" /> Wspomnienia, Relacje :: Wspomnienia Czesława Lipki
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wspomnienia Czesława Lipki

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Wspomnienia, Relacje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Administrator
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 900

PostWysłany: Pią Kwi 20, 2007 4:17 pm    Temat postu: Wspomnienia Czesława Lipki Odpowiedz z cytatem

Czesław Lipka, Sydney,22.03.2007r

Wstęp
W 1985 r. 8.03. wyszłem na wolność po 2.5 roku odsiadki z przyczyn politycznych.
Prawie natychmiast nawiązałem kontakt konspiracyjny z przedstawicielami Solidarności Mazowsze.
Byli to przeważnie pracownicy biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego BUW.
Z dwoma z nich mam kontakt do dnia dzisiejszego.
Są to moi przyjaciele : Mgr Jurek Siedlecki ( kustosz BUW) i Mgr Artur Dąbrowski.
W czasie jednej ze „służbowych” wizyt dostałem propozycję pojechania z dziećmi Solidarności ( dzieci, których rodzice siedzieli z przyczyn politycznych) na obóz wypoczynkowy do Puszczy Bolimowskiej w charakterze opiekuna.
W czasie trwania jednego z turnusów dostałem do przeczytania kalendarium z naszej głodówki.
Było tam sporo pomyłek, które starałem się wyjaśnić.
Jurek Siedlecki starał się pisać to, co ja mu dyktowałem. Szło nam to jednak bardzo opornie, ponieważ Jurek co chwilkę przerywał mi twierdząc że tu musi być przecinek a tam kropka itd.
W pewnym momencie powiedziałem do Jurka „Magister” Ty nawet pisać nie potrafisz .
Dawaj ten długopis i papier a resztę ja załatwię.
No i zaczęło się moje pisanie po raz pierwszy w życiu. Wspomnienia swoje napisałem w lipcu 1985 roku.
Nie pamiętam dokładnie kiedy ale w niedługim czasie po tym, zaczęły być drukowane w Tygodniku Mazowsze jeszcze podczas mojego pobytu w Polsce.
Dla mojego bezpieczeństwa przy każdym odcinku w nadruku pisało że „Wspomnienia te drukujemy bez wiedzy i zgody autora”.
Wspomnienia te po napisaniu przekazałem Jurkowi Siedleckiemu a On zajął się nimi dalej.
Po 22 latach z powrotem trafiły w moje ręce.
Dzisiaj chcę się nimi podzielić z Państwem.
Czesław Lipka.



