" /> Dyskusje ogólne :: ARTYŚCI W SZTUCE HIPNOZY-czyli JAK ODWRÓCIĆ ZNAKI
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

ARTYŚCI W SZTUCE HIPNOZY-czyli JAK ODWRÓCIĆ ZNAKI

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pią Lis 05, 2010 8:23 am    Temat postu: ARTYŚCI W SZTUCE HIPNOZY-czyli JAK ODWRÓCIĆ ZNAKI Odpowiedz z cytatem

http://www.zpap.krakow.pl/web/documents/info_1-2010.pdf

ARTYŚCI W SZTUCE HIPNOZY – czyli JAK ODWRÓCIĆ ZNAKI

Przemysław Zawadzki

Mężczyzna leży bezwładnie w wannie. Jego ramię zwisa – chwilę przedtem jeszcze
pracowało, w zaciśniętych palcach tkwi pióro. Na podłodze zakrwawiony nóż. W drugiej
dłoni kartka papieru z nazwiskiem zabójczyni. Data w nagłówku symboliczna – 13 lipca,
przywołująca epokę sprzed rewolucji. Rana na piersi otwarta, strużka krwi, na twarzy skurcz
cierpienia, jedno oko półotwarte. Obraz jest piękny w swojej dramatycznej oszczędności.
Światło ogrzewa biel prześcieradła i zawoju na przechylonej głowie, dotyka miękko jego
skóry. Nawet cienie są ciepłe. Wydaje się, że malarz robi wszystko, aby przedłużyć leżącemu
życie.
Jacques-Louis David po mistrzowsku reżyseruje tę scenę, oszczędnymi środkami
i w najkrótszym czasie wywołuje w widzu wstrzymanie oddechu, głuchy sprzeciw. Jesteśmy

– 22 –
od razu z tym człowiekiem – bezbronnym, zaskoczonym. Domyślamy się, że zabójczyni,
młoda i ładna zyskała zainteresowanie pięćdziesięciolatka, który zamierzał podpisać jakąś
jej prośbę. Tym bardziej ujmujemy się za ofiarą tego aktu. Nóż przeciw pióru, podstęp
przeciw otwartości...
Tak zaczyna się i kończy spotkanie większości ludzi kulturalnych z postacią Jean-
Paula Marata. Dla znających obowiązkowy kanon malarstwa europejskiego spotkanie
dość częste. Obraz „La mort de Marat” namalowany w roku śmierci tytułowego bohatera
jest jednym z najlepszych dzieł malarskich francuskiego XVIII wieku i reprodukowany jest
bardzo często.
Odsuńmy (z żalem) obraz i skupmy się na człowieku, którego David namalował
z czcią i uwielbieniem, z którego nazwiska uczyniono w Rosji Radzieckiej półtora wieku
później imię, nazwano nim ulice, statki wojenne, stawiano pomniki.
Jean-Paul Marat, szwajcarski lekarz
i redaktor dziennika „L’Ami du Poeuple”,
w czasie Rewolucji Francuskiej członek
frakcji Robespierre`a. W roku 1789 w swoim
piśmie rzucił hasło ścięcia 500 głów. Od
roku 1791 liczbę tę zwiększał, przez 5.000,
potem 100.000, żeby dojść do 273.000
koniecznych ścięć. W roku 1792 na łamach
„Przyjaciela Ludu” wezwał: „skontrolujcie
więzienia, zabijajcie szlachtę, księży, bogaczy,
zostawcie po sobie tylko trwogę
i krew”. W cztery dni września tegoż roku
tłum napędzany nienawiścią odezw Marata
i chęcią zysku zabija półtora tysiąca kobiet
i mężczyzn. Uzbrojeni w siekiery, pałki
i noże zaczynają od zabicia 115 księży uwięzionych
w klasztorze karmelitów. Ruszają
w drogę do innych więzień, w jednym z nich,
„de la Force” na ulicy Pavee mężczyźni
gwałcą księżniczkę Marię Teresę de Lamballe. Potem wyrywają jej wnętrzności i obcinają
głowę, obnosząc na pice. David maluje wąską strużkę krwi płynącą z rany Marata – paradoksalnie
niewiele, jak na kogoś, kto uczynił z niej środek i cel swoich działań. Krew była
stałym i ulubionym elementem jego rewolucyjnej prozy. Było jej w bród, ciekła litrami spod
gilotyn; Hebert, przywódca lewego skrzydła jakobinów z entuzjazmem opowiadał, że jego
przyjaciel Marat pił ją codziennie rano. Nie wiemy, czy była to przenośnia; jeśli tak, to nie
mniej okrutna, niż dosłowność. „Komitet Maratowców” na cześć mistrza wprowadził do
obrzędu inicjacji wypicie szklanki ludzkiej krwi.
Dwudziestopięcioletnia Charlotte Corday słucha w rodzinnym Caen opowieści
o wrześniowych masakrach w Paryżu i o ich głównym inicjatorze, doktorze Marat. Panienka
z patriotycznego domu postanawia, jak to powie w sądzie, „działać dla dobra i spokoju
Francji”. Dostaje się do Marata zajętego właśnie pisaniem na desce ustawionej w poprzek
wanny listy skazanych na śmierć. Oznajmia mu, że przywiozła spis ukrywających się w Caen
rewolucyjnych konkurentów -żyrondystów. Marat uradowany mówi: „wyślę ich wszystkich
na gilotynę!” Charlotte zadaje jeden cios. Cztery dni potem zostaje ścięta w czerwonym
płaszczu ojcobójczyni.
Marat mści się zza grobu – terror wzrasta, głowami płaci nawet para lalkarzy, za użycie
w przedstawieniu dla dzieci kukiełki pięknej mademoiselle Corday. Siła obrazu Davida
i śmierć lalkarzy ostudziły ewentualne zapędy artystów do przedstawiania dziewczyny
Jacques Louis David, „Śmierć Marata”, 1793,
olej na płótnie, 162 x 125 cm, Bruksela

