" /> Dyskusje ogólne :: Odwaga prawdy -rzecz o lustracji w Kościele
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Odwaga prawdy -rzecz o lustracji w Kościele

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pon Lip 09, 2007 10:02 am    Temat postu: Odwaga prawdy -rzecz o lustracji w Kościele Odpowiedz z cytatem

http://wiadomosci.onet.pl/1403848,2677,kioskart.html

ks. Andrzej Draguła/10.04.2007 06:00 TYGODNIK POWSZECHNY
Miłość i sąd


"Odwagę prawdy" Tomasza Terlikowskiego czyta się jak historię choroby
Autor nie ogranicza się tylko do opisu symptomów czy postawienia diagnozy. Proponuje także terapię, a nade wszystko: próbuje nakreślić coś na kształt teologii lustracji.
W książce wielokrotnie powraca kwestia "niejasnych granic między ofiarą a katem”. Mówiąc o księżach, którzy współpracowali z tajnymi służbami PRL, publicysta "Rzeczpospolitej" stwierdza: "Określanie tych ostatnich terminem »ofiara« obraża rzeczywiste ofiary i zamazuje kryteria moralnej oceny zdrady". Nazywanie ofiarą kogoś, "kto dla paszportu albo kilku worków cementu zdecydował się donosić na kolegów, jest, delikatnie rzecz ujmując, nadużyciem" – pisze Terlikowski i odwołuje się do Judasza: "Idąc bowiem dalej tropem myśli zakładanej (mam nadzieję, że nieświadomie) przez część hierarchii, trzeba by uniewinnić Judasza, padł on bowiem »ofiarą« arcykapłanów".


Judasz, czyli "ofiara arcykapłanów"

Tyle że zaproponowana przez Terlikowskiego analogia opiera się na fałszu. Zakłada bowiem, iż – podobnie jak w przypadku księży będących TW – Judasz został "zwerbowany". Ewangeliści wskazują tymczasem, że Iskariota udaje się do arcykapłanów z własnej woli, pytając: "Co chcecie mi dać, a ja Go wydam?". Nie jest więc ich ofiarą: jest ofiarą samego siebie, a być może ofiarą własnego rozczarowania co do Mistrza.

Pytanie, kto do kogo idzie i po co, jest niezwykle istotne. Zupełnie inaczej bowiem trzeba oceniać tego, kto sam oferuje swe zdradzieckie usługi, i tego, kto zgadza się na nie w wyniku szantażu czy zastraszenia. Nie można wykluczyć, że istnieli wśród księży i tacy, którzy sami zgłaszali się do SB, ale były to jednak wyjątki. O wiele powszechniejszy był mechanizm poszukiwania przez bezpiekę tych, którzy dzięki współpracy mogliby odnieść jakąś korzyść. Czy jednak rzeczywiście byli tacy, którzy donosili na kolegów dla kilku worków cementu? Przypuszczam, że zwykle podejmowano coś, co można nazwać bardziej grą niż świadomą współpracą. Nie próbuję usprawiedliwić tych, którzy dali się wciągnąć: choć być może – jak często słyszymy – starali się nikomu nie czynić krzywdy, to przecież samo podjęcie współpracy było już związaniem sumienia, o czym przypomina Memoriał Episkopatu na temat lustracji. Właśnie w tym sensie stali się ofiarami systemu, który do dzisiaj odnosi zwycięstwo zza grobu. Wyznacznikami tej ofiary nie były tortury czy śmierć, ale uwikłanie sumienia, które zatracało zdolność obiektywnej oceny tego, co dobre i złe.

Nie chodzi więc – jak sugeruje Terlikowski – o zamazywanie kryteriów moralnej oceny zdrady. Chodzi o zniuansowanie tej zdrady. Jako filozof Terlikowski zdaje sobie sprawę, że ocena moralna czynu nie zależy jedynie od jego materii, ale także od okoliczności, motywów i dobrowolności działającego. Działanie człowieka jest przecież uwikłane w skomplikowany splot okoliczności. Zgodnie z postulatem autora "Odwagi prawdy", że trzeba stosować bardziej wyważone oceny, nie wolno zapominać, iż współpracujący z SB ksiądz nie tylko stał się "współpracownikiem katów", ale pozostał ofiarą. Tych dwóch perspektyw nie da się odseparować.
Paweł, czyli przebaczenie

Niejednokrotnie na łamach książki Terlikowskiego przywoływana jest postać św. Pawła. Prawdą jest, że "przebaczenie, jakiego udzielono mu po nawróceniu, nie wiązało się z ukrywaniem jego przeszłości. Nikt nie udawał, że był on »ofiarą« faryzeuszy, autor Dziejów Apostolskich nie twierdził, że jego przeszłość jest »tematem zastępczym«, a on sam jasno przyznawał się do swoich win". W polskim Kościele na razie takiego św. Pawła nie ma – konkluduje Terlikowski, myśląc zapewne nie o skali krzywdy wyrządzonej Kościołowi, lecz o wyrazistości procesu nawrócenia i wyznania winy. Czego jednak mi brakuje w tej interpretacji, to dalszej analogii.

Autor "Odwagi prawdy" przypomina, że przeciwnicy ingresu abp. Wielgusa "wskazywali na problem wiarygodności, jaki pojawić się może po objęciu stanowiska metropolity przez biskupa agenta i oszusta". Co w tym przypadku stanowi przeszkodę? Czy sam fakt agenturalnej przeszłości? Czy może – o wiele bardziej – niezdolność stanięcia w prawdzie wobec samego siebie? Istnieje jakiś naturalny opór przed przyznaniem się do grzechu, także przed samym sobą. Wszyscy tę trudność znamy. Ale to nie grzech sam w sobie dyskwalifikuje człowieka, lecz niezdolność do nawrócenia.

Terlikowski nie wyobraża sobie, aby abp Wielgus mógł stać się obliczem polskiego Kościoła. Powoływanie się na analogię do Pawła nakazywałoby raczej powiedzieć, że abp Wielgus miał taką szansę. Jego przyznanie się do podwójnej krzywdy uczynionej Kościołowi, tzn. niegdysiejszej współpracy i dzisiejszej niejasnej postawy, było mało przekonywające i – mówiąc szczerze – mocno wymuszone. Gdyby jednak było inaczej? Gdyby polski Kościół zderzył się z odważnym wyznaniem prawdy przez abp. Wielgusa, czy byłby zdolny do przyjęcia go jako biskupa, pasterza i ojca? Czy – poszerzając perspektywę – wierni gotowi byliby zaakceptować księży agentów? Niemal 70 proc. społeczeństwa jest zdania, że duchowni, którym udowodniono dobrowolną i świadomą współpracę z SB, powinni ustąpić z ważnych stanowisk w Kościele. To raczej perspektywa antypawłowa.