Wspomnienia Czesława Lipki
z protestu głodowego w ZK- Strzelin 1983 - 1984 roku

Przystępując do osobistych wspomnień z najdłuższego w historii PRL zbiorowego protestu głodowego Więźniów Politycznych, chciałbym przeprosić kolegów biorących udział w tym proteście za ewentualne pomyłki i nieścisłości.
Zapewniam że są one spowodowane zawodnością mojej pamięci a nie osobistymi uprzedzeniami.
Po t.zw. ( tak zwanej )amnestii w lipcu 1983 roku w Zakładzie Karnym w Strzelinie zostało około 20 – stu więźniów politycznych a wśród nich także i ja.
Administracji Zakładu Karnego wydawało się że łatwo poradzi sobie z garstką ludzi pozbawionych wolności.
Zaczęło się t.zw. dokręcanie śruby.
Przebiegało ono w kilku etapach i z różnym natężeniem. Miało ono na celu skłócenie nas , oraz pozbawienie lub ograniczenie podstawowych przywilejów nam przysługujących.
Polegało to między innymi na:
--Chęci upokorzenia poprzez zmuszanie nas do pisania próśb do Naczelnika ZK o talony żywnościowe ( do tej pory przyznawane nam obligatoryjnie)
--zwiększenie represyjności w stosunku do Nas ( karanie z błahych powodów poprzednio niezauważalnych)
--ograniczaniu zajęć KO ( kulturalno oświatowych )
--drastycznemu pogorszeniu się wyżywienia
--drastycznemu pogorszeniu się zaopatrzenia kantyny więziennej w której zaopatrywaliśmy się w niektóre produkty żywnościowo – higieniczne t.zw wypiski ( bardzo mały asortyment żywności całkowicie jednostajny , oraz brak owoców i warzyw a jeśli już to bardzo złej jakości.
--zwiększony nadzór służby więziennej na widzeniach z rodzinami niejednokrotnie uniemożliwiający nam poruszenie spraw czysto rodzinnych
Dodatkowym powodem podjęcia przez nas tego protestu było masowe zatrucie pokarmowe jakie miało miejsce w zakładzie karnym.
Było ono spowodowane zjedzeniem kaszanki z kuchni zakładu karnego zatrutej gronkowcem.
Ażeby zapobiec dowolnemu interpretowaniu regulaminu więziennego poprzez administrację zakładu karnego , oraz zdając sobie sprawę z tego że inni koledzy pozbawieni wolności z powodów politycznych przebywają w warunkach podobnych do naszych lub gorszych , postanowiliśmy upomnieć się o status więźnia politycznego który by te sprawy regulował.
Zdając sobie jednak sprawę z powagi i skutków podjęcia protestu głodowego zdecydowaliśmy pewne sprawy załatwić na płaszczyźnie porozumienia z administracją ZK.
Gdy to zawiodło postanowiliśmy podjąć protest ostrzegawczy.
Polegał on na nie przyjmowaniu posiłków z kuchni zakładu karnego a spożywaniu swoich własnych , co samo w sobie już było „małą „ głodówką ponieważ nie posiadaliśmy własnego chleba itp. Przeważnie jedliśmy jedną puszkę konserwy we dwóch dziennie.
W tym miejscu chciałbym podkreślić dwie kwestie.
Po pierwsze – przystąpienie do głodówki było absolutnie dobrowolne i nikt z kolegów w stosunku do drugiego nie stosował żadnej presji psychiczno-fizycznej.
Wprost przeciwnie. Było powiedziane że koledzy którzy w niedługim czasie mają wokandy ( termin przedterminowego zwolnienia) mogą do tego protestu nie przystępować.
Nie znaczy to jednak, że wszyscy się do tego zastosowali.
Ta forma protestu ( nie przyjmowania posiłków od zakładu karnego ) trwało około 7-10 dni , dokładnie nie pamiętam.
Ponieważ administracja zakładu karnego nie zareagowała na nasz protest postanowiliśmy od 5.12.1983 roku podjąć protest ścisły.
Już 4.12.1983 roku w dniu święta górniczego „Barbórki” spakowaliśmy w kartony resztę konserw i żywności.
Jestem pewien że każdy z nas zdawał sobie sprawę z powagi tego co nas czeka , i na swój sposób się do tego psychicznie przygotowywał.
Ja osobiście swoje obawy pokrywałem sztucznym humorem i wynajdywaniem sobie przeróżnych zajęć.
Wieczorne rozmowy i dyskusje w tym dniu trwały wyjątkowo krótko i były bez żartów i humoru.
Większość z nas przystępowała do głodówki po raz pierwszy w życiu. Zapewne każdy z nas zadawał sobie pytanie jak długo to wszystko potrwa , i jak się w tym wszystkim sprawdzi.
W dniu 5.12 1983 r. obudziłem się z uczuciem dużego napięcia psychicznego już o godz.4.30 rano.
Czekałem na godz.6.00 jak gdyby na jakiś sygnał do ataku.
Kiedy klawisz otworzył drzwi i ogłosił pobudkę wstaliśmy i oddaliśmy indywidualne oświadczenia o przystąpieniu do głodówki, oraz wynieśliśmy całą żywność do celi obok , gdzie miał być nasz depozyt żywnościowy na czas głodówki?
Do pewnego stopnia byłem zdziwiony anormalną sytuacją panującą na celi po tym wszystkim. Nie było jak zwykle porannej krzątaniny przy przygotowywaniu śniadania do której każdy z nas już od dawna przywykł.
Wydaje mi się że na celi panowała jak gdyby podniosła atmosfera wynikająca ze świadomości podjętej walki.
Starałem się nie myśleć o jedzeniu. Powiedziałem sobie że jedzenia po prostu nie ma i już , a poranny głód oszukałem wypiciem pół litra wody. Nawet pomogło.
Unikaliśmy rozmów o jedzeniu ażeby nie pobudzać pustych żołądków.
Pora obiadowa przeszła w pierwszym dniu raczej niezauważalnie, chociaż na wszelki wypadek wypiłem pół litra wody.
W podobnym nastroju minęła pora kolacji. Przed ułożeniem się do snu jeden z kolegów skreślił w kalendarzu dzień i postawił przy nim jedynkę.
Oznaczało to zakończenie przez nas pierwszego dnia naszej głodówki.
Byłem zdziwiony że przeszedł tak łatwo, rozmyślałem jednak o tym co przyniesie następny dzień i jak ja się w nim znajdę.
W tym czasie moje myśli nie zaprzątała jeszcze troska o kolegów , a wyłącznie o samego siebie.
Następny dzień jeden z kolegów ( Tadek Rzeszutko ) rozpoczął w sposób dość humorystyczny.
Mianowicie wstał troszkę wcześniej niż pozostali i przygotował nam po kubku wody.
Obok na chusteczce higienicznej każdemu położył po jednej tabletce witaminy C i zaprosił nas do stołu na śniadanie.
Oczywiście porcją żywnościową była woda i jedna tabletka witaminy. Niektórzy z kolegów zaczęli żartować że śniadanie było pyszne i że najedli się do syta.
Wydaje mi się że pomału zaczęło nas popuszczać pewne napięcie nerwowe i że zaczęliśmy się przyzwyczajać do nowej dla nas sytuacji.
Pewne kłopoty sprawiał mi jeszcze moment w którym klawisz otwierał drzwi i pytał czy będziemy jeść obiad.
Właśnie wtedy na skutek zapachu jedzenia odczuwałem dość dotkliwy głód.
Było to jednak uczucie krótkotrwałe i całkowicie do opanowania.
Wspominając to z perspektywy czasu mogę stwierdzić że głód nie sprawiał mi większych kłopotów.
Tak minęło około dwóch tygodni po upływie których zaczynałem patrzeć na jedzenie jak na rzecz martwą i całkowicie mi obojętną.
Pierwsze zainteresowanie naszą głodówką ze strony administracji zakładu karnego, nastąpiło gdzieś około piątego dnia głodówki.
W porze popołudniowej na czele watahy złożonej z około 20-30 klawiszy przyszedł zastępca naczelnika kpt.mgr Grzegorczyk.
Otwierano pojedynczo cele i wyprowadzano nas po czterech do świetlicy.
W świetlicy było około 10-15 klawiszy którzy zaczęli nas bardzo szczegółowo kipiszować ( przeszukiwać)
Zabierano nam znaczki Solidarności które mieliśmy zawsze poprzypinane na piersiach. Znaczki te wykonywaliśmy sami na kawałkach bristolu i dlatego niezbyt się tym przejmowaliśmy ponieważ natychmiast przypinaliśmy sobie nowe.
Podczas tego przeszukania zdarzyła się zabawna historia.
Jeden z kolegów ( Marian Ryziewicz)dla żartu wpiął sobie w klapę znaczek z podwójną podobizną Lenina.
Klawisz w pierwszym momencie wyciągnął rękę ażeby mu ten znaczek zabrać.
Oczywiście Maniuś nawet nie starał się oponować.
Gdy klawisz zobaczył wreszcie co to jest za znaczek , zrobił duże oczy z wrażenia i niezbyt mądrą minę,ale znaczek zostawił w spokoju.
Widać było że nie za bardzo dobrze wiedział jak się ma w tym momencie zachować.
Po prostu nie miał instrukcji a przecież Lenina nie było wolno zrywać nikomu.
Wobec tych klawiszy staraliśmy się być kulturalni i pełni humoru.
Staraliśmy się w ten sposób zaznaczyć naszą godność osobistą.
W tym czasie gdy jedni klawisze nas przeszukiwali na świetlicy inni przeszukiwali cele pod osobistym kierownictwem kpt Grzegorczyka.
Dość długo trwało zanim pozwolono wejść nam do celi.
Kiedy znajdowałem się jeszcze na korytarzu , w drzwiach celi zobaczyłem śmiejącego się Tadka Rzeszutkę.
Początkowo byłem tym trochę zdziwiony , ale tylko do momentu w którym i ja zobaczyłem całą celę.
Nie jestem pewien czy poza kolegami którzy to widzieli i przeżyli , ktokolwiek może sobie wyobrazić celę jak gdyby po przejściu tajfunu.
Nie jestem też pewien czy zdołam oddać dokładny obraz tego co sam zobaczyłem.
A więc na środku celi był ogromny stos który składał się z materacy , pościeli , rzeczy osobistych , środków higieny osobistej , jak i wszelakich innych.
Ze ściany został zerwany krzyż oraz obraz Matki Boskiej.
Były pozrywane zdjęcia naszych najbliższych ( żon , narzeczonych , dzieci , rodziców itd.) . Wszystko to leżało jedno na drugim i było bardzo pobrudzone.
Rozgniecione tubki pasty do zębów były wymieszane z proszkiem do prania jak i z pastą do butów i z mydełkami.
Na pościeli były odciski butów klawiszy którzy po tym wszystkim deptali.
Pobrudzone rzeczy osobiste takie jak skarpety , spodenki , podkoszulki nadawały się tylko do prania.
Do tego trzeba dodać porozsypywane i wymieszane lekarstwa jakie w tym czasie część kolegów jeszcze posiadała.
