" /> Dyskusje ogólne :: Bronisław Wildstein: PO jako obiekt kolonizacji
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bronisław Wildstein: PO jako obiekt kolonizacji

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Nie Sty 20, 2008 1:46 pm    Temat postu: Bronisław Wildstein: PO jako obiekt kolonizacji Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/85239.html

"PO jako obiekt kolonizacji
Bronisław Wildstein 18-01-2008, ostatnia aktualizacja 18-01-2008 18:18

Po nieudanych próbach budowy obozu, który gwarantowałby mu dominującą pozycję polityczną, establishment zainwestował w zwycięską Platformę. Nowa władza naraża państwo na kolejny wstrząs, ale nie jest to wstrząs ozdrowieńczym tylko odbudowa oligarchicznych porządków.

Trudno określić ideową orientację Platformy Obywatelskiej. Zaczynała jako kontestacja politycznego status quo. Szła tak daleko, że kwestionowała nawet system partyjny, a politykę traktowała jako zło nie wiadomo nawet czy konieczne. Można ją było wówczas uznać za emanację inteligenckiego populizmu. Wyrazistość uzyskała w czasie afery Rywina, kiedy to w dużej mierze dzięki błyskotliwym występom Jana Rokity stała się najpopularniejszym ugrupowaniem w Polsce. Wówczas była partią radykalnie odrzucającą ład III RP i proponującą jego gruntowną reformę. Po przegranych wyborach, jako fundamentalna opozycja wobec PiS, stała się nieomal rzecznikiem establishmentu III RP. Dziś, po sukcesie wyborczym, stoi na rozdrożu. Ambitnych projektów gospodarczo-społecznych, które umożliwić mogłyby "irlandzki cud", ciągle nie widać. Pozostał marketing polityczny. Tymczasem establishment, po nieudanych próbach budowy obozu, który zagwarantowałby mu dominującą pozycję polityczną, zainwestował w zwycięską Platformę. Nie jest to poparcie bezwarunkowe. Nostalgia za LiD, który jest idealnym wcieleniem politycznych tęsknot establishmentu, ciągle jest widoczna. Jednak jako układ interesów inwestuje on w najlepiej rokujące przedsięwzięcia. Na mapie politycznej nie ma dziś dla niego partii bardziej obiecującej niż PO. Czy stanie się ona obiektem kolonizacji establishmentu III RP?


Establishment III RP

Żyjemy w świecie fikcji medialnej, w której najbardziej oczywiste pojęcia wymagają uzasadnienia. Kategoria wspólnoty interesów, czyli układu, została powszechnie obśmiana jako przejaw "teorii spiskowej". Zdroworozsądkowa konstatacja, że osoby i grupy organizują się na rzecz osiągania korzyści, jest zdaniem propagandystów III RP w odniesieniu do postkomunistycznej Polski tezą absurdalną. W rzeczywistości zdumiewająca byłaby sytuacja odwrotna, to znaczy gdyby w epoce załamywania się PRL komunistyczna nomenklatura nie próbowała wykorzystywać swojej uprzywilejowanej pozycji dla jak najlepszego urządzenia się w nowych czasach. Czyli nie usiłowałaby nagiąć demokracji i wolnego rynku do swoich potrzeb, zasadniczo zmieniając ich kształt.

Możliwe stało się to dzięki porozumieniu z częścią solidarnościowych elit, które uznały, że przymierze z osłabioną nomenklaturą jest optymalnym sposobem utrzymania się u władzy. Władza ta służyć miała transformacji Polski w nowy ustrój. W sojuszu tym odnaleźli się zarówno wyznawcy ideologii przerobienia Polaków w mitycznych "Europejczyków", jak i cynicy wierzący jedynie w siłę portfela. Wszystkich ich łączyła nieufność do realnego narodu i wyobrażenie, że wyłącznie pod przewodnictwem światłych elit potrafi on wydźwignąć się na wyższy poziom ewolucyjny. Nawet ostatnio myśl ta wyrażona została przez naczelnego ideologa III RP Adama Michnika, który powiedział, że polski naród nie zasłużył sobie na swoją inteligencję. I w tym wypadałoby się z Michnikiem zgodzić.

(...)

