" /> Dyskusje ogólne :: REŻYSER PUTIN
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

REŻYSER PUTIN

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Sty 02, 2011 12:46 pm    Temat postu: REŻYSER PUTIN Odpowiedz z cytatem

REŻYSER PUTIN
Nowe Państwo | 30.12.2010 | autor: Paweł Zyzak

„Putin zaprosił Berłuscomego do swojej daczy. Nalegał, by wybrali się na polowanie tylko we dwóch. Berlusconi ubrany w ciepłą futrzaną czapę wędrował po śniegu za swym rosyjskim kolegą. Politycy rozmawiali, snuli plany na przyszłość. W pewnej chwili w pobliżu przemknął cień. Putin sięgnął po broń i wystrzelił. Okazało się, że zabił jelenia - jednym wystrzałem. Potem wyjął wielki nóż, rozciął klatkę piersiową zwierzęcia i wyciął mu serce. Podał Berlusconiemu jako wyraz braterskiej przyjaźni. Bardzo się zaniepokoił, gdy okazało się, że włoski premier najpierw zbladł, a potem zemdlał" - taki oto cytat, będący streszczeniem artykułu we włoskim dzienniku „La Stampa", nawiedził portale internetowe w dzień Świętego Mikołaja. Nie tylko premier Berlusconi mógł pomyśleć, że z jego „przyjacielem" jest coś nie tak. Może nie zdążył przywyknąć do tak osobliwego rytuału „braterstwa krwi". W każdym razie wiele interesujących wniosków o osobowości Władimira wyciągnęliby zawodowi psycholodzy. Obojętne, czy polscy top artyści posługują się wiedzą medyczną, czy właściwą artystom wrażliwością, nowy image Federacji Rosyjskiej przekonuje ich do tego, aby zamieniali swą twórczość w nawóz pod nowe stosunki polsko-rosyjskie. Oby tylko dobrze rozumieli to „nowe"...

Nauki Poznera
Władimir Pozner, gwiazda rosyjskiego dziennikarstwa, w listopadzie 2007 r. w renomowanym amerykańskim programie „Frontline" opowiadał Victorii Gamburg o przemianach w Rosji: „W 1996 r. (...) rozpoczęła się druga kadencja Borysa Jelcyna, ale zanim nastąpiła, rankingi popularności dawały mu około 5 procent, a pan (Giennadij) Ziuganow, szef Partii Komunistycznej, cieszył się popularnością około 30 procent. Było wtedy jasne, kto zostanie następnym prezydentem. Komuniści wracali. Wówczas, w Davos, w Szwajcarii, grupa poprawnie wówczas nazywana »oligarchami« zebrała się (...). Kontrolowali oni telewizję i stwierdzili: »Nie pozwolimy Komunistom na powrót. Zainwestujemy ogromne pieniądze w kampanię Jelcyna, będziemy pokazywać go w telewizji cały czas. mówiąc o nim pozytywne rzeczy i nie damy nawet dnia Ziuganowowk. W efekcie popularność Jelcyna pięła się i pięła, i wygrał wybory. Ludzie, którzy to oglądali, włączając w to pana Putina, mówili: »Więc to jest to, co możesz zrobić z telewizją!«. Stało się jasne, że ktokolwiek kontroluje telewizję, kontroluje opinię publiczną. Pan Putin, z jego poglądami na to, jak Rosja musi ewoluować i jak to zrealizować, wziął pod uwagę także telewizję".
Dopytywany przez dziennikarkę, dlaczego Putin powstrzymał się przed przejęciem stacji radiowej Echo Moskwy zwanej „ostatnim bastionem wolnych mediów w Rosji", Pozner stwierdził, że stacja ma dawać „ujście parze". „To okno, na które można wskazać i powiedzieć: »Jak to nie mamy demokracji? Słuchaj tej radiostacji«" -wyjaśnił.

