" /> Dyskusje ogólne :: "Krzyż", czyli III RP w zbliżeniu
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Krzyż", czyli III RP w zbliżeniu

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kamil Krysztofek
Bywalec Forum


Dołączył: 25 Kwi 2010
Posty: 33

PostWysłany: Pią Mar 25, 2011 6:06 pm    Temat postu: "Krzyż", czyli III RP w zbliżeniu Odpowiedz z cytatem

Bronisław Wildstein
„Krzyż”, czyli III RP w zbliżeniu
24 mar 2011
Ewa Stankiewicz stoi przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie przez kilka miesięcy i filmuje. Rozmawia z ludźmi. Wbrew swej woli staje się obiektem niechęci i agresji wreszcie – publicysta „Rzeczpospolitej” opisuje film „Krzyż”

Ewa Stankiewicz zrobiła kolejny wstrząsający film. Film, który analizuje III RP, ale także stan naszej cywilizacji głębiej niż uczone traktaty. Przede wszystkim zaś nie tyle mówi, ile pokazuje go w zbliżeniu. W przerażającym powiększeniu. „Krzyż” odsłania zjawisko, które nazwać można rodzeniem się pogardy jako siły społecznej.

Niedawno przez polskie ekrany przeszedł nagradzany i fetowany w Europie na wszelkie sposoby film – skądinąd świetnego reżysera – Michaela Hanekego „Biała wstążka”. Miał on ukazywać genezę nazizmu. W rzeczywistości gruntownie i, co gorsza, w sugestywnej formie, fałszował historię, uznając niemieckie demony za płód patriarchalnego, rygorystycznego protestantyzmu – czytaj: etyki chrześcijańskiej czy religijnej po prostu.

„Wiek XX”, równie doskonały film Bernarda Bertolucciego sprzed 40 lat, pokazywał powstawanie faszyzmu według marksistowskiej wykładni równie fałszywie, jak wizje Hanekego tworzone na podstawie współczesnej, liberalnej receptury.

„Krzyż” Stankiewicz łapie podobne do analizowanego w tamtych filmach zjawisko na gorącym uczynku i dokumentuje. Nie chcę używać określenia „faszyzm” czy „nazizm” nie tylko z powodu ich wyświechtania. Nigdy nie obcujemy z dosłowną powtarzalnością historycznych zjawisk. Zwykle nie jesteśmy jednak w stanie wyplątać się z naszych doświadczeń i walczymy z nieistniejącymi zagrożeniami przeszłości, choć analogiczne do nich, w nowej formie, sytuują się już zupełnie gdzie indziej.

CAŁOŚC:
http://www.rp.pl/artykul/631855.html


Ostatnio zmieniony przez Kamil Krysztofek dnia Pią Mar 25, 2011 6:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 02 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 02, 2016 8:54 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Kamil Krysztofek
Bywalec Forum


Dołączył: 25 Kwi 2010
Posty: 33

PostWysłany: Pią Mar 25, 2011 6:11 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

POSTANOWIŁEM ZARCHIWIZOWAC TEN CALY TEKST. Warto go w przyszłosci cytować Wildstein jest bardzo dobry. "Rzepa" też.

"Krzyż", czyli III RP w zbliżeniu
Bronisław Wildstein 24-03-2011, ostatnia aktualizacja 24-03-2011 19:10
Ewa Stankiewicz stoi przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie przez kilka miesięcy i filmuje. Rozmawia z ludźmi. Wbrew swej woli staje się obiektem niechęci i agresji wreszcie – publicysta "Rzeczpospolitej" opisuje film "Krzyż"

Przeciwnicy krzyża używają ideologicznego frazesu, którym karmieni są na co dzień, potem krzyku i obelgi – pisze Wildstein (powyżej kadr z filmu „Krzyż")

Ewa Stankiewicz zrobiła kolejny wstrząsający film. Film, który analizuje III RP, ale także stan naszej cywilizacji głębiej niż uczone traktaty. Przede wszystkim zaś nie tyle mówi, ile pokazuje go w zbliżeniu. W przerażającym powiększeniu. "Krzyż" odsłania zjawisko, które nazwać można rodzeniem się pogardy jako siły społecznej.

Dokumentowanie nienawiści

Niedawno przez polskie ekrany przeszedł nagradzany i fetowany w Europie na wszelkie sposoby film – skądinąd świetnego reżysera – Michaela Hanekego "Biała wstążka". Miał on ukazywać genezę nazizmu. W rzeczywistości gruntownie i, co gorsza, w sugestywnej formie, fałszował historię, uznając niemieckie demony za płód patriarchalnego, rygorystycznego protestantyzmu – czytaj: etyki chrześcijańskiej czy religijnej po prostu.

"Wiek XX", równie doskonały film Bernarda Bertolucciego sprzed 40 lat, pokazywał powstawanie faszyzmu według marksistowskiej wykładni równie fałszywie, jak wizje Hanekego tworzone na podstawie współczesnej, liberalnej receptury.





"Krzyż" Stankiewicz łapie podobne do analizowanego w tamtych filmach zjawisko na gorącym uczynku i dokumentuje. Nie chcę używać określenia "faszyzm" czy "nazizm" nie tylko z powodu ich wyświechtania. Nigdy nie obcujemy z dosłowną powtarzalnością historycznych zjawisk. Zwykle nie jesteśmy jednak w stanie wyplątać się z naszych doświadczeń i walczymy z nieistniejącymi zagrożeniami przeszłości, choć analogiczne do nich, w nowej formie, sytuują się już zupełnie gdzie indziej.

Żałoba, czyli spotkanie

Film Stankiewicz pokazuje współczesne źródła postaw, które kiedyś płodziły nazizm czy faszyzm. Dokumentuje wyrastającą z nihilizmu pogardę prowadzącą do nienawiści wobec tych, którzy procesom tym nie ulegają i stają się żywym wyrzutem sumienia w "wyzwolonym" świecie. Filmuje nienawiść, która przeradza się w akceptację dla zbrodni.

Stankiewicz nie komentuje, nie narzuca swojego zdania, choć jej film jest wielkim komentarzem i podsumowaniem. Stoi przed prezydenckim pałacem przez kilka miesięcy i filmuje. Zadaje pytania i rozmawia z ludźmi. Wbrew woli staje się także bohaterką, obiektem niechęci i agresji wreszcie. Jej film ma charakter bezpośredniego przeżycia, ale jest także obrazem gorącej rzeczywistości przyłapanej chłodnym okiem kamery

Na początku jest podniośle.Tragedia smoleńska wyprowadza ludzi na ulice i pozwala im się ze sobą spotkać. Polacy odkrywają, że żyją w kraju, którego obraz kreowany przez opiniotwórcze ośrodki radykalnie odbiega od ich doświadczeń, w państwie, które nie jest ich. Okazuje się, że tak jak oni myśli wielu i że mają oni za sobą podobne doświadczenia.

Zaczyna się od najprostszych spostrzeżeń. Kontrastu między medialnym wizerunkiem nieżyjącego prezydenta a rzeczywistością. Dzielenia się informacjami o zdarzeniach i zjawiskach nieistniejących w oficjalnym przekazie. W tych rozmowach po drugiej stronie uczestniczą rodacy ukształtowani przez medialną propagandę. Nie dostrzegają problemów. Domaganie się sprawiedliwości to dla nich polowanie na czarownice. Kiedy słyszą, że dawni właściciele PRL w III RP przekazują władzę i wpływy swoim dzieciom, a krytycy tego stanu rzeczy domagają się tylko równości szans, nie bardzo mają co odpowiedzieć.

Jak wszystko w III RP, żałobnicy odbiegają od swoich medialnych wizerunków. Są wśród nich młodzi, wykształceni, którzy wygłaszają przemyślane sądy, a w odpowiedzi zwykle słyszą komunały. Często zresztą zamiast nich pojawia się epitet. Przecież takie poglądy prezentować mogą tylko "mohery" albo "pisiaki". Ale rozmowa i dyskusja ciągle są możliwe. Odbywają się w cieniu krzyża postawionego tam dla upamiętnienia poległych pod Smoleńskiem.

Wiara jako skandal

Symbole narodowe i religijne się przeplatają, gdyż kultura ufundowana jest na religii, a polskie doświadczenia są w tym względzie szczególnie wymowne. Trudno sfery te od siebie oddzielić.

Jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta było usunięcie krzyża sprzed pałacu, co Bronisław Komorowski ogłosił w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Dramatyczna próba wykonania tego postanowienia, którą oglądamy w filmie, zostaje udaremniona, choć krzyż osłonięto barierkami i otoczono kordonami policji i straży miejskiej. Od tego momentu jednak relacje między obrońcami krzyża a ich antagonistami się zmieniają, a różnica pogłębia.

Trwają jeszcze rozmowy, ale wrogość narasta. I, jak zwykle w naszej rzeczywistości, zaczyna się od odwrócenia znaczeń. To grupka modląca się pod krzyżem uznana zostaje za napastników. To oni mają reprezentować nietolerancję, zagrożenie wolności, są upostaciowieniem zmór ze snów liberalnego, rozdokazywanego, współczesnego mieszczucha. Tamci, religijni, poważnie traktujący wspólnotowe zobowiązania przeszkadzają w beztroskiej zabawie, w którą ma się zamienić życie. Skandalem jest samo ich istnienie.

