" /> Dyskusje ogólne :: W ŚWIETLE SPRAWY KAPUŚCIŃSKIEGO!!!
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W ŚWIETLE SPRAWY KAPUŚCIŃSKIEGO!!!

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeusz Świerczewski
Moderator


Dołączył: 12 Wrz 2006
Posty: 505

PostWysłany: Pon Paź 15, 2007 5:59 pm    Temat postu: W ŚWIETLE SPRAWY KAPUŚCIŃSKIEGO!!! Odpowiedz z cytatem

Wysłany: Nie Cze 03, 2007 9:46 am Temat postu: W świetle sprawy Kapuścińskiego (tekst Wildsteina w rzepie)
PONIŻY TEKST WARTY DYSKUSI i PRZEMYŚLEŃIA!

Bronisław Wildstein

W świetle sprawy Kapuścińskiego


Obrona apriorycznej doskonałości salonowych świętych, to prostactwo intelektualne i moralne, albowiem prowadzi do zapoznania wszystkich realnych problemów, które odsłania nasza najnowsza historia

Janusz Kapusta

Odsłonięcie zawartości IPN-owskich archiwów może okazać się większym wstrząsem, niż powszechnie dotąd sądziliśmy. Wskazują na to ujawnione ostatnio sprawy Henryka Tomaszewskiego, Ryszarda Kapuścińskiego czy Zygmunta Baumana. Sugeruje to także zaciekły opór dużej części środowisk opiniotwórczych w Polsce walczących z lustracją wszelkimi możliwymi sposobami. Trudno byłoby zrozumieć ten opór, gdyby materiały te zawierały jedynie mało istotne informacje. Wszystko to oznacza, że wiedza zawarta w archiwach IPN ma niekwestionowalne znaczenie dla analizy kultury polskiej XX wieku. Stwierdzenie takie wydaje się zresztą banalne. Ogromna rola służb specjalnych w systemie totalitarnym powoduje, że nie możemy pisać historii opanowanych przez nie krajów, zapominając o tym, głównie niejawnym, obszarze ich funkcjonowania. Nie możemy w pełni analizować kultury PRL, abstrahując od prób jej kształtowania i infiltrowania przez SB i formacje pokrewne, a trudno uzyskać tę wiedzę, nie korzystając z wytworzonych przez te służby materiałów.


Problem zła

Problemem szczególnym jest współpraca wybitnych twórców ze służbami specjalnymi PRL. Odsłania sposób działania tych formacji i ich wpływ na kształt ówczesnej kultury. Przede wszystkim jednak zjawisko to jest istotnym elementem dla badań nad mentalnością tamtej epoki. Sięga najgłębszego wymiaru postaw i zachowań. Wiedza o agenturalnej działalności twórców jest istotnym elementem ich biografii, a ta jest także częścią kultury. Wie o tym każdy nauczyciel szkolny czy uczeń. Wiedza taka nie musi wpływać na postrzeganie dzieł konkretnego twórcy, choć z pewnością otwiera dodatkowe przestrzenie interpretacyjne.

Akt kolaboracji ważnego twórcy z siłami zła ma charakter znaczący. Sprawa zaangażowania filozofa MartinaHeideggera czy wybitnych pisarzy, takich jak Knut Hamsun, Gottfried Benn czy Ferdynand Celine w nazizm, była analizowana po wielekroć w licznych artykułach i książkach. Z dużo większym oporem przebiegała próba rozliczenia aktywności komunistycznej. Wpływowe gremia na różne sposoby usiłowały umniejszać znaczenie tego faktu. Próba zablokowania głębszego namysłu nad fenomenem uwiedzenia komunizmem ma charakter podobny do próby zablokowania rozliczenia z PRL, a zwłaszcza lustracji. Również geneza owego sprzeciwu jest podobna. Stanowi ją strach wpływowych środowisk przed przewartościowaniem kultury współczesnej i podważeniem roli rozmaitych fundujących ją autorytetów. Mimo to znajdujemy wiele znaczących prac na ten temat. Czasami rozliczeń takich dokonywali sami zarażeni komunizmem jak Arthur Koestler w swoich pamiętnikach czy w"Moim wieku" Aleksander Wat; częściej robili to obserwatorzy, czego kanonicznym przykładem jest dzieło Czesława Miłosza "Umysł zniewolony". Prace te próbują odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: dlaczego członkowie elit, ludzie obdarzeni szczególną wrażliwością, wiedzą i inteligencją współtworzą monstrualne zło? Wpisane jest w nie więc pytanie o naturę zła.

