" /> Dyskusje ogólne :: Wałęsa znalazł złoty róg?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wałęsa znalazł złoty róg?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sob Lis 26, 2011 1:39 pm    Temat postu: Wałęsa znalazł złoty róg? Odpowiedz z cytatem

http://juliamariajaskolska.salon24.pl/367640,walesa-znalazl-zloty-rog

Wałęsa znalazł złoty róg?

„Chciałbym zrobić film o Lechu Wałęsie. Kiedy szkalują naszych przyjaciół, ktoś musi stanąć w ich obronie. Wypadło na mnie” – zapowiedział z górą dwa lata temu Andrzej Wajda podczas festiwalu filmowego w Berlinie. Słowo się rzekło i w grudniu ruszają zdjęcia do filmu „Wałęsa”, którego bohater tytułowy jak wiadomo sam, w pojedynkę – on jeden, a nie dziesięć milionów ludzi zaangażowanych w zryw „Solidarności” – obalił komunizm.
Opis: http://jakuccy.pl/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gif
Twórca socrealistycznego „Pokolenia”, nazywający siebie „kierowcą Wałęsy”, dumny z faktu, że mógł „pierwszego elektryka” wieźć samochodem, zapowiadał już wcześniej, że były przywódca „Solidarności” zostanie przedstawiony jako „bohater naszych czasów”. W ocenie Andrzeja Wajdy „do upadku muru berlińskiego nie doszłoby bez Lecha Wałęsy, bez Polaków, bez „Solidarności”. Zwróćmy uwagę na kolejność – najpierw Wałęsa, a na szarym końcu dopiero dziesięć milionów ludzi zaangażowanych w solidarnościowy zryw.

Lech Wałęsa ma być w filmie przedstawiony takim „jak go widzi świat” czyli w domyśle obiektywnie, a nie tak jak Polacy. „Tutaj go uplątali, umoczyli w jakieś sytuacje, które naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Tym bardziej, że on się z tego wytłumaczył. I wszystko wskazuje na to, że to, co powiedział, jest prawdą” – powiada Wajda.

„Fakt, że robotnik mógł w naszym kraju zrobić to, co zrobił i odegrać taką rolę, jaką odegrał, to jest fantastyczne. Tegośmy czekali od »Wesela« Wyspiańskiego. Tam zgubili złoty róg, a go Wałęsa znalazł” (sic!) - zachwyca się reżyser swoim bohaterem. Nietrudno więc zgadnąć, że odpowiednimi źródłami nie mogły stać się publikacje historyków Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. W końcu nie wynika z nich, że Wałęsa – jak chce Wajda – to dla Polski „postać opatrznościowa”.

Złudzeń nie pozostawia też jeden z głównych przywódców pierwszej „Solidarności”, Andrzej Rozpłochowski, który w sierpniu 1980 roku stanął na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego Huty Katowice, reprezentującego 1200 zakładów pracy i milion ludzi w nich zatrudnionych. Rozpłochowski, podobnie jak m.in. Jan Olszewski i bracia Kaczyńscy, był zwolennikiem „Solidarności” jako organizacji ogólnokrajowej, a nie federacji regionów. Wałęsa popierał tu władze PRL, dążących do ograniczania roli związku, który wówczas byłoby łatwiej rozbić. Rozpłochowski przypomina w tym kontekście zachowanie Wałęsy po tzw. wydarzeniach bydgoskich z marca 1981 r. – pobicia przez milicję działaczy związkowych, w tym Jana Rulewskiego – gdy przewodniczący związku był przeciwko strajkowi generalnemu. Rozpłochowskiemu, który domagał się natychmiastowego zwołania Komisji Krajowej „S”, której był członkiem, odpowiedział: ”Postawię ci szubienicę, a mnie tron…”.

Co jednak znaczą dokumenty IPN, czy relacja Rozpłochowskiego w porównaniu z zamówieniem politycznym salonu? Na ekranie zobaczymy więc retuszowaną biografię, pomijającą skrzętnie fakt współpracy „Bolka” z bezpieką. Tym bardziej, że reżyser swego czasu deklarował, że najbardziej chciałby zrobić film przeciwko IPN-owi, gdyż uważa, iż jest to „instytucja odgrywająca wyjątkowo złą rolę”. Dziś pewnie swoją deklarację podtrzymuje, szczególnie po tym jak nowy szef IPN, Łukasz Kamiński, nie dołączył do chóru obrońców tezy o kryształowej przeszłości „legendy Solidarności”.

