" /> Dyskusje ogólne :: Wegry - skąd my to znamy?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wegry - skąd my to znamy?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Maciej
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 1221

PostWysłany: Pon Paź 30, 2006 1:43 pm    Temat postu: Wegry - skąd my to znamy? Odpowiedz z cytatem

POLECAM TĘ STRONĘ Polskiego Radia jest świetna!!!!
Tam są same perełki!!!!

http://www.polskieradio.pl/media/artykul.aspx?id=76

10.2006 12:20


Węgierskie kłopoty z wytwarzaniem prawdy.

Węgry, podobnie jak inne kraje postkomunistyczne, są medialno-kulturalną oligarchią stworzoną ze środowisk, które stały się zapleczem Związku Wolnych Demokratów – węgierskiego odpowiednika polskiej Unii Demokratycznej, późniejszej Unii Wolności.

W 1978 r. dwaj dysydenci węgierscy Gyorgi Konrad i Ivan Szelenyi opublikowali we Frankfurcie nad Menem rozprawę polityczną pt. "Die Intelligenz auf dem Weg zur Klassenmacht". Ogłosili w niej tezę, że w komunizmie istnieją dwie antagonistyczne klasy: intelektualiści i robotnicy. Według nich dysydenci to margines klasy panującej - czyli intelektualistów (oraz technokratów politycznych, którzy legitymację dla swej władzy czerpią z propagandy uprawianej przez tych pierwszych).



Była to kasta literatów "dworskich" - pisarzy i poetów, którzy twórczość podporządkowali aktualnym wytycznym propagandy. Stalin nazwał ich "inżynierami dusz ludzkich" – dla skromniejszego Chruszczowa byli już tylko "kowalami od przekuwania psychologii ludzi". Węgierski socjolog Miklos Harasti poświęcił im w 1985 r. książkę pt. "Aksamitne więzienie". W wywiadzie dla "Uncaptive Minds" powiedział: "W ten sposób pisarze, artyści i intelektualiści, którym wolno zabierać głos w sprawach publicznych są traktowani jako wychowawcy narodu i nauczyciele owego dobra wspólnego. A oni starają się wypełnić tę rolę."

Węgry, podobnie jak inne kraje postkomunistyczne, są medialno-kulturalną oligarchią stworzoną właśnie z tych środowisk, które stały się zapleczem Związku Wolnych Demokratów – węgierskiego odpowiednika polskiej Unii Demokratycznej, późniejszej Unii Wolności. W obu krajach baza społeczna obu tych partii była ta sama: urzędnicza inteligencja oraz zdecydowana większość dziennikarzy, literatów, naukowców i nauczycieli, którzy jakoś się w socjalizmie urządzili, płacąc za to konieczną cenę.

Modelowa transformacja
W latach 80. Węgry stały się nieco swobodniejszym krajem. Tolerowano tam tzw. aksamitną opozycję, a w 1988 r. zaczęto odchodzić od dogmatów leninowskich. Już wtedy w kręgach wpływowych w mediach środowisk dawał o sobie znać niepokój, jaki wzbudzało możliwe przebudzenie się Węgrów z totalitarnego snu. Nie tylko zresztą w samych Węgrzech. W "Gazecie Wyborczej" z 14 września 1989 roku Janusz Reiter ostrzegał: "Postawa Węgrów może budzić sympatię - jako państwo jednak nie powinniśmy ich ani naśladować, ani nawet głośno chwalić."

Jednak prawdziwym szokiem dla "lewicy laickiej" (także polskiej) było zwycięstwo centroprawicowej partii Jozsefa Antalla w wyborach 1990 roku. Antall był synem dyrektora gimnazjum, który podczas wojny dawał schronienie kurierom polskim.

Przeciwko sobie miał - jeśli nie liczyć słabych wtedy postkomunistów - Związek Wolnych Demokratów, cieszący się poparciem George’a Sorosa, amerykańskiego miliardera węgierskiego pochodzenia. Antall pragnął zgody społecznej na okres trudnych reform gospodarczych i zaakceptował kandydaturę wysuniętego przez ZWD Arpada Goencza na prezydenta.

