" /> Dyskusje ogólne :: POLSKIE WĄTKI W ARCHIWUM MITROCHINA
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

POLSKIE WĄTKI W ARCHIWUM MITROCHINA

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pon Sty 28, 2008 9:04 pm    Temat postu: POLSKIE WĄTKI W ARCHIWUM MITROCHINA Odpowiedz z cytatem

POLSKIE WĄTKI W ARCHIWUM MITROCHINA http://users.rcn.com/salski/OtherTexts/Mitrochin.htm

Andrzej M. Salski

Wydana w ubieglym miesiacu ksiazka "The Sword and the Shield: Mitrokhin Archives and the Secret History of the KGB" (Miecz i tarcza: Archiwum Mitrochina i tajna historia KGB) znalazla sie juz na listach bestsellerow w Stanach Zjednoczonych. Gdy przed kilkoma dniami usilowalem ja nabyc, znalazlem egzemplarz dopiero w trzeciej z kolei ksiegarni. Ksiazke napisal profesor Christopher Andrew, szef Wydzialu Historii na Uniwersytecie w Cambridge, specjalizujacy sie w historii wywiadow. Wsrod jego poprzednich ksiazek sa m.in. historie wywiadow brytyjskiego i amerykanskiegio oraz "KGB: Widziana od wewnatrz historia zagranicznych operacji od Lenina do Gorbaczowa",1 ktora napisal wspolnie z wspolpracownikiem wywiadu brytyjskiego, bylym oficerem KGB, Olegiem Gordijewskim, przebywajacym w Wielkiej Brytanii od 1985 roku.
Poprzednio ukazalo sie juz kilka pozycji, ktorych autorzy wykorzystywali jeszcze do niedawna tajne materialy przechowywane w archiwach KGB. Jednak ich podstawowym zadaniem bylo poprawa wizerunku KGB na Zachodzie. I chociaz byly one pisane przez autorow zachodnich, to jednak materialy do tych ksiazek byly specjalnie dobierane przez czlonkow lub bylych czlonkow KGB mieszkajacych w Moskwie i wspolpracujacych z tymi autorami. Jedna z takich pozycji jest ksiazka przedstawiajaca w bardzo ograniczonym zakresie operacje szpiegow sowieckich w Stanach w okresie stalinowskim.2

Wasyl Mitrochin rozczarowal sie co do celow systemu sowieckiego po pobycie w NRD (Wschodnie Niemcy) ó widzac co sie dzialo w czasie Praskiej Wiosny, gdy wojska Ukladu Warszawskiego najechaly Czechoslowacje i polozyly kres zludnym nadziejom na mozliwosc budowy "socjalizmu z ludzka twarza" w tym kraju. Obserwujac przesladowania dysydentow w panstwie sowieckim - Mitrochin zaczal sluchac zachodnich rozglosni radiowych i czytac samizdaty, nielegalne publikacje najczesciej przepisywane recznie i przekazywane z rak do rak. Spowodowalo to, jak stwierdzil Christopher Andrew w wywiadzie dla popularnego w Stanach telewizyjnego programu publicystycznego "60 Minutes", ze Mitrochin "zapragnal pokazac wysilek, olbrzymi wysilek tej diabelskiej maszyny" KGB. A takze, iz chcial on "zademonstrowac co sie dzieje, gdy zdeptana jest umiejetnosc odrozniania dobra od zla przez sumienie, a inne zasady moralne sa zapomniane". Jeszcze teraz Mitrochin mowi o trzyglowym mitologicznym potworze, trzyglowej hydrze, ktora w jego oczach tworzyly: partia komunistyczna, uprzywilejowana nomenklatura oraz KGB.

Zaczal on gromadzic swoje archiwum w 1972 roku, gdy otrzymal polecenie posortowania i zabezpieczenia okolo 300 tys. dokumentow z archiwum wywiadu zagranicznego KGB oraz przewiezienia znacznej czesci tych dokumentow z Lubianki do nowego podmoskiewsiego osrodka KGB w Jasieniewie. Na Lubiance Mitrochin pozostawil tylko najtajniejsze materialy dotyczace operacji nielegalnych agentow dzialajacych na Zachodzie. Do tego typu dokumentow mieli dostep na krotki czas wylacznie najwyzsi funkcjonariusze w centrali KGB - lecz oni nie mieli tyle czasu co Mitrochin, by je czytac i recznie robic ich odpisy.

Przez 12 lat, az do przejscia na emeryture w 1984 roku, Mitrochin zrobil kopie tysiecy dokumentow, ktore nastepnie zakopywal w bankach na mleko pod podloga swojej daczy. Jednak, mimo rozwazania kilku wariantow mozliwosci przekazania archiwum na Zachod, dopiero w 1992 roku zwrocil sie do ambasady USA w Rydze, gdzie nie uwierzono w autentycznosc jego recznie robionych kopii. Uwierzyli mu dopiero Brytyjczycy, ktorzy wywiezli go na Zachod razem z rodzina. Od tamtej pory Mitrochin pod falszywym nazwiskiem ukrywa sie w Wielkiej Brytanii. Przez nastepnych kilka lat Mitrochin przepisywal swoje archiwum na maszynie i udzielal wyjasnien dotyczacych jego zawartosci przedstawicielom kontrwywiadow z pieciu kontynentow...

PARTIA - JEDYNY WLASCICIEL UMYSLOW
Opublikowanie tej ksiazki spowodowalo olbrzymie poruszenie w kilku krajach europejskich i w Stanach Zjednoczonych. W Wielkiej Brytanii doszlo nawet do powolania specjalnej komisji parlamentarnej w sprawie postepowania sluzb kontrwywiadowczych, ktore nie poinformowaly politykow o zawartosci archiwum przejetego od Mitrochina w 1992 roku. Rewelacyjne materialy zawarte w archiwum pozwolily na wysuniecie zarzutow o szpiegostwo m.in. wobec dwoch niezyjacych juz poslow brytyjskiej Labour Party. Zreszta, reprezentanci tej partii maja juz dluga tradycje reprezentowania raczej interesow sowieckich niz brytyjskich czy swoich wyborcow. W 1947 roku, w komentarzu do nowojorskiego czasopisma George Orwell napisal: "Jest, na przyklad, cala grupa poslow Labour Party w Parlamencie Brytyjskim (Pritt, Zilliacus itd.), ktorzy sa powszechnie znani jako ëthe cryptosí [kryptokomunisci - przyp. aut.]. Niewatpliwie dokonali oni wiele szkod, zwlaszcza w wprowadzaniu w blad opinii publicznej co do prawdziwej natury marionetkowych rezymow we Wschodniej Europie."3

Eksperci spodziewaja sie iz skandal szpiegowski w samej tylko Wielkiej Brytanii obejmie okolo 100 osob. Brytyjski minister spraw wewnetrznych Jack Straw stwierdzil, ze informacje zaoferowane przez Mitrochina maja olbrzymie znaczenie dla WB i jej sprzymierzencow... Zarzut szpiegostwa wysunieto juz wobec kilku profesorow, Johna Symondsa - bylego detektywa ze Scotland Yardu oraz Melity Norwood - sekretarki w Stowarzyszeniu Metali Niezelaznych, w ktorym prowadzono badania nad brytyjskim programem nuklearnym. Byla ona najwazniejszym i najdluzej dzialajacym sowieckim szpiegiem na Zachodzie. Nawet, gdy jej rola zostala ujawniona, powiedziala ona dziennikarzom, iz od konca lat 30. pracowala dla Rosjan, i ze jest "dumna z tego co robila." Stwierdzila takze, iz gdyby znow miala okazje, aby "pomoc najbardziej postepowemu systemowi spolecznemu w dziejach swiata, to postapilaby tak samo."

Jak widac, nawet w mocno podeszlym wieku 87 lat pani Norwood, jeszcze teraz roznoszaca po londynskich przedmiesciach tygodnik "Morning Star" - wydawany przez pozostalosc tego, co udaje Brytyjska Partie Komunistyczna - nie znalazla czasu na zapoznanie sie z prawdziwym obliczem zbrodniczego systemu sowieckiego. Nie przeczytala takze ksiazek Orwella "The Prevention of Literature czy "1984", ktory w kilka lat po wojnie napisal:
"Jakakolwiek zaslona klamstw i mylnych informacji wiszaca nad takimi sprawami jak: glod na Ukrainie, wojna domowa w Hiszpanii, polityka rosyjska w Polsce itp., nie wyplywa calkowicie za swiadomej nieuczciwosci, to jednak kazdy pisarz czy dziennikarz odnoszacy sie z sympatia do Zwiazku Sowieckiego - to znaczy z rodzajem sympatii, ktorej zycza sobie Rosjanie zmuszony jest godzic sie na rozmyslne falszowanie waznych spraw."4 To falszowanie obrazu "diabelskiego imperium" przez europejska lewice, zwlaszcza we Francji czy Wielkiej Brytanii, trwalo juz od poczatkow tworzenia imperium sowieckiego w 1917 roku. Pani Norwood nie miala takze czasu, by zapoznac sie ze slowami Stalina, ktory jescze w latach dwudziestych stwierdzil: "I wczoraj, i dzis, i zawsze orientujemy sie na ZSRR, wylacznie na ZSRR!"5 Bo przeciez w "Morning Star" takich informacji nie publikowano...

Jedynie ukrywanie przed opinia publiczna prawdziwej sytuacji istniejacej w "panstwie proletariatu", ktorego "przewodnia sila", czyli nie istniejaca jeszcze wowczas w Rosji klasa robotnicza, miala zbudowac komunistyczny "dobrobyt" moglo spowodowac, takie publiczne deklaracje: "Jestem komunista, bo jestem liberalem".6 Skale zachodniego filosowietyzmu doskonale oddaje Furet: "Nie znam bardziej wiarygodnego swiadka owczesnego oglupienia opinii publicznej niz George Orwell, pisarz najbardziej zbuntowany przeciwko totalitarnym ciagotom stulecia. Tuz po wojnie, w zwiazku z zebraniem PEN-Clubu poswieconym obchodom trzechsetlecia Aeropagitica, pamfletu Miltona, Orwell oburza sie, ze mniej jest obecnie intelektualnej wolnosci niz w epoce Miltona."7

Nawet obecnie w Polsce, w dziesiec lat po zadeklarowanym publicznie w TV "upadku komunizmu" ó czytajac artykuly publikowane w niektorych gazetach polskich, mozna takze dosc do wniosku, ze wolnosc intelektualna nie ma dla ich autorow zadnej wartosci. Byc moze, co poniektorzy piszacy w tych gazetach, ciagle nie moga wyzwolic sie spod wplywu propagandowego tej jedynej slusznej gazety, ktora w 1957 roku stwierdzila, ze sowiecka partia komunistyczna: "Byla, jest, i bedzie jedynym wlascicielem umyslow, jedynym wyrazicielem mysli i nadziei oraz wylacznym przywodca i organizatorem ludzi."8

Czasem ma sie wrazenie, ze chcieliby oni udzielic wszystkim pozostalym intrukcji jaka otrzymywali nabywcy sowieckich encyklopedii po roztrzelaniu kolejnej osoby ze stalinowskiego otoczenenia, ktory po smierci stawal sie "osoba nie istniejaca": "Do wyciecia kartki na stronie x [z nazwiskiem Y - przyp. aut.] uzyj malego nozyka lub zyletki i wklej na to miejsce zalaczona kartke." Bowiem tylko w ten sposob mogliby oni wykreslic z pamieci ludzi wszystkie zbrodnie komunizmu w Polsce i na calym swiecie - po to, by moc glosic, ze system byl postepowy, tylko nie mial odpowiednich warunkow do wlasciwego rozwoju...

