" /> Dyskusje ogólne :: Abp Andrzej Dzięga - homilia 25.09.11
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Abp Andrzej Dzięga - homilia 25.09.11

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pią Wrz 30, 2011 7:09 am    Temat postu: Abp Andrzej Dzięga - homilia 25.09.11 Odpowiedz z cytatem

Abp Andrzej Dzięga


HOMILIA
w czasie XXVII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodzin
Jasna Góra 25 września 2011 r.
(26 niedziela zwykła. Czytania: Ez 18, 25-28; Flp 2, 1-11; Mt 21, 28-32)



Przylgnijmy jeszcze do dzisiejszego Słowa.
Najpierw to niesamowite pytanie, które Bóg sam stawia nam przez usta proroka: Czy mój sposób postępowania jest niesłuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne? Właśnie. Gdybyście wy nie byli tak przewrotni, to widzielibyście słuszność mojego postępowania. A właściwie: uznalibyście natychmiast słuszność mojego postępowania, bo przecież wy tę słuszność widzicie, tylko nie chcecie tego uznać, i na tym polega wasza przewrotność.

I w kontekście tego Bożego stwierdzenia o naszej przewrotności, dobry Bóg, jak Ojciec, przedstawia nam propozycję: Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy. Dziecko moje – popracuj tam trochę. Ja wiem, że może niewiele jeszcze potrafisz, ale mnie nie chodzi o jakieś konkretne wyniki. Ja i tak wszystkiego dopilnuję. Ja tylko proszę: idź, popracuj. Włącz się w te zadania, które są dla mnie ważne. Chciałbym widzieć, że ty jesteś przy mnie. Że ty się cieszysz, gdy coś robisz ze mną. Razem ze mną – twoim Ojcem. Dziecko, czy tak dużo oczekuję? Pierwszy odparł: tak, tak, Ojcze, oczywiście, idę natychmiast. I tyle. I nie poszedł. Nawet się tym nie przejął. Nie miał serca dla Ojca. Drugi przynajmniej szczerze od razu burknął: nie pójdę. Ale serce mu nie dało spokoju. Drążyła go prośba Ojca. Zastanowił się. Wręcz: opamiętał się. I poszedł. Bo Ojciec mnie prosi. Ojciec na mnie czeka. Mojemu Ojcu zależy na mnie.

Siostry i Bracia. Do arcykapłanów i starszych ludu Jezus powiedział: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Uważajcie, bo ci, którymi wy tak pogardzacie (skądinąd – słusznie), na których pokrzykujecie (skądinąd – słusznie) – może się okazać, że stają się gorliwsi od was samych. Bo tu chodzi o to, by mieć serce. Jak przypomniał w tych dniach parlamentarzystom w Berlinie Ojciec Święty Benedykt XVI – by mieć serce rozumne.

I wreszcie Paweł. Najsilniej, najkonkretniej. Tak mi zależy, Bracia, byście wy sami nie byli gorsi od tych wszystkich nawracających się celników i nierządnic. Proszę was, na wszystko, w imię Boga. Miejcie te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha. /.../ Niech was ożywia to dążenie, które było w Chrystusie Jezusie. On /.../ ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi /.../ uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci /.../ Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem /.../

Siostry i Bracia. Umiłowani pielgrzymi: Oto Jezus, Chrystus, on jest Panem nad panującymi. Niech się zegnie każde kolano. Słyszysz: każde! Także istot ziemskich. Także podziemnych. I wszelki język niech to wyzna. Niech nie milczy. Niech nie udaje, że nie rozumie. Niech skończy się przewrotność ludzka, o której wołał prorok Ezechiel. By świat uznał (byśmy to przede wszystkim my sami uznali: ja i ty), że sposób postępowania Pana jest słuszny. A jeśli rodzą się jakies problemy, to znaczy, że to my jesteśmy przewrotni. Że to nasze pokolenie czegoś oczywistego nie chce uznać.

Bo tu rzeczywiście chodzi o Boga i o Jego miejsce. O Jego prawo do ziemi przez Niego stworzonej i do człowieka, przez Niego stworzonego, na Jego obraz i na Jego podobieństwo. Tu nie chodzi o absolutyzm prawa jednego czy drugiego człowieka jako jednostki, a szczególnie o czyjeś prawo do wolności rozumianej dowolnie, a więc bez żadnych obiektywnych wartości i odniesień, a nawet do wolności rozumianej swawolnie, czyli z krzywdą drugiej osoby. Bo wtedy to już nie jest wolność, chociażby dziesięciu tzw. ekspertów wezwanych przed trybunał twierdziło, że ich zdaniem to jest właśnie wolność. Ci eksperci – dziwne, że pozostają anonimowi - potwierdzają, że te wartości w ich ustach są relatywne, zależnie od miejsca i zależnie od tego, o kogo chodzi. Bo jeśli o tzw. artystę, który drwi sobie z Boga, z uczniów Chrystusa, który publicznie znieważa Boga drąc Księgę Bożego Słowa - to trzeba ochronić tę jego ‘niby wolność’. Ale gdyby już chodziło o chrześcijan, o prawa katolików – to przeciwnie – niech się nie upominają o swoje prawa, niech zamilkną, najlepiej na zawsze, by już nie mogli przypominać dzisiejszemu światu,
• że istnieje Bóg: Ojciec, Syn i Duch Święty,
• że Jezus Chrystus jest Panem – co także współcześni panujący winni uznać, jeśli chcą po sobie pozostawić dobro,
• że istnieje obiektywna prawda, obiektywne dobro,
• że istnieje człowiek mający swoje prawa tu na ziemi już od poczęcia aż do naturalnej śmierci,
• że istnieje coś takiego jak małżeństwo i rodzina, które raz nazwane i określone przez żadnego człowieka na ziemi nie mogą być inaczej określone, bo są wpisane w naturę człowieka. Żeby zmienić tę prawdę o człowieku, o jego naturze, o jego obiektywnych prawach, o obiektywnej wolności, o jego życiu, o małżeństwie i o rodzinie – najpierw należałoby chyba zabić samego człowieka. Bo dopóki człowiek jest sobą, dopóki jest człowiekiem, nie może się nic zmienić w jego godności, w akceptowaniu jego natury, w ochronie świętości i nietykalności jego życia i w rozumieniu małżeństwa i rodziny.

