" /> Dyskusje ogólne :: Książki Wydawnictwa WERS
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Książki Wydawnictwa WERS

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zbigniew Rutkowski
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lip 2008
Posty: 145

PostWysłany: Pon Mar 21, 2011 12:07 am    Temat postu: Książki Wydawnictwa WERS Odpowiedz z cytatem

Polecam forowiczom patriotyczne książki poznańskiego Wydawnictwa WERS:

Książki które zmienią wasz pogląd na świat.
Prawdziwa wiedza o Polsce i świecie współczesnym


poleca

Wydawnictwo WERS
Skr. poczt. 59, Oddział 4, 60-962 Poznań 10
e-mail: wolna-polska@wp.pl
tel. kom.: 720 472 605


Bednarczyk Tadeusz, Wiesenthal contra Waluś, Demianiuk i inni, 18 zł
Brochocki Jerzy, Rewolta marcowa. Narodziny, życie i śmierć PRL, 40 zł
Brzechczyn Krzysztof, Kłopoty z Polską, 18 zł
Bruliński Władysław, Ku światłu, 10 zł
Bruliński Władysław, Miłość żąda ofiary, 10 zł
Bruliński Władysław, Zagadnienia zasadnicze, 10 zł
Bruliński Władysław, Zeszyty filozoficzne 1., 5 zł
Bruliński Władysław, Zeszyty filozoficzne 2., 5 zł
Chesterton Gilbert Keith, Obrona rzeczy wzgardzonych 12 zł
Chodorowski Jerzy, Kto kogo prowadzi? Szkice o zjednoczeniu Europy i globalizmie 12 zł
Chodorowski Jerzy, Osoba ludzka w doktrynie i praktyce europejskich wspólnot gospodarczych 25 zł
Didier Stanisław, Rola neofitów w dziejach Polski 19 zł
Dillon George, ks. biskup dr, Masoneria zdemaskowana 19 zł
Dziś Borys, Pierwsza zorganizowana akcja antymasońska w III RP w świetle publikacji prasowych 5 zł
Eger Feliksa, Żydzi i masoni we wspólnej pracy 25 zł
Giertych Jędrzej, Nacjonalizm chrześcijański 15 zł
Gładkowski Romuald, O pieniądzu i lichwiarzach 10 zł
Gulbinowicz Krzysztof, Pocztówki z Workuty, 15 zł
Hanff Konstanty Zygfryd, Rewizja historii, T. 2, 15 zł
Hanff Konstanty Zygfryd, Rutkowski Zbigniew, Dekonspiracja Nowego Porządku Świata 10 zł
Hanff Konstanty Zygfryd, Rutkowski Zbigniew, Symbole naszych wrogów 10 zł
Hollis Christopher, Kryzys pieniądza 15 zł
Hryniewicz - Bakierowski Wacław gen., Czy Ameryka przetrwa do roku 2009? 15 zł
Hryniewicz - Bakierowski Wacław, Wspomnienia myśliwskie 8 zł
Koczwara Krzysztof, W obronie zagrożonych wartości. Od księdza Jankowskiego, Kościoła i Polski wara wraże syny! 15 zł
Kołakowski Tomasz ks., Trylogia Króla Ducha 15 zł
Kruszyński Józef ks. prof., Antysemityzm, antyjudaizm, antygoizm 10 zł
Krzepkowski Andrzej, Umierający i zmartwychwstali 17 zł
Mackiewicz Józef, Bunt rojstów, 20 zł
Majka Robert, Nieznany prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Juliusz Nowina – Sokolnicki 20 zł
Manifold Deirdre, Fatima i wielki spisek 18 zł
Manifold Deirdre, Pieniądz - korzeń wszelkiego zła 7 zł
Morawski Kazimierz Marian, Moszczyński Włodzimierz, Co to jest masoneria 12 zł
Le Pen Jean Marie, Nadzieja, Rozważania o Francji i Europie, 20 zł
Pogonowski Iwo Cyprian, Hegemonia. Komentarze do polityki zagranicznej USA 19 zł
Poradowski Michał ks., Dziedzictwo rewolucji francuskiej 30 zł
Poradowski Michał ks., Katolickie państwo narodu polskiego 10 zł
Poradowski Michał ks., Kościół od wewnątrz zagrożony 18 zł
Poradowski Michał ks., Neokatechumenat 6 zł
Poradowski Michał ks., Palimpsest 15 zł
Poradowski Michał ks., Problemy II Soboru Watykańskiego 10 zł
Poradowski Michał ks., 30 – lecie II Soboru Watykańskiego 10 zł
Poradowski Michał ks., Upadek filozofii przyczyną upadku teologii 10 zł
Poradowski Michał ks., Wizyta pasterska Jana Pawła II w Chile 10 zł
Poradowski Michał ks., Źródła współczesnego ekumenizmu i trybalizm 8 zł
Gajewski Kazimierz, Poznaj żyda (Talmud i dusza żydowska) 13 zł
Ratajczak Dariusz, Inkwizycja po Polsku 20 zł
Rohnka Dariusz, Fatalna fikcja 25 zł
Rolicki Henryk, Zmierzch Izraela 35 zł
Rutkowski Zbigniew red., Prezydent i Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie 20 zł
Sawicki Witold, Organizacje tajne w walce z Kościołem (Antykościół tajny - zarys) 20 zł
Skrudlik Mieczysław, Masoneria w Polsce 20 zł
Soucy Leopold, Fałszerze pieniędzy 13 zł
White Jr Walter, Ukryta tyrania 12 zł
Wolna Polska nr 3/153 10 zł
Wolna Polska nr 4/154 (Kalergi) 10 zł
Wróbel Włodzimierz ks. dr, Fields Edward R. dr, Co sławni ludzie mówili o Żydach? 13 zł
Wysocki Stanisław, Żydzi - przeproście! 13 zł
Zamorski Kazimierz, Pod anteną Radia Wolna Europa 20 zł
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 1:11 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Zbigniew Rutkowski
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lip 2008
Posty: 145

PostWysłany: Pon Mar 21, 2011 8:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fragment ksiażki Kazimierza Zamorskiego "Pod anteną Radia Wolna Europa", wydanej przez Wydawnictwo WERS, mówiacy o kolaboracji z nazistami Jana Nowaka Jeziorańskiego (1).

Śp. Prezes Edward Moskal pisał, że "Jan Nowak-Jeziorański pracował dla hitlerowców jako ich zaufany i lojalny zarządca przejętego mienia pożydowskiego". Fakt tej współpracy ujawnili już dawniej pracownicy Radia Wolna Europa, m.in. wybitny sowietolog Kazimierz Zamorski w książce "Pod anteną Radia Wolna Europa"(Wydawnictwo WERS, Poznań 1995). W rozdziale "Nadkomisarz czy zarządca domu" dokładnie opisał on sprawę zarzutów wobec "Kuriera z Warszawy" i jego wstydliwych dziur w życiorysie. Przedrukowujemy ten fragment książki, by wyjaśnić wątpliwości nagromadzone wokół spraw podnoszonych przez śp. E. Moskala.

"Leżących się nie bije", tłumaczył mi w liście z 2 marca 1982 redaktor "Kultury", usiłując nakłonić mnie do zgody na poważne cięcia w końcowym odcinku mych wspomnień z pracy "Pod anteną 'Radia Wolna Europa'". Tym leżącym miał być Jan Nowak, recte Zdzisław Jeziorański, były dyrektor Rozgłośni Polskiej tego radia, wtedy od siedmiu lat na waszyngtońskim wygnaniu.
Leżący? Nic podobnego. "On bardzo stoi, ba, podskakuje i z miejsca na ołtarzu zrezygnować nie zamierza", replikowałem w dniu 10 marca, wyliczając wiele innych argumentów, z których przytoczę tu tylko ostatni, szósty, gdzie przypomniałem, że w swej relacji ("Kultura", styczeń-kwiecień 1982) "Nie pominąłem niewątpliwych zalet Nowaka, oddając co cesarskie cesarzowi ('wspaniały szef stacji'), więc tak bardzo stronniczy czy zajadły nie jestem. Ponadto nie wiem, dlaczego robić z Nowaka świętą krowę; Nixon na przykład to też był kawał drania, a przy tym niezły prezydent".
Ostatecznie, po telefonicznych targach, uległem "za kooperatywność". Redakcja podziękowała, przyznając - na otarcie łez - że "bardzo wielkie skróty" zaaprobowałem z "największą niechęcią", ("Kultura", kwiecień 1982, s. 79).
W latach 1974-1975 nie brak było oznak, że Jan Nowak, jeśli już nie leżał, był bliski tego, że go położą. A że nie położyli... Różnie różni mówią. Domyślam się, że jego odejście w infamii byłoby bardzo nie na rękę amerykańskiemu kierownictwu, przecież przez blisko ćwierć wieku uchodził - i słusznie - za najlepszego, spośród pięciu, kierownika rozgłośni. Pozwolono mu więc odejść, jeśli nie w chwale, to bez skandalu.
Chodziło o lukę w życiorysie, względnie niezgodne z prawdą podanie czasu przynależności do AK: według Nowaka od 1939 do końca wojny, faktycznie od połowy 1941 roku. Ostatecznie taki drobiazg można darować, zapisując na konto wybujałej ambicji. Ale gdy się okaże, że tę lukę w życiorysie wypełnia epizod dotychczas starannie przemilczany i co najmniej kłopotliwy, na dobitek wykorzystany przez przeciwnika, z którym prowadzi się walkę propagandową nie tylko o idee, sprawa zaczyna być poważna. I powstaje pytanie: dlaczego przemilczał, dlaczego ukrył?
W 1974 roku ukazało się drugie wydanie wspomnień Andrzeja Czechowicza "Siedem trudnych lat". Odnośne "organy" postarały się o to, by to wydanie, tak jak poprzednie z 1973 roku, trafiło nie tyle pod strzechy, ile na biurka osób w taki lub inny sposób związanych z RWE, względnie w jego działalności zainteresowanych, i to nie tylko w Monachium.
W drugim wydaniu owych "trudnych lat" zamieszczono odbitkę sporządzonego w języku niemieckim dokumentu, którego polskie tłumaczenie podaję, ze względu na jego wagę, w pełnym brzmieniu:

OŚWIADCZENIE Z MOCĄ PRZYSIĘGI
Ja, Johann Kassner, zam. przy Altoettingerstrasse 4/11, 8 Muenchen 80, oświadczam niniejszym, jak pod przysięgą, że bracia Henryk Jeziorański, zam. w Chicago, Illinois, USA, i Jan Jeziorański, obecnie w Monachium, byli zatrudnieni w latach 1940-1942 jako oficjalnie i urzędowo zatwierdzeni nadkomisarze w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości w Warszawie, w Polsce.
Komisaryczny Zarząd Zabezpieczonych Nieruchomości jako oficjalny urząd władzy okupacyjnej, zarządzał nieruchomościami przejętymi od żydowskich właścicieli.
Pana Jana Jeziorańskiego, który obecnie znany jest jako Jan Nowak i jest zatrudniony jako dyrektor polskiego działu Radia Wolna Europa, spotykałem wielokrotnie z okazji służbowych kontaktów w Biurach Komisarycznego Zarządu Zabezpieczonych Nieruchomości w Warszawie.
podpis Johann Kassner
Monachium, 22 kwietnia 1970
nr dok. 2863 Fr

Potwierdzam niniejszym prawdziwość powyższego, przeze mnie uznanego jako prawnie ważnego podpisu pana Johannesa Kassnera, emeryta, w 8 Monachium 80, Altöttinger-Str. 4, żonatego, pozostającego w prawnie ważnym stanie małżeńskim, legitymującego się swym niemieckim paszportem.
Monachium, 22 kwietnia 1970
pieczęć okrągła i podpis:
Dr Karl Friedrich
Notar

W swych wspomnieniach zatytułowanych "Polska z oddali" (Odnowa, Londyn 1988) Jan Nowak twierdzi, że Kassner "brał w czasie wojny udział w rabunku mienia żydowskiego", ponadto wydał w ręce gestapo działaczkę PPS, Anne Golde, za co został skazany przez AK na śmierć, której uniknął, bo się spóźnił na jakieś tam spotkanie. Towarzysz partyjny Golde, Tadeusz Podgórski, "zaraz po wojnie zgłosił nazwisko Kassnera na listę zbrodniarzy wojennych".
Do "rabunku mienia żydowskiego" Kassner miał niewątpliwie niejedną okazję, o czym Zdzisław Jeziorański, jako jego kolega po fachu, musiał dobrze wiedzieć. W jednym z listów byłej żony Kassnera wyczytałem, że legitymacja Komisarycznego Zarządu "otwierała nieliczne przejścia prowadzące do getta i pozwalała na wyjście zeń bez podlegania osobistej kontroli". Czy Kassner z tej możliwości "rabunku" korzystał, nie wiem. Znany mi jest natomiast epizod, który można uważać za wyjątkowy, podważa jednak oskarżenie o żerowaniu na żydowskim losie.
Przemysłowiec warszawski, z zawodu chemik, Zdzisław Gorian-Starzewski (niegdyś Goldberg) miał w Warszawie fabrykę tworzyw sztucznych, w której wyrabiał m.in. opakowania, jakich poważnym odbiorcą był Władysław Adamczewski, właściciel dużej fabryki kosmetyków. Gdy stało się jasne, że fabryka opakowań może znaleźć się wśród "zabezpieczonych nieruchomości", Adamczewski, do którego Gorian-Starzewski zwrócił się o radę, wskazał Kassnera jako tego, który formalnie może przejąć obiekt na własność, co też nastąpiło. Tuż po wojnie, gdy tylko stało się to możliwe, Kassner zwrócił prawowitemu właścicielowi całe wyposażenie fabryki, "do ostatniej śrubki", jak to w rozmowie ze mną podkreśliła córka Goriana-Starzewskiego, pani Joanna Kranc.
Te powiązania miały swój epilog na początku lat pięćdziesiątych, gdy Gorian-Starzewski znalazł się w więzieniu za to, że ułatwił swego czasu ucieczkę za granicę Adamczewskiemu, skompromitowanemu potem w aferze Bergu. Równocześnie toczył się zaocznie proces Kassnera o owe "zbrodnie wojenne" i UB nalegało, zresztą bez skutku, na Goriana-Starzewskiego, kusząc go obietnicą wolności, by obciążył swymi zeznaniami Kassnera.
Nie wiem, jak się ten proces skończył, faktem jest, że - jak ubolewa Jan Nowak - "władze PRL nie przekazały informacji o Kassnerze do Centralnej Kartoteki Przestępców Wojennych w Ludwigsburgu". Z czego autor "Polski z oddali" wysnuwa wniosek, że Kassner został zwerbowany przez wywiad PRL, bo dwa razy po wojnie jeździł do Polski, nawet ożenił się tam "po raz trzeci z Polką", i te "zbrodnie wojenne" tak mu na sucho uszły.
Autentycznym członkiem wywiadu, tym razem brytyjskiego, o czym Jan Nowak nie wspomniał - domyślam się, że nie wiedział, bo gdyby wiedział, mógł ten fakt pięknie rozegrać na własną korzyść - był kniaź Bazyli Koczubej, określony w "Polsce z oddali" jako "dyrektor komisaryczny zarządu", co o tyle nie jest ścisłe, że Koczubej, jakkolwiek miał tytuł dyrektora, był tylko szefem personalnym, przez którego ręce przeszło chyba podanie Zdzisława Jeziorańskiego o pracę, natomiast dyrektorem był adwokat niemiecki dr Eitner. Niezmiernie ciekawe wspomnienie o kniaziu pt. "Wywiad brytyjski w okupowanej Warszawie" opublikował w londyńskich "Wiadomościach" (nr 1408, 25 marca 1973) Adam Zieliński.
Jan Nowak był zbyt zajęty sprawami rozgłośni, więc nie miał czasu - co jest zrozumiałe - na czytanie prasy emigracyjnej, chyba że mu zwrócono uwagę na coś trefnego lub pochlebnego. Domyślam się więc, że wspomnienie o kniaziu Koczubeju uznano za niewarte drogocennego czasu szefa. W przeciwnym razie, w chwili pojawienia się oświadczenia Kassnera, Jan Nowak, zamiast głowić się nad tym jakby to skutecznie obsmarować oszczercę, mógł oświadczyć: tak, byłem nadkomisarzem na zlecenie wywiadu brytyjskiego, do którego zwerbował mnie kniaź Koczubej. I mucha nie siada! Co? Sprawdzić? Gdzie?
Rewelacje Kassnera nie były dla mnie zaskoczeniem. Już w 1969 roku doszły mnie słuchy, jakich potwierdzenie znalazłem potem w "oświadczeniu" przytoczonym w książce Czechowicza. Ich źródłem był - jak mi mówiono - Tomasz Rzyski, prezes Koła Lotników w Sao Paolo. Nie były też zaskoczeniem dla Jana Nowaka, któremu treść tego dokumentu przekazali w lecie 1972 roku Amerykanie, ale sprawę utopił prezes Komitetu Wolnej Europy William Durkee, który zaintrygowanym senatorom "odpowiedział od ręki, że życiorys Jana Nowaka jest powszechnie znany, był on trzykrotnie awansowany, otrzymał największe polskie odznaczenia bojowe, Virtuti Militari, a od Anglików Królewski Medal za Odwagę. Obowiązki dyrektora spełnia od dwudziestu lat i organizacja odnosi się do niego z pełnym zaufaniem" ("Polska z oddali", str. 338).
Stawiając tak kategoryczną odpowiedź, Durkee mógł opierać się na kwestionariuszu ("Biographical Information Form") z 1971 roku, gdzie Nowak zapodał, że w latach 1939-1945 był w Polish Underground Arm (Polish Home Army), co Amerykanin przyjął w dobrej wierze za miarodajne. Że kłóciło się to z innymi późniejszymi zapodaniami (Armia Krajowa od połowy 1941 roku, komisarzowanie w latach 1940-1942), o tym nie mógł wiedzieć. W każdym razie szafa grała. Te krzyże i medale swoje zrobiły.
Jak długo książka Czechowicza była dla niewtajemniczonych jedynym źródłem "oszczerstwa", w zespole Rozgłośni rozważano raczej szeptem, czy to może być prawda i na ogół zakładano - nie bez ulgi - że dokument Kassnera to falsyfikat, nad czym przejdzie się do porządku dziennego, jak nad szeregiem poprzednich niezbyt wybrednych paszkwilów na szefa.
Prawdziwą burzę rozpętał dopiero artykuł Joachima G. Görlicha pt. "Polskie napaści" z podtytułem "Zastanawiające wpadki w Radio Wolna Europa", opublikowany w dniu 20 września 1974 w kolońskim tygodniku "Rheinischer Merkur". Powołując się na drugi tom wspomnień Czechowicza, Görlich stwierdził, że ten oskarża Jana Nowaka-Jeziorańskiego, "że był nazistowskim Treuhänderem. Zarzut kolaboracji obciąża poważnie, a o wydawniczej sensacji książki świadczy fakt, że gdy ukazała się na Zachodzie, w okamgnieniu została rozsprzedana".
Do dziś nie mogę sobie wytłumaczyć, dlaczego Jan Nowak, będąc w 1972 roku ostrzeżony o poważnym oskarżeniu, nie przygotował jakiejś przekonującej obrony i artykuł Görlicha wyraźnie go zaskoczył. Nie byłem świadkiem sceny, którą tu opiszę, odtwarzam ją na podstawie opowiadania Tadeusza Nowakowskiego, przekazanego nam - tj. mnie i mej żonie Urszuli - przy kawie w kantynie RWE, które zanotowałem na gorąco i przechowałem w teczce oznaczonej hasłem "Treuhänder oder Hausverwalter". Data wspomnianej sceny: 21 września 1974, miejsce, nie ręczę, ale chyba Frankfurt n. M., okazja 50-lecie kapłaństwa infułata Edwarda Lubowieckiego.
"Więc siedzimy tam, w jakiejś gospodzie czy restauracji, po tej okropnej uroczystej nudzie trwającej bite cztery godziny, ja oczywiście osobno, bo z Wiśką, czyli z tą wulgarną Jadwigą Nowakową, nie rozmawiam, po co ma mnie obrażać, więc podchodzi do mnie Nowak i powiada: przecież to nie wypada tak osobno siedzieć, co ludzie powiedzą. Więc nolens volens przysiadam się do ich stolika. Nowakowa tak jakoś źle wyglądała, blada, przybita, więc Nowak ją pyta, co z tobą, jak się czujesz, a ona: jak ja się mam czuć, jak tu takie i wyciąga z torebki tę gazetę, Nowak robi taki ruch, jakby chciał tę gazetę z powrotem wsadzić do torebki, ale ona mówi, dlaczego, więc on czerwienieje i powiada, ale - tu Nowakowski rozgląda się bezradnie po sali - czy kto to potwierdzi? Bo Nowak daje gazetę Lulowi Łubieńskiemu, ale Lulu nagle gubi okulary, szuka ich, czyści, jednym słowem tak jakoś wyłącza się, a Nowak powiada: tak, oczywiście, musiałem tam być, musiałem udawać, że tam pracuję, ale dzięki temu mogłem działać w AK, miałem doskonałe alibi, mogłem być w akcji N, mogłem rozwozić te materiały nie tylko po Polsce, ale po Niemczech...".
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Zbigniew Rutkowski
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lip 2008
Posty: 145

PostWysłany: Pon Mar 21, 2011 8:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fragment ksiażki Kazimierza Zamorskiego "Pod anteną Radia Wolna Europa", wydanej przez Wydawnictwo WERS, mówiacy o kolaboracji z nazistami Jana Nowaka Jeziorańskiego (2).

A co było przedtem? Zanim się te materiały rozwoziło? Bardzo sugestywnie i przekonująco opisuje Jan Nowak swą karierę w organizacji podziemnej: "Jest marzec 1941 roku". To pierwszy kontakt. Potem, "w czasie tej następnej rozmowy", dowiaduje się, że ma do czynienia z członkiem Związku Walki Zbrojnej, który kieruje go do ludzi mających umożliwić mu pracę w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości. "W dwa tygodnie później objąłem administrację dwóch sporych kamienic na Królewskiej i otrzymałem Arbeitskartę... późną wiosną 1941 roku składałem przysięgę organizacyjną ZWZ" ("Kurier z Warszawy", Odnowa, Londyn 1978, s. 44-46). Bliższą definicję określenia "późną wiosną 1941 roku" można było wyczytać w liście Jana Nowaka ogłoszonym w "Rheinischer Merkur" dnia 6 czerwca 1975 r.: "Od połowy roku 1941 byłem czynny w polskim ruchu oporu przeciw nacjonalnemu socjalizmowi". I znów pytanie: a co przedtem?

Dziura w życiorysie. Tak to określił Jerzy Jankowski, redaktor ukazującego się we Francji periodyku "Polska w Europie" (nr 6-12/1975), a gdy Nowak zareagował, wyliczając swe ordery i medale, Jankowski listem z 30 stycznia 1976 r. replikował: "Twierdzi Pan, że Pana przeszłość jest mi dobrze znana, a z kontekstu wynika, że jest to obowiązek. Dotychczas interesowałem się bardziej życiorysem Tadeusza Kościuszki. Dlatego też wdzięczny jestem Panu za udostępnienie mi faktów z Jego życia od marca 1941 r.".

Hojny ten Jankowski. Darował swemu adwersarzowi trzy miesiące dziury w życiorysie. Bo mógł napisać: "od połowy 1941 roku".

Lukę wypełnił sam Jan Nowak, wytaczając sprawę przed sądem niemieckim. W swej "Polsce z oddali" (s. 342-343) ubolewa nad stronniczością tego sądu i dochodzi do wniosku, że popełnił "fatalny błąd". W "Abecadle Kisiela" (Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1990, s. 79) wyznaje: "Wytoczyłem ten proces, bo mi Pan Bóg rozum odebrał". Trudno się z tym nie zgodzić. Bo w uzasadnieniu wyroku oddalającego skargę można wyczytać:

"W notarialnym oświadczeniu wymienionego pana Kassnera, na które powołuje się autor książki, jest mowa, że powód w latach 1940-1942 był zatrudniony w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości w Warszawie jako oficjalny i urzędowo zatwierdzony nadkomisarz. Ponadto stwierdza się tamże, że Komisaryczny Zarząd Zabezpieczonych Nieruchomości zarządzał jako oficjalny urząd władzy okupacyjnej nieruchomościami, z których zostali wywłaszczeni ich żydowscy właściciele. Opis funkcji i czynności powoda w Komisarycznym Zarządzie pozwala nieuprzedzonemu czytelnikowi na taką interpretację i takie wyciągnięcie wniosku, jakie jest zawarte w kwestionowanym artykule, mianowicie, że autor książki określa i oskarża powoda jako nazistowskiego Treuhändera. Zatem więc powód pracował wówczas - czemu też i nie przeczy - w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości jako urzędzie nazistowskiej władzy okupacyjnej, czyli w urzędzie, który zajmował się administracją nieruchomości, które należały względnie należały były do żydowskich właścicieli i które zostały przez władze okupacyjne co najmniej zarekwirowane. Więc "w latach 1940-1942", czemu powód, czyli Jan Nowak, "nie przeczy". Brak również odnośnego zaprzeczenia w orzeczeniu sądu apelacyjnego, oddalającego skargę - jak i w pierwszej instancji - i zamykającego dalszą drogę sądową.

A może ten dokument sądowy to - jak to Jan Nowak nazywa - "fałszywka". Bo od tych "fałszywek" zaroiło się jesienią 1974 roku w audycjach RWE i w jak zawsze dla Jana Nowaka łaskawej prasie emigracyjnej. Słuchaczom i czytelnikom usiłowano wmówić, że odnośne biuro czy też dział UB, względnie MSW, 24 godziny na dobę produkuje fałszywe dokumenty mające skompromitować Jana Nowaka jak też RWE.

Taka akcja informacyjna była bardzo na czasie, bo niezależnie od oświadczenia Kassnera pojawił się nowy dokument, łaskawie przesłany - jak i swego czasu książka Czechowicza - to whom it may concern przez, jak można było się domyślić, "organy". Dostałem to z Düsseldorfu na adres Englischer Garten l, bez wskazania nadawcy, data stempla pocztowego 25.11.74. W sierpniu 1940 r., jak w dokumencie "stało", Zdzisław Jeziorański starał się o posadę Treuhändera w pożydowskiej cegielni w Radzyminie, w czym miał poparcie odnośnego Führera SS, powołującego się na fakt, że petent jest krewnym Stanisława Jeziorańskiego, burmistrza miasta Radzymin. Oczywiście "fałszywka", orzekł Jan Nowak i zwoławszy swój zespół do C.D. Jackson Room (taka duża konferencyjna) uroczyście oświadczył, że nigdy w Radzyminie nie był, żadnych tam krewnych nie miał, a dokument - co nie ulega wątpliwości - jest falsyfikatem. Wiele lat potem przypomniał sobie, że jego "daleki krewny, Stanisław Jeziorański" w czasie wojny "został burmistrzem Radzymina ("Polska z oddali", s. 343). Tamże można wyczytać, że eksperci w Waszyngtonie i w Monachium orzekli, że inkryminowany dokument jest falsyfikatem. Argumenty, chyba Jana Nowaka, bo wątpię, by pochodziły od ekspertów, są więcej niż naiwne. Ale jeśli, jak on twierdzi, jest w posiadaniu ich ekspertyzy, to nie zadali sobie wiele trudu, by zbadać okoliczności powstania dokumentu. W przeciwnym razie nie wytykaliby dorobienia odnośnych znaków do przegłosów (Umlaut), takich jak ü lub ö, i obecności polskich liter ń i ł, lub też braku pozdrowienia "Heil Hitler". Ależ te właśnie "błędy", mające dokument skompromitować, świadczą o jego autentyczności. Przesłano mi plik dokumentów stanowiących załączniki do dogłębnej analizy zarówno samego dokumentu, jak i okoliczności jego powstania, dokonanej na miejscu w archiwach przez osoby - ośmielam się być zdania - bardziej kompetentne. Wbrew temu, co Jan Nowak twierdzi, dokument jest autentyczny.

Potwierdzają ten fakt osoby występujące w tekście, ich oryginalne podpisy (pismo Kreishauptmanna Rupprechta, podpis dr. Zahna), jak również informacje zawarte w treści pisma, układ czcionki, nadruki, czcionka i pieczęcie. A także charakterystyczny dla kancelarii niemieckiej sposób formowania i spinania akt metalowymi wąsami, który pozostawił ślady rdzy i uszkodzenia papieru...

Niemcy przejęli majątek b. państwa polskiego. Stąd też w urzędach korzystano (zwłaszcza w pierwszych latach okupacji) z polskich maszyn do pisania. Również personel pomocniczy w urzędach stanowili Polacy. Do Umlautów nie przywiązywano dużej wagi. Często w innych pismach urzędów niemieckich nie ma Umlautów, brak jest korekty pisma, w dokumentach występują liczne błędy literowe, jak i błędy cyfrowe (zwłaszcza w raportach i sprawozdaniach).

W pismach SS und Selbstschutführera, jak i Sonderdienstu nie ma pozdrowienia "Heil Hitler".

Sprawa cegielni i stryja w Radzyminie zdawała się być, jak mówią Niemcy, vom Tisch, czyli ostatecznie załatwiona. Szef orzekł, że to fe, podwładni pokornie przyjęli do wiadomości. Co tam szeptali po kątach, nie było ważne - ważna była niezbyt przyjemna aura wytworzona artykułem Görlicha. W dniu 13 listopada 1974 r. doszło do sądowego porozumienia zastępców prawnych obu stron w tym sensie, że redakcja "Rheinischer Merkur" zgodziła się na opublikowanie tzw. Gegendarstellumg, czyli - jak doniósł londyński "Dziennik Polski" (23.12.74) - sprostowania podpisanego przez adwokata strony skarżącej, czyli Jana Nowaka, który "wytoczył "Rheinischer Merkur" sprawę o zniesławienie".

Nieszybko doszło do tego sprostowania. Adwokat Jana Nowaka, "wprawdzie członek Bundestagu z ramienia SPD, ale bawidamek, gigolo", jak mi w lutym 1975 r. pisał dr Juliusz Stroynowski, "wysmażył kilkustronicową epistołę", której redakcja nie opublikowała ze względu na rozmiary. Mało tego, trzymiesięczny termin przesłania sprostowania minął, więc trudno zmusić "Rheinischer Merkur" do publikacji.

Zanim przejdę do dalszej opowieści, wyjaśnię, że w wielu wypadkach jej źródłem będą moje zapiski z rozmów zarówno z przyjaciółmi redaktorami, nie wyłączając mego bezpośredniego amerykańskiego szefa, jak też głównie ze wspomnianym dr. Stroynowskim, nieprzeciętnie obrotnym publicystą, w RWE nie pracującym, ale chętnie ze zbiorów mego działu korzystającym, oraz Antonim Kuczmierczykiem, pracownikiem mego działu, podobnie jak Stroynowski chętnym do udzielania niekoniecznie poufnych informacji obu stronom.

Stąd też wiem, że Jan Nowak rozpoczął ofensywę na koloński tygodnik, pismo katolickie związane z miejscową kurią biskupią, właśnie przez tę kurię, osiągając nawet duży sukces, bo nie kto inny niż arcybiskup Kolonii, kardynał Joseph Höffner napisał do redaktora naczelnego, by odwołał, względnie przeprosił. W "Polsce z oddali" (s. 342) można wyczytać, że to biskup Władysław Rubin "bardzo energicznie" interweniował u Höffnera, "a infułat Edward Lubowiecki, wikariusz apostolski Polaków w Niemczech, przeprowadził rozmowę z redaktorem Herwigiem Guckelhomem". O tym, że w jego sprawie interweniował również Andrzej Micewski ze "Znaku", Jan Nowak nie wspomniał. Twierdzi natomiast (j.w.), że "nacisk Kościoła poskutkował i 'Rheinischer Merkur' umieścił sprostowanie". Zanim jednak to nastąpiło, tygodnik popadł w niełaskę w RWE. Nie twierdzę, że zaniechano prenumeraty, nie sprawdzałem, ale stwierdziłem pod koniec lutego 1975 r., że zniknął z półek czytelni, gdzie dotychczas był zawsze dostępny.

Ta ojcowska troska o utrzymanie maluczkich w stanie nieświadomości przejawiła się również odnośnie listu Jana Nowaka ogłoszonego dnia 18 grudnia 1974 r. w wychodzącym w Wurzburgu, "katolickim piśmie dla Niemiec", "Deutsche Tagespost". Dopiero w dniu 16 kwietnia 1975., w wyniku ataków prasy krajowej, Jan Nowak, na porannej konferencji udostępnił obecnym odbitkę tego artykułu. Dopiero teraz dowiedziano się, że jednak. Wprawdzie nie nadkomisarz, ale zarządca domu. I to nie Görlich ani Kassner, ale sam Jan Nowak wyznawał, że - po to, by móc działać w akcji "N" i uniknąć deportacji, jak też dopiero po wstąpieniu do AK - został zatrudniony jako zarządca domu w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości, gdzie też - "jak wielu innych Polaków" - (w sądzie kolońskim zezna, że było ich trzystu), wynajmował mieszkania, inkasował czynsze itd., itp. Nigdy nie był kolegą "nazistowskiego nadkomisarza Kassnera" i "nie współpracował politycznie z nazistami lub też nazistowskimi organizacjami", lecz dzięki "kamuflażowi jako zarządca domu" (Tarnbeschaftigung als Hausverwalter einer deutschen Behörde) mógł pełnić funkcję kuriera między Warszawą i Londynem oraz Sztokholmem, za co go "nagrodzono wysokimi odznaczeniami".

