" /> Dyskusje ogólne :: W piętnastą rocznicę obalenia rządu J. Olszewskiego
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W piętnastą rocznicę obalenia rządu J. Olszewskiego

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Czw Wrz 06, 2007 9:59 am    Temat postu: W piętnastą rocznicę obalenia rządu J. Olszewskiego Odpowiedz z cytatem

http://patriotyczny.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=64&Itemid=44

[size=24]W piętnastą rocznicę obalenia rządu J. Olszewskiego

Wpisał: Administrator

06.07.2007.
"Patriotyczne spotkanie w Sejmie".

W niedzielę, 3 czerwca w Sejmie RP odbyła się konferencja polityków niepodległościowych, tworzących Rząd Jana Olszewskiego połączona ze spotkaniem środowisk patriotycznych.
„Traktuje moja obecność jako wielki zaszczyt. Tak jak powiedział Antoni Macierewicz, uważam, że obchodzimy dzisiaj rocznicę, która jest kontynuacją wszystkiego, co w nowoczesnej Polsce najpiękniejsze - tradycji walki o niepodległość i prawdziwą demokrację - mówił premier Jarosław Kaczyński na niedzielnej konferencji w Sejmie.

Kaczyński w swoim wystąpieniu odniósł sie do historii, kiedy to idea Polski niepodległej dochodziła do głosu. Jej narodziny widzi on w konfederacji barskiej, później związała się ona z Armią Krajową. W końcu, w latach osiemdziesiątych ruch "Solidarność" zsyntetyzował tradycje walki o niepodległość i demokrację. Po roku 1989 wartości te, zdaniem premiera, były dla patriotów oczywistością, ale ich realizacja była wtedy tylko pozorna. -Niepodległość była wówczas, delikatnie mówiąc, niepełna i daleka od doskonałości, zagrażały jej różne tajne powiązania - stwierdził Kaczyński.

Powołany w 1992 r. rząd Jana Olszewskiego miał, według premiera Kaczyńskiego, urzeczywistnić prawdziwą suwerenność państwa polskiego. Jego działania zostały powstrzymane przez siły, które poczuły sie zagrożone przeprowadzanymi zmianami.- Dzisiaj próbujemy te idee podjąć i wykonać. Nie byłoby teraz Prawa i Sprawiedliwości i tego rządu bez tamtej próby powziętej przez ówczesnego premiera Olszewskiego - zakończył Kaczyński.


Obecny doradca prezydenta RP, Jan Olszewski, przypomniał, że tworzył swój ówczesny rząd w obliczu niewyobrażalnych trudności. Ale podjął to wyzwanie, by wskazać Polakom alternatywę, jaka się wytworzyła. - Albo Polską będą rządzić spadkobiercy komunizmu i Okrągłego Stołu, albo my - tradycja niepodległości -stwierdził.

Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoni Macierewicz podziękował Olszewskiemu za to, ze jego inspiracja i koncepcja walki o niepodległość pozwoliła skupić obóz patriotyczny wokół PiS. Według Macierewicza, rok 1992 zmienił historię Polski - to, co miało być ukryte, stało się jawne. Ówczesny rząd sprzeciwił się spiskowi, który chciał, aby Polską władali ludzie Okrągłego Stołu, a archiwa sowieckie miały być zamknięte. Dzisiejsze rządy PiS są, zdaniem Macierewicza, owocem walki obozu patriotycznego o urzeczywistnienie tych zmian zapoczątkowanych przez Olszewskiego. Jak dodał, do ocalenia idei przyświecającej temu środowisku przyczyniła się "gigantyczna praca ojca Tadeusza Rydzyka i zbudowanych przez niego mediów".

Wczorajsza uroczystość w Sejmie upamiętniła 15. rocznicę obalenia przez siły postkomunistyczno-liberalne rządu Olszewskiego. Bezpośrednia tego przyczyną było wykonanie przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, Antoniego Macierewicza, uchwały Sejmu o ujawnieniu tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa zajmujących stanowiska w najwyższych władzach państwa.

Jacek Dytkowski, „Nasz Dziennik”, 04.06.2007

Przedstawiamy Państwu fragment przemówienia Antoniego Macierewicza, Szefa Służb Kontrwywiadu Wojskowego, w roku 1992 Ministra Spraw Wewnętrznych.