Tu chodzi o Prawdę. Tu chodzi o Boga i o miejsce dla Niego. Nie tylko w życiu osobistym, prywatnym, ale także w życiu rodzinnym, a także w życiu społecznym. Za tę prawdę trzeba płacić, praktycznie w każdym pokoleniu. Trzydzieści lat temu przygotowany został przez Jana Pawła II niezwykły dokument Familiaris Consortio. Razem z tą Rocznicą przywołujemy jednak także trzydziestą rocznicą zamachu na życia Jana Pawła II – dokładnie w rocznicę i w momencie objawień w Fatimie, gdzie Maryja mówiła o rozlewających się po całym świecie tzw. błędach Rosji, jeżeli świat nie powróci do Boga. Bo tu chodzi o Boga, także w naszym pokoleniu. A za tę prawdę trzeba płacić. Także w tych latach i w tych miesiącach. Nam chodzi o Boga. Nie możemy o tym nie mówić i nie możemy o to nie wołać.

Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość – słyszymy od kilku dni powracającą wielokrotnie prawdę, jedną z najważniejszych i najbardziej przejmujących dla naszego pokolenia, przypominaną przez Benedykta XVI z wielkim spokojem, przedstawianą i wiernym Kościoła katolickiego i innym chrześcijanom, i muzułmanom i żydom, prostym ludziom i politykom, od których zależą losy Europy i świata. Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość. Gdzie nie daje się miejsca Bogu – tam brakuje prawdy, brakuje sprawiedliwości, brakuje miłości, brakuje życia, brakuje nadziei, brakuje światła. Gdzie nie daje się miejsca Bogu, tam brakuje mądrości, tam wręcz brakuje rozumu.

Ileż to już lat, jak brzmiało na polskiej ziemi i w polskich sercach wołanie Jana Pawła II: naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Bo cywilizacja śmierci jest cywilizacją właśnie ku śmierci, a więc nie ku przyszłości. Czy to jest takie trudne do rozumnego przyjęcia? Dla niektórych ciągle tak. Bo ciągle wołają o prawo do zabijania. I mówią, że wołają o wolność. A wołają o śmierć. Wołają o koniec! O grób wołają. I jeszcze z tego czynią program na najbliższe lata. Z zabijania! Czy uczeń Chrystusa może akceptować takie poglądy? Więcej, czy może takim ludziom powierzać losy swojego Narodu? Nam chodzi o Boga – Dawcę Życia i o Jego prawo.

Wołają o prawo do tzw. in vitro. Na żądanie. I na koszt wszystkich. Ale tu nie chodzi o koszt. Gdyby to było godziwe i dobre – może być na koszt wszystkich. Ale in vitro nie jest godziwe – bo ciągle jest połączone z zabijaniem wielu innych istnień ludzkich – braci i sióstr. A gdyby nawet kiedyś nie musiało być już łączone bezpośrednio z zabijaniem – będzie łączone z zamrażaniem. Dziecko, mające prawo do żaru miłości rodzicielskiej, jest zamrażane. Rozwój komórkowy w organizmie dziecka jest spowolniony, praktycznie zatrzymywany. To także cicha śmierć. Wreszcie - dziecko, które ma prawo być poczęte tchnieniem Boga przez miłość rodziców przyjmujących Święty Dar, w praktykach in vitro jest wymuszone. To gwałt na naturze.

