" /> Dyskusje ogólne :: KONFIDENCI
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

KONFIDENCI

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Nie Lut 25, 2007 2:53 pm    Temat postu: KONFIDENCI Odpowiedz z cytatem

KONFIDENCI

Był czas, gdy ciągle miałem wokół siebie konfidentów. Dzięki temu nadzwyczaj wyostrzyły mi się zmysły. Jak mawiał znajomy: “Ten to jest lis, ale ja na lisy poluję”.
Zaczęło się pewnego wczesnego poranka, kiedy to po czterech latach niezbyt legalnej działalności przyszło do mojego mieszkania czterech panów z SB. Mimo. że byłem jednym z kilku członków rady koordynującej wydawanie kilkunastu nielegalnych gazet w jednym z największych regionów “Solidarności” w kraju, nie mieli na mnie nic. Czterem “ubekom” szefował oficjalnie kapitan. Kiedyś zajmował się sprawami kryminalnymi, ale zazdrosny mąż pewnej kobiety pchnął nożem “szwagra” w pierś i przeniesiono kapitana do lżejszej pracy, czyli do SB. Piszę: “oficjalnie”, gdyż ówczesna władza lubiła utrzymywać w niektórych zespołach właściwego szefa w cieniu. Tak było na przykład w czasie sierpniowych rozmów w Gdańsku w 1980 r. Opowiadała mi Jadzia Staniszkis, która w tym czasie tam była, że w zespole Jagielskiego wcale nie on był właściwym szefem. Ukrytym szefem był niejaki Zieliński.
I taki ukryty szef wizytującego mnie zespołu uratował mnie. Miałem bowiem w piwnicy belę papieru wyniesioną z jakiejś fabryki . Ukryta była pod pustymi skrzynkami po ziemniakach. Przyniósł mi ją na przechowanie pewien
”Bohater Podziemia” o imieniu S. z “Solidarności Walczącej” . Miało być na parę dni. Wyszło parę tygodni. Gdyby “ubecy” belę znaleźli, siedziałbym z paragrafu kryminalnego za kradzież. Na szczęście, właściwy szef, dość prymitywny i rubaszny jegomość, był już chyba zmęczony, bo nagle stwierdził: “No, to akończyli Pane Havranek”. Co za ulga! Można było nawet się przekomarzać. W “fiacie” raczej było mało miejsca na pięciu mężczyzn, więc szef-dowcipniś stwierdził, że dla mnie jest sporo miejsca w bagażniku. Odpowiedziałem mu, że znam lepsze dowcipy.
Przekomarzania trwały dalej w Komendzie Wojewódzkiej MO, nazywanej “Pentagonem”. Prokurator wojewódzki, człowiek znany już w czasach stalinowskich, po ojcowsku zaproponował mi bym zeznawał, gdyż on i tak już wszystko wie, a zeznając okażę dobrą wolę i sam sobie w ten sposób pomogę. Na koniec dodał, że mogę też zgodnie z takim to a takim paragrafem odmówić składania zeznań. Odpowiedziałem mu, że przystaję na jego propozycję. Zareagował szerokim “ uśmiechem numer cztery”, odprężył się. A to tylko dlatego, że nie poczekał na koniec wprawdzie obiecująco zaczętego, ale jako żywo nie dokończonego jeszcze zdania. Druga część zdania bowiem brzmiała: “odmawiam składania zeznań”.
Odmowa składania zeznań była bardzo ważnym fragmentem elementarza działalności podziemnej. Zapomniał o tym mój kolega ze sprawy, mimo że zrobił doktorat z logiki. Na pytanie, czy mnie zna, odpowiedział, że tak, przelotnie. I nic więcej. Niby zachował się porządnie. Co by jednak się stało, gdybym powiedział, że go nie znałem? Jak by to w sądzie wyglądało? Doktorat z logiki nie przeszkodził mu też przesłać mi gryps w areszcie śledczym. Dla mnie było jasne , że wszelkie kanały komunikacji pomiędzy aresztowanymi (grypsy, “chabety”, rury kanalizacyjne) są pod kontrolą służby więziennej, zwanej w tym czasie “gadami”. A już te newralgiczne, na zewnątrz, są pod całkowicie ścisłą kontrolą. By zdać sobie sprawę co jest możliwe do ukrycia “pod celą”, wystarczy uzmysłowić sobie, że dość często robione są “kipisze”. Wszystkich “złodziei” (tak się to całe towarzystwo więzienne, kurtuazyjnie, by nikogo nie urazić, nawzajem tytułuje) wyprowadza się z celi. W osobnych pomieszczeniach każdy rozbiera się do naga. Zaglądają nawet do…miejsca wyglądającego bardzo nieestetycznie. W Kanadzie służy ono do określenia osoby, której się nie lubi.