– 23 –
z Caen. Istnieje kilka mało znanych obrazów z Charlotte Corday w roli głównej. Żaden
z nich nie zbliża się nawet do poziomu dzieła Davida, nie próbuje też obalić legendy szlachetnego
rewolucjonisty – bezbronnej ofiary skrytobójczyni. W bodaj najlepszym obrazie jej
poświęconym, u P.J.A. Baudry’ego dziewczyna wpatruje się w martwego nieprzytomnym,
zagubionym wzrokiem. Nikt nie śmiał zobaczyć w łazience Marata namiotu Holofernesa.
Judyta na dziesiątkach płócien jest piękną wybawicielką swojego narodu, zagrożonego
przez brutalnego najeźdźcę. Wiedza i sympatia ukształtowały się tak, jak to pokazali Cranach,
Boticelli, Mantegna, Caravaggio, Rubens, Klimt. W przypadku osiemnastowiecznych
odpowiedników Judyty i Holofernesa plus i minus zostały przestawione, prawda obrazu
zastąpiła chyba już ostatecznie prawdę.
I niczego nie zmieni herbertowskie:
W sukni sinej jak skała – Charlotta – słomkowy kapelusz
dwie wstążki mocno zaciśnięte
pod brodą – pochyla się nad Maratem
i szybciej niż spadająca gwiazda – wymierza sprawiedliwość
...
Należy jej się pomnik lub przynajmniej obelisk
za to, że całą była z mitycznych czasów
kiedy autorzy greccy albo rzymscy
i czytelnicy przy lampce oliwnej lub świecy
pakt zawierali i mocno wierzyli
że obrona wolności jest rzeczą chwalebną
A dzięki pięknemu obrazowi Jacques-Louis Davida czerwona strużka farby na piersi
masowego kata zasłania rzekę krwi jego ofiar.
Czyli JAK ZBAWIĆ DIABŁA?
Półtora wieku później pojawił się ktoś, kogo uznać można za awatar Marata. Również
lekarz, również obcokrajowiec przybyły do kraju rewolucji, równie charyzmatyczny i krwawy
jak jego poprzednik. Argentyńczyk Ernesto Rafael Guevara de la Serna razem z oddziałami
Fidela i Raula Castro obalał skorumpowane rządy Batisty. W czasie marszu bojowego
kształtował się charakter Che – twardego rewolucjonisty. To wtedy zabił młodego żołnierza,
który głodny ukradł rację żywności. Po zwycięstwie rewolucji zakładał obozy, które witały
więźniów napisami nad bramą – „Praca uczyni was mężczyznami”. Zamykano w nich
młodych mężczyzn odbiegających wyglądem i zachowaniem od wzorców kubańskiego
socjalizmu. Połowa z nich została tam na zawsze. Ernesto Guevara został komendantem
więzienia La Cabana. Nadzorował zabicie około tysiąca więźniów, kazał zastrzelić
kilkudziesięciu, zabijał również sam. Pierre San Martin, były więzień, pisze w swoich
wspomnieniach o czternastoletnim chłopcu, uwięzionym za próbę obrony zabijanego przez
rewolucjonistów ojca: „...Wtedy zobaczyliśmy, że Che wyjmuje pistolet z kabury. Wydawało
się, że to nie może się zdarzyć. Ale Che podniósł pistolet, przyłożył lufę do karku chłopca
i strzelił. Kula niemalże oderwała chłopcu głowę...”
Ernesto Guevara dużo mówił. O Murzynach: „parszywe lenie”. O sobie: „Oszalały
z furii zanurzam karabin we krwi i zarżnę każdego wroga, który wpadnie mi w ręce...”.
W roku 1962 w wywiadzie dla „London Daily Worker”: „...Jeśli pociski (sowieckie głowice
jądrowe) zostałyby, użylibyśmy ich przeciwko samemu sercu Ameryki, wliczając w to Nowy
Jork. Pomaszerowalibyśmy ścieżką do zwycięstwa, nawet gdyby miało to kosztować
miliony atomowych ofiar.(...) Musimy podtrzymywać naszą nienawiść i napędzać ją aż do
skurczów... W grudniu 1964 na Forum ONZ deklarował: „...Będziemy dokonywać egze–

