" /> Dyskusje ogólne :: Romuald Szeremietiew: Prezes PiS i krytyka + inf.z Przemyśla
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Romuald Szeremietiew: Prezes PiS i krytyka + inf.z Przemyśla

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Nie Lis 18, 2007 11:50 am    Temat postu: Romuald Szeremietiew: Prezes PiS i krytyka + inf.z Przemyśla Odpowiedz z cytatem

Romuald Szeremietiew : Prezes PiS i krytyka + inf. z Przemyśla
http://www.szeremietiew.pl/
http://szeremietiew.blox.pl/2007/11/Prezes-PiS-i-krytyka.html

"Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Jarosław Kaczyński nie zdaje sobie sprawy, że struktura i strategia PiS, którą z takim uporem forsuje, w żaden sposób nie wzmocni partii. Nie rozszerzy jego elektoratu. Nie stworzy nowych, tak ważnych – szczególnie perspektywicznie – możliwości." Tak zaczyna się artykuł „Co osłabia PiS” Jacka Kwiecińskiego w „Gazecie Polskiej” (nr 46/2007) uchodzącej za popierającą PiS.
Kwieciński twierdzi, że prezes PiS nie widzi co osłabia jego partię. Tym czymś jest „niedobry system wodzowski”, tępienie wewnętrznej dyskusji i nieliczenia się z opiniami „spoza bezpośredniego otoczenia lidera”. Autor wzywa Kaczyńskiego do porzucenia mniemania o swej „nieomylności i absolutnej słuszności, zawsze, we wszystkim”. Twierdzi, że lider „dużego formatu” ceni działaczy, którzy nie starają się przypodobać szefowi. Powinien cenić myślących samodzielnie, prezentujących własne, inne niż szef, zdanie (to aluzja do konfliktu Kaczyńskiego z Dornem, Ujazdowskim, Zalewskim?). Kwieciński ostrzega PiS przed ludźmi miernymi, ale wiernymi i zastanawia się, czy młodzi działacze uczynią tę partię „otwartą” skoro cechuje ich „wada” samodzielnego myślenia.

PiS niewątpliwie jest w trudnym położeniu. Nie dlatego, że przegrał wybory z PO. Jest silną opozycją, ma ogromna reprezentację parlamentarną i pieniądze z budżetu państwa na działalność. Tego nie mają rzeczywiści przegrani, Samoobrona, LPR, Prawica Rzeczpospolitej. Nie w tym jest więc kłopot. Kłopot PiS-u polega na tym, że minione dwa lata sporo ludzi rozczarowało – Cyryl to Cyryl, ale te Metody. No i jakoś nie mogę uwierzyć Kaczyńskiemu, że jego zapewnienia, iż poda się do dymisji, jeśli PiS zdobędzie mniej niż 280 miejsc w Sejmie to był tylko żart. A nawet jeśli Jarosław rzeczywiście żartował, to zdaje się całkiem poważnie brali jego słowa działacze PiS. I z tym jest kłopot emocjonalny partii. No i kłopot inny, ale nie mniejszy. Czy w PiS znajdą sposób na bezpieczne krytykowanie prezesa, bezpieczne dla krytykujących?

Kwieciński, przytomnie odnotowuje, nie jest członkiem PiS, więc może sobie pozwolić na głos krytyczny. Też tak niegdyś. W 1994 r. byłem prezesem Ruchu dla Rzeczypospolitej. RdR wraz z ZChN (Czarnecki), PL (Janowski) i PC (Kaczyński) utworzył Porozumienie dla Polski. Do zgrzytów doszło, gdy Jarosław nie chciał słyszeć o porozumieniu z UPR (Korwin-Mikke) natomiast porozumiał się z UW i wspierał Michała Boniego, kandydata „unijnego” na prezydenta Warszawy. Na Boniego nie chcieliśmy się zgodzić z racji jego obecności na tzw. liście Macierewicza. Dlatego krytykowałem zarówno kandydaturę jak i metodę działania prezesa PC, dogadywanie się z UW za plecami RdR. W odpowiedzi zostałem zaatakowany bardzo ostro i PC chciało usunąć nas z Porozumienia. Nasze stanowisko poparły wówczas ZChN i PL, PC - malutka Koalicja Konserwatywna (Ujazdowski, Zalewski).

W październiku 1994 r. skierowałem list otwarty do prezesa PC. W końcowej części listu pisałem: „... przejawiasz dziwaczną dla mnie umiejętność zastawiania pułapek na samego siebie. Zaczynasz uprawiać politykę nic nie mówiąc co zrobisz, a chcesz abym ja ciągle deklarował czego nie zrobię. Apeluję, abyś nie rozbijał stworzonej z takim trudem jedności części prawicy. Także na Tobie spoczywa wielka odpowiedzialność za sukces lub klęskę naszego obozu. Pamiętaj o doświadczeniu z 19 września 1993 r. (w wyborach prawica zdobyła łącznie prawie 30% głosów, ale idące oddzielnie ugrupowania nie przekroczyły progu wyborczego - RSz). Nie powtarzaj starych błędów.”

pisze w czwartek, 15 listopada 2007, romualdszeremietiew

Komentarz:

Zadziwiajace w tym wszystkim jest to, że np. zaufany czlowiek premiera i prezydenta , pan posel Marek Kuchciński nie buduje szerokiego zaplecza , i nurtu prawicy niepodleglościowej. Ale ... ? Glówna zasada jak obowiązuje w PiS , patrzę chocby z perspektywy tylko Podkarpacia , akceptowany jest "czlowiek" w myśl obowiązującego jedynego kryterium MBaW.
I jeszcze jedno , to się mści na jakości PiS ,mówiąc szerzej na jakości i ksztalcie prawicy ,wybory pokazaly to nad wyraz przejrzyście w praktyce, pomijając wszelkie sondaże i przemyślenia "filozoficzne". Politycy ze szczebla wojewódzkiego i miejskiego od lat 90-tych życzyliby sobie politykę PiS,politykę bardziej wyrazistą, a są spychani w tym ugrupowaniu na margines lub usuwani , za co, za myślenie i indywidualność swojej postawy, nawet na szczeblu miejskim lub wojewódzkim. A co dopiero na szczeblu z widokiem na Warszawę?!
Kilkakrotnie rozmawialem z ludzmi z PiS , chcieliby oni, aby liderzy byli w swojej postawie bardziej konkretni , zdecydowani, nie "tzw ELASTYCZNI". Jak mi mówią ludzie , czasami ze lzami w oczach , nie chcą takich sytuacji i ludzi ,którzy podają jak na tacy argumenty przeciw Pis, z których korzysta środowisko wrogie nurtowi niepodlegościowemu. Smutne to , ale prawdziwe. Rolling Eyes Na dzień dzisiejszy, jakby nie patrzeć, na polskiej scenie politycznej bliskie tej formule jest PiS. Rolling Eyes
Proponuje Państwu , dodatkowe informacje ze str internetowej z Przemyśla, strona PO i środowiska zbliżonego do liberalnej lewicy. Wykorzystywane są argumenty , aby niszczyć PiS ... , a posel Marek Kuchciński nabiera wody w usta. Rolling Eyes (peny tekst , link:) http://www.eprzemysl.pl/content/view/193/43/


Robert Majka , polityk , Przemyśl , 18 listopada 2007r
www.sw.org.pl ,
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910

Tekst :

Ciężki rok "Członka"
12.11.2007.
9 listopada, szef klubu (jeszcze) prawych i sprawiedliwych Marek Kuchciński, fetował kolejną, 14. już rocznicę olania wyroku sądowego , jaki 9.11.1993 roku zapadł w przemyskim Sądzie Wojewódzkim, gdzie SSW Marek Klimczak, wspólnie z ławnikami - Barbarą Bałdys i Józefem Czerwińskim – podsumował jego kłamstwa oraz pomówienia z kampanii wyborczej 1991 roku (szczegóły niżej).




Jako pierwszy z żurnalistów napisałem o tym ponad 3 lata temu. Nie napisałbym ani słowa, gdyby poseł Kuchciński –„Członek” z lat młodych i gniewnych – powiedział spotwarzonemu człowiekowi głupie „przepraszam” i wpłacił na jakiś zbożny cel przynajmniej 10 proc. tego, co (po denominacji) powinien zapłacić. Nie przeprosił i nie zapłacił, olał, więc napisałem. Za mną poszli inni.

Tylko w br. ukazało się na ten temat kilka poważnych artykułów w znanych tytułach o łącznym nakładzie przekraczającym grubo ponad … milion egzemplarzy. Mimo to „Członek” nie popuścił i do dziś, jak gdyby nigdy nic, nadal zachowuje się jak panienka, której pluniesz w oczy, a ona ci powie, że to tylko deszcz pada.

Zobowiązany do „właściwej” reakcji przez ścisłe kierownictwo PiS Marek Kuchciński zadeklarował „oddanie do sądu” autorów artykułów kompromitujących nie tylko osobę „Członka”, ale i całe towarzystwo skryte za szyldem PRAWO i SPRAWIEDLIWOŚĆ. Ile spraw założył? Żadnej. Dlaczego? Czyżby z obawy, że dziennikarze okażą Temidzie pewne dokumenty i poproszą świadków, byłych funkcjonariuszy MSW (sąd może zwolnić ich z obowiązku zachowania tajemnicy służbowej), a ci zaczną wtedy wspominać rzeczy, o których najbardziej nawet naiwnym fanom „Członka” (w porównaniu z wyborami roku 2005, przybyło ich aż 19 tysięcy) włosy zaczną stawać dęba?