Obelga, profanacja, agresja

Ci pod krzyżem, czyli inni, najpierw mają zostać naznaczeni, a potem wyeliminowani. Na razie z przestrzeni publicznej. – Krzyż do kościoła, modlić się w kościele! – wyją coraz bardziej wrogo grupki odprawiających rytuał prymitywnej zabawy na ulicy. Oburza ich religia, powaga i symbolizujący ją krzyż. Ulica, przestrzeń publiczna ma należeć do nich.

– Jestem czarnym Żydem, homoseksualistą... – prowokuje podpity, wyglądający raczej na cwaniaka z Targówka, gość, który podchodzi do spokojnych ludzi zebranych wokół krzyża. Uznaje, że nazwał to, czego tamci muszą nienawidzić. Muszą być homofobami, rasistami i antysemitami. Innymi słowy, zasłużyli na nienawiść i eliminację. Obrońcy krzyża mają być sektą, ludźmi chorymi psychicznie. Powinni być zamknięci.

Na naszych oczach wyłania się metafora współczesnej Europy.

Przeciwnicy krzyża używają ideologicznego frazesu, którym karmieni są na co dzień, potem krzyku i obelgi. Frazes mówi, że religia jest czymś nieprzyzwoitym i dlatego może być praktykowana prywatnie lub wyłącznie w przeznaczonych do tego miejscach w przeciwieństwie np. do seksu. Krzyk ma zagłuszyć wątpliwości i argumenty. Obelga odczłowiecza, pozwala odczuwać pogardę.

– Jest pani idiotką – mówi przechodzień do autorki filmu. – Dlaczego? – pyta Stankiewicz. – Bo wygląda pani na idiotkę! – słyszy odpowiedź.

Obelga przeradza się w profanację, próbę najgłębszego dotknięcia obrońców krzyża. Pojawiają się kolejne kombinacje: krzyż z puszek piwa Lech czy ukrzyżowany pluszowy miś.

Ta narastająca, symboliczna, słowna przemoc stopniowo prowadzi do przemocy dosłownej, fizycznej. Na początku są tylko obietnice.

– Należy was zbombardować, zniszczyć! – krztusi się wściekłością młody człowiek. Manifestacje obojętności wobec śmierci prezydenta przeradzają się w deklaracje satysfakcji z tego powodu i życzenia śmierci jego brata. Szczególną nienawiść wywołuje przecież partia uznana za emanację obrońców krzyża. Akt wściekłego, zespołowego rozrywania pluszowych kaczorów staje się plemiennym rytuałem.

Młodzi pytani o zabójstwo działacza PiS krztuszą się ze śmiechu. Przecież to tylko "pisiak". Zasłużył na to, co dostał. – Pizdy z pisu! – słyszymy coraz częściej obok innych wyzwisk.

Obelgom zaczyna towarzyszyć fizyczna agresja, która rozgrywa się przy akompaniamencie głupawych piosenek.

Porządek przemocy

Wszystko to toczy się pod nadzorem wyjątkowo licznych przedstawicieli służb porządkowych: policji i straży miejskiej. Funkcjonariusze nie zauważają aktów agresji wobec obrońców krzyża i ich stronników. Występują po stronie napastników.

Napadnięta Stankiewicz jest ostro przesłuchiwana. Stoimy wobec odwróconej rzeczywistości, którą nadzoruje władza. W pewnym momencie grupka szydzących z obrońców krzyża roztapia się w tłumie policjantów. – Czy panowie są z policji?! – pyta Stankiewicz i nie otrzymuje odpowiedzi.

"Krzyż" nie jest reportażem śledczym, ale ta scena, tak jak wątek wsparcia bojówek atakujących obrońców krzyża przez siły porządkowe, odsłania inny mechanizm wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu. Agresorzy używają języka, w który zostali wyposażeni przez dominujące ośrodki opiniotwórcze. Są efektem tworzonego przez nie przemysłu pogardy i nienawiści. Okazuje się, że najprawdopodobniej są także – a w każdym razie w jakiejś mierze – sterowani przez rządzących, którym nie na rękę jest pamięć o nieżyjącym prezydencie i katastrofie smoleńskiej.

To działanie posuwa się dalej. Paru żałobników zostało przez policję siłą zawiezionych do szpitala psychiatrycznego. Szpital zamknął ich, chociaż po jakimś czasie musiał wypuścić. Jeszcze. Przecież, jak powtarza się w wypowiedziach napastników, ludzie modlący się na ulicy – a może ogólnie, modlący się (jak można?! w XXI wieku?!) – to przypadki psychiatryczne. – A ludzie chorzy psychicznie muszą być zamykani w szpitalach! – wykrzykuje jeden z młodych, wykształconych, oburzonych krzyżem.

Niedaleko ma swoją siedzibę "Nowy, wspaniały świat", klub radykalnie lewicowej "Krytyki Politycznej", która na szczególnych warunkach wyjątkowo atrakcyjny lokal dostała od powołującej się nieustannie na swoją katolicką religijność prezydent Warszawy. Młodym lewicowcom, dla których słowem kluczem jest "wykluczenie", a jednym z ewangelistów – Michel Foucault, nie przyjdzie do głowy, że paradoksalnie realny przykład tego, o czym pisał autor "Nadzorować i karać", rozgrywa się dwa kroki od ich modnego klubu.

Dla Foucaulta norma zdrowia psychicznego była jednym z ważniejszych mechanizmów narzucania dominującej kultury. Ci, którzy się w niej nie mieścili, byli karani osadzeniem w psychiatrycznym szpitalu i poddawani przymusowej terapii. Abstrahując od wątpliwości, które budzi ta teoria, okazuje się ona pasować do współczesnej Europy i III RP jako jej karykaturalnego spełnienia. "Wykluczonymi" stają się w niej obrońcy tradycyjnej kultury. To ona klasyfikowana jest jako patologia, a jej przedstawiciele – jako mieszczący się poza normą – są karani.

Pałac i ulica

Władza w Polsce w imię swoich partyjnych interesików rozpętuje dziś nienawiść, którą "Krzyż" odsłania. Jej widomym symbolem jest prezydencki pałac. Milczący, rzęsiście oświetlony i gasnący, gdy bojówki ruszają na grupkę pod krzyżem. Czasami pojawia się prezydencki minister Jacek Michałowski, ironicznie (żeby nie powiedzieć pogardliwie) spoglądający na ludzi przed pałacem. Odmawia odpowiedzi, nieco znudzony, nieco poirytowany tym, co dzieje się na ulicy. Trafia tam zresztą tylko przypadkowo i jak najprędzej chce uciec do swojej limuzyny, pod opiekę swojego dworu.

Bezpośredniego kontaktu między pałacem a ulicą nie ma.

Jest jeszcze w "Krzyżu" uderzająca nieobecność, którą podkreślał Artur Bazak, omawiając film w tygodniku "Uważam Rze". To nieobecność Kościoła hierarchicznego. Do wyprowadzenia krzyża delegowani są młodzi, zagubieni księża. A modlić się wraz z jego obrońcami przychodzi tylko jeden kapłan, inna sprawa, że jeden z tych najbardziej znaczących z czasów opozycji i "Solidarności", przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki – ks. Stanisław Małkowski.

Drugi obieg

W dzisiejszej Polsce zaczyna się rozszerzać alternatywny obieg filmowy. Takie obrazy jak "List z Polski", "Mgła", a teraz "Krzyż" są produkowane i dystrybuowane poza oficjalnym obiegiem i niepokazywane przez media. Te dwa ostatnie powstały – wydawałoby się – wbrew zdrowemu rozsądkowi, bez żadnych środków, wyłącznie dzięki pasji i poświęceniu ich twórczyń oraz pracujących społecznie ekip. "Krzyż" Stankiewicz jest filmem, który chwyta na gorąco nasz czas i jego najgłębsze problemy. Mało prawdopodobne, żeby pokazały go polskie telewizje.

Film jest do kupienia w księgarniach
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Mar 27, 2011 8:30 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Jest jeszcze w "Krzyżu" uderzająca nieobecność, którą podkreślał Artur Bazak, omawiając film w tygodniku "Uważam Rze". To nieobecność Kościoła hierarchicznego. Do wyprowadzenia krzyża delegowani są młodzi, zagubieni księża. A modlić się wraz z jego obrońcami przychodzi tylko jeden kapłan, inna sprawa, że jeden z tych najbardziej znaczących z czasów opozycji i "Solidarności", przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki – ks. Stanisław Małkowski.

