" /> Dyskusje ogólne :: Polecam: Ks. Stanisław Małkowski o czasach I Solidarności
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Polecam: Ks. Stanisław Małkowski o czasach I Solidarności

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Nie Sie 05, 2007 8:46 am    Temat postu: Polecam: Ks. Stanisław Małkowski o czasach I Solidarności Odpowiedz z cytatem

http://www.prawy.pl/?dz=felietony&id=15799&subdz=16




Ks. Stanisław Małkowski o czasach Solidarności, „salonie” i szafie Lesiaka
Ks. Popiełuszko i „ludzie honoru” (2006-10-19)



Przeciwstawiają moją postawę zdecydowanie antykomunistyczną, wyważonej, pojednawczej postawie ks. Jerzego, tak jak gdyby miał stać się „patronem” Okrągłego Stołu i transformacji w III RP – mówi ksiądz Stanisław Małkowski w rozmowie z Sebastianem Pasławskim.



Muszę się przyznać, że gdy pierwszy raz byłem na mszy św. za ojczyznę, był tłok, stałem za filarem, nie widziałem, kto mówi kazanie, i sądziłem, że to ksiądz jest tym słynnym ks. Jerzym Popiełuszką.

Pamiętam taką scenę z tamtego czasu, gdy ujawniono, że ks. Jerzy nie żyje i gdy były jeszcze takie pozorowane poszukiwania księdza Jerzego, SB udawała, że go jeszcze szuka. A ja prowadziłem pogrzeb na cmentarzu na Wólce i jakieś panie mnie tam zauważyły, wyglądają zza nagrobka i krzyczą: „O, jest nasz księżulek, a przecież go tak szukają”.

Według zeznań Grzegorza Piotrowskiego, jego przełożony Adam Pietruszka proponował, żeby to najpierw księdza zlikwidować, a następnie ks. Jerzego.

Tak, ale Piotrowski przewidywał, że wtedy bardzo wzmocni się ochrona ks. Jerzego, z czego wynikną dla nich duże trudności.

Kiedy pierwszy raz spotkał ksiądz ks. Jerzego?

W seminarium jako kleryka. Wyszedł właśnie z wojska. Był ode mnie trzy lata młodszy, ale dwa lata w kapłaństwie straszy. Miał opinię człowieka z charakterem, w wojsku nie poddał się naciskom. Znałem go z korytarza i ze wspólnych wykładów, na które uczęszczaliśmy. Spoglądałem na niego z szacunkiem.

A bliżej, kiedy się poznaliście?

Bliżej poznaliśmy się, gdy ks. Jerzy zaczął pracować w kościele św. Anny, kiedy został duszpasterzem studentów medycyny i pielęgniarek. Zapraszał mnie tam z prelekcjami na temat życia dzieci poczętych. Później kilkakrotnie zastępowałem go w mszach św. dla pielęgniarek. Następnie zaproponował mi współpracę w kościele św. Stanisława Kostki. Przyjeżdżałem tam, żeby koncelebrować mszę św. za ojczyznę. W lecie 1983 r. za zgodą proboszcza Teofila Boguckiego zaproponował mi już stałą współpracę przy sprawowaniu sakramentów. Nasza współpraca rozpoczęła się właśnie w tamtych czasach.

Jaki był cel tego morderstwa księdza Jerzego?

Mogły być jakieś scenariusze bardzo chytre i przemyślane, nie mnie w to wnikać. Mnie interesują sprawy duchowe. Była to walka sług szatana ze sługami Chrystusa. Motyw był duchowy, ks. Jerzy służył prawdzie i dobru, natomiast ci, którzy chcieli zakłamać prawdę, pragnęli go zniszczyć i wyeliminować. Niewykluczone, że chcieli go dla siebie pozyskać.

Wiele osób wspomina jego niezwykłą odwagę.

Odwaga brała się z jego wiary, a także z patriotycznego wychowania rodzinnego, z tradycji patriotycznych jego rodziny. „On miał w sobie honor chłopski i duszę narodu” – jak śpiewają górale. Uważał, że jak Pan Bóg postawił go w takim miejscu, to nie powinien dezerterować.

