" /> Dyskusje ogólne :: Warto przeczytać co może wynikać blefu prof. Rońdy
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Warto przeczytać co może wynikać blefu prof. Rońdy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pią Paź 18, 2013 10:14 pm    Temat postu: Warto przeczytać co może wynikać blefu prof. Rońdy Odpowiedz z cytatem

Przytaczam wpis z salonu24, zamieszczony tam przez Pana Grzegorza Jarzębskiego pt."Udany blef Profesora Rońdy !"
Cytat:
Po dzisiejszych wypowiedziach Profesora Rońdy odnoszę wrażenie że nawet on jeszcze nie wie że "blef" u Kraśki a potem kontynuacja "blefu" podczas zeznań w prokuraturze to był strzał w przysłowiową dziesiątkę.

Zacznę od początku. Profesor Rońda podczas wywiadu w TVN stwierdził że posiada dokumenty w których jest informacja o tym że TU154 podczas lądowania w Smoleńsku nie zszedł poniżej stu metrów. Nie zszedł bo rozpadł się powyżej tej wysokości na tysiące kawałków. Wniosek nasuwa się tylko jeden. Był wybuch. Czyli zamach lub usterka techniczna. Profesor powtórzył informację podczas przesłuchania w prokuraturze wojskowej...

No i tu robi się wesoło. Katastrofa lotnicza w której ginie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej a z nim elita patriotyczna kraju. Prokuratura wojskowa prowadzi "śledztwo". Do tej prokuratury przychodzi Profesor Rońda i informuje śledczych że ma dokumenty będące dowodem że katastrofa pod Smoleńskiem to był zamach i on posiada na to dowód w postaci dokumentów...

Cóż powinna wtedy zrobić prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie śmierci najważniejszych osób w państwie ? ? ?

Prokuratura prosi o te dokumenty ! Jeśli Profesor odmawia to śledczy żądają wydania tych dokumentów gdyż te dokumenty są dowodem zbrodni, ZAMACHU NA 96 OSÓB z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej na czele. Jeśli Profesor odmawia dalej wydania dowodów świadczących o masowym mordzie pod Smoleńskiem to śledczy z prokuratury wojskowej zatrzymują profesora w areszcie. Składają do sądu wniosek o areszt na trzy miesiące oraz pozwolenie na rewizję w mieszkaniu Profesora, u jego rodziny, przyjaciół i w miejscu jego pracy...

A co zrobiła prokuratura? ? ?

Nie wiem czy choć wyrazili chęć zapoznania się z dokumentami o których Profesor Rońda podczas przesłuchania twierdził że są dowodem zamachu na 96 osób. Wiem natomiast nie nie starali się tych dokumentów zdobyć . Nie zrobili nic by te dokumenty zdobyć...

Pan Profesor Rońda "blefował". To był udany "blef". Prokuratura wojskowa prowadząca śledztwo w sprawie śmierci Polskiej elity pod Smoleńskiem potwierdziła swoim zachowaniem że posiada dowody na to że samolot rozpadł się jeszcze nad ziemią a nie w kontakcie z nią. Dlatego nie byli zainteresowani dokumentami w posiadaniu których był pan Profesor. Przypuszczam jednak że zeznania złożone przez Profesora Rońdę wywołały w prokuraturze dużą burzę i zostało wszczęte śledztwo. Śledztwo w sprawie przecieku z prokuratury z prokuratury dokumentów o rozpadzie samolotu jeszcze nad ziemią...



Znamy wszyscy siłę reżymowych mediów. Sprawa opisana powyżej została przedstawiona społeczeństwu jako wielkie kłamstwo eksperta komisji Macierewicza. Prawda jest jednak inna. Prawdę opisałem powyżej. Niestety, to co opisałem przeczyta jedynie kilka tysięcy naszych rodaków...

No chyba że ...

Apel.

Proszę o linkowanie, wklejanie, powielanie na Facebooku, na Waszych portalach oraz w komentarzach tekst który przed chwilą przeczytaliście.

PRAWDA MUSI UJRZEĆ ŚWIATŁO DZIENNE ! ! !

Grzegorz Jarzębski.