I to jest dla mnie najbardziej w tej sprawie niesamowite. Totalny marazm panujący w hierarchii Koscioła w Polsce - oni są prawie jawnie przeciw. Nigdy Krzyża, ani jego Obrońców nie wsparli. Czy Pan Bóg będzie czekał z karami na takich do dnia Sądu Ostatecznego? W czym ich nadzieja?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pon Mar 28, 2011 9:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Dzisiaj skierowałam do p.o. prezesa TVP Juliusza Brauna list otwarty, w którym domagam się pokazania w TVP filmu Ewy Stankiewicz pod tytułem "Krzyż". Poniżej zamieszczam treść tego listu

...
Dlatego miliony Polaków mają prawo oczekiwać pokazania w Telewizji Polskiej filmu dokumentalnego „Krzyż", w porze umożliwiającej zapoznanie się z jego treścią przez jak najszerszą widownię.
.

Całość pod http://wpolityce.pl/view/9255/Pokazac__Krzyz__Ewy_Stankiewicz_w_TVP___W_porze_umozliwiajacej_zapoznanie_sie_z_jego_trescia_przez_jak_najszersza_widownie_.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Pon Mar 28, 2011 10:55 pm    Temat postu: Nie ma czegoś takiego jak III RP! I nie było! Odpowiedz z cytatem

Nie ma czegoś takiego jak III RP! I nie było!


bloger o ksywce "Kolaska" w felietonie

"Mity założycielskie III RP"

http://kolaska.salon24.pl/291886,mity-zalozycielskie-iii-rp


napisał na koniec tak oto:

Kraj, który narodził się przy udziale pookrągłostołowych kłamstw nie może być zdrowy. To nie jest mój kraj.
Wstydzę się takiego kraju. III RP nie ma zbyt wiele wspólnego z Polską. Jest wywołującym swędzenie bękartem
Magdalenki. Zawodowi propagandyści pokroju Waldemara Kuczyńskiego i ich medialny bełkot tego nie zmieni.



Nic dodać, a tylko jedno ująć: nazwę "III RP".

Państowość ufundowana na niegodziwości NIE zasługuje na umieszczenie jej w szeregu numerowanych
Rzeczypospolitych Polskich.
W przeciwnym razie Polska Ludowa (1944-89) powinna zostać uznana za "III RP",
a to, co mamy od 1989 roku, należy uznać za "IV RP". Zresztą tak właśnie to sformułował bardzo znany człowiek:
Zdzisław Jeziorański znany jako "Jan Nowak" i jako "Kurier z Warszawy" ("U progu IV Rzeczypospolitej",
"Gazeta Wyborcza", nr 43 z 7 lipca 1989 r.).

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri


Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Sob Sie 20, 2011 9:23 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Wto Mar 29, 2011 7:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Faktycznie komuniści zawsze i wszędzie "wybierali przyszłość". Stawialli też na industrializację, młodzież, wykszatałcenie i urbanizację, choć oczywiście i na wsi przyczółki trzymali. I jeśli oni sami nie włączyli się do historii Rzeczpospolitej (napisali własną, dialektycznie), to uznajmy, że nie warto tego robić za nich. Lepiej utrzymać rozdział - czyli, że po Drugiej Rzeczpospolitej mamy przerwę. I poza industrializacją PRLowskie priorytety pozostały. Wybraliśmy już przyszłość i awangardą są młodzi, wykształeceni z wielkich miast, lub jak to wyprostował prof. Z.Krasnodębski, młodzi, pseudowykształceni, przybyli do wielkich miast.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Konrad Turzyński
Moderator


Dołączył: 22 Wrz 2006
Posty: 572

PostWysłany: Sro Mar 30, 2011 9:58 pm    Temat postu: AIDS = nowa (?) jednostka chorobowa Odpowiedz z cytatem

AIDS = nowa (?) jednostka chorobowa

Grzegorz - Wrocław napisał:
(...) awangardą są młodzi, wykształceni z wielkich miast,
lub jak to wyprostował prof. Z. Krasnodębski,
młodzi, pseudowykształceni, przybyli do wielkich miast.


Medycyna już rozpoznała takie przypadki.
To w skrócie nazywa się "AIDS", a w rozwinięciu:
"Acquired Intelligence Deficiency Syndrom".
Tłumacząc z anglosaskiego na nasze:
"Nabyty Zespół Niedoboru Inteligencji".

_________________
Konrad Turzyński [matematyk; teraz - bibliotekarz; uczestnik RMP (1980-81), dziennikarz ZR NSZZ "S" w Toruniu (1981), publicysta pod- i nad-ziemny (1978- ), współprac. ASME, "Opcji na Prawo" (2003-09) i Polskiego Radia (2006-08)]


Ostatnio zmieniony przez Konrad Turzyński dnia Wto Paź 16, 2012 2:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pią Kwi 08, 2011 9:54 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Parę dni temu oglądnąłem "Krzyż" i uważam, że wato poświęcić te prawie dwie godziny (1h50) pomimo tego, że bywalcy naszego formum nie mają raczej problemów z identyfikacją zdarzeń i dobrze wiedzą jak wyglądają "młodzi, wykształeceni z wielkich miast, oraz jak bardzo obecna włądza dba o uhonorowanie ofiar smoleńskiej tragedii AD 2010.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Sro Sie 03, 2011 8:44 am    Temat postu: Rafał Ziemkiewicz "Kłamstwa III RP" Odpowiedz z cytatem

Rafał A. Ziemkiewicz

Kłamstwa III RP




nr 26 z 1-7 VIII 2011 r., str. 56-59
http://uwazamrze.pl/2011/07/klamstwa-iii-rp/



Donald Tusk i Henryka Krzywonos podczas zjazdu delegatów NSZZ "Solidarność"
w 30. rocznicę podpisania porozumień sierpniowych, 30 sierpnia 2010 r., Gdynia



Polska zbudowana na fundamencie porozumienia Okrągłego Stołu podobnie jak jej poprzedniczka
posługuje się kłamstwem w sposób zmasowany oraz zorganizowany, i to na każdym poziomie



”Nie byliśmy naiwni – my, pokolenie Sierpnia ’80 – co do przywódców >>opozycji demokratycznej<< i >>Solidarności<<. Nie liczyliśmy, że wytrząsną z rękawa rozwiązanie narosłych przez lata >>realnego socjalizmu<< problemów gospodarczych i społecznych, że jednym ruchem palca zmienią zrujnowany kraj w oazę dostatku. Wierzyliśmy tylko w jedno: w ich bezwzględną uczciwość i oddanie prawdzie, w ich zasadniczą, moralną wyższość nad reżimem, który ogłosił ich swoimi najgroźniejszymi wrogami. I to jest najboleśniejszy zawód, jaki sprawiła Polakom III RP: państwo, które okazało się równie zakłamane, jak poprzedzająca je PRL”.

Bo Polska zbudowana na fundamencie porozumienia Okrągłego Stołu podobnie jak jej poprzedniczka posługuje się kłamstwem w sposób zmasowany oraz zorganizowany, i to na każdym poziomie. Zakłamywana jest zarówno historia, jak i codzienne „newsy”. Na kłamstwie historycznym zbudowana jest legitymizacja systemu, na kłamstwach bieżących – pozycja władzy gwarantującej wspierającym ją nomenklaturom i sitwom uprzywilejowaną pozycję kosztem grup społecznych zmuszanych do ich utrzymywania i pozbawianych szans realizowania swych aspiracji. Kłamstwo – „duraczenie”, mówiąc językiem Szpotańskiego – jest niezbędnym sposobem utrzymania tej masy w stanie pogodzenia i przyzwolenia na rządy kasty cwaniaczków.

Chłosta śmiechu

Nie przypadkiem sięgam po sławny poemat o „Towarzyszu Szmaciaku”; w państwie poczętym u Okrągłego Stołu ta wiwisekcja partyjnego cwaniaka, z kluczowym dla niej pojęciem „dojenia” („bo trzeba doić, strzyc to bydło”), pozostaje wciąż aktualna. Sojusz, który kłamliwie reklamował się jako „porozumienie światłych elit” wyrosłych z przeciwstawnych obozów PRL-owskiej władzy i „opozycji demokratycznej”, po 20 z górą latach jest cwaniackim przymierzem Szmaciaków ze sprzedajnymi, konformistycznymi intelektualistami, dziennikarzami i przywódcami zawodowych establishmentów.

Z jednej strony Rysie i Zbysie, Miro czy Czaruś i inni „specjaliści od śrub w samochodzie odkręconych”, z drugiej salon warszawski, przyuczony do służby dla „dworu” i w zamian za udzielone mu przez rządzących przywileje oraz wpływy dorabiający do wielkiego „dojenia” nieodparte uzasadnienia i usprawiedliwienia.

Podobnie jednak jak w PRL zasłona kłamstw rwie się, gdy zadane zostaną publicznie naiwne, proste pytania. Cały wysiłek kontrolowanych przez władzę i establishment ośrodków opiniotwórczych skupiony jest więc na tym, aby tych pytań nikt nie ośmielił się zadać, a jeśli już tak się stanie – by były one odrzucane jako z gruntu nieważne. Poprawa sytuacji w stosunku do poprzedniej epoki wyraża się faktem, że III RP – mówiąc słowami poety – zadowala się w tym tylko „chłostą śmiechu”, po „zabójstwo na śmietniku” nie sięgając. Czy tak będzie zawsze, nie zakładałbym się, w każdym razie nie na pieniądze.