„Jeżeli państwo pozwolicie powiem dwa słowa na temat mojej ówczesnej a częściowo i dzisiejszej perspektywy wydarzeń i tego jak Polacy wybijają sie na niepodległość. Jeżeli spojrzeć z perspektywy historycznej i politycznej, trzeba powiedzieć, że 4 czerwca 1992 r. zmienił historię Polski. To co było ukryte stało się jawne. Zadano cios potajemnej zmowie, że archiwa sowieckiej bezpieki mają być zamknięte, a Polska ma być rządzona przez ludzi „okrągłego stołu”. Tak się nie stało. Rząd Jana Olszewskiego na trwałe postawił przed Polakami zasadnicze kwestie, których rozwiązanie będzie warunkowało istnienie państwa polskiego. Upowszechnienie własności i powstrzymanie grabieży mienia narodowego, zawiązanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej i z NATO, wyrzucenie baz sowieckich, a wreszcie lustracja i dekomunizacja, czyli czyli budowa prawdziwych elit władzy nieuzależnionych od sowieckiej bezpieki. To właśnie tworzyło zręby programu politycznego tego rządu. Warunkiem powodzenia tego programu było przywrócenie prawdy w życiu publicznym, tym samym został zadany śmiertelny cios całemu systemowi „okrągłego stołu”. Został bowiem zakwestionowany pewnik dominujący wśród ówczesnych elit politycznych. Tym pewnikiem była zasada „grubej kreski” rozumianej jako bezkarność ludzi komunistycznego aparatu władzy. Każdy z nas, kto przeżywał tamte lata czuje to przez skórę, że nie jest to przypadkiem, że dopiero dziś, kiedy trwa budowa IV Rzeczy Pospolitej – nawiązującej do programu Jana Olszewskiego, mogli być skazani mordercy z Wujka. I nie jest prawdą, że dotychczas nie można było ich skazać ze względu na brak dowodów. Nie można było ich skazać ze względu na wieloletnie przyzwolenie rządzących. Taki właśnie był skutek „grubej kreski”. Budowa państwa w oparciu o komunistyczną elitę, w oparciu o aparat wywodzący się z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i Służby Bezpieczeństwa była możliwa tylko pod warunkiem stworzenia gigantycznego systemu kłamstwa, w którym agenci komunistycznej bezpieki są przedstawiani jako bohaterowie opozycji, partyjni nadzorcy i niszczyciele polskiej nauki jako wybitni twórcy, a zwykli tchórze i złodzieje jako moralne autorytety. Ten system najlepiej zdefiniował jego współtwórca i najpojętniejszy uczeń, który program swojej gazety streścił, nazywając komunistycznych twórców stanu wojennego – panów Jaruzelskiego i Kiszczaka – „ludźmi honoru”. A twórców antykomunistycznej opozycji „ludźmi chorymi z nienawiści”. Tak mówić może tylko ktoś, dla kogo miłość ojczyzny - jest nienawiścią, chęć budowy niepodległości - jest nienawiścią, odrzucenie obcego dyktatu - jest nienawiścią. To ten właśnie świat odwróconych pojęć słusznie nazwano systemem łżeelit, które okupant próbował narzucić narodowi po wyniszczeniu elit prawdziwych. I tak miało być wszędzie: w gospodarce, w sztuce, w nauce, w polityce. PRL- bis miała być ukoronowaniem tego procesu. Wydarzenia 4 czerwca 1992 r. przerwały realizacje tego programu.

Ten spór o polską niepodległość nie zaczął się oczywiście w roku 1992 czy w roku 1989. Był osią dyskusji, kryzysów, czasem rozłamów, czasem potępieńczych swarów przez cały czas istnienia polskiego ruchu oporu. Można by rzec, sięgając wstecz, jak zrobił to dzisiaj pan premier Jarosław Kaczyński, że ten problem zaprzaństwa narodowego i zdrady, towarzyszy nam od czasu rozbiorów. To Targowica nazwała carycę „gwarantką” niepodległości Rzeczpospolitej, a PZPR sojusz z sowietami wpisała do konstytucji państwa polskiego. Program ten szczególną postać przybrał w latach osiemdziesiątych i później. W wymiarze ogólnonarodowym i ogólnopaństwowym podkreślano bezsilność Polaków we współczesnym świecie, odrzucano ideę niepodległego państwa narodowego i kwestionowano zdolność Polaków do samodzielności państwowej. Liczyć się miało tylko to co obce, tylko to co przyszło z zewnątrz. Polskie musiało być najgorsze, a opowiedzenie się za polskością miało oznaczać szowinizm, nietolerancję, faszyzm, dyktaturę. Pojawiło się pojęcie „lewicy laickiej”, która włączając kadry wywodzące się z NKWD, z KPP, z PZPR-u, miała stanowić elitę elit. Twórca tego pojęcia przypisał „lewicy laickiej” zasługę budowy polskiego ruchu niepodległościowego. Pisał wówczas, w latach siedemdziesiątych, w słynnym eseju, że to eks-stalinowcy zbudowali polski ruch antytotalitarnego oporu. W ten sposób w miejsce polskiej inteligencji wejść miały zespoły ukształtowane w systemie komunistycznym. Synowie i wnukowie tych, którzy przybyli wraz z armią sowiecką. Tych którzy poszli na współpracę. Tych, którzy budowali komunizm stanu wojennego. I taka była proszę Państwa, geneza „okrągłego stołu”. W 1989 roku wydawało się, że ten program wygrał w sposób bezdyskusyjny. Wydawało się, że jesteśmy bezsilni i skazani na RRL-bis, ale po 4 czerwca 1992 roku było już jasne, że do programu tego nie ma powrotu i że jest tylko kwestią czasu, gdy Polacy odbudują niepodległość. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że wówczas, a wielu z Państwa pamięta tamten czas, tamten moment, tamten nastrój, tamte próby tworzenia ręcznie sterowanego przez media i niektórych polityków horroru, a więc wówczas 4 czerwca 1992, z zwłaszcza nocą 4 czerwca 1992 roku, mało kto w to wierzył.

