" /> Dyskusje ogólne :: Rycerski etos a powinność żołnierska
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rycerski etos a powinność żołnierska

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Maciej
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 1221

PostWysłany: Sob Lis 04, 2006 11:52 pm    Temat postu: Rycerski etos a powinność żołnierska Odpowiedz z cytatem

Rycerski etos a powinność żołnierska


Zdaniem Józefa Marii Bocheńskiego, autora klasycznego zarysu etyki
wojskowej ,,Patriotyzm, męstwo, powinność żołnierska", nie jest znana
żadna inna teoria ojczyzny i patriotyzmu równie konsekwentna i precyzyjna jak teoria polska, stworzona przez myślicieli katolickich - takich jak np. czołowy etyk katolicki doby współczesnej, ojciec Jacek Woroniecki O.P. Jest znamiennym paradoksem, że ta na wskroś polska teoria etyczna znajduje zastosowanie również w przypadku odległego ludu kaukaskiego; być może to wspólnota losów i podobieństwo charakterów jest właściwym wytłumaczeniem tego fenomenu. Rozważając zatem podstawowe zagadnienia owej etyki w odniesieniu do Czeczeńców, będę się posiłkować klasycznym ujęciem przedmiotu Józefa Marii Bocheńskiego, co jest tym bardziej uzasadnione, że u innych
narodów, w tym u samych Czeczeńców, poruszane zagadnienia pozostają w stadium zalążkowym i nie zostały jak dotąd jasno sprecyzowane. Katolickie ujęcie nie jest tutaj bynajmniej przeszkodą!,
jako że świadomość Czeczenów jest w tak samo wielkim stopniu
przesycona religijnością, co w przypadku Polaków.
Etyka katolicka nie uznaje różnicy między normami religijnymi a
etycznymi: każda norma religijna jest zasadą etyczną i na odwrót - gdyż
opiera się w ostatecznej analizie na myśli i prawie Boga. W tym więc
szerokim znaczeniu każda wojna słuszna jest święta i istnieje sankcja religijna dla norm nią rządzących. Co więcej, niektóre wojny prowadzi się dla obrony praw boskich i te wojny są święte nie tylko w znaczeniu
najogólniejszym, jak każdy czyn etyczny, ale też w znaczeniu bliższym ścisłemu.
Taką świętą dla nas wojną była wojna prowadzona przez Polskę z Rosją
bolszewicką w 1919-1920 roku, taką była wojna afgańskich mudżahedinów z armią sowiecką i taka jest bez wątpienia dzisiejsza wojna w Czeczenii.
Zgodnie z polską teorią wyłożoną przez Bocheńskiego nie jest
ojczyzną ani sam kraj, ani zamieszkująca go grupa ludzka, ani tym bardziej państwo - ale to wszystko razem. Idąc za myślą św. Tomasza z Akwinu.
Bocheński przyjmuje, że ojczyzna jest źródłem naszego bytu pojętego
wszechstronnie, a więc zarówno materialnie jak i duchowo. Zwłaszcza jednak czynniki duchowe przeważają w systemie wartości kształtujących właściwą postawę wobec ojczyzny, czyli patriotyzm - jako że człowiek jest przede wszystkim istotą duchową i w jego życiu etycznym najgłębszą rolę odgrywają właśnie czynniki duchowe - a więc kultura. Przyznanie się do określonej ojczyzny jest przede wszystkim utożsamieniem się z pewną kulturą narodową, co jest trafniejsze niż określenie narodowości przez obywatelstwo czy rasę. Ale trzeba też widzieć ponad krajem i ojczyzną, w jego kulturze, obyczajach i wszystkich wartościach - Boga i jego wolę, dla której urzeczywistnienia jesteśmy obowiązani ponieść ofiarę, a nawe!
t poświęcić życie, jeśli będzie potrzeba. W ujęciu religijnym
ojczyzna będzie narzędziem Boga, odblaskiem jego chwały w świecie ludzi - co dobitnie wyraża choćby tytulatura władców czy królewskie regalia, przyjmowane z rąk papieży. Cnota patriotyzmu jest jedną z cnót nakazanych przez religię, gdyż jej uzasadnienie etyczne opiera się na zasadach miłości do Boga. Patriotyzm jest częścią religii w szerszym znaczeniu, światopoglądowym, podobnie jak miłość bliźniego czy zwykła uczciwość. Sam patriotyzm nie może być oczywiście utożsamiany z religią, jako że ma za swój przedmiot stworzenie, a mianowicie ojczyznę, podczas gdy przedmiotem religii jest kult Boga. Niewątpliwie natomiast religia jako cnota, a także kult z nią związany, są składnikami kultury narodowej i jako takie objęte są patriotyzmem. Niezależnie od deklaracji, dotyczących całego świata islamu, czeczeńscy bojownicy idący do boju z okrzykiem Allahu akbar! pełnią najlepszą służbę swojej ojczyźnie. Religijna retoryka Szamila Basajewa z okresu drugiej wojny rosyjsko-czeczeńskiej nie stoi w konflikcie z jego patriotyzmem, chociaż można było odnieść wrażenie, że odkąd jego uwagę zaprzątnęła pozornie ekspansja islamskiego fundamentalizmu na Kaukazie, sprawy własnej ojczyzny znalazły się na drugim planie.
Zresztą, jak zauważa J.M. Bocheński, obok wyćwiczonego męstwa i
zdobytej własnym wysiłkiem żołnierza miłości ojczyzny istnieje jeszcze
męstwo i miłość ojczyzny dane - virtutes infusae - dane mianowicie
łaską Bożą. Ideał żołnierski ,,zawiera w sobie wszystkie składniki ideału
przyrodzonego, ale przewyższa go i stanowi jego nadprzyrodzone
uzupełnienie".
Dysonans pojawi się jednak nieuchronnie, jeśli poddać Basajewa
próbie żołnierskiej powinności i posłuszeństwa. Teoria prawości
żołnierskiej rozstrzyga jednoznacznie, że wojsko jest organem państwa i powinno być wolne od wszystkiego, co temu przeszkadza. ,,Wobec najpoważniejszych spraw związanych z samym istnieniem państwa nie może być miejsca na spory o jego ustrój i rządy" - stwierdza Bocheński. Takie postawienie sprawy zakłada posłuszeństwo żołnierza wobec władz państwa. Niezależnie od najlepszych nawet intencji, Szamil pozostając w ciężkich powojennych czasach w opozycji wobec prawowitego prezydenta i w znacznym stopniu niwecząc jego wysiłki na rzecz podniesienia kraju sprzeniewierzał się żołnierskiej cnocie posłuszeństwa. Podejmując samowolnie inwazję na Dagestan, złamał wszelkie zasady karności, obowiązujące żołnierza-obrońcę ojczyzny.