Wiele haniebnych wydarzeń ostatnich miesięcy, przedstawianych jako „nadgorliwość” drobnego szczebla urzędników, równie dobrze może być „macaniem gruntu”, szukaniem, a może i przesuwaniem granicy, do której władza może się w tłumieniu krytyki posuwać bez sprowokowania znaczącego społecznego sprzeciwu. Gdyby np. wszczęcie przez ABW, w oczywistej sprzeczności z jej ustawowymi zadaniami, postępowania przeciwko autorowi satyrycznej strony internetowej albo polecenie komendantów wojewódzkich policji ścigania na masowych imprezach osób z antyrządowymi transparentami były naprawdę tylko nadgorliwością, ktoś by został ukarany, a nic podobnego by się nie zdarzyło.

Zostawiając jednak na razie na boku technologię kłamstwa, wróćmy do kwestii owych pytań, których w III RP zadawać nie wolno. Dotyczą one przede wszystkim przeszłości. Trzydzieści lat po Sierpniu ’80 nie istnieje żadna monografia tego przełomowego wydarzenia historycznego! Wydaje się to niepojęte, w każdym innym kraju opracowaniami takiego wydarzenia, od ściśle naukowych, po popularne i nawet plotkarskie, można by już wypełnić cały biblioteczny regał, relacje protagonistów i świadków byłyby zebrane, wydrukowane i naukowo opracowane, a przebieg wydarzeń odtworzony co do minuty.

Tymczasem w wolnej Polsce historycy, a nawet dziennikarze, wolą temat tak fundamentalny omijać jak najszerszym łukiem. Przyczyna jest oczywista – nawet pobieżna znajomość rzeczy wskazuje na to, że w oficjalnej wersji wydarzeń „coś cholernie nie gra”. Nie sposób ustalić, którędy właściwie dostał się do stoczni Wałęsa, bo ów legendarny płot, który miał przeskoczyć, okazuje się być raz tu, a raz tam, zwykle w miejscu, gdzie nigdy żadnego płotu nie było. Nie zgadzają się też relacje co do okoliczności podpisania pierwszego, kończącego strajk porozumienia z dyrekcją stoczni, zerwania tego porozumienia i pojęcia strajku solidarnościowego ani chronologia zdarzeń.


Nowa gwiazda


Symbolem podobnego jak w PRL traktowania historii służyć może postać Henryki Krzywonos. Do połowy lat 90., dopóki kojarzona była z grupą Andrzeja Gwiazdy, w oficjalnej historii nie istniała. W momencie zaś, gdy dała się władzy użyć do rozbicia opozycji na zjeździe „Solidarności” i zaczęła publicznie wysyłać szefa PiS do psychiatry, uczyniono ją jednym z głównych bohaterów strajku – w filmie, przygotowanym na rocznicową oficjałkę przez Andrzeja Wajdę, pojawia się w kadrze obok Wałęsy, podczas gdy np. faktycznej bohaterki Sierpnia Anny Walentynowicz czy wspomnianego Andrzeja Gwiazdy nie ma w filmie w ogóle. Z krzywdą dla faktycznego inicjatora strajku trójmiejskiej komunikacji Zbigniewa Kwoki przypisano wstecznie „dzielnej tramwajarce” sprawczą rolę w wydarzeniach, a zarazem najściślej nielegalne stały się relacje, wcześniej niekwestionowane, mówiące o jej usunięciu ze stoczni za złamanie narzuconego sobie przez strajkujących regulaminu. W podobny sposób pojawiali się i znikali na historycznych fotografiach, zależnie od bieżących potrzeb, bohaterowie poprzedniego ustroju.


Ukrywanie historii


Podobnie jak oni bohaterowie III RP mają życiorysy pełne dziur. Aprobowana przez władzę biografia Wałęsy okazała się wierną realizacją PRL-owskiej metody wybiórczego pisania życiorysów, z uwzględnieniem wyłącznie aspektów pozytywnych i z pominięciem spraw drażliwych. Zamiast obiecywanej przez wiele lat biografii Jacka Kuronia otrzymaliśmy samą, starannie z niej wypreparowaną „tajemnicę chwalebną” – rzecz o tyle zdumiewającą, że akurat Kuroń sam pozostawił nam autobiografię nieuciekającą od rozliczeń z tym, co oceniał jako swą „winę”.

Ale jeśli przypomnieć sobie histerię nienawiści, w jaką przed kilku laty wprawiło medialny salon opublikowanie w niskonakładowym kwartalniku protokołów negocjacji prowadzonych przez Kuronia z pułkownikiem Lesiakiem, rzecz staje się zrozumiała. W tych akurat protokołach nie było wprawdzie niczego, co by stawiało Kuronia w złym świetle, ale chodziło o precedens. Gdyby pozwolono ot tak publikować dokumenty, ktoś zaraz dobrałby się do biografii Bronisława Geremka czy innych świętych. A na to władza i establishment III RP nigdy nie dadzą zgody.

Publiczne zgnojenie Sławomira Cenckiewicza czy Pawła Zyzaka, mimo braku jakichkolwiek merytorycznych, udowodnionych zarzutów wobec ich prac, nieustająca nagonka na IPN, ciągła propagandowa akcja poniżania „lustratorów”, nie mówiąc już o największej kompromitacji opiniotwórczych elit III RP, jaką jest sekundowanie przez nie kolejnym, coraz to bardziej sprzecznym ze sobą krętactwom Wałęsy w sprawie „Bolka”, mają wspólny cel. Tym celem jest niedopuszczenie do publicznej świadomości niczego, co mogłoby podważyć prawo Wałęsy i jego doradców do zawarcia w 1989 r. w imieniu całego polskiego społeczeństwa historycznego dealu z Jaruzelskim i Kiszczakiem.
Choć nikt dzisiaj, na podstawie znanych faktów i dokumentów, nie może w odpowiedzialny sposób postawić tezy, iż ludzie, którzy w naszym imieniu określili ustrojowe podstawy wolnej Polski, byli w jakiś sposób, niekoniecznie nawet agenturalny, kontrolowani przez władców PRL i ich służby specjalne, establishment III RP najwyraźniej panicznie boi się takiego stwierdzenia. Dlatego z gorliwością podobną do tej, którą wykazywali kłamcy PRL-owscy, fałszuje i ukrywa przed narodem jego własną historię.

I podobnie, jak to było w PRL funkcjonuje w elitach swoiste poczucie wtajemniczenia, będącego poświadczeniem wyższego statusu społecznego. W publikacjach adresowanych do „swoich” przedstawiciele elit nie ukrywają, posługując się rozmaitymi napomknieniami i aluzjami, że – na przykład – z „Bolkiem” wiadomo, że „coś” było, ale ludzie „na poziomie” wiedzą, że to „coś” nie ma najmniejszego znaczenia. A „im” – tym „nie na poziomie”, tym starszym, gorzej wykształconym, z prowincji, za głupim, żeby właściwie zinterpretować ukrywane fakty – dlatego właśnie lepiej nic nie mówić, bo by nie zrozumieli, bo prawda, mówiąc krótko, by im po prostu zaszkodziła. Kto z czytelników uważa, że stawiam tezy nazbyt radykalne, tego bardzo proszę, aby pod takim kątem milczącego porozumienia „wtajemniczonych”, którzy czują się wystarczająco mądrzy, aby zachować dla siebie prawdę, przejrzeli raz jeszcze wypowiedzi przerobionych przez cwaniacką elitę władzy byłych opozycjonistów i intelektualistów.

Kłamstwo, gdy raz zostanie zaakceptowane jako dopuszczalna, usprawiedliwiona metoda działania, nieuchronnie rozpiera się i upowszechnia. Skoro ludzie wyrośli z „etosu” kłamią o historii, dlaczego nie mieliby kłamać o współczesności? Skoro raz przyjęto ten sposób myślenia o rzeczywistości, w którym mądra elita ma prawo „duraczyć” masy dla ich własnego dobra, co może powstrzymać przed coraz częstszym sięganiem po środek pozwalający skutecznie osiągać jedynie słuszne cele? Były pracownik „Gazety Wyborczej” w jej heroicznym okresie, gdy wierzono jeszcze, iż jest to „nasza” gazeta, gazeta ludzi „Solidarności”, opowiadał mi, jak z własnej inicjatywy przyniósł tam reportaż o pewnym biznesmenie zwracającym uwagę rozległymi interesami.

Okazało się, iż spektakularne interesy owego biznesmena mocno cuchnęły, niemal bez wyjątku mając u źródła albo oczywiste przestępstwa, albo korzystanie z luk w prawie, tak przecież w późnym PRL pisanym, aby legalizować masowy szaber masy upadłościowej po „realnym socjalizmie”. Wicenaczelna przekonała go wtedy, że jednostkowo, „subiektywnie”, zapewne rzeczywiście, jego reportaż oddaje prawdę, ale – „czy chcemy, żeby Polacy kojarzyli transformację gospodarczą ze złodziejstwem, a wszystkich biznesmenów uważali za bandytów?”. A wkrótce potem w gazecie ukazał się wywiad promujący tegoż biznesmena jako wzorzec przedsiębiorczości.