W wypadku kolaboracji ze służbami specjalnymi PRL pytanie to jest jeszcze bardziej radykalne. Przystąpienie do komunizmu można uzasadniać jego zwodniczą siłą, która przyoblekała go w pozory dobra. Tymczasem donosicielstwo we wszystkich kulturach traktowane jest jako czyn ohydny. Polega ono bowiem na nadużyciu zaufania, zdradzie tych, którzy zawierzyli zdrajcy. W tym wypadku chodziło dodatkowo o wysługiwanie się aparatowi represji systemu narzuconego Polsce przez wrogie jej imperium. Ustrój ten był narzędziem zniewolenia kraju i jako taki rozpoznawany był przez przytłaczającą większość Polaków. Nawet jego polscy liderzy sugerowali, że pełnią swoją rolę, aby obronić rodaków przed jego gorszą wersją. Dziś mówią to oficjalnie. Bezpieka była najgorszą częścią tego systemu. Wysługiwanie się jej było więc nie tylko zdradą zaufania, było apostazją -zdradą wspólnoty. Było także kolaboracją z oprawcą.


Strach i asekuracja

Ta niezbędna, generalna kwalifikacja otwiera dopiero możliwość analizy przypadków indywidualnych. Bywali ludzie zmuszeni do agenturalnej działalności przemocą i szantażem,; byli tacy, którzy usiłowali się z niej wyplątać i czynić możliwie najmniej zła, byli wreszcie tacy, którzy spełniali się w niej bez reszty. Po to jednak, aby badać i oceniać konkretne zachowania, musimy otworzyć archiwa i możliwie bezstronnie przyjrzeć się ich zawartości, pamiętając o kontekście, w jakim agenturalne działania były podejmowane. W wypadku Polski niezwykle znacząca jest cała wojna wokół lustracji, bo trudno nazwać ją debatą. Jest to właściwie kampania przeciwko IPN, której celem jest zamknięcie jego archiwów w każdym razie na czas na tyle długi, aby nie przysporzyły kłopotów ludziom działającym jeszcze w sferze publicznej.

Najbardziej głośna stała się ostatnio sprawa ujawnienia agenturalnej przeszłości jednego z najbardziej uznanych (również na świecie) współczesnych pisarzy polskich, dla wielu autorytetu intelektualnego i moralnego, jakim był Ryszard Kapuściński. Sprawę ujawnił "Newsweek".

To, co uderza od razu, to strach i asekuracja, z jaką działali szefowie tygodnika. Powielekroć we wstępie usprawiedliwiają się z wypełnienia oczywistej powinności dziennikarskiej, to znaczy podzielenia się swoją wiedzą z czytelnikami. W dużej mierze sami dezawuują swoje rewelacje, ogłaszając, niezgodnie z prawdą, że nic w nich nie ma i właściwie Kapuściński nic złego nie zrobił. A jako eksperta dla wyjaśnienia sprawy Kapuścińskiego zapraszają Ernesta Skalskiego, dziennikarza, mającego w swoim życiorysie dwuznaczny epizod kontaktów z komunistycznymi służbami. Skądinąd wywiad z nim mógłby być ciekawy, gdyby nie fakt, że przeprowadzający go wicenaczelni, bez próby wyjaśnienia przyjmują stwierdzenia, które służą usprawiedliwianiu współpracy z SB. Nie tyle traktują Skalskiego jako stronę, co jako bezstronnego eksperta. Zacznijmy jednak od samej teczki reportera.


Żołnierz zimnej wojny

"Z akt wynika, że pisząc analizy i raporty dla wywiadu, nikomu nie zaszkodził, świństwa nie popełnił" - oświadcza redakcja we wstępie do przytoczonych materiałów. Innymi słowy instruuje czytelnika, jak ma rozumieć prezentowany tekst. Jest to wątpliwa praktyka medialna, zwłaszcza jeśli wprowadza odbiorcę w błąd.

1) Wywiad PRL nie był tworem autonomicznym, ale podporządkowany był wywiadowi sowieckiemu. Kapuściński musiał sobie z tego zdawać sprawę. Informacje przekazywane przez niego do Polski służyły Moskwie. Był więc, chcąc nie chcąc, Kapuściński frontowym żołnierzem w okopach zimnej wojny.

2) Pomieszczone w raportach charakterystyki obcokrajowców mogły być użyteczne dla wywiadu polskiego i sowieckiego. A pojawiająca się tam informacja, że ktoś jest być może "agentem [amerykańskich] służb specjalnych" mogła okazać się dla tej osoby śmiertelnie niebezpieczna.

