" /> Dyskusje ogólne :: Maciej Rybiński oskarża ojców III RP
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Maciej Rybiński oskarża ojców III RP

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pią Lip 06, 2007 12:49 pm    Temat postu: Maciej Rybiński oskarża ojców III RP Odpowiedz z cytatem

Polecam : http://www.klubygp.pl/

Poniższy artykuł ukazał się 10 stycznia 2007 r.
w gazecie "DZIENNIK"

Maciej Rybiński oskarża ojców III RP
Koniec Polski Kiszczaka i Michnika
W niedzielę 7 stycznia 2007 roku skończyła się III Rzeczpospolita. Skończyła się Polska postkomunistyczna. Jednym dekretem Polskę opartą na równouprawnieniu ofiar i katów zburzył z dalekiego Watykanu Ojciec Święty Benedykt XVI, orzekając, że agent SB nie może być metropolitą warszawskim - pisze w DZIENNIKU publicysta Maciej Rybiński. Pełny tekst w dzisiejszym wydaniu.

W niedzielę 7 stycznia 2007 roku skończyła się III Rzeczpospolita. Skończyła się Polska postkomunistyczna. Tymczasowe rusztowanie zbudowane przy Okrągłym Stole, a może w Magdalence, a może jeszcze gdzie indziej. Twór tymczasowy, przejściowy i pokraczny, trwający nad miarę długo, urągający swym istnieniem logice, poczuciu moralnemu i zwykłej przyzwoitości. Pozorna demokracja, w której jednym z najważniejszych instrumentów nacisku i władzy były informacje ukryte przed obywatelami dokonującymi pozornie demokratycznych wyborów. Informacje na temat nieodległej przeszłości naszych biskupów, polityków, sędziów... Ludzie, którzy dysponowali kompromitującymi informacjami, mogli mieć na naszych reprezentantów większy wpływ niż my, którzyśmy ich wybierali, albo którzy traktowaliśmy ich jako nasze duchowe autorytety - jeśli byli np. hierarchami polskiego Kościoła.

Wstyd przyznać, ale nie zburzyliśmy tej konstrukcji sami. Może byliśmy zbyt bojaźliwi, zbyt słabi, a na pewno omamieni. Jednym dekretem Polskę opartą na zrównaniu komunistów i antykomunistów, równouprawnieniu ofiar i katów, moralnej równości zdrajców i niezłomnych zburzył z dalekiego Watykanu Ojciec Święty Benedykt XVI, orzekając, że agent SB nie może być arcybiskupem metropolitą warszawskim.

Mamy za sobą 17 lat kłamstwa, przeciw którym wystarczyła jedna noc papieża studiującego dokumenty Stanisława Wielgusa zachowane w Instytucie Pamięci Narodowej i wydającego natychmiastowy werdykt moralny: agent bezpieki nie może być następcą Wyszyńskiego na tronie metropolitalnym stolicy kraju, który wydał Karola Wojtyłę i Jerzego Popiełuszkę. Kraju, który był ojczyzną "Solidarności", nadzieją wolnego świata, a który po 17 latach III RP zdegenerował się w ubecki skansen, gdzie życie moralne i intelektualne zastąpiła świecka kazuistyka politycznych krętaczy.

Niedobitki inteligencji polskiej, tej rozstrzelanej w Katyniu, poległej w Powstaniu Warszawskim, puszczonej z dymem w kacetach i zamęczonej w piwnicach UB i Informacji Wojskowej nie znalazły w sobie dość siły, aby przeprowadzić po 1989 roku operację najprostszą i najbardziej konieczną przy tworzeniu zrębów wolnościowej demokracji - operację "Prawda". Kto się wyłamywał ze zmowy i ugody z kłamstwem, był stygmatyzowany jako wróg pokoju społecznego, postępu, cywilizacji i kultury.

Od ostatniej niedzieli powrotu do tej sytuacji już nie ma. Polska stoi w przededniu rewolucji. Nie rewolucji szubienic, krwi, odwetu, niewinnych ofiar rozszalałych szwadronów śmierci, jak nam to wmawiano, tylko rewolucji moralnej, polegającej na odkrywaniu prawdy, przywracaniu właściwej hierarchii wartościom i prawdziwego znaczenia słowom. Tylko tyle i aż tyle. Polska, jaka się z tej rewolucji wyłoni, nie musi być IV Rzeczpospolitą, ale na pewno nie będzie już PRL i pół. Starajmy się i wierzmy, aby była po prostu Rzeczpospolitą, prawowitym dzieckiem naszej tysiącletniej historii.

Młodzi ludzie patrzą na nasze pokolenie, pokolenie ich rodziców i dziadków, którzy przeżywszy świadomie PRL, współkształtowali ostatnie 17 lat. Patrzą na nas i pytają coraz głośniej: jak to się stało, że niedawna przeszłość, nasz ciągle żywy fragment historii Polski, została przed nimi utajniona tak głęboko? Że zepchnięto ją w podświadomość do tego stopnia, iż uchylenie małego rąbka wiedzy tajemnej otwiera dzisiaj czeluście piekielne. Wywołuje skandal na skalę nie tylko Polski, ale na skalę Kościoła powszechnego. Jak to się stało, że podstawowa wiedza o komunistycznej przeszłości, działalności bezpieki, dziejach zdrad i upodlenia została zrównana z pornografią. Zohydzona i zakazana.