Co do odznaczeń nikt nie miał wątpliwości. Uważnych obserwatorów, a tych nie brakło, zastanowić mogło to wyznanie w zestawieniu ze swego rodzaju świadectwem moralności, wystawionym przez kilku emigracyjnych notabli i opublikowanym w "Tygodniu Polskim" dokładnie cztery dni przed wyznaniem Jana Nowaka w "Deutsche Tagespost".

Ta laurka ukazała się jako swego rodzaju załącznik do artykułu pióra dotychczas nieznanego, a ujawniającego niezły talent polemiczny Antoniego Zielińskiego, pt. "Oszukańcza gra", w którym tajemniczy autor jedną trzecią tekstu poświęcił recenzji pewnej książki o oszustwach komunistycznych, w pozostałych dwóch trzecich rozprawiając się z fałszerstwami mającymi "rzucić cień na przeszłość wojenną Jana Nowaka, wielokrotnego kuriera i emisariusza AK". Przy okazji Kassner urósł do członka partii hitlerowskiej, paradującego po Warszawie w mundurze SS. Inni oszczercy to wszystko ludzie blisko związani "ze skrajnie nacjonalistycznymi i antypolskimi kołami w Niemczech Zachodnich". Jakie to konkretne zarzuty Kassner sprecyzował, wspomniany Antoni Zieliński nie ujawnił. Darmo by też szukać odnośnej wskazówki w dwóch oświadczeniach "czołowych osobistości polskich z okresu ubiegłej wojny, z którymi kpt. Jan Nowak stykał się z tyłu swojej działalności w AK zarówno w Polsce, jak i w Londynie", jakie redakcja "Tygodnia Polskiego" (14.12.74) opublikowała.

Uważny czytelnik oświadczeń pięciu "czołowych osobistości" odróżni jedno osobne gen. Tadeusza Pełczyńskiego, b. szefa sztabu i zastępcy dowódcy AK, od zbiorowego, podpisanego przez pozostałych czterech. Generał Pełczyński pisze: "Stwierdzam, że Jana Nowaka (przybrane nazwisko Zdzisława Jeziorańskiego) znam osobiście od roku 1943 r. Wiem, że w kampanii wrześniowej 1939 r. służył w 2. d.a.k., że w październiku 1939 r. zdołał uciec z niewoli niemieckiej. Od marca 1941 r. pracuje w BIP-ie Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego później na Armię Krajową". Po wyliczeniu wypraw kurierskich Jana Nowaka i wojennych odznaczeń, gen. Pełczyński oświadczył: "Oskarżenie Jana Nowaka o kolaborację z okupantem niemieckim jest oszczerstwem, które najsurowiej potępiam".

W drugim, zbiorowym oświadczeniu brak jest tej precyzji dat. "W związku z oszczerczą kampanią", sygnatariusze stwierdzają, że znają Jana Nowaka "jako wybitnego, zasłużonego polskiego działacza niepodległościowego o nieposzlakowanym patriotyzmie". Następnie wyliczają zasługi wojenne Jana Nowaka, więc kampanię wrześniową, ZWZ, Akcję "N", wyprawy kurierskie i odznaczenia polskie i angielskie. "W tych warunkach rzucanie cienia podejrzeń na jego postępowanie i postawę patriotyczną podczas wojny zasługuje na stanowcze potępienie". Podpisano: Edward RACZYŃSKI w latach wojny członek rządu gen. Sikorskiego, ambasador RP w Londynie; gen. Stanisław KOPAŃSKI od sierpnia 1943 r. szef sztabu Naczelnego Wodza; Michał PROTASEWICZ, płk dypl. szef Oddz. VI (Specjalnego) sztabu N.W. od początku kwietnia 1942 do końca czerwca 1944, ówczesny podpułkownik dyplomowany; Tadeusz ŻENCZYKOWSKI-ZAWADZKI szef Wydziału "N" w BIP-ie (Komendy Głównej ZWZ-AK), przewodniczący Rady Naczelnej Koła AK.

Z tych pięciu osobistości, tylko dwie były w czasie wojny w kraju, gen. Pełczyński, który się wyraźnie zastrzegł, że Jana Nowaka zna osobiście od 1943 roku, oraz Zawadzki-Żenczykowski, jedyny, który powinien wiedzieć, a że się nie wywnętrza, jego sprawa. W parę dni po ukazaniu się tej laurki w "Tygodniu Polskim", zawsze usłużny Antoś Kuczmierczyk skarżył mi się, że jego wyraźne pytanie w liście do Zawadzkiego, co myśli o treuhänderstwie, ten wyraźnie zlekceważył, w odpowiedzi ani słówkiem tego tematu nie poruszając. Pod koniec stycznia 1975 r. tenże Antoś, powołując się na rozmowę z Zawadzkim, powiedział mi, że sygnatariusze apelu są oburzeni na Jana Nowaka, że bez ich wiedzy opublikował ich oświadczenie, które - jak ich zapewniał - miało mu służyć do "wewnętrznego użytku", chyba dla władz RWE.

Wrodzona przekora, do której trudno mi się nie przyznać, podyktowała mi list do "Kultury", jaki pan Jerzy był łaskaw umieścić w marcowym numerze 1975 r. (s. 157-158):

OŚWIADCZENIE

W powodzi oszczerstw szkalujących ludzi szczególnie dla sprawy zasłużonych pojawił się ostatnio zarzut, jakoby Sylwester Mora [był to pseudonim K. Zamorskiego używany od 1943 r. - red.] jadał w latach 1937-1939 udka żabie w maśle i popijał szampanem, czym sprzeniewierzył się dobrym obyczajom sarmackim. Na poparcie tej kalumnii pewne czynniki, charakteru których nietrudno się domyślić, kolportują fotostatyczną kopię rachunku restauracji George'a we Lwowie, który to hotel, włącznie z restauracją, od 30 lat znajduje się w gestii sowieckiej agencji turystycznej Inturist. Ekspertyza wykazała, że rzekomy dokument jest zwykłym falsyfikatem.

Sylwestra Morę poznałem w 1943 roku i pozostawałem z ścisłym w nim kontakcie co najmniej do końca wojny, toteż mogę stwierdzić, że pod jego adresem wysuwane są absurdalne zarzuty i zasługują jedynie na publiczne napiętnowanie. Sylwester Mora był zawsze głęboko przywiązany do narodowych tradycji i jadaniem żab dogłębnie się brzydził. We wspomnianym okresie mojej z nim znajomości jadał przeważnie w kasynie oficerskim i mogę zaświadczyć, że nade wszystko cenił kotlet wieprzowy z kapustą, co popijał rodzimą siwuchą a nie cudzoziemskim szampanem.

KAZIMIERZ ZAMORSKI

Monachium

Pierwszy zadzwonił reżyser Jacek Machniewicz: aluzju poniał. Długo czekałem na reakcję Jana Nowaka. Jakoś nikt się nie spieszył z zawiadomieniem go o pastiszu. Ci, którzy czytali, należeli przeważnie do dość już wtedy licznej opozycji, a pretorianie albo nie czytali, albo czytali, ale nie dopatrzyli się aluzji. Dopiero pod koniec czerwca, pracujący w dziale analizy skryptów (taka cenzura po fakcie) i znany z gorliwości Krzysztof Bauer-Czarnomski, którego ktoś uświadomił przy kawie o istnieniu czegoś, co ten uznał za atak na Jana Nowaka, poczuł się w obowiązku - jak mi potem tłumaczył - zameldować o tym amerykańskiemu szefowi, a ten z kolei dyrektorowi RWE, którym był Ralph E. Walter. Dopiero tą drogą Jan Nowak dowiedział się o moim liście w sprawie żabich udek. Zażądał też natychmiastowego wylania mnie, tym bardziej że już uprzednio nabroiłem swymi listami do sygnatariuszy grudniowej laurki.

W dniu 7 maja 1975 r. wysłałem do nich jednobrzmiące listy, w których zaznaczyłem, że "na podstawie dostępnych mi dotychczas danych oskarżenie Jana Nowaka o kolaborację" byłoby "zarówno pochopne, jak i krzywdzące", jednakże jego działalność w okupacyjnej instytucji - "nawet w charakterze li tylko zarządcy domu - do zajęć chwalebnych nie należała, choćby dlatego że - jak podała 'Deutsche Tagespost' w numerze z 29/30 listopada 1974 r., czemu też Jan Nowak nie zaprzeczył - 'dieser Einrichtung der deutshen Besatzungsbehörden oblag das enteignete jüdische Eigentum'". O tym, że zatrudnienie w tej instytucji "było co najmniej żenujące świadczy również fakt, że Jan Nowak ukrywał starannie ten epizod swego życiorysu aż do jesieni 1974 r." W konkluzji sformułowałem trzy niezbyt parlamentarne - przyznaję - pytania: czy podpisując swe oświadczenie sygnatariusz wiedział o powyższym; jeśli tak, dlaczego zataił, "przez co opinia publiczna została wprowadzona w błąd"; i czy nie byłoby wskazane "ponowne publiczne zajęcie stanowiska w tej sprawie".

Tylko Tadeusz Zawadzki listem z 19 maja 1974 r. zawiadomił mnie, że nie widzi żadnego powodu, dla którego stawiam mu trzy pytania, z których drugie jest obraźliwe, nie znajduje też uzasadnienia dla udzielenia na nie odpowiedzi.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Zbigniew Rutkowski
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lip 2008
Posty: 145

PostWysłany: Sro Mar 23, 2011 8:28 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Książka rektora KUL - ks. prof. Józefa Kruszyńskiego, wydana nakładem wyd. WERS.

Prezentowana książka jest reprintem z wydania przedwojennego - Włocławek 1924 r. Ks. Józef Kruszyński (1877-1953) - profesor i rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w latach 1925-1933, biblista, jeden z największych znawców problematyki żydowskiej w międzywojennej Polsce. Jego publikacje z dziedziny żydoznawstwa to m. in.: Żydzi i kwestia żydowska, Włocławek 1920; Dążenia żydów w dobie obecnej, Włocławek 1921; Polityka żydowska, Włocławek 1921; Żargon żydowski, Włocławek 1921; O narodowy język żydów, Włocławek 1921; Żydzi a Polska, Poznań 1921; Religia żydów spólczesnych, Włocławek 1923; Rola światowa żydostwa, Włocławek 1923; Dlaczego występuję przeciwko żydom?, Kielce 1923; Niebezpieczeństwo żydowskie, Włocławek 1923; Antysemityzm, Antyjudaizm, Antygoizm, Włocławek 1924, Żydzi a świat chrześcijański, Włocławek 1924; Stanisław Staszic a kwestia żydowska, Lublin 1925; Talmud co zawiera i co naucza, Lublin 1925.

ANTYSEMITYZM

l. Wrogi kierunek przeciwko żydom ujawniający się we wszystkich krajach, w których znajduje się wielkie skupienie żydowskie, nazwano antysemityzmem. Współczesny antysemityzm powstał razem ze syjonizmem i jego rozwój szedł w parze z rozwojem syjonizmu. Zwrot przeciwko żydom, nazwany w ubiegłem stuleciu antysemityzmem, jest tak starym, jak samo żydostwo. Od czasu rozproszenia żydostwa występuje on dość często na widownię i posiada uzasadnienie przede wszystkim w nastrojach żydostwa względem narodów chrześcijańskich. Stwierdzono po niezliczone razy, iż żydzi zachowywali się zawsze niepoprawnie, a często obierali wrogie stanowisko względem narodów chrześcijańskich, wśród których, czy też obok których mieszkali. Skoro tylko stało się to wiadomym, wśród tych ostatnich powstawał zawsze nieprzyjazny odruch w stosunku do żydostwa. Wynikające na tym tle zatargi aż do końca osiemnastego wieku posiadały charakter miejscowy i bardzo rzadko przenosiły się poza granice jednego kraju. Gdy więc istniał zatarg na tle stosunków z żydami np. w Anglii, jednocześnie w Niemczech panowała zgoda itd. Żydostwo aż do końca 18 wieku nie występowało na zewnątrz jako jednolita zorganizowana masa, ożywiona tymi samymi dążnościami i uprawiająca jednał tą samą politykę. Były więc zatargi krajowe, ponieważ i żydzi uchodzili za krajowców. Zatargi wypływały po większej części z pobudek religijnych, politycznych i ekonomicznych. O ile pobudki ustawały, układały się warunki mniej więcej po linii zgodnego pożycia. Lata pokrywały zapomnieniem dawniejsze winy i żydostwo mogło nadal prowadzić swoje odrębne życie, oddając się tym samym zajęciom i tym samym dążeniom, które w przeszłości były przyczyną zatargu. Większe tylko przewinienia, zwłaszcza o ile w związku z nimi wchodziła w grę polityka, sprowadzały bardziej smutne następstwa, kończące się niekiedy katastrofą wyrzucania z kraju niepoprawnych i nielojalnych przybyszów. Takie koleje przechodzili żydzi we wszystkich krajach zachodniej i południowej Europy. Od początku 19-go wieku międzynarodowe stanowisko żydów uległo zasadniczej zmianie. Rewolucja francuska przyniosła zmianę w dotychczasowych stosunkach z żydami, odkrywając jednocześnie duchowe oblicze żydostwa, tak starannie do tego czasu ukrywane. Jak po wszystkich przewrotach, dokonanych w krajach chrześcijańskich, tak i po rewolucji francuskiej, żydostwo postanowiło jak najwięcej zdobyć dla siebie korzyści. Wkrada się w zamknięte do tej pory dziedziny życia chrześcijańskiego, gamie się przede wszystkim do oświaty w tym przekonaniu, że jest to droga prowadząca najszybciej do osiągnięcia odwiecznych celów, jakie sobie stawiało żydostwo w walce ze światem chrześcijańskim. Zrozumieli żydzi jak wielką uzyskają broń, o ile zostaną urzeczywistnione hasła, rzucone przez Jakuba Rousseau, o tzw. "prawach człowieka". Praw tych domagali się usilnie we wszystkich krajach bez względu na warunki i przywileje, z jakich przedtem korzystali. Stanowisko, jakie w walce o te prawa zajęli żydzi, otworzyło oczy narodom chrześcijańskim, że nie ma się do czynienia z ludem rozbitym i rozproszonym, czy organizacją wyznaniową, gotową poza utrzymaniem wolności swego wyznania poddać się całkowicie i bez zastrzeżeń prawom krajowym. Przekonano się, że jest to społeczeństwo jedno, bardzo silne nie tylko spójnią religijną, ale narodową, gotowe bronić wspólnymi siłami postulatów, choćby te szły wbrew żywotnym sprawom narodu, z którego gościny żydostwo korzysta. Zrozumiano dalej, że nie tylko na punkcie przekonań religijnych, ale także politycznych, istnieje porozumienie pomiędzy całą masą żydowską. Nie ma Żydów - Niemców czy Anglików itd., są tylko żydzi mieszkający w Niemczech czy Anglii i życie narodu, wśród którego mieszkają, zarówno jak i losy kraju, oceniane są wartością korzyści, jakie mogą zdobyć dla siebie. Ruch syjonistyczny, który rozwinął się w krajach chrześcijańskich po otrzymaniu "praw człowieka", utrwalił narody chrześcijańskie w przekonaniu, że mają do czynienia ze społeczeństwem całkiem obcym, mogącym nawet zająć stanowisko wrogie wobec kraju, o ile będzie to odpowiadało jego własnym postulatom. Syjonizm zdarł maskę z oblicza żydów i oświadczył jasno: nie jesteśmy Niemcami, Francuzami, Polakami, lecz jesteśmy żydami i takimi pragniemy pozostać.

2. Rola żydów musiała uledz zmianie. Błędne byłoby dalsze zapatrywanie się na żydów, jako na krajowców, zachowujących swoją odrębność, tylko pod względem religijnym. W miarę tego, jak rozwijał się ruch syjoński, widzimy jakby odruch samoobrony wśród różnych społeczeństw chrześcijańskich. Przyjęto z bolesnym uczuciem do wiadomości nowe nastroje wśród żydostwa. Przekonano się, że nadzieje na asymilację są tylko mrzonkami. Zwłaszcza w Niemczech powitano niechętnie ruch syjonistyczny, który zadawał kłam dotychczasowemu przekonaniu o zupełnym zgermanizowaniu żydów mieszkających w Niemczech. Nawet rodziny żydowskie, które przedtem przyjęły chrześcijaństwo i zajmowały wysokie stanowiska w świecie naukowym czy urzędniczym, zaczęły sprzyjać ruchowi syjońskiemu, solidaryzując się z jego dążeniami politycznymi. Dla tych właśnie powodów, najprzód w Niemczech, powstał ruch antysemicki. Nieprawdą jest, jak twierdzą powszechnie autorowie żydowscy, że antysemityzm wywodzi swój początek z Rosji, względnie z Rumunii. Myśl przeniesienia początków tego ruchu do Rosji i Rumunii jest zupełnie celowa, ma bowiem na względzie wykazanie, że powstał on z ciemnoty i uprzedzenia, ze średniowiecznych zabobonów i nienawiści rasowej. Niemcy pierwsi rzucili światło na wewnętrzną wartość i znaczenie syjońskiego ruchu. Nieprzychylny nastrój względem żydów zaczął ogarniać coraz to szersze sfery społeczne, przyczyniając się w wielu miejscach do wywołania antyżydowskich rozruchów. Fale antysemityzmu, poczętego w Niemczech, szybko przepływają granice niemieckiego państwa. Przedostają się do Austrii i tutaj wywołują daleko silniejsze wzburzenie. Od r. 1881, to jest zaraz po pierwszym zjeździe syjonistycznym, odbytym w Katowicach, ruch antyżydowski wzmaga się nieustannie. Na próżno prasa żydowska, już dobrze w tym czasie zorganizowana, stara się odwrócić uwagę od żydów. Chrześcijańskie pisma zaczynają nieomal codziennie poruszać kwestię żydowską, przytaczają ciągle nowe fakty nieprzyjaznego zachowania się żydów względem chrześcijan. Ruch antysemicki w Austrii pod koniec ubiegłego wieku przybrał tak ostre formy że władze państwowe musiały interweniować niejednokrotnie, aby niedopuścić do ekscesów. Z Austrii przeniósł się antysemityzm na Węgry, do Rumunii i Rosji. Nie były wolne od antysemityzmu nawet te kraje, w których odsetek żydowski jest bardzo nikły, jak np. Włochy i Francja. W tej ostatniej słynna sprawa Dreyfusa przyczyniła się w wielkiej mierze do zaognienia kwestii żydowskiej. Ratując się przed antysemityzmem, wybitny żyd budapeszteński, Teodor Herzl, stanął na czele ruchu syjonistycznego i nadał mu nowe przeznaczenie, a mianowicie skierował aspiracje syjonistów ku Palestynie, jako przyszłemu państwu żydowskiemu. Herzl wychodził z założenia że Palestyna przy usilnych staraniach żydów i poparciu dyplomacji europejskiej może się stać państewkiem żydowskim i ośrodkiem emigracji żydowskiej z państw chrześcijańskich, a o ile zmniejszy się liczba żydów w Europie, wtedy zniknie wrogie przeciwko nim usposobienie. Piękne zamiary Herzla już w samem założeniu stawały się niewykonalne. Trudno było przewidzieć w ostatnim dziesięcioleciu ub. wieku, kiedy Herzl rozwijał najgorliwiej swoją działalność, czy Palestyna może być zdobyta, jako teren osiedleńczy dla żydostwa. A choćby nawet spełniły . się te nadzieje, to i tak kwestia żydowska nie zostanie pomyślnie rozwiązaną, ponieważ Palestyna, jako mały i ubogi kraj, nawet po usunięciu tubylczej ludności, nie mogłaby pomieścić dziesiątej części żydostwa, rozproszonego po krajach chrześcijańskich. Na działalność Herzla przywódcy antyżydowskiego ruchu patrzyli z niedowierzaniem. Zapatrywano się na nią, jako na chęć odwrócenia uwagi na istotną działalność żydów. I musimy przyznać, że w zapatrywaniach swoich nie pomylono się. Przesiedlenie żydów było utopią, jak to się okazało w ostatnich czasach, gdy po skończonej wielkiej wojnie Palestyna przeszła pod mandat Anglii i żydzi uzyskali narodową siedzibę. Liczba emigrantów żydowskich do Palestyny jest bardzo nikła. Niema widoków, aby na przyszłość emigracja żydostwa do Palestyny wpłynęła w jakikolwiek sposób na zmianę kwestii żydowskiej w krajach europejskich. Osiadła od wieków arabska ludność w Palestynie nie ma zamiaru usuwania się, aby żydom dać możność zajęcia kraju. Nic w tym względzie nie pomoże polityka angielska. Anglia więcej musi się liczyć z Arabami, aniżeli z żydami i nigdy nie zdobędzie się na krok wysiedlania ludności arabskiej. Żydzi sami nigdy też nie zdołają wysiedlić poza granice Palestyny tych, którzy uważają się tam za istotnych gospodarzy kraju. Ocenili te trudności syjoniści. Dlatego też nastąpił w syjonizmie rozłam na polu politycznych zamierzeń Herzla. Tylko nieznaczna część pozostała wierną jego ideom, natomiast większość zaczęła zapatrywać się na ruch i syjonistyczny, jako na organizację polityczną, która wzięła sobie za cel zdobycie autonomii narodowej w tych krajach, w których żydzi znajdują się w rozproszeniu. Żyd angielski, Izrael Zangwill, jeden z najwybitniejszych przywódców ruchu syjonistycznego, wystąpił na zjeździe syjonistów w New Yorku w 1925 r. przeciwko emigracji żydowskiej do Palestyny, dowodząc że żydzi powinni otrzymać dla siebie prawa w tych krajach, w których do tego czasu zamieszkują. Chodzi tu oczywiście o tak zw. autonomię narodową, o której wspomnieliśmy wyżej. Syjonizm nie rozwiązał więc kwestii żydowskiej, ale owszem, dążąc rzekomo do jej rozwiązania, nakreśla takie plany że stają one w sprzeczności z najżywotniejszymi sprawami narodów chrześcijańskich. Wskutek wojny światowej antysemityzm nieco ucichł, nie zyskuje on na swej sile i bezpośrednio po wojnie, ponieważ narody chrześcijańskie przytłoczone ogromem nieszczęść muszą goić niezabliźnione rany. Kwestia atoli żydowska nie została rozwiązaną, ani nawet zbliżoną do rozwiązania, ale owszem wszystko się czyni ze strony żydów, aby spotęgować zatargi z narodami chrześcijańskimi. Uświadomienie wśród narodów chrześcijańskich o wrogiem stanowisku żydów, prawie z każdym dniem zatacza szersze kręgi i ciągle przybywa nowy materiał do wrogich wystąpień przeciwko żydom. Fale antysemityzmu przycichły tylko na pewien czas, ponieważ burza, która je wzniecała, przeniosła się jakby w górne strefy, ale już słyszymy jej złowrogie pomruki. Niezawodnie zbliży się i wznieci nowe fale, ale daleko silniejsze i straszniejsze, aniżeli przed wojną. Burza zbliżyć się musi, ponieważ istnieje nieustanne ognisko, które podsycają nierozważną, czy też umyślną polityką sami żydzi. Znamiennym jest, że w tych krajach, w których przed wojną ruchy antysemickie jak np. w Anglii i w Ameryce, były bardzo słabe, albo nawet nie istniały (Ameryka); dzisiaj wzrasta uświadomienie o szkodliwej działalności żydów. Ci ostatni, niezmiernie wzbogaceni po wojnie i korzystający z niepomiernych wpływów, nie doceniają niebezpieczeństwa, a nawet je lekceważą. Ufni we własną potęgę, sądzą, że zdołają zdusić wszelkie wrogie przeciwko sobie wystąpienia, choćby nawet drogą wywołania rewolucji, która znowu sprowadzi zniszczenie i przygnębienie wśród "gojów" i oczywiście uniemożliwi wystąpienie przeciwko żydom. Nie ulega wątpliwości, że żydzi mogą stworzyć nie jedną wielką przeszkodę, a nawet przy pomocy posiadanego złota wywołać rewolucję. Będzie to jednak nasieniem dalszego niezadowolenia. "Kto sieje wiatr -mówi Pismo św. - ten zbiera burzę". Żydzi oszołomieni są dzisiaj powodzeniem nie tylko na polu materialnym, ale także dzięki zdobyczom politycznym. Zwłaszcza zwycięstwa, jakie odniosło żydostwo w Rosji, każą im dzisiaj odkrywać przyłbicę w walce z chrześcijaństwem. Powszechnie wiadomo, że bolszewizm to żydostwo. Żydzi ośmieleni zwycięstwami Bronsztejna - Trockiego, jak za czasów Bar Kochby, mszczą się na chrześcijaństwie, ale czy rozwiążą w ten sposób kwestię żydowską? Czy utrwalą panowanie na świecie, do czego dąży syjonizm? Rozpalili wulkan, którego wybuchy zmiotą przede wszystkim ich samych. Gdy upadnie bolszewizm w Rosji, a wszak upaść musi, rozpoczną się krwawe rozrachunki i podówczas nikt nie powstrzyma rozhukanych fal antysemityzmu. Przewidują to żydzi, dlatego też starają się usilnie posiać ziarna bolszewizmu w innych krajach, a zwłaszcza tam, gdzie kwestia żydowska wysuwa się w pierwszym rzędzie na czoło zagadnień. Ale i ta robota odbywa się zbyt śmiało i zbyt jawnie, aby mogła być zakrytą przed wzrokiem "gojów". Będzie to wszystko poczytane bynajmniej nie na korzyść żydostwa. Jeżeli przeniesiemy nasz wzrok do innych krajów, a zwłaszcza tych, które przede wszystkim muszą opatrywać własne rany po wojnie, tedy działalność żydowska przedstawia się w bardzo niepochlebnym świetle. Bezustanne wichrzenia na tle ekonomiczno-społecznem, podrywanie autorytetu na polu politycznym, itd. czyjaż to jest w tym wszystkim działalność? Jesteśmy zwolnieni od odpowiedzi, ponieważ ogół aż nadto zdaje sobie sprawę, czyja ręka prowadzi tę robotę. W żadnym jednak kraju, poza Rosją, nie jest tak starannie przygotowywany grunt pod posiew antysemityzmu, jak w Polsce. Nie mamy zamiaru w tym krótkim szkicu, przedstawiającym dzisiejszy stan kwestii żydowskiej, omawiać krzywd i wrogich planów międzynarodowego żydostwa względem państwowości polskiej. Musimy jednak nadmienić, że naród polski staje w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa żydowskiego i musi się przygotowywać do obrania pola walki, która rozstrzygnie kto ma prawa do ziemi polskiej: żydzi czy Polacy. Słowem, antysemityzm nie wymarł, ale żyje. Rozwija się on dzisiaj we wszystkich krajach europejskich i w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. W rozwoju antysemityzmu przoduje dzisiaj Rosja, następnie idą Niemcy, Stany Zjednoczone i Polska. Na korzyść antysemityzmu w czasach dzisiejszych, jeżeli tak wyrazić się można, przemawia ta okoliczność, że wszystkie narody chrześcijańskie uzgadniają swoje poglądy na kwestię żydowską i widzą jednakie niebezpieczeństwo, o ile ta kwestia będzie się rozwijała w tych ramach i zgodnie z tymi założeniami, jakie stawia jej syjonizm. W ubiegłych wiekach nigdy nie widzimy tak ogólnego ujednostajnienia w zapatrywaniach na kwestię żydowską, jak dzisiaj. Zatargi z żydami wynikały w poszczególnych miastach lub krajach. Żydzi wyrzucani z jednego miasta, czy jednej gminy, przenosili się do innej. Gdy ich wyrzucono z jednego kraju, potrafili wyżebrać schronisko w drugim. W czasach dzisiejszych stanowisko ich o tyle uległo zmianie, że w oczach wszystkich uchodzą za żywioł międzynarodowy, przekładający swoje osobiste cele ponad ideały narodu z którego gościny korzystają. Ruch antysemicki nie zamrze, ale zdaniem naszym, będzie się rozwijał i przybierał rozmiary bardzo niekorzystne dla całego żydostwa rozproszonego po świecie. Żydzi przez uzyskanie "praw człowieka" uzyskali maximum, co dało się osiągnąć bez oczywistego uszczerbku, jaki ponosić mogą narody chrześcijańskie. Walka o dalsze prerogatywy równa się wydziedziczaniu chrześcijańskiego narodu z jego dóbr przyrodzonych. Musi przeto spotkać się z silnym sprzeciwem, który się uzewnętrzni w antysemityzmie praktycznym.

3. Ruch przeciwżydowski, jak wspomnieliśmy wyżej, został nazwany antysemityzmem. W ubiegłych wiekach, jakkolwiek zdecydowanie występowano przeciwko żydom, z tą nazwą się nie spotykamy. Nazwa ta jest niewłaściwą i zupełnie fałszywie ma oznaczać ruch, dla określenia którego została zastosowana. Żydzi należą do rasy semickiej, ale do tej samej rasy należą Arabowie, Syryjczycy, Abisyńczycy i wiele innych pomniejszych plemion. Otóż ruch antysemicki bynajmniej nie dotyczy wymienionych narodów, lecz wyłącznie żydów i to tych, którzy przebywają w rozproszeniu w krajach chrześcijańskich. Przeciwżydowski ruch nie wypływa z pobudek rasowych, ale wspiera się na całkiem innym gruncie. Rasa semicka jako rasa nie posiada w sobie nic niebezpiecznego względem chrześcijańskich narodów w Europie czy Ameryce. Nie możemy więc mówić o niebezpieczeństwie semickim tak, jak się mówi u nas, a zwłaszcza w Ameryce, o niebezpieczeństwie żółtym. Nazwa "antysemityzm" jest ulubionym określeniem w mowie żydów i oni to głównie przyczynili się do jej spopularyzowania. Autorowie żydowscy używają celowo wyrażenia "antysemityzm", aby odwrócić uwagę od istotnych przyczyn owego "antysemityzmu". Podłożem antyżydowskich wystąpień jest tak zwany "judaizm", który wciela w życie zasady Talmudu. Byłoby słuszniej nazywać ruch, o którym mowa, antyjudaizmem. Wyraz ten brzmi bardzo niemile dla ucha żydowskiego, jako wymierzony wprost przeciwko żydom, związanym w jedną organizację, nazywaną judaizmem. Określenie natomiast "antysemityzm" posiada daleko szersze znaczenie, jako odnoszący się do rasy semickiej i nie dotyczy wprost żydostwa, jako społeczności odrębnej, posiadającej własne prawa, ustawy i zwyczaje częstokroć wrogie prawom i ustawom tych narodów, obok których żydzi mieszkają.

ANTYJUDAIZM

l. Żydów nie spotyka pogarda z tytułu przynależności ich do rasy semickiej, ale tylko dlatego, że są "żydami" to znaczy judaistami. Już z powyższego określenia wynika, że z judaizmem nie można łączyć pojęcia narodowości. Nikt przecież nie będzie pogardzał Niemcem dlatego, że jest członkiem narodu niemieckiego, albo z tego samego tytułu Polakiem, Francuzem czy Anglikiem. Narodowość, jako taka, nie jest prześladowana i niema żadnego tytułu, aby ją prześladowano. Nie mówimy tutaj o prześladowaniach poszczególnych narodowości przez zaborców, jak to miało miejsce z Polską w czasie jej niewoli. W tych wypadkach wysuwane są powody polityczne, zmierzające do wynarodowienia. Gdzie jednak nie istniały racje polityczne, nie było oczywiście żadnego prześladowania, czy w ogóle jakichkolwiek wrogich wystąpień. Społeczeństwa chrześcijańskie nie żywią niechęci, nawet do tak maleńkich plemion, posiadających ustrój patriarchalny i tułających się w rozproszeniu, jak cyganie, z tego tytułu, że są cyganami. W ogóle nie praktykuje się w stosunkach ludzkich, aby jakakolwiek narodowość, jako narodowość, była zwalczana. Ale są natomiast zwalczane pewne organizacje, które posiadają w stosunku do siebie rozbieżne cele. I tak: socjalizm będzie zawsze zwalczany przez organizacje narodowe, zarówno jak i chrześcijańskie dlatego, że jego dążenia wymierzone są przeciwko ideałom narodowym i chrześcijańskim. Socjalizm wypowiada walkę Ewangelii Chrystusowej, dlatego też wszyscy, którzy stoją pod sztandarem tejże Ewangelii, muszą tworzyć obronę przeciwko socjalizmowi. W chrześcijaństwie zwalczane są także niektóre sekty religijne, o ile posiadają założenie i charakter bojowy. Czy powyższe przykłady mogą służyć, jako objaśnienie dla judaizmu? Tak jest. Judaizm jest organizacją o charakterze religijnym, społecznym i politycznym. Wszystkie te trzy strony tak są ściśle z sobą złączone, że stanowią jedną całość. Autorowie żydowscy stwierdzają wyraźnie, że ich religia tak jest ściśle złączona z pierwiastkiem narodowym, że nie da się od niego oddzielić. Judaizm jest religią nacjonalistyczną, czy jak kto chce: nacjonalizmem religijnym. Jak socjalizm marksowski ma za zadanie walkę z religia katolicką, tak judaizm w całym swym założeniu wymierzony jest przeciwko idei chrześcijańskiej, a w szczególniejszy sposób przeciwko religii katolickiej. Zadanie judaizmu jest daleko szersze, ponieważ wchodzi tutaj w grę w silnej mierze pierwiastek polityczny, mający na względzie wywyższenie żydostwa ponad wszystko. Judaizm nie może być obojętny względem chrześcijańskiego światopoglądu, bo przestałby być judaizmem. Żyd, skoro jest wiemy judaizmowi, musi się odnosić wrogo do tego wszystkiego, co jest złączone z życiem politycznym, społecznym, czy religijnym chrześcijan. O ile byłby obojętnym, czy zająłby w tym względzie stanowisko przychylne, przestałby być żydem, to znaczy wszedłby na drogę prawdziwej asymilacji. Innego wyjścia nie ma. Wszystkie zatargi jakie wynikały w przeszłości na tle stosunków pomiędzy chrześcijaństwem a żydostwem, wypływały z judaizmu. Wszelkie wrogie Wystąpienia żydów przeciwko narodom chrześcijańskim wspierają się na judaizmie. Jeżeli żyd występuje wrogo przeciwko religii chrześcijańskiej czyni to zgodnie ze wskazaniami zawartymi w Talmudzie. Gdy zajmuje się pracą polityczną i wymierza ją przeciwko interesom narodów chrześcijańskich, spełnia podówczas to, co mu nakazują jego mędrcy, owi autorowie Talmudu, czyli współczesnego judaizmu. Prowadząc wreszcie walkę na polu ekonomicznym, nie tylko chodzi mu o korzyści osobiste. Ma on jeszcze na względzie cele wyższe, a mianowicie pouczenia talmudowe. Oto jest prawdziwe źródło zatargów z żydami. Nie wygaśnie ono dotąd, dopóki Talmud nie przestanie być świętą biblią całego żydostwa, dopóki nie zniknie judaizm. Narody chrześcijańskie już przed wielu wiekami poznały źródło nienawiści żydowskiej, dlatego też starały się zniszczyć Talmud. Niejednokrotnie we Francji i w różnych księstwach niemieckich ogłaszano wyroki potępienia na Talmud i skazywano go na stosy. Zwożono furami egzemplarze Talmudu i palono publicznie na placach miejskich. Celu nie osiągnięto, bo czyż można spalić wszystkie, co do jednej, księgi, znajdujące się wśród żydostwa rozproszonego po całym świecie? Mamy więc do czynienia z judaizmem, a nie z semityzmem. Nie ma antysemityzmu, lecz jest antyjudaizm.