Nie kto inny przecież jak Andrzej Wajda oburzał się otrzymaniem z Biura Lustracyjnego IPN zapytania, czy zgadza się na umieszczenie swojego nazwiska w spisie osób inwigilowanych przez organy bezpieczeństwa. „Fakt pominięcia Lecha Wałęsy w tym spisie wyprodukowanym przez IPN jest dla mnie nie do przyjęcia. W związku z tym oświadczam, że kategorycznie nie wyrażam zgody na figurowanie w spisach IPN, dopóki nie znajdzie się tam nazwisko pierwszego przewodniczącego NSZZ »Solidarność«, laureata pokojowej Nagrody Nobla, człowieka, dzięki któremu żyjemy w niepodległej Polsce – Lecha Wałęsy” – oświadczył reżyser w sierpniu 2008 roku.

Biorąc pod uwagę dokonania Wajdy na polu fałszowania historii, bynajmniej nie zdumiewa taka opinia na temat Instytutu odkłamującego najnowsze dzieje. To w końcu nie kto inny jak on próbował zrobić z polskiej kawalerii idiotów, pokazując w filmie „Lotna” scenę, w której we wrześniu 1939 r. walczy ona z niemieckimi czołgami, waląc szablami w ich pancerze! Jerzy Narbutt w felietonie „Bajdy pana Wajdy” przypomniał, że ta znana, absurdalna scena z „Lotnej” to powtórka z Goebbelsa, który - chcąc w opinii światowej ośmieszyć Polskę i Polaków - pierwszy puścił w obieg owo kłamstwo. „Czy pan Wajda musiał być tym drugim, który postanowił goebbelsowską fikcję kolportować dalej, widząc przecież, że niczego podobnego w Kampanii Wrześniowej nie było i być nie mogło, gdyż kawaleria polska nie składała się z idiotów?” – pytał Narbutt.

„Popiół i diament” Wajdy był z kolei filmem jednoznacznie antyakowskim, raz – że zestawiającym „dobrego” komunistę ze „złym” akowcem, a dwa – że uzasadniającym bezsens walki z nowym ustrojem. „Kanał” ukazywał dla odmiany – choć rutynowo już zgodnie z propagandą komunistyczną – głupotę decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego.

W tak rozreklamowanym „Katyniu” całkiem kłamliwie Wajda przedstawił postać rotmistrza Andrzeja, znakomicie zagranego przez Artura Żmijewskiego. Ponoć odmawia on ucieczki spod straży NKWD tylko dlatego, że zabrania mu tego rzekomo honor oficera polskiego. Tymczasem ucieczka z niewoli była wręcz obowiązkiem honorowym i regulaminowym wszystkich oficerów, także żołnierzy wszystkich armii, i jak tylko mogli, to uciekali albo przynajmniej próbowali uciekać z niewoli.

Mainstream zachwycał się, że „Katyń” został bardzo życzliwie przyjęty za naszą wschodnią granicą. Trudno się dziwić! Skoro w filmie nie pada ani jedno słowo o Stalinie, czy Berii, to czy nie wychodzi na to, że polskich oficerów mordowali anonimowi pijani enkawudziści, a „towarzysz Stalin, co usta słodsze miał od malin” nic o tym nie wiedział. Miał za co być wdzięczny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew odznaczając Wajdę „za twórczość” w 2010 r. Orderem Przyjaźni Federacji Rosyjskiej.

Wajda na swój film o „mędrcu Europy” dostanie solidny budżet. My zaś pewnie długo nie doczekamy się rzetelnego filmu o faktycznej bohaterce Sierpnia’80 – Annie Walentynowicz, którą w wykrzywionym zwierciadle przedstawił niemiecki reżyser Volker Schlondorff. Oczywiście, jest znakomita biografia „Anna Solidarność” Sławomira Cenckiewicza, no ale nie wydaje się, by ta publikacja stała się kanwą scenariusza obrazu innego niż kolejny „półkownik”.

