" /> Dyskusje ogólne :: ks.Isakowicz-Zalewski: Homoseksualna mafia trzęsie Kościołem
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

ks.Isakowicz-Zalewski: Homoseksualna mafia trzęsie Kościołem

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Czw Mar 22, 2012 7:13 am    Temat postu: ks.Isakowicz-Zalewski: Homoseksualna mafia trzęsie Kościołem Odpowiedz z cytatem

Źródło inf:
http://interia360.pl/artykul/homoseksualna-mafia-trzesie-kosciolem,52664



Homoseksualna mafia trzęsie Kościołem

Autor: wladek chicago (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: kościół, homoseksualizm księży, pedofilia księży, homoseksualiści, Isakowicz-Zalewski

2012-03-16 16:23:58



Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski / fot. Jacek Waszkiewicz/REPORTER
Czy homoseksualna mafia rządzi Kościołem? Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski twierdzi, że tak!



W najnowszej książce "Chodzi mi tylko o prawdę" ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski, stawia tezę, że "homoseksualna mafia trzęsie kościołem".

Ksiądz pisze tak: "Im wyżej, tym gorzej. Lektura akt bezpieki pokazała mi, że ten wątek przewija się niemal bez przerwy. Z akt tych wynika też, że jak sobie kuria nie dawała rady z homoseksualizmem księdza, to go przerzucała do Rzymu. Jak i tam nie było już możliwości ukrywania pewnych spraw, to ksiądz taki wyjeżdżał na placówkę dyplomatyczną w innym kraju. To pokazuje ogromne przyzwolenie na tego typu sytuacje w Kościele katolickim..." i dalej "...Lobby gejowskie w Kościele może zniszczyć każdego, kto wejdzie mu w drogę". Na dodatek ks. Isakowicz-Zaleski twierdzi, że zna "...przypadek jednej z kurii, w której od biskupa do kamerdynera pracują wyłącznie osoby o takiej skłonności...". Z kolei w parafiach "zna przypadki długotrwałych romansów pomiędzy księżmi".

Skoro już wiemy co w kościelnej trawie piszczy, to nie od rzeczy byłoby przypomnieć sprawę arcybiskupa Petza.

Przypomnijmy, że po ujawnieniu przez media homoseksualnych skłonności tego wybitnego hierarchy kościelnego, przez kilka lat nie było mocnych, aby pozbawić go posady i dalszych możliwości dobierania się do kleryków poznańskiego seminarium. A gdy w końcu w obliczu totalnej kompromitacji, jego eminencję usunięto z urzędu, to nadal jak gdyby nigdy nic pełnił on swoją posługę, jeździł do Rzymu, a nawet spotykał się z samym Papieżem.

Czym tłumaczyć taką bezkarność pana Petza i jego niebywale mocną pozycję w szeregach kościelnej biurokracji? Ono zapewne tym, że pełnił on w strukturach Kościoła nieformalną, a chyba najważniejszą funkcję... Naczelnego Rajfura. Najpierw sam osobiście "testował" seksualną wartość kleryczków z poznańskiego seminarium, a gdy uznał, że któryś z nich dobrze włada – powiedzmy - łaciną, to wysyłał ich do Rzymu, gdzie inni purpuraci już wiedzieli jak z ich łaciny skorzystać!

Mówiąc inaczej, pan Paetz pełnił w Kościele bardzo ważną (i chyba najważniejszą!) funkcję dostarczyciela "świeżego towaru" dla wesołych watykańskich plebanów.

Kiedy wskutek ujawnienia przez prasę wesołego prowadzenia się pana Paetza, stracił on kilka lat temu zajmowaną w Kościele funkcję, ustał też eksport polskich kleryczków do Watykanu, a to już była wielka strata dla różnych spragnionych seksu z młodzikami kardynałów i prałatów. Strata tak wielka, że postanowili oni przywrócić do łask pana Paetza, aby tylko dalej czynił swoją powinność, bo religia religią, a ładny młodziutki kleryczek z Polski o zgrabnym tyłeczku, (i chętny do uprawiania seksu z podstarzałymi purpuratami) jest więcej wart niż całe to gadanie o wiarygodności Kościoła, jego misji, nauczaniu i temu podobne srutu tutu, pierdu, pierdu!

Na koniec wyjaśnijmy też jak to się stało, że pan Paetz utracił kilka lat temu stanowisko i poszedł – jak się okazało na krótko -w odstawkę. Otóż ten wybitny duchowny, dobierał się do kleryków, nie mając do nich – że się tak wyrażę - oficjalnych praw, gdyż nie był ani dyrektorem seminarium, ani też jego pracownikiem "dydaktycznym". Mówiąc inaczej pan Paetz - niczym lis przybłęda - buszował w cudzym kurniku, uszczuplając stan posiadania prawowitych właścicieli i nadzorców kurnika! Tego się w porządnych kurnikach nie toleruje, każdy niech chędoży swoje, a nie cudze kury!

Skoro już wyjaśniliśmy sobie wszelkie aspekty sprawy pana Paetza i jego cichego powrotu na kościelne salony, to nie od rzeczy byłoby wyrazić radość, że tak jak kilka lat temu, tak i obecnie wielu poznańskich seminarzystów wyjedzie na "studia" do Watykanu, by tam "u źródeł" pobierać nauki seksu analnego i oralnego. Taka edukacja jeszcze żadnemu duchownemu w karierze kościelnej nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie, co udowadnia w swojej książce ksiądz Isakowicz-Zalewski.



Źródło inf:
http://interia360.pl/artykul/homoseksualna-mafia-trzesie-kosciolem,52664



Źródło inf: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11369311,Ks__Isakowicz_Zalewski_o_homoseksualizmie___Problem.html

.bg, Radio ZET19.03.2012 , aktualizacja: 19.03.2012 13:33




Duchowny "od zadań specjalnych" - Ks. Isakowicz-Zalewski - Żaden ksiądz mnie nigdy nie podrywał - powiedział ks. Isakowicz-Zaleski w rozmowie z Moniką Olejnik na antenie Radia ZET. - Ale po kilku dniach od opublikowania książki dostałem listy od osób duchownych i świeckich, które piszą o swoich negatywnych doświadczeniach. To pokazuje, że problem istnieje - dodaje ksiądz.



"Chodzi mi tylko o prawdę" to wywiad rzeka, w którym ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski ujawnia kwestie homoseksualizmu w Kościele. Z książki możemy się dowiedzieć, że w Kościele działa "mafia homoseksualna".

Ksiądz, zapytany na antenie Radia Zet, czy podzieli się swoją wiedzą na ten temat, odpowiedział: - Jeśli powstanie fasadowa komisja, to nie ma sensu, żebym mówił o nazwiskach. Ale jeśli powstanie prawdziwa komisja, która będzie chciała wyjaśniać trudne sprawy, to oczywiście.

Dodał, że jego obawy wynikają z obserwacji prac poprzedniej komisji, która zajmowała się problemem lustracji w Kościele. - Mam złe doświadczenia z komisją, która nosiła piękną nazwę "Pamięć i Troska" i która nigdy nie spotkała się z ofiarami donosów tajnych współpracowników SB.

"Lobby homoseksualne silne jest... wszędzie"



Ksiądz Isakowicz-Zaleski skrytykował obecność abp. Juliusza Paetza (był podejrzewany o molestowanie) na konferencji poświęconej problemowi pedofilii. Jego zdaniem w wyniku takich spraw "wierni mają taki obraz, że Kościół nie reaguje na pewne rzeczy, tuszuje i zamiata je pod dywan. Dla dobra sprawy trzeba tego typu problemy jednoznacznie rozwiązywać".

Zapytany, czy lobby homoseksualne jest silne w Polsce, czy w całym Kościele, ks. Isakowicz-Zaleski odpowiedział wprost: - Myślę, że wszędzie. Nie ma miejsca, gdzie by nie było obecne, na pewno w środowisku rzymskim ono jest szczególnie aktywne. Ale to nie dotyczy tylko Rzymu i Watykanu. Problem w tym, że ja nie napisałem w tej książce żadnej rzeczy, która nie byłaby znana ogółowi duchownych w Polsce. O tym się mówi w czasie różnych spotkań, ale publicznie jest cisza.


Źródło inf: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11369311,Ks__Isakowicz_Zalewski_o_homoseksualizmie___Problem.html



Gość Radia ZET
KS. TADEUSZ ISAKOWICZ-ZALESKI

VIDEO
http://www.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/Blog/Ks.-Tadeusz-Isakowicz-Zaleski


Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski witam.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Witam panią redaktor.

Monika Olejnik: Opowieści księdza w książce wywiadzie-rzeka z Tomasze Terlikowskim wstrząsnęły, po raz pierwszy publicznie mówi się o lobby homoseksualnym, które jest w Kościele, czy to są plotki, proszę księdza, czy to są prawdziwe informacje, czy to są księdza przypuszczenia?

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Nie są to plotki, natomiast no też nie jest to główny temat mojej książki, bo temat książki jest taki, aby była jawność w Kościele na temat wielu, trudnych spraw, no bo w każdej instytucji są trudne sprawy. I chodzi o sposób rozwiązywania tych spraw, głównie dotyczy to relacji też państwo – Kościół, relacji władzy kościelnej ze świeckimi, a chyba to jest trochę na czasie, bo rzeczywiście te problemy się bardzo mocno objawiają.

Monika Olejnik: Ksiądz mówi, że lobby gejowskie może zniszczyć każdego.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak, ja się z tym zetknąłem. Z tym, że myślę, że nie tylko w Kościele, te lobby istnieją w różnych innych środowiskach. Niemniej jednak nie ma jakiegoś sposobu jak to rozwiązywać, jak przeciwdziałać pewnym tendencjom. Myślę że ostatnio znowu opinia publiczna została poruszona obecnością arcybiskupa Juliusza Paetza na Konferencji Episkopatu, gdzie omawiano między innymi, problem pedofilii. I ten problem od dziesięciu lat jest nierozwiązany, bo też nie wiadomo, czy był problem, czy nie było, czy winny czy niewinny, ciągle jest niejasność.

Monika Olejnik: No właśnie, arcybiskup Paetz był oskarżany o molestowanie kleryków i abp Paetz zasiada zawsze na ważnych uroczystościach Episkopatu. Czy to jest tak, że po prostu jest tak silną postacią, że nikt nie może mu powiedzieć, że to nawet nie wypada żeby przychodził?

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Na ten temat sam pisałem na łamach „Gazety Polskiej”, że to bulwersuje, bo widziałem na przykład na trzydziestolecie „Solidarności” pod Krzyżami Gdańskimi, to było 31 sierpnia, jak abp Paetz szedł prawie razem z nuncjuszem papieskim, obecnym prymasem Józefem Kowalczykiem. I gdyby władze kościelne chciały w tej sprawie zdecydowanie zająć stanowisko to na pewno by nie pojawiał się na kolejnych uroczystościach, więc tu jest rzeczywiście coś, co budzi ogromne wątpliwości.

Monika Olejnik: Jeden z kapelanów powiedział księdzu, kiedy ksiądz był w Rzymie „pamiętaj, to jest mafia, nie wchodź jej w drogę, a wieczorem zamykaj drzwi od pokoju na klucz”.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak, oczywiście, było w tym trochę przesady, niemniej jednak, kiedy podjąłem studia w jednym z kolegiów papieskich, takie pouczenie otrzymałem od księdza z Polski, który też mówił wyraźnie, że w pewnych środowiskach to lobby ma ogromne wpływy i po prostu nie należy im wchodzić w drogę. W czym jest problem, według mnie, leży w tym, że jeżeli się pojawiają jakieś złe zjawiska w Kościele to trzeba przyjęć jakąś zasadę, albo w lewo, albo w prawo. Natomiast taka sytuacja, jak na przykład wspomniana przed chwilą z abp Paetzem, powoduje, że wierni no mają obraz taki, że Kościół nie reaguje na pewne rzeczy, że tuszuje, że zamiata pod dywan. Więc dla dobra sprawy trzeba tego typu problemy po prostu jednoznacznie rozwiązywać.

Monika Olejnik: Czy lobby homoseksualne jest w Polsce, czy jest też w Watykanie.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Myślę, że wszędzie, ono jest wszędzie obecne i nie ma chyba jakiegoś miejsca, gdzie by nie było obecne. Na pewno w środowisku rzymskim jest ono szczególnie aktywne, niemniej jednak myślę, że to nie dotyczy wyłącznie Rzymu czy Watykanu.

Monika Olejnik: Tak, ale ksiądz też mówi, że są takie miejsca w Polsce, że homoseksualiści są od biskupa do kamerdynera.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Ja znam taki przypadek. Natomiast w czym jest problem, ja nie napisałem w tej książce żadnej rzeczy, która byłaby nieznana szerokiej opinii, nazwijmy to, duchownych w Polsce. Są sprawy, które budzą ogromne wątpliwości, kontrowersje, na ten temat się mówi w różnych spotkaniach, na temat oficjalnie jest cisza. Dlatego zdecydowałem się na wywiad z Tomaszem Terlikowskim, mając do niego zaufanie, aby powiedzieć jednak publicznie, w formie takiego wywiadu – rzeki, że taki problem jest. Jeżeli władze kościelne chcą w tej sprawie rozmawiać to oczywiście na pewno ja jestem do tego gotowy. Natomiast no nie można ciągle mówić, że czegoś nie ma, o czym się powszechnie mówi.

Monika Olejnik: Czy gdyby któryś z hierarchów księdza zaprosił, to ksiądz by powiedział o nazwiskach?

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Ależ oczywiście, tak, z tym, że to nie jest sytuacja taka, że nie wiadomo, oczywiście jeżeli dojdzie do rozmowy, tylko ja mam tak złe doświadczenia z poprzednią komisją, która nosiła piękną nazwą „Pamięć i troska”, dotyczyło to lustracji, ta komisja nigdy, chcę wyraźnie powiedzieć, nigdy nie spotkała się z ofiarami donosów tajnych współpracowników. Więc jeżeli powstanie fasadowa komisja to to nie ma sensu. Jeżeli powstanie komisja, która będzie chciała wyjaśniać pewne trudne sprawy, to oczywiście tak.

Monika Olejnik: W tej książce ksiądz naraża się środowisku prawicowemu, gdzie ksiądz mówi o tym, że Lech Kaczyński dla księdza nie był ikoną, że był słabym prezydentem, i że nie powinien być pochowany na Wawelu.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Narażam się, ale mam do tego prawo, bo byłem wyborcą śp. Lecha Kaczyńskiego, głosowałem też na PiS i tak jak w wypadku pewnej krytyki wobec Kościoła, tak wobec PiS robię to nie dlatego, że jestem wrogiem tej, czy innej instytucji, ale dlatego, że jako osoba, która czuje związek z poglądami, że w pewnych momentach trzeba by jednak też powiedzieć wyraźnie o pewnych sprawach. W moim wypadku, śp. pan Lech Kaczyński, zresztą z rąk którego przyjąłem order, chyba to był Krzyż Komandorski, był człowiekiem, który dużo dobrego w pewnych dziedzinach zrobił, natomiast popełniał też błędy. A cały problem jego pochówku na Wawelu został chyba sztucznie wywołany i tam, w tej książce, mówię wyraźnie, że ze względów historycznych powinien być pochowany w Warszawie, dlatego że Warszawa jest tym miejscem, gdzie byli chowani prezydenci II Rzeczpospolitej. A poza tym się otwiera problem a co będzie z następnymi prezydentami, niech żyją jak najdłużej, ale kiedyś będzie problem pochówku ich, i znowu będzie ten sam problem, więc trzeba na ten temat rozmawiać.

Monika Olejnik: Środowiska prawicowe – pisze tam ksiądz swoje felietony – część tych środowisk uważa, że to co się wydarzyło w Smoleńsku to był zamach, że Rosjanie zabili prezydenta.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Tak, ale ja się z tym nie zgadzam, dlatego że w tej chwili jest taki chaos informacyjny wokół tej sprawy. Niewątpliwą rzeczą jest to, że Rosjanie mataczą, że komisje kolejne są mało wiarygodne, natomiast nie można z góry powiedzieć, że na pewno był zamach. Chciałbym żeby rozmawiano na ten temat, w dzisiejszych informacjach, które napływają w tej sprawie, nie można powiedzieć jednoznacznie, że był to zamach.

Monika Olejnik: Taka narracja płynie z Radia Maryja, też.

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: No tak, no ja akurat nie jestem słuchaczem Radia Maryja, natomiast niepokoi mnie taka skrajność, że albo jedni mówią, że to sam prezydent doprowadził do upadku, spadku samochodu, przepraszam, samolotu, albo druga skrajność, że strącono go rakietą. No więc jak zwykle prawda leży pośrodku, ale będą takie sytuacje, jak ze śmiercią gen. Sikorskiego, że możemy się w ogóle nie dowiedzieć, jaka była prawda.

Monika Olejnik:
I na koniec, bo mówimy o książce, w której to wszystko, o tym wszystkim mówimy, czy ksiądz kiedyś, czy ktoś księdza podrywał, jakiś inny ksiądz?

Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Nie, nie spotkałem się nigdy z taką sytuacją, natomiast zaledwie minęły trzy dni od opublikowania tej książki, a na pocztę internetową dostałem relacje nie tylko duchownych, ale innych osób, które piszą o swoich negatywnych doświadczeniach, i ta liczba tych listów pokazuje, że jednak problem istnieje.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo, wywiad – rzeka „Chodzi mi tylko o prawdę” z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleski, dziękuję bardzo, Tomasza Terlikowskiego, dziękuję księdzu za rozmowę, dziękuje Monika Olejnik.



Moje motto: Nie ma skutku bez przyczyny.


Rolling Eyes





Robert Majka , Solidarność Walcząca Przemyśl, 22 marzec 2012r g.07.13
Kawaler KRZYŻA Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski,
Nr 452-2009-17 nadany 9 grudnia 2009 przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego.
Radny Rady Miasta Przemyśla (2002 - 2006)

www.sw.org.pl
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt7234.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://tygodnik.onet.pl/35,0,14472,pierwsza_magdalenka,artykul.html
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
http://www.polityczni.pl/oblicza_stanu_wojennego,audio,51,4505.html
http://home.comcast.net/~bakierowski/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 3:25 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Mar 25, 2012 10:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Można postawić pytanie, czy należy mówić Prawdę i walczyć o nią, czy też tuszować i przeczyć faktom, a tym samym jak mówi ks. Tadeusz podawać interlokutorowi czy wręcz wrogowi amunicję na tacy
Oczekiwanie na tzw. lepszy moment, wydaje mi się być ucieczką do nikąd. Po niewczasie okazuje się, że wszystkie lepsze momenty już dawno przeszły.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pią Mar 30, 2012 4:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jedną z lepszych ilustracji tego, co napisałem wyżej, jest odpowiedź na pytanie, jakie kilka lat temu zadałem znajdującemu się na zdjęciu wyżej liderowi WZZ z Gdańska: "Dlaczego wraz z innymi wybitnymi działaczami Wolnych Związków Zawodowych, praktycznie od początku wiedząc, że Wałęsa kolaboruje z SB nie ujawniliście tego faktu?" usłyszałem, że nigdy nie było właściwego momentu, zawsze gdy już praktycznie rzecz o ujawnieniu była postanowiona na scenie pojawiały się wydarzenia odsuwające realizację postanowień. I co mamy dziś ze stosowania zasady "Teraz nie można"?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pon Kwi 02, 2012 8:04 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Źródło inf:
http://interia360.pl/artykul/bank-watykanski,52875


Bank watykański – pieniądze Pana BogaAutor: Łukasz Bugajski (zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Słowa kluczowe: Opus Dei, watykański, Watykan, mafia, Gomorra, ambrosiano, bank, papież, pieniądze, polityka

2012-03-30 12:28:20


The Vatican, the P2 Masonic Lodge, and the Mafia pt.1/5

VIDEO
http://www.youtube.com/watch?v=YfOasAYNdU8


The Vatican, the P2 Masonic Lodge, and the Mafia pt.2/5

VIDEO
http://www.youtube.com/watch?v=1oYPMrZGchc&feature=relmfu


The Vatican, the P2 Masonic Lodge, and the Mafia pt.3/5

VIDEO
http://www.youtube.com/watch?v=r-2VwvrBf0U&feature=relmfu


The Vatican, the P2 Masonic Lodge, and the Mafia pt.4/5

VIDEO
http://www.youtube.com/watch?v=Ja3xjg_TGZg&feature=relmfu


The Vatican, the P2 Masonic Lodge, and the Mafia pt.5/5

VIDEO
http://www.youtube.com/watch?v=7j16RabrMVE&feature=relmfu





Roberto Calvi / fot. AFP

Prał pieniądze mafii, pomagał finansować reżimy w Argentynie i Nikaragui, a CIA wspierała Solidarność. Gdy wybuchła afera, watykański bankier skończył na stryczku. Okazało się, że nie był samobójcą. Padł ofiarą morderstwa.
Czerwiec 1982 roku, pod mostem Blackfriars w Londynie policja znalazła wisielca. Był nim Roberto Calvi, prezes powiązanego z Watykanem banku Ambrosiano. Jego nogi obmywały wody Tamizy. Na ręce miał drogi zegarek Patek Philippe, w kieszeniach kilkanaście tysięcy dolarów i kawałki starych cegieł. Zwolennicy teorii spiskowych, jako sprawców wskazywali masonów. Świadczyły o tym cegły w kieszeniach Calviego, stopy zanurzone w wodzie i samo miejsce zbrodni - Blackfriars Bridge, most Czarnych Braci.

Policja nie dała się jednak ponieść fantazji. Uznała śmierć Calviego za zwykłe samobójstwo. Wydawało się ono oczywistą decyzją skompromitowanego finansisty, który doprowadził na skraj przepaści szacowny katolicki bank Ambrosiano.

To nie mogło być samobójstwo

Dopiero w tym roku powołani przez włoski sąd biegli odkryli nowe okoliczności domniemanego samobójstwa. Ich zdaniem 62-letni bankier, który całe życie spędził za biurkiem, nie byłby w stanie wdrapać się na strome rusztowanie mostu ani przywiązać liny do stalowej podpory przęsła. Nawet gdyby jakimś cudem dał sobie radę z podobnymi akrobacjami, musiałby się pobrudzić rdzą i tynkiem. Eksperci nie znaleźli jednak takich śladów na ciele i ubraniu Calviego. Bankier nie dotknął nawet cegieł, które miał w kieszeniach. Biegli uznali za przyczynę śmierci uduszenie. Kręgi szyjne były nienaruszone. Tymczasem skok z wysokości kilku metrów ze stryczkiem na szyi musiałby złamać Calviemu kark. Wniosek był oczywisty - Calvi został zamordowany. Pozostało tylko pytanie, kto to zrobił?

Roberto Calvi, syn urzędnika bankowego z Mediolanu, nie zrobiłby zapewne wielkiej kariery, gdyby nie pomógł mu w tym sycylijski handlarz cytryn Michele Sindona. Sindona od końca II wojny światowej reprezentował w Mediolanie interesy sycylijskiej mafii. W operacjach, które zapewniały Cosa Nostrze dostęp do świata legalnych pieniędzy, korzystał z poparcia wpływowego arcybiskupa Mediolanu Giovanniego Montiniego.

"Kościół nie utrzyma się z Ave Maria"


Pod koniec lat 60. ten sam arcybiskup Montini, wówczas już papież Paweł VI, miał poważny problem finansowy. We Włoszech rosły wpływy komunistów, a razem z nimi opodatkowanie kościelnych obligacji. Wbrew powszechnym opowieściom o nieprzebranych bogactwach watykańskich skarbców Stolica Apostolska stała na progu niewypłacalności.

- Kościół nie utrzyma się z Ave Maria - zwykł wtedy mawiać biskup Paul Marcinkus, nałogowy palacz kubańskich cygar i zaufany ochroniarz papieża Pawła VI. Ten potężnie zbudowany syn litewskich emigrantów dorastał w slumsach Chicago. Doświadczenie w bankowości zdobył jeszcze przed wstąpieniem do seminarium, gdy pracował jako kasjer w jednym z chicagowskich banków. W roku 1971 Marcinkus został szefem Instytutu Dzieł Religijnych, jak nazywa się oficjalnie bank watykański.
Wkrótce potem w Watykanie pojawił się stary znajomy papieża Pawła VI, bankier mafii Michele Sindona. Zaproponował Marcinkusowi transfer watykańskich pieniędzy poza zasięg chciwego fiskusa Republiki Włoskiej. Pośrednikiem miał być szanowany mediolański bank Ambrosiano, w którym Watykan miał udziały.

Prezesem banku z rekomendacji Sindony został Roberto Calvi. W banku Ambrosiano zaczęły się dziać cuda. Roberto Calvi przekształcił senną kasę zapomogowo-pożyczkową w największy prywatny bank we Włoszech. Cud miał, niestety, swoją cenę. Według statutu Ambrosiano żaden z jego akcjonariuszy nie mógł posiadać więcej niż pięć procent udziałów. Aby przejąć pełną kontrolę nad bankiem, Calvi stworzył sieć fikcyjnych spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych Luksemburga, Panamy czy wysp Bahama. Za ich pośrednictwem wykupił udziały w Ambrosiano. Potem wykorzystał ten system do przelewania bez żadnej kontroli dużych sum pieniędzy z jednego końca świata na drugi. Bank Ambrosiano, który kontrolował fikcyjne spółki, zyskiwał na jednej transakcji do 20 milionów dolarów prowizji.

Masońskie aktywa w Watykańskim banku

Do głównych kontrahentów banku Ambrosiano należał wielki mistrz tajnej loży masońskiej Propaganda Due - Licio Gelli, jedna z najbardziej wpływowych i tajemniczych postaci w powojennej historii Włoch. Zaczynał karierę w tajnych służbach Benita Mussoliniego. Potem był porucznikiem w dywizji SS Hermann Göring, a po wojnie organizował przerzut nazistowskich zbrodniarzy do Ameryki Południowej. Za pośrednictwem Ambrosiano Gelli zaopatrywał w broń swoich przyjaciół - dyktatora Argentyny Juana Perona i rządzącą w Nikaragui rodzinę Somozów. Był też blisko związany z papieżem Pawłem VI, a także z wieloletnim premierem Włoch Giuliem Andreottim, który zyskał sobie przydomek "Wieczny Giulio", bo od zakończenia II wojny światowej do roku 1992 jego nazwisko można było znaleźć w składzie każdego włoskiego rządu.

Kierowana przez Licia Gellego loża masońska Propaganda Due w latach 70. niemal całkowicie kontrolowała życie polityczne i gospodarcze we Włoszech. Należeli do niej ministrowie, parlamentarzyści, sędziowie, dowódcy armii i wywiadu, właściciele mediów oraz najwięksi przedsiębiorcy, wśród nich Michele Sindona i szef Banco Ambrosiano Roberto Calvi.

To loża Due miała stać za porwaniem chadeckiego premiera Aldo Moro przez Czerwone Brygady w roku 1978. W ten sposób chciała zapobiec koalicji włoskich chadeków z komunistami. Stało się to przy cichej aprobacie "Wiecznego Giulia". Akcję poszukiwania porwanego premiera prowadzono skandalicznie. O miejscu jego pobytu śledczy dowiedzieli się za pośrednictwem... seansu spirytystycznego zorganizowanego w domu pewnego profesora z Bolonii. Profesor nazywał się Romano Prodi.

Koniec prosperity

Po śmierci Aldo Moro w roku 1978 mafijne imperium zaczęło się walić. Pierwszy wpadł sycylijski handlarz cytryn Michele Sindona aresztowany w Nowym Jorku za zamordowanie audytora kontrolującego mafijny bank.

Sindona pociągnął za sobą bank Ambrosiano. Jego prezes został skazany na cztery lata za nielegalne operacje walutowe. Calvi wyszedł z więzienia po dwóch miesiącach, był jednak wrakiem człowieka. Wpadł w depresję i próbował popełnić samobójstwo. Z pomocą przyszedł mu szef banku watykańskiego biskup Marcinkus, który zdawał sobie sprawę, że bankructwo Ambrosiano wywoła skandal. Zaopatrzył więc Calviego w listy gwarancyjne, z których wynikało, że wszelkie działania podejmowane przez prezesa mają aprobatę Watykanu.

Taka rekomendacja znaczyła w świecie finansów więcej niż najlepsze weksle. Calvi odżył i przystąpił do zaciągania kredytów. Jego plan był prosty: pieniądze pożyczane w całej Europie na podstawie listów biskupa Marcinkusa trafiały na konta fikcyjnych spółek w Panamie i na Bahamach, które kontrolował Calvi. Potem spółki te miały wykupić długi macierzystego banku Ambrosiano, ratując go przed upadkiem. Na nieszczęście dla banku, jego prezesa i biskupa Marcinkusa z misternej układanki wypadł kolejny - kto wie, czy nie najważniejszy - element.

W roku 1981 policja przeszukała willę Licia Gellego, mistrza loży masońskiej P2 i głównego klienta Ambrosiano. W jego rezydencji koło Arezzo w Toskanii znaleziono listę ponad tysiąca nazwisk najbardziej wpływowych ludzi we Włoszech, którzy byli członkami loży Propaganda Due. Lożę zdelegalizowano jako organizację zagrażającą bezpieczeństwu państwa, a Gelli uciekł do Szwajcarii.
Prokuratura znów zainteresowała się prezesem banku Ambrosiano, bo jego nazwisko znajdowało się na liście członków loży. Pewnego ranka Calvi zniknął. Trzy dni później jego ciało znaleziono pod mostem Czarnych Braci w Londynie.

Policja, jak wiemy, stwierdziła samobójstwo, jednak dochodzenie zaprowadziło ją do firmy zajmującej wynajęty pokój w Monte Carlo. Kilka godzin po śmierci Calviego wysłano stamtąd polecenia przelewu dużych sum z kont banku Ambrosiano na rachunki spółek mieszczących się w skrytkach pocztowych w Panamie. Człowiek, który obsługiwał teleks, zlikwidował biuro jeszcze tego samego dnia i zniknął. Razem z nim z kont Ambrosiano zniknęło prawie półtora miliarda dolarów.

Pół roku po śmierci Calvi pod siedzibę banku Rothschildów w Zurychu podjechał opancerzony mercedes. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn. Jürg Heer, jeden z dyrektorów banku, już na nich czekał. Wcześniej przełożeni wręczyli mu kopertę z połówką banknotu dolarowego i polecili wypłacić pięć milionów dolarów temu, kto przyniesie drugą połowę. Mieli ją mężczyźni z mercedesa.

Dyrektor Heer opowiedział o tej transakcji dopiero po 10 latach, w roku 1992, gdy został aresztowany pod zarzutem udzielania lewych kredytów. Zeznał wtedy, że owe pięć milionów dolarów było zapłatą za zabicie bankiera Roberta Calviego i pochodziło z kont zablokowanych potem w związku ze śledztwem przeciwko tajnej loży masońskiej Propaganda Due. Okazało się, że pieniądze odebrał osobisty ochroniarz Calvi. Towarzyszył mu rezydent Cosa Nostry w Londynie znany w półświatku jako "Frank Dusiciel".

Bank Ambrosiano dostawał pieniądze od mafiosów i przemysłowców z loży masońskiej P2. Calvi wyprowadzał je do fikcyjnych spółek w rajach podatkowych i zacierał w ten sposób ich pochodzenie. Wyprane pieniądze mafii wracały do Włoch, a fundusze masonerii trafiały na konta reżimów w Ameryce Południowej. Część prowizji pobranych za transakcje Ambrosiano przekazywał do Watykanu
Afera banku Ambrosiano znów powróciła na pierwsze strony gazet. Zeznania Jürga Heera zbiegły się z wielką akcją antykorupcyjną we Włoszech, która doprowadziła do upadku "Wiecznego Giulia", starego przyjaciela loży. Proces wytoczony Andreottiemu na początku lat 90. zakończył się zaledwie miesiąc temu. Byłego premiera skazano na karę wieloletniego więzienia za powiązania z Cosa Nostrą. Nie lepiej skończyli jego dawni znajomi. Bankier mafii Michele Sindona został otruty cyjankiem we włoskim więzieniu kilka lat po śmierci Calviego. Licio Gelli, mistrz loży masońskiej, przez lata unikał wymiaru sprawiedliwości. W roku 1998 aresztowano go we Francji, gdzie pielęgnował kwiatki doniczkowe w luksusowej willi w Cannes. Policja znalazła w jego doniczkach ponad 160 kilogramów złota. Gelli do dziś siedzi w więzieniu. Za kraty trafili też "Frank Dusiciel" i dwaj inni mafiosi podejrzewani o zamordowanie Calviego.

Tylko biskup Marcinkus, wieloletni szef banku watykańskiego i jeden z głównych uczestników afery Ambrosiano, pozostał na wolności. Przez całe lata 80. ukrywał się w Watykanie przed nakazem aresztowania wystawionym przez mediolańską prokuraturę. Dziś żyje spokojnie w parafii w rodzinnym Chicago.

Ciągle jednak nie jest jasne, kto zlecił zabójstwo bankiera. Żona Calviego zeznała, że jej mąż udał się do Londynu, aby przekazać kontrolę nad bankiem Ambrosiano ludziom z Opus Dei, organizacji katolickiej, która skutecznie połączyła przestrzeganie nakazów Ewangelii z sukcesem w interesach. Rosnące od początku pontyfikatu Jana Pawła II wpływy Opus Dei zagrażały loży Propaganda Due i biskupowi Marcinkusowi. Wejście tej organizacji do rady nadzorczej Ambrosiano oznaczałoby w praktyce przejęcie przez nią kontroli nad finansami Kościoła i koniec kariery biskupa. Były ochroniarz papieża Pawła VI już raz usiłował zapobiec utracie Ambrosiano, dając Calviemu gwarancje banku watykańskiego.

