do cholery dzieje? Myślałem, że wygrywamy tę wojnę! Wielu Amerykanów reagowało podobnie. Od marca 1965 roku, kiedy to prezydent Lyndon Johnson wysłał pierwsze oddziały piechoty morskiej do Wietnamu Południowego, opinia publiczna była informowana o sukcesach. Kilka tygodni przed początkiem komunistycznej ofensywy głównodowodzący siłami USA w Wietnamie gen. William Westmoreland oświadczył, iż osiągnięto punkt, z którego zaczyna ukazywać się koniec. Wraz z rozpoczęciem Tet wojna, głównie poprzez ekrany telewizorów, wtargnęła do milionów amerykańskich domów z niespotykanym dotychczas natężeniem i brutalnością. Szokujące obrazy przemawiały silniej niż jakiekolwiek słowa: zabici partyzanci na trawniku ambasady, uliczne walki w Sajgonie i Hue, a przede wszystkim – wstrząsająca scena ulicznej egzekucji oficera Vietcongu, zabitego strzałem w głowę przez zwierzchnika sajgońskiej policji.
Ofensywę Tet uważa się za punkt zwrotny w wojnie wietnamskiej. Militarna klęska okazała się psychologicznym zwycięstwem komunistów.

GENERAŁOWIE OSKARŻAJĄ

Rola mediów, a szczególnie telewizji, w tym okresie stała się przedmiotem zawziętych sporów dziennikarzy, polityków i historyków. Już po zakończeniu konfliktu podniosły się głosy, że media wypaczyły prawdziwy obraz komunistycznej ofensywy, fałszując i tendencyjnie akcentując fakty stwarzające wrażenie przegranej Amerykanów i ich wietnamskich sojuszników. Do grona krytyków zaliczali się przede wszystkim wojskowi i politycy, nie potrafiący ukryć rozczarowania antywojenną retoryką prasy i telewizji. Również niektórzy dziennikarze krytycznie oceniali pracę kolegów w okresie Tet. I tak np. w 1977 roku ukazało się szczegółowe studium na ten temat zatytułowane Big Story! autorstwa Petera Braestrupa, który pracował w Wietnamie dla "The Washington Post". Utrzymuje on, że informacje o walkach na ulicach wietnamskich miast, szczególnie w ich wczesnej fazie, były mylące i wprowadzały opinię publiczną w błąd. Podobne, a nawet jeszcze ostrzejsze zarzuty wobec mediów wysuwało wielu wojskowych, m.in. gen. Westmoreland, który twierdził po wojnie, iż ponure i wypaczone reportaże prasowe, a szczególnie telewizyjne, o atakach w czasie Tet zmieniły druzgocącą militarną klęskę komunistów w propagandowe zwycięstwo.
Jednak badania opinii publicznej przeprowadzone w tym czasie pokazały wyraźnie, że jakakolwiek była jakość doniesień z Wietnamu, doniosły epizod Tet niewiele zmienił w postawie Amerykanów wobec wojny. Na tym tle przebiega linia podziału w dyskusji, czy media przyczyniły się do przegrania przez Stany Zjednoczone wojny w Wietnamie. Oceniający wojnę z konserwatywnego punktu widzenia publicysta Norman Podhoretz nie ma wątpliwości, że przekazy napływające z Wietnamu nie oddawały rzeczywistego przebiegu bitwy: […] niemal powszechnym wrażeniem, jakie odnosiło się z opisów oraz komentarzy prasy i telewizji, było to, że ofensywa stała się wielką klęską Amerykanów i Wietnamu Południowego. Sytuacja została przedstawiona pod każdym względem fałszywie wskutek mylących komentarzy i zdjęć, a niekiedy wręcz otwartych łgarstw. I tak, massmedia wciąż natrętnie przekonywały o sukcesie Hanoi, nawet wówczas, gdy atak na miasta załamał się; mówiły o terenach wiejskich, które dostały się pod kontrolę komunistów, gdy w rzeczywistości zajęte były przez wojska amerykańskie i południowowietnamskie; mówiły, że oddziały południowowietnamskie w poszczególnych prowincjach odmawiały walki, gdy w rzeczywistości odmawiały one kapitulacji […], opisywały oblężenie bazy piechoty morskiej w Khe Sahn jako porównywalne z Dien Bien Phu, gdy w rzeczywistości nie miały one ze sobą nic wspólnego. Komunistyczna ofensywa miała okazać się momentem przełomowym, od którego w amerykańskich mass mediach przeważały postawy antywojenne i antyrządowe. Jest bardzo możliwe, że ignorancja i niekompetencja grały wówczas pewną rolę, […] ale bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem wydaje się to, że Tet stała się okazją, dzięki której można było wyrazić rosnące rozczarowanie wojną – stwierdza Podhoretz. Według niego największe wątpliwości co do słuszności amerykańskich racji w Wietnamie miała rosnąca liczba ludzi z trzech najważniejszych kręgów – mass mediów, Kongresu, a nawet samej administracji Johnsona, którzy doszli do przekonania, że wojna nie może zostać wygrana.