Zdałem sobie sprawę z tego że kipisz ten był próbą uświadomienia nam tego gdzie się znajdujemy , i pokazania nam że administracja zakładu karnego ma nas gdzieś , i może z nami zrobić co zechce , a przede wszystkim że zdoła nas wyprowadzić z równowagi psychicznej.
To ostatnie w stosunku do mojej osoby im się świetnie udało.
Prawdę mówiąc początkowo się z tego wszystkiego śmiałem,a następnie wpadłem we wściekłość.
Uspakajająco na mnie wpłynął podobnie jak i w późniejszych okresach , kolega Janusz Pałubicki który jest i pozostanie na zawsze w mojej pamięci wzorem kolegi , człowieka jak i autorytetu moralnego.
Nerwy i podniecenie musiały jednak ustąpić . Po ostudzeniu emocji musieliśmy się wziąć za zrobienie porządku. Początkowo nie za bardzo wiedzieliśmy od czego zacząć .
Zaczęliśmy jednak od tego że podeptaną pościel wyrzuciliśmy na korytarz jak tylko klawisz otworzył drzwi .
Następnie na łóżkach poukładaliśmy materace.
Kolejno podnosiliśmy z podłogi skarpety , spodenki itp. , pytając jeden drugiego czyje to jest.
Z czasem stos zniknął .Łóżka zasłaliśmy czystą pościelą której wymianę załatwił nam ppor. Ryszard Pryga.
Następnie zmyliśmy podłogę i cela nabrała wyglądu pomieszczenia w którym mieszkają jednak ludzie .
Oczywiście pierwszą czynnością po wejściu na celę było powieszenie na swoim miejscu krzyża i obrazu Matki Bożej .
Jeszcze po zgaszeniu światła i ułożeniu się do snu , długo rozmawialiśmy na temat tego co się wydarzyło. Całe to zajście nikogo z nas nie załamało.
Wprost przeciwnie . Postanowiliśmy że od następnego dnia nie będziemy wystawiać kostki na korytarz.
Kostką nazywaliśmy ubranie każdego z nas złożone w kostkę na taborecie, i wystawiane na korytarz bezpośrednio przed ogłoszeniem ciszy nocnej.
W ten sposób chcieliśmy pokazać administracji zakładu karnego że nas nie załamali , i że w ogóle coś takiego nie przychodzi nam nawet do głowy.
Traktowaliśmy to jako pewien krok w „uprzyjemnianiu” im życia oraz pewnego rodzaju protest wobec tego co zaszło.
Rozpoczynaliśmy jak gdyby dodatkową walkę z administracją zakładu karnego którą tym razem wygraliśmy od początku do końca.
Następnego dnia gdy klawisz otworzył drzwi i powiedział „kostka” , nikt z nas nie ruszył się z miejsca i nikt też się nie odezwał.
Natomiast ubrania nasze były powieszone na naszych łóżkach.
Po krótkiej chwili oczekiwania klawisz zamknął drzwi i zadzwonił do d-cy zmiany ( przełożony klawiszy podczas nieobecności naczelnika).
Nie czekaliśmy zbyt długo. Dowódca zmiany zjawił się osobiście i starał się nam przemówić do „rozsądku”.
Udawaliśmy że śpimy. Nie pomogło. Zwracał się imiennie do każdego z nas pytając co to ma znaczyć.
W odpowiedzi słyszał pojedyncze udawane chrapanie tego , do kogo się zwracał.
Bardzo szybko wyszedł z celi nie osiągając niczego ani też niczego się nie dowiadując.
Wiedzieliśmy jednak że to tak się nie może skończyć i że klawisze będą starali się wymusić wystawienie kostki.
Psychicznie byliśmy przygotowani na to że klawisze mogą użyć siły.
Wiem z rozmów że każdy z nas myślał o tym jak zachować się w danej sytuacji.
Każdy też sądził że jak nas będą bili to zaczniemy śpiewać „My robotnicy ziemi tej”.
Ja osobiście zastanawiałem się czy przypadkiem nie rzucać w nich słoikami z wodą które stały na kaloryferze.
W ten sposób podgrzewaliśmy wodę i następnie myliśmy nią zęby.
W pewnym momencie usłyszeliśmy na korytarzu odgłos idących dużą grupą klawiszy.
Nie wiem dokładnie ilu ich było , ale było ich na pewno kilkunastu.
Po otwarciu drzwi część klawiszy weszła do celi.
Zaczęli krzyczeć i zachowywać się arogancko chcąc nas przestraszyć i zmusić do wystawienia tej nieszczęsnej kostki.
Gdy ich metoda nie odnosiła skutku zaczęli zrywać z łóżek nasze ubrania i rzucać na podłogę.
Następnie zaczęli je wykopywać na korytarz . Jeden z kolegów powiedział im ażeby ubrania te raczej spalili ponieważ i tak je poniszczą.
Wtedy jeden z klawiszy oświadczył nam że to nas trzeba by przepuścić przez ruszta ponieważ nie jesteśmy nawet Polakami.
Wykopawszy nasze ubrania na korytarz klawisze wyszli i zamknęli drzwi.
Następnego dnia z samego rana gdy klawisz otworzył drzwi i powiedział ażeby zabrać kostkę , także nikt z nas nie zareagował .
Po pewnym czasie kostkę przyniósł jeden z więźniów pospolitych.
Ubrania były rzeczywiście ułożone w kostkę . Nie wiem czy to układali klawisze czy też ktoś inny.My natomiast mieliśmy świadomość że chociaż to jest błacha rzecz i na pewno mało ważna , to jednak została przez nas wygrana.
Po prostu administracja zakładu karnego nie była w stanie nas zmusić w tym przypadku do wykonania tego punktu regulaminu więziennego który mówi że każdy więzień ma obowiązek układania odzieży w kostkę , i wystawiania jej na korytarz przed ogłoszeniem ciszy nocnej.
W takiej atmosferze upłynął nam pierwszy tydzień głodówki.
Wszyscy byliśmy trochę zdziwieni że minęło to tak szybko i stosunkowo łatwo.
Jeszcze w tym czasie czuliśmy się wszyscy bardzo dobrze fizycznie.Natomiast jeśli chodzi o nasze samopoczucie psychiczne , to przez cały okres głodówki nam świetnie dopisywało
W tym czasie zainteresowanie administracji zakładu karnego naszą głodówką ograniczało się tylko do tego o czym wcześniej pisałem.
Ale prawdą też jest że na nic innego nie liczyliśmy.Sądzę że to właśnie podziałało na nas mobilizująco.
Przy podobnych głodówkach więźniów pospolitych dokarmianie rozpoczynało się po 3-4 dniach. W naszym przypadku nic takiego nie miało miejsca.
Badania lekarskie powinny się odbyć natychmiast po oddaniu przez nas oświadczeń o podjęciu głodówki , chociażby po to , ażeby lekarz miał rozeznanie co do aktualnego stanu naszego zdrowia..
Po raz pierwszy pobieżne badanie lekarskie miało miejsce gdzieś około 7-8 dnia głodówki i ograniczało się do pobrania naszej wagi i zmierzenia ciśnienia krwi.
W tym dniu wagę naszego ciała traktowano jako wagę podstawową do naszej głodówki. Oznaczało to że ewentualną utratę wagi naszego ciała zaczynano liczyć od tego dnia. Natomiast do tego dnia każdy z nas stracił na wadze średnio około 3-4 kg.
Od tego momentu w ten sposób zaczęto nas jednak badać codziennie.
Dla mnie osobiście oznaczało to że osiągnęliśmy etap od którego rozpoczęło się większe zainteresowanie naszą głodówką.
W tym też mniej więcej czasie każdy z nas powoli przyzwyczajał się do aktualnej sytuacji , jak i do tego że pokarm jest czymś co nas nie dotyczy .
Powoli zaczynaliśmy patrzeć na jedzenie jak na kawałek drewna. Od tego też momentu każdemu z nas na pewno było troszeczkę lżej.
W tym też czasie zaczęto stosować wobec nas t.zw. kary regulaminowe.Tylko jeden raz udaliśmy się do naczelnika więzienia do którego wywoływano nas pojedynczo i to w sposób dość podstępny.
Kiedy znalazłem się w gabinecie t.zw. wychowawcy był tam także z-ca naczelnika kpt. Grzegorczyk.
Pierwsze pytanie było dlaczego w dalszym ciągu nie wystawiamy kostki.
Odpowiedziałem mu że czuję się zbyt słabo i kostki wynosić nie będę..
Zapytał wtedy czy któryś z kolegów nie może tego zrobić..
Niech Pan zapyta kolegów oświadczyłem.
Wtedy oznajmił mi że za nie wynoszenie kostki zostałem ukarany pozbawieniem korespondencji z rodziną na okres dwóch miesięcy. „Ku chwale Ojczyzny”-krzyknąłem i muszę przyznać że w tym momencie czułem się bardzo dumny i mocny.
Powiedział mi że moje zachowanie może mnie kosztować 14 dni twardego łoża ( kara regulaminowa). Nie bałem się dla Ojczyzny załapać 4.5 roku a Pan mnie tu byle czym straszy odpowiedziałem.
Kazał mi wtedy wyjść a ja dostrzegłem w jego oczach pewien rodzaj zażenowania.
Dla mnie miało to bardzo duże znaczenie..
Każdego z nas po rozmowie „wychowawca” zamykał na świetlicy.
Po prostu nie chcieli abyśmy się porozumiewali pomiędzy sobą przed spotkaniem z naczelnikiem.
Każdy z kolegów postąpił podobnie.
Kiedy Grzegorczyk zwrócił uwagę Januszowi Pałubickiemu aby przyjął postawę zasadniczą , Janusz odpowiedział że nigdy tego nie uczyni ponieważ (Grzegorczyk) nosi mundur reprezentujący rząd który kazał strzelać do robotnikow.
A ja się tym brzydzę dokończył Janusz.
W tym momencie Grzegorczyk się wyraźnie zaczerwienił.
Od następnego dnia Grzegorczyk osobiście przychodził na celę i oświadczał nam czym zostaliśmy ukarani i za co.
Na pewno to komuś się wyda dziwne ale jak na razie były to jedyne nasze rozrywki.( tak przynajmniej to traktowaliśmy)
Poza tym w pewien sposób dokuczała nam monotonia codzienności , i przenikliwe zimno panujące na celi potęgowane osłabieniem naszych organizmów.
Dlatego też praktycznie przez cały dzień leżeliśmy na łóżkach ubraniach i byliśmy przykryci kocami.
Pierwszy wypadek który mnie bardzo poruszył miał miejsce około 18-stego dnia głodowki i było nim zasłabnięcie Janusza Pałubickiego.
Janusz był chory na serce (arytmia) Zresztą bezpośrednio po głodówce Janusz przeszedł operację wszczepienia mu rozrusznika serca.
Wtedy także uświadomiłem sobie że nasza głodówka nie jest zabawą ,i że dla niejednego może zakończyć się tragicznie.
Nie chciałbym być posądzony o fałszywą skromność , ale naprawdę zaczynałem się bać nie o siebie, ale o kolegów.
Ja po prostu wiedziałem że czuję się świetnie i że na razie nic mi nie grozi.
Nie wiedziałem jednak na 100% jak to wygląda u kolegów.