W teologii Terlikowskiego brakuje mi czegoś, co nazwałbym nadzieją na
wewnątrzkościelne pojednanie. Owszem, pisze on często o Kościele jako wspólnocie ludzi grzesznych, niezbyt wiele jednak w jego teologii znajduję przestrzeni dla skruszonych grzeszników. Interesuje go o wiele bardziej wyznanie win niż przebaczenie, akt wymierzania sprawiedliwości niż okazania miłosierdzia, do którego jakoby wzywa. Trudno się więc dziwić, że niełatwo mu się pogodzić z listem Benedykta XVI. A właśnie ten papieski dokument wskazuje drogę ku pojednaniu. "Chrześcijaństwo jest silne mocą świadectwa" – pisze Terlikowski. Ma rację. Tyle że myślę o świadectwie nie tylko przyznających się do współpracy księży agentów, ale i o świadectwie wspólnoty, która zdolna byłaby ich przyjąć do siebie. Myślę, że zadaniem Kościoła jest właśnie przeciwstawiać zbiorowemu pragnieniu zemsty i odwetu zbiorowe pragnienie pojednania i przebaczenia.

Piotr, czyli miłość

"Dla mnie bohaterem ewangelii pozostaje Piotr, który wprawdzie upadł, ale potem zapłakał i trzykrotnie wyznał swoją winę, a nie abp Stanisław Wielgus, który wyparł się własnych przeprosin i ponownie zapewnia, że jest absolutnie niewinny" – napisał Terlikowski w "Rzeczpospolitej" z 23 lutego. Mam nadzieję, że ta wypowiedź to tylko wypadek przy dość natężonej ostatnio pracy publicystycznej autora. Próżno bowiem szukać na kartach Ewangelii sceny, do której odwołuje się dziennikarz. Apostoł wcale trzykrotnie swojej winy nie wyznał, co więcej – Pan nigdy tego od niego nie żądał.

W książce Terlikowski bliższy jest już ewangelicznej prawdzie: "Piotr został wprawdzie wybrany tym, na którym zbudowany został Kościół, ale najpierw trzykrotnie musiał wyznać swoją miłość do Chrystusa". Chwilę dalej jednak czytamy jednoznaczną tezę: "Ewangelia zatem wyraźnie pokazuje »procedury« jednania się z Kościołem: publiczne wyznanie win, pokuta, postanowienie poprawy".
Jak to więc jest z tym Piotrowym przyznaniem–nieprzyznaniem się do winy? Do zdrady doszło na dziedzińcu arcykapłana. Można przyjąć, że była to zdrada w jakimś sensie publiczna. Zupełnie inaczej jest z gorzkim płaczem Piotra. Jak piszą Mateusz i Łukasz, Piotr wyszedł na zewnątrz i tam zapłakał. Akt wyjścia na zewnątrz jest znamienny: to w żadnym wypadku nie było publiczne wyznanie winy czy też odwołanie tego, co zostało wcześniej powiedziane. Ten gest to raczej moment żalu, który dokonuje się w nim samym, a właściwie między zdradzonym a zdradzanym. Łukasz dopowie: "Pan obrócił się i spojrzał na Piotra", a wtedy Piotr przypomniał sobie słowa Jezusowej zapowiedzi. "Najbardziej wzniosły aspekt godności człowieka tkwi właśnie w jego powołaniu do jednoczenia się z Bogiem poprzez tę głęboką wymianę spojrzeń, która przemienia życie. Aby ujrzeć Jezusa, należy przede wszystkim pozwolić, aby to On na nas patrzył!" – pisał Jan Paweł II. Można bowiem przypuszczać, że Jezus spojrzał na Piotra z miłością, jak niegdyś na bogatego młodzieńca. Tam spojrzenie stało się powodem smutku, tutaj zaś żalu i – jak wolno się domyślać – wewnętrznego pojednania.

W ostatnim spotkaniu Jezusa z Piotrem nie znajdziemy trzykrotnego wyznania win. Jezus nie domaga się przeprosin; Jezus nie rozlicza. Można by powiedzieć, że przyznanie się do winy jest nieistotne. Ważniejsza jest miłość, która pozwala zbliżyć się na powrót. Piotr był zapewne słuchaczem przypowieści o synu marnotrawnym i znał naturę Bożego przebaczania. Wiedział, że ojciec przebaczył synowi już w momencie, gdy ten zgrzeszył, nie czekając na akt skruchy i żalu. Gdyby tak nie było, nie wychodziłby codziennie na opłotki, nie wziąłby syna w ramiona i nie ucałował, zanim ten zdołał wydobyć z siebie prośbę o przebaczenie. To właśnie świadomość bycia kochanym i świadomość nieustannej gotowości do przebaczenia ze strony Boga "rozbraja" grzeszność człowieka.

Czy da się Bożą logikę miłości zastosować do ziemskiej lustracji? Nie wiem. Myślę jednak, że nie wolno jej tracić z oczu. W perspektywie lustracji księży owa wspólnota, "która zaoferuje im przebaczenie i akceptację", jest o wiele bardziej pierwotna niż wspólnota domagająca się bezwarunkowej prawdy. I o wiele bardziej potrzebna.

Judasz, Paweł, Piotr, czyli pokuta

Każdy ma prawo posiadać własną teologię lustracji, a spór o jej kształt w polskim Kościele trwa. Moim zdaniem jednak nie da się – jak to próbuje zrobić Terlikowski – przenieść w automatyczny sposób strategii sakramentalnej na płaszczyznę publicznego dyskursu i wewnątrzkościelnego procesu uzdrawiania pamięci. Tego ostatniego nie można mylić ani z chęcią wymierzania tzw. dziejowej sprawiedliwości, ani ze zbiorową amnezją (w czym trzeba się z Terlikowskim zgodzić), ani tym bardziej ze zbiorowym pragnieniem zemsty. Jego antytezą musi być zbiorowe pragnienie przebaczenia i pojednania.

Trudno także w sposób uproszczony – a tak niestety stało się w przypadku książki "Odwaga prawdy" – zastosować do konstruowania teologii lustracji biblijne modele wychodzące z postaci Judasza, Pawła i Piotra. Te postaci nie są analogiczne, tak jak nie ma prostej analogii między Ewangelią a życiem. Pan zbudował Kościół na wierze zdrajcy i prześladowcy. Gdyby chcieć być konsekwentnym – kto ma taką odwagę jak Pan? – trzeba by nawróconym kolaborantom powierzać diecezje i parafie, a przecież bliżej nam do ich zwalniania. Ten przykład to kolejny dowód na to, że nie da się zrealizować Królestwa Bożego na ziemi.

Owszem, postaci apostołów są dobrym punktem wyjścia, ale nie do uproszczonych analiz, lecz do wypracowania ewangelicznych podstaw i kryteriów dla procesu oczyszczenia i uzdrowienia pamięci. Proste analogie – niestety – prowadzą czasami do karkołomnych wniosków.

