" /> Dyskusje ogólne :: Wspomnienia z LWP
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wspomnienia z LWP

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bartłomiej Marjanowski
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 368

PostWysłany: Pon Lut 26, 2007 11:46 am    Temat postu: Wspomnienia z LWP Odpowiedz z cytatem

Starszy sierżant Marian Kulas

Szef kompanii w batalionie samochodowym, starszy sierżant Marian Kulas, nie był dobrym człowiekiem. I jest to najdelikatniejsze z określeń, jakie można w jego przypadku użyć, ponieważ on był bardzo, bardzo złym człowiekiem. Gdyby ktoś odważył się pogrzebać mu na żywca w genach, to z pewnością wydobyłby na światło dzienne coś obrzydliwego. Jakiś zepsuty, może zgniły chromosom, czy coś takiego. Jeżeli ktoś inny chciałby sięgnąć do drugiego schematu wyjaśniania ludzkich zachowań, który opiera się na analizie środowiska, to natrafiłby na równie trudne zadanie. Otóż starszy sierżant był małomównym człowiekiem. To, że udawało mu się wyraźnie zaznaczać swoja obecność w świecie zawdzięczał jedynie przekleństwom, których znał dużo i w dodatku chętnie używał. Pomagały mu one, jak maczeta w dżungli, w brnięciu przez mniej i bardziej skomplikowane sprawy. A że głównie miał do czynienia z tymi pierwszymi, zakres jego słownika nie rozwijał się. Biorąc jednak pod uwagę, że zasoby leksykalne Mariana Kulasa kształtowały się w oparciu o interferencje językowe, głównie z rosyjskiego, siłą rzeczy pozostawał on postacią interesującą. By nie być gołosłownym podam przykład. O ile powszechnie używano formy: “K… twoja mać” dla wyrażenia statusu społecznego matki rozmówcy, to starszy sierżant używał rzadko spotykanej, mniej osobistej a przeto grzeczniejszej formy: “J… maċ”. Jakkolwiek sam przekaz informacyjny był również skierowany do rozmówcy, wszelako jednak pozostawiał pewien margines swobody do interpretacji.
Oczywiście nie należy przesadzać z oceną kompetencji językowych Mariana Kulasa, gdyż jego przekleństwa po względem semantycznym nosiły cechy typowości. Odwoływały się głównie do męskich i żeńskich zewnętrznych narządów płciowych i ich dynamicznej interakcji. To samo dotyczyło męskich organów w interakcji z innymi męskimi częściami ciała. Chętnie też sięgał do części ciała, które normalnie nie budzą skojarzeń seksualnych, jakkolwiek poprzez pomysłowe ich zestawienie z organami płciowymi lub czynnościami o charakterze seksualnym, takich właściwości nieuchronnie nabierają.
Tak czy inaczej, trzeba przyznać, że żadne z przekleństw używanych przez sierżanta Kulasa nie budziło najmniejszych zastrzeżeń ze strony znawców przedmiotu. A tych w Wojsku Ludowym doprawdy nie brakowało.
Starszy sierżant Kulas miał skłonności sadystyczne. Niemiłosiernie znęcał się nad żołnierzami. To robił im długotrwałe zbiórki na mrozie po kąpieli. To gonił na wyczerpujące marszobiegi o świcie ze wszystkim co ojczyzna dała. Przez rzekę, a potem czołganie się po świeżo zaoranym polu. Niektórzy nie wytrzymywali i dochodziło do prób samobójstw. Ludzie cięli się, wieszali . Ci, którym się udało, szli na Sąd Niebieski, czyli do czyśćca, albo do piekła. Ci którym się nie udało, ponosili surowego konsekwencje swego czynu. Trafiali do Sądu Zielonego , czyli po wydaniu opinii przez komisję lekarską w Wałczu, trafiali pod sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy. A sąd dawał im dwa lata za symulację. Po odbyciu kary wracali do jednostki, by kończyć odbywanie służby.