Boję się, że młodzi ludzie niczego z tej sytuacji nie rozumieją. A należy im się prawdziwa i rzetelna odpowiedź. Do jej udzielenia nie potrzeba, jak do lustracji, ani ustawy, ani instytutu naukowego, ani podpisu prezydenta. Potrzeba autorefleksji, uczciwości i nazwania osobiście odpowiedzialnych za zbudowanie chorej, wypaczonej atmosfery moralnej. Ludzi, którzy nie są na szczęście chronieni, jak dawni TW, przepisami prawa.

Nie mam zamiaru, dłużej już nie można, jeśli Polska ma być normalnym krajem, stosować wykrętów - głównym udziałowcem budowy tego gmachu zakłamania jest redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik. Autor napisanej w więzieniu i wydanej w PRL-owskim podziemiu książki "Z dziejów honoru w Polsce", który w wolnej Rzeczpospolitej uznał za ludzi honoru swoich oprawców. Niestety, nie tylko swoich. Oprawców nas wszystkich. Uznał ich za takich, bo postanowił podzielić się z nimi władzą nad III RP.

Po tym, jak ludzie generała Kiszczaka zniszczyli część archiwów - przy tym je kopiując dla własnego użytku, to właśnie Adam Michnik zamykał usta wszystkim, którzy domagali się prawdy o przeszłości swoich politycznych i duchowych autorytetów. To on wbijał w głowy Polaków kilka lustracyjnych kłamstw: że teczki nie są ważne, że materiały, które mogą zniszczyć i skompromitować najważniejsze autorytety nowej Polski - w ogóle nie istnieją. Że przeszłość w żaden sposób nie oddziałuje na polityczne i etyczne wybory współczesnych polskich elit.

Powtarzał tezy, o których wiedział, że są fałszywe. Ale powtarzał je, bo w ten sposób mógł uczestniczyć w sprawowaniu władzy nad III RP. I wszystkie te dogmaty fanatycznej, antylustracyjnej wiary zostały obalone jedną decyzją. Decyzją Benedykta XVI w sprawie abp. Wielgusa. Prawda o przeszłości powróciła i obaliła fałszywe autorytety.


http://www.klubygp.pl/art1.html

Moje trzy grosze
U progu nacjonalizacji organizmów
Dopiero w 18. roku transformacji ustrojowej, kiedy to pod przewodnictwem partii robotniczych, jak nie bezbożnych, to pobożnych, mozolnie budujemy kapitalizm, doczekaliśmy się nacjonalizacji naszych organizmów. Oczywiście na razie tylko dobrowolnej, ale jestem pewien, że wszystko jeszcze przed nami, bo czyż Postęp może hamować Dobro, zwłaszcza gdy w dodatku będzie to Dobro Wspólne?

Aleksander Sołżenicyn w "Archipelagu GUŁag" przytacza opinię Naftalego Aronowicza Frenkla, generała NKWD, twórcy systemu "kotłów" w łagrach (za przekroczenie normy - kocioł "stachanowski" - i tak dalej), że "z więźnia musimy wycisnąć wszystko w ciągu pierwszych trzech miesięcy - potem nic nam po nim". System "kotłów" takiemu właśnie wyciskaniu służył; pierwsi umierali konsumenci "kotłów stachanowskich", bo nawet taki posiłek nie rekompensował straty energii zużytej na przekroczenie normy. Niemcy, tzn. pardon - oczywiście nie żadni tam "Niemcy", tylko "naziści", którzy nawet mówili nazistowskim językiem, np. hande hoch czy raus - więc naziści w swoich nazistowskich obozach byli bardziej skrupulatni i pedantyczni. W książce "Historia medycyny SS" znajdujemy interesujące wyliczenie, ile to dochodu przynosił więzień okupowanej przez nazistów Tysiącletniej Rzeszy. Nie było tego wiele, ot - coś ze dwie marki z fenigami, z uwzględnieniem takich pozycji jak "dochód z utylizacji zwłok". Od razu widać, że naziści udoskonalili i uściślili mimo wszystko trochę bałaganiarski system Naftalego Aronowicza.