Ludzi coś przyciągało do niego. Było w nim coś specyficznego?

Przyciągał do siebie ludzi wielu różnych środowisk: lekarzy, robotników i ludzi kultury. Organizował dla nich prelekcje, sam się wtedy usuwał w cień. Było w nim specyficzne połączenie delikatności i siły charakteru. Miał poczucie, że wielu rzeczy nie umie, że nie dorasta do zadań, był też trochę chorowity, a z drugiej strony miał swój charakter i odwagę. Umiał zebrać cały zespół ludzi, którzy organizowali msze święte za ojczyznę. Pracował bardzo nad kazaniami, żeby były wyważone, były w nich cytaty z wypowiedzi Jana Pawła II i prymasa Stefana Wyszyńskiego. Nie można było mieć żadnych zastrzeżeń, jeśli chodzi o treść, o ortodoksję katolicką. Poruszał sprawy moralności. Nie były to kazania agresywne, kwestie ewangeliczne odnosił do spraw społecznych.

Przejrzałem jego kazania, wydają mi się aktualne, a czasami zupełnie rewelacyjne.

Dzisiaj bardzo potrzeba przypominać nie tylko jego postawę i to, co sobą reprezentował, ale także jego słowa.

Znalazłem taki fragment: „Szatan będzie umacniał swoje królestwo na ziemi i naszej ojczyźnie, królestwo zakłamania, nienawiści i zastraszania, jeśli my wszyscy nie będziemy na co dzień stawali się coraz silniejsi Bogiem i Łaską”.

To jest bardzo mądre, gdyż siłą zła jest nie tylko aktywność ludzi złych, ale także bierność ludzi dobrych.

Czy ks. Popiełuszko mógłby być patronem naszych czasów?

Tak. Jan Paweł II to wyraźnie powiedział: „Ks. Jerzy Popiełuszko jest patronem naszej obecności w Europie. Jego męczeństwo było ukoronowaniem świadectwa, które dawał wcześniej na różne sposoby. Mamy dzisiaj olbrzymie zakłamanie. Poprawności politycznej ulegają media, które kierują się zasadami niezgodnymi z Ewangelią. Dokonuje się wręcz antyewangelizacja, przy obłudnym pozorze ukłonu w stronę Kościoła lub postaci takiej jak Jan Paweł II. Samo nauczanie Pana Jezusa rozumie się bardzo selektywnie, fałszywie rozumie się miłosierdzie jako »„grubą kreskꔫ.

Czy gdyby ks. Jerzy żył, dzisiaj byłby odrzucony i zapomniany?

Niektóre środowiska chcą go kupić jako swojego. Przeciwstawiają więc ks. Jerzego na przykład mnie. Robi to Stefan Bratkowski, ks. Adam Boniecki, były kanclerz kurii ks. Zdzisław Król. Przeciwstawiają moją postawę zdecydowanie antykomunistyczną, wyważonej, pojednawczej postawie ks. Jerzego, tak jak gdyby miał stać się „patronem” Okrągłego Stołu i transformacji w III RP. Nie przewiduję ze względu na jego wiarę i charakter, żeby dzisiaj ks. Jerzy związał się ze środowiskami, które utworzyły „salon czerwono-różowy”. Znałem ks. Jerzego i wykluczam taką możliwość. W związku z tym nie przewiduję, żeby stanowił dla „salonu” dzisiaj ważną postać, gdyby żył.

Ludzie skupieni wokół dzisiejszego „salonu” pokazywali się często w towarzystwie ks. Jerzego.