Nie doczekamy się też długo produkcji poświęconej jednemu z największych bohaterów współczesnego świata – „ochotnikowi do Auschwitz”, czyli rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu; nie będzie pieniędzy na dokumenty o „żołnierzach wyklętych”, czy na rzetelny obraz o Powstaniu Warszawskim. W najlepsze żyć będą neopeerelowskie „półkowniki”, które dalej – zamiast w telewizji publicznej – będziemy oglądać na kameralnych pokazach filmowych, choćby takich jak Obywatelskie Konfrontacje Filmowe w Warszawie, gdzie pokazano m.in. „niepoprawny politycznie” film Piotra Zarębskiego „1980 Solidarność 1990 – 10 lat później”.

Po to spaliśmy na styropianie, by doczekać się drugiego „drugiego obiegu”.

Julia M. Jaskólska, Piotr Jakucki

http://jakuccy.pl

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 7:30 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Nie Lis 27, 2011 12:07 pm    Temat postu: Czy będzie też o internacjonalizmie Bohatera? Odpowiedz z cytatem

Czy będzie też o internacjonalizmie Bohatera?

No, bo przecież:



(Ale współczujmy Więckiewiczowi: w filmie "Różyczka" grał oficera SB, a w filmie "Wałęsa" zagra tylko konfidenta tejże.)

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tomasz Strzyżewski
Weteran Forum


Dołączył: 12 Sty 2008
Posty: 147

PostWysłany: Wto Lis 29, 2011 11:38 am    Temat postu: KRÓL POLSKIEGO KINA Odpowiedz z cytatem

Miesięcznik „Niezależna Gazeta Polska” (nr 12, grudzień 2007) http://www.niezalezna.pl/ opublikował interesujący materiał dotyczący przeszłości Andrzeja Wajdy, stanowiący rezultat badań dokumentacji na jego temat, znajdującej się w IPN. Od dawna zastanawiał mnie fakt, że przez cały czas trwania III RP Andrzej Wajda nie mógł zdecydować się na realizację filmu o mordzie katyńskim. Gdy to wreszcie uczynił, obraz ten (niewątpliwie artystycznie doskonały) zasłużył sobie na taką oto recenzję, jak pod załączonym linkiem:

http://forum.sws.org.pl/viewtopic.php?p=6169&highlight=#6169


KRÓL POLSKIEGO KINA
Anna M. Sekretarska i Maciej Marosz


„Koleżanki i koledzy, pamiętacie jak przed laty powoływałem się na Lenina, którego definicję stanu rewolucyjnego przytoczyłem na jednej z narad. Powiem skromnie, że moje przepowiednie okazały się prorocze. Tym razem powołam się na Karola Marksa” – takimi słowami zwracał sią w 1987 r. do członków Stowarzyszenia Filmowców Polskich Andrzej Wajda. W tym czasie w Europie owiany był już legendą artysty walczącego o demokrację. PRL zrobił z niego produkt eksportowy – wypychał w świat i kazał robić dobre wrażenie. Gażą za tę rolę była sława, swoboda podróżowania i kręcenia filmów – mimo wszystko zawsze zbieżnych z propagandą komunistycznego państwa i bardzo mu użytecznych.

Andrzej Wajda rozpoczął swoją karierę w wieku 20 lat, wstępując do Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Zdeklarowanym komunistą był z pewnością już w 1948 r., gdy dołączył do Polskiej Partii Robotniczej. Dwa lata później zasilił szeregi ZMP. W 2000 r. bagatelizował swoje zaangażowanie we wspieranie komunizmu w Polsce: „Nigdy nie byłem partyjnym towarzyszem”. W czasach stalinowskich sprawiał wrażenie co najmniej mocno przekonanego do sowieckiego ustroju: „Posiada duże wyrobienie ideologiczne, oraz wykazuje zdecydowaną postawę. Pod względem politycznym – pewny” – zaznaczył w swojej notatce służbowej kierownik Wydziału Kadr Szkoły Filmowej Zygmunt Szydłowski. „Członek PZPR. Zasługuje na zaufanie. Nie ma w stosunku do niego żadnych zastrzeżeń natury politycznej czy moralnej” – chwalił gwiazdę dzisiejszego polskiego kina.