On to stał się tarczą, za którą ukryli się dawni pracownicy aparatu propagandy w mass-mediach. Wolni Demokraci bez skrupułów zagrali kartą antysemityzmu, gromko zapowiadając, że będą walczyć z wszelkimi jego przejawami; zwłaszcza w mediach. Projekt dekomunizacji został publicznie przyrównany do XIX-wiecznych pogromów - a w liberalnej prasie zachodniej można było odtąd przeczytać o starym demonie nacjonalizmu i antysemityzmu na Węgrzech, któremu przeciwstawia się bohaterska garstka oświeconych demokratów. Jeden z Wolnych Demokratów, Marton Kozak, napisał o swojej partii, że "określa się jako opozycyjna zarówno wobec tysiąca lat przed 1945 rokiem, jak i wobec następujących po nim 45 lat". Partia ta zatem "wybrała przyszłość".

Jednocześnie, jeszcze jawniej niż w Polsce, od razu po wyborach zaczął postępować proces izolowania się mediów od społeczeństwa. Wyrażał się on z jednej strony bezustannymi atakami na rząd, z drugiej zalewem najbardziej tandetnych filmów zachodnich i programami drwiącymi z węgierskiej tradycji. O stosunku telewizji do Antalla najlepiej świadczy fakt, że podczas jego exposé w kwietniu 1990 r. przerwano transmisję, by nadać relację z meczu piłkarskiego.

Zamiana państwowej telewizji w trybunę agresywnej opozycji i zarazem treści, które szydziły z uczuć i poglądów zdecydowanej większości Węgrów, doprowadziły do niezwykłego wydarzenia: buntu ludności przeciw Czwartej Władzy. 19 września 1992 roku kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów ruszyło na gmach telewizji domagając się jej dekomunizacji. Cztery dni później prezydent został za jej blokowanie wygwizdany podczas uroczystości ku czci Powstania Budapesztańskiego i musiał przerwać przemówienie.

W historii tej warta uwagi jest osoba prezesa TV, znanego socjologa Elemera Hankissa. Jego "szaleństwo" - tego słowa użył nawet korespondent bliskiej mu ideowo polskiej postkomunistycznej "Polityki" - skierowane przeciw tradycyjnym wartościom ma bowiem odpowiedniki na świecie. Taką samą pogardę dla kultury konserwatywnej i większości ludzi demonstrują przecież inne "gwiazdy": modni teolodzy, niektórzy nobliści w dziedzinie literatury i reżyserzy filmowi, przyjaciele Castro: Gabriel Garcia Marquez i Oliver Stone, okrzyczany filozof Richard Rorty czy przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Socjologicznego Immanuel Wallerstein. Uważają się oni za przedstawicieli owej "międzynarodowej arystokracji", która zdaniem przyjaciela Hankissa, Georgy Konrada, winna zająć miejsce Kościoła.

Opisując związki Wolnych Demokratów i postkomunistów, jeden z tych ostatnich, działacz Ivan Vitanyi, wyjaśnił: my i oni wychowaliśmy się w jednym przedszkolu. Tak jak popijawy Michnika z Urbanem znaczyły kres dawnych nieporozumień, tak na Węgrzech Wolni Demokraci szybko przestali się dąsać na b. członka Biura Politycznego, Gyorgy Aczela: węgierskiego Rakowskiego i Urbana w jednej osobie.

Jeden z przywódców Wolnych Demokratów Sandro Revesz wyznał: Jest prawdą, że choć ideał społeczeństwa Antalla jest mi bez wątpienia bliższy niż Aczela, to jednak o wiele lepiej rozumiem osobowość Aczela i jego środowisko. To chyba dlatego, że wychowałem się w komunistycznej rodzinie żydowskiego pochodzenia i mam o tym jakieś wewnętrzne pojęcie, natomiast nie mam pojęcia o węgierskiej klasie średniej, która wychowała Antalla.

Tak jak w Polsce, na Węgrzech przesilenie polityczne spowodowała próba lustracji (w przeciwieństwie do naszego kraju objęła ona także dziennikarzy), tyle, że jej przeciwnicy starali się przedstawić ją jako kampanię antysemicką. Wolni Demokraci nie ukrywali nawet, że zostaliby w wyniku lustracji pozbawieni sporej ilości najbardziej znanych działaczy - oraz, co może ważniejsze, redaktorów w radiu i telewizji. W kulminacyjnym momencie parlamentarnej debaty poseł Wolnych Demokratów Imre Mecs przyznał: Jak wiadomo, dosyć spora liczba redaktorów Węgierskiego Radia, Węgierskiej Telewizji i Węgierskiej Agencji Prasowej pracowała dla Służby Bezpieczeństa Wewnętrznego. Republika zostałaby pozbawiona zbyt wielu wykształconych i doświadczonych redaktorów, gdyby lustracja miała objąć także dziennikarzy.