ECHA KSIAZKI W EUROPIE I W STANACH
Publikacja ksiazki i ujawnienie 261 nazwisk figurujacych w archiwum spowodowala powolanie specjalnej komisji parlamentarnej oraz kryzys we Wloszech. Stosunkowo mniej zamieszania spowodowalo archiwum we Francji, gdzie twierdzi sie, iz najgrozniejsi szpiedzy sowieccy zostali ujawnieni znacznie wczesniej. Jednak ciagle to jest pokazna lista liczaca okolo 300 nazwisk, w tym dwoch w kierownictwie Partii Socjalistycznej, wielu urzednikow panstwowych i dziennikarzy z Le Monde", "L'Express" czy Francuskiej Agencji Prasowej AFP.

W Stanach Zjednoczonych na podstawie materialow z archiwum jak dotychczas skazano w 1997 roku jedna osobe, Roberta Lipke, specjaliste ds. kodow oddelegowanego w latach 60. przez armie do Narodowej Agencji Bezpieczenstwa. Wsrod wielu innych osob, KGB usilowalo takze zwerbowac, a gdy sie to nie udalo, to przynajmniej skompromitowac Zbigniewa Brzezinskiego, doradce prezydenta Cartera ds. bezpieczenstwa narodowego w latach 1977-80. Przed kilkoma dniami kongresmen Curt Weldon stwierdzil, ze KGB moglo ukryc na terenie Stanow materialy wybuchowe, radiostacje, a mozliwie iz takze bomby atomowe ukryte w podrecznych teczkach. Eksperci z FBI I CIA, ktorzy zapoznali sie z archiwum Mitrochina stwierdzili, ze stanowi ono "najwieksza i najbardziej nieprawdopodobna zdobycz Zachodu w wojnie szpiegow".

SLADY POLSKIE W ARCHIWUM MITROCHINA
W liczacej 700 stron i podzielnej na 31 rozdzialow ksiazce, tylko dwa z nich sa wylacznie poswiecone dzialalnosci KGB w Polsce. Dodatkowo czesc jednego rozdzialu o operacji "Progress" polegajacej na wysylaniu "nielegalnych" agentow, ktorzy udajac osoby przybyle z Zachodu, czesto dziennikarzy, starali sie przenikac do nielegalnych organizacji, zbierac informacje na temat nastrojow w spoleczenstwie oraz wyszukiwac objawy "sabotazu ideologicznego". Operacje rozpoczeto jeszcze przed stlumieniem Praskiej Wiosny, a pierwsi agencji byli wyslani do Pragi. Po 1968 roku agencji byli wysylani do wszystkich krajow, a w 1969 roku KGB uzyskalo zezwolenie na werbowanie agentow i konfidentow w calym bloku sowieckim, gdzie na wzor Czechoslowacji stworzono tajne rezydentury dzialajace pod przykrywka dyplomatyczna w ambasadach sowieckich. Jest to wyrazne zaprzeczenie tego co starano sie wmowic Polakom, i co napisal w swojej ksiazce rezydent wywiadu sowieckiego w Polsce od 1973 roku gen. Pawlow: "Zastosowanie metod typowo wywiadowczych (agentura, specjalne srodki techniczne) bylo absolutnie wykluczone."9

Po przejeciu wladzy przez Gierka w 1971 roku, KGB obawialo sie wzrostu wplywow kosciola katolickiego. Dlatego w ramach operacji "Progress" wyslano do Polski grupe "nielegalnych", ktorzy udajac gosci z Zachodu mieli sledzic role kosciola w organizowaniu protestow, stosunek kosciola do Gierka oraz rozpoznawac nastroje spoleczne. Wsrod "nielegalnych" byl doswiadczony agent "Bogun" (Giennadij Bliablin), szpiegujacy wczesniej w Kanadzie, Niemczech Zachodnich i USA, ktory udajac fotografa z prasy zachodnioniemieckiej, mial nawiazac kontakt z piecioma wyznaczonymi mu wczesniej osobami, w tym z ks. Andrzejem Bardeckim, osobistym asystentem kardynala Wojtyly. Bowiem Centrala KGB uwazala, ze kardynal Wojtyla mial najwiekszy ideologiczny wplyw na kosciol w Polsce. W 1977 roku do pomocy "fotografowi" skierowano drugiego "nielegalnego" agenta znanego jako "Filosov" (Filozof) udajacego francuskiego dziennikarza, pisarza i poete.

Jednak prawdziwe problemy z kardynalem Wojtyla zaczely sie dla KGB z chwila jego wyboru na Papieza w listopadzie 1978 roku. Boris Aristow, ambasador sowiecki w Warszawie wyslal wtedy do Politbiura raport wskazujacy, ze wladze w Polsce uwazaja Papieza za skrajnie antykomunistycznego. Rezydent KGB w Warszawie, Witalij Pawlow, przekazal do Moskwy ocene Papieza przygotowana dla niego przez SB, w ktorej m.in. stwierdzono, ze Wojtyla prezentuje skrajnie antykomunistyczne poglady, i ze bez otwatej krytyki systemu socjalistycznego krytykuje funkcjonowanie agend PRL, oskarzajac je m.in. o: naruszenie podstawowych praw czlowieka, istnienie niemozliwej do zaakceptowania eksploatacji pracownikow, ktorych kosciol musi bronic przeciwko rzadowi robotniczemu czy ogranicznie aktywnosci kosciola i traktowanie katolikow jak obywateli drugiej klasy.
W raporcie SB przeslanym do Centrali KGB stwierdzono, ze juz w latach 1973?74 prokurator generalny rozwazal oskarzenie kardynala Wojtyly za jego kazania, ktore mialy naruszac artykul 194 kodeksu karnego. W sprawozdaniu z obserwacji kardynala w lecie 1976 roku podano, iz spotykal sie on wielokrotnie z Bogdanem Cywinskim z KOR-u oraz ze spotkal sie z dysydentem-komunista Jackiem Kuroniem, czlonkiem ruchu oporu z okresu II wojny swiatowej Janem Jozefem Lipskim, bylym maoista Antonim Macierewiczem oraz pisarzem Jerzym Andrzejewskim.

Wsrod agentow "nielegalnych" wyslanych do Polski juz po wyborze kardynala Wojtyly byl Oleg Petrowicz Burien (Derewliow), ktory udawal przedstawiciela kanadyjskiej firmy wydawniczej. Jego zadaniem bylo takze zbieranie informacji na temat dzialalnosci kosciola. Udajac, ze zbiera informacje na temat misjonarzy polskich na Dalekim Wschodzie, kontaktowal sie on z wieloma znanymi przedstawicielami hierarchii kosciola. W przypadku aresztowania go przez milicje lub UB mial zapewniac, ze jest tym za kogo sie podaje. Dopiero w przypadku jakiegos naglego niebezpieczenstwa mial prosic o skontaktowanie go z plk. Janem Slowikowskim z SB, dzialalajacym prawdopodobnie jako kontakt dla tych agentow KGB, ktorzy mieli jakies problemy w wladzami. Wsrod najbardziej cennych osob, z ktorymi spotykal sie Derewliow, byl ks. Jozef Tischner.

Po wizycie Jana Pawla II w 1979 roku w Polsce - jak stwierdzono w raporcie KGB - wielu czlonkow partii odczulo, ze batalia ideologiczna zostala przegrana. A w czasie tej wizyty rezydentura KGB w Warszawie obawiala sie, ze wojowniczy czlonkowie KOR-u i antykomunistyczni robotnicy z Krakowa moga odebrac wladze partii.

W tym okresie jednym z podstawowych zadan SB byla organizacja siatki szpiegowskiej w Watykanie oraz wsrod Polakow w Rzymie. Juz w polowie 1980 roku rezydentura KGB raportowala do Centrali, ze ich przyjaciele z SB maja swoich agentow w Watykanie, ktorzy pozwalaja im na bezposredni dostep do Papieza. A takze, iz oprocz doswiadczonych agentow, ktorych Jan Pawel II lubi, sa tez katoliccy studenci bedacy w kontakcie z kolami watykanskimi, majacy dostep do Radia Watykanskiego i sekretariatu Papieza.
Strajk w Stoczni Gdanskiej i powstanie "Solidarnosci" spowodowaly, ze "nielegalni" zaczeli w coraz wiekszym stopniu interesowac sie tym ruchem. "Filozof" spotykal sie z wieloma osobami z tego zwiazku i zostal nawet przez ks. Berdeckiego przedstawiony Tadeuszowi Mazowieckiemu, owczesnemu naczelnemu redaktorowi "Tygodnika Solidarnosc", pozniejszemu premierowi RP. A KGB wysylala raporty, w ktorych przytaczala krazacy wowczas po Polsce dowcip osmieszajacy zmiane na stanowisku pierszego sekretarza partii: "Lepszy Kania niz Wania". Jednoczesnie zaczely sie naciski Moskwy na wprowadzenie stanu wojennego w Polsce. Juz w pazdzierniku 1980 roku gen. Miroslaw Milewski byl wzywany do Moskwy, gdzie mowil o planach internowania 1200 nabardziej kontrrewolucyjnych osob. W grudniu tego roku zalil sie on rezydentowi KGB, ze mimo tego iz jest gotowy do zastosowania "represji wobec przeciwnikow", to polskie Politbiuro gotowe nie bylo.

Jednak stosowne przygotowania czyniono. W raporcie KGB do Brezniewa, Jaruzelski jest przedstawiony jako "najbardziej szczery przyjaciel Zwiazku Sowieckiego". Po wizycie w Moskwie, rozmawiajac z Mieczyslawem Moczarem, Kania powiedzial, ze "Wbrew naciskom Moskwy, nie chce uzyc sily przeciwko opozycji. Nie chce, by w historii przedstawiano mnie jako rzeznika ludzi w Polsce". A Moczar natychmiast doniosl o tym do KGB. Zreszta tak samo postepowal po innych rozmowach z Kania i zapewne z innymi towarzyszami.
13 maja 1981 roku turecki zamachowiec strzelil do Jana Pawla II z odleglosci kilku metrow. Mimo wczesniejszych publikacji o posrednim wspoluczestnictwie KGB w tym zamachu, to w zadnym z dokumentow przegladanych przez Mitrochina nie bylo wzmianki o tym, zeby KGB byla zaangazowana w przygotowania do tego zamachu.
W czerwcu grupa dziewieciu polskich generalow przedstawila KGB plan usuniecia Jaruzelskiego ze stanowiska, zastapienia go innym generalem i aresztowania rzadu. Nastepnie miano zajac punkty stategiczne, aresztowac okolo 3000 kontrrewolucjonistow i wywiezc ich w jakies ustronne miejsce w bloku sowieckim. Potem Politbiuro mialo zaapelowac do innych krajow w bloku o pomoc w ochronie socjalizmu w PRL. Odpowiedzi Moskwy na ten plan w archiwum Mitrochina nie ma...
Juz w sierpniu byly gotowe drobiazgowe plany wprowadzenia stanu wojennego. Na spotaniu Jaruzelskiego i jego zaufanych generalow z marszalkiem Kulikowem, na ktorym dokonywano ostatecznych uzgodnien, ten ostatni domagal sie "stanowczosci i jeszcze wiecej stanowczosci". We wrzesniu rezydent Pawlow raportowal do Moskwy, iz udzielil Jaruzelskiemu wskazowek jak ma postepowac na zblizajacym sie plenum, na ktorym Jaruzelski mial zostac wybrany na I sekretarza partii. Listopadowe plenum przebieglo zgodnie z planem i Brezniew mogl zadzwonic do Jaruzelskiego z gratulacjami. "Hallo, Wojciechu", zaczal rozmowe Brezniew. "Hallo, moj drogi, wielce ceniony Leonidzie Iliczu", odpowiedzial Jaruzelski...

