" /> Dyskusje ogólne :: Wart Pac pałaca...
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wart Pac pałaca...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pon Sty 24, 2011 10:54 pm    Temat postu: Wart Pac pałaca... Odpowiedz z cytatem

Gdy się czyta tekst wywiadu, przeprowadzonego przez Pana Roberta Mazurka z Doradcą Prezydenta Henrykiem Wujcem, można pomyśleć, że to jakiś program kabaretowy, ale nie. Tekst z Rzepy, pt."Prezydent z natury niepodległy"
Cytat:
Bronisław Komorowski wybija się na niepodległość?

Henryk Wujec: No nie, prezydent z natury, z mocy konstytucji jest niepodległy. A ustawy o cięciach w administracji nie podpisał nie dlatego, żeby coś zademonstrować…

Nie?

Skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, bo publicznie były podnoszone wątpliwości, czy jest zgodna z ustawą zasadniczą. To najbardziej logiczna decyzja, jaką mógł podjąć.

Uff, czyli nic się nie stało, a wszyscy komentatorzy się mylą.

Naprawdę nie nadawałbym tej decyzji kontekstu politycznego. W tym, co prezydent zrobił, nie ma ani żadnej gry, ani umowy, ani konfliktu z Donaldem Tuskiem, nic.

To jak będzie teraz wyglądała współpraca Bronisława Komorowskiego z rządem?

Dobrze, ale to będzie współpraca, a nie podległość.

Porozmawiajmy o panu. Wrócił pan do polityki po dekadzie.

Nie czuję się politykiem, jestem po prostu doradcą prezydenta.

A jakie to było uczucie, gdy dziesięć lat temu odchodził pan z Sejmu?

Jak pan wie, bardzo trudno przestać być politykiem.

Bo ciężko znaleźć pracę?

Pokutuje myślenie, że byłemu posłowi nie można zaproponować zwyczajnej pracy i nie zostanie stróżem. Ale jak pojawi się lepsza propozycja, to już słyszy się, że dostał ją z powodów politycznych. Mnie też trochę czasu zajęło, aż znalazłem się w sektorze pozarządowym.

Ale co pan czuł, gdy musiał po 12 latach oddać mandat poselski?

Ulgę. Był taki okres – rok 1989, że trzeba było zostać politykiem, ale w pewnym momencie zaczęło mnie to uwierać. Jeszcze początek mej pracy w Sejmie to był okres przełomu, zasadniczej zmiany, mieliśmy poczucie, bycia nie tyle politykami, ile realizowania tego, o czym marzyliśmy wcześniej. Ale potem powstały normalne partie i zamiast rewolucji przyszła gra polityczna. A ta podobała mi się mniej.

Bo?

Bo grając zespołowo, musimy schować własne poglądy, a to jest przykre, kiedy trzeba w telewizji kłamać w żywe oczy.

Kłamał pan?

Zdarzyło się. Nie zaprzeczałem faktom, ale musiałem popierać jakiś pogląd, bo przecież nie mogłem walić w swoją partię. Nawet jeżeli z czymś się nie zgadzałem, mówiłem, że to słuszne, że popieram…

I teraz znów pan musi.

Zawsze w skrajnym wypadku mogę powiedzieć, że w tej sprawie się nie wypowiadam.

A nie boi się pan, że będzie musiał chwalić bez umiaru?

Nie sądzę, jestem tylko doradcą.

Po podróży prezydenta do USA ogłosił pan, że ta wizyta była potrzebna Obamie, który musiał się uwiarygodnić po przegranych wyborach do Kongresu.

A dlaczego tak usilnie zapraszał prezydenta Komorowskiego? Przecież to był normalny piar. Po dotkliwej porażce demokratów chciał pokazać, że ma mocnych sojuszników.

Wizja, że Obama musi podczepiać się pod amerykańską popularność Komorowskiego jest jednak dość komiczna.

Ja tylko mówię, że przecież obaj prezydenci wcześniej spotkali się w Lizbonie, zaplanowali wizytę w Waszyngtonie na ten rok, ale Amerykanie zaproponowali jej przyspieszenie. Musieli mieć swoje powody, więc powiedziałem prawdę.

Prezydent jest tak popularny w Ameryce, że spotkanie z nim poprawiło notowania Obamy? No, no…

Nie prezydent, a Polska. Gdy w Kongresie była głosowana umowa START, liczył się każdy głos.