Unia Europejska, jak wiadomo, bardzo troszczy się o swoich mieszkańców, zwłaszcza o ich zdrowie. W tym celu zakazuje palenia w miejscach publicznych, nawet na wolnym powietrzu, nakazuje zapinać pasy w samochodach i w ogóle - gdzie może, tam przychyla nam nieba. Do niedawna nie było wiadomo, jakie zagadkowe przyczyny składają się na tę troskliwość, ale na szczęście ta zagadka już się wyjaśniła, a to dzięki listowi pasterskiemu JE abp. Józefa Życińskiego. W tym dokumencie Ekscelencja zachęca katolików, by wypełnili deklarację, obejmującą zobowiązanie, że w przypadku śmierci zgadzają się na pobranie swoich narządów do przeszczepów. Ma to być wyraz "chrześcijańskiej miłości bliźniego", a skoro tak, to jest rzeczą oczywistą, że narządy oferowane do przeszczepów powinny być zdrowe, bo cóż komu po chorych narządach? Wychodząc z tego punktu widzenia, lepiej rozumiemy rygory, jakie ścisłe kierownictwo Unii Europejskiej nakłada na swoich nie... tj. pardon - oczywiście swoich obywateli. Jeśli taki obywatel, dajmy na to, paliłby papierosy w miejscach publicznych, to jego płuca nadawałyby się co najwyżej na konserwy dla psów z problemem nikotynowym, podczas gdy w przeciwnym razie mogą przydać się jakiejś osobie wybitnie dla społeczeństwa zasłużonej, albo nawet i niezasłużonej, tylko potrzebującej. Im zdrowsze społeczeństwo - tym więcej organów do przeszczepów, i to organów najwyższego sortu, może zaoferować schorowanej ludzkości.

List pasterski Ekscelencji odczytany został akurat w momencie kulminacji napięcia związanego ze strajkiem pracowników ochrony zdrowia w Polsce. W tej sprawie zabrały głos wszystkie autorytety moralne naszej ojczyzny, wskazując, że z jednej strony należałoby podwyższyć płace lekarzom i pielęgniarkom, ale z drugiej - uwzględnić sytuację budżetu. Jest to stanowisko niewątpliwie nacechowane głęboką rozwagą, ale z drugiej strony nietrudno zauważyć, że nie poszerza ono naszej wiedzy o tym, kto w tym sporze właściwie ma rację i co w tej sytuacji należałoby zrobić - czy uwzględnić żądania strajkujących, czy przeciwnie - nie uwzględniać. Ta powściągliwość nie wynika jednak wcale z jakiejś nieznajomości rzeczy czy Boże broń - z asekuracji. Posądzanie autorytetów o takie pobudki byłoby jeszcze bardziej nikczemne niż znieważanie pamięci Jacka Kuronia, więc na pewno wchodzą tu w grę względy pedagogiczne - żeby społeczeństwo samo doszło do właściwej konkluzji. Czyż nie na tym właśnie polega rola autorytetów?

Zresztą nie o to mi przede wszystkim chodzi, tylko o to, że ani rząd, ani strajkujący pracownicy ochrony zdrowia nie chcą doprowadzić do prywatyzacji tej sfery gospodarki, tylko za wszelką cenę zatrzymać ją w sektorze publicznym. Skoro tak, to na pewno tak będzie, bo któż by dobrowolnie wyrzekł się korzyści, jakie może czerpać z nieprzebranego rezerwuaru mienia współobywateli. W takiej sytuacji deklaracja upoważniająca do pobrania organów do przeszczepu stanowi ipso facto zgodę na nacjonalizację organizmów. A to ci dopiero siurpryza; takiego postępu socjalizm nie odnotowywał nawet za życia Ojca Narodów! Dopiero w 18. roku transformacji ustrojowej, kiedy to pod przewodnictwem partii robotniczych, jak nie bezbożnych, to pobożnych, mozolnie budujemy kapitalizm, doczekaliśmy się nacjonalizacji naszych organizmów. Oczywiście na razie tylko dobrowolnej, ale jestem pewien, że wszystko jeszcze przed nami, bo czyż Postęp może hamować Dobro, zwłaszcza gdy w dodatku będzie to Dobro Wspólne? "Bo nie jest światło, by pod korcem stało" - przestrzega poeta i dlatego tylko patrzeć, jak żadne deklaracje nie będą już potrzebne, tylko każdy, zanim jeszcze dozna stężenia pośmiertnego, zostanie wypatroszony w prosektorium. "Porwały mnie plemiona zdziczałych tubylców, zbrojne w maczugi światła, strzały laserowe, ponaddźwiękowe dzidy, kobaltowe proce, paraboliczne bębny, flety bioplazmy, wtórujące podskokom sztucznych serc, lub krwawych, wydartych z piersi trupów jeszcze nie ostygłych". Już sobie wyobrażam, ile roboty będzie przy tym miało Centralne Biuro Antykorupcyjne; w końcu jest różnica między, dajmy na to, wątrobą młodego entuzjasty sportów ekstremalnych a szajsem wyciętym z zaćpanego narkomana. Ileż spektakularnych zatrzymań obejrzymy w telewizorze, iluż aferzystów-kanibalistów trafi do lochu, zanim Ludzkość osiągnie wreszcie stan przewidziany przez Herberta Wellsa w postaciach Elojów i Morloków?