Na poczatku grudnia Pawlow raportowal do Moskwy, iz SB ma agentow "na wszystkich szczeblach ëSolidarnoscií" i zamierza, gdzie tylko bedzie to mozliwe, zastapic nimi w zwiazku wszystkich aresztowanych aktywistow. Stan wojenny wprowadzono 13 grudnia 1981 roku. Po roku od jego wprowadzenia, SB przekazalo KGB statystyki, z ktorych wynikalo, iz zidentyfikowano 701 podziemnych grup opozycyjnych, 10.131 osob zostalo internowanych, rozpedzono ponad 400 demonstracji, skonfiskowano 370 nielegalnych drukarni oraz zamknieto 12 podziemnych radiostacji "Solidarnosci".

W archiwum Mitrochina znajduja sie materialy, z ktorych wynika, ze SB probowalo zastraszyc Walese po internowaniu przez "przypominanie mu, iz placili mu oni pieniadze i otrzymywali od niego informacje". Natomiast gen. Czeslaw Kiszczak powiedzial KGB, ze Walesa byl skonfrontowany z jednym z jego rzekomych oficerow prowadzacych z SB, a rozmowe pomiedzy nimi nagrano na tasmie magnetofonowej. Po zwolnieniu Walesy z interowania w dzien po smierci Brezniewa, Kiszczak musial upewniac Pawlowa, ze ciagle dysponuje materialami mogacymi skompromitowac Walese.

Moskwa jednak nie byla spokojna ó tym bardziej, ze agent KGB w otoczeniu Jaruzelskiego okreslil go jako "dziecko polskich obszarnikow" nie majace sympatii wobec ludzi pracy. A takze, iz "ma on prozachodnia postawe i otacza sie generalami, ktorzy sa potomkami polskich obszarnikow i sa nastawieni antysowiecko".

Rozwoj sytuacji w Polsce byl scisle monitorowany przez "nielegalnych" w ramach operacji "Progress". Jednak, przynajmniej niektorzy z nich widzac sytuacje w Polsce, potrafili zrozumiec prawdziwa nature systemu. Para takich agentow Walentyn Wiktorowicz Barannik (Orlow) oraz jego zona Swietlana Michajlowna (Orlowa), udajacy gosci z Niemiec Zachodnich, stwierdzili w jednym ze swoich raportow, ze "cala warstwa rzadzaca jest uwiklana w ukryta walke, indywidualnie i w grupach, ktorej celem jest uzyskanie wyzszej pozycji, prestizowej pracy lub innych korzysci. Dlatego biurokracja partyjna nie ma mozliwosci, aby kierowac krajem na podstawie calosciowej oceny wszystkich jego problemow i potrzeb. Bez kreatywnosci oraz wolnej konkurencji spoleczenstwo jest niezdolne do rozwoju i staje sie ofiara biurokracji."

Drugi rozdzial poswiecony Polsce oraz upadkowi bloku sowieckiego, a jednoczesnie ostatni rozdzial ksiazki, Andrew konczy przytoczeniem wypowiedzi szefa wywiadu zagranicznego Leonida Shebarshina, ze liderzy krajow wschodnioeuropejskich byli szkoleni jedynie w umiejetnosci bycia przyjaciolmi Zwiazku Sowieckiego, natomiast nigdy nie byli przygotowywani do stania na swoich nogach...

Jeszcze inne slady polskie mozna znalezc we wczesniej wydanej ksiazce opisujacej sukces amerykanskich kryptologow, ktorym w ramach programu Venona10 udalo sie odkodowac okolo 3.000 z ponad 25.000 tajnych wysylanych przez wywiad sowiecki w latach czterdziestych. Otoz, wymienione sa tam m.in. nazwiska ekonomisty Oskara Langego,11 ktory dzieki kontaktom i porozumieniu z KGB zostal w 1944 roku przyjety przez Stalina oraz wspolpracownika KGB, gornika Boleslawa (Billa) Geberta,12 ktory w dwa dni po agresji sowieckiej na Polske 17 wrzesnia 1939 roku, opowiadal na wiecu w Detroit o raju, w jakim zyl lud rosyjski. Za swoja prosowiecka dzialalnosc, obaj zostali pozniej mianowani polskimi ambasadorami w USA. Jest w ksiazce takze wzmianka, ze w 1944 roku Stalin zasugerowal zszokowanemu amerykanskiemu ambasadorowi Averellíowi Harimanowi, wlaczenie do nowego rzadu polskiego trzech obywateli amerykanskich: Oskara Lange, ks. Stanislawa Orlemanskiego z parafii w Springfield w Massachusetts i Leo Krzyckiego z Detroit. Dwaj ostatni byli przywodcami malych, nie liczacych sie organizacji i prowadzili prosowiecka propagande wsrod Polonii.

* * *
Na zakonczenie chcialbym przytoczyc fragment wiersza jednego z najznakomitszych poetow polskich, Zbigniwa Herberta, ktory tak samo jak miliony innych mieszkancow bloku marzyl o lepszym zyciu w wolnosci.
/.../
Moj ojciec wiedzial dobrze i ja takze wiem ze ktoregos dnia na dalekich krancach bez znakow niebieskich w Panonii Sarajewie czy tez w Trebizondzie w miescie nad zimnym morzem
lub w dolinie Panszir wybuchnie lokalny pozar i runie imperium13

I wreszcie to imperium zla ó o czym marzyl poetaó niespodziewanie runelo. Trudno bylo jednak bylo przewidziec, ze mimo gwaltownego upadku, rozliczanie ze zlem bedzie przychodzilo z takimi trudnosciami. I ze dopiero po dziesieciu latach, przynajmniej czesc nazwisk pomocnikow tego imperium zostanie ujawniona. We wstepie do ksiazki Andrew napisal, ze w niektorych przypadkach nie mogl podac nazwisk niektorych osob wystepujacych w Archiwum Mitrochina. W kilkunastu innych przypadkach jeszcze toczy sie sledztwo, w tym kilku dotyczacych szpiegostwa w NATO. Tak wiec bedziemy jeszcze swiadkami paru innych sensacji. A jak wiele nazwisk pozostaje jeszcze w ukryciu, w obszernych archiwach nowej rosyjskiej sluzby AFB, ktora w calosci nawiazuje jednak do tradycji wszystkich sowieckich sluzb specjalnych, takze i KGB...

Opracowujac dokumenty z archiwum Mitrochina, Andrew przedstawil je w ksiazce w bogatym kontekscie historycznym, wykorzystujac zarowno swoje wczesniejsze publikacje, jak i inne prace poswiecone tym zagadnieniom. Powstala w ten sposob wyczerpujaca ksiazka, ktora umozliwia czytelnikowi dokladne zapoznanie sie z historia KGB, tej "tarczy i miecza" wykonujacego dyrektywy partii sowieckiej. Warto do tej ksiazki siegnac, chocby po to, by zapoznac sie dokladniej z historia oraz wieloma metodami dzialan sowieckich czy obecnie rosyjskich sluzb wywiadowczych.

________________________________________________________
1 Christopher Andrew and Oleg Gordijevsky, KGB: The Inside Story of Its Foreign Operations from Lenin to Gorbaczow, Harper Collins Publishers, New York 1990.
2 Allen Weinstein and Alexander Vassiliev, The Haunted Wood: Soviet Espionage in Americaóthe Stalin Era, Random House, New York 1999.
3 George Orwell, Burnhamís View of the Contemporary World Struggle, New Leader, Nowy York, 29 marca 1947, w The Collected Essays, Journalism and Letters of George Orwell; In Front of Your Nose 1945?1950, Harcourt Brace Jovanowich, ed. Sonia Orwell, New York and London, s. 320.
4 George Orwell, Srodki zapobiegawcze w literaturze, tlum. T. Jelenska, pierwodruk w "Kulturze" paryskiej. Cytowane za: Francois Furet, Przeszlosc pewnego zludzenia, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1996, s. 469.
5 Wystapienie Stalina na XVII Zjezdzie Partii Bolszewikow. Cytowane za Francois Furet, Przeszlosc pewnego zludzenia, 5 Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1996, s. 272.
6 Stephan Spender, Forward from Liberalism, Wictor Gollancz, London 1937, s. 202.
7 Francois Furet, Przesz?osc pewnego z?udzenia, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1996, s. 468.
8 Prawda, 7 listopada 1957. Cytowane za Bertram D. Wolfe, An Ideology in Power, Stein and Day, New York 1970, s. 40.
9 Witalij Paw?ow, gen., By?em rezydentem KGB w Polsce, Polska Oficyna Wydawnicza "BGW", Warszawa 1994, s. 8.
10 John Earl Haynes & Harwey Klehr, Venona; Decoding Soviet Espionage in America, Yale University Press, New Haven and London, 1999. Zob. tez Donald Pienkos, For Your Freedom Through Ours: Polish American Efforts on Polandís Behalf, East European Monographs, Boulder, Columbia University Press, New York 1991.
11 W Encyklopedii Popularnej PWN z 1982 roku Lange (1904?65) jest przedstawiony jako ekonomista i czlonek PAN, dzialacz ruchu robotniczego, laureat nagrod panstwowych z 1955 i 1964 r. W latach 1938?45 profesor na Uniwersytecie w Chicago, nastepnie SGPiS oraz Uniwersytecie Warszawskim. Od 1957 roku zastepca przewodniczacego Rady Panstwa PRL.
12 Gebert byl w tym okresie czlonkiem Krajowego Komitetu Komunistycznej Partii Stanow Zjednoczonych. Zobacz: Wojciech Bialasiewicz, Pomiedzy lojalnoscia a serc porywem, Chicago 1989, s. 32.
13 Zbigniew Herbert, 89 wierszy, Wydawnictwo a5, Krakow, 1998, s. 23.

--------------------------------------------------------------------------------
Material opublikowany w Naszej Polsce, nr 46, 1999, z listopada 1999 roku

CZY MOGLI WEJŚĆ? http://www.geocities.com/wojciech_jaruzelski/dastych.html

Mariusz Dawid Dastych

CZY MOGLI WEJŚĆ?
( Mity i prawdy o „bratniej pomocy”)

--------------------------------------------------------------------------------
Wstęp: Artykuł niniejszy ukazał się po raz pierwszy ponad rok temu - 5 marca 2001 roku - na stronach Czasopisma Internautów nowa@on-line , otwierając serię publicystyczną poświęconą kontrowersyjnym wydarzeniom w najnowszej historii Polski. Autor – polski dziennikarz i analityk polityczny – pragnie wywołać szeroką dyskusję i zaprasza wszystkich zainteresowanych do zabrania głosu. Nie musimy się zgadzać ze sobą. Jednak starajmy się dotrzeć do prawdy, dla dobra Polski i przyszłych pokoleń Polaków. Tekst artykułu został poprawiony i aktualizowany. Mój adres E-Mail: Mariusz Dawid Dastych starm@poczta.onet.pl lub mariusz.dastych@inetia.pl , adres Czasopisma Internautów now@on-line , gdzie opublikowałem ten i inne artykuły , i gdzie nadal będą się ukazywać moje teksty to: http://nowamedia.w.interia.pl - Autor.

--------------------------------------------------------------------------------
W roku 2001 minęło 20 lat od pamiętnego dnia: 13 grudnia 1981. Od wprowadzenia stanu wojennego. Dwadzieścia lat – i nadal nie jesteśmy pewni, jak to było. Prawda o zagrożeniu inwazją wojsk sowieckich i sojuszników z Układu Warszawskiego (Czechosłowacja, NRD) nadal jest „złożona” – rozbija się na dwie polityczno-publicystyczne półprawdy. Pierwsza, „solidarnościowa”, głosi (nie bez racji), że obce wojska nie wkroczyłyby do Polski, a stan wojenny został wprowadzony przez generała Wojciecha Jaruzelskiego wyłącznie dla ratowania władzy komunistów, w porozumieniu z Kremlem. Druga półprawda, też nie pozbawiona racji i przypisywana przede wszystkim postkomunistom, ale rozpowszechniana także przez inne źródła, mówi, że w grudniu 1981 roku inwazja sił Układu Warszawskiego była możliwa, a wprowadzenie stanu wojennego miało jej zapobiec. Taki pogląd głosi od początku generał Wojciech Jaruzelski w licznych wywiadach, artykułach i książkach. Sprawę interwencji sowieckiej łączy przy tym z analizą sytuacji wewnętrznej Polski, w okresie poprzedzającym stan wojenny.