Niechciane życiorysy
W czasach sowieckich dzięki znakomitej znajomości języka angielskiego i kontaktom z otoczeniem Chruszczowa Pozner stał się zaufanym korespondentem reżymu. Pracę zaczynał w wydawanym przez agencję informacyjną Novosti magazynie „Soviet Life". W latach 70. i 80. reprezentował w amerykańskich mediach punkt widzenia władz ZSRS. Był częstym gościem programu „The Phil Donahue Show". Bronił najbardziej kontrowersyjnych decyzji Sowietów, jak inwazji na Afganistan w 1979 r. czy zestrzelenia samolotu pasażerskiego KAL 007 koreańskich linii lotniczych w 1983 r. Do perfekcji opanował metodę polemiki tu quoque, manipulacji polegającej na owijaniu interlokutora pajęczyną hipokryzji, czyli argumentacji za pomocą zwrotów: „A pan też", „A wyście też", sprawdzonej w słynnym zdaniu: „A u was biją Murzynów".
Pozner jest dziś zwolennikiem Putina, ale tak jak w czasach sowieckich może pozwolić sobie na więcej niż inni dziennikarze rosyjscy. Przed 1991 r. mówił 0 drobnych „błędach" ZSRS, co wraz z tu quoque czyniło go niezwykle skutecznym rozmówcą. Uważa, że w czasach ZSRS nie było dziennikarstwa i żałuje, że zmarnował życie, służąc propagandzie. Mówi także: „Putin jest w pełni patriotą rosyjskim. Chce widzieć Rosję silnym, zdrowym krajem, gdzie ludzie prowadzą godne życie, gdzie ludzie są szczęśliwi, gdzie Rosja stanowi pierwszorzędną pozycję na scenie światowej. Wcale nie jest szowinistą", po czym dodaje: „Nie jestem wielkim fanem Putina. Nie jestem typem »hurra-hurra«".

W walce o status quo
Pozner posiada uznaną pozycję w oczach zachodnich ekspertów, dzięki czemu jest doskonałym „pasem transmisyjnym" Kremla. Wiosną 2010 r. sekretarz stanu USA Hillary Clinton w autorskim show Poznera w pierwszym programie rosyjskiej telewizji publicznej uwodziła swego rozmówcę jego własnymi przemyśleniami. Celem USA na świecie jest „zabiegać o podtrzymanie równowagi, która pomaga jednostkom w poszczególnych krajach rozwijać się, samorealizować. Bardzo chcemy mieć silną Rosję, ponieważ uważamy, że silna, zdolna konkurować, dobrze prosperująca Rosja jest w interesie świata. Ale w tym samym czasie są kraje, w których status quo nie istnieje".
Ku nieszczęściu sąsiadów Rosji, Barack Obama i Hillary Clinton gotowi są zaryzykować konkluzję, że skoro „równowaga" sprzyja „rozwojowi" i „samorealizacji", USA nie powinny były dopuścić do rozpadu ZSRS. Obama i Clinton świadomie wzmacniają obecnie w Rosji status quo faceta z wielkim nożem w jednej ręce i krwawiącym sercem w drugiej, tak jak w Polsce status quo kształtowany przez rząd wydawałoby się ostentacyjnie antyamerykański i nadaktywnie prorosyjski. Jednakże różnica między ambicjami ekipy rosyjskiej i polskiej jest istotna. Rosyjskie ambicje są globalne, polskie partnerskie" i „braterskie". Owszem, Putin jest idealnym kandydatem na brata, ale „brata krwi".