3) W tym kontekście charakterystyka tej samej osoby: "Jest brzydka, w Angoli utrzymywała kontakty seksualne z Murzynami" - jest nie tylko "świństwem", ale otwiera możliwość szantażu.

4) Czytamy w aktach Kapuścińskiego precyzyjny donos na mieszkającą w Meksyku, ale publikującą i odwiedzającą kraj Polkę, Marię Sten, badaczkę kultury prekolumbijskiej. W raporcie wyeksponowane jest jej krytyczne nastawienie do PRL. Z pewnością mogło to narazić Sten na liczne szykany, prowokacje i zakaz druku.

Mit niewinności współpracy Kapuścińskiego nie wytrzymuje próby faktów.

Zresztą "niewinne" donosy są tylko wymysłem "antylustratorów". Czasami, wydawałoby się, mało znaczące informacje służyły bardzo poważnym operacjom. W wypadkach wielu grup opozycyjnych (Ruch, Taternicy) funkcjonariuszom udawało się złamać przesłuchiwanych, gdy zasypywali ich drobiazgowymi wiadomościami, które tworzyły iluzję wszechwiedzy SB. Agenci nie wiedzieli nigdy, do czego zyskiwane od nich informacje mogły posłużyć. Oczywiście dla agenta okolicznością łagodzącą są starania, aby podawać tylko (ze swojej perspektywy) nieważne informacje. Niestety w wypadku Kapuścińskiego nie możemy tego powiedzieć.


Casus Skalskiego

Redakcja "Newsweeka" nie tylko poprzedziła raporty Kapuścińskiego wstępem, który narzucić ma sposób ich czytania. Poprzedziła je wywiadem z Ernestem Skalskim. Za wszelką cenę usiłuje on bagatelizować fakt współpracy z SB. Nie dostrzega różnicy między rozmowami z funkcjonariuszami tej służby a podpisaniem z nią aktu współpracy i realizowaniem jej zadań. Twierdzi, że tak myśleli prawie wszyscy, zanim pojawiła się opozycja w drugiej połowie lat 70. Otóż jest to absolutna nieprawda. Rzeczywiście do tego czasu prawie nikt nie odmawiał rozmowy z SB, ale wszyscy zdawali sobie sprawę z radykalnej różnicy między odpowiadaniem na pytania a aktem współpracy. Zresztą i Skalski nie kwestionuje faktu, że tak Kapuściński, jak i on sam zgodzili się na nią, gdyż był to warunek kariery zagranicznego reportera. Sam ten fakt, który jest zasadniczym oskarżeniem PRL, ale nie stanowi usprawiedliwienia zgadzających się na rolę agentów, nie prowadzi byłego wicenaczelnego "Wyborczej" do głębszej refleksji. Wręcz przeciwnie.

"Bo na co dzień przyjemnie się żyło. Imprezowaliśmy, przesiadywaliśmy w lokalach. Nie to co dziś(...)" - opowiada o tamtym czasie. Czy więc nie było tak, że to dla tego "imprezowego" życia ludzie tacy jak Skalski podejmowali współpracę z SB? "Chodziło o normalne ułożenie sobie życia [inaczej] trzeba było być przygotowanym, że nie osiągnie się nawet poziomu brygadzisty" -mówi gdzie indziej. Tak więc wyglądało owo "przyjemne życie".

Jednocześnie Skalski opowiada, jak to stawiał twarde warunki funkcjonariuszom. Zastrzegł, że nie będzie dostarczać informacji o obywatelach polskich, nie będzie szpiegować NATO. Człowiek, który nie potrafił odmówić współpracy, potrafił zatem oficjalnie i precyzyjnie zakreślić jej granice. A redaktorzy "Newsweeka" nie zauważają w tym żadnej sprzeczności. Nie zadają żadnego pytania. Okazuje się zresztą, że swój wybór Skalski motywuje po części patriotyzmem. "Niemniej po stanie wojennym nie dało się już wytłumaczyć współpracy z bezpieką tym, że takie były realia i standardy epoki" A niby dlaczego? System się nie zmienił, tylko kolejny raz odsłonił swoją twarz.

Możnajednak zgodzić się ze Skalskim, że "Solidarność" wprowadziła nowe standardy w komunistyczną rzeczywistość. Sam Skalski, który zachowywał się wówczas dzielnie, jest tego dowodem. Można śmiało uznać, że działalnością w latach 80. odkupił z nawiązką swoje poprzednie grzechy. Wymagałoby to jednak ujawnienia prawdy.