Przykładem niech będzie sugestia Terlikowskiego, który pisze: "Sytuacji polskich księży agentów nie da się porównać nie tylko z postawą Piotra, ale nawet Judasza. Ten ostatni bowiem niewątpliwie odczuwał skruchę i choć zabrakło mu nadziei i otwarcia na miłosierdzie, to przynajmniej żałował tak bardzo, że oddał życie". Blisko tu do pochwalenia czynu Judasza, który – sic! – "oddał życie" (wyrażenie to w polszczyźnie jest synonimem czynu chwalebnego, heroicznego...). Iskariota tymczasem popełnił samobójstwo najprawdopodobniej nie z żalu, bo chociaż się opamiętał, świadomość ta stała się dla niego źródłem rozpaczy, popychającej do samounicestwienia. Boję się zapytać, czy Terlikowski, porównując księży agentów do "nawet Judasza", chce zasugerować takie właśnie "oddanie życia"?

Publicysta "Rzeczpospolitej" wzywa do pokuty, i to pokuty publicznej. Piotr według niego "całe życie zmywał plamę zdrady", a Paweł do końca mówił o sobie jako o "poronionym płodzie". Rozumiem, że formą pokuty ma być niezdolność do wyrwania się z sideł przeszłości i życie w udręce, wynikające z nieodłącznego już poczucia winy. Zgoła inną "pokutę" zadał Pan Piotrowi i Pawłowi. "Paś baranki moje" – rzekł do Piotra, a o Pawle powiedział, że zaniesie Jego imię do pogan i królów, i synów Izraela. Jedyną prawdziwą i wartościową pokutą jest czynienie zadość, a może się ono wyrażać tylko w gorliwym głoszeniu Ewangelii. Ta forma pokuty dostępna jest wszystkim.

"Odwaga prawdy" to nie tylko zarys teologii lustracji. To także bogaty materiał faktograficzny, dotyczący ostatnich miesięcy. Trudno oczywiście dyskutować z faktami, choć ich dobór i interpretacja mogą wydawać się czasami mało obiektywne. Terlikowski zresztą nie ukrywa swych poglądów. Przeciwnie, wyraża je stanowczo, nie mając zamiaru pozostać bezstronnym kronikarzem. Jak każdy katolik świecki ma prawo mówić i pisać o lustracji. Powiedziałbym, że jako świadomy członek Kościoła ma nawet obowiązek. Byleby nie robił tego na skróty. Publicystyka teologiczna wymaga precyzji.

Historia Judasza, Pawła i Piotra uczy nas jednego – pokory wobec mysterium iniquitatis. Tej pokory nie znajduję w książce Terlikowskiego, a to właśnie ona strzeże nas przed pochopnością ocen. Ona jest fundamentem mysterium amoris. "Sąd i Miłość! Idą razem – pisał na tych łamach ks. Grzegorz Ryś w rekolekcjach wielkopostnych. – W Bogu – zawsze; w nas o wiele rzadziej...". "Odwaga prawdy" jest tego przykładem.

Tomasz Terlikowski, "Odwaga prawdy. Spór o lustrację w polskim Kościele",

Warszawa 2007, Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 4:58 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pon Lip 09, 2007 10:08 am    Temat postu: Lustracja po polsku Odpowiedz z cytatem

http://wiadomosci.onet.pl/1414034,1292,kioskart.html?drukuj=1

Jan Skórzyński/29.05.2007 10:23

Lustracja po polsku

Dlaczego poradzili sobie z tym Niemcy czy Czesi, a my nie możemy?
Historia lustracji w Polsce po 1989 r. jest potwierdzeniem francuskiego powiedzenia les extremes se touchent – skrajności się spotykają. Idea odsunięcia od funkcji publicznych ludzi związanych z komunistyczną tajną policją ucierpiała bowiem w niemal takim samym stopniu od swych bezkompromisowych wyznawców, co od zagorzałych przeciwników.
Kwestia lustracji, pojmowanej jako ważna część dekomunizacji, budziła silne kontrowersje od początku budowy demokratycznego państwa. Odrzucali ją, co naturalne, politycy z komunistycznym rodowodem, ale także – co bardziej zaskakujące – spora część obozu "Solidarności".

Projekt rozliczenia dyktatorskiej przeszłości trudno wszakże uznać za dziwaczny (choć niektórzy publicyści usilnie o tym przekonywali). Pojawiał się on za każdym razem, gdy system totalitarny lub autorytarny ustępował miejsca demokracji. Do takich rozliczeń na wielką skalę doszło w Europie Zachodniej po II wojnie światowej. Niemcy i Włochy, Francja i Norwegia, Austria i Węgry – wszystkie te kraje przeszły przez fazę ostrej denazyfikacji i defaszyzacji, która objęła setki tysięcy ludzi. Funkcjonariuszy zbrodniczych reżimów oraz ich lokalnych kolaborantów skazywano na kary więzienia, a czasem na śmierć, usuwano z funkcji publicznych, pozbawiano biernych praw wyborczych. Porachunki te przebiegały często w atmosferze linczu, pod hasłami ludowej sprawiedliwości, która z praworządnością miała mało wspólnego.

Wynegocjowana rewolucja

Nic takiego nie miało miejsca po upadku komunizmu w Europie Wschodniej. Czerwony totalitaryzm załamał się pod ciężarem gospodarczej niewydolności i pod naciskiem społecznego oporu, który najbardziej dojrzałą formę przybrał w Polsce.

To prawda, że komunizm, podobnie jak narodowy socjalizm, przegrał wojnę o świat z liberalną demokracją. Była to jednak "zimna wojna", a najbardziej krwawe epizody z dziejów "dyktatury proletariatu" – wielkie czystki, stłumienie powstania węgierskiego, inwazja na Czechosłowację czy masakra polskich robotników na Wybrzeżu – należały do stosunkowo odległej przeszłości.

Komuniści sprawujący władzę pod koniec lat 80. dość daleko odbiegali od swego leninowskiego czy stalinowskiego pierwowzoru. Otaczała ich społeczna niechęć i pogarda dla nieuczciwości i nieudolności, niewiele było w tym jednak nienawiści – widziano w nich złodziei, a nie morderców.

Ostrym rozliczeniom nie sprzyjał także model "wynegocjowanej rewolucji", zapoczątkowany w Polsce, a potem powtórzony w większości krajów "bloku" sowieckiego. Pokojowe – choć przecież nie dobrowolne – oddanie władzy uczyniło z komunistów partnerów w dziele przebudowy kraju i, co najważniejsze, dało im legitymację do uczestnictwa w demokratycznym życiu politycznym.

Mit Okrągłego Stołu

Kompromis zawarty przez negocjatorów "Solidarności" przy Okrągłym Stole jest postrzegany przez wielu radykalnych zwolenników lustracji i dekomunizacji jako źródło najgorszych patologii Rzeczypospolitej. W tej optyce tzw. polityka grubej kreski była nieuniknioną konsekwencją tamtej ugody.

Mam na ten temat zdanie odrębne. Porozumienie Okrągłego Stołu tworzyło ramy współistnienia antykomunistycznej opozycji i obozu PZPR na czas przejściowy – między dyktaturą i demokracją. Przewidywany na cztery lata – do następnych wyborów parlamentarnych, które miały już być w pełni wolne – okres ten trwał jednak tylko cztery miesiące. Powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego przekreślało w gruncie rzeczy dotychczasowe umowy z komunistami, które przecież niczego takiego nie przewidywały. Przejmujący władzę obóz "Solidarności", dysponujący wielkim poparciem społecznym, miał wystarczające pole manewru, by prowadzić samodzielną politykę, także w kwestii rozliczeń z dawnym reżimem.