Stanisław Michalkiewicz

Trudno nie zgodzić się z poglądami w tej materii z red. Maciejem Rybińskim czy też Stanisława Michalkiewicza . Rolling Eyes

Robert Majka z Przemyśla, 6 lipca 2007r
www.sw.org.pl ,
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Sro Lip 11, 2007 1:29 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 8:58 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Servantes
Weteran Forum


Dołączył: 29 Paź 2006
Posty: 206

PostWysłany: Pon Lip 09, 2007 3:46 pm    Temat postu: Re: Maciej Rybiński oskarża ojców III RP Odpowiedz z cytatem

Robert Majka napisał:
Poniższy artykuł ukazał się 10 stycznia 2007 r.
w gazecie "DZIENNIK"

Maciej Rybiński oskarża ojców III RP
Koniec Polski Kiszczaka i Michnika
[...]
Trudno nie zgodzić się z poglądami w tej materii z red. Maciejem Rybińskim


Przytoczony za http://www.klubygp.pl/ text "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika" stanowi - jak dobrze pamietam - jedynie fragment tego, co opublikował Dziennik. Jesli przyjrzec się sprawie dokładniej - to niestety - trudno zgodzic się z uproszczeniami i kolejknymi mitologizowaniem przeszłości przez red. Rybińskiego. Był to tekst na tyle intrygujący, że Kornel Morawiecki próbował rozpocząc polimkę, której redakcja Dziennika odmówiła (tzn. wogole nie odpowiedziała na przesłany artykuł polemiczny). Polemika ta - jako wciąż aktualna - została opublikowana w specjalnym, jubileuszowym numerze SW wydanym z okazji obchodów 25-lecia:

Kornel Morawiecki
Mój głos za prawdą

Stanęliśmy przed szansą. Walka o prawdę winna się toczyć w atmosferze prawdy. Inaczej będzie przegrana. Dyskusja, rozpoczęta na łamach „Dziennika” artykułem Macieja Rybińskiego pt. „Koniec Polski Kiszczaka i Michnika”, niewątpliwie poszerza publiczną wiedzę o ludziach, środowiskach i mechanizmach, które przez ponad 17 lat blokowały nam dostęp do prawdy. Jeśli próbuję się włączyć w tę debatę, to dlatego, że boję się, iż niedomówienia i półprawdy w niej zawarte mogą dalej owocować fałszem...