W oczekiwaniu na procesy, przeżyjmy to jeszcze raz. Z okazji 14. rocznicy olania wyżej wspomnianego wyroku publikujemy najbardziej znane artykuły, jakie ukazały się w polskiej prasie (a były też w zagranicznej).

ZB



●●●



Pan poseł zapomniał ...

(dwa oblicza prawa i sprawiedliwości)



Nie bacząc na pouczającą przeszłość, w tym skazujący wyrok sądowy, poseł PiS Marek Kuchciński z werwą godną lepszej sprawy krytykuje i poucza innych, nadając temu duży medialny rozgłos. Choć spotwarzył powszechnie szanowanego pedagoga, to przez 11 lat nie zwrócił mu kosztów sądowych ani nie przeprosił. Czy mieszkający w Przemyślu podkarpacki "Polityk Roku", członek i od niedawna szef wojewódzkiej struktury partii aspirującej do rządzenia Polską i zapowiadającej jej "naprawę" - zapomniał o tamtej sprawie, czy też swoją postawą uosabia jakieś nowe pojęcia prawa i sprawiedliwości ?..


9 listopada 1993 r. Sąd Wojewódzki w Przemyślu nakazał działaczom Zarządu Wojewódzkiego Porozumienia Centrum w tym mieście: Zygmuntowi Grzesiakowi i Markowi Kuchcińskiemu - odwołać "nieprawdziwe zarzuty opublikowane w dodatku wyborczym do tygodnika "Życie Przemyskie" nr 43 z dnia 23.10.1991 r. pod adresem powoda Józefa Kalinowskiego" i oddać pokrzywdzonemu 24 111 000 złotych tytułem zwrotu kosztów procesu.

- Jakieś pieniądze odzyskał tylko mój adwokat, a o mnie panowie zapomnieli. Nie ścigałem ich, bo musiałbym wpłacić sporą zaliczkę na koszty egzekucji, nie mając żadnej gwarancji, że z takich "polityków" komornik cokolwiek ściągnie – wspomina Józef Kalinowski, wtedy nauczyciel, a dziś dyrektor Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu. Oszkalowano go, gdy uległ prośbie członka pierwszego Zarządu Regionu NSZZ "S" Eugeniusza Opackiego i stanął do walki o mandat posła Chrześcijańskiego Stronnictwa Pracy, którego struktury Opacki właśnie reaktywował.

Nawet za próg!

Trzy dni przed wyborami kwiat przemyskiego PC podał na łamach "ŻP", że Józef Kalinowski jest be, bo zajmuje się nim prokurator. I chociaż pan Józef nie przejął się bzdurami - jak mówi - "nieodpowiedzialnych gówniarzy," to miał pewne problemy. – Będąc Bogu ducha winnym, musiałem tłumaczyć się przed przełożonymi, kolegami, znajomymi i swoimi uczniami. W końcu oddałem sprawę do sądu, licząc, że po jego wyroku tam, gdzie mnie opluto, znajdą się też przeprosiny zdejmujące ze mnie odium "przestępcy", ale oszczercom zabrakło już odwagi ...

W sądzie z duetu kłamczuszków pojawił się raz tylko Z.Grzesiak. Gdy kolejne rozprawy, z braku pozwanych, nie dochodziły do skutku, Temida straciła cierpliwość i wydała prawomocny wyrok, który obecny poseł – zdaniem ludzi znających kulisy tej sprawy – "olał ciepłym moczem".

- Zrobiono ze mnie rzekomego klienta prokuratury dlatego, że obaj "politycy" zaufali donosowi złożonemu na mnie przez pewnego prawnika, którego wyrzuciliśmy z koła łowieckiego, w czym ja też miałem udział. Nie sprawdzając jak się rzeczywiście sprawy miały i jak je ocenił prokurator, podali wyborcom nieprawdę ... – mówi Józef Kalinowski. Pytany zaś, co zrobiłby gdyby poseł Kuchciński zapukał dziś do jego drzwi i po 13 latach milczenia wreszcie przeprosił, twierdzi, że nie wpuściłby go nawet za próg swojego mieszkania.

Lew i kadrowy

Przemyślanie dobrze pamiętają dokonania swojego posła, a wcześniej radnego paradującego w glorii ofiary aparatu ścigania PRL, choć ten wcale nie za politykę zaczął nim się interesować. Skrzętnie odnotowuje je również lokalna prasa, z której można dowiedzieć się, jak wiele czynów pana Marka nijak miało się do jego deklaracji, a deklaracji do jego czynów.

I tak, z jednej strony niczym lew walczył ongiś radny Kuchciński, aby premier "szpieg" J. Oleksy był w mieście nad Sanem personą non grata, a z drugiej np. przyłożył rękę do zastąpienia porządnego dyrektora MZK (M.Sawczaka) aktywistą PZPR, dziś podejrzanym o łapówkarstwo klientem prokuratury. To nie jedyny przykład kadrowych sukcesów z tamtych lat. Nie brak ich i teraz, gdy uważany za jednego z dwóch najważniejszych "kadrowych" w mieście, Kuchciński może jeszcze więcej, niż kiedyś.

Obecny poseł PiS "budował" Akademię Przemyską, w której mieli wykładać nic jednak o tym ... nie wiedzący luminarze polskiej nauki i kultury. Walczył też dzielnie o "polskość" Przemyśla, bijąc na głowę radykałów z nacjonalistycznym zacięciem, a dziś jawi się wrażliwym na problemy mniejszości narodowych politykiem, którego nazwisko niezbyt dobrze kojarzy się jednak za naszą wschodnią granicą.

Tropiciel postów

Dbając o zdrowy ideologicznie kręgosłup prawicy czuwał pan Marek również nad morale członków RS AWS. Między innymi w poufnym "Memorandum" do szefa jej wojewódzkiej struktury w Przemyślu, posła Krzysztofa Kłaka - informował z satysfakcją, że rozstał się z tymi członkami, którzy szerzyli prywatę i "klikowatość" lub też miewali kontakty z "układami nomenklatury postkomunistycznej i grupami gospodarczymi o charakterze przestępczym". Był jednak nadal srodze zatroskany związkami niektórych ludzi prawicy z "postkomunistycznymi" szefami przemyskiego Urzędu Skarbowego i Urzędu Celnego.

- Zatkało mnie, gdy w jakiś czas potem na zdjęciu, w jednej z regionalnych gazet, zobaczyłem uśmiechniętego, już wicewojewodę Kuchcińskiego obok "postkomunistycznego" szefa celników, z którym potem pewnie palnęli sobie po kielichu z okazji podpisania umowy o współpracy przygranicznej powiatów lubaczowskiego i jaworowskiego – wspomina prominentny członek przemyskiej AWS. Dwaj kolejni mają żal do posła PiS, że biorąc jedną ręką pieniądze od organizacji gospodarczych, drugą dłonią pisał memoranda, w których określał swoich sponsorów niedwuznacznym mianem "grup o charakterze przestępczym".

- Były to przeważnie kilkusetzłotowe, choć zdarzały się i kilkutysięczne kwoty, przekazywane jako darowizny dla Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego, którym Kuchciński kierował. Dawaliśmy też pieniądze na działalność PC: wyjazd na kongres, zjazd wojewódzki oraz wizyty polityków odwiedzających Przemyśl i chałturzących na spotkaniach organizowanych przez PTK. Kilkanaście razy płaciliśmy za taksówkę do Warszawy, na co też są rachunki ...

Do ręki

Pieniądze często przekazywano do ręki M.Kuchcińskiemu, a niekiedy dostawał on jako osoba upoważniona przez skarbnika przemyskiego ZW PC, traf chce Zygmunta Grzesiaka. Tylko w jednej organizacji prywatnych biznesmenów, w latach 1996-1997 wydatki na PTK i PC wyniosły prawie 12 tysięcy złotych.

Duże środki na statutową, a w praktyce coraz bardziej polityczną niż kulturalną działalność Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego przeznaczały w latach 90. władze Przemyśla, dla których spotkania i "prelekcje" potępiające w czambuł rząd oraz inne konstytucyjne organy państwa były, widocznie, formą działalności kulturalnej. Bardzo aktywnie wspierali ją zapraszani przez PTK "spadochroniarze" z Polski, którzy byli akurat na politycznym aucie bądź osiągnęli już granicę publicznego niebytu, a żyć z czegoś przecież musieli. Sposób na życie znalazł też obecny poseł, wykonując odpłatnie pewne prace zlecone mu przez Urząd Miasta, w tym poważne analizy i opracowania, których przygotowanie wymagały wiedzy wyższej, niż dyplom technika ogrodnictwa.