Jak działa układ

Układ III RP, jak każda tego typu struktura, ma charakter wewnątrzsterowny. Oznacza to, że nie podlega żadnemu raz na zawsze ustalonemu kierownictwu, ale posiada rozmaite ośrodki koordynacji interesów, które integrują się w sytuacji zagrożenia, acz bywa, że na co dzień rywalizują ze sobą. Po zwycięstwie mogą nawet podjąć wewnętrzną walkę, tak jak mogą się rozpaść w sytuacji klęski. Zasadniczo jednak zwierają szyki wobec konkurencji z zewnątrz.

Tolerowana konkurencja to rywalizacja wewnątrz ustabilizowanego establishmentu. Z rzadka tylko na zasadzie kooptacji zostają dopuszczone do niego nowe podmioty. Demokracja zmienia się w oligarchię. Oczywiście w realnym świecie nie występują modelowe projekty, albowiem rzeczywistość tylko w przybliżeniu mieści się w teoretycznych konstruktach. W Polsce mieliśmy do czynienia jedynie z quasioligarchią, a więc jej częściowym wcieleniem.

Oligarchowie jako grupa sprawująca władzę również nie są jednorodni. To politycy i bogacze dysponujący politycznymi wpływami, gdyż osoby majętne, ale ich pozbawione, jak Roman Kluska, mogły przekonać się, że zdane są na łaskę politycznoadministracyjnego układu. Istotnym elementem oligarchii są wpływowe korporacje, w Polsce zwłaszcza korporacja prawnicza i niektóre dominujące media.

(...)


Układ kontratakuje

Jedną z cech oligarchii jest poczucie bezpieczeństwa jej członków. Jest to zarówno świadomość uprzywilejowanej pozycji, a więc wyjątkowego traktowania przez wszelkie instytucje – w tym zwłaszcza wymiar sprawiedliwości – jak i radykalne ograniczenie konkurencji wyłącznie do wewnątrzsystemowej. Ostatnie dwa lata naruszyły zasadniczo ten status quo. Niezależnie od wszelkiej zasłużonej krytyki rządy PiS wprowadziły realną konkurencję, a więc pluralizm, w polskie życie polityczne. Naruszyły również poczucie bezpieczeństwa członków establishmentu.

Fakt, że znanego polityka czy ordynatora potraktować można jak zwykłego obywatela, wzbudził szok. Poczucie zagrożenia, którym straszyły nas ośrodki opiniotwórcze i media, choć nie miało żadnego odzwierciedlenia w społeczeństwie czującym się nawet bardziej bezpiecznie, odbijało autentyczny stan ducha elit III RP, które zaczęły się obawiać utraty uprzywilejowanej pozycji, a w wielu wypadkach – po prostu wydobycia na światło dzienne spraw, jeśli nie kryminalnych, to w każdym razie kompromitujących.

(...)

PO jako maszyna wyborcza

Wybory 2005 roku traktowane były niezwykle serio przez obydwie partie – PO i PiS. Po zwycięstwie obiecywały one utworzyć koalicyjny rząd, który dokonać miał głębokich reform w kraju. Do roli premiera poważnie przygotowywał się Rokita. Szukał kandydatów do ministerstw, organizował dla nich intelektualne zaplecze, przygotowywał projekty reform. Jak zwykle rzeczywistość rozminęła się z oczekiwaniami.

Dorobek Rokity mógłby jednak stać się fundamentem programu partii przygotowującej się do rządzenia. Stało się inaczej. Tusk i jego otoczenie wyeliminowali Rokitę i jego ewentualnych stronników. Intelektualnej alternatywy brak. Można odnieść wrażenie, że PO zdobyło władzę zupełnie nieprzygotowane do rządzenia. Żaden "irlandzki cud" nie przydarzy się bez radykalnych posunięć rządu w dziedzinie gospodarki. Tymczasem nie widać projektów deregulacji, prywatyzacji i reprywatyzacji oraz wycofania państwa ze sfery ekonomii. Za to tuż po wyborach pojawiły się wypowiedzi premiera, które sugerowały rezygnację z ambitnych planów na rzecz "drobnych posunięć". A te mogą służyć raczej utrzymaniu status quo.

(...)