Znaleść można mnie na Facebooku a nawet zaprzyjaznić
http://https://www.facebook.com/grzegorz.jastrzebski.7739


Żródło: http://ironicznyanglosas.salon24.pl/541863,udany-blef-profesora-rondy

Czy Autor przedstawił wszystko co należy i jak należy? Zostaje jeszcze ucieczka w kierunku "prokuratura nie wie co ma robić" - Amatorzy?... Shocked
Dla zainteresowanych tym, czego NPW dowiedziała się od prof. Rońdy podaję link do treści protokołu z jego przesłuchania: http://www.npw.gov.pl/files/0/49098/swiadek1.pdf
Spotkanie w studio odbyło się 09. kwietnia br. przesłuchanie w prokuraturze to 10. maja, czyli po miesiącu i nie ma w nim bezpośredniego odniesienia się do rewelacji ogłoszonych podczas programu.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 9:02 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Wto Paź 22, 2013 12:28 am    Temat postu: Jan Rokita blefował czy nie? Odpowiedz z cytatem

Jan Rokita blefował czy nie?

Przeszło siedem lat wcześniej zdarzyła się podobna sytuacja. Znany (a w swoim czasie wpływowy) polityk ― jeden z niedoszłych premierów ― ni stąd, ni z owąd powiedział, że PiS jest w rękach WSI i dlatego PiS-owska zapowiedź likwidacji WSI jest świadomym dezinformowaniem opinii publicznej:


Charakterystyczne jest, że dziennikarze, którzy na znacznie pośledniejsze sensacje rzucają się jak sępy, zupełnie zignorowali wypowiedź Jana Rokity w telewizyjnym programie "Co z tą Polską". Rozmawiając z Andrzejem Urbańskim, ministrem stanu w Kancelarii Prezydenta powiedział m.in.: "Problem polega na tym, że wy nie jesteście w stanie tego zrobić (tzn. zlikwidować WSI ― przyp. SM), dlatego, że jesteście w rękach WSI i udajecie już w tej chwili to, że chcecie zmienić to, czego zmienić nie chcecie".

Oznacza to, że poseł Rokita powziął wiadomość o spisku przeciwko państwu, tzn. jego konstytucyjnemu porządkowi, według którego to Prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, a nie podległym im agentem wojskowego wywiadu. Skąd poseł Rokita dowiedział się o tej zbrodni stanu i dlaczego nie zawiadomił o niej prokuratury, tylko niefrasobliwie rzuca takie oskarżenia podczas telewizyjnej pogawędki?

Jeśli bowiem to prawda, to znaczy, że cała nasza demokracja jest jedną wielką mistyfikacją, a w tej sytuacji twierdzenie o istnieniu "tajemnego układu" nabiera niepokojącej aktualności. Upłynęło już bowiem 10 lat od oskarżenia premiera Oleksego przez min. Milczanowskiego o szpiegostwo na rzecz Rosji, a o ile mi wiadomo, nikt jeszcze w tej sprawie nie stanął przed sądem. Tymczasem dziennikarze, zajmują się sobą, tzn. kto z kim i za ile, ewentualnie który prezenter zmienia posadę i jaka w związku z tym krzywda dzieje się wolności słowa.


(źródło: Stanisław Michalkiewicz, "System nieuleczalnie chory", 24 lutego 2006 r., zob.: http://biznes.interia.pl/wiadomosci-dnia/news/system-nieuleczalnie-chory,721688)




Żadne organy władzy nie zajęły się wypowiedzią Jana Rokity. Siepacze Macierewicza ani żadni inni okrutnicy "kaczystowskiego" reżymu nie rzucili Janem Rokitą o podłogę, nie skuli go rękami do tyłu ― Janowi Rokicie nie przydarzyło się NIC, co by przypominało przerażające sceny, znane z filmu "Układ zamknięty". (Owszem, zdarzyło się, właśnie mniej więcej w tym czasie ― pewnemu niewinnemu młodemu informatykowi w Warszawie, do którego mieszkania funkcjonariusze brutalnie wtargnęli wskutek pomyłki co do adresu poszukiwanej przez nich osoby; ów informatyk może mówić o szczęściu dlatego, że pomimo tego, co go spotkało, może chodzić, a nie musi jeździć na wózku).

Tak samo za "rządu miłości" ― żadne organy władzy nie zajęły się wypowiedzią Jacka Rońdy, żadna ekipa (umundurowana ani w cywilnych ubraniach) nie powaliła pana Rońdy, aby z niego (metodami "inwazyjnymi" albo jakimikolwiek innymi) wydusić, gdzie schował tajemniczy dokument, mający jakoby świadczyć o wybuchu w rządowym samolocie Tu-154M wiozącym prezydenta Kaczyńskiego do Smoleńska.