W żywiole

W wyborach parlamentarnych roku 2001 M.Kuchciński ubiegał się o mandat w okręgu nr 22 (11 powiatów z terenu b.województw przemyskiego i krośnieńskiego). Poparło go 4741 spośród 316 618 głosujących, czyli 1,49 % wyborców. W rodzinnym Przemyślu zebrał 1732 głosy (7,09 %), a 70-tysięcznym powiecie – 523. Dzięki ordynacji jaką mamy, zajął jednak miejsce w ławach na Wiejskiej, gdzie znalazł się w swoim żywiole i tryska nowymi pomysłami, interpelacjami oraz wnioskami do rządu, którymi chwali się na częstych spotkaniach z przedstawicielami mediów. Żąda otwarcia nowych przejść i uproszczenia procedur granicznych, poszerzenia praw mniejszości polskiej na Wschodzie, zajmuje głos w aktualnie najmodniejszych na politycznej giełdzie kwestiach itd. Słuchając tego wszystkiego ma się jednak nieodparte wrażenie, że często nasz poseł nie wie, bądź też nie zważa na to, że będąc członkiem UE Polska podporządkowała się jej procedurom, nie zaś szukających poklasku politykom.

Zawodna pamięć

Nowy szef podkarpackiego PiS od dawna ma pewne problemy z pamięcią, choć akurat ta w fachu polityka jest niezbędna. Już przed wyborami parlamentarnymi zapomniał wpisać w swoim oświadczeniu majątkowym, że ma 89 hektarów ziemi "przygotowywanej do upraw ekologicznych". Napiętnowany przez prasę tłumaczył się, że ujawniać tego nie musiał, bo nie był właścicielem, a jedynie dzierżawcą gruntów AWRSP. Rolnicy z podprzemyskich Wapowiec mieli jednak zgoła inne wrażenie, obserwując styl, w jakim M. Kuchciński przeganiał ich z pól i łąk, które za wiedzą i zgodą AWRSP dotąd uprawiali, aby nie zarosły "ekologicznymi" chwastami.

– A ileż nam naobiecywał ówczesny pan wicewojewoda, abyśmy tylko zgodzili się wydzielić z mienia wiejskiego działkę dla pensjonatu "Niva", w którym często bywał ? Czego to nie mieliśmy mieć – z nostalgią wspominają mieszkańcy Wapowiec te luksusy cywilizacji, w jakich mieli się pławić, a nie pławią, bo – jak z przekąsem powiadają – ktoś " z pyska zrobił cholewę".

Jak się niedawno wydało, posłowi wypadła też z głowy sprawa interweniujących w jego biurze wiosną 2002 r. pracowników tygodnika "Pogranicze", porzuconych przez swoich pracodawców. Dziwna to amnezja jeśli zważyć, że wydawcą pisma był kolega posła, pozwalający mu także na publikację wywiadów, w których rozmawiał on ... z samym sobą (podpisywano takie rodzynki nazwiskiem sekretarza redakcji). Co prawda, panowie poprztykali się z lekka, gdy wydawca tygodnika już w kilka miesięcy po wyborach śmiał nagabywać poselski majestat o zapłatę za plakaty wyborcze, ale żeby aż tak zapomnieć? Do dziś zresztą w byłym zespole "Pogranicza" trwają dyskusje, czy kilka marnych tysięcy wpłynęło na konto wydającej pismo spółki "Publikator"; zdania są podzielone, ale wątpliwości mógłby rozwiać tylko UKS mający akta tej spółki.

Jako szef PTK M.Kuchciński miał też kłopoty z pamiętaniem o czynszu za lokal Towarzystwa. Gdy został posłem umówił się ze starym kierownictwem PGM, że będzie spłacał kilkutysięczny dług po stówie miesięcznie, co zaczął czynić, ale znów nieregularnie. Co zmieniła zmiana zarządu PGM, którym kieruje teraz przegrany kandydat PiS na prezydenta Przemyśla? Chyba nic, bo jak mówi obecny wiceprezes, Krzysztof Majcher, taka dżentelmeńska umowa jest nadal aktualna i realizowana.

"Kontra Ciesielskiego"

Miesiąc temu zapytałem pana posła, dlaczego zlekceważył tamten wyrok sprzed 11 lat, rzucając tym samym cień na partię "czystych rąk", za jaką PiS chce przecież uchodzić. - Nie pamiętam dokładnie tej sprawy, bo to było tak dawno temu... Jakieś tam pieniądze komornik ściągał - tłumaczył się M.Kuchciński, a po chwili zapytał:. - Czy mogę wiedzieć, skąd macie ten wyrok i kto go podrzucił do redakcji? Podejrzewam, że to może mieć coś wspólnego z Ciesielskim, za którego niedawno ostro się wzięliśmy. To na pewno jakaś kontra z ich strony...- tonem godnym wyznawcy spiskowej teorii dziejów usprawiedliwiał swoją ciekawość i pewnie uspokajał skołatane sumienie "żelazny" kandydat na przyszłego prezydenta Przemyśla. Obiecał też skontaktować się z zamieszkałym w Krakowie Zygmuntem Grzesiakiem, z którym trafił na ławę oskarżonych i został skazany.

Blisko miesięczne milczenie parlamentarzysty utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma już nic do powiedzenia ponad to, co powiedział. Nie zdołałem też poznać opinii Z.Grzesiaka (nie chciał kiedyś podać ręki Tadeuszowi Mazowieckiemu, by nie witać się - jak mawiał - z "udecją"). Sądzę jednak, że gdyby obaj panowie chcieli w końcu zwrócić dyrektorowi jarosławskiego "plastyka" zasądzone mu pieniądze, to ten zapewne nie miałby nic przeciwko temu, aby trafiły one na jakiś zbożny cel.


ZDZISŁAW BESZ

PS. Jeszcze wczoraj kontaktowałem się z biurem poselskim M.Kuchcińskiego. Za radą sekretarki, przesłałem mu faksem – za jej pośrednictwem - kilka pytań, które miały rozwiać, bądź też potwierdzić moje wątpliwości. Przez kilka godzin nie było żadnej odpowiedzi, więc zadzwoniłem na telefon komórkowy do będącego w parlamencie posła. Niestety, nie udało mi się porozmawiać.!


Super Nowości z dnia: 14_10_2004


http://www.pressmedia.com.pl/arch/d.asp?u_file=2004/2004.10.14/S.txt

●●●

Posłowi się zapomniało
Ile można czekać na przeprosiny i zadośćuczynienie ze strony znanego polityka? Rok, pięć, dziesięć lat? Można czekać i czternaście. I w ogóle się nie doczekać.
Józef Kalinowski sam o sobie mówi, że jest człowiekiem dość twardym. Gdy wiosną ubiegłego roku odebrał wyniki *** lekarskich, tylko zacisnął zęby. Nic więcej nie mógł zrobić. Chłoniak to wyjątkowo złośliwy nowotwór krwi, statystycznie bardziej śmiertelny niż białaczka. Dziś, po roku i sześciu cyklach chemioterapii, Kalinowski jest dobrej myśli. Na głowie jak dawniej - burza włosów. Wyniki *** - obiecujące. W planach wyprowadzka z ciasnego mieszkania w bloku do własnego domu.

23 października 1991 r. też zacisnął zęby, bo też niewiele więcej mógł zrobić. Tego dnia lokalny tygodnik "Życie Przemyskie" zamieścił płatne ogłoszenie o powierzchni mniej więcej trzech paczek papierosów. Komunikat wydrukowano tłustym drukiem, by mocno uderzał po oczach. "Zarząd Wojewódzki Porozumienia Centrum w Przemyślu informuje, że przeciwko Józefowi Kalinowskiemu, kandydatowi do Sejmu, prokuratura prowadzi postępowanie dowodowe". Koniec i kropka. Jaka prokuratura? Jakie postępowanie? Czego dotyczy? Tego w anonsie nie było. Nie było, bo być nie mogło. Dlaczego? Bo żadnego postępowania dowodowego nigdy nie było. Ale takie wieści w 60-tysięcznym Przemyślu rozchodzą się lotem błyskawicy. Tym bardziej że dotyczą osoby znanej, jak Józef Kalinowski - rzeźbiarz, nauczyciel w liceum plastycznym w Jarosławiu, autor stojącego nad Sanem popiersia Piłsudskiego. Działacz pierwszej Solidarności i wydawca "Odnowy", jej lokalnego biuletynu. Członek Klubu Inteligencji Katolickiej. Społecznik. Osoba rozpoznawana. Jesienią 1991 roku kandydat do Sejmu z listy nieistniejącego już Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy. Ze sporą szansą na dobry wynik.

I nagle, na trzy dni przed wyborami, taka informacja. Komentarze słychać było wszędzie. W szkole, gdzie pracował Kalinowski, w sąsiedztwie, wśród znajomych. Przemyska Pracownia Sztuk Plastycznych zerwała z artystą współpracę. Musiał pożegnać się z marzeniem o mandacie poselskim, choć 850 zebranych głosów wcale nie było złym wynikiem. - Po tamtym wydarzeniu raz na zawsze zerwałem ze wszelką działalnością polityczną - mówi Kalinowski.