Sięgam po tę opowieść, bo pokazuje ona moment utraty dziewictwa przez ludzi „etosu”. Potem było już tylko gorzej. „Konieczność” ochrony reform płynnie przeszła w „konieczność” zapobieżenia rozliczeniom, które nieuchronnie doprowadziłyby do nacjonalistycznej dyktatury, potem w „konieczność” walki z zagrożeniem „państwa wyznaniowego”, a w końcu w „konieczność” postawienia tamy „kaczyzmowi”. Wobec takich „konieczności” tego rodzaju burżuazyjne przesądy jak prawda zostały szybko wyrzucone do lamusa.

Nie piszę jednak tego tekstu, by troskać się o sumienia funkcjonariuszy rządowej propagandy; jeśli w ogóle je posiadają, to materialne korzyści płynące z bycia „po linii” wydają się rekompensować im z nawiązką ewentualne wyrzuty. Chodzi tylko o stwierdzenie faktu, że kłamstwo jest przez tzw. elity III RP stosowane bez jakichkolwiek zahamowań. Szczególnie w dwóch przypadkach.

Pierwszym jest to, co w PRL nazywano „propagandą sukcesu”.
Nie wierzę, by ktokolwiek pracujący w tzw. wiodących mediach wierzył w te groteskowe brednie, iż „Polska rządzi Europą”, by zawodowy dziennikarz naprawdę mógł nie wiedzieć, na czym polega rotacyjna prezydencja Rady Unii Europejskiej i do jakiego stopnia nie mają żadnego związku z rzeczywistością brednie podnoszące ją do rangi wielkiego europejskiego hołdu dla miłościwie nam panującego patrona wszystkich Rysiów i Czarusiów.

Nie wierzę też, by człowiek mający elementarne pojęcie o gospodarce mógł szczerze uważać, iż państwo utrzymujące blisko pięciomilionową (!) warstwę próżniaczą, państwo zdominowane przez zdeprawowany biznes, czerpiący zyski nie z przedsiębiorczości, ale z „układu” z rządzącymi, zadłużające się w tempie 6 tys. zł na sekundę, podtrzymywane tylko równie bezmyślnym zadłużaniem się obywateli i dotacjami unijnymi oraz masowo eksportujące wykwalifikowaną siłę roboczą, dla której nie jest w stanie znaleźć zatrudnienia mimo oczywistej potrzeby modernizacji można było uznawać za „bezprzykładny sukces”. Jeśli w tym „duraczeniu” uczestniczą, to zapewne nie za darmo.


Technologia kłamstwa


Drugą dziedziną, w której fałsz stał się chlebem powszednim, jest oszczerstwo wobec przeciwników. Prorządowa propaganda bez żadnych skrupułów sięga po nie, gdy tylko uzna to za wskazane.

Uważnego czytelnika proszę o wskazanie choć jednego z rzekomych nadużyć władzy przez PiS w latach 2005–2007, które doczekałoby się potwierdzenia w konkretnych, prokuratorskich zarzutach. Ja takiego nie pamiętam. Naliczyłem natomiast kilkadziesiąt ogromnie nagłaśnianych oskarżeń, których finałem było ciche umorzenie zarzutów. Zasadą jest, że oskarża się hucznie, na pierwszych stronach gazet i w czołówkach dzienników, praktycznie z punktu przesądzając o winie, że godzinami dywagują potem o tym jako o czymś stwierdzonym zasiadający w radiowych i telewizyjnych studiach „eksperci”, a informacje, iż ostatecznie zarzuty się nie potwierdziły, drukowane są po wielu miesiącach malutką czcionką w kącie dziewiątej kolumny.

Pozwala to propagandystom z miedzianym czołem nadal powtarzać, że dla obecnej władzy, jakakolwiek by nie była, nie ma alternatywy, bo „przecież” opozycja zagraża demokracji. Co prawda poza słowem „przecież” nie są w stanie wskazać żadnego z takich zagrożeń, poza nieszczęsnym żartem „dziś oni stoją tam, gdzie wtedy stało ZOMO”, ale też w obecnych, całkowicie spacyfikowanych mediach nikt o to nie pyta. A jeśli to robi, samo zadanie takiego pytania jest po prostu dowodem na to, że mamy do czynienia z niegodnym podania ręki psychopatą, podobnie jak zadanie pytania, na czym przedstawiciele tzw. elit opierają swe niewzruszone przeświadczenie, że sprawcą katastrofy smoleńskiej był śp. Lech Kaczyński. Poprzestańmy tylko na wzmiance, bo anatomia manipulacji w sprawie Smoleńska zasługuje na osobne opracowanie.

Wróćmy na koniec do technologii kłamstwa – stanowiącej jedyną różnicę między kłamstwami PRL a kłamstwami III RP. W przeciwieństwie do „realnego socjalizmu”, który „bał się każdej maszyny do pisania”, elity III RP zdają sobie sprawę, iż żyją w czasach medialnego szumu i „faktoidów”, gdy – jak to ujął amerykański klasyk – miejsce opinii publicznej zajmuje „publiczne wrażenie” (public impression).
Z ok. 14 mln Polaków, którzy biorą udział w demokratycznych procedurach, tylko około miliona, w najbardziej optymistycznych ocenach półtora, czyta gazety lub w inny sposób obcuje ze słowem drukowanym. Cała reszta podlega emocjom kreowanym przez telewizję, która w przeciętnym polskim domu, wedle różnych szacunków, brzęczy od czterech do nawet sześciu godzin dziennie. Dlatego władza i salon nie reagują zbyt gwałtownie, gdy „oszołomy” drukują swoje herezje (co nie znaczy, że nie reagują wcale), natomiast na przykład wypuszczenie w telewizji, dla kilku milionów widzów, filmu „Towarzysz Generał” wywołało natychmiastowe represje i falę zwolnień, choć przecież w filmie tym o jednym z ojców założycieli III RP nie powiedziano niczego, co nie byłoby wcześniej znane czytelnikom.

Najnowszym przykładem wykorzystywania dla propagandy mechanizmu medialnego szumu jest przedwyborcza gra śmiercią Barbary Blidy. Do czytelnika słowa drukowanego być może dotrze świadomość, iż w świetle raportu Kalisza całą narrację o „dumnej Ślązaczce, która wolała śmierć niż upokorzenie” można o kant potłuc, bo śmierć ta była wedle sejmowej komisji skutkiem albo przypadkowej szamotaniny, albo błędu nieboszczki, która chciała się tylko okaleczyć, by zamiast w areszcie znaleźć się szpitalu.

I, przede wszystkim, iż podstawą daleko idących wniosków zahaczających o Trybunał Stanu jest głęboko duperelna kwestia, czy jako premier Jarosław Kaczyński miał prawo powołać zespół międzyresortowy, czy też powinien te same narady powtarzać osobno z jednymi, a osobno z drugimi podwładnymi. Ale zakłada się, że dla tych kilkunastu milionów, którym przekaz medialny wpada w jedno ucho, by natychmiast wypaść drugim, te szczegóły okażą się zbyt trudne do zauważenia. Kłamstwo III RP zadowala się „headline’em”, żółtym paskiem na ekranie, samym tytułem w przekonaniu, że wyborcza masa i tak nie jest w stanie wyjść poza najprostsze, emocjonalne hasła.

Ale to różnica czysto techniczna. Co do samej roli kłamstwa w publicznym dyskursie III RP wyśniona, niepodległa Polska okazuje się dziś nie lepsza od marionetkowej, sowieckiej PRL. I to naprawdę boli.


[Na tym koniec tekstu red. Ziemkiewicza.]


Wszystko byłoby OK, gdyby nie ten numer!
Powtarzam, co już wpisałem w tym wątku wcześniej:
Trzeciej RP nie ma, bo jej nigdy nie było!


Taka nieformalna NAZWA obecnego państwa polskiego
czyli wyrazy "Trzecia Rzeczpospolita" została umieszczona
nawet w tzw. "konstytucji" z 1997 r., jednak to tylko słowa...
Brakuje cezury, należycie oddzielającej to obecne
państwo polskie od PRL. Zarówno cezury FORMALNEJ,
jak równiez cezury MATERIALNEJ.
I nie pomoże tu nic
odmienianie przez przypadki tej nazwy przez coraz
liczniejszych ludzi, wypowiadających się publicznie ―
zarówno przez polityków, jak też przez publicystów
i np. duchownych, z Janem Pawłem II włącznie:
1 VI 1991 r. w Koszalinie papież określił Lecha Wałęsę
mianem pierwszego prezydenta III RP
(w takim razie
jej pierwszym premierem był Jan Krzysztof Bielecki!),
7 VI 1991 r. we Włocławku określił Tadeusza Mazowieckiego
mianem pierwszego premiera III RP
(w takim razie
jej pierwszym prezydentem był Wojciech Jaruzelski!),
co pociąga za sobą wniosek, że PRL przeistoczyła się
w Trzecią RP więcej niż jeden raz
(np. latem 1989 r.
i ― ponownie ― zimą 1990/91 r.), czego jednak żadną
miarą nie sposób akceptować.
Innym przejawem tego
semantycznego "nieporozumienia" jest odmienna numeracja
kadencji Sejmu i Senatu. Projekt konstytucji, przygotowany
w połowie 1991 r. przez KPN, uwzględniał numerację izb, liczoną
(zob. art. 25 projektu) aż od 1493 roku, jednak mimo tego
bez takich niepoważnych rozbieżności!