Dylemat: dywersja czy terroryzm?
Operacja Szamila Basajewa w Budionowsku z całą ostrością
postawiła problem: czy działania tego typu są wojskową dywersją czy też można je zakwalifikować jako terroryzm.
Na pewno takie prowadzenie walki, które zagraża bezbronnej
ludności cywilnej, narusza Konwencje Genewskie z 12.08.1949 r., II Uzupełniający protokół do konwencji z 8.06.1977 i Międzynarodowy pakt o prawach obywatelskich. Ich postanowienia obowiązują strony prowadzące wojnę. Branie zakładników jest niedozwolone. Co jednak robić, kiedy jedna ze stron stosuje taką taktykę notorycznie? Czy druga strona ma prawo do odwetu?
W czasie wojny rosyjsko-czeczeńskiej nie zdarzyło się ani razu,
aby jakikolwiek oddział wojsk federalnych wziął w boju, z bronią w ręku,
czeczeńskiego jeńca - bojownika. Tymczasem rosyjskie obozy koncentracyjne, tzw. filtracyjne, były stale wypełnione. Rosjanie brali do tych obozów zupełnie postronne osoby spośród ludności cywilnej, które przetrzymywano w nieludzkich warunkach jako zakładników. Później wielu z nich, którym udało się przetrwać w ,,filtrze", wymieniono na żołnierzy wojsk federalnych wziętych do niewoli przez bojowników. Trzeba podkreślić, że wśród Czeczeńców przeznaczonych do wymiany nie znalazł się ani jeden mężczyzna, który by walczył z bronią w ręku. Na listach Czeczeńców przeznaczonych do wymiany znajdowali się mężczyźni ujęci na ulicach rosyjskich miast, starsi panowie urodzeni w 1931 i 1933 roku, a nawet egipscy studenci, którzy pobierali nauki w groznieńskim Instytucie Naftowym.
W Groznym zostały zniszczone przez wojska federalne wszystkie
szpitale. Rosyjskie lotnictwo specjalnie zbombardowało szpitale w Nowych Atagach i Szali.
W pacyfikacji wioski Samaszki, opuszczonej przez bojowników, 7 i 8
kwietnia 1995 r. wojska wewnętrzne rosyjskiego MSW wymordowały kilkuset cywilnych mieszkańców wioski. Dopiero po tej głośnej masakrze Szamil Basajew dookonał dywersyjnego rajdu na terytorium rosyjskie, atakując Budionowsk. W toku tej operacji jego oddział zajął budynek szpitala, którego personel i pacjentów potraktowano jako zakładników. Basajewa zmusiła do takiego postępowania konieczność. Pierwotnie zamierzał bronić się w budynku administracyjnym w centrum Budionowska, ponieważ jednak miał wielu rannych, zdecydował się na zajęcie szpitala. Fakty są jednak bezsporne: to żołnierze rosyjskiego specnazu atakowali szpital i strzelali do zakładników.
Wszystkie ofiary cywilne, których w szpitalu i na ulicach było około stu
trzydziestu, głównie kobiet, padły od kul rosyjskich żołnierzy, nie
Czeczeńców. Basajew rozstrzelał natomiast ujętych przypadkiem rosyjskich lotników, których Czeczeńcy uznawali za zbrodniarzy wojennych.
Jeżeli akcję Basajewa uznać za terroryzm, to nie sposób
zaprzeczyć, że Rosja stosowała od samego początku tej wojny terror masowy, państwowy i w majestacie prawa, wobec którego cywilny obywatel Czeczenii był całkowicie bezbronny.
28 listopada 1994, dwa tygodnie przed rozpoczęciem wojny, w ataku
rakietowym na Argun zginęło 12 osób, w tym 9 dzieci.
3.01.1995 - uderzenie rakietowo-bombowe na rynek w Szali, szpital,
dom towarowy i zakłady zbożowe; ponad 300 zabitych i jeszcze więcej
rannych.
14.01.1995 - uderzenie rakietowe na Czeczen-Auł; 14 zabitych
cywilów.
18.01.1995 - uderzenie rakietowe na Urus-Martan, siedzibę
prorosyjskiej opozycji; 16 zabitych.
W jednym z takich bombardowań, jeszcze przed Budionowskiem,
zginęło jedenaścioro najbliższych krewnych Szamila Basajewa. Bombę kierowaną zrzucono na prywatny dom Chalida Basajewa, który nie mógł być w żaden sposób uznany za cel wojskowy. Chalid, który jako jedyny z domowników ocalał, słyszał płacz umierającej pod gruzami kilkuletniej córki.
Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Tylko w pierwszej
wojnie z Rosją zginęło od rosyjskich bomb i pocisków, według szacunków
czeczeńskich władz, 85 tysięcy cywilnych mieszkańców Czeczenii.
To prawda, zajmując zbrojnie obiekt cywilny Szamil złamał
międzynarodową normę. Dla właściwej oceny takiej postawy trzeba się odwołać do zasad etyki wojennej. ,,Co do umów, upadają one oczywiście w wypadku, gdy nieprzyjaciel je łamie pierwszy - stwierdza Józef Maria Bocheński, autor klasycznego zarysu etyki wojskowej ,,Patriotyzm, męstwo, powinność żołnierska". - Gdy nieprzyjaciel atakuje za pomocą niedozwolonych środków, użycie ich będzie dopuszczalne, o ile jest konieczne".
Bocheński podaje przykład: nieprzyjaciel atakujący gazami bojowymi należącymi do niedozwolonych środków masowego rażenia miałby zbyt wielką przewagę, gdyby napadnięty nie mógł użyć tego samego środka: zatem jego użycie w odwecie będzie dozwolone, nawet gdyby umowy międzynarodowe tego zabraniały.
Owszem, Szamil złamał konwencję genewską. Gdyby Rosja sama
przestrzegała jej zasad, można by mu z tego czynić zarzut. Tylko że Rosja
nigdy w całej swojej historii nie przestrzegała żadnego z podpisanych przez siebie zobowiązań, międzynarodowych umów, rozejmów, konwencji, nawet nie wspominając o zasadach honoru, które są pojęciem w rosyjskiej armii całkowicie nieznanym; regulaminy ich nie przewidują.
My, Polacy, pamiętamy Katyń i ponad dwadzieścia tysięcy naszych
oficerów, jeńców wojennych, zamordowanych strzałem w tył czaszki przez
armię tej samej Rosji, która dzisiaj morduje Czeczenię. Pamiętamy, jak Armia Krajowa wyzwalała od hitlerowców Wilno, ramię w ramię z Armią Czerwoną - a potem niedawni towarzysze broni rozbroili naszych żołnierzy i wysłali ich w podzięce na Sybir, gdzie połowę wymordowano.
To Rosjanie najeżdżając Czeczenię złamali zasadę, że nie
wolno zabijać ludzi cywilnych, którzy nie biorą udziału w walce, ani jeńców
i rannych, już unieszkodliwionych, że nie wolno ostrzeliwać szpitali i
miast bez wojennego znaczenia i w ogóle czynić niczego, co nie byłoby
dopuszczalne w czasie pokojowym. W 1994 r. Rosjanie rozpętali w Czeczenii wojnę totalną przeciw całemu narodowi, na którym do dzisiaj dokonują ludobójstwa. I tak jak postępowanie ich armii uprawniło odwet, jakiego doznali w Budionowsku, zasady etyki wojennej postawiły przed Szamilem obowiązek skutecznego działania stosownego do takiej sytuacji. Cel, jaki w wojnie należy osiągnąć, a więc zwycięstwo, narzuca bowiem szereg norm praktycznych, np. zakaz zatrzymywania się dla ratowania własnych rannych ze szkodą dla rozwoju natarcia. Kto zaprzestaje ognia lub akcji, powodowany litością, ,,zdradza cel wojny i grzeszy ciężko przeciw zasadom etycznym" - bo nie wykonuje obowiązku zniszczenia żywej siły wojsk nieprzyjaciela. Kierując się nakazami etyki wojennej Szamil był w pełni uprawniony do podjęcia akcji na terytorium wroga - dlatego, że chciał bronić praw swojej ojczyzny i tylko dlatego.
O tym, że akcja na terytorium wroga należy do arsenału uprawnionych środków wojennych, niech świadczą choćby dwa przykłady z polskiej historii. Kiedy hitlerowskie zagony pancerne parły we wrześniu 1939 roku na Warszawę, ku kompletnemu zaskoczeniu niemieckiego naczelnego dowództwa polskie formacje przeniosły walki na teren III Rzeszy. Był to sławny w annałach II wojny światowej wypad szwadronów Wielkopolskiej Brygady Kawalerii na Wschowę oraz wtargnięcie ułanów z Podlaskiej Brygady Kawalerii w granice Prus Wschodnich.
Etyczna teleologia wojny wskazuje, że najwyższym celem żołnierza
jest zwycięstwo, a te według klasyków teorii wojny można osiągnąć
poprzez zniszczenie żywych sił nieprzyjaciela bądź takie ich
zdezorganizowanie, aby nie mogły stawiać oporu. Etyka dostarcza nam dwóch zasad, które należy w tym celu zastosować. Pierwsza brzmi ,,kto jest obowiązany do zdobycia celu, jest zobowiązany do używania wszystkich środków koniecznych dla jego osiągnięcia". Druga ogranicza pierwszą stwierdzając, że ,,cel nigdy nie uświęca środków i nie usprawiedliwia czynności złych w samej istocie". Przykładając tę drugą zasadę do sytuacji w Czeczenii nie sposób nie zauważyć, że stawia ona działania armii rosyjskiej poza wszelką normą etyczną - zostały bowiem podjęte w celu odebrania narodowi czeczeńskiemu słusznie przysługujących mu praw. Z tego też względu w odniesieniu do
działań drugiej strony tym większe uzasadnienie ma funkcjonowanie zasady pierwszej. Szamil podjął akcję zbrojną na terytorium !
wroga, gdyż miał nie tylko prawo, ale wręcz nakaz etyczny podjęcia
wszelkich kroków, które uznał za konieczne dla swej walki. Ze względów
taktycznych Czeczeńcy zajęli budynek szpitala w Budionowsku, ale to przecież nie oni szturmowali obiekt i masakrowali pacjentów, tylko właśnie Rosjanie.
Otóż i tutaj etyka wojenna jednoznacznie rozstrzyga, po czyjej stronie
była moralna racja. Rosjanie nie mieli prawa szturmować szpitala i zabijać
przy okazji kilkudziesięciu pielęgniarek, lekarzy i brzemiennych kobiet,
bowiem mogli osiągnąć pożądany dla siebie skutek wstrzymując działania
wojenne w Czeczenii - co się zresztą w końcu stało.