Prezydent skupił wokół siebie koalicję strachu przed lustracją. I obalił rząd. Po nocnym zamachu stanu i gigantycznej kampanii kłamstw i oszczerstw, którą porównać można tylko do dawnych sowieckich seansów nienawiści, przyszły przegrane wybory 1993 roku. A następnie lata afer i korupcji. Trzeba jasno powiedzieć, że obóz patriotyczny nie przetrwałby, nie byłby zdolny do odrodzenia, gdyby nie zakorzenienie w myśli katolickiej, gdyby nie stanowisko ludzi Kościoła, a przede wszystkim nie gigantyczna praca Ojca Tadeusz Rydzyka i zbudowanych przezeń mediów: Radia Maryja, Telewizji Trwam i Naszego Dziennika. A trzeba proszę Państwa pamiętać, co nie dla wszystkich było wtedy publicznie znane, że ludzie Kościoła znajdowali się wówczas pod olbrzymia presją, gdyż jak wynika z dokumentów, w obozie władzy nie tylko potępiano tą przychylność Kościoła dla tych którzy słusznie domagali się sprawiedliwości i dla związku Kościoła z obozem patriotycznym, ale nawet rozważano uwarunkowanie podpisania konkordatu ze zmianą tego stanowiska Kościoła. Trzeba to zdecydowanie podkreślić, gdyż w przeszłości w historii Polski było różnie. Dziś nowoczesny polski obóz patriotyczny zbudowany jest na myśli katolickiej, na nauce społecznej Kościoła i dlatego jest jedyną realną alternatywą obozu postkomunistycznego.

W czerwcu 1992 roku wszystkie te dylematy skupiły się wokół jednego pytania i jednego problemu: czy uda się przeprowadzić lustrację? Lustracja jest tu symbolem, ale też realnym warunkiem niepodległości, bo jej przeprowadzenie decyduje o kadrach państwowych, a więc w istocie o bezpieczeństwie, a nawet zdolności państwa do samodzielnego działania. Lustracja ma oczywiści aspekt moralny, kulturowy, a nawet religijny. I wszystkie one musza być uwzględnione, ale jeżeli zapomni się o bezpieczeństwie państwa, to grozi tym, że przekształci się ten proces w parodię lub pustą gadaninę. Nie jest przedmiotem mojej dzisiejszej refleksji udział, oczywiście w bieżącej debacie politycznej, ale jeżeli ustawodawstwo dozwala by sowieccy konfidenci zajmowali najwyższe funkcje państwowe, to daje się sygnał, iż niepodległość i suwerenność państwa może być kwestionowana od wewnątrz. Tak żadne państwo niepodległości nie utrzyma. Ten problem to wielkie wyzwanie. I tak wówczas je rozumiałem. Już zapowiadając lustrację podczas konferencji prasowej w styczniu 1992r. zaraz po objęciu funkcji ministra spraw wewnętrznych, podkreślałem, że jej celem nie jest zemsta, lecz oczyszczenie aparatu władzy. W marcu 1992 r. powstał projekt nowelizacji ustawy o tajemnicy państwowej, który zakładał powołanie komisji selekcjonującej kadry z punktu widzenia lojalności, rękojmi lojalności wobec państwa polskiego. Była to w istocie ustawa lustracyjna pozwalająca wyeliminować współpracowników i funkcjonariuszy bezpieki. W komisji sejmowej ustawa ta została złożona w maju 1992r. Zresztą w ówczesnym Ministerstwie Spraw Wewnętrznych przygotowano także, na wzór rozwiązań czeskich, ustawę lustracyjną dekomunizacyjną. Podobnie jak w Czechach, zakładała ona, iż warunkiem obejmowania stanowisk w administracji państwowej będzie uzyskanie zaświadczenia, iż nie pełniło się kierowniczych funkcji w aparacie komunistycznym, ani też, że nie było się funkcjonariuszem lub tajnym funkcjonariuszem bezpieki. Nazwiska ludzi aparatu komunistycznego publikowała wówczas szeroko prasa obu tych krajów. I w Czechach i w Niemczech. Takie rozwiązania przyjęli wówczas, jak już mówiłem, zarówno Czesi jaki i Niemcy. Mało już kto wie, że analogiczny projekt przyjął wówczas Senat Rzeczyposoplitej w lipcu 1992 roku, w miesiąc po upadku uchwały lustracyjnej, a sprawozdawcą tego projektu był wówczas senator Zbigniew Romaszewski. Przypominam te historyczne już szczegóły głównie dlatego, że po dziś dzień próbuje się zarzucić, że nie przygotowywałem wówczas ustawowych rozwiązań lustracyjnych. Jest to oczywista nieprawda. Jeden z często powracających pseudo-argumentów, który miał uspokoić sumienie i usprawiedliwić w oczach opinii publicznej ludzi koalicji strachu. Prawda bowiem o uchwale lustracyjnej, ta prawda szczegółu, ta prawda historycznego konkretu, która nie zawsze znajduje uogólnienie w tezach politycznych, a więc ta prawda szczegółu i historycznego konkretu jest taka, że uchwała lustracyjna mogła zostać przyjęta 28 maja 1992 roku przez ówczesny sejm, tylko dlatego, że ówczesna lewica postkomunistyczna wyszła z sali na przyjęcie urządzane przez jednego z zachodnich dygnitarzy. A członkowie Unii Demokratycznej czuli się zupełnie zdezorientowani projektem wniesionym przez posłów Lecha Pruchno–Wróblewskiego i Korwina Mikke. Dezorientacja była tak wielka, że jeden z liderów Unii, ówczesny poseł, pan Jerzy Ciemniewski, publicznie złożył mandat poselski, stwierdzając, iż nie chce być członkiem takiego Sejmu, który uchwala lustrację. Reszta próbowała zerwać kworum. Tylko nieliczni usiłowali przedłużyć dyskusję, czy to wnosząc o rozszerzenie uchwały czy ot domagając się przesłania jej do komisji. Ostatecznie uchwała została przyjęta w sytuacji, gdy liczba głosujących zaledwie o trzy osoby przekraczała niezbędne kworum.