Normalizacja sprawiedliwości

Sferą, w której proces taki zaczął się odbywać na wielką skalę, jest wymiar sprawiedliwości. Projekt oddzielenia prokuratury od Ministerstwa Sprawiedliwości, tak jak został zaprezentowany przez ministra Ćwiąkalskiego, w polskich warunkach oznacza przekazanie jej korporacji oskarżycieli. Podstawowym schorzeniem polskiego wymiaru sprawiedliwości jest stan traktującej go jako swój folwark korporacji prawników. Całkowite uniezależnienie prokuratury schorzenie to pogłębi. Chociaż narzekać możemy na jakość polityków, to funkcjonują oni zgodnie z regułami demokracji. Obywatele mogą ich rozliczyć, a więc odwołać z powodu niedostatecznego stanu bezpieczeństwa. Bezpośrednio na prokuratorów społeczeństwo wpływu nie ma. Zwłaszcza w oligarchicznych porządkach III RP. Albowiem Ćwiąkalski jeszcze przed uniezależnieniem prokuratury dokonuje w niej daleko idącej czystki, czyli normalizacji a la III RP.

Już mianowanie prokuratora krajowego, byłego wiceministra sprawiedliwości w rządzie Millera Marka Staszaka, mogło wskazać kierunek zmian. Potem od stanowisk zaczęli być odsuwani prokuratorzy kojarzeni z byłym ministrem Ziobrą i ci, którzy narazili się wpływowym osobistościom establishmentu III RP. Radykalna czystka robiona jest w prokuraturze bielskiej, która skierowała największą liczbę wniosków przeciwko skorumpowanym sędziom, i w katowickiej, która prowadziła sprawę mafii węglowej oraz fundacji Jolanty Kwaśniewskiej. Odwoływani są szefowie prokuratury krakowskiej, którzy wykazali się bezkompromisowością w tropieniu również person na świeczniku.

Efekty nie dają na siebie długo czekać i przenoszą się na całość funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Uwolniono Aleksandrę Jakubowską, a oczyszczający ją sędzia oświadczył ex cathaedra, jak niewłaściwe było ciąganie po sądach lwicy lewicy. Jeden z najbogatszych i najbardziej ustosunkowanych Polaków Ryszard Krauze nie tylko dyktuje terminy swoich przesłuchań, ale najprawdopodobniej prokuratura odstąpi od zarzutów ewidentnego fałszowania zeznań przez gdańskiego biznesmena. Zwalniani z aresztu są kolejni aferzyści. Czy kumulacja ta to tylko zbieg okoliczności?


W służbach, mediach i gdzie indziej

Szczególną aktywność PO wykazało w czyszczeniu służb specjalnych. Wiceszefem ABW został były funkcjonariusz SB, wiceszef UOP za czasów rządów postkomunistów Zdzisław Skorża. Szefem Służby Wywiadu Wojskowego mianowany został gen. Maciej Hunia, a kontrwywiadu – płk Grzegorz Reszka. To oni po dojściu do władzy Millera organizowali w służbach specjalnych czystki, wymiatając solidarnościowe nabytki i przywracając PRL-owskie kadry. Kolejni oficerowie z tego zaciągu to Janusz Nosek i Paweł Białek.

Postacie z tamtego okresu powracają do spółek Skarbu Państwa, które jakoś nie są przewidziane do prywatyzacji. Równie jednoznaczne są osoby doradców rozsiane w sektorze państwowej gospodarki, z których najbardziej rzuca się w oczy figura Andrzeja Kwiatkowskiego, twarz telewizji Roberta Kwiatkowskiego, propagandysta SLD. Na szeroką falę tych nominacji wskazał "Newsweek", który trudno posądzić o sympatię do starej i antypatię do nowej ekipy. Istotną rolę odgrywa w niej koalicjant PO – PSL. Przedstawiany jako partia po zasadniczej transformacji, rezygnująca z formuły przedsiębiorstwa, którego udziałowcami są partyjni aktywiści, w rzeczywistości wydaje się jedynie ugrupowaniem po liftingu. A jego nowa, prorynkowa orientacja sprowadza się do dbałości o interesy swojego zaplecza. Dowodem tego było wielkie "osiągnięcie", czyli zniesienie przez Rosję embarga dla grupki producentów mięsa związanych z PSL, któremu to celowi podporządkowana była czas jakiś polska polityka wschodnia.