Aksjologia terroru

W związku z zamachami samobójczymi, których organizację
przypisuje się Szamilowi i jego mitycznej formacji ,,czarnych wdów", pojawia się pytanie, czy ktokolwiek ma prawo szafować w ten sposób ludzkim życiem. Otóż deontologia patriotyzmu zakłada obowiązek poświęcenia życia dla ojczyzny, jeśli zajdzie taka potrzeba. Życie ludzkie nie jest bynajmniej wartością najwyższą, bowiem dobra reprezentowane przez ojczyznę są z reguły wartościami wyższymi. Pod względem doczesnym człowiek jest tylko częścią społeczeństwa i winien w
potrzebie poświęcić się dla jego dobra. Społeczeństwo ma bowiem własne
prawa i w pewnych okolicznościach może żądać, aby jego członkowie
poświęcali swoje interesy ze względu na te prawa. Chybiony jest argument, jakoby życie ludzkie było najwyższą wartością i nie wolno go niszczyć, a więc postulujący niedopuszczalność wojny ze względu na uczucia humanitarne.
Choćby dlatego, że same uczucia nie mogą stanowić miernika wartości
etycznych, jako że etyka dotyczy sfery ponad uczuciowej i jest normą
powszechną, podczas gdy uczucia są zindywidualizowane.
W ogóle nieprawdą jest, by cokolwiek ludzkiego stanowiło
wartość nadrzędną. Taki system wartości może wynikać tylko ze skrajnie
materialistycznego bądź indywidualistycznego poglądu na świat. Każda etyka zakłada, że człowiek istnieje i ma działać dla wyższych, absolutnych
wartości, wynikających z boskiego porządku ustanowionego na świecie i z
przeznaczenia człowieka. Z całą pewnością są wartości wyższe niż życie
pojedynczego człowieka: najpierw życie duchowe jego narodu, czyli jego wiara i kultura, dalej trwanie doczesne społeczeństwa, którego część człowiek stanowi, a nawet niekiedy dobra gospodarcze, których w pewnych okolicznościach trzeba bronić orężem narażając własne życie. Trzeba też widzieć ponad krajem i ojczyzną, w jego kulturze, obyczajach i wszystkich wartościach - mówi Bocheński - Boga i jego wolę, dla której urzeczywistnienia jesteśmy obowiązani ponieść ofiarę, a nawet poświęcić życie, jeśli będzie potrzeba.
Narażanie życia bez potrzeby jest sprzeczne z etyką wojskową.
,,Prawdziwy żołnierz nie żartuje z kulami; nie tchórzy, kiedy trzeba się
narażać, ale nie będzie się wystawiać bez potrzeby. Byłoby to podwójnym
wykroczeniem: przeciw etyce ogólnej, która zawsze zakazuje narażać
życie i zdrowie bez poważnego powodu, i przeciw etyce wojennej, która każe szanować samego siebie ze względu na potrzebę przyszłych bojów".
Tutaj pojawia się fundamentalny dylemat. Jeśli wolno dla celów
taktycznych narazić się na prawdopodobną śmierć, czy wolno jest także
iść na śmierć pewną? Czy dopuszczalne jest zadanie sobie samemu śmierci w imię wyznawanych ideałów? Czy wolno wysadzić materiały wybuchowe, wiedząc, że się przy tym zginie? Trudność polega na tym, że podobne czyny mogą mieć pozór samobójstwa, które ze stanowiska etyki ogólnej jest zawsze niedopuszczalne jako czyn zasadniczo nieetyczny - nawet popełnione aby uniknąć tortur i poniżenia w niewoli. ,,Niemniej jest to tylko pozór - rozstrzyga Bocheński. - Żołnierz wysadzający materiały wybuchowe wykonuje czynność, która nie ma na celu własnej jego śmierci i bezpośrednio w niego nie godzi: chodzi o zniszczenie jakiegoś innego obiektu [...] Nie ma tu więc samobójstwa pod względem etycznym i akcja niedozwolona nie jest".
Co więcej, sytuacja kiedy zadając śmierć innym jednocześnie
składa się w ofierze własne życie, przesądzając to z góry i bez nadziei na
ratunek, jest poniekąd uczciwa. To ofiara najwyższa z możliwych. Koran
jednak zdaje się inaczej rozstrzygać ów dylemat: ,,Nie rzucajcie się
własnymi rękami ku zatraceniu!" (2:195).
W związku z takimi akcjami, prowadzonymi w Palestynie i coraz
częstszymi w Czeczenii i Rosji, pojawia się jednak dylemat: czy mamy tu jeszcze do czynienia z walką zbrojną, czy jest to już tylko terroryzm skierowany przeciwko przypadkowym, na ogół cywilnym celom, w każdej sytuacji zasługujący na jednoznaczne potępienie. Otóż nie sposób nie dostrzec zasadniczej różnicy, jaka zachodzi między samobójczymi zamachami Palestyńczyków, skierowanymi przeciwko izraelskiej okupacji, czy między takimi samymi akcjami Czeczenów, wymierzonymi najogólniej w Rosję i jej ludobójczą politykę w Czeczenii, a zamachami bombowymi przeprowadzanymi np. przez separatystów
baskijskich, Irlandczyków z IRA czy lewackich półgłówków z szeregów
Czerwonych Brygad albo Rote Armee Fraktion. Zawsze trzeba mieć tutaj na uwadze proporcję środków użytych przez obie strony. Palestyńczycy zostali w swojej ojczyźnie poddani bezprzykładnemu uciskowi ze względów
narodowościowych, a przy tym pozbawieni wszelkich i!