Obie półprawdy mają wielu przekonanych zwolenników i tyluż – przeciwników. Ludzie „Solidarności”, zwolennicy pierwszej z nich, potępiają wprowadzenie stanu wojennego i mają słuszny żal do generała Jaruzelskiego, że siłą rozbił Związek i poddał naród represjom, choć- ich zdaniem - nie było to podyktowane zagrożeniem z zewnątrz. Według tej tezy, stan wojenny był tylko „wojną WRON-y z narodem”, w obronie skompromitowanego reżimu. Zwolennicy drugiej tezy, nie tylko byli komuniści, ale również osoby nie związane z Polską przyznają, że zagrożenie inwazją było realne, pomimo wojny w Afganistanie i wyraźnej niechęci przywódców sowieckich do otwierania „drugiego frontu” w nieprzychylnej Sowietom Polsce. Przyznam, że jestem zwolennikiem tej drugiej tezy ( dalej nazywając ją „półprawdą”, dopóki cała prawda nie zostanie ujawniona).
Już w roku 1980 sytuacja w Polsce wywoływała ogromne zaniepokojenie w ZSRR i innych krajach Obozu. Miałem okazję przekonać się o tym podczas kilku wizyt w tych krajach, a szczególnie w trakcie pobytu w Moskwie w grudniu, kiedy wyczuwało się atmosferę napięcia nawet wśród zwykłych ludzi. Poszukałem wówczas kontaktów z osobami z kręgów sowieckiej dyplomacji i wywiadu, które poznałem wcześniej w Polsce lub innych krajach – nawet tak odległych jak Chiny czy Wietnam. Rozmawiałem z komentatorami sowieckich mediów, politologami, z kierownictwem Agencji Nowosti – związanej z KGB. Wszyscy pytali o „Solidarność”, o Wałęsę, o opozycję polityczną w Polsce i niepewną sytuację w partii. Jeden z moich rozmówców, oficer wywiadu wojskowego (GRU) 1/, który spędził wiele lat w USA – powiedział mi wprost, że wariant czechosłowacki z roku 1968 może być powtórzony, jeśli władze w Polsce będą nadal ustępować. Jeżeli dotąd nie wprowadzono wojsk (choć były manewry i przygotowania), to nie znaczy, że Breżniew dał Polakom wolną rękę. Dowiedziałem się, że o sytuacji w Polsce Rosjanie rozmawiają kanałami dyplomatycznymi z Amerykanami i Niemcami(z RFN). A jeśli idzie o NRD – to jej przywódcy zajmują twarde stanowisko i nie odmówią interwencji, podobnie jak i przywódcy Czechosłowacji. Pobyt w Moskwie, w grudniu 1980 roku, sprawił na mnie wrażenie przygnębiające. Nasz polski entuzjazm i wielka radość po strajkowym zwycięstwie i Porozumieniach Sierpniowych były tam odbierane zgoła inaczej: jako „kontrrewolucja” i zamach na Układ Warszawski. A przede wszystkim jako zagrożenie dla imperialnych interesów Związku Sowieckiego i bunt w jednym z głównych „baraków” Obozu.

Pobyt w Rosji uzmysłowił mi jedną prawdę: wszelkie poczynania najwyższych władz sowieckich były otoczone głęboką tajemnicą. Kiedy byłem w Moskwie, w grudniu 1980 roku, zmarł były premier Aleksiej Kosygin i wiadomość o jego śmierci została ogłoszona z wielodniowym opóźnieniem. W tym samym miesiącu, rok wczesniej (1979) wyjechałem z Rosji przed Bożym Narodzeniem, kiedy Armia Sowiecka szykowała się do wkroczenia do Afganistanu (weszli tam 26 grudnia). Decyzję tę również powzięto w tajemnicy. Podobnie mogło być w sprawie wejścia do Polski. Dopiero niedawno amerykański historyk - Mark Kramer z Uniwersytetu Harvarda opublikował w 11 numerze biuletynu „Cold War International History Project” ściśle tajny dokument sowiecki 2/, który otrzymał w Moskwie od rodziny nieżyjącego już historyka wojskowego – generała Dymitra Wołkogonowa. Jest to „Memorandum” do KC KPZR, z dnia 28 sierpnia 1980 roku, podpisane przez Susłowa, Gromykę, Andropowa, Ustinowa i Czernienkę, w którym proszą Komitet Centralny o zgodę na sformowanie zgrupowania wojsk dla interwencji w Polsce. Dokument jest autentyczny. A więc, w przededniu porozumień ze Szczecina i Gdańska, kończących strajki, władze sowieckie już szykowały się do interwencji. Pełna gotowość bojowa trzech dywizji pancernych i jednej zmechanizowanej została wyznaczona na dzień 29 sierpnia 1980 roku, na godzinę 18:00.

Kto o tym wiedział w Polsce w sierpniu 1980 roku? Chyba nikt. Zakończenie strajków ugodą między nowo powstałym NSZZ „Solidarność” a rządem nie zmieniło nastawienia Kremla. Według relacji pułkownika kontrwywiadu Artura Gotówki, byłego szefa ochrony gen. Wojciecha Jaruzelskiego, i innych świadków wydarzeń 3/, 1 grudnia 1980, w Moskwie, szef sztabu sił zbrojnych ZSRR - marszałek Nikołaj Ogarkow pokazał wezwanemu tam gen.Tadeuszowi Hupałowskiemu mapę sztabową z nowym rozmieszczeniem wojsk Układu w Polsce. Pozwolił przenieść ją na oleat (kalkę) i zabrać do kraju. Plan przegrupowania i dyslokacji wojsk, wiązał się z przygotowaniem do ćwiczeń w Polsce, z udziałem 18 dywizji (15 sowieckich, dwóch czechosłowackich i jednej NRD-owskiej). Dwa dni później, 3 grudnia, głównodowodzący wojskami Układu Warszawskiego - marszałek Wiktor Kulikow zażądał od Polaków zgody na ustalenie terminu gotowości do ćwiczeń. W Polskim Sztabie Generalnym zmieniono pierwotny sowiecki plan rozmieszczenia wojsk na polskich poligonach w pobliżu dużych miast, zastępując jednostki obce polskimi. Podobno istotną rolę w „korekcie” sowieckiego planu odegrał generał Eugeniusz Molczyk, uważany powszechnie za „człowieka Moskwy” w Wojsku Polskim. Skopiowana przez gen. Hupałowskiego mapa to nic innego, jak plan interwencji zbrojnej Układu Warszawskiego w Polsce, przygotowanej na początek grudnia 1980 roku. Zagrożenie było realne. Ale sposób zawiadomienia Polaków – co najmniej dziwny. Wbrew pozorom, Rosjanie nie parli do interwencji wojskowej. Na szczycie przywódców UW w Moskwie, 5 grudnia 1981 r., Stanisław Kania przekonywał (przekonanego już!) Leonida Breżniewa, aby do Polski nie wchodzili. I ten obiecał, że nie wejdą. Rzecz w tym, że decyzja o nieinterwencji została wcześniej powzięta, bez udziału Polaków. W ten brutalny sposób (podsuwając plan interwencji!) Rosjanie chcieli zmusić polskie władze i wojsko do działań przeciwko „Solidarności”. Tak narodził się plan „stanu wojennego”, którego współtwórcą i głównym referentem z Sztabie Generalnym był pułkownik Ryszard Kukliński, oficer polskiego wywiadu wojskowego, podobno również agent KGB 4/ i (jak wiadomo) szpieg CIA, który uciekł z kraju w listopadzie 1981 roku. Pod koniec roku Rosjanie i sprzymierzeńcy mogli wprowadzić wojska do Polski i na „zdobycie” naszego kraju wystarczyłoby kilka dni. Nie weszli, choć mogli wejść. Dlaczego? Bo sytuacja w Polsce nie groziła wówczas przewrotem i obaleniem władzy komunistów. Z drugiej strony grupa starych i rozważnych przywódców Związku Sowieckiego, na czele z Leonidem Breżniewem, nie chciała ryzykować awantury w Europie. Wbrew dość powszechnemu przekonaniu , że wojna w Afganistanie wykluczała interwencję w Polsce – nie była to główna przeszkoda. Armia Sowiecka liczyła wówczas , według danych wywiadów państw Zachodu, ponad 3 miliony 700 tysięcy żołnierzy, a w Afganistanie walczyło ich mniej niż 100 tysięcy 5/. Zagrożenie strategicznych interesów Imperium Sowieckiego w Europie, w wyniku ewentualnego przewrotu w Polsce, nie powstrzymałoby Rosjan od interwencji wojskowej, gdyby taka konieczność nadeszła. Tymczasem łatwiej i taniej, bez ryzyka dla Obozu, było zmusić władzę komunistyczną w Polsce do zdławienia opozycyjnego ruchu „Solidarności” wyłącznie własnymi siłami.
Na początku 1981 roku sytuacja jakby ustabilizowała się, chociaż Polska była stale i ostro krytykowana (Breżniew, Susłow, Gromyko, Kulikow, Andropow). Kolejna analiza „Komisji Susłowa” z marca/kwietnia 1981 roku była dla nas bardzo niepomyślna: (1)„Solidarność” jest faktycznie opozycyjną partią polityczną, (2) w PZPR nastąpił rozłam, władze nie kontrolują już sytuacji, (3) rozwija się „pełzająca kontrrewolucja”, (4) niepewna i chwiejna postawa zaznacza się w Wojsku Polskim i siłach bezpieczeństwa MSW. Wiosna roku 1981 była okresem nasilającej się presji i intensywnej penetracji naszego kraju przez wywiady – sowiecki i krajów socjalistycznych (głównie NRD i Czechosłowacji). W tym czasie zajmowałem się rozpoznawaniem struktur, tworzonych przez tak zwanych prawdziwych komunistów i patriotów, popularnie nazywanych „betonem”. Skupiali się oni wokół znanych działaczy PZPR – przede wszystkim Stefana Olszowskiego, ale także Tadeusza Grabskiego, Stanisława Kociołka, Andrzeja Żabińskiego, Albina Siwaka. W MSW i KC PZPR nadal spore wpływy miał generał Mirosław Milewski – od lat sowiecki „czekista”, choć miał powszechnie opinię zagorzałego polskiego nacjonalisty 6/. W Wojsku partyjni konserwatyści mieli mniej do powiedzenia. Generałowi Jaruzelskiemu potrafili się przeciwstawić tylko nieliczni, jak wspomniany wyżej generał Molczyk oraz generał Sawczuk. Nie brakowało jednak „betonów” wśród średniej kadry dowódczej, a także w wywiadzie i kontrwywiadzie – szkolonym i wychowywanym przez KGB i GRU. Podległość organizacyjna polskich służb specjalnych ich odpowiednikom w Moskwie, w ramach struktur Układu Warszawskiego, była bezsporna. Nie można jednak wyciągać z tego pochopnych wniosków, jakoby polscy oficerowie byli skłonni do zdrady. Co więcej, niektórzy z nich – przebywający wówczas w ZSRR – narażali życie, zbierając nielegalnie informacje wywiadowcze na temat zagrożeń dla Polski. Znam takie przykłady, ale ujawnienie ich dzisiaj nie byłoby rozsądne 7/. Istniało zagrożenie innego rodzaju: około 70 procent naszych formacji wojskowych podlegało rozkazom dowództwa Układu Warszawskiego. W razie nadejścia „bratniej pomocy”, większość jednostek WP musiałaby wypełniać rozkazy interwentów – sojuszników, a jednostki zbuntowane szybko by otoczono i rozbito. Front „antysolidarnościowy” tworzyła nie tylko partia, ale i „stare” związki zawodowe, półjawne organizacje, takie jak Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” o wyraźnie szowinistycznym, komunistycznym i antysemickim obliczu. Powstawały też, w opozycji do tzw. struktur poziomych, tworzonych przez partyjnych reformatorów (np. Tadeusza Fiszbacha w Gdańsku), organizacje „prawdziwych komunistów”, takie jak Forum Katowickie, czy grupy robotnicze inspirowane przez Albina Siwaka.
Do tych „prawdziwych” stale przybywały nieoficjalne misje z Moskwy, jak również z Berlina i Pragi. Na czele jednej z nich, którą rozpoznawałem, stal pułkownik KGB 8/, wysłany przez Konstantina Rusakowa (członka Biura Politycznego, odpowiedzialnego za sprawy polskie). Przebywał dość długo w Polsce, odwiedzając komitety partyjne i różne organizacje (w tym ZP „Grunwald”). Takie misje rozpoznawcze miały charakter półjawny i zbierały informacje i opinie. Być może przy ich pomocy próbowano przygotować kadrę w terenie, złożoną z komunistów lojalnych wobec ZSRR.
Groźniejsza jednak była penetracja Polski przez (formalnie!) sojusznicze wywiady: wszechobecny wywiad sowiecki (KGB i GRU), wywiad zagraniczny STASI z NRD oraz wywiad czechosłowacki. Rosjanie w ogóle nikogo nie musieli prosić o zgodę – ich wywiad działał jak chciał, a polskie MSW i Wojsko dostarczało im każdych informacji. Formalną zgodę MSW na samodzielną działalność operacyjną w Polsce dostały wywiady NRD i Czechosłowacji. Ten pierwszy wywiad penetrował środowiska naszej opozycji już od połowy lat 70-tych. Niemcy działali głównie na Wybrzeżu, na Dolnym i Górnym Śląsku. Szef wywiadu STASI – Marcus Wolf miał swoją agenturę w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy oraz w Komitecie Obrony Robotników (KOR), gdzie polska SB nie mogła zwerbować agentów. Nazwiska nadal pozostają tajemnicą 9/. W Warszawie obsługiwał agenturę STASI m.in. bardzo aktywny młody dyplomata – Konrad Mueller. Przedstawiciele rezydentury KGB w Warszawie mieli swoich agentów już na strajku w Stoczni Gdańskiej i Szczecińskiej. Pod koniec 1980 roku – co mogę jednoznacznie potwierdzić – KGB „podchodziła” do kilku polskich dziennikarzy, proponując im bardzo intratne zajęcie: chodziło o umieszczenie kogoś zaufanego w najbliższym otoczeniu Lecha Wałęsy. Trudno mi powiedzieć, czy się to udało, ale Rosjanie starali się zawsze dotrzeć do najściślejszego kierownictwa „Solidarności”. Raporty agenta (agentów) przy Wałęsie miały trafiać do rezydenta KGB w Ambasadzie ZSRR o pseudonimie „Żdanow” 10/. Najgorsza z możliwych operacji „sojuszniczych” wywiadów to organizowanie prowokacji w terenowych ogniwach „Solidarności”. Mówi się o tym, że bijatyka w Bydgoszczy (pobicie Jana Rulewskiego) była jedną z poważniejszych prowokacji KGB, zsynchronizowaną z kolejnym naciskiem militarnym (wielkie ćwiczenia wojskowe „Sojusz’81” rozpoczęły się 16 marca 1981, prowokacja bydgoska – 3 dni później!). Ale nie można wykluczyć, że to była raczej robota SB. Gdyby Sowieci chcieli znaleźć pretekst do interwencji zbrojnej (np. w razie niepowodzenia stanu wojennego), to wiedzieli jak podgrzać nastroje i sprowokować Polaków do walki z komuną, by ich potem szybko pokonać. Tymczasem mieli jednak inny cel: zmuszenie ekipy Stanisława Kani i gen. Wojciecha Jaruzelskiego do rozprawienia się z „Solidarnością” i wszelką opozycją. I każdy pretekst był dobry!