Gwałt na człowieku jest przestępstwem – i słusznie. Chociaż życie poczęte także przez gwałt ma tę samą świętość i nietykalność. Jest równe w swojej godności z życiem poczętym w pełnej miłości rodzicielskiej. Trzeba tylko dar miłości ludzkiej dodatkowo mu uzupełnić. A nie karać śmiercią. Przy in vitro poczęte życie ludzkie – pomimo gwałtu na naturze - jest także równe w swojej godności z życiem poczętym w pełnej, naturalnej miłości rodzicielskiej. Chociaż jest dotknięte złą proporcją w miłowaniu, z racji na często obserwowaną większą miłość rodziców do siebie – tak bardzo chcemy mieć dziecko, mamy prawo do posiadania dziecka do tego stopnia, że decydujemy się nawet na zabicie lub zamrożenie innych, byleby to mieć dla siebie. To dziecko też oczekuje na dopełnienie miłości, zachwyt życiem jako darem Boga. Miłość prawdziwa i wielkoduszna współpracuje z naturą, wspiera naturę. Ale nie zaczyna od gwałtu na naturze. Bo to nie jest zgodne z porządkiem natury. Dlatego nie jest godziwe. A niektórzy z tego czynią program na najbliższe lata. Czy uczeń Chrystusa może akceptować takie poglądy? Więcej, czy może takim ludziom powierzać losy swojego Narodu? Gdyby byli uczciwi, to przynajmniej jednym tchem mówiliby także o naprotechnologii. Także refundowanej. Ale właśnie o tym nie chcą mówić. I nie chcą słyszeć. To zdradza ich właściwe intencje. Bo nam chodzi o Boga – Dawcę Życia i o Jego prawo.

Wszystkim nam, całemu Narodowi i Państwu Polskiemu potrzeba więcej radości z faktu każdego życia ludzkiego, trwającego pod sercem matki. Nie tyle z racji ekonomicznych (kto na nasze emerytury zapracuje), ale dla samego życia, jako Daru Boga. Chodzi o społeczną radość z rodzin przyjmujących i wychowujących i troje i czworo i więcej dzieci. To przecież jest normalna sytuacja zdrowej rodziny. Bo nam chodzi o Boga i Jego prawo. Gdzie jest Bóg, tam jest przyszłość.

Patrzymy na narastające znaki tzw. nowej obyczajowości. Źródłem nowych cierpień stanie się wychowanie seksualne w szkołach – bez miłości i bez odpowiedzialności (a uczeń Chrystusa pamięta, że chodzi tu o miłość i odpowiedzialność – także za drugiego człowieka jako człowieka).

Dorosłe matki cicho popłakują, ojcowie są smętni, bo ich już dorosłe – acz jeszcze młode dzieci – jakże często studenci lub zaczynający pracę - żyją na sposób małżeński a bez związku małżeńskiego. Jak dzisiaj wytłumaczyć młodym ludziom, że to jest grzechem, że to jest brak miłości i odpowiedzialności, skoro ktoś nieprzyjazny nasiał kąkolu między pszenicę – w dobre pojęcia wprowadził niedobrą treść, ktoś przechwycił język młodych ludzi. A to jest grzech, bo jest to budowanie na przekłamaniu prawdy oraz na krzywdzie drugiej osoby.

Patrzymy na sposób traktowania kobiety w naszym pokoleniu – popatrzeć wystarczy na programy telewizyjne, szczególnie niektóre w godzinach nocnych – jaki jest los duszy tych kobiet, ile jest tam dobrowolnie pozujących, a ile zmuszonych? A jeszcze zmuszane dzieci – to straszne przestępstwo – przecież ktokolwiek zgorszyłby jedno z tych maluczkich, lepiej by mu było kamień młyński uczepić do szyi i wrzucić w odmęty morskie. Ale podobnie jest z osobistą godnością i wolnością dorosłych.
A przemoc, której dzisiaj jest ciągle zbyt wiele w małżeństwach i rodzinach. Dom winien być przestrzenią bezpieczną dla każdego. Szczególnie dla domownika. Najbardziej dla dziecka, ale niemniej dla młodzieży i dla samych dorosłych. Kto jednak narusza mir domowy – ten sam się w jakiś sposób wyłącza z domowej wspólnoty. Przemoc nigdy nie może być metodą na załatwianie spraw domowych. Boga nie ma w przemocy. Cierpi wtedy razem z tym, kto jest sponiewierany moralnie lub fizycznie. Niesie z nim razem krzyż. I upomni się o miłość. Przemoc to jest bezbożnictwo. To są także skutki zbyt agresywnych programów telewizyjnych i internetowych. Tu też brakuje miłości i odpowiedzialności. Niech pamiętają o tym producenci i zarządzający mediami. Z drugiej strony - ileż mądrości wymaga rozpoznanie granicy dopuszczalnej interwencji urzędników państwowych w życie rodziny. Jak łatwo dodatkowo pogłębić czyjeś cierpienie, zbyt łatwo, albo zbyt silnie interweniując, albo zbyt długo podtrzymując niekonieczną interwencję. Państwo nie zastąpi wspólnoty rodzinnej. Ona bowiem zawsze pozostanie podstawą i szkołą życia społecznego. Mądre państwo wspiera mądrym prawem zdrową rodzinę.

Można jednak mieć wrażenie, że wielu współczesnych tzw. architektów nowego społeczeństwa chciałoby właśnie odsunąć rodzinę, tę, uważaną za tradycyjną, a zastąpić jej funkcje odpowiednio umocowanymi instytucjami i programami państwowymi. W pewnych sytuacjach wręcz gołym okiem widać, że już tylko Bóg – i jeszcze trochę Kościół Boży - przeszkadza im w swawolnym urządzaniu świata. Powstaje tu wręcz jakaś nowa mitologia europejska – system przekonań, twierdzeń i wierzeń, opartych na jakichś mitycznych przesłankach, a jednocześnie na jakiejś diabolicznej niechęci do zaakceptowania Boga w realiach ziemskich spraw. Zadziwiają powracające stwierdzenia, że to Bóg ogranicza ludzką wolność, a więc - gdy się odsunie chrześcijaństwo – to ludzie zbudują raj na ziemi. To jest wręcz narzucanie wszystkim zasady znanej z historii: cuius regio eius religio. To działa także w odniesieniu do formalnej areligijności. Nie będzie jednak raju bez Boga, bo bez trwałych i dobrych wartości nie ma raju, a takie wartości tylko z Boga możemy zaczerpnąć.

