" /> Dyskusje ogólne :: Co komu zostało z tych lat?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Co komu zostało z tych lat?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Maciej
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 1221

PostWysłany: Sro Gru 14, 2011 9:50 am    Temat postu: Co komu zostało z tych lat? Odpowiedz z cytatem

Jerzy Przystawa

Co komu zostało z tych lat?

Dwa dni przed 30 rocznicą wprowadzenia stanu wojennego stałem na przystanku obok Pasażu Handlowego na Placu Grunwaldzkim we Wrocławiu, kiedy z piskiem opon i fasonem przejechało koło mnie nowiutkie Maserati, a za kierownicą zobaczyłem mojego dobrego znajomego sprzed 30 lat, największego polityka Dolnego Śląska (a może i całej Polski?), legendę „Solidarności” Władysława Frasyniuka. I jakoś tak, od razu, przypomniała mi się znana opowieść, jak to w przygotowaniach do Okrągłego Stołu, przed pałacykiem na Foksal oczekiwali na przyjazd księdza prymasa Stanisław Ciosek i Lech Wałęsa. Po chwili podjechał błyszczący Mercedes z kardynałem Glempem. Widząc podziw malujący się na twarzy Wałęsy, dowcipny Ciosek zagadał: Jeśli się porozumiemy, to wkrótce wszyscy będziemy jeździli takimi samochodami.

Jak mówią Włosi Se non e vero, e ben trovato – jeśli nawet to nieprawda, to dobrze powiedziane. Maserati Frasyniuka to tylko jeden z rozlicznych dowodów, że pójście razem naprawdę się opłaciło, a proroctwo sekretarza KC Stanisława Cioska spełniło się w pełni. Może nawet za bardzo.

Popatrzmy na skład ludzi, których gen. Kiszczak zaprosił do Magdalenki na poufne rozmowy, jakie miały rozstrzygnąć o losie Polski na pokolenia: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek, Mieczysław Gil, Lech Kaczyński, Jacek Kuroń, Władysław Liwak, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Merkel, Adam Michnik, Alojzy Pietrzyk, Edward Radziewicz, Henryk Sienkiewicz, Andrzej Stelmachowski, Witold Trzeciakowski i Lech Wałęsa. Razem 16 panów (parytet panów i pań wtedy jeszcze nikomu nie przychodził do głowy!), a wśród nich (aż!) 4 członków władz krajowych zdelegalizowanego NSZZ „Solidarność” (Bujak, Frasyniuk, Merkel i Wałęsa). Poza laureatem Nagrody Nobla Lechem Wałęsą i dwoma znakomitymi profesorami, Stelmachowskim i Trzeciakowskim, wszyscy pozostali to prawdziwi gołodupcy, którzy pomarzyć mogli co najwyżej o Polonezie z drugiej ręki.

Od Magdalenki los się do nich uśmiechał i zgotował im wszystkim zawrotne kariery w stylu prawdziwie amerykańskim, w których Mercedes z kierowcą to jedynie drobny szczegół. Z tych Szesnastu Wspaniałych tylko Lech Wałęsa i Edward Radziewicz nie dostąpili zaszczytu piastowania mandatu posła lub senatora, ale może żaden z nich nie ma podstaw, żeby się uważać za pokrzywdzonego. Wszyscy pozostali sprawowali mandaty poselskie lub senatorskie po kilka razy. Sześciu zostało dodatkowo ministrami, jeden premierem. Najwięcej godności i zaszczytów spadło na barki Lecha Kaczyńskiego, bo poza posłowaniem i senatorowaniem, był jeszcze prezesem Najwyższej Izby Kontroli, dwukrotnie ministrem, prezydentem Warszawy i prezydentem RP wreszcie.

Los zabrał z tego padołu Bronisława Geremka i Lecha Kaczyńskiego, ale pozostali magdalenkowicze mają się dobrze, a może nawet lepiej. Mają więc powody do satysfakcji, deal ze Stanisławem Cioskiem and Co. udał się całkiem, całkiem. A Polska? A „Solidarność”? A Ursus, którego interesów miał bronić Zbigniew Bujak? A Pafawag, Dolmel, Archimedes, Hutmen, FAT czy Fadroma, które udzielały schronienia i opieki Frasyniukowi? A Stocznia Gdańska – kolebka „Solidarności”? A Huta Lenina, która wypromowała Gila? A kopalnie?