W Moskwie i na Syberii.

W maju 1981 roku, po kilkumiesięcznych staraniach czynionych równocześnie w kraju i w Moskwie, wyjechałem jako specjalny wysłannik tygodnika „Płomienie” w długą podróż po ZSRR. Moja gazeta podlegała Stefanowi Olszowskiemu, którego wówczas Rosjanie kokietowali, wbijając nóż w plecy Stanisława Kani. Dzięki temu mogłem uzyskać mocne wsparcie APN (Agencji Prasowej Nowosti – sterowanej przez KGB) i dostać zezwolenia na odwiedzenie miast i okręgów zamkniętych dla cudzoziemców. Spędziłem w Rosji prawie miesiąc, podróżując bezustannie po Syberii – na trasie liczącej ponad 10 tysięcy kilometrów. Byłem na budowie linii kolejowej BAM nad Bajkałem, na polach naftowych zachodniej Syberii, w ośrodkach naukowych Nowosybirska, w Buriacji i kilku innych regionach. Lecąc do Moskwy, zabrałem ze sobą całą walizę prasy i innych wydawnictw „Solidarności”. Dzięki zaświadczeniu warszawskiego Biura APN i interwencji osobistej moich opiekunów, waliza przeszła przez granicę. Większość wydawnictw została przekazana kierownictwu Agencji, ale kilka broszur i egzemplarz tygodnika „Solidarność” wędrowało wraz ze mną po drogach i bezdrożach Rosji. Każdego dnia musiałem wygłaszać pogadanki o „Solidarności” i sytuacji w Polsce – do słuchaczy życzliwych albo wrogo nastawionych. Mówiłem o „Solidarności” dobrze, a rzetelna informacja zjednywała mi ludzi różnych środowisk. Nigdy nie zapomnę serdecznego przyjęcia w głębi 26-kilometrowego Tunelu Bajkalskiego. W błocie i huku maszyn, w skalnej niszy usłyszałem po raz pierwszy pochwałę Lecha Wałęsy i „Solidarności” z ust wielonarodowej grupy robotników. W zamkniętym mieście garnizonowym Ułan Ude, na południe od jeziora Bajkał, wsadzono mnie do limuzyny miejscowego KGB i powieziono na lotnisko w ogromnej bazie wojskowej 11/. „Prelekcja” odbyła się na płycie lotniska, w samochodzie. Zadawano mi wiele trudnych pytań o Polskę, tłumaczono stanowisko sowieckie. Trzeba było uważać! Szczera rozmowa , bez oficjalnych świadków była możliwa - ale gdzieś w górach, w tajdze na platformie wiertniczej. Piszę o tym, aby pokazać absurdalną sytuację: z jednej strony życzliwi ludzie, z drugiej twardy reżim, który bez trudu mógł ich pchnąć przeciwko nam. Wiosną i latem 1981 roku nadal trwały naciski na Polskę. Zebrałem sporo informacji i sygnałów, że były również czynione przygotowania na wypadek interwencji wojskowej. Powoływano rezerwistów, przemieszczano jednostki wojskowe, szkolono w kilku zgrupowaniach (na Syberii, na Ukrainie, Białorusi) ludzi władających językiem polskim 12/. Program szkoleń wskazywał na to, że mieli być tłumaczami w wojsku albo przedstawicielami w administracji cywilnej. Żeby nie wspomnieć o specjalnych grupach wywiadu. Z tego okresu pochodzi, datowany 12 czerwca 1981 roku, raport połączonych wywiadów USA, który w pełni potwierdza stan przygotowań do interwencji, wyciągając taki wniosek: „Niezależnie od tego, jak Sowieci postrzegają koszty interwencji, szybko zeszłyby one na drugi plan, gdyby uznano, że zostały zagrożone podstawowe interesy ich państwa” 13/. O wiele później – już po ogłoszeniu stanu wojennego – dowiedziałem się o koncepcji tzw. Polskiej Autonomii. W przypadku zajęcia Polski przez wojska sprzymierzone – ZSRR, Czechosłowacji i NRD – kraj nasz miał być na pewien czas podzielony na trzy „strefy autonomiczne” pod zarządem wojskowym. Na czas „bratniej pomocy” jednostki Wojska Polskiego miały zostać otoczone i zamknięte w swoich garnizonach.

Wejdą, nie wejdą.

Do Polski wróciłem w czerwcu 1981 roku. W wielu gazetach opublikowałem serię reportaży z Syberii. Niektóre z nich przedrukowała prasa sowiecka. Cieszyło mnie to, bo potrzebowałem argumentów, aby wrócić do Rosji. Po wiosennym przesileniu, kiedy sowieckie groźby okazały się jeszcze jedną „rundą” nacisków na polskie władze, wydawało się, że Moskwa dała im czas na opanowanie sytuacji. Naciski zmniejszyły się, ale nie na długo. Już 4 września rozpoczęły się jedne z największych w historii Układu Warszawskiego manewry „Zapad 81”, prowadzone na wschodnich granicach Polski i na Bałtyku. Dowodził nimi osobiście minister obrony ZSRR – marszałek Dmitrij Ustinow. Na manewrach doszło do spotkania Ustinowa z Jaruzelskim, któremu marszałek powiedział bez ogródek jaki los może spotkać Polskę. Moje informacje o manewrach, uzyskane od dyplomatów i innych dobrze poinformowanych osób, nie pozostawiały złudzeń: atak na Polskę był możliwy, w połączeniu z blokadą portów i ewentualnym desantem sowieckiej „piechoty morskiej” pod Gdańskiem (cel: opanowanie siedziby „Solidarności”). Manewry „Zapad 81” zakończyły się 12 września – były kolejną demonstracją siły i przestrogą. Tymczasem sytuacja wewnętrzna w kraju stale pogarszała się (opis i wnioski wykraczają poza ramy tego artykułu). Na jesieni doszły nowe sygnały: o przygotowaniach w Grupie Północnej wojsk sowieckich w Polsce (transporty z zaopatrzeniem, ruch na lotniskach, zakaz kontaktów zewnętrznych dla oficerów i żołnierzy), o rzekomych rozmowach sowiecko-niemieckich (z RFN) na temat neutralności Niemiec Zachodnich, na wypadek interwencji sił Układu Warszawskiego w Polsce. Inne, niepokojące sygnały otrzymałem z Węgier, od zaprzyjaźnionych oficerów węgierskiego wywiadu, z którymi w latach 70-tych pracowałem w Republice Wietnamu (Wietnam południowy). Mówili o końcu listopada lub początkach grudnia, jako o przypuszczalnym terminie gotowości do wkroczenia. Węgrzy nie mieli zamiaru brać udziału w zajmowaniu Polski. Podobno sprzeciwił się temu Janos Kadar. Tak więc Układ Warszawski miały reprezentować wojska sowieckie (15 – 18 dywizji nad wschodnią granicą), bliżej nie określona liczba dywizji sowieckich z NRD, dwie dywizje Północnej Grupy Wojsk Sowieckich w Polsce oraz dwie dywizje czechosłowackie i wzmocniona dywizja wojsk pancernych NRD. Węgrzy potwierdzali też planowaną blokadę polskiego Wybrzeża przez jednostki floty sowieckiej i – w razie potrzeby – NRD-owskiej (Zatoka Szczecińska). Brakowało tylko jednego: politycznej decyzji Kremla, zezwalającej na wydanie rozkazu!
Późna jesień 1981 roku obfitowała w dramatyczne sytuacje i panikarskie plotki. Przytoczę jedną z nich: polscy kolejarze mieli rzekomo przejąć transport mundurów Wojska Polskiego, przeznaczonych dla garnizonu sowieckiego w Legnicy14/ . Ale plotkami nie były na pewno coraz liczniejsze pod koniec listopada i na początku grudnia raporty o wstrzymaniu wymiany towarów na stacjach granicznych i o niespotykanej liczbie transportów wojskowych, kierowanych z głębi Rosji w pobliże polskich granic. Sowieci przestali praktycznie odbierać z Polski towary i dostarczać ładunki do Polski. Transport kolejowy na granicy wschodniej był sparaliżowany.
W tym czasie przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego zostały ukończone. Oceniono je na tajnej naradzie dowódców Wojska Polskiego we Wrocławiu, którą prowadził generał Wojciech Jaruzelski. Na naradzie tej, w Śląskim Okręgu Wojskowym, nie zapadła jednak decyzja. Dziś wiadomo, że taki rozkaz wydał generał Wojciech Jaruzelski dopiero 12 grudnia 1981 roku, o godzinie 14.00, generałowi Czesławowi Kiszczakowi, ministrowi spraw wewnętrznych.