2. Ruch antyjudaistyczny nie ma w sobie nic z rasy. Zależnie od warunków, w jakich się rozwija i przyczyn, które go wywołują, może być religijny, polityczny, ekonomiczno-społeczny itp. W dziejach rozproszenia żydów przechodził on te wszystkie zmiany. W jednym miejscu wynikały rozruchy żydowskie jako protest przeciwko uciskowi ekonomicznemu i monopolizowaniu handlu. W innym miały podkład religijny. Obwiniano żydów, że obrażają chrześcijańskie uczucia religijne, znieważają świętości. W innym jeszcze, że wdają się w umowy i zawierają spiski polityczne przeciwko państwu, z którego opieki korzystają. Zwalczano więc żydów nie jako naród żydowski, lecz jako spiskowców, czyli wrogą organizację. Stąd rodził się antyjudaizm. Tak długo, jak społeczeństwo żydowskie dzieli losy rozproszenia, istnieje kwestia żydowska. Charakterystycznym jest, że ta kwestia nie zamiera, lecz w starych formach ciągle powstaje i wywołuje zatargi. Pod tym względem żydostwo dostarcza bądź co bądź zjawiska niepowszedniego i niespotykanego w stosunkach ludzkich. Nie mamy ani jednego narodu, znajdującego się w rozproszeniu, któryby stwarzał podobną kwestię. Istnieje wiele ludów, które musiały podzielać te same losy jakie spotykały żydów. Oto do Polski przybywały gromady Ormian, wyrzuconych skutkiem prześladowania ze swojej ojczyzny. Przybywali także Niemcy i tworzyli bardzo liczne osiedla w Polsce. Wystarczy nadmienić że do 16 wieku nasze miasta posiadały charakter niemiecki. Środowiska niemieckie były daleko silniejsze i liczniejsze, aniżeli żydowskie. A jednak nie mieliśmy z Niemcami takich zatargów, jakie wynikały na tle stosunków z żydami. Niemcy, czy jakieś inne grupy obce, przybywając do Polski, czy to do innego kraju, uważały za obowiązek poddawać się prawom krajowym i przybrana ojczyzna stawała się dla ich dzieci ojczyzną prawdziwą. Albo zwróćmy uwagę na różną narodowość w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Są tam Polacy, są Niemcy, są Włosi i wiele innych narodowości. Narodowości te, jako posiadające własną ojczyznę, mogłyby wytwarzać w daleko silniejszym stopniu separatyzm narodowy, aniżeli żydzi, nie mający ojczyzny i uchodzący za naród prawdziwie rozproszony. A jednak nie ma w Ameryce kwestii polskiej, niemieckiej, ani włoskiej i istnieje natomiast kwestia żydowska. Społeczności te jeszcze tam więcej mogłyby wytwarzać kwestię narodowościową, czy religijną, że znajdują się na emigracji w daleko większej liczbie, aniżeli żydzi. Nie widzimy jednakże zatargów dlatego, że podporządkowują się pod prawa państwowe i przyjmują je za swoje. Inaczej zresztą być nie może. Na tym polega zgodne pożycie narodów zależnych od siebie. Jeżeli przeniesiemy nasz wzrok na społeczeństwo żydowskie, widzimy całkiem co innego. Żydzi bez względu na to, gdzie się znajdowali i z jakich korzystali swobód, nie uzgadniali swoich dążeń z dążeniami narodu, w którego kraju mieszkali. Wszystkie zatargi i walki z żydami od dwóch prawie tysięcy lat wynikały zawsze z jednych i tych samych przyczyn, których należy szukać w przysłowiowym separatyzmie żydowskim. Tym dziwniejszym się to wydaje, że przecież żydzi doskonale znali powody wrogich przeciwko sobie wystąpień i klęsk, jakie ponosili. Mogli przeto zmienić taktykę postępowania i byłaby na zawsze wyprostowana linia wspólnego pożycia. Żydzi bronią gorliwie swoich wierzeń religijnych i twierdzą, że właśnie dla tej obrony muszą podtrzymywać węzeł jedności. Tłumaczenie to bynajmniej nie rozstrzyga zagadnienia. Narody chrześcijańskie nigdy nie zwalczały religii Mojżeszowej. Zwalczać zresztą nie mogły. Wszak posiadają te same księgi, które są źródłem dla religii Mojżeszowej i uważają je za święte i natchnione. Bronią ich nie mniej, aniżeli żydzi. Asymilacja przeto pod względem narodowym w niczym nie przeszkadzała żydom zachowywania i pielęgnowania ideałów religii Mojżeszowej. W krajach chrześcijańskich istnieją wielkie grupy innowiercze, a jednak nie narażają się na prześladowania. Widzimy więc, że nie chodzi tu o religię, ale o coś więcej. Przeszkodą do asymilacji narodowej, a jednocześnie przyczyną wszystkich niezgod jest judaizm, który tak wypaczył religię Mojżeszową, że nie ma prawie nic wspólnego z jej duchem. Gdyby żydzi wyznawali religię Mojżeszową w interpretacji proroków starotestamentowych, nie byłoby dzisiaj na świecie kwestii żydowskiej. Lecz żydzi nie wyznają religii Mojżeszowej. Wypaczyli ją już za czasów Chrystusa Pana, który mówił do nich: "Nie wierzycie Mojżeszowi. Gdybyście jemu wierzyli, tedy i mnie byście uwierzyli". Żydzi nie wyznają religii Mojżeszowej, lecz judaizm, a judaizm nie ma nic wspólnego ze świętymi księgami Starego Testamentu. Jego źródłem jest Talmud. Księga ta zastępuje judaistom Stary Testament, a nawet go przewyższa. Oto co czytamy w komentarzach rabinów: "Jest bardziej występnym przeczyć słowom rabinów, aniżeli Torze" (Pismo św.). Sanhedryn XI, 3. "Kto zmienia słowa rabinów, winien jest śmierci". Erubin, 21, b. "Postanowienia Talmudu są słowami Boga żyjącego. Sam Jehowa zasięga opinii rabinów na ziemi, gdy chodzi o załatwienie ważnych spraw w niebie". Rabbi Menahem. "Jahwe w niebie oddaje się studiom Talmudu, wykazując w ten sposób szacunek dla tej księgi". Tr. Mehilta. Zobaczymy nieco niżej, że judaizm nie tylko zachowuje się obojętnie, ale nawet upoważnia do wrogich wystąpień przeciwko chrześcijaństwu. Wskazania te żydzi stosują w całej rozciągłości. Wychowani w gettach, gdzie panowała atmosfera nienawiści do chrześcijaństwa, upoważnieni i zachęceni odwiecznymi tradycjami, stosują w życiu zasady judaizmu. Narody chrześcijańskie muszą się bronić, stąd wypływa antyjudaizm.

ANTYGOIZM

l. Bezustannie słyszymy o antysemityzmie, względnie antyjudaizmie, a prawie nigdy nie spotykamy się z wyrazem antygoizmu. A jednak antygoizm istnieje i posiada tę przewagę nad antyjudaizmem, że o ile ten wynika tylko w sporadycznych wypadkach i przycicha, gdy ustają przyczyny tamten istnieje zawsze. Antygoizm jest źródłem antyjudaizmu. Gdyby go nie było, nie byłby znany antyjudaizm. Antygoizm wyprowadza nazwę od wyrazu "goj". W języku hebrajskim goj oznacza każdego obcego to znaczy, kto nie jest żydem. W języku Talmudu zyskał wyraz "goj" znaczenie specyficzne i służy on przede wszystkim do oznaczenia chrześcijanina. Goj to samo co niewierny, poganin, bałwochwalca. Przywiązano do tego wyrazu znaczenie obelżywe. Żydzi zawsze nazywają chrześcijan gojami (liczba mnoga gojim). Jest to niejako urzędowa nazwa chrześcijan w języku żydowskim. W stosunku do żydów (według ich tłumaczenia) gejowie znajdują się na przeciwległym biegunie. Są niejako dwa społeczeństwa na świecie: żydowskie i gojowskie. Żydzi są narodem wybranym, uprzywilejowanym, przeznaczonym do panowania nad światem. Jeżeli tej ostatniej roli dzisiaj żydzi nie spełniają, to tylko dlatego, że goje wdarli się na ich stanowiska, przywłaszczyli sobie władzę i odsuwają żydów od roli ich przeznaczenia. Należy więc z nimi walczyć wszelkimi rozporządzalnymi środkami. Goizm, według tłumaczenia rabinów, spóźnił przyjście Mesjasza... A rozpanowawszy się na ziemi, uniemożliwia jego zjawienie się. Z tego znowu wynika potrzeba walki z goizmem, czyli podtrzymywania stałego antygoizmu. Źródło judaizmu, a jednocześnie i antygoizmu - Talmud powstał w szczególnych okolicznościach. Oto zaraz po największej klęsce, jaka w biegu dziejów spotkała żydostwo, tj. po wyrzuceniu z Palestyny przez Hadrjana cesarza około roku 135 po Chrystusie i rozproszeniu po świecie, żydzi uważali to wyrzucenie jako karę za powstanie w ich własnym środowisku chrześcijaństwa. Będąc następnie rozproszonymi wśród obcych narodów, mogli łatwo zapomnieć o religijnej i plemiennej spójni i połączyć się z obcymi. Aby temu zapobiec, duchowi przewodnicy ludu rozpoczęli ogromną pracę, a mianowicie tworzenie prawodawstwa, któreby mogło obejmować wszystkie dziedziny życia. Prawodawstwo to oparto na udzielonym rzekomo Mojżeszowi specjalnym objawieniu na górze Synaj. Mojżesz mniej ważną część objawienia podał na piśmie, a daleko ważniejszą kazał z polecenia Bożego przechowywać w ustnym podaniu, w gronie ludzi specjalnie do tego zaszczytu powoływanych. Dopiero obecnie nadszedł czas, gdy żydzi znaleźli się w zupełnym rozproszeniu i zbliżyło się niebezpieczeństwo rozbicia jedności, spisania tych wszystkich trzymanych w tajemnicy objawień i uczynienia z nich podstawy do wychowania społeczeństwa oraz utrzymania jedności. Oto jest podłoże, z którego wyrasta świętość Talmudu.

2. Talmud powstawał w chwili największych antagonizmów żywionych w stosunku do ludności chrześcijańskiej, musiała przeto odbić się w nim nienawiść, którą wzięło żydostwo za dewizę swego postępowania. Przytoczymy choć kilka przykładów, które wykażą, gdzie się znajduje źródło antagonizmu. "Żyd może skrzywdzić goja, może go oszukać na rachunku, byleby tylko nie byt spostrzeżony, bo w przeciwnym razie Imię Boże byłoby znieważone" Schulchan Aruch, Choszen Hamiszpat 348. "Gdy goj pożyczył żydowi pewną sumę pieniędzy bez dowodu zobowiązującego do oddania, żyd jest wolny od zwracania długu". Szulchan Aruch, Choszen Hamiszpat 283-1. "W domu goja wyglądają wszyscy jak stado bydła". Tosefta, Erubin, VIII. l. W modlitwie, odmawianej w wigilię paschy, znajdujemy taką prośbę: "Błagamy Cię, o Boże, dotknij swoim przekleństwem narody, które nie wierzą w Ciebie i nie wzywają Twojego imienia. Niechaj wyjdzie Twoje przekleństwo i niechaj ich dotknie. Doświadcz ich swoim przekleństwem i rozbij ich na szczątki. Zagródź, o Boże, wszelkiemu dobru do nich drogę. Doświadcz od razu wszystkich niewierzących. Zniszcz w tej chwili wszystkich wrogów Twego narodu. Zniszcz do korzenia, rozprósz i rozgrom narody bez wartości. Zniszcz ich. Zniszcz bezpośrednio w tej chwili". J. Pranajtis, Christianus in Talmude Judaeorum. Cytata zapożyczona z Synagoga Judaica, p. 212. "Gdy się widzi domy zamieszkane przez gojów, mówi się: 'Bóg zniszczy domy pysznych'. A gdy się widzi zniszczone, mówi się 'bo Pan Bóg zemsty objawił siebie'", Talmud babiloński. Berachot, 58,6. Nie będziemy przytaczali więcej przykładów; i te świadczą wymownie o duchu, jakim przepojony jest Talmud. Nic dziwnego, że żydzi, wprowadzając w życie zasady Talmudu, odnosili się wrogo względem chrześcijaństwa. Wystarczy przeczytać historię żydów Graetza, autora żyda i tak bardzo oddanego żydostwu, aby się przekonać, że wszystkie wrogie wystąpienia chrześcijan przeciwko żydostwu miały za przyczynę uprawianym bez przerwy antygoizm. Dzieje rozproszenia żydów są nieprzerwanym łańcuchem walk z chrześcijaństwem.

3. Skutki antygoizmu objawiały się w wrogich wystąpieniach narodów chrześcijańskich i w usuwaniu żydów ze zajmowanych placówek. Historia ciągle się powtarzała, a jednak nie następowała zmiana na lepsze, ponieważ nie zmieniała się dusza żydowska, czerpiąc zawsze jedno i to samo natchnienie z judaizmu. Dzisiaj stajemy w obliczu niebezpieczeństwa żydowskiego. Widzi je nie tylko Polska, ale wszystkie narody, wśród których żydzi posiadają pewne wpływy w dziedzinie stosunków politycznych i ekonomicznych. Żydzi w swej walce zaczepnej posunęli się tak daleko, że nie ma widoków, aby konflikty uległy złagodzeniu. Zbierają się ciężkie chmury, które mogą sprowadzić wielką burzę. Żydostwo znajduje się dzisiaj u szczytu potęgi, to też walka ze światem chrześcijańskim nigdy nie była prowadzona w tak otwarte karty, jak w dobie obecnej. Rozpoczął się już systematyczny podbój świata przez żydów. Rosja padła pierwsza pod ciosem, wymierzonym jej przez żydostwo. Losy jej miały podzielić Węgry i Bawaria. Zdrowy duch chrześcijański odsunął w tych krajach katastrofę, ale nie zażegnał grożącego niebezpieczeństwa. Walka idzie dalej i trzeba wielkiego wysiłku woli, aby nie upaść wobec wrogich wystąpień zorganizowanego żydostwa. Obecnie największe ataki skierowane są przeciwko Polsce. Inne są cele w obalaniu Polski, aniżeli te jakimi kierowali się żydzi walcząc przeciwko Rosji, czy pod Bela Kuną na Węgrzech. U nas prowadzi się walkę przeciwko państwowości w tym celu, aby na jej gruzach założyć państwo żydowskie i urzeczywistnić w ten sposób syjonizm herzlowski. Ani Rosja ani Węgrzy nie nadawały się w tej mierze co Polska na założenie żydowskiego państwa. Walka przeciwko tamtym państwom jest pośrednim etapem, zbliżającym wojujące Żydostwo do wytkniętego na kongresach syjonistycznych celu. Walka przeciwko Polsce ma za zadanie wprowadzić bezpośrednio w czyn plany współczesnego syjonizmu. Poza Polską, Niemcami i wzmiankowanymi wyżej państwami, kwestia żydowska wysuwa się na czoło zagadnień w Stanach Zjednoczonych. Żydzi osiągnęli tam tak wielkie wpływy na bieg życia politycznego, że społeczeństwo chrześcijańskie zaczyna z przerażeniem patrzeć do czego prowadzą rządy żydowskie. Wystarczy nadmienić, że w okresie wojny naczelnym komisarzem wojennym z nieograniczoną władzą na życie ekonomiczne kraju, był żyd, Baruch. Sędzią najwyższym, jak wiadomo jest to pierwsze stanowisko po prezydencie, jest żyd Brandeis. W okresie zawierania traktatu wersalskiego żydzi wprost dyktowali warunki Wilsonowi. Gdy sprawa Górnego Śląska i Gdańska przyjęła bardzo korzystny obrót dla Polski, bankier nowojorski, Jakub Schiff, nie wahał się telegrafować do Wilsona, przebywającego w Paryżu, że nie można dopuścić, aby Gdańsk i Śląsk przypadły Polsce . Antygoizm w Ameryce posunął się tak daleko, że dziennikom zabrania się nawet w ogłoszeniach płatnych używać określenia "chrześcijański" Dzisiaj spostrzegamy w Ameryce wielki odruch ludności chrześcijańskiej. Nie ulega wątpliwości, że w zbliżających się wyborach nowego prezydenta będzie wprowadzone hasło walki z wpływami żydowskimi, czyli wystąpi na widownię antyjudaizm w takiej sile, w jakiej jeszcze nigdy w Ameryce nie istniał. Naszym szczęściem i naszą wygraną jest to, że w dobie, gdy nam wypadło staczać największe boje z żydostwem międzynarodowym o całość Ojczyzny, na całym świecie wzrasta i utrwala się antyjudaizm. Kwestia żydowska przekracza granice poszczególnych państw i staje się międzynarodową. Nasz głos zyska głębsze zrozumienie i ułatwi nam walkę nad odzyskaniem placówek, któreśmy na rzecz żydów utracili. Fale antyjudaizmu idą i zdaje się, że w wieku 20-tym zapiszą się niezatartymi śladami na polu odżydzenia krajów i narodów chrześcijańskich.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Zbigniew Rutkowski
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lip 2008
Posty: 145

PostWysłany: Pią Mar 25, 2011 9:27 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Synopsis "Cywilizacji żydowskiej" Feliksa Konecznego

Nakład broszury: Synopsis "Cywilizacji żydowskiej" Feliksa Konecznego [Synopsis of "The Jewish Civilisation" by Feliks Koneczny] został wydany w Londynie w 1975 r., w języku angielskim, przez Komitet Pośmiertnej Publikacji Prac Konecznego [Committee for Publication of Koneczny's posthumous work, c/o J. Giertych (t 1992)].
* * *
Wydanie II (wyd. I w j. pol.) -Wydawnictwo WERS Poznań 1999
* * *
Tłumaczenie z języka angielskiego zostało wykonane przez Ruch Narodowy.


NOTA OD WYDAWCY
[do wydania angielskiego]
Niniejsza publikacja jest przeznaczona głównie dla tych czytelników angielskich, którzy zapoznali się z pracą O wielości cywilizacji wnikliwego polskiego myśliciela, historyka i filozofa historii, Feliksa Konecznego (1862-1949), która w języku angielskim ukazała się w Londynie w 1962 r. opatrzona wstępem Antoniego Hilkmana oraz przedmową Arnolda Toynbee i Jędrzeja Giertycha. Arnold Toynbee pisał o tej książce w swojej przedmowie: Jest ona jednym z kilku niezależnych od siebie studiów na duża skalę, które w ciągu ostatnich dwóch generacji pojawiły się w różnych częściach zachodniego świata, a które dotyczyły struktury ludzkich spraw. Koneczny podjął rozważania nad podstawowymi pytaniami postawionymi przez naukę o cywilizacjach i doszedł do ściśle sprecyzowanych i cennych wniosków (...). Podchodził do swoich uogólnień z czterech punktów widzenia; z pozycji badacza historii Europy Wschodniej i Azji Środkowej; z pozycji Polaka, rzymskiego-katolika i mieszkańca Zachodu (...). Szczęśliwie się złożyło, ze w różnych miejscach czasu i przestrzeni pojawiła się pewna ilość myślicieli zajmujących się tym problemem z różnych pozycji. Szczęśliwie się także złożyło, że jeden z tych głosów byt głosem polskim, jako że Polska ma wiele do przekazania współczesnemu Zachodowi. Tych, którzy czytali O wielości cywilizacji może zaciekawić informacja, że Koneczny rozwinął i pogłębił idee zawarte w tej książce (której polski oryginał ukazał się w Krakowie w 1935 r.) w szeregu kolejnych prac. Niektóre z tych prac, napisane po części w czasie II Wojny Światowej, a nawet po jej zakończeniu, nie mogłyby zostać wydane w Polsce. Dopiero teraz (w 1973 i 1974 r.) stało się możliwe pośmiertne wydanie w języku polskim.

Książka streszczona tu w języku angielskim, Cywilizacja żydowska, została napisana w latach 1934-1945. Jej autor był twórcą oryginalnej koncepcji rozwoju stosunków międzyludzkich na przestrzeni wieków. Głównym wkładem autora do tych badań są obserwacje, że cywilizacje należy klasyfikować przede wszystkim w oparciu o ich stosunek do etyki; że nikt nie może przynależeć do dwóch cywilizacji i że cywilizacje oddziałujące na siebie wzajemnie są w istocie niezdolne do stopienia się w jedność. Koneczny uważał tak zwaną cywilizację łacińską za wyróżniającą się i stojącą wyżej pod wieloma względami. W jej obrębie etyka (siły duchowe) rządzi wszystkimi aspektami życia, nawet sprawami państwowymi. Etyka jest źródłem praw, które są formułowane a posteriori przez przedstawicieli narodu w oparciu o to, co uważają za sprawiedliwie bądź niesprawiedliwie, to jest w oparciu o doświadczenie. Siły fizyczne zatem (państwo) są powołane do wcielenia w życie praw, a nie do ich formułowania. W innych cywilizacjach etyka wywodzi się z praw formułowanych a priori. A zatem tylko w cywilizacji łacińskiej pozycja wobec państwa jest usprawiedliwiona i uznana za moralną. Cywilizacja łacińska wyróżnia się także pod innymi względami. Stworzyła pojęcie narodu jako wartości duchowej, wprowadzając rozróżnienie między obywatelstwem a narodowością. Można na kimś wymusić obywatelstwo lecz nie narodowość, poczuwanie się do której wymaga wyboru moralnego. W Rzymie po raz pierwszy stworzono prawo publiczne, ostro i zasadniczo oddzielone od prawa prywatnego, a zatem tylko w cywilizacji łacińskiej jest możliwy rozwój uformowanego społeczeństwa nie będącego już niezróżnicowanym skupiskiem ludzi. Poczucie i kontrola czasu rozwija się głównie w cywilizacji łacińskiej, co pozwala na uświadomienie sobie istnienia łączności między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, oraz uświadomienie sobie odpowiedzialności za przejęte dziedzictwo. Wszystkie kraje, które w okresie średniowiecza używały języka łacińskiego należą zasadniczo do cywilizacji łacińskiej, choć Europa była też poddawana wpływom innych cywilizacji. Cywilizacja turańska (pochodząca od koczowniczych Mongołów) przyjęła się w Rosji - w tej cywilizacji przywódca jest źródłem wszelkiego prawa i stoi ponad etyką. Cywilizacja bizantyjska, która przejęła pewne hellenistyczne i orientalne tradycje czasów przedchrześcijańskich, znajdowała się w ciągłej walce z cywilizacją zachodniego chrześcijaństwa i przeważała w wielu krajach europejskich, w tym w Niemczech. Według jej pojęć państwo jest źródłem praw, a zatem polityka nie podlega etyce. Wreszcie cywilizacja żydowska przeniknęła całą Europę i wszędzie wycisnęła swoje piętno. W tej cywilizacji źródłem praw jest Pismo Święte i komentarze do niego, zaś etyka jest podwójna - inna względem współwyznawców, a inna względem gojów. Po sformułowaniu swoich poglądów na temat, na czym cywilizacje się opierają i jak je można klasyfikować, Koneczny przystąpił do rozwijania swoich myśli o znaczeniu etyki w tworzeniu cywilizacji w książce Rozwój moralności (Lublin 1938 r.). Następnie opracował szczegółowe studia dwóch cywilizacji, bizantyjskiej i żydowskiej, a na koniec przygotował ogólne podsumowanie swoich myśli o filozofii historii w nie wydanej jeszcze [wydanej w 1982 r.] pracy Prawa dziejowe.



Tom I

CZTERY RELIGIE

I. O źródłach biblijnych

Studia biblijne św. Hieronima, których owocem stała się wersja łacińska znana jako Vulgata, poprzedziły powstanie najstarszej znanej wersji hebrajskiej, Masory, na której opiera się wersja protestancka. Samemu nie będąc badaczem Biblii, autor opiera się na Vulgacie jako na pierwszej wersji. Rzymsko-katolicki Kościół wierzy, że Biblia była natchniona przez Boga, lecz nie podyktowana przez Niego, podczas gdy żydzi i protestanci raczej uważają, że jest ona słowem Bożym w dosłownym rozumieniu. W następstwie tego Rzym dozwala i organizuje krytyczne studia biblijne, które podają w wątpliwość wiele z historycznej i ludzkiej zawartości Ksiąg. Autor zgadza się z takim podejściem do sprawy.

II. Pomiędzy monolatrią a monoteizmem

Wszystkie semickie narody miały wspólnego Boga (Elohim, po arabsku EL), Stwórcę świata opisanego w Księdze Rodzaju, lecz kiedy żydzi mówią o Jahwe, myślą o bogu Abrahama i Jakuba, izraelskim bogu, który zawarł przymierze z narodem wybranym, żydami, który obiecał swojemu narodowi chwałę, swój gniew zaś skierował przeciw jego wrogom i ich bóstwom. Ten bóg należący tylko do jednego narodu jest monolatryczny a nie monoteistyczny. Biblia obfituje w dowody tego, że żydowska myśl religijna wahała się między monoteizmem, monolatrią i politeizmem. Ten ostatni, będący nie żydowskiego pochodzenia, ostatecznie znikł na wiek przed narodzeniem Chrystusa w wyniku silnego nacisku ze strony Proroków. Chrześcijaństwo przyjęło monoteistyczne, uniwersalne elementy Starego Testamentu, podczas gdy cywilizacja żydowska opiera się na monolatrii.

III. Sakralność cywilizacji

Dwie cywilizacje sakralne, bramińska i żydowska nigdy nie oddziaływały na siebie, a jednak mają wiele wspólnego (rozumowanie a priori, ekskluzywność, idee o nieczystości mięsa, podejrzliwość wobec "świeckiej" nauki) co mogłoby wskazywać, że te cechy są właściwe cywilizacjom sakralnym. Sakralność nie może ewoluować, musi być oparta na niezmiennych regułach, a kiedy zaczyna wpływać na wszelkie przejawy życia, wynikiem tego staje się stagnacja. Hindus chodzi, siedzi, pije, je, pracuje i śpi w sposób religijny - i tak też robi żyd. Biblia obfituje w "boskie" przykazania dotyczące spraw świeckich. Prawo żydowskie nie jest oparte, jak prawo rzymskie, na doświadczeniu, lecz na Piśmie Świętym, które jest ustawicznie studiowane w celu uzyskania z niego odpowiedzi na wszystkie kwestie. A zatem żydowska etyka oparta jest na Prawie, a nie prawo na etyce. Ekskluzywność odnosi etykę tylko do narodu wybranego. W stosunkach z nie-żydami kodeks etyczny przestaje obowiązywać.


IV. Struktura społeczna

Początkowo struktura społeczna u koczowniczych Żydów rozwijała się w sposób naturalny jako odpowiedź na okoliczności zewnętrzne. Mojżesz jednak ustalił tę strukturę sakralnie i od tego czasu jest ona sztucznie zachowywana bez zmian, wbrew naturalnym dążeniom. Ilość plemion, podział ziemi, zasady dziedziczenia, przekazywanie przywództwa, struktura rodzinna i sądownictwo są ustalone raz na zawsze. Dwa pokolenia po Dawidzie królestwo żydowskie rozpadło się na dwie części, znaczenie królów zmalało, zaś władza przeszła w ręce kapłanów (teokracja).

V. Golus starożytności

Najpierw Izrael, a potem Judea uległy kolejno Asyrii i Babilonowi, Żydzi zostali rozproszeni i od swoich zdobywców nauczyli się handlu. Kiedy władca Persji, Cyrus, pozwolił im wrócić do Palestyny, tylko nieliczni gorliwcy religijni tak uczynili, jako że życie w diasporze okazało się łatwiejsze. Ich przynoszący im zyski udział w międzynarodowym handlu, stał się czymś trwałym, najpierw pod panowaniem Babilonu, później Grecji, Arabów, a wreszcie w postępowej dziewiętnastowiecznej Europie. Z przyczyn demograficznych stał się trwałą koniecznością, której efektem jest penetracja przez Żydów wszystkich części cywilizowanego świata. Z dobrobytem nadeszło zainteresowanie wiedzą powszechną, ale kontakt z greckimi i egipskimi prądami monoteistycznymi nie doprowadził do zaakceptowania przez żydów uniwersalnego Boga, ponieważ dbali oni dokładnie o zachowanie swojej monolatrycznej ekskluzywności. Z uniwersalnej wiedzy przejęli Żydzi tylko to, co dało się odnieść do zawartości Prawa. Zhellenizowali się tylko pod względem językowym. Gdziekolwiek się osiedlali, również w starożytnym Rzymie, byli początkowo podziwiani za swój monoteizm i operatywność, ale wkrótce, kiedy wychodziła na jaw ich monolatryczna ekskluzywność, stawali się pogardzani za swoją nienawiść do rasy ludzkiej, za brak wynalazczości, za uchylanie się od płacenia podatków i od służby wojskowej, za przekupność. Doszło do prześladowań. Żydowskie powstania wybuchały zawsze w obronie ich prawa do sakralnej ekskluzywności. Po zniszczeniu Jerozolimy wprowadzono codzienną modlitwę o powrót z diaspory, ale sama diaspora jest o kilka wieków starsza. Żydzi osiedlali się we wszystkich cywilizowanych krajach, ale nigdy nie byli pionierami wśród prymitywnych ludów, takimi jak Fenicjanie, Grecy czy Rzymianie. Żydzi monoteistyczni przyjęli chrześcijaństwo i język łaciński. Wykluczono ich z monolatrycznej, greckojęzycznej społeczności żydowskiej i poddano prześladowaniom. Talmud rozwinął się jako ochrona sakralności żydów w diasporze.

VI. "Talmud" i karaimstwo

Saduceusze uznawali tylko Pięcioksiąg, podczas gdy Faryzeusze uważali, że tradycja zawiera także prawdy objawione i z tego względu włączyli do świętych Ksiąg komentarze do praw powstałe między I wiekiem przed Chrystusem a 189 A.D., znane jako Miszna. Szybko Miszna okazała się niewystarczająca i rabini, mężowie uczeni w prawie, napisali do niej komentarz - Gemarę. Miszna i Gemara stanowią Talmud. Talmud był następnie komentowany, a te komentarze służyły jako podstawa dla dalszych komentarzy. W taki sposób nauka żydowska rozwijała się w ciągu wieków. Nie powstało nic nowego, a jedynie interpretacje Prawa obejmujące wszystkie sytuacje życiowe, zawsze w imieniu Prawa i pod karą grzechu. Prąd saducejski przetrwał, karaimi to tacy żydzi, którzy nie uznają Talmudu, którzy wszystkie komentarze opierają jedynie na Pięcioksięgu. Wyemancypowali oni swoje kobiety, brali udział w świeckiej nauce (pod rządami Arabów), często przejmowali monoteistyczną uniwersalność Arabów, używali języka arabskiego dzięki czemu stali się szerzej oczytani i wzmocnili się, podczas gdy talmudyści pisali tylko w języku aramejskim. Kiedy ostatecznie talmudyści zaczęli pisać w języku arabskim w IX wieku, rozpoczął się złoty okres nauki żydowskiej. Trwając w jedności talmudziści zepchnęli w cień karaimów rozdrobnionych na wiele sekt, stosujących odmienne interpretacje Prawa. Szczątkowe społeczności karaimów nadal istnieją. Polemiki z karaimami przyczyniły się do pogłębienia znajomości samego Prawa, które dotychczas spoczywało w cieniu Talmudu. Ostatecznie Majmonides przygotował wydał uproszczoną wersję Talmudu, Miszne Torę, która pomijała, choć nie odrzucała, wiele z oryginału. Zaczęły mnożyć się nowe komentarze i powstały streszczenia. Jednym z nich jest Szulchan Aruch.