Przypomnijmy.

Uchwała nakazywała ministrowi sprawa wewnętrznych do 6 czerwca 1992 roku przekazać Sejmowi listy współpracowników UB i SB spośród posłów, senatorów i wyższych urzędników państwowych. W późniejszym terminie lustrowani mieli być członkowie samorządu terytorialnego oraz sędziowie, prokuratorzy i adwokaci. Chcę podkreślić, bo mało kto w dzisiejszych czasach już to pamięta. Adwokaci znaleźli się w uchwale na skutek ich własnego stanowiska i ich własnej prośby. Rada Adwokacka przyjęła specjalną uchwałę, którą przedstawiono ówczesnemu ministrowi spraw wewnętrznych, iż nie chcą żyć w takim państwie, w którym adwokaci nie będą zlustrowani. Takie było stanowisko rzeczywistej ówczesnej elity narodu.

Uchwałę zrealizowałem dwa dni przed terminem, obawiając się, a było to jasne już wówczas, że słusznie, iż w przeciwnym razie nie będzie to wogóle możliwe. Wszystko działo się w szczególnej atmosferze zdeterminowanej narastającą presją sił postkomunistycznych na obalenie rządu. Przyczyną był jawnie niepodległościowy charakter polityki rządu Jana Olszewskiego. Sukcesy gospodarcze, stabilizacja sytuacji społecznej i podjęcie aktywnej polityki zagranicznej otwierającej Polskę na sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i z NATO. Pamiętacie Państwo ówczesne wypowiedzi liderów Unii Demokratycznej w sprawie NATO? Jeżeli Państwo nie pamiętacie, to zapraszam do lektury tamtejszych dzienników i tygodników, bo dowiecie się, że wzorem czasów komunistycznych to było największe zagrożenie. A jedynym sposobem na rozwiązanie problemów, było, według tych myślicieli i polityków, rozwiązanie NATO jak najszybciej, bo przecież tłumaczono- Układ Warszawski się już rozwiązał, więc i NATO powinno się już rozwiązać. A Polska w żadnym wypadku nie powinna tam zmierzać. Momentem kluczowym tego kryzysu stała się odmowa rządu akceptacji rosyjskich żądań by dawne bazy sowieckie stały się siedzibą rosyjskich spółek będących w istocie ekspozyturami Służb Specjalnych. Prezydent zarzucił wówczas rządowi dezorganizację polityki zagranicznej i na trzy dni przed uchwałą, zanim została przyjęta uchwała Sejmu w sprawie lustracji, wystosował list do klubów poselskich, stwierdzając, że wycofuje swoje poparcie dla rządu. Tym samym dał jednoznaczny sygnał do obalenia rządu. Powstała tak zwana „mała koalicja” składająca się z Unii Demokratycznej, Kongresu Liberalno-Demokratycznego i tzw. Polskiego Programu Gospodarczego. Muszę przypomnieć te wiekopomne słowa lidera tego programu, który po obaleniu rządu, gdy zaprzysięgano rząd pana Pawlaka, z radością powiedział, że „wróciła Polska Ludowa”, wróciła Polska Ludowa, taką radość mu to sprawiło! W jej imieniu, w imieniu tej koalicji strachu, jeden z jej ówczesnych liderów, nie wymienię jego nazwiska, znamy je wszyscy, złożył wniosek o odwołanie rządu, który miał być głosowany na następnym posiedzeniu sejmu. W tej sytuacji rząd był skazany na porażkę. Już od dawna miał charakter mniejszościowy i działał tylko dzięki zręcznej i skutecznej polityce premiera oraz dzięki brakowi porozumienia między trójkątem oponentów tworzących swego czasu zaplecze porozumienia „okrągłego stołu”: komunistów, liberałów i prezydenta. Było by fałszem, było by nieprawdą, było by zapominaniem o rzeczywistości tamtego czasu, gdyby nie powiedzieć, iż ta determinacja premiera wyrastała z żelaznego wsparcia całej ówczesnej koalicji, a zwłaszcza z absolutnej determinacji ówczesnego lidera Porozumienia Centrum, pana Jarosława Kaczyńskiego. I mówię to świadom tego, iż były wówczas dyskusje polityczne, iż były rozważane różne rozwiązania. Ale czym innym są dyskusje i debaty polityczne.