To że zachowywali się całkiem normalnie o niczym jednak nie świadczyło.
Znając dobrze kolegów wiedziałem że gdyby im nawet coś dolegało , to i tak nie dadzą poznać po sobie.
Właśnie od chwili zasłabnięcia Janusza zaczęło się pierwsze dokarmianie.
W tym dniu zaczął być dokarmiany Janusz Pałubicki i Maniuś Ryziewicz.
Obydwaj początkowo nie chcieli się na to zgodzić.Udało nam się jednak ich przekonać że to nie jest nic złego, i że dla nas jak i dla nich , tak będzie lepiej.
Jestem pewien że gdyby to od nich samych zależało, to nie zgodzili by się na dokarmianie aż do samounicestwienia.
Psychicznie by to na pewno wytrzymali, ponieważ byli naprawdę bardzo mocni.
Jak już wspomniałem Janusz był chory na serce a Maniuś miał w tym czasie 54 lata.
Chociaż był bardzo dobrze wysportowany to jednak organizm w tym wieku nie jest już najmocniejszy.Maniuś wytrzymał jednak dużo więcej.
Tak jak każdy z kolegów był wspaniałym kolegą i człowiekiem.
Chociaż nie raz dochodziło pomiędzy nami do scysji , to w większości wypadków było to spowodowane raczej stanem moich nerwów , niż jego zachowaniem.
Muszę jednak przyznać że w trakcie głodówki nigdy o nic się nie spieraliśmy , podobnie zresztą jak i inni koledzy.
Wtedy pomiędzy nami była prawdziwa solidarność dusz i serc.
Jeden drugiemu starał się pomagać w czym tylko mógł , jeden drugiego pocieszał i podtrzymywał na duchu w momentach kryzysowych.
Jeden na drugiego zaczynał patrzeć z pewnym podziwem.Patrząc na to z perspektywy czasu wiem że oddałbym dużo za chwile wtedy przeżyte.
Prym w tym wiódł Janusz Pałubicki. Sam ciężko chory i głodujący podtrzymywał na duchu nas dużo zdrowszych od niego samego.
Czasami jest mi naprawdę wstyd że pomimo szczerych chęci nie potrafię być takim człowiekiem jak On.
Bezpośrednio przed świętami Bożego Narodzenia podczas spaceru zapytałem kolegę ze swojego miasta Jurka Ponikiewskiego jak długo ma zamiar jeszcze głodować.
Jurek odpowiedział mi że do końca grudnia i koniec na tym.
Nic wtedy nie odpowiedziałem ale byłem przerażony że to jeszcze tak długo może potrwać. Potrwało dużo dłużej i oboje to przeżyliśmy.
Święta Bożego Narodzenia były dla mnie jak i moich kolegów dużym i niepowtarzalnym przeżyciem.
Na celach panował świąteczny nastrój i wzorowy porządek.
Stoły przykryte białym prześcieradłem a na tym mała skromnie przybrana choinka..
Klawisze którzy początkowo patrzyli na nas jak na morderców , zaczynali nam się przyglądać coraz większymi oczami z niedowierzaniem i podziwem.
Prawdopodobnie widząc naszą sytuację przekonali się że nie jesteśmy takimi ludźmi jak im nas przedstawiano na różnego rodzaju szkoleniach.
Właśnie w czasie wieczoru Wigilijnego pozwolili się nam zebrać na jednej celi.
Kilkunastu nas stanęło przy jednym stole gdzie na talerzyku leżał biały opłatek.
Po odmówieniu modlitwy łamaliśmy się opłatkiem składając sobie życzenia.
Większość z nas miała łzy w oczach których się wtedy nikt nie wstydził.
Myślami byliśmy przy naszych najbliższych.
W tym samym stopniu myślałem jednak o nas samych i o tym co nas jeszcze czeka.
Podczas mszy, św. Widziałem łzy w oczach księdza Tympalskiego gdy śpiewaliśmy pieśń Konfederatów Barskich a w szczególności zwrotkę rozpoczynającą się słowami „Nie złamie nas głód ni żaden frasunek”.
Ksiądz przekazał nam słowa pamięci od Abp Gulbinowicza oraz jego apel o zaprzestanie głodówki. Po konsultacjach pomiędzy sobą uznaliśmy jednak że stać nas na więcej < że jeszcze wszystkiego z siebie nie daliśmy i dlatego głodówka trwała dalej. Minęły święta i stary rok 1983 .
Zaczął się Nowy Rok 1984 a nasza głodówka trwała dalej.
W miarę upływających dni coraz więcej kolegów było dokarmianych.
Dokarmianie stosowano dopiero wtedy kiedy naszym organizmom zaczynały grozić nieodwracalne zmiany.
W 36-stym dniu głodówki zastosowano dokarmianie wobec ostatnich jeszcze do tej pory nie dokarmianych kolegów , a w tym i mnie.
Poza mną byli to koledzy Jerzy-Bruno Ponikiewski i Leon Mosio.
W czasie tych 36-ściu dni nic nie mieliśmy w ustach poza wodą , i kilkoma tabletkami witaminy C.
Od tego dnia mieliśmy otrzymywać pół litra kaszki manny na mleku w ciągu doby.
Pokarm ten był całkiem podobny do pokarmu niemowlaków z tym że zawierał dodatkowo pewną ilość cukru i margaryny.
Jak sam lekarz stwierdził pokarm ten zawierał tylko taką ilość kalorii , jaka jest niezbędna do podtrzymania życia przez jakiś czas.
Chcę zaznaczyć że dokarmianie w tym dniu zastosowano wobec wszystkich , nawet wobec tych kolegów , którzy do głodówki przyłączyli się całkiem niedawno , po przybyciu do naszego zakładu karnego.
Byli nimi Andrzej Bafalukosz ( Polak greckiego pochodzenia) i Włodek Mękarski.
Było to spowodowane bardziej dokładnymi badaniami , jakie w tym lub następnym dniu przeprowadzono.
Były to zarazem pierwsze dokładniejsze badania od czasu rozpoczęcia głodówki.
Podczas pobierania krwi do analizy pielęgniarka nie była w stanie naciągnąć do strzykawki odpowiedniej ilości krwi , z powodu jej bardzo dużej gęstości.
Moja krew była całkiem podobna do smoły o ciemno-czerwonym zabarwieniu.
Pomimo dokarmiania czuliśmy się coraz słabsi.
Cześć z nas miała już poza sobą pierwsze i kolejne omdlenia.
Ja co prawda jeszcze nie zemdlałem w tym czasie , ale odczuwałem dość silne zawroty głowy i ogólne osłabienie.
Dzięki posiadanemu przez nas i ukrytemu radioodbiornikowi , wiedzieliśmy że o naszej głodówce zaczynają mówić praktycznie na całym świecie.
Wiedzieliśmy także że więźniowie polityczni przebywający w innych zakładach karnych , podjęli głodówki solidarnościowe z nami.
Słyszeliśmy o głodówkach protestacyjnych przed ambasadami i konsulatami PRL-u w różnych miastach na świecie.
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego że wszystko to spowodowaliśmy My sami , oraz z tego że nie jesteśmy już osamotnieni w walce , a świadomość tego dodawała nam siły.
Tak więc nasza walka trwała dalej.
Nasza walka nie zawsze i nie u wszystkich budziła uznanie i zrozumienie.
Świadczy o tym chociażby ten mały przykład.
Po kolejnym omdleniu Janusza Pałubickiego zanieśliśmy go do ambulatorium więziennego. Jak tylko zjawił się lekarz z pogotowia ratunkowego w Strzelinie sytuacja stała się bardzo przykra.
Janusz leżał nieprzytomny na łóżku z widocznym na piersi znaczkiem Solidarności.
Lekarz zamiast zabrać się do udzielania pomocy Januszowi , zażądał abyśmy mu zdjęli znaczek Solidarności ponieważ jest to nielegalna organizacja.
Pierwszy po doznanym szoku ochłonął Czesiek Stasiak.
W niezbyt cenzuralnych słowach wytłumaczył lekarzowi co o nim myśli i zagroził mu kopniakiem w tyłek.
Zaszokowany lekarz czym prędzej zabrał się do udzielania pomocy Januszowi i tylko ukradkiem spoglądał na jego jak i nasze znaczki Solidarności.
Prawdopodobnie zrozumiał że z ludźmi którzy ten znaczek noszą nawet w więzieniu nie warto zaczynać.
Jestem przekonany że w środowisku lekarskim większość to przyzwoici ludzie , ale zdarzają się i tacy lekarze jak ten ze Strzelina.
W moim prywatnym osądzie lepszymi od niego ludźmi byli klawisze , którzy na swój sposób autentycznie nam współczuli.
Jeden z nich zapytał mnie pewnego dnia kiedy znowu zacznę jeść.Z humorem odpowiedziałem że nie wcześnie ,j aż podadzą mi w zakładzie karnym pieczoną golonkę i przynajmniej butelkę żywieckiego fula.
Wtedy on bardzo szczerze odpowiedział mniej więcej w ten sposób „Ażebyś wiedział że Ci to przyniosę”.
Czas jednak nie pozwolił na zweryfikowanie obietnicy , a mnie uchronił przed niezręczną dla mnie sytuacją.
Upłynęło jeszcze kilka kolejnych dni , a my żyliśmy swoją szarą codziennością.
Pewnego dnia przyszedł do celi Grzegorczyk ażeby nam oznajmić jakimi nowymi karami zostaliśmy ukarani.Kiedy skończył któryś z kolegów poradził mu , ażeby w trosce o zdrowie oszczędził sobie ciągłego przychodzenia do nas , i ukarał nas jednorazowo czym tylko może.
W następstwie tego wywiązała się krótko trwała dyskusja do której włączył się Andrzej Bafalukosz . Grzegorczyk chcąc urazić ( w swoim mniemaniu )Andrzeja zwrócił mu uwagę ‘Wy Bafalukosz macie tu najmniej do powiedzenia , ponieważ to właśnie ta Ojczyzna ten ustrój dał Waszemu ojcu schronienie i pracę”.
Andrzej był synem greckiego uchodźcy komunistycznego , a jego matka była Polką.
Ze stoickim spokojem Andrzej odpowiedział „Mój ojciec jest Grekiem i to prawda , ja natomiast czuję się Polakiem i walczę o wolną Polskę. Uważam że mam do tego prawo”. Grzegorczyk nic nie odpowiedział i wyszedł.
Trzynastego stycznia 1984 roku wyszliśmy na spacernik i odśpiewaliśmy dwie pieśni
„O Panie który jesteś w niebie” i „My robotnicy ziemi tej”
Przez cały czas podczas śpiewu trzymaliśmy ręce podniesione do góry , z palcami ułożonymi w znak zwycięstwa.Po skończonym śpiewie z okien więźniów pospolitych rozległy się okrzyki „Niech żyje Solidarność”.Nie dajcie się koledzy krzyczeli nadal.
Podziękowaliśmy im gestem rąk.
To dzięki nim właściwie podczas głodówki mieliśmy co palić.
Chłopcy Ci z których niejeden znał Solidarność tylko z gazet i był wychowywany poprzez Dom Dziecka , składali się po kilka papierosów ażeby nam chociaż tym sposobem pomóc.Niejednokrotnie się nad nimi zastanawiałem i wiem , że gdyby mieli normalne rodziny lub lepszą opiekę w Domach Dziecka , to na pewno nie jeden z nich żyłby tak samo jak normalni ludzie, –czyli na wolności.