W sprawie owej (wcześniejszej) wypowiedzi prof. Rońdy (tej o istnieniu rosyjskiego dokumentu mającego sensacyjną treść) nie było kilku(nasto)dniowego natłoku emocjonalnych komentarzy w środkach przekazu. Zupełnie inaczej, niż np. bardzo niedawno w sprawie niezręcznej (jak niektórzy uważają) wypowiedzi pewnego dostojnika kościelnego o pedofilii wśród księży, prawda? Taki natłok komentarzy do słów profesora pojawił się, ale dopiero po tym, jak p. Rońda zdementował podaną przezeń informację...



Informatycy i inni Bogu ducha winni ludzie, drżyjcie! Dla Was dziwne odgłosy wczesnym rankiem to może być zapowiedź nieszczęścia, jak to straszył sporo lat temu Adam Michnik mówiąc o mleczarzach (chyba jeszcze jako poseł czyli w kadencji 1989-91: że chciałby mieć pewność, iż jeśli o szóstej rano ktoś puka, to na pewno mleczarz, a nikt inny).

Za to ONI (ci na świeczniku) mogą spać spokojnie! ONYM włos z głowy nie spadnie. I to nie tylko z powodu ew. łysiny (jak u Jana Rokity). No bo jakże to tak:
"rząd miłości" miałby być (jeszcze) bardziej bezwględny od "kaczystowskiego" reżymu?




Juz od czasów PRL pewni ludzie jakimś dziwnym trafem mogą lekkomyślnie mówić różne dziwne rzeczy, jak gdyby mieli pewność, że nikt ich z tego powodu nie "wrobi" we współudział w przestępstwie! Właśnie dokładnie 29 lat temu (21 X 1984 r.) pani Anna Walentynowicz przywiozła do Regionu Gdańskiego zadziwiającą informację o tym, że pewien znany działacz Regionu Mazowsze rozpowiada, iż wie, że ks. Popiełuszko jeszcze żyje. Skoro z wielkim rozmachem MO i SB poszukiwały księdza albo jego zwłok, to twierdzenie, wygłaszane przez tego działacza "S" w Warszawie, nadawałoby się do oskarżenia* właśnie tego człowieka (przez ówczesny bolszewicki reżym!) o to, że uczestniczył w (rzeczywistym albo upozorowanym) uprowadzeniu księdza, nawet ew. kosztem zdrowia lub życia księdza Popiełuszki, ponieważ chciał sprawić kłopot organom ścigania PRL. Wszak za to ― nigdy nie stała się temu działaczowi mazowieckiej "Solidarności" żadna (procesowa, tj. przewidziana w prawie karnym PRL) krzywda.

Pan Marcin Dybowski ― w odróżnieniu od tego wyżej (ale bezimiennie) wymienionego ― działacza kierował się informacją o tym, że ks. Popiełuszko jeszcze żyje, i zamierzał wspólnie z przyjaciółmi odbić księdza z rąk oprawców (wg niego ten zamiar został storpedowany przez kogoś, kto potem znalazł się na tzw. liście Macierewicza ― zob.: Piotr R. Bączek, "Dzisiaj polują czarownice. Rozmowa z Marcinem Dybowskim", "Najwyższy CZAS!", nr 34/125/ z 22 VIII 1992 r.; Bogdan Rymanowski, "Pytania bez odpowiedzi", "TAK", nr 25/30/ z 4 IX 1992 r.); w każdym razie p. Marcin Dybowski nie gadał, tylko przygotowywał działanie.