Dotykamy dlatego po Bożemu także sprawy małżeństwa i rodziny. W tych bowiem obszarach potrzeba wiele realnej ochrony i pomocy: duchowej i kulturowej, prawnej oraz ekonomicznej.

Nie ma żadnej wątpliwości, iż jedyne właściwe spojrzenie na małżeństwo jako jedność dwóch osób, musi być oparte na naturze człowieka, zauważalnej i rozumnie rozpoznawalnej w jego strukturze biologicznej, psychologicznej, społecznej oraz w jego duchowych potrzebach. Rozumnie można tu poznać także stwórczą wolę samego Boga, który małżeństwo ustanowił w porządku i ciała i ducha jako najpełniejszą, najbardziej intensywną i najbardziej owocną dla człowieka więź międzyludzką mężczyzny i niewiasty, określając jednocześnie istotne elementy tej więzi, przymioty, cele i uwarunkowania. Jezus Chrystus jednoznacznie potwierdził, iż ta pierwotna wizja małżeńskiej wspólnoty osób w pełni obowiązuje Jego uczniów. Każda próba ludzkiego manipulowania przy takim rozumieniu małżeństwa oznacza więc zafałszowanie tej rzeczywistości oraz radykalne odejście od stwórczej i zbawczej woli Boga jak też wystąpienie przeciwko dobru samego człowieka. Pomimo to, bywają jednak współcześnie ogłaszane takie ułomne normy prawne, redagowane przez wadliwie rozumujących twórców prawa. Normy te stają się źródłem poważnych zawirowań społecznych i kulturowych, zaś od wszystkich obywateli wymagają szczególnej mądrości i odwagi, by zachować i przypominać zdrowe rozumienie tych pojęć. Taką sytuację przeżywa szereg państw współczesnego świata. Także Polska jest popychana w tym samym kierunku pod złudnym szyldem postępu i dołączenia do tzw. państw cywilizowanych. Tylko, kto to określił, że rozwój cywilizacyjny polega na odejściu od Boga i Jego praw?

Prawdziwa jedność małżonków powstaje jednak jako naturalna odpowiedź mężczyzny i niewiasty na ich, przez Boga wszczepioną, naturalną potrzebę bycia razem. Tak Bóg ukonstytuował mężczyznę, że w naturalny sposób pragnie swoją osobowość i to, czym jest jako mężczyzna, złączyć całkowicie z osobą rozpoznawaną jako kobieta, z całą jej osobowością i ze wszystkim, czym ona jako kobieta jest. Tak Bóg ukonstytuował kobietę, że w naturalny sposób pragnie swoją osobowość i to, czym jest jako kobieta, złączyć całkowicie z osobą rozpoznawaną jako mężczyzna, z całą jego osobowością i ze wszystkim, czym on jako mężczyzna jest. To wzajemne upodobanie w sobie, wzajemne pragnienie siebie dla obopólnego obdarowania się i ubogacenia, jest jednym z podstawowych elementów konstytuujących jedność małżeńską. Nie są w stanie tego dokonać dwie niewiasty, nawet gdy twierdzą, że tego chcą. Nie są w stanie tego dokonać dwaj mężczyźni, nawet gdy twierdzą, że tego bardzo chcą. Powstający w takich przypadkach ‘jakiś związek’ - nawet gdyby był z jakiegoś, trudnego do wytłumaczenia powodu, akceptowany przez normy określonego państwa - absolutnie nie kwalifikuje się do określania go pojęciem ‘małżeństwo’. Byłaby to nierozumna uzurpacja językowa. Nie kwalifikuje się też – tym bardziej - do nadawania mu jakichkolwiek uprawnień przynależnych z natury rzeczy tylko małżeństwu (np. prawa do wychowywania dzieci).

Prawdziwa jedność małżonków nie może też mieć charakteru przejściowego. W sytuacji takiego patrzenia na powstający związek, jako na ‘byt czasowy’, trzeba w sposób oczywisty stwierdzić, że powstaje ‘jakaś międzyludzka umowa’, ale nie jest to małżeństwo. Prawdziwa jedność małżonków wymaga nadto, by była to więź wykluczająca w całym dalszym życiu mężczyzny i w całym dalszym życiu niewiasty powstawanie jednoczesne analogicznej więzi z innymi osobami. Związek małżeński jest tylko jeden, aż do śmierci jednego ze współmałżonków.

