" /> Prezentacja działaczy :: Andrzej Kołodziej
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Andrzej Kołodziej

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Prezentacja działaczy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
rz
Weteran Forum


Dołączył: 13 Cze 2007
Posty: 219

PostWysłany: Pon Sie 27, 2007 11:16 pm    Temat postu: Andrzej Kołodziej Odpowiedz z cytatem

ambitny, młody ...
nikt nie odbierze Mu zasług zorganizowania strajku wzorcowego w stoczni , w Gdyni.
Ryzykował niewiele, wszystko... Pracował pierwszy dzień ale skatalizował na sobie uwagę i doprowadził do zatrzymania najważniejszego wydziału stoczni K1.
Został wybrany (nie było kontrkandydatów) na przewodniczącego komitetu strajkowego i wykorzystał to do maximum.
Na jego polecenie uruchomiono poligrafię i radiwęzeł "aresztując dyrekcję stoczni" (areszt domowy), rozwalając drzwi do "bunkra" - radiowęzła.

Wszystkie ulotki z tego czasu, sygnowane "wolna drukarnia stoczni gdańsk" były drukowane w stoczni gdyńskiej

_________________
roman zwiercan
Ostatni szef SW Odzia? Trójmiasto oraz cz?onek Komitetu Wykonawczego SW.
Poszukiwany listem go?czym do 19 kwietnia 1991 r. http://sw-trojmiasto.pl/16_poszukiwanie.html
http://www.sw-trojmiasto.pl/Index.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 05 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pon Gru 05, 2016 1:27 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Czesław Lipka
Stały Bywalec Forum


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 73

PostWysłany: Wto Sie 28, 2007 12:49 am    Temat postu: Andrzej Kołodziej. Odpowiedz z cytatem

Chce się żyć jak się czyta o takich ludziach.Ręce jednak opadają gdy się do nich dołączy TW "BOLEK" "MATEUSZ" i pomniejsze gady.
Pozdrawiam Andrzeja. Czesław Lipka
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Administrator
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 900

PostWysłany: Sro Lip 02, 2008 12:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kołodziej Andrzej
http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,67865,2847506.html
2005-08-13, ostatnia aktualizacja 2005-07-29 20:11
Andrzej Kołodziej to był niezwykle odważny chłopak. Ze Stoczni Gdańskiej wyrzucili go za kolportaż "Robotnika Wybrzeża" - opowiada Bogdan Borusewicz, gdański lider KOR i WZZ. - To cud, że 14 sierpnia 1980, gdy zaczynał się strajk w Gdańsku, przyjęli go do pracy w Stoczni Gdynia. Następnego dnia zatrzymał im cały zakład. Miał wtedy 21 lat
Swoje pierwsze spotkanie z Kołodziejem pamięta Adam Gotner, stoczniowiec, który w Grudniu '70 dostał sześć kul. Ledwo przeżył, potem przez lata był prześladowany przez SB.

- Kiedy w 1980 pochód szedł w stronę bramy, był to dla mnie wielki dramat - wspomina Gotner. - Potwornie się bałem. Pracowałem wówczas w dziale kontroli jakości i miałem rower. Krążyłem więc wokół pochodu i za wszelką cenę chciałem coś wymyślić, by nie dopuścić do wyjścia ludzi na ulicę. Już tylko metry dzieliły ich od bramy. Naraz jeden z prowadzących pochód rękoma pokazał, żeby się zatrzymać. Zatrzymali się. A on najnormalniej w świecie podszedł do bramy i zamknął ją. To był Kołodziej. Poczułem wielką ulgę, wdzięczność i zdziwienie, że mnie nie przyszła do głowy ta najprostsza czynność.

Andrzej Kołodziej mimo młodego wieku był już wtedy od dwóch lat aktywnym działaczem WZZ Wybrzeża. Pochodził z Bieszczad, do Gdańska przyjechał w 1977 r. Rok później zaczął naukę w Technikum Budowy Okrętów. Jednocześnie pracował w stoczni jako monter. Ze szkoły wyleciał za działalność opozycyjną - m.in. w WZZ. Uczestniczył w spotkaniach redakcji "Robotnika Wybrzeża". Nie raz rozmawiali o tym, jaką taktykę przyjąć w razie wybuchu strajku, jak go poprowadzić, jak uniknąć wyjścia ludzi na ulicę. W sierpniu już wiedział, jak poprowadzić gdyńskich stoczniowców.