VII. "Szulchan Aruch"

Streszczenie znane pod nazwą Szulchan Aruch stało się najbardziej znane i ogólnie uznawane za obowiązujące dla talmudycznych żydów. Nie jest ono wcale krótkie, ani pozbawione chaotycznego układu Talmudu. Odkąd zostało przetłumaczone na język niemiecki daje ono najlepszy wgląd w myśl żydowską. Autor przedstawia próbki zawartości Szulchan Aruch - przykłady zasad, których stosowania w życiu Szulach wymaga od przestrzegających go żydów; zasad bardzo specyficznych i bardzo wymagających, przypisujących wszystkim czynnościom sakralne znaczenie. Nawet to streszczenie Talmudu zawiera wiele setek tysięcy reguł. Jest ono o tysiąc lat młodsze niż Talmud, lecz nadal w pełni monolatryczne.

VIII. Kabała

Myśl żydowska, zarówno monoteistyczna jak monolatryczna, opierała się na kreacjonizmie i skutecznie przeciwstawiała się azjatyckiemu emanatyzmowi, z którym często się stykała. Dopiero na przełomie IX i X wieku neoplatonizm wszczepił w myśl żydowską emanantyzm. Mesjanistyczne obietnice chwały Izraela wydawały się odległe i niemożliwe do spełnienia przy takiej ilości grzechów, którą wyszczególnił Talmud i dlatego nowe idee, sugerujące, że te obietnice mogą być spełniane cząstkowo w postaci cudów, stały się pociągające. Władza nad materią za pośrednictwem złych duchów była filozofią dobrze przyjmowaną przez masy. Studia nad boskim znaczeniem hebrajskiego alfabetu i imienia Boga - JHWH, badanie atrybutów Boga, przerodziły się w naukę okultystyczną (obecnie uprawianą także przez masonów). Gra świętymi literami, demonologia, zaklęcia, opisy Boga, jak również gnostyczne idee, stworzyły złożony system opisany w księgach kabały: Sefer Jesirah i Zohar. Ta druga wywarła wpływ na myśl chrześcijańską. Niektórzy uważali, że "trójca kabalistyczna" odzwierciedlała pewne dążenie w kierunku chrześcijaństwa. Alchemicy i astrologowie zajmowali się wszyscy Kabałą, która rozrosła się poza judaizm. Żydowscy astrologowie, oficjalnie potępiani za nieprawowierne praktyki, istnieli od czasów babilońskich, a ich rozkwit jako sekty kabalistycznej nastąpił w XV, XVI-wiecznej Moskwie. Przyjmowano, że Mesjasz pojawi się określonego dnia po upadku Rzymu (najpierw cesarskiego a później chrześcijańskiego). Za każdym razem po nie sprawdzeniu się przepowiedni pora nadejścia Mesjasza była przesuwana w oparciu o jakąś nową interpretację hebrajskich liter. Nadejście Mesjasza miało być poprzedzone pojawieniem się mesjanistycznych mężów. Sabbataj Cewi (1626-1676), który w Turcji głosił kabałę bez Talmudu, formalnie przeszedł na islam lecz nadal miał wielu żydowskich stronników i zapoczątkował dynastię mesjanistycznych mężów, której ostatnim przedstawicielem był Jakub Frank żyjący w XVIII-wiecznej Polsce. Najbardziej oddanych i licznych zwolenników zdobyła kabała w XVIII-wiecznej Polsce i Litwie. Wielu podejmowało surową pokutę i modliło się o wczesne nadejście Mesjasza. Salomon Majmon (1754-1800), kabalistyczny uczony, pisał w języku niemieckim. Autor przytacza przykłady jego zagmatwanego rozumowania.

IX. Pylpul i chasydyzm

Chasyd znaczy pobożny i grupy przybierające takie miano były znane od starożytności ale nie mają one żadnego historycznego związku z sektą założoną przez Juda Chasida w Polsce w końcu XVII wieku. Ta sekta jest odroślą gnozy opartą o dążenie do zapanowania nad siłami nadprzyrodzonymi a nawet do narzucania Bogu woli człowieka. Jest ona pochodną kabały. Sto lat wcześniej Jakub Polak rozwinął system talmudycznej kontemplacji połączonej z wykonywaniem określonych ruchów ciała, znanej jako "pylpul". Chasydyzm przejął pylpul i go rozwinął. Modlitwa stała się radosną czynnością, połączoną z tańcem itp., prowadzącą do ekstazy. Było to odżyciem tańców rytualnych, do których później dopuszczono także kobiety. Bogu przypisano dwoistość płciową. Wierzono w wędrówkę dusz. Na Litwie, będącej ośrodkiem nauki hebrajskiej, talmudziści potępili chasydyzm, który przeniósł się na zachód. Chasydzi zdominowali żydowskie społeczności w Polsce centralnej.

Jak zatem widać, istnieje cztery lub pięć religii żydowskich:

z Torą

bez Talmudu

bez kabały (I)

z kabałą (II)

z Talmudem

bez kabały (III)

z kabałą

kabała stara (IV)

chasydyzm (V)

ale brak jest teologii, która by je trwale rozdzielała. Jedyną wspólną rzeczą jest Tora i wiara w mesjanizm. Naród wybrany został wyznaczony do głoszenia monoteizmu, lecz zaniedbał tego obowiązku i przyjął, że jego misją jest zapanować nad światem dla chwały Izraela. Ta wiara zespala Żydów.

X. Wobec islamu i chrześcijaństwa

Chrześcijaństwo rozwinęło się w obrębie społeczności żydowskiej i jej religii. Od judaizmu przejęło wiele form religijnych (liturgicznych itp.) jak też Stary Testament, lecz to nigdy nie służyło jako czynnik sprzęgający między tymi obu religiami. Niewielu spośród żydów nawracało się, a wcześni chrześcijanie byli głównie Grekami lub prozelitami z hellenizmu. Stąd wiele z chrześcijańskiego ducha jest pochodzenia helleńskiego. Rzym w roku 63 odróżnił chrześcijan od żydów. Judaistyczne korzenie chrześcijaństwa są łatwe do wykazania, ale chrześcijaństwo oddziaływało też na judaizm w takich dziedzinach jak eschatologia czy forsowanie monogamii. W zwyczajach religijnych okresu późniejszego jest wiele wspólnych elementów świadczących o wzajemnych oddziaływaniach, lecz judaizm nigdy nie oddziaływał na istotę doktryny katolickiej. Religia islamska ma wiele wspólnego z judaizmem - część z tych wspólnych elementów jest ogólnie pochodzenia azjatyckiego, ale inne elementy pojawiły się później, a zatem musiało występować jakieś oddziaływanie. Owe wspólne elementy to m.in. pamięć o niektórych wspólnych świętych, studia nad przymiotami Boga, później zarzucone przez islam itp.

Tom II

NABYTKI GOLUSA WŚÓD CHRZEŚCIJAN

XI. Rasa

Nie istnieje coś takiego jak żydowska rasa. Żydzi mieszali się z innymi ludami już w czasach biblijnych (liczne tego świadectwa w Piśmie Świętym). Poligamia i zwyczaj brania kobiet od pokonanych wrogów sprzyjały hybrydyzacji. Jej kres położył dopiero antysemityzm od IV wieku przed narodzeniem Chrystusa, a później też prawa chrześcijańskie, które zabraniały małżeństw mieszanych. Za panowania Maurów w Hiszpanii Żydzi krzyżowali się swobodnie i dlatego Żydzi hiszpańscy rasowo byli odmienni. Po wypędzeniu z Hiszpanii stali się znani jako Sefardejczycy. W krajach protestanckich mieszanie stało się powszechne. Niemieccy Żydzi, którzy przywędrowali do Polski, pozostali w izolacji przez najdłuższy okres czasu. Stali się rasowo odróżnialni i są obecnie znani jako Aszkenazejczycy. Na całym świecie jest wiele społeczności żydowskich o różnej strukturze rasowej, przeważnie zbliżonej do rasy ludności miejscowej, jak na przykład w Chinach czy Afryce Północnej, ale wszędzie Żydzi zachowują odrębną tożsamość przez ograniczanie małżeństw mieszanych. Żydzi nie zachowali tożsamości rasowej na wygnaniu, lecz ją tam zdobyli.

XII. Języki żydowskie

Abraham był etnicznie Chaldejczykiem ale przyjął język hebrajski w ziemi Kanaan. W piśmie tego języka nie występują samogłoski i nie było to konieczne póki był to język żywy. Kiedy hebrajski stał się wyłącznie językiem pisanym, różne szkoły zaczęły stosować rozmaite znaki pomocnicze, które w ciągu kolejnych pokoleń stawały się coraz bardziej złożone i trudne do odczytania. W języku hebrajskim nie występują pojęcia abstrakcyjne. To stało się barierą dla jego rozwoju. Pod panowaniem Babilonu Żydzi powrócili do języka chaldejskiego i jego odmian. W II wieku przed narodzeniem Chrystusa hebrajski był już językiem martwym. Po chaldejskim Żydzi używali języka greckiego i pisali po grecku, następnie mówili po arabsku, a wreszcie używali różnych języków europejskich, wśród nich przede wszystkim niemieckiego, który zmieszany z hebrajskim i innymi językami europejskimi stał się językiem jidisz, używanym przez większość wschodnioeuropejskich Aszkenazejczyków. W Misznie język hebrajski pełen jest naleciałości chaldejskich i greckich, Gemara została spisana po chaldejsku. Języki zaczęły się mieszać. Średniowieczny język neohebrajski był wersją ulepszoną opartą na języku arabskim. Sefardejczycy używali go również po wygnaniu z Hiszpanii. W XIX wieku zaczął powstawać nowy język neohebrajski, przyjmujący wpływy języka jidisz. Tradycja wymagała języka hebrajskiego - choćby to miało być niewygodne - więc był on ciągle w sposób sztuczny ulepszany. Ogólnie biorąc, język ojczysty jest dla Żydów kwestią wyboru i łatwo zmieniają oni język w trakcie swoich wędrówek. Język nie jest w ich cywilizacji elementem spajającym.

XIII. Ocalenie w rozproszeniu

Nauka języka greckiego była zabroniona, ale żyjąc wśród Greków nie dało się przestrzegać tego prawa więc je zinterpretowano (aczkolwiek nigdy nie uchylono) w ten sposób, że odnosi się ono tylko do Palestyny. To przetarło szlak dla omijania innych reguł niemożliwych bądź trudnych do przestrzegania w diasporze. Wkrótce obowiązywała już tylko ta część Prawa, która była możliwa do przestrzegania. Nigdzie poza Palestyną nie obowiązywało ono w swojej całości. Tak rozwinęła się geograficzna względność religii - nieznana nigdzie poza judaizmem. Rozproszenie stało się atrakcyjne jako ucieczka przed Pięcioksięgiem. Autor przytacza wiele przykładów tej względności. Najlepiej znana jest sprawa reguły mówiącej, że wszelkie długi należy umarzać w sabatowym roku (co siódmym). Handlowcom w diasporze przestrzeganie tej zasady uniemożliwiłoby prowadzenie transakcji pieniężnych, kredytów, bankowości - tak więc w ciągu wieków interpretowano tę zasadę w taki sposób, że przestała praktycznie istnieć i ograniczono jej zastosowanie do nieruchomości w Palestynie. Żydzi wędrowali grupami rodzin, żeby móc przestrzegać przykazań o wspólnej modlitwie, wcześnie wydawać dzieci w związki małżeńskie, móc dokonywać uboju rytualnego i obrzezania itp., ale organizacja plemienna musiała zaniknąć w diasporze, a nacisk ze strony nie-żydów wymusił na nich monogamię i emancypację kobiet. Rozproszenie dało zatem żydom wiele istotnych rzeczy.

XIV. Następstwa wybraństwa

Pomimo podlegania w rozproszeniu zmianom cywilizacja żydowska zachowała swą tożsamość głównie dzięki jednemu czynnikowi - świadomości wybraństwa. Żyd będzie wszędzie uważał się za sakralnie powołanego do panowania nad nie-żydami w swoim otoczeniu, do przekształcania ich w swoje sługi. Inne narody powstają i upadają, lecz Izrael jest nieśmiertelny i jego ostateczna chwała nadejdzie w cudowny sposób za pośrednictwem Jahwe, bez żadnego wysiłku w tym kierunku ze strony żydów. To jest istotą mesjanizmu. Następstwem tego jest podwójna etyka -jedna wobec żydów, a inna wobec gojów. Przytacza się tu z Talmudu przykłady tego, że nienawiść wobec nie-żydów jest obowiązkowa i w stosunkach z nimi nie należy żywić żadnych skrupułów. Fakt urodzenia się w obrębie źydostwa bardziej decyduje o stosunkach z Bogiem niż czyjeś własne wysiłki. Religia jest zatem sprawą społeczną a nie osobistą. Niektóre modlitwy i obrzędy wykonywane bez obecności wymaganej liczby uczestników są nieważne.

XV. Prawniczość

Religia żydowska opiera się na umowie z Jahwe. Jahwe zagroził swojemu narodowi sankcjami i żydzi spekulują na temat jak zinterpretować tę umowę, żeby złagodzić jej warunki a jednocześnie uniknąć sankcji. Autor przytacza liczne przykłady takich rozważań, które nigdy nie podają Prawa w wątpliwość, lecz w taki sposób interpretują niewygodne reguły, że te przestają istnieć. Jest to następstwem dosłownego pojmowania prawa a niedostrzegania jego ducha. Etyka wywodzi się z prawa, a nie odwrotnie. To prowadzi do aprioryzmu. Aprioryzm potrzebuje prawa, żeby w oparciu o nie tworzyć doświadczenie. Żydowskie prawo nie ma filozofii i systemu jest kazuistyczne. W wyniku żydowskich wpływów prawodawstwa różnych krajów wypracowały przepisy na każdą okoliczność, co prowadzi do elephantiasis prawa- sytuacji, w której praw jest ciągle za mało. Dla kontrastu, chrześcijanin nie potrzebuje znać prawa, żeby pozostawać prawym człowiekiem.

XVI. Brak historyzmu

Żydzi nie interesowali się własną historią aż do czasu, kiedy chrześcijańscy badacze zajęli się w XVIII wieku jej badaniem. To, że Żydzi stanowią starożytną cywilizację, wcale nie przyczyniło się do wyrobienia w nich historycyzmu. Bez historycyzmu nie ma poczucia czasu - nie występuje potrzeba chronologii czy posiadania dokładnego kalendarza. W całym Starym Testamencie nie są wymienione żadne konkretne daty, Żydzi często pisali swoje pamiętniki bez wymienienia choćby jednej daty.Tradycja, poprzez wybiórcze czerpanie z przeszłości, ma twórczą wartość dla teraźniejszości, ale w cywilizacji sakralnej dokonywanie wyborów w obrębie dziedzictwa byłoby świętokradztwem i dlatego się lego nie robi. Przeszłości się nie ocenia. Żydzi nie znają tradycji rodzinnych. Przyjęli nazwiska, kiedy zostali do tego zmuszeni przez europejskie prawa i zmieniają je, kiedy jest to im na rękę. Aprioryczne myślenie prawne prowadzi do doktrynerstwa, które pozbawione historyzmu prowadzi do rewolucjonizmu. Ów rewolucjonizm jest tłumaczony w obrębie żydostwa przez sakralność, ale służy żydom jako narzędzie niszczenia społeczności chrześcijańskich.

XVII. Około bóżnicy

Rzymianie, wbrew swoim zwyczajom, nie wprowadzili do Rzymu kultu Jahwe. Zniszczyli świątynię Salomona czując odrazę do tego, co uważali za barbarzyńskie praktyki - krwawych ofiar. Żydzi wcześnie przekształcili modlitwę w religijną czynność dostępną każdemu - nie tylko kapłanom. Pozbawieni świątyni pozostali z modlitwą. Każdy może przewodzić modlitwie, aczkolwiek znajomość spraw religijnych w tym pomaga. Rabini to mężowie uczeni w Piśmie, a nie kapłani. Ci ostatni (członkowie plemienia Lewitów) są bez zajęcia od czasu upadku świątyni. Bóżnice to domy modlitwy, a nie świątynie. W rozproszeniu nie podjęto żadnych prób ponownego wprowadzenia świątynnych obyczajów. Żeby móc żyć pobożnie, żydzi potrzebują mieć w swoim pobliżu bóżnicę. Stąd dzielnice żydowskie w miastach rozwijały się wokół bóżnic. W nich skupia się całe życie wspólnoty. Dążono przy tym do maksymalnej separacji od nie-żydów. Niektóre wspólnoty uzyskały przywilej zamykania swoich ulic lub dzielnic na noc. Tak powstały getta. Odrębne zwyczaje, dobór stroju, przepisy dotyczące pokarmu itp. także oddzielały żydowską wspólnotę od reszty miasta, dodając przestrzennej koncepcji getta wymiar moralny. Pomimo to żydzi nie posiadali hierarchii religijnej ani przywódców o ogólnie uznanym autorytecie. Napoleon, potrzebując pośredników w pertraktacjach z żydowskimi wspólnotami, uznał rabinów za oficjalnych przywódców traktując ich jako osoby duchowne. Ta narzucona organizacja została później przyjęta przez żydowskie wspólnoty w innych krajach.

XVIII. Nieuchronne nieporozumienia

W okresie średniowiecza państwa europejskie były oficjalnie i z ducha chrześcijańskie, a zatem zamieszkujących je Żydów należało uznawać za obcych przybyszów korzystających z azylu i praw osobistych, lecz nie z praw obywatelskich. Jak długo obowiązywała zasada cuius regio illius religio wszelka praca w administracji państwowej była niedostępna żydom jak i innym osobom wyznania odmiennego niż obowiązujące. Nawet obecnie niektóre kraje mają oficjalną religię. Niektóre państwa lub biskupi wymuszali na żydach chrzest, co naturalnie prowadziło do kryptojudaizmu i nienawiści wobec chrześcijan. Św. Tomasz z Akwinu potępił tę praktykę ale ustalił, że żydzi nie mogą rządzić chrześcijanami - posiadać chrześcijańskich niewolników czy sług. Państwa wypracowały różne przepisy ograniczające prawa żydów, takie jak prawo posiadania ziemi czy osiedlania się na określonych terenach. Żydowski mesjanizm, wiara w ich uświęcone prawo do panowania nad światem nie przysporzyły im sympatii ludności krajów, które zamieszkiwali. Żydowska pogarda chrześcijaństwa, tak widoczna na kartach Talmudu, była dodatkowym czynnikiem w nieuniknionych konfliktach. Sławne Protokoły mędrców Syonu nie były protokołami (nie ma bowiem nadrzędnego rządu żydowskiego) lecz z pewnością zostały napisane przez Żyda, przypuszczalnie Ginsberga, dla wybitnych Żydów jako wskazówka do postępowania wobec gojów. Te protokoły dobrze ukazują, dlaczego interesy Żydów nie dają się pogodzić z interesami narodów chrześcijańskich.

XIX. Rossica

Żydowski handel dotarł na Ruś wcześnie, głównie dla zdobywania niewolników, i żydowskie osady na jej obszarze znane są od najdawniejszych czasów. W XV-wiecznej Rosji brakowało uczonych teologów jak też znajomości łaciny czy greki. Wyłoniła się potrzeba dokonania rosyjskiego przekładu Biblii i istotnie został on dokonany z języka hebrajskiego przez żydów ochrzczonych i dysydentów - wśród nich astrologów. Te przekłady zawierają judaistyczne dodatki i przeinaczenia nie mające związku z Pismem Świętym. Wraz z wygnaną bałkańską sektą bogomilców rozwinął się ośrodek nauki astrologiczno-kabalistyczno-bogomilskiej. Wpływowa w kręgach rządzących, zajmowała się ta sekta między innymi obliczaniem kalendarzy. Jej działalność została jednak w końcu uznana za heretycką i od roku 1504 zaczęto prześladować jej członków. Żydzi chętnie się rusyfikują. Prawosławna Rosja ma wiele wspólnego z judaizmem (studia nad przymiotami Boga, zbiorowość życia, nierozwinięty historyzm). Dla Rosjanina postęp oznacza zniszczenie przeszłości przez przyszłość. Niektóre wspólne korzenie mogą wywodzić się z gnozy, aczkolwiek niewątpliwie cywilizacja żydowska oddziałała na Rosję.

XX. Uwielbienie Izraela

Aż po obecne czasy przypisuje się Żydom autorstwo Starego Testamentu, który spoczywa u korzeni chrześcijaństwa i europejskiej kultury w ogólności. Większość konfliktów z ortodoksyjną doktryną katolicką polega na powrocie do tych korzeni kosztem Nowego Testamentu i kosztem wszystkich późniejszych nauk Kościoła Katolickiego. Stąd większość herezji chętnie czerpała idee z judaizmu, nawet z kabały, astrologii, magii etc. Żydzi ze swej strony wspierali wszelkie herezje, ponieważ z zasady wspierają wszelką opozycję skierowaną przeciw Rzymowi. Wynikające z tego zbliżenie między heretykami a żydami jest zatem procesem naturalnym. Autor przytacza wiele przykładów wpływu judaizmu na protestantyzm. Wielu myślicieli protestanckich podejmuje niemały trud, żeby wytłumaczyć to wszystko, co w judaizmie jest obce chrześcijańskiej etyce. Uwielbienie Izraela bierze się z jego przywiązania do Praw i z jego niezniszczalności pomimo przeciwności losu. Przechodzenie na judaizm było nieznane w Cesarstwie Rzymskim i wśród Arabów, ale pojawiło się tam, gdzie łacińska cywilizacja uległa zachwianiu - wśród chrześcijańskich heretyków. Wielu chrześcijańskich myślicieli (wśród Polaków Hoene-Wroński, Towiański, Mickiewicz, Przybyszewski) zajmowało się kabałą, podziwiało żydów i oddalało się filozoficznie od ortodoksji. Masoneria ma podłoże kabalistyczne i judeofilne. Socjalizm, choć nie jest kabalistyczny, także jest żydowskiego pochodzenia. Gotowość uwielbienia Izraela wywodzi się z podstawowego nauczania chrześcijańskiego, które wpaja w nas wszystkich wiarę, że Izrael znajduje się u korzeni naszej kultury.

XXI. Neojudaizm

Deizm XVIII-wiecznej Europy zrównał wszystkie religie, początkowo chrześcijańskie, lecz później objął także judaizm, co doprowadziło do bezwyznaniowości. Ponieważ żydzi zwalczali państwa wyznaniowe, przychylnie przyjęli ten nowy prąd. Niektórzy próbowali eliminować z judaizmu to wszystko, co mogłoby obrażać protestantów. Ów neojudaizm wprowadził wiele zmian do liturgii i form, przyjął europejski ubiór, styl życia, język, lecz nie przyjął niczego z istoty europejskości. Podobny rozwój wydarzeń miał miejsce wcześniej, za czasów helleńskich i pod panowaniem arabskim, ale przejmowanie zewnętrznych form od nie-żydów nigdy nie prowadziło do zarzucenia cywilizacji żydowskiej. Mendelsohn, czołowa postać wśród pionierów neojudaizmu, pisał o żydowskich prawach, że nadal uznaje je za obowiązujące. Wszystko poza formą jest tam -jak w Talmudzie - wiążące jako prawa Boga. Stopniowo to "postępowe" podejście przyjęło się wśród większości europejskich Żydów. W istocie jednak neojudaizm nie jest niczym innym niż neorabinizmem.

XXII. Neorabinizm

Początkowo tylko wybitni żydzi się asymilowali, pobierali nauki od chrześcijan i mieszali się z nimi społecznie. To spowodowało, że żydowskie zdolności intelektualne zyskały wysoką ocenę. Ortodoksyjni żydzi uważali maskilów (żydów kształconych przez gojów) za odszczepieńców, lecz kiedy Napoleon potrzebując reprezentantów żydostwa nadał rabinom status kleru, wśród rabinów rozwinęło się także dążenie do bycia maskilami. Doszło do reform Synagogi i liturgii, opartych zwykle na chrześcijańskich wzorach. Ów prąd stopniowo został uznany za coś normalnego. Pomimo to, rady rabinów nigdy nie zaczęły funkcjonować w roli pośredników w sprawach między żydowskimi wspólnotami. Emancypacja i reformy zapoczątkowane przez gojów okazały się dobrodziejstwem jedynie dla żydów.

XXIII. Ciemna synteza

Zwykle skłaniamy się do uważania Żydów za materialistów, których obchodzą głównie pieniądze i interesy. Okazuje się jednak, że poświęcają wiele wysiłku, czasu i pieniędzy na badanie spraw religijnych, a także na wspieranie tych, którzy te sprawy badają. Największa populacja żydowska, zamieszkująca Polskę pozostała najbardziej ortodoksyjna i religijna. W XVII wieku Polska była wiodącym ośrodkiem żydowskiej kultury i nauki. Emancypacja dotarła tu późno i w związku z tym w XIX wieku polscy Żydzi pozostali w tyle stanowiąc najbardziej zacofane wspólnoty żydowskie. Autor podaje liczne przykłady żydowskiego talmudycznego i chasydzkiego stylu życia spotykanego jeszcze w Polsce XX wieku. Ciężko jest prowadzić życie pobożnego żyda. Chrześcijański umysł dostrzegał w nim więcej czarów i zabobonów niż religii, ale dla żydów stanowiły one istotę ich duchowości. W Polsce ortodoksyjni talmudyści i chasydzi zjednoczyli się tworząc ciemną syntezę dla przeciwstawienia się postępującej emancypancji maskilów. Jednak od połowy XIX wieku przybywa coraz więcej maskilów i ciemna synteza zostaje skazana na zanik, co wcale nie pozbawi żydów ich tożsamości. Maskile są także ortodoksyjni i poza tym są lepiej przygotowani do oddziaływania na gojów.


Tom III

WALKA O BYT

XXIV. O byt umysłowy

W walce o byt umysłowy Żydzi mieli pewną przewagę. Od czasów biblijnych wszyscy umieli czytać i pisać. Żywili szacunek i podziw dla judaistycznej nauki. Ich uczeni wiele podróżowali w związku z czym ich nauki nie znały granic. Były jednak one hermetyczne odizolowane od nauk uprawianych przez gojów. Nie miały żadnej wartości poza judaizmem. Nawet kabalistyczna astrologia nie doprowadziła ich do astronomii i nauk uniwersalnych tak jak doprowadziła chrześcijan. W wyniku talmudycznych studiów żydowskie myślenie jest dedukcyjne a nie indukcyjne. Dla żydów założenie staje się dogmatem. Rzadko zdobywają się oni na oryginalność i nie są pionierami. Te niedoskonałości są pochodną braku pozasakralnej filozofii i personalizmu. Żydzi próbowali zbliżać się do filozofii greckich czy arabskich lecz nic do nich nie wnosili i stosowali je tylko wtedy, kiedy przeżywali rozkwit wśród nie-żydów. Gdziekolwiek okoliczni goje podupadali intelektualnie, podupadali też żydzi, podczas gdy wypędzenia żydów z różnych krajów nigdy nie prowadziło ich do upadku intelektualnego. Stąd wniosek, że byt umysłowy żydów zależy od gojów.

XXV. O byt materialny do wieku XIII

Gospodarka jest jedyną dziedziną żydowskiego życia wolną od sakralności i aprioryzmu - rozwinęła się w sposób naturalny pod wpływem doświadczenia i tradycji i z tych względów Żydzi mają prawdziwe osiągnięcia na tym polu. Zachował się tu tylko jeden element cywilizacji żydowskiej - dwoistość etyki. Opuszczając Palestynę ze względów demograficznych, zdołali Żydzi uniknąć przekształcenia w niewolników - zasadnicze i istotne osiągnięcie. Swój byt materialny oparli na handlu. Najlepsze żydowskie umysły zawsze zajmowały się działalnością ekonomiczną, podczas gdy u innych narodów handlem zajmowali się ludzie mniej błyskotliwi. Zajmując się światowym handlem podejmowali Żydzi rozległe podróże z towarem lub po towar - przede wszystkim ekskluzywny (przyprawy, bursztyn, jedwabie, itp.), co pozwalało na kontakt z klasami rządzącymi. Szlaki handlowe stopniowo się rozszerzały, a przedmiot handlu się różnicował, aż objął niewolników, pieniądze (pożyczki) i wreszcie wszelkie artykuły konsumpcyjne. Gdziekolwiek Żydzi się osiedlali część z nich chwytała się rzemiosła - początkowo związanego z sakralnym zapotrzebowaniem na określone rodzaje pokarmu, ubioru, obuwia, barwników itp. Czasem podejmowali się uprawy winorośli ale nigdy rolnictwa, a jeżeli posiadali ziemię to po to, by spekulować jej wartością, a nie po to, by ją uprawiać. Żydów ustawicznie posądzano o lichwiarstwo i handel kradzionymi przedmiotami. Ich działalność handlowa była zawsze źródłem konfliktów z gojami.

XXVI. Ekonomia żydowska

Etyka wyprzedza ekonomię i reguły tej ostatniej są zależne od etyki. Żydowska etyka jest podwójna - inna wobec żydów, a inna wobec gojów. Podczas rozproszenia narodowe interesy ekonomiczne przestały obowiązywać. Emigracja zniszczyła system plemienny i w następstwie tego nowe jednostki ekonomiczne (rodziny) zaczęły powstawać jak tylko młoda para dochodziła do niezależności - prowadzi to do elastyczności ekonomicznej. Żydzi rzadko budują domy, nigdy nie budują miast. Od czasów koczowniczych Żydzi żywią wrodzoną odrazę do rolnictwa, a nawet rzemiosła. Jako handlowcy chętnie się przemieszczają w poszukiwaniu rynków. Wolą majątek ruchomy, nieruchomości zaś traktują jedynie jako towar do spekulacji. Skupianie zainteresowania na pożyczaniu pieniędzy było przez chrześcijan uważane za niemoralne i dlatego udzielanie pożyczek pieniężnych zostało zmonopolizowane przez Żydów, którzy stali się wyzyskiwaczami ludzkiej nędzy. Handlowali zastawionymi dobrami i stąd wywodzi się ich posiadanie ziemi. Wymyślili pożyczanie nieistniejących pieniędzy (udzielanie kredytów) i pobieranie od nich procentu. Miejscowy handel chrześcijański znał kredyt tylko w postaci sprzedaży komisowej opartej o wzajemne zaufanie. Ta postać sprzedaży wynikła z zasady, że silniejszym nie wolno połykać słabszych. W XIII wieku chrześcijański handel morski zaczął obejmować swoim zasięgiem cały ówczesny świat (Wenecja, Florencja, Hanza, Armenia). W kierunku swojego rozwoju różnił się on od handlu żydowskiego, który od początku swojego istnienia miał już zasięg ogólnoświatowy. Nadmierne udzielanie kredytów doprowadziło w XVII wieku wielu Żydów do bankructwa. Wojny toczące się między gojami wspomagały jednak żydowską ekonomię. Finansowanie wojen prowadziło do ekonomicznego odrodzenia Żydów. Nie mając żadnych moralnych skrupułów Żydzi zyskiwali przewagę w handlowaniu wszystkim, co dawało się sprzedać: niewolnikami, nieruchomościami, kredytami, narkotykami, alkoholem, prostytucją, wojną i pokojem, a nawet katolickimi przedmiotami kultu.

XXVII. O byt materialny od wieku XIV

Pod koniec średniowiecza stało się jasnym, że obrót pieniędzmi staje się głównym zajęciem żydowskim, przesłaniającym wszystkie inne formy handlu. Żydzi uczestniczą we wszelkich transakcjach pieniężnych pomiędzy władcami, w ściąganiu ceł i podatków, w biciu pieniędzy, a przede wszystkim w pożyczaniu pieniędzy. Lichwa rosła do niewiarygodnych rozmiarów, dochodzących w XVII wieku do 173% rocznie. W następstwie swojego wzrostu liczebnego Żydzi chwytali się wszelkich rodzajów handlu miejscowymi towarami. Rozwinęło się także żydowskie rzemiosło, które nabrało szczególnego znaczenia w Polsce, gdzie ludność żydowska była liczna. Na wsi Żydzi prowadzili gospody i sklepy. Mnożą się skargi na handel kradzionym towarem. W XVIII wieku Żydzi kontrolują cały handel w Polsce. Żeby uniknąć bezrobocia wprowadzają coraz większą liczbę pośredników do wszelkich transakcji ale nigdy nie podejmują się rolnictwa. Ubóstwo miejscowej ludności staje się skrajne. Im większą populacja żydowska, tym uboższa okolica lub kraj. Żydzi wymyślili reklamę, która przez długi czas była przez chrześcijan uważana za niemoralną, jako dającą niesłuszną przewagę bogatszemu konkurentowi. Żydzi przyjęli i rozwinęli rzymską metodę sprzedaży przez licytację. Odnosili w konkurencji duże sukcesy dzięki zasadzie niższych zysków a wyższych obrotów. Wszędzie Żydzi ostatecznie wypierają miejscowy handel drogą konkurencji i umacniania potocznej opinii, że handel jest niemoralny. W Europie Zachodniej i Ameryce Żydzi są mniej liczni i włączają się głównie w sprawy wielkich finansów, które praktycznie kontrolują. Szczególny pociąg czują Żydzi do Prus ze względu na pruski militaryzm, który prowadzi do wojen, na których Żydzi zawsze zarabiają. Autor pisze w roku 1945, że niemiecki antysemityzm jest tylko drobną uciążliwością w porównaniu z korzyściami, jakie wojna daje Żydom i przewiduje, że Żydzi wkrótce znów pogodzą się z Niemcami.