Jeżeli takich rozliczeń nie podjęto, to na skutek własnego wyboru, a nie rzekomych tajnych układów w Magdalence. Wybór dokonany przez obejmujących rządy przywódców solidarnościowej opozycji w tej kwestii podyktowany był, jak sądzę, względami pragmatycznymi. Po pierwsze, obawiano się gwałtownego oporu ze strony aparatu komunistycznego, buntu części wojska, milicji i SB nie wyłączając. Po drugie, uznawano znaczną większość PRL-owskich urzędników w instytucjach centralnych za ludzi kompetentnych, bez których nie da się sprawnie rządzić państwem. Po trzecie, uważano, że trudny okres transformacji wymaga spokoju społecznego, którego nie wolno burzyć porachunkami z przeszłością i antagonizowaniem grup społecznych związanych z systemem PRL.
Przynajmniej część z tych założeń okazała się fałszywa – co trzeba zauważyć, nawet jeśli się uznaje za istotną wartość ewolucyjny sposób wyjścia z komunizmu, który pozwolił na uniknięcie rewolucyjnych wstrząsów. Bunt aparatu przemocy nigdy nie nastąpił – okazał się politycznym strachem na wróble, którym z wprawą wymachiwał generał Kiszczak i jego towarzysze. Dalej, doświadczenia kolejnych rządów III RP pozwalają zakwestionować zarówno kompetencje, jak i lojalność znacznej części PRL-owskiej obsady urzędów centralnych. Myślę, że niepodległa Rzeczpospolita dorobiłaby się znacznie szybciej własnej, młodszej i lepiej wykształconej kadry urzędniczej, gdyby na początku lat 90. zdecydowano się na głębszą wymianę kadr.

Najwięcej siły przekonywania zachowuje, jak mi się zdaje, argument trzeci. Poparcie postkomunistów dla gospodarczej transformacji kraju, podjętej przez rząd Tadeusza Mazowieckiego według koncepcji Leszka Balcerowicza, było ważne dla sukcesu tego planu. Miało ono jednak dość krótki termin ważności. Powrót dawnego obozu PZPR do władzy nastąpił już w 1993 r. – po kampanii bezwzględnie podsycającej nastroje antysolidarnościowe i wykorzystującej zmęczenie reformami.

Wyborcza klęska obozu "Solidarności" – w cztery lata po triumfie z czerwca 1989 r. – była w pewnym sensie ceną, jaką dawni opozycjoniści zapłacili za rezygnację z obrachunku z komunistyczną przeszłością. Dając pierwszeństwo politycznej pragmatyce, solidarnościowe elity sprawujące władzę w pierwszych latach III Rzeczypospolitej zrezygnowały z argumentów etycznych, które tak ważną rolę odgrywały w czasach walki z rządami PZPR. Unikano piętnowania funkcjonariuszy dawnego reżimu, w publicznej przestrzeni dominowała retoryka wybaczenia, a nawet przekreślenia czynów z czasów minionych.

Zamazywanie różnic, jakie dzieliły ludzi "Solidarności" od ich komunistycznych przeciwników, przyniosło efekt zgoła nieoczekiwany. Odebrało dawnym opozycjonistom najważniejszą moralną legitymację do sprawowania władzy, jaką była ich antykomunistyczna przeszłość. Ta przeszłość została unieważniona na własne życzenie, poddana coraz bardziej relatywizującym zabiegom i absurdalnym teoriom, dowodzącym, że wszyscy mieszkańcy PRL ponoszą odpowiedzialność za komunizm. Kategoryczne odrzucenie lustracji i dekomunizacji było całkowicie zgodne z tą filozofią.

Kandydaci pod lupą

Zwolennicy lustracji w elicie politycznej znajdowali się w mniejszości, choć wyraźna większość opinii społecznej popierała w tej kwestii "jaskiniowych antykomunistów". Pierwsze próby wprowadzenia sprawy na ustawodawczą wokandę zakończyły się sromotnymi porażkami. Przeciwko głosowała zarówno postkomunistyczna lewica, jak większość ugrupowań wywodzących się z obozu "Solidarności". Historię tych prób opisuje Piotr Grzelak w książce "Wojna o lustrację" (Wydawnictwo Trio, Warszawa 2005).

W maju 1991 r. Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe zaproponowało, by w ordynacji wyborczej zobowiązać ministra spraw wewnętrznych do ujawnienia kandydatów na posłów lub senatorów, którzy byli pracownikami lub współpracownikami SB. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że od początku szło nie tylko o agentów SB, lecz także o funkcjonariuszy resortu. Kolejne projekty lustracyjne miały więc wymiar dekomunizacyjny, zmierzając do odsunięcia od uczestnictwa w życiu publicznym osób ukrywających swoją pracę na rzecz aparatu przymusu PRL.

Prezentowany przez Stefana Niesiołowskiego projekt zyskał jedynie 47 głosów. Już w tym pierwszym podejściu można dostrzec punkty, które będą towarzyszyć kolejnym odsłonom lustracyjnej batalii. Wniosek ZChN był niechlujnie przygotowany, więc łatwo było go zdeprecjonować. Jan Widacki, ówczesny wiceminister MSW, poinformował Sejm, że ubeckie archiwa są niewiarygodne, a weryfikacja ich zawartości jest niemożliwa. Przeciw projektowi lustracji, obojętne w jakim wydaniu, opowiedziały się stanowczo również niektóre media, z "Gazetą Wyborczą" i "Trybuną" na czele. Mimo że projekt ZChN był ograniczony – obejmował tylko parlamentarzystów – a jedyną sankcją miało być ujawnienie faktu pracy lub współpracy z SB opinii publicznej.

W lipcu 1991 r. do sprawy powrócił Senat, ponownie proponując lustrację kandydatów startujących w wyborach parlamentarnych. Prezentujący tę uchwałę Zbigniew Romaszewski powoływał się na bezpieczeństwo państwa, mówiąc o możliwości szantażu dawnych agentów przez ich byłych mocodawców z kraju i państw ościennych (czyli Rosji). Podkreślał też prawo obywateli do pełnej wiedzy na temat osób pretendujących do funkcji publicznych. Nowy argument w debacie nad tym wnioskiem przyniosło wystąpienie Andrzeja Szczypiorskiego, który uznał, że służby specjalne RP obowiązuje lojalność i dyskrecja w stosunku do agentów dawnej bezpieki w imię ciągłości państwa i możliwości pozyskiwania własnych agentów w przyszłości. Sprzeciwiający się lustracji publicyści "Gazety Wyborczej" stwierdzili natomiast, że współpraca z SB nie była w PRL przestępstwem, więc nie może podlegać ustawowej weryfikacji.