30 lat temu, nad rankiem 15 grudnia, razem z Frasyniukiem, Piniorem, Bednarzem i Labudziną opuszczałem chyłkiem Pafawag, którego bramy akurat forsowało ZOMO. Wyprowadzano nas przez ogródki działkowe i podzielono na dwie grupy. Frasyniuk z Piniorem i Bednarzem poszli w jedną stronę i z Pafawagu przerzucono ich do Dolmelu, a potem dalej, do FAT-u i Hutmenu, bo wszystkie te zakłady tworzyły dość zwarte fabryczne miasto. Ja z Barbarą Labudziną odczekaliśmy do końca godziny policyjnej i wyruszyliśmy w miasto w poszukiwaniu kryjówki dla RKS. Ksiądz Biskup Adam Dyczkowski przebrał mnie w swoją kurtkę i czapkę i skierował do ks. dra Franciszka Głodzia, proboszcza kościoła św. Elżbiety przy ul. Grabiszyńskiej, gdzie na wieży kościelnej zainstalowaliśmy pierwszą podziemną siedzibę Zarządu Regionu „Dolny Śląsk”. I tak zaczęła się romantyczna przygoda walki podziemnej.

Ten romantyzm, z upływem miesięcy i lat płowiał i blakł. Rozchodziły się podziemne drogi, nad czym nieustannie pracowała Służba Bezpieczeństwa, ale największych spustoszeń dokonywała głupota, brak wyobraźni, dyscypliny i prostych zasad moralnych. To długa i patetyczna historia. Z Władysławem Frasyniukiem spotkałem się ponownie jesienią 1988, gdy Lech Wałęsa, z jego i innych pomocą, już zakładał nową „Solidarność”, kasował podziemne struktury i tworzył swoje. Było to spotkanie negocjacyjno – koncyliacyjne między starym, podziemnym RKS, a nowym, już prawie naziemnym, RKW. Byłem oszołomiony zmianami, jakie zaszły w tym kiedyś prostolinijnym, sympatycznym młodzieńcu. W pewnym momencie tych negocjacji nie wytrzymałem i krzyknąłem: Człowieku! Opanuj się! Coś ty z siebie zrobił? A raczej co myśmy z ciebie zrobili...?

W kwietniu 1989, już po rejestracji nowego związku zawodowego pod starą nazwą, uczestniczyłem w wielkim zebraniu „Solidarności” na Politechnice Wrocławskiej, z udziałem Władysława Frasyniuka i szefa podziemnego RKS Marka Muszyńskiego. W swoim wystąpieniu powiedziałem: Apeluję do Władysława Frasyniuka, żeby się zreflektował, bo działając tak, jak działa może i zyska fotel posła czy senatora, ale straci cały szacunek i uznanie rodaków, które swoją dotychczasową walką zyskał.

Nie poszło tak prosto. Na wiosnę 1991, jako radny Rady Miejskiej Wrocławia ośmieliłem się publicznie wystąpić z wnioskiem o odwołanie radnego Frasyniuka (jednocześnie sprawującego mandat posła) z funkcji delegata Rady do Sejmiku Wojewódzkiego, a to na tej podstawie, że radny Frasyniuk opuścił już kolejnych 10 sesji Rady Miejskiej. Uznałem więc, że Frasyniuk tak specjalnie tym, co robi Rada się nie przejmuje, nie widziałem więc dlaczego miałby ją reprezentować? Za tę moją bezczelność zostałem poddany nieledwie orwellowskiej godzinie nienawiści, a moi koledzy – radni, po kolei, wstawali i bezlitośnie dawali odpór, nawet twierdząc, że aby dobrze reprezentować Radę wcale nie potrzeba uczestniczyć w jej pracach! Szczególnie utkwiło mi w pamięci wystąpienie pewnego mojego akademickiego kolegi, który wołał z trybuny: Postawa radnego Przystawy budzi we mnie wstręt i obrzydzenie moralne. Jak można krytykować takiego człowieka? A pan co zrobił dla miasta, ze ma pan czelność tak się wypowiadać?

No, to się już zmieniło. Wątpię czy znajdzie się dzisiaj jakieś oficjalne, czy nieoficjalne gremium, w którym nawet ostra i surowa krytyka Władysława Frasyniuka, byłaby uznana za coś niewłaściwego. Dzisiaj został mu już tylko nowy Maserati.

I, obawiam się, nie pomoże mu w tym najnowsze wydarzenie filmowe, obraz Waldemara Krzystka 80 milionów. Recenzent miesięcznika „Kino”, ks. Andrzej Luter, napisał: Wielką siłą filmu Krzystka jest prawda, z jaką przedstawia tamte czasy. W książce Chestertona jest anegdota o proboszczu na kolacji u biskupa, któremu podano jajko nie całkiem nadające się do spożycia. Księże Proboszczu, czyżby jajeczko było niedobre? Ależ owszem, Ekscelencjo, jest dobre, jest miejscami dobre. I tak jest z historią opowiedzianą przez Waldemara Krzystka. Historia powoli odsłania swoje kulisy. Wczorajsi bohaterowie nie zawsze przy tym zyskują blasku.