Czy jednak możliwe jest jeszcze dzisiaj takie trwanie w jedności i wierności małżeńskiej? Słyszy się głosy, iż jest to coraz bardziej trudne. Ale dlaczego? Czy sto lat temu ludzie mieli silniejszą wolę, czy bardziej komfortowe warunki życia? Myślę, że nie. Mieli jednak konkretną motywację. Przecież dałem słowo w Bożej obecności. To z Bogiem sprawa. A jednocześnie, nie jestem sam. Bóg mi dopomaga, zgodnie z moją własną prośbą: Tak mi dopomóż Panie - Boże Wszechmogący. Bo nam chodzi o Boga – Dawcę Miłości i o Jego prawo. Pamiętajcie o tym, drodzy adwokaci i sędziowie, gdy w Wasze ręce trafią bolesne sprawy małżeńskie. Jesteście potrzebni przede wszystkim do pomocy zagubionym ludziom w celu ochrony trwałości ich małżeństwa, a nie tylko szybkiej pomocy w jego rozwiązaniu. Ewentualna separacja – gdy zamieszkanie wspólne praktycznie nie jest już możliwe - to nie jest ‘jakiś słabszy rozwód’, ale realna szansa na poznanie przyczyn małżeńskiego problemu, i na próbę przynajmniej naprawienia postaw w celu wznowienia jedności. Wtedy i mediacja, szczególnie ze skutecznym przywołaniem pomocy dobrych psychologów, w tych sprawach mogłaby więcej pomóc.

Czy mój sposób postępowania jest niesłuszny, czy raczej wasze postępowanie jest przewrotne? Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy.

Dotykamy sprawy Narodu – to rodzina rodzin. Rodzina silna Bogiem, Naród silny rodziną. Naród trwający w rodzinie. Rodzina budowana na tożsamości narodowej. Wiele nauczał o tym Sługa Boży - niezapomniany Prymas Tysiąclecia Kardynał Stefan Wyszyński. Wielokrotnie także Jan Paweł II mówił o sile kultury w rodzinach przekazywanej kolejnym pokoleniom, kultury, która stawała podstawą trwałości ducha polskiego Narodu. Nie da się nigdy do końca rozdzielić – i nie trzeba tego rozdzielać - sprawy przeżywania małżeństwa i rodziny od sprawy tożsamości narodowej. To jest niezmiennie ważne zadanie dla rodziców, wspieranych przez mądrych nauczycieli. Ale nie chodzi tu jedynie o wiedzę podręcznikową. Tu chodzi przede wszystkim o przekaz serca. Co jako rodzice mówicie swoim dzieciom o dzisiejszych radościach i o dzisiejszych bolączkach naszego Narodu? Pamiętacie przecież, że imiona: Katyń, Gibraltar, Wołyń, Sybir, przetrwały przede wszystkim w przekazie rodzinnym. Postaw sobie dzisiaj pytanie – jak odpowiesz swojemu dziecku za dziesięć czy dwadzieścia lat na jego pytanie: Mamo, Tato, o co to chodziło z tą Solidarnością? A o co chodziło z Katastrofą Smoleńską? I nie bój się dzisiaj gromadzić i porządkować własną wiedzę. Niech Cię te tematy nie zmęczą. W kolejnym pokoleniu będą to ważne tematy. Dla tożsamości chrześcijańskiego Narodu także.

Korzystanie z tej siły kultury i tożsamości własnego Narodu jest możliwe, a nawet szczególnie korzystne, także przy małżeństwie tzw. mieszanym – czy to narodowo, językowo, wyznaniowo czy też nawet religijnie. Małżeństwo i rodzina mogą być skutecznie budowane właśnie na duchowej tożsamości i pięknie każdej z tych kultur. Nie ma takich kultur, których nie można byłoby złączyć w małżeństwie, o ile rozpoznają i akceptują podobne wartości. Język tu nie jest przeszkodą. Narodowość też nie powinna być przeszkodą. Widać to na wielu pięknych przykładach polskich małżeństw mieszanych, także w ostatnim pokoleniu. Problem może się jednak pojawić właśnie w obszarach kultury i w wartościach, wskazywanych jako ważne dla tej kultury. Podobnie może być – chociaż nie musi – w przypadku małżeństwa zawieranego pomiędzy osobami różnych religii. Różnice kulturowe lub różnice religii mogą być bowiem źródłem wielu problemów, a nawet cierpień, jeżeli nie ma pełnej akceptacji godności osoby lub godności i świętości samego małżeństwa. Tak więc warto do małżeństwa przygotowywać młodzież jako polską młodzież, a rodziny wspierać w naszym Państwie jako polskie rodziny. By miały silne zakorzenienie w kulturze i w duchowości naszego Narodu. I by nie musiały polskie rodziny wyjeżdżać do innego kraju tylko dlatego, by tam mogło się urodzić ich dziecko, bo tamto obce państwo lepiej zadba o polską rodzinę niż nasze własne – polskie państwo.

Jak oni wszyscy teraz pięknie mówią o rodzinie, ci kandydaci. Czy to naprawdę ci sami, co jeszcze niedawno mówili zupełnie inaczej. I głosowali inaczej. Dobrze pamiętamy tzw. dyscypliny partyjnej w głosowaniach parlamentarnych w sprawach sumienia – gdy chodziło o zdecydowanie, czy obywatelski – setkami tysięcy obywatelskich głosów poparty - projekt ustawy chroniący skutecznie ludzkie życie od poczęcia, będzie mógł być procedowany w polskim parlamencie. Taka pełna ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci wydaje się dzisiaj być najbardziej nowoczesnym rozumnym rozwiązaniem prawnym. To jednak dyscyplina partyjna związała głosujące dłonie parlamentarzystów by odrzucili ten projekt obywatelski. To nosi znamiona swoistego skandalu. To prosta droga do nowego totalitaryzmu – w który wcześniej czy później – jak uprzedzał Jan Paweł II - przeradza się demokracja bez wartości. A teraz ci sami tak pięknie mówią. Jak bardzo trzeba umieć ich słuchać.