Dni ostatnie.

Dwanaście dni grudnia 1981 roku wspominam jak zły sen. Jeszcze w listopadzie obserwowałem rozmowy rządu z „Solidarnością”, pilnując równocześnie kontaktów zagranicznych, głównie sowieckich, czechosłowackich i NRD-owskich. Wieści z nad granic były zatrważające: koncentracja wojsk na wschodzie, południu i zachodzie. Informacje wskazywały na „stan gotowości operacyjnej Nr 1” (co było równoznaczne z gotowością bojową wojsk ZSRR, Czechosłowacji, NRD a nawet nie graniczących z Polską - Węgier). Tymczasem zaostrzała się sytuacja w kraju. Szczególnie groźne było zaostrzenie radykalnych nastrojów w NSZZ „Solidarność” i zapowiedź zorganizowania „Marszu Gwiaździstego” na Warszawę i wielkiego wiecu na Placu Defilad – 17 grudnia, o 16:00 (przed 13 grudnia, po interwencji Kościoła, marsz odwołano!). W tym ostatnim tygodniu opublikowałem w tygodniku ”Płomienie” obszerny artykuł wstępny pt. „Nie ma dachu bez fundamentów” (o porozumieniu narodowym). Ukazał się w środę, w numerze antydatowanym: 13 grudnia 1981 roku. Artykuł wielokrotnie odczytywano w ogólnopolskim programie telewizji. Oczywiście, nie miało to większego znaczenia. Lawina ruszyła i teraz pozostawało tylko jedno pytanie: czy zgniotą nas obcy? Czy argumentu siły użyje polska władza?
W piątek, 11 grudnia zarezerwowałem lot do Gdańska. W sobotę, albo w niedzielę – wraz z przebywającym tam cały czas reporterem Włodkiem Krzyżanowskim – mieliśmy przeprowadzić wywiad z Lechem Wałęsą. Tego samego dnia otrzymałem wiadomość od przyjaciela z gdańskiej „Solidarności”: w sobotę 12 grudnia, przez zakończeniem posiedzenia Komisji Krajowej grupa znanych działaczy Związku usunie Lecha Wałęsę z funkcji przewodniczącego NSZZ „Solidarność” i prawdopodobnie proklamuje strajk generalny. Powodem usunięcia Wałęsy miało być zbytnie uzależnienie Przewodniczącego od doradców z KOR-u i jego ugodowość wobec władz. Wiadomość była zaskakująca, ale źródło – pewne i rzetelne. Po namyśle postanowiłem nie mieszać się do rozgrywek w kierownictwie Związku. Lech zapewne dowiedział się o „zamachu” i – podobnie jak w Radomiu (3-4 grudnia) – postara się stanąć na czele solidarnościowych radykałów. Postanowiłem zaczekać na zakończenie obrad „Krajówki”, licząc na to, że Wałęsa się utrzyma i udzieli nam obiecanego wywiadu. Ta rozmowa miała być ukoronowaniem dziesiątków wywiadów, udzielonych nam w latach 1980 - 1981 przez wszystkich liczących się działaczy Związku. Mieli zaufanie, bo wszystkie bez wyjątku rozmowy były autoryzowane, a nasi rozmówcy byli zawsze informowani o ingerencjach cenzury i wyrażali zgodę na publikację.
Zareagowałem jednak na poufną wiadomość: odwołałem poranny lot do Gdańska (w sobotę 12 grudnia) i przygotowałem wyjazd samochodem nieco później: wczesnym rankiem, w niedzielę 13-go. Całą sobotę siedziałem przy telefonach i teleksie, obserwując z Warszawy obrady w Gdańsku, kontaktując się z naszym wysłannikiem. Wieczorem, chyba po 22:00 (a może wcześniej?) odebrałem telefon. Dzwonił Włodek z wiadomością, że rwie się łączność teleksowa z Warszawą i resztą kraju. Wyglądało to tak, jakby ktoś testował wyłączanie poszczególnych linii teleksowych. Łączność telefoniczna nadal funkcjonowała dobrze. Odebrałem to jako groźny sygnał ze strony władzy.(Moi informatorzy potwierdzali, że „stan wyjątkowy” zostanie już wkrótce wprowadzony – nie znali jednak daty!) Poprosiłem naszego reportera, aby został na obradach do końca i nawet późną nocą dzwonił do mnie, do domu. Najpóźniej o 6:00 rano, 13 grudnia 1981 roku, miałem wyruszyć samochodem do Gdańska. Położyłem się spać po północy i zbudziłem się nad ranem. Z oddali, z wojskowej dzielnicy Bemowo, dochodził głuchy łoskot. Chwyciłem za słuchawkę, aby zadzwonić do Gdańska. Telefon milczał. Włączyłem radio i wysłuchałem dramatycznego przemówienia Wojciecha Jaruzelskiego. Krótka narada z najbliższymi. Jadę do miasta. Mijam czołgi i transportery wojskowe – uczucie ulgi: są polskie! Mój kolega, reporter, został w Gdańsku. Obrady KK skończyły się po północy. Nocą do pokoju w hotelu „Heweliusz” wtargnęli przez okno komandosi. Nie aresztowali dziennikarza. Pobiegł do „Monopolu”, skąd Milicja wyciągała delegatów „Solidarności”, w pobliżu dworca widział przez chwilę Zbyszka Bujaka (uciekł, przedostał się do Warszawy!). Gdańsk okupowało wojsko.

Stan wojenny – dlaczego?

Od ponad dwudziestu lat trwa spór o przyczyny stanu wojennego. Nie mnie go rozstrzygać! Chcę tylko zwrócić uwagę na jeden aspekt: nie można rozpatrywać decyzji ówczesnych władz, także samego generała Jaruzelskiego, bez rzetelnej oceny t a m t e j sytuacji, zarówno w Polsce jak i poza Krajem. Moja wiedza opiera się przede wszystkim na faktach, które wówczas znałem. Potwierdza je lektura raportów wywiadu oraz moje rozmowy z dowódcami wojskowymi, z oficerami wywiadów, politykami i dyplomatami kilku państw. Po roku 1989 byłem wielokrotnie w Rosji, Chinach, w Europie Zachodniej i Wschodniej. Także na Bliskim Wschodzie. Stan wojenny, ogłoszony w Polsce w grudniu 1981 roku, jest tam postrzegany inaczej niż w Polsce. Na pewno beznamiętnie, trzeźwo i „geostrategicznie”. Rosjanie nie śpieszą się dziś potwierdzać, że w latach 1980 – 1982 grozili nam nie tylko słownie i na piśmie, ale przede wszystkim - siłą. Amerykańska National Security Agency 15/ nadal dysponuje niezbitymi dowodami o otoczeniu Polski przez wojska Układu Warszawskiego w listopadzie i grudniu 1981 roku, a CIA – dokumentami od pułkownika Ryszarda Kuklińskiego (i tych agentów w Związku Sowieckim, których pracę krył swym nazwiskiem!). Stan wojenny był od dawna przygotowywany. Data jego ogłoszenia była kompletnym zaskoczeniem dla polityków Zachodu...16/ , ale nie dla Sowietów, choć podobno dowiedzieli się o tym dopiero 12 grudnia 17/. Generał Jaruzelski zwlekał do ostatniej chwili, do godziny 14.00, w sobotę. Na co liczył? Czego się obawiał? Czemu chciał zapobiec? W ostatnich latach pisał o tym w swoich książkach i artykułach. Ale czy napisał wszystko? Zapytajmy go jeszcze raz – niech odpowie i ujawni to, co dotąd nieujawnione. Jak było naprawdę? – doprawdy nie wiem, ale nie wierzę w pokrętne wypowiedzi sowieckich marszałków i buńczuczne, „ex post” tłumaczenia polityków z „Solidarności”, że podobno żadnego zagrożenia interwencją nie było. Jestem jednak głęboko przekonany, że gdyby przywódcy na Kremlu powzięli wówczas decyzję o wkroczeniu do Polski – żaden Afganistan, ani też prezydent Ronald Reagan nie powstrzymałby ich przed uderzeniem. Siły NATO nie zareagowałyby – w trosce o bezpieczeństwo Zachodu. Stany Zjednoczone odpowiedziałyby blokadą gospodarczą i finansową Związku Sowieckiego, ale nie ogniem.

Do „bratniej pomocy” nie doszło. Chwała za to Bogu! Gdy myślę o tamtych, pełnych napięcia dniach grudniowych, wciąż przypomina mi się gorzki czeski dowcip z 1968 roku: „Czołg ci się śni – przyjaciel w drodze!”. Chroń nas Panie na przyszłość od takich „przyjaciół”, a także od fałszywych „proroków” we własnym kraju. – Mariusz Dawid Dastych.

? ? ?

Posłowie

Artykuł ten napisałem i opublikowałem na początku 2001 roku, przed XX rocznicą wprowadzenia stanu wojennego. Od tego czasu nasza wiedza na temat okoliczności, które doprowadziły do przejęcia władzy w Polsce przez Wojsko w grudniu 1981 roku, nieco się poszerzyła. Nadal jednak nie ma dostępu do źródłowych dokumentów z Kremla, a tylko od czasu do czasu ukazują się uspokajające zapewnienia niektórych aktorów tamtego dramatu. Rosyjscy marszałkowie głoszą dziś tezę, że przywódcy ZSRR nie zamierzali interweniować w Polsce zbrojnie, stosowali jedynie różne metody nacisku: polityczne, wojskowe, gospodarcze, których celem było zmuszenie ówczesnych władz PRL do rozprawienia się z „Solidarnością” i opozycją w ogóle. Dane wywiadowcze zaprzeczają jednak takiej tezie. Utrzymywanie ogromnej masy wojska przy polskich granicach, w stanie gotowości bojowej, świadczyło o powadze sytuacji i determinacji Kremla aby „buntowi” Polaków położyć kres. Dla Sowietów utrzymanie Polski w Układzie Warszawskim było sprawą najwyższej wagi, choćby ze względu na położenie geograficzne naszego kraju i konieczność zapewnienia bezpiecznej komunikacji między ZSRR a potężnym zgrupowaniem wojsk sowieckich w NRD. O wkroczeniu do Polski miała przesądzić ocena sytuacji w najwyższym kierownictwie sowieckim: politycznym i wojskowym. Z drugiej strony, nie mogę zgodzić się z często wysuwanymi (głównie pod adresem generała Wojciecha Jaruzelskiego) zarzutami o zdradę Polski i całkowite podporządkowanie się woli Kremla. To są naiwne i niesprawiedliwe oskarżenia. Generał Jaruzelski był i jest polskim patriotą, decyzję o stanie wojennym podejmował (przecież nie tylko sam!) w oparciu o aktualną ocenę sytuacji i nie przyszło mu to łatwo. Wziął też na siebie całkowitą odpowiedzialność za skutki tej decyzji, za co do dziś płaci jako polityk i jako człowiek. Świat nieustannie idzie naprzód i przeszłość jednego kraju, takiego jak Polska, naprawdę mało kogo dzisiaj obchodzi. Mogłem się o tym przekonać, obserwując reakcję europejskich i amerykańskich mediów w XX rocznicę stanu wojennego. Nie było prawie żadnego zainteresowania! Tym bardziej zdumiewa mnie nieustająca wymiana oskarżeń o stan wojenny w Polsce. I nie milknący spór o to, kto miał wówczas rację. Czas przysypie piaskiem zapomnienia tamte dramatyczne chwile. Pozostaną przedmiotem badań historyków, którzy nadal będą dociekali prawdy. I dobrze. Trzeba szukać prawdy o historii własnego narodu, a nie ulegać nastrojom i tworzyć mity. Ten artykuł jest przyczynkiem do dyskusji i zapisem moich indywidualnych przeżyć i obserwacji. Nie żałuję, że w tamtych latach ryzykowałem głową zbierając informacje w Związku Sowieckim, w Polsce i innych krajach o tym, czy „wejdą – nie wejdą”. Dziś spoglądam na tamte czasy z filozoficznym spokojem, ciesząc się, że mamy Wolną Polskę.