nnych możliwości dochodzenia swoich praw - poza owymi aktami ostatecznej rozpaczy i desperacji oraz męczeńskiego poświęcenia. Czeczeni jako naród stoją dziś w obliczu zorganizowanego ludobójstwa, holocaustu XXI wieku skierowanego przeciwko nim przez Rosję. Wojna partyzancka, prowadzona ze zdumiewającą wytrwałością, nie wydaje się mieć wpływu na rosyjską opinię publiczną. Rosjanie w swej masie godzą się zarówno na genocid Czeczeńców jak i na straty w szeregach własnych wojsk, zapewne w myśl odwiecznej zasady ,,russkich mnogo". Jak zauważa Krzysztof Kąkolewski: ,,Przez Czeczenię przeszło ponad trzy miliony żołnierzy federalnych, czyli trzy razy więcej niż liczy cała ludność kaukaskiej republiki. Strata dwóch tysięcy zabitych bojowników była dla Czeczenii dotkliwsza niż dla Rosji 77 tysięcy poległych żołnierzy. Czeczeni z każdym dniem mieli mniej żołnierzy, a Rosjanie mogli ich mieć nieograniczoną ilość"*. Czeczeńcy nie mogą sobie pozwolić na takie straty, toteż męczennicy opasani trotylem zapewne coraz częściej będą odwiedzać rosyjską stolicę.
Być może Czeczeni zdecydują nawet, że takie zamachy to jedyny sposób,
aby wstrząsnąć sumieniami Rosjan.
Natomiast jeśli chodzi o bombowe akcje Basków czy Irlandczyków, to
stosowane przez nich środki stoją w rażącej dysproporcji z przyczynami, o
jakie obwinia się drugą stronę. Czy ktokolwiek pali baskijskie wioski
napalmem? Czy ktoś trzyma Irlandczyków w obozach filtracyjnych, obcina im głowy i robi sobie suweniry z ich kości - jak to dzisiaj robią rosyjscy żołnierze z Czeczeńcami?
Nie jest prawdą, że czeczeńscy bądź palestyńscy samobójcy
atakują cele w żaden sposób nie związane z istotą konfliktu, np. obiekty
cywilne czy niewinne, przypadkowe ofiary. W zamachach giną ludzie, którzy czynnie bądź przez swoją bierność dają przyzwolenie na masowy terror stosowany wobec słabszych - przez państwo, którego są obywatelami. Gdyby wszyscy Rosjanie byli przeciwni mordowaniu Czeczeńców, wojny na Kaukazie by nie było. Można jednak wysunąć argument, że przecież w zamachach giną także dzieci, nawet niemowlęta. To prawda. Tylko że każde żydowskie dziecko, które zginęło w Palestynie, jest ofiarą żydowskiego szowinizmu skierowanego przeciwko Arabom, podobnie jak krew każdego dziecka rosyjskiego, któremu życie odbiera czeczeński kamikadze, spada na głowę Putina i jego drużyny. To oczywiste i choćby nie wiadomo jak głośno Rosjanie krzyczeli, że
jest inaczej, w swoich sumieniach muszą czuć, że plaga spadła na nich
zasłużenie. Czy jakikolwiek samobójca wysadzałby się wśród tłumu na ulicy, otoczony rozbawioną młodzieżą jak na koncercie w Tuszyno, gdyby Rosjanie wynieśli się do diabła z Czeczenii? Czy zabijano by ich za to, że są Rosjanami - tak jak oni dzisiaj mordują
Czeczeńców tylko za to, że są Czeczeńcami?
Problem winy całego narodu za zbrodnie popełniane w jego imieniu
rozważał w swoich wykładach wygłoszonych po zakończeniu II wojny światowej na uniwersytecie w Heidelbergu jeden z największych niemieckich filozofów XX wieku, Karl Jaspers. Jego rozstrzygnięcie było dla rodaków miażdżące. ,,Byliśmy obywatelami niemieckimi, kiedy zbrodnie popełniał reżim, który zwał się niemieckim, który sam się utożsamiał z Niemcami i na pozór miał do tego prawo, gdyż w jego rękach leżała władza, a do roku 1943 nie napotkał groźnego dla siebie oporu.
Przyczyną, dla której państwo niemieckie zatraciło wszelką
przyzwoitość, musiało być między innymi zachowanie większości ludności.
Naród ponosi odpowiedzialność za swój rząd.
Współodpowiedzialnością za zbrodnie dokonane w imieniu Rzeszy
obarcza się każdego Niemca. ,,Odpowiadamy" za nie zbiorowo".
Podstawmy w tym wywodzie zamiast ,,Niemiec" - Rosję, a otrzymamy
moralne i polityczne uzasadnienie dla czeczeńskiego odwetu, dokonywanego na ulicach rosyjskich miast.
Sam Szamil w oświadczeniu dla agencji ,,Szariat" z 12 stycznia 2004
r., które rozpowszechnił na swoich stronach internetowych ,,Kavkaz-Center", tak uzasadnia odwet wymierzony w ludność cywilną Rosji: ,,Ci wszyscy ludzie nie mogą być nieczemu niewinni, choćby z tego powodu, że
usprawiedliwiają tę rzeź, finansują ją, wybierają sobie takich przywódców, którzy publicznie obiecują im rozprawić się z Czeczeńcami i którzy rozpętali ludobójstwo na czeczeńskiej ziemi. Dlatego oskarżamy ich wszystkich o wspieranie ludobójstwa narodu czeczeńskiego".
Ostatecznej przestrogi dostarcza nam wszystkim Pismo Święte,
wskazując, jaka może być odpłata za prześladowanie poniżonych. Kiedy
zatwardziało serce faraonowe i dziewięć plag zesłanych na Egipt nie przywiodło go do opamiętania, Pan zesłał plagę dziesiątą, najstraszniejszą, która spadła na niewinnych: ,,I umrze wszelkie pierworodne w ziemi Egipskiej: od pierworodnego Faraonowego, który siedzi na stolicy jego, aż do pierworodnego niewolnicy, która jest przy żarnach" (Ex., XI, 5).
Groza, jaką budzą zamachy samobójcze, przesłania ich przyczyny.
Krew przypadkowych ofiar, których śmierć zawsze musi budzić sprzeciw,