Takie właśnie sytuacje świat nam proponuje. A co my na to? Możemy udawać, że nie ma problemu, że to jakieś wyjątki, że to rzeczywista ochrona wolności jednostki, itp. Ale to nie jest prawda. Dobry człowiek musi wytrwale stać na gruncie dobrych, słusznych, sprawiedliwych zasad, wpisanych w naturalny porządek świata. A przede wszystkim: chrześcijańscy małżonkowie i chrześcijańskie rodziny. Trzeba zaufać Panu Bogu, rozpoznać zgodnie z tchnieniem Jego ducha swoje życiowe powołanie, szukać miejsca i stanu, w którym najbardziej pomożemy Bogu pomnażać dobro pośród ludzi, dobro na ziemi, i każdego dnia tę drogę na nowo podejmować.

Wspólnoty rodzin – modlitewne, formacyjne, charyzmatyczne, sąsiedzkie, i innego typu są teraz coraz bardziej potrzebne. Dochodzi w dobie narastającego kryzysu gospodarczego jeszcze jedna wartość tych wspólnot: pomoc wzajemna, zarówno w celu wsparcia drugiej rodziny, jak też w celu owocnego spożytkowania własnych talentów. Taka wymiana talentów w wielu rodzinach już trwa: nie masz pracy, powiedz, co potrafisz, a spróbujemy powierzać ci w ramach wzajemnej pomocy pewne działania. Nie tak dawno zaskoczyła mnie jedna młoda rodzina stwierdzeniem, że ich dziecko za rok wejdzie w obowiązek szkolny, a oni już się przygotowują do tzw. domowej edukacji swojego dziecka, z pomocą koleżanki, nauczycielki, dla której chwilowo nie ma innej pracy. Jeszcze namawiają swoich przyjaciół, bo razem można działać jeszcze skuteczniej. W ten sposób można po chrześcijańsku z większą nadzieją nawet na kryzys spojrzeć. Są to wprawdzie półśrodki, ale przywołują to podstawowe prawo każdej rodziny, by próbowała zaradzać swoim potrzebom przez pracę własną, przez małą, domową wytwórczość czy usługi oferowane w ramach wzajemnej pomocy. Taka jest przecież filozoficzna podstawa także ustawowo wprowadzanego pojęcia rodzinnego gospodarstwa rolnego czy firmy rodzinnej.
Mądre państwo nie boi się takiej samodzielności rodziny. Wręcz zachęca do takiej samodzielności poprzez realne udogodnienia prawne i ekonomiczne, z podatkowymi rozwiązaniami włącznie.

Nam chodzi o Boga. I mamy do tego prawo. I Bóg ma do tego prawo. Nie wolno odrzucać Boga. Nie wolno bluźnić przeciwko Bogu. A przyjęcie prawa Bożego wpisanego w naturę człowieka i w naturę świata jest tylko z korzyścią dla człowieka i dla świata.

Pośród wielu danych człowiekowi środków intelektualnych i duchowych, możliwych do skutecznego zastosowania przez wiernych dla przyjęcia i realizacji powołania małżeńskiego, jest też obszar prywatnej modlitwy. W ogłoszonym 16 października 2002 r., a więc dziewięć lat temu – mija dokładnie pierwsza nowenna - Liście Apostolskim Rosarium Virginis Mariae Ojciec Święty Jan Paweł II stwierdza: „Pewne okoliczności historyczne sprawiają, że to przypomnienie o modlitwie różańcowej nabiera szczególnej aktualności. Pierwszą z nich jest pilna potrzeba wołania do Boga o dar pokoju. /.../ Równie pilna potrzeba wysiłków i modlitwy wyłania się w innym punkcie krytycznym naszych czasów, jakim jest rodzina, komórka społeczeństwa coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa. Powrót do różańca w rodzinach chrześcijańskich ma być, w ramach szerzej zakrojonego duszpasterstwa rodzin, skuteczną pomocą, by zapobiec zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki”. (RVM 6) We wspomnianym dokumencie Ojciec Święty zwraca się z gorącym apelem: „Drodzy Bracia i Siostry! Modlitwa tak łatwa, a równocześnie tak bogata naprawdę zasługuje, by wspólnota chrześcijańska ponownie ją odkryła. Uczyńmy to /.../ Patrzę na Was wszystkich, Bracia i Siostry wszelkiego stanu, na Was, rodziny chrześcijańskie, na Was, osoby chore i w podeszłym wieku, na Was, młodzi: weźcie znów ufnie do rąk koronkę różańca, odkrywając ją na nowo w świetle Pisma Świętego, w harmonii z liturgią, w kontekście codziennego życia. Oby ten mój apel nie popadł w zapomnienie nie wysłuchany!” (RVM 43) Oto swoisty program Jana Pawła II dla rodzin: od Familiaris consortio po Rosarium Virginis Mariae.