Uchwała wzywająca rząd do sprawdzenia, "czy osoby kandydujące do Sejmu lub Senatu znajdują się na liście pracowników lub współpracowników byłych organów bezpieczeństwa publicznego i wojskowych służb specjalnych", i podania tego faktu do wiadomości publicznej została przegłosowana, ale nie miała mocy prawnej. Towarzysząca jej debata pokazała, że strony tego sporu coraz bardziej okopują się na wyjściowych pozycjach, odrzucając możliwość kompromisu.
Spór o lustrację zamienił się w polityczną wojnę podczas następnej odsłony lustracyjnego spektaklu: na przełomie maja i czerwca 1992 r. Odnajdujemy w tym epizodzie fatalnie przygotowaną uchwałę sejmową, znane już argumenty o niekompletności archiwów, zaangażowanie mediów i podniosłą retorykę o konieczności oczyszczenia państwa – z jednej strony i o zagrożeniu dla demokracji – z drugiej. Prolustracyjny zapał idący w parze z nieudolnością zderzył się w 1992 r. z antylustracyjną ofensywą, w której wszystkie chwyty były dozwolone. Na domiar złego, rzecz podjęto w najgorszym możliwym momencie: w chwili, gdy rząd Jana Olszewskiego rozpaczliwie bronił się przez upadkiem, a zjednoczona opozycja chciała go za wszelką cenę odwołać. Nie sposób było w tej sytuacji obronić próby ujawnienia współpracowników SB przed zarzutem instrumentalizacji ani uniknąć podejrzeń o wykorzystywanie lustracji do politycznej gry (dotyczących zresztą obu stron).

Prawo do pamięci

Rok 1992 na kilka lat zdezawuował wszelkie lustracyjne projekty. Wtedy też pojawił się, bodaj po raz pierwszy, pod piórem Adama Michnika, postulat zamknięcia archiwów dawnej bezpieki na 50 lat. Redaktor "Gazety", jako orędownik hiszpańskiej drogi wychodzenia z dyktatury, zapewne zaczerpnął ten pomysł z Półwyspu Iberyjskiego. W Hiszpanii, jak pisze Eugeniusz Górski, po przywróceniu demokracji w 1977 r., "w imię pojednania i ku rozpaczy historyków zniszczono dokumenty operacyjne policji politycznej zwalczającej opozycję demokratyczną" i archiwum partii rządzącej Movimiento National. Również w Grecji, po upadku "czarnych pułkowników", świadomie zniszczono dokumenty policji politycznej, osądzając jednak przedtem przywódców dyktatury na wysokie kary więzienia.

W Polsce akta SB były niszczone na przełomie 1989–1990 r. przez funkcjonariuszy dyktatury, zacierających ślady swej działalności, ale nie spotkało się to z niczyim uznaniem, choć niewiele zrobiono, by ten proceder powstrzymać. Projekt zapieczętowania archiwum dawnego MSW na lat kilkadziesiąt na szczęście się nie przyjął. Ostatecznie wygrała opcja ich otwarcia dla osób prześladowanych przez bezpiekę i dla badań historycznych. W 1998 r. do tego celu powołano Instytut Pamięci Narodowej.

Zasadniczy przełom w tej sprawie przyniosła uchwalona rok wcześniej ustawa lustracyjna. Ważny impuls do jej przeprowadzenia stanowiła sprawa premiera Józefa Oleksego, oskarżonego w 1995 r. o współpracę z wywiadem sowieckim, a potem rosyjskim. Andrzej Rzepliński, który był ekspertem Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej przygotowującej projekt ustawy, tak określał jej cele: "Celem lustracji nie jest zemsta. Jedynym celem ustawy jest ochrona newralgicznych dla demokracji konstytucyjnej i rządów prawa instytucji publicznych przed groźbą szantażu osób tam pracujących przez obecnych i byłych oficerów polskich bądź obcych służb specjalnych oraz prawo obywateli do pełnej przejrzystości co do przeszłości najważniejszych urzędników".

Odmienne zdanie miał na ten temat SLD, który do końca próbował zablokować ustawę. Nie udało mu się jednak przeciwstawić solidarnościowej koalicji, która w tej sprawie odtworzyła się w Sejmie, bodaj po raz pierwszy od 1992 r.: w kwietniu 1997 r. lustracja została uchwalona 214 głosami Unii Wolności, Unii Pracy, KPN, BBWR i SKL oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego. Paradoksalnie to, co było niemożliwe w latach dominacji obozu "Solidarności", udało się przeprowadzić w latach rządów postkomunistycznej lewicy – wbrew jej oporowi.

Najsilniej optująca za lustracją prawica znajdowała się wówczas poza parlamentem. O sukcesie inicjatywy z 1997 r. przesądziła zmiana postawy tych polityków solidarnościowych, którzy wcześniej stanowczo sprzeciwiali się takim projektom. Środowisko Unii Wolności porzuciło antylustracyjny sztandar i włączyło się do prac nad ustawą. Radykałowie jednej i drugiej strony zamilkli. Zaowocowało to umiarkowanym i możliwym do realizacji prawem, uchwalonym bez awantur i zarzutów o podważanie demokracji.

Od tamtej pory pytanie o to, czy należy przeprowadzić w Polsce lustrację, przestało być aktualne. Tej potrzeby nikt już nie kwestionuje. Otwarte pozostaje, rzecz jasna, pytanie jak.

Ale to już inna historia.

JAN SKÓRZYŃSKI (ur. 1954) był uczestnikiem opozycji przedsierpniowej, 13 grudnia 1981 r. internowany. W latach 2000–2005 zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej". Wydał kilka książek o historii najnowszej, m.in.: "Ugoda i rewolucja. Władza i opozycja 1985–1989" oraz "Od Solidarności do wolności". Obecnie pracuje w Biurze Edukacji Publicznej IPN, gdzie zajmuje się dziejami opozycji demokratycznej.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pon Lip 09, 2007 10:13 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Łukasz Perzyna/02.04.2007 09:04

Strażnicy teczek


Rusza lustracyjna machina
Nigdy tak wiele w polskiej polityce po 1989 nie zależało od tak niewielu. Nowa ustawa lustracyjna daje ogromne uprawnienia Instytutowi Pamięci Narodowej.
Od dawna niemożliwa do powstrzymania dzięki spontanicznym działaniom obywatelskim (grup "Ujawnić Prawdę", wspieranych w Rzeszowie czy Lublinie przez Solidarność) machina lustracji ruszyła, wraz z wejściem w życie 15 marca ustawy razem z prezydencką nowelizacją. Teraz tempo jej działania osłabia tylko oczekiwanie na werdykt Trybunału Konstytucyjnego. Na rozliczenie z przeszłością Polacy czekali jednak dużo dłużej. Przez pierwsze lata demokracji przeciwnicy ujawnienia agentów zachowywali rząd dusz w klasie politycznej i mediach, posługując się formułą Aleksandra Kwaśniewskiego, porównującego otwarcie teczek do wrzucenia granatu do szamba.