Zacznę od osoby jednego z głównych dyskutantów, prof. Wiesława Chrzanowskiego. Pan Minister, Marszałek Chrzanowski w ostatnim zdaniu swej wypowiedzi pt. „Michnik wybrał sojusz z postkomunistami” żali się, że nie zdołał przebić się do świadomości opinii publicznej z ideami dekomunizacji i lustracji.
6 czerwca 1992 roku dowiedziałem się od śp. Wojciecha Ziembińskiego, że Marszałek Sejmu Wiesław Chrzanowski wraz z Prezydentem Lechem Wałęsą znajdują się na tzw. krótkiej – zastrzeżonej do wiadomości kilku najważniejszych osób w państwie – liście byłych tajnych współpracowników SB, przygotowanej przez ministra Antoniego Macierewicza.
Fakt ten następnego dnia opublikowaliśmy w ulotce „Solidarności Walczącej” zatytułowanej „Agenci rządzą Polską!”. Nie przypominam sobie, żeby wtedy i potem, gdy ZChN współtworzył rząd Hanny Suchockiej, pan Marszałek starał się gdziekolwiek przebijać z ideą lustracji. Wtedy był razem z Adamem Michnikiem, Jackiem Kuroniem i Lechem Wałęsą.
Redaktor Rybiński całą siłę ognia koncentruje na „Gazecie Wyborczej” i Michniku. Na to odpowiada mu Jan Lityński („Dziennik”, 11.01.2007), że on sam w czasach stanu wojennego grzał miękkie fotele, a Adam Michnik pisał z więzienia list do Kiszczaka.
Janku, ja – jak dobrze wiesz – nie próżnowałem w latach 80. i wcześniej, i także pisałem z Rakowieckiej list do gen. Jaruzelskiego, lecz i ja uważam, że w zatajaniu prawdy o komunizmie i o nas samych wina całego Twojego i Adama środowiska jest bezsporna! Ale nie jedyna...
U podłoża tej winy leży „Okrągły Stół”. Wszystkie zaangażowane weń siły i strony źle zdały egzamin z odwagi i uczciwości. Stosunkowo wysoki poziom okrągłostołowej ugody, wymuszony przez kontestujące go środowiska, w większości związane z „Solidarnością Walczącą”, doprowadził, wbrew zamiarom umawiających się stron, do społecznej lawiny, która zniosła system. To nasza wspólna polska zasługa.
Ale już winą okrągłostołowych elit była prezydentura Jaruzelskiego, gruba kreska Mazowieckiego, wyprzedaż majątku narodowego, zubożenie całych grup społecznych w wyniku planu Balcerowicza oraz rozliczne afery gospodarcze.
Piotr Zaremba w artykule „Antylustratorzy, pokażcie pozytywny program” („Dziennik”, 12.01.2007) pisze o prawie środowiska „Gazety Wyborczej” do świętowania takich zwycięstw Polski, jak wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej. Możliwe, że publicysta „Dziennika”, nie pamięta, jak Premier Mazowiecki wczesną jesienią 1989 r. podczas oficjalnej wizyty w USA, mówił, że wojska sowieckie są w Polsce potrzebne, by bronić nas przed Niemcami. A podległe mu służby naszej Straży Granicznej oddawały w ręce STASI wschodnioniemieckich obywateli, którzy w poszukiwaniu wolności przepływali Odrę. Tak było! Jeszcze długie miesiące po tym, jak upadł mur berliński i rozwiązała się PZPR, funkcjonariusze rządu T. Mazowieckiego przy milczącej aprobacie ówczesnych beneficjentów „Okrągłego Stołu” rozpracowywali organizacje niepodległościowe, w tym „Solidarność Walczącą”, która wzywała do ustąpienia gen. Jaruzelskiego i wycofania wojsk sowieckich z Polski, do dekomunizacji, do osądzenia systemu i ujawnienia agentów.
Wtedy właśnie zaczęła się najpoważniejsza gra teczkami. W tej haniebnej grze, polegającej na niszczeniu jednych teczek, wynoszeniu innych i utajnianiu najcenniejszych, udział brały wszystkie liczące się na ówczesnej scenie politycznej strony. Komuniści, wojskowe i cywilne służby specjalne, rząd, „nasi” parlamentarzyści, „ludzie II Solidarności”, media, hierarchowie Kościoła. Jedni czynnie, drudzy, nie próbując powstrzymać tego procederu, inni udając niewiedzę...
W swoim celnym skrócie faktograficznym pt. „Polska wojna teczkowa” („Dziennik”, 13-14.01.2007) dr Antoni Dudek nie odnotował nieformalnego, dwumiesięcznegopobytu Michnika i jego towarzyszy – „pierwszych lustratorów” – w archiwach bezpieki. Do dziś nikt nie wie, co tam robili, co znaleźli, czyje teczki przeglądali, czyje czyścili lub wynosili. Czy to było w porządku?! Dlaczego zapadło głuche milczenie o tamtej, zaiste dzikiej lustracji?
Gdy w 1993 roku czytałem w „Lewym czerwcowym” rozmowę Jacka Kurskiego z Jarosławem Kaczyńskim, nie mogłem pojąć, jak można było, wiedząc o konfidenckiej przeszłości Lecha Wałęsy (co jasno wynika z tekstu wywiadu), forsować go na prezydenta wolnej Polski, bez jego przyznania się i przeproszenia rodaków. Redaktor Rybiński, z tak słuszną pasją atakujący „Gazetę Wyborczą”, nie zauważa, że głównym grabarzem lustracji na długie lata stał się najbardziej znany na świecie Polak – Wałęsa.
Ten, który prowadził kampanię prezydencką pod hasłami przerąbania grubej kreski, w rzeczywistości znakomicie wzmocnił ją „lewą nogą”. W tym jego niechlubnym dziele pomagali mu komuniści, esbecy, agenci i „Gazeta Wyborcza” – ale gdzie była wtedy „Solidarność”, gdzie był hierarchiczny Kościół, gdzie była polska inteligencja? Gdzie był wtedy nasz największy autorytet moralny – Jan Paweł II? Był w Rzymie. To fakt, ale jak mówił Józef Mackiewicz – tylko prawda jest ciekawa. Nie waham się zatem pytać, dlaczego nasz wspaniały Papież nie zajął stanowiska ani wobec lustracji w Polsce, ani chociażby wobec lustracji w polskim Kościele? Czy nie wiedział, czy nie chciał, czy lekceważył problem – a może odwrotnie: znał jego rozmiary i po ludzku obawiał się strat, jakie z tego wynikną?
Czyżbyśmy wszyscy zapomnieli słów Boskiego Nauczyciela: „Prawda was wyzwoli”?
Po nocy teczek, z 4 na 5 czerwca 1992 roku wydawało się, że przegraliśmy walkę z kłamstwem... Dla mnie i wielu podobnie myślących najsmutniejsze było, że ustąpiliśmy niemalże bez oporu. Mam istotne pretensje do głównych rozgrywających po naszej stronie, choć nie neguję ich dobrej woli. W tym decydującym momencie Naród nie dowiedział się z ust premiera Jana Olszewskiego ani od ministra Antoniego Macierewicza, że panowie Prezydent i Marszałek Sejmu wraz z kilkudziesięcioma posłami i senatorami oraz najwyższymi urzędnikami Kancelarii Prezydenta są byłymi współpracownikami SB.
A kiedy oni, ratując swoje stołki i zasłaniając oblicza, demokratycznie obalali rząd, kiedy na lata pogrążali Polskę w obłudzie i zakłamaniu, Premier i Ministrowie nie podjęli rękawicy! Nawet nie wezwali mieszkańców Warszawy i całej Polski do zamanifestowania przed Sejmem sprzeciwu wobec takiej manipulacji.
Niestety, w tamtym pierwszym demokratycznym Sejmie III RP tylko jeden poseł, Kazimierz Świtoń, zachował się po męsku. Wykrzyczał publicznie o agenturalnej przeszłości „Bolka”. Jeszcze przez cały długi dzień 5 czerwca telewizja była pod prezesurą Zbigniewa Romaszewskiego i odwołany Premier dostał od kierownictwa I programu ofertę wystąpienia przed społeczeństwem w najlepszym czasie antenowym – nie pojmuję, dlaczego z tego nie skorzystał.