Czym innym jest szukanie optymalnego rozwiązania, a czym innym jest determinacja i wola walki o utrzymanie niepodległości i wierności przyjętemu słowu. Ta koalicja miała to, że takiego słowa wszyscy dotrzymywali. Było by przecież wówczas jasne, że w razie konfliktu nie będzie można liczyć, ani na KPN, którego przywódca był uwikłany w przeszłości we współpracę z bezpieką, ani na PSL, pana premiera Pawlaka, który podkreślał swoją niechęć do programu antykomunistycznego. Upadek rządu był więc wówczas przesądzony przed przyjęciem uchwały sejmowej o lustracji. Chciałbym, aby wszystko było absolutnie jasne, bo i tą chronologię się zakłamuje. Można było tylko wybierać. Jedyny wybór przed którym rząd stał był następujący: czy ten upadek będzie torował drogę powracającemu stronnictwu okrągłego stołu czy też będzie to otwarcie nowego etapu odzyskiwania niepodległości przez Polskę. W takich okolicznościach powstała i przegłosowana uchwała sejmowa nie była aktem straceńczym, czynem pochopnym, nieprzemyślanym, chwilowym odruchem emocji. Była integralną częścią niepodległościowej strategii, przesłaniem jasno zakreślającym każdej następnej ekipie warunki konieczne do spełnienia. Od tego momentu dokonał się trwały podział na polskiej scenie politycznej na tych, którzy lustracji się boją i tych, którzy widzą ją jako konieczny proces weryfikacji kadr państwa. Jako konieczny proces gwarancji bezpieczeństwa państwa polskiego. W tym miejscu trzeba jasno jeszcze powiedzieć jedno, o czym mało kto pamięta, a przeciwnicy systematycznie to zakłamują. Jest prawda, że o lustracji mówiono już od roku 1989, ale stanowisko kolejnych rządów do roku 1992 było jednoznacznie przeciwne jakiejkolwiek lustracji czy otwarciu akt. Wielokrotnie i zdecydowanie wypowiadali się na ten temat kolejni ministrowie: Milczanowski i Majewski oraz ich zastępcy: Zimowski i Widacki. Wszyscy jednogłośnie przekonywali, że lustracja jest niemożliwa do przeprowadzenia, gdyż archiwa są zniszczone, a zapisy, które pozostały – niepewne. Rzecz tylko w tym, że ci sami ludzie, którzy to mówili, ci sami ludzie, którzy przekonywali, że lustracja jest niemożliwa, równocześnie dokonywali lustracji na użytek swoich środowisk politycznych. Przykładem jest chociażby tzw. lista Milczanowskiego, sporządzona, na polecenie tego ministra spraw wewnętrznych, jeszcze latem 1991 roku, gdy rządził rząd pana premiera Bieleckiego a zawierająca większość nazwisk, które znalazły się na liście później przekazanej przeze mnie konwentowi seniorów Sejmu Rzeczpospolitej. Ale nie tylko ministrowie buszowali swobodnie po archiwach, których podobno nie było i które miały być zamknięte dla obywateli, choć miały być równocześnie i były dostępne dla wewnętrznych rozgrywek politycznych. Szczególnym skandalem było utworzenie specjalnej komisji wiosną 1990 roku, pod przewodnictwem ówczesnego posła Adama Michnika, który przez 3 miesiące miał nieograniczony dostęp do archiwów bezpieki. Jeden z ówczesnych liderów Unii Demokratycznej, którego raz jeszcze nazwisko pominę, stwierdził wówczas, że działanie tej komisji jest przejawem otwarcia archiwów dla naukowców i nie krepowało wówczas tego pana posła, nie krępowało jego poczucia sprawiedliwości i prawdy, to że wśród tych naukowców byli tajni współpracownicy służby bezpieczeństwa, ani to, że jeden z posłów w sposób niekontrolowany ogląda akta innych posłów i innych polityków. Nie jest przypadkiem, że ten ówczesny lustrator, redaktor naczelny ”Gazety Wyborczej”, po dzień dzisiejszy jest najbardziej zagorzałym przeciwnikiem lustracji. A że rzeczywiście tak było, że przeglądano wówczas tajne akta, świadczą ówczesne doniesienia prasowe, stwierdzające np. że komisja ogląda akta przywódców solidarności. Można się tylko domyślać, dla kogo był to komunikat i o kogo chodziło, zważywszy, że opublikowano ten komunikat w momencie, gdy zbliżała się kampania prezydencka, w której pan Tadeusz Mazowiecki miał zmierzyć się z panem Lechem Wałęsą.