Taki numer ("Trzecia") Rzeczypospolitej można utrzymać
TYLKO pod warunkiem uznania, że ona trwa od lat...
czterdziestych XX wieku.
Asumpt ku takiej właśnie
rachubie Rzeczypospolitych Polskich dała "Gazeta Wyborcza"
latem 1989 r. sugerując słowami Zdzisława Jeziorańskiego
(pseud. "Jan Nowak") rychły początek IV RP.

Bolszewicy przez pierwsze 8 lat (22 VII 1944 ― 22 VII 1952)
władzy nad Polską utrzymywali jej przedwojenną oficjalną nazwę, toteż
Bolesław Bierut posługiwał się tytułem "prezydenta Rzeczypospolitej
Polskiej". W takim razie osławiony "Towarzysz Tomasz" byłby
pierwszym w szeregu prezydentów Trzeciej RP...

Zapis "Trzecia Rzeczpospolita" w preambule konstytucji z 1997 r.
niczego tu nie zmienia! Mianowicie, dokument tak nazywany
nie jest legalną konstytucją, skoro do tej pory żadna władza
nie anulowała konstytucji przedwojennej
. Tak samo jak dwoje
kochanków wynajmując wspólny pokój w hotelu i oznajmiając,
że są małżeństwem, nie stają się przez to mężem i żoną.

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri


Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Sob Sie 20, 2011 9:48 am, w całości zmieniany 15 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Sro Sie 03, 2011 10:56 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Dlatego władza i salon nie reagują zbyt gwałtownie, gdy „oszołomy” drukują swoje herezje

wygląda, że i to się zaczyna zmieniać. Coraz częściej słyszy się 'słowa troski' o Internet. Oficjalnie piszą o walce z pornografią, terroryzmem, czy nieładnym językiem. A w rzeczy samej chodzi o nałożenie kaftana cenzury. Widać zauważono, że coraz większa liczba ludzi 'zaczyna coś podejrzewać', że to może nie tak jak w telewizjach 'wyjaśniają'. A sygnał od tzw. kiboli musiał już przepełnić czarę goryczy - te tysiące zorganizowane musiały zaboleć, a przede wszystkim uzmysłowić, że nie jest już tak dobrze i że tańce z gwiazdami nie dają rady. Na razie próbuje się wszystkich 'którzy zobaczyli' znaczyć piętnem 'nasłany przez PiS', ale z drugiej strony ile to ten PiS musi mieć siły, żeby coraz to nowe rzesze wysyłał do walki przeciw 'prawdzie i postępowi'? Jak na partię bez znaczenia i bez sensownego przywództwa, to też coś nie gra. Przypomina to kłopoty z kolektywizacją po pokonaniu hitlerowców i obraniu postępowych i pokojowych metod dynamicznego rozwoju kraju.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Konrad Turzyński
Moderator


Dołączył: 22 Wrz 2006
Posty: 572

PostWysłany: Czw Paź 27, 2011 9:05 am    Temat postu: Oto wypowiedź Jeziorańskiego o "IV RP" Odpowiedz z cytatem

Oto wypowiedź Jeziorańskiego o "IV RP"

Ta wspomniana wyżej przez innego uczestnika Forum SW, pochodząca z "Gazety Wyborczej"
z 7 lipca 1989 roku (wbrew podpisowi, autor tego artykułu nie nazywał się "Jan Nowak-Jeziorański",
lecz "Zdzisław Jeziorański", zaś "Jan Nowak" to jego przybrane imię i nazwisko zastosowane
w jego fałszywej tzw. "kennkarcie" pod okupacją hitlerowską):





To interesujące: Zdzisław Jeziorański (zwłaszcza w swej szeroko znanej roli pierwszego,
długoletniego dyrektora Rozgłośni Polskiej Radia "Wolna Europa") uchodził za uosobienie
niezłomnego antykomunizmu i postawy niepodległościowej, aż tu nagle
, w 3 dni po
pamiętnym haśle "wasz prezydent nasz premier", sygnowanym przez Michnika w "GW",
okazał się zwolennikiem tezy, jakoby "Trzecią RP" była... Polska Ludowa.


Skoro ONI (= tzw. "gruba czwórka": SLD, PSL-SP, UP i UW) zapisali w preambule tej "konstytucji",
że opisywane przez nią państwo jest "Trzecią Rzecząpospolitą", a w jej właściwej treści
nie umieścili klauzuli zrywającej ciągłość z PRL i nawiązującej ciągłość z "Drugą RP"
(takie klauzule były w projektach konstytucji: przygotowanym przez KPN oraz w późniejszym
o parę lat tzw. "projekcie obywatelskim", popieranym przez neo-"Solidarność", AW"S" i ROP),
to byli wierni wobec poglądu Jeziorańskiego: według ONYCH tzw. "Trzecia RP" trwa od 1944 r.!


Domaganie się utworzenia "Czwartej RP" (w propagandzie PiS), zakładające uznanie,
że aktualna państwowość polska jest "Trzecią RP", było przyjęciem języka przeciwnika.
A coś takiego jest początkiem drogi do porażki.



Przysłowie powiada, że gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze:

"Dotychczasowy Art. 235 i 236 przewrotnie umocowuje wprowadzenie konstytucji
(a więc prawną ciągłość Państwa Polskiego!) w
konstytucji z 1952 r.
[…] To mocowanie jest formalnie zbędne i bardzo skomplikowane,
ale zapewnia (czy implikuje) m.in. konieczność spłacania długów
PRL-u
przez nas i przez następne pokolenia Polaków. […] Stąd taki nacisk
organizacji finansowych Zachodu na spokojne uchwalenie >>ciągłości<< z
PRL-em."


(prof. Mirosław Dakowski, "Konstytucja, ordynacja",
"Nasza Polska", nr 15(81), z 9 kwietnia 1997 r., str. 5).


A oto, jak ten problem wygląda od strony ściśle prawnej
(fragmenty 2 wywiadów z mec. Janem Ferdynandem Olszewskim z 2005 roku):

"Zasadniczą kwestią jest to, czy wreszcie przystąpimy do odbudowy rzeczywiście suwerennego
i demokratycznego państwa: III Rzeczypospolitej.
Twierdzę, że III Rzeczypospolitej
jeszcze nie zbudowaliśmy, w związku z tym przedwczesne jest mówienie o IV RP.
Dla mnie III RP jest tworem państwowym, który nazwą miałby prawo nawiązywać
do II Rzeczypospolitej. Tymczasem my tej podstawowej kwestii ciągłości prawnej
państwa polskiego w ciągu tych szesnastu lat nie załatwiliśmy.
Należy się zastanowić,
kiedy właściwie powstała III Rzeczpospolita. Przy Okrągłym Stole ― nie. Było wiadomo,
że tam rozdawali karty jeszcze ludzie
PRL-u. W chwili powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego?
W tym rządzie wszystkie główne pozycje zajmowali ludzie dawnego układu i powstał o­n
w porozumieniu z tym układem. Być może punktem wyjścia jest zmiana w Konstytucji,
która miała miejsce w nocy z 31 grudnia 1989 r. na 1 stycznia 1990 r. W zasadzie była to
drugorzędna kosmetyka. Posłowie w uniesieniu odśpiewali >>Mazurek Dąbrowskiego<<,
ale czy to właściwie było ogłoszenie III Rzeczypospolitej, w dodatku w oparciu o
stalinowską
Konstytucję
? Momentem, kiedy można byłoby powiedzieć, że następuje zerwanie z tą
ciągłością władzy i powrót do niepodległościowej tradycji prawnej II Rzeczypospolitej,
było przejęcie sukcesji, którą reprezentował prezydent na uchodźstwie.
Jednak po wyborze
Lech Wałęsa, ten pierwszy pochodzący z wolnych wyborów prezydent, złożył przysięgę w Sejmie,
przejmując władzę z rąk swego poprzednika, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, a dopiero później
udał się na Zamek, gdzie przyjął insygnia władzy od Ryszarda Kaczorowskiego.
Był to
w zasadzie gest pozbawiony znaczenia prawnego. Oznacza to, że w dalszym ciągu
budujemy to, co się nazywa III Rzecząpospolitą, na strukturach
PRL-u
,
i to jest główny problem tych szesnastu lat. [...] Konieczna jest nowa Konstytucja,
wyraźnie odwołująca się do ciągłości prawnej. Wtedy będziemy mogli powiedzieć,
że rzeczywiście jest to kontynuacja niepodległej polskiej państwowości i że mamy do czynienia
z państwem praworządnym i demokratycznym.
"


por.: "III Rzeczypospolitej jeszcze nie zbudowaliśmy. Z Janem Olszewskim,
kandydatem Ruchu Patriotycznego do Senatu z Warszawy, rozmawia Zenon Baranowski
"
,
"Nasz Dziennik", nr 220(2325) z 20 września 2005 str. 14



"[...] tego, co jest, nie mogę uznać za III Rzeczpospolitą. Twór, jaki powstał po 4 czerwca 1989 r.,
został zdominowany przez
PRL, jako wyprowadzony z tamtych struktur, z tamtej tradycji,
z tamtych stosunków.
"


por.: "Szansa na przełom. Z Janem Olszewskim, wiceprzewodniczącym Trybunału Stanu,
rozmawia Teresa Wójcik
"
, "Nasza Polska", nr 45(524) z 8 listopada 2005 r., str. 8.