Aktem sprawiedliwości, jeśli o jakiejkolwiek sprawiedliwości można mówić, było to, że autor wyssanego z palca ogłoszenia, ówczesny szef PC w Przemyślu, także przepadł w wyborach. Z tą różnicą, że z polityką nie zerwał. O wejście do Sejmu walczył przez 10 kolejnych lat. Udało się w 2001 roku. Dziś Marek Kuchciński jest osobą na świeczniku. Szefa klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości prawie codziennie pokazują "Fakty" albo "Wiadomości". Odpowiada za dyscyplinę posłów PiS. Na przemian gromi opozycję i chwali dokonania koalicji rządowej. W ubiegłym tygodniu stawał na głowie, by PiS wybrnęło z wewnętrznego konfliktu dotyczącego aborcji. Krasomówca: "Jak wiatr wieje, to las się chwieje, ale dalej stoi. Czasami jakieś drzewo zostanie wyrwane z korzeniami, ale las stoi. Jeszcze nie ma takiego huraganu, który miałby cały las powalić" - mówił podczas jednego z kryzysów sejmowych.

Pozycji Kuchcińskiego w partii nie zachwiały nawet reportaże w "Gazecie
Wyborczej" o hipisowskiej młodości i w "Dzienniku" o działkach w Bieszczadach, okazyjnie kupionych od skarbu państwa. W ostatnich wyborach startował pod hasłem "Praca, uczciwość, porządek". W czerwcu ubiegłego roku na łamach "Rzeczpospolitej" pisał: "Przystępując do dzieła budowy silnej Polski, PiS postawiło sobie dwa główne zadania: naprawę państwa oraz stworzenie nowej polityki gos-podarczej. Ten całościowy program >>IV Rzeczpospolita - sprawiedliwość dla wszystkich<< jest efektem kilkunastoletnich doświadczeń i zmagań z patologiami trawiącymi polskie państwo".

Józef Kalinowski mówi, że gdy słyszy Kuchcińskiego, mówiącego takie rzeczy, wyłącza telewizor. Jeszcze w 1991 roku wytoczył mu proces cywilny. Mecenas Zdzisław Miara, adwokat Kalinowskiego: - Pamiętam, że proces ślimaczył się niemiłosiernie, bo pozwany i jego prawnik na przemian nie pojawiali się w sądzie. Szło jak po grudzie. W sumie odbyło się 16 rozpraw, na żadnej Kuchciński nie przedstawił nawet cienia dowodu na swoje twierdzenia.

Wyrok zapadł po dwóch latach. Po pierwsze, sąd nakazał Kuchcińskiemu, by na własny koszt zamieścił ogłoszenie w "Życiu Przemyskim", w którym przeprosi Kalinowskiego i odwoła nieprawdziwe zarzuty. Po drugie, zasądził milion złotych nawiązki na rzecz PCK i 24 miliony złotych dla Kalinowskiego. Sumy wydają się zawrotne, ale to tylko pozór. W 1993 roku, gdy zapadał wyrok, obowiązywały jeszcze stare nominały. Dziesięć tysięcy dawnych złotych to złotówka dzisiaj. Do tego trzeba doliczyć inflację. Półlitrowa butelka żytniej kosztowała 55,5 tys. zł, a litr benzyny bezołowiowej 11 tys. zł. Dziś wódka kosztuje 20 zł, a benzyna 4 zł. Przyjmując ten wódczano-paliwowy przelicznik, pieniądze wymienione w wyroku opiewały więc na kwotę odpowiadającą 9 tys. dzisiejszych złotych.

Od wyroku minęło 14 lat, ale do dziś nie został on wykonany. W gazecie nigdy nie ukazały się przeprosiny, poszkodowany nie dostał zasądzonych pieniędzy.

- Pan poseł po prostu olał ten wyrok. Tak jakby całej sprawy w ogóle nie było - mówi Kalinowski. Po kilku miesiącach od wyroku nauczyciel poszedł nawet do komornika, by ten ściągnął pieniądze. - Komornik powiedział, że z góry mam mu wpłacić 25 proc. tej sumy jako opłatę za jego pracę. I jeszcze uprzedził mnie, że nie daje gwarancji sukcesu. A ja wtedy miałem dorastające dzieci. Machnąłem w końcu ręką - opowiada.

Za wygraną nie dał za to mecenas Miara, który miał dostać od Kuchcińskiego pieniądze za udział w procesie. - Mijały miesiące. W końcu napisałem do pana Kuchcińskiego list. Ten odpisał mi, że jest mu bardzo przykro, ale aktualnie nie ma żadnych pieniędzy. Oddałem sprawę do komornika - relacjonuje Miara. Ten nie miał większych problemów. W 1994 r. Marek Kuchciński został radnym Przemyśla. Komornik zajął diety samorządowe. Adwokat odzyskał wszystkie należności. Ale przeprosin nie było, mimo że w 2004 roku sprawę Kalinowskiego przypomniały lokalne "Super Nowości". - Odzew czytelników potępiających posła był wyjątkowo duży - mówi Zdzisław Besz, autor artykułu.

- Oddając sprawę do sądu, miałem nadzieję na przeprosiny, które zdjęłyby ze mnie odium przestępcy. Nie doczekałem się. Komuś zabrakło odwagi - mówi Kalinowski. Pięć lat temu został dyrektorem szkoły, w której pracuje od blisko 40 lat. Teraz stara się w Ministerstwie Kultury o dotację na budowę nowego pawilonu, bo stare budynki pękają w szwach. Od procesu spotkał raz Marka Kuchcińskiego. - Nasza szkoła współpracuje ze strażą graniczną, która pomaga uczniom w organizacji plenerów. Dostałem zaproszenie na otwarcie nowej strażnicy w Bieszczadach. Był tam poseł Kuchciński. Nie wiem, czy udawał, czy nie, ale mnie nie rozpoznał. Nawet się sobie nie ukłoniliśmy - opowiada. Trudno się dziwić. Było, minęło. Została tylko teczka z procesu.



Igor Ryciak

Żródło: http://www.newsweek.pl/

16.04.2007

●●●



III władca IV RP



Prawą i sprawiedliwą IV RP braci Kaczyńskich budują totalnie skompromitowani karierowicze. Wystarczy, że przed laty dali Kaczorom na taksówkę...



Prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego to wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS Marek Kuchciński. Ratownik Kaczyńskich, kiedy byli na politycznym marginesie – organizował im „wykłady” opłacane z kasy miejskiej i przez prywatny biznes. Tyle tylko, że jedną ręką od biznesmenów brał, a drugą pisał „tajne memoranda”, w których określał ich jako „grupę przestępczą o charakterze gospodarczym”. Od 13 lat lekceważy wyrok sądu. Oto ideał czystej moralnie IV RP.

Marek Kuchciński pochodzi z Przemyśla. W tym mieście jest legendą. Edukację zakończył na technikum ogrodniczym. Nie garnął się do pracy. W czasach kiedy praca była obowiązkiem, milicja odwiedzała dom Kuchcińskiego, aby mu o tym przypomnieć. Poseł PiS w swoim życiorysie napisał: „(...) byłem współzałożycielem &raquo;Solidarności&laquo; rolników w województwie przemyskim” (to by częściowo wyjaśniało nieróbstwo). Być może dzisiejszy poseł był zakonspirowany totalnie – w każdym razie internowany nie był. Dziś chce uchodzić za herosa podziemia. Sprawdziliśmy – SB się facetem nie interesowała. Przynajmniej wówczas i nie w sprawach politycznych. To zdaje się jest największy problem Kuchcińskiego – nie zaliczył styropianu.

Na początku lat 90. w Przemyślu wybuchła wojna o „Karmel”, czyli klasztor Karmelitów. Arcybiskup Tokarczuk dogadał się z papieżem, że odda „Karmel” prawowitym właścicielom, czyli grekokatolikom. Karmelici nie zgodzili się z decyzją papieża, a poparli ich miejscowi „patrioci”. Nie chcieli słyszeć, aby Ukraińcy odzyskali swoją dawną świątynię. Doszło niemalże do zamieszek na tle narodowościowym...
– Wśród tych „patriotów” był ojciec Kuchcińskiego. Pamiętam, jak kiedyś spotkał mnie na ulicy i prosił, abym w opisie tych wydarzeń nie podał „broń Boże” jego nazwiska. Marek Kuchciński też się tam pojawiał. Przynosił jedzenie – mówi Zdzisław Besz, znany przemyski dziennikarz.

Efekt rozróby był taki, że Jan Paweł II, który w 1991 roku miał odprawić mszę w Przemyślu, pojawił się w mieście jedynie na kilkanaście minut. Odczytał list i wyjechał. Ale to nie wszystko – dodatkowo upokorzył miasto i lokalną władzę kościelną, bo miejscowego biskupa Pelczara wyniósł na ołtarze podczas mszy w Rzeszowie.