24 –
kucji tak długo, jak to konieczne. To śmiertelna
wojna z wrogami rewolucji!.” W kwietniu 1967
– roku swojej śmierci pisał w jednej z hawańskich
gazet: „...Czynnikiem walki jest nienawiść,
która przekracza naturalne ograniczenia istoty
ludzkiej i czyni z niej gwałtowną, selektywną
i zimną maszynę do zabijania....”. Wielbił Stalina,
raport Chruszczowa o zbrodniach stalinowskich
uważał za „burżuazyjną prowokację”. Niedługo
potem chwalił Chruszczowa za masakrę powstania
na Węgrzech.
Nie przeszkodziło to magazynowi „Time”
umieścić go wśród „bohaterów i ikon” dwudziestego
wieku obok m.in. Matki Teresy. Walter
Salles poświęcił mu hagiograficzny film „Dzienniki
motocyklowe”, przyjęty na festiwalu Sundance
owacją na stojąco przez m. in. Al Gore`a,
Sharon Stone, Meryl Streep... Jego popiersie
postawiono rok temu w środku Wiednia, słynny
portret autorstwa Kordy tatuują sobie na skórze
„celebryci” od Angeliny Jolie do Mike’a Tysona,
a piosenkarka Madona stylizuje się na niego na okładce płyty „American Life”. W kraju,
w którym rewolucjonista z czerwoną gwiazdą powinien kojarzyć się jednoznacznie, pewien
olsztyński radny zamierzał uatrakcyjnić wizerunek Kopernika ubierając go w beret Che.
Kandydat PO na prezydenta Katowic promował się koszulkami ze swoją twarzą upodobnioną
do El Comandante. Prominentni politycy lewicy mówili o Ciemnogrodzie, w którym nie
będzie można nosić koszulek z wizerunkiem Guevary, gdy Sejm debatował nad projektem
zakazu rozpowszechniania propagandy komunistycznej.
Wydaje się oczywiste, że bez znakomitego zdjęcia Alberto Kordy i jego często bardzo
udanych wersji, postać Ernesto „Che” Guevary nie zaistniałaby w globalnej wyobraźni.
Na powielanym w nieskończoność portrecie uwodzi mocnym i dalekim spojrzeniem,
romantycznie rozwianymi włosami, zawadiacko nasuniętym beretem z czerwoną gwiazdą.
Chciałoby się mieć takiego człowieka po swojej stronie, a odruchowo jest się z nim.
To zdjęcie było strzałem w dziesiątkę. Strzałem tak celnym, że jego bohater znalazł się nie
tylko na odkurzanej okazjonalnie partyjnej półce obok Marksa, Lenina, Dzierżyńskiego,
czy Mao. Fenomen „Che” dzięki portretowi Kordy przelał się setkami tysięcy kanalików do
szerokiego nurtu mainstreamu. Od ścian pokoi licealistów i studentów (szablon do nabycia
w Castoramie) do koszulek zdobiących torsy ludzi interesu przy sobotnim grillowaniu.
Siła tego wizerunku jest taka, że stał się nieusuwalnym elementem kultury globalnej.
Czerwona gwiazdka nad czołem romantycznego bohatera, skąpana w sosie pop dostąpiła
uniewinnienia. Wspomniany kandydat na prezydenta miasta mówił o „używaniu stylistyki
pop-kultury”. Mała, bez jednego ramienia ukrytego pod fałdką beretu nie kojarzy się
z ostrymi gwiazdami NKWD, Pol-Pota, czy Kim-Ir-Sena. Konsumentom informacji masowej
przesłoniła setki tysięcy czerwonych znaków, w imię których dzieją się do dzisiaj
rzeczy straszne. To między innymi dzięki gwiazdce Che czerwona gwiazda nie uzyskała
w wyobraźni zbiorowej znaku ujemnego. Uwodzicielskie dzieło Alberto Kordy pomogło – nie
znalazła się w wizualnym piekle, w którym smaży się swastyka.
Postać Che stała się niezniszczalnym stereotypem w epoce masowego i obowiązkowego
przełamywania tychże. A także zjawiskiem ponadpokoleniowym. Młodzi ludzie,
identyczni z tymi, których Che zamykał w obozach „reedukacyjnych” noszą z dumą jego
Ernesto „Che” Guevara