Trzeba przyznać, że prezydent jest bardzo aktywny w nagradzaniu swoich przyjaciół. Panowie zostali doradcami…

Każdy z nas trafił do zespołu doradców trochę inaczej. Ja byłem najpierw sondowany: ktoś spytał mnie na przyjęciu, rozmawiał ze mną pewien socjolog, aż w końcu zadzwonił szef kancelarii Jacek Michałowski i zaproponował, bym zajął się sprawami rolnictwa, ale odmówiłem, bo nie byłoby dobrze widziane, gdyby sprawami wsi zajmował się chłop z Marszałkowskiej. I powiedziałem, że interesuję się sprawami organizacji pozarządowych. Tak doszliśmy do porozumienia.

W kancelarii znalazło się kilkoro polityków z dawnej Unii Wolności. Spłata długów, bo rozstanie nie było zbyt miłe?

Rzeczywiście, kiedy w 1996 roku Bronisław Komorowski z grupą Rokity odchodził z Unii i zakładał SKL, w partii było sporo żalu, ale to było, minęło, nie trzymamy urazy.

Ordery też prezydent przyznaje swojemu środowisku.

No, nie, nie, to nieprawda. Kiedy pod koniec zeszłego roku jeździliśmy po Polsce na obchody rocznicowe, to odznaczani byli ludzie z obozu "Solidarności" o różnych poglądach.

Bardzo różnych: Michnik, Bielecki, Hall… Pełen przekrój.

To wszystko ludzie "Solidarności".

Adam Michnik powinien dostać Order Orła Białego?

Nie mam żadnych wątpliwości! To czołowa postać w naszym procesie odzyskiwania wolności. Nie ma ludzi idealnych, nawet święci popełniali błędy, więc i Adam Michnik też, ale z pewnością ma szczególne osiągnięcia w tym, że jesteśmy wolnym krajem.

A Jan Krzysztof Bielecki?

Jest zasłużony w sprawie reform gospodarczych…

Bardziej niż Leszek Balcerowicz?

Uważam, że i on powinien dostać Order Orła Białego, ale nie wszystko naraz.

Może długo poczekać, bo wziął się za krytykę rządu.

Nie sądzę, by to odgrywało rolę. Wie pan, skoro Orła Białego dostał pierwszy premier po przełomie Tadeusz Mazowiecki, to i drugi premier…

W takim razie trzeci premier Jan Olszewski ma to jak w banku, tym bardziej że od Bieleckiego ma o niebo większe zasługi opozycyjne.

Jak się pojawi ta kandydatura, to się zastanowię i panu odpowiem. Bardzo cenię go za lata opozycyjne, za późniejsze mniej…

To casus Michnika, którego szanujemy za działalność opozycyjną, a później bywa różnie.

Ja też go krytykowałem za te gesty spoufalania się z generałami Jaruzelskim i Kiszczakiem.

Akurat w tej sprawie powinien pan dyplomatycznie milczeć, bo to Komorowski zaprosił Jaruzelskiego na posiedzenie RBN.

Byłem tym zaskoczony, ale Bronisław Komorowski powtarzał, że nie zmienił swojej oceny stanu wojennego i generała. To była jednak bardzo kontrowersyjna decyzja.

Prezydent popełnił błąd?

Ja bym tego nie zrobił. Myślę, że Bronisław Komorowski chciałby doprowadzić do zasypania podziałów i po stronie prawicy, i po stronie lewicy. W tym duchu patrzyłbym na zaproszenie dla gen. Jaruzelskiego.

To raczej zasypanie podziałów między dobrem a złem.

Nie, to zasypywanie podziałów i z prawa, i z lewa.

Jaruzelskim powinien zająć się sąd, a nie prezydent zasypujący podziały.

Też uważam, że generał powinien stanąć przed sądem. Moją intencją jako doradcy jest, by choć trochę złagodzić podziały wewnątrz dawnego obozu "Solidarności", byśmy mogli razem świętować ważne daty naszej historii. Byłoby dobrze, gdybyśmy mogli razem przygotować 30. rocznicę wprowadzenie stanu wojennego.

Razem z Jaruzelskim?

Nie, razem z całą dawną opozycją. Bo nie musimy się zgadzać co do oceny politycznej tego czy tamtego, ale powinniśmy się szanować. Nam zależy, by wykonać jakieś gesty wobec tej drugiej strony. Ja się znam z Andrzejem Gwiazdą od 100 lat i myślę, że Bronisław Komorowski nie miałby problemów, by dać mu Orła Białego.