O szczegółach prac komisji Michnika nie wiedziano prawie nic do czasu przekazania przeze mnie raportu towarzyszącego uchwale lustracyjnej, gdzie omówione jest działanie tej komisji. Równolegle w piśmie „Nowy Świat” redagowanym przez pana Wierzbickiego a którego redaktorzy, choć pracujący już w innych pismach, także znajdują się dziś na tej sali, opublikowano artykuł pani Ireny Lasota, byłej współpracownicy Adama Michnika z lat 60., która oskarżyła go, że wykorzystywał informacje uzyskane w archiwach w politycznych walkach wewnętrznych. Innym przykładem jest użyciem akt z byłej SB przeciwko Stanisławowi Tymińskiemu podczas prezydenckiej kampanii wyborczej. Ale częste było też wykorzystywanie tych akt na użytek rozgrywek lokalnych oto np. oskarżali ministra Kozłowskiego działacze solidarnościowi z Opolszczyzny. Tak więc obłuda przeciwników lustracji już wówczas była oczywista. Zamknięcie archiwów i sprzeciw wobec lustracji nie wynikał ani z obiektywnego stanu archiwów ani z moralnej odmowy korzystania z tych akt. Przeciwnie, chodziło po prostu o zapewnienie sobie monopolu na wiedzę, którą uważano za kluczową dla sprawowania władzy. Chodziło o monopol władzy. Powtórzmy. Obóz anty niepodległościowy, obóz przeciwników lustracji, sprzeciwia się jej, bo chce za wszelka cenę tą wiedzę zachować dla siebie. Trzeba się poważnie zastanowić: dlaczego i po co tak zażarcie i przez tyle lat walczy się o zamknięcie archiwów byłych sowieckich służb specjalnych? Trzeba przecież zdawać sobie sprawę, że wszystkie dane, wszystkie dane zawarte w tych archiwach znajdowały się i znajdują się w archiwach rosyjskich. Wskazuje to na szczególną relację i więź między tym obozem i wpływami rosyjskimi w Polsce. I w sposób oczywisty, chodzi nie tylko o przeszłość, ma to szczególny wydźwięk, jeśli zważyć na demokratyczną frazeologię tych polityków. Okazuje się oto, że polscy obywatele i polscy wyborcy, nie mogą wiedzieć o własnym aparacie państwowym, o tych, których sami wybierają, tego, co na co dzień mają do wglądu służby obcego mocarstwa. Dopiero z tej perspektywy można ocenić wagę ówczesnej decyzji rządu Jana Olszewskiego o realizacji uchwały lustracyjnej. Chcę jasno podkreślić – to prawda, że sejm powierzył, a w ówczesnej konstytucji ta formuła miała szczególne znaczenie, ten obowiązek ministrowi spraw wewnętrznych. Ale bez decyzji i determinacji premiera, bez absolutnej solidarności całego rządu było by to po prostu niemożliwe. A stanowisko rządu było jednomyślne. Nie było więc kwestii „czy”, choć był problem „jak”. Droga jaką wówczas wybrałem, była zarówno zgodna z prawem, jak i z poczuciem normalnym, powszechnym, ludzkim poczuciem sprawiedliwości. Prezes Sądu Najwyższego, pan sędzia Adam Strzembosz, zgodził się powołać Komisję z pośród członków Trybunału Konstytucyjnego dla rozpatrywania ewentualnych skarg czy też odwołań. Lista przekazana sejmowi obejmowała tylko tych polityków, którzy w archiwach odnotowani byli jako współpracownicy, tylko tych i żadnych innych. Nie przekazałem danych dotyczących kandydatów na agentów czy też, tych których zapisy istniały w systemie elektronicznym, a nie było ich w formie papierowej, ze względu na domniemanie niepewności takiego zapisu. Lista nie została ogłoszona publicznie, lecz przekazałem ją przewodniczącym kół i klubów sejmowych do wiadomości posłów w ramach tajemnicy państwowej. Wszyscy, którzy znaleźli się na tej liście mieli nieograniczone prawo dostępu do własnych akt.

Po raz pierwszy archiwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zostały otwarte dla osób, które chciały tam wejść, chciały przeczytać własne akta, zrobić notatki, sprawdzić to wraz z mężem zaufania. Każdy równocześnie z posłów i senatorów otrzymał także skróconą analizę archiwów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i historię ich niszczenia. Macie państwo ten dokument w okolicznościowej broszurze, choć bowiem publikowano ten materiał już kilkakrotnie, ale w pismach, które wciąż nie docierają do szerokiej opinii publicznej. Żaden - po dzień dzisiejszy - żaden z wielkonakładowych środków przekazu opinii publicznej nie zdecydował się na wydrukowanie materiału pokazującego jak niszczono i jak manipulowano przed nami archiwami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Z czym naprawdę musieliśmy się wówczas zmierzyć. Referuje państwu te szczegóły, gdyż prawie nic z tego nigdy nie zostało dopuszczone do opinii publicznej. Przeciwnie. Cały obraz realizacji uchwały lustracyjnej został skonstruowany w oparciu o gigantyczne kłamstwo i oszustwo. Po dzień dzisiejszy powtarzane w mediach zupełnie bezkarnie. Mówi się więc i pisze, że świadomie zostali pomieszani kaci i ofiary. Choć jest to oczywista nieprawda. Mówi się, że opublikowano enigmatyczne zasoby archiwalne, zapominając dodać, że chodziło o takie zasoby archiwalne, które zawierały nazwiska osób odnotowanych jako agenci. I żadni inni. Mówi się, że lista była zemstą czy grą polityczną. Choć było dokładnie przeciwnie. A przynależność klubowo-partyjna nie miała żadnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji. Wiedzą o tym najlepiej obecni też na tej sali członkowie wydziału studiów, młodzi ludzie, którzy wówczas tą uchwałę w sposób niesłychanie solidny, uczciwy i precyzyjny wykonywali. Mówi się wreszcie, że lustracja wymierzona była w przeciwników rządu z obozu solidarnościowego. Podczas gdy najliczniej na tej liście reprezentowani byli członkowie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, ZSL i SD. Była tam ¼ klubu SLD. W tym przewodniczący Włodzimierz Cimoszewicz, wiceprzewodniczący Wit Majewski i późniejszy minister sprawiedliwości pan Jaskiernia. Z tego co słyszę, jego proces lustracyjny trwa w nieskończoność, podobnie jak pana Oleksego. W ostatnich dniach na łamach „Rzeczpospolitej” i „Gazety Wyborczej” reklamowana jest książka lewicowego pisarza, pana Dawida Osta, który stwierdza, że minister Macierewicz upowszechnił w sejmie listy domniemanych agentów z dziesiątkami nazwisk ludzi dawnej opozycji antytotalitarnej. Czytając takie kłamstwa niewiadomo czy śmiać się czy płakać? Ale redaktorzy tych gazet zapewne są zadowoleni z tej publikacji i dumni ze swojej wiarygodności. Podobnie jak ci dziennikarze i publicyści, którzy na kampanii nienawiści wobec rządu Olszewskiego zrobili karierę i dziś stoją na czele następnych fal tej kampanii nienawiści.