W walce ze status quo
Sprawujący obecnie urząd premiera Polski następująco analizował w 2005 r. „stabilizację" tym razem polskiego postkomunizmu: „Musimy bowiem z jednej strony pokonać siły chroniące zgniłe status quo (...). W konfrontacji z cynicznym aparatem upadłego reżymu musieli przegrać ludzie o szlachetnych intencjach, pełni reformatorskiego zapału i pokojowego abolicyjnego nastawienia do niedawnych ciemięzców". I dalej: „Interes materialny i polityczne bezpieczeństwo coraz częściej kazały partiom ulegać rozmaitym grupom nacisku od związków zawodwych po pojedynczych oligarchów, 1 uciekać od decyzji sensownych z punktu widzenia interesu ogólnego, ale nieopłacalnych dla nich samych. (...) Liberalna demokracja przeistaczała się w liberalną dekorację, za którą politycy coraz namiętniej oddawali się »załatwianiu«, prawdziwe rządzenie pozostawiając nieformalnym układom towarzysko-biznesowym. (...) Rady nadzorcze spółek Skarbu Państwa zamiast pilnować publicznego interesu, stały się siedliskiem korupcji i instrumentem budowania wpływów partyjnych w gospodarce". Ironią historii Polski po 1989 r, i ironią losu autora tych słów jest fakt, iż to za jego kadencji ów status quo osiągnął punkt szczytowy. Wyznacza je przede wszystkim nowa jakość w stosunkach z Rosją. Słuszność leży po stronie publicystów „Gazety Polskiej", którzy twierdzą, że jeśli mamy w Polsce - jak powiedział ongiś lider opozycji Jarosław Kaczyński - „putinadę", to nie jest ona wytworem rodzimym, acz eksportowym.
Nie ma polskiego Putina, tak jak Jaruzelski nie był w PRL Pinochetem. Porównanie nie jest przypadkowe. Jeśli oba kraje, Rosja i Polska, osiągnęły status quo, to oznacza to koniec „wielkiej smuty" w tej pierwszej i historyczne zagrożenie dla tej drugiej. Stabilizacja nabrała tempa po 10 kwietnia 2010 r., równomiernie do tempa wzrostu tajemnic we wzajemnych relacjach: tajemnica katastrofy smoleńskiej, tajemnicze spotkanie ministra Siergieja Ławrowa z polskimi ambasadorami, tajemnicza umowa gazowa...

Show-biznes i polityka zagraniczna
Aby mieć pewność, skąd wieje „putinada", warto zejść na poziom niższy niż zawodowa polityka, naładowany mimo wszystko większą dawką szczerości. W polityce wewnętrznej od kilku już lat prawie cały przemysł filmowy zachowuje apolityczność. Polega ona na demaskowaniu „fobii" środowisk kontestujących postkomunistyczne realia, czyhających na przejęcie władzy i zatrzymanie postępu „ekonomicznego", który gwarantuje Polsce Unia Europejska, i postępu „we wzajemnych relacjach", który z kolei zapewnia Rosja.
Polscy „ludzie srebrnego ekranu" próbują rozwiązywać palące problemy także w polityce międzynarodowej. Możliwe, że niesłusznie Barbara Brylska, niegdysiejsza gwiazda bloku sowieckiego, bohaterka filmów „Faraon" i „Pan Wołodyjowski", przez wiele lat żaliła się międzynarodowej opinii publicznej na polski show-biznes. Brylska zagrała w absolutnym hicie komediowym w ZSRS „Ironii losu", który doczekał się dwa lata temu sequela. Twierdziła otóż aktorka w swych enuncjacjach publicznych, że jej sukces w ZSRS wzbudził zazdrość filmowej społeczności w Polsce i przez to była w ojczyźnie ignorowana. Przez sukces Brylska rozumiała wyniki sowieckich sondaży w 1976 r., wedle których była najbardziej rozpoznawaną aktorką w „federacji", oraz Nagrodę Państwową ZSRS, jaką otrzymała rok później.
Moment jednak, w którym przyjmowała nagrodę, był szczególny. Nie tylko był to czas formowania się zwartej opozycji antysystemowej w Polsce, ale przede wszystkim rok wpisania do konstytucji PRL zapisów o „przewodniej roli PZPR" i nierozerwalnym sojuszu z ZSRS. Oba artykuły wzbudziły rezonans nawet w szeregach PZPR, trudno więc dziwić się krytyce Brylskiej ze strony opozycji.