A założycielowi i pomysłodawcy KOR Antoniemu Macierewiczowi?

Teraz to niemożliwe. Bo on jest zacietrzewionym przeciwnikiem czegokolwiek.

To samo powiedziałbym o Michniku. Jest równie zacietrzewiony.

No nie… Mnie samemu trudno byłoby się przełamać, by się teraz skontaktować z Antonim Macierewiczem.

Nie mówimy o tym, czy ktoś ma trudny charakter, ale jakie poniósł zasługi dla Polski. Sam mnie pan przekonywał, że tak należy patrzeć na Michnika.

Uważam, że Macierewicz miał ogromne zasługi dla powstania "Solidarności", ale później już nie był jakimś pierwszoplanowym, ponadprzeciętnym działaczem.

Czyli po prostu nikt z drugiej strony nie zasługuje na Orła Białego?

Tego nie powiedziałem.

To kto powinien go dostać?

Hm, musiałbym się zastanowić.

Jarosław Kaczyński?

Nie. Był jednym z setek działaczy opozycji.

Mniej zasłużonym niż Bielecki?

W okresie wolnej Rzeczypospolitej Kaczyński był autorem bardzo silnych konfliktów. Moim zdaniem to on ponosi znaczną część odpowiedzialności za rozpętanie wojny na górze, czego nie mogę mu wybaczyć.

A kto panu napisał "Heniu, czuj się odwołany"?

Wałęsa, ale za czyją poradą? Pretensje o wojnę na górze mam do obu, ale to Kaczyński był jej głównym inspiratorem, a to była rzecz skandaliczna, która do dziś się mści.

Karćmy raczej ramię, nie miecz. Dziś kocha pan Wałęsę, a winą za wojnę na górze obarcza Kaczyńskiego. To groteska.

Bo uważam, że to obóz Kaczyńskiego próbował zrobić z Wałęsy agenta, a to nie powinno się stać. Wałęsie można zarzucić jakieś błędy, ale to dzięki niemu żyjemy teraz w wolnym kraju.

Zmieńmy temat. Nie sądzi pan, że Bronisław Komorowski jako polityk opozycyjny zrobił wiele, by teraz nie szanowano urzędu prezydenta? Jak się panu podobało: "Jaka wizyta, taki zamach"?

Nie powinien tego mówić. Komorowski ma tendencję do ostrych, polemicznych sformułowań, których być może z przyczyn poprawności politycznej nie należałoby używać. Niepotrzebnie dezawuował prezydenta. Ja też oceniałem Lecha Kaczyńskiego krytycznie, ale po katastrofie razem z żoną staliśmy przy trumnie pary prezydenckiej w pałacu. Ale teraz to lider partii opozycyjnej mówi, że prezydent został wybrany przez nieporozumienie. Z podziwem patrzę, jak Bronisław Komorowski spokojnie znosi to, co go spotyka.

Nikt jeszcze nie nazwał prezydenta zapijaczonym kartoflem.

Może język jest inny, ale fakty są takie, że to Jarosław Kaczyński nie chce spotkać się z prezydentem i odmawia podania mu ręki.

Ale nikt od niego nie żąda opinii od psychiatry, nikt nie nazywa alkoholikiem czy wariatem.

Cytuje pan Janusza Palikota…

… wieloletniego przyjaciela domu państwa Komorowskich.

Ale on się wypowiadał we własnym imieniu.

Przez lata panowie byli nie tylko przyjaciółmi, ale najbliższymi sojusznikami politycznymi.

Czy to oznacza, że Bronisław Komorowski odpowiada za wypowiedzi Palikota? Niech pan nie żartuje!

W takim razie Kaczyński nie odpowiada za wypowiedzi Kurskiego czy Brudzińskiego, a Tusk za Grasia.

Kurski odpowiada za siebie, a Palikot za siebie. Zostawmy to. Ja również nie odpowiadam za niczyje wypowiedzi.

Z poważnych polityków PO to Bronisław Komorowski najostrzej atakował prezydenta.

No nie, marszałek Niesiołowski…

Mówiłem o poważnych politykach, a nie o Niesiołowskim czy Palikocie.

Jednak uważam, że trzeba odróżnić marszałka Niesiołowskiego od Palikota.