Po 4 czerwca 1992 roku lustracji nie można było już zatrzymać. A zasada władzy opartej na agenturze została skompromitowana. Było więc oczywiste, że każdy z następnych rządów będzie musiał się zmierzyć z tym problemem. Pakiet ustaw przyjętych w latach 1998-1999 przybliżył nas do tego. Ale sprawy niestety nie rozwiązał. Utworzenie Instytutu Pamięci Narodowej, niewątpliwie historyczny krok w stronę otwarcia archiwów, miało pozwolić na wgląd w archiwa poszkodowanym, badaczom i opinii publicznej poprzez media. Ale szybko okazało się, że media, głównie lewicowe, tak analizują te materiały, by potępiać np. ludzi Kościoła, a wybielać dawnych aparatczyków komunistycznych. Ustawa o informacji niejawnej miał ochronić aparat biurokratyczny przed agenturą, a ustawa lustracyjna miała usunąć agenturę z sejmu i rządu. Szybko jednak okazało się, że najlepsze ustawodawstwo nie wiele pomoże, gdy rządzi zdemoralizowany aparat, a politycy dążą do utrzymania systemu zależności. Dochodziło do tego, że jak ujawnił „Raport o weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych”, przełożeni wydawali polecenia fałszowania ankiety o dopuszczeniu do tajemnicy państwowej tak, by ukryć fakt związków ze służbami. Kolejne interpretacje ustawy lustracyjnej z kolei doprowadziły do tego, że sądy kwestionowały agenturalność osób, agenturalność ludzi, których raportami i pokwitowaniami odbioru pieniędzy, ten sam skład sądu dysponował. A pan sędzia Nizieński, jako Rzecznik Interesu Publicznego przedkładał to sądowi. I takich ludzi też uznawano za niewinnych. W efekcie, mimo niezbitych dowodów, przez wszystkie lata działania tamtej ustawy, nikt z elity władzy nie został pozbawiony mandatu. I to pokazuje czym w istocie i praktyce ta ustawa była. Problemy te miała rozwiązać nowa ustawa lustracyjna. Ale po niebywałej kampanii i politycznej, w której duża część elit stanęła po stronie agentury, Trybunał Konstytucyjny zablokował dalszą lustrację. Na czele tej kampanii stała ta sama część dziennikarzy i ta sama część elit inteligenckich, która zwalczała lustrację w 1992r. W konsekwencji z lustracji ostało się to, co opublikowała niezależna prasa i to co dokonano w roku 1992. Trudno dziś przesądzić, proszę Państwa, jak potoczą się losy sporu lustracyjnego. Jedno jest pewne, a tę tezę potwierdzili w swoich dzisiejszych wystąpieniach i pan premier Kaczyński i Pan premier Olszewski. Ten spór jest nierozerwalnie związany z pytaniem o to jak i czy Polska wybije się na niepodległość. To jest zadanie, które wziął na siebie obóz skupiony wokół Prawa i Sprawiedliwości, szeroko rozumiany obóz patriotyczny. Jestem głęboko przekonany, że zwycięży.

Dziękuję bardzo.
[/size]--------------------------------------------------------------------------------


Niesprawdzony rzad ?


http://www.niniwa2.cba.pl/dudek_rzad_mazowieckiego_wywiad.htm


Dziennik Polski - 28.12.2004

Niesprawdzony rzad

Rozmowa z dr. ANTONIM DUDKIEM, naczelnikiem Wydzialu Badan Naukowych Instytutu Pamieci Narodowej

- W jaki sposob mozna bylo zostac czlonkiem rzadu Tadeusza Mazowieckiego?

- Prace nad skladem gabinetu Tadeusz Mazowiecki rozpoczal jeszcze przed formalnym powolaniem go na szefa rzadu. Prowadzil je w redakcji "Tygodnika Solidarnosc". Najblizsze otoczenie Mazowieckiego tworzyli wowczas: Jacek Ambroziak, Wojciech Arkuszewski, Jerzy Ciemniewski i Waldemar Kuczynski. Oni nie tylko przygotowywali publiczne wystapienia premiera, ale takze odegrali istotna role w wyszukiwaniu osob, ktore z ramienia "Solidarnosci" znalazly sie w gabinecie. Dzis wiemy, ze "montowanie" rzadu Mazowieckiego odbywalo sie w chaosie. Warto pamietac, ze Mazowiecki mial mozliwosc dobierania sobie do swojego gabinetu ludzi tylko do tych resortow, ktore zostaly przyznane "Solidarnosci". Kazda z partii bowiem, ktore go wspoltworzyly, przedstawiala wlasnych kandydatow.

- Antoni Macierewicz, ktory byl ministrem spraw wewnetrznych w rzadzie Jana Olszewskiego, uwaza, ze jest bardzo prawdopodobne, iz wspomniani przez Pana "zausznicy" Mazowieckiego mogli byc manipulowani przez komunistyczna policje polityczna.

- Nie chcialbym tej sprawy komentowac, bo nie mam wiedzy na ten temat.