XXVIII. Państwo i państwowość

Gdziekolwiek Żydzi przybywali domagali się prawa zarabiania na życie a także prawa uprawiania praktyk religijnych. Kiedy osiadali na stałe, dbali o to, żeby nie włączać się w miejscowe sprawy państwowe czy administracyjne tak długo, jak długo państwa były oficjalnie związane z jakąś religią. Nigdy nie domagali się zrównania praw - inicjatywa w tym kierunku wyszła od chrześcijan - lecz kiedy już uzyskali równość i państwa stały się areligijne, zaczęli myśleć o własnej jednostce narodowej - o żydowskim państwie. Palestyna była symboliczną ojczyzną Żydów ale zasadniczo mieli oni ruchome państwo - gdziekolwiek się osiedlali wprowadzali ze sobą państwopodobną organizację, rodzaj teokracji nie dysponującej terytorium, a zatem nie posiadającej granic - państwowość bez państwa, której sprawy świeckie i sakralne nigdy nie były wyraźnie od siebie oddzielone. Niekiedy marzyli o państwie, w którym mogliby panować nad gojami. Usiłowali tworzyć Judeohiszpanię, Judeolitwę, Judeorosję, Judeowęgry i Judeopolonię w różnych okresach czasu, dążąc zawsze do wydania zdecydowanej walki Kościołowi chrześcijańskiemu.

XXIX. Państwowość kahalna

Społeczna struktura w diasporze nie wymagała od Żydów posiadania centralnej władzy dla całego żydostwa. Mesjanizm sprawia, że znajdują się oni w ciągłej politycznej opozycji wobec kraju, w którym się osiedlili. Ich własna organizacja może podlegać zmianom z czasem i miejscem i wiemy o niej bardzo niewiele. W Polsce, jak w większości Europy, istniała kolegialna struktura znana jako kahał czy kehilah. Każda żydowska wspólnota miała swój własny kahał, przynajmniej do XV wieku. Kahał składa się z wybranej grupy rabinów. Jest on odpowiedzialny za: administrację, nadzór nad członkami, pobór podatków, prawodawstwo, rozdział funkcji, kontrolę nad hierarchią społeczną, procedury wyborcze i władzę wykonawczą - wszystko w sposób sakralny i bardzo zbiurokratyzowany. Zadania te obejmują wszelkie prerogatywy państwa. Kahał włącza się we wszystkie dziedziny żydowskiego życia i ma moc kontroli wszystkiego. Struktura społeczna obejmuje między innymi klasę "morenu", do której należało się na mocy nominacji kahału i tylko "morenu" mogą być wybierani na urzędy. W ten sposób kahał zapewniał sobie ciągłość istnienia. Ponad kahałem nie było żadnej władzy, ale rabini z sąsiadujących kahałów zwykli się spotykać dla omawiania interesujących ich spraw. W roku 1581 polski król, dla wyłonienia powszechnej reprezentacji Żydów zwołał zjazd rabinów z całego kraju, tzw. waad. Wkrótce nadzór gojów został zniesiony, a waad stał się użyteczny jedynie dla żydów. Stał się kahałem ponad kabałami. Nie ma jednak dowodów na istnienie ponadnarodowego rządu żydowskiego. W XVIII wieku zarzucono formułę waadów jako bezużyteczną. Chyba najlepszym dowodem na to, że kahały stanowiły formę państwowości, była instytucja chazaki - forma własności - prawo wykorzystywania określonej gojskiej instytucji, majątku czy osoby. Pod nadzorem kahału Żydzi mogli kupować i sprzedawać pomiędzy sobą ów przywilej i mieli powstrzymywać się od robienia interesów z gojami, nad którymi chazaka należała do innego żyda.

XXX. Sekta frankistów

Idea Judeopolonii często jest niewłaściwie przypisywana sekcie frankistów, zwolenników Jakuba Franka - mesjanicznego szarlatana, następcy Sabbataja Cewi. Znaczenie tej sekty zostało w wyniku nadanego jej rozgłosu nieproporcjonalnie rozdmuchane. Podobnie jak Sabbataj, Frank był gotów zmieniać religię zależnie od okoliczności. Urodzony jako talmudyczny Aszkenazyjczyk w roku 1726, przystał do sabatystów (sekty kabalistycznej ale beztalmudycznej) i stał się ich przywódcą pomimo późniejszych przejść na islam i katolicyzm. Przy każdej zmianie wytargowywał korzyści dla siebie i dla swojej sekty. W Polsce talmudystów posądzano o uprawianie mordu rytualnego i Frank jako antytalmudysta przyłączył się do chóru protestów. Ogłosił trójcę kabalistyczną w sposób sugerujący jej bliskość chrześcijaństwu. Cała sekta, licząca około 700 członków, została ochrzczona w roku 1759. W Polsce uzyskała równe prawa, niektórzy spośród niej doszli nawet do szlachectwa, lecz nadal działała jako sekta. Pisma Franka nie mają wartości nawet w obrębie judaizmu. Podobnie jak wszyscy Żydzi, frankiści wierzyli w mesjanizm, w to że są narodem wybranym.

XXXI. Pierwsi "emancypowani"

Będąc w konflikcie z talmudystami. Frank odważył się wykorzystywać przeciw nim zarzut dokonywania mordu rytualnego, występując w ten sposób przede wszystkim z pozycji przywódcy swojej sekty, poszukiwacza religijnego, a nie Izraelity. Usiłował zapobiegać rozproszeniu swoich ochrzczonych zwolenników i starał się o uzyskanie małego fragmentu polskiego terytorium, żeby tam osiąść i rządzić. To stało się powodem tego, że mu zarzucono usiłowanie stworzenia Judeopolonii, ale wielkość tego, co on chciał założyć była tak mała, że niewspółmierna do zarzutów. Prawdziwe żydowskie państwo nie mogło zostać założone wbrew woli większości polskich Żydów. Kiedy Frank zorientował się, że Polacy już nie wierzą w szczerość jego nawrócenia, zwrócił się do Rosji i zgłosił gotowość przyjęcia wiary prawosławnej. Rosjanie go jednak przejrzeli i odmówili wszelkich negocjacji. Zabiegi te posłużyły za źródło domniemywani że to Żydzi zachęcili Rosjan do dokonania rozbioru Polski. Istotnie Żydzi odnieśli korzyść z rozbiorów Polski, ale inicjatywa do tego z pewnością nie wyszła z ich strony. Jedynym trwałym efektem frankizmu było to, że niektórzy Żydzi zrównali się z Polakami, choć ich chrześcijaństwo było fałszywe. Oni to stali się pierwszymi "emancypowanymi" Żydami w Europie.

XXXII. Uwaga o mordzie rytualnym

W Talmudzie nie ma żadnej wzmianki o mordzie rytualnym - argumenty frankistów i innych oskarżycieli, że Talmud je nakazuje, są więc bezpodstawne. Występuje w nim ustęp mówiący, że picie krwi ludzkiej nie jest zakazane (picie krwi zwierzęcej jest wzbronione) - ale jest to związane z takimi zagadnieniami jak dentystyka a nie dotyczy niczego, co by miało większe znaczenie. Autor przeprowadził analizę sławnych spraw sądowych dotyczących mordów rytualnych i doszedł do wniosku, że w niektórych przypadkach oskarżonych słusznie uznawano winnymi. Według autora, żadna z czterech głównych gałęzi judaizmu nie zna mordu rytualnego, lecz musi istnieć jakaś fanatyczna sekta nie znana rabinom, która go stosuje. Autor twierdzi, że w interesie samych Żydów leży obiektywne zbadanie sprawy i wykrycie tej sekty.

XXXIII. Emancypacja i asymilacja

Rewolucja francuska ogłosiła równouprawnienie Żydów. Następstwem tego było coraz powszechne w Europie żądanie, aby Żydzi się asymilowali. Wiele rządów uznało, że można zlikwidować kwestię żydowską przez ich "ucywilizowanie" - ubieranie, kształcenie i zatrudnianie jak nie-Żydów. Areligijni politycy nie dostrzegali, że Żydzi byli przywiązani do swoich obyczajów ze względów religijnych. Niektórzy gwałtownie przeciwstawiali się emancypacji, szczególnie w XIX-wiecznej Polsce okresu rozbiorowego, gdzie Żydzi byli najliczniejsi. W pozostałych częściach Europy żydowska inteligencja wzrastała jednak liczebnie i stała się społecznie uznana. Niektórzy Żydzi zasymilowali się stając się szczerze prawdziwymi patriotami i chrześcijanami, ale w przypadku większości okazało się to nieporozumieniem. Asymilacja nie była dziedziczna i często dzieci neofitów wracały na łono żydostwa. Kiedy wschodnioeuropejskie masy żydowskie zaczęły osiedlać się w uprzemysłowionej Wielkiej Brytanii, zetknęły się z wyemancypowanymi Żydami Anglii - bogatymi i eleganckimi. Ci poczuli do imigrantów współczucie, pomagali im i sprawili w ten sposób, że tamci bardziej pozostali Żydami niż stali się Anglikami. To samo działo się wszędzie. Wkrótce ci wyemancypowani, ale nie zasymilowani Żydzi, zostali uznani za godnych przynależności do żydostwa. Nawet niektórzy Żydzi hiszpańscy "ochrzczeni" w XV wieku (marrani) zapamiętali, że należą do żydostwa i zrzucili z siebie pseudouległość wobec Hiszpanii. Nie stanowiąc nigdy przedtem narodu, Żydzi przyjęli europejskie pojecie narodowości i zaczęli rościć sobie pretensje do bycia narodem. Z świadomością narodową pojawiła się idea utworzenia własnego państwa -jeżeli nie w Palestynie to tam, gdzie byli najliczniejsi - w Polsce.

XXXIV. Judeopolonia

Emancypacja prowadziła do stopniowej likwidacji państwowości kahalnej, choć w niektórych częściach Polski ta przetrwała do czasów II Wojny Światowej. Zaczęły rozwijać się nowe poglądy na temat państwowości. W początkach XX wieku sformułowano dwie koncepcje: państwa, w którym Żydzi współrządziliby obok Polaków, a język jidisz stałby się językiem narodowym na równych prawach jak język polski oraz państwa czysto żydowskiego, utworzonego na ograniczonym terytorium wyciętym z Polski. Żydzi spodziewali się, że Niemcy pomogą im w osiągnięciu tego celu, w nagrodę za pomoc udzieloną przez nich Niemcom w czasie I Wojny Światowej i za germanizację Wschodu osiągniętą dzięki językowi jidisz. W istocie, żydowscy bankierzy wspierali niemieckie wysiłki militarne a przeciwdziałali wysiłkom aliantów. Doszło do rozmów w tej sprawie między żydowskimi wspólnotami a rządem pruskim. Kiedy Niemcy przegrały. Żydzi zwrócili swoje nadzieje na utworzenie Judeopolonii ku Rosji bolszewickiej. Wszystkie te plany i żydowskie poczynania byty pod każdym względem antypolskie. Nawet Herzl, przywódca ruchu syjonistycznego, brał pod uwagę możliwość powstania kilku państw żydowskich w różnych strefach klimatycznych.

XXXV. Syjonizm

Palestyna może utrzymać co najwyżej od 2 do 5 milionów ludzi. Syjonizm nie był zatem pomyślany jako sposób likwidacji diaspory. Państwo izraelskie ma być jedynie oficjalnym przedstawicielem Żydów w rodzinie narodów. Po osiągnięciu tego, przez długi czas Żydom potrzebna była gojska (angielska) pomoc i ochrona militarna. Ideę powrotu do Palestyny wysunął po raz pierwszy Napoleon i inni goje - na długo zanim pierwsi Żydzi zainteresowali się tą koncepcją (w roku 1862) i na jej bazie dużo później powstał ruch, który początkowo spotkał się z gorącym sprzeciwem wśród żydostwa. Istniały koncepcje lokalizacji żydowskiego państwa lub państw w różnych miejscach (Afryka, Ameryka Południowa), lecz do czasów I Wojny Światowej ostały się tylko dwie propozycje - Palestyna i Polska, ponieważ liczono na pomoc Anglii względnie Niemiec. Pierwszymi osadnikami w Palestynie byli socjaliści, którzy zapoczątkowali eksperyment z kolektywnym rolnictwem i życiem społecznym (kibuce). Żydzi są świadomi jedności Marksa i Herzla, socjalizmu i syjonizmu. Socjalizm miał doprowadzić Żydów do władzy w zrewolucjonizowanych krajach po zakończeniu wzajemnych walk między gojami. Żydzi mieli stworzyć sobie ojczyznę wszędzie tam gdzie mieszkali. Syjonizm i socjalizm miały zatem uzupełniać się wzajemnie. Syjonizm nie wprowadził żadnych nowych elementów do cywilizacji żydowskiej. Nie podjął nawet kwestii powrotu do kultu świątyni.

XXXVI. Zażydzenie

Coraz częstsze mieszanie się Żydów z gojami prowadzi do opanowania europejskiej myśli i politycznej i społecznej przez wpływy żydowskie. Najgroźniejszą jest idea, że etyka jest pochodną prawa. Myślenie aprioryczne prowadzi do zastąpienia organicznego rozwoju przez mechaniczne ukierunkowywanie postępu, którego jedynym z przejawów jest biurokracja. Rozwój życia zbiorowego kosztem personalizmu jest innym żydowskim prądem, zyskującym popularność. Socjalizm okazał się użytecznym narzędziem narzucania gojom takiego myślenia. Zanik świadomości historycznej i zanik wpływu religii na państwa postępuje w ślad za rewolucjami. Usunięcie religii z państwowości stworzyło podwójną etykę przy czym życie publiczne zostało etyki pozbawione. Dochodzi do walki między prawami, narzucanymi przez rządzących, a sumieniem. Spowodowanie zmiany stosunku do etyki jest równoznaczne z doprowadzeniem do zmiany cywilizacji - nie jest to takie łatwe do wykonania. Najbardziej zażydzeniu uległo prawodawstwo (z wyjątkiem Anglii), ale uległy mu też inne sfery życia. Autor przytacza wiele przykładów - wszystkie zapoczątkowane programami socjalistycznymi. W socjalizmie Żydzi widzą powszechny ruch, który może wesprzeć ich mesjanizm - który wyniesie ich ponad gojów, podczas kiedy gojowskie masy pracujące będą zajęte zwalczanie starego porządku. Innym takim powszechnym ruchem, podobnie przydatnym Żydom, jest masoneria. Żydom udało się zająć kluczowe pozycje w obu tych ruchach. Wraz z emancypacją kontakt żydów z gojami stał się zjawiskiem powszechnym i stąd walka między cywilizacjami łacińską i żydowską jest obecnie zacięta jak nigdy przedtem.

XXXVII. Hitleryzm zażydzony

Najwięksi współcześni antysemici zażydzeni? Nazistowska polityka wobec Żydów jest wynikiem stosowania żydowskiego myślenia przeciwko Żydom. Kiedy w jakimś miejscu zbyt długo działa mieszanina cywilizacji, dochodzi do zatraty kierunku i następuje przeskok z jednego systemu do drugiego. Powstaje błędne koło, w którym zgubiona zostaje różnica między prawdą a fałszem, dobrem a złem, pięknem a brzydotą. W takiej sytuacji przewagę uzyskują niższe cywilizacje. Za rządów Bismarka Niemcy znajdowały się przede wszystkim w kręgu cywilizacji bizantyjskiej, podczas gdy za rządów Hitlera znalazły się w kręgu cywilizacji żydowskiej. Narodowy socjalizm jest zastrzeżony tylko dla Niemców, dla nordyckiej rasy wybranej. Podejmowano próby stworzenia nowej, niemieckiej cywilizacji, nawet niemieckiej religii z jej własnym, monolatrycznym niemieckim bogiem - wynikiem tego stał się gwałtowny antychrystianizm. Występuje w niej mesjanizm, wiara w naturalne prawo Niemców do panowania nad światem, do bycia "Herrenvolkiem" dla nie-Niemców. Występuje w niej podwójna etyka, jedna wobec Niemców a żadna wobec pokonanych, ogólna pogarda dla nie-Niemców. Oczywiście nie wszyscy Niemcy Uznali tę ideologię i może nastąpić od niej odejście (napisane w roku 1942).


XXXVIII. Żyd odżydzony

Odrzucanie religii prowadzące do ateizmu zdarza się wśród wszystkich ludów - nawet wśród Żydów, lecz oni dochodzą do tego tylko wtedy, kiedy goje, wśród których żyją, stają się religijnie indyferentni. Często jest to tylko poza. Programy socjalistyczne często atakują chrześcijaństwo w imię materializmu ale nigdy nie atakują judaizmu. Wielu wyemancypowanych i religijnie indyferentnych Żydów przejmuje miejscowe zwyczaje łącznie z choinkami i jajkami wielkanocnymi lecz rzadko stają się oni prawdziwymi chrześcijanami. Bezwyznaniowy Żyd zawsze zachowa jeden element żydowskiej wiary - mesjanizm - wiarę, że Żydzi są przeznaczeni do rządzenia światem. Łatwiej odrzucić religię niż cywilizację. Żydowska cywilizacja jest sakralna i niezgodna z naszą etyką, nie jest zatem możliwe szczere przejście na chrześcijaństwo przy jednoczesnym pozostaniu na łonie cywilizacji żydowskiej. Jest to tragedią Żydów, że nie mogą przyjąć wiary chrześcijańskiej bez zaprzestania bycia żydami. Prawdziwe nawrócenie musi obejmować prawdziwe i całkowite zerwanie z żydostwem. Większość nawróceń nie była szczera, ponieważ nie była połączona z odżydzeniem. Jest podstawową zasadą, że nikt nie może należeć do dwóch cywilizacji. Nie należy proponować chrztu tym, którzy nie ulegli odżydzeniu, ponieważ nieszczery neofita jest narzędziem zażydzenia naszej kultury. Ale jak osądzać? Autor wyraża myśl, że kandydat do chrztu powinien być przeciwnikiem socjalizmu i masonerii i nie powinien odnosić osobistej korzyści z nawrócenia, aby można go było uznać za szczerze pragnącego nawrócenia.


XXXIX. Jak załatwiać kwestię żydowską

Zanim będzie można rozwiązać kwestię żydowską musimy pozbyć się żydowskich wpływów z naszego sposobu myślenia. Cywilizacja nie może się rozwijać, dopóki w nią pozostaje wpleciona inna cywilizacja. Musimy odrzucić kolektywizm a powrócić do personalizmu, nasze państwa muszą przestać być biurokratyczne, przestać ingerować w życie prywatne i w rozwój organiczny. Duch musi zapanować nad literą prawa. Trzeba podjąć ściganie przestępców działających bezkarnie w ramach pisanych praw. Antysemityzm nie ma tu zastosowania - można go nawet wiązać ze skrajnym zażydzeniem. Położenie nacisku na czystość naszej własnej, łacińskiej cywilizacji jest jedynym sposobem zwalczania wpływów innej cywilizacji. Problem żydowski nie jest kwestią religii czy rasy, lecz kwestią obcej cywilizacji. Atrakcyjność naszej własnej cywilizacji powinna okazać się własną bronią. Żyd, który nie chce szkodzić gojowi, staje się odżydzony, działa w sposób, który nie jest naturalny dla cywilizacji żydowskiej i dlatego zbliża się do cywilizacji naszej. Takie prądy należy popierać, prądy zaś przeciwne w naszym narodzie należy wykorzeniać.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Zbigniew Rutkowski
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lip 2008
Posty: 145

PostWysłany: Sob Mar 26, 2011 6:47 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Fragmenty książki Henryka Rolickiego (Tadeusza Gluzińskiego) pt. "Zmierzch Izraela" jaka ukazała się nakłedem Wydawnictwa WERS, jako tom 4 serii wydawniczej "Rewizja historii", Poznań 1996.

HISTORJA W ŻYCIU ŻYDOSTWA

Jedynym kluczem do zrozumienia żydostwa jest znajomość jego historii. Religja żydowska, to religia historyczna i polityczna. W przekroju teraźniejszości żydostwo dla każdego stanowić musi zagadkę niezgłębioną, coś nienaturalnego, coś poprostu niesamowitego. W świetle historii rozjaśniają się mroki tajemnicy.

"Korzenie całej religji żydowskiej tkwią w historji żydowskiego ludu. Początkiem jej jest akt historyczny: wywędrowanie z Egiptu. We wszystkich jej chwilach zwrotnych znajdujemy historyczne zdarzenia. Z nich czerpie ona swą siłę , w głębiach żydowskiego charakteru narodowego leży jej tajemnica. Formą jej rozwoju jest polityka." [1].

Jakto? Polityka? Co ma polityka do wierzeń religijnych? Odpowie nam na to cytowany filozof żydowski:

"Etyczno-polityczne idee stanowiły rdzeń żydostwa. Mojżesz, a po nim wszyscy wielcy przywódcy ludu, których działalność rozwijała się pozornie w całości na terenie religijnym, nie troszczyli się o religję, lecz o królestwo Boże. Ale w tem pojęciu właśnie polityka jest religją, jest entuzjastycznem dążeniem, skierowanem bezpośrednio ku absolutowi, ku Bogu, jest jedyną rzeczywistością życia, mieszczącą w sobie wszystkie inne. Nie jest więc już ona jakiemś zajęciem pośród innych, jakąś płaszczyzną świadomości pomiędzy innemi, lecz jest ustosunkowaniem się człowieka, woli ludzkiej, w sposób, obejmujący całe życie, do żądań, jakie mu stawia absolut. A w innem znaczeniu jest polityką stosunki ludzkie i życie codzienne każdego pojedynczego człowieka tak uregulować, aby były po upływie tego okresu skierowane ku celowi ostatecznemu. To skierowanie nazwali żydzi sprawiedliwości." [2].

Powiedzmy to sobie w języku mniej filozoficznym. Oto prawodawcy religijni żydów nie troszczyli się o religię, lecz o zapewnienie Jehowie królestwa Bożego na ziemi. Był to cel polityczny i religja, którą głosili, stała się religją polityczną. Ubierając swój cel polityczny w szatę religijną, uzyskiwali zszeregowianie całego plemienia i późniejszych pokoleń w jeden zastęp bojowników politycznych. Innem znowu zadaniem było prawodawstwo całe tak uregulować, by każdy czyn jednostki mógł zostać skierowany ku ostatecznemu celowi politycznemu i w ten sposób stać się czynem politycznym. Głównym środkiem działania kierownictwa Izraela było stworzenie dla mas specjalnej etyki; sprawiedliwym, a więc działającym zgodnie z żydowską etyką, jest tylko ten żyd, którego każdy czyn zmierza ku osiągnięciu ostatecznego celu politycznego, czyli ku zapewnieniu królestwa Jehowy. Żywo musi nas zainteresować Jehowa, ów Bóg izraelski, mający zakrólować nad światem. Przekonywamy się, że nie jest to Bóg uniwersalny, Bóg dla wszystkich, lecz typowe bóstwo plemienne, bóstwo Izraela. Księga Izajasza talk głosi ludowi izraelskiemu: "To mówi Pan: praca egipska i kupiectwo etiopskie i Sabaim, mężowie wysocy do ciebie przyjdą i twoi będą; za tobą chodzić będą, okowami w okowy pójdą i tobie się kłaniać i modlić będą; tylko w tobie jest Bóg, a nie masz oprócz ciebie Boga" (XLV 14). Albo w innem miejscu: "będą otworzone bramy twoje ustawicznie ; we dnie i w nocy nie będą zamknięte, aby noszono do ciebie moc narodów i króle ich, aby przywiedziono. Bo naród i królestwo, które tobie nie służyło, zginie. I przyjdą do ciebie, kłaniając się, synowie łych, którzy cię trapili. I będziesz ssać mleko narodów, a piersiami królów karmion będziesz" (LXI 5) [3].

Jak widzimy, owo królestwo Jehowy nie jest wcale pomyślane nieziemsko; jest to królestwo z tego świata, zapewniające działaczom tego kultu polityczno-religijnego, uczestnikom przymierza z Jehową niedwuznaczne korzyści w postaci władztwa nad innemi narodami. Oto jest sens przymierza, interes jaki obie strony kontraktujące znalazły w tem przymierzu : "Sprzedałem wam moją naukę i jestem sprzedany wraz z nią" (Mildrasz Theruma 34). Oto istotna tajemnica religji politycznej, ku której spełnieniu dąży Izrael przez wieki. Środki działania ulegają zmianom; gdy zawiodą jedne, sięga się po inne. A tajemniczość celu ostatecznego uzasadnia dostatecznie utajenie środków, dla których jedynem kryterjum etycznem jest "sprawiedliwość", czyli ich wartość praktyczna dla osiągnięcia celu. Stąd odwieczna, powszechna opinja, że żydzi hołdują zasadzie: cel uświęca środki. Kierownicy Izraela zmiany metod rzeszom swoim narzucają gwałtem, rewolucyjnie. Takie rewolucje wewnątrz Izraela nie niosą jednak z sobą pogardy dla przeszłości. Są to bowiem rewolucje w zakresie używanych środków, metod działania. Dziś odrzucone, mogą kiedyś w przyszłości znaleźć znowu swą wartość. Rewolucje w Izraelu nie tykają dogmatu. Jest nim przymierze z Jehową i cel ostateczny. Na tych dogmatach zasadza się niezmienność dziejowa Izraela.

ZAMIERZCHŁE DZIEJE IZRAELA

Zamierzchłe, prahistoryczne dzieje Izraela podaję na tle tych faktów i oświetleń, jakich dostarczają dzisiejsi żydowscy pisarze historyczni, albowiem tylko z tego stanowiska ten okres judaizmu interesuje mnie w niniejszej książce. Pisarze katoliccy tę antyczną przeszłość ludu żydowskiego przedstawiają w zupełnie innem świetle. Najstarszym dokumentem historycznym nieżydowskim, w którym mowa o Izraelitach, jest obelisk króla Moabitów, odnaleziony w r. 1868, opisujący zrzucenie przez ten lud jarzma izraelskiego. Dotyczy on już czasów podziału królestwa żydowskiego po Salomonie. Tablice assyryjskie, na których pisano o walkach króla Salmanassara z Izraelitami, pochodzą z IX wieku przed Chrystusem. Z braku dostatecznych źródeł nie umiem powiedzieć nic bliższego o pobycie żydów w Egipcie i o powodach ich emigracji! z państwa faraonów. Późniejsze dzieje nie daty nam żadnych podstaw do mniemania, jakoby w Egipcie pozostała jakaś tradycja wrogiego stosunku do Izraelitów. Właśnie przeciwnie, Egipt od czasu pierwszych walk z Assyrją staje się terenem, imigracji żydowskiej i sojusznikiem wojskowym państwa judejskiego. Bądź co bądź, sądząc na podstawie taktów historycznych, przytaczanych właśnie przez żydów i na ich źródłach się opierając, ze starożytnego Egiptu przejęli żydzi rządy kapłańskie, tajemniczość kultu, magję, tajne zrzeszenia, a nawet rzeczy takie, jak kult byka i zakaz jadania wieprzowiny. Kapłani w Izraelu tak, jak w Egipcie, tworzyli zamkniętą kastę wtajemniczonych. Rekrutowali się wyłącznie z Aronidów. Pomocnikami ich byli Lewici. Tak samo, jak w Egipcie, religia była wobec ludu tajemnicą. Księgi święte znane były tylko wtajemniczonym.

"Księgi praw i nauki, przypisywane Mojżeszowi" - pisze główny historyk żydowski - "uprawiane byty dotychczas (ok. 800 lat przed Chr. - przyp. autora;) tylko w kołach Aronidów i Lewitów. Nawet dekalog nie byt wszczepiony w serca ludu; tablice, które go zawierały, spoczywały w arce przymierza, jako prastary, święty zabytek. W arce przymierza lud widział raczej talizman. Dopiero arcykapłan Jojada zapoznał go, jak się zdaje, z treścią Zakonu i przy tej sposobności zapewne odczytał ze zwoju, zawierającego księgi Mojżeszowe, stosowne do ówczesnego położenia rozdziały" [4].

Wobec nieznajomości prawa Mojżeszowego, wobec tego, że "nawet dekalog nie był wszczepiony w serca ludu", lud izraelski mógł z całą łatwością hołdować różnym bożkom, czego rozliczne przykłady przytaczają nam księgi święte. Kult bóstw fenickich Baala i bogini Isztar (Astarty), kult gwiazd, zapożyczony z Babilonu, a najczęściej egipski kult byka (złotego cielca) szerzyły się w Izraelu wszechmożnie aż do czasów niewoli babilońskiej. Kult byka przedstawia król Jerobeam, jako odwieczną religję Izraelitów. Kazał wyobrazić Jehowę w kształcie młodego cielca. "Przeważna część ludu nie gorszyła się bynajmniej tą reformą, która wydała jej się istotnie wskrzeszeniem kultu odwiecznego" [5].

Kult Jehowy w świątyni uprawiali tylko kapłani. Lud nie miał dostępu do tajemniczych obrzędów. Obrzędy te pierwotnie nie były związane z żadnem miejscem, ściśle określonem. Pierwsza świątynia w Silo, ani późniejszy szałas na górze Morja nie miały przywilejuwyłączności; dopiero Deuteronomion (621 przed Chr.) nadaje świątyni Salomona w Jerozolimie prawo wyłączności. Odtąd ofiary mogą być tylko w tej świątyni składane, tam tylko przyjmie je Jehowa. Staje się ona jedyną istniejącą, a po zburzeniu jedyną możliwą świątynią Izraela. Wokół tajemniczego kultu kwitła magja i sztuki czarnoksięskie. Król Dawid w trudnem położeniu udaje się do pewnej brzuchomówczyni, która potajemnie oddawała się praktykom czarnoksięskim. Salomonowi przypisywano władzę nad tajemmiczemi duchami i demonami, które na jego skinienie gromadziły się lub rozpraszały. Po znalezieniu nowego objawienia, t.zw. Deuteronomion, król Jozjasz udaje się do... prorokini Muldy, żony szatnego dworskiego Szaluma i ta potwierdza, mu autentyczność księgi i zawartych w niej przestróg i proroctw. Pociąg do magji kwitnie w żydostwie po dziś dzień. Równolegle z nim idzie pociąg do zawodów, opartych na wiedzy tajemnej. Magów starożytności luzują astrologowie, alchemicy i lekarze w wiekach średnich, socjologowie, religjologowie, teoretycy ekonomii w czasach nowszych, ostatnio zaś okultyści i spirytyści. (...).

W takich warunkach, wśród tajnych związków, pod tajnem kierownictwem rozwijał się Izrael już przed niewolą babilońską. W tem oświetleniu możemy pojąć istotny sens zagadkowego odezwania się proroka Zachariasza: " ..Bóg ustanowił pasterza nad ludem i dał mu dwa pręty, z których jeden nazywał się łaską, a drugi związkiem". Oto ów prorok - pasterz trzyma lud w karbach łaską, czyli siłą objawień, jakich doznaje i związkiem, czyli tajną organizacją. Między zrzeszonymi, a więc wtajemniczonymi, a ludem rysował się przedział głęboki. Sprzyjała temu okoliczność, że w okresie przedbabilońskhn wytworzyła się w Judei kursywa ludowa, obok innego pisma, dostępnego tylko dla nielicznych, jak w Chinach. Pospólstwo dowiadywało się o prawdach dopiero wtedy, gdy chcieli tego "naczelnicy". Mówiłem już o tajeniu zakonu Mojżeszowego przed ludem i o częściowem wyjawieniu jego przepisów przez arcykapłana Jojadę. Znacznie później, w r. 621 przed Chr. arcykapłan Hilkjasz znajduje znowu w świątyni tzw. Deuteronomion, t.j. powtórną Księgę Zakonu i okazuje ją królowi Jozjaszowi. Ona dopiero zapewnia świątyni jerozolimskiej przywileje wyłączności. Grozi klęskami, gdyby król i lud nie nawrócili się i nie poszli za głosem arcykapłana. Król, jak wiemy, poradził się prorokini Muldy. Władzę dzierżyli więc w ręku "naczelnicy rządu", bliżej nieznani. Jeżeli prorocy mieli dostęp do tych kierowniczych kół, to byli w nich opozycją. Przygotowywali zmiany, przewroty nawet, walcząc z tymi, którzy niekiedy "nakazywali im milczenie". W działalności swej wychodzili nazewnątrz i zwracali się do królów, lub też nawet - jak Jeremjasz - wprost do ludu. Do pomocy sobie powoływali "szkoły prorockie" i "bractwa". W tem oświetleniu zrozumiemy powstanie "fałszywych proroków". Jakże łatwo mógł ktoś wobec króla, czy ludu podać się za proroka, za człowieka wtajemniczonego w "kota kierowników" i domagać się spełnienia swoich żądań! A królowie, czy lud, przywykli do tego, że rządzi nimi ktoś niewidzialny, łatwo mogli posłuchać samozwańczego rozkazu jakiegoś szarlatana. W nastroju tajemnic byle kto uzyskać może władzę. I uzyskiwał ją nieraz ku rozpaczy proroków prawdziwych. Ten stosunek utajonych kierowników do władzy oficjalnej przetrwał wśród żydów przez dzieje. Dwukrotne zburzenie Jerozolimy spotęgowało jeszcze tę tajną zwartość. (....).

