" /> Dyskusje ogólne :: Cztery wyroki śmierci generała "Szarego"
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Cztery wyroki śmierci generała "Szarego"

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Lut 18, 2008 6:54 am    Temat postu: Cztery wyroki śmierci generała "Szarego" Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/94314.html

"Cztery wyroki śmierci generała „Szarego”
Piotr Semka 18-02-2008, ostatnia aktualizacja 18-02-2008 06:34

Antoni Heda, 1916 — 2008

Generał Antoni Heda „Szary”, żołnierz Armii Krajowej i potem podziemnego ruchu oporu przeciw komunistycznej władzy zmarł w ostatni piątek w wieku 91 lat. Do niepodległościowej legendy przeszedł w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 roku jako dowódca akcji rozbicia więzienia w Kielcach, w którym sowieckie NKWD i komunistyczna bezpieka przetrzymywały ok. 370 akowców.

Operacja w Kielcach należała do najbardziej brawurowych akcji przeciw komunistycznej władzy. Ale Heda jako dowódca oddziału Armii Krajowej miał już wówczas na koncie wiele potyczek z Niemcami. W 1941 roku podjął działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, a potem AK. Zdobył wtedy więzienie niemieckie w Starachowicach, z którego uwolnił ok. 80 ludzi. Walcząc w składzie zgrupowania AK Jana Piwnika „Ponurego”, uczestniczył w akcjach przejęcia niemieckiego więzienia w Iłży oraz opanowania miasta Końskie.

Po zajęciu terenów Polski przez Sowietów uznał za obowiązek walczyć dalej. Swoją najsłynniejszą akcję – w Kielcach – przypłacił jednak osobistą tragedią. Ścigający „Szarego” ubecy w odwecie aresztowali jego rodzinę i zamordowali dwóch braci.

Wtedy zaprzestał walki i pod zmienionym nazwiskiem – jako Antoni Wiśniewski – wyjechał na Wybrzeże, a następnie do Ostródy. Był poszukiwany przez UB, ale udało się go aresztować dopiero w 1948 roku w Gdyni. Otrzymał cztery wyroki śmierci. Życie uratowała mu interwencja byłych oficerów Armii Ludowej, którzy współdziałali z nim w czasie wojny. Na skutek ich wstawiennictwa karę śmierci Hedzie zamieniono na dożywocie. Siedział w więzieniach na Rakowieckiej, w Rawiczu i we Wronkach.

Ponieważ należał do dowódców AK najbardziej znienawidzonych przez komunistów, na wolność wyszedł po amnestii 1956 roku jako jeden z ostatnich – 16 listopada 1956 roku. Jednak SB nadal nie dawała mu spokoju. Był inwigilowany. Gdy w 1981 roku powstała „Solidarność”, został przewodniczącym Niezależnego Związku Kombatantów przy NSZZ „Solidarność”.

Podczas stanu wojennego internowano go w więzieniu na Białołęce.Antoni Heda jest dwukrotnym kawalerem krzyża Virtuti Militari. W 2006 roku podczas obchodów święta 3 Maja prezydent Lech Kaczyński mianował go generałem brygady.

Nabożeństwo żałobne odbędzie się w najbliższy czwartek w katedrze polowej Wojska Polskiego. „Szary” zostanie pochowany w Podkowie Leśnej."
Źródło : Rzeczpospolita
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 7:09 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Lut 18, 2008 6:56 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080216&id=po04.txt

Zmarł generał "Szary"

Generał Antoni Heda "Szary", legendarny komendant oddziałów Armii Krajowej, nie żyje. Wsławił się m.in. tym, że w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 roku dowodzony przez niego 30-osobowy oddział partyzancki Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" rozbił więzienie UB w Kielcach, uwalniając kilkuset przetrzymywanych tam więźniów. Wraz z odejściem "Szarego" Polska traci wielkiego patriotę. Ale zyskuje patrona, którego bohaterstwo będzie owocowało w przyszłości.
Nabożeństwo żałobne odbędzie się w najbliższy czwartek w katedrze polowej Wojska Polskiego. Generał, który zmarł w wieku 91 lat, zostanie pochowany w Podkowie Leśnej.


Generał Antoni Heda był najbardziej wyrazistym współczesnym symbolem walki Narodu Polskiego o niepodległość. Z jednej strony walczył z okupantem niemieckim, był także więźniem sowieckim, a z drugiej strony - działał w interesie Polski w konspiracji antykomunistycznej po wojnie. Podczas okupacji hitlerowskiej bohaterski gen. Heda zasłynął rozbiciem niemieckich więzień w Iłży w sierpniu 1943 roku oraz w Końskich w czerwcu 1944 roku, kiedy uwolnił aresztowanych i skazanych na śmierć Polaków. Równie spektakularnym, co bohaterskim wyczynem był epizod z 1945 roku, kiedy "Szary" dowodził oddziałem Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", który w nocy z 4 na 5 sierpnia rozbił komunistyczne więzienie w Kielcach. UB i sowieccy funkcjonariusze bezpieki osadzili tam ponad siedmiuset więźniów, m.in. żołnierzy AK. Szturm na więzienie poprzedził pozorowany atak na oddalony o kilkadziesiąt kilometrów Szydłowiec, który skutecznie odwrócił uwagę zarówno oddziałów sowieckich stacjonujących w Kielcach, jak również funkcjonariuszy MO i UB. Jak powiedział nam dr Mieczysław Ryba, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej i historyk, generał Heda był uosobieniem bohaterstwa, walki i oporu przeciwko komunizmowi, a także symbolem prześladowania. - Postawa patriotyczna i działalność generała Hedy przysporzyły mu wielu wrogów ze strony ówczesnych władz. To sprawiło, że po wojnie musiał się ukrywać wraz rodziną. W 1948 roku został aresztowany i skazany na karę śmierci, zamienioną ostatecznie na dożywotnie więzienie. Przebywał m.in. w więzieniach w Rawiczu i Wronkach, a na wolność wyszedł dopiero na mocy amnestii w 1956 roku - mówi dr Mieczysław Ryba. Dodaje, że troska o losy Ojczyzny towarzyszyła generałowi Hedzie przez całe jego życie. - W czasach komunistycznych przez wiele lat był doradcą ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. W 1981 roku angażował się w ruch solidarnościowy i został wybrany na przewodniczącego Niezależnego Związku Kombatantów przy NSZZ "Solidarność". Był represjonowany i internowany w czasie stanu wojennego w Białołęce. Te wydarzenia w sposób jednoznaczny symbolizują jego postawę antykomunistyczną, ale przede wszystkim niepodległościową i aktywność do końca życia. "Szary" był człowiekiem, który potrafił jednoczyć ludzi. W 1990 roku doprowadził do zjednoczenia około 30 organizacji kombatanckich w Światową Federację Polskich Kombatantów - zaznacza dr Ryba.
W uznaniu bohaterskich zasług w 2006 roku został mianowany przez prezydenta Kaczyńskiego na stopień generała brygady. Był także dwukrotnie odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych i innymi odznaczeniami bojowymi. - Wraz ze śmiercią generała Hedy tracimy bohatera, ale dziedzictwo, które nam pozostawił, jest żywe i godne naśladowania nie tylko dla tych, którzy pamiętają czasy komunistycznej niewoli, ale także dla przyszłych pokoleń - wskazuje dr Mieczysław Ryba.
Mariusz Kamieniecki
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Mirosław Dakowski
Weteran Forum


Dołączył: 12 Maj 2007
Posty: 216

PostWysłany: Pon Lut 18, 2008 9:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Msza św. za duszę Antoniego Hedy - SZAREGO zostanie odprawiona w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, Warszawa, ul. Długa (przy pl. Krasińskich) we czwartek, 21 lutego o 10-30. Potem pogrzeb w Podkowie Leśnej.

Bohater podziemia anty-niemieckiego i anty-sowieckiego. Skuteczny! "Władza ludowa " dała Mu... cztery KS.

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niech mu świeci na wieki

_________________
Miros?aw
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pon Lut 18, 2008 8:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Antoniego Hede poznałam pod koniec 1982 roku lub na poczatku 1983r. w Gliwicach w mieszkaniu Zygmunta Bujakowskiego przy ul. Zygmunta Starego. Znali sie jeszcze z wojny i odwiedzali. Dostałam od niego książkę Stefana Korbońskiego, by zapoznać się ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego.
Los nas zetknął osobiscie w podziemiu, kiedy ukrywałam się. Wcześniej słyszałam od mamy o "Szarym", że strasznie go UB szukało. U mojej mamy w Sosnowcu, łaczniczka "Szarego" wynajmowała pokój. Sąsiadka z parteru, żona szanowanego stolarza, Zofia Borecka, pochodząca z okolic Koziegłów wpadła na pomysł, że moja mama mieszka od niedawna sama w 3 pokojowym mieszkaniu, jest nauczycielką w Szkole Handlowej i mogłaby uczennicy wynająć pokój. Mama właśnie przyjechała z Krakowa, uciekajac przed UB. Zaraz po przyjeździe ze Stanisławowa była bowiem w Krakowie aresztowana i spędziła kilka dni na Montelupich. Na szczęście okazało się, ze UBowcy nic nie wiedzą o AK i razem z Panem Krzywieckim wyszła na wolność. Mieszkanie przy ulicy Starowiślnej 36m6, które dostali w Urzędzie Repatriacyjnym spodobało się siostrze UB-owca i mama z jej kolegą wylądowali za kratkami.

Łączniczkę "Marysię", tak przedstawiła się mojej mamie, aresztowano. Pani Borecka czekała na mamę w oknie, złapała ją na schodach i powiadomiła nie tylko o aresztowaniu ale i o funkcji jej współlokatorki. Mama błyskawicznie przeszukała pokój znalazła pistolet. Natychmiast go wyniosła do siostry Krzywieckiego, autora tablic logarytmicznych, znały się z AK ze Stanisławowa.
Gdy UB przyszło z "Marysią" na rewizję w pokoju nie znaleźli niczego kompromitujacego.

W czasach, gdy można było rozmawiać tylko z wypróbowanymi przyjaciółmi mój ojciec grał z Panem Boreckim w szachy na podwórku przed jego warsztatem stolarskim.
Po śmierci mojej mamy, gdy grób był pilnowany przez wiernych stróżów z SB, panni Zofia Borecka opiekowała się nim.

I tak losy moje i mojej rodziny splotły się z losami "Szarego".
Czego mama mnie nie zdążyła douczyć zrobił to "Szary" w Gliwicach.

Cześć jego pamięci.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Lut 22, 2008 7:00 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080222&id=po01.txt

"Pożegnaliśmy legendarnego partyzanta generała Antoniego Hedę "Szarego"
Żołnierz nie umiera

- Jestem przekonany, że świętej pamięci generał brygady Antoni Heda należał do ludzi, o których trzeba pisać w podręcznikach historii. Był bowiem człowiekiem cierpienia do tego stopnia, że stał się symbolem walki o niepodległą umiłowaną Ojczyznę. Jego duch ciągle żyje i rozkwita, a jego bohaterstwo i poświęcenie Polska na zawsze zachowa w pamięci - powiedział biskup polowy Wojska Polskiego Tadeusz Płoski podczas wczorajszych uroczystości pogrzebowych bohaterskiego partyzanta. - Panie generale Hedo! Jesteś wciąż żywy, bo umiałeś kochać - mówił ksiądz biskup o żołnierzu, który na zawsze pozostanie wzorem oddania Polsce.

W katedrze polowej Wojska Polskiego, w której odprawiona została Msza Święta pogrzebowa, cześć generałowi Antoniemu Hedzie "Szaremu" oddało setki osób, kombatantów, harcerzy, mieszkańców Warszawy i Kielecczyzny oraz przedstawicieli władz państwowych. - Gromadzimy się tu, aby wyrazić wdzięczność za postawę życia, odwagę, poświęcenie i bohaterstwo generała Antoniego Hedy "Szarego" - powiedział podczas homilii ks. bp Płoski.
Przypominając jego życiorys, mówił, że w 1939 roku "Szary" był świadkiem odczytywania kapitulacji przez generała Franciszka Kleeberga, w którym stwierdził on, że Polska została zdławiona z dwóch stron, przez dwóch odwiecznych wrogów. - Na swoim żołnierskim szlaku walczył "Szary" właśnie z tymi dwoma wrogami - podkreślił ksiądz biskup. Przedstawiając jego dokonania, hierarcha zwrócił uwagę na błyskotliwe akcje partyzanckie, dbanie o swoich żołnierzy i o ludność cywilną, hart ducha i nieugiętą postawę, która wzbudzała respekt nawet u ubeckich oprawców. "Szary" był człowiekiem głęboko religijnym, a wiara w Boga dawała mu nadzieję na przyszłą wolną Polskę. Duchowny dodał, iż partyzant całe swoje życie był wierny dewizie "Bóg, Honor, Ojczyzna", a jego imię złotymi zgłoskami zostaje zapisane do panteonu bohaterów narodowych.

- Panie generale, Hedo! Jesteś wciąż żywy, bo umiałeś kochać. W panteonie chwały jest miejsce dla wszystkich, którzy dla imienia Polski krew przelewali, życie oddawali. Złotymi zgłoskami zostajesz wpisany w grono bohaterów narodowych. Dziś żegnają cię najbliżsi. I mówią - do zobaczenia, bo żołnierz nie umiera. Żołnierz oddaje życie i odchodzi na wieczną służbę. Ty byłeś żołnierzem przez całe swe życie - podkreślił ksiądz biskup Płoski.
Wielki patriotyzm i służbę Ojczyźnie generała wspominali jego towarzysze walki. - To był człowiek, który całkowicie się poświęcił Ojczyźnie, całe jego życie to była praca dla Ojczyzny - zapewnił Wojciech Targowski "Vis", żołnierz z oddziału Jana Piwnika "Ponurego", z którym "Szary" wspólnie walczył. - Był doskonałym dowódcą, doskonałym organizatorem - dodał.
- Wszystko robił dla Ojczyzny, to było jego pierwszym celem w życiu - stwierdził Stefan Nowak "Pocieszny", "Wytrwały", żołnierz z oddziału "Szarego". - Walczył bez przerwy, także za komunizmu. Odszedł na wieczną wachtę wielki Polak, legendarny dowódca - dodał.
Podczas Mszy Świętej szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Władysław Stasiak odczytał akt odznaczenia generała Antoniego Hedy przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej - Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Po nabożeństwie ciało gen. Hedy "Szarego" zostało przewiezione na cmentarz w Podkowie Leśnej i tam złożone w rodzinnym grobowcu.
Podczas mów pożegnalnych podkreślano jego głęboki patriotyzm, wielki charakter i wierność do końca Ojczyźnie. Poseł PiS Przemysław Gosiewski powiedział, że dzięki pokoleniu, które reprezentuje generał Heda, "możemy żyć w wolnej Polsce", a postawa "Szarego" jest przykładem dla młodzieży, jak należy kochać Ojczyznę."
Zenon Baranowski

Zmarły 15 lutego br. Antoni Heda 'Szary' urodził się w 1916 r. w Małomierzycach koło Iłży. Po klęsce wrześniowej próbował się przedostać do Rumunii, aby dalej walczyć, ale został schwytany przez NKWD. Po ucieczce zaangażował się w działalność konspiracyjną (Związek Walki Zbrojnej). Wsławił się zdobyciem więzienia niemieckiego w Starachowicach i uwolnieniem około 80 ludzi. Po zakończeniu wojny kontynuował walkę, tym razem z komunistami. W sierpniu 1945 r. brawurowym atakiem rozbił komunistyczne więzienie w Kielcach, w którym znajdowało się ponad 370 więźniów. Aresztowany w 1948 r., po sfingowanym procesie został skazany na czterokrotną karę śmierci, którą zamieniono na dożywocie. Z więzienia wyszedł w 1956 roku. Działał w 'Solidarności', a podczas stanu wojennego był internowany. W 2006 r. został mianowany generałem brygady przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Lut 27, 2008 8:57 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Nasza Polska” nr 9 (644) 26 II 2008

Homilia biskupa polowego gen. Tadeusza Płoskiego wygłoszona 21 lutego podczas Mszy św. pogrzebowej za gen. bryg. Antoniego Hedę „Szarego”

„Jego duch ciągle żyje i rozkwita..."

Droga Rodzino pogrążona w żałobie! Czcigodni Weterani i Kombatanci! Kochani w Chrystusie Panu Siostry i Bracia!
Na urwiskach i rozpadlinach naszych polskich Tatr można, mając odrobinę szczęścia, dostrzec bardzo piękny i rzadki kwiat-szarotkę tatrzańską. Jest ona symbolem gór, odwagi i tego wszystkiego co trudne. Mówią, że jeszcze rzadziej można spotkać się w życiu z pięknym wykwitem szlachetnego ducha ludzkiego - tj. z prawdziwą wdzięcznością. A ona jest ważna, jedno czy i buduje. Otwiera serca i ukazuje, że ktoś pamięta. Jest swego rodzaju sprawiedliwością. I wreszcie jest pierwszą postawą chrześcijanina.
Dlatego dziś z potrzeby serca gromadzimy się tu w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, aby w dniu pogrzebu śp. gen. bryg. Antoniego Hedy ps. „Szary" nie tylko uszanować prawo Boskie i pomodlić się za zmarłego, ale przede wszystkim wyrazić mu wdzięczność za postawę życia, odwagę, poświęcenie i bohaterstwo.
Był człowiekiem niezwykłym. Urodził się 11 października 1916 roku w Małomierzycach na Ziemi Iłżeckiej. Miał trzy siostry i pięciu braci. Dwóch z nich i szwagra funkcjonariusze UB okrutnie zamęczyli w więzieniu w Kielcach w maju 1945 roku. Po ukończeniu technikum elektryczno-mechanicznego o profilu zbrojeniowym podjął pracę w Fabryce Zbrojeniowej w Starachowicach. Powołany do Szkoły Podchorążych służbę wojskową odbywał w Kielcach w 4. pułku piechoty Pasjonował się historią ziemi kieleckiej i przebiegiem Powstania Styczniowego, zwłaszcza taktyką walki partyzanckiej. Wojna zastała go w Zakładach Zbrojeniowych w Starachowicach. Wziął udział w kampanii wrześniowej. Pierwszym czynem wojennym Antoniego Hedy było zdobycie niemieckiego samochodu pancernego i użycie wozu w walkach pod Iłżą. Cofając się z oddziałami Wojska Polskiego, dotarł pod Kock, gdzie walczył do 5 października 1939 roku w zgrupowaniu gen. Kleeberga. Był świadkiem odczytywania ostatniego rozkazu generała Kleeberga: Zdławieni z dwóch stron przez dwóch odwiecznych wrogów musieliśmy dać za wygraną... Dziękuję Warn za wasze męstwo... Jeszcze Polska nie zginęła!Na swoim żołnierskim szlaku walczył właśnie z tymi dwoma wrogami. Już w styczniu 1940 roku bierze udział w budowaniu struktur konspiracyjnych organizacji Orła Białego, a po masowych aresztowaniach i rozstrzelaniu 360 młodych konspiratorów i mieszkańców Skarżyska w połowie lutego 1940 roku przystępuje do Związku Walki Zbrojnej w Iłży. W 194l roku przedostać się do Rumunii, aby dotrzeć do polskiego wojska na Zachodzie. Aresztowany przez NKWD został osadzony w więzieniu w Brześciu. Był świadkiem współpracy NKWD i gestapo.
Po zajęciu twierdzy brzeskiej przez oddziały niemieckie w czerwcu 1941 roku osadzony został wraz z jeńcami sowieckimi w stalagu 107 pod gołym niebem. Na skrawku ziemi stłoczono 140 tys. jeńców Cudem uniknął śmierci głodowej. Udało mu się uciec pod stertą obierzyn na wozie chłopskim. Wracał do domu długo, gdyż cierpiał na kurzą ślepotę. Po raz pierwszy został cudownie ocalony W połowie 1942 roku obejmuje dowództwo podobwodu iłżeckiego „Dolina" Armii Krajowej. Wykazuje się talentami prawdziwego dowódcy, który najpierw gruntownie szkoli swoich żołnierzy i buduje struktury lokalnego wywiadu oraz kryjówki i podziemne szpitaliki. Dzięki temu jego oddział nie ponosił strat i był wspierany przez miejscową ludność. Walkę z Niemcami rozpoczął od niszczenia biur werbunkowych na roboty do Niemiec i dokumentów zmuszających rolników do oddawania kontyngentów.
Stworzył swoisty kodeks partyzanta, po legający na tym, aby nie narażać ludności cywilnej na krwawy odwet hitlerowskiego okupanta. Jego oddział budował własne obozowiska, nie nocował po wsiach, wspomagał ludność wiejską zdobytą żywnością i ubraniami. „Szarego" witano chlebem i solą. Współpraco wał z Janem Piwnikiem „Ponurym", z którym spotykał się na Wykusie. Razem opracowali plan likwidacji w Marcelach gestapowca Kruegera, który organizował obławy na Żydów ukrywających się w lasach. To Krueger doprowadził do wymordowania mieszkańców wsi Bór Kunowski, której mieszkańcy pomagali Żydom. Krueger został zabity w swojej fortecy w Marculach przez grupę likwidacyjną AK Razem z „Ponurym" wyrwali się z hitlerowskiej obławy pod Błazinami. Gdy dwaj partyzanci Szarego zostali aresztowani w czasie obławy, jego oddział rozbija więzienie w Starachowicach i uwalnia wszystkich więźniów. W roku 1942 wielką akcją było jednoczesne podpalenie akt kontyngentowych we wszystkich gminach powiatu starachowickiego.
„Szary" sam zdobywał broń i amunicję. Oparta na partyzanckim podstępie słynna akcja na oddział Wehrmachtu stacjonujący w majątku Pakosław przyniosła „Szaremu" zdobyczną broń, odzież i żywność. Jeńców oraz żołnierzy Wehrmachtu puszczał wolno i chłostał gorliwych żandarmów W akcjach „Szarego" jest błyskotliwość partyzanta oparta na dokładnie przygotowanym planie. I wielkie szczęście. Tak było w zakładach im. Goeringa w Starachowi cach, gdzie „Szary" ze swoimi ludźmi otworzył kasę i na potrzeby oddziału zdobył wielką jak na owe czasy sumę pieniędzy Znakiem rozpoznawczym 150-osobowego oddziału „Szarego" były czarne berety i świetne wyposażenie w zdobyczną broń. Panował nad dyscypliną, nie tolerował picia alkoholu i jakichkolwiek form partyzanckich konfiskat.
Był człowiekiem głęboko religijnym. W jego oddziale odprawiały się Msze święte polowe. Wiara w Boga dawała siłę i nadzieję. Nadzieję w przyszłą wolną Polskę, tak jak w czasie słynnej koncentracji 11 listopada 1943 roku w lasach na Szczytniaku, kiedy ksiądz kapelan Zygmunt Głowacki „Jaskólski" odprawił Mszę świętą dla zgrupowanych oddziałów „Ponurego", „Szarego", „Nurta", „Mariańskiego", „Robota" i „Kmicica".
W czerwcu 1944 roku grupa szturmowa „Szarego" rozbiła areszt w Końskich, wysadzając trotylem więzienną bramę i uwalniając 70 więźniów, w tym swoich łączników Przyjmuje do swojego oddziału prawie 30 żołnierzy sowieckich, którzy uciekli z obozu w Baryczy koło Końskich. Z Ormianinem, doktorem Muszegiem w randze majora, będzie przyjaźnił się po wojnie przez długie lata. Szlak bojowy „Szarego" to między innymi akcja w Suchedniowie, zdobycie pociągu z amunicją i przygotowania do akcji Burza. Następuje koncentracja 3 pp Leg. AK, „Szary" dowodzi II batalionem. Żołnierze wierzyli, że pójdą na pomoc Warszawie, a także będą zdobywać Kielce oraz Radom. Akcję odwołano. We wrześniu 1944 „Szary" idzie z odsieczą mieszkańcom Radoszyc pacyfikowanym przez oddział SS. Potem następuje starcie pod Trawnikami, Radoszycami i dziwna bitwa pod Szewcami koło Chęcin, w której po stronie niemieckiej udział wzięły niemieckie samoloty i artyleria. „Szary" nie zdążył rozbić więzienia w Radomiu, bo rozpoczęła się sowiecka ofensywa i 17 stycznia do Radomia weszła Armia Czerwona oraz oddziały NKWD.
Już od pierwszych dni tzw. wyzwolenia zaczęto aresztować i wywozić członków niepodległościowych struktur podziemnych. „Szary" przystępuje do organizacji NIE, a potem WiN. W kwietniu i w maju aresztowano sztab 2. dywizji legionowej AK Okręgu Radomsko-Kieleckiego, m.in. dowódcę kpt. Antoniego Żółkiewskiego „Lina", kapitana „Siwego", porucznika „Jelenia", a także kpt. Wyrwę z NSZ. UB aresztowało trzech braci „Szarego" i dwóch szwagrów. Braci Stanisława i Jana oraz szwagra zamordowano. Wierny żołnierskiej przysiędze „Szary" odtwarza konspiracyjne struktury i otwiera zakonspirowane magazyny z bronią. W nocy z 4 na 5 sierpnia Samodzielna Brygada Kielecka pod dowództwem „Szarego" w sile ok. 200 żołnierzy podziemia atakuje i rozbija więzienie w Kielcach. Z rozbijanych cel uwolniono 700 Akowców, w tym komendanta „Lina". Wśród żywych nie było braci ani szwagra „Szarego". Brygada rozformowała się w lasach i uniknęła pościgu pułków NKWD. „Szary" ranny został w czasie akcji, która została przeprowadzona bez strat własnych. Podziemie niepodległościowe infiltrowane było przez UB. Zdrajcy znaleźli się również w otoczeniu „Szarego". Nie doszedł do skutku precyzyjnie przygotowany plan rozbicia więzienia na Rakowieckiej w Warszawie przez połączone oddziały „Szarego" i Dekutowskiego - „Zapory". „Szary" musiał ukrywać się przed pościgiem UB. Ukrywał się pod zmienionymi nazwiskami wraz z żoną Wacława, łączniczką o pseudonimie „Narcyza" i dwoma małymi córeczkami. Aresztowany został 28 lipca 1948 roku w Gdyni-Chyloni. W śledztwie zachowywał się niezłomnie. Przesłuchiwany był w Informacji Wojskowej na ulicy Oczki, a śledztwo z udziałem Różańskiego toczyło się na Rakowieckiej. Jego wewnętrzna siła, postawa i okupacyjna legenda budziła respekt ubeckich oprawców.
Dodawał otuchy współwięźniom - m.in. płk. Skalskiemu z Dywizjonu 303. Jego proces toczył się przy drzwiach zamkniętych w Kielcach. Na sali sądowej stały karabiny maszynowe. Pierwszy zarzut, jaki postawiono „Szaremu", to współpraca z hitlerowskim okupantem i „długoletni staż w służbie rodzimego faszystowsko-sanacyjnego podziemia". Skazany został na czterokrotną karę śmierci. Odmówił napisania po dania z prośbą o łaskę. Wyrok zmieniono na do żywocie, biorąc pod uwagę fakt pomocy Żydom i uratowania jeńców radzieckich oraz przekazania ich z bronią do oddziału AL Moczara. Siedząc kilka miesięcy w celi śmierci, nie tracił nadziei, powierzając swe życie Opatrzności Bożej. Przeszedł więzienia w Rawiczu i Wronkach. Wyszedł na wolność objęty amnestią 16 listopada 1956 roku. O całkowitej rehabilitacji nie było mowy „Szary" mówił, że nigdy by o nią do ludowej władzy nie występował. Rozpoczął nowe życie tak, aby nie być zależnym od władzy Za pożyczone pieniądze kupił kawałek ziemi pod Warszawą w Kaniach, gdzie stopniowo wybudował skromny dom i szklarnię, która dawała mu niezależność. Poświęcił się pracy dla towarzyszy broni, organizował spotkania Szaraków, budował pomniki. Starał się, by świadectwa niepodległościowych działań nie poszły w zapomnienie. Przez wiele lat jego nazwisko i pseudonim okupacyjny były zdejmowane przez cenzurę. Nie pisano słowa o „Szarym". Całym sercem związany był ze swoimi żołnierzami i ich rodzinami. Pointą jego losów jest organizowanie w 1980 roku „Solidarności Kombatantów", której został przewodniczącym 12 grudnia 1981 roku. Po latach, gdy można było otworzyć ubeckie teczki „Szarego" w IPN, okazało się, że do internowania wyznaczony był już w połowie października 1980 roku. Internowany został 13 grudnia 1981 roku. Jeszcze raz znalazł się w więzieniu, tym razem na Białołęce. Uważał, że „internowanie nie może być porównywane z więzieniem i to jeszcze z więzieniem w czasach stalinowskich (...)". Na prośbę rodziny został zwolniony 16 czerwca 1982 roku. Przez wiele lat był doradcą kardynała Stefana Wyszyńskiego. Podsłuchiwany i inwigilowany był do końca lat 80. Zrehabilitowany w III Rzeczypospolitej. W 1990 roku doprowadził do zjednoczenia ok. 30 organizacji kombatanckich w Światową Federację Polskich Kombatantów i został jej prezesem. Podniesiony do rangi pułkownika w kwietniu 1995 roku, a 3 maja 2006 roku do stopnia generała brygady przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wielokrotnie odznaczany m.in. Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Najbardziej dumny był z Gwiazdy Wytrwałości - orderu ustalonego 19 września 1831 roku. Był honorowym obywatelem wielu miast Polski. Jest autorem dwóch książek: Wspomnienie Szarego" i „Szary przeciw zdrajcom Polski". W latach 90. związał się z narodowym środowiskiem tygodnika „Ojczyzna". Zaliczany jest do najwybitniejszych polskich dowódców partyzanckich i podziemia niepodległościowego. Całe życie był wierny dewizie „Bóg Honor Ojczyzna". Zmarł 14 lutego 2008 roku po wielomiesięcznej chorobie.
Drodzy Bracia i Siostry!
W książce Wiesława Jana Wysockiego pt „Bóg na nieludzkiej ziemi" czytamy: Pod koniec 1943 roku przywieziono do zagazowania w Brzezince 12 młodych kobiet i mężczyzn, Polaków - wszyscy byli członkami tajnej organizacji Jednocześnie miano uśmiercić kilkuset Żydów holenderskich. Młoda Polka wygłosiła w komorze gazowej krótkie, ale płomienne przemówienie do obnażonych, stłoczonych ludzi, a piętnując hitlerowskie zbrodnie zakończyła: „My teraz nie umieramy, nas uwieczni historia naszego narodu, nasza inicjatywa i duch żyje i rozkwita"...
Jestem przekonany, że śp. gen. bryg. Antoni Heda należał do ludzi, o których trzeba pisać w podręcznikach historii. Był bowiem człowiekiem cierpienia do tego stopnia, że stał się symbolem walki o niepodległą umiłowaną Ojczyznę. Jego duch ciągle żyje i rozkwita, a jego bohaterstwo i poświęcenie Polska na zawsze zachowa w pamięci.
Umiłowani Siostry i Bracia!
Gromadzimy się tutaj w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, aby pomodlić się w intencji Zmarłego i oddać Mu honor, a także by z miłością podzielić smutek i boleść z najbliższymi, gdyż umieranie i śmierć są najboleśniejszymi momentami w życiu każdego człowieka. Po chyleni nad trumną, widzimy i gorzko doświadczamy, że człowiek nawet najsilniejszy jest istotą kruchą, grzeszną i śmiertelną. W obliczu śmierci stajemy bezradni. Możemy tylko na nią czekać. Czekać jednak nie z założonymi rękami, lecz aktywnie, czyniąc jak najwięcej dobra. Takiej postawy uczył nas między innym nasz zmarły Brat. Jeżeli my chrześcijanie, zmarnujemy dany nam przez Boga czas, staniemy się żałosni. Poeta mówi: Gdy nadejdzie śmierci, cień wszystko runie w proch i pył. Tylko miłość w sercu twym rzeknie ci, że będziesz żył...
Panie generale Hedo! Jesteś wciąż żywy, bo umiałeś kochać. W Panteonie Chwały jest miejsce dla wszystkich, którzy dla imienia Polski krew przelewali, życie oddawali. Złotymi zgłoskami zostajesz wpisany w grono bohaterów narodowych. Dziś żegnają cię najbliżsi. I mówią: do zobaczenia, bo żołnierz nie umiera. Żołnierz od daje życie i odchodzi na wieczną służbę. Ty byłeś żołnierzem przez całe swe życie.
Drodzy w Chrystusie Panu, nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie (por. Rz 14,7). - słyszeliśmy w czytaniu biblijnym. Możemy powiedzieć: żyjmy dla innych! Przede wszystkim jednak dla Boga, a żniwo naszego życie zbierzemy dla siebie. Pamiętaj my o tym, bo każdy z nas godzinę śmierci. sam o sobie zda sprawę Bogu. Amen.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Karol Kowalski
Gość





PostWysłany: Czw Lut 28, 2008 4:42 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.prawica.net/node/10666
Autor: Jerzy Przystawa
Pogrzeb Generała Antoniego Hedy – „Szarego”

W czwartek, 21 lutego 2008, na cmentarzu w Podkowie Leśnej pożegnaliśmy Generała Antoniego Hedę – „Szarego”. Rzeczpospolita pożegnała Go z pełnym ceremoniałem wojskowym, nad grobem przemawiali przedstawiciele Ministra Obrony Narodowej i Wojska Polskiego. Hołd Generałowi składali przedstawiciele wielu organizacji społecznych i kombatanckich.

W imieniu Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych wystąpił prof. Andrzej Czachor:
Cytat:
Szanowny Panie Generale Heda,

Naczelny Komendancie Polskich Drużyn Strzeleckich, bohaterze ruchu oporu przeciw niemieckiej i sowieckiej okupacji, legendarny partyzancie „Szary” Armii Krajowej – Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych składa dziś hołd i podziękowanie. Jesteśmy dumni, że chciałeś być z nami.

Naszym celem jest uświadomienie Obywatelom, jak fundamentalnym narzędziem mocy państwa może być system wyborczy gwarantujący odpowiedzialność posła przed wyborcami. Gdy jeszcze kiełkowaliśmy w latach 90-tych, gdy nikt jeszcze nie dawał nam szans przetrwania sukcesu, na wielu naszych konferencjach – jakże często setki kilometrów od Warszawy – zjawiał się wysoki starszy pan, by silnym głosem piętnować te siły, które niszczą Polskę suwerenną, by imieniem środowisk Armii Krajowej poprzeć nasz postulat JOW – jako warunek sine quo non naprawy państwa.

Niewiele lat temu, podczas jednej z demonstracji naszego Ruchu pod Sejmem, służby porządkowe nie pozwoliły nam skontaktować się z Prezydium Sejmu – „Nie uzgodniliście tego wcześniej”. To nie był argument na miarę „Szarego” z Gór Świętokrzyskich. „Chodźmy tam – wołał – racja jest po naszej stronie. Nie będą do nas strzelać. Przecież to są nasze dzieci!”

Żegnaj, Panie Generale!

Etos Polski suwerennej, któremu poświecił Pan całe swoje życie, chwieje się teraz niebezpiecznie. Będzie nam Pana szczególnie brakować w ten trudny czas.

Ale zachowamy Pana w naszych sercach i w naszym działaniu jako wzorzec energii, odwagi i patriotyzmu.


Patriotyzmu bez kompromisów.

...
Powrót do góry
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Lut 29, 2008 1:03 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/99941.html

"Generał Heda-Szary uczczony w Sejmie minutą ciszy
gaw 29-02-2008, ostatnia aktualizacja 29-02-2008 10:34

Sejm uczcił minutą ciszy gen. Antoniego Hedę-Szarego, komendanta oddziału AK, który w 1945 roku rozbił więzienie UB w Kielcach. Generał zmarł 15 lutego w wieku 91 lat.

- Chciałbym prosić o uczczenie minutą ciszy bohaterskiego żołnierza września 1939 roku, dzielnego dowódcę partyzantki AK na Kielecczyźnie i wybitnego dowódcę podziemia zbrojnego - powiedział marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.

- Chciałem prosić o uczczenie minutą ciszy człowieka, który konsekwentnie walczył o wolność Polski. Żegnamy dzisiaj wielkiego Polaka, patriotę - podkreślił.

Antoni Heda-Szary w młodości związany był z ruchem patriotycznym. Podczas wojny obronnej w 1939 roku walczył w składzie 12. Dywizji Piechoty pod Iłżą, a następnie na Lubelszczyźnie. Po klęsce próbował przejść przez zieloną granicę, ale został schwytany przez NKWD. Osadzono go w twierdzy Brześć. Po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej trafił do obozu jeńców rosyjskich, skąd udało mu się zbiec. Po powrocie w strony rodzinne podjął działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, został komendantem Podobwodu "Dolina".

Wsławił się wówczas zdobyciem więzienia niemieckiego w Starachowicach i uwolnieniem ok. 80 ludzi. Z 60 z nich, którzy nie chcieli wracać do domów, utworzył oddział, co przyczyniło się do udzielenia mu przez komendę Okręgu Kielecko-Radomskiego AK zgody na przejście do partyzantki.

Po zakończeniu wojny Heda-Szary pozostał w konspiracji, działając w ramach Ruchu Oporu Armii Krajowej, a następnie Delegatury Sił Zbrojnych. Na czele swojego oddziału wsławił się rozbiciem w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 roku komunistycznego więzienia w Kielcach, w którym UB i sowieccy funkcjonariusze "Smiersza" osadzili ponad 370 więźniów. W wyniku tej akcji uwolniono kilkuset więźniów, przeważnie byłych AK-owców.

Po akcji w Kielcach zaprzestał działalności konspiracyjnej - pod zmienionym nazwiskiem, jako Antoni Wiśniewski, wyjechał na wybrzeże, a później do Ostródy. Był poszukiwany przez UB i w 1948 roku został aresztowany w Gdyni. Otrzymał cztery wyroki śmierci, w końcu dzięki interwencji byłych oficerów AL, którzy współdziałali z nim w 1944 roku, karę śmierci zamieniono na dożywocie. Siedział w więzieniach na Rakowieckiej, w Rawiczu i we Wronkach.

Wyszedł na wolność w 1956 roku, objęty amnestią. W dalszym ciągu prowadził jednak działalność niepodległościową, m.in. działając w NSZZ "Solidarność". W 1981 roku został wybrany na Przewodniczącego Niezależnego Związku Kombatantów przy NSZZ "Solidarność". Podczas stanu wojennego został internowany w Białołęce.

W 1990 roku doprowadził do zjednoczenia ok. 30 organizacji kombatanckich w Światową Federację Polskich Kombatantów. W dowód uznania jego zasług 13 grudnia 2004 roku został awansowany do stopnia generała brygady Polskich Drużyn Strzeleckich. W 2006 roku podczas obchodów Święta 3 Maja mianowany został generałem brygady przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Prezydent Lech Kaczyński nadał pośmiertnie gen. Hedzie-Szaremu, za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski."
Źródło : PAP
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 7:09 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Mar 04, 2008 9:15 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20080303&id=my11.txt

"Miałam wspaniałych rodziców


Z Teresą Hedą-Snopkiewicz, córką generała Antoniego Hedy "Szarego", legendarnego dowódcy AK na Kielecczyźnie, rozmawia Justyna Wiszniewska


W swoich "Wspomnieniach 'Szarego'" Pani ojciec Antoni Heda w szczególny sposób opisuje jedno spotkanie: "Z Wacławą poznaliśmy się jesienią 1942 r. za pośrednictwem jej bliskiego kolegi, Jana Jurka 'Sępa' z Krzyżanowic. Zobaczyłem ją po raz pierwszy wcześniej - załatwiającą coś w gminie w Iłży i zachwyciłem się nią od pierwszego wejrzenia - uroczą, rumianą, uczesaną w koronę z warkoczy (...). Zaczęliśmy się kontaktować na drodze służbowej w konspiracji. Zresztą przysięgę składała na moje ręce w mieszkaniu Pawłów Godziszów w Iłży". Jak to się stało, że Pani mama znalazła się w czasie okupacji na Kielecczyźnie?
- W czasie wojny trzy panny Kotlickie: Wacława, Mieczysława i Lucyna z Wolborza koło Piotrkowa Trybunalskiego, wyjechały jako nauczycielki w poszukiwaniu pracy do szkół zawodowych w Kieleckiem. Niemcy bowiem otwierali tylko szkoły techniczne. Siostry włączyły się od razu w działalność konspiracyjną. I w takich właśnie okolicznościach poznali się moi rodzice. Moja mama była piękną kobietą, była bardzo dobra i niezwykle odważna. W Krzyżanowicach prowadziła szkołę i szpitalik dla rannych w starym budynku opuszczonym przez urząd gminy, w którym mieszkała razem ze swoją siostrą Mieczysławą. Kiedyś przyjechali gestapowcy, a ona akurat miała rannych i proszę sobie wyobrazić, że schowała ich w beczkach z wodą. Mama potrafiła pojechać za gestapowcem, żeby mu odebrać rower, który jej ukradł. Była naprawdę wyjątkowa. Natomiast bardzo znamienne było to, że kiedy ojciec przedstawił mamę swoim rodzicom, to moja babcia Antonina uprzedziła mamę: "Panienko, nie będziesz miała z niego pożytku, bo on ukochał cały świat". I niestety, to się sprawdziło.

Ślub Pani rodziców był raczej nietypowy. Pani ojciec wspomina, że oboje postanowili zrezygnować ze złotych obrączek z uwagi na to, że wtedy wielu ludzi w Polsce cierpiało z powodu biedy i prześladowań...
- Ślub odbył się 7 kwietnia 1945 r. w rodzinnym domu mamy w Wolborzu. To był ślub prywatny, konspiracyjny, wymuszony sytuacją, w jakiej znaleźli się moi rodzice, gdyż ojciec już wtedy się ukrywał, ponieważ nie ujawnił się. Specjalnie w tym celu zrobiono w domu kaplicę, ołtarz z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Ślubu kościelnego udzielił moim rodzicom ks. Bronisław Gajda. Odbyło się to bez żadnej rejestracji w dokumentach parafialnych czy urzędowych. Byli świadkowie, była rodzina, kilku najbardziej zaufanych żołnierzy, a potem wesele, tylko nie było rejestracji ze względów bezpieczeństwa.

Jakie to miało konsekwencje dla Pani rodziny?
- Moi rodzice ukrywali się. Ojciec miał tzw. lewe papiery - raz był Wiśniewski, innym razem Szymański. Jak przychodziłyśmy na świat, to nie byłyśmy w ogóle rejestrowane, nie istniałyśmy jako obywatelki Polski Ludowej. Ja urodziłam się w styczniu 1946 r., a moja siostra w maju 1947 roku. Ojciec nie był przy narodzinach żadnej z córek, zaangażowany nadal w konspirację gdzieś podróżował, nawet mama nie wiedziała, gdzie, gdyż ze względów bezpieczeństwa trzymał ją od tego z daleka. Ale ona dzielnie to znosiła. Tak więc o naszych narodzinach dowiadywał się po fakcie, ale był dumny!
Rodzice mieszkali m.in. w Emilianowie na Mazurach. Ojciec został tam kierownikiem cegielni, bo miał wykształcenie techniczne, przedwojenne, więc dosyć wysokie jak na ówczesne czasy. Nawet miał samochód.

Jakie były okoliczności aresztowania Pani ojca?
- W lipcu 1948 r. ojciec wysłał nas - mamę, mnie i moją siostrę Marysię - nad morze do Swarzewa, wioski rybackiej za Puckiem. Przygotowywał ucieczkę całej rodziny kutrem na Zachód. Przyjechał nas odwiedzić i stwierdził, że Marysia ma temperaturę. Pojechał więc po termometr do mieszkania najstarszej siostry mamy, Anny, która była nauczycielką w Gdyni. W międzyczasie były adiutant ojca, co jest bardzo przykre, przyjechał do babci do Wolborza, którą poznał na ślubie rodziców. Dowiedział się, gdzie ojciec przebywa, i zdradził adres UB. Kiedy ojciec wracał do Swarzewa, funkcjonariusze UB czekali już na niego w Gdyni na stacji Chylonia. Kiedy wszedł na dworzec, zauważył, że coś się dzieje i już nie kupował biletu do Swarzewa, żeby nie wydać mamy, ale w przeciwnym kierunku. I w tym momencie, kiedy stał przy kasie na pustym dworcu, narzucono mu worek na głowę i ojciec "zniknął". Mama została sama, bez mieszkania, bez środków do życia i przez 3 miesiące nie wiedziała, co się z ojcem stało. Na szczęście była rodzina. Mamę przyjęła najpierw babcia w Wolborzu. Ja, mając kilka lat, zostałam wysłana na Śląsk, do mojej cioci, gdzie wuj był dyrektorem kopalni. Moja siostra z kolei była przez jakiś czas z mamą u rodziny w Łodzi, potem znowu wszystkie przeniosłyśmy się na Śląsk - prowadziłyśmy tułacze życie. Mama nie mogła na początku w ogóle dostać pracy. Potem pracowała jako m.in. kierowniczka stołówki w Łodzi i w Kostuchnie. Problem z nami polegał jeszcze na tym, że ten nierejestrowany ślub kościelny sprawił, iż mama funkcjonowała jako panna z dziećmi. Ponieważ nie było aktu ślubu kościelnego, nie było wiadomo, pod jakim nazwiskiem zarejestrować nasz chrzest w księgach parafialnych.

Czy w takim razie miałyście Panie jakieś nazwisko?
- Ja z siostrą oficjalnie w ogóle nie istniałyśmy. Dopiero kiedy poszłam do pierwszej klasy, zostałam zapisana jako Teresa Kotlicka. Mama po prostu tak mnie zapisała do szkoły i nikt nie sprawdzał, czy to jest zgodne z prawdą, czy nie. Gdy ojcu zamienili wyrok z kary śmierci na dożywocie, to po śmierci Stalina rodzice w listopadzie 1953 r. wzięli ślub cywilny w więzieniu i mama przyjęła nazwisko Heda. W styczniu lub w lutym 1954 r. zarejestrowała nas w Wolborzu. Otrzymałyśmy akty urodzenia z numerami ewidencyjnymi z 1954 roku. I dopiero wtedy w Wolborzu zostałyśmy ochrzczone. Podczas chrztu same odpowiadałyśmy na zadawane nam pytania w obecności mamy i rodziców chrzestnych.

Można więc powiedzieć, że w tamtym okresie właściwie Pani nie znała swojego ojca. Czy istniała jakakolwiek możliwość, żeby się z nim zobaczyć?
- Mama walczyła o zwolnienie taty z więzienia, w tym okresie bardzo źle wyglądała, co widać na zdjęciach. Razem z siostrą pisałyśmy listy z prośbą do prezydenta Bieruta o uwolnienie ojca. Mama chodziła po adwokatach, zbierała pieniądze wśród żołnierzy. W 1955 r. zawiozła mnie do więzienia we Wronkach, bo możliwe były już odwiedziny. I proszę sobie wyobrazić, że dopiero wtedy poznałam mojego ojca! Wprowadzono nas do sali, obok stali strażnicy. Pamiętam, że tata przyszedł ubrany na szaro, w trepach więziennych, bardzo wychudzony. Mama powiedziała mi, kto to jest. Tata wziął mnie wtedy na kolana. Mama zawsze bardzo przeżywała widzenia z ojcem, ponieważ potwornie poniżano te kobiety, które przychodziły odwiedzać więźniów. Musiały czekać na widzenie przed bramą, czasami w deszczu, w zimnie, często po kilkanaście godzin... Nie było żadnego pomieszczenia, w którym mogłyby się schronić. Raz przyjechałyśmy z mamą i po ciężkiej podróży odesłano nas. Ja spotkałam się z ojcem dwukrotnie, a moja siostra raz.

A czy pamięta Pani moment, w którym Pani ojciec został wypuszczony na wolność i wrócił do domu?
- Po warunkowym zwolnieniu z więzienia 16 listopada 1956 r. ojciec zjawił się w Łodzi w mieszkaniu mojej cioci Janki. Zarówno mama, jak i wujek byli wtedy w pracy, ciocia poszła na zakupy, a moja siostra leżała w łóżku chora na anginę. Pamiętam, że miałam wyjść do szkoły i plotłam warkocz. Ktoś zapukał do drzwi i wszedł... Krzyknęłam: "Tata!". Jak wróciła moja ciocia i zobaczyła tatę, z wrażenia osunęła się zemdlona na podłogę. Po tym wydarzeniu moje obie ciocie, Mieczysława i Janina, nie wiedziały, w jaki sposób mamie tę informację przekazać telefonicznie, gdyż nie było wiadomo, jak zareaguje. Obawiały się, że będzie tak przejęta, iż jeