" /> Dyskusje ogólne :: Przyjaciel śp. płk Ryszarda Jerzego Kuklińskiego
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Przyjaciel śp. płk Ryszarda Jerzego Kuklińskiego

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Sob Lip 14, 2012 5:42 pm    Temat postu: Przyjaciel śp. płk Ryszarda Jerzego Kuklińskiego Odpowiedz z cytatem

Źródło inf:
http://lustracja.net/index.php/pozostali/154-jozef-szaniawski
http://lustracja.net/index.php/pozostali/154-jozef-szaniawski

na stronie Kontakt.

Strona główna Pozostali JÓZEF SZANIAWSKI
JÓZEF SZANIAWSKI | | Odsłony: 853


W areszcie śledczym na Mokotowie, Szaniawski napisał 4 października 1985 r. szokujący list-podanie do szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW - w tym kontrwywiadu wojskowego), generała dywizji Edwarda Poradki:


Szanowny Obywatelu Generale!

Zwracam się do Obywatela Generała z serdeczną prośbą o dopomożenie mi w sytuacji, w jakiej się znalazłem, a jednocześnie rozważenie, czy moja osoba nie byłaby przydatna dla celów i działalności organów podległych Obywatelowi Generałowi. (więcej tutaj)


http://lustracja.net/index.php/ciekawe-publikacje/153-portret-jozefa-szaniawskiego



W dniu 2 kwietnia 1970 r. J. Szaniawski dostał odmowę na wyjazd do USA z punktu 5-go ogólnej polityki paszportowej /31 marca br. został wpisany do skorowidza osób zainteresowanych/. Odwołał się do BPZ i 23 maja br. dostał ponowną decyzję odmowną. J. Szaniawski w 1967 r. był we Włoszech, a w latach 1968/69 r. jest profesorem pedagogiki na UW.

Według danych Departamentu III /tow. Knyziak/ w czasie wypadków marcowych Ignacy Szaniawski zajmował dwuznaczne stanowisko w pozostawał w personalnych powiązaniach z niektórymi „rozrabiaczami", ale ze względu na swoją giętkość i dbałość o karierę osobiście nie przejawił wrogiej działalności.

Matka jego Julia Szaniawska jest nauczycielką w Technikum Elektrycznym.

W świetle wyżej opisanych faktów, koniecznym wydaje się przeprowadzenie z wymienionym rozmowy operacyjnej w celu wyjaśnienia wszelkich okoliczności związanych z jego znajomością z Penner'em i ewentualnie innymi cudzoziemcami.

Rozmowę proponuję przeprowadzić w pomieszczaniu Wydziału II KSMO. Aby nie wzbudzić u wyżej wymienionego podejrzeń co do rzeczywistej treści rozmowy oraz nie spowodować przeprowadzania przez niego jakich uprzednich „konsultacji" czy też informowania kogoś o „zaproszeniu" go przez Służbę Bezpieczeństwa wezwanie do niego pod pretekstem dodatkowych wyjaśnień wysłałby na określony dzień i godzinę Wydział Paszportów Zagr. KSMO - to załatwilibyśmy przez tamtejszy Wydział II.

Po jego przybyciu zostałby on doprowadzony do uprzednio przygotowanego pomieszczenia, gdzie na wstępie rozmowy przedstawiłbym mu się jako funkcjonariusz Służy Bezpieczeństwa, który ma wyjaśnić z nim sprawę jego kontaktów z dyplomatami.

W toku rozmowy pobrałbym pisemne oświadczenie od niego na ten temat. Rozmowę z nim zakończyłbym zobowiązaniem go do zachowania jej w tajemnicy ze względów państwowych, jak również w dobrze zrozumiałym jego własnym interesie. Konkretny przebieg rozmowy oraz wszelkie ewentualne decyzje w stosunku do niego byłby uzależnione od jego zachowania się oraz złożonych przez niego wyjaśnień w toku jej przeprowadzania.

Inspektor Wydz. I Dep. II

Szypulski

--------------------------------------------------------------------------------

Warszawa, dnia 27 sierpnia 1970 r.

TAJNE

OŚWIADCZENIE

Pana Verona Pennera z ambasady WSA w Warszawie poznałem około lutego - marca br., kiedy byłem w ambasadzie po promesę wizy w związku z moim staraniem o paszport do USA /nie otrzymałem zgody Biura Paszportów/.

Około 12-13 sierpnia br. dzwonił do mnie znowu. Wiązało się to z 50 rocznicą wojno polsko-radzieckiej 1920 roku. W czasie wspomnianej z nim rozmowy w m-cu lutym - marcu br. indagował mnie dosyć szczegółowo m.in. o adres, telefon, studia historyczne, co zamierzam robić w USA i czy wrócę do Polski. Dowiedział się wówczas, że jestem historykiem z wykształcenia. Jak zorientowałem się wówczas pan Penner orientował się stosunkowo nieźle w dziejach Polski.

Utrwaliłem się w przekonaniu kiedy zaprosił mnie na weekend w niedzielę 16.08 do Radzymina. Przedtem byliśmy przez około pół godziny na ul. Świętojańskiej /godzina 11.00/, gdzie kardynał Wyszyński celebrował mszę. T. Pennert był wielce zadowolony ponieważ, jak powiedział, pierwszy raz widział Wyszyńskiego, a pragnął to zrobić już dawno. Do Radzymina pojechaliśmy jego wozem wraz z jego żoną i córką. Zatrzymaliśmy się przy drodze około godziny na obiad, na który mnie zaprosili. P. Penner, chcąc mnie prawdopodobnie ośmielić, kilkakrotnie wspomniał, iż nie jestem Jamesem Bondem oraz, że ma wielu znajomych wśród młodzieży i studentów.

Rozmawialiśmy na tematy historyczne, nie tylko zresztą związane z rokiem 1920, ale również o średniowieczu, sztuce polskiej itd. Następnie pojechaliśmy na cmentarzu w Radzyminie. Byłem tam zresztą po raz pierwszy. P. Penner robił zdjęcia, a następnie udaliśmy się do samochodu, gdzie zatrzymał nas patrol i służby bezpieczeństwa.

W stosunku do mnie poproszono o dokumenty i film z aparatu. Następnie film i dowód osobisty otrzymałam z powrotem, chociaż prosiłam o wywołanie filmu, pragnąc w ten sposób udowodnić, że nie ma na nim nic prócz zdjęć z mojej wycieczki w Bieszczady.

Około 15.30 wróciłem z p. Pennerem do Warszawy i poprosiłem go, aby mnie podwiózł do ul. Puławskiej. Żegnając się mną bardzo mnie przepraszał za incydent z patrolem, obwiniał siebie i obawiał się konsekwencji w stosunku do mnie. Nie wyraził życzenia spotkania się ze mną znowu. Mówił jedynie, że wkrótce wyjeżdża na urlop do Austrii. Innych dyplomatów cudzoziemskich nie znam i nigdy nie znałem. Wezwanie i rozmowa na powyższy temat ze służbą bezpieczeństwa zobowiązuję się zachować w tajemnicy.

/Józef Szaniawski/


OŚWIADCZENIE

Ja niżej podpisany Józef Antoni Szaniawski s. Ignacego i Julii, ur. 4.10.1944 r. we Lwowie, zatrudniony jako nauczyciel historii w III Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących w Warszawie, zamieszkały w Warszawie (...) oświadczam, że zostałem uprzedzonym o odpowiedzialności karnej za zatajenie względnie podanie informacji niezgodnych ze stanem faktycznym i dobrowolnie wyjaśniam co następuje:

Z V. Pennerem, pracownikiem ambasady USA w Warszawie spotkałem się po raz pierwszy w miesiącu lutym 1970 r. Miało to miejsce w związku z moim staraniem o paszport na wyjazd do Ameryki, na okres 3-6 miesięcy do mojej ciotki zamieszkałej na stałe w Nowym Jorku. Udałem się do Ambasady USA i zorientowawszy się, iż liczba osób oczekujących w tej samej sprawie, co ja jest bardzo duża, zrezygnowałem z dostania się do konsula tego dnia. Przybyłem dnia następnego około godziny 14.00. Od petentów oczekujących wraz ze mną dowiedziałem się, że promesy wizy udzielają dwie osoby - mężczyzna i kobieta. O tej pierwszej mówiono, że daje wizy od ręki, mężczyzna zaś podobno od czasu do czasu komuś odmawiał. Starałem się dostać właśnie nie do niego, ale ostatecznie moja kolejka wypadła właśnie na V. Pennera, bo to on właśnie okazał się tym mężczyzną. Rozmowa moja z nim trwała około 15 minut. Penner pytał na czyje zaproszenie udaje się do USA. Odpowiedziałem, że ciotki. Pytał następnie od kiedy ciotka tam przebywa i co robi, dalej moje dane osobiste - imiona, nazwisko, data i miejsce urodzenia, adres, rodzinę zamieszkałą w kraju i za granicą. Dalszym pytaniem, czy zamierzam powrócić do Polski po wykorzystaniu pobytu w USA, na co odpowiedziałem twierdząco. To samo pytanie Penner zadał mi bodajże jeszcze raz w trakcie rozmowy w ambasadzie. Kolejne jego pytanie dotyczyło moich wyjazdów zagranicznych dokąd i kiedy. Wymieniłem wszystkie czyli Czechosłowację /2 razy/, ZSRR /3 razy/, Bułgarię /1 raz/ i Włochy /1 raz/. Wszystkie te pytania zadawał Penner w trakcie wypełniania jakiegoś kwestionariusza, który miał przed sobą na biurku. Szczególnie zainteresował się wyjazdem do Włoch i Bułgarii. Pytał się mianowicie w ogóle w jaki sposób przebiegła rekrutacja studentów na takie wycieczki, a zwłaszcza do krajów zachodnich, w moim przypadku do Włoch. Powiedziałem mu, że wycieczki organizuje Zrzeszenie Studentów Polskich i poprzez jego instancje wycieczki należy załatwiać. Pod uwagę brane są przy tym kryteria nauki i pracy społecznej. Pyta się ilu studentów UW pojechało razem ze mną do Włoch. Nawiązał właśnie wtedy do mojej działalności w ZSP. Odpowiedziałem, iż nie jestem jakimś wielkim działaczem Zrzeszenia, a jedynie jednym z reprezentantów wydziału historycznego w Radzie Uczelnianej. Pytania jego odnośnie ZSP dotyczyły jeszcze jak wyglądają wybory oraz jak często odbywają się zebrania Rady Uczelnianej, na co też odpowiedziałem. Odnośnie Bułgarii interesował go sam kraj, co warto zobaczyć, czy Może Czarne jest cieplejsze niż Bałtyk, jakie są ceny żywności i jedzenia itp. pytania. O ile pamiętam wspomniał, że chce się tam wybrać w czasie wakacji.

Mniej więcej w tym momencie rozmowy do pokoju weszła sekretarka /tak mi się wydawało/ i wywołała Pennera na korytarz. Rozmawiali przy otwartych drzwiach dosłownie 5-10 sekund, po czym Penner wrócił i wręczając mi promesę wizy, zapytał, czy nie moglibyśmy się spotkać, ale prywatnie np. w kawiarni „Bristol" w najbliższą sobotę albo niedzielę /nie pamiętam dokładnie/ wieczorem. Zaznaczył przy tym, że on będzie ze swoją żoną, a ja mogę także przyjść z żoną albo moją dziewczyną - wyraziłem zgodę. Na tym rozstaliśmy się - ja udałem się przez poczekalnię, gdzie nadal oczekiwali petenci, do wyjścia, natomiast Penner skierował się w przeciwną stronę.

Moje drugie spotkanie nastąpiło właśnie w kawiarni „Bristol" w kilka dni później /sobota, niedziela/ około godziny 19.00. Na spotkanie to udałem się z moją byłą dziewczyną Ewą Cytowską, przy czym my byliśmy punktualnie, a Penner ze swoją żoną przyszedł jakieś 10 minut potem. Po przedstawieniu się rozmowa miała charakter wybitnie towarzyski. Dotyczyła m.in. mody kobiecej, wzajemnych zainteresowań /narty/, a także problematyki historii Polski. Po około godzinie spotkanie w „Bristolu" zakończyło się, ponieważ wypiliśmy już razem 8 piw, a ja miałem przy sobie jedynie 100 zł. i zorientowałem się, że na więcej mnie nie stać. Pennerowie zaczęli wówczas nalegać abyśmy poszli wspólnie na kolację do restauracji. Po początkowych sporach zgodziłem się i pojechaliśmy samochodem Pennera do restauracji „Budapeszt". Nie miałem wówczas pieniędzy, Penner zorientował się w tym i wykupił 4 bony konsumpcyjne /był to jeden z dwóch wypadków, kiedy pozwoliłem Pennerowi płacić za siebie/. Rozmowa jaka się wówczas nawiązała, była kontynuacją rozpoczętej w „Bristolu". W jej trakcie mówił Penner o restauracjach w Warszawie nawiązując do słynnego właśnie wtedy pobicia konsumentów w „Budapeszcie". Pytał się też Panner o miejscowości, gdzie najlepiej pojechać zimą na narty, a ja ze swej strony doradziłem mu, aby nie jechali do Zakopanego, gdzie właśnie się wybierali, ile do Szczyrku albo do Szklarskiej Poręby. Dalej rozmowa dotyczyła samochodów. Na moją uwagę, że posiada doskonały wóz, Penner przytaknął, ale stwierdził też, że jest kosztowny w utrzymaniu. Mówił też, że w Ameryce wypominają dyplomatom, że prowadzą wystawny tryb życia m.in. senator Fulbright, a on się z tym zgadza i właśnie ma zamiar sprzedać /nie powiedział komu/ swój dotychczasowy samochód, kupi natomiast odpowiedniejszy dla niego „Polski Fiat", albo „Volkswagen". Ja z kolei powiedziałem, że kiedy będę wracał z Ameryki do Polski po wakacjach, to może kupię sobie właśnie jakiś tani używany samochód /było to jeszcze przed podniesieniem cła na samochody/. Penner doradził, że najtaniej można kupić wóz nie w USA, ale w Europie. Z kolei ja doradziłem Pennerowi gdzie można kupić w Polsce kożuchy, tak dla niego jak i dla jego żony /Nowy Targ/. Po mniej więcej 1,5-2 godzinach rozmowa w „Budapeszcie" zakończyła się. Pennerowie odwieźli p. Cytowską pod sam dom, a mnie wysadzili pod drodze do siebie na rogu Al. Niepodległości i Narbutta. Żegnając się z Pennerem podziękowałem mu za wieczór, a on prosił, żebym przyszedł do niego do ambasady po wizę, kiedy dostanę już paszport na wyjazd do USA.

Moje kolejne spotkanie z Pennerem nastąpiło pod koniec czerwca 1970. Poprzedził je telefon Pennera do mnie do domu /zapisał go razem z moim adresem podczas pierwszego spotkania/ mówiąc, że ma dla mnie bilety na występy jakiegoś amerykańskiego zespołu muzycznego w Sali Kongresowej. Nie pamiętam dokładnie, czy odmówiłem tych biletów już w trakcie rozmowy telefonicznej, czy też dopiero w czasie spotkania z Pennerem, które nastąpiło na rynku Starego Miasta /tak umówiliśmy się telefonicznie/ chyba następnego dnia około 15.00. Poszliśmy do kawiarni Kamienne Schodki i rozmawialiśmy około pół godziny. Penner pytał się wówczas czy otrzymałem paszport. Powiedziałem mu wówczas, że otrzymałem odmowę z Biura Paszportów. Zapytał się, czy składałem odwołanie. Potwierdziłem i powiedziałem mu, że też zostało załatwione odmownie. Zapytał się, czy będę się nadal odwoływał, a ja zaprzeczyłem motywując to, że już nie ma kiedy. Powiedział, żenie może mi w niczym dopomóc. Mówiliśmy też o planach wakacyjnych. On wspomniał, że musi spędzić całe lato w Warszawie, ponieważ jako konsul będzie zajmował się w tym czasie pobytem turystów amerykańskich, zwłaszcza polskiego pochodzenia w Polsce w ogóle a w stolicy w szczególności. Mówił przy tym, że ten ruch już się zaczął w związku z czym załatwia mnóstwo drobiazgów, spraw takich jak zagubienie bagażu albo paszportu, poszukiwanie krewnych w Polsce dla Amerykanów nie znających ich adresów itp. sprawy. Nakłaniał, abym przyjął jednak bilety, które mi zaproponował na występ do Sali Kongresowej, ale jeszcze raz odmówiłem. Potem przeszliśmy się jeszcze po Starym Mieście i pokazałem mu parę zabytków, których nie znał dotychczas i opisałem ich historię: m.in. katedra, barbakan, dom Komisji Edukacji Narodowej, niektóre kamieniczki, a także Plac Zamkowy. Pamiętam, że doprowadziłem go do samochodu, a sam wróciłem do domu skuterem. Żegnając się Penner dał mi swój numer telefonu wewnętrznego do Ambasady, mówiąc, że w książce telefonicznej znajdę centralę. Podał mi ten telefon mówiąc, że gdybym w czasie wakacji był w Warszawie, a miał ochotę zobaczyć się z nim, abym zadzwonił.

Ale wtedy nie skorzystałem z tego telefonu. Natomiast w pierwszej połowie sierpnia 1990 r. Penner zatelefonował do mnie, proponując spotkanie przed halą „Gwardii", ponieważ jeśli chcę to możemy pójść razem on i ja na mecz koszykówki pomiędzy reprezentacjami Polski i USA. Tym razem zgodziłem się, ponieważ i tak miałem zamiar obejrzeć to spotkanie. Telefon od Pennera dostałem o ile sobie przypominam na dzień przed tym meczem i umówiliśmy się chyba około 17.00 przed halą „Gwardii". Penner miał bilety, weszliśmy i usiedliśmy na dobrych miejscach. Jak się zorientowałem w czasie meczu obok Pennera byli na widowni także koło mnie, inni dyplomaci amerykańscy. W czasie meczu niewiele rozmawialiśmy. Penner głośno dopingował Amerykanów, a ja naszych. W czasie przerwy natomiast Penner nawiązał rozmowę do 50 rocznicy bitwy nad Wisłą w czasie wojny polsko-radzieckiej 1920 r.

Na powyższym przerywam pierwszą część swego oświadczenia, c.d. nastąpi.

Warszawa - 1.VI.1972 r.

Józef Szaniawski



Warszawa, dnia 11.VIII.72 r.

Ciąg dalszy oświadczenia.

Penner niebyt dokładnie orientował się w przebiegu tej bitwy, podobnie zresztą jak w ogóle w okolicznościach utworzenia Polski po rozbiorach w 1918 r. O ile pamiętam nie orientował się aż tak, że główne walki były pod Radzyminem. Ponieważ była to sobota zaproponował mi wspólny wyjazd w niedzielę ich samochodem właśnie do Radzymina. Ale wcześniej chciał zobaczyć „na własne oczy" Kardynała Wyszyńskiego, który akurat miał w niedzielę wystąpić w kościele jezuitów na Starym Mieście. Umówiliśmy się więc z Pennerem po zakończeniu meczu, że spotkamy się nazajutrz przed tym kościołem - chyba o 10.00. Był straszny ścisk i niewiele co zobaczyliśmy. Następnie pojechaliśmy do Willi Pennerów, gdzie byłem wtedy pierwszy raz - około 10-15 minut, czyli tyle ile Dorota Penner potrzebowała aby spakować swoje rzeczy, zabrać córkę i psa. Udaliśmy się następnie Volkswagenem Pennera do Radzymina, przy czym wskazywałem mu którędy jechać. Już w drodze pokazał mi samochodową mapę Polski, na której ołówkiem zakreślone były jeszcze rejony kraju, Penner objaśnił mi, iż są to tereny dla niego niedostępne - zabronione dla dyplomatów amerykańskich. Wyraził o ile pamiętam, żal że z tego powodu nie będzie mógł zobaczyć Częstochowy. Tę mapę pokazał mi jednak w tym celu, aby się upewnić czy Radzymin nie leży w tej „strefie zakazanej". Szczegółowy opis pobytu w Radzyminie i okoliczności zatrzymania mnie przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa opisałem w mym zeznaniu złożonym w sierpniu 1970 roku.

Po ostrzeżeniu mnie przez osobę odbywającą ze mną rozmowę w Pałacu Mostowskich w sierpniu 1970 r., że moje ewentualne dalsze kontakty z Pennerem, albo innym pracownikiem ambasady USA nie będą tolerowane, zastosowałem się do tego i nie miałem zamiaru ponownie się z Pennerem spotkać, ani tym bardziej z jakimś innym Amerykaninem, którego nigdy wcześniej ani później nie znałem.

Jednakże po upływie stosunkowo znacznego czasu, to jest do lipca 1971 roku Penner zatelefonował do mnie mniej więcej w początku tego miesiąca i zaprosił do siebie na przyjęcie, na którym jak zapewniał miało być wiele osób. Istotnie razem ze mną mogło być nawet łącznie sto osób, ale nie jednocześnie, ponieważ jedni wychodzili, jedni przychodzili. Na przyjęcie to poszedłem z p. Ewą Cytowską. Nie była ona już wtedy moją dziewczyną, ale przyjaźniliśmy się na zasadzie starej znajomości. Prosiłem ją, żeby poszła ze mną do Pennerów, ponieważ umiała znaleźć się w towarzystwie, poza tym rozumowałem, że muszę na to przyjęcie pójść z dziewczyną, a nie wypadało mi pójść z inną ze względu na Pennera, który już raz p. Cytowską widział. Kupiłem przed wyjściem album „Millenium", aby wręczyć Pennerom, bo przyjęcie to było wydawane z okazji rocznicy ich ślubu. Mniej więcej połowa osób zaproszonych byli to cudzoziemcy, a połowa Polacy. Nikogo z nich nie znałem, ani nie nawiązałem żadnej znajomości. W czasie przyjęcia, które odbywało się w ogrodzie, na tarasie, w salonie na parterze parę razy rozmawiałem z Pennerem jak również z jego żoną, ale za każdym razem była to krótka wymiana zdań. Jak zorientowałem się Pennerowie rozmawiali tak ze wszystkimi. Mówiliśmy m.in. w większym gronie na temat urządzenia willi Pennerów, a Penner dodał wtedy, że jest ona śledzona z sąsiedniego domu, który kiedyś należał do jakiegoś generała. Pamiętam, że wszyscy się z tego śmiali. Przyjęcie trwało prawdopodobnie dość długo, ale my wyszliśmy chyba około 22-23. Penner podziękował za przybycie i prezent i życzyliśmy sobie wzajemnie przyjemnych wakacji.

Następnym razem widziałem się z V. Pennerem jesienią tego samego 1971 roku. Jak zwykle zatelefonował on do mnie do domu. Było to pod koniec września. Umówiliśmy się na obiad w restauracji „Ryceraka" na Starym Mieście. Spotkaliśmy się 4 października - akurat były moje urodziny. Zjedliśmy obiad bardzo szybko, ponieważ tego dnia miałam jednak dużo spraw do załatwienia m.in. musiałam odprowadzić ojca na lotnisko, gdyż udawał się do Bułgarii, po południu miałem szkołę, liczyłem poza tym, że urządzę jakieś małe urodziny w domu. Rozmowa z Pennerem miała charakter wybitnie towarzyski, dotyczyła m.in. spędzonych wakacji /Penner był o ile pamiętam w Austrii/, nowych filmów /„Życie rodzinne"/, kawałów rozmaitego rodzaju itd. Chciałem Pennerów na zasadzie rewanżu za ich przyjęcie w lipcu zaprosić na urodziny, ale nie chciałem tego robić u siebie w domu, to raz, po drugie nie wiedziałem jak Penner to przyjmie. Tak więc w trakcie obiadu zaprosiłem Pennera z żoną do mieszkania p. Cytowskiej licząc na to, że ona z pewnością się zgodzi co zresztą się stało. Penner był jak pamiętam bardzo zadowolony. Zostawiłem mu adres i umówiliśmy się, ale chyba na jakiś odległy termin, chociaż dokładnie z datą i godziną. Było to pod koniec października o godzinie chyba 21.00. Pennerowie przynieśli w prezencie wino i kwiaty. Spotkanie trwało najdalej dwie godziny. Byliśmy razem tylko w 4 osoby. Pennera jak zawsze interesowała historia i pytał jak mi się powodzi w szkole, jak uczę, czy zrezygnowałem z wyjazdu za granicę. Reszta rozmowy poświęcona była w dużej mierze teatrowi, filmowi, częściowo telewizji, a zwłaszcza teatrowi Grotowskiego. Zainteresowanie tym teatrem przejawiała szczególnie pani Penner. Penner jak pamiętam, także w czasie tego spotkania podobnie jak i poprzednio żartem wspomniał, że nie jest Jamesem Bondem. Wydaje mi się teraz, że właśnie wtedy, wydało mi się, że odczuwam jakąś szczególną nutę w tym określeniu i pierwszy raz zastanawiałem się, że on jest chyba kimś więcej w ambasadzie USA, aniżeli na to wyglądało. Ale zdaję sobie z tego sprawę dopiero dzisiaj. Po tym spotkaniu pożegnałem się z Pennerem, a on jak zawsze powiedział, że przy okazji zatelefonuje do mnie.

Nadmieniam też, że nie poinformowałem Pennera, o tym, że w godzinie po rozstaniu się z nim 4.X. 71 r. ojciec mój był poddany rewizji osobistej przed odlotem z lotniska Okęcie do Sofii. Tak samo zresztą nie powiedziałem ojcu przyczyn tej rewizji, których się przecież domyślam, ani też komukolwiek.

Moje kolejne spotkanie z Pennerem nastąpiło w listopadzie, po jego telefonie do mnie. Umówiliśmy się w winiarni „Domu Nauczyciela" na ulicy Brzozowej. Było to też krótkie spotkanie, gdyż miałem „okienko" w lekcjach.

Następnie na początku grudnia zatelefonowałem do Ambasady USA dwa razy, ponieważ za pierwszym razem Pennera nie zastałem. Zaproponowałem mu obejrzenie przedstawienia „Biesy" Dostojewskiego w reżyserii Wajdy. Mówiłem z Pennerem o tej sztuce w czasie ostatniego naszego spotkania w kontekście tzw. „sprawy Brzozowskiego" i w ogóle stosunku Rosjan do Polski na powstaniu styczniowym. Teraz przez dwa dni sztukę tę wystawiano w Teatrze Dramatycznym w ramach tzw. spotkań teatralnych. Było b. trudno o bilety i sądziłem, że sprawię tym Pennerowi satysfakcję /istotnie tak było, zwłaszcza kiedy zobaczył tam różnych innych dyplomatów z innych ambasad/. Bilety załatwiła p. Cytowska. Były to tylko wejściówki, pry czym jedna była niewykorzystana, ponieważ p. Pennerowa nie przyszła. W czasie przedstawienia znajdowaliśmy się na I balkonie, ale mieliśmy na trzy osoby tylko jedno siedzące miejsce. Po teatrze Penner zaproponował jako rewanż kolację w restauracji „Bazyliszek" na Starym Rynku. Kiedy odjeżdżaliśmy sprzed teatru zwróciłem uwagę na „Fiata", który ruszył bezpośrednio za nami i jechał cały czas, a znajdowało się w nim kilku mężczyzn. Nie powiedziałem jednak nic na temat tego spostrzeżenia. Na kolacji rozmawialiśmy o „Biesach". Penner zwracał uwagę na dwie rzeczy: filmowe wystawienie teatralnej sztuki, która była w zasadzie powieścią oraz na pewne aluzje polityczne, które mogły być w sztuce zawarte, powoływał się przy tym na reakcję publiczności. Po kolacji około północy rozstaliśmy się przy czym Penner wrócił samochodem sam.

Ostatni raz widziałem Pennera chyba na przełomie styczeń -luty 1972 r. Powiedziałem mu wtedy, że widzę się z nim po raz ostatni. Motywowałem to różnymi względami, przede wszystkim brakiem czasu. On nie bardzo w to wierzył, ale w każdym razie przyjął do wiadomości. Pytał tylko, czy nie miałem kłopotów z „bezpieką" jak to określił. Spotkanie to miało miejsce w winiarni „Domu Nauczyciela" około 19 (nieczytelne) miałem wtedy wolną lekcję, a nastąpiło kiedy parę dni wcześniej Penner dzwonił wieczorem do mnie do domu. Później więcej już Pennera nie widziałem.

Natomiast pod koniec lipca dokładnie pomiędzy 25 a 29 spotkałam na ul. Marszałkowskiej Dorotę Penner, która szła jeszcze z jakąś kobietą. Było to przed południem. Pennerowa miała w obu rękach zakupy i ubrana była w pomarańczową sukienkę w poprzeczne pasy. Szedłem na przeciw niej nie podszedłem i poszedłem dalej. Było to dokładnie na wysokości kina „Polonia".

Józef Szaniawski

Źródło: IPN BU 0204/329

--------------------------------------------------------------------------------

Oświadczenie powyższe odebrałem od Józefa Szaniawskiego w czasie rozmowy w K.St.MO, dokąd wezwany został pod pretekstem spraw paszportowych. Po stwierdzeniu, że rozmawia z funkcjonariuszem służby bezpieczeństwa, w sprawie wyjaśnienia jego kontaktu z dyplomatą USA w/w złożył ustne wyjaśnienia, a później opisał to pisemnie jak wyżej. W toku rozmowy na moje pytanie o przyczyny jego kontaktu z Pennerm - J. Szaniawski stwierdził, że imponował mu kontakt towarzyski z dyplomatą oraz zwracanie się tamtego o wyjaśnienia do niego jako historyka. J. Szaniawski robi wrażenie bardzo antypatycznego anglofila o snobistycznym charakterze i zainteresowaniach.

Po jego wyjaśnieniach oświadczyłem mu, że nie widzimy potrzeby kontynuowania przez niego kontaktów z Pennerm i w związku z tym powinien ich raczej unikać - jeśli nie chce ponownych wezwań na rozmowy z nami w świetle faktu podtrzymywania tej znajomości wbrew naszym „życzeniom".

Ta sprawa „wyszła" w rozmowie w sposób naturalny, gdyż J. Szaniawski pytał jakie mamy do niego pretensje i jak to wpłynie na jego sprawy. Oświadczyłem mu, że sprawę uważamy za wyjaśnioną, ale musielibyśmy na nią spojrzeć inaczej o ile te swoje kontakty z dyplomatami kontynuowałby.

J. Szaniawski stwierdził, że postara się przystępować do naszych „życzeń", gdyż nie chciałby, aby miano do niego pretensje ze strony władz - w rozmowie dało się wyczuć, że deklarując to bierze przede wszystkim pod uwagę swoje starania paszportowe, które zamierza dalej czynić mimo uzyskania odmownej decyzji. Wydaje się, że takie ustawione rozmowy były najwłaściwsze ze względu na jego sylwetkę charakterologiczną oraz zapatrywania, co dało się już dobrze wyczuć w toku stosunkowo przecież krótkiej rozmowy operacyjnej z nim - jak również ze względu na układ sytuacji w sprawie jego kontaktu z Pannerem.

Inspektor Wydz. I Dep. II MSW

Kpt. A. Szypulski


--------------------------------------------------------------------------------

Postanowienie

o przedłużeniu czasu trwania śledztwa i środka zapobiegawczego, tymczasowego aresztowania.

Warszawa, dnia 23 listopada 1985 r.

Szef Oddziału V - Prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Czesław Zbroja - po rozpatrzeniu wniosku Szefostwa MSW o przedłużenie terminu śledztwa i środka zapobiegawczego - tymczasowego aresztowania w sprawie p-ko podejrzanemu Józefowi Antoniemu Szaniawskiemu s. Ignacego, jak też po zaznajomieniu się z aktami V Pn. śl.16/85.

- na zasadzie art. 265 § 2 kpk w zw. z art. 574 kpk oraz art. 222 ust, 1 kpk

postanowił

czas trwania śledztwa i środek zapobiegawczy, tymczasowe aresztowanie przedłużyć wobec Józefa Antoniego Szaniawskiego, s. Ignacego do dnia 29 grudnia 1985 r.

Uzasadnienie

Józef Antoni Szaniawski podejrzany jest o popełnienie przestępstwa z art. 124 § 1 k.k., polegającego na tym, że w okresie od 1974 r. do czasu zatrzymania tj. do dnia 29.06.85 r. współpracował z wywiadem Stanów Zjednoczonych, przekazując temu wywiadowi szereg informacji o sytuacji społeczno-politycznej kraju, w tym również wojska.

Wobec wymienionego w dniu 29.06.85 r. za czyn opisany wyżej, zastosowano środek zapobiegawczy, tymczasowe aresztowanie.

W toku śledztwa wykonano wiele pracochłonnych czynności. W szczególności przez dłuższy okres przesłuchiwano podejrzanego, sprawdzano podawane przez niego fakty, dokonano oględzin zabezpieczonych przedmiotów i przesłuchano kilkunastu świadków. W chwili obecnej podejrzany jest zapoznawany z materiałami dowodowymi. Wg jego oświadczenia z dnia 22.11.85 r. zapoznanie się z aktami śledztwa V Pn.śl.16/85 potrwa jeszcze około 15 dni. Wykonanie zaplanowanych czynności śledczych, w zakreślonym uprzednio terminie było niemożliwe z uwagi na wielowątkowy, skomplikowany charakter sprawy.

Z wymienionych względów przedłużenie czasookresu śledztwa i tymczasowego aresztowania jest niezbędne dla realizowania wskazanych wyżej zamierzeń śledczych.

Mając również na uwadze, że nie ustały przesłanki dla których stosowano środek zapobiegawczy, tymczasowe aresztowanie - należało postanowić jak w sentencji postanowienia.

Pouczenie

Na niniejsze postanowienie służy podejrzanemu zażalenie, w terminie 7 dni od chwili jego doręczenia, do Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w W-wie za pośrednictwem Oddziału V NPW.

Źródło: IPN OI 52/2011
--------------------------------------------------------------------------------

WYROK W IMIENIU POLSKIEJ RZECZPOSPOLITEJ LUDOWEJ

Warszawa, dnia 7 stycznia 1986 r.

Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie, w składzie:

przewodniczący - ppłk Zbigniew Matacz

sędzia - ppłk Jerzy Przygodzki

płk - Jerzy Kowalski

ppłk - Mieczysław Wiatr

ppłk - Janusz Michalczak

w obecności prokuratora wojskowego płk. Zbigniewa Szawłowskiego, obrońców adw. Antoniego Borkowego i adw. Piotra Dewińskiego oraz przy udziale protokolanta Zofii Kucharskiej - rozpoznawszy w dniach 16, 17, 20, 21 i 24 stycznia 1986 r. sprawę:

cyw. Józefa Antoniego Szaniawskiego, s. Ignacego i Julii z domu Tarczyło, urodzonego dnia 4 października 1944 r. we Lwowie, narodowości polskiej, obywatela polskiego, żyjącego w konkubinacie, ojca dwojga dzieci, mającego wykształcenie wyższe bez magisterium, z zawodu nauczyciela historii, nie posiadającego majątku nieruchomego, stale zamieszkałego w Warszawie, ostatnio zatrudnionego w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Warszawie, nie odznaczonego, pochodzenia inteligenckiego, nie karanego sądownie,

oskarżonego o to, że

w okresie od 1974 r. do czasu zatrzymania, tj. do dnia 29 czerwca 1985 r. współpracował z wywiadem Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej za pośrednictwem Wiktora Trościanki i Józefa Ptaczka - funkcjonariuszy z rozgłośni radia „Wolna Europa", przekazując temuż wywiadowi szereg informacji o aktualnej sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej kraju, sprawach kadrowych aparatu partyjno - państwowego, sytuacji w różnych środowiskach zawodowych, organizacjach społeczno-politycznych /ZSMP, TPPR/, stanie stosunków polsko-radzieckich, a także niektóre dane dotyczące działalności Sił Zbrojnych PRL.

- tj. o popełnienie przestępstwa określonego w art. 124 § 1 kk.

Kierując się przepisami art. 2 § 1, 4 § 1, 357, 360 § 1 i 2 i 590 § 1 kpk,

Sąd uznał oskarżonego za winnego tego, że w okresie od 1947 r. do 29 czerwca 1985 r. działając na rzecz wywiadu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, przekazywał za pośrednictwem Wiktora Trościanki i Józefa Ptaczka - oficjalnie pracujących w rozgłośni „Radio Wolna Europa" wiadomości na temat:

- aktualnej sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej kraju,

- spraw kadrowych aparatu partyjno-państwowego,

- sytuacji w różnych środowiskach zawodowych,

- organizacji społeczno-politycznych,

- niektóre dane dotyczące działalności Sił Zbrojnych PRL,

tj. popełnienia przestępstwa określonego w art. 124 § 1 k k. i za to skazał go:

- na zasadzie art. 124 § 1 kk. na karę 10 /dziesięć/ lat pozbawienia wolności, na poczet, której na zasadzie art. 83 § 1 kk. zaliczył z mocy prawa okres tymczasowego aresztowania od 29 czerwca 1985 r.

- na zasadzie art. 40 § 1 kk. na karę dodatkową pozbawienia praw publicznych na okres lat 10 /dziesięć/,

- na zasadzie art. 36 § 2 i 3 kk. na karę grzywny w wysokości 100.000 zł, na którą na wypadek nie uiszczenia jej w terminie zamienił na karę 3 /trzy/ miesiące pozbawienia wolności, przyjmują na zasadzie art. 37 § 1 kk. jeden dzień za równoważny grzywnie w kwocie 1000 zł.

- na zasadzie art. 46 § 1 pkt 1 kk. orzekł konfiskatę całego mienia,

- na zasadzie art. 547 § 1 kpk zasądził od skazanego koszty postępowania,

- dowody rzeczowe należy pozostawić w aktach sprawy,

- na zasadzie art. 4 ustawy z 23.06.1973 r. o opłatach w sprawach karnych nie ponosi on opłaty na rzecz Skarbu Państwa.

Przewodniczący: ppłk Matacz

Sędzia: - ppłk Przygodzki

Ławnicy: płk Kowalski

ppłk Wiatr

ppłk Michalczak

Źródło: IPN OI 52/2011


-----------------------------------------------------------------------



Wojskowy Sąd Garnizonowy

w Olsztynie

Odpis

POSTANOWIENIE

o odmowie udzielenia warunkowego przedterminowego zwolnienia

Barczewo, dnia 27.08.1989 r.

Wojskowy Sąd Garnizonowy w Olsztynie na sesji wyjazdowej w Z.K. w Barczewie, w składzie:

Przewodniczący - sędzia Wojskowy kpt. Andrzej Kamiński

Protokolant - chor. sztab. Tadeusz Sadowski

przy udziale prokuratora wojskowego ppłk. Jerzego Jankowskiego oraz przedstawiciela zakładu karnego w Barczewie, po rozpoznaniu na posiedzeniu wniosku skazanego z dnia 31 maja 1989 r. w sprawie o warunkowe zwolnienie Józefa Antoniego Szaniawskiego syna Ignacego skazanego wyrokiem Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie z dnia 27.01.1986 r., sygn. akt So.705/85 z art. 124 § 1 kk. na karę 8 /ośmiu/ lat pozbawienia wolności, której początek liczy się od dnia 20.06.1986 r.

- po wysłuchaniu prokuratora i przedstawiciela zakładu karnego sprzeciwiających się warunkowemu zwolnieniu oraz skazanego proszącego o warunkowe zwolnienie

na podstawie art. 3 § 3 kkw oraz art. 76 § 1 kkw

postanowił:

odmówić udzielenia warunkowego zwolnienia Józefowi Antoniemu Szaniawskiemu s. Ignacego urodz. dnia 4.10.1944 r. we Lwowie.

Uzasadnienie

Skazany odbył już ponad (nieczytelne) z orzeczonej mu kary pozbawienia wolności. Początkowo przebywał on w Areszcie Śledczym w Warszawie - Mokotowie. Tam był 2-krotnie wyróżniony i jeden raz karany dyscyplinarnie.

W Zakładzie Karnym w Barczewie przebywa od 20.11.1986 r. Jego zachowanie ocenione zostało jako zmienne. Otrzymał on jedno wyróżnienie, natomiast 12 razy karany był za różnego rodzaju wykroczenia regulaminowe.

Powyższe w połączeniu z wysokim stopniem społecznego niebezpieczeństwa czynu, za który ww. został skazany przemawia za uznaniem, że obecnie skazany nie zasługuje na warunkowe zwolnienie.

Sędzia

kpt. Andrzej Kamiński

Na niniejsze postanowienie zgodnie z art. 70 § 2 kkw zażalenie nie przysługuje z uwagi na negatywną opinię Zakładu Karnego.

Źródło: IPN OI 52/2011


--------------------------------------------------------------------------------

DODATEK SPECJALNY:



Materiały z IPN dotyczące Ignacego Szaniawskiego, ojca Józefa


--------------------------------------------------------------------------------
Warszawa, dnia 30.10.46 r.

NOTATKA SŁUŻBOWA



Ignacy Szaniawski - ojciec Józefa. Z IPN-owskich teczek wynika, że był wyjątkową żydowską szują. Jako pracownik Urzędu Bezpieczeństwa
zajmował się m.in. wydawaniem zezwoleń na emigrację... Żydów. Łapówy i szwindle, to była jego specjalność.

Dnia 30.IV.46 R. Agencja Żydowska uzyskała zgodę Ambasady Francuskiej w Warszawie na udzielenie zbiorowej wizy tranzytowej przez Europę - z prawem pobytu we Francji na pewien okres, termin który będzie określony przez władze francuskie na miejscu - grupie 500 dzieci i młodzieży narodowości żydowskiej ob. polskich, jak również personelowi wychowawczemu i sanitarnemu, przyłączonemu do tej grupy w chwili, kiedy będą zaopatrzeni w wizę wyjazdową polską.

Dnia 1-7.br. Agencja Żydowska wniosła podanie wraz z listą zbiorową do Biura dla spraw żydowskich M.S.Z. dla otrzymania paszportu zagranicznego.

Po dwóch miesiącach wicedyrektor Biura dla spraw żydowskich ob. Szaniawski oświadczył przedstawicielom Agencji Żydowskiej, iż wiza zbiorowa nie może być załatwiona. Proponował rozbić tę wizę na dziesiątki. Od tego czasu z grupy 500 wydano paszport dla 340 dzieci.

Ostatnio MSZ zawiadomiło Agencję Żydowską, iż ww. grupa paszportów zagranicznych nie otrzyma, przy czym ob. Szaniawski oświadczył: „UB nie zezwala na wydanie tej grupie paszportów zagranicznych, ponieważ MBP nie zgadza się na udzielenie wiz wjazdowych do Polski osobom posiadającym wizy tranzytowe.

Mjr Słomiński, z-ca Naczelnika II Wydz. Sam. wyjaśnił, iż w rzeczywistości Wydz. II Sam. nie zgadza się na udzielenie paszportów zagranicznych emigrantom posiadającym wizy tranzytowe, motywując, to tym, że czasowy pobyt ob. polskich za granicą, utrudnia pracę zagranicznym palcówkom dyplomatycznym.

Wnioski

Systematycznie zsyłanie się ob. Szaniawskiego na „winę UB" koliduje z obowiązkiem urzędnika przestrzegania tajemnicy służbowej i zawiera u siebie aspekty mogących zdekonspirować i zdyskredytować organy BP.

Źródło: IPN BU 0204/329

--------------------------------------------------------------------------------

Do Komisji Kontroli Partyjnej

przy K.C.

Polskiej Partii Robotniczej

Warszawa

Od: Członka PPR, mjr. J. Wargin-Słowińskiego II Wydz. Samodz. MBP

Niejednokrotnie Żydzi - emigranci zwracali się do mnie po telefon, żeby ja zastępując płk. Burgina przyspieszył w naszym referacie wiz i paszportów wydanie sankcji na otrzymanie paszportów emigracyjnych. Na moją odpowiedź, że my nie robimy żadnych trudności w sprawach wydawania paszportów emigracyjnych dla Żydów, a tylko nawał pracy nie pozwala nam odręcznie załatwić tych spraw /zwykle cała procedura w MSZ i u nas, trwa nie dłużej niż 14 dni/ to otrzymuje za często odpowiedź takiej treści: Myśmy kilkakrotnie napominali p. Szaniawskiego, aby dotrzymywał swojego słowa. On obiecał załatwić tę sprawę w ciągu kilku dni, a my czekamy znacznie dłużej. 3.10.br miałem następującą rozmowę telefoniczną: Jest nas kilku Żydów repatriantów ze Związku Radzieckiego, myśmy się rozprzedali do nitki, ażeby przyśpieszyć nam wydanie paszportów emigracyjnych. P. Szaniawski tylko obiecuje a nic w tej sprawie nie robi. Kiedy ja prosiłem interesantów na rozmowę do Ministerstwa B.P. oni odkszali (jak w oryginale - red.) się, motywując tym, że o ile pan Szaniawski będzie z tego powodu miał nieprzyjemności, to oni już nigdy nie wyjadą za granicę. Ja osobiście nie reagowałem na te rozmowy, które w pewnym stopniu dają niekorzystną opinię o działalności p. Szaniawskiego kierownika wydziału żydowskiego MSZ, gdyby nie raport tow. „Oczykowskiej", który załączam. Następny raport o działalności p. Szaniawskiego skierowany do mnie przez tow. Leśniewską /załączam raport/ niedwuznacznie wskazuje na fakty, że p. Szaniawski „załatwia sprawy", o których głośno mówi się w MSZ i naszym ministerstwie, że p. Szaniawski rozpoczął akcję na szeroką skalę. Ponieważ p. Szaniawski jest PPR, uważam za swój obowiązek powyższe podać do wiadomości Komisji Kontroli Partyjnej przy KC PPR.

Źródło: IPN BU 0204/329

--------------------------------------------------------------------------------


Szaniawski

- Centrala MSZ

Poznałem go w Lwowie w r. 1945 będąc delegatką Rządu Jedności Narodowej do spraw repatriacji Uniwersytetu i teatru Lwowskiego. Szaniawski wówczas Szlajer by znajomym Lewandowskiego Zygmunta, inspektora Min. Oświaty biorącego udział w wyżej wymienionej delegacji. Korzystając z tej znajomości, Szaniawski nie stracił żadnej okazji ażeby nam towarzyszyć przy każdej reprezacyjnej wizycie czy to u władz miejscowych czy też w Zw. Patriotów Polskich. Czynili to tak manifestacyjnie i natrętnie, że od razu spostrzegliśmy, że zależy mu na pokazywaniu się w oficjalnym towarzystwie. Nie było wprost sposobu odczepić się od niego. Początkowo, nastawiona na to, że jest to znajomy tow. Lewandowskiego, nie zorientowałam się w postaci Szaniawskiego i nawet nawiązałam bliższe stosunki z jego żoną, której opowiadając o stosunkach warszawskich o mym własnym wyniszczeniu wskutek powstania i tym samym ciężkich warunkach bytu.