W gruncie rzeczy większość z nich była porządnymi ludźmi o wrażliwych sercach.
Ich grzechem było to że urodzili się właściwie bez rodzin oraz to , że musieli być wychowywani przez taki a nie inny Dom Dziecka.
Uważam że także w tej dziedzinie rząd PRL-u nie ma powodów do zadowolenia.
Im dłużej trwała nasza głodówka tym więcej osób patrzyło na nas z podziwem.
Pewnego razu gdy weszliśmy do ambulatorium na kolejne badania , na biurku lekarza zakładu karnego leżało na talerzyku ciasto , a obok stała kawa.
Dość aromatyczny zapach kawy i ciasta nie sprawiał na nas najmniejszego wrażenia i był nam zupełnie obojętny.
Jednakże pielęgniarka pomyślała inaczej , i błyskawicznie wyniosła te rzeczy do innego pomieszczenia , nie chcąc drażnić tym widokiem naszych żołądków.
Wcześniej na takie rzeczy nie zwracano uwagi i nie jeden z nas musiał wykazać trochę samozaparcia i silnej woli aby się opanować.
Nie jednemu z nas podczas snu zaczynało się śnić jedzenie.
Ja dość boleśnie pogryzłem sobie w czasie snu prawy policzek od wewnątrz , gdy mi się przyśniło że stoję przed kioskiem spożywczym , w którym kupiłem sobie cały sznur parówek i z dużym apetytem je zajadałem.
Oczywiście zamiast parówek gryzłem własny policzek ale pomimo tego i tak żałowałem że sen trwał tak króciutko.
Śmialiśmy się z tych naszych snów twierdząc , że nasze mózgi wyrzucają z siebie w trakcie snu rzeczy niepotrzebne , a naszej psychice pokarm przestał być rzeczą niezbędna.
Żartowaliśmy także twierdząc że dzięki naszej głodówce zakład karny poprawi swoje finanse. Były także „propozycje” ażeby napisać do rządu i wskazać drogę wyjścia z kryzysu poprzez głodówkę całego społeczeństwa z całkowitym wyłączeniem niemowlaków i kobiet w ciąży.
Oczywiście traktowaliśmy to jako żarty wymyślane dla zabicia czasu.
Janusz Pałubicki miał na swoim koncie najwięcej zasłabnięć a Czesiek Stasiak czuł się bardzo kiepsko fizycznie z powodu choroby kręgosłupa , to też ich pierwszych wywieziono na Klęczkowską do szpitala więziennego.
Dodatkowym powodem ( a może nawet i głównym ) ich wywiezienia było to że administracja zakładu karnego uznała ich za naszych przywódców.
Następnie wywieziono Mariana Ryziewicza i Edka Rywińskiego.
Jednak nasza głodówka trwała nadal i nic nie wskazywało na jej zakończenie.
W 53-cim dniu głodówki od samego rana czułem się bardzo słabo
Miałem duże zawroty głowy a gdy stałem na nogach to wydawało mi się że stoję na miękkim podłożu. Gdzieś około godziny 21.00 straciłem przytomność.
Koledzy natychmiast zaalarmowali klawiszy i gdy przyjechało pogotowie ze Strzelina ,zanieśli mnie natychmiast do ambulatorium zakładu karnego.
Tym razem lekarz nie zwracał uwagi na mój znaczek Solidarności tylko szybciutko zabrał się do udzielania mi pomocy.
Między innymi dał mi zastrzyk wzmacniający i oświadczył że mnie natychmiast musi zabrać do szpitala.
Oczywiście klawisze nie zgodzili się ażebym pojechał do szpitala wolnościowego.
Lekarz oświadczył im wtedy że nie bierze odpowiedzialności za moje zdrowie a nawet życie.Powiedział także że mam odwodniony organizm i że grożą mi nieodwracalne zmiany zdrowotne.
Dopiero to podziałało na klawiszy mobilizująco. Po prostu przestraszyli się ewentualnej odpowiedzialności.
Jednak pomimo wszystko nie pozwolili mnie zabrać i zostałem przez kolegów odniesiony z powrotem na celę.
Co prawda zastrzyk zrobił swoje i czułem się dużo lepiej nadal byłem jednak jak gdyby w półśnie.
W tym czasie klawisze zadzwonili jednak po karetkę pogotowia do szpitala więziennego we Wrocławiu.
Karetka przyjechała około godziny 23.00. Klawisze kazali mi się ubrać i wyjść z celi.
Na korytarzu były nosze na które kazali mi się położyć.
Pielęgniarka która przyjechała miała przygotowaną kroplówkę.
Z powodu dużego zimna panującego na celi byłem dość grubo ubrany .
Po to aby pielęgniarka mogła mi wbić w rękę igłę od kroplówki musiałem ją wyjąć z ubrania. Byłem wtedy jak gdyby rozebrany do połowy.
Coś na wzór dawnych rzymian lub Greków.
Nosze razem ze mną wniesiono do karetki i ruszyliśmy.
Jeden z klawiszy trzymał w ręce butelkę z kroplówką ponieważ przywiązana do sufitu karetki latała we wszystkie strony.Jechaliśmy na sygnale.
We Wrocławiu We Wrocławiu niedaleko Głównego Dworca PKP karetka zatrzymała się na środku jezdni.Nic się wielkiego nie stało po prostu zabrakło benzyny.
Początkowo kierowca próbował się połączyć z bazą za pomocą radiostacji.
Nic jednak z tego nie wychodziło ponieważ baza nie słyszała karetki , chociaż karetka słyszała bazę.
Po około półgodzinnej próbie porozumienia się z bazą , dwóch klawiszy razem z pielęgniarką wyszło z karetki ażeby zatrzymać jakąś okazję.
Klawisze pobiegli na najbliższe skrzyżowanie usiłując zatrzymać co się da , a pielęgniarka pobiegła w samych papuciach na dworzec PKP do telefonu.
Zostałem w karetce tylko z klawiszem który trzymał w ręce butelkę z kroplówką.
Byłem absolutnie zaskoczony jego reakcją.
„Panowie tak trzymać a na pewno wygracie.Mówi o Was cały świat Wolna ,(Radio Wolna Europa) , BBC , Waszyngton ciągnął dalej klawisz. Musicie wytrzymać.
Początkowo pomyślałem sobie że klawisz chce się zorientować czy jesteśmy na bieżąco z nasłuchem radiowym , więc odpowiedziałem „Nie wierzę proszę Pana .Skąd oni by o tym wiedzieli .Przecież nikt z nich razem z nami nie siedzi”.
Jak Boga kocham –powiedział bijąc się w piersi.
Wtedy oczywiście nie wytrzymałem i uśmiechając się powiedziałem „To wspaniale , to bardzo dobrze jeśli jest tak jak Pan mówi.
Klawisz powiedział mi jeszcze że Czesiek Stasiak ,Janusz Pałubicki , Maniuś Ryziewicz i Edek Rewiński cały czas głodują jeszcze na Klęczkowskiej .(więzienie we Wrocławiu)
Szczerze podziękowałem mu za te wiadomości.
W trakcie naszej rozmowy podjechała nyska milicyjna.Oczywiście nie mogłem być wniesiony do nyski milicyjnej wraz z noszami ponieważ nosze się w niej nie mieściły.
Przy pomocy klawiszy przeszedłem więc do nyski sam trzymając butelkę z kroplówką i pojechaliśmy na Klęczkowską.
Załatwianie formalności z przyjęciem mnie do zakładu karnego trwało dość długo , a ja na wpół rozebrany marzłem na otwartej przestrzeni.
Było to w nocy 27.01.1984 roku w porze zimowej i było wtedy bardzo zimno ( około -25 stopni)
W końcu dotarłem jednak do celi szpitalnej. Lekarz zjawił się stosunkowo szybko i było to około godz.1.00 w nocy. Po przebadaniu mnie stwierdził że wcale nie jestem odwodniony , i że nic mi nie dolega.Jednak pomimo tego dostałem kilka zastrzyków i następną porcję kroplówki.
Zostałem sam jeden na celi z podłączoną kroplówką. Gdy przyszła pielęgniarka aby mi ją odłączyć wraz z nią przyszedł także klawisz który rozmawiał ze mną w karetce , oraz drugi który był oddziałowym na oddziale szpitalnym.
Po wyjściu pielęgniarki poprosiłem „swojego” klawisza o papierosa.Zatroskany odpowiedział że nie pali „Cholera człowiek nie je , nie pali , i jeszcze coś. W końcu przynajmniej by zapalić wypadało”-powiedziałem.
Wtedy mój klawisz zwrócił się do oddziałowego i powiedział „Daj mu zapalić”.
Tu nie wolno palić odpowiedział tamten.
Nie pieprz tylko dawaj nie widzisz że to nasz człowiek.
Wtedy oddziałowy wyjął kilka papierosów oraz zapałki i powiedział. Masz tylko się nie daj złapać. W porządku odpowiedziałem i serdecznie mu podziękowałem.
Może się to komuś wydać dziwne ale papierosy wtedy naprawdę człowiekowi pomagały.
Chcąc być szczery wobec zaistniałych faktów , muszę stwierdzić że byłem bardzo miło zaskoczony postawą większości klawiszy w tym więzieniu.
Prawie wszyscy z którymi się zetknąłem byli bardzo porządnymi ludźmi którzy wykonywali taki a nie inny zawód.
W końcu co by nie powiedzieć także bardzo potrzebny nawet w tym ustroju.
Rano otworzyły się drzwi i już inny oddziałowy zapytał mnie czy chcę się napić mleka.”Dziękuję ale ja głoduję odpowiedziałem. Ale przecież to tylko mleko-powiedział zdziwiony.”Naprawdę dziękuję Panu- zakończyłem rozmowę.
Po niezbyt długim czasie oddziałowy ponownie stanął w drzwiach.
Ja do Was mam cholerną pretensję powiedział przyciszonym głosem.
Wstałem z łóżka nie wiedząc o co chodzi , i na wszelki wypadek nastawiłem się dość „bojowo”. O co Panu chodzi –zapytałem.
Pokazując otwartą dłoń powiedział. Mieliście władzę tak jak na tej dłoni , a nie umieliście zrobić „tak” i w tym momencie zacisnął rękę w pięść.
Napięcie nerwowe szybko minęło . Wie Pan ja jestem związkowcem a nie politykiem.
Na polityce się nie znam i jej bardzo nie lubię , a zresztą po co o tym gadać.
Daj Pan lepiej zapalić . Ja nie palę ale zaraz coś skombinuję-odpowiedział.
Bardzo szybko przyniósł mi około 30 sztuk papierosów i zapałki.
Dla mnie były to nieocenione skarby w tym czasie.
Zrobiłem z tego mały zapas ponieważ byłem przekonany że wcześniej czy później trafię na celę do kolegów a nie wiedziałem jak oni pod tym względem stoją.Sam w swoim proteście głodowym przeleżałem na celi szpitalnej jeszcze następny dzień.
W tym dniu dostałem dwie porcje kroplówki.
Moje samopoczucie znacznie się poprawiło. Oczywiście mówię tu o samopoczuciu fizycznym ponieważ psychicznie byłem bardzo mocny.
W trzecim dniu przyszedł do mnie klawisz i kazał zabrać mi swoje wszystkie rzeczy.
Powiedział mi że idę do swoich kolegów.