Przedsięwzięciem, któremu w dużej mierze poświęcił się nowy rząd, jest przejmowanie mediów publicznych. Zachęcany jest zresztą do tego przez cały, zwłaszcza medialny, establishment III RP. Biorąc pod uwagę, że ogół mediów jest przychylny Platformie, a w każdym razie nienawistny wobec PiS, przejęcie mediów publicznych, bez względu na wszelkie uzasadnione zarzuty, jakie można im poczynić, będzie likwidacją elementów pluralizmu, jakie w tej sferze jeszcze funkcjonują. "Normalizacja" mediów przywróciłaby stan, w którym autorytety III RP decydowały, o czym, kiedy i jak można pisać i mówić.

Szefem jednego z największych przedsięwzięć kulturalnych Polski, czyli Roku Chopinowskiego, został SLD-owski minister kultury, działacz młodzieżowy czasów PRL Waldemar Dąbrowski. Jest to przykład jednej z tych wielkości, dla której trudno znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie poza ich błyskotliwą karierą w aparacie komunistycznym. W Polsce znaleźć można sporo tego typu wielkości, i to one lub ich wychowankowie zaczynają wracać na eksponowane stanowiska w dziedzinie kultury, a minister Zdrojewski zdaje się wycofywać z ambitnych projektów swojego poprzednika, które były nam niezwykle potrzebne.


Unia Wolności bis?

Czy Platforma stanie się więc kolejną wersją Unii Wolności, z którą ongi zjednoczył się KLD, aby wymaszerować z niej pod wodzą "trzech tenorów"? Oczywiście byłaby to Unia, w której władzę dzierżyliby Tusk i jego dwór. I wydaje się, że to władza staje się nie tylko nadrzędnym, ale i jedynym celem tej grupy. Gdyby tak było, to symbioza między PO a establishmentem III RP wydaje się naturalna.

Po to, aby rządy utrzymać, ekipa Tuska zajmuje się tworzeniem przyjaznego wizerunku i rozprawianiem z opozycją. Na razie nie widać żadnych większych projektów politycznych, nawet w dziedzinie gospodarki, która miała być atutem tego rządu. Znamienna jest zmiana stosunku do lustracji, która zarysowuje się w deklaracjach polityków PO. Projekt otwarcia IPN-owskich archiwów, co partia Tuska głosiła dwa lata temu, ulotnił się zupełnie. Fundusze na IPN są redukowane i coraz wyraźniej słychać pomysły ograniczenia czy wręcz wycofania się z lustracji. Trudno zresztą wyobrazić ją sobie przy tego typu polityce kadrowej.

(...)"

Zródło: "Rzeczpospolita"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 1:23 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Sty 20, 2008 10:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie w sposób nie zgodzić się z
Cytat:
Żyjemy w świecie fikcji medialnej, w której najbardziej oczywiste pojęcia wymagają uzasadnienia. Kategoria wspólnoty interesów, czyli układu, została powszechnie obśmiana jako przejaw "teorii spiskowej". Zdroworozsądkowa konstatacja, że osoby i grupy organizują się na rzecz osiągania korzyści, jest zdaniem propagandystów III RP w odniesieniu do postkomunistycznej Polski tezą absurdalną. W rzeczywistości zdumiewająca byłaby sytuacja odwrotna, to znaczy gdyby w epoce załamywania się PRL komunistyczna nomenklatura nie próbowała wykorzystywać swojej uprzywilejowanej pozycji dla jak najlepszego urządzenia się w nowych czasach. Czyli nie usiłowałaby nagiąć demokracji i wolnego rynku do swoich potrzeb, zasadniczo zmieniając ich kształt.