Jego związek z tymi ludźmi był dosyć bliski. Sam w latach siedemdziesiątych byłem z nimi związany, ale z upływem czasu czułem powiększający się dystans. Stopniowo od tych środowisk się odsunąłem. Sam zapraszałem Jacka Kuronia na spotkania z młodzieżą, było to w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych. Już wtedy moje doświadczenie nakazywało mi pewien dystans i ostrożność. Uważałem, że Jacek Kuroń jest manipulatorem, była w nim jakaś nieuczciwość. Zawsze musiał być najważniejszy, na pierwszym miejscu. Gdy w mojej obecności głosił prelekcję, to starał się mnie wyeliminować. Jego zdanie musiało być pierwsze i ostatnie; najgorsze, że to, co mówił, nie było zgodne z przekazem ewangelicznym. Kuroń uważał siebie za chrześcijanina lepszego od innych chrześcijan. Zaczynał prelekcje w ten sposób: „Wam się wydaje, że ja nie jestem chrześcijaninem, bo nie wierzę w osobowego Boga, ale ja jestem lepszym chrześcijaninem od was”. Potem ukazywał pewne wartości, które były wówczas niedoceniane. Mówił o obecności Ewangelii w sferze społecznej i politycznej. Wtedy często rozumiano Ewangelię jako sprawę prywatną i osobistą.

Na starych zdjęciach widać także Michnika, który obok ks. Jerzego podnosi palce w kształcie litery V.

Sam kiedyś uczestniczyłem w spotkaniu z Michnikiem, był troszeczkę speszony, czytał Ewangelię, potem ją na swój sposób komentował. Z perspektywy lat wygląda, że ich obecność wtedy w Kościele była manipulacją. Choć wtedy zauważyć można było pewną autentyczną wrażliwość. Co do Jacka Kuronia, to uważam, że on czuł pewne sprawy zawarte w Ewangelii, to współgrało jakoś z jego wrażliwością. Kontakt z nim był dla mnie cenny i ciekawy. Trafiłem do niego, gdyż interesował się różnymi podkulturami więziennymi, „drugim” życiem w zakładach karnych, wychowawczych i poprawczych. Gdy do niego przychodziłem, to opowiadał i opowiadał. Nie wypierał się swojej przeszłości walterowskiej, twierdził, że ideologia walterowców była słuszna, a to, co się działo w ZHP, to był uwiąd starczy. Uważałem w tamtych latach, że jego poszukiwania Boga są autentyczne, trzykrotnie prosił mnie o katolicki pogrzeb swoich bliskich – matki, ojca i żony. Później to się gdzieś zagubiło, zajął się czymś innym. Sam zdecydował, że jego pogrzeb ma być niekatolicki.

Ksiądz był przez całe lata w opozycji do komunizmu.

Miałem nastawienie opozycyjne od dzieciństwa. Pierwszym moim silnym przeżyciem był 1956 rok, kiedy miałem 12 lat. Liceum Reytana skończyłem w 1961 r. Gdy byłem w szkole, wymienialiśmy się literaturą emigracyjną z Wojciechem Karpińskim. Później poznałem jego starszego brata Jakuba, na którego wykłady chodziłem jako student socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Gdy byłem w latach 1964-66 u benedyktynów w Tyńcu, to siłą rzeczy polityką się nie zajmowałem. A gdy wróciłem na studia, uznałem, że działanie w obrębie Kościoła jest czymś dużo ważniejszym niż działalność opozycyjna. W 1966 roku był słynny wykład Leszka Kołakowskiego. Wtedy zastanawiałem się, czy pójść na ten wykład, czy na mszę św. Stwierdziłem, że i tak się dowiem, co mówił, a ważne jest, żebym się pomodlił. W 1968 roku czułem się oczywiście solidarny ze studentami, uczestniczyłem w strajku okupacyjnym na UW, ale uważałem, że jednak cele polityczne nie są jasne.
Związek z duszpasterstwem akademickim także budził zainteresowanie SB-ków, zawsze kręcili się gdzieś wokół nas. Trzymałem się wiary i Kościoła.
Wojtek Ziembiński zapraszał mnie, najpierw jako kleryka, potem jako księdza na różne uroczystości patriotyczne. Zaproszenia przyjmowałem, odprawiałem msze św. z okazji rocznic katyńskich czy w rocznice wojny z bolszewikami w 1920 roku na wojskowych Powązkach. Z Andrzejem Czumą też utrzymywałem kontakty, zapraszał mnie 11 listopada przed Grób Nieznanego Żołnierza. Uważałem, że dążenia niepodległościowe powinny mieć swój zewnętrzny wyraz.