Jasne jest, że zachowanie sierżanta rodziło uzasadnione reakcje negatywne. Stąd jego życie było pełne niespodzianek. Siedzi on sobie na przykład na służbie, gdy dostaje telefon.
-Oficer dyżurny batalionu , starszy sierżant Marian Kulas! – woła głośno i wyraźnie do słuchawki.
-Czy jesteście sami? – pada pytanie.
-Tak jest! – energicznie odpowiada starszy sierżant Marian Kulas.
-To wyciągnij ch…, to będzie was dwóch- odpowiadał głos w słuchawce.
To jednak nie było najgorsze. Takie różne przekomarzania dałoby się przecież znieść. Każdy przecież lubi się czasami pośmiać, nawet starsi sierżanci sztabowi. Najpoważniejszym a w dodatku nierozwiązywalnym problemem sierżanta Kulasa było jego nazwisko. Gdyby umieszczano je tylko w encyklopediach, czy niesionych na pochodzie transparentach, a jeszcze lepiej, w tajnych raportach różnych służb, to Marian Kulas mógłby spać spokojnie, jak niemowlę przy matczynej piersi . Tak jednak nie było. Nazwisko szefa kompanii musiało być umieszczone w bardzo mało bezpiecznym miejscu, mianowicie na sporych rozmiarów tablicy umieszczonej na drzwiach kancelarii. A to, mówić językiem wojskowym, znajdowało się w polu rażenia prawie każdego, kto miał na to ochotę. A chętnych było na nieszczęście Mariana Kulasa nie dwóch, nie trzech tylko znacznie, znacznie więcej.
Kluczem do sprawy była litera “l” tkwiąca dokładnie w samym środku nazwiska sierżanta. Po względem estetycznym, czyli kształtu oraz brzmienia, nie ustępowała w niczym, innym literom. W odróżnieniu jednak od takich liter jak: “k”, czy “w” stwarzała pewne niewielkie mogłoby się wydawać, choć w istocie ogromne możliwości przekształcenia. Dokładniej, idzie o to, że można dostawić krótką kreskę poziomą. Jeżeli dostawimy ją do górnego zakończenia litery “l’, to otrzymujemy literę “ł” i wówczas nazwisko sierżanta brzmiałoby: “Kułas”. Niestety jednak różne dłonie , które przez wiele lat po nocach uzupełniały nazwisko szefa kompanii, z niebywałą precyzją zawsze umieszczały linię poziomą trochę poniżej wierzchołka litery “l” zamieniając ją tym samym na zbliżoną do litery “ł” w wyglądzie, literę “t”. Nawet człowiek uważny mógłby na pierwszy rzut oka nie zauważyć wprowadzonej zmiany. Jednakże zmieniała się wymowa i nazwisko “Kulas” nabierało mocno obciążonej emocjonalnie treści.
Starszy sierżant próbował przekonywać zwierzchników, by w tym szczególnym przypadku pozwolili mu umieścić na tabliczce tylko pełny stopień wojskowy, pełne imię oraz inicjał nazwiska: “STARSZY SIERZANT MARIAN K.” .
–Co? Czy wy sierżancie jesteście przestępcą? Z wojska chcecie robić Zakład Karny? Jak to będzie wyglądało? – używali miażdżącej argumentacji.
-To może napisać tylko: “SZEF KOMPANII” – kombinował dalej Marian Kulas.
-Co? A jak niesubordynowany element zamieni literę ‘f” na “w”, to jak Wy i całe nasze Wojsko Ludowe , będziecie wyglądali? Szew jest na spodniach, na d…, sierżancie!– replikowali wprawdzie słusznie, ale przecież bezlitośnie.