Powrót Brylskiej
Dziś co bardziej szumni polscy celebryci wydają się zmazywać własnym postępowaniem „winę", która mogła ciążyć Brylskiej i na Brylskiej. Jej nazwisko przypomniał ostatnio minister spraw zagranicznych Polski, absolwent Oksfordu, Radosław Sikorski przy okazji kolejnej wizyty Siergieja Ławrowa w Polsce, w październiku tego roku. Absolwent renomowanej uczelni i były sowiecki dyplomata wręczyli Barbarze Brylskiej dyplom „zasłużonych dla zbliżenia społeczeństw Polski i Rosji". Przypomniała o sobie także sama aktorka. Poniesiona duchem czasów, wręcz wyśpiewała: „Chciałabym podziękować, zwłaszcza panu ministrowi Ławrowowi. I powiedzieć mu, że go kocham. Bo kocham cały naród rosyjski. I kłócę się z tymi, którzy go nie kochają. Jedyne polityczne moje wywody to jest kłótnia z tymi, co was nie kochają. Nienawidzę ich. Naprawdę. Pan minister jest tak pięknym mężczyzną, że musiałam to powiedzieć". Mówiąc o ostracyzmie środowiska filmowego w latach 70. i 80., Brylska miała zapewne także na myśli tworzącego wówczas Andrzeja Wajdę. W trakcie ostatnich wyborów prezydenckich reżyser na uroczystości prezentującej komitet honorowy kandydata partii rządzącej wzywał do konstruktywnej debaty nad przyszłością Polski: „To jest wojna domowa, to jest walka o wszystko!". Niespełna dwa miesiące później dowiedział się z rosyjskich mediów, że od władz Federacji Rosyjskiej otrzyma odznaczenie, które 33 lata wcześniej przyznano Barbarze Brylskiej. Z tą subtelną różnicą, że Nagroda Państwowa ZSRS to w XXI w. Nagroda Państwowa Federacji Rosyjskiej. Z tajemniczych powodów Wajda odznaczenia nie otrzymał. Ale o nim nie zapomniano - 6 grudnia 2010 r. prezydent Dmitrij Miedwiediew uhonorował go Orderem Przyjaźni Federacji Rosyjskiej.

Jednorożce a polityka historyczna
Państwo stroniącego ponoć od szowinizmu Władimira Putina wspiera na kilku płaszczyznach tzw, politykę historyczną. W prasie, książkach i filmach konsekwentnie przemyca przesłanie o wyższości cywilizacji wschodniej i wiary prawosławnej nad Europą łacińską. W głośnym filmie „Rok 1612" rolę złego Polaka i nosiciela zachodniego wirusa zagrał właśnie Polak, Michał Żebrowski. Premiera obrazu miała nie tylko uświetnić obchody Dnia Jedności Narodowej, ustanowionego na pamiątkę odbicia Kremla z rąk Polaków w 1612 r., lecz także, czego nie ukrywały władze państwowe, wyjaśnić Rosjanom, dlaczego jest obchodzony.
Niektórzy krytycy filmowi narzekali po obejrzeniu superprodukcji na elementy baśniowe. Na słynne jednorożce oraz mieszanie się świata fantastyki z rzeczywistością. Inni, wśród nich także historycy, słusznie zauważyli, iż nawet owa „rzeczywistość" niewiele ma wspólnego z historią. Jeszcze inni oznajmili, iż aktorzy ubrani w szaty XVII-wieczne odegrali teatr antypolski, który wcale nie wyjaśnia, czym był „wielka smuta".
Żadnego z tych problemów nie zauważył odtwórca roli anonimowego „hetmana", z umiłowania alkoholika i sadysty, Michał Żebrowski. „Z faktami historycznymi nie ma co dyskutować. »1612« jest w tym samym stopniu filmem »antypolskim«, co »Ogniem i mieczem« było filmem »antyukraińskim«" - tłumaczył w wywiadzie dla programu „Dzień Dobry TVN". „Nie widzę też nic złego w tym, że powstał na zamówienie Kremla. Chętnie zobaczyłbym film o wydarzeniach pod Monte Cassino zrobiony za pieniądze z polskiego budżetu" - dodał. Zdziwienie Chotinienki
Zdziwienie Żebrowskiego podzielił reżyser „Roku 1612" Władimir Chotinienko. „Nigdy nie zdołałbym nakręcić antypolskiego filmu" - przekonywał w dzienniku „Izwiestija". „Chociażby dlatego, że zbyt droga jest mi przyjaźń z Krzysztofem Zanussim i za bardzo cenię sobie znajomość z Danielem Olbrychskim. Wychowałem się na polskim kinie". Chotinienko, by być jeszcze bardziej przekonującym, ironicznie porównał swoje dzieło, w którym hasają jednorożce, z produkcją Andrzeja Wajdy „Katyń": „Ja rzekomo kręcę antypolski film, a Wajda - antyrosyjski". Skoro „Katyń" miałby ewentualnie być antyrosyjski, warto przez chwilę zastanowić się, w jakim stopniu Stalin był prorosyjski, a w jakim dzisiejsza Rosja jest prostalinowska i prosowiecka.
W tym samym wywiadzie z października 2007 r. Chotinienko mówił o owocach pracy z producentem „Roku 1612": „Zadania filmu omawialiśmy z głównym producentem Nikitą Michałkowem. Wspólnie oglądaliśmy materiał, dyskutowaliśmy, on czynił swoje uwagi. Był przy tym maksymalnie delikatny". Michałkow to ciekawa postać. Syn autora słów do hymnu sowieckiego, poety Siergieja Michałkowa, i podobnie jak ojciec człowiek bardzo uzdolniony. Michałkow przy różnych okazjach przypomina, że jest osobistym przyjacielem figury z „sercem na dłoni", Władimira Putina.