Gdy po kilku dniach od tej ponurej nocy – my, ludzie „Solidarności Walczącej” – zaczęliśmy w Warszawie, Wrocławiu i innych miastach zwoływać demonstracje pod hasłami „Agenci rządzą Polską” i „Wałęsa musi odejść”, główne osobistości po naszej stronie: Jan Olszewski, Antonii Macierewicz, Jan Parys, Jarosław Kaczyński, Romuald Szeremietiew, Zbigniew Romaszewski, niestety, nie przyłączyły się i nie poparły naszych protestów. Na użytek mediów, które murem stanęły po stronie fałszu, ukuto sofizmat: „To nie lista agentów, to materiały archiwalne”.
Nic dziwnego, że po paru miesiącach nasze cykliczne uliczne manifestacje upadły. Jak ludzie mieli z przekonaniem protestować przeciw „materiałom archiwalnym”?! Gdy później, po ponad pół roku, przyszło otrzeźwienie i zaczęto powszechniej nazywać rzeczy po imieniu, było już za późno na skuteczne przeciwdziałanie.
Dopiero obecnie, po 14 latach, po dramatycznej sprawie abp. St. Wielgusa przepoławiającej polski Kościół, staje się coraz jaśniejsze, że te tzw. materiały archiwalne to materiały moralne – niezbędne, żebyśmy, jako zbiorowość, wiedzieli więcej o upadłym systemie i o sobie samych.
Nic dziwnego, że ze wszystkich krajów byłego obozu sowieckiego najtrudniejsza jest lustracja w Polsce. U nas, i tylko u nas, przetrwał niezależny Kościół katolicki. Przetrwał dzięki mądrości i odwadze wielu książąt Kościoła, takich jak Prymas Stefan Wyszyński, kardynałowie Bolesław Kominek, Karol Wojtyła, jak abp Ignacy Tokarczuk, dzięki ofiarności tysięcy księży, zakonników i zakonnic. Przetrwał dzięki osłonie okazywanej mu przez cały nieomal Naród – wielu partyjnych nie wyłączając. U nas, i tylko u nas, w ograniczonym, ale jednak poważnym zakresie przetrwała przetrzebiona przez wojnę i komunę, ale nie do końca złamana warstwa inteligencji. Tylko u nas byli chłopi, rzemieślnicy, robotnicy wielkoprzemysłowi świadomi swego znaczenia i zbiorowej siły. Tylko u nas w latach siedemdziesiątych pojawiła się znacząca opozycja. I wreszcie u nas wybuchła „Solidarność” – fenomen na skalę światową. Wszystkie te niezależne struktury z oczywistych względów były agenturalnie penetrowane przez reżim. Współpraca ze służbami specjalnymi komunistycznego państwa skaziła dusze często wybitnych umysłów. Łamała charaktery – dlatego mamy z tym w Polsce taki problem.
Mam olbrzymią pretensję i żal do środowiska Michnika i niego samego o niewykorzystanie szans, jakie dla Polski stworzyło wybicie się na niepodległość, o zatratę solidarności, o zakłamanie... Jednakże, gdy red. Rybiński zestawia Michnika z gen. Kiszczakiem, albo Ryszard Legutko przypisuje mu bizantyjskie lizusostwo wobec swoich – krew się we mnie burzy. Polska Kiszczaka to Polska pod moskiewskim butem. Polska Michnika i „Gazety Wyborczej” – sama, głosami Polaków, stanowi o sobie, o swojej dumie i mizerii. Tej zasadniczej różnicy nie zmienia fakt bratania się panów Michnika z Kiszczakiem i Urbanem, Wałęsy z Jaruzelskim.
Słowa ks. prymasa Józefa Glempa, wypowiedziane w warszawskiej Katedrze podczas niedoszłego ingresu arcybiskupa Wielgusa, o IPN-owskich świstkach, które niszczą ludzi świadczą o nie przyjmowaniu do wiadomości prostego faktu, że komunistyczne służby specjalne, nie miały powodu i celu, by same dla siebie fałszować własne archiwa. O ile wiemy, ani w NRD, ani w Czechosłowacji, ani u nas nie wykryto żadnego fałszowania dokumentów tajnych policji. A czy prawda – owszem, niekompletna i fragmentaryczna – może niszczyć ludzi? To jakieś straszne nieporozumienie.
Owszem, człowiek słaby i grzeszny – a w jakiejś mierze wszyscy tacy jesteśmy – tylko wtedy ma szanse się odnaleźć, gdy stanie w prawdzie. Te „IPN-owskie świstki” – proszę Księdza Prymasa – nie tylko przekazują złe wieści, co wyraźnie podkreśla ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Mówi on, ile dobrego wyczytał tam o Kościele i jego pasterzach. Ja sam, mając status badacza materiałów dotyczących „Solidarności Walczącej”, z niewielu zachowanych teczek o naszej organizacji, wnioskuję, razem z czytającymi te papiery kolegami, że w kierownictwie podziemnej „SW” nie było agentów. I ta nasza, jeszcze niezupełna wiedza jest dla nas źródłem wielkiej radości! Pewno, nie byliśmy poddani ekstremalnej presji: torturom, zabijaniu najbliższych. Ale na swoją skromną miarę zachowaliśmy się przyzwoicie – wobec siebie, wobec Polski, wobec Chrystusa. O tym przekonują nas tak lekceważone przez ks. Prymasa „świstki”. Dlatego proszę o więcej szacunku dla dokumentów i ludzi IPN, którzy ich strzegą i wedle swojej dobrej woli i fachowości badają i oceniają.
Sprawa jest jednak głębsza. Gdy przed ponad pół rokiem czytałem na łamach „Gazety Wyborczej” obronę ks. Michała Czajkowskiego, głoszoną przez bliskiego mi dominikanina Ludwika Wiśniewskiego, myślałem, że to jakiś zły sen. Ojciec Ludwik tłumaczył, że faktem ujawnienia współpracy z SB naruszamy godność współpracującego, krzywdzimy go gorzej, niżbyśmy go zabijali. Jakże to, proszę Ojca, chrześcijanin, spadkobierca wielkiego, europejskiego dziedzictwa może przeciwstawiać prawdę godności?!
Niestety, tę samą karkołomną – iście szatańską – kontrowersję wyczytałem niedawno w wywiadzie, jaki „Naszemu Dziennikowi” (30.12.2006) udzielił prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień. Na pytanie o prawdę historyczną o osobach, które kreowały ówczesna rzeczywistość Prezes odpowiada: ...najwyższą wartością jest godność, a nie prawda. Prawdziwymi informacjami można też zniszczyć człowieka znacznie skuteczniej niż bronią palną. Tak twierdzi najwyższy polski Sędzia, ustanowiony wolą polityczną rządzącego dziś Prawa i Sprawiedliwości!
Czy nie za szybko, Panie Redaktorze Rybiński, odtrąbił pan koniec „Polski Michnika”? Przecież te wypowiedzi Prymasa Glempa, Ojca Ludwika i Prezesa Stępnia podważają samą istotę lustracji – więcej: podważają wagę i znaczenie prawdy! Czyżby kłamstwo miało zwyciężać, przylepiwszy się do godności? To obłęd!
Dopiero teraz pojedynczy ubecy i agenci, nieprzymuszeni, z własnej inicjatywy zaczynają publicznie ujawniać swą przeszłość i prosić o wybaczenie (Rzeszów). Podobno byli tacy zaufani, najtajniejsi agenci – tak cenni i ważni, że nie rejestrowano ich w żadnych archiwach PRL czy nawet Moskwy. Nie wiem, czy tak było, ale w tej wielkiej i ciągle jeszcze nierozstrzygniętej batalii o lustrację, o prawdę marzy mi się, że doczekamy chwili, gdy taki nigdzie nierejestrowany, supertajny agent stanie przed kamerami telewizji i szczerze wyzna swą winę i powie, kto go werbował, jakie i komu przekazywał informacje, pokaja się i poprosi nas Polaków o przebaczenie. I mu wybaczymy. I taki będzie początek Rzeczypospolitej Solidarnej, o którą my, członkowie „Solidarności Walczącej” przysięgaliśmy w podziemiu walczyć.