"Obywatele muszą teraz wytłumaczyć swoją przynależność do starego porządku w świetle zasad obowiązujących w nowym" - charakteryzuje paradoks lustracji Tina Rosenberg w książce "Kraje, w których straszy. Europa Środkowa w obliczu upiorów komunizmu". Zaś "próba zdefiniowania przeszłości stała się w Europie Wschodniej elementem walki o teraźniejszą władzę (...). Każda partia ma inne zdanie o tym, co było poprawnym zachowaniem, a co kolaboracją". Świadectwem, jak daleko zajść można w koloryzowaniu przeszłości stały się zmieniające się niemal z dnia na dzień oświadczenia arcybiskupa Stanisława Wielgusa dotyczące jego kontaktów z tajnymi służbami.

Na pierwszą cywilizowaną lustrację przyszło czekać prawie dziesięć lat. Dopiero w 1998 r. sejm uchwalił ustawę, którą wprawdzie zawetował Kwaśniewski (to wtedy Janusz Pałubicki nazwał go "prezydentem wszystkich ubeków"), ale głosami AWS, Unii Wolności i PSL jedyny raz w tamtej kadencji udało się weto przełamać. Doprowadziło to do powołania Instytutu Pamięci Narodowej. Jednak sprawy lustracyjne wlokły się - rekordowo długo przypadek Józefa Oleksego - co za rządów PiS przyczyniło się do kolejnej zmiany prawa. Nowa ustawa lustracyjna likwiduje urząd rzecznika interesu publicznego (dotychczasowego prokuratora lustracyjnego) i rozszerza katalog lustrowanych - o dziennikarzy, wykładowców akademickich, dyrektorów szkół. Część dziennikarzy oraz senat Uniwersytetu Warszawskiego protestuje przeciw nowej formule lustracji.

- Nie bardzo rozumiem cały ten krzyk o upodleniu i poniżeniu. Nie rozumiem aż tak dramatycznego sprzeciwu wobec podpisania tak krótkiego dokumentu. Przecież każdy wie, czy w PRL podpisywał dokument o współpracy - zauważa twórca pojęcia IV Rzeczypospolitej prof. Paweł Śpiewak.

Prezes jak Pan Bóg

Nowa ustawa wzmacnia Instytut Pamięci Narodowej. Jeden z czołowych polityków PiS opowiada, że po głosowaniu ustawy lustracyjnej któryś parlamentarzysta podszedł do Janusza Kurtyki:

- Jak pan się teraz czuje?

- Jak Bóg - odpowiedział prezes IPN.

Imponujący, ale i zobowiązujący zakres zadań IPN ogranicza presja ośrodków władzy. Lech Kaczyński podczas oficjalnych uroczystości wygląda jakby nie chciał dostrzec obecności Kurtyki, który sprzeciwił się prezydenckiemu żądaniu, żeby na listach agentów znaleźli się tylko bezsporni współpracownicy tajnych służb, a nie osoby traktowane jak źródło informacji, zwłaszcza jeśli sąd rozstrzygnął sprawy na ich korzyść. Zbigniew Ziobro, czyniąc użytek ze swoich uprawnień prokuratora generalnego, forsował swoich kandydatów w IPN, pokazując Kurtyce, kto rządzi lustracją. Prezes zawiaduje archiwami, prokurator generalny - tymi, którzy w nich pracują.

Bez polskiego Gaucka

Niedoścignionym wzorem dla IPN pozostaje niemiecki Federalny Urząd ds. Akt Stasi, znany bardziej jako urząd Gaucka, od nazwiska jego szefa z lat 1990-2000, pastora i teologa, działacza opozycji demokratycznej w NRD i autorytetu moralnego. W Rumunii zbrodnie Securitate (najbrutalniejszej służby specjalnej w bloku wschodnim) bada przedstawiciel najmłodszego pokolenia opozycji - Marius Oprea, rocznik 1964, który w ostatnich latach dyktatury jako student archeologii trafił do aresztu za spalenie w parku dekretu Nicolae Ceausescu.

Policjanci i doktorzy

W polskim IPN może brak osobowości tej miary. Pojawiają się jednak wyraziste postaci. Dyrektorem biura lustracyjnego został prokurator Jacek Wygoda (rocznik 1965), absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, były policjant z elitarnego Centralnego Biura Śledczego i dyrektor w Generalnym Inspektoracie Celnym. Dżoker prokuratora generalnego Ziobry, cieszący się opinią zawodowca i "mocnego człowieka" ma stanowić przeciwwagę dla nadmiernie rozpolitykowanego Kurtyki. Nominacja byłego policjanta stanowi reakcję na drwiny, że w IPN więcej doktorów niż w szpitalu...
Naoliwić tę machinę

Na inny problem zwraca uwagę założyciel niezależnego obiegu wydawniczego Mirosław Chojecki:

- Obawiam się, że w obecnym składzie i kształcie IPN może nie udźwignąć tego ciężaru, biorąc pod uwagę, że poszkodowani już teraz czekają na dokumenty dwa lata i dłużej. Żeby zlustrować 400 tys. lub więcej osób, za ustawą winny iść działania, które zwiększą liczbę fachowców, specjalistów i archiwistów pracujących w IPN. Liczę, że instytut zostanie dofinansowany.

Czas naoliwić lustracyjną machinę - podkreślają weterani opozycji. Instytutowi potrzebne są pieniądze, pomieszczenia, ale przede wszystkim ludzie. Również historyk prof. Wojciech Roszkowski podkreśla, że zadanie jest ogromne i bez dodatkowych środków będzie wykonywane opieszale: - Ale trudno z góry zakładać, że instytutowi się nie uda.

Dobra organizacja, motywacja i dostateczna liczba pracowników - tak receptę na sukces IPN widzi prof. Roszkowski.

Promotor grupy "Ujawnić Prawdę" i przewodniczący Regionu Rzeszowskiego Solidarności Wojciech Buczak podkreśla, że współpraca z IPN układa się doskonale. Żywi dla instytutu uznanie za działalność edukacyjną. - Gdy w urzędzie wojewódzkim IPN zorganizował wystawę poświęconą WiN i AK, petenci przystawali z zainteresowaniem, choć przyszli przecież załatwić konkretną sprawę. Na wystawach czy promocjach spotykają się kombatanci, ludzie Solidarności i młodzież - chwali przewodniczący Regionu Rzeszowskiego. Pozostaje optymistą co do lustracji: - IPN to udźwignie, chociaż proces będzie trwał, bo nikt rozsądny nie oczekuje, że lustracja zostanie przeprowadzona w tydzień. Zwłaszcza publikacja list tajnych współpracowników musi być wykonana dokładnie, by nie skrzywdzić nikogo. Trzeba pamiętać, że przeciwnicy lustracji będą nagłaśniać każdy błąd.

Sprawnie przeprowadzona lustracja ograniczy "drugi obieg" wyprodukowanych przez SB materiałów. Znakomicie znający realia dawnego ustroju Henryk Piecuch zauważa w książce "Teczki, teczki, teczki...": "Teczki, a raczej to, co z nich pozostało, czyli nieco więcej niż jedna trzecia pierwotnych zasobów firmy, zgromadzono w IPN". Co z pozostałymi? "Rozrzuciło je po strychach, piwnicach, przemyślnych skrytkach wykonanych przez byłych funkcjonariuszy służb specjalnych. Trzymane są jako polisy ubezpieczeniowe".

