" /> Dyskusje ogólne :: Królik
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Królik

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Wto Mar 06, 2007 10:20 am    Temat postu: Królik Odpowiedz z cytatem

Królik

Ten dzień był nadzwyczaj interesujący, bez względu na przyjmowane standardy. Najpierw, z rana, studenci wręczali prezenty. Był to jakiś Międzynarodowy Tydzień Studenta, czy coś takiego.
Ja dostałem królika w tekturowym pudełku z dziurkami, by mógł oddychać. Królik był dobrym prezentem, ale też i ja na takiż prezent zasłużyłem. Nigdy nie byłem walcem dydaktycznym. Gorzej wyszedł na tym kolega wykładający statystykę – prawdziwy pies na studentów. Dali mu kaczkę z kokardka na szyi. Kokardka przydająca kaczce niewinny wygląd miała maskować prawdziwe intencje.. Jak wiadomo kaczki są uciążliwe, gdyż dużo z siebie wydalają.
Przy okazji tego wręczania wypiłem sobie dwa “Tyskie”, co było skromną zapowiedzią udanego dnia. Zawsze uważałem, że móc sobie wypić z rana, to prawdziwa “pogoda dla bogaczy”. Wiem! Wiem!. Brytyjczycy trzymali się zasady, że nie należy rozpoczynać picia przed zachodem słońca, ale ja przecież – przynajmniej w tamtym czasie – nie miałem żadnego imperium do utrzymania.
Później udaliśmy się, w węższym już gronie, do mieszkania jednego ze studentów, którego ojciec był konsulem czechosłowackim. Dom był nieźle zaopatrzony w piwo. Ludzie pili skromnie “pilznery”, podczas gdy ja ze swoją koleżanką-studentką zabrałem się za “Paschalną”.
Jedna koleżanka-studentka śpiewała pięknym, czystym głosem. Spiewała adekwatnie do pitej przeze mnie wódki. Zaczęła od “Hawa Nagila”, czyli “Radujmy się”. Reszta wtórowała jej zdecydowanie mniej pięknymi i coraz mniej czystymi głosami: “Haaawaaa…” itd. Co jakiś czas inna koleżanka-studentka w wysokich kozakach wyskakiwała na środek i odtańczywszy fragment wracała do picia.
Bardzo mi się to wszystko podobało, przede wszystkim dlatego, że nikt nie zabraniał mi śpiewać. Na tak wielkoduszną tolerancję nie mogłem liczyć nawet w wojsku. Tam , nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach, jak śpiew w czasie marszu w maskach “pegaz”, zawsze padała rada: “Eda, ty lepiej nie śpiewaj…”.
I pomyśleć, że to właśnie ja, niewdzięcznik, przerwałem śpiewy. Otóż, gdy doszło nieuchronnie do śpiewania “Hewenu Szalom Alechem”, czyli “Przynieśliśmy wam pokój”, powiedziałem: “Pokój, jaki pokój?”
Czas z całą pewnością nie był zmarnowany. Moja koleżanka-studentka zawsze miała większy ciąg do picia niż ja, więc nigdy nie było wątpliwości co do wyboru zasady lania w kieliszki.. Z dwóch zasad: “lać równo, czy sprawiedliwie”, bliższa była nam sprawiedliwość. Tak więc w rezultacie z butelki o pojemności trzech czwartych litra, ja wypiłem ćwiartkę, ona zaś pół litra. Swoją porcję wsparłem dwiema butelkami boskiego „Radebergu”, który chyba w imię przyjaźni niemiecko-czechosłowackiej, do domu konsula trafił.
Królik też miał się dobrze, bo wpuściliśmy go do sypialni konsula. Jak wiadomo, w sypialni ludzie zachowują się jak zwierzęta, wiec atmosferę miał odpowiednią. Różnym parom tam wpadającym też nie przeszkadzał.
Po południu odbyły się poprawiny opijania doktoratu kolegi. We “Francuskiej” było wygodnie. Mieliśmy cały stół w kącie do swojej dyspozycji. Królik nikomu nie przeszkadzał; siedział sobie spokojnie w pudełku postawionym przy nodze stołu.