Po upadku komunizmu inteligencja polska mogła zachować się wzorcowo, rozliczyć ze swoich kompromisów, a nawet zdrad, bo heroizm "Solidarności", w której uczestniczyła jej wielka część, był dla nich wystarczającym zadośćuczynieniem. Jednak po upadku komunizmu dominujące środowiska opiniotwórcze wybrały zamazanie prawdy i amnezję, a w efekcie odwrócenie wartości. Odpowiadają za to głównie ich liderzy z Adamem Michnikiem na czele. To w takiej atmosferze były agent może powiedzieć o Kapuścińskim: "Sumienie zapewne miał czyste, bo nie zrobił nikomu nic złego, ale zdawał sobie sprawę, że ujawnienie tych materiałów wystawi go na ataki. Sam przez to przeszedłem i wiem, że nawet gdy się ma czyste sumienie, nie jest przyjemnie, gdy się rzuca na człowieka sfora lustracyjnych radykałów". Człowiek uwikłany w agenturę PRL nie ma więc sobie nic do wyrzucenia, a złem okazuje się nie zło, ale zła ujawnienie. Trudno o lepszą diagnozę moralnej choroby.


Świat pomylenia


Dlaczego w Polsce nikt z agentów nie przyznał się do swojej przeszłości, a wypadki takie zdarzały się np. w Niemczech? Odpowiedź jest prosta. Prawie nikt nie jest samowystarczalny moralnie. Jeśli nie istnieje zbiorowe potępienie zła, sumienia zwykle śpią spokojnie. Ba, za zło uznają próbę przywrócenia porządku moralnego. Tak jest dziś w Polsce.

Okazało się, że cała asekuracja nie przydała się "Newsweekowi" na nic. "Gazeta Wyborcza" potępiła go w całej rozciągłości. "[Kapuściński] nie donosił" ogłasza wicenaczelny, Piotr Stasiński. Jak nie donosił, kiedy donosił -mógłby dziwić się czytelnik, ale "Wyborcza" przyzwyczaiła go już do takich łamańców. Bo zaraz potem Stasiński rozważa, że może ["Rysiek"] kiedy pisał "dokumenty" "był w depresji" albo "chciał łudzić despotę". "Bardziej wierzymy jego książkom; temu, co pisał i mówił głośno do czytelników, niż temu, co rzekomo mówił ukradkiem do szantażystów z bezpieki". Odrzućmy na bok insynuację na temat fałszu materiałów zweryfikowanych przez niezależnych historyków. To stała formuła "Wyborczej", ale tym razem sam Stasiński nie przywiązuje do niej wagi. Ważne jest uznanie, że twórczość anuluje inne wymiary egzystencji człowieka. Jeśli tylko na podstawie jego książek mamy go oceniać, to w życiu mógłby robić wszystko. To zawieszenie sądów moralnych w odniesieniu do twórcy jest niezwykle niebezpiecznym zabiegiem. Symetrycznym byłoby odrzucenie jego dzieł ze względu na grzechy jego życia. Problem polega na tym, że nawet najwybitniejszy twórca nie może uciec od moralnych osądów swojego życia, ale nie mogą one decydować o ocenie jego dzieł. Otwierają za to dla nich dodatkową perspektywę interpretacyjną.

Od formuły Stasińskiego kroczek tylko do przyjęcia, że "nasi" nie podlegają osądom. Nazywanie pisarza "Ryśkiem", powoływanie się na szczególną wiedzę, jaką daje kontakt bezpośredni, prowadzi dokładnie w tym kierunku. Ten krok robi Teresa Torańska, która przyjaźniła się z"Ryśkiem" i dlatego za największe zło uznaje ujawnienie prawdy o jego przeszłości.

Skłonny jestem wierzyć, że prywatnie Kapuściński był przemiłym i sympatycznym człowiekiem. Niejedyny to raz, kiedy ludzie, którzy robili gorsze rzeczy niż autor "Cesarza", byli wspaniałymi przyjaciółmi i członkami rodziny. "Widzę, że w naszym społeczeństwie wyzwala się zło" -pisze Torańska o próbie dochodzenia prawdy na temat komunizmu. Dodaje, że jest prawda jednostronna. Kto jednak bronił jej, Kapuścińskiemu, Skalskiemu, aby stawili czoła tej prawdzie i ukazali jej złożoność osiemnaście, siedemnaście, piętnaście lat temu? Wybrali ucieczkę i wiarę, że przeszłość da się wymazać i zakłamać. "Zadzwoniłam do niego. Chcesz porozmawiać o PRL? Nie." No właśnie.