często nie pozwala dostrzec istoty owych aktów rozpaczy. A jest nią przemoc, jaką imperia od zawsze stosowały wobec nieposłusznych. Kiedy silni zadają gwałt słabym, aby realizować własne cele, słabi szukają swej nadziei w terroryzmie.
Przykłady terroru państwowego, instytucjonalnego, splamiły krwią
karty historii. Oto lata Wielkiego Terroru po Rewolucji Francuskiej, kiedy
czas odmierzał łoskot gilotyny. Oto usmirenije polskich powstań przez
carskie armie i tych wszystkich bandytów w mundurach: Suworowów, Paskiewiczów, Murawiowów-Wieszatieli. Oto hekatomby dwóch zdegenerowanych totalitaryzmów, bolszewickiego i hitlerowskiego. Każdy przejaw terroru posiadał swoją specyfikę, ale wszystkie sprowadzały się w istocie do jednego: władcy bądź zwycięzcy uruchamiali maszynkę do mięsa, w której mielono niepotrzebnych bądź niepokornych. Zawsze to samo, czy maszynka kruszyła kości powstańców z Wandei, oficerów w Katyniu, czy akowców w więzieniach PRL.
Terroryzm również realizował się zawsze w podobnych formach,
niezależnie od czasu i miejsca na ziemi. Desperat zabijał kogoś, w kim
skupiała się cała nienawiść do wroga, starając się ugodzić najcelniej i
najboleśniej. Najczęściej - nieskutecznie.
Terroryzm stosowano, aby osiągnąć cele sprawiedliwe i szlachetne,
przynajmniej w oczach tych, którzy się do niego uciekali. Często trudno
im odmówić racji, w wielu przypadkach nikt nie jest uprawniony, aby cel i
metodę terroryzmu zanegować nawet w imię zasad nadrzędnych. Czy nie jest usprawiedliwiony terror powstańców algierskich walczących o wyzwolenie kraju od kolonialnej Francji? Czy dla Żydów są przestępcami Menachem Begin, Golda Meir i Mosze Dajan, zwalczający dynamitem Brytyjczyków w Palestynie?
Czy Piłsudski, rabujący carski pociąg pocztowy w Bezdanach był terrorystą, czy bojownikiem o wolną Rzeczpospolitą? Czy dla Czeczeńców może być terrorystą Szamil Basajew, który spędził do szpitala w Budionowsku kilka tysięcy zakładników - po to, aby zatrzymać barbarzyńską wojnę rozpętaną przez Rosję? A skoro ją zatrzymał - to czy świat ma moralne prawo uznać go za terrorystę?
Renegaci zarzucają dzisiaj Szamilowi, że to on i tacy jak on
,,nieprzejednani" są przyczyną nieustających cierpień swojego narodu, że gdyby zaprzestali beznadziejnej walki, do Czeczenii powróciłby pokój. Bez nich, bez Dudajewa, Jandarbijewa i Maschadowa, Czeczenia uniknęłaby rzekomo totalnych zniszczeń i zdziczenia moralnego, jakie stało się tragicznym pokłosiem wojny. Fałszywe to argumenty, bo przecież żadna wojna nie toczy się nigdy wyłącznie o wartości materialne, zatem jej koszty ekonomiczne są dla etyki sprawą obojętną. Nie jest też prawdą, że wojna sprowadziła na społeczeństwo powszechne zdziczenie moralne. Wręcz odwrotnie - jak mogłem się osobiście przekonać, ta wojna jest szkołą bardzo wysokich cnót i wielu ludzi wychodzi z niej moralnie podniesionych. Prawy żołnierz, obcujący za pan brat ze śmiercią, ma naturalną skłonność do troski o czyste sumienie, bo każda chwila może być ostatnia. Warunek jest jeden - musi istnieć wzorzec moralny, do którego taki żołnierz!
mógłby się porównywać. Jeśli żołnierzom imponuje pułkownik
Budanow, mamy do czynienia z armią złoczyńców. Zdziczenie, jakiego Czeczenia doznała po zajęciu przez armię rosyjską jest niewyobrażalnie gorsze od tego, co ją spotkało ze strony zdemoralizowanych współziomków. ,,Za czasów Dudajewa krzyczeli o bandytach i rozbojach, ale ja czułem się bezpieczny -powiedział mi Murwan Makajew w czasie walk pod Szatojem w 1996 roku. - W domu stał automat, mogłem się bronić. Owszem, były rozboje, w takich czasach zawsze wypływają szumowiny. Rosja zepsuła nasz naród, kiedyś tak nie było... I teraz też, chociaż w każdej chwili grozi mi śmierć, z bronią w ręku czuję się wolny. A wolność jest dla mnie najważniejsza".
Zresztą, w dziejach Polski też tego doznaliśmy, wystarczy
wspomnieć trzy rosyjskie najazdy - w 1920, 1939 i 1945 roku.
Jedną z naczelnych zasad aksjologii wojny jest ta, że sama walka
ma bardzo dużą wartość etyczną. ,,Nie tylko pokonanie nieprzyjaciela w
boju jest wartością, ale i sam zespół czynów, które doprowadziły do
zwycięstwa jest również wartością, a może być nawet wartością wyższą
niż zwycięstwo".
W krajach, które z racji geopolitycznego położenia są narażone
na ciągłe wojny, a zarówno Czeczenii jak i Polski dotyczy to w najwyższym
stopniu, zawód żołnierza powinien być ubocznym zawodem każdego
mężczyzny. W takich krajach zasady etyki wojskowej obejmują wszystkich mężczyzn, a nawet znaczną część kobiet, co nadaje etyce wojskowej szczególne znaczenie normy nadrzędnej. Także z tego powodu, że wyjątkowe wyzwania, przed jakimi staje człowiek biorący udział w wojnie sprawia, że ,,etyka wojskowa należy do tzw. wielkich etyk specjalnych i żąda wytworzenia typu charakteru bardzo wybitnie różnego od innych, który przetwarza człowieka do głębi, nadając mu niezatarte cechy. Jedna tylko etyka stanu duchownego równa się z nią pod tym względem".