CIOS W PLECY?

Historyk George Herring w swej miarodajnej pracy na temat konfliktu wietnamskiego również rozważa tezę o "ciosie nożem w plecy", jakim miała być dla amerykańskiego wysiłku wojennego reakcja rodzimych mediów na komunistyczną ofensywę. Nie wysnuwa on tak zdecydowanych wniosków jak Podhoretz, aczkolwiek potwierdza częściowo jego zarzuty, pisząc, że dyskusja na temat Wietnamu w lutym i marcu 1968 roku przebiegała w atmosferze przygnębienia i poczucia daremności. Media kontynuowały opisywanie wydarzeń w wysoce niepomyślnych i czasami wypaczonych słowach. Wczesne komunikaty o druzgocącym nieprzyjacielskim zwycięstwie przeszły w większości nie poprawione. Fakt, że Stany Zjednoczone i Południowy Wietnam odparły ataki i szybko ustabilizowały swe pozycje, został całkowicie zagubiony w obrazie chaosu i klęski. Tym telewizyjnym i prasowym komentatorom, którzy od dawna sprzeciwiali się konfliktowi, Tet dostarczyła nieodpartych argumentów. "Wojna w Wietnamie jest nie do wygrania", donosił felietonista Joseph Kraft […]. Wielu opiniotwórczych ludzi, którzy popierali prezydenta albo byli tylko umiarkowanie krytyczni, teraz wypowiadało się silnie przeciwko wojnie. Kolejne pytanie, jakie nasuwa się przy omawianiu roli mediów w czasie ofensywy, brzmi: czy media, a szczególnie stacje telewizyjne codziennie pokazujące sceny brutalnych walk w Wietnamie, doprowadziły do zmęczenia opinii publicznej i narastania postaw antywojennych? Herring ujmuje to następująco: wpływ opinii publicznej na proces podejmowania decyzji w marcu 1968 roku jest trudny do oceny. Westmoreland i inni zarzucali, że wrogie i zbyt potężne media, a zwłaszcza sieci telewizyjne, odebrały zwycięstwo będące w zasięgu ręki, poprzez zwrócenie społeczeństwa przeciwko wojnie […] Jednakże nie można bezpośrednio łączyć komunikatów telewizyjnych z opinią publiczną i wydaje się bardziej prawdopodobne, że przejście mediów na pozycje krytyczne raczej odzwierciedlało, niż spowodowało analogiczną zmianę u opinii publicznej. Z pewnością Wietnam był pierwszą wojną telewizyjną i jest możliwe, że nocne pokazywanie przemocy przyczyniło się do społecznego zmęczenia. Jednakże takiego twierdzenia nie można udowodnić i wiarygodnie można dowodzić, że telewizja generowała poparcie dla wojny, a nawet spowodowała apatię.