Moje słowa zostały zrozumiane w sposób niedwuznaczny. W kilka dni po tym Szaniawski korzystając z moich stosunków w Państwowym Urzędzie Rep., z którym nawiązałam urzędowy kontakt we Lwowie, zaproponował mi, aby ułatwiła wyjazd ze Lwowa jednemu z jego znajomych, co nie kosztowałoby mnie wiele trudu, a za to dobrze by się opłaciło. Propozycja była zrobiona bez żadnych ogródek i skrupułów, co więcej Szaniawski nie mógł zrozumieć, dlaczego odmawiam spełnienia jego propozycji, nie rozumiał absolutnie, że popełnia nie tylko nietakt, ale przestępstwo. Pojęcie łapówki jako takiej - nie istnieje dla niego.

Propozycje ponowił po kilku dniach, znowu okazując zdumienie z powodu odmowy. Z wyżej podanego wynika zupełny brak etyki, zarówno w sprawach finansowych, jak i dobrego urządzenia się.

Znamiennym jest, że do czasu przyjazdu naszej delegacji Szaniawski, nie brał żadnego udziału w ZPP, a po kilku tam wizytach z nami, zrobił się bardzo aktywnym działaczem. Z różnych jego powiedzeń wyciągnęłam wnioski, że w Lwowie handlował walutą, dorabiając tym poza uposażeniem, które otrzymywał jako wykładowca w Instytucie Pedagogiki. We Lwowie absolutnie nie chciał zostać, gdyż stosunki sowieckie absolutnie mu nie odpowiadały - o tym wiem od Lewandowskiego.

Wg opinii towarzysza Lewandowskiego, pod względem politycznych przekonań zupełnie wątpliwej wartości.

Do niedawna „pracował" w Min. Oświaty, skąd za nieróbstwo został usunięty i szczęśliwie dla siebie wylądował w MSZ. Pełni funkcję kierownika Wydz. Żydowskiego. Pole do łapówek nieograniczone. Zajęcie w MSZ, bardzo sobie chwali, mieszkanie, przydziały, etc.

W sumie - postać politycznie niepewna, pod względem politycznym w najwyższym stopniu ujemna - łapówki, dobre urządzenie się, etc.

„Oczykowska"

absolwentka Szkoły Kons. Dyplom. członek Kom. Osw.

KCPPR

W-wa, dnia 1.X.46 r.

Źródło: IPN BU 0204/329

--------------------------------------------------------------------------------

Notatka służbowa

Dotyczy:

Szaniawskiego

Dyrektora Biura do Spraw Żydowskich przy MSZ

a/ dnia 26.10.46 dowiedziałem się od Szaniawskiego, który mi oświadczył co następuje:

Sprawa paszportów:

Wydział paszportowy przy MSZ ma do załatwienia trzy rodzaje paszportów zagranicznych - co do których biuro dla spraw żydowskich służy jako organ opiniodawczy:

1. Paszporty indywidualne i zbiorowe podane przez Wydział Emigracyjny przy C.K.Ż.P.

2. Paszporty podane przez przedstawicielstwo Agencji Żydowskiej

3. Paszporty podane przez „Hejan" i „Joint". Biuro dla spraw żydowskich jest również organem opiniodawczym, przy udzielaniu wiz wjazdowych, do kraju przedstawicielom organizacji żydowskich.

Załatwienie formalności związanych z otrzymaniem paszportu zagranicznego trwa 4 do 5 miesięcy, co jest wynikiem przeciążenia pracą Wydziału Paszportowego MSZ, najdłużej jednak sprawy leżą w MBP.

Wydział paszportowy przy MSZ, jest w stanie dziennie wydać sto paszportów, z powodu zaległości przyjmuje ostatnio od Biura dla Spraw Żydowskich tylko 30 paszportów dziennie wg następującego rozdzielnika:

10 Agencji Żydowskiej

10 „Ortodoksowi"

10 różnych

Biorąc pod uwagę, iż większość wiz wyjazdowych jest zbiorowa po 500 do 1000 osób razem, załatwia się tylko po 10 sztuk dziennie, przy czym wywołuje jeszcze komplikacje fakt, że niektórzy nie mogąc doczekać się na paszporty, wyjeżdżają nielegalnie, sprawy ciągnął się długo i wizy nie są wykorzystane.

Co do wiz wjazdowych skarżył się, iż palcówki zagraniczne nie zawsze liczą się z opinią Biura dla Spraw Żydowskich. I tak: Departament Polityczny nie zgodził się na udzielenie zezwolenia na przybycie do Polski Rabinowi Szenfebdowi z Londynu i ob. Brond i Cohenowi z Ameryki Południowej. Mimo to placówki MSZ w Londynie i Paryżu zezwolenia ww. udzieliły.

Stosunki ob. Szaniawskiego z z organizacjami społecznymi i politycznymi:

Ob. Szaniawski, że ob. Bajn Wijalm dyrektor Jointu, i ob. (nieczytelne) sekretarz generalny Jointu zaproponowali mu spotkanie w cztery oczy, a ponieważ ob. Szaniawski odmówił im takiego spotkania, ob. Bajn i ob. Gitler dali mu wyraźnie do zrozumienia, że jeśli będzie z nimi współpracował, a zwłaszcza jeśli załatwi przyjazd delegatów „Jointu" - wówczas będzie mógł korzystać z bogatych funduszów „Jointu". „Joint" wyda na cześć ob. Szaniawskiego kolację w Polonii. Również Kongregacja Religijna w przed dzień poddania prośby o udzielenie im paszportów zagranicznych do USA przysłała ob. Szaniawskiemu do domu skórzaną teczkę /o wartości tysiąca złotych oraz dwie paczki żywnościowe z życzeniami szczęścia z (nieczytelne) żydowskich świąt.

Źródło: IPN BU 0204/329

Category: Pozostali

Copyright © 2012 Lustracja - z archiwum IPN. Wszelkie prawa zastrzeżone.




Źródło inf:
http://lustracja.net/index.php/pozostali/154-jozef-szaniawski
http://lustracja.net/index.php/pozostali/154-jozef-szaniawski


Moje motto: Nie ma skutku bez przyczyny.


Rolling Eyes





Robert Majka , Solidarność Walcząca Przemyśl, 14 lipca 2012r g.18.42
Kawaler KRZYŻA Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski,
Nr 452-2009-17 nadany 9 grudnia 2009 przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego.
Radny Rady Miasta Przemyśla (2002 - 2006)

www.sw.org.pl
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt7234.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://tygodnik.onet.pl/35,0,14472,pierwsza_magdalenka,artykul.html
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
http://www.polityczni.pl/oblicza_stanu_wojennego,audio,51,4505.html
http://home.comcast.net/~bakierowski/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 7:01 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group