Ostatni horyzont
Każdy, kto zakosztował smaku wojny, dobrze wie: śmierć zawsze
jest o krok, na wyciągnięcie ręki, dzieli ją od ciebie jedna chwila,
krótka jak lot kuli. Szamil Basajew może jutro zginąć; nawet kiedy piszę te słowa nie mam pewności, czy aby nie spotkał już tej swojej najwierniejszej towarzyszki broni - śmierci. Szamil jest śmiertelny jak każdy żołnierz i jak każdy z nas, ludzi. To jest taki sam, jak ty, człowiek z krwi i kości, którego życie może przerwać okruch żelaza, ledwo wyczuwalny w palcach.
Właściwie można by powiedzieć, że dla wojny trwającej w
Czeczenii jego życie bądź śmierć nie ma większego znaczenia, podobnie jak nie wpływa na jej przebieg los każdego innego mudżahedina. Ani śmierć Szamila nie spowoduje zakończenia tej wojny, ani też jego dalsze życie, choćby było bez reszty wypełnione robotami strzelniczymi, nie przechyli szali zwycięstwa.
W tej wojnie walczy o swoją wolność i godność naród. Tysiące
takich jak Szamil, którzy wystawiają się każdego dnia na kule i śmierć.
Obok tych, co wzięli broń do ręki, stoją inni, którzy wspierają
zbrojnych, karmiąc ich, chroniąc, lecząc z ran. Cały naród, bo nie można tu liczyć tych, którzy narodem być przestali przyjmując na siebie jarzmo
rosyjskich niewolników.
Walczą o naszą wolność. ,,Myślisz, że mi potrzebna jest
wolność? - zapytał mnie kiedyś jeden z żołnierzy Szamila. - Nie, wolność
potrzebna jest tobie, jemu, nam wszystkim! Moja wolność bez twojej nie jest nic warta".
Szamil nie trzymał w dłoniach dwu karabinów naraz, tylko jeden, nie
nosił więcej amunicji niż przeciętny żołnierz ani nie wykazywał w
boju więcej odwagi, niż każdy z jego towarzyszy pasujących się ze
śmiercią. Tak samo jak oni patrzy przez celownik swej broni, przyciskając chłodną kolbę do policzka, i nie zabija wrogów sprawniej ani więcej niż inni.
Wcale nie potrafi lepiej od innych przemykać między kulami i tnącym
powietrze żelastwem, o czym już tyle razy sam się przekonał. Ale nawet jeśli realnie ocenić znaczenie każdego pojedynczego żołnierskiego losu dla wyniku całej wojny i uznać, że nigdy nie jest on decydujący, to sam fakt istnienia kogoś takiego jak Szamil był i pozostaje dla czeczeńskich bojowników natchnieniem i obietnicą zwycięstwa. I takim będzie Szamil dla następnych pokoleń Czeczeńców, jeśli znowu przyjdzie im walczyć i umierać za ojczyznę.
Jest natchnieniem. Jest symbolem żołnierskiej sławy. Ciągle
nieuchwytny, jakby właśnie w jego osobie ziszczała się przepowiednia dana w Koranie wojownikom Allaha: ,,A kto wędruje na drodze Boga, ten znajdzie na ziemi liczne miejsca schronienia, i rozległe" (4:100).
Walczył pod osłoną szpitala, brał zakładników, złamał
konwencje? Niech zatem oskarżą go ci, którzy dotrzymują konwencji. Niech go sądzą sędziowie, którzy najpierw sprawiedliwie osądzą armię Budanowych - tę armię, która zostawia za sobą w Czeczenii doły pełne trupów, z czaszkami rozłupanymi katyńskim strzałem. Niech go sądzi naród, który powstrzymał i zamknął w klatkach swych szaleńców, tych w mundurach i tych z łubiańskiej katowni, swoich Putinów karmiących dwugłowego mutanta ochłapami z czeczeńskiej hekatomby. Czy jednak mają prawo sądzić go matki i ojcowie sołdatów-kanibali, nadzorców z obozów filtracyjnych? Zdaje się, że każdego z tych potworów wydała na świat matka, że nie sklonowano ich całymi batalionami z genetycznego ścierwa pobranego od Czikatiło.
O tak, sędziowie muszą zyskać moralne prawo do wydawania wyroków.