Byłem szczerze ucieszony. Zaprowadził mnie na oddział II c.
Był to oddział dla rekonwalescentów.
Oświadczył mi że dwóch moich kolegów zakończyło swój protest głodowy( Maniek Ryziewicz i Edek Rewiński ) i zapytał mnie czy ja podtrzymuję swój.
Powiedział mi także że jeśli zrezygnuję z głodówki to pójdę na celę do Mariana i Edka, a jeśli nie to na osobną celę pojedynczą.
Odpowiedziałem mu żartem „Wszystko jedno w którym apartamencie będę sypiał ale głodówkę ciągnę dalej”.
Zostawił mnie samego z moimi rzeczami obok dyżurki , a sam wszedł do celi w bezpośredniej odległości.
Oczywiście podeszłem cichutko do tych drzwi i zajrzałem przez judasza.
Zobaczyłem Czecha i Janusza. Ogromnie się ucieszyłem z tego powodu że wiem gdzie oni są i w razie czegoś to mogę im przesłać wiadomość.
Kiedy opuszczałem zasłonkę judasza klawisz usłyszał szmer i natychmiast wyszedł.
Zdążyłem odejść zaledwie parę kroków „To was może kosztować raport” – oświadczył.
Musiałem zlokalizować kolegów odpowiedziałem , a raportów mam tyle że jeden mniej czy więcej nie robi na mnie wrażenia.
Klawisz zostawił mnie w spokoju i powiedział , a więc pójdziecie do tych kolegów których żeście zlokalizowali.
Po wejściu na celę do Janusza i Cześka przywitaliśmy się bardzo serdecznie.
Pierwszym pytaniom i rozmowom nie było końca. Ja byłem ciekaw ich przeżyć a oni moich i kolegów w Strzelinie.
Moje pytania dotyczyły głównie dokarmiania ponieważ na Klęczkowskiej dokarmiano tylko za pomocą sondy.
Oczywiście Janusz z Czechem zapewniali mnie, że to nie jest nic groźnego, i że na pewno to jakoś przeżyję.
Miałem bardzo przykre wspomnienia z połykaniem sondy żołądkowej z operacji, jaką wcześniej już przeżyłem. Paskudztwo !
Sonda przy operacji była elastyczna i cienka , a ta była dość gruba i prawie sztywna.
Przyszła pora dokarmiania i na celę wszedł lekarz z pielęgniarkami.
Na pierwszy ogień poszedł Czesiek Stasiak który sondę połknął bez żadnych problemów.
Januszowi Pałubickiemu sondę wkładano przez nos.Szło mu to troszkę gorzej ale pomimo wszystko dzielnie zniósł ten zabieg.
Kiedy przyszła kolej na mnie wystraszony usiadłem przy lekarzu.
Lekarz włożył mi sondę do ust i zaczął wkładać coraz dalej. Gdy sonda weszła do gardła poczułem bardzo silny odruch wymiotny i wyrwałem sondę na zewnątrz.
Nie wymiotowałem tylko dlatego ponieważ miałem pusty żołądek.
Lekarz chciał mi ponownie założyć sondę ale się nie zgodziłem , tłumacząc się brakiem znieczulenia.Praktycznie znieczulenie nic nie dawało poza nieprzyjemnym smakiem w ustach.
Był to jednak dobry pretekst którym się wtedy posłużyłem.
W przeciwnym razie by użyli siły w stosunku do mnie aby tylko przeprowadzić dokarmianie.
Oczywiście że posiadali środki znieczulające ale w tym dniu nie było w pracy pielęgniarki , która posiadała klucze od ambulatorium.
Tak więc sonda przeszła mi płazem chociaż lekarz zapisał w dzienniku że byłem sztucznie dokarmiany.
Następnego dnia wszystko odbyło się prawie tak samo z wyjątkiem tego że połknąłem sonde troszeczkę głębiej. Nie dałem rady jednak połknąć sondy do końca.
Kolejnego dnia przyszła do pracy pielęgniarka która zajmowała się dokarmianiem i miała w tym dużą wprawę. Na dokarmianie poszedł Czechu i Janusz.
W tym czasie kiedy ja miałem iść na dokarmianie na celę wrócił Czesiek . Przed samym wyjściem zwróciłem się do niego i powiedziałem mu „Słuchaj Czechu jeśli nie połknę sondy to powiedz mi że jestem h…m” – powiedziałem.
Poszedłem cholernie wystraszony ale z mocnym postanowieniem połknięcia tej cholernej sondy. Połknąłem!
Kosztowało mnie to jednak bardzo dużo. Byłem cały spocony.
Pot i łzy kapały mi po twarzy z wrażenia. Pielęgniarka wytarła mi twarz i „pożałowała” mnie mówiąc ”Mój ty biedaku” oraz pogłaskała mnie po głowie.
Zrobiłem do niej oko i poczułem się bardzo zadowolony z siebie.
Po przyjściu do celi Czechu i Janusz natychmiast mnie zapytali „No i jak?”
Bardzo fajnie odpowiedziałem. Janusz i Czechu złożyli mi gratulacje.
Połykanie sondy odbywało się codziennie i szło mi to coraz lepiej. Pewnego dnia gdy nie było w pracy „naszej” pielęgniarki przyszły dwie młode ażeby przeprowadzić dokarmianie. Jedna z nich wkładała mi sondę pod język , którą ja z kolei przerzucałem językiem do gardła.
Jednak za każdym razem pielęgniarka przekładała mi ją ponownie pod język.
Zdenerwowany pomyślałem sobie że przecież ja wiem lepiej od niej gdzie ja mam gardło. Biorąc do ręki sondę od pielęgniarki powiedziałem „Pani pozwoli”.
Sam włożyłem ją sobie do gardła i bardzo szybko połknąłem.
Patrz powiedziała jedna do drugiej , oni już się sami nauczyli to połykać.
Pewnego dnia w przeciągu jednego dnia wszyscy spadliśmy na wadze 1.5 kg.
Lekarz natychmiast zarządził dodatkowe dokarmianie. Sondę połykaliśmy o godz.9.00 rano i ponownie o 14.00 aż do końca głodówki.
W tym czasie mieliśmy spotkanie z jakimś oficerem (klawiszem) który oświadczył nam że Strzelin zakończył głodówkę. Nikt z nas oczywiście w to nie uwierzył , i odpowiedzieliśmy mu , że Strzelin miał prawo tak postąpić ale my ciągniemy dalej.
Wtedy ów klawisz powiedział coś w tym rodzaju „Panowie ja Was naprawdę podziwiam , ale nie mogę zrozumieć po co Wam to wszystko”.
Odpowiedzią był uśmiech Janusza i nic pyzatym. Następnego dnia przy dokarmianiu obecny był inspektor okręgowy służby zdrowia zakładów karnych kpt. Balcarek.
W naszej obecności począł się użalać że Solidarność wydaje wyroki śmierci i że On taki otrzymał. „Czy Pan słyszał ażeby jakiś wyrok został wykonany „ – zapytał Janusz.
Balcerek zmieszany nic nie odpowiedział. Z rozmów tych wynikało dla mnie jasno , że jedni rzeczywiście patrzyli na nas z podziwem , a inni szczególnie Ci którzy mieli coś na sumieniu w stosunku do nas , skrycie podziwiali , a głośno usprawiedliwiali się sami przed sobą za swoje postępowanie.
Mieli jednak swoje życie i swoje problemy.
Głodówka trwała nadal a my byliśmy coraz słabsi. Zauważyliśmy że mamy coraz większe „dziury” w pamięci.
Po prostu gdy coś razem ustaliliśmy , to po krótkim czasie nikt z nas już o tym nie pamiętał.
Jednak nasza psychika nadal była bez zarzutów.
Pewnego dnia leżałem na łóżku rozmyślając o różnych ludziach i sprawach z tym związanych.
Czechu po jednej stronie celi pisał wiersze siedząc przy stole. Przez cały czas w kryminale napisał ich około dwa i pół tysiąca z czego kilka dla mnie.
Po przeciwnej stronie siedział przy kaloryferze Janusz przygotowywał się do swojej pracy doktorskiej. W momencie gdy oboje pochylali się nad swoimi zapiskami nie mogli się widzieć nawzajem.
W pewnym momencie Janusz podniósł głowę i chciał coś powiedzieć.
I w tym właśnie momencie upadł głową na stół, a ręce bezwładnie opadły mu obok stołu. „Czechu Janusz chyba zemdlał”- powiedziałem nie ruszając się z łóżka.
Czechu szybko podszedł do Janusza a ja wraz z nim.
Zaalarmowaliśmy klawiszy i Janusz został zabrany na szpitalkę.
Zostaliśmy sami.
W tym czasie dostaliśmy wiadomość od jednego człowieka (z warszawskiej grupy sierżanta Karosa) że głodówka w Strzelinie została zakończona , i że Episkopat Polski oraz Krajowa Komisja Solidarności apelują do nas o zaprzestanie dalszej głodówki.
Postanowiliśmy z Czechem że nie zaprzestaniemy głodówki dopóki nie zobaczymy się z Januszem i z nim nie porozmawiamy.
Taka okazja nadarzyła się w 68-smym dniu naszej głodówki.
Czechu poszedł na szpitalkę aby otrzymać porcję kroplówki.Tam poprosił pielęgniarkę ażeby pozwoliła mu się spotkać z Januszem. Pielęgniarka załatwiła sprawę wprowadzając Czecha na celę Janusza , a zabierając z celi więźnia pospolitego który leżał razem z Januszem wyszła.
Janusz wiedział już że Strzelin zakończył głodówkę ,
i sam zaproponował abyśmy i my zakończyli swoją głodówkę.
Sam postanowił ciągnąć dalej.
Tak więc zapadła decyzja uzgodniona pomiędzy Januszem i Czechem , że głodówkę zakończę ja i Czesiek.
Decyzja podjęta przez Czecha w moim imieniu była zgodna z naszymi wcześniejszymi ustaleniami naszej trójki. Janusz serdecznie podziękował Czechowi i mnie za przeżyte ciężkie chwile.
W tym jednak czasie gdy Czesiek rozmawiał z Januszem ja przebywałem sam na celi.
Pomyślałem sobie że odprowadzenie Cześka na kroplówkę było wybiegiem mającym na celu odizolowanie każdego z nas. Był to dla mnie dodatkowy bodziec do dalszego prowadzenia głodówki.
Spokojnie leżałem na łóżku z mocnym postanowieniem jej kontynuowania.
Kiedy wrócił Czesiek natychmiast oświadczył mi że od jutra kończy głodówkę.
Zapytałem zdziwiony „Co się stało”?
Czechu w żartobliwym tonie kontynuował „Nie chcesz drogi kolego to nie kończ nikt Cię nie zmusza”.
Mówiąc to uśmiechał się a ja byłem coraz bardziej zdenerwowany.
„Przestań pieprzyć i powiedz co się stało”- zapytałem. Wtedy dopiero Czesiek opowiedział mi o spotkaniu Januszem i o wspólnie podjętej decyzji.
Napięcie nerwowe opadło. Następnie ogarnęło mnie ogromne uczucie pustki. Tyle dni na darmo. Pomyślałem sobie jednak że każdy z nas dał z siebie wszystko na co go tylko było stać.
Głodowałem ile tylko mogłem chcąc pozostać jeszcze zdrowym i przydatnym człowiekiem dla rodziny i dla Solidarności.
W tym dni napisaliśmy oświadczenie które oddaliśmy następnego dnia rano.
Lipka Czesław s.Zbigniewa Wrocław 11.02.1984 r.
Stasiak Czesław s.Józefa