REFORMY EZDRASZA I NEHEMJASZA

W Babilonie znaleźli żydzi znośne warunki istnienia. Nie byli pierwszymi, którzy tam osiedli. W ciągu ostatnich lat kilkudziesięciu wiele tysięcy osiedlili Assyryjczycy. Upadek państwa assyryjskiego i zdobycie Niniwy w r. 606 przed Chr. przez Babilończyków i Medów, były z początku powitane przez Izraela radośnie; dopiero późniejszy rozwój wypadków, który doprowadził do zburzenia Jerozolimy przez Nebukadnecara babilońskiego (586 przed Chr.) uczynił z żydów zdecydowanych wrogów Babilonji. Sto tysięcy żydów powlókł Nebukadnecar do Babilonu. Tłumy uchodźców pociągnęły dobrowolnie do Egiptu. Nastrój wygnańców babilońskich był więcej, niż kompromisowy. Masowo przyjmują religię chaldejską. Część czyni to bez wahania, reszta pozornie. Wśród czcicieli bożków nie brak kasty kapłańskiej, Aronidów i Lewitów. Przyjmowanie obcych religij dla oka miało już wtedy swe precedensy w Izraelu. Za panowania królowej Izebel w Samarji, stolicy państwa izraelskiego, dom królewski propagował kult Baala i wywierał presję na lud. To też część ludu "czciła Baala otwarcie, a Jehowę tajemnie [6].

Także i w państwie judejskiem, w stołecznej Jerozolimie, za czasów króla Manassego znowu Aronidzi, acz niechętnie, pełnią obowiązki kapłanów przy kulcie pogańskim. Tak więc pogaństwo na wygnaniu znalazło wśród Izraela grunt przygotowany. Zwycięzca obszedł się z wygnańcami łagodnie. Pozwolił żydom zamieszkać społem i zachować dawniejszy ustrój, dopuścił ich nawet do urzędów dworskich. Strzegli się więc żydzi, by występować jawnie przeciw państwu i domowi królewskiemu, lecz pracowali tajnie. Znów działają tajne związki ("gorliwi wyznawcy słowa Bożego", "szukający Boga", "cierpiący"). Stanowili oni jądro narodu i byli prześladowani przez Babilończyków, podczas gdy szerokie rzesze żydowskie, asymilujące się pozornie, korzystały ze swobód. Z kół tych tajnych związków rekrutowali się później ci nieliczni, którzy za Cyrusa wrócili do Jerozolimy. To jądro Izraela na wygnaniu ożywione jest ideą powrotu do kraju i odbudowy świątyni. Z tych ukrytych środowisk wychodzą idee reformatorskie, które miały w niedalekiej przyszłości nadać Izraelowi swoiste piętno, odróżniające go od wszystkich innych ludów, Już na wygnaniu reformują metody nauczania adeptów. Nakreślają plan nowego ustroju kultu i kapłaństwa. Poświęcają wiele wysiłków młodzieży, by ją nagiąć do nowego sposobu myślenia. Podziemna praca wre. Zdobycie Babilonu przez Cyrusa perskiego (539 przed Chr.) otwiera żydom możność powrotu do Palestyny. W chwili wejścia nowego zwycięzcy w mury Babilonu cały lud, jak za skinieniem różdżki czarnoksięskiej, odwraca się od bóstw pogańskich i wraca do Jehowy. Nie wielu jednak godzi się z myślą powrotu do ojczyzny. Za długo już siedzą w Babilonie i zbyt im było dobrze. Niejeden z nich jest potomkiem osiedleńców dobrowolnych, którzy przybyli do Babilonu już kilka wieków przedtem. Emigracja żydowska do Babilonu poczęła się już od VIII w. przed Chr. w celach handlowych i już za czasów świetności królestwa judzkiego szczycił się Izrael prorokami, którzy głosili swe nauki w murach Niniwy i Babilonu. Powrót do Palestyny obejmuje więc szczupłą garść ochotników. Reszta finansuje. Kolonizacja dawnej ojczyzny natrafia na osobliwe trudności. Musi rugować ludność miejscową z jej siedzib i dbać O to, by koloniści nie zlali się w jedno z autochtonami. Pomaga im Cyrus i wydaje rozkaz, by miejscowe plemiona ustąpiły izraelitom miejsca. Ledwo czterdzieści tysięcy żydów wraca do Palestyny. Cyrus mianuje wielkorządcą żyda Zerubabela. I tu okazuje się, że żydzi byli przedtem w Palestynie tylko wierzchnią warstwą ludności. Oto bowiem kolonizatorzy wszędzie spotykają się z nienawiścią; przyszli znowu w roli panów, odbierają ziemię i ludność miejscową spychają do roli swych sług. Odbudowują świątynię Salomona przy poważnym zasiłku z perskiego skarbca.

Powrót do Palestyny przypomina żywo warunki, wśród których dzisiaj dokonywa się jej kolonizacja. Deklaracja Cyrusa i deklaracja Balfoura, wielkorządca perski Zerubabel i wielkorządca brytyjski sir Herbert Samuel, postawa ludności tubylczej i dzisiejsza postawa Arabów. Finansowanie przez Babilon i finansowanie przez New York. Nawet zbrojne napady na kolonistów. Zdesperowani Samarytanie zdobywają Jerozolimę, burzą świeżo odbudowane miasto i protekcja dworu perskiego musi kolonistów ratować z opresji. W stosunku do ludności tubylczej stosuje się politykę eksterminacyjną. Już Deuteronomion poleca: "A cokolwiek zdechliną jest, nie jedzcie z niego, przychodniowi, który jest między bramami twemi, daj, żeby zjadł, albo mu przedaj, boś ty jest lud święty Pana Boga twego" (Dt. XXIII 19) [7].

Lud "święty" zamyka się przed obcymi i nie dopuszcza do siebie nawet pragnących czcić Jehowę. Gdy Samarytanie proszą, by ich zaliczyć w poczet gminy judzkiej, spotykają się z szorstką odmową. Niema dla nich miejsca wśród "wyznawców Zakonu". Odmawia się im nawet prawa do współuczestnictwa w odbudowie świątyni. Hasłem jest .ogrodzenie Zakonu". Troską kierowników Izraela, ująć żydostwo w tak silne organizacyjne karby, by nikt obcy nie przedarł się do wnętrza. Oto istotny sens reform Ezdrasza i Nehemjasza. Metody tych przywódców nadały żydostwu charakter na długie wieki i ich działalność stworzyła dzisiejszego Izraela. Na wieść o trudnościach wewnętrznych i zewnętrznych, z jakiemi koloniści spotkali się w Palestynie, przybywa z Babilonii Ezdrasz (Ezra), otoczony kilku tysiącami ludzi "związanych z nim wspólnotą myśli". Jest on potomkiem arcykapłanów, jeden z jego przodków, arcykapłan Hilkjasz, był tym, który ongiś znalazł w świątyni kodeks deuteronomiczny. Ezdrasz pragnie "ziszczenia Zakonu" i postanawia "dobyć Zakon z ukrycia". W Babilonji już ci, którzy nie chcieli wracać, odgrodzili się murem duchowym od reszty mieszkańców. Zawierali małżeństwa wyłącznie między sobą i starali się zachować swą odrębność. Wśród nich Ezdrasz był nauczycielem Zakonu. Przy poparciu babilońskiego żydostwa dokonał swej wyprawy do Palestyny. Była to druga fala kolonizacyjna, która miała ratować zagrożony dorobek pierwszej. Pierwszem jego zarządzeniem w Palestynie był zakaz małżeństw mieszanych między żydami, a ludnością tubylczą. Była to zbrodnia w oczach Ezdrasza, gdyż Izraelici mieli stanowić "święte nasienie". "Uczyńmy przymierze" - wołał - "że porzucimy żony cudzoziemskie i zrodzone z nich dzieci wyłączymy z gromady". I woli Ezdrasza stało się zadość. Żydzi przepędzili swe obce żony wraz z dziećmi i poszukali sobie nowych we wlasnem plemieniu. Odpowiedzią na to było zdobycie i zburzenie Jerozolimy przez Samarytan, o czem wspominałem już wyżej. I wtedy, po rozgromię żydowskich kolonistów, nowa postać przychodzi w pomoc Ezdraszowi. Jest to Nehemjasz, podczaszy na dworze Artakserksesa i wpływowy zausznik monarchy. Otrzymuje od króla coś w rodzaju urlopu i uzbrojony w pełnomocnictwa królewskie zjawia się w Palestynie. Już na dworze królewskim "zbadał tajnie sztuki rządzenia, nauczył się silną wolą powodować ludźmi i ujarzmiać stosunki" [8].
Z początku przebywa w Jerozolimie, nie zdradzając się z tem, że ma pełnomocnictwa królewskie i bada stosunki. Dopiero w upatrzonym momencie występuje jawnie. Przeprowadza surową cenzurę wśród gminy żydowskiej; 642 rodziny, które pochodzenia izraelskiego udowodnić nie mogły, wyłącza z gminy, czyli pozbawia praw obywatelskich. Trzy. rodziny Aronidów, które nie mogły odszukać rodowodów, pozbawia praw kasty kapłańskiej. Zarządzenia Nehemjasza trafiły na opór szerokich warstw żydowskich. Ledwo powrócił na dwór królewski, musiał sobie ponownie wypraszać urlop i pełnomocnictwa, by ratować swe dzieło. Za drugicm swem pojawieniem się w Palestynie postąpił odrazu radykalnie. Arcykapłana Eijaszyba złożył z urzędu. Aronidzi i inni Judejczycy nieposłuszni musieli pójść na wygnanie. Samarytan ostatecznie odtrącił i zmusił do zawiązania odrębnej sekty, której wyznawcy zbudowali sobie konkurencyjną świątynię na górze Garizim, gdzie przez parę wieków uprawiali niezależnie od kierowników judaizmu kult Jehowy. Ścigała ich nienawiść Izraela, aż wreszcie w drugim wieku przed Chr., Jan Hyrkan, książę z rodu Machabeuszów, zdobywa ich stolicę Sichem i burzy świątynię na górze Oarizim. Cale dzieło odbudowy "nowej Jerozolimy" dokonuje się przy daleko idącem poparciu tajnych związków. Ostoją reform Ezdrasza i Nehemjasza są "pobożni" (chassidim). Oni to po zachwianiu się reform Nehemjasza powołują go ponownie z dworu królewskiego. W nowej Jerozolimie niema już proroków. Od czasu utrwalenia się reform Nehemjasza zastępują ich "mędrcy" czyli "znawcy Zakonu" (soferim). "Niewidzialna, ale głęboko sięgająca podnieta była ich czynności wynikiem, a wyryta na potomkach patriarchów piętno tak znamienne, że stało się niemal przyrodzoną ich właściwością; popęd do badania, wysilania dowcipu, by z każdej rzeczy, z każdego stówa wycisnąć treść utajoną" [9].
"Uczyńcie ogrodzenie koło Zakonu" - oto było ich hasło. A więc zamknąć Zakon ściśle przed obcymi i rozbudować wewnątrz hierarchicznie, podzielić na szczeble wtajemniczeń. Obok istniejącej władzy świeckiej i duchownej (namiestnik czy książę oraz arcykapłan) utworzyć trzecią, ponad tamtemi stojącą i utajoną, w postaci "mędrców Zakonu" i niewidzialnego kierownictwa. W chwilach sposobnych następowało ujawnienie przed ludem zewnętrznych obudowań tej władzy. Oto w wyniku reform Nehemjasza powstaje "najwyższa rada", składająca się z 71 członków. Większość tego zgromadzenia stanowią "mędrcy". Z instytucji tej później wyłania się Synhedrjon, jako symbol wewnętrznej jedności żydostwa. W tem stadjum krzepnięcia zastaje Izraelitów najazd Aleksandra Macedońskiego. Rozgrom sprzyjającej żydom Persji nie przeszkadza im witać czule nowego zwycięzcę. Triumfator otrzymuje w Jerozolimie od arcykapłana ochocze przyrzeczenie, że każde dziecko izraelskie, urodzone w roku jego wejścia do Jerozolimy, otrzyma na imię Aleksander. To też zjednany władca zwraca swój gniew przeciw Samarytanom. "Ponieważ nie mogło ujść wiadomości jego, że są wrogami Judejczyków, darzył względami tych ostatnich, by tamtym dać uczuć swoją niełaskę" [10]. I tak pierwsze zetknięcie się oficjalne judaizmu z hellenizmem było przyjazne. Zdobywca Azji, rozgromiciel królestwa perskiego, nie zapałał gniewem do pupilów perskiego królestwa. A ścigany przez Aleksandra Darjusz mógł się zastanawiać w swej smutnej drodze. czemu wdzięczność Judejczyków za "deklarację Cyrusa" nie przetrwała nawet o godzinę świetności perskiego królestwa. Nie wiedział nieszczęsny, że przodek jego, ów wspaniały Cyrus, byt w oczach Izraela nie dobrotliwym władcą, ale tylko marnem "narzędziem Jehowy".

POD WŁADZA EGIPTU I SYRJI

Po rozpadnięciu się państwa Aleksandra Wielkiego na Macedonię, Egipt i Syrję, Palestyna dostała się pod władzę Egiptu. Jest to okres, w którym po raz pierwszy w całej pełni hellenizm spotyka się z judaizmem twarz w twarz. Barwnie i wszechstronnie opisał to spotkanie Tadeusz Zieliński w swej dwutomowej książce: "Hellenizm a judaizm". Na dworze Ptolomeuszów w Aleksandrii żydzi są nader mile widziani i są powiernikami królów, nie omijają ich urzędy państwowe i inne korzyści. Okres panowania egipskiego (323 - 201 przed Chr.) zaznacza się mniej lub więcej powierzchowną hellenizacją Palestyny, a nawet samej Jerozolimy. Ton życiu duchowemu żydostwa nadają teraz niewidzialne wpływy skupień emigracyjnych. Właściwie już od śmierci Nehemjasza podnieta dla podtrzymania Erec Izrael (siedziby narodowej) płynie z Babilonu. Jest to znany nam kierunek "ogrodzenia". Drugie potężne skupienie żydowskie wytwarza się w Aleksandrii. Przedstawia ono kierunek hellenistyczny, a więc mniej lub więcej pozornej asymilacji do cywilizacji greckiej. Jerozolima jest miejscem, gdzie oba te kierunki toczą ze sobą walkę. Hellenizm jest widoczny zdała, a judaizm nurtuje pod spodem. Hellenizm niesie z sobą równouprawnienie obywatelskie z ludnością macedońską egipskiego państwa; w Aleksandrii Ptolomeusze równają ludność żydowską w prawach z ludnością panującą. Stąd rozchodzą się żydzi po innych miastach Egiptu i uzyskują większość w nadbrzeżnych miastach Cyrenajki (dzisiejszy Trypolis).W państwie syryjskiem, pod którego władzą znalazł się Babilon, żydzi również otrzymują pełnię praw obywatelskich; z Babilonu rozchodzą się do miast, założonych przez dynastię Seleucydów, i dają początek m. i. wielkiemu żydowskiemu skupieniu w Antjochji. Wśród żydów kwitnie dobrobyt. Handel nie jest im nowiną. Już Salomon dorobił się bogactw na handlu. Udało mu się bowiem wziąć na siebie funkcje pośrednika w handlu końmi między hodującym je Egiptem, a państwami azjatyckiemi. W państwie izraelskiem tzw. państwie dziesięciu pokoleń) majętni trudnili się lichwą, a szczególnie lichwą zbożową.

"W latach głodowych otwierali swe spichrze, sprzedawali żywność - przyczem używali fałszywej miary i wagi - a gdy biedacy nie mogli zwrócić pożyczki, zabierali im dzieci" [11].

Obecnie te zdolności w świecie helleńskim znalazły szerokie zastosowanie. W Egipcie, a później w Syrii, żydzi dzierżawili cła i łupili ludność ze skóry. Charakterystyczną postacią staje się siostrzeniec arcykapłana Onjasza, Józef. Sprytną sztuką wkrada się w łaski króla egipskiego, Energetesa i ubiega innych kandydatów na dzierżawę cel, ofiarowując cenę podwójną. Król żąda odeń rękojmi, lecz sprytny Judejczyk arogancko oznajmia, że postawi dwóch najlepszych poręczycieli: króla i królową. Ten ukłon przypadł do serca królowi i oddał Józefowi w dzierżawę clą z wszystkich miast i z prowincji Celesyrji i Fenicji. Z nadzwyczajną surowością egzekwował podatki.

"W Gazie i Scytopolis, których grecka ludność ośmieliła się stawić mu opór i obrzuciła go obelgami, kazał ściąć najprzedniejszych i najbogatszych obywateli" [12].

W ten sposób zdobył niezmierzone bogactwa. "Józef zdarł z całej Syrji mięso i same z niej kości zostawił" - mawiano o nim. Z tych rabunków spadł na Judeę deszcz złota. Na poborców brał sobie Józef samych Judejczyków. Z Syrji pozostały "same kości", a za te bogactwa lud izraelski opływał w dostatki. Dosłownie pomyślność finansową zawdzięczała Palestyna Józefowi, który łupił bezlitośnie skórę z Greków na rzecz swego plemienia. Za to, gdy w walkach między państwem syryjskiem a Egiptem, szala zaczęła się przechylać na rzecz Seleucydów, nie kto inny, jak synowie Józefa zapomnieli o wdzięczności dla domu Ptolomeuszów, któremu cała Judea winna była bogactwo i zawiązali stronnictwo Selucydów. Zaraz potem w r. 202 Judea przeszła pod panowanie syryjskie, zaś koło r. 200 sam król Antioch zajął Jerozolimę, witany przez Wysoką Radę. (...).

POWSTANIA. SYNHEDRJON. TALMUD PALESTYŃSKI

Zdobycie Jerozolimy i spalenie świątyni stało się czynnikiem dalszego rozproszenia żydostwa po obszarach imperium rzymskiego. Przedewszystkiem jeńcy, wzięci przez Rzymian w niewolę, około miliona głów - o ile nie zostali straceni za udział w buncie - zostali rozsprzedani, jako niewolnicy, do różnych rzymskich prowincyj. Za nimi ciągnęła fala emigracji dobrowolnej, jak ongiś za czasów Nebukadnecara, aby w rozproszeniu znaleźć lepsze warunki gospodarcze, niż w Palestynie. Rzym nie pozbawił żydów praw obywatelskich, przez co umożliwił im pełną egzystencję na całym obszarze państwa. Obywatele żydowscy Rzymu musieli wprawdzie patrzeć ze zgrozą na triumfalny wjazd Tytusa, na budowę łuku triumfalnego, zdobiącego Rzym do dzisiejszego dnia, lecz nie czuli się bynajmniej zagrożeni w swem istnieniu i w swych wpływach politycznych. Nawet kota prozelitów żydowskich istnieją nadal. (...) Żydzi z początkiem cesarstwa rzymskiego poza zdawna przodującemi skupieniami w Aleksandrii i w Rzymie, osiadają teraz we .wszystkich miastach nadbrzeżnych morza Śródziemnego. Docierajądo Galji i do Hiszpanji. Do wielkiego znaczenia urastają żydowskie ośrodki w Kartaginie i w Marsylji, zwanej "żydowskiem miastem". To swobodne rozchodzenie się Izraela po miastach cesarstwa, zachowanie im praw obywatelskich, szeroki ich udział w zarządach miast (tzw. munnicypjach), opieka cesarzy, uprawiany wobec ludności wyzysk gospodarczy i wreszcie krecia robota, podkopująca fundamenty państwa, potęgowały rozwój antysemityzmu. (...).

Mesjanizm po zburzeniu Jerozolimy podtrzymuje na duchu cale żydostwo w Palestynie i w rozproszeniu.

"Z narodowego swego istnienia zachowało sobie żydostwo coraz bardziej tylko tęsknotę swoją narodową, życzenie żeby być jeszcze raz narodem, a ponieważ życzenia nie mają granic, więc wytworzyło się proroctwo, że żydostwo będzie narodem, który świat opanuje, narodem, który poprowadzi wszechpotężny wódz. Mesjasz" [13].

Tak pojętego mesjanizmu wyrazem byt fakt, że bunt żydowski nie wybuchł w Palestynie, lecz w Egipcie, w Cyrenajce i na Cyprze. Jest rzeczą charakterystyczną, że żydostwo w tych skupieniach, gdzie czuło swą przewagę fizyczną nad rdzennymi mieszkańcami, ośmieliło się dać upust swej nienawiści i przystąpić do pogromów. W samej tylko Cyrenajce wyrżnęli żydzi około 220 000 ludzi. Całe rzesze skazywali na rozszarpanie przez dzikie zwierzęta na arenach. Z Cyrenajki uderzyli na Egipt i zdołali nim owładnąć. Nie-żydowską część Aleksandrii zrównali z ziemią. Na wyspie Cypr zburzyli Salaminę, stolicę wyspy i wyrżnęli ćwierć miljona Greków. Jeńców obdzierali ze skóry. Dopiero po długotrwałych przygotowaniach udało się wojskom cesarza Trajana opanować to powstanie żydowskie (116 po Chr.). Następca Trajana, Hadrjan, znowu chciał ułagodzić żydów i prowadził politykę filosemicką. Doczekał się za to wybuchu nowego powstania żydowskiego, tym razem już w Palestynie. Na czele powstania (132 po Chr.) stanął "zelota" Bar-Kochba, ogłoszony za mesjasza przez znanego nam już wielkiego Synhendrystę, rabiego ben Akibę, głoszącego rychłe nadejście królestwa mesjańskiego. Pod jego autorytetem rozpoczęła się walka.

Historyk Dion Cassius ocenia liczbę zrewoltowanych Judejczyków na 580 000. Powstańcy, zorganizowawszy uprzednio w tajemnicy, cały wybuch aż do ostatniego szczegółu, uderzyli na wojska rzymskie w Judei w czasie, gdy cesarz Hadrjan właśnie na znak przymierza z żydami pozwolił im odbudować Jerozolimę i wybijał monety, przedstawiające cesarza obok niewiasty, Judei, przed ołtarzem, na którym mają złożyć wspólną ofiarę. Dzieci podają cesarzowej gałązki palmowe na znak pokoju. A tymczasem właśnie w tych gałązkach symbolicznych kryto się oszustwo. Oto gałąź palmowa już w czasach powstań machabejskich uchodzi za symbol wojującego mesjanizmu w Izraelu. I - rzecz znamienna - w XVII w. pojawia się ona znowu, jako symbol tajnego związku, wojującego z Rzymem katolickim! (...).

CHRZEŚCIJAŃSTWO A ŻYDZI

Opis działalności żydów w państwie rzymskiem byłby niezupełny, gdyby pominąć ich stosunek do nowopowstałego i rozkrzewiającego się wspaniale chrześcijaństwa. Pisarze żydowscy w czasach starożytnych zapewniają bowiem gorliwie, że to nie żydzi odnoszą się do chrześcijaństwa z nienawiścią, lecz przeciwnie chrześcijaństwo obarczyło ich nieuzasadnioną niechęcią, winą ukrzyżowania Chrystusa, tysiącem oszczerstw na temat mordu rytualnego, znieważania świątyń chrześcijańskich, zatruwania studzien, sprowadzenia Tatarów itd. Warto się temu zagadnieniu przyjrzeć bliżej w miarę, jak pozwolą mi na to dostępne materiały i dane historyczne. Jest rzeczą bezsporną, że pierwsze prześladowania chrześcijaństwa w Judei wychodzą z kół żydowskich. Wspomnę tylko śmierć. męczeńską św. Szczepana, ukamienowanego żydowskim obyczajem, a później św. Jakóba, skazanego na śmierć przez Synhedrjon w r. 62 po Chr. Pierwsze prześladowanie chrześcijaństwa przez Rzymian ma miejsce za Nerona za poduszczeniem jego małżonki, prozelitki żydowskiej Poppaei w czasie, kiedy jeszcze żydzi są przez cesarza mile widziani. Wiemy, że w owym czasie Synhedrjon jamnejskie rzuciło klątwę na chrześcijaństwo i ogłosiło ich za nieczystych. Podczas powstania żydowskiego za Trajana w Cyrenajce, Egipcie i na Cyprze, kiedy to żydzi wyrżnęli pół miliona Greków i Rzymian, ofiarą ich zaciekłości padły także gminy chrześcijańskie. Z dziką surowością obszedł się z chrześcijanami w Palestynie wódz żydowskiego powstania "mesjasz" Bar-Kochba.

"Tylko chrześcijan żydowskich, zamieszkałych w Judei, traktował Bar-Kochba surowo, przeciw nim bowiem żywili ziomkowie większą może, niż przeciw Rzymianom zawziętość" [14].

Należy się zapytać, jakie przyczyny natchnęły żydów tą nienawiścią do chrześcijaństwa, które odnosiło się z całym szacunkiem do nich i nawet do ich nauki. Źydostwo owych czasów żyło nienawiścią polityczną do państwa rymskiego. W tej walce posługiwało się dwojaką bronią. Przedewszystkiem starało się zamknąć i ogrodzić jaknajszczelniej swój lud w ramach tajnych związków, żyjących rewolucyjną nadzieją, że nadedzie mesjasz, wódz ziemski i poprowadzi Izraela do panowania nad innemi ludami. Niezależnie od tego kierownictwo zwracało swe myśli ku wtargnięciu w głąb duszy grecko-rzymskiej, posługując się z jednej strony opartą na falsyfikatach propagandą, z drugiej zaś kupieniem wokół siebie proletariatu nieżydowskiego, tzw. "ubogich" (ebjonim). Można łatwo zrozumieć, że ten proletariat społeczny, karmiony nadzieją przewrotu mesjańskiego, był tak rewolucyjnie nastrojony, jak dzisiaj bywa proletariat, karmiony hasłami przewrotu komunistycznego. Tymczasem apostołowie i krzewiciele nauki Chrystusa zwrócili się w pierwszym rzędzie tak samo do tych "ubogich" i wśród nich już w pierwszym wieku chrześcijaństwa spotykamy masowy ruch opuszczania judaizmu na rzecz nowej wiary. Chrześcijaństwo głosiło także mesjanizm, ale jakże inny od mesjanizmu Izraela! Chrystus, jako Mesjasz, zwiastował także królestwo Boże, ale królestwo nie z tego świata. W dodatku nie królestwo Izraela, ale królestwo, w którem uczestniczyć będą wszyscy, co na nie zasłużą, bez względu na pochodzenie. Wmyślmy się teraz w położenie kierowników Synhedrjonu. Zjawili się nowy ruch, nowa religja i odbiera im ich prozelitów i porywa za sobą masy proletariackie nieżydowskie, na których budowali swe nadzieje rewolucyjne w państwie rzymskiem. Na dobitek głosi tym masom królestwo nie z tego świata, raj nieziemski, a więc derewolucjonizuje je w stosunku do ziemskiej rzeczywistości. Wytrąca kierownikom Synhedrjonu groźną broń z ręki. Trzeba więc tę naukę zniszczyć, póki czas. Atoli siły żydowskie okazują się niewystarczające. Gdzie tu szukać sojuszników?

Najlepiej w obozie wroga, w samym Rzymie cesarskim i pogańskim. Chrześcijanie nie chcą się kłaniać bożkom pogańskim, ani cesarzom, podczas gdy żydzi gotowi zachować wszelkie pozory, jak to bywało i dawniej. Należy więc jaknajśpieszniej wyzyskać tę bezkompromisowość chrześcijan i unaocznić ją Rzymianom. Prześladowanie chrześcijan za Nerona, nieustępliwość męczenników przekonały Rzym, że ostrzeżenia żydów są słuszne. Teraz jeszcze utwierdzić Rzym w mniemaniu, że chrześcijaństwo to sekta żydowska, tylko najskrajniejsza, najbardziej rewolucyjna i najbardziej niebezpieczna. Bo patrzcie, Rzymianie... Na posiedzeniu Synhedrjonu r. Izmael głosi, że "dla ocalenia życia wolno naruszać wszystkie ustawy religijne judaizmu, oczywiście zewnętrznie jeno i z musu" [15].

Synhedrjon jednak poleca unikać bałwochwalstwa. To też "do łez rozrzewniają owe drobne fortele i pobożne wybiegi, których się chwytali, aby i śmierci uniknąć i nie obarczyć sumienia" [16].Tymczasem chrześcijanie wolą umrzeć, niż złożyć cesarzowi i bóstwom pogańskim kłamliwy hołd. Rzymianie uwierzyli żydom i pierwsze prześladowania chrześcijaństwa przez cesarzy rzymskich miały na celu wytępienie najbardziej rewolucyjnej sekty żydowskiej. Po znanym spisku żydowskim za Domicjana ofiarą gniewu cesarskiego padli i chrześcijanie. Dopiero nienawiść żydów do chrześcijan, ujawniona w czasie powstania Bar-Kochby w Judei otwarła trochę Rzymianom oczy na oszustwo żydowskie. Cesarz Hadrjan po stłumieniu powstania przyjmuje od Ojców Kościoła Kwadratusa i Arystydesa w Atenach ich pisma apologetyczne, z których wynikało, że chrześcijaństwo nie jest wcale sektą żydowską. Hadrjan dał się przekonać i wstrzymał prześladowanie chrześcijan. Skorzystali na tem i żydzi, zgodnie z przepisami, ustanowionemt przez Synhedrjon.

"Ponieważ chrześcijanie znaleźli łaskę w oczach Hadrjana, przystępowali tedy do nich i żydzi, aby przynajmniej cokolwiek zachować ze swej religji, gdy pełnienie Zakonu było im wzbronione" [17].

Odtąd ustały prześladowania chrześcijan na długi okres czasu i ożyły dopiero w czasach późniejszego cesarstwa. W okresie straszliwego kryzysu cesarstwa w III w. po Chrystusie, podczas bezustannej anarchji wojskowej, systematyczne tępienie chrześcijan rozpoczyna cesarz Decjusz w 250 r. po Chr. i trwa ono niemal bez przerwy aż do cesarza Konstantyna. Jakie są pobudki tych srogich zarządzeń? Cesarstwo rzymskie chwieje się. Zagrożone ze wszystkich stron przez najazdy barbarzyńców, rozstrojone wewnątrz anarchią wojskową, przeżywające wstrząsający kryzys gospodarczo-finansowy jest nad brzegiem przepaści. Nadomiar nie widać ostoi cywilizacyjnej i moralnej, na której możnaby oprzeć odbudowę jego zrębów. Panowanie półżydowskich cesarzy Heijogabala i Aleksandra Sewera rozstroiło obyczaje i zalało całe cesarstwo destrukcyjnemi wpływami Wschodu.Dzielniejsi cesarze drugiej połowy III w., a wśród nich wielki Dioklecjan, ratując Rzym z odmętów, pragnęli życie cesarstwa oprzeć na jakiejś wspólnej podstawie ideowo-religijnej. Dotychczas cesarstwo stało na gruncie synkretyzmu religijnego, tj. na stanowisku zupełnej tolerancji i uznawania wszystkich bogów, wyznawanych przez ludy imperium. Ta anarchia religijna groziła Rzymowi rozpadem ostatecznym. Cesarz Walerian ogłasza słońce za jedynego boga państwa rzymskiego i w r. 257 po Chr. wydaje edykt eksterminacyjny przeciw i chrześcijanom. Postępowanie cesarza było konsekwentne. Skoro pragnął przywrócić Rzymowi jedność religijną i zdecydował się na rzecz boga-słońca, to chrześcijaństwo, zorganizowane już wówczas i potężne, narażało samem swem istnieniem idei jedności religijnej, w której cesarz słusznie upatrywał zadatek odrodzenia cesarstwa. Ale czemu zdecydował się on i jego następcy na rzecz boga-słońca, nie zaś na proklamowanie chrześcijaństwa religią państwową, co uczynił w kilkadziesiąt lat potem cesarz Konstantyn? Może nam trochę wyjaśni to fakt, że ówcześni pisarze kościelni, Orygenes i Tertuljan, w swych pismach żalą się na to, że żydzi oczerniają chrześcijan przed poganami. Za panowania Dioklecjana używa r. Abbahu "wszystkich zasobów swej agadycznej wymowy do ataków na religię chrześcijańską" [18].

W ten świetle można zrozumieć, że Konstantyn przechyliwszy się na stronę chrześcijaństwa, odebrał żydom niektóre przywileje, jak swobodę uchylania się od piastowania urzędów w samorządach miejskich. Juljan Apostata (361 - 363 po Chr.) znowu staje po stronie żydów i prześladuje chrześcijan. Żydom chce własnym sumptem odbudować świątynię jerozolimską i pozwala im nadto na palenie kościołów chrześcijańskich w krajach azjatyckich. Byt on ostatnim rzymskim prześladowcą chrześcijaństwa, które odtąd obejmuje w cesarstwie rolę religji państwowej. Mimo to jednak żydzi w państwie wschodniorzymskiem chętnie korzystali ze sposobności, by rozprawić się z chrześcijaństwem. Gdy w czasie wojny z państwem bizantyńskiem, wódz perski, Szarbarza, wkroczył do Judei, żydzi zbrojnie stanęli po jego stronie i wespół z nim wkroczyli do Jerozolimy (614 r. po Chr.) i wymordowali wówczas 90 000 chrześcijan, a we wszystkich zdobytych miastach podpalili kościoły [19].