Odmawiam Rosji i jej obywatelom tego prawa. Odmawiam tego prawa
każdemu innemu państwu i społeczeństwu, które w imię własnych interesów godzi się na czeczeński holocaust. Odmawiam tego prawa międzynarodowym trybunałom Europy i świata, którym serwilizm i obłuda pozwala nie dostrzegać nowych Auschwitzów u stóp Kaukazu. Odmawiam tego prawa całemu światu, dla którego cywilizacja wolności, humanizmu i demokracji stała się pustym frazesem.
To właśnie Czeczenia stoi dzisiaj na straży cywilizacji wolności,
za nią samotnie przelewa krew. Każdy, kto twierdzi że jest inaczej, kto
nie nazywa po imieniu poczętej w piekle potęgi, miażdżącej Kaukaz,
kłamie! Niech zgroza płynąca z tak niewyobrażalnych tragedii, jak masakra w Biesłanie, nie przesłania nikomu istoty rzeczy: to Rosja przyniosła Czeczeńcom wojnę i śmierć. Kto nie chce tego widzieć, bierze na siebie ciężkie brzemię współwiny za kolejną tragedię, może jeszcze straszliwszą, i za zbrodnię zrodzoną z rozpaczy, która stanie się jej przyczyną.
Dzisiaj walczy garstka najdzielniejszych, ale ci wszyscy, którym
zabrakło śmiałości aby porwać za broń, spoglądają dzięki nim z ulgą w
stronę gór: dzięki Bogu, że się odważyli! Nawet ci, którzy upadli tak
nisko, że zaprzedali się odwiecznemu wrogowi, w głębi duszy dumni są ze
swych przeciwników: tamci godnie noszą imię Czeczeńca, tak dumnie i
wysoko, jak nisko upadli zdrajcy. Szamil jest odkupieniem ich win. Jego sława to ich krwawy ból, ich śmiertelna zawiść, najgłębsze upokorzenie,
najskrytsze marzenie, rozpacz skamląca i wściekła, ich nadzieja. Cały sens ich nikczemnych biografii to zmaganie się z myślą o nim. To jedyne, co ich uszlachetnia. Pewnie nawet sami Rosjanie skrycie szczycą się Szamilem i na dnie ich najczarniejszej, nieprzejednanej nienawiści pojawia się, jak błysk wystrzału, podszyty zgrozą podziw. Gdyby ich śmiertelnym wrogiem został ktoś do nich podobny, już nie byłoby dla Rosjan żadnej nadziei. Nikczemność zmagałaby się z nikczemnością. A tu: Szamil pozwala im zrozumieć ich własną klęskę. Straszna prawda popycha ich jeszcze do najgorszych zbrodni, ale ziarno już zostało rzucone.
Każdy, kto zna Czeczenów, wie że to naród przyjazny, gościnny,
pracowity. I wie, że nawet w największym upadku, kiedy jego dom i cały kraj leży w gruzach, Czeczeniec nie utraci tego, co w jego charakterze jest
najważniejsze: niezłomnego poczucia własnej wolności. Czeczeniec wyniesie swoją wolność z największej pożogi, kiedy utraci wszystko inne - i ta wolność wystarczy mu na dobry początek nowego życia. ,,Szacujemy, że w państwach Europy jest już dwadzieścia tysięcy uchodźców z Czeczenii - powiedział mi niedawno mój towarzysz broni z szatojskiego frontu, pułkownik Musa Bamatgirijew. - To znaczy, że naród nie zginie". To znaczyło, po prostu, że nawet jeśli Rosjanie wymordują w Czeczenii wszystkich Czeczeńców, wytłuką ich do nogi i zaryją spychaczami w katyńskich grobach, nacja przetrwa w diasporze. I przechowa coś najcenniejszego - swoją wolność, którą znowu kiedyś przyniesie na Kaukaz.
Tak jak wtedy, gdy cały naród powrócił z wygnania.
To, co w 1944 roku zrobił Stalin, nie da się nawet porównać ze
zbrodnią Jelcyna i Putina, dokonywaną dzisiaj na Czeczeńcach. Stalin nie
wymordował ogniem artylerii i bombami kulkowymi jednej czwartej narodu. Nie wprasował Groznego w ziemię, jak Hitler naszą Warszawę. Jest jeszcze jedna różnica między tym, co robił Stalin, a wyczynami Putina: wtedy świat nie wiedział o kaukaskiej tragedii. Dzisiaj - cały świat patrzy na ludobójstwo i udaje, że nie rozumie.
Nikt dzisiaj nie ma prawa powiedzieć, że nie wiedział. Wszyscy
wiecie, że w Czeczenii Rosjanie mordują naród. Wszyscy wiecie - a ja to
słyszałem w grudniu 2003 roku na międzynarodowej konferencji w Antwerpii, gdzie w prezydium zasiadał członek Europarlamentu, Bart Staes - że każdego miesiąca w Czeczenii przepada bez wieści sto kilkadziesiąt osób, wyciąganych nocą z domów przez zamaskowanych bandytów w rosyjskich mundurach. Żaden z tych ludzi już nigdy nie powraca. Wszyscy wiecie, że na terytoriach rosyjskich baz wojskowych i obozów filtracyjnych mnożą się masowe groby torturowanych i mordowanych ludzi. Każdy z was, wszyscy, jesteście winni tego,
że Rosja otrzymała waszą milczącą zgodę na zbrodnię. Każdy z was!
To nieprawda, to naiwne złudzenie, że kiedy Rosja zrobi już
porządek w Czeczenii i ucichnie tam rzeź, o której świat nie chce słyszeć,
wszystko wróci do normy, znów będziemy budować demokrację i nowy, lepszy świat. Wasz obłudny kompromis z sumieniem oznacza, że cywilizacja ery kosmicznej stoi na przegniłym fundamencie. To dzięki takim jak wy nowym porządkiem świata będzie demokratyczny totalitaryzm, być może najwyższa forma zniewolenia. Ponumerują was i zakolczykują, niczym hodowlane bydło.
I może nadejdzie czas, kiedy Czeczenia będzie tym miejscem na Ziemi, gdzie wolność znajdzie swoją ostatnią ostoję. Niepozorny kraj u
podnóża Kaukazu, z jego mordowanymi seryjnie prezydentami, z jego Szamilem -żywym czy martwym - w czeczeńskim pałacu swobody, pod sklepieniem liści bukowego lasu.