Wydawać by się mogło, że Marian Kulas, oddany podoficer Ludowego Wojska skazany jest na pośmiewisko do samego końca swojego życia, a przynajmniej zawodowej służby wojskowej. Tymczasem wyroki losu są nieodgadnione. Nadzwyczaj szczęśliwym trafem losu sierżant miał wypadek. W czasie szkolenia rekrutów w czyszczeniu broni postrzelił się z “kałasznikowa” w genitalia, odstrzeliwując pokaźny odcinek swego narządu, tak blisko, wręcz intymnie związanego ze swoim, w wersji poprawionej oczywiście, nazwiskiem.
Sierżant jakby wygrał los na loterii. Jak wiadomo, nazwiska pełnią bardzo ważną funkcję informacyjną. Pozwalają od razu ocenić z kim mamy do czynienia, jakie cechy osobowościowe reprezentuje właściciel nazwiska. Przykładowo, przeglądając listę nazwisk generałów radzieckich, zgodnie z oczekiwaniami spotykamy takie jak: Miedwiediew, Lwow, a przynajmniej Wołkow. W najgorszym przypadku – Zubow. Nie spotykamy natomiast takich nazwisk jak: Gołub, Zajcew czy Myszkin. Może i są gdzieś wśród niższych szarży, a i to pewnie tylko w kwatermistrzostwie. Także w stosunku do sierżanta Kulasa można było w oparciu o samo nazwisko mieć pewne oczywiste oczekiwania. Chodził wyprostowany z nieodłączną raportówką jak angielski oficer, wiec nazwisko było nadzwyczaj nieadekwatne. Tą adekwatność przywracały poprawki litery “l” na “t”. Po szczęśliwym wypadku z bronią palną przywrócona została w pełni adekwatność nazwiska do właściwości osoby, bowiem, człowieka z kikutem słusznie określa się kulasem. Co więcej, jeżeli ktoś chciałby po staremu, z przyzwyczajenia, przeprawiać wiadomą literę w nazwisku sierżanta, to sam by się w sposób oczywisty ośmieszył. Taki czyn byłby całkowicie pozbawiony słuszności insynuacją.
Sytuacja M. Kulasa uległa całkowitej zmianie. Ludzie zaczęli nawet dostrzegać dobre strony sierżanta. Przypomnieli sobie na przykład, że lubił on wieczorami majsterkować. Właśnie miał na ukończeniu kolejny projekt “perpetuum mobile”. Była to dużych rozmiarów maszyna, która zajęła cały ogródek sierżanta i pół ogródka sąsiada, który urzeczony doniosłością przedsięwzięcia, a także niewątpliwie bardzo precyzyjnymi wyliczeniami, na to mu pozwolił. Także inne argumenty były bardzo mocne na korzyść Mariana Kulasa. O jego projekcie wypowiadało się bardzo przychylnie kilku okolicznych ekspertów, jeden z Grzmiącej, dwóch z Czeresiek i jeden z Gałowa. Mieli oni podobne jak sierżant ambicje, ale żadnego powodzenia. Natomiast wyglądało na to, że sierżant był o krok od sukcesu.
Dostrzeżono również, że M. Kulas nigdy nie bił swojej żony. Niby da się tę rzadko spotykaną cnotę uzasadnić faktem, że sierżant nie bił żony, bo jej po prostu nie miał. Jednakże w sposób uzasadniony można argumentować, że istniała pewna szansa, żeby jej nie bił. Inaczej niż w przypadku tych wszystkich, którzy swoje żony bili, co było oczywistym faktem empirycznym.
Sierżant Kulas wyraźnie się rozluźnił, czasami nawet się uśmiechał. Ktoś podobno widział go śmiejącego się głośno, choć innych niezależnych od siebie potwierdzeń nie zanotowano.
Z przypadku starszego sierżanta Mariana Kulasa można wyciągnąć wniosek o charakterze fundamentalnej prawdy życiowej: Nigdy nie należy ulegać przeciwnościom losu. Zawsze należy mieć nadzieję, że los pomoże. Jedno szczęśliwe zdarzenie może odmienić całkowicie życie człowieka na lepsze.
Edward Sołtys

_________________
Bartek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 6:57 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group