--------------------------------------------------------------------------------
Przypisy
1.) GRU – Główny Zarząd Wywiadu – nazwa sowieckiego wywiadu wojskowego, jednego z najbardziej bezwzględnych i niebezpiecznych wywiadów świata. (Porównaj: Wiktor Suworow, „Akwarium” i inne książki byłego oficera GRU, mieszkającego obecnie w Wielkiej Brytanii)
2.) Teczka specjalna, ściśle tajne, egz.nr (?) KC KPZR, 28 sierpnia 1980 roku. Dywizje pancerne oznaczone symbolami PrikWO1(Nadbałtycki Okręg Wojskowy), BWO-2 (Białoruski O.W.). Dywizja zmechanizowana PrikWO (Przykarpacki O.W.). Por. A.Werblan „Plany interwencji radzieckiej”, „Przegląd Tygodniowy” Nr 17 z 28 kwietnia 1999 roku, strona 13.
3.) Henryk Piecuch „Byłem gorylem Jaruzelskiego” (wywiad z płk. Arturem Gotówko i in., strony 184 – 194)
4.) Wiele na to wskazuje, że płk Ryszard Kukliński mógł być również agentem KGB, co ułatwiło by mu kontakty na wysokim szczeblu w ZSRR. Do wywiadu amerykańskiego, CIA, prawdopodobnie wstąpił podczas pracy w Wietnamie, w latach 1969-1970. Jego wersje werbunku nie są przekonywujące. Jako oficer polskiego wywiadu wojskowego i świetny żeglarz , pływał jachtami po Bałtyku i innych morzach, wykonując misje szpiegowskie. (Pułkownikowi R.Kuklińskiemu poświęcę kolejny artykuł – autor).
5.) Porównaj: płk Michał Sadykiewicz, „Mogli wejść”, w „Gazecie Wyborczej” – 13 grudnia 2000 roku, str.23.
6.) Gen. Mirosław Milewski, obecnie emeryt – lat 71, zaufany człowiek Moskwy, w UB od 1947 roku, współpracownik NKWD i KGB (zaprzecza temu!), od 1962 r. w centrali MSW, generał – szef wywiadu zagranicznego MSW, od 1971 wiceminister, w latach 80-tych minister spraw wewnętrznych, sekretarz KC PZPR, w roku 1990 aresztowany i zwolniony (przedawnienie przestępstw).
7.) Ze względu na bezpieczeństwo tych oficerów oraz interesy polskiego wywiadu w Rosji.
8.) Nazwisko znam, ale mogło być fałszywe.
9.) Porównaj: Marcus Wolf, Anne McElvoy, „Człowiek bez twarzy –Autobiografia szefa STASI”, strona 418.
10.) Werbunkiem zajmował się również ówczesny szef Biura APN w Warszawie – Oleg Stroganow. Agencja Nowosti (APN) była ściśle powiązana z KGB, wielu jej dziennikarzy było agentami wywiadu. W 1980 roku korespondenci sowieccy mieli zakaz wyjazdu do Gdańska i Szczecina i obsługi strajków. Potem sytuacja zmieniła się – wybranym dziennikarzom, takim jak Jona Andronow z „Litieraturnoj Gaziety”, pozwolono na kontakty z działaczami „Solidarności”, także z Lechem Wałęsą. Jesienią 1980 roku zorganizowałem grupie korespondentów sowieckich „prywatny” wyjazd do Gdańska i kontakty z działaczami Związku. Nic oficjalnie nie napisali, ale ich poufne raporty powędrowały do Moskwy. Nam chodziło o to, by Sowieci dowiedzieli się czegoś z pierwszej ręki.
11.) Największy za Uralem zakład remontu samolotów wojskowych i ogromne lotnisko znajdowało się w stolicy Buriacji, mieście Ułan Ude. Na głównym placu miasta – oryginalny pomnik: największa w ZSRR głowa Lenina, osadzona na cokole.
12.) Informacje te otrzymywałem od życzliwych Polsce Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Buriatów, Kazachów, Żydów i nawet Koreańczyk


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Wto Kwi 26, 2011 12:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 3:12 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pon Sty 28, 2008 9:28 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

CZY MOGLI WEJŚĆ? http://www.geocities.com/wojciech_jaruzelski/dastych.html

Mariusz Dawid Dastych

17.) Generał Wojciech Jaruzelski pisze w swej książce „Różnić się mądrze”, strony 86/87: - Oczywiście nikt publicznie nie podawał terminu, bo – po pierwsze – wciąż chcieliśmy tej ostateczności uniknąć. Po drugie – tajemnicą, obok daty, mogła być tylko technologia wprowadzenia, a nie jego ewentualność, o której mówiło się i poufnie, i głośno (...) W różnych publikacjach gen.Jaruzelski podaje, że dzwonił sam do Breżniewa, informując go o wprowadzeniu stanu wojennego – już po wydaniu rozkazu: tzn. po godzinie 14.00, w sobotę 12 grudnia 1981.Telefon odebrał Michaił Susłow, informując, że Leonid Iljicz jest nieobecny. Nota bene, Leonid Breżniew, Jurij Andropow, marszałkowie Ustinow i Kulikow mogli mieć te informacje jeszcze szybciej - od swoich agentów w otoczeniu generała Jaruzelskiego, w kręgu jego bliskich współpracowników. Tak jak Amerykanie mieli je od Kuklińskiego. Niektórych z nich poznałem, ale – oczywiście – na ten temat milczą jak grób. Generał Wojciech Jaruzelski, z którym przeprowadziłem długą rozmowę w lutym 2002 roku, powiedział mi, że stałe informowanie Kremla o przygotowaniach stanu wojennego było jedyną możliwą wówczas taktyką polskiego kierownictwa. Zrozumiałem, że ukrywanie tych przygotowań musiało by wzbudzić podejrzenia Rosjan, którzy i tak by się o tym dowiedzieli od swojej agentury. Pozostaje do rozstrzygnięcia bardzo ważna kwestia: czy termin 12 na 13 grudnia 1981 roku był jedynym, branym pod uwagę? Niektórzy moi rozmówcy twierdzą, że generał Jaruzelski jednak w y p r z e d z i ł ewentualną decyzję Kremla o interwencji w Polsce. Z innych źródeł (amerykańskich, rosyjskich) wiem, że gotowość bojowa wojsk Układu Warszawskiego była utrzymywana aż do wiosny 1982 roku, co oznaczało by, iż nie dowierzano polskim władzom – pomimo wprowadzenia stanu wojennego i aresztowania kadry NSZZ „Solidarność”.


Rolling Eyes




Robert Majka , polityk, Przemyśl, 28 stycznia 2008r
Kawaler KRZYŻA Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski,
Nr 452-2009-17 nadany 9 grudnia 2009 przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego.
Radny Rady Miasta Przemyśla (2002 - 2006)

www.sw.org.pl
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt7234.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://tygodnik.onet.pl/35,0,14472,pierwsza_magdalenka,artykul.html
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
http://www.polityczni.pl/oblicza_stanu_wojennego,audio,51,4505.html
http://home.comcast.net/~bakierowski/


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Wto Kwi 26, 2011 12:50 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Konrad Turzyński
Moderator


Dołączył: 22 Wrz 2006
Posty: 572

PostWysłany: Wto Sty 29, 2008 1:00 am    Temat postu: O patriocie Jaruzelskim Odpowiedz z cytatem

O patriocie Jaruzelskim

Mariusz Dawid Dastych napisał:
Z drugiej strony, nie mogę zgodzić się z często wysuwanymi (głównie pod adresem generała Wojciecha Jaruzelskiego) zarzutami o zdradę Polski i całkowite podporządkowanie się woli Kremla. To są naiwne i niesprawiedliwe oskarżenia. Generał Jaruzelski był i jest polskim patriotą, decyzję o stanie wojennym podejmował (przecież nie tylko sam!) w oparciu o aktualną ocenę sytuacji i nie przyszło mu to łatwo. Wziął też na siebie całkowitą odpowiedzialność za skutki tej decyzji, za co do dziś płaci jako polityk i jako człowiek.[...] Tym bardziej zdumiewa mnie nieustająca wymiana oskarżeń o stan wojenny w Polsce. I nie milknący spór o to, kto miał wówczas rację.


Nuże, patrioci polscy! Apelujta, do kogo trzeba, aby gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu przyznano Order Wielki Konrada Wallenroda z Siedmioma Gwiazdami i ze Skrzyżowanymi Buławami Hetmańskimi! Jak patriota, to patriota! Za 5 miesięcy jego 85. urodziny! Spieszta się kochać patriotów, bo kiedyś przecie odejdą.

"Wziął na siebie odpowiedzialność" DOBRE! Ale ilekroć jest mowa o procesie przeciwko niemu z tego powodu, to powiada, że to ZEMSTA. Że to niesprawiedliwe. I odgraża się, co ujawni w razie takiego procesu. Za to jego wypowiedzi wobec Rosjan -- miód na serce!! Nie, nie te z lat 80. wieku XX! Z jego wizyt w Rosji w XXI wieku! Jaruzelski "do dziś płaci". Przynajmniej ma z czego płacić. Każdy płaci, ale nie każdy ma z czego.

Powtarzajta, patrioty, za tow. Majakowskim, rano, wieczór, we dnie, w nocy:


Patria i Wojciech, bliźnięta-bracia,
które z nich bardziej ceni patriota polski?
Mówimy "Wojciech", a w domyśle "Patria",
mówimy "Patria", a w domyśle "Wolski".


Na wszelki wypadek dopowiadam, że TUTAJ (w tym wierszydełku) wyrazy: "patria" i "patriota" należy rozumieć ZGODNIE z powiedzeniem tow. Nikołaja Diomki (ps. "gen. Mieczysław Moczar") sprzed ok. 60 lat, że dla "nas, partyjniaków" ojczyzną są Sowiety, ich granice są teraz na Łabie, a w przyszłości może nawet w Gibraltarze. Pewnikiem trafniejsze byłyby w TYM zastosowaniu słowa: "paRTia" i "paRTiotyzm"...

_________________
Konrad Turzyński [matematyk; teraz - bibliotekarz; uczestnik RMP (1980-81), dziennikarz ZR NSZZ "S" w Toruniu (1981), publicysta pod- i nad-ziemny (1978- ), współprac. ASME, "Opcji na Prawo" (2003-09) i Polskiego Radia (2006-08)]
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Katarzyna Makowska
Weteran Forum


Dołączył: 15 Cze 2007
Posty: 194

PostWysłany: Czw Sty 31, 2008 10:05 am    Temat postu: Re: O patriocie Jaruzelskim Odpowiedz z cytatem

Nuże, patrioci polscy! Apelujta, do kogo trzeba, aby gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu przyznano Order Wielki Konrada Wallenroda z Siedmioma Gwiazdami i ze Skrzyżowanymi Buławami Hetmańskimi! Jak patriota, to patriota! Za 5 miesięcy jego 85. urodziny! Spieszta się kochać patriotów, bo kiedyś przecie odejdą. "

Tez ledwo przez to przebrnelam,bo rzucalo mnie na lewo i prawo.