Różaniec, ta prosta, a jednocześnie pełna medytacji modlitwa, przenosi człowieka przed Boga i przed Maryję. Stając przed Bogiem odnajduje się właściwą hierarchię wartości, w której Bóg jest Źródłem i Dawcą Miłości, Życia i Nadziei. Stając przed Maryją, pozdrawiając Ją, jako Niewiastę, która w pełni poddała się woli Boga, powtarza się z Nią: Fiat – Niech mi się stanie. Mocą tego zawierzenia mógł Bóg uczynić Ją pełną łaski. Z różańcem w ręku każdy człowiek wiary może więc odzyskać wewnętrzną harmonię i siłę ducha, może też wyprosić dla siebie i dla innych skuteczne łaski. W wielu polskich rodzinach różaniec jest odmawiany regularnie jako modlitwa wspólna, codzienna, lub przynajmniej cotygodniowa. Jest to modlitwa wyciszenia, modlitwa zaufania, modlitwa nowej mocy. Nawet małe dziecko, wprowadzone przez rodziców w atmosferę tej modlitwy, poznaje już charakterystyczne wyciszenie spraw całego dnia lub tygodnia i pokój wstępujący w życie całej rodziny razem z tą modlitwą. Sprawia to, że dziecko zaczyna akceptować te formę modlitwy, i chociaż może sprawiać wrażenie, że mu się ta modlitwa nieco dłuży, w rzeczywistości jej nawet oczekuje. Podobnie kształtuje i umacnia ducha człowieka każda forma modlitwy, w każdym wieku i w każdej sytuacji. Zawsze winniście się modlić i nigdy nie ustawać.

Dorastający chłopcy i dziewczęta napotykają cały szereg barier psychologicznych, kulturowych, intelektualnych a także religijnych, pośród których muszą odnaleźć nie tylko drogę własnego życiowego powołania, ale przede wszystkim zachować siłę wiary, prowadzącej człowieka przez codzienne życie. Modlitwa jawi się w tym okresie jako źródło siły wewnętrznej ku zachowaniu czystości serca, otwarcia się na tajemnicę własnego chrześcijańskiego powołania, także powołania małżeńskiego, i umocnienie realnej więzi z Bogiem. Owocną kontynuacją takiej postawy może być później wspólna modlitwa narzeczonych w intencji małżeństwa i rodziny, do której założenia odpowiedzialnie się przygotowują.

Z kolei zawarcie małżeństwa wprowadza człowieka w zupełnie inne uwarunkowania, do których się wprawdzie przygotowywał, ale z którymi teraz dopiero musi się rzeczywiście zmierzyć. Dotychczasowe: ‘Ja’ oraz ‘Ty’ musi świadomie i odpowiedzialnie ustąpić miejsca nowej jakości: ‘My’. Rodzina dotychczasowa, rodzice, krewni, przyjaciele, ustępują miejsca wspólnocie małżeńskiej. Wola własna ustępuje miejsca decyzjom podejmowanym wspólnie. Własne plany życiowe, często z karierą zawodową włącznie, ustępują miejsca potrzebom wynikającym z życia małżeńskiego i rodzinnego. Pogłębia się to szczególnie w momencie narodzenia pierwszego dziecka, które zupełnie zmienia dynamikę dotychczasowego małżeńskiego i rodzinnego życia. Niejeden człowiek uderza w te wszystkie realia jak w barierę nie do pokonania i nie potrafi sobie z nową sytuacją poradzić. Okazuje się natomiast, że właśnie świadomość, iż przez sakramentalną łaskę Bóg sam jest obecny pomiędzy małżonkami we wszystkich uwarunkowaniach ich życia i prowadzi ich niemal ‘za rękę’ poprzez te sytuacje, pozwala owocnie zwracać się do Boga na modlitwie i uzyskiwać konkretną duchową pomoc.
Dojrzałe życie małżeńskie, związane z wieloma niepokojami, z trudnościami w znalezieniu pracy, z koniecznością dojeżdżania do pracy i z wielogodzinną lub wielodniową nieobecnością w domu, wprowadza nowe obszary zagrożeń a jednocześnie trwania w owocnej jedności małżonków. W tych sytuacjach jeden współmałżonek przez dłuższe lub krótsze okresy czasu musi pozostawać sam z codziennymi sprawami, rozwiązując je jednak w duchu realnej jedności, czyli tak, jakby byli oboje nieustannie razem. Oczywistą pomocą są dzisiejsze techniczne możliwości komunikowania się na odległość, jednak potrzebna jest w tych sytuacjach szczególna gwarancja duchowej jedności, która jest źródłem rzeczywistej siły. Wielu polskich małżonków w takich sytuacjach uzgadnia czas jednoczenia się w modlitwie, co pozwala również na odległość, w pewnym sensie także w czasie wykonywania obowiązków, o tej samej porze zwracać się do Boga w duchowym zjednoczeniu serc i myśli.