Podczas studiów na krakowskiej ASP Andrzej Wajda wykazywał dużą aktywność ideologiczną. Wspólnie z Konradem Nałęckim w 1948 r. obwieścili światu swoisty manifest napisany w duchu stalinowskiej propagandy zatytułowany „Głos młodych plastyków” (opublikował go tygodnik społeczno-literacki „Wieś”). Dwaj młodzi artyści-studenci politycznie denuncjowali w nim swych wykładowców, że nie przystają do zadań współczesności, bo ich światopogląd jest już nieaktualny i dlatego trzeba jak najszybciej ruszyć z frontem ideologicznym walczącym o duszę mlodych. Myśl Wajdy i Nałęckiego wykorzystał nieco później stalinowski minister kultury i sztuki Włodzimierz Sokorski, apelując do studentów: „Jeżeli wam któryś z profesorów się nie podoba, to przyjdźcie do mnie o każdej godzinie dnia i nocy i takich profesorów będziemy się pozbywać. Dziś chcę wam wszystkim powiedzieć, że profesor Tadeusz Kantor nie jest już profesorem. Takich profesorów my nie potrzebujemy”.


Wdzięczny artysta

Z krakowskiej ASP Wajda przeniósł się do łódzkiej Szkoły Filmowej. Zmianę dyscypliny artystycznej uzasadniał –
„Wybieram rodzaj sztuki, który jest najważniejszy przy przekształcaniu człowieka na drodze do nowego ustroju”. „Realizatora filmowego poza talentem i poczuciem rzeczywistości, musi cechować marksistowska postawa wobec życia i sztuki”– wyjaśniał władzom nowej uczelni.

„Marksistowska postawa wobec życia i sztuki” tak trwale wpisała się w twórczość i sposób myślenia reżysera, że jeszcze w 1987 r. – postrzegany już jako twórca związany z opozycją i niezależny od władz PRL – zwracał się do uczestników forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich językiem rodem z czasów najgłębszego komunizmu: „Koleżanki i koledzy, pamiętacie jak przed laty powoływałem się na Lenina, którego definicję stanu rewolucyjnego przytoczyłem na jednej z narad. Tym razem powołam się na Karola Marksa. Aby powstała jakakolwiek wartość dodatkowa – którą, jak wiecie zabierają do kieszeni kapitaliści, a w naszym kraju państwo – musi powstać jakakolwiek wartość”.

„[…] Polskie filmy stały się dzisiaj pierwszym, a może jedynym sojusznikiem nowego kina radzieckiego i to właśnie napawa mnie głębokim optymizmem”.

„[…] Koleżanki i koledzy, pamiętajcie, że naszym sojusznikiem jest dziś nie byle kto, tylko kino radzieckie”.



Zawsze swój

Z dokumentów dotyczących Andrzeja Wajdy, które zachowały się w Instytucie Pamięci Narodowej, wynika, iż komunistyczna bezpieka prowadziła obserwację jego działalności, zwłaszcza wystąpień. W materiale nie ma śladów wskazujących na to, by władze komunistyczne traktowały reżysera jako „wrogi element” – przeciwnie – można odnieść wrażenie, że cieszył się zaufaniem. Odnotowywano spotkania Wajdy z Kuroniem i Michnikiem, w pewnym momencie planowano założenie podsłuchu w domu reżysera. Jednak mimo to przez cały okres PRL (począwszy od czasów stalinowskich) Wajda korzystał ze specjalnego paszportu pozwalającego na podróżowanie po całym świecie. O tym, jakim zaufaniem komunistyczne władze darzyły reżysera, świadczy choćby korepondencja między Mieczysławem Rakowskim a Czesławem Kiszczakiem (1984r.): „dot. zastrzeżenia wyjazdów Wajdzie w związku z wypowiedziami dla prasy zagranicznej.

Trudno zgodzić się z taką oceną wypowiedzi Wajdy. Wajda unika otwartych ataków. Zresztą z natury swej nie jest to człowiek naładowany agresją. Uważam, że nieudzielenie mu paszportu (wyjazd z K. Zachwatowicz do Francji) w oparciu o ocenę III Dep. byłoby błędem politycznym”.