SB-ecy wzywali księdza na rozmowy?

Parokrotnie, poza tym przychodzili do domu robić przeszukania. Miałem zasadę, aby nic nie mówić. Nie miałem żadnych propozycji współpracy wprost. Natomiast miałem ostrożne propozycje, z których współpraca mogłaby wyniknąć, gdybym ją podjął. Na przykład takie – SB-ecy próbowali rozpocząć pogawędkę: „No, ksiądz się pewnie nudzi, może byśmy księdza zajęli rozmową”. Odpowiadałem: „Mam różaniec, brewiarz, nie nudzi mi się”. Albo „Ksiądz jest pewnie głodny, zapraszamy na obiad do naszej stołówki”. Potem były propozycje poważniejsze – „Ksiądz interesuje się sprawami więziennymi, ułatwimy księdzu dostęp do więzień” albo „Pomożemy zrobić księdzu doktorat”.
W porównaniu z innymi, którzy byli nieustannie inwigilowani, to nie miałem źle pod tym względem.

Co sądzić o tym, że wszyscy negatywni bohaterowie mordu na ks. Jerzym z Kiszczakiem i Urbanem na czele są zupełnie bezkarni?

W opinii salonu są „ludźmi honoru”. Jest to pełna kompromitacja III RP, która jest przecież kontynuacją PRL. Pytaniem jest, kto powinien być za to odpowiedzialny. Czy tylko komuniści? Niedawno wyszły na światło dzienne oferty Kuronia, żeby za pomocą SB eliminować wszelkie autentyczne dążenia niepodległościowe i środowiska prawicowe. III RP wbrew rozbudzonym nadziejom okazała się wielką pomyłką. Za szafą Lesiaka kryją się: Kuroń, Rokita, Mazowiecki, Wałęsa, Suchocka itd.

Dziękuję za rozmowę.



Pytaniem jest, kto powinien być za to odpowiedzialny. Czy tylko komuniści? Dobre pytanie.


Odpowiedz .....

1. 2007-01-07 18:07:15
"Wprost" bp Dąbrowski - współpraca z SB

Tygodnik "Wprost" publikuje dowody agenturalnej przeszłości biskupa Jerzego Dąbrowskiego. Tadeusz Witkowski, który niedawno ujawnił związki księdza Michała Czajkowskiego z SB, na podstawie akt IPN sporządził zapis współpracy duchownego ze Służbą Bezpieczeństwa.
Tadeusz Witkowski pisze, że nie ma żadnych wątpliwości, iż zmarły szesnaście lat temu biskup był świadomym współpracownikiem tajnych służb. Zachowało się między innymi podpisane przez niego prawdziwym nazwiskiem pokwitowanie na 80 tysięcy lirów. Jednak większość oryginalnych dokumentów została zniszczona.
Witkowski na ślad działalności biskupa wpadł przy okazji badania w IPN akt na temat współpracy księdza Czajkowskiego. Publicysta podkreśla, że Jerzy Dąbrowski cieszył się wielkim zaufaniem kardynała Stefana Wyszyńskiego i miał dostęp do ważnych dokumentów Kościoła. W późniejszych latach, w drugiej połowie lat 70., był referentem w Sekretariacie Episkopatu Polski i w Sekretariacie Pymasa Polski. Potem sprawował urząd zastępcy sekretarza Episkopatu Polski. Zginął w wypadku samochowowym w lutym 1991 roku. Tadeusz Witkowski uważa, że jeszcze raz należałoby zbadać okoliczności jego śmierci. Więcej o działalności biskupa Dąbrowskiego - w tygodniku "Wprost".

Wprost/jurczynski / mb


(IAR)


2. Odpowiedz: polecam , warto zobaczyć:

Oficjalna strona patrioty sowieckiego gen.Wojciecha Jaruzelskiego :

www.wojciech-jaruzelski.pl/main.php?dzial=4&sub=3

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 5 sierpnia 2007r
www.sw.org.pl ,
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 12:54 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group