Wrocław, 15 I 2007
Kornel Morawiecki
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Wto Lip 10, 2007 6:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Podoba mi sie ta debata, tym bardziej slowa : Kornela Morawieckiego
Mój głos za prawdą

Stanęliśmy przed szansą. Walka o prawdę winna się toczyć w atmosferze prawdy. Inaczej będzie przegrana. Dyskusja, rozpoczęta na łamach „Dziennika” artykułem Macieja Rybińskiego pt. „Koniec Polski Kiszczaka i Michnika”, niewątpliwie poszerza publiczną wiedzę o ludziach, środowiskach i mechanizmach, które przez ponad 17 lat blokowały nam dostęp do prawdy. Jeśli próbuję się włączyć w tę debatę, to dlatego, że boję się, iż niedomówienia i półprawdy w niej zawarte mogą dalej owocować fałszem...

Przerażające jest to, że publicznej prawdziwej debaty na temat "Polski Kiszczaka-Michnika" praktycznie nie ma.Czy bedzie ?Wszystko zależy ,od każdego z nas , czy wywalczymy swobotny dostęp do mediów publicznych, wlaśnie dla Kornela Morawieckiego, Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz.Strach elit magdalenkowych przez ostatnie 18 lat, to fakt bezsporny,aby takiego prawdziwego , swobodnego dostępu ludzie(jw.) spoza ukladu magdalenkowego praktycznie nigdy nie mieli.Pamietajmy , wolność slowa,to podstawowa wolnośc czlowieka, Chce tutaj znów przynudzić i przypomnieć Państwu, że w praktyce pkt.3 porozumień sierpniowych nadal zasluguje na uwagę... bo nie jest praktycznie realizowany. !!!!! Shocked Shocked Shocked
Panu , który wlączyl się do dyskusji , dodaje tylko atutu fakt , że jest mody , gratuluje analitycznego myślenia. Polecam analizę Anatoliy Golitsyna " New Lies For OLd , wydana w 1984r w USA. Mam ją ,wiele się nauczylem od Golitsyna , analiza daje wiele do myślenia, czym jest w istocie mentalność sowiecka , jaką strategię po 1985r obierze ZSRS wobec Zachodu . Golitsyn przewidzial , cokolwiek by nie mówić , coś takiego jak " zjawisko PUTIN " ... Rolling Eyes
Tak na marginesie , to cieszy , oby więcej bylo takich mlodych ludzi. Laughing Rolling Eyes Rolling Eyes Pozdrawiam.