Piliśmy konsekwentnie tylko “Żytnią”, trzymając się dobrej zasady metodologicznej, by nie mieszać ze sobą alkoholi. Niestety nie przestrzegaliśmy innej, równie słusznej zasady, wypracowanej na południe od Karpat i Sudetów, zalecającej picie do trzech siusianek. Pod tym względem bliscy byliśmy tym na wschód od Karpat. A to wszystko z powodu świeżo upieczonego doktora, który nadmiernie przejął się swoją misją w nauce. Scigał nas nawet do toalety. Stojąc przy pisuarze przechyla się w stronę rozmówcy i wyłuszcza swoje racje na temat poglądów Maxa Webera. W takich okolicznościach wykonywanie zasadniczej czynności, która nas tam sprowadzała, było nadzwyczaj utrudnione. Nie mówiąc już o dziwnych spojrzeniach obserwatorów zewnętrznych.
Późnym wieczorem opuściłem lokal i przyjaznych sobie ludzi.. Zaczęły się schody. Trzeba było wracać do domu.
Najpierw dotarłem do dworca kolejowego. Następnie wsiadłem do pociągu, by dojechać do Częstochowy, gdzie mieszkałem. Pociąg ze względu na późną porę, był dość pustawy. I dobrze, bo królik zmoczył pudełko i w czasie jego niesienia zrobiła mi się duża plama na kurtce.. nie wyglądało to najlepiej.
Jeszcze w Szopienicach , tu i ówdzie, siedziało paru ludzi. Po kilkunastu minutach jazdy, w Sosnowcu, mój wago zrobił się zupełnie pusty. Na odcinku do Dąbrowy Górniczej nic się nie działo. Wpadł tylko konduktor, sprawdził mój bilet i porozmawiał o króliku. Chciał go nawet kupić, ale przecież przyjaciół się nie sprzedaje. Przeszło też przez wagon dwóch mężczyzn. Nie zdążyłem im się przyjrzeć, bo szli pośpiesznie.. Zdążyłem zauważyć tylko, że nieśli eleganckie skórzane walizki, co wzbudziło mój szacunek do nich. Oprócz walizki, jeden z nich niósł też damską torebkę. Wydało mi się to nawet zabawne. Pomyśleć, jak różne gusty ludzie mają!
Posypiałem sobie spokojnie trzymając rękę na pudełku z królikiem. Czasami podnosiłem wieko tymczasowej klatki i głaskałem cieplutkiego zwierzaczka.
Przed Zawierciem, dwaj mężczyźni, których zauważyłem wcześniej, znów przeszli koło mnie. Tym razem mnie nie zignorowali.
-Zaraz przyjdziemy tu do ciebie – powiedział jeden z nich. I bardzo dobrze. Było mi to na rękę, gdyż podróż nocą, w dodatku po pijanemu, jest niezbyt bezpieczna. Dwóch osiłków jako współtowarzyszy podróży szczęśliwie rozwiązywało sprawę. Co tu dużo mówić, nawet jeden byłby bardzo pomocny, a co dopiero dwóch.
Przyszli po kilku minutach. Wyższy, mocno zbudowany, pacnął mnie ręką po nosie.
-Gdzie jedziesz? – zapytał, jak to zwykle między współtowarzyszami podróży bywa.
-Do Częstochowy – odpowiedziałem grzecznie, bo moja mama dała mi staranne wychowanie. Jakkolwiek muszę przyznać, byłem trochę zaskoczony formą przyjaznego gestu, który mój rozmówca wykonał. Na Śląsku, podobnie jak i w innych regionach kraju, w takich sytuacjach raczej klepie się lekko po ramieniu. Najwyraźniej w Zagłębiu obowiązują inne zwyczaje. Region ten leżał niegdyś na rubieżach Cesarstwa Rosyjskiego i z tego względu cechował się pewną odrębnością kulturową. Nie mnie oceniać różnice kulturowe. Wszak wiadomo, że nie mogą one być niższe, czy wyższe. Są po prostu różne. Trzeba się z tym pogodzić.
Nie miałem czasu na dalsze przemyślenia, gdyż ten mniejszy, ostrzyżony na łyso, przejął na siebie ciężar prowadzenia konwersacji.