W pragnieniu zniszczenia chrześcijaństwa - zwykłym swoim sposobem - obok akcji bezpośredniej i obok podżegania przeciw chrześcijaństwu Rzymian i Greków, nie omieszkali też stosować ulubionego swego środka, prób działalności rozkładczej wewnątrz samego chrześcijaństwa. Ułatwiało im to zadanie stanowisko Kościoła, pragnącego pozyskać żydów dla wiary Chrystusowej. Już za czasów powstania Bar-Kochby, gdy żydzi mordowali chrześcijan w Palestynie, znajdowali się wśród chrześcijan zdrajcy, "którzy trzymali wiernie stronę rodaków i wydawali sędziom żydowskim zdrajców z własnej sekty" [20]. Po upadku powstania, gdy cesarz Hadrjan wzbronił nawet obrzezania, a dał swobody chrześcijanom, znowu - jak nadmieniłem już wyżej - wielka liczba żydów pozornie przeszła na chrześcijaństwo. Później ten proces pozornego chrztu z początkiem wieków średnich nabrał masowego charakteru w państwach, powstałych na gruzach zachodniego cesarstwa rzymskiego, gdzie - skoro tylko zasiadł gdzieś na tronie król katolik - wszyscy żydzi się chrzcili, gdy zaś po nim wstępował na tron król arjanin, wszyscy żydzi znowu wracali do judaizmu i tak w kółko wielokrotnie. Niewątpliwie jednak już w pierwszych wiekach po Chrystusie przedostała się do chrześcijaństwa pewna ilość żydowskich wyznawców pozornych, wśród nich zaś mogło nie braknąć i takich, który, wchodzili w zamiarach destrukcyjnych tak samo, jak różni Józefowie Flawjusze wciskali się na rzymskie dwory cesarskie. Wiele poszlak wskazuje na to, że sekty i odszczepieństwa w pierwotncm chrześcijaństwie od takich intruzów brały swój początek. Historycy Kościoła, uzbrojeni w wiedzę lingwistyczną i historyczną, w przyszłości zapewne niejedno tu zdołają jeszcze wyświetlić. (...).

FINANSJERA ŻYDOWSKA A BOLSZEWIZM

Ten pozorny paradoks żydowskiego życia politycznego, tę ścisła współpracę finansjery z ruchami wywrotowemi możemy wyraźnie obserwować na tle rewolucji bolszewickiej w Rosji. Poprostu finansjera żydowska dala pieniądze na rewolucję. Nie było to zresztą w życiu żydowskiem niczem nowem. Wszakże rewolucja amerykańska, oderwanie się Stanów amerykańskich od Anglji, odbywające się pod koniec XVIII w. przy akompaniamencie tych samych haseł, które za parę lat rozbrzmieć miały w rewolucji francuskiej, było sfinansowane przez żyda, Chaima Salomona.

"Według ostatnich wiadomości, komisja municypalna w Nowym Yorku odmówiła zatwierdzenia pomnika, który miał stanąć w ,,Madison Square park" ku czci patrioty żydowskiego, Chaima Salomona, który pomógł finansować rewolucję amerykańską. Salomon popart rewolucję amerykańską setkami tysięcy dolarów (na owe czasy! - przyp. autora). Ściśle - mówią historycy - dał on 400 tysięcy dolarów i nigdy nie otrzymał z powrotem ani jednego centa." [21].

W rewolucji rosyjskiej rolę Salomona odegrał potentat amerykański, Jakób Schiff. Po zdetronizowaniu Romanowych, Schiff wysłał do ministra spraw zagranicznych, Milukowa, następującą depeszę w dn. 19 marca 1917 r.:

"Niech pan pozwoli, że jako nieprzejednany wróg tyrańskiej autokracji, prześladującej bezlitośnie mych współwyznawców, złożę powinszowania za pański cm pośrednictwem ludowi rosyjskiemu z powodu czynu, którego dokonał tak wspaniale i życzenia pańskim kolegom z nowego rządu i panu, byście mieli pełne powodzenie w tem wielkiem zadaniu, któregoście się podjęli z takim patriotyzmem. Niech Bóg was błogosławi" [22].

Jakób Schiff pochodził z Frankfurtu nad Menem. Córka jego wyszła za Feliksa Warburga, szwagierka-za Pawła Warburga. Trzeci brat, Max Warburg, pozostał w Niemczech w Hamburgu, jako szef banku "Max Warburg & Comp." oraz główny akcjonariusz Hamburg - Amerika - Linie oraz niemieckiego Lloydu. Równocześnie Max Warburg wraz z oboma swymi amerykańskimi braćmi stał na czele domu bankowego "Kuhn, Loeb & Comp.". Otóż we wrześniu 1917 r., wkrótce po przysłaniu do Rosji przez władze wojskowe niemieckie Lenina i Trockiego, rząd amerykański znalazł się w posiadaniu następującej depeszy:
"Stockholm, 21 września 1917 r. P. Rafael Scholak, Haparanda.
Drogi towarzyszu! Dyrekcja banku M. Warburg zawiadamia, zgodnie z depeszą dyrekcji syndykatu westfalsko-reńskiego, że rachunek bieżący został otwarty na przedsięwzięcie towarzysza Trockiego.
J. Furstenberg".
Depeszę tę zamieszczono w oficjalnem wydawnictwie amerykańskiem: The german-bolshevik conspiration - issued by the Committee of Public Information. Washington 27.X.1918 [23].
W r. 1919 znowu tajny wywiad amerykański uzyskał dane o roli finansjery żydowskiej w przewrocie bolszewickim i przestał informacje wszystkim rządom koalicji; dostarczona rządowi francuskiemu nota została w r. 1920 opublikowana w dodatku do "La vieille France" z uwagą: "Wszystkie rządy entente'y znały ten memoriał, złożony na podstawie danych tajnego wywiadu amerykańskiego i dostarczonych w swoim czasie wysokiemu Komisarzowi francuskiemu i wszystkim jego kolegom. Oto wyjątki z tego memoriału:
"I. - W lutym 1916 r. dowiedziano się pierwszy raz, że w Rosji podżega się do rewolucji. Odkryto, że następujące osoby i domy bankowe były zaangażowane w tem dziele zniszczenia:
Jakób Schiff ....................żyd
Kuhn, Loeb & Comp. ...... żyd
Dyrekcja: Jakób Schiff .....dom żydowski
Feliks Warburg .................żyd
Otto Kahn .........................żyd
Mortimer Schiff ...............żyd
Jerome H. Hanauer ..........żyd.
Guggenheim .....................żyd
Maks Breitung ..................żyd
Nie ma więc wątpliwości, że rewolucja rosyjska, która wybuchła w rok po uzyskaniu tej informacji, była propagowana i przygotowana przez wpływy wybitnie żydowskie. Istotnie, Jakób Schiff w kwietniu 1917 r. złożył oświadczenie publiczne, że rewolucja powiodła się dzięki jego finansowemu poparciu.

II. - W kwietniu 1917 r. Jakób Schiff począł zaopatrywać Trockiego (żyd), aby zrobił w Rosji rewolucję społeczną; nowojorska gazeta "Forward", pismo codzienne bolszewickie, data również składkę na ten sam cel. Ze Stockholmu żyd Maks Warburg zaopatrywał również Trockiego i towarzyszy; byli oni także zaopatrywani przez syndykat westfalsko-reński, znaczne przedsiębiorstwo żydowskie, oraz przez innego żyda Olefa Aschberga z Nye Banken w Stockholmie, którego córka wyszła za Trockiego. W ten sposób nawiązane zostały stosunki między multimiijonerami żydowskimi, a żydowskimi proletarjuszami.

III. - W październiku 1917 r. miała miejsce w Rosji rewolucja społeczna, dzięki której tzw. organizacje sowietów wzięły w ręce kierownictwo ludem rosyjskim. W tych sowietach zauważono następujące jednostki... (następuje wyliczenie Lenina i 29 żydów, jako komisarzy ludowych - przyp. autora).

IV. - W tym samym czasie żyd, Paweł Warburg, był - jak się okazało - w tak ścisłych stosunkach z bolszewikami, że nie został obrany ponownie do Federal Reserve Board (Zarząd Amerykańskiej Rezerwy Związkowej finansowej - przyp. autora)...

VIII. - Jeżeli zanotujemy fakt, że firma żydowska Kuhn, Locb & Comp. jest w stosunkach z syndykatem westfalsko-reńskim, niemiecką firmą żydowską oraz z braćmi Lazare, bankiem żydowskim w Paryżu, wreszcie z domem bankowym Guenzburga, domem żydowskim w Piotrogrodzie, Tokio i Paryżu, jeżeli zauważymy, że wymienione przedsiębiorstwa żydowskie są w ścisłych stosunkach z domem żydowskim Speyer et Comp. w Londynie, Nowym Yorku i Frankfurcie nad Mencm, a także; z Nye Banken, przedsiębiorstwem żydowsko-bolszewickiem w Stockholmie, stanie się jasne, że sam ruch bolszewicki jest w pewnem, znaczeniu wyrazem ruchu ogólno-żydowskicgo i że pewne domy bankowe żydowskie są zainteresowane w organizacji tego ruchu" [24].

Należy przypomnieć, że Schiff" jak i Warburgowie, odgrywali kierowniczą rolę w Komitecie żydów amerykańskich (American Jewish Comittee) i że Schiff podpisywał depeszę do Wilsona, zastrzegającą się przeciw oddaniu Polsce Śląska bez plebiscytu. W rewolucji rosyjskiej wybitną rolę odegrały także organizacje sjonistyczne.

,,Organizacje sjonistyczne podtrzymały zdolność żydostwa rosyjskiego do walki z caratem i przechowały ją, jakby w spichlerzu, na późniejsze czasy. W walkę przeciw reakcji carskiej sjonizm wniósł nie tylko polityczną samowiedzę partyjną, lecz także ducha narodowego buntu. W ten sposób sjonizm stał się najmocniejszym rezerwoarem nieubłaganej żydowskiej nienawiści ludowej do rosyjskiego caratu" [25].

Żydostwo powitało przewrót bolszewicki w Rosji wybuchem radosnego szału. W świeżej pamięci dzisiejszego pokolenia są próby żydowskie przeniesienia rewolucji na zachód, rządy bolszewickie Beli Kuna na Węgrzech, Kurta Eisnera w Bawarji, agitacji Róży Luksemburg i Karola Liebknechta w Niemczech, zachowanie się żydów podczas wojny polsko-bolszewickiej, działalność Kominternu w całym świecie i udział żydów w partiach komunistycznych. W Polsce za agitację komunistyczną zostali skazani: brat b. senatora żydowskiego, Adolfa Truskera [26] , syn posła Icchoka Gruenbauma [27] , przedtem syn radnego Toeplitza, a bratanek słynnego bankiera włoskiego itd. (...).

Przypisy:
[1] H. Kohn: Die politische Idee des Judentums str. 20.
[2] H. Kohn: Die politische Idee des Judentums str. 20 i 21
[3] cytuję według prof. T. Zielińskiego, który - o ile mi wiadomo - korzystał z tekstów żydowskich.
[4] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. I str. 122.
[5] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. I str. 99.
[6] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. I str. 105.
[7] cytuję według prof. Zielińskiego: Hellenizm a judaizm.
[8] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. II str. 42.
[9] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. II str. 42.
[10] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. II str. 42.
[11] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. I str. 133.
[12] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. II str. 81.
[13] Karol Kautsky: Rasa a żydostwo str. 59.
[14] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. IV str. 43.
[15] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. IV str. 84.
[17] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. IV str. 91.
[18] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. IV str. 145.
[19] Coudenhove-Kalergi: Antisemismus str. 158.
[20] Prof. H. Graetz: Historja Żydów t. IV str. 158.
[21] Hajnt z dn. 9 sierpnia 1927 r. Nr. 179.
[22] Cytuje A. Nieczwołodow: L/Empereur Nicolas II et les juifs, str. 72
[23] Cytuje Nieczwołodow, str. 99.
[24] cytuje Nieczwołodow, str. 97 - 102.
[25] Dr. S. Bernstein: Der Zionismus, str. 44
[26] Patrz "Moment" z dn. 9 października 1929 r. Nr. 236.
[27] Patrz "Hajnt" z dn. 30 marca 1930 r. Nr. 76.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 1:11 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Zbigniew Rutkowski
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lip 2008
Posty: 145

PostWysłany: Czw Mar 31, 2011 7:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tekst artykułu prof. Jerzego Chodorowskiego opublikowanego w wydawanym przez Wydawnictwo WERS kwartalniku politycznym Wolna Polska , Poznań 1999, Nr IV/154. Ze względu na szczupłość miejsca pominięto znajdujące się w artykule liczne przypisy.

W jesieni 1983 roku minęło 60 lat od powstania ruchu na rzecz zjednoczenia Europy, zwanego ruchem paneuropejskim. Jego twórcą, a zarazem autorem doktryny, na której został on oparty, był Richard Coudenhove-Kalergi. Sama idea zjednoczenia Europy nie była nowa i Coudenhove nie był pierwszym jej propagatorem. Jako jej wyznawca i krzewiciel, miał długi szereg wybitnych antenatów: od V. Hugo i G. Mazzmiego poprzez R. Cobdena, J. Benthama, A. Lamairtuie'a, F.Novalisa, E. Kanta, C. Saint-Simona, Voltaire'a aż po Dantego. Przed nim konkretne projekty zjednoczenia Europy wysuwali: V. Hugo (1847), ks. de Saint Pierre (17,13), kwakier W. Penn (1693) i główny doradca Henryka IV -- książę Suilly (1638). W tym bogatym drzewie genealogicznym jest także wcale pokaźna gałąź polska: S. Buszczyński (1867), A. Mickiewicz (1849), W. Jastrzębowski (1831), książę A. J. Czartoryski (1804), ks. K. Skrzetuski (1775) i S. Leszczyński (polowa XVIII w.). Coudenhove był jednak pierwszym, który w XX wieku przypomniał tę ideę, opracował oryginalne jej uzasadnienie oraz przedstawił konkretny projekt jej realizacji. Był także pierwszym pisarzem, który starej idei nadał nowoczesną formę w pełni rozwiniętej doktryny. Richard Nicolaus Coudenhove-Kalergi przyszedł na świat w Tokio w 1894 roku. Prababka jago, hr. Maria Nesselrode-Kalergis, której matka była Polką, należała swego czasu do najwybitniejszych i najbardziej podziwianych osobistości salonów europejskich. Obdarzona nadzwyczajną urodą i niepospolitymi walorami duchowymi, miała licznych przyjaciół i wielbicieli wśród czołowych .przedstawicieli świata polityki i sztuki w wielu krajach. Ojciec Richarda, hr. Heinrich, był Austriakiem, przez jakiś czas czynnym w dyplomacji austro-węgierskiej, matka zaś, Mitsu Aoyama, Japonką. Dzieciństwo spędził Richard w dobrach rodzinnych w Ronsperg (Czechy). Wykształcenie średnie otrzymał w słynnym wiedeńskim Theresianum, które przygotowywało dla monarchii przyszłe kadry wojskowe i urzędnicze, a studia uniwersyteckie odbył w Wiedniu oraz w Monachium i zakończył je uzyskując stopień doktora filozofii. Ożenił się z Żydówką, Idą Roland (de domo Klausner), wybitną aktorką, która była jego wiernym pomocnikiem w pracach nad zjednoczeniem Europy. Przełomem w życiu Coudenhovego było napisanie książki zatytułowanej Pan-Europa (1923), gdyż odtąd bez przerwy pracował do końca życia nad rozwinięciem ideologii zjednoczenia Europy i nad stworzeniem warunków jej realizacji. Drugą wojnę światową spędził w Stanach Zjednoczonych, gdzie wykładał historię w Uniwersytecie Nowojorskim i nadal propagował słowem i pismem ideę paneuropejską. Po zakończeniu wojny wrócił do Europy i rozpoczął na nowo pracę nad przygotowaniem gruntu pod realizację swej idei życiowej. W 1950 r. otrzymał, jako pierwszy, międzynarodową nagrodę im. Karola Wielkiego, a w 1954 r honorowe członkostwo Uniwersytetu we Frankfurcie (RFN). W 1955 r. Odznaczony został Wielkim Krzyżem Zasługi RFN oraz francuską Legią Honorową. Wprawdzie B. Coudenhove był zarazem i ideologiem i twórcą-architektem zjednoczenia Europy, jednak jego wkład w dzieło jedności europejskiej był niepomiernie większy i ważniejszy w zakresie teorii i ideologii niż w zakresie działalności praktycznej. Jeśli się zważy, że dorobek innych ideologów był niewielki, to nie będzie przesady w stwierdzeniu, że Coudenhove był jedynym znaczącym ideologiem zjednoczenia Europy. Poznanie doktryny zjednoczenia Europy w postaci, którą nadał jej Coudenhove, daje lepsze zrozumienie aktualnych wspólnot europejskich, ich natury i celów. Doktryna ta bowiem stanowi ich korzenie ideologiczne, oparty zaś na niej ruch paneuropejski był ugrupowaniem, z którego wyszli powojenni rzecznicy i twórcy zjednoczenia Europy: mężowie stanu, politycy, parlamentarzyści i liczne rzesze jego sympatyków, czynnych w różnych dziedzinach życia społecznego krajów Europy zachodniej. Między Paneuropą Coudenhovego lat dwudziestych a wspólnotami europejskimi lat pięćdziesiątych naszego stulecia istnieją więzy ideowe i personalne. Oczywiście 30 lat, względnie nieco więcej, które je dzielą, spowodowały, że nie wszystkie tezy tej doktryny weszły do ideologicznych podstaw współczesnych wspólnot europejskich i nie wszyscy twórcy tych wspólnot czy ich realizatorzy rekrutowali się wyłącznie spośród dawnych paneuropejczyków: czas zrobił swoje, przyszli inni ludzie, ale jeśli nawet nie byli ukształtowani przez Ideologię paneuropejską, to i tak musieli działać w różnych komitetach czy grupach roboczych zdominowanych przez adeptów, zwolenników i sympatyków Coudenhovego. Poza tym poznanie tej doktryny, jej źródeł i genezy pozwala zorientować się w możliwościach ideowej i politycznej ewolucji dzisiejszych wspólnot europejskich; w kierunku zmian, którym mogą one jeszcze być poddane. Doktryna bowiem nigdy nie umiera w całości; jeśli nawet pewne jej idee -- elementy zostały w praktyce odrzucone, pominięte czy przemilczane ze względu na jakieś specjalne okoliczności towarzyszące realizacji całej koncepcji, to w zmienionych warunkach mogą zostać wydobyte z zapomnienia, dostosowane do nowej sytuacji i użyte jako oręż do dalszej walki. Doktryna Paneuropy jako prawzór rozwiniętej koncepcji zjednoczenia Europy stale stanowi skarbiec idei, do którego mogą sięgać w przyszłości różni kontynuatorzy tej myśli i praktycy, dążący do rozwoju i przekształcania aktualnie istniejących wspólnot europejskich. Konstrukcja doktryny sformułowanej przez Coudenhovego jest prosta i przejrzysta. Jak olbrzymia większość doktryn, także i doktryna Paneuropy składa się z dwóch części: pozytywnej ("diagnostycznej"), dającej w tym wypadku obraz sytuacji Europy na początku lat dwudziestych naszego stulecia i wyjaśnienie istoty różnych jej anomalii i zagrożeń, oraz -- (postulatywnej ("terapeutycznej"), wskazującej środki wiodące do ich usunięcia, a także zawierającej wizję miejsca i roli Europy w nowej organizacji świata.
Część pierwsza doktryny sprowadza się w dużym skrócie do następujących tez: Europa utraciła na zawsze swą hegemonię światową; Wielka Brytania z mocarstwa europejskiego stała się międzykontynentalnym mocarstwem światowym; Związek Radziecki stał się eurazjatyckim mocarstwem światowym; oprócz tego zarysowują się możliwości powstania jeszcze dwóch ośrodków sił ciążenia: amerykańskiego i wschodnio-azjatyckiego; Europa straciła swą pozycję dominującą w świecie wskutek braku jedności i zgody między jej narodami; jeśli w tym zakresie nic się nie zmieni, pozbawiona ona zostanie swej samodzielności i resztek dobrobytu. Rosja (Coudenhove nie używał nazwy Związek Radziecki) przez sam fakt swego istnienia wywiera stały nacisk na państwa Europy. Nacisk ten będzie wzrastać, ponieważ przyrost naturalny ludności w Europie nie może dotrzymać kroku przyrostowi w Rosji. Klęska państw centralnych w I wojnie światowej spowodowała rozpad muru broniącego Europę przed Rosją. Nie może go zastąpić 6 pośrednich i małych państw oraz jedno wielkie państwo rozbrojone -- Niemcy. Droga zatem prowadząca ku Renowi, Alpom i Adriatykowi stoi przed Rosją otworem. Wojna światowa lat 1914-1918, konkluduje Coudenhove, jest dla Europy podobnym punktem zwrotnym, jakim dla Niemiec była wojna trzydziestoletnia. Podczas, gdy pozostałe części świata -- dzięki polityce współpracy -- stają się coraz to bogatsze, potężniejsze i podnoszą się na wyższy poziom cywilizacji, Europa będzie ubożeć, stanie się bezsilna i barbarzyńska, aż przyjdzie rosyjski Napoleon, który stworzy ze wschodnio-europejskich małych państw swój Związek Reński i z jego pomocą zada Europie śmiertelny cios. Jakie jest zatem wyjście z tej sytuacji? Czy dla Europy istnieje jeszcze jakiś ratunek? Odpowiedź na te pytania, szeroko rozwiniętą w drugiej części doktryny, Coudenhove streszcza w krótkim zdaniu: "Ratunek stanowi Pan-Europa: polityczne i gospodarcze złączenie się wszystkich państw, od Polski po Portugalię, w jeden związek państw." Historia stawia Europę przed alternatywą: albo połączy się ona ponad wszystkimi nienawiściami w związek państw, albo znajdzie się pod wpływem Rosji. Innej możliwości nie ma. Postulowany przez Coudenhovego związek państw obejmować miał tzw. małą Europę, tzn. poza jego granicami pozostałaby Wielka Brytania oraz Rosja; Rosja ze względu ma jej system polityczny i gospodarczy, a Wielka Brytania ze względu na to, że posiadłości jej Imperium rozciągają się na czterech kontynentach. Nie jest jednak wykluczące, że mogłaby ona w jakiś sposób zostać włączona do federacji europejskiej, np. podobnie jak Bismarck włączył monarchię habsburską do światowego systemu politycznego Niemiec. Według projektu Coudenhovego, realizacja Paneuropy miałaby następować etapami. Pierwszym etapem byłoby zwołanie konferencji paneuropejskiej przez którykolwiek z rządów państw europejskich; drugim -- obligatoryjne zawarcie umów między wszystkimi państwami Europy kontynentalnej o wzajemnej gwarancji granic i poddawaniu wszelkich sporów pod rozstrzygnięcia sądu rozjemczego; trzecim -- utworzenie paneuropejskiej unii celnej, która przygotowałaby Europę do stania się jednym obszarem gospodarczym. Ukoronowanie zaś wszystkich działań paneuropejskich nastąpiłoby z utworzeniem Stanów Zjednoczonych Europy na modłę Stanów Zjednoczonych Ameryki. Główną instytucją ustrojową Paneuropy byłby dwuizbowy parlament składający się z Izby Narodów i Izby Państw. W stosunku do pozostałych mocarstw światowych Paneuropa występowałaby jako odrębna i spoista całość. Drugim, pomocniczym językiem każdego Europejczyka miał być język angielski. Tak zorganizowana Paneuropa osiągnęłaby swój główny cel, gdyż uchroniłaby nasz kontynent od losu starożytnej Grecji: od postępującego upadku i ostatecznej utraty samodzielności, a jednocześnie przyczyniłaby się do utrzymania pokoju zewnętrznego i wewnętrznego. W początkowych redakcjach swej doktryny Coudenhove wcale nie uważał konfliktu między Rosją a Europą za nieuchronny; są w nich silne akcenty pokojowe, wskazujące na możliwość i realność koegzystencji tych obu kompleksów politycznych. Rosja bowiem potrzebuje Europy, a Europa Rosji i to przede wszystkim na polu gospodarczym. Wrogość między nimi zaszkodzi im obojgu, a korzyści może przynieść tylko przemysłowi amerykańskiemu. Daleko więcej trudności sprawiała Coudenhovelmu kwestia utrzymania pokoju wewnątrz Europy, co wiązało się przede wszystkim z pozycją Niemiec, ich rewindykacjami i Traktatem Wersalskim, który stanowił podstawę politycznej struktury Europy powojennej. Mimo wielu uników, ambiwalentności jednych wypowiedzi i zawoalowania innych, nie udało się Coudenhowemu ukryć sympatii dla Niemiec i ich dążeń do odzyskania utraconych terytoriów. I tak np. zdawał sobie wprawdzie doskonale z tego sprawę, że państwa zwycięskie nie zgodzą się zwrócić: przypadłych im prowincji niemieckich, ale zaraz dodawał, że i Niemcy nie zrezygnują dobrowolnie z Poznania, Alzacji i Lotaryngii czy północnego Schlezwiga. Nie chcąc drażnić państw, które odzyskały swą niepodległość dzięki Traktatowi Wersalskiemu, zastrzegał się, że traktat ten mimo zawartych w nim niesprawiedliwości musi być uznawany, gdyż alternatywą jego jest wojna i chaos; ale zaraz w dalszych wywodach zapalał światełko nadziei dla Niemców, twierdząc, że Traktat Wersalski będzie stanowić punkt wyjścia w przebudowie Europy. A zatem dopuszczał możliwość jej przebudowy, polegającej na zmianach granicznych. Twierdził wprawdzie, że długo jeszcze nie będzie można myśleć: o pokojowym przesunięciu granic wewnątrz Europy, ale w słowie "długo" utaił myśl, że w ogóle do takiego przesunięcia może dojść i dojdzie, tylko trzeba na nie poczekać. Największą jednak nadzieję Niemiec na odzyskanie odebranych im ziem i pozycji w Europie ukrył Coudenhove w jednym z głównych postulatów swej doktryny, którym było zniesienie wszelkich granic politycznych na naszym kontynencie. Paneuropejski edykt tolerancyjny -- zdaniem jego -- odbierze granicom państwowym ich znaczenie narodowe, a utworzenie paneuropejskiej unii celnej -- ich znaczenie gospodarcze. W następstwie tego granice te staną się granicami między krajami i stracą swój sens. "Tak jak dziś jest obojętne dla Wittenberczyka, czy jego ojczyzna należy do Saksonii, czy do Prus -- tak w przyszłości będzie obojętne dla mieszkańca Reichenbergu, czy ojczyzna jego należy do Saksonii, czy do Czech". Takie rozwiązanie problemu granic -- co już jednak Coudenhove przemilcza -- przyniosłoby Niemcom, górującym podówczas gospodarczo i cywilizacyjnie nad większością narodów Europy środkowej i południowo-wschodniej, możliwość zdominowania drogą pokojową tej części kontynentu, a przede wszystkim rozciągnięcia kontroli nad terytoriami odebranymi im w Traktacie Wersalskim. Postulat zniesienia granic wewnątrz Paneuropy wiąże się bezpośrednio z tezą stanowiącą podstawę całej tej, drugiej, części doktryny. Jest to teza, w doktrynie najmniej racjonalna i zarazem najbardziej emocjonalna. Głosi ona, że istnieje jeden naród europejski. Jedność kultury zachodniej, jej podstawy chrześcijańsko-helleńskie, uprawniają nas do mówienia o narodzie europejskim, który tylko językowo i politycznie rozczłonkowany jest na różne grupy. Jeśli poczucie kultury paneuropejskiej wyklaruje się i wzmocni, każdy dobry Niemiec, Francuz, Polak, czy Włoch będzie także dobrym Europejczykiem. Różnice językowe są słabsze od więzów wspólnej kultury, tym bardziej, że w wielu wypadkach są to tylko różnice dialektów. Naród europejski jest jak wielkie drzewo o jednym pniu i wielu gałęziach: nacjonaliści widzą tylko gałęzie, a uważają je za drzewa dlatego, że ich wspólny pień jest zakryty przed oczyma. Tą zasłoną, która nie pozwala im go dostrzec, jest ich niepełne wykształcenie. Gdyby byli wykształceni gruntownie i kompletnie, widzieliby, że Europa jest jednością kultury, krwi i dziejów. A zatem "krok od wykształcenia połowicznego do wykształcenia prawdziwego jest jednocześnie rozstrzygającym krokiem od nacjonalizmu do patriotyzmu europejskiego".

Tak przedstawiają się główne tezy obu części doktryny. Aby można było ocenić całość doktryny i wejść w konieczne do tego niektóre jej szczegóły, trzeba dać odpowiedź na pytanie, gdzie tkwiły źródła inspiracji Coudenhovego. Co powodowało nim, że zajął się problematyką zjednoczenia Europy i że stworzył doktrynę Paneuropy; skąd wywodzi się jej postać i skald płynęły motywy jej realizacji? Trzeba wyjść od stwierdzenia, że Coudenhove był człowiekiem o przewadze aktywności w sferze myśli nad działalnością praktyczną. O tym, że myśliciel brał w nim górę ,nad człowiekiem czynu zadecydowały jego skłonności wrodzone, ale faktu, że myśliciel poszedł drogą, która zaprowadziła go do ideologii zjednoczenia Europy, nie da się wyjaśnić przy pomocy równie prostej przyczyny; złożyły się bowiem nań liczne okoliczności i skomplikowane motywy. Przede wszystkim, ogromną rolę odegrało tu pochodzenie Coudenhovego, atmosfera domu i tak wyjątkowej szkoły, jaką było wiedeńskie Theresianum. Już sam fakt, że przyszedł na świat w rodzinie arystokratycznej i potem obracał się w sferach arystokratycznych, które na skutek koligacji międzynarodowych stanowią naturalną domenę idei kosmopolitycznych, postawił go bardzo wcześnie wobec wielu trudnych problemów etycznych związanych z przynależnością do jednego narodu. Problemy te rysowały się szczególnie ostro w jego rodzinie, której koligacje międzynarodowe były bardzo rozległe, urozmaicone, a nawet egzotyczne. Nazwilsko "Coudenhove" przywodziło na myśl czasy, kiedy Niderlandy były katolickie i austriackie; "Kalergi" -- słowo wywodzące się z greckiego ("piękny czyn") -- świadczyło o greckiej gałęzi rodu, która przez stulecia przewodziła bojownikom walczącym o wyzwolenie Krety spod panowania Wenecjan i Turków; liczni członkowie obu gałęzi rodu osiedlali się w różnych krajach, zaciągali się do służby różnym władcom i wzbogacali więzy krwi jej dopływem z nowych żródeł: włoskiego, rosyjskiego, polskiego, a nawet japońskiego. Otóż rozwiązanie skomplikowanej problematyki narodowościowej, które sugerowały mu w dzieciństwie i młodości dom i szkoła, było jedno: absolutna tolerancja. Szczególnie tolerancyjna atmosfera panująca w domu i osobisty przykład ojca wywarły widoczny wpływ na jego formację duchową. Gośćmi domu rodzicielskiego bywały osoby rożnych narodowości i religii. Jednym z nich był Abdullah-Mahmun Suhraworthy, młody uczony, potomek w prostej linii pierwszego kalifa Abu Bekra i gorliwy wyznawca mahometanizmu; innym -- uczony rabin z Pilzna, dr Poznański, wielki znawca Talmudu. Duży wpływ na ukształtowanie się tolerancyjnej postawy i sposobu myślenia Coudenhovego miał fakt, iż matka jego była Japonką. "Jako dzieci Europejczyka i Azjatki, nie myśleliśmy kategoriami narodowymi, lecz kontynentalnymi: Azji i Europy. W naszych oczach były to kontynenty bardzo różne, lecz równowartościowe. Nasze lalki, książki z obrazkami i zabawki były częściowo europejskie, a częściowo japońskie". W tym samym kierunku co dom, oddziaływało także Theresianum. "Theresianum było wręcz laboratorium psychologii praktycznej. Tu byłam zmuszony współżyć w ścisłej i codziennej styczności z kolegami dobrymi i złymi, inteligentnymi i głupimi. Środowisko Theresianum było całkowicie międzynarodowe, co stanowiło odbicie habsburskiego państwa narodów. Wśród naszych kolegów byli -Niemcy i Węgrzy, Polacy i Czesi, Włosi i Rumuni, Chorwaci i Słoweńcy, Serbowie i Ukraińcy; oprócz tych przedstawicieli narodów monarchii naddunajskiej kolegami naszymi byli Rosjanie i Turcy, Hindusi i Egipcjanie, Persowie i Chińczycy. Wszyscy ci młodzi ludzie mieszkali pod jednym dachem we wzorowym koleżeństwie. Były przyjaźnie i nieprzyjaźnie, ale wyrastały one na prywatnym, a nie narodowym podłożu. Nie tworzyły się żadne grupy narodowościowe. Gazet nie czytano i walki narodowe, które podówczas szalały w Austrii, nie miały żadnego oddźwięku w murach Theresianum. Każdy był szanowany czy lubiany z uwagi na jego osobiste przymioty i bez względu na narodowość czy język ojczysty. Doświadczenia moje potwierdziły w pełni tezę, którą jako dziecko często słyszałem z ust swego ojca: w każdym narodzie istnieją jednostki dobre i złe, mądre i głupie mniej więcej w jednakowych proporcjach, a szowinizm jest niczym innym jak tylko przesądem ludzi niedouczonych". Wpojona przez tradycję rodzinną, atmosfera i wychowanie szkoły tolerancja dla wszystkich narodowości i religii, doprowadziła Coudenhovego do uniwersalizmu, a stąd już był tylko krok do idei zjednoczenia Europy. Trzy postacie uniwersalizmu w różnym stopniu, zakresie i czasie stanowiły trzy źródła, z których Coudenhove czerpał natchnienie dla swych koncepcji paneuropejskich: uniwersalizm rzymski, żydowski i wolnomularski.