_________________
Konrad Turzyński [matematyk; teraz - bibliotekarz; uczestnik RMP (1980-81), dziennikarz ZR NSZZ "S" w Toruniu (1981), publicysta pod- i nad-ziemny (1978- ), współprac. ASME, "Opcji na Prawo" (2003-09) i Polskiego Radia (2006-08)]
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Nie Sty 15, 2012 11:36 am    Temat postu: Michalkiewicz "Rzeczpospolita III i IV" Odpowiedz z cytatem

Michalkiewicz "Rzeczpospolita III i IV"



gazeta internetowa „Super-Nowa” • 13 stycznia 2012 r.

http://www.super-nowa.pl/art.php?i=22581


http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2354


W marcu 1968 roku SB znalazła, a może sama podrzuciła na Wydział Humanistyczny UMCS w Lublinie ulotkę zaczynającą się od następującej diagnozy: „Reżym komunistyczny w walce o lepszy dostęp do żłobu rozpada się”.

W 1968 roku ta diagnoza była chyba przedwczesna, chociaż rzeczywiście ― pewne symptomy rozkładu reżymu dawały się zauważyć już wtedy ― choćby w postaci otwartej wojny ówczesnych komunistycznych gangów, do której próbowały one włączyć szersze środowiska społeczne. Wspominam o tym dzisiaj dlatego, że podobne symptomy znowu się pojawiły. Samobójczy strzał wojskowego prokuratora w Poznaniu nie tylko odsłonił jeszcze jeden fragment walki buldogów pod dywanem ― a być może też zapoczątkował etap pojawiania się coraz to nowych ofiar katastrofy smoleńskiej. Wprawdzie Stronnictwo Ruskie uchwaliło, żeby do tej sprawy już nie wracać, ale jeśli w tej sprawie jest coś do ukrycia, to mogą pojawić się też ofiary ― bo czyż może być lepszy sposób utrzymania tajemnicy niż pozabijanie świadków?
A utrzymanie tajemnicy wydaje się niezbędne dla podtrzymania w istnieniu III Rzeczypospolitej, której jedyną, a w każdym razie najważniejszą racją istnienia jest blokowanie pojawienia się Rzeczypospolitej IV. Jak pamiętamy, termin: „IV Rzeczpospolita”, pojawił się w dyskursie publicznym za sprawą Pawła Śpiewaka, aktualnie dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego. Dr Śpiewak twierdził, że III Rzeczpospolita wyczerpała już swoje możliwości i w tej sytuacji powinna zostać zastąpiona Rzeczpospolitą IV. Potem tę diagnozę podchwycił Bronisław Wildstein, a wkrótce również i Jarosław Kaczyński z IV Rzeczypospolitej uczynił w 2005 roku przewodni motyw kampanii wyborczej. To właśnie, jak sądzę, zdecydowało o wrogim stosunku do IV RP nie tylko Platformy Obywatelskiej, ale również ― michnikowszczyzny, nadającej ton tubylczym półinteligentom. Z czasem IV Rzeczpospolita stała się ― jak to nazywa prof. Bogusław Wolniewicz ― „słowobijem” takim samym, jak za komuny „kontrrewolucja”. Podobnie jak za komuny oskarżenie kogoś o „kontrrewolucyjne” zamiary czy motywacje nie tylko zwalniało od merytorycznej dyskusji z takim oskarżonym, ale w dodatku ― dyskwalifikowało go politycznie i moralnie. Obecne praktyki michnikowszczyny są dokładnym odwzorowaniem postępowania stalinowskich protoplastów ― do czego dołączyła się jeszcze obawa autorytetów moralnych przed lustracją.

Niezależnie jednak od tego, warto zastanowić się, co hasło zastąpienia III Rzeczypospolitej Rzeczpospolitą IV miałoby oznaczać naprawdę. Zarówno III, jak i IV Rzeczpospolita oznaczają formy polskiej państwowości ― tak samo, jak Rzeczpospolita I, II, czy PRL. Niektóre z form polskiej państwowości w ponad tysiącletniej historii Polski miały charakter suwerenny, podczas gdy inne ― okupacyjny. Wbrew pozorom wcale nie jest trudno odróżnić jedne od drugich. W przypadku suwerennych form polskiej państwowości ostatnie słowo na temat sposobu funkcjonowania państwa i form życia narodowego należało do Polaków, podczas gdy w przypadku form okupacyjnych ― do kogoś innego. Na przykład w I Rzeczypospolitej, przynajmniej do czasów saskich, ostatnie słowo należało do Polaków ― ale już w epoce stanisławowskiej ― do sąsiadów Polski. Podobnie okupacyjną formą państwowości polskiej było Księstwo Warszawskie, bo ostatnie słowo w sprawie zarówno jego istnienia, jak i form polskiego życia zbiorowego należało do Napoleona. W Królestwie Kongresowym ― do każdorazowego Imperatora Wszechrosjii, podobnie jak w PRL ― do Biura Politycznego KC KPZR. Suwerenną forma polskiej państwowości była niewątpliwie II Rzeczpospolita ― mimo różnych uwarunkowań. PRL ― wiadomo; forma okupacyjna. No a Rzeczpospolita III? Czy ona jest suwerenną forma polskiej państwowości, czy kolejną formą okupacyjną?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba sięgnąć do początków, to znaczy ― do „okrągłego stołu”, będącego aktem założycielskim III RP. Jedną ze stron tej umowy były tajne służby wojskowe, które na skutek wygranego konfliktu z SB, czego symbolicznym wyrazem było zdymisjonowanie ze wszystkich stanowisk generała Mirosława Milewskiego ― w UB chyba od urodzenia ― były w drugiej połowie lat 80-tych absolutnym hegemonem na polskiej politycznej scenie. Druga stroną była „lewica laicka” to znaczy ― dawni stalinowcy, którzy z różnych powodów z partia się rozstali, a nawet się jej przeciwstawili, tworząc jeden z nurtów tzw. opozycji demokratycznej (drugi nurt tworzyli tzw. niepodległościowcy, nawiązujący do tradycji II RP i Armii Krajowej). Lewica laicka dokooptowała kilku „pożytecznych idiotów” i osobistości znanych z „postawy służebnej”, wysuwając na fasadę naturszczyka w osobie Lecha Wałęsy, który „bez swojej wiedzy i zgody”... i tak dalej.

Strony tej umowy dokonały swoistego podziału władzy NAD narodem polskim; wojskowa razwiedka, w zamian za uwiarygodnienie jej demokratyczną fasadą, przyznała lewicy laickiej koncesję na uchwycenie zewnętrznych znamion władzy, kontrolowanej nadal przez razwiedkę za pośrednictwem agentury uplasowanej w kluczowych segmentach gospodarki z sektorem finansowym na czele oraz w innych kluczowych segmentach państwa. Dlatego też podjęta w 1992 roku próba ujawnienia tej agentury w strukturach państwa, została natychmiast i brutalnie storpedowana przez koalicję obydwu stron umowy „okrągłego stołu”. Agentura ta ― i to nie tylko z okresu PRL, ale w coraz większym stopniu ― już z okresu „trasformacji ustrojowej” a więc ― żadną lustracją nawet teoretycznie już nie zagrożona ― jest najistotniejszym czynnikiem spajającym III Rzeczpospolitą i gwarantującym zachowanie ustalonej w 1989 roku ekonomicznej i politycznej hierarchii. Ta agentura w przeddzień i w trakcie transformacji ustrojowej dokonywała rozmaitych przewerbowań do państw trzecich, ale nie o to w tej chwili chodzi, bo z punktu widzenia oceny III RP jako formy państwowości polskiej ważne jest, że ona również jest formacją okupacyjną ― bo demokratyczne procedury służą jedynie do ukrycia dokonanego w roku 1989 podziału władzy NAD narodem polskim przez okupantów tubylczych.

Zatem jeśli już zastępować III RP Rzeczpospolitą IV, to w celu ― po pierwsze ― przywrócenia narodowi polskiemu suwerenności politycznej, uwalniając go spod władzy tajnych służb, będących według wszelkiego prawdopodobieństwa narzędziem realizowania na gruncie polskim interesów państw trzecich. Po drugie ― przywrócenie narodowi polskiemu suwerenności ekonomicznej, poprzez zlikwidowanie ustanowionego w roku 1989 ekonomicznego modelu państwa w postaci tzw. kapitalizmu kompradorskiego ― i zastąpienie go zwyczajnym kapitalizmem, w którym o dostępie do rynku i możliwości działania na rynku nie decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby z komunistycznym rodowodem. Po trzecie ― przywrócenie suwerenności państwowej, którą Polska utraciła ratyfikując w 2003 roku traktat akcesyjny i w 2009 roku ― traktat lizboński.