Polski wątek

Calvi odwdzięczył się Marcinkusowi czymś, co mogło biskupowi zaskarbić przychylność papieża Polaka. Bank Ambrosiano miał przekazać 14 milionów dolarów na pomoc dla związku zawodowego Solidarność i udostępnić sieć fikcyjnych spółek dla transferu pieniędzy, które CIA przeznaczyła na działalność opozycji w Polsce.

W latach 80. rewelacje te uważano za część komunistycznej kampanii oszczerstw wobec Solidarności. Jednak w roku 1996 Carl Bernstein, reporter "Washington Post", który zasłynął ujawnieniem afery Watergate, opublikował książkę potwierdzającą wcześniejsze doniesienia. Wynikało z niej, że Stolica Apostolska przez całe lata 80. ściśle współpracowała z Ronaldem Reaganem w walce z sowieckim imperium zła, a pieniądze Waszyngtonu na pomoc dla Solidarności trafiały do Polski kanałami kościelnymi. Roberto Calvi miał zginąć, bo wbrew swoim protektorom próbował się dogadać z Opus Dei. Jego śmierć nie zapobiegła jednak upadkowi biskupa Marcinkusa ani wzrostowi znaczenia Dzieła Bożego. Jeszcze w roku 1982, a więc roku śmierci bankiera, Jan Paweł II specjalnym przywilejem podporządkował sobie Opus Dei. Pod koniec lat 80. Papież odsunął Marcinkusa od kierowania finansami Stolicy Apostolskiej i powołał profesjonalną radę nadzorczą składającą się ze świeckich bankierów rekomendowanych przez Opus Dei. Bank Ambrosiano przetrwał i pod zmienioną nazwą bank Ambroveneto jest dziś znów szanowaną instytucją finansową.

Przez całe lata pogłoski o zamordowaniu Roberta Calviego były pożywką dla sensacyjnych i spiskowych teorii. Dziś, gdy dzięki włoskim biegłym przypuszczenia znalazły potwierdzenie, wielu związanych ze sprawą ludzi ciągle unika składania wyjaśnień. Premier Silvio Berlusconi, magnat prasowy podejrzewany o powiązania z Cosa Nostrą, od lat wymyka się prokuratorom. Chroni go poselski immunitet. Jego nazwisko również figurowało na liście członków loży Propaganda Due.


Źródło inf:
http://interia360.pl/artykul/bank-watykanski,52875



KOMENTARZ


Źródło inf:
http://www.polishnews.com/index.php?option=com_content&view=article&id=951:kto-przej-pienidze-solidarnoci&catid=58:politykapolitics&Itemid=182


Kto przejął pieniądze Solidarności




Friday, 21 August 2009 17:48 Krystyna Teller
.Kto przejął pieniądze przeznaczone dla Solidarności przez rząd Stanów Zjednoczonych?

Sprobujmy odpowiedzieć na powyższe pytanie, postawione kiedyś przez świetnego amerykańskiego historyka, znawcę problematyki krajów komunistycznych, Richard’a Pipes’a. 200 mln dolarów przeznaczonych, przez rząd USA na pomoc ruchowi Solidarność w Polsce, rozpłynęło się gdzieś w sieci CIA, Bank Vaticano, poskie służby specjalne, Mossad i Maxwell’a.

CIA jako pośrednika w dostarczeniu tych pieniędzy do Polski wybrało Bank Watykański. Arcybiskup Marcinkus watykański bankier, znany ze skandalu prania brudnych pieniedzy, przyjąl z otwartymi rękami dwóch agentów CIA Casey’a i Brenneke, zapraszając ich na śniadanie w swoim apartamencie w Villa Sritch, gdzie ustalono szczegóły całej operacji. Pieniądze miały być dostarczone przez kilka amerykańskich banków, w tym Bank of America i City Bank.

Brenneke podał specjalne kody przydzielone wszystkim przewidywanym transakcjom.



Pieniądze dla tych transakcji nie mogły pozostawać na poszczególnych kontach dłużej niż 72 godziny. Środki finansowe, przeznaczone dla Solidarności, trafiały do Vaticano Bank z Banco de Panama, the Panama National Bank, the Standard Bank of South Africa oraz królewski bank Coutts w Londynie. Pieniądze te miały być następnie skierowane do Bank Lambert w Brukseli. Cała procedura ustalona była w taki sposób, aby uniknąć ‘małego skomplikowanego problemu’ jak to określił Casey.

Obawiano się, że w przypadku, gdyby reżim gen. Jaruzelskiego dowiedział się o tak dużej pomocy finansowej dla Solidarności ze strony Waszyngtonu, mógłby on zlikwidować cały ruch związkowy, a nawet aresztować jego przywódców.
Według słów Brenneke: ‘Trzymanie wszystkiego w tajemnicy było nakazem chwili.’
Później stało się to przedmiotem starcia pomiędzy doradcą Prezydenta Reagana prof. Richardem Pipesem, a byłym doradcą Prezydenta Jimmy Cartera prof. Zbigniewem Brzezińskim. Pipes przypuszczał, że duże pieniądze zostały wytransferowane dla Solidarności kanałami znajdującymi się w rękach CIA. Pipes żądał od Brzezińskiego odpowiedzi co stało się z tymi pieniedzmi, skoro nigdy nie trafiły one w całości bezpośrednio do rak Solidarności.

Na to pytanie Brzeziński nigdy nie dał odpowiedzi. Niewielka część tej sumy, którą otrzymało Biuro Solidarności w Brukseli, została przeznaczona na zasiłki dla strajkujących stoczniowców. Według szefa tego Biura Elżbiety Wasiutyńskiej (córki działaczy NSZ w czasie wojny), pieniądze te otrzymano od miedzynarodowego stowarzyszenia związków zawodowych AFL-CIO oraz od National Endowment for Democracy. Pewną kwotę przekazano również przez organizację zwaną Stanton Group w USA. Pieniądze te pochodziły od amerykańskich podatników. Elżbieta Wasiutyńska poinformowala nas, że władze Solidarności nie otrzymywały więcej niż $200 tyś. rocznie i pieniądze te nie pochodziły od CIA.

Brak również jakichkolwiek informacji na temat transakcji tymi funduszami po zmianach ustrojowych w Polsce po1989 roku. Zdaniem naszej rozmówczyni, CIA przypisuje sobie działaność, której nie wykonywało. Również Bank Lambert w Brukseli nie odnotował takich dużych transakcji.

Co więc stało się z tymi pieniędzmi? Nie po raz pierwszy odpowiedź na takie pytania można znaleźć w tajnej działaności żydowskich malwersantów finansowych jak np. Robert Maxwell. Maxwell sprzedal Jaruzelskiemu specjalne oprogramowaie Promis, opracowane w Izraelu dla śledzenia działaczy Solidarności oraz demokratycznej opozycji w Polsce. W 1985 r. Maxwell dostarczył również to oprogramowanie belgijskiemu kontrwywiadowi Surete de l’Etat. Miało to miejsce właśnie w czasie transferu pieniędzy dla Solidarności przez Belgię, gdzie mafiozo rosyjski Żyd Semion Yokowicz Mogilewicz prowadził operacje finansowe na szeroką skalę (Jak pisał o tym dr Raphael Johnson http://www.bibula.com/?p=8530 Mogilewicz współpracował sciśle z wywiadem izraelskim Mossadem) Przebywając w tym czasie w swojej głównej kwaterze w Budapeszcie, Mogilewicz przygotowywał się do wejścia w świat finansow w państwach postkomunistycznych jako ekspert od przestępstw finansowych.
W 1985r. Mogilewicz miał również swoje biura w Genewie, Nigerii oraz na Wyspach Kajmanskich. Maxwell załatwił mu również paszport izraelski. Maxwell przedstawił Mogilewicza szwajcarskiemu bankierowi, włascicielowi banku inwestycyjnego w Genewie, który miał scisłe kontakty z Bank Vatican i Bank Lambert.

Mossad był pierwszym obcym wywiadem, który penetrował serce Solidarności.
Izraelscy agenci wiedzieli o decyzji Reagana dotyczącej przekazania $200 mln Solidarności już dwa miesiące wcześniej niż wysłannik Raegana Poggy poinformował o tym Kardynała Glempa oraz biskupa Marcinkusa. Izraelski agent Nahum Admoni wydostał te informacje od Poggy’ego w czasie obiadu w Paryżu gdzie omawiali sprawy kościoła. Również wspomniany powyżej program Promis został wykradziony Amerykanom prze wywiad izraelski. Zrobił to dyrektor wydziału operacyjnego Mossadu Rafi Eitan. Jak później wyznał przeydent firmy Inslaw Bill Hamilton, ‘Rafi zrobił ze mnie durnia, podobnie jak wielu innych.’ Izraelczycy rozpracowali program Promis, wprowadzając do niego urzadzenie szpiegowskie. Eitan wręczył ten program jako ‘podarunek z Izraela’ polskiemu Żydowi dr Jerzemu Milewskiemu, który był odpowiedzialny za zbieranie pomocy finansowej dla Solidarności w czasie jego wizyty w Brukseli.