Możliwe stało się to dzięki porozumieniu z częścią solidarnościowych elit, które uznały, że przymierze z osłabioną nomenklaturą jest optymalnym sposobem utrzymania się u władzy. Władza ta służyć miała transformacji Polski w nowy ustrój. W sojuszu tym odnaleźli się zarówno wyznawcy ideologii przerobienia Polaków w mitycznych "Europejczyków", jak i cynicy wierzący jedynie w siłę portfela. Wszystkich ich łączyła nieufność do realnego narodu i wyobrażenie, że wyłącznie pod przewodnictwem światłych elit potrafi on wydźwignąć się na wyższy poziom ewolucyjny. Nawet ostatnio myśl ta wyrażona została przez naczelnego ideologa III RP Adama Michnika, który powiedział, że polski naród nie zasłużył sobie na swoją inteligencję. I w tym wypadałoby się z Michnikiem zgodzić.

Tych parę zdań streszcza całą ideę działania i władania ukradzionym, łże-właścicieli "tego kraju" i ich gier(e)mków.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Nie Sty 20, 2008 11:42 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeszcze jedno potwierdzenie tezy o bezideowości ludzi Platformy. Grupa skupiona wokół wspólnych interesów,w myśl zasady że po kasę z każdym, to jest ich idea. Poszli po władzę z myślą o załatwieniu dogodnej pozycji na scenie polityczno-gospodarczej sobie i grupie zaprzyjaźnionych oligarchów i konsekwentnie to robią. Sprawy kraju są niejako przy okazji, po prostu nie da się od nich całkiem uciec. Należy im bardzo bacznie spoglądać na ręce, bo pewne zapowiedzi ich aktywności w gospodarce nie brzmią dla społeczeństwa optymistycznie.





Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sob Lut 09, 2008 10:51 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/90982.html

"W imadle normalności
Piotr Semka 08-02-2008, ostatnia aktualizacja 09-02-2008 07:31

Istnieje coś w rodzaju "tęczowej koalicji", która lubi III RP lub boi się czegokolwiek, co by ją zastąpiło. Klasyczni postkomuniści to tylko jeden, nie najważniejszy element tego obozu

Bronisław Wildstein w swoim tekście "PO jako obiekt kolonizacji" (Plus Minus, 19.01.0Cool zadał ważne pytanie, czy po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską grozi nam recydywa praktyk z epoki III RP. Wildstein wskazał, że PO nie spełniła obietnic, że podejmie proces wzmocnienia słabego państwa polskiego – tyle że bez błędów i zacietrzewienia PiS.

Platforma po stworzeniu rządu jedynie pozoruje zapał do zmian, a faktycznie niepostrzeżenie wraca klimat sprzed epoki Lwa Rywina. Czas pokazuje, że w zwolennikiem zmian w tej partii był jedynie Jan Rokita – reszta polityków która niegdyś chwaliła "szarpnięcie cuglami państwa", dziś unika takich kwestii. Dobrym przykładem jest minister Julia Pitera, w której ustach walka z korupcją stała się już raczej rytualnym sloganem. Działania ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego zastanawiająco często uderzają w tych prokuratorów, którzy poważnie traktowali śledztwa dotyczące przestępstw na styku biznesu i polityki.

Wildstein wskazuje, że establishment III RP zaczyna kolonizować Platformę. Powraca poczucie bezkarności oligarchów, niezbyt pewny jest też pluralizm opinii w mediach. Wszystko to skłania do obaw, że państwo nadal będzie słabe, co nie zmartwi nieformalnych graczy, takich jak Ryszard Krauze, którzy byli mocni w czasach Rywinlandu i stają się na nowo mocni także i dziś.

(...)

SLD jest słabe, ale beneficjenci jego rządów nie

Czy postkomuniści przestali być w Polsce silni? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jak zdefiniujemy obóz postkomunistów. Jeśli zdefiniujemy pod tym hasłem partię polityczną, to istotnie SLD jest dziś cieniem dawnej potęgi. To partia, której w sondażach zdarza się oscylować wokół 5-proc. progu wyborczego. To ugrupowanie, któremu nie pomogło postawienie na czele stosunkowo młodych aktywistów Wojciecha Olejniczaka i Grzegorza Napieralskiego.

Ale jeśli uznamy za związanych z tym obozem także szefów niektórych koncernów medialnych, ludzi okopanych w korporacji sędziowskiej czy prawniczej, to uznać można, że są to zwycięzcy dwuletnich zmagań o reformy utożsamiane z hasłem IV RP. Być może Ryszard Krauze nigdy komunistą nie był, ale silne państwo, jakie lansował Kaczyński, na pewno mu nie odpowiadało. Nie był w partii, ale początki jego fortuny skrywają się w mrokach końcowej fazy PRL.