Czy rzeczywiście ugrupowania szermujące w 2005 roku i później hasłem budowy IV Rzeczypospolitej miały i mają na myśli takie potrójne przywrócenie suwerenności ― śmiem wątpić ― ale tylko w takim znaczeniu to hasło ma sens. I właśnie ze względu na ten sens lepiej możemy zrozumieć wrogość, jaką pracujące nad realizacją scenariusza rozbiorowego Stronnictwo Pruskie jak i Stronnictwo Ruskie oraz michnikowszczyna demonstrują do IV Rzeczypospolitej, że aż nazwę tę uczyniły „słowobijem”.


Stanisław Michalkiewicz


Stanisław Michalkiewicz napisał:
Jak pamiętamy, termin: „IV Rzeczpospolita”, pojawił się w dyskursie publicznym za sprawą Pawła Śpiewaka, aktualnie dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego.


No właśnie: NIE pamiętamy, tj. nie wszyscy tak samo pamiętają! (Zob. wyżej w tym wątku ― zeskanowany tekst z "Gazety Wyborczej" z 7 lipca 1989 r.) Prof. Paweł Śpiewak chyba nie bedzie się boczył na pierwszeństwo "Gazety Wyborczej", zapewne bliskiej jego sercu z różnych względów (także rodzinnych ― mam na mysli narodowość jego małżonki, Heleny Datner-Śpiewak). Przeciwko pierwszeństwu Zdzisława Jeziorańskiego (pseud. "Jan Nowak") zepenne nawet nie ośmieliłby się protestować, choćby nie chciał jego pierwszeństwa uznać ― podobnie jak nikt (nawet Bronisław Geremek od IX 1995 r. aż do końca swojego życia) nie ośmielił się za protestować przeciwko red. Giedroyciowi z powodu zamieszczenia w "Kulturze" artykułu Tomasza Mianowicza, zawierającego informacje niekorzystnie przedstawiające Geremka. Jeśli uznać argumentację Jeziorańskiego, to Polska Ludowa (także w pierwszych 8 latach swojego trwania, od 22 VII 1944 do 22 VII 1952, kieyd używała nazwy takiej, jaką używała Polska Niepodległa z okresu międzywojennego) była "Trzecią RP", a Polska Transformowana jest "Czwartą RP". A kiedy była cezura oddzielająca numer 3 od numeru 4? No, to proste: wtedy, kiedy przywrócono koronę Orłu Białemu, chybcikiem, po cichu uchwalając 11 ustaw wdrażających plan Balcerowicza, czyli w samej końcówce grudnia 1989 roku, ze skutkami od 1 stycznia 1990 roku.

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Sty 15, 2012 8:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie jest chyba kluczowym to, kto wymyślił pojęcie IV RP. Ważne jest natomiast to, że zostało ono wykorzystane przez salon jako słowobij. Słowobijem staje się praktycznie każde słowo, które zostanie użyte przez Jarosława Kaczyńskiego jako symbol pewnego celu, do którego on wraz z PiSem zamierza prowadzić Polskę. Może to być cel przez JK wypowiedziany, ale może to być cel wmówiony. Tj może to być oskarżenie jak np. 'zawłaszczanie państwa', do którego jakby dziś wrócić, okazałoby się być domeną PO. Przypomnijmy sobie kontrakcje PO przeciw podsłuchom, instalacji radarów na drogach, opieszałości budowy autostrad. I zobaczmy co mamy teraz?
Wracając do IV RP - pomimo tych okropnych wypowiedzianych jej wojen i sprzeciwów 'najzdrowszych demokratów' może się ona teraz jawić jako Ziemia Obiecana Polaków. I chyba niestety nie uda się na do niej dojść w czasie krótszym niż starotestamentowym Źydom do ich celu wędrówki tysiące lat temu.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Czw Lut 02, 2012 11:59 pm    Temat postu: Tytulatura naukowa przesłania prawdę? Odpowiedz z cytatem

Tytulatura naukowa przesłania prawdę?

Cytat:
Polska Rzeczpospolita Ludowa była, jakby nie patrzeć, państwem polskim, dlatego w wyrażeniu „polskie obozy koncentracyjne” nie ma, w tym przypadku, przekłamania ani manipulacji - uważa historyk. Podobnego zdania jest prof. Kaczmarek. - Obecne państwo polskie utrzymało ciągłość konstytucyjną z PRL. Sama Polska Ludowa była powszechnie uznawanym podmiotem prawa międzynarodowego. Dlatego nie ma nadużycia w stwierdzeniu, że było to państwo polskie, choć o ograniczonym poziomie suwerenności.


cytat z http://nowagazetaslaska.eu/okadka/531-polskie-obozy-koncentracyjne.

PRL właśnie nie była państwem "polskim"! Była państwem ANTYpolskim! Istniała po to, aby nie istniała nad Bugiem, Wisłą i Odrą prawdziwa Polska. Prześladowała nie tylko Niemców, ale także i zwłaszcza Polaków. I to nie tylko Polaków-Ślązaków, także wielu innych Polaków. W porozumieniu z Sowietami godziła się na wywózki wielu Polaków na wschód. Bardzo wielu w Polsce więziono, torturowano i mordowano, a także przez wiele lat po oficjalnym potępieniu tzw. stalinizmu gnębiono innymi sposobami. Zwłaszcza takich, którzy przedtem walczyli z okupantem hitlerowskim. Nie tylko słynnych, jak generał Fieldorf, rotmistrz Pilecki, porucznik Rodowicz (sławny poeta Baczyński też byłby aresztowany przez UB, jednak ― na swoje szczęście! ― poległ już na początku powstania warszawskiego), ale bardzo licznych takich, którzy dla ogółu Polaków pozostają i pozostaną anonimowymi.

Profesor Kaczmarek i doktor Dziurok (pracownik IPN, którego słowa widnieją na samym początku wyżej przytoczonego fragmentu) widocznie zakładają, że skoro to państwo nazywało siebie państwem polskim, używało języka polskiego jako urzędowego i polskich symboli (zarówno nazwa "Rzeczpospolita Polska" jak też Orzeł Biały ― także ten bez korony! ― kojarzą się z Polską Niepodległą z okresu między I a II wojnami światowymi, podobnie biało-czerwona flaga i "Mazurek Dąbrowskiego", aczkolwiek nadgorliwi komuniści w Polsce rozważali zmianę herbu i hymnu), to już wystarczy, aby naprawdę być państwem polskim.

No, to w takim razie każdy użytkownik fałszywego dowodu osobistego albo paszportu JEST tym, za kogo się podaje okazując taki dokument! Czy można by, sfałszowawszy metrykę ślubu, udawać męża jakiejś słynnej i atrakcyjnej kobiety, a potem żalić się plotkarskim gazetkom, że ona uporczywie uchyla się od spełniania "obowiązku małżeńskiego"? Niektórym się udawało... no, nie to akurat, lecz inne udawanie: np. niejaki Kloss i niejaki Stirlitz ze słynnych seriali szpiegowskich skutecznie udawali funkcjonariuszy aparatu przemocy III Rzeszy... (Ale ci dwaj sowieccy agenci mieli łatwiej, bo musieli udawać hitlerowców najwyżej przez kilkanaście lat, bo Rzesza Niemiecka potem upadła, zaś Polska Ludowa musiała Polskę prawdziwą udawać przez kilkadziesiąt lat!) Niektórzy zostawali wodzami nie odbywszy żadnych nauk w szkołach oficerskich, zapewne znalazłby się jakiś (i to niejeden!) fałszywy biskup (= bez sukcesji apostolskiej), nazwisko słynnego (w "realu", a nie w serialu) "profesora", który nawet nie był studentem, litościwie pominę...

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 02 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 02, 2016 8:54 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pią Lut 03, 2012 8:11 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Popatrzmy np. pod http://www.youtube.com/watch?v=1f3SfBvLcnU&feature=related. Pod okienkiem filmu mamy komentarz:
Cytat:
Niemieckie Auschwitz na terenie polsk. i Kl Auschwitz....
Auscwitz KL Auschwitz Polonia - Documentário sobre a II Guerra Mundial.
Documentário sobre a II Guerra Mundial que mostra imagens inéditas e sem cortes da libertação pelas tropas soviéticas do campo de concentração de Auschwitz.

Jak widać tylko w polskim (a przynajmniej udającym taki) tekście mamy użyte słowo "niemiecki". Pozostali nie powinni się o tym jak się można domyślić dowiedzieć.
Przecież wtedy nie było państwa polskiego, a Auschwitz był wybudowany na terytorium włączonym do Rzeszy (to nie była GG).
Komentarza z wyjaśnieniem też dodać nie można, bo dla tego materiału komentarze są zablokowane: Adding comments has been disabled for this video.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group