Same cele są sprawdzane bardzo dokładnie. Nie wiem co tam różni “Bohaterowie Podziemia “ potrafili ukryć przed okiem “gadów”. Ja nie potrafiłem schować nic większego niż żyletka, którą można było wcisnąć pomiędzy nogę i blat stołu.
Konfident pierwszy.
Był to starszy pan, typu korniszon. Podawał się za działacza KPN. Pierwszego dnia śpiewał piosenki o domu, o rodzinie, ukochanej kobiecie itd. A nuż uda się trafić na czułą strunę więziennego żółtodzioba, czyli mnie? Później starał się wyczuć z jakiej jestem parafii. Nie wiem dlaczego ubzdurali sobie, że miałem coś wspólnego z PPN-em, bo jego koleżeńskie zaczepki wokół tego się kręciły. Po jakimś czasie się zniechęcił. Ładnie śpiewał
“Hymn KPN-u”, gdzie jest między innymi o Giewontowych rycerzach, którzy powstaną. Śpiewał go sobie głośno nawet w krytyczny, bo rocznicowy dzień 13 grudnia. Strażnik na wieżyczce, czyli “na kogucie”, którego obowiązkiem było reagować nie zrobił nic.
Było nieźle. Z drugim lokatorem celi często z rozmarzeniem wspominali mojego poprzednika, jakiegoś celnika-naczelnika, który otrzymywał bajeczne paczki. Pobyt w tej celi skończył się przez tego trzeciego, którym był kapitan milicji. Był to opowiadacz. Pracował sobie kiedyś spokojnie w “PE-GIE”, gdzie zajmował się przestępstwami gospodarczymi . Posądzili (w wiêzieniu wszyscy mówią, że są niewinni) go o kradzież skrzyneczki ze skonfiskowaną biżuterią. Na początek przenieśli go na stanowisko dowódcy plutonu ZOMO, a potem wraz z postępami sprawy, do “pudła”. Chyba za dużo “puszczał pary”. A to opowiadał o swoim zespole, który czekał w bramie, by złapaċ przemytników z Jugosławii. Było zimno i zespół się spił i przegapił sprawę. Opowiadał też o lichym wyszkoleniu i sprzęcie ZOMO. Było tego chyba trochę za dużo, bo konfident nagle zaczął mieć ból brzucha i musiał iść “do lekarza”. Następnego dnia z rana zabrano mnie z celi.
Konfident drugi.
Trafiłem do celi z dwoma mordercami. Pierwszy, młody, duży drab, miał na plecach wytatuowany gotykiem jakiś ważny napis, a na ramionach po dwie belki z gwiazdką. “Taki młody, a już major” – oceniłem z uznaniem. On był ze sprawy, gdzie zabito jakiegoś człowieka w krzakach koło dworca kolejowego i zabrano mu trampki. Orientowałem się z grubsza w sprawach, bo czasem trafiała gazeta popołudniowa, która była bardzo plotkarska.
Drugi, starszy, wyglądał na kryminalistę. Jasne, że można się zawieść. Opowiadał mi Walery, czyli doc. Pańko, prawnik, który został internowany za doradzanie “Solidarności Wiejskiej”, że po podróży helikopterem trafił do celi, w której siedział jakiś stary kryminalista. Trochę się go obawiał. Zaczęło się wzajemne obwąchiwanie. Okazało się, że “kryminalista” jest internowanym profesorem jednego z uniwersytetów.
“Mój” stary kryminalista pochodził ze sprawy zamordowania lekarza, który wydawał ludziom “lewe” zaświadczenia. Jak usłyszałem, że człowiek ten z wielkim zdumieniem odkrywa, że ma tego samego śledczego co i młody morderca, zapaliła mi się czerwona lampka w głowie. W tym fachu nie ma przypadków. Miałem rację. Później, gdy szedł na widzenie z żoną oczywiście zabrał gryps od kolegi. Nie był głupi. Nie proponował mi wprost tego samego. Jedynie ciągle przed wyjściem “przypadkowo” wylatywał mu ten gryps z rękawa swetra. Pewnie, by mnie jakoś zachęcić.