Tak samo wielu sędziów, prokuratorów czy adwokatów nie musi być wcale wyznawcami idei SLD, ale pomysły Ziobry, by nieco przewietrzyć te środowiska, budziły w nich jak najżywsze negatywne emocje. Aby tworzyć establishment, który nie ma złych wspomnień związanych z PRL i który ceni uprzywilejowane pozycje zdobyte w III RP, nie trzeba być koniecznie jakimś marksistowskim dinozaurem. Czasem tak jak wielu rektorów czy naukowców można po prostu nie mieć ochoty na lustrację, można z racji rodzinnych mieć uraz do sławienia powojennej walki WiN czy nie czuć mięty do polityki historycznej sławiącej generała Andersa.

Mówimy więc o coraz bardziej zróżnicowanej wiekowo wspólnocie ludzi, którym bliżej do tradycji lewicowej niż prawicowej, którzy wolą liberalizm niż jakiś rygoryzm á la szkolne mundurki. Bardzo często w grę wchodzi tradycja rodzinna czy pamięć o przyjaciołach domu. To pewna wrażliwość, która skłania znanego krytyka teatralnego do wyszydzania teatru TVP pokazującego zbrodnie UB po wojnie jako dzieła naiwnego i cierpiętniczego. To świat, w którym defilada czołgów w święto Wojska Polskiego kojarzy się z niepotrzebnym patosem czy wręcz szowinizmem.

Ten wielki konglomerat osób, którym bliżej do III RP, to już nowe pokolenia, które nie płaczą za Jaruzelskim, ale przyjmują powszechne na świecie political correctness. Istnieje więc raczej coś w rodzaju "tęczowej koalicji", która lubi III RP lub boi się jakiejś alternatywy dla niej. I w tak rozumianym obozie klasyczni postkomuniści to tylko jeden z elementów establishmentu III RP.

Bardziej znani i widoczni od nich są liderzy mniejszości seksualnych czy artystyczni skandaliści zezujący na środowisko "Krytyki Politycznej". Tu oczywiście miewamy do czynienia z paradoksem nowej lewicy. Postępowcy pomogli zmobilizować młody elektorat, aby odsunąć od władzy Kaczyńskich. Świat po IV RP wydaje się im teraz za mało rewolucyjny i postępowy.

Ale szefowie niektórych wielkich koncernów i mediów nie bawią się w sentymenty. Skoro czuli się zagrożeni przez IV RP, a lewica nie wyrwała się z paraliżu sprawy Rywina – pragmatycznie poparli Platformę Obywatelską.

Zresztą kiedyś już tak robili. Gdy w 1990 roku Lech Wałęsa rzucił hasło przyspieszenia i kojarzono je z groźbą dekomunizacji – to wtedy sieroty po PRL popierały w wyborach prezydenckich Tadeusza Mazowieckiego, a nie pozornie bliższego Włodzimierza Cimoszewicza. Dlatego też teraz popierają Tuska, bo wydaje się im mniej groźny niż Kaczyńscy.

Ktoś zapyta, czy nie należałoby się raczej z tego cieszyć. Czy nie jest pośrednim dowodem triumfu prawicy to, że oligarchowie, którzy zamienili legitymację PZPR na książeczkę czekową, łaszą się dziś do partii o solidarnościowych korzeniach i wolnorynkowej tradycji?

Niebezpieczne związki

Otóż nie. Nie cieszy mnie wsparcie takich sojuszników, użytecznych wpierw dla zakończenia eksperymentu IV RP, a potem zachwyconych rządami Donalda Tuska. Nie cieszy mnie, bo ci potencjalni sojusznicy PO przywykli do działania na styku słabego państwa z własnymi interesami. Niepokoi mnie taka symbioza w sytuacji, gdy znacznie osłabiono pozycję CBA. Niepokoi mnie taka sytuacja, gdy szefem resortu sprawiedliwości jest człowiek, który pisał analizy prawne dla oligarchy – tego samego, który traktował jak chłopca na posyłki szefa MSW. Niepokoi mnie, że po ostatnich czystkach w prokuraturze największe szanse na pozostanie mieli ci, którzy zastanowią się dwa razy, zanim zaryzykują zaangażowanie w aferę mogącą mieć polityczne konotacje.