Andrzej Zapałowski, były poseł LPR, obecnie eurodeputowany tej partii (zastąpił zmarłego Filipa Adwenta – przyp. red.), podczas XX Zjazdu Żołnierzy 27. Wołyńskiej Dywizji AK 2 września 2000 roku w Warszawie powiedział: „Marek Kuchciński (ówczesny wicewojewoda podkarpacki – przyp. red.), narodowości ukraińskiej, protegowany Unii Wolności, znany ze swych sympatii banderowsko-upowskich, szczególną aktywność wykazał w załatwianiu pochówku na cmentarzu wojennym strzelców siczowych w Przemyślu, ludobójców z UPA zabitych podczas napadu na Birczę”.
Już w demokratycznej Polsce na początku lat 90. Marek Kuchciński założył Przemyskie Towarzystwo Kulturalne. Ówczesny prezydent miasta Mieczysław Napolski hojnie wspierał PTK miejską kasą. To były duże pieniądze. Działalność „kulturalna” sprowadzała się do tego, że ta jawnie polityczna organizacja prawicowa podczas spotkań potępiała rząd oraz inne konstytucyjne organa państwa. Aktywnie wspierali PTK zapraszani przez nich „spadochroniarze” z Polski, którzy trafili akurat na polityczny aut. To byli ludzie z PC, w tym obaj bracia Kaczyńscy, a także np. Adam Glapiński. Jako szef PTK Kuchciński nie płacił za lokal Towarzystwa. Gdy w 2001 roku został posłem, obiecał właścicielowi budynku, że będzie spłacał kilkutysięczny dług po stówie miesięcznie. Płacił nieregularnie. Później wymieniono szefostwo miejskiej firmy, do której budynek należał, i było po sprawie.

Kuchciński na początku lat 90. był szefem przemyskiego PC. W 1991 roku, trzy dni przed wyborami do Sejmu, na łamach „Życia Przemyskiego” Kuchciński podał, że jego przeciwnik polityczny – Józef Kalinowski – jest klientem prokuratury. Doniósł mu o tym jeden z myśliwych, zresztą wyrzucony z koła łowieckiego. Sensacja okazała się bzdurą. Kalinowski oddał sprawę do sądu. Liczył na przeprosiny. Przeliczył się. Kuchciński nie pojawił się w sądzie ani razu. Po kilkunastu rozprawach, 9 listopada 1993 r., Sąd Wojewódzki w Przemyślu wydał wyrok (I C 127/92). Sędzia Marek Klimczak nakazał działaczom Zarządu Wojewódzkiego Porozumienia Centrum w Przemyślu – Zygmuntowi Grzesiakowi i Markowi Kuchcińskiemu – odwołać „nieprawdziwe zarzuty opublikowane w dodatku wyborczym do tygodnika &raquo;Życie Przemyskie&laquo; nr 43 z dnia 23.10.1991 r. pod adresem powoda Józefa Kalinowskiego” i oddać pokrzywdzonemu ponad 24 tys. złotych tytułem zwrotu kosztów procesu. Nakazał im też dokonanie wpłat na konto PCK i inne świadczenia. Mija 13 rok od tego wyroku. Kuchciński nie zapłacił Kalinowskiemu ani grosza i do dziś go nie przeprosił.

12.08.1996 roku Kuchciński napisał do przemyskiego oddziału Niezależnego Forum Prywatnego Biznesu: „Przemyskie Towarzystwo Kulturalne zwraca się z uprzejmą prośbą o wsparcie finansowe (...), w ostatnich bowiem miesiącach rozpoczęliśmy cykl spotkań o tematyce kulturalnej i społecznej ze znanymi osobistościami”. Biznesmeni chcieli mieć spokój, więc szmal dawali. Pieniądze dostawał do ręki Kuchciński. Niekiedy dostawał je jako upoważniony przez skarbnika przemyskiego Zarządu Wojewódzkiego PC, czyli przez tego samego Zygmunta Grzesiaka, z którym wspólnie zostali skazani. Redakcja „Faktów i Mitów” dysponuje rachunkami wystawionymi przez Niezależne Forum Prywatnego Biznesu w latach 1996–1997. Biznesmeni wyłożyli oficjalnie ponad 12 tys. zł na Przemyskie Towarzystwo Kulturalne i PC. Zdarzało się i tak, że biznesmeni dawali szmal bez pokwitowania. Kasa miała służyć PC. Kuchciński ściągał też do Przemyśla m.in. panów Kaczyńskich, którzy przędli wtedy bardzo cienko i tutaj znaleźli przystań.
– To było przeważnie po kilka stówek, choć zdarzały się i kilkutysięczne datki, przekazywane jako darowizny dla Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego, którym kierował Kuchciński. Dawaliśmy też pieniądze na działalność PC: wyjazd na kongres, zjazd wojewódzki oraz wizyty polityków odwiedzających Przemyśl i chałturzących na spotkaniach organizowanych przez PTK. Kilkanaście razy płaciliśmy za taksówkę do Warszawy, na co też są rachunki – wspomina jeden z biznesmenów.

Kuchciński jedną ręką brał szmal od biznesmenów, a drugą pisał poufne „memoranda” do ówczesnego przemyskiego szefa AWS, Krzysztofa Kłaka. Skarżył się, że polityka personalna wojewody jest niedobra, bo... wojewoda nie korzysta z porad fachowców z PC. Kluczowe instytucje pozostają niezmienione: „Urząd Celny – kierują nim osoby politycznie skompromitowane, niejednokrotnie z powiązaniami przekraczającymi rządy prawa, których od lat domaga się PC”. Donosił też na wojewodę: „Wojewoda dotąd nie ogłosił kierunków rozwoju województwa. Opracowane przez ekspertów PC przed kampanią wyborczą materiały na potrzeby AWS nie spotkały się z żadnym zainteresowaniem”. Te zlekceważone materiały to „Kierunki polityki prorodzinnej” opracowane przez Dorotę Mech (żona Kuchcińskiego!) i „Polityka narodowościowa (stosunki polsko-ukraińskie)” pod redakcją Marka Kuchcińskiego.

Kuchciński skarżył się, że AWS bierze ludzi z PC, ale skompromitowanych, wyrzuconych z partii za „uprawianie prywaty, klikowatość, kontakty z układami nomenklatury postkomunistycznej i grupami gospodarczymi o charakterze przestępczym”. Do tych ostatnich zaliczył Kuchciński Niezależne Forum Prywatnego Biznesu, od którego dostawał szmal na każde żądanie. Gdyby biznesmeni znali ten kwit, pewnie skończyłoby się finansowanie Kaczyńskich i ich kolegów. Nie znali. Okazało się, że pisanina opłaciła się. W 2000 roku Kuchciński został AWS-owskim wicewojewodą województwa podkarpackiego. Z miejsca zażądał mieszkania służbowego. Ówczesny prezydent Rzeszowa Andrzej Szlachta, obecny poseł PiS, bez zmrużenia oka mieszkanie dał. Sprawę zwąchała prasa i zrobił się skandal. Kuchciński z bólem musiał z mieszkania zrezygnować.

Gdy prominentni działacze AWS zobaczyli wspólne miłe zdjęcie Kuchcińskiego z szefem Urzędu Celnego, opisanym przez niego w tajnym „memorandum” i określanym jako „postkomunista”, zatkało ich. Ale Kuchcińskiemu jakoś się upiekło – stanowisko wicewojewody ocalił.

W wyborach parlamentarnych roku 2001 Kuchcińskiego poparło 4741 spośród 316 618 głosujących w okręgu przemysko-krośnieńskim, czyli 1,49 proc. wyborców. W rodzinnym Przemyślu zebrał 1732 głosy (7,09 proc.), a w 70-tysięcznym powiecie – 523. To nie wynik, to kompromitacja, jednak dzięki ordynacji wyborczej Kuchciński zajął miejsce w ławach na Wiejskiej.

Nadal nie brakuje w jego życiu wydarzeń zastanawiających – nawet jak na normalne standardy etyczne, a co dopiero jeśli zechce się pamiętać o tych wszystkich moralno-etycznych wyniosłościach głoszonych przez PiS! Przed wyborami parlamentarnymi „zapomniał” wpisać w swoim oświadczeniu majątkowym, że ma 89 hektarów ziemi „przygotowywanej do upraw ekologicznych”. Kiedy sprawę ujawniła lokalna prasa, Kuchciński tłumaczył się, że nie musiał hektarów ujawniać, bo nie był właścicielem, a jedynie dzierżawcą gruntów AWRSP. Rolnicy z podprzemyskich Wapowiec pamiętają do dziś, jak przyjechał do nich i namawiał, aby oddali swoją ziemię pod pensjonat. W zamian ich życie miało się zmienić w bajkę. Zgodzili się. Pensjonat „Niva” powstał, ale ich życie nie zmieniło się. – A ileż nam wówczas naobiecywał – wspominają. Pamiętają też, jak ich Kuchciński wyrzucał, kiedy chcieli nazbierać trawy na jego nieużywanym polu. Nawet policja była w to zaangażowana.

Jedyną instytucją, która nie tolerowała go przez całe lata, był Kościół katolicki. Kuchciński żył bowiem w grzechu, bez ślubu. Ale wystarczyło, że się ożenił. Teraz już dla wszystkich w tym Przemyślu jest wporzo. Z dumą patrzą, gdy w telewizji opowiada o naprawie państwa. Jak jakiś nowy Lepper.

TOMASZ ŻELEŹNY

Żródło: (FAKTY I MITY )

●●●

Bieszczadzkie łąki szefa klubu parlamentarnego PiS

Marek Kuchciński oficjalnie przyznaje się tylko do skromnego majątku. Tymczasem właśnie kupił za bezcen trzy hektary atrakcyjnej ziemi tuż przy granicy ukraińskiej. Dzierżawione przez siebie wcześniej państwowe grunty podarował koledze - narkomanowi i hipisowi - ujawnia DZIENNIK.