Oblicza przyjaźni
Chotinienko nie mija się z prawdą, mówiąc o niciach przyjaźni między najsłynniejszymi polskimi i rosyjskimi reżyserami. Michałkow wystąpił np. w produkcji Zanussiego z 2005 r. „Persona non grata", w jednej z czołowych ról, obok np. Daniela Olbrychskiego. Olbrychski z kolei wystąpił w reżyserowanym przez Michałkowa megahicie z plejadą amerykańskich gwiazd „Cyruliku syberyjskim". Zagrał rolę odrażającego, przejawiającego problemy alkoholowe polaczyszki. Film reżysera Zanussiego inaczej, opowiada o skomplikowanej „przyjaźni" Polaków i Rosjan na szczeblu polityczno-biznesowym. Michałkow gra w nim wiceministra spraw zagranicznych Rosji.

Taras Bulba (director's cut)
W 2009 r. Olbrychski pojawił się na ekranach kin jako odtwórca jednej z ról w filmie „Taras Bulba", ekranizacji powieści Nikołaja Gogola. Ten także powstawał za rosyjskie pieniądze. Produkcję finansowało rosyjskie Ministerstwo Kultury. Nad filmem pracował Vladimir Bortko, autor ekranizacji powieści Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata" oraz „Idioty" Fiodora Dostojewskiego. Choć pochodzi z Kijowa, przekonuje publicznie, że Ukraińcy nie są narodem. Są częścią narodu rosyjskiego, a Ukraina jest południową częścią Rosji.
Udało się mu zaangażować do współpracy nie tylko odtwórczynię roli Ligii w „Quo vadis", Magdalenę Mielcarz, ze strony polskiej, lecz także np. Chmielnickiego z „Ogniem i mieczem", Ukraińca Bohdana Stupkę. A zaangażował ich do nakręcenia filmu przede wszystkim antyukraińskiego.
Bortko z premedytacją dokonał „uzupełnień", których nie przewidział na kartach swojej książki pisarz. Na przykład Polacy nie zabili w niej żony Tarasa Bulby, czym nie wywołali u niego żądzy zemsty. Nie było także masowego niszczenia przez „polskich panów" cerkwi prawosławnych. Antoni Zambrowski zauważył w swej recenzji rzecz równie ciekawą: Mielcarz mówi w filmie po polsku, Żyd Jankiel w jidysz, a siczowi zaporoscy Kozacy deklamują nie po ukraińsku, lecz po rosyjsku.

Wykład Putina
Od połowy 2000 r., gdy Putin skupił przy sobie władzę w Rosji, realizuje, jak zauważył Władimir Pozner, cel. Cel nie estetyczny, ale polityczny. Przemysł filmowy jest tylko środkiem do tego celu. Gdy na potwierdzenie pewnych sfalsyfikowanych tez może posłużyć się Polakami, zbliża się do tego celu. Dla Putina skupowanie/ werbowanie polskich aktorów, znanych z ekranizacji wielkich dzieł narodowych, to zawodowy odruch, dla Michała Żebrowskiego może to sztuka i pieniądze. Czasami, jak Katarzyna II i Stalin, Putin mistrzowsko jest w stanie zwerbować kogoś na osobisty „urok".
„Po nim po prostu widać, że nie ma żadnych kompleksów, bo stoi za nim wielkie państwo i naród" - opowiada o powodach swej fascynacji byłym oficerem KGB Olbrychski. „Spotkaliśmy się raz podczas przyznania mi Nagrody imienia Konstantego Stanisławskiego, którą co roku otrzymuje jakiś wybitny zagraniczny aktor. (...) Zaprosił prominentnych gości - m.in. Nikitę Michałkowa, Emira Kusturicę i mnie. Putin powiedział mi, że wychował się na polskich filmach, zwłaszcza Wajdy i Hoffmana".
Angażujący się namiętnie w polską politykę po stronie formacji, która dziś gwarantuje mu spokój psychiczny w brataniu się z gildią filmowców ze Wschodu, młody Żebrowski powinien czytać scenariusze filmowe z uwzględnieniem historii i współczesnej geopolityki. Putin zakończył w Rosji okres „wielkiej smuty" i po spustoszeniu umysłowym, które zaprowadził ZSRS, wykłada teraz Rosjanom historię. Jeżeli Aleksandr Łukaszenka jest w stanie wmówić Białorusinom, że wielka wojna ojczyźniana była wojną o niepodległość Białorusi, a marszałek Stalin był wodzem Białorusi, Putin ma pełne prawo sądzić, że wmówi Rosjanom, iż w XVII w. po nadwołżańskich trzęsawiskach biegały jednorożce.

Foto popis| Kadry z filmu „Rok 1612" w reżyserii Władimira Chotinienki. Odtwórca jednej z ról - Michał Żebrowski - w jednym z wywiadów mówił: „Z faktami historycznymi nie ma co dyskutować. »1612<< jest w tym samym stopniu filmem "antypolskim", co "Ogniem i mieczem" było filmem »antyukraińskim«. Nie widzę też nic złego w tym, że powstał na zamówienie Kremla".
Foto popis| „Putin jest w pełni patriotą rosyjskim. Chce widzieć Rosję silnym, zdrowym krajem, gdzie ludzie prowadzą godne życie, gdzie ludzie są szczęśliwi, gdzie Rosja stanowi pierwszorzędną pozycję na scenie światowej. Wcale nie jest szowinistą" - mówi Władimir Pozner, gwiazda rosyjskiego dziennikarstwa.
Foto popis| „Chciałabym podziękować, zwłaszcza panu ministrowi Ławrowowi. I powiedzieć mu, że go kocham. Bo kocham cały naród rosyjski. I kłócę się z tymi, którzy go nie kochają. Jedyne polityczne moje wywody to jest kłótnia z tymi, co was nie kochają. Nienawidzę ich. Naprawdę. Pan minister jest tak pięknym mężczyzną, że musiałam to powiedzieć" - Barbara Brylska po otrzymaniu dyplomu zasłużonych dla zbliżenia społeczeństw Polski i Rosji.
Foto popis| E Daniel Olbrychski wystąpił w reżyserowanym przez Michałkowa megahicie z plejadą amerykańskich gwiazd „Cyruliku syberyjskim". Zagrał rolę odrażającego, przejawiającego problemy alkoholowe polaczyszki.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 05 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pon Gru 05, 2016 11:26 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Sty 02, 2011 3:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
„Po nim po prostu widać, że nie ma żadnych kompleksów, bo stoi za nim wielkie państwo i naród" - opowiada o powodach swej fascynacji byłym oficerem KGB Olbrychski. „Spotkaliśmy się raz podczas przyznania mi Nagrody imienia Konstantego Stanisławskiego, którą co roku otrzymuje jakiś wybitny zagraniczny aktor. (...) Zaprosił prominentnych gości - m.in. Nikitę Michałkowa, Emira Kusturicę i mnie. Putin powiedział mi, że wychował się na polskich filmach, zwłaszcza Wajdy i Hoffmana".

Teraz jeszcze sprawa wygląda tak, a być może za parę lat ruszy Olbrychski z jakimś orężem na fotogramy znieniawidzonych Polaków, podobnie jak potraktował (być może dla wzmożenia zainteresowania sobą mediów) swoją podobiznę w niemieckim mundurze.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group