Jeszcze w PRL rozpoczęto "prywatyzację archiwów". Ścisłe przestrzeganie lustracyjnych procedur ograniczy groźbę szantażu czy obrzucania błotem autorytetów, którego symbolem stały się atak "Wprost" na Zbigniewa Herberta czy publikacja "Dziennika", w której - w oparciu o esbeckie materiały - zarzucano pijaństwo i rozpasanie seksualne środowiskom opozycji.

Najprościej otworzyć archiwa

Rozmowa z Antonim Dudkiem, historykiem z Instytutu Pamięci Narodowej

W poprzedniej kadencji sejmu fundusze z budżetu na Instytut Pamięci Narodowej specjalnie były ograniczane. Rządzili przeciwnicy lustracji. Teraz powraca problem czy IPN sobie poradzi w związku z ogromem zadań, jakie nakłada nowa ustawa. Mówi się nawet o 700 tys. lustrowanych, to tyle, co liczba mieszkańców Krakowa.

Dowiemy się za dwa miesiące, ile do Instytutu spłynie oświadczeń lustracyjnych. Do tego czasu radziłbym się wstrzymać z prognozami.

Padały daty takie, że lustracja potrwa nawet do 2023 roku?

Rzeczywiście, z analizy pewnych proporcji wynika, że skoro dotychczasowemu Rzecznikowi Interesu Publicznego zbadanie 27 tysięcy oświadczeń lustracyjnych zajęło sześć lat - to chociaż obecne Biuro Lustracyjne IPN ma być kilkakrotnie większe niż biuro rzecznika - można wysnuć wniosek, że obliczanie lustracji na kilkanaście lat okazuje się całkiem realne. Mój sceptyczny stosunek do rozmiarów niezbędnej przy obecnej ustawie pracy do wykonania bierze się stąd, że ogromną jej część wykona się niepotrzebnie. Trzeba spowodować, żeby każde oświadczenie lustracyjne zostało dokładnie sprawdzone, czyli porównane z materiałami ewidencyjnymi. W wypadku ponad 90 procent oświadczeń prawdopodobnie nie znajdzie się nic szokującego. Weryfikacja ich to jednak żmudny i długotrwały proces. Prościej byłoby zacząć od ujawnienia tego, co się zachowało w archiwach dawnych tajnych służb. To logiczna kolejność. Najprościej zwyczajnie otworzyć archiwa.
Ustawodawca tego nie rozumiał...

O to trzeba pytać posłów, dlaczego ten kierunek wybrano. Obecna lustracja to skrzyżowanie dwóch systemów. Oświadczeń lustracyjnych oraz listy osobowych źródeł informacji. Każdy agent, jak wiadomo, ma znaleźć się również na liście. Wystarczyłaby więc publikacja samej listy. Powtarzam: najlepiej otworzyć archiwa i już.

Dla laika wiele dokumentów może się jednak okazać niejasnych, skoro pisane są specyficznym resortowym slangiem, bo przecież produkujący te materiały esbecy reprezentowali specyficzną mentalność, a alkoholizm uznawano im za chorobę zawodową?

Tak zawsze dzieje się z dokumentami. Ten sam dwie osoby mogą interpretować w różny sposób. Dokumenty bezpieki nie są wyjątkiem. Od tego są sądy, żeby rozstrzygać spory. Teraz oskarżenie kogoś, że był agentem bezpieki, rodzi inne skutki prawne niż choćby oskarżenie o korupcję. Konsekwencją tego drugiego będzie proces cywilny. Za to jeśli komuś zarzuci się, że był agentem bezpieki - przysługuje mu proces karny. Korzystniejszy dla niego tryb. To jednak absurd.

IPN zajmuje się nie tylko lustracją, ale pracą naukową i edukacyjną. W biuletynie IPN ogłoszono tekst, ujawniający rozmowy, jakie w 1989 r. prowadził Adam Michnik z oficjelami radzieckimi, czy demaskujący rolę, jaką odegrał Andrzej Micewski. Czy mnogość zadań nie zaszkodzi teraz funkcji historiograficznej i edukacyjnej?

Obawiam się, że zaszkodzi. Pogłębi jego problemy. Dotychczas niechętne Instytutowi kręgi atakowały dwie-trzy osoby z IPN, z reguły Sławomira Cenckiewicza lub Piotra Gontarczyka, przypisując im radykalizm przekonań. Stali się takimi chłopcami do bicia. Ignorowano pracę ponad setki pozostałych historyków z IPN. A na przykład książka Grzegorza Waligóry o Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, mniej kontrowersyjna i bezsprzecznie wartościowa, została przez krytyków zignorowana. Wiem, że po przejęciu funkcji lustracyjnej prace historyczne Instytutu będą się cieszyły mniejszym zainteresowaniem. Uwagę skupi na sobie praca biura lustracyjnego. To proces nieuchronny, boleję nad tym, ale takie są realia.

Złoty środek widzi Pan jakiś?

Poczekajmy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego.

Do kiedy?

To decyzja Trybunału, ale znajduje się on pod presją niektórych środowisk akademickich i dziennikarskich, które zapowiadają - jak w Krakowie na UJ rektor - że zanim trybunał nie orzeknie o zgodności lustracji z konstytucją, nie będą do IPN przesyłać oświadczeń lustracyjnych. Z tej presji wynika, że skoro termin składania oświadczeń upłynie 15 maja, to do tego czasu można się spodziewać orzeczenia. Od niego zależy niemal wszystko. Trybunał może uznać obecną lustrację za zgodną z konstytucją, choć w świetle wypowiedzi prezesa Jerzego Stępnia wydaje się to mało prawdopodobne. Może uchylić całość ustawy - co byłoby rozwiązaniem niezmiernie radykalnym. Może też uchylić niektóre artykuły. Wtedy przyjdzie czas na wnioski, jakie z tego dla nas płyną.

Czy katalog osób lustrowanych jest za szeroki?

Opowiadam się po prostu za otwarciem archiwów. Pierwszy punkt najlepszej ustawy lustracyjnej mógłby stanowić, że wszystkie zasoby stają się jawne, dostępne na takich zasadach jak w archiwach państwowych. Punkt drugi - że z udostępniania wyłącza się to wszystko, co dotyczy sfery intymnej. I trzeci - że wszelkie spory sądy rozpatrują w oparciu o kodeks cywilny. To wystarczy, najlepsza byłaby trzypunktowa, prosta ustawa o otwarciu archiwów. Ale wielu ona nie zadowala: bo szkoła wyższa mogłaby nadal zatrudniać profesorów, którzy okazali się agentami. Dlatego zwolennicy radykalnej lustracji woleli do ustawy wpisać, że trzeba takich wykładowców koniecznie zwolnić. Ja uważam, że wystarczy ich ujawnienie.

Żeby skończyć z mrocznymi tajemnicami przeszłości?