Arcybiskup Marcinkus urodził się i wychował na przedmieściach Chicago (Cicero), skąd pochodził również Al Capone. Przejął od niego wiele gangsterskich metod jak zastraszanie kasjerów w Banku Vaticano lub terroryzowanie biskupów.
Twierdził, że zajmuje drugie miejsce po Papieżu na moskiewskiej liście 10-u głównych celów. Jednakże, jak na biskupa miał dziwnych klientów jak kasyno z Monte Carlo, firmę produkujacą broń Beretta lub kanadyjskiego producenta doustnych środków antykoncepcyjnych. Od czasu kiedy objął stanowisko prezydenta banku, Marcinkus powiększył inwestycje ponad wszelkie oczekiwania. Do 1983r. depozyty bankowe warte były dzisiątki miliardów dolarów. W tym czasie Marcinkus był już mocno zaangażowany w masowe finansowe spekulacje, w które wciągnął Bank Vaticano. Papież Jan Paweł II zgodził się zrekompensować straty spowodowane spekulacjami Marcinkusa. W jednym z dokumentów opublikowanych przez Watykan w maju 1984r. stwierdza się, że ‘banki międzynarodowe otrzymają około 2/3 z $600 mln jakie pożyczyły Bankowi Vaticano. Z tego $ 250 mln bedzie spłacone do 30go czerwca 1984r.’

(Tłumaczył Bob Rutecky, Los Angeles)

www.european-magazine.com/meses/2004/octubre/ing/investvaticano3.htm

(Gordon Thomas, Gideon’s Spies: The Secret History of the Mossad)




Źródło inf:
http://www.polishnews.com/index.php?option=com_content&view=article&id=951:kto-przej-pienidze-solidarnoci&catid=58:politykapolitics&Itemid=182


Źródło inf:
http://www.wprost.pl/ar/59383/Skok-stulecia/?I=1118


Skok stulecia

WPROST Numer: 18/2004 (1118)
Kto ukradł 200 mln dolarów przekazanych "Solidarności" przez CIA?




Gordon Thomas

Publicysta piszący na temat wywiadu, autor książek "Szpiedzy Gideona. Tajna historia Mossadu", "Papież", "Zabójstwo superszpiega Roberta Maxwella"

Czy papież Jan Paweł II odstąpił od twardych zasad, by pomóc "Solidarności"? Czy uczynił to z powodu żarliwego oddania Polsce, czy też stał się jedynie ofiarą intrygi? Intrygi, która zaczęła się tuż przed północą w kwietniu 1983 r., gdy na podjeździe Pałacu Apostolskiego w Watykanie zatrzymała się granatowa limuzyna z dyplomatycznymi tablicami rejestracyjnymi. Ta nocna wizyta zapoczątkowała serię wydarzeń, które rzucają cień na pontyfikat Jana Pawła II.
David Yallop, angielski ekspert finansowy znający świat tajnych watykańskich finansów, twierdzi, że polski papież dał błogosławieństwo przedsięwzięciu, dzięki któremu "Solidarność" miała otrzymać tajnymi kanałami 200 mln dolarów. Problemem jest to, że te pieniądze nigdy do "Solidarności" nie dotarły. Christopher Story, wydawca "International Currency Review", nazwał tę historię jedną z największych i najbardziej zagadkowych "czarnych dziur" współczesnego systemu finansowego. Znane osobistości w Watykanie i Waszyngtonie zachowują w tej sprawie milczenie.

O tym, co się stało z pieniędzmi, może wiedzieć generał Wojciech Jaruzelski.

Czarna kasa

CIA i bank watykański utworzyły tajny fundusz w wysokości 200 mln dolarów, mający wesprzeć "Solidarność". W 1983 r. CIA dysponowała "czarną kasą" przeznaczoną na finansowanie "nielegalnych, tajnych operacji - bez zadawania pytań". Za tę działalność CIA odpowiadał Richard Brenneke. Przerzucał sekretne fundusze do szwajcarskich banków (na przykład Credit Suisse w Genewie) albo wyciągał z nich pieniądze, by - przez skomplikowany system transferów po całym świecie - uniemożliwić odkrycie, skąd pochodzą. Mając poparcie szefa CIA Williama Caseya, Brenneke zaczął wykorzystywać bank watykański do prania pieniędzy. To Casey poznał Richarda Brenneke z szefem banku, biskupem Paulem Marcinkusem. - Bywały takie dni, że prało się nawet 400 mln dolarów - wspomina Brenneke'a. Pieniądze miały służyć m.in. uniemożliwieniu komunistom zdominowania włoskiej sceny politycznej. - Centralna Agencja Wywiadowcza i Watykan podzielały obawy, że Włochy mogą wpaść w ręce komunistów - mówi David Yallop. - CIA upatrywała w mafii zapory przeciwko takiej ewentualności. Konsekwencją było przekonanie CIA, że działalność mafii we Włoszech powinna być tolerowana, jeśli dzięki temu Włochy - członek NATO - nie przejdą na stronę Moskwy.
Brenneke opowiada, że fundusze, którymi dysponowała CIA, pochodziły na przykład ze sprzeda-ży broni Iranowi. Potem kupowano za nie narkotyki w Ameryce Południowej i sprzedawano działającej w USA mafii. Następnie za pieniądze od mafii kupowano broń dla Contras w Nikaragui. - Tego typu operacje wymknęły się spod kontroli, więc powiadomiłem o tym doradcę prezydenta Reagana ds. bezpieczeństwa narodowego Dona Gregga. Powiedziano mi, abym o tej sprawie zapomniał - wspomina Brenneke.
Spora część pieniędzy na tajne operacje pochodziła od mafijnej rodziny Gottich z Nowego Jorku. Rodzina ta, podobnie jak mafijne rody Gambino i Columbo, była bardzo katolicka, co objawiało się m.in. szczodrym finansowaniem Kościoła. Czy 200 mln dolarów przeznaczone dla "Solidarności" również pochodziły od mafii?


Autor: Gordon Thomas

Źródło inf:
http://www.wprost.pl/ar/59383/Skok-stulecia/?I=1118




Moje motto: Nie ma skutku bez przyczyny.


Rolling Eyes





Robert Majka , Solidarność Walcząca Przemyśl, 2 kwietnia 2012r g.09.04
Kawaler KRZYŻA Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski,
Nr 452-2009-17 nadany 9 grudnia 2009 przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego.
Radny Rady Miasta Przemyśla (2002 - 2006)

www.sw.org.pl
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt7234.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://tygodnik.onet.pl/35,0,14472,pierwsza_magdalenka,artykul.html
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
http://www.polityczni.pl/oblicza_stanu_wojennego,audio,51,4505.html
http://home.comcast.net/~bakierowski/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Sro Kwi 04, 2012 9:47 pm    Temat postu: Ku tematowi zasadniczemu Odpowiedz z cytatem