Kurza morda ( ze przeprosze kury)! No to weszliby. I co?

Armia przeciezby sie im nie postawila, ludzie z golymi rekami na czolgi tez by nie poszli.

Byloby gorzej niz bylo? Byloby tak samo, tylko rodzimej komunie znacznie trudniej byloby sie (zwlaszcza pozniej) w patriotyczne szatki przebierac.

Co za zawracanie glowy!
Kaska
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 11 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 3:12 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Servantes
Weteran Forum


Dołączył: 29 Paź 2006
Posty: 206

PostWysłany: Czw Sty 31, 2008 4:08 pm    Temat postu: Wejda-nie wejda oraz Bolek u Mitrochina Odpowiedz z cytatem

Bardzo mi przypadła do gustu rymowanka o "Wolskim", ale ponieważ wciaż powtarzane są dezinformacje na temat możliwości sowieckiej interwencji zbrojnej na terytorium PRL w kontekście konieczności zapobieżenia tym planom przez wprowadzenie stanu wojennego, należy dać zdecydowany odpór tym ewidentnym kłamstwom...
i skończyć raz na zawsze z kwestią "czy by weszli", " czy chcieli wejść", "czy mogli"? Po pierwsze dlatego, że Sowieci już tu byli. Czeg sami nie mogli załatwić - załatwili rękoma kolaborujących krajowców.

“and ye shall know the truth, and the truth shall make you free.”
"Poznasz prawdę, a prawda uczyni cię wolnym"

[J 8, 31]


Ja rozumiem, że jeszcze w latach 90 można było pisać takie brednie o naiwnych i niesprawiedliwych oskarżeniach sowieckiego agenta nie koniecznie z cudzej inspiracji i pod cudze dyktando - a z własnych przekonań, bo wtedy jakoś "dziwnym" trafem nikt z krajowych historyków III RP nie spieszył się by zbadać tą jedną z najciekawszych kwesti naszej historii najnowszej. Dostępne były jedynie opracowania zagraniczne, głównie Zachodnie i to praktycznie anglojęzyczne - a te jakoś polskie "autorytety" ostentacyjnie bojkotowały w najlepszym przypadku nie przyjmując do wiadomości intrygujących informacji publikowanych na Zachodzie na temat Polski...
Jednym z pierwszych historyków, przedstawicieli tzw. "młodej szkoły IPN", który zwrócił uwagę na ten swoisty bojkot utytułowanych autorytetów bez zająknięcia ignorujących niewygodne dla establishmentu III RP informacje o kulisach pierestrajania PRL w "wolną Polskę" był dr Sławomir Cenckiewicz, który w artykule "Pokalane poczęcie III RP" opublikowanym we "Wprost" zwrócił uwagę na różnice w polskojęzycznej edycji "Archiwum Mitrochina" w stosunku do oryginału wydanego na Zachodzie. Różnica niewielka - ale wielce wymowna: na końcu książki w indeksie nazwisk i agentury w polskiej edycji brakuje jednej linijki... zawierającej nazwisko Lecha Wałęsa z pseudonimem "Bolek".

Takie same sztuczki, tylko stosowane na większą skalę, można zauważyć w tłumaczeniu polskojęzycznej "Victory" Petera Schweizera, w której usunięto drobne, acz istotne wzmianki, zmieniono treść w stosunku do orginału przez bardziej ogólnikowe tłumaczenie pojęć oraz okraszono całość własnymi przypisami wydawnictwa o nieprawdziwej treści. Jak można się domyślać wszystkie te manipulacje miały służyć do podważania wiarygodności ujawnianych przez autora książki informacji dotyczących Polski, w szczególności w zakresie tajnej pomocy finansowej jakiej udzielała podziemiu administracja prezydenta Regana. Tak było do momentu, kiedy najbardziej chyba intrygująca wzmianka z 4-punktoweg planu wsparcia Solidarności przez CIA dotycząca - ujawnionego w "Victory" - "przekazania urządzeń do budowy sieci łączności C3I" nie znalazła potwierdzenia dzięki badaniom przed obchodami 25-lecia Solidarności Walczącej nad historią Kontrwywiadu SW.

Dziś natomiast, po ukazaniu się w Polsce kilku tłumaczeń książek anlojęzycznych autorstwa znanych, cenionych historyków i politologów amerykańskich, powtarzanie ewidentnych kłamstw o równorzędnych półprawdach antagonistów: zwoleników generała i zwolenników Solidarności (o czym mowa w przywołwyanym linku z tekstem Dastycha: http://www.geocities.com/wojciech_jaruzelski/dastych.html) nie można nazywać inaczej jak świadomym działaniem dezinformacyjnym... Po prostu działaniem w złej wierze !

Żeby zobaczyć jak kwestia ta wyglądała na prawdę i jak jest dzisiaj opisywana przez historiografię światową proponuję sięgnąć do następujących opracowań (oczywiście poza "Victory" Schweizera, którą dzięki wątkowi łączności satelitarnej opisanemu prawie rok temu w "Opcji na prawo" odkryłem ponownie i na którą to książkę już kilkakrotnie powoływałem się na forum):
Arrow John Lewis Gaddis, "Zimna Wojna. Historia podzielonego świata", Znak, Kraków 2007
Arrow Paul Kengor, "Ronald Regan i obalenie komunizmu. Zbliżenie na Polskę", AMF Plus, Warszawa 2007
Arrow John O'Sullivan, "Prezydent, Papież, Premier. Oni zmienili świat", AMF Plus, Warszawa 2007
Lektura uzupełniająca: Peter Schweizer, "Wojna Regana" z 2004 r.

John Lewis Gaddis (ur. 1941) jest pracownikiem naukowym Yale Uniwersity (a więc jednej z wiodoących lewicujących uczelni amerykańskich) i trudno go posądzać o jakieś specjalne sympatie do "rewolucji konserwatywnej", której ucieleśnieniem i symbolem stał się Ronald Regan i okres jego prezydentury.
Na temat spodziewnych reakcji Sowietów na sytuację w PRL po zarejestrowaiu "Solidarności" pisze on m.in.
Cytat:
Nie było jasne, co Związek Radziecki może uczynić w obliczu wyzwania, jakie stanowiła Solidarność, poza ostrzeganiem polaków i tłumienia sprzeciwu u siebie. Po wyborze Regana stało się jasne, że okupacja Polski doprowadzi do reakcji jeszcze ostrzejszej, niż odpowiedź Cartera na inwazję w Afganistanie. Armia Radziecka utknęła zaś tam na dobre - koszty i liczba ofiar rosły, a widokow na wycofanie wojsk nie było. Sowiecka gospodarka nie mogła udźwignąć ciężaru wspierania Europy Wschodniej, co byłoby konieczne, gdyby - a wydawało się to pewne w razie podjęcia działań zbrojnych przeciw Polsce - Zachód wprowadził dalsze sankcje. Sytuacja w Polsce nie przypominała zresztą wydarzeń w Czechosłowacji w 1968 roku. Generał Anatolij gribkow wspomina, że ostrzegał wówczas swoich przełożonych:
Cytat:
W Czechosłowacji wypadkom dały początek najwyższe kręgi władzy. W Polsce z kolei powstają ludzie, którzy nie wierzą już w rząd swojego kraju i przywódctwo PZPR

W grudniu 1981 roku [sowieckie] Biuro Polityczne potwierdziło decyzję o b r a k u interwencji. [podkreślenie autora - t.j. J.L.G]
"Nawet jeżeli Polska znajdzie się pod kontrolą Solidarności, nie możemy postąpić inaczej - powiedział Andropow. - Jeżeli kraje kapitalistyczne rzucą się na Związek Radziecki [...], będzie to dla nas bardzo uciążliwe. Musimy przede wszystkim martwić się o los swojego kraju". Najważniejszy kremlowski ideolog Michaił Susłow przyznał mu rację: "Wprowadzenie wojsk będzie oznaczać katastrofę. Sądzę, że wypracowaliśmy w tej sprawie wspólne stanowisko - o wkroczeniu wosjk nie może być mowy".

Była to z dwóch względów decyzja niezwykle ważna. Po pierwsze, oznaczała koniec doktryny Breżniewa, a więc również gotowości Związku Radzieckiego - datującej się od wydarzeń na Węgrzech w 1956 i NRD w 1953 roku - do użycia siły w celu zachowania strefy wpływów w Europie Wschodniej. Po drugie , było to przyznanie, że najpotężniejsze państwo marksistowsko-leninowskie na świecie nie reprezentuje już proletariuszy poza swoimi granicami. Gdyby wnioski te stały się wówczas szezrzej znane, upadek sowieckiej władzy, do którego doszło w 1989 roku, mógłby nastąpić osiem lat wcześniej.
Świat nie dowiedział się o nich - wykazując się niezwykłym dla siebie kunsztem dramatycznym Biuro Polityczne przekonało nowego polskiego przywódcę generała Wojciecha Jaruzelskiego, że Związek Radziecki jest b l i s k i [podkreślenie autora - t.j. J.L.G] interwencji.


Z opisu Paula Kengora wynika, że grożba interwncji wojsk sowieckich największa była w roku 1980 - a nie jak twierdzą miłośnicy generał-prezydenta w 1981:
Cytat:
[Solidarność] - związek robotniczy był zjawiskiem "jakiego by nie życzyli sobie ani Sowieci, ani znajdujący się u władzy [w Polsce] komuniści".
Do lata 1981 roku Kreml czuł już tak głęboki niepokój, że domagał się rozwiązania Solidarności. Administracja Regana obawiała się zatem, że może dojść do sowieckiej inwazji na Polskę. Obawę tę pogłębiało tajne źródło: Waszyngton miał w Polsce wtyczkę, odważnego człowieka, pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, szanowaną postać piastującą wysokie stanowisko w polskim [raczej PRL'owskim] Ministerstwie Obrony Narodowej. Jako łącznik między Warszawą a Moskwą uczestniczył on w przygotowaniach do "gorącej wojny" z Zachodem. [...]
Pułkownik potajemnie dostarczył CIA ogromną liczbę materiałów, w tym sensacyjne odkrycie dokonane w grudniu 1980 roku: na dwóch kartkach schowanych w przeszmuglowanej paczce Kukliński szczegółowo opisał stworzony przez Moskwę plan przekroczenia granicy polskiej przez osiemnaści sowieckich, wschodnioniemieckich i czechosłowackich dywizji przed ósmym grudnia 1980 roku.


Jeszcze ciekawsze rzeczy pisze O'Sullivan (nie mam niestety książki pod ręką), m.in. podaje, że o niebezpieczeństwie wprowadzenia stanu wyjątkowego w grudniu 1980 Amerykanie powiadomili Solidarność poprzez przedstawiciela "S"w Londynie. Wg tego autora informacje miały dotrzeć tą dorgą do Piotra Naimskiego i Antoniego Maciarewicza. Ponieważ otrzymali je późno wieczorem poprzedzającym datę "wojny", nie podjęli oni żadnych działań...

Poszukujących wątki sensacyjne w sprawie kto miał wejść lub nie wejść do Polski w czasie festiwalu Solidarności odsyłam do Kengora, który w podrozdziale "Amerykańskie siły zbrojne w Polsce" opisuje najmniej chyba znaną kwestię rozważania przez prezydenta Regana odpowiedzi na ewentualną inwazję sił sowieckich i "bratnich" na PRL poprzez "użycie wojsk amerykańskich w Polsce".
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group