Strach byłych konfidentów zamienił się w żarliwą nienawiść do centroprawicy; nienawiść, która stała się spoiwem całej liberalno-lewicowej formacji. Nie przypadkiem członek Wolnych Demokratów Mihaly Kornis uznał za właściwe wyznanie skierowane na łamach wysokonakładowego tygodnika "Beszelo" do swoich wrogów z chadecji: "Natomiast my, liberałowie, nie jesteśmy w stanie wypowiedzieć tego, co według mnie naprawdę odczuwamy: mianowicie, że my o wiele bardziej nienawidzimy was niż wy nas."

Antall otrzymywał ciosy nie tylko od swoich wrogów; ale czasami także od "przyjaciół" z Zachodu. W wywiadzie dla "Le Monde" z 21 maja 1991 roku powiedział: "Jeśli Bóg mi da tyle czasu, napiszę we wspomnieniach ilu przywódców nadal aktywnych próbowało odradzić nam stanowczość wobec ZSRR i naszych rodzimych komunistów".

W marcu 1994 roku całkowicie wypchnięta z rynku mediów węgierska centroprawica musiała przegrać wybory - zwłaszcza, że jej przeciwnicy byli wspierani finansowo przez George’a Sorosa. Na Węgrzech zrealizowano "historyczne przeznaczenie" aliansu komunistów (a dziś "socjalistów") i dawnej liberalnej opozycji (w Polsce przybrała ona miano "opozycji demokratycznej") i w 1994 roku utworzono wspólny rząd tych formacji.

Klęska Guliwera
Natychmiast po zwycięstwie nowy, "czerwono-różowy" rząd wyrzucił z radia i telewizji 300 dziennikarzy podejrzewanych o chadeckie sympatie.

Dość szybko wyprzedano cały przemysł, głównie firmom rosyjskim i niemieckim a jednocześnie szeroką rzeką napłynął do Węgier kapitał mafijno-kagiebowski. W Budapeszcie założył swoją europejską kwaterę ojciec chrzestny mafii rosyjskiej, Siemion Mohylewicz. Zarejestrował on tam filię swojego przedsiębiorstwa handlującego biżuterią, to znaczy sprzedającą kosztowności i dzieła sztuki kradzione w cerkwiach, synagogach i muzeach.

W połowie 1995 r. wybuchł skandal, gdy jedno z jego przedsiębiorstw zostało poddane śledztwu giełdowemu, a potem prokuratorskiemu. Jak relacjonuje autor książki poświęconej tej tematyce Robert I. Friedman: "Rozszerzając swoje wpływy z bazy w Budapeszcie, Mohylewicz w ciągu zaledwie paru lat zbudował imperium zatrudniające tysiące pracowników. Rozciągało się ono od Wielkiej Brytanii do Nowej Zelandii. Przejął cały czarny rynek w republikach b. ZSRR, w Republice Czeskiej (…) rozsyłał też po całym świecie ekipy płatnych zabójców."

Także w Budapeszcie miała miejsce spektakularna próba porwania dyrektora naczelnego największego komercyjnego banku b. ZSRR, Wszechrosyjskiego Banku Wymiany, Aleksandra Konachinina. Niepokojąco wzrosły rosyjskie wpływy na Węgrzech. Symptomatyczne były tu słowa Borysa Jelcyna, który w 1996 roku powiedział, że sprzeciw Rosji wobec rozszerzenia NATO nie dotyczy Węgier.

Hasłem opozycyjnego FIDESZ-u, partii Victora Orbana (w środku), stał się renesans narodowy w oparciu o demaskację korzeni węgierskiego Układu.
Fot. Wikipedia Z każdą nową aferą ta niewielka z początku partia młodych antykomunistów zyskiwała poparcie.