Przeczytałem książkę wywiad i mogę powiedzieć, że ci, którzy są zainteresowani tematem homoseksualizmu wśród księży, czy sprawowaniem władzy przez mafię 'kochających inaczej' przeczytawszy to, co w ostatnim czasie zostało zacytowane w prasie wiedzą wszystko, co na ten temat książka zawiera. Nie widziałem natomiast cytatów dotyczących innych kwestii, poza pewnymi obiekcjami co do traktowania pogromów ukraińskich przez śp. Prezydenta Kaczyńskiego (też ten problem nie stanowi sprawy zasadniczej, a jest jednym z wielu), a książka liczy prawie 180 stron i 6 rozdziałów. Jakoś nikt z wielce zatroskanych i wnikliwych dziennikarzy-czytelników, którzy chcieli sprawić wrażenie zaprezentowania 'książki w pigułce' nie przedstawił omawianego na str. 31 pytania-problemu: "... to oznacza, że nasza krytyka Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, która nigdy nie rozliczyła się z przeszłości, a nawet więcej - zrobiła wszystko, by udawać, że nie było to potrzebne, jest również krytyką nas samych, bo nasza strategia jest dokładnie taka sama". I ksiądz Tadeusz bynajmniej nie zaprzecza. Podobnie ma się słabe nagłośnienie w 'otwartych' na problemy mediach sprawy bliskości PO i krakowskiego metropolity, którą to bliskość dobrze ilustruje następujący cytat fragmentu odpowiedzi księdza Tadeusza nawiązujący do tej kwestii:
Cytat:
Odpowiem pewną historią. W ubiegłym roku Ireneusz Raś, szef struktur PO w Małopolsce, chodził do księży proboszczów z listem i namawiał ich do głosowania na Platformę. Księża przecież dobrze wiedzieli, że to jest brat jednego z najbliższych współpracowników kardynała, od którego zależy ich kariera. Metropolita krakowski tolerował taką sytuację i przymykał na to oko. W Krakowie żartowano, ale nie bez podstaw, że jeśli ksiądz chce mieć dobrą parafię, to powinien zgłosić się do posła Rasia, a polityk, który chiałby mieć dobre miejsce na listach wyborczych, powinien współpracować z księdzem Rasiem. Nie są to jedyne przykłady. Politycy PO są zapraszani i ...
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 3:25 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Wto Kwi 17, 2012 11:17 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zgodnie z zasadą Audiatur et altera pars (niech będzie wysłuchana druga strona), korzystając z tego, że na wPolityce pod "TYLKO U NAS. Grzegorz Górny: List otwarty do ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego" opublikowana została polemika z ks. Tadeuszem przytaczam ten tekst:
Cytat:
Ze zdumieniem przeczytałem reakcję Księdza na mój tekst z „Rzeczpospolitej” (04.04.2012) dotyczący wywiadu-rzeki z Księdzem pt. „Chodzi mi tylko o prawdę”. Wielokrotnie powtarza Ksiądz w tej książce wezwanie, by podjąć dyskusję na temat poważnych problemów wewnątrz Kościoła, gdyż debaty takiej brakuje. Gdy jednak sam napisałem o poważnych problemach związanych z publikacją wspomnianej książki, Ksiądz uniknął jakiejkolwiek dyskusji, nie odnosząc się merytorycznie do żadnego z przedstawionych przeze mnie argumentów, a swoją reakcję ograniczył do wyrazów oburzenia i porównań z „Trybuną Ludu”.

Według mnie, książka „Chodzi mi tylko o prawdę” jest modelową wręcz ilustracją zjawiska, które na łamach „Frondy” opisał arcybiskup Granady Francisco Javier Martinez, tzn. mentalnej kolonizacji Kościoła. Zjawisko to zostało zdiagnozowane przez hiszpańskiego hierarchę jako najpoważniejsze zagrożenie dla tożsamości współczesnego chrześcijaństwa. Polega ono na tym, że większość ludzi Kościoła myśli o sobie i opisuje siebie w kategoriach i pojęciach obcych chrześcijaństwu, a charakterystycznych dla dominującej dziś kultury sekularnej. Niestety, opis ten odnosi się także do książki Księdza, gdzie Kościół przedstawiony został jako jedna z wielu instytucji tego świata, pozbawiona wymiaru nadprzyrodzonego i elementu świętości.

W swym tekście dla „Rzeczpospolitej” napisałem, że największy problem z książką Księdza polega na obrazie Kościoła, jaki się z niej wyłania:

Kościół bowiem, o którym opowiada ks. Isakowicz, to instytucja feudalna, uniemożliwiająca normalną komunikację oraz nie stosująca wobec siebie kryteriów, których wymaga od innych; stosunki między biskupami a księżmi przypominają relacje między panami a niewolnikami lub wasalami; kapłani uzależnieni są od kaprysu biskupów, którzy często nie wiedzą nawet, jak wygląda ich diecezja; panuje przyzwolenie struktur kościelnych na homoseksualizm duchownych; promowany jest model księdza BMW – bierny, mierny, ale wierny; kapłan, który nie jest proboszczem, jest nikim itd. itd. Tego typu zarzuty, obecne w książce, można by jeszcze długo wymieniać.

Nie wykluczam, że na każde z tych twierdzeń ks. Isakowicz mógłby znaleźć konkretny przykład. Kłopot jednak w tym, że z prawdziwych faktów można skonstruować fałszywy obraz. Pewna opiniotwórcza gazeta, pisząc o polskiej tradycji narodowej, eksponuje przykłady antysemityzmu, szmalcownictwa czy pogromów. I zdarza się jej podawać fakty prawdziwe. A jednak stworzona z takich elementów wizja polskości, której istotą ma być zbrodnia w Jedwabnem, pozostaje całkowicie nieprawdziwa.

Podobnie rzecz ma się z książką ks. Isakowicza. Pozytywnych zdań o Kościele jest tam niewiele. Nie znajdziemy ani słowa, że Kościół jest miejscem spotkania z Bogiem, doświadczania bezinteresownej miłości czy przeżywania duchowej więzi we wspólnocie. A jest to doświadczenie bardzo wielu ludzi, których znam osobiście. Dość powiedzieć, że na 180 stronach książki imię Jezus pojawia się zaledwie raz, zaś Chrystus – 3 razy, i to zawsze jako incydentalne wtręty (np. przy wątku intronizacji Chrystusa czy odnalezieniu krzyża Chrystusa przez św. Helenę). A przecież to osobista relacja z Jezusem jest najgłębszą istotą chrześcijaństwa, a zwłaszcza kapłaństwa.


Obraz Kościoła, jaki wyłania się z kart książki, czyli instytucji opartej na grach dominacyjnych, przeżartej aferami obyczajowymi i wypranej ze sfery sacrum, wynika z przyjęcia całkowicie laickiej perspektywy. Jest ona charakterystyczna zwłaszcza dla współczesnych mediów lewicowo-liberalnych, dla których nie do pomyślenia jest nawet przypuszczenie, że Kościół może być realnym miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Światłem, które oświetla Kościół w takiej perspektywie, nie jest jego wewnętrzny blask, lecz snop medialnych reflektorów.

Prezentowanie tego typu wizji Kościoła, zwłaszcza przez duszpasterzy, ma niszczące skutki dla relacji wielu osób wobec chrześcijaństwa. Dotyczy to zwłaszcza ludzi dalekich od wiary lub zmagających się o nią. Niektórzy z nich mogą sięgnąć po książkę Księdza zachęcone zapowiedzią, iż przedstawia ona „prawdę o Kościele”. Nie piszę w tym momencie o abstrakcyjnych modelach zachowań, lecz o konkretnych faktach, z jakimi się zetknąłem. Podam może dwa przykłady.

Mam znajomą, która od lat modli się za swoją siostrę i prowadzi z nią długie rozmowy, by przekonać ją do Chrystusa. Wszystkie jej wysiłki legły w gruzach, gdy owa siostra przeczytała wywiad-rzekę z Księdzem. Dla niej książka stała się argumentem na rzecz tego, by trzymać się jak najdalej od Kościoła jako instytucji zdeprawowanej, opartej na fałszu i hipokryzji. Teraz z satysfakcją cytuje z niej siostrze zdania Księdza jako dowód na słuszność swego antykościelnego wyboru.

Druga relacja pochodzi od wykładowczyni akademickiej, która pracując w świeckiej uczelni nie ukrywa swych chrześcijańskich poglądów. Książka Księdza sprowokowała jej studentów do wywołania na zajęciach dyskusji o Kościele. W debacie tej pani profesor znalazła się osamotniona naprzeciw całej sali studentów. Głównym ich orężem w dyskusji stały się twierdzenia zawarte w książce Księdza. Kobieta, która wyszła z tych zajęć zdruzgotana, opowiadała, że większość jej studentów po lekturze „Chodzi mi tylko o prawdę” jest przekonana, iż Ksiądz jest jedyną osobą w Polsce, która ma odwagę powiedzieć głośno prawdę, że Kościół to instytucja, w której nie chodzi o żadnego Boga, tylko o władzę, a religia jest jedynie narzędziem kontroli.

Takich sygnałów dociera do mnie znacznie więcej. Czy można je lekceważyć? Czy można wzruszyć ramionami na głosy studentów, którzy mówią, że czytając o Kościele w książce Księdza mieli wrażenie, jakby przenieśli się do powieści Franza Kafki i obcowali z mroczną, bezduszną instytucją, nieczułą na jednostkowe problemy? Jeżeli przyciąganie ludzi do Kościoła nazywa się ewangelizacją, to jakim słowem określić książkę, która odstręcza ich od Kościoła?

W tym kontekście nie dziwi zachwyt, z jakim pozycja ta spotkała się w szeregach „Krytyki Politycznej”. Dyżurny spec od walki z Kościołem w tym środowisku Tomasz Piątek napisał: „Wreszcie jakiś katolicki duchowny powiedział coś z sensem”, gdyż „ujawnił, że tak zwanym Kościołem katolickim rządzi mafia”. Dodał, że autorzy książki są z punktu widzenia lewicy „raczej pożyteczni niż szkodliwi”, ponieważ „w imię katolicyzmu zaczynają walczyć z katolicyzmem”.