Torańska pisze, że "ma osobiste obrzydzenie dla tych wszystkich czcicieli prawdy, prawa i sprawiedliwości, którzy wierzą, że wszyscy muszą wiedzieć o wszystkich". Otóż nie o wszystkich, ale o najbardziej znaczących figurach naszej kultury. Czy nie ma znaczenia, że pasowany przez "Gazetę Wyborczą" na "autorytet moralny" pisarz, Andrzej Szczypiorski, który przez wiele lat nie tylko z jej łamów gromił rozliczenie z komunizmem ilustrację, okazał się wyjątkowo obrzydliwym donosicielem denuncjującym nawet własnych rodziców? A z innej strony, czy Torańska oburza się na biografów Mickiewicza? Nabiografów w ogóle?


Nowi brązownicy

Dominujące w Polsce środowiska opiniotwórcze z"Wyborczą" na czele walczą z"brązownictwem". Śladami Boya usiłują dowodzić, że wszelkie "narodowe świętości" nie były takie święte i należy dokonywać ich dekonstrukcji. Zabiegi takie mają mieć zdaniem ich propagatorów edukacyjny charakter i nie pozwalać pogrążać się Polakom w samouwielbieniu, chociaż wszelkie badania i dane empiryczne pokazują, że zagrożenie takie to tylko inteligencki mit. W tym wypadku ważne, że rzecznicy konsekwentnego odbrązowiania na potęgę i wbrew zdrowemu rozsądkowi, budują kapliczki swoich środowiskowych wielkości. Te wszystkie kreowane ad hoc autorytety, których wypowiedzi mają mieć rangę dowodu, są elementem środowiskowej walki o władzę. I dlatego nie tylko próba ich krytyki, ale usiłowanie uzyskania wiedzy o ich postawie życiowej uznawane jest przez ich obrońców za świętokradztwo. Obrona apriorycznej i integralnej doskonałości salonowych świętych, to prostactwo intelektualne i moralne, albowiem prowadzi do zapoznania wszystkich realnych problemów, które odsłania nasza najnowsza historia. Dodatkowo działanie takie jest przeciwskuteczne, gdyż na zasadzie odruchu wahadła prowadzić może do odrzucenia wartościowych dzieł autorów o dwuznacznej drodze życiowej.

"W wypadku Kapuścińskiego bilans wypada jednoznacznie pozytywnie (...) Ceną, która zapłacił za napisanie swoich książek, była zgoda na współpracę z wywiadem PRL". Mniejsza o łatwość, z jaką Skalski dokonuje tego typu moralnych ocen, gdy przyzwoitość w jego wypadku nakazywałaby nieco więcej powściągliwości. Nie wiem, czy gdyby Kapuściński nie podjął współpracy, nie mógłby pisać. Z pewnością byłyby to książki inne. Osobiście znałem w PRL niezwykle utalentowanych ludzi, którzy nie poszli na tego typu kompromisy. Wielu z nich złamało to karierę. Czy nie jest to jeszcze jedna perspektywa, jaką uwzględnić trzeba w ocenie Kapuścińskiego? Jeśli założymy, że kategoria sukcesu jest jedyną i ostateczną, to anulujemy moralność. Ale opętanych lękiem przed wstydliwymi kartami przeszłości to nie interesuje. Liczą, że wraz zamknięciem dostępu do archiwów IPN albo likwidacji całej instytucji (patrz koncept SLD i Michnika) ocenzurują pamięć o najnowszej historii. Łudzą się.

Bronisław Wildstein
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 9:33 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Edward Soltys
Weteran Forum


Dołączył: 05 Mar 2007
Posty: 613

PostWysłany: Czw Paź 18, 2007 9:50 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tadeusz,
Program o Szczypiorskim spowodowal bole brzucha. Program o Kozniewskim wzbudzal wymioty. Moze i warto, cierpiac na ciele, zyskujac na duchu, przerzedzic do konca polski 'skarby narodowe". Na zdrowy rozum, prawie nic nie ubedzie z tego co sie pokazuje o Wielkich. Natomiast mozna miec bardzo uzasadnione nadzieje, ze jeszcze cos sie gdzies tam kryje, wiec sie to znajdzie i sprawiedliwie doda.
Nie chce nawet myslec, co zostanie po paru latach koszenia. Jest to niezbedne.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group