Naczelnik Zakładu Karnego we Wrocławiu.
Oświadczamy że w dniu dzisiejszym przystępujemy do spożywania posiłków zapewnianych nam przez administrację tutejszego Zakładu Karnego.
Dzień 10.02.1984 r. był ostatnim dniem naszego protestu głodowego trwającego od 5.12.1983 r a domagającego się statusu Więźnia Politycznego.

Czesław Lipka
Czesław Stasiak
Po oddaniu naszego oświadczenia przez pewien okres czasu drzwi od celi praktycznie się nie zamykały. Każdy z mniejszych lub większych szarżą klawiszy chciał się dowiedzieć o powód przerwania naszej głodówki. Jednemu z bardziej natrętnych z całym spokojem odpowiedziałem „Skończyliśmy ponieważ byliśmy głodni”
Jak to? – zapytał.
Gdyby Pan nie jadł 68 dni to też byłby Pan głodny-odpowiedziałem.
Janusz Pałubicki głodował 104 dni i jego głodówka zakończyła się wszczepieniem mu stymulatora serca.
Wielu zapytało by czy było warto przez tyle dni głodować narażając na szwank swoje siły i zdrowie. Uważam że tak. Było Warto!
Nasza głodówka pokazała ludziom w kraju i za granicą jak ważne dla nas były i są ideały godności ludzkiej.Przecież to udało nam się osiągnąć.Wielu klawiszy od naszej głodówki zwracało się do nas z pewnym szacunkiem.Od tego też czasu patrzyli na nas jak na normalnych ludzi a nie jak na przestępców.
Kończąc swoje wspomnienia chciałem zaznaczyć że poruszyłem tu tylko sprawy z którymi się sam bezpośrednio zetknąłem , oraz że wymieniłem w tych wspomnieniach tylko tych kolegów z którymi siedziałem w tym czasie na jednej celi.
W głodówce brało udział dużo więcej kolegów i mieli oni także swoje własne przeżycia jak i problemy osobiste. W głodówce tej brali udział:
1) Leon Mosio Górnik 54 dni głodówki
2) Janusz Pałubicki historyk sztuki 104 dni głodówki
3) Miroslaw Stroczyński Górnik 54 dni głodówki
4) Edward Rewiński Górnik 55 dni głodówki
5) Leszek Zubik Górnik 54 dni głodówki
6) Andrzej Pokorski Górnik 54 dni głodówki
7) Jerzy Bruno Ponikiewski Górnik 54 dni głodówki
Cool Czesław Lipka Górnik 68 dni głodówki
9) Czesław Stasiak Robotnik 68 dni głodówki
10)Tadeusz Rzeszutko Robotnik 54 dni głodówki
11)Marian Ryziewicz Robotnik 55 dni głodówki
12)Tadeusz Dworakowski Robotnik 22 dni głodówki
13)Andrzej Bafalukosz Robotnik około 30 dni głodówki
14)Włodzimierz Mękarski Kierowca około 30 dni głodówki
15)Piotr Wawrowski Robotnik 9 dni głodówki
16)Zenon Pukacz Robotnik 9 dni głodówki