Przypuszczam, że nie takie były intencje Księdza, ja jednak piszę o skutkach. Dlatego za niepoważne uważam tłumaczenia Tomasza Terlikowskiego, że w zamierzeniu książka nie miała być raportem o stanie Kościoła w Polsce, więc nie można jej rozliczać z celów, których sobie nie stawiała. Problem polega jednak na tym, że tak właśnie jest odbierana i trzeba naprawdę dziecięcej naiwności, by wcześniej tego nie przewidzieć. Jest przecież coś takiego jak elementarna odpowiedzialność, która każe się zastanowić nad skutkami naszych działań, a te mogą być przecież odmienne od naszych zamiarów.

Zaznaczam, że nie neguję dobrej woli Księdza i jego czystych intencji, by wyczyścić wiele brudów, które nagromadziły się w Kościele. Nie popieram też – jak zarzucono mi w komentarzach internetowych po tekście w „Rzeczpospolitej” – zamiatania trudnych spraw pod dywan i udawania, że nie ma żadnych problemów z homoseksualistami wewnątrz Kościoła. W 2002 roku byłem jednym z sygnatariuszy listu otwartego do arcybiskupa Juliusza Paetza, wzywającego ówczesnego metropolitę poznańskiego do ustąpienia ze stanowiska w związku z oskarżeniem o molestowanie kleryków. W 2007 roku byłem z kolei zaangażowany w sprawę ujawnienia aktywności lobby gejowskiego, które usadowiło się w archidiecezji płockiej. Wielokrotnie mówiłem publicznie, że należy brać przykład z Kościoła w USA, który śmiało stawił czoło aferze pedofilskiej i homoseksualnej, a nie Kościołowi w Irlandii, który próbował tuszować skandale. Moje zastrzeżenia wobec książki „Chodzi mi tylko o prawdę” dotyczą sposobu, w jaki Ksiądz zabrał się do swego dzieła, a zwłaszcza fałszywego obrazu Kościoła, jaki się przy tej okazji utrwala w zbiorowej świadomości. Obawiam się bowiem, że szkody, jakie przyniesie Księdza publikacja, będą większe od ewentualnych korzyści.

Już św. Paweł Apostoł stykał się z grzechami ludzi Kościoła. Wystarczy przeczytać choćby jego listy do Koryntian, by przekonać się, jak głęboko sięgała deprawacja tamtejszych chrześcijan. A jednak nie poprzestał on na wytykaniu im grzechów i upominaniu, lecz koncentrował się na zbawczej misji Chrystusa, w której widział jedyny ratunek dla grzeszników. Także Ojcowie Kościoła nie mieli złudzeń co do kondycji duchowej swych współwyznawców. Nazywali Kościół wprost Jawnogrzesznicą, ale Jawnogrzesznicą, którą Chrystus obmywa swoją krwią, by stała się Jego Oblubienicą. Jeżeli skupimy się tylko na grzesznej stronie katolików, a pominiemy milczeniem obecność i realne działanie Chrystusa w Kościele, wówczas otrzymamy nieprawdziwy obraz chrześcijaństwa. A na pewno taki, który nikogo do siebie nie przyciągnie.

Przypuszczam, że św. Ojciec Pio, który miał dar wglądu w życie duchowe innych ludzi, mógłby wiele napisać o grzechach swoich duchownych przełożonych. A miał rzeczywiste powody do frustracji, ponieważ był szykanowany nie tylko przez lokalnego biskupa, ale nawet jego posługa duszpasterska została ograniczona osobiście przez papieża Piusa XI. Zdarzało się, że ludzie bliscy włoskiemu kapucynowi namawiali go, by publicznie skrytykował swych zwierzchników, bowiem trzeba mówić głośno prawdę, ale on zawsze odpowiadał, że nikt nie usłyszy nigdy od niego ani jednego słowa krytycznego skierowanego przeciwko władzom Kościoła. Dlaczego? Ponieważ Kościół był dla niego Matką. Być może dziś tego typu postawa naraziłaby Ojca Pio na zarzuty, że nie jest dobrym chrześcijaninem, tylko wielkim PR-owcem, marketingowcem swojej wspólnoty, kryjącym afery, tolerującym fałsz i hipokryzję.

Dla mnie wzorcowym przykładem podejścia do trudnych problemów w Kościele pozostaje publicystyka George'a Weigela, który bez żadnej taryfy ulgowej pisał o aferze pedofilskiej wśród duchowieństwa amerykańskiego. Zarazem jednak nie tracił nigdy z oczu nadprzyrodzonego wymiaru Kościoła. Potrafił osadzić zjawisko w szerszym kontekście społecznym, wskazać jego przyczyny oraz kierunki wyjścia z kryzysu. To właśnie on zdemaskował jako nieprawdziwe twierdzenia lewicowo-liberalnych mediów, jakoby jednym ze źródeł skandali pedofilskich i homoseksualnych był celibat kapłanów. Tymczasem Ksiądz w swojej książce powtarza te dawno zdezawuowane tezy, sprawiając wrażenie, jakoby postawa wyrzeczenia i ofiary, którą stanowi dobrowolny celibat, była źródłem grzechu. I po co powtarzać te kłamstwa, godzące w dobre imię Kościoła? Przecież takie insynuacje sprawiają, że Kościół jawi się nie jako ofiara grup gejowskich i ich lobbingu, lecz jako instytucja strukturalnie sprzyjająca reprodukowaniu homoseksualizmu.

Publikując swoje uwagi pod adresem książki „Chodzi mi tylko o prawdę”, liczyłem, że Ksiądz odniesie się do nich merytorycznie. Tymczasem zamiast rzeczowej dyskusji doczekałem się jedynie stwierdzenia, iż zaatakowałem Księdza w sposób niegodziwy, na który nie zdobyłaby się nawet „Gazeta Wyborcza” ani „Trybuna Ludu”, gdyż porównałem osobę Księdza do biblijnego Chama.

Otóż chciałbym wyjaśnić, że w swoim tekście nie porównałem Księdza do Chama. Przywołałem jedynie opowieść zaczerpniętą z kart Księgi Rodzaju. Chrześcijanie wierzą, że Biblia nie jest martwą literą, lecz żywym słowem. Słowo Boże ma moc osądzania ludzi. Przez wieki chrześcijanie, przywołując biblijne historie, konfrontowali swoje życie z postawami opisywanych tam postaci. Biblia była dla nich duchowym zwierciadłem, w którym mogli przeglądać swoje intencje, uczynki, skutki działań. Dla mnie osobiście ważnym przeżyciem stała się kiedyś przywołana scena z Ewangelii, gdy Szymon Piotr trzykrotnie zaparł się Jezusa. Pozwoliła mi ona zobaczyć swoją własną małość i niewierność wobec Chrystusa, mimo tak wielu łask, jakie od Niego otrzymałem. Doświadczyłem wówczas wyraźnie osądzającej mocy Słowa Bożego.

W swoim tekście, przywołując opowieść z Księgi Rodzaju, przedstawiłem różne postawy wobec słabości rodzicielskiej, prezentowane przez trzech synów Noego. Sem i Jafet okryli śpiącego nago i pijanego ojca płaszczem, by zakryć jego upadek przed wzrokiem innych, Cham natomiast opowiadał wokół o jego hańbie. Proszę jeszcze raz uważnie przeczytać mój tekst: nie napisałem nigdzie wprost, że Ksiądz przypomina mi Chama. Jeżeli jednak Ksiądz tak to odebrał, to sądzę, że dlatego, iż w przywołanej scenie biblijnej sam odnalazł siebie w postawie tego właśnie syna.

A może jednak Ksiądz dokonał takiego odczytania zbyt pochopnie? Ormianie zawsze utożsamiali siebie z Jafetem i jego potomstwem. Jak pisał żyjący w V wieku nestor historiografii ormiańskiej Mojżesz z Chorenu, Ormianie wywodzą swój ród od Hajka, który był praprawnukiem Noego, prawnukiem Jafeta, wnukiem Gomera i synem Togarma. Zresztą Haj oznacza Ormianina, zaś Hajastan to Armenia.

Życzę Księdzu postawy Jafeta. Pamiętam o Księdzu w modlitwie.

Grzegorz Górny

niezależny publicysta

Grzegorz Górny, Fałszywy obraz Kościoła, "Rzeczpospolita", 4.04.2012
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Odpowiedź na tekst Grzegorza Górnego


Źródło: http://wpolityce.pl/artykuly/26781-tylko-u-nas-grzegorz-gorny-list-otwarty-do-ks-tadeusza-isakowicza-zaleskiego

Oczywiście to, co wyżej wywołało dość burzliwą dyskusję - warto poczytać.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group