- Jaki byl udzial Sluzby Bezpieczenstwa i wojskowych sluzb specjalnych w ksztaltowaniu gabinetu Mazowieckiego?

- Do tej pory nie natrafilem na dokumenty, ktore bylyby efektem pracy operacyjnej dotyczacej tego, kogo Mazowiecki mial zamiar powolac do swojego rzadu. Nie ulega jednak dla mnie zadnej watpliwosci, ze wokol Mazowieckiego dzialala liczna agentura.

- Latem 1989 r. bezpieka dzialala "pelna para"?

- Tak. Wladze nad aparatem bezpieczenstwa sprawowali wowczas ci sami ludzie, ktorzy kierowali nim od lat, na czele z gen. Kiszczakiem.

- Zdawali sobie sprawe, ze system komunistyczny upada?

- Po wyborach czerwcowych, a zwlaszcza kilka tygodni pozniej, musieli miec swiadomosc konca PRL. Swiadczyc o tym moze m.in. decyzja gen. Tadeusza Szczygla, dyrektora departamentu IV (zwalczajacego przede wszystkim Kosciol katolicki - przyp. red.), z poczatku wrzesnia 1989 r., zatwierdzona 12 wrzesnia przez gen. Henryka Dankowskiego, wiceministra spraw wewnetrznych. Decyzja ta dotyczyla niszczenia akt departamentu IV SB. Od tamtej pory trwalo niszczenie i wynoszenie dokumentow na masowa skale, i to z wszystkich jednostek SB.

- Do kiedy niszczono dokumenty?

- Byc moze przez caly rok 1990 r., a na pewno do konca lata 1990 r.

- Zapewne bezpieka starala sie miec jak najwieksza liczbe agentow w rzadzie Mazowieckiego...

- Kazda policja polityczna, nawet w panstwach demokratycznych, chce miec jak najwieksza liczbe zrodel informacji. Na temat agentury w rzadzie Tadeusza Mazowieckiego nie mamy dotychczas informacji, ale od dawna dysponujemy rozkazem gen. Dankowskiego z lipca 1989 r., w ktorym mowa jest o tym, ze agenci, ktorzy zostali parlamentarzystami, maja zostac wyrejestrowani, czyli usunieci z kartotek SB, ale nalezy z nimi utrzymac kontakt operacyjny. Pierwszy rozkaz, jaki otrzymali agenci parlamentarzysci dotyczyl wyboru na prezydenta gen. Wojciecha Jaruzelskiego (Jaruzelski zostal prezydentem przewaga jednego glosu - przyp. red.). Przez analogie mozna stwierdzic, ze zadania do wykonania otrzymywali rowniez tajni wspolpracownicy, ktorzy byli agentami w poszczegolnych ministerstwach rzadu Mazowieckiego.

- Czy Mazowiecki sprawdzal swoich ministrow pod katem ich wiarygodnosci?

- Nic na ten temat nie wiem, ale watpie, aby to robil. Kogo mial zreszta pytac, Kiszczaka? Przeciez nie mogl liczyc na to, ze owczesny szef MSW powie mu prawde.

- Rozumiem, ale przypomne, ze w lipcu 1990 r. szefem MSW zostal Krzysztof Kozlowski, ktory od maja 1990 r. stal na czele UOP. W sierpniu wiceministrow z zaciagu Kiszczaka zastapili Jan Widacki oraz Jerzy Zimowski. Wtedy chyba Mazowiecki mogl juz sprawdzic swoich ministrow?

- Wtedy na pewno, ale - uprzedze pytanie - nie wiem, czy Mazowiecki wowczas poprosil o sprawdzenie czlonkow Rady Ministrow.

- O ile wiem, przynajmniej jeden z wiceministrow spraw wewnetrznych z zaciagu Kozlowskiego byl bardzo zainteresowany materialami zgromadzonymi przez tajne sluzby.

- Tego ja nie wiem, bo nie znam realiow ich funkcjonowania w resorcie spraw wewnetrznych. Podejrzewam jednak, ze ci panowie, na czele z Krzysztofem Kozlowskim, byli bardzo zainteresowani zgromadzona dokumentacja, o czym swiadcza opublikowane przez nich ksiazki.

- Krzysztof Kozlowski twierdzi, ze IPN nonszalancko postepuje z dokumentami.

- Instytut po to powstal, aby udostepniac materialy. Jezeli pan Kozlowski tego nie rozumie, to trudno. A jezeli uwaza, ze IPN postepuje niezgodnie z prawem, to niech powiadomi o tym odpowiednie wladze. Moim zdaniem to pan Kozlowski postepuje nonszalancko.

Rozmawial: WLODZIMIERZ KNAP

HISTORIA NAJNOWSZA POLSKI [/size]


Moim zdaniem warto zapamietać także i ten znaczący fakt historyczny,który niewątpliwie pokazuje z jakim mechanizmem władzy mamy do czynienia od 1988 roku.Jak to władza ludowa "pokojowo" oddała rządy panom , Wałesie,Mazowieckiemu i redaktorowi "GW "Adamowi Michnikowi ( piewcy " wolności słowa " ,który już dawno zapomniał , o pkt.3 porozumień Sierpniowych z 1980r). Rolling Eyes


Robert Majka , polityk , Przemyśl , 6 września 2007r
www.sw.org.pl ,
pełnomocnik Ruchu Patriotycznego na okręg przemysko-krośnienski
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 12:48 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group