Mam czas, więc myślę o różnych sprawach. Zdrada bywa tak nachalna, że normalny niedoświadczony człowiek nie jest w stanie tego pojąċ. Myślę o S. W dawnych czasach ścigał na uniwersytecie ludzi wierzących w Boga. Dostał prestiżowe stypendium w NRD. Nie tak dawno wiózł sprzęt drukarski. Złapali go. Przetrzymali dwa dni i wypuścili. Przyszedł z przedziwnym pomysłem: co tu bawić się w miękkie działania. Trzeba zacząć wysadzać słupy z liniami energetycznymi zasilającymi fabryki zbrojeniowe. Bardzo zradykalniał. Pytałem innego kolegę, Michała, który był internowany, a potem dwa razy siedział. Odpowiedział mi, że jeśli ktoś to proponuje, to niech sam to robi.
Konfident trzeci.
Gdy go zobaczyłem po raz pierwszy, byłem olśniony. Wreszcie jakiś “polityczny”. Wysportowany, szybki. “Wpadł”, gdy wracał ze spotkania z Anną Walentynowicz. Po kwadransie przyszło rozczarowanie. Okazało się bowiem, że namierzali go helikopterem. I znów czerwona lampka. A potem już raz po raz, włącznie z dzwonkami alarmowymi.
Pod koniec odsiadki, mówię “ubekowi”, że lichych mają konfidentów. I wymieniłem ich. Bardzo go to rozśmieszyło. Chciał wiedzieć, co właściwie ich zdradziło. Pytanie za sto punktów!
To samo zrobił kiedyś Michał. Wyśmiał “ubeka”, że tak nieudolnie robi “legendę” konfidentowi. “Dwie paczki “Cameli” i to ma być agent z Zachodu?”. Na to “ubek”: “Panie, firma bidno!”.
Konfidenci mieli szereg wspólnych cech charakterystycznych. Jedną z nich było to, że byli strasznymi “gierojami”. Robili to co innym, by nie uszło na sucho. Na przykład jeden z “moich” konfidentów rozwalił “blindę”. Hałasu było co nie miara. “Gady” nie reagowa³y. Mógł się gapić przez okno ile chciał. Mógł nawet sobie wrzasnąċ: “Panie kogutowyyy!”. I nic. Gdy ja wstawiłem swe oblicze w okno, by zobaczyć co na “spacerniaku”, “kogutowy” natychmiast zadzwonił do oddziałowego i ten przyszedł mnie opieprzyć.
“Polityczny” konfident zrobił “legendę” jednemu ze strażników. Opisywał go jako nadzwyczaj równego gościa. Na dowód tego, “gad” się uśmiechał, podrzucał papieroski na “spacerniaku”. Mieliśmy prawie “EMPIK”. Prasa sportowa, siaka i owaka. Jak się miało dotąd tylko dorywczo dostęp do przestarzałych gazet i paliło skręty z “machory”, czyli niedopałków, bo sprytnie odcięli mi dostęp do “wypisek”, to się wie, jaką to miało wartość. A co najważniejsze, informował mnie na bieżąco o postępach tzw. Akcji Humanitarnej PRON-u. Tak mnie “podprowadził”, że byłem przekonany, że wyjdę tuż, tuż.
Po wyjściu na wolność, na gorąco rozmawiamy sobie z Michałem. Mówię mu o “dobrym” strażniku. Na to Michał: ”Człowieku, czy ty nie znasz tej gry w “dobrych” i “złych” “klawiszy”? Przecież ten facet, gdy siedziałem za pierwszym razem, mówił, że chętnie by tych wszystkich z “Solidarności” wystrzelał!” Opowiada mi też, że S. w czasie wyborów do Sejmu, które pod moją nieobecność się odbyły, chodził i ostentacyjnie liczył ludzi wchodzących do lokali wyborczych. Prawdziwy “Bohater Podziemia”!
Następnego dnia wpada S. z konkubiną . Daje mi prezent: nielegalnie wydaną książkę z dedykacją: “Od kolegów z Podziemia”. Proponuje też bym coś zawiózł do Warszawy. Odmawiam. Umawiam się z nimi na następny dzień . Mówię S., że jest konfidentem. Zaprzecza. Konkubinie mina się wydłuża.
Przyjeżdżam na uczelnię. Męski uścisk z Adamem. To wyrafinowany intelektualista, a w dodatku zna się na rzeczy. W czasach stalinowskich kierował “Sodalicją Mariańską” i dostał za to niezłą “pajdę”. Wspominam, że dałem się nabrać “klawiszowi”. Reakcja taka sama jak Michała. “Nie pierwszy ty i nie ostatni” -pocieszył. Opowiedział mi jak wpadł jego syn. W areszcie śledczym trafił oczywiście nie na kogo innego, tylko na “dobrego” klawisza zwerbowanego przez jednego takiego “Bohatera Podziemia”. Trudno takiemu nie zaufać. Wysyłał przez niego gryps napisany szyfrem, którego nauczył się w harcerstwie. Gryps nie dotarł. Za to dotarła ekipa “ubeków”, która sprawdziła skrytkę, o której syn informował w grypsie.
Informuję adwokata ze swojej sprawy, że zamierzam wyemigrować. Odpowiada: “Ma Pan rację. Tu nie ma z kim rozmawiać. Gdybym miał konspirować, to konspirowałbym sam z sobą”. “No i z Panem” – zdobył się na grzeczność.
Problem z konfidentami polega na tym, że normalni ludzie tego nie robią i nie są w stanie pojąć, że ktoś może ich “robić na żywca”, patrząc z nieodpartą szczerością prosto w oczy.

Edward Sołtys

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 1:24 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jerzy Dąbrowski
Weteran Forum


Dołączył: 01 Gru 2006
Posty: 314

PostWysłany: Nie Lut 25, 2007 4:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo dobry text! I z humorem : “Panie, firma bidno!”.
pozdrawiam

_________________
Nie jedna miarka wskazuje na Jarka,
Wi?c tak jak czuj? tak zag?osuj?!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bartłomiej Marjanowski
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 368

PostWysłany: Pon Lut 26, 2007 11:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mam nadzieję że Edward będzie do nas więcej pisał. Ma swietne pióro!!!
_________________
Bartek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group