SŁABOŚCI DZIENNIKARSKIEGO WARSZTATU

Autor uważa też, że częściową odpowiedzialność za szok wywołany przez Tet ponosi administracja Johnsona, która najpierw manifestowała nadmierny optymizm, potem zaś, zamiast sprostować relacje mediów, sprzeczne oświadczenia.
Lyndon Johnson w przeciwieństwie do swego poprzednika Johna Kennedy’ego wykazywał często niezdolność do efektywnego komunikowania się z prasą. Nie najlepiej wypadał na konferencjach prasowych i nie potrafił przekonać dziennikarzy o potrzebie interweniowania w Wietnamie. W efekcie jego polityka znajdowała coraz mniej zwolenników wśród dziennikarzy, często nie kryjących antywojennego nastawienia.
Ciekawie przedstawia się kwestia kompetencji ludzi wysyłanych do Sajgonu przez redakcje największych amerykańskich dzienników i stacji telewizyjnych. Wietnam był niewątpliwie krajem trudnym do zrozumienia dla Amerykanów, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę kontekst historyczny, polityczny i kulturowy. Trudności powiększała specyfika nieregularnej wojny partyzanckiej. Przy braku jasno sprecyzowanego wroga i linii frontu sprawozdania z takiego konfliktu przybierały często postać "smakowitych kawałków" (często pozbawionych jednak szerszego kontekstu).
Ofensywa Tet zdumiała dziennikarzy nie tylko swym rozmachem, ale też bliskością walk. Przed ofensywą reporterzy musieli odszukiwać miejsca potyczek, aby je opisać, często na własną rękę; nawet wtedy dziennikarze […] rzadko widzieli rzeczywiste bitwy […]. Jednakże wraz z Tet walki zaczęły się rozgrywać wprost na oczach zamieszkałych w Sajgonie pracowników ekip telewizyjnych. Przerażająca bliskość bitwy gwarantowała obszerny opis przez media: było to dramatyczne i łatwo dostępne. Dla wielu reporterów był to pierwszy tak wyraźny widok nieprzyjaciela. Wtargnięcie do ambasady amerykańskiej i walki uliczne w Sajgonie skupiły w ten sposób szczególnie dużo uwagi. Ciekawe są przykłady reakcji poszczególnych mediów w pierwszych godzinach walk. I tak np. nocą 31 stycznia stacja NBC wyemitowała nie poddany montażowi materiał z walk o ambasadę, gdy tylko napłynął z Tokio. Chaos i destrukcja pokazane na filmie były powiększone przez fakt, że korespondent i komentatorzy widzieli materiał po raz pierwszy, kiedy był nadawany, wraz z widownią w około dziesięciu milionach domów. […] Zarówno "Time", jak i "Newsweek" poświęciły ofensywie okładki i tuzin stron, z kolorowymi fotografiami zakrwawionych ciał partyzantów Vietcongu walających się po nieskazitelnym krajobrazie ambasady i martwych Amerykanów ułożonych w stos na tyle transportera. W przeciwieństwie do nielicznych czarno-białych zdjęć, które przeważały w sprawozdaniach z wojny w magazynach, jaskrawe zdjęcia skupiały się drastycznie na śmierci i zniszczeniu wraz z towarzyszącymi im nagłówkami w stylu "Hanoi atakuje"– i stanowiły wielkie psychologiczne uderzenie.
Kiedy walki ciągnęły się przez następnych kilka tygodni, zaczęła wychodzić na jaw słaba znajomość wietnamskiego języka i kultury oraz złe rozeznanie w terenie i brak mobilności. Ograniczało to zdolność i chęć wielu reporterów do spojrzenia z szerszej perspektywy na działania komunistów. Wspominany już Peter Braestrup szczegółowo wylicza, iż 90 proc. sprawozdań mediów skupiało się na Sajgonie, oblężeniu Khe Sanh i Hue. Raporty dotyczące reszty działań wojennych, w których uczestniczyło 85 proc. sił amerykańskich, opierały się głównie na informacjach rządowych i dziennikarskich zmyśleniach. Powstawał ponury obraz klęski i chaosu, odmienny od rzeczywistego przebiegu wydarzeń. W rezultacie sondaże Gallupa wykazały wprawdzie, że odsetek Amerykanów popie-rających wojnę podskoczył do 61 proc. w czasie Tet, ale też odsetek aprobujących strategię prezydenta skurczył się do 35 proc.