Szef klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości - partii deklarującej praworządność - tak naprawdę nie ma żadnych oporów, by wykorzystywać swoją pozycję do załatwiania prywatnych spraw. Państwowe grunty dzierżawił już jako wicewojewoda podkarpacki. Teraz jako poseł PiS zaczął ziemię skupować.

Tam, na wzgórzu, jest strażnica

"Panie, my nic nie wiemy. To jakiś poseł kupił te pola nad rzeczką od agencji?" - mieszkańcy Huwnik pod Fredropolem są bardzo zdziwieni, że ziemia ma nowego właściciela.

Prawie trzy hektary gruntów pod Fredropolem kupił 31 stycznia tego roku Marek Kuchciński. Najnowszy nabytek posła ma nie tylko walory widokowe. Do najsławniejszego na Podkarpaciu sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej, dokąd corocznie wędrują tysiące pielgrzymów, są stąd tylko trzy kilometry. Wieże kościoła widać nawet z pól posła. Granica z Ukrainą przebiega tuż obok, a ziemia leży pod okiem Straży Granicznej, bo sąsiaduje ze strażnicą.

To nie jedyna posiadłość posła. W 2005 roku kupił już trzy działki w Leszczawce koło Birczy. Nieruchomości te mają jedną wspólną cechę: zostały kupione od Agencji Nieruchomości Rolnych w Rzeszowie jako działki rolne, a więc za bezcen. Ujawniony już w ubiegłorocznym oświadczeniu majątkowym pierwszy zakup - 1 hektar 25 arów - poseł wycenił na cztery tysiące. Ile zapłacił za kupione w styczniu tego roku pola? Do piątku ANR nam nie odpowiedziała.

Wicewowojewoda zataja dzierżawę

Kuchciński państwową ziemią zainteresował się już znacznie wcześniej. W 1999 r. po reformie administracyjnej zrobionej przez AWS niespodziewanie został wicewojewodą podkarpackim. Było to zresztą jego pierwsze znaczące stanowisko po dziewięciu latach cichego działania w przemyskim Porozumieniu Centrum i kilku w radzie miasta. Wicewojewoda szybko poczuł swoją władzę.

"Byliśmy w towarzystwie paru przyjaciół. Słyszałem, jak Kuchciński się przechwala: <Kazałem sobie dać z agencji wykaz działek od hektara wzwyż>" - opowiada DZIENNIKOWI jeden z przemyskich znajomych posła.

I rzeczywiście, jako wicewojewoda Kuchciński po cichu wydzierżawił prawie 90 hektarów państwowej ziemi. "Po cichu", bo kiedy w kampanii wyborczej w 2001 r. lokalne gazety zapytały kandydatów na posłów o stan posiadania, Kuchciński o żadnych łąkach nawet nie wspomniał. Rzeszowskim "Nowinom" powiedział tylko, że ma: renault megane z 1999 r., pięć tysięcy złotych oszczędności, mieszkanie o powierzchni 49 metrów (wspólnie z żoną) i że jest w jednej trzeciej współwłaścicielem działki budowlanej o powierzchni 18 arów. Pochwalił się nawet, że ma bibliotekę liczącą 10 tysięcy książek, które zbierał od 30 lat. O ziemi nie było ani słowa.

"Dlaczego kłamiecie? Kuchciński dzierżawi od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa ponad 80 hektarów ziemi" - gorączkował się czytelnik, którego zacytowały tydzień później "Nowiny". Dopiero wtedy Kuchciński przyznał się, że nie wpisał do deklaracji majątkowej tej ziemi, bo "nie jest właścicielem tego terenu", tylko go dzierżawi.

Czy Kuchciński wpisał dzierżawę do oświadczenia majątkowego, które musiał składać jako wicewojewoda? Nie wiadomo, bo papier, jeśli był, przepadł bez śladu.

"U nas w kancelarii tajnej nie ma tego oświadczenia" - twierdzi Centrum Informacyjne Rządu. Dokumentu nie mają także w Rzeszowie. "Deklaracje majątkowe zawsze były wysyłane do CIR. Nie robimy ich kopii" - zapewniają pracownicy Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego.

Boso na koniach po Bieszczadach

Jak wynika z oficjalnych informacji rzeszowskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych, Marek Kuchciński wydzierżawił w 2000 r. prawie 33 hektary pól w Wapowcach pod Przemyślem, a rok później prawie 57 hektarów w Kalnicy w gminie Zagórz (Bieszczady).

Kiedy w październiku 2001 r. Kuchciński został posłem PiS, łąki w Bieszczadach oddał agencji. "Od 2002 r. dzierżawi je <ustalona osoba fizyczna>" - twierdzi agencja. "Kto? Tego nie ujawnia". O nowym dzierżawcy nic też nie wiedzą mieszkańcy Kalnicy. "Po Kuchcińskim to chyba to wróciło do agencji. Tu nikt nic nie robi, pola leżą odłogiem" - mówi pani sołtys.

Zupełnie coś innego poseł PiS zrobił jednak z polami w Wapowcach. Położone malowniczo pod lasem ziemie za zgodą agencji scedował na Edmunda Gorzelanego, ps. Mundek, swojego guru z czasów hipisowsko-narkomańskiej przeszłości.

- "No tak, czasem coś braliśmy. Marek też" - przyznaje Edmund Gorzelany. Do dziś, chociaż posiwiały, nosi się jak hipis: długie włosy i broda. Rozmawiamy w jego przemyskim mieszkaniu mieszczącym się w obskurnej kamienicy. Drewniany domek na łąkach, które przejął od Kuchcińskiego, ktoś mu spalił. Teraz ma tam tylko - jak mówi - tipi na lato. Pięć swoich koni, na których lubi jeździć boso, trzyma u kolegi w Bieszczadach. "Z tego się nie można wyleczyć, tak jak z alkoholizmu" - mówi pytany, czy nadal bierze jakieś narkotyki.

Prezent dla "Mundka"

W latach dziewięćdziesiątych "Mundek" próbował prowadzić jakąś hurtownię, ale większych sukcesów w biznesie nie odniósł. W połowie ostatniej dekady ubiegłego wieku kupił na kredyt dawny ośrodek wypoczynkowy Niwa właśnie w Wapowcach.


"Przerobił go na stylizowany dworek z pokojami gościnnymi i dużą salą kominkową. Kuchciński przyjeżdżał do niego ze swoimi gośćmi, w tym politykami, których zapraszał do Przemyśla. Bywała tam nawet znana aktorka, która sama ma kilkadziesiąt kilometrów dalej swój domek" - opowiada jeden z dawnych bywalców Niwy. Dodatkową atrakcją, oprócz gospodarza hipisa, było kilka koni, które Gorzelany tam trzymał.

Kuchciński odwiedzał "Mundka" także jako wicewojewoda podkarpacki. Kiedy wydzierżawił łąki, połowę - 15 hektarów - poddzierżawił od razu hipisowi. Ale interes z pensjonatem i stajnią szedł "Mundkowi" coraz gorzej. Kiedy bank coraz natarczywiej upominał się o zwrot kredytu, w końcu musiał Niwę sprzedać.

Prezent od Kuchcińskiego, czyli cesja dzierżawy pól w Wapowcach, pojawił się w samą porę. "Mundek" przyznaje, że dostaje teraz dopłaty unijne i ekologiczne. Nawet kupił traktor. Ma także jako dzierżawca prawo pierwokupu tych terenów. "Nie mam pieniędzy" - przyznaje Gorzelany. "Ale wezmę kredyt, wystarczy zapłacić dziesięć procent, a resztę spłacać w ratach" - rozmarza się.

"Dlaczego zrobił pan taki prezent Gorzelanemu?" - zapytaliśmy posła Kuchcińskiego. Odesłał nas do Agencji Nieruchomości Rolnych, "bo to ona podejmowała decyzję" i do... Gorzelanego.

"Dlaczego poseł zrobił cesję dzierżawy na pana?" - pytamy "Mundka". "Bo go poprosiłem. Myślicie, że jestem taki naiwny, żeby wam się przyznać, że jestem słupem Marka Kuchcińskiego" - odpowiada Gorzelany, w swoim mniemaniu, dowcipnie.
Ciekawe, czy jeżeli Marek Kuchciński poprosi, to Gorzelany zrobi cesję dzierżawy na powrót na niego?

Na członka do hipisów

Marek Kuchciński unika rozmów o swojej młodości w środowisku przemyskich hipisów i narkomanów.

"Czy Marek K. włamał się do apteki?" - tak zaczyna się jeden z wątków na jednym z forów o Przemyślu. Wieść, że szef klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości ma na koncie jakąś narkomańską przeszłość, jest bowiem w Przemyślu tajemnicą poliszynela. Wszyscy też wiedzą o jego bliskiej znajomości z Edmundem Gorzelanym - hipisem i narkomanem karanym za przestępstwa kryminalne - która trwa do dziś.

"Jak Kuchciński poznał <Mundka>"? Znajomość sięga jeszcze lat siedemdziesiątych. Marek Kuchciński był wtedy uczniem I Liceum im. J. Słowackiego w Przemyślu. "Mundek", trochę starszy, gromadzil wokół siebie towarzystwo hipisowsko-narkomańskie, ale z ambicjami artystycznymi i literackimi.