-Dawaj pieniądze – powiedział bardzo zwięźle. I bardzo dobrze trafił! Jakby wiedział, że nigdy nie leżało w moim zwyczaju odmawianie ludziom zwracającym się do mnie o pomoc. Nie musiałem czytać “Samotnego tłumu”, by wiedzieć, że w dużych aglomeracjach ludzie, wbrew pozorom, czują się przeraźliwie samotni. Nie można bezdusznie zamykać się w skorupie obojętności na potrzeby innych ludzi. Nikomu nie wolno odtrącać reki wyciągniętej przez drugą istotę ludzką. Przecież każdy człowiek jest niepowtarzalnym, fascynującym bytem. Wyciągnięcie ręki nie może być niczym innym jak zawoalowaną formą płaczu, przejmującej ludzkiej rozpaczy. Akurat w tym przypadku ta głęboka tajemnica jestestwa ludzkiego była bardzo ukryta, ale przecież nie po to otrzymałem staranne wykształcenie, by tego nie zrozumieć.
Pospiesznie, bo przecie¿ mój rozmówca mógł się rozmyślić, sięgnąłem po portfel, by zademonstrować piękno mojego człowieczeństwa. I tu niestety spotkał mnie wstyd – miałem tylko dwa banknoty: dwudziestozłotowy i pięciozłotowy. Zażenowany podałem je współtowarzyszowi podróży. Ten fantazyjnie wsadził pieniądze do butonierki, sprawdził dokładnie portfel (nawiasem mówiąc, cenię sobie ludzi systematycznych) i kiwając głową, oddał mi go z powrotem.
W podróż? Z takimi groszami? - zwrócił mi uwagę nie bez wyrzutu. Policzki paliły mnie ze wstydu Najchętniej zapadłbym się pod ziemię, a tu nawet przysłowiowej ziemi nie było, tylko podłoga wagonu. Rzeczywiście, dwadzieścia pięć złotych na dwa ludzkie byty, to przecież tylko dwanaście pięćdziesiąt na jeden. Rozglądnąłem się pospiesznie z nadzieją, że ktoś w międzyczasie wsiadł do wagonu i będę mógł pożyczyć jakąś sumę, która starłaby ze mnie hańbę kompromitacji. Niestety, jak na złość, byliśmy sami: ja, nie umiejący się zachować w tej najzwyklejszej sytuacji życiowej i dwie wołające o pomoc istoty ludzkie.
Moje zmartwienie było tym większe, że nie chciałem utracić zaufania swoich nowych znajomych. By zatrzeć złe wrażenie szybko wyciągnąłem chusteczkę I podałem ją większemu współpasażerowi, gdyż zauważyłem, że miał pokrwawioną prawą dłoń. Coś niedobrego musiało go niedawno spotkać. Widać był dzielny, umiał cierpieć w milczeniu.
Między Zawierciem i Myszkowem miałem trochę czasu, by przyglądnąć się swoim rozmówcom. Wolałbym wprawdzie jeszcze sobie trochę podespać, ale co zamykałem oczy, to raz jeden, raz drugi, trzepał mnie ręką po nosie.
Nie śpij, bo cię okradną! Ha! Ha! – przypominali mi troskliwie.
Tak więc, obaj mieli tatuaże na rękach. Mówili szybko w jakimś języku, który wprawdzie brzmiał jak polski, lecz nie byłem w stanie pojąć sensu wypowiadanych zdań. Co gorsza, przeklinali nadzwyczaj często. Wszystko to zaczęło rodzić we mnie pewne nieokreślone poczucie obcości. Na dodatek, jechałem pociągiem już ponad półtorej godziny i zaczynałem nieprzyjemnie trzeźwieć. Pojawiły się wątpliwości połączone ze wzrastającym krytycyzmem. No bo jakże. Są tacy lekkomyślni! Jak można tak nieroztropnie postępować! Wiadomo przecież, że nie należy przysiadać się do byle kogo w podróży. Wszak pociągami podróżuje wielu niedobrych, złych ludzi. Ba, czasami są oni nawet niebezpieczni! Naprawdę trzeba bardzo uważać.
Minęliśmy już Myszków i zostało nam już tylko dwadzieścia minut podróży. Z każda chwilą, wraz ze stukotem pędzącego pociągu malała przydatność moich przypadkowych znajomych. Już nie potrzebowałem obrońców. Na dodatek, pudełko z królikiem stało się już tak mokre, że prawie się rozlazło. Nie można mnie więc winić za przypływ złego humoru.
Dwójka siedzących naprzeciwko niby-opiekunów nie zauważyła zachodzących we mnie zmian. Ten mniejszy, z zachowania wredniejszy, nagle przypomniał sobie o moim króliku.