PRZEGRALIŚMY GŁÓWNĄ BITWĘ

Następca Johnsona Richard Nixon również nie był ulubieńcem mediów, skądinąd z wzajemnością. W swej książce o znamiennym tytule Nigdy więcej Wietnamów podtrzymuje on krytyczne opinie gen. Westmorelanda i innych o negatywnej roli, jaką miały odegrać media nie tylko w czasie Tet, ale też przez następne tygodnie, kiedy "mgła wojny" już się podniosła. Ciągła nawałnica niedokładnych relacji przekonała miliony Amerykanów, że przegraliśmy główną bitwę – stwierdza Nixon. Była to wina reporterów, z których większość nie znała się na sprawach militarnych i straciła szerszy kontekst wydarzeń. Zamiast tego skupiali się na odseparowanych, dramatycznych incydentach, często przedstawiając swe historie błędnie.
Nixona najbardziej bulwersuje przemilczenie komunistycznych zbrodni w Hue. Jak wiadomo, miasto to zostało opanowane przez oddziały Vietcongu i armii północnowietnamskiej na początku ofensywy. W przeciwieństwie do innych miejsc komuniści nie wycofali się stamtąd po kilku dniach, mając surowy rozkaz pozostania na miejscu i obrony bez względu na straty. Wyzwolenie Hue zajęło Amerykanom 3 tygodnie zażartych walk ulicznych. Zaraz na początku okupacji specjalne oddziały Vietcongu, wyposażone w starannie przygotowane listy, przeczesywały miasto dom po domu w poszukiwaniu ludzi w jakikolwiek sposób powiązanych z rządem w Sajgonie. Mówiono im, że zabiera się ich na "kursy reedukacji", ale żadna z tych osób nigdy nie wróciła do domu. W kilka miesięcy po bitwie zaczęto odnajdywać ich ciała w masowych grobach w samym Hue i okolicach. Ofiary zastrzelono, zatłuczono pałkami lub pogrzebano żywcem. Paradoksalnie, amerykańskie społeczeństwo ledwo zauważyło te okrucieństwa, zaabsorbowane incydentem w wiosce My Lai, gdzie amerykańscy żołnierze zmasakrowali setkę wietnamskich chłopów, wśród nich kobiety i dzieci – napisał dziennikarz Stanley Karnow. W sumie znaleziono ok. 3 tys. ciał ofiar komunistycznej rzezi w Hue, a kolejne 2 tys. uznano za zaginione i prawdopodobnie zamordowane.
Jak komentuje to Nixon? Z tego powinno się było uczynić wielką historię. Przede wszystkim los Hue, jedynej stolicy prowincji, która uległa komunistom w czasie ofensywy Tet, z pewnością wskazywał, jakie plany mieli komuniści w stosunku do reszty Południowego Wietnamu. Ale ogólny przekaz o masakrze równał się sześciu przekazom na dalekopisach i siedmiu w głównych dziennikach. Nic nie ukazało się w telewizji. Te przekazy opisywały odkrycie pierwszego masowego grobu i szacowały liczbę ofiar pomiędzy 200 i 400. Żadne raporty nie ukazały się, kiedy kolejnych 18 masowych grobów odnaleziono w następnych dniach. Ani też reporterzy nie tłoczyli się w okolicy, kiedy więcej miejsc pochówku zostało znalezionych w pobliskich górach i na nadbrzeżnych, piaszczystych równinach. […] W czasie swych 25 dni panowania w Hue komuniści zabili pomiędzy 5 a 10 proc. populacji miasta, ale media nie uznały tego za sensacyjne. Silny kontrast pomiędzy obszernym opisem przez media amerykańskiej masakry w My Lai i minimalnymi doniesieniami o masowych komunistycznych okrucieństwach w Hue ilustrował jedną z bardziej uderzających różnic pomiędzy demokratycznym i komunistycznym ustrojem: my reklamujemy nasze winy; oni grzebią swoje. W swych atakach na media Nixon posuwa się jeszcze dalej, oskarżając większość dziennikarzy o stronniczość i charakterystyczne dla nich "liberalne skrzywienie" (liberal bias), szczególnie zauważalne w czasie wojny wietnamskiej. Nieprzyjacielskiej propagandzie dawano taką samą, a nawet większą wiarygodność, co oświadczeniom rządu.