- Przedstawił się, nie ukrywał, że dopiero zaczął u nas pracę. Spotkał się z pewnym pomrukiem, ale był na tyle odważny, że określił cel strajku. Przedstawił postulaty i ludzie go zaakceptowali - opowiada Gotner, który później wszedł w skład komitetu strajkowego. - Kołodziej zaczął od dyscypliny. Powiedział, że jeśli ktoś chce opuścić stocznię, to ma do tego prawo.

Ci, co zostali, musieli podporządkować się twardym rządom Kołodzieja. Aby dodatkowo zabezpieczyć bramę główną stoczni, podstawiono przed nią wózek akumulatorowy. Kołodziej z tubą w ręku spędził na nim cały dzień.

- Mówił: z każdego wydziału poproszę przedstawiciela załogi, który będzie reprezentował dany wydział w rozmowach. Jednocześnie proszę o zgłaszanie postulatów, które nas nurtują. Spiszemy je i przedstawimy dyrektorowi - wspomina Józef Kuczma, stoczniowy stolarz. - Co jakiś czas powtarzał: Już dość mamy zakłamania, dość mamy biernej postawy związków zawodowych. Dziewięć dni chodziłem po biurach stoczni, aby załatwić formalności przyjęcia do pracy. Stwierdzam, że jest za duża biurokracja.

- Wrażenie na mnie, nie tylko na mnie, zrobił ten człowiek ogromne. Całe życie będę pamiętał jego smukłą sylwetkę na wózku, stojącego i nawołującego o ład i porządek, o spokój i rozwagę, abyśmy się nie dali sprowokować, aby nie było sabotaży - wspomina stoczniowiec Józef Sędziak. - Cały dzień, bez przerwy na posiłek, stał ten Andrzej na wózku i tłumaczył w spokoju, że strajk wygramy, że nie jesteśmy sami, że strajkują inne zakłady w Trójmieście. Tak przestaliśmy do wieczora i przyznam, że miałem cichą nadzieję, że wieczorem pójdziemy do domu, ale tak nie było, bo Andrzej tylko powiedział o zmierzchu, że nie będziemy się rozchodzić, tylko każdy będzie nocował przed bramą na dziedzińcu.

- To był zupełnie inny strajk niż w Gdańsku - mówi Borusewicz, który odwiedził Kołodzieja w sobotę 16 sierpnia. - Andrzej nie znał stoczni, a bał się, że mu się ludzie rozejdą, więc postanowił, że wszyscy będą cały czas na placu. Dlatego tam zbudowali sobie te domki ze styropianu. Paczki z żywnością od rodzin były wkładane do wspólnego kotła. Wszystkim się tam dzielono. Kołodziej był urodzonym organizatorem i przywódcą.

Relacja związanego z opozycją Pawła Mikłasza, który pojechał do Gdyni, aby uruchomić drukarnię.

- Andrzej Kołodziej, bardziej komendant, niż przewodniczący Komitetu Strajkowego, dał nam do pomocy kilkunastu stoczniowców i kazał przejąć drukarnię - opowiada Mikłasz. - Wszedłem do budynku i powiedziałem, że przejmuję obiekt na polecenie Komitetu Strajkowego. Martwa cisza i wrogie spojrzenia obsługi zbudziły we mnie diabła. Panowie, macie pięć minut na wyniesienie się z terenu Stoczni, inaczej każę wyrzucić was przez okna. Wynieśli się, ale niestety z częściami od maszyn pod ubraniem. Andrzej natychmiast przejął cały majdan, zorganizował pracę, ściągnął mechaników, którzy to uruchomili. Po kilku godzinach wydrukował pierwsze ulotki do mieszkańców Trójmiasta: STRAJKI TRWAJĄ! WYTRZYMAMY. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Druk: Wolna Drukarnia Stoczni Gdynia.