"Przyszedł do mnie i powiedział, że chce się do hipisów zapisać na członka" - opowiadał dziennikarzom "Mundek". Takim wstępem dzisiejszy poseł zdobył sobie pierwszy pseudonim - Członek. "Pamiętam, że Marek był też nazywany Penelopą, ale to przezwisko jest nie ze środowiska hipisowskiego. Tak go nazwali, bo udzielał się w kabarecie. Grał Odysa i musiał krzyczeć: "Penelopo, otwórz, to ja!". To było u nas w domu kultury na osiedlu Kmiecie" - dodaje jego znajomy z tamtych czasów, też były hipis. "Marek grał na kongach" - wspomina.

Kipisz u Kuchcińskich

Późniejszy szef klubu Prawa i Sprawiedliwości "na członka" zgłosił się jednak nie do niewinnej grupy dzieci kwiatów, ale do narkomanów, którzy dla zdobycia towaru byli skłonni popełnić każde przestępstwo.

"Z przemyskiego więzienia wyszedł recydywista Stanisław W. Był z Krakowa, ale postanowił zostać w Przemyślu i zamieszkał na prywatnej kwaterze u Kuchcińskich na Matejki" - opowiada były milicjant z sekcji kryminalnej przemyskiej komendy. Wkrótce okazało się, że W. włamał się do dwóch domów noclegowych PTTK i milicja weszła do mieszkania Kuchcińskich na przeszukanie.

"Zrobiliśmy kipisz, bo szukaliśmy fantów z tych włamań, ale znaleźliśmy jeszcze coś - morfinę" - wspomina milicjant. Okazało się, że W. razem z "Dyszlem" i "Mundkiem" fałszowali recepty, m.in. na morfinę i krople Inoziemcowa, które potem kupowali i rozprowadzali w grupie hipisowsko-narkomańskiej. Druki recept wykradł ojcu syn przemyskiego lekarza. Sprawa trafiła do sądu.

"A Kuchciński?"

"Wtedy był "nielat". Na słomianej macie w jego pokoju były poprzypinane opakowania po herbacie z Peweksu. Myśleliśmy, że coś kombinuje z tą herbatą, parząc jakieś czaje (niezwykle mocne wywary). Nie mieliśmy jednak dowodów, że bierze twarde narkotyki. Przeprowadzaliśmy z nim wtedy rozmowy ostrzegawcze" - opowiada milicjant.
Śmierć w bramie

Wraz z modą na hipisów młodzieńcy i dziewczyny zapuścili długie włosy, założyli wąskie spodnie albo dzwony i zaczęli szukać narkotyków. Dostęp do nich w PRL nie był łatwy, wąchali więc klej, palili trawkę, haszysz, a niektórzy gotowali wywary z
makówek i tak otrzymany kompot wstrzykiwali sobie w żyły. Popularne były też wtedy leki o odurzającym działaniu, które trzeba było jakoś zdobyć.

"Tu chodziliśmy do szkoły, chociaż ja byłem w niższej klasie" - opowiada jeden z sąsiadów Kuchcińkich, wskazując w stronę Liceum im. Słowackiego. Rozmawiamy w przemyskiej restauracji. "Nikt z nas wtedy nie wiedział, co to narkotyki. Kiedy zaczął się ruch hipisów, widzieliśmy ich inny ubiór, długie włosy. Potem okazało się, że to grupa jakichś lekomanów, którzy włamują się do aptek. Sprawa stała się głośna. Na wiosnę 1975 rooku pisały o niej gazety, bo wśród zamieszanych były tzw. dzieci z dobrych domów. To z nimi trzymał się Marek" - wspomina.

"Dzidka" miała 17 lat. W kwietniu 1975 roku zmarła w bramie przu ul. Chopina. Dziesięć minut wcześniej dwójka kolegów narkomanów wstrzyknęła jej krople Inoziemcowa. Sami mieli je wziąć zaraz po niej. Już tego nie zrobili. Przestraszyli się. Śmierć młodej dziewczyny wstrząsnęła wtedy miastem. "Życie Przemyskie" napisało o niej reportaż "Niedokończone życie".

"Kilka tygodni wcześniej do sądu poszedł akt oskarżenia przeciwko 14 chłopcom i dziewczynom w wieku od 17 do 22 lat, którzy zażywali narkotyki. Nie pomogły rozmowy ostrzegawcze milicjantów z młodzieżą i rodzicami" - informował tygodnik. Akt tych spraw próżno jednak szukać w przemyskich prokuraturach, sądach i na policji. - Materiały z tamtych czasów zostały już zniszczone. Minęło przecież 30 lat - usłyszeliśmy we wszystkich tych instytucjach.

Po śmierci "Dzidki" milicja ostro wzięła się za środowiska hipisowsko-narkomańskie. Za nieumyślne spowodowanie śmierci sąd skazał tylko dwójkę narkomanów, którzy podali jej zastrzyk. Skąd dziewczyna wzięła krople Inoziemcowa, nie ustalono. "To nie było nasze towarzystwo" - podkreśla były hipis z grupy "Mundka" zapytany o sprawę "Dzidki". "Do nas należeli <Dyszel>, <Waciak>, <Wskazówa>. Kręcił się koło nas też Marek i jego siostra" - przyznaje.

"Mundek" fałszuje recepty

"Zatrzymywaliśmy tego "Mundka" chyba kilkadziesiąt razy. Miał taki pokój zrobiony na czerwono, jak piekło. Raz mi się pociął żyletką" - wspomina śledczy z tamtych czasów.

Milicjanci z sekcji kryminalnej pamiętają, że u "Mundka" zawsze było parę osób. Niektórzy, choć wtedy ćpali, wyszli na ludzi. Pokończyli studia i są teraz znanymi malarzami czy grafikami. "To nie było zwykłe ćpanie. My mieliśmy własną ideologię, której częścią były narkotyki" - wspomina uczestnik tamtych spotkań, dziś szanowany obywatel Przemyśla.

Te idealistyczne wspomnienia burzą jednak przypadki śmierci z przedawkowania i z powodu źle zrobionego zastrzyku - kiedy do żyły dostało się powietrze. Także w grupie "Mundka" zdarzały się tragedie.

"W namiocie nad Sanem znaleźliśmy dwa trupy. Widywaliśmy tych młodych ludzi wcześniej u <Mundka>. Okazało się, że wstrzyknęli sobie wywar z makówek" - opowiada były milicjant.

Jego zdaniem grupa "Mundka" miała dwa główne sposoby na zdobycie narkotyków: opisane już fałszowanie recept albo włamania do aptek.

"Dostałem wyrok w 1976 roku za włamania do aptek" - przyznaje DZIENNIKOWI Edmund Gorzelany. Takiej sprawy nie udało nam się odnaleźć. W lubelskim sądzie rejonowym dowiedzieliśmy się jednak, że w 1976 roku "Mundek" został zatrzymany i skazany za podrabianie recept na krople Inoziemcowa.

Prywatna sprawa posła

O Marku Kuchcińskim Gorzelany nie chce jednak rozmawiać. "Ale znamy się" - przyznaje. "Zawsze rękę podniesie, jak jedzie lancią. Potwierdza tylko, że <coś brali> i <Marek też>".

"Ojciec Kuchcińskiego przychodził do mnie i żalił się, że nie wie, co ma zrobić, żeby Marka wyprowadzić na ludzi. Żeby zostawił te narkotyki i to towarzystwo" - opowiada DZIENNIKOWI Stanisław Żółkiewicz, były wicewojewoda przemyski i prezes Stowarzyszenia Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich.

Sam Marek Kuchciński unika jak może rozmów na temat swojej młodości. Przez dwa tygodnie zwodził nas, odwlekając spotkanie, a przez telefon, pytany o narkotyki, próbował przekonywać: "To moja prywatna sprawa".

Dziennikarzowi "Gazety Wyborczej", który napisał o nim reportaż "Penelopa IV RP", przyznał się jednak, że nie był święty, próbował przypalać trawkę i brać środki odurzające. "Ja nie traktuję tej mojej młodości poważnie" - podkreślał.

Anna Marszałek, Maciej Szulc

Żródło: Dziennik (3.03.2007)

●●●

Krawat na zagrodzie
Ziemia, zwłaszcza ta państwowa, to doskonała lokata kapitału. Nie dziwota, że tak chętnie sięgają po nią „krawaciarze”, jak mówią rolnicy o mieszczuchach, którzy sprzed nosa sprzątają im hektary i zarabiają na tym krocie. Na 32 ha, jakie Członek, szef klubu PiS Marek Kuchciński „scedował” na kumpla można w solidarnej IV RP skubnąć nawet tyle, ile wynosi roczny budżet ponad 9-tysięcznej gminy.