BUNT ESTABLISHMENTU

Jak twierdzi Daniel C. Hallin, autor wydanej w 1986 roku książki o mediach i Wietnamie The Uncensored War, zmiany w ukazywaniu przez stacje telewizyjne wizerunku wojny zaczęły ujawniać się jeszcze przed ofensywą Tet, w 1967 roku. Postępowały one stopniowo przez resztę roku wraz z pogłębianiem się podziałów politycznych w Ameryce i wzrastaniem tempa walk w Wietnamie, by ulec przyśpieszeniu w czasie Tet i następnych miesiącach. Ich skalę ilustruje statystyka – przed ofensywą komentarze redakcyjne dziennikarzy telewizyjnych dochodziły prawie cztery do jednego na korzyść polityki administracji; po Tet, dwa do jednego przeciwko niej. Przed Tet, spośród bitew, które dziennikarze zdecydowali się opisywać jako zwycięstwa lub porażki, 62 proc. zostało opisanych jako zwycięstwa Stanów Zjednoczonych, 28 proc. jako porażki, 2 proc. jako nie rozstrzygnięte. Po Tet liczby te były następujące: 44 proc. – zwycięstwa, 32 proc. – porażki i 24 proc. – nie rozstrzygnięte.
Ale mimo to Hallin uważa, iż mówienie o wrogim nastawieniu mediów do rządu (przynajmniej do 1968 roku) to mit, gdyż ich niezależność była ograniczona. Nawet w tak "wybuchowej" sprawie jak Wietnam media były "nadzwyczaj uległe". Większość komentatorów nie tylko nie krytykowała amerykańskiej polityki, ale zdecydowanie popierała interwencję w Azji. Czemu zatem tak bardzo zmienił się ton mediów? Ponieważ są one "instytucją establishmentu", odpowiada Hallin, a w roku 1968 establishment (jak i całe społeczeństwo) był tak podzielony w kwestii wojny, że media naturalnie zajęły daleko bardziej sceptyczną postawę wobec polityki USA aniżeli w poprzednich latach. Co do oceny Tet – sami dziennikarze zasadniczo zgadzali się z oficjalnym twierdzeniem, że była to militarna klęska komunistów. Często odrzucali jednak urzędowy optymizm dotyczący przyszłego kursu wojny, sugerując, że w pewnym sensie było to Pyrrusowe zwycięstwo. Podkreślali jego koszty, a przede wszystkim straty oddziałów amerykańskich, południowowietnamskich i ludności cywilnej. W wielu reportażach uwypuklano zniszczenia, jakich dokonano w czasie walk w miastach. Tet była pierwszym momentem, od którego można było powiedzieć, że wojna pojawiła się w telewizji jako naprawdę brutalna sprawa – konkluduje Hallin.
Czy media rzeczywiście zamieniły militarną klęskę komunistów w ich psychologiczne zwycięstwo i w ten sposób przyczyniły się do ostatecznej porażki Stanów Zjednoczonych w Wietnamie? Niestety, wydaje się, że jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nie można udzielić. Podobnie jak nie można określić, czy media podążały tylko za głosem opinii publicznej, coraz bardziej zmęczonej wojną, czy też starały się jej narzucić własne zdanie. Niewątpliwie rację mają ci badacze, którzy podkreślają wpływ bardziej istotnych czynników na postawę Amerykanów wobec wojny wietnamskiej: rosnącej z roku na rok liczby zabitych i rannych oraz zwiększonych podatków. Jeśli chodzi o sposób przekazywania informacji z walk toczonych w czasie Tet – nie ma wątpliwości, że wiele z nich było mylnych, a zdarzały się nawet kłamstwa. Mogły one wynikać z obiektywnie trudnych warunków, w jakich przyszło pracować wielu dziennikarzom w tym gorącym okresie, ale też ich niedostatecznego zrozumienia wietnamskiej rzeczywistości i specyfiki wojny partyzanckiej. Zapewne wielu reporterów było zszokowanych brutalnością wojny, a komunistyczną ofensywą w szczególności. Widzieli także różnicę pomiędzy tym, co mówili wysocy urzędnicy z Waszyngtonu, a tym, co widzieli i słyszeli na miejscu. Czuli więc, że mają wolną rękę w informowaniu o wszystkim. Przy braku zdecydowanej reakcji rządu na doniesienia prasowe i telewizyjne sugerujące, że ofensywa Tet przyniosła klęskę Stanom Zjednoczonym i ich południowowietnamskiemu sojusznikowi, antywojenne postawy i poczucie zwątpienia w dalszy sens walki z komunizmem mogły się tylko pogłębiać. Być może z czasem, kiedy komunistyczne archiwa w Hanoi ujawnią swą zawartość, będzie się można zorientować, czy północnowietnamscy komuniści doceniali amerykańskie media i ich rolę w kształtowaniu antywojennych postaw po ofensywie Tet.