W Niemczech pracodawca może - ale nie musi - spytać Instytut Gaucka o przeszłość każdego, kogo zatrudnia. To najbliższe mi rozwiązanie. Nie tyle lustracja, co otwarcie archiwów.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek Wichrowski
Weteran Forum


Dołączył: 18 Maj 2007
Posty: 137

PostWysłany: Wto Lip 10, 2007 11:35 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Komentarz do cytatu z tematu Pani Jadwigi, który reprezentuje Jej, jak sądzę, poglądy:

Oto ten cytat:
"Opowiadam się po prostu za otwarciem archiwów. Pierwszy punkt najlepszej ustawy lustracyjnej mógłby stanowić, że wszystkie zasoby stają się jawne, dostępne na takich zasadach jak w archiwach państwowych. Punkt drugi - że z udostępniania wyłącza się to wszystko, co dotyczy sfery intymnej. I trzeci - że wszelkie spory sądy rozpatrują w oparciu o kodeks cywilny."

Komentarz MW:
1. Z pierwszym punktem - zgoda. Tak byc powinno. Otwarcie archiwów.

2. Drugi punkt : usunięcie danych intymnych. Kiedyś tak sądziłem, teraz jestem bardziej radykalny z przyczyn pragmatycznych. Tego usunąć z 50 km akt się nie da (10 -25 lat) przy moim założeniu, że wszystko MA BY Ć W INTERNECIE A NIE NA ŻĄDANIE!

3. Trzeci punkt. Całkowicie się nie zgadzam. Pani Jadwigo, pisałem o tym do znudzenia denerwując wielu, w Europie nie ma zgody na następstwa karne (np. utrata pracy bez związku z kwalifikacjami a w związku z jakąś ubecją) bez wyroku w trybie karnym ! Taka ustawa, "czyli" Pani punkt trzeci, zostanie obalona w Eoropejskim Trybunale Praw Człowieka, którego sędziowie nieoficjalnie wykpili Mularczyka. Procedura musi byc wyłącznie karna i PO WYROKU KARNYM KARA. Inaczej rozmyta zostanie odpowiedzialność i tak naprawdę jej nie będzie! Może to brzmieć paradoksalnie, ale jak w osłupieniu czytałem pierwsza wersję ustawy, to zastanawiałem się - wedle schematu spiskowej teorii dziejów - że właśnie ta wersja ustawy sprzyjała agentom! Gdyż niesłychanie łatwo ją obalić przed Trybunałem jakimkolwiek - cywilizowanym. Co twórcom pierwszej wersji strzeliło do łba, żeby byc oryginalnymi, zamiast skopiować zachodnich sąsiadów prawo ! Nie wiem, czy wyrażam się jasno, jeśli nie, to chętnie dołączę dodatkowe wyjaśnienia.
M.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Maciej
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 1221

PostWysłany: Wto Lip 10, 2007 12:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po pierwsze procedura cywilna dotyczyc miala pozywania IPN o falszywosc lub prawdziwosc informacji dotyczacej faktu zarejestrowania czy nie zarejestrowania agentow. Gdyz to miało byc wyszczególnione w tzw. "Zaświadczeniu". Z faktami trudno dyskutować. Natomiast IPN oferował umozliwienie składania wyjasnień. Takim mogloby być oswiadczenie ludzi informujace o tym ze dana osoba od razu po wyjsciu a aresztu gdzie podpisala gotowość wspolpracy ogłosiła to wszystkim kolegom dookola. Taki przypadek znany jest w Gdańsku. Jednakze te oswiadczenia nie moga pochodzić z lat obecnego stulecia. Lecz z wczesniejszych i musi fakt takiego oswiadczenia byc powszechnie znany. Inaczej bedzie to farsa!!!! Taki agent powinien tez ujawnic swoja teczke pracy.

Inna sprawa, ze człowiek, ktry dał sie raz złamać nie powinien piastować funkcji ważnych w państwie. To jest zdanie tej osoby z Gdańska, ktora dala sie na kilka dni złamać. Osoby, które podpisały gotowość współpracy ale nie podjeły jej nie sa wewidencji "ozi" Moga jedynie figurować jedynie jako kandydaci a tacy nie sa wykazywani!!!

PROCEDURA KARNA OCZYSCI KAZDEGO KAPUSIA !!!!!!

Teczki agentów powinny wisiec w internecie!!!!!

Ustawa przyjeta przez Sejm była kolejno psuta w Senacie i pózniej po poprawkach Prezydenta była juz zupełnie inna ustawą.

Natomiast w Niemczech wglad do teczki agenta ma kazdy. Do dokumentów osoby ktora nigdy nie była agentem jedynie jej zgodą.

_________________
Maciej
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek Wichrowski
Weteran Forum


Dołączył: 18 Maj 2007
Posty: 137

PostWysłany: Wto Lip 10, 2007 5:10 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W takim razie, dlaczego Kaczyńscy poparli zdecydowanie tryb karny? Przecież Kaczka Jedna Smile)))) (chyba mnie nie podadza do sądu cywilnego za te ptaki Wink musiała bronić się i wykazywać fałsz kwitów parę lat. Fakt, że sfałszowano na ptaka w latach 90., nie przeczę. Mimo władzy, siły etc. etc. I tego nie-agenci się boją a na tym żeruje (na ich lęku stanowisko nam obu przeciwne: front antylustracyjny!) Wie Pan, naprawdę popieram lustrację i całkowite otwarcie akt, ale pomiedzy nami jest jedna różnica : tryb karny (ja), tryb cywilny (Pan).
Tryb karny wykluczy wątpliwości. Muszą być dowody na typa. Tym razem to Pan przesadza. Przyznaję, że przesadziłem na forum (mea culpa), gdy powiedziałem, że jeden promil błędów przy ocenie agenta oznacza, że ustawe należy wyrzucić na śmietnik. Pana błąd jest tego samego typu: tryb karny "spowoduje" uniewinnienie każdego kapusia. Serio, serio? Jak jest teczka, ktora dała przerzuty na inne teczki, przy wielokrotnym sprawdzaniu przez zwierzchików? Niemożliwe; niemal niemożliwe...
Natomiast w jakim sensie chciałbym z Panem sie zgodzić i juz nie gmatwać watku dalej: znam przypadki dwóch uniewinnień w S.Lustr., a te osoby były winne jak diabli.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 4:58 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Edward Soltys
Weteran Forum


Dołączył: 05 Mar 2007
Posty: 613

PostWysłany: Sro Lip 11, 2007 1:20 am    Temat postu: Kolebanie sie Odpowiedz z cytatem

Uwielbiam w pewnych sytuacjach balagan. Obecnie nic lepszego nie mogloby sie zdarzyc. Oto jakis ksiadz podaje liste nazwisk purpuratow. Oto "Wprost" chlasta na prawo i lewo! Oto jakis skromny badacz ze Slaska podaje pare nazwisk! Oto znajoma dolacza do listy swoich badan w ramach pewnego stypendium miedzynarodowego pare nazwisk przeze mnie podanych. Prawda sie przedziera wbrew wszelkim oporom. I tak to bedzie szlo. Czy ktos chce, czy nie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group