– 25 –
portret na piersi. Carlos Santana, który za swoją muzykę trafiłby tam również, odbiera
nagrodę Grammy ubrany w koszulkę z tymże portretem. W „Roku 1984” ofiary Wielkiego
Brata pokochają go w wyniku okrutnych zabiegów. W przypadku Che ludzie tożsami
z jego ofiarami kochają go sami z siebie. Orwell tego nie przewidział. Paradoks osiągnął
tu swój paroksystyczny szczyt. Kultura obrazkowa, wizualny mechanizm bezmyśli
i niezniszczalnych skojarzeń osiągnęły tu pełnię. Śmierć i cierpienia zadane przez Che
spływają po jego wydrukowanych twarzach nie zostawiając żadnych śladów. To następne
zaprzeczenie literaturze – tym razem „Portretowi Doriana Gray’a”. Podczas gdy dusza
Ernesto Guevary tkwi w otchłani, jego alter ego dostępuje zwielokrotnionego zbawienia
w ziemskim raju idolatrii.
W jakiejś mierze Alberto Korda wytworzył coś więcej, niż pop – ikonę. Dla pewnej
kategorii ludzi Che stał się bożkiem, zapełniając opuszczone przez młodzież ołtarzyki
świętych. Jeszcze w połowie dwudziestego wieku święci zamieszkiwali przestrzeń, w której
poruszał się młody człowiek. Byli pośrednikami ze światem Dobra, ujmowali niezwykłością
i ofiarnością w służbie człowieka. Che stał się substytutem takiej postaci. Rewolucja
zastąpiła Niebo a deklaratywne dobro ludu – miłość bliźniego. Natura nie znosi próżni.
Istniejąca wśród patrzących wyżej własnego pępka potrzeba takiej postaci spotkała się
z hipnotycznym wręcz działaniem obrazu. Idąca z niego ogromna siła skojarzeń i emocji
zniszczyła rzeczywistość kreując fałszywego proroka.
Hipnoza lecznicza wymaga wstępnej zgody hipnotyzowanego. Hipnoza społeczna
dokonywana za pomocą narzędzi kultury wdziera się w psyche bez uprzedzenia, czerpiąc
z magazynu skojarzeń, działając na uczucia, szantażując wykluczeniem, banalizując.
Obraz jest idealnym nośnikiem przekazu hipnotycznego. Z obrazem skonstruowanym
z przekonywującej narracji i nieuświadomionych podtekstów się nie dyskutuje. Nie posiada
się narzędzi do przeciwstawienia potrójnemu atakowi – na emocje, na rozum i na podświadomość.
A obraz wrasta. Zapuszcza korzenie, wydaje owoce. Oprzeć się może tylko dobry
ogrodnik, umiejący odróżnić i wyplewić piękne chwasty.
Szereg twórców – hipnotyzerów manipulujących człowiekiem za pomocą sztuki jest
bardzo długi i jeśli jest tam loża arcymistrzów, to artysta fotograf Alberto Korda siedzi
w niej obok artysty malarza Jacques – Louis Davida.
Przemysław Zawadzki

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 1:47 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group