Morał: ilekroć ktoś lekkomyślnie mówi publicznie coś, co w normalnych warunkach spowodowałoby zainteresowanie tym kimś ze strony organów ścigania (z początku raczej nieprzyjemne dla osoby zainteresowanej, choćby potem miało zakończyć się "happy endem" dla tej osoby), ale co zarazem z jakichś powodów jest wygodne dla aktualnej "grupy trzymającej władzę", nie jest szarpany przez te organa. Czy w 1984 r., czy w 2006 r. czy w 2013 r. I po to (tj. wspierając intencję, której dopatruję się w powyższym wpisie p. Grzegorza z Wrocławia) o tym piszę, a nie po to, aby piętnować tamtego dawnego działacza "Solidarności" w Warszawie (którego nazwiska nie ujawniam), p. Jana Rokitę albo p. Jacka Rońdę. Powie ktoś: te trzy sytuacje nie całkiem są podobne. Owszem, to prawda. w 1984 r. nieostrożna wypowiedź mogła zostać wykorzystana przeciwko podziemiu, ale "grupa trzymająca władzę" wybrała wariant śledztwa przeciwko SB-kom, którzy poprzez samowolę i nadgorliwość dokonali "prowokacji", wymierzonej w premiera, dążącego (przecież!) do "porozumienia narodowego". W 2006 r. przejściowo były DWIE "grupy trzymające władzę" (jedna trzymała WSI, druga ― resztę). Po słowach Jana Rokity widocznie OBIE te grupy uznały, że zręczniej im będzie nie reagować ― to przypomina nieopatrzne rozpoczęcie wątku "nie dla dzieci" w rozmowie, odbywającej się przy dzieciach, po czym jest zręczniej natychmiast zmienić temat niż czemukolwiek zaprzeczać albo cokolwiek prostować. Słowa Jacka Rońdy okazały się godnymi komentowania dopiero po ich zdementowaniu przezeń ― czyżby w imię zasady, że wierzyć warto tylko w informacje zdementowane, albo przynajmniej ― tylko do takich przywiązywać wagę? (Przed odautorskim dementi były traktowane podobnie jak lapsus Jana Rokity ― jak gdyby ich nie było.) Ani panu Rokicie, ani panu Rońdzie nie życzę takich dramatycznych przykrości jak np. te, których ofiarami padli pozytywni bohaterowie wspomnianego filmu. Bez względu na to, z kogo składałaby się aktualna "grupa trzymająca władzę".





* Tym bardziej, że min. Jerzy Urban właśnie wkrótce potem (23 X 1984 r.) poinformował o umorzeniu śledztwa w sprawie "porwań toruńskich" ― w uzasadnieniu odnośnego dokumentu prokuratura zawarła ewentualność, iż porwania nastąpiły naprawdę, ale dokonało ich podziemie "S" w celu rzucenia zbrodniczego odium na SB. W tej sprawie nie ścigano na pokaz ludzi podziemnej "S", ale (jak pamiętamy) o zamordowanie Grzegorza Przemyka pierwotnie oskarżono (także skazano i potem więziono) personel karetki pogotowia. Jak możemy przeczytać, już poprzedniego dnia 22 X 1984 r. bezpieka rozważała taką i podobne możliwości prowadzenia śledztwa również w sprawie uprowadzenia księdza Jerzego: "[...] uprowadzenie ks. J. Popiełuszki jest prowokacją polityczną ekstremy byłej >>Solidarności<< i osób powiązanych z klerem, niezadowolonych ze stabilizacji sytuacji w kraju i w celu odwrócenia uwagi od zabójstwa zakonnika w Warszawie – odbyło się za wiedzą ks. J. Popiełuszki. [...] uprowadzenie ks. Popiełuszki jest prowokacją o zabarwieniu politycznym ekstremy byłej >>Solidarności<< niezadowolonej ze stabilizacji życia w kraju oraz w celu skompromitowania organów spraw wewnętrznych i odbyło się bez wiedzy osób zatrzymanych, tj. ks. J. Popiełuszki i W. Chrostowskiego. [...] uprowadzenie ks. Popiełuszki zostało dokonane przez członków nielegalnie działającej grupy przestępczej, np. organizacji >>Antysolidarność<<, jako zemsta na księdzu, który czynnie popierał >>Solidarność<<. [...] organizatorem porwania ks. Popiełuszki jest wywiad jednego z państw zachodnich, zainteresowany dalszą destabilizacją życia kraju. [...] uprowadzenia dokonała grupa przestępcza, wywodząca się z elementu kryminalnego, w celach rabunkowych, uzyskania okupu lub na zlecenie działaczy byłej >>Solidarności<< w zamian za korzyści materialne." (zob. np.: Aleksander Ścios, "Zbrodnia założycielska III RP", http://bezdekretu.blogspot.com/2013/10/zbrodnia-zaozycielska-iii-rp.html). Informacja rozpowszechniana przez owego działacza nadawała się do wspierania jednego z tych ― rozważanych przez SB ― sposobów mataczenia w śledztwie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group