Najwcześniej zaczął nań oddziaływać uniwersalizm rzymski. Opanował jego wyobraźnię jeszcze w czasach szkolnych, kiedy to Coudenhove zabrał się do systematycznej lektury dzieł wielkich filozofów od Platona do Nieteschego. "Największy jednak wpływ" -- pisze o sobie -- "na moją postawę życiową wywarła filozofia stoicka. Moje pierwsze przemówienie szkolne miało za temat Marka Aureliusza, a lekturą nadobowiązkową stały się pisma Seneki w oryginale łacińskim, pisma autora, który nie należał do klasyków szkolnych". Był to ten sam Seneka -- prekursor kosmopolityzmu, który głosił, że świat jest jego ojczyzną i że natura stworzyła wszystkich ludzi jako krewnych. Młodego adepta stoicyzmu zafascynowało jednak nie tylko to oblicze uniwersalizmu rzymskiego, które ukazywało powszechność kultury języka, prawa, ale także i to, które świadczyło o zewnętrznym ładzie i porządku utrzymywanym na ogromnym obszarze Imperium Rzymskiego za pomocą brutalnej siły. Wydawałoby się dziwne, że człowiek, który potem wzdragał się przed wojnami, popierał pacyfizm, bronił szacunku dla odrębności narodowych, mógł ulec fascynacji metodami stosowanymi przez Cezara i jego dziełem wzniesionym, bądź co bądź, na krzywdzie ludzkiej. Jeśli się jednak zważy, że Paneuropa nie miała być tworem papierowym, ale realną siłą, co najmniej równą potędze każdego z pozostałych mocarstw, to zachwyt Coudenhovego "pokojem rzymskim" czy osobą Cezara staje się zrozumiały jako logiczne dopełnienie całości jego poglądów. W swym studium pt. Held oder Heiliger? Coudenhove napisał: "Odczuwamy postać Cezara nie jako nam obcą, lecz jako nam współczesną. Przedstawia się on nam jako realista o zdrowych instynktach, o zdrowej woli władania, o zdrowym sądzie; jako człowiek wyposażony w silę, rozum i wolę, niezbędne do uporządkowania i odnowienia świata zgodnie z jego doczesnymi potrzebami. (...) Uważamy Cezara za pierwszego nowoczesnego człowieka, który był bardziej europejskim niż helleńskim. On był właściwym założycielem Europy: przez zdobycie Galii przesunął punkt ciężkości Imperium Rzymskiego ku północy i zachodowi, znad Morza Śródziemnego ku Europie".

Innym źródłem inspiracji ideologicznej Coudenhovego, źródłem, które otworzyło się przed nim mniej więcej w tym samym czasie co uniwersalizm rzymski, a może nawet nieco wcześniej, ale które z czasem całkowicie zmajoryzowało inspirację antyczną, był uniwersalizm żydowski. I to głównie w wypaczonej interpretacji talmudycznej. Sięgnięcie do tego źródła było prostą konsekwencją atmosfery domu Coudenhovego, która była zdecydowanie filosemicka. Decydujący wpływ na ukształtowanie się w Coudenhovem postawy judeofilsikiej graniczącej czasem z judeomanią, wywarł jego ojciec, Heinrich (pomawiany przez Richarda o anglomanię), który był autorem dzieła pt. Das Wesen des Antisemitismus. Jeszcze po drugiej wojnie światowej Richard uważał tę książkę za podstawowe dzieło na temat problemu żydowskiego. Autor tego dzieła przedstawia historię nienawiści względem Żydów - począwszy od Antiocha Syryjskiego aż do sprawy Dreyfusa -- i główną jej przyczynę widzi w fanatyzmie religijnym i jego następstwach. Zalążki antysemityzmu powstają w większości wypadków już w dzieciństwie człowieka, gdy dziecko chrześcijańskie uczy się, że Zbawiciel został ukrzyżowany przez Żydów. Książka poddaje miażdżącej krytyce teorie antysemityzmu rasistowskiego i wykazuje, że nie ma wcale ani rasy aryjskiej ani semickiej, a tylko istnieją grupy językowe w tych nazwach. Żydzi, zdaniem jej autora, w swej większości nie są potomkami dawnych mieszkańców Palestyny, ale prozelitami pochodzącymi ze wszystkich narodów basenu śródziemnomorskiego, którzy przez religię zostali połączeni w sztuczną wspólnotę narodową. Ruch antysemicki jest dla niego produktem zawiści, braków w wykształceniu oraz nietolerancji, która grozi poważnymi niebezpieczeństwami całej naszej cywilizacji. Aczkolwiek takie ujęcie problemu antysemityzmu wyłącznie od zewnątrz, od strony społeczeństw nieżydowskich i pominięcie analizy stosunków wewnątrz społeczności żydowskiej jest jednostronne i nie może dać odpowiedzi na wiele ważnych pytań, np. skąd bierze się antysemityzm w narodach niechrześcijańskich, np. muzułmańskich, dlaczego występował w niechrześcijańskich lub nawet ateistycznych kręgach narodów katolickich itp. -- to jednak Coudenhove przyjął je za swoje. Stało się ono punktem wyjścia dla jego działalności pisarskiej. W miesiąc po wybuchu I wojny światowej pisał do Idy Roland, że nienawiść wobec narodów, która w ostatnim tysiącleciu miała podłoże religijne, obecnie ma podłoże rasowe, a winę "za to wszystko ponoszą tacy uczeni, jak Gobineau i Chamberlain, i to w stopniu większym niż wojowniczy mężowie stanu. Mój ojciec musiał to przeczuć, gdy świadomie przeciwstawiając się Chamberlainowi zwalczał antysemityzm; chcę kontynuować całe jego dzieło w tym samym kierunku". I tak się stało. Jednocześnie ze zwalczaniem antysemityzmu Coudenhove odkrywał w żydostwie pierwiastki uniwersalistyczne niezwykle cenne dla budowy Paneuropy. Mimo iż Żydzi nie są wyznawcami wiary chrześcijańskiej, "są dziś w Europie szermierzami ludzkości, braterstwa, pokoju i sprawiedliwości. Jak potomkowie i następcy europejskiego rycerstwa powinni wysoko cenić etykę heroiczna, podobnie piecza nad etyką społeczną jest wielką misją żydostwa. Zadaniem bowiem narodu żydowskiego nie jest stworzenie małej azjatyckiej republiki i dodanie do różnorodnych nacjonalizmów jeszcze jednego, ale stanie się -- w oparciu o swą wielką tradycję, która prowadzi od Mojżesza i proroków poprzez Chrystusa do współczesnego socjalizmu -- sumieniem społecznym kultury europejskiej. Ze zniknięciem bowiem wiary chrześcijańskiej grozi Europie niebezpieczeństwo nowej epoki barbarzyńskiej, której początki łatwo możemy rozpoznać. Instynkty chrześcijańskie Europejczyków są za słabe, by mogły zastąpić religię chrześcijańską. Dlatego Żydzi wraz z ich instynktami społecznymi stanowią tak szczęśliwe wypełnienie tego braku i tak istotny element kultury, że bez zagrożenia swego życia Europa nie może zeń zrezygnować". Idąc tą drogą, Coudenhove doszedł do uniwersalizmu starotestamentowego, ale nie w jego interpretacji chrześcijańskiej, lecz częściowo w interpretacji postępowej elity nowożytnego żydostwa, głównie jednak w interpretacji ortodoksyjnej (talmudycznej). Ponieważ ta ostatnia zacieśniała uniwersalizm do powszechności jedynego Boga i do powszechności panowania Izraela na ziemi, Coudenhove ulegając jej, wyznaczył żydostwu specjalną rolę w dziele utrzymania Paneuropy: jej "Przywódcami mają być Żydzi, ponieważ dobrotliwa Opatrzność obdarzyła Europę Żydami jako nową rasą szlachecką z łaski Ducha". A więc rządzącymi mieli być przedstawiciele narodu przez Boga wybranego, rządzonymi natomiast -- na długą metę -- mieszańcy eurazyjsko-negroidalni. "Dla Paneuropy życzę sobie", pisał Coudenhove, "eurazyjsko-negroidalnej rasy przyszłości, aby osobowości zapewnić róznorakość". W wypowiedzi tej Coudenhove wzniósł się na szczyty swego uwielbienia dla żydostwa. Widać w mm wyraźny wpływ uniwersalizmu starotestamentowego, wypaczonego przez ograniczenia na rzecz partykularyzmu żydowskiego i przez swoiście pojętą ideę wybraństwa Bożego. Tak to zaczynając od postawionej jeszcze w 1914 r. walki z rasistowskim antysemityzmem doszedł Coudenhoye do rasistowskiego filosemityzmu. Widocznie uszło jego uwagi, że aryjczycy (względnie, jego zdaniem, "ludy aryjskiego obszaru językowego") mogą uważać rasizm filosemicki za rasizm antyaryjski i że w świetle etyki, nie tylko chrześcijańskiej, lecz i naturalnej, każdy rasizm, obojętnie, czy "filo", czy "anty", jest zjawiskiem ujemnym.

Trzecim źródłem, z którego Coudenhove czerpał natchnienie dla swych pomysłów paneuropejskich, był uniwersalizm wolnomularski. W porównaniu z innymi źródłami jego wpływ był najsilniejszy, najrozleglejszy i najtrwalszy. Wynikało to przede wszystkim stąd, że sam Coudenhove był masonem wysokiego stopnia. W uniwersalizmie wolnomularskim znalazł on nie tylko potwierdzenie tych wszystkich idei, które tworzyły atmosferę jego domu rodzinnego i tych, które miały swe źródło w uniwersalizmie żydowskim, ale także i inspirację do oryginalnego rozwinięcia wolnomularskiego humanizmu ponadnarodowego. Tam też, w zjednoczeniu ludzkości, jako w głównym celu wolnomularstwa szeroko przez nie rozgłaszanym, tkwił bodziec do jego realizacji w postaci cząstkowego zjednoczenia świata europejskiego. Stamtąd wywodziły się wszystkie główne atrybuty jego Paneuropy: jej .przejściowy charakter jako formy ustrojowej na drodze do republiki światowej; jej laickość jako cecha społeczeństw w niej połączonych; jej anarodowość w sensie zerwania z tradycyjnym pojęciem narodu i odłączenia narodu od państwa; jej pokojowość jako postulat nie tylko etyki, lecz także mądrości. Na zakończenie trzeba jeszcze podnieść, ze w rzędzie tych uniwersalizmów, które stały się korzeniami stworzonej przez Coudenhovego doktryny paneuropejskiej, nie można umieścić uniwersalizmu chrześcijańskiego, aczkolwiek ekspozycja samej ideologii paneuropejskiej aż roi się od wyrażeń powstałych z połączenia rożnych słów z przymiotnikiem "chrześcijański": etyka chrześcijańska, tradycja chrześcijańska, socjalizm chrześcijański itp. Coudenhove bowiem, mówiąc o chrześcijaństwie ma na myśli konkretne zjawiska natury socjologicznej albo pewien, autonomiczny system etyczny albo tradycyjny sentyment dla pewnych wartości, które już dawno utraciły swe korzenie chrześcijańskie. ale nigdy nie mówi o chrześcijaństwie jako o religii, której istotą jest wiara w bóstwo Jezusa Chrystusa. Omijanie tego, co w religii chrześcijańskiej jest najważniejsze i co rodzi konsekwencje określanie przymiotnikiem "chrześcijańskie", pozwala mu żonglować różnymi pojęciami i postaciami i układać z nich błyskotliwe konfiguracje myślowe. Dzięki temu mógł zestawić w jednym zdaniu Sokratesa jako proroka greckiego indywidualizmu i Nietzschego jako proroka germańskiego heroizmu z Chrystusem, jako prorokiem żydowskiego socjalizmu. Efektowność jednak tego zestawienia rozwiewa się, jeśli się weźmie pod uwagę -- czego Coudenhove nie czyni -- że Chrystus jako Syn Boży został przez Żydów odrzucony, nie mógł więc być prorokiem przez nich stworzonego socjalizmu. Ta i jej podobne wypowiedzi o chrześcijaństwie, powtarzające się w różnych pracach Coudenhovego, mogą robić wrażenie, że autor ich był przekonanym wyznawcą religii chrześcijańskiej. Jest to tylko wrażenie i to mylne. Coudenhove miał jedynie podziw dla pewnych nauk Chrystusa, jedynie uznawał pewną rolę chrześcijaństwa w dziejach Europy, ale wiele jego wypowiedzi świadczy o tym, że nie rozumiał on podstawowych prawd o łasce, grzechu, odkupieniu itp. należących do istoty religii chrześcijańskiej. Wypowiedzi te nie są wypowiedziami znającego i aprobującego swą religię chrześcijanina, choć autor ich formalnie przynależał do kościoła katolickiego. Gdy układał szokujące i błyskotliwe paradoksy na temat chrześcijaństwa, tylko otwierał sobie tym drogę do kontaktów i dialogu z pewnymi kołami katolickimi czy w ogóle chrześcijańskimi, od których spodziewał się poparcia dla swej ideologii. Nie znaczy to jednak, że inspirował go do tego uniwersalizm chrześcijański, uniwersalizm religii żywej; drogę doń zagradzał mu bowiem relatywizm religijny, mocno zakorzeniony w jego naturze pod wpływem ideologu wolnomularskiej.

Całość doktryny zjednoczenia Europy opracowana przez Coudenhovego przedstawia konstrukcję zwartą, wewnętrznie spójną i opartą w dużej części na przesłankach racjonalnych. Od strony merytorycznej konstrukcja ta budzi jednak wiele zastrzeżeń i sprzeciwów. Składające się bowiem na nią tezy sformułowane zostały w formie bardzo dużych uogólnień, wskutek czego treść ich uległa pochopnym i nierzadko mylącym czy wręcz błędnym uproszczeniom. Coudenhove był człowiekiem gruntownie wykształconym, o dużej i żywej inteligencji, poruszał się więc swobodnie po różnych obszarach filozofii i historii, z łatwością przekraczał granice epok i kontynentów, nie miał więc trudności w tworzeniu zaskakujących i często olśniewających syntez. Odbywało się to jednak kosztem różnych szczegółów i okoliczności, nieraz bardzo ważnych, ale z konieczności pomijanych, co musiało się odbić ujemnie na ścisłości lub wręcz prawdziwości rożnych syntetycznych wypowiedzi. Pisząc np. o szlachcie, formułuje następującą syntezę: "Szlachta przeszłości opierała się na ilości: szlachta feudalna na ilości przodków, a plutokratyczna na ilości posiadanych milionów. Natomiast szlachta przyszłości będzie się opierać na jakości: na wartości osobistej, na osobistej doskonałości; na doskonałości ciała, duszy i umysłu". Dla podkreślenia walorów szlachty przyszłości (arystokracji ducha) została ona odrzucona na ciemne tło szlachty przeszłości i ujęta w ramy kontrastu: ilość -- jakość. Rzecz tylko w tym, że o randze rodu szlacheckiego w przeszłości wcale nie decydowała wyłącznie ilość przodków, ale także ich pozycja, którą zajmowali w społeczeństwie, na dworze monarchy, w służbie dyplomatycznej itp. Z dwóch rodów jednakowo dawnych, tzn. mających tę samą ilość przodków, ten bywał wyżej ceniony, który miał wśród swych antenatów więcej ludzi wybitnych: hetmanów, posłów, senatorów, urzędników dworskich, rycerzy, którzy odznaczyli się na polach walki itp. A o tym decydowały już cechy jakościowe: sprawność fizyczna, walory umysłu, hart woli itd. Uwaga ta nie ujmuje niczego z atrakcyjności samej koncepcji arystokracji ducha, wskazuje jedynie na to, że synteza, na tle której została ona przedstawiona, operująca kontrastem między ilością a jakością, jest nie do utrzymania. Podobnie zbudowane są liczne imię twierdzenia syntetyzujące, którym Coudenhove wyznacza ważne zadania w swej doktrynie i które w podobny sposób mogą być zakwestionowane lub nawet obalone. Nie sposób ich tu wszystkich zaprezentować i przeanalizować.

Merytoryczna strona doktryny paneuropejskiej stworzonej przez Coudenhovego nasuwa jeszcze jedną bardzo ważną uwagę. Dotyczy ona kluczowego w tej doktrynie pojęcia narodu. Coudenhove podaje taką definicję narodu, która ogranicza się do użalania za jego cechy konstytutywne świadomą wspólność kultury i losów dziejowych. Grupa ludzi wykazująca tę świadomość albo już jest politycznie zjednoczona, albo dąży do zjednoczenia czy też uzyskania wolności. Definicja ta pozwala Coudenhovemu uznać wszystkich mieszkańców Europy za jeden naród, rozczłonkowany językowo i politycznie na różne grupy. Dlatego że pomija wspólność języka jako jedną z cech tworzącą naród. Uważa, że nie jest ona koniecznym elementem pojęcia narodu, gdyż są narody wielojęzyczne: szwajcarski, chiński, hinduski, radziecki. Stanowisko to budzi zastrzeżenie, gdyż nawet, jeśli w zacytowanych przykładach język nie był więzią konieczną do powstania narodu, to nie znaczy, że w innych wypadkach takiej roli nie spełnił. Właśnie narody europejskie z reguły powstawały w oparciu o wspólny język. To samo odnosi do narodu amerykańskiego, na co nawet Coudenhove zwraca uwagę: "Ci mieszańcy ze wszystkich narodów europejskich, powiązani w jedną wspólnotę dziejów przez wspólny język, obyczaj i formy życia, czują się jednym, silnym i dumnym narodem". Jeśli zatem narody europejskie powstały na gruncie wspólnych języków, to ta rozmaitość języków jest obecnie przeszkodą w powstaniu nowego, jednego narodu europejskiego. Muszą więc istnieć lub powstać jakieś silniejsze więzi między narodami europejskimi, które uczyniłyby z nich jeden naród. Czy funkcję tę może spełnić świadomość wspólnej kultury i świadomość wspólnych losów dziejowych? Wydaje się, że nie ma jednej kultury europejskiej. To, co określa się tym bardzo nieprecyzyjnym wyrażeniem, stanowi jedynie podobieństwa między kulturami różnych narodów europejskich: Istnieją natomiast wspólne korzenie kultur narodów europejskich. I te wspólne korzenie są europejskie, tzn. antyczne i chrześcijańskie. Korzenie są wspólne, ale to, co z nich wyrasta jest mniej lub bardziej odmienne, gdyż przetworzone przez odrębne i różne psychiki narodowe. Romantyzm, naturalizm, impresjonizm itd. mają wspólne korzenie, ale ich wyrazy w kulturze .poszczególnych narodów były i są w jakimś przynajmniej stopniu odmienne. W tej rozmaitości tkwi właśnie cały urok .narodowych kultur europejskich, ale zarazem i przeszkoda w powstaniu świadomości wspólnej kultury europejskiej i w wytworzeniu się poczucia przynależności do jednego narodu europejskiego. Odmienności te bowiem wzmacniają psychiczne więzi narodowe i pogłębiają świadomość odrębności narodowej. Również i druga więź -- świadomość wspólnych losów dziejowych -- nie wydaje się przydatna do stworzenia jednego narodu europejskiego. Coundenhove pisze np.: "Przez pełne tysiąclecie, od pierwszego oblężenia Konstantynopola przez Arabów (673) aż do drugiego oblężenia Wiednia przez Turków (1683) kultura europejska była zagrożona przez islam. Przeciw temu zagrożeniu walczono na Bałkanach, w Europie środkowej, w Hiszpanii, na Sycylii, w południowej Francji i w południowej Italii, w Palestynie, Syrii, Egipcie, Tunisie, aż w końcu zostało ono przezwyciężone". Nasuwa się tu myśl, że owa walka z islamem nie może być uznana za przejaw wspólnoty dziejów narodów europejskich, gdyż prowadzona była w różnym czasie, przez różne narody, w różnych miejscach i w różnym nasileniu. Wojny Polski z Turkami, które toczyły się w ciągu około dwustu lat (od końca XV w. do końca XVII w.) nie były odczuwane przez Hiszpanię jako wojny z potęgą zagrażającą ich krajowi. Wojny prowadzone z Arabami na Półwyspie Iberyjskim do końca XV wieku nie były odczuwane w Polsce jako zmagania z wrogiem zagrażającym bezpośrednio całości Rzeczypospolitej. Polska miała wówczas inne kłopoty i nie można utrzymywać, że walka z islamem w Hiszpanii była przejawem jej wspólnych z Europą losów dziejowych. To samo można powiedzieć o walkach z islamem w południowej Francji czy na Sycylii. Walka z konkretnym wyznawcą islamu: Arabami czy 'Turkami zacieśniała więzy w narodzie, który w tej walce uczestniczył, gdyż wytwarzała poczucie wspólnego losu dziejowego w grupie ludzi zagrożonych tym samym niebezpieczeństwem. Nie mogła zaś wytwarzać takiego poczucia we wszystkich narodach europejskich, gdyż nie wszystkie były jednocześnie przez to samo niebezpieczeństwo zagrożone. Podobnie wątpliwe wydaje się twierdzenie, że w czasach wypraw krzyżowych Europa była nie tylko wspólnotą kulturową, lecz także przebywała wspólne losy dziejowe. W wyprawach tych nie brały udziału wszystkie narody europejskie. Polacy np. w nich nie uczestniczyli. Już w czasie istnienia pierwszego Królestwa Jerozolimskiego, powstałego w wyniku pierwszej wyprawy krzyżowej, Polska przeżyła najazd cesarza niemieckiego Henryka V (1109). Trudno więc, by mogła się wytworzyć dziś w narodach europejskich świadomość wspólnych losów dziejowych. A jeśli nawet w jakichś kręgach społeczeństw europejskich dziś istnieje, to nie jest na tyle silna, by przeważyć znaczenie dzielących narody różnic językowych. Nie ma więc w Europie czynnika, który mógłby -- jak to się stało w Chinach czy Indiach -- stworzyć jeden naród ze społeczności wielojęzycznych. Wszystkie trudności i wątpliwości, które można wysunąć pod adresem koncepcji jednego narodu europejskiego, aczkolwiek same w sobie często błahe, nabierają wielkiego znaczenia, jeśli się zważy, że koncepcja ta stanowi główny filar doktryny paneuropejskiej skonstruowanej przez Coudenhovego. Coundenhove nie należał do ideologów, którzy stworzywszy teoretyczne dzieło, pozostawili jego realizację wyłącznie innym osobom. Uważał bowiem, że obowiązkiem jego, tak samo jak każdego świadomego Europejczyka, jest aktywny udział w dziele zjednoczenia Europy. Wziął więc na siebie także rolę architekta-twórcy Paneuropy. Akcję swą zaczął od rozesłaaua w jesieni 1923 r. książki pt. Pan-Europa w licznych egzemplarzach propagandowych po całym świecie. Książka jego zamykała się zapowiedzią powołania do życia we wszystkich państwach europejskich ruchu i organizacji pod nazwą Unii Paneuropejskiej. "Znakiem, w którym zjednoczą się paneuropejczycy wszystkich państw" -- kończył Coudenhove -- "jest 'krzyż słoneczny: czerwony krzyż na złotym słońcu, symbol ludzkości i rozumu. Ta flaga .miłości i ducha powinna kiedyś powiewać od Portugalii po Polskę nad jednym mocarstwem światowym pokoju i wolności". Już po miesiącu Coudenhove otrzymał zgłoszenia ponad tysiąca osób gotowych wstąpić w szeregi członków Unii Paneuropejskiej. Pierwszy zaś duży zastrzyk finansowy przyszedł od słynnego bankiera i finansisty hamburskiego, Maksa Warburga, który po przeczytaniu książki Coudenhovego zobowiązał się przeznaczać przez trzy lata na rozwinięcie ruchu paneuropejskiego po 60 000 marek w złocie. Wsparcie to pozwoliło Coudenhovemu rozwinąć szeroką akcję tworzenia narodowych oddziałów Unii Paneuropejskiej. W działalności tej ogromną pomocą dlań okazały się jego związki z dwoma wybitnie kosmopolitycznymi środowiskami: arystokracją i wolnomularstwem. Dzięki nim otwartą drogę do niemal wszystkich czołowych osobistości Europy i szerokie pole do zaprezentowania swych talentów jako dyplomaty w służbie idei paneuropejskiej. Najwcześniej utworzony został oddział austriacki z siedzibą w Wiedniu. Przewodniczącym jego ugodził się zostać kanclerz ks. prałat prof. dr Ignaz Seipel, który zasiadał jeszcze w ostatnim gabinecie cesarza Karola, a w młodej republice stał na czele Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej; wiceprzewodniczącymi zaś zostali: socjalista dr Karl Renner (b. minister spraw zagranicznych) oraz wicekanclerz dr F.Dinghofer, przywódca "Wielkoniemców". O Seiplu i Rennerze Coudenhove wyraził się, ze oba te nazwiska ułatwiły mu pozyskanie innych przywódców katolickich i socjalistycznych we wszystkich ośrodkach Europy. W Czechosłowacji honorowe przewodnictwo tamtejszego oddziału Unii Paneuropejskiej przyjął E.Benes, aczkolwiek sam w bezpośrednią działalność nie zaangażował się. Był jednak wraz z prezydentem T.G.Masarykiem bardzo przyjaźnie nastawiony do idei paneuropejskiej i do samego Coudenhovego, którego zaopatrzył w paszport dyplomatyczny i listy polecające do czołowych polityków francuskich, w tym i do A.Brianda . Przewodniczącym Unii Paneuropejskiej we Francji został minister L.Loucher, jedna z czołowych postaci francuskiego życia gospodarczego, stanowiska zaś wiceprzewodniczących objęli przywódcy lewicy i prawicy: L.Blum i J.Barthelemy. Akcja paneuropejska na terenie Francji zaowocowała wystąpieniem 8 września 1929 r. A.Brianda, ministra spraw zagranicznych, w Lidze Narodów z oficjalnym projektem utworzenia federacji 27 państw europejskich, zachowujących suwerenność polityczną. Prezesem Unii Paneuropejskiej w Niemczech został przewodniczący Reichstagu, socjalista P.Lobe. Spośród wybitnych osobistości Niemiec weimarskich poparcia dla idei Paneuropy udzielił gen. K. Haushofer (wysoko potem ceniony przez Hitlera z powodu jego prac z zakresu geopolityki) oraz przewodniczący Banku Rzeszy, H. Schacht. Ten ostatni, jako wolnomularz o długim stażu organizacyjnym, był do idei zjednoczenia Europy ustosunkowany bardzo przychylnie, ale była to przychylność dość osobliwa, gdyż Schacht umiał łączyć ją z podziwem dla Hitlera, którego uważał za jedynego męża stanu zdolnego do zrealizowania Paneuropy. W Niemczech Coudenhove nie nawiązał kontaktów jedynie z kierownictweto partii hitlerowskiej, co może tłumaczyć odpowiedź udzielona przez Goeringa szwedzkiemu dziennikarzowi na pytanie, jaka jest jego opinia o Paneuropie: "Jestem za Paneuropą, ale nie za Paneuropą Coudenhovego". W czasie swych podróży (propagandowych po Europie Coudenhove nie pominął Rzymu, gdzie udało mu się uzyskać audiencję u B.Mussolinielgo. Rozmowę ułatwił im F. Nietzsche, który był gorącym zwolennikiem Stanów Zjednoczonych Europy, a którego Mussolini uważał za swego mistrza, tak ze Coudenhove mógł stwierdzić z przyjemnością, ze duce jest przychylny idei Paneuropy. W Watykanie rozmawiał z sekretarzem stanu Pacellim, (późniejszym Prusem XII), który odmiennie niż jego poprzednik, Gasparri, wyrażał się o idei zjednoczenia Europy ze szczerą sympatią.

Duże trudności miał Coudenhove w zorganizowaniu polskiego oddziału Unii Paneuropejskiej, a to z powodu swego stanowiska w sprawie "korytarza" gdańskiego". Mimo to 2 lutego 1927 r. ukonstytuował się w Warszawie Komitet Organizacyjny Unii Paneuropejskiej w składzie: A.Lednicki (przewodniczący), senator J.Buzek, emerytowany minister H.Gliwic, b. poseł W.Kamieniecki, senator B.Posner, hr. W.Rostworowsiki, płk W.Sławek, dr M.Szawlewski i minister J.Targowski. Oprócz J.Buzka i W.Rostworowskiego wszyscy byli wolnomularzami. Najpóźniej, bo dopiero 2 czerwca 1939 r., doszło do założenia brytyjskiego komitetu Unii Paneuropejskiej. Stało się to możliwe dzięki wydatnej pomocy W.Churchilla i jego przyjaciela L.Amery'ego. Przewodniczącym komitetu został A. Duff Coppers, a sekretarzem V. Cazalet. Bardzo duże znaczenie dla .przygotowania realizacji Paneuropy miały organizowane przez Coudenhovego, jako przewodniczącego, kongresy Unii Paneuropejskiej: pierwszy -- w 1926 r. w Wiedniu (zgromadził on ponad 2000 delegatów z 24 państw; Polskę reprezentował wysłany przez J.Piłsudskiego A. Lednicki), drugi -- w 1930 r. w Berlinie, trzeci -- w 1932 r. w Bazylei, czwarty -- w 1935 r. w Wiedniu. Były one terenem spotkań szarych eminencji oraz oficjalnych osobistości z całej Europy, do których kompetencji i zadań miało należeć propagowanie idei paneuropejskich i urzeczywistnienie zjednoczenia Europy przynajmniej w postaci związku państw. Zdaniem Coudenhovego, pod koniec lat dwudziestych naszego stulecia Ruch Paneuropejski był potęgą moralną: jednoczył w swych szeregach duchową elitę Europy. Była to jednak swoista elita, gdyż rekrutowała się niemal wyłącznie z kręgów politycznych, intelektualnych i artystycznych o poglądach laickich, antyklerykalnych, jeśli nie wręcz antyreligijnych, liberalnych, lewicowych lub centrowo-lewicowych. Wprawdzie Coudenhove zadbał także o nazwiska z prawicy, o udział w ruchu przede wszystkim przedstawicieli chrześcijańskiej demokracji, to jednak były to tylko wyjątki: majoryzowała je większość składająca się z wolnomularzy, liberałów i -- najogólniej określając -- rzeczników lewicy laickiej. Twórcy ruchu paneuropejskiego chodziło o zadokumentowanie, że jest to ruch ponadpartyjny i ponadświatopoglądowy i dlatego tak zabiegał o udział w nim przedstawicieli prawicy. Płaszczyzna porozumienia i współpracy, którą stanowił uniwersalizm, była bardzo atrakcyjna, aczkolwiek ludzie prawicy, którzy się do niej przekonali, nie dostrzegli, ze zbieżność między uniwersalizmem chrześcijańskim a tym, który stanowił podstawę ideologii Paneuropy, jest tylko formalna: treści ich są całkowicie różne. Tylko członkowie ugrupowań wobec siebie krańcowo przeciwstawnych: komuniści i nacjonaliści nie dali się przekonać ani do ideologii , ani do ruchu paneuropejskiego. Coudenhove uważał ich za głównych wrogów Paneuropy. Ten charakter centrowo-lewicowy, antynacjonalistyczny i antykomunistyczny Ruch Paneuropejski zachował aż do wybuchu II wojny światowej, która przerwała jego pełen sukcesów rozwój. Coudenhove wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie nadal pracował na rzecz Paneuropy. Założył przede wszystkim Radę Europejską w Ameryce, która miała spełniać funkcje nieistniejącej już Unii Paneuropejskiej, a na uniwersytecie w Nowym Yorku, gdzie otrzymał katedrę historii, prowadził wspólnie z A.Zurcherem od 1941 r. Seminarium dla Badania Powojennej Federacji Europejskiej. Po powrocie do Europy w 1946 r. nie reaktywował od razu Unii Paneuropejskiej, uważał bowiem, ze nadszedł czas bezpośredniego przygotowania Europy do zjednoczenia. Ponieważ zaś zjednoczenia takiego mogłyby dokonać jedynie rządy państw w oparciu o decyzje parlamentów narodowych, Coudenhove powołał do życia Europejską Unię Parlamentarną złożoną z tych deputowanych europejskich ciał przedstawicielskich, którzy odpowiedzieli pozytywnie na przeprowadzoną przezeń uprzednio ankietę w sprawie utworzenia Federacji Europejskiej w ramach ONZ. Przewodniczącym Unii został G.Bohy, przywódca socjalistów w parlamencie belgijskim, zaś sekretarzem Coudenhove. Pierwszy jej kongres odbył się w Szwajcarii, w Gstaad, 8-12 września 1947 r. Było to już jednak ostatnie osiągnięcie Coudenhovego jako architekta zjednoczenia Europy. Stopniowo inicjatywa zaczęta mu się wymykać z rąk, a na widownię wypłynęły nowe organizacje o ideologii i celach paneuropejskich, ale o charakterze masowym, nie tak elitarne jak te, które były jego dziełem. Przyszyli nowi ludzie (R.Schuman, A. de Gasperi, K.Adenauer; szare eminencje paneuropejskie: J. Monnet i J.Retinger), którzy ujęli w swe ręce właściwą realizację zjednoczenia Europy. Wówczas to paneuropejska doktryna Coudenhovego podzieliła los większości doktryn: wszedłszy w stadium realizacji, została oderwana od swego twórcy i zaczęła żyć życiem, które w nią tchnęli jej realizatorzy. Aczkolwiek stworzone przez nich w latach pięćdziesiątych naszego stulecia wspólnoty europejskie mniej lub bardziej odbiegały pod względem charakteru, zasięgu działania oraz funkcji od zamierzeń Coudenhovego, to jednak wywodziły się one z głównych myśli jego doktryny paneuropejskiej i były przynajmniej częściową realizacją jego koncepcji Paneuropy.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group