Lech Ryżewski, historyk, zajmuje się historią najnowszą Stanów Zjednoczonych i dziejami konfliktu wietnamskiego

Źródło: http://www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=168



"Hanoi Jane"

Jak sięgnąć pamięcią wstecz, w Ameryce zawsze organizowano swojego rodzaju listy ludzi wybitnych, szczególnie zasłużonych, dysponujących wielkimi rezerwami gotówki, z jakiegoś powodu niezwykłymi itd. Trzeba też przyznać, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat listy te stają się coraz bardziej kuriozalne, szczególnie w zakresie ludzi wybitnych. Chodzi mi tu mianowicie o zjawisko przemilczania autentycznych osobowości a na ich miejsce delegowanie zwykłych śmieci. Jako przykład można śmiało podać prezydenta Ronalda Reagana, w tej chwili objętego zmową milczenia (jedyne informacje dotyczące tego wybitnego prezydenta USA dotyczą jego choroby, zespołu Alzheimera) oraz Billa Clintona. Ten ostatni jest stale obecny w światowych przekaziorach, choć jako powód do sławy może tylko podać to, iż publicznie rozpatrywano kształt jego penisa oraz że warszawska ulica nie mówi już “miłość francuska” tylko “robienie Clintona”. Oczywiście można dorzucić do tego kilka innych spraw, takich jak kolejne podniesienie kłamstwa na ołtarze Politycznej Poprawności, świadome zaniżanie amerykańskiej edukacji publicznej, sprzedaż nowoczesnej myśli technicznej do Chin itd. ale w dalszym ciągu są to tylko i wyłącznie negatywy.
Mówiąc o wynoszeniu śmieci na ołtarze Politycznej Poprawności nie sposób pominąć niejakiej Jane Fondy, która była swego czasu popularną aktorką, pieszczoszką Hollywood i jego właścicieli. Otóż ktoś, jak zwykle w USA, rzucił hasło skompletowania listy 100 najwybitniejszych kobiet amerykańskich ostatniego stulecia i pomysł ten natychmiast chwycił, stając się przedmiotem dyskusji milionów ludzi. Na liście kandydatek pojawiło się też nazwisko Jane Fondy, skądinąd znanej jako “Hanoi Jane”. Niedługo potem, podziemny świat Politycznej Niepoprawności obiegła informacja o tym, skąd się wzięło to przezwisko J. Fondy.
Jako jeden z pierwszych zareagował Jerry Driscoll “River Rat”, w czasie wojny w Wietnamie pilot myśliwca F-4E. Strącony nad terytorium wroga, ratował się katapultowaniem z płonącego samolotu i w rezultacie trafił do jednego z wielu obozów koncentracyjnych Północnego Wietnamu. Właśnie tam, któregoś dnia wyciągnięto go na wpół żywego ze śmierdzącego dołu, nakarmiono oraz ubrano w nowiuteńką pidżamę. Po kilku godzinach odpoczynku kazano mu stawić się przed wizytującą aktywistką światowego pokoju i opowiedzieć jej, jak bardzo jest on zadowolony z “pobłażliwego i ludzkiego” traktowania go przez komunistyczną władzę. Aktywistką tą okazała się być Jane Fonda. W odpowiedzi amerykański pilot tylko na nią splunął. W rezultacie nastąpiło nieludzkie bicie jeńca wojennego, w trakcie którego zbrukał on własną krwią buty komendanta obozu. Według słów samego Jerry Driscolla, spowodowało to wybuch nowej wściekłości i tłuczenie go drewnianą pałą. W rezultacie tego “ludzkiego” traktowania do dziś pułkownik Driscoll widzi podwójnie, co związane jest z poważnym uszkodzeniem części mózgu.