Polecam :

: http://www.openkremlin.ru/index.html

oraz www.agentura.ru jak też www.gru.ru

http://dbpedia.org/page/Anatoliy_Golitsyn

http://en.wikipedia.org/wiki/Anatoliy_Golitsyn
Anatoliy Golitsyn
From Wikipedia, the free encyclopedia
Jump to: navigation, search
Anatoliy Mikhaylovich Golitsyn (born August 25, 1926 in Piryatin, Ukrainian SSR) is a Soviet defector who worked for the KGB. He supplied information about many important Soviet agents working in the West and published two books about long-term deception strategy of the KGB leadership.

Contents [hide]
1 Defection
2 Controversies
2.1 Accusing Harold Wilson
2.2 New Lies for Old
2.3 The Perestroika Deception
3 Miscellaneous
4 References
5 His books
6 External links



[edit] Defection
Golitsyn worked in the strategic planning department of the KGB in the rank of Major. He defected with his wife and daughter to the Central Intelligence Agency (CIA) via Helsinki in December 1961. He was flown to the United States and interviewed by James Jesus Angleton, CIA counter-intelligence director. In January 1962, the KGB sent instructions to fifty-four residents throughout the world on the actions required to minimize the damage. All meetings with important agents were to be suspended. [1]. In November 1962, KGB head Vladimir Semichastny approved a plan for assassination of Golitsyn and other "particularly dangerous traitors" including Igor Gouzenko, Nikolay Khokhlov, and Bogdan Stashinsky [1].

Golitsyn provided information about many famous Soviet agents including Kim Philby, Donald Duart Maclean, Guy Burgess, John Vassall, double agent Aleksandr Kopatzky who worked in Germany, and others [1].


[edit] Controversies

[edit] Accusing Harold Wilson
Golitsyn was a figure of significant controversy within the Western intelligence community. He claimed that Rt Hon. Harold Wilson (then Prime Minister of the United Kingdom) was a KGB informer and an agent of influence. Harold Wilson had very friendly relations with Anastas Mikoyan and Vyacheslav Molotov. He had conversations with them and other Soviet officials on numerous occasions. According to Mitrokhin Archive, his information on British politics was highly rated by the KGB. An "agent development file" was opened in the hope to recruit Harold Wilson, and the codename "OLDING" was given to him. However "the development did not come to fruition" according to the KGB file records [1].


[edit] New Lies for Old
In 1984, Golitsyn published the book New Lies For Old[1], wherein he predicted the collapse of the communist bloc orchestrated from above. He warned about a long-term deception strategy designed to to lull the West into a false sense of security, and finally economically cripple and diplomatically isolate the United States. Among other things, Golitsyn stated[2]:

"The 'liberalization' [in the Soviet Union] would be spectacular and impressive. Formal pronouncements might be made about a reduction in the communist party's role; its monopoly would be apparently curtailed."
"If [liberalization] should be extended to East Germany, demolition of the Berlin Wall might even be contemplated."
"The European Parliament might become an all-European socialist parliament with representation from the Soviet Union and Eastern Europe. 'Europe from the Atlantic to the Urals' would turn out to be a neutral, socialist Europe."
Author Mark Riebling stated that of 194 predictions made in New Lies For Old, 139 had been fulfilled by 1993, 9 seemed 'clearly wrong', and the other 46 were 'not soon falsifiable'.[3]


[edit] The Perestroika Deception
In 1995 Golitsyn published another book The Perestroika Deception where he claimed[4]:

"The [Soviet] strategists are concealing the secret coordination that exists and will continue between Moscow and the 'nationalist' leaders of [the] 'independent' republics."
"The power of the KGB remains as great as ever... Talk of cosmetic changes in the KGB and its supervision is deliberately publicized to support the myth of 'democratization' of the Soviet political system."
"Scratch these new, instant Soviet 'democrats,' 'anti-Communists,' and 'nationalists' who have sprouted out of nowhere, and underneath will be found secret Party members or KGB agents."
These views have been supported and promoted by American conservative groups. However Perestroika was a much bigger event than merely a disinformation campaign. [2]. GRU defector Stanislav Lunev sees this slightly differently: "The Cold War is not over; the new Cold War is between the Russian mafia and the United States" (he considers the FSB as a part of Russian mafia). [3]

The beginning of Perestroika was decided at the meeting of the Soviet Politburo on March 26, 1987. Mikhail Gorbachev justified his new policy as a necessary step to "hug Europe to death" and "evict the United States from Europe." These words have been excluded from his published books. [4]

Robert Majka z Przemyśla, 9 lipca 2007r
www.sw.org.pl ,
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group