Wiele małżeństw w pewnym okresie swojego życia z różnych powodów dotkniętych jest kryzysem. Kryzys pojawia się wtedy, gdy jakiś istotny dla małżeńskiego i rodzinnego życia obszar spraw zostaje naruszony. Może to dotyczyć kwestii majątkowych lub wychowawczych, może wypływać z wątpliwości religijnych lub z pewnych zjawisk społecznych. Najpoważniejsze i najbardziej dramatyczne są zawsze kryzysy naruszające prawdziwą jedność małżonków. Zraniona zostaje wtedy osoba zdradzona. Głęboka rana, chociaż o nieco innych charakterze, pojawia się jednak także w osobie zdradzającej. Po ludzku biorąc, osoba zdradzona nabywa wtedy faktycznych uprawnień do stałego odejścia od jedności małżeńskiej, z zachowaniem jednak formalnej ciągłości dotychczasowego związku, czyli bez prawa wchodzenia w nowy związek. Kościół z jednej strony dopuszcza decyzję o separacji małżeńskiej, z drugiej strony jednak usilnie zachęca małżonków do udzielenia sobie wielkodusznego przebaczenia i do kontynuacji jedności małżeńskiej. Wydaje się, że właśnie w takich sytuacjach, prosta a głęboka modlitwa różańcowa, ze szczególnym rozważaniem tajemnic bolesnych, prowadzących przecież do tajemnic chwalebnych, może być dla małżonków realną szansą na przezwyciężenie kryzysu ich małżeństwa i odnalezienie w sobie niezwykłej, heroicznej woli przebaczenia i dalszego trwania w jedności. Może to również dotyczyć sytuacji związanych nie tyle z kryzysem samej jedności małżeńskiej, ile ze szczególną próbą miłości małżeńskiej wynikającej np. z długotrwałej choroby, wymagającej wielu ofiar i wyrzeczeń a także niezwykłej cierpliwości. Ucieczka od problemu nie jest postawą dojrzałą. Próba podjęcia problemu i udźwignięcia go z pomocą Chrystusa niosącego krzyż jest natomiast rzeczywistą, chociaż często heroiczną, postawą miłości i odpowiedzialności. Także w tym zakresie modlitwa może stać się dla małżonków pomocą bezcenną.

Jest jeszcze jeden okres, w którym jedność małżeńska może być przeżywana ze szczególnym pogłębieniem i cichą radością. Jest to okres jesieni życia małżonków, którzy po wielorakich nadziejach przeżywanych w narzeczeństwie, po okresie swoistej radości a nawet euforii w pierwszych miesiącach lub latach życia małżeńskiego, po okresie ciężkiej pracy w dojrzałym życiu małżeńskim, nadto niejednokrotnie po otrzymaniu wielkodusznego przebaczenia i darze nowego zaufania, teraz, w jesieni życia, wiedzą, ile sobie nawzajem zawdzięczają, i ile kosztowało ich wspólne przeżycie wielu lat. Umieją to dopiero teraz w pełni docenić. Spojrzenie na te lata i sprawy w świetle obecności Bożej łaski w ich życiu otwiera tych małżonków niezwykle głęboko na sakramentalną tajemnicę ich małżeńskiego powołania, które tylko dlatego stało się w ich rodzinie owocne, że zaufali Panu Bogu i mogli wtedy zaufać sobie.

Nawet przeżywane przez nich sprawy i problemy dotyczące życia ich dorosłych już dzieci, postrzegane są we właściwszych proporcjach i zawsze są otwarte na pełne ewangelicznej nadziei rozwiązania. Dziękczynna modlitwa, pełna ufnego zawierzenia, pełna ciszy i pokoju, pełna wdzięczności, jest wtedy przez nich kierowana ku Bogu. W tym okresie życia wspólna modlitwa pogłębia ich wzajemne zjednoczenie, dodatkowo wycisza echo dawnych, może przykrych wspomnień, wzmaga bliskość ich serc, szeroko otwiera na tajemnicę Bożej obecności w ich życiu, pozwala też wypraszać ich bliskim potrzebne łaski. Wprowadzając w tajemnice chwały staje się też doskonałą szkołą małżeńskiego przygotowania się na czekające każdego spotkanie z Bogiem twarzą w twarz.

Małżonkowie kochani. Pielgrzymi Jasnogórscy. I wszyscy w całej Polsce, którzy dzisiaj stajecie dłoń w dłoń i serce w sercu aby przed Bogiem ponowić, ożywić, uczynić jeszcze bardziej owocnym – wasze sakramentalne TAK. Uczyńcie to śmiało. Wy też jesteście solą tej ziemi. Wy też jesteście na ziemi światłem Chrystusa. A światła nie chowa się pod korcem, ale stawia na świeczniku, by świeciło wszystkim, którzy są w domu.

Tak nam świeci Maryja – Niewiasta obleczona w słońce. A księżyc pod Jej stopami. Trzykroć Przedziwna. Zwycięska Królowa Polski. Oblubienica Ducha Świętego. Bogurodzica. Matka Kościoła i nasza Matka.
Niech więc świeci również światło Waszej wiary przed ludźmi, aby widzieli Wasze dobre uczynki, by słyszeli Wasze dobre świadectwa, by – przez Jezusa Chrystusa – naszego Pana – znowu chwalili Przedwiecznego Ojca, który jest w niebie. Amen.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 09 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 09, 2016 2:53 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group