Rakowski dobrze wiedział, o czym pisze – reżyser nie przysparzał problemów nawet podczas stanu wojennego. Przebywał wówczas we Francji. Na wspólnej konferencji prasowej z Romanem Polańskim i Andrzejem Żuławskim bagatelizował syytuację w Polsce, sugerując, iż komuniści nie blokują wolności słowa: „Wajda przed kamerami franc. Tv z Polańskim i Żuławskim. Wajda apelował do swych dwu kolegów, aby wracali albo przynajmniej częściej przyjeżdżali do kraju i robili filmy. Oświadczył, że nie będą mieli żadnych problemów z cenzurą, gdyż w tej chwili jeśli się czegoś można w Polsce obawiać, to raczej cenzury obyczajowej, która może nieżyczliwie przyjąć pewne ‘nowalijki’ lub zbyt swobodne wątki”.

Przydawał się również władzy, gdy trzeba było studzić prosolidarnościowe emocje innych artystów:

„15.12.1978 not. służbowa
Wystąpienia A. Holland na spotkaniach w PWSFTiT i PWSSP w Łodzi. Dyskusja z reżyserem Wajdą i scenarzystką filmu 'Bez znieczulenia' – A. Holland.

Holland stwierdziła, że w Polsce panuje ustrój totalitarny, z którym należy w zdecydowany sposób walczyć, gdyż jak ukazuje to film, ustrój ten może zniszczyć najbardziej wartościowych ludzi.

Wystąpienie Holland spowodowało reakcję Wajdy. Zwrócił uwagę, aby zabierała głos wyłącznie w swoim imieniu, bez ogólników”.



„21.09.1980, ko 'Jerzy' dot. deklaracji, którą w dniu 29.08.80 przyjął ZPAP w sprawie wydarzeń na terenie kraju.

Maja Komorowska stwierdziła, że w sytuacji, w jakiej znalazł się kraj, należy jak najdalej iść z żądaniami, jechać, nawet od razu do Gdańska i przystąpić do strajkujących.

Wajda ostudził ją. Powiedział, że zgodnie z decyzją, dekret sporządzony przez ZPAP, trzeba pokazać MKS w Gdańsku, tyle że w niedzielę, już po podpisaniu porozumienia, by nie rozjątrzać robotników.

Wajda stwierdził, że związki twórcze powinny pozostawać poza ruchem związkowym. Zaapelował do stworzenia wspólnej koncepcji organizacyjnej i merytorycznej polityki kulturalnej, z którą następnie należałoby wystąpić do władz politycznych”.



Jeszcze w 1988 r. perorował:
„Przyjaźń polsko-radziecka, którą wysoko cenimy, nie będzie się mogła dalej rozwijać tak efektywnie, jeśli będzie realizowana tylko na oficjalnej płaszczyźnie”.


Gwiazda PRL

Prasa i telewizja PRL poświęcały wiele uwagi Andrzejowi Wajdzie. Reżyser wypowiadał się nie tylko o sztuce, lecz także z entuzjazmem chwalił dobrobyt PRL i przywódców partii. W 1975 r. w „Polityce” ukazał się obszerny wywiad z reżyserem, który przeprowadził Jerzy Urban. Wajda pouczał, że „artyści byliby bardziej pożyteczni, gdyby odbierali fale polityczne, i gdyby przetwarzali je na mądre dzieła sztuki”. Na pytanie Urbana, czy uważa, że rozwój kraju, gospodarka, materialny poziom życia odpowiadają oczekiwaniom ludzi w ostatnim pięcioleciu, Wajda mówił: „Oczywiście że tak. Z pewnością tak. Inwestycje muszą dać rezultaty, nie mam żadnych wątpliwości, że znajdziemy się w gospodarczej czołówce”. „[…] Ostatnio miałem okazję rozmawiać z Gierkiem. Powtarzał z zapamiętaniem, że trzeba lud wdrożyć do jakiejś pracy, trzeba to zrobić, to się da zrobić, to się musi dać zrobić – obecne kierownictwo jest zacięte w poczuciu swoistej misji, ma emanujące poczucie służebności. Ja reprezentuję te cechy. To jest mi bliskie” – dzielił się z Urbanem swoimi przemyśleniami.

W rozmowie z krytykiem i scenarzystą filmowym Wandą Wertenstein w 1981 r. tak wyjaśniał przyczynę swojej popularności: „Gdybym upierał się przy pewnych scenariuszach, nie zrobiłbym do dzisiaj moich podstawowych filmów. Gdybym czekał, aż będę mógł zrealizować ten czy inny scenariusz, nie byłbym zawodowym reżyserem, lecz kimś, kto robi filmy od czasu do czasu”.