Chciałbym jeszcze raz przeprosić kolegów za ewentualne pomyłki i życzyć im Wszystkiego Najlepszego.
Najbardziej chciałbym im życzyć aby już nigdy nie musieli udowadniać w taki sposób że są ludźmi a nie przestępcami.
Przepraszam ich za wszystkie przykrości jakie im sprawiłem. Niejednokrotnie były one spowodowane moją słabą odpornością nerwową , oraz pochopnie przemyślanymi decyzjami.
KOLEDZY SOLIDARNOŚĆ ZWYCIĘŻY !

Puszcza Bolimowska k/ Warszawy
Lipiec 1985 rok
Czesław Lipka.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 09 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 09, 2016 4:26 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Elzbieta Szczepanska
Weteran Forum


Dołączył: 04 Wrz 2006
Posty: 132

PostWysłany: Sob Kwi 21, 2007 2:43 am    Temat postu: Wspomnienia Odpowiedz z cytatem

Panie Czeslawie, serdecznie dziekuje za napisanie tego wspomnieniowego tekstu. Tak jak i wszystkie wspomnienia z tamtego okresu ma on niezwykla wartosc historyczna. Im wiecej z nas bedzie pisac tym wiecej nasze dzieci i nasze wnuki beda wiedziec na temat tej juz teraz zaklamywanej histori naszej ojczyzny i naszej walki o jej wolny i niepodlegly byt.

Niewielu dzisiejszych politykow bylo sklonnych poswiecic swoje wlasne zdrowie i zycie za nasz kraj i jego przyszlosc dlatego takie wspomnienia i tacy ludzie jak Pan posiadaja szczegolna wartosc.

Dziekuje
Elzbieta Szczepanska elszka@hotmail.com

PS. Ja sama pracuje nad ksiazka pod roboczym tytulem " Spowiedz Figurantki- zycie kobiety niepokornej" w ktorej opisuje swoje zycie i przesladowania w PRL.... moze i Pan sam badz z innymi kolegami sprobowalby opisac swoje zycie i walke w formie ksiazki? Inaczej to umrzemy w zapomnieniu, jak nie -My to Kto jak nie teraz to Kiedy?!

Na www.replika.com.au sa podobne do Pana wspomnienia Grzegorza Ochni z glogowki w ZK w Hrubieszowie. Zachecam do lektury, tak dla porownania.
Moze moglibyscie sie porozumiec, Ci wszyscy ktorzy glodowali w wiezieniach i wydalibyscie prace na temat "Glodowki Stanu Wojennego".
Jestem psychologiem i wiem ze aby podjac decyzje o glodowce trzeba ogromnej determinacji, sily woli zaden z Was nie jest tuzinkowym czlowiekiem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Maciej Gawlikowski
Weteran Forum


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 279

PostWysłany: Sob Cze 14, 2008 3:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Panie Czesławie,
Mam do Pana pretensje!
Teraz dopiero, przez przypadek, trafiłem na Pana obszerne wspomnienia z czasu całej działalności.
Nieudostępnienie tego uczestnikom forum to zbrodnia Smile
Wklejam link:
http://www.zwposw.za.pl/legion/Legion%20Polski-Moi%20Koledzy%20i%20Ja.htm
Przeczytałem z uwagą.
Chylę czoła.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Wspomnienia, Relacje Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group