Drukarnia była oczkiem w głowie Kołodzieja. Obsługa całkowicie utajniona, straż przy bramie miała zakaz jakichkolwiek kontroli, sprawdzania rzeczy wnoszonych i wynoszonych, udzielania informacji na nasz temat. Ta ostrożność okazała się konieczna. Trzeciego dnia strajków podsłuch radiowy wychwycił komunikaty milicyjne o akcji "wieczorek". Z nasłuchów wynikało, że drukarnia ma być celem ataku z powietrza. SB planowało desant z helikopterów i spalenie drukarni. Kołodziej nie stracił głowy. Budynek drukarni oświetlono reflektorami, a w ich świetle na dachu pojawiło się ponad stu stoczniowców uzbrojonych w drewniane pałki. W chwilę potem nasłuch wychwycił komunikaty o odwołaniu akcji.

Kołodziej szybko zbudował sobie strukturę organizacyjną. Z osobami niepewnymi, wahającymi się postępował zdecydowanie. Czwartego dnia strajków pozbył się ze stoczni sekretarzy organizacji partyjnych.

- "Pierwszy" idzie pośrodku, obok Kołodzieja. Minę ma nieciekawą, ręce w kieszeniach, teczka zawieszona na jednej ręce. Robi wrażenie skazańca, nie rozgląda się. Patrzy w dół. Podchodzą do wózka. Kołodziej wchodzi na wózek, trzymając w ręku przepustkę "pierwszego". On stoi obok pod ścianą. - Słuchajcie, robotnicy, stoczniowcy. Oto jest jeden z tych, którzy biorą wasze pieniądze, wy pracujecie na takich nierobów, a oni tylko siedzą za biurkiem i chcą wami zdalnie sterować - tak stolarz Kuczma relacjonuje wystąpienie Kołodzieja. - W tym momencie wprowadza "pierwszego" na wózek. Ten robi wrażenie, że nie wie, gdzie jest, a Kołodziej bez przerwy mówi: robotnicy, co z tym człowiekiem należy zrobić? To jest złodziej waszych pensji, to jest darmozjad!

Publiczne stawianie pod pręgierzem nigdy jednak nie wymknęło się Kołodziejowi spod kontroli. Partyjni, pijacy, prowokatorzy przeżywali chwile strachu, jednak z głowy nie spadł im nawet włos. Po gwizdach, wyzwiskach byli po prostu wyprowadzani za bramę.

W pierwszym tygodniu strajków Andrzej Kołodziej zostaje wiceprzewodniczącym Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. Większość czasu spędza jednak nadal ze swoją załogą w Gdyni. 31 sierpnia zostaje jednym z sygnatariuszy Porozumień Sierpniowych. Potem pracuje w tworzącym się związku "Solidarność". Odpowiada za kontakty z zakładami pracy i negocjacje z władzami.

- To gorąca głowa. Zakochał się i wszystko rzucił. Przez Czechosłowację, przez "zieloną granicę" postanowił dostać się do Niemiec, gdzie wyjechała jego dziewczyna - opowiada Borusewicz. - Złapali go i zapewne dzięki "wstawiennictwu" naszego SB dostał tam bardzo surowy wyrok, kilka lat więzienia. Jak wrócił do Polski, "Solidarność" była nielegalna, a ja się ukrywałem. Ucieszyłem się, jak się spotkaliśmy, chciałem, aby poprowadził zakonspirowaną drukarnię. Nic z tego ni wyszło, bo znów się zakochał i zniknął. Potem związał się z Kornelem Morawieckim i "Solidarnością Walczącą". Byli radykalni.

Po aresztowaniu Morawieckiego Kołodziej był nawet liderem "SW". Wpadł w 1988 przy okazji odbierania nielegalnego transportu ze Szwecji. Wkrótce potem zaczął się jednak Okrągły Stół i zwolniono go z aresztu. Obecnie mieszka w Zagórzu, swojej rodzinnej miejscowości w Bieszczadach.



Adam Gotner: Przełom w Gdyni nastąpił w sobotę. Zastanawialiśmy się, czy wytrzymamy, bo szła niedziela. Ale nie było jakiegoś hasła, że przerywamy. I w karności siedziało kilka tysięcy ludzi. Momentem fundamentalnym był przyjazd księdza Hilarego Jastaka, w niedzielę siedemnastego sierpnia. To było wydarzenie, w czasie którego widziałem partyjnych przystępujących do komunii świętej.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Prezentacja działaczy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group