Natomiast osiem lat później, 16 czerwca 1989 r., także Wandzie Wertenstein reżyser mówił: „Ci, którzy mają jakieś zdolności, nie muszą zapisywać się do partii, żeby egzystować, żeby żyć, żeby tworzyć. A tamci to ludzie, którzy mają albo chore ambicje, albo są po prostu tak niezdolni, że bez pomocy partii nigdy nie zrobiliby żadnego filmu”. Widać wyraźnie, że wraz ze słabnięciem w Polsce komunistów pogarszała się również pamięć Wajdy na temat swojej własnej partyjnej przeszłości. Później w 1990 r. zdawał się zupełnie nie pamiętać, iż karierę artystyczną budował równolegle z polityczną. W wywiadzie dla „GW” opowiadał, jak wcześniej doradzał swoim studentom, by zawsze rozwijali swoje zdolności, bo inaczej będą musieli zapisać się do PZPR. „Ostrzegałem ich również, aby pilnie uczyli się robić filmy, gdyż inaczej będą musieli zapisać się do partii, która zbierała takich nieudaczników i dawała im ochronę – ale oczywiście nie za darmo”. „Nie jest tak, żeby w Polsce ktoś nie mógł zrobić filmu. Nie byłem szefem kinematografii, ani nie odgrywałem żadnej roli politycznej na tyle, żeby móc komukolwiek, cokolwiek zabronić” – wyjaśnił.


Historia według Wajdy

Na festiwalu w Karlovych Varach i konferencji filmowej w Pradze (1958 r.), gdzie pokazywany był film Wajdy „Kanał”, reżyser został oskarżony o nihilizm, skrajny pesymizm i pogardę dla bohaterstwa. Odpierając te zarzuty, stwierdził, że osoby wypowiadające się w ten sposób absolutnie nie znają tematu. „Te same jednak zarzuty słyszałem od reakcyjnie nastawionych ludzi w kraju, którzy z Powstania Warszawskiego zrobili świętość” – mówił oburzony. „Powstanie było politycznie obłędem, a militarnie szaleństwem. Cóż mogło z tego wyniknąć. Obłęd i szaleństwo zabijają bohaterów mego filmu w kanałach, na dnie rozpaczy, bez sensu i potrzeby. Trzeba przecież rozumieć, że Powstanie Warszawskie zostało wywołane przez rząd londyński, dla którego takie zakończenie wojny było klęską” – dodał.

Gdy „Kanał” omawiano na posiedzeniu Komisji Ocen Filmów i Scenariuszy, wypowiadano się o nim z dużą aprobatą. „Tym filmem zmusimy ludzi do tego, żeby pomyśleli, że wysiłek był zmarnowany. Chcemy przez ten film pokazać dynamikę znarnowanego bohaterstwa ludu warszawskiego. Musimy zdać sobie sprawę, że robimy film rewizjonistyczny w stosunku do tradycji ułańskiej” – powiedział wówczas Jerzy Toeplitz.

„Przecież musimy zgodzić się z tym, że ten film nie godzi w podstawy Polski Ludowej, że on w żadnym wypadku nie wzywa do obalenia ustroju, on jest zrobiony z pozycji komunistycznych” – chwalił Tadeusz Konwicki.

„Tacy artyści jak Wajda, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie, są emisariuszami zręcznie działającego systemu Chruszczowa, wysyłanymi na zachód, jako pułapka na głupców. Partia prowadzi ich na smyczy” – pisał szwajcarski dziennik „Neue Zürcher Zeitung” po premierze „Popiołu i diamentu”. „Ci młodzi ludzie, którzy stoją do dyspozycji elastyczneijszego obecnie systemu propagandy Związku Radzieckiego są – właśnie dzięki tej giętkości i pozornej artystycznej wolności – bardziej niebezpieczni [...]. Wystarczy obejrzeć film Wajdy, aby się o tym przekonać” – kontynuował dziennik.

W Polsce drukowano peany: „Wajda wydaje mi się najbliższym Marksizmowi twórcą filmowym” – tak twórczością reżysera zachwycał się na łamach „Literatury” Jerzy Putrament.