Wapowce, to niewielka wioska w gminie wiejskiej Przemyśl, 10 km od miasta. Tu po objęciu posady wicewojewody podkarpackiego za pierwszego TKM, w roku 2000 Kuchciński zagiął parol na 32,68 ha pięknie położonego pod lasem (istna Szwajcaria) gruntu. Choć pytali o ziemię rolnicy, rzeszowski oddział AWRSP wydzierżawił go „krawatowi” Kuchcińskiemu (plus 56 ha w Kalnicy k. Zagórza). Pech chciał, że w rok później, mimo poparcia ledwie 4741 wyborców (okręg Przemyśl-Krosno) Członek załapał się do Sejmu i ziemi musiał się pozbyć, przynajmniej w papierach. Rzutem na taśmę (na dzień przed ślubowaniem), w rzeszowskiej AWRSP dokonał bardzo oryginalnej „cesji” dzierżawy ziemi w Wapowcach na rzecz kumpla. Tego samego Mundka, z którym w latach 70., na złość zbrodniczej i goniącej do pracy PRL, razem niejedno wyćpali, wywąchali i wyobracali w „kurwidołkach” nad Sanem..

Rolnicy z Wapowiec za Chiny nie wierzą, że Mundek, na którego ziemia teraz stoi, jest jej faktycznym dzierżawcą. Mają swoje powody by sądzić, że to „słup”, ale zwracają uwagę na coś innego. Dzierżawca ma prawo pierwokupu tej ziemi i może być jej właścicielem już za ok. 200 tys. zł (wystarczy wpłata 10 %, reszta raty), za cenę wywoławczą po przetargu, na którym nikt poza nim się nie pojawi albo będzie statystą.

– Kiedyś zgodę na przekwalifikowanie gruntu musiał wyrazić minister rolnictwa, dziś wystarczy zgoda rady gminy, praktycznie głos 8 radnych. Jaki to problem „przekonać” tylu ludzi? – pytają chłopi retorycznie. - To piękna ziemia i po przekwalifikowaniu jej na działki budowlane można zbić niewyobrażalną fortunę! – dodają mając w pamięci potężną kasę jaką w pobliskim Ostrowie na zamienionych na takie działki 110 ha zarobił Janusz K. (wsławił się wyciągnięciem od minister Cywińskiej 12 starych miliardów z Fundacji Kultury „pod” pismo z, rzekomo sfałszowanym, podpisem abp Tokarczuka, którego podwładnym był jego brat).

Już dziś, gdyby ziemię w Wapowcach sprzedać na działki rekreacyjne, można na niej wyciągnąć ze 30 razy więcej, niż weźmie za nią państwo sprzedając dzierżawcy. Uzbrojenie terenu (za państwowe pieniądze) i podział na działki budowlane zwiększy wartość tych 32 ha do 12 mln PLN, tj. kwoty równej rocznemu budżetowi gminy wiejskiej Przemyśl, która jak setki innych cierpi na brak kasy niezbędnej do rozwoju i zaspokojenia potrzeb mieszkańców.

- Gdzie jest państwo, która najpierw sprzedaje ziemię za bezcen, a potem tak bardzo się dziwi, skąd tylu milionerów i potężnych fortun wśród tych, którzy nie sieją i nie orzą a żyją jak lordy? Dlaczego prezentu nie zrobić gminie, która sprzedając ziemię na działki budowlane mogłaby podwoić budżet i mieć własne środki do ubiegania się o unijne wsparcie? - pytają w Wapowcach obywatele prawej, sprawiedliwej i solidarnej CZWARTEJ NAJJAŚNIEJSZEJ.

Swoją drogą, Członek Kuchciński ma wyjątkowego nosa i rękę do kupna ziemi. 1,25 ha kupione w 2005 r. wycenia w swoim ubiegłorocznym oświadczeniu majątkowym na 4000 zł. 3 ha państwowej ziemi nabytej w styczniu br. blisko nowego przejścia granicznego z Ukrainą, to pewnie też groszowa sprawa (ohydna plotka mówi o 1600 zł/ha ale trudno ją zdementować, bo sprzedawca milczy jak grób).

Gdyby w Wapowcach z 32 ha kumplowi posła udało się wyciągnąć 12 milionów, byłby to niechybnie znak niebios, że samorodny talent do biznesów marnuje się nam na stołku szefa klubu PiS i czym prędzej, ku chwale IV RP powinien zluzować Zytę Gilowską.

JANUSZ ADAMSKI

Żródło: FAKTY I MITY

●●●

Za tania ta ziemia, pośle Kuchciński!
Prawie 5 ha ziemi w atrakcyjnej turystycznie okolicy Marek Kuchciński, poseł PiS, wycenił na ... 18 tys. zł!

W styczniu poseł Kuchciński kupił 4,6 ha ziemi w gminie Fredropol. Na przetarg wystawiła ją Agencja Nieruchomości Rolnych.

Ładnie i dużo pielgrzymów

To atrakcyjny turystycznie region. Ze względu na walory przyrodnicze i... pielgrzymów, którzy każdego roku tysiącami przejeżdżają tamtędy do klasztoru w Kalwarii Pacławskiej. Ponadto coraz więcej osób, z regionu, a nawet z innych części Polski, buduje w tej okolicy domki letniskowe.

Ceny ziemi rolnej w woj. podkarpackim zaczynają się od 10 tys. zł za hektar. Jednak podczas transakcji, cena atrakcyjniejszych wzrasta nawet trzy razy.

- Myślę, że już wkrótce cena ziemi w tej okolicy znacznie wzrośnie. Głównie za sprawą nowych, polsko - ukraińskich przejść granicznych. Byłyby to przejścia turystyczne, obsługujące tzw. mały ruch graniczny - twierdzi nasz informator.

Ustaliliśmy, że nowe przejście turystyczne powstałoby niedaleko Kalwarii Pacławskiej.
W oświadczeniu majątkowym poseł Kuchciński podaje, że jest właścicielem 1,2 ha gruntów, które kupił w 2005 r. Chodzi o tereny w Leszczawce, w gm. Bircza. To kolejna transakcja, którą Kuchciński przeprowadził z Agencją Nieruchomości Rolnej. Poseł ocenia, że ta ziemia jest warta 4 tys. zł.

Inni się wycofali

Chcieliśmy wczoraj zapytać posła Kuchcińskiego dlaczego tak nisko wycenił swoją ziemię i jakie ma z nią plany - sprzedaż, budowa domku letniskowego itp. Przez cały dzień nie odbierał telefonu. W wypowiedzi dla radia RMF FM stwierdził, że podał taką wartość za jaką kupił ziemię od agencji. Dodał, że nabył grunty na przetargu. Według niego było kilku oferentów, którzy jednak wycofali się z kupna.

Norbert Ziętal

Żróło: http://www.gcnowiny.pl/

●●●
var uzytkownik = "n.zietal"; var domena = "gcnowiny.pl"; var opis = "Napisz do autora."; document.write('' + opis + '</a>
');

Milczenie posła



W poprzedniej kadencji poseł PiS Marek Kuchciński odbierał telefon po jednym sygnale i bardzo chętnie rozmawiał z dziennikarzami - zazwyczaj nie szczędząc słów krytyki (bardzo często zasłużonej) przedstawicielom rządzącej wówczas lewicy. W obecnej kadencji wszystko się zmieniło, to lewica jest w opozycji, a poseł rządzi i... komórki praktycznie nie odbiera. Nie chce także niczego komentować. Na przykład, dlaczego - mimo wyroku sądowego - przez kilkanaście lat nie przeprosił człowieka, którego obraził.

Milczenie posła sprawiło, że nie mogliśmy go zapytać także o to, dlaczego wstawia wyborcom (także swoim) lipę. Bo właśnie tym - zwyczajną lipą i lekceważeniem zdrowego rozsądku wyborców - jest podawanie w oświadczeniu majątkowym wziętych z sufitu cen swoich atrakcyjnych gruntów.



Wojciech Malicki

Żródło: http://www.gcnowiny.pl/

●●●



Żywot Członka

Któż go nie zna? Jest twarzą i ustami PiS. Charakterystycznym cmokaniem do kamer objaśnia meandry polityki braci K. Szary człowieczek. Nieciekawy. Czy aby na pewno?

Marek Kuchciński, rocznik 1955, wykształcenie, jak na dzisiejsze standardy, mizerne, żonaty, szef Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości. Persona! Przenieśmy się do Przemyśla z początku lat 70. Kogóż na przemyskim rynku spotkać możemy? Oto przechadza się tam długowłosy młodzian, znany w środowisku miejscowych hippisów jako Penelopa lub Członek. A dlaczego Członek? A dlatego, że hippisowanie tak mu się podobało, że zgłosił się razu jednego do przywódcy długowłosych z prośbą: „Zapisz mnie na członka”. Anegdota o tym do dziś opowiadana jest w grodzie Przemysława.

No więc jest przemyskie lato roku ’72 i nasz Członek przebywa właśnie w namiocie w tak zwanym kurwidołku nad Sanem. A tu nagle pojawia się obława MO i zgarnia mocno rozbawione bractwo. Niektórym udaje się uciec nago brzegiem rzeki. Naszemu Członkowi nie. Skąd ten nalot MO na spokojne męsko-męskie (najczęściej) i męsko-damskie (rzadziej) parki? Oto stróże prawa realizują akcję „Narkotyk”. No i nie mylą się. Jest i klej do wąchania, i jakieś konopie, i jeszcze inne świństwa. A przede wszystkim je
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 6:42 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group