* * *
Herbem wolnej Czeczenii-Iczkerii jest wilk, leżący na
rozżarzonych węglach. Kiedy nastąpi koniec świata, zacznie dąć wielki wiatr, który zmiecie z Ziemi wszystko co stworzył Bóg. Czeczeński wilk stanie na skale i zwróci pysk, ostry jak szabla, ku wiatrowi zagłady. Wicher powoli zedrze z niego skórę, z kości zaczną odpadać mięśnie... Świat wokół zniknie w otchłani, tylko na nagim kamieniu będzie trwać biały szkielet wilka.
Dopóki nie zniknie wszystko.

2003 r
KONIEC



Posłowie


Wolna Czeczenia miała trzech prezydentów: Dżochara Dudajewa, który
w 1991 roku poprowadził swój kraj ku niepodległości, Zelimchana
Jandarbijewa, który był tej niepodległości ideologiem i piewcą, w końcu Asłana Maschadowa, który niepodległość wywalczył stojąc na czele armii.
Wszystkich trzech czeczeńskich prezydentów Rosja zabiła. Poległ w walce
kolejny przywódca Iczkerii, prezydent czasu wojny, Abdul Chalim Sadułajew. Jego następca, Dokka Umarow, z bronią w ręku walczy o niepodległość ojczyzny.
Cała wściekłość i nienawiść Rosji zwróciła się dzisiaj przeciwko
niemu, jego Rosja także chce zabić, i będzie tropić i mordować każdego
następnego czeczeńskiego przywódcę, póki ustrojem państwowym panującym w Rosji pozostanie rusizm - najstraszliwsza, współczesna mutacja faszyzmu, która dysponuje bronią jądrową, sputnikami i hordą opryczników w mundurach specnazu.
Rosjanie zabili wielu innych, których znałem, a którzy byli dla
swojego narodu bohaterami. Śmigłowce osaczyły i śmietelnie raniły
Chamzata Gełajewa. Zastygł w modlitwie, jak prawy muzułmanin, na kobiercu własnej krwi wylanej w śnieg.
Podziemne władze Czeczeńskiej Republiki Iczkeria potwierdziły też
informację o śmierci wiceprezydenta Iczkerii, emira kaukaskich
mudżahedinów, Abdallaha Szamila Abu Idrisa. Według oficjalnego komunikatu Państwowego Komitetu Obrony - Madżlisul Szury CzRI, 10 lipca 2006 roku nad ranem w pobliżu wsi Ekażewo w Inguszetii Szamil Basajew zginął w eksplozji ciężarówki wyładowanej materiałami wybuchowymi.
Rosja nie potrzebuje w Czeczenii pokoju. Rosja chce w Czeczenii
cmentarnej ciszy. Koniec rzezi w Czeczenii będzie bowiem oznaczać likwidację rosyjskich obozów koncentracyjnych, tych rusistowskich fabryk śmierci od sześciu lat pracujących pełną parą u podnóża Kaukazu. O ich personel w mundurach specnazu upomną się rodziny pomordowanych i trybunały. Putin wie, że na niego i jego rusistowską Rosję czeka nowa Norymberga. To dlatego rosyjski prezydent próbuje maskować swoje zbrodnie, imitując wojnę z czeczeńskim terroryzmem. Owszem, terroryzmem - który ma jednak przed sobą tylko jeden cel: zatrzymanie potwornej machiny państwowego terroru, miażdżącego maleńki naród i kraj. Patrzmy na skutki - i przyczyny. Nie byłoby Dubrowki i
Biesłana, gdyby nie dwieście pięćdziesiąt tysięcy czeczeńskich
cywilów zabitych w ciągu sześciu lat i setki zbiorowych grobów wokół
czeczeńskich wiosek. Tego też światu nie wolno pokazać, dlatego żaden pokój w Czeczenii nie jest możliwy, dopóki Rosją żądzą ludzie odpowiedzialni za to ludobójstwo.
Ale gdzież tkwi przyczyna tego maniackiego uporu, aby niewolić
Kaukaz, Syberię, Wschodnie Prusy, pustynne kaganaty Azji Środkowej, bliższych i dalszych sąsiadów, a nawet cały świat w komunistycznym koncłagrze? Co Rosja może zaoferować kaukaskiemu narodowi o kulturze sięgającej cywilizacji Sumerów? Przecież Czeczeńcy, jak i my wszyscy, dobrze wiedzą jakich dobrodziejstw mogą się od Rosji spodziewać. Widzą Rosję jaka jest naprawdę. Widzą imperium bezsensu w całej szkaradzie jego historii, widzą tę tysiącletnią apoteozę śmierci, tam gdzie żyć zbyt trudno i tak łatwo umierać. I widzą wszyscy, cały świat: we wnętrzu rosyjskiej ziemi, nasyconej ołowiem i cezem, mnożą się tylko wciąż nowe cmentarze. Widzą atomowe okręty zamarłe z załogami na dnie oceanu, radioaktywne lody Arktyki i jarzące się nocą promieniotwórcze piaski Kazachstanu. Czarnobylski reaktor, płonący industrialny wulkan, krwawe słońce wiszące nad drogą, po której od dziesięcioleci hulają szkielety z kosami. A może złowieszcza gwiazda wielkiego narodu, którego przeznaczeniem jest zaprowadzić całą ludzkość do wnętrza atomowego pieca.
Dla Czeczeńców nie ma niczego bardziej odmiennego od świata, z
którego się wywodzą, niż Rosja. Nic bardziej obcego. To dlatego Rosja musi nienawidzić Czeczeńców, musi ich mordować - aby w ten sposób, okazując pogardę i stosując dziką przemoc, zagłuszać bezgraniczny kompleks niższości, własne upokorzenie spowodowane samym tylko istnieniem tego szlachetnego narodu o wyjątkowym systemie wartości. Tych Spartan współczesnego świata.
Trzeba jednak przywołać słowa pełne nadziei i wiary, jakie do
prezydenta Dżochara Dudajewa skierował kiedyś umierający Zbigniew Herbert.
Niech popłyną do Czeczeńców jeszcze raz, nieśmiertelne jak ich walka.
"Wierzymy w Wasze męstwo, bezprzykładną ofiarność i słuszność Waszej
sprawy. Wolna Czeczenia jest tylko sprawą czasu. Niechaj Wszechmocny da Wam siłę i wytrwałość. Ludzie dobrej woli są po Waszej stronie".

Mirosław Kuleba, 13
października 2006 r.


===8<=============koniec cytatu===============

_________________
Maciej
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 3:05 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group