-Dawaj go! – powiedział tonem rozkazującym, a więc w każdym przypadku nieuprzejmym.
-A niby dlaczego? – spytałem raczej opryskliwie.
-Co? – zdziwił się i wybuchnął śmiechem? A z tego śmiechu aż zadarł głowę. Zdziwił mnie tym niepomiernie. W sytuacji, w jakiej się znalazł, nie powinien wykonywać tak nieostrożnych gestów. Zgodnie z żelazną zasadą głoszącą, że ten kto uderza pierwszy, jest lepszy, trzasnąłem go w grdykę. Złapał się za nią i zacharczał. Z kolei ten wyższy był przytomny i bardzo szybki. Czasami nawet duża szybkość nie wystarcza, bo jest już za późno. Poderwał się szybko do góry, ale w trakcie tego podrywania się trafiłem go krótkim w splot słoneczny.. Osiadł z powrotem łapiąc się za brzuch. Tym samym przechylił się na moje kolana. Nie znoszę przejawów służalczości, szczególnie ze strony ludzi, których nie lubię. Może jeszcze chciałby całować mnie po rękach! Co za obrzydliwość! Podniosłem się i uderzyłem go lewym prostym z góry pod kątem między oczy i natychmiast prawym w skroń. Przechylił się na bok trafiając tym razem na lewy zwany “podbródkowym”, a potocznie “hakiem”.. coś mu tam głośno trzasnęło. Cóż , nic na to nie poradzę, że nauczono mnie kiedyś bić seriami. Nie można być w młodości członkiem kadry narodowej juniorów w boksie i potem, ot tak sobie, utracić wszystkie nabyte umiejętności.
Wyciągnąłem banknoty z butonierki faceta. Bardzo się na tych osobnikach zawiodłem. Banknot dwudziestozłotowy włożyłem do swojej kieszeni. Po chwili namysłu banknot pięciozłotowy włożyłem z powrotem do butonierki faceta. Niech ma na piwo!
Tymczasowa tekturowa klatka królika rozpadła się na dobre, wiec przełożyłem go do zwiniętej kurtki i na ręce. Akurat był czas na wysiadanie. Pociąg wjechał na stację w Częstochowie.
W domu królik się podobał. Miał ładne oczka i śmiesznie ruszał wąsami. Bardzo przypadł do gustu mojej małej córce. Kiedy jednak zaczął drapać ją pazurkami uciekła w popłochu. Następnego dnia żona znalazła kogoś w pracy w Gnaszynie , kto miał rodzinę na wsi i oddała królika we właściwe ręce. Jestem pewien, że gdziekolwiek nie trafił, zawsze musiało mu być lepiej niż w towarzystwie w pociągu.

Edward Sołtys

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 5:01 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Maciej
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 1221

PostWysłany: Wto Mar 06, 2007 1:33 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Swietny tekst! To jest przykład na bezstresowe dobre wychowanie wychowanie. Z srcem do ludzi ale jak trzeba.....

Teraz berdzą, ze wszyscy sie maja w pas złoczyncom kłaniać.

_________________
Maciej
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Edward Soltys
Weteran Forum


Dołączył: 05 Mar 2007
Posty: 613

PostWysłany: Wto Mar 06, 2007 11:48 pm    Temat postu: Do "ludzi" trzeba "po ludzku". Czy jest Odpowiedz z cytatem

[quote="Maciej"]Swietny tekst! To jest przykład na bezstresowe dobre wychowanie wychowanie. Z srcem do ludzi ale jak trzeba.....

Teraz berdzą, ze wszyscy sie maja w pas złoczyncom kłaniać.[/quote]
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tomasz Triebel
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 262

PostWysłany: Sro Mar 07, 2007 4:25 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Panie Edwardzie gratuluje! Swietnie Pan pisze! Nie mogłem sie oderwać od tekstu!!!!!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group