Zatrzymałem się tutaj nad postacią wybitnego koryfeusza przemian ustrojowych, bo przypadkowo tak się składa, że jestem także świadkiem historii i świadkiem działań i zdarzeń, o których ogólnie niewiele wiadomo. Mam takie nieodparte wrażenie, że zdrapanie lukrowanej polewy z publicznie sprzedawanych pozostałych figur Wspaniałej Szesnastki mogłoby wielu z nas głęboko rozczarować.

30 lat po 13 Grudnia Polsce potrzebny jest dostęp do prawdy nie lukrowanej, nie rocznicowej, nie bohaterskiej, nie protakiej i nie prosiakiej. Potrzebna nam jest trzeźwe spojrzenie na ludzi i ich czyny, przede wszystkim tych ludzi, którym chcemy powierzyć losy naszej Ojczyzny. Potrzebne nam są jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Sejmu.

12 grudnia 2011

_________________
Maciej
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 11:48 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Sro Gru 14, 2011 10:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Może się mylę, ale jak dotąd nie trafiłem na plamy na portrecie Alojzego Pietrzyka. Czy może byli jeszcze inni (oprócz wskazanych przez prof. J.Przystawę) godni dobrego słowa?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Czw Gru 15, 2011 11:19 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

prof. Jerzy Przystawa zapytał:
Cytat:
Co komu zostało z tych lat?

Taki znany profesor napisał tekst i taka mizerna reakcja?
To może ja spróbuje.
A więc od razu po przeczytaniu tego tekstu, nasunęła mi się myśl, że można być debilem nawet z tytułem profesora!
Dlaczego?
A dlatego że profesor 2 dni przed 30 rocznicą wprowadzenia stanu wojennego, stojąc na przystanku, widząc nowiutkie Maserati Frasyniuka, przypomniał sobie o okrągłym stole. Dobre co? Istnie profesorskie skojarzenia. Ale to nie wszystko, wymienia przy tym 16 osób które zostały zaproszone do tych rozmów i z tego tytułu zebrały profity. Szczególnie przy tym wyróżnił Lecha Kaczyńskiego. Nie zauważył debil, że Lech Kaczyński już nie żyje. Tak się zasłużył tym co zebrali profity, że został zlikwidowany. A więc 2 dni przed 30 rocznicą wprowadzenia stanu wojennego, Lech Kaczyński nie miał już nic. Stracił nawet swoje życie.
Napisał to facet, który jest niby po naszej stronie.
Miała rację Ania Walentynowicz, jak powiedziała że musimy się na nowo policzyć.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Czw Gru 15, 2011 8:10 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gratuluję trzeźwego spojrzenia. Dodałbym jeszcze, że mi nie przeszkadzałoby to, że wymieniona wyżej szesnastka jeździ wspaniałymi limuzynami, czy kosztującymi rząd $1 000 000 sportowymi cacuszkami. Gdy to podzielimy przez ca. 40 000 000 wyniesie $ 1 000 000 x 16 / 40 000 000 000 = 40 centów. Czy gdyby tych szesnastu wspaniałych facetów (zakładam, że tacy byliby) spowodowalo wielki rozkwit Polski, to czy nie zasługiwali by oni na luksus. Oczywiście teraz luksusu nie mamy, a ci goście, którzy mogli być wspaniali, i jako tacy zasłużenie cieszyć się uznaniem nas i opływać w bogactwo i niekwestionowaną dobrą sławę, okazali się w znacznej większości małymi gnojkami, którzy dzięki SBckim związkom doszlusowali do elyty PRLu. Jako że trumny kieszeni nie mają, co ze sobą wezmą, i co po sobie pozostawią? Więc do pewnego stopnia to i dobrze, że się nam przypominają zza kierownic swych masserati, przywodząc do pamięci Pana Cogito. Tfu!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 11:48 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Sob Gru 17, 2011 11:52 am    Temat postu: Maserati Odpowiedz z cytatem

Maserati

Jerzy Przystawa napisał:
Dzisiaj został mu już tylko nowy Maserati.


Czy to ten sam Maserati, którym jeździła niedawno słynna polska aktorka, blond piękność, celebrytka? Nazwisko, pod którym jest szeroko znana, nosił też pewien komunista, który tuż po wojnie zginął z rąk AK-owca ― opisał to po ubeckiemu Jerzy Andrzejewski, zmieniając nazwiska, przebieg zdarzeń itd. (Aktorka i ten komuch pochodzą z mniej więcej tych samych okolic; okresy ich życia nie zazębiają się w czasie; nawet gdyby był jej dziadkiem albo stryjkiem, nie miałaby okazji go poznać.)

No, chyba że jednak dosłownie "nowy" Maserati, przedtem nie używany...

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group