I dlatego, podobnie jak Wildstein, nerwowo reaguję na sygnały powrotu do lepkiego klimatu III RP. Niepokoi mnie lekceważenie przez media spraw, które budzą wiele niepokojących pytań. Łatwe anulowanie kary dla spółki J&S przez Pawlaka. Ciekawi mnie, ile jest prawdy w oskarżeniach, że w województwach, w których przegrało PO, są ustalane listy projektów, które mają otrzymać wsparcie funduszy unijnych. Interesuje mnie, dlaczego prezes największych w kraju magazynów zbożowych, działacz PSL Andrzej Śmietanko ogłasza, że państwowe zboże ma być sprzedawane tylko na Warszawskiej Giełdzie Towarowej, co gwarantuje, że prowizje zagarnie najbogatszy z ludowców Zbigniew Komorowski.

Takie patologie zdarzają się w każdym rządzie, owszem, ale tak się dziwnie składa, że w wypadku poprzedniego rządu każdą najmniejszą nieprawidłowość badały z wypiekami na twarzy wszystkie media. Teraz natomiast wokół nowego rządu tworzy się parasol jakichś specjalnych względów. Wiesław Władyka na łamach "Polityki" wzywa: "jeśli chce się rozliczać i skreślać Tuska, trzeba pamiętać, że za rogiem czekają zwarci i gotowi: Kaczyński, Gosiewski, Kurski, Szczygło, Ziobro, Brudziński, Kempa, Szczypińska, Wassermann i Macierewicz".

Ich powrót w opinii Władyki może oznaczać nową zimną wojnę domową. Skoro mamy do czynienia z tak potworną wizją, to może młody dziennikarzu winieneś z racji obywatelskiej odpowiedzialności nie przesadzać z oburzeniem, bo przecież nagłaśniając kiksy rządu, ułatwiasz powrót PiS-owskim potworom? Akurat redakcja "Polityki" powinna dobrze pamiętać, że w myśl podobnej ideologii przemilczano na łamach tego tygodnika pogłoski o sprawie Rywina. Czy zapomnieliśmy już wyjaśnienia "Gazety Wyborczej", że długo milczano o wizycie Rywina, bo obawiano się ryzykować wzburzenie Polaków w chwili, gdy ważyły się szanse Polski na wejście do Unii?

Mówiąc serio, takie poczucie bezkarności, do jakiego zachęca Wiesław Władyka, to idealny prezent dla ludzi liczących, że z rządem Tuska uda się coś ugrać. A politycy, jak wiadomo, są także ludźmi. Czy kogoś w Platformie to skłania do głębszej refleksji?

Ten nowy świat to już nie jest III RP, ale właśnie zrywa on z ideami IV RP. Jak go nazwać? Można dyskutować, czy nowa etykietka ma sens, ale nie zmienia to ostrości sporu o to, czy potrafimy wyrwać się z pułapek, jakie osłabiały nasze państwo jeszcze trzy lata temu. Bo trafić w imadło normalizacji jest łatwo, trudniej się z niego wyrwać."

Więcej:
http://www.rp.pl/artykul/90982.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 1:23 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Lut 10, 2008 12:19 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aż dziw, że 'ich' stać na tak wyraźne pokazanie swych 'idei':
Cytat:
Wiesław Władyka na łamach "Polityki" wzywa: "jeśli chce się rozliczać i skreślać Tuska, trzeba pamiętać, że za rogiem czekają zwarci i gotowi: Kaczyński, Gosiewski, Kurski, Szczygło, Ziobro, Brudziński, Kempa, Szczypińska, Wassermann i Macierewicz".

Czy trzeba więcej? Liberałów czy to PO czy LiD dzieli jedynie to, że jedni są, a drudzy nie są obecnie przy władzy. Idee mają te same: Brak zasad. Brak ideowości. Jak mi doraźnie sluży to dobre, jak nie - złe. I tylko ta wyliczona lista osób jest straszna. Oni mogą 'mordom' realnie zagrozić - przez 2 lata pokazali już pazury.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group