„Starałem się zrealizować film, który po marksistowsku ukazywałby powstanie i główne treści kapitałizmu w Łodzi” mówił reżyser po ekranizacji swojego filmu „Ziemia obiecana”. Marksizm tego obrazu w lot zrozumiała komunistyczna propaganda. Na posiedzeniu Wydziału Pracy Ideowo-Wychowawczej KC PZPR w 1975 r. powstał plan wykorzystywania dzieł filmowych reżysera: „Trzeba ostrożnie podkreślać, że Wajda opowiedział się klasowo. […] Należy podkreślić obiektywną, wychowawczo-ideową wartość 'Ziemi obiecanej'”.


Trochę w AK

W życiorysie dołączonym do ankiety personalnej Wajda wspomina o tym, iż w latach 1942-1944 był zaprzysiężonym żołnierzem Armii Krajowej. Tymczasem w podobnym dokumencie dołączonym rok wcześniej do podania o przyjęcie do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi, nie podaje żadnej informacji na ten temat. Do działalności w szeregach Armnii Krajowej reżyser powrócił znowu w wywiadzie udzielonym Bolesławowi Sulikowi w 1967 r. w Londynie: „Byłem oczywiście w AK, ale wykonywałem tylko bardzo skromne zadania i represje niemieckie mnie nie dotknęły” – wspominał. Skontaktowaliżmy sią z szefem radomskiego oddziału Armii Krajowej, Leonem Etwertem, który dysponuje odpowiednią dokumentacją historyczną. Etwert wyjaśnił, że nie widnieje w niej nazwisko Wajdy.

Specyficzne podejście reżysera do prawdy historycznej – zawsze dziwnie zbieżne z propagandą komunistyczną – widoczne jest także w obrazie „Lotna” inspirowanym sformułowaniem „z szablami na czołgi”, które było elementem budowania negatywnego wizerunku polskiej kawalerii. Sponiewieranie pamięci o żołnierzach WP z czasów II RP może dziwić tym bardziej, iż ojciec reżysera walczył w pułku kawalerii, który odznaczył się bohatersko w pierwszej potyczce II wojny światowej pod Wieluniem. Krytykującym kłamstwo historyczne, na którym oparty jest film „Lotna” reżyser odpowiadał: „Niektórzy historycy podnieśli krzyk, że w 1939 r. nie było żadnej szarży kawaleryjskiej, a zatem scena ta była niemożliwa... i to jest prawda. […] Czy to wyjdzie mądrze, czy głupio, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Chodziło tylko o to, żeby taki szalony skrót przedstawić w filmowym obrazie”.


***

Tekst powstał na podstawie akt Instytutu Pamięci Narodowej – sygn. IPN BU 0222/1572; wykorzystano również książkę Piotra Włodarskiego, Pan Andrzej.[/b]


_________________
Kto pot?pia cenzur?, by nast?pnie samemu j? stosowa?, mo?e by? tylko durniem lub hipokryt?.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Czw Gru 01, 2011 9:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jest niesamowicie i smutne, i niemoralne, że na bohaterów narodowych lansuje się osoby o przeszłości mającej wiele znaków zapytania, i to takich 'niejasności', które te osoby bynajmniej wyjaśniać nie pragną - wręcz wywołuje to u nich dreszcze i ucieczkę pod parasol GWałtorytetów. Po co nam malowani bohaterowie? Czy nie mamy prawdziwych? Dlaczego wygląda tak, jakbyśmy (no, oczywiście nie my) się wstydzili tych prawdziwych, takich jak np. rtm. Witold Pielcki, czy gen. Stanisław Maczek, czy też gen. Stanisław Sosabowski, czy też bardziej współcześni bohaterowie lat '80, którzy ponieśli śmierć, a swych oficerów prowadzących nie mieli. Trochę mnie zasmuciło stosunkowo małe zainteresowanie filmem, o Dywizjonie 303, który zamiściłem parę dni temu na naszym forum pod Nowy film o udziale Polaków - Bloody foreigners - wart obejrzenia. Tam są prawdziwi bohaterowie, choć zwykli ludzie. Pomyślałem, że gdy tu nie ma chętnych, to co dopiero w szerokiej Polsce. Sad
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group