Innym amerykańskim oficerem, który zetknął się z “Hanoi Jane”w Wietnamie był Larry Carrigan. Niewiarygodne, ale przeżył on 6 lat w komunistycznym karcerze zwanym przez amerykańskich żołnierzy “Hilton”. Pułkownik Carrigan, podobnie jak Jerry Driscoll, wraz z grupą współtowarzyszy niedoli, został któregoś dnia wyciągnięty z jamy w ziemi na światło dzienne, w celu spotkania z “aktywistką” Jane Fonda. Oczyszczono ich z ekskrementów, kazano ogolić, pierwszy raz w niewoli pozwolono im najeść się do syta, szmaty zastąpiono nowym odzieniem i nikt ich tego dnia nie bił. Oznajmiono też, że spotkają się z “wybitną” przedstawicielką Ameryki. W tej sytuacji, sądząc, że całe to przedstawienie jest tylko farsą, wyreżyserowaną na użytek komunistów, jeńcy wojenni na kawałeczkach papieru spisali swe wojskowe numery rejestracyjne, poczym ukryli w zagłębieniach dłoni. Chodziło o to, by przekazać informacje o sobie do USA, gdzie uchodzili za “zaginionych w akcji” i nikt nie wiedział, włączając w to najbliższą rodzinę, czy są jeszcze żywi czy też nie. “Hanoi Jane”, na spotkaniu z więźniami, podawała każdemu rękę pytając jednocześnie czy “w końcu zrozumieli swą nikczemność” lub “czy jest im teraz przykro, że bombardowali wietnamskie wioski”. Korzystając z okazji, wszyscy żołnierze przekazali jej swój skrawek papieru, oddychając z ulgą kiedy Fonda, nawet okiem nie mrugnąwszy, wreszcie doszła do końca szeregu. Wtedy kamery przestały kręcić widowisko, zgasły światła i amerykańscy jeńcy nie mogli uwierzyć własnym oczom, kiedy “Hanoi Jane” z zimną krwią przekazała wszystkie karteczki z numerami komendantowi obozu. Szok nie trwał długo bo rozpoczęło się masakrowanie więźniów wojennych. Trzech amerykańskich żołnierzy zmarło w wyniku długotrwałego bicia. Larry Carrigana śmierć minęła o włos kiedy leżał w brudnym dole, nie mogąc nawet wstać w wyniku ciężkiego pobicia. Już po wyzwoleniu, w Ameryce, Larry próbował oskarżyć Jane Fonda o zdradę własnego kraju. Pomimo wielu prób, do dziś “Hanoi Jane” nie postawiono zarzutu nie tylko o spowodowania morderstw ale i zwykłej zdrady. Larry Carrigan tylko wspomina jaką satysfakcję odczuwał kiedyś, gdy w którejś z baz wojskowych na terenie USA poszedł do latryny. Tam każdy pisuar miał na ściance przyklejone zdjęcie J. Fondy. Jak sam mówił, jeszcze nigdy przedtem oddawanie moczu nie sprawiało mu takiej przyjemności.
Jeszcze innym Amerykaninem, który spotkał “Hanoi Jane”, był Wayne Taylor, dziś wybitny naukowiec na Uniwersytecie w Cheyenne. W 1968 roku został uwięziony przez Północnowietnamskie władze, choć był tylko cywilnym doradcą finansowym w Sajgonie. W rezultacie spędził ponad pięć lat w piekle, w tym 27 miesięcy w totalnym odosobnieniu i ciemności. Jemu też zaproponowano spotkanie z “Aktywistką” pytając, czy zgodzi się przed kamerami opowiedzieć o “niesłychanie ludzkim” traktowaniu go przez komunistyczny reżym. Wayne Taylor odparł że owszem, gotów jest powiedzieć jej całą prawdę o swym pobycie w północnowietnamskim obozie koncentracyjnym. Został za to skazany na trzy dni klęczenia na kamiennej posadzce, z metalowym prętem w dłoniach uniesionym nad głową. Kiedy ręce mdlały, służbowi Wietnamczycy okładali go bambusowymi pałami aż do czasu, kiedy metalowy pręt znów był w górze. No, ale dla Jane Fondy był on tylko “wojennym kryminalistą.” Do dziś Wayne Taylor nie ma najmniejszej wątpliwości, że J. Fonda powinna spędzić resztę swego życia w więzieniu, za zdradę własnego kraju bowiem wtedy, kiedy amerykańscy żołnierze próbowali powstrzymać “Imperium Zła” – ona namawiała ich do dezercji, nazywała wojennymi kryminalistami i kłamcami, kiedy chcieli powiedzieć jej prawdę. Nie robiło na niej najmniejszego wrażenia wymordowanie przez komunistów 80 tysięcy więźniów politycznych z Wietnamu Południowego. Ale nie zgodziła się też na publiczną dyskusję w amerykańskiej telewizji z jednym z oficerów, którego widziała w obozie koncentracyjnym i którego tak okrutnie zdradziła.