Głośne malwersacje i nieudolność spowodowały, że sojusz "liberałów" z "socjalistami" przegrał następne wybory. To właśnie w ujawnieniu prawdy Orban widział najlepsze lekarstwo na uzdrowienie życia publicznego. W 1999 roku parlament węgierski przegłosował poddanie lustracji "osób, które mają bezpośredni lub pośredni wpływ na opinię publiczną", czyli przede wszystkim dziennikarzy. Objęci nią zostali redaktorzy naczelni, kierownicy działów i ci, którzy piszą o polityce.

Niektóre autorytety szybko przestały nimi być. Legły w gruzach kariery. Wolni Demokraci zostali zmarginalizowani i od tej pory pełnią jedynie rolę pazia przy postkomunistach.

Media i inne instytucje kulturalno-naukowe nie poddały się jednak i rozpoczęły kontrofensywę propagandową. Czytelnikowi polskiemu, który ma z tym do czynienia od 1992 roku, nie trzeba tłumaczyć jak przebiegała obrona współpracowników służb. Tyle, że na Węgrzech, zapewne z powodu terroru po Powstaniu, werbunek był znacznie szerszy. W 9-milionowym narodzie było blisko 200 tysięcy konfidentów.

Główną bronią Orbana pozostał apel do narodowych i moralnych uczuć obywateli. Ale rządzący przez lata Kadar złamał kręgosłup społeczeństwa. Od połowy lat 60. Węgry przodowały na świecie pod względem liczby samobójstw - to ukazuje jak totalne było załamanie społeczeństwa. Nie wszyscy także wiedzą, że propaganda w latach 80. na Węgrzech przedstawiająca "Solidarność" jako zbiorowisko próżniaków spotykała się z aprobatą telewidzów.

Zwycięstwo czerwono-różowej koalicji w 2002 roku dość powszechnie uznano za objaw niezadowolenia ze stanu wciąż zmagającej się z trudnościami gospodarki. FIDESZ, najsilniejsza partia w kraju, gotował się do rewanżu. Tak jak w Polsce, coraz więcej teczek było otwieranych przez ofiary reżimu lub młodych historyków. Ich rewelacje uderzyły w jądro nieformalnej elity władzy i prestiżu. Tajnym współpracownikiem okazali się m. in. głośny reżyser Istvan Szabo oraz prymas Węgier Laszlo Paskai.

Episkopat zachował się tak, jak niektórzy polscy księża po ujawnieniu roli ojca Konrada Hejmo: oskarżył historyków o udział w kampanii wyborczej. Jednak istotę całej węgierskiej tragedii ilustruje zachowanie wspomnianego wyżej Szabo, który początkowo się usprawiedliwiał, potem odwołał usprawiedliwienie - a w końcu zdecydował się wystąpić na węgierskim festiwalu filmowym. Tam powitała go... owacja na stojąco.

Wszystko wskazywało na to, że moralne przesłanie Orbana zostało odrzucone. On sam wyciągnął konkluzję: zrezygnował z przewodnictwa, dając tym samym dowód przekonaniu , że jeżeli ludzie nie chcą prawdy to znaczy, że wolą kłamstwa i lepiej ich zostawić samym sobie.

17 września tego roku węgierskie publiczne radio ujawniło nagrania, które doprowadziły do społecznego wrzenia. Ostatnie demonstracje zdają się wskazywać na możliwość moralnego odrodzenia. Sondaże jednak pokazują, że preferencje polityczne w skali całego kraju nie różnią się znacząco od tych sprzed roku. To bardzo niebezpieczny symptom, bowiem jak wskazywał oryginalny XX-wieczny myśliciel Jacob Bronowski: "Gdyby społeczeństwo lub określona cywilizacja nie wytwarzały prawdy, nie służyły jej - nie mogłyby się rozwijać, a więc nie mogłyby istnieć w dłuższej perspektywie." Jeśli więc dzisiejsi Węgrzy nie są zainteresowani w owym "wytwarzaniu prawdy", dużą część winy za ten stan ponoszą właśnie środowiska kształtujące opinię publiczną. Poznanie prawdy o źródłach ich kulturowej dominacji może okazać się pierwszym krokiem do uzdrowienia społeczeństwa. Nie tylko na Węgrzech.

Piotr Skórzyński

_________________
Maciej
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 7:25 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group