A ja nie. Wróćmy do pytania: czy Bronisław Komorowski sam nie osłabił autorytetu głowy państwa? Kto pod kim dołki kopie…

A ja uważam, że to nie on używał tego najostrzejszego języka, w kampanii wyborczej też się starał nie doprowadzać do konfliktów…

Brali to na siebie jego ludzie z komitetu honorowego.

Mnie też nie podobał się ten początek kampanii, ale to nie Bronisław Komorowski nadawał jej ton. Teraz, gdy pełni już urząd prezydenta, to również nie zaognia sporów. I mam nadzieję, że tak pozostanie.

Henryk Wujec od października 2010 r. jest doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego. W czasach PRL był współtwórcą opozycji demokratycznej, związany z Komitetem Obrony Robotników. Po 1989 roku poseł Unii Demokratycznej i Unii Wolności, w rządzie Buzka wiceminister rolnictwa. Od 2006 roku poza polityką. 23 września 2006 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył Wujca Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski


Źródło: http://www.rp.pl/artykul/9133,598723_Wujec--Prezydent-z-natury-niepodlegly-.html

Można sobie zadać pytanie czy jaki doradca taki Prezydent, czy też jaki Prezydent taki doradca?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 05 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pon Gru 05, 2016 3:20 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pon Sty 31, 2011 8:28 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dobra passa Roberta Mazurka trwa. Oto kolejny wywiad, który parę dni temu ukazał się na stronach Rzepy. Tym razem mamy wybitnego celebryte, perłę salonu, europejczyka - Daniela Olbrychskiego. Oto treść wywiadu (uzyskana z http://misqot.nowyekran.pl/post/594,bigosowanie-olbrychskiego , bo dziś Rzepa każe sobie już płacić za dostęp do http://www.rp.pl/artykul/601531.html )
Cytat:
Rządy mądrych, dobrych ludzi
Rozmowa Roberta Mazurka z Danielem Olbrychskim
Rz: Na kogo będzie pan głosował jesienią?
Daniel Olbrychski, aktor: Mam zaufanie do Platformy Obywatelskiej, więc na nich. Cała działalność polityczna Jarosława Kaczyńskiego polega na prowokacjach, skłócaniu ludzi. Nie można dopuścić, żeby Polacy oddali władzę PiS.
To musiał pan odetchnąć po wyborach prezydenckich.
Byłem przekonany, że Bronisław Komorowski wygra, myślałem nawet, że może się to stać w pierwszej turze, dlatego bardzo mnie zaskoczyły tak wysokie notowania Kaczyńskiego, które zawdzięczał wyjątkowo dobrej kampanii wyborczej.
Ale nie wygrał.
To byłoby bardzo złe dla Polski.
Dlaczego?
Przyglądam się mu od wielu lat, nie tylko teraz, kiedy postanowił zastąpić brata, i zawsze uważałem go za człowieka szkodliwego i dla polityki wewnętrznej, i międzynarodowej. Nie chciałbym mieć takiego prezydenta.
Jak szkodził Kaczyński?
Czas przeszły jest tu nie na miejscu, mógłbym mówić godzinami, jak szkodzi! W czasach pierwszej „Solidarności” wielokrotnie recytowałem na wiecach „Modlitwę” Tuwima: „Ziemi gdy z martwych się obudzi / I blask wolności ją ozłoci / Daj rządy mądrych, dobrych ludzi / Wielkich w mądrości i dobroci”.
Rozumiem, że to nie o Kaczyńskim?
Gdyby to miało być o nim, to byłby to numer kabaretowy. A propos mądrości – podejrzany jest stan umysłowy człowieka liderującego tłumkowi, który dzisiaj śpiewa „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Kaczyński jest liderem partii o silnych bolszewickich rysach, która liczy, że głupich w społeczeństwie jest większość. Nie przypadkiem Ludwik Dorn świadomie zacytował bolszewika Łunaczarskiego, głosząc, że „ci, którzy są przeciwko nam, też są z nami, tylko tego jeszcze nie wiedzą, ale my im to uświadomimy”.
Jak widzę, przeliczył się, wierząc w pańskie poczucie humoru.
Za to, co wygłosił jeden z najwierniejszych współpracowników prezesa Adam Hofman, który stwierdził, że „jak na kłamstwie katyńskim rozkwitła PRL, tak na kłamstwie smoleńskim żeruje obecna koalicja”, po prostu należy publicznie bić po mordzie.
Rozumiem, że ma pan ochotę bić po mordzie inaczej myślących, ale rozmawialiśmy o Kaczyńskim.
On jest człowiekiem głęboko nienadającym się do reprezentowania Polski i Polaków takimi, jakimi ja chciałbym ich widzieć. Wszyscy znamy jego osobowość, jego awanturnictwo, niezrozumienie świata.
I o awanturnictwie mówi człowiek wzywający do bicia po mordach? Ale mniejsza z tym. Komorowski świat rozumie?
Tak, o wiele bardziej. To człowiek przewidywalny, który budzi moje zaufanie. A Kaczyński przez ostatnie miesiące udawał kogoś, kim nie jest. A jak można w tak ważnym momencie jak kampania wyborcza udawać?! Ja rozumiem, że każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony, ale to jednak musi być wiarygodne. Tymczasem Jarosław Kaczyński dopiero po wyborach postanowił ujawnić swoją prawdziwą twarz, którą zresztą znamy od czasu, kiedy bracia rozpoczęli swoją karierę polityczną.
Pan tak świetnie zna Kaczyńskiego?
Przez osoby trzecie znam go od dzieciństwa, bo znam ludzi, którzy z braćmi Kaczyńskimi brali udział przy kręceniu „O dwóch takich, co ukradli księżyc”.
I już wtedy Kaczyńscy byli takimi potworami?
Patrząc na nich jak aktor starający się zrozumieć postać, którą zagra, widzę, że musieli być bici przez kolegów z klasy. Kolega z produkcji „O dwóch takich” opowiadał, że Kaczyńscy płakali wniebogłosy, że muszą wracać do szkoły, a tam to ich będą bili jeszcze bardziej niż wcześniej.
Hm, to bardzo ciekawe, bo Lejb Fogelman o tym nie wspominał.
A kto to jest?
Znany warszawski i amerykański prawnik, który chodził z nimi do klasy i opowiadał, jak to razem z braćmi tłukli innych.
A ja mam inne informacje i będę się upierał, że byli bici. Może niesłusznie, może prowokowali ludzi do agresji i teraz się w pewien sposób odgrywają.
Piękna ta psychoanaliza, ale taniutka. Facet po sześćdziesiątce odgrywa się, bo ktoś mu w podstawówce wlał?
Wydaje mi się, że może się to brać i z tego, choć akurat u Lecha w dużo mniejszym stopniu, bo ułożył sobie życie rodzinne u boku wspaniałej – a miałem okazję ją poznać – małżonki, miał śliczną córkę i wszystko to, co sugerowało normalność i stabilność.
Andrzej Wajda protestował przeciwko pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu.
Uważam, że obojgu wyrządzono krzywdę tym miejscem. A jak znałem panią Marię, to myślę, że obśmiałaby taki pomysł. W końcu miała dużą dozę autoironii, dystans do siebie i poczucie humoru.
A co aktor może powiedzieć o Bronisławie Komorowskim?
Jest z bliskiego mi pokolenia ludzi opozycji, więc kiedy został wystawiony do wyścigu prezydenckiego, to pomyślałem, że by go wesprzeć, chętnie podam mu rękę i wręczę ostrogi, co uczyniłem.
Nie zawiódł się pan?
Nie, skądże. Okazał się przewidywalnym, ponadpartyjnym prezydentem, który potrafił wyjść poza ramy swego środowiska. Przypomina mi w tym Aleksandra Kwaśniewskiego, który okazał się dobrym prezydentem i słusznie został wybrany na drugą kadencję.
Co było silniejsze: sympatia do Bronisława czy niechęć do Jarosława?
Zdecydowanie głosowałem „za”, a nie „przeciwko”. Ja nawet nie mogę powiedzieć, że nie lubię Jarosława Kaczyńskiego...
No nie, skądże znowu.
Przecież lubiłem jego brata, jego bratową... Natomiast w polityce mam zaufanie i uznanie do takich ludzi, jak: Tadeusz Mazowiecki, Jan Krzysztof Bielecki czy Hanna Suchocka, a z pewnością nie mam go do Kaczyńskiego, Leppera, Giertycha
czy Macierewicza. Nie chciałbym, by ci ludzie decydowali o losach mojego państwa.
A co takiego w nich jest?
Naprawdę chce pan, żebym to definiował? Dla mnie to oczywiste.
Dla wielu Polaków nie, więc pytam. Chodzi panu o ich poglądy?
Generalnie cechuje ich ślepa nienawiść i agresja wobec wszystkich mających odmienne zdanie.
No, po mordach nie próbowali innych bić.
Postawa, jaką prezentują, jest zawsze płytka intelektualnie, komiczna i szkodliwa w wypadku pełnienia jakichkolwiek funkcji państwowych. Ja też lubię Sienkiewicza, ale wykreślanie z lektur Gombrowicza, by dodać Sienkiewicza, uważam za błąd Romana Giertycha.
A wie pan, że minister Hall poszła o dwa kroki dalej: nie dość, że wycięła Gombrowicza, niczym go nie zastępując, to jeszcze poważnie okroiła nauczanie historii w liceum?
Bardzo niesłusznie. Cenię jej męża, reprezentuje opcję mi bliską, ale jeśli to prawda, to minister Hall popełnia błąd. W szkołach powinien być obecny i Sienkiewicz, którego wysysamy z mlekiem matki, i w jeszcze większym stopniu Gombrowicz.
Jest dziś polityk, który budzi pański podziw podobny do Mazowieckiego?
O tak, niewątpliwie, jest nim Donald Tusk. Od czasów Tadeusza Mazowieckiego nie było drugiej osoby bardziej nadającej się do pełnienia funkcji premiera. Bardzo bym żałował, gdyby zaszkodziło mu to, co się w tej chwili dzieje, choćby i dyskusje w łonie samej Platformy.
To jakiś początek kryzysu Tuska?
Nie muszę czytać Norwida, znam go na pamięć, by mieć w pamięci jego bardzo gorzkiego zdanie, które jest kluczem do jego spojrzenia na Polskę: „Nie ma jednego, czymkolwiek bądź wyższego, obywatela, który by przez swoich rodaków zelżonym, oplutym, ba, nawet pobitym nie był”. Bałbym się, gdyby to się przytrafiło również Donaldowi Tuskowi, tak znakomicie sprawującemu swoją funkcję.
Grzegorz Schetyna nie budzi pańskiego zaufania?
Mniej go znam, jest taki trochę bardziej przyczajony. Nie umiałbym powiedzieć, kim jest naprawdę. A Donald Tusk od lat pokazuje, kim jest, jak się rozwija, jak dojrzewa... Naprawdę właściwy człowiek na właściwym miejscu.
Imponuje panu?
To złe słowo, bo imponuje mi Adam Małysz, jakiś wielki artysta, ktoś taki.
To jak pan określiłby swój stosunek do Tuska?
Kolega mojego ojca mówił tak: „Przed wojną to ja nie musiałem zajmować się polityką, bo miałem od tego Piłsudskiego”.
I Tusk jest pańskim Piłsudskim?
To może za dużo powiedziane, bo w sumie nie chciałbym mieć kogoś takiego jak Piłsudski, tylko chcę żyć w demokratycznym kraju, w takim, jakim żyjemy. I cieszę się, że od dłuższego czasu znaczący wpływ na politykę ma tu Donald Tusk. Ale takich ludzi jest więcej. Zawsze z uwagą słucham jednego z bohaterów opozycji w Polsce, a dziś wspaniałego komentatora Władka Frasyniuka. To jest ktoś.
A Janusz Palikot?
O, to bardzo ciekawa postać, inteligentny człowiek. Ktoś taki jest ożywczym strumykiem.
A co on ożywia?
W tym, co robi, jest masa precyzyjnego, inteligentnego zdrowego rozsądku, a przy tym nie szkodzi nikomu.
Czyżby? Naprawdę nie szkodzi nikomu?
Nie, to osoba zdecydowanie bardzo potrzebna, z ogromną radością przyjmuję fakt, że ktoś taki istnieje.
Ta wspaniała postać wprowadziła do polityki język skrajnie chamski.
Ostry język w polityce był dużo wcześniej i za jego pojawienie się odpowiadał głównie Jarosław Kaczyński.
Ano tak, jak mogłem zapomnieć.
Z jego strony słyszałem tych obelg znacznie więcej.
Chciałby pan, by o Komorowskim mówiono, że jest psychopatą, alkoholikiem?
Bronisław Komorowski jest kimś innym niż Janusz Palikot. A ja nie głosowałem w wyborach prezydenckich na Palikota.
OK, ale pytam, czy chciałby pan, by o Komorowskim mówiono ożywczym językiem Palikota?
Jeśli ktoś chciałby takiego języka używać, to i tak będzie to robił.
Rozumiem, że przyjmie to pan z entuzjazmem?
Wie pan, o prezydencie tak mówić nie wypada.
Jak to?! Przecież Palikot tak mówił o prezydencie, tyle że Kaczyńskim. Inni dorzucali „dewiantów psychicznych”, „karłów moralnych”, „bydło”...
Ale ja wtedy Palikotowi nie biłem brawa. Tu ma pan rację, nie chciałbym, by tak mówiono o prezydencie.
Ale dziś sam mówi pan o biciu pisowców po mordach i zachwyca się ożywczym językiem Palikota.
Ożywczym, ale niekoniecznie zawsze w tym, co mówił o Lechu Kaczyńskim.
Przecież na tym polegała głównie jego działalność! Stał się znany z nurzania prezydenta w szambie.
No nie, Palikot istniał znacznie wcześniej i jako biznesmen, i jako filozof.
Jako filozof nie istniał. Doktorant Palikot nie przejdzie do historii polskiej myśli filozoficznej.
Ależ to bardzo inteligentny człowiek. Za każdym razem, gdy na jakikolwiek temat zabierał głos, było to fachowe i przemyślane.
Mówienie, że Schetyna musi mieć krew i spermę na twarzy, to wyraz tych głębokich przemyśleń?
Ale przecież Palikot nie robił sobie tylko żartów z polityków.
Wręcz przeciwnie. O Schetynie czy Kaczyńskim mówił śmiertelnie serio. I pytam, czy to jest właśnie ta przemyślana, ożywcza treść w polityce?
To nie jest treść w polityce, to jego retoryka. Gdyby mnie pan spytał, czy taki język jest bliski mojemu, to odpowiedziałbym: nie. Natomiast doceniam to, co nowego wniósł do polityki Palikot.
Czyli co?
Choćby wiele propozycji z komisji „Przyjazne państwo”. Zna pan jego wypowiedź na kongresie? On dokładnie wyliczył, co powinno się w Polsce zmienić, i cała sala biła mu brawo nie dlatego, że były to słowa błazna. Ale rzeczywiście on ma w sobie coś z mądrego Stańczyka, który w niewybredny sposób mówił prawdę swemu królowi. Tyle że król nie miał kompleksów i błaznowi na to pozwalał, a nawet mu za to płacił.
Rozumiem, że sam pan też ma dystans do siebie i nie miałby nic przeciwko obelżywym słowom.
Krytykowano mnie wiele razy, wypisywano różne bzdury.
Czym innym jest skrytykować rolę, a czym innym nazwać pana alkoholikiem czy szaleńcem.
Zapewniam pana, że często byłem i jestem gorzej nazywany.
Ale jak pana znam, miał im pan ochotę po buzi nakłaść, a nie zachwycał się ich swadą i ożywczością.
Zostawmy już język Palikota, którego nie popieram, i posłuchajmy nie tylko tego, jak mówi, ale i co mówi o rozmaitych nonsensach w polskiej gospodarce, biurokracji.
Od jakiegoś czasu jest on antyklerykałem.
Kościół robi bardzo wiele, by rozbudzić tę antyklerykalną nutę. To sam Kościół, z czego zdaje sobie sprawę biskup Pieronek, wygrzebał ten antyklerykalizm jak kura pazurem z piasku.
Panu ten antyklerykalizm odpowiada?
Myślę, że o wiele bardziej antyklerykalny jest o. Rydzyk, który odpędził od Kościoła znaczną część wahającej się młodzieży. Sam znam takich ludzi.
Którzy przez Rydzyka odeszli od Kościoła?
Przez to, że Kościół nie potrafił z Radiem Maryja nic zrobić. Wina leży także po stronie Watykanu, bo nasz Ojciec Święty nie zawsze był otoczony księżmi najwyższego lotu.
Jaki jest główny problem z Radiem Maryja?
Zacznijmy od tego, że jeśli ktoś ośmiela się nazwać radio imieniem Maryi, to chyba już samo to jest grzechem, co jasno wynika z dziesięciorga przykazań.
A z którego konkretnie?
Drugiego: „Nie wzywaj imienia Pana Boga twego nadaremno”.
Myli się pan, Maryja nie jest Bogiem.
Bardzo przepraszam, ale jest Matką Boską.
I człowiekiem.
Chrystus też.
Ale Chrystus jest jednocześnie Bogiem, a Maryja nie. Chyba że głosi pan poglądy mariawitów...
W każdym razie nazwa Radio Maryja jest zawłaszczeniem, godzi w kult maryjny w Polsce.
A imię Jesus nadawane w państwach hiszpańskojęzycznych godzi w chrześcijaństwo?
To imię istniało od wielu, wielu lat, a ja nie jestem kapłanem i nie chcę rozstrzygać, czy coś jest grzechem czy nie, ale jeśli taki Jesus staje się mordercą lub namawia do nienawiści, to wolałbym, żeby nazywał się inaczej.
Jaka tu analogia?
Radio Maryja prowadzi jeden z najbardziej szkodliwych rodzajów działalności w Polsce i od początku swego istnienia wzbudzało nienawiść do innych, inaczej myślących.
A jak ją wzbudzało?
To pan nie wie? Widać nie słucha pan tego radia.
Na pewno nie tak uważnie jak pan.
Ja rzeczywiście czasem słucham uważnie. Pierwszy raz usłyszałem je na początku lat 90., jadąc samochodem z Paryża do Polski gdzieś na wysokości Monachium. I byłem zszokowany, co to za polskie radio tam słychać i dlaczego tam co chwila pojawiają się jakieś antysemickie dowcipy, jadowite kpiny z ludzi, których szanuję. Dopiero potem dowiedziałem się, że o. Rydzyk dogadał się z Sowietami, którzy udostępnili mu swoje częstotliwości na terenie byłej NRD.
Jako człowiek dążący do polsko-rosyjskiego zbliżenia zapewne pan to pochwala.
Ja dążę do zbliżenia z Rosjanami, a nie z systemem totalitarnym.
Ojciec Rydzyk złożył swoje radio na początku lat 90.
Ale z ludźmi starego systemu.
A kagiebista Putin z jakiego jest systemu?
Jest rosyjskim premierem.
Panie Danielu, a czy to nie jest tak, że jak z Rosjanami zbliża się Tusk, to dobrze, a jak o. Rydzyk, to źle?
Zdaje pan chyba sobie sprawę z demagogii tego pytania?
Ani trochę. Zdaję sobie za to sprawę z pańskiej niekonsekwencji.
A w jakim celu Rydzyk brał od Sowietów swoje radiostacje, za co dziękował ówczesnym konsulom sowieckim?!
Zostawmy to. Namawiał pan Polaków do pojednania z Rosją...
Chyba nie tylko ja. Wydaje się, że każdy zdrowo myślący obywatel tego kraju życzyłby sobie dobrych stosunków z sąsiadami. A ja jeszcze Rosjan szczególnie lubię.
Raport MAK pańską chęcią pojednania nie zachwiał?
Nie, a dlaczego?
Wielu ludzi wzburzyła postawa pani Anodiny.
Mnie nie. Tak jak większość Polaków uważam, że to głównie pilot ponosi odpowiedzialność za to, czy lądować czy nie, i o tym wspomina ten raport. Ja oczywiście nie jestem specjalistą, ale słuchałem uważnie płk. Klicha i podzielam jego argumenty, a one nie stoją w sprzeczności z raportem MAK.
Rosjanie powtarzali, że gen. Błasik podobno miał 0,6 promila alkoholu. W świat poszła wersja o pijanym generale odpowiedzialnym za katastrofę.
Ale ani generał Błasik nie siedział za sterami, ani 0,6 promila to nie jest pijaństwo. Tylko że to nie jest najważniejsza część tego raportu, więc nie przesadzajmy.
Wróćmy na chwilę do Radia Maryja. Należałoby zakazać jego działalności?
Nie przedłużałbym mu koncesji, a w każdym razie bardzo uważnie patrzyłbym im na ręce. Prosta likwidacja tego radia tylko wywołałaby jeszcze większą awanturę, bo ono ukształtowało już wielomilionową rzeszę zajadłych, nienawidzących, inaczej myślących Polaków.
A to nie jest tak, że to pan nienawidzi, choćby Radia Maryja? Skąd te emocje?
To nie są emocje, pan mi je wmawia.
Może mylę to z aktorską emfazą. W każdym razie jest w panu głęboka niezgoda na istnienie tego radia.
Nie, skoro ono już istnieje, to niech nadal będzie. Ja ich po prostu bardzo nie lubię i uważam, że wyrządzają szkodę, ale przecież nie robię wszystkiego, by zniszczyć to radio czy dokonać zamachu na o. Rydzyka.

Obawiam się, że po tym wywiadzie sms'y rozniosą jak świat długi i szeroki przekaz "Nie udzielać żadnych wywiadów Mazurkowi. POD ŻADNYM POZOREM!".
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group