Obserwując zachowania ludzi takich jak “Hanoi Jane”, mnie osobiście do głowy zawsze przychodzi krótkie pytanie: “dlaczego”. Co kieruje takimi osobnikami, że tak łatwo zdradzają własny kraj. Przecież w wypadku J. Fondy nie pieniądze bo miała ich aż nadto zanim się sprzeniewierzyła. A zatem co powoduje, że ludzi są ślepi i głusi na prawdę, sprawiedliwość, honor, uczciwość, patriotyzm – jednym słowem: normalność.
Jak sądzę, J. Fonda nie różni się wiele od innej “bohaterki” światowego komunizmu, dziś również fetowanej jako osoba niezwykła a mianowicie Róża Luksemburg. Co prawda ona sama wolała, by jej imię pisać i wymawiać jako Rosa ale jest faktem, że urodziła się w Zamościu i wychowała na polskiej ziemi. A jednak całe życie poświęciła walce z Polską w imię internacjonalistycznego socjalizmu. Do jej głównych prac myślowych zalicza się dziś udowadnianie, że Polska nigdy nie powinna odzyskać niepodległości. Co kierowało takimi ludźmi, by tak otwarcie zdradzać swych dobroczyńców. By sprzeniewierzać się narodowi, który zapewniał im bezpieczną i dostatnią egzystencję.
Jeszcze innym elementem, kompletnie dla mnie niezrozumiałym w wypadku Jane Fondy i jej podobnym osobnikom, jest fakt, że choć zakochani w komunizmie to jednak żyli w kapitalizmie. I, jak się wydaje, żyli dostatnio, osobiście praktykując formy drapieżnego kapitalizmu. Jest w tym coś nie tylko haniebnego ale wręcz obrzydliwego by posilając się przy suto zastawionym stole tzw. “klasowego wyzysku” smarkać jednocześnie w wykrochmalony obrus.
Pamiętam, będąc kiedyś na “saksach” w Szwecji, spotkałem w firmowej stołówce pewnego osobnika, który twierdził, że pochodzi z któregoś z krajów Południowej Ameryki. Stosunkowo niewysoki z długimi, czarnymi jak smoła włosami i wielką, baniastą głową wbitą w ramiona, rozwodził się o swych dokonaniach w komunistycznej partyzantce. Kiedy w końcu mu przerwałem, zapytałem tylko, co robi w Szwecji, kraju jakby nie było na wskroś kapitalistycznym. I czy nie byłoby mu wygodniej w Rosji Sowieckiej. Przez chwilę gapił się na mnie z wybałuszonymi gałami a potem wybuchnął potokiem hiszpańskich czy też może portugalskich słów. Zaczął też wymachiwać mi przed nosem zaciśniętym kułakiem a piana to mu z pyska wręcz kipiała. Ja tam za bardzo strachliwy nie jestem, w związku z czym też się podniosłem i po warszawsku wyjaśniłem co myślę o profesji jego mamusi oraz skąd mu nogi za chwile powyrywam. Nie wiem co z tego zrozumiał ale za chwilę już go w stołówce nie było i następnego dnia już nie przyszedł do pracy. Niemniej do dziś nie wiem dlaczego dureń nie praktykował tego co sam we własnym kraju głosił. Tak samo jak nie jestem pewny, dlaczego “Hanoi Jane” nie przeniosła się na stałe do Północnego Wietnamu lub powiedzmy Hawany, jeśli już chciała być bliżej rodziny.
Chyba, że ma rację mój koleś, znany cynik i prześmiewca, który od dawna twierdzi, że komunizm nigdy nie był ruchem klasowym. Był on natomiast od początku akcją “sił potężnych a zarazem totalnie amoralnych”, które, jak się zdaje, wciąż mają się dobrze w związku z czym, niestety, nie było komunistycznej Norymbergii. Ale, jak twierdzi mój niepoprawny koleś, co się odwlecze to nie uciecze w związku z czym będzie raczej wisieć niż tonąć.

Zbyszek Koreywo
Źródło: http://www.koreywo.com/Hanoi%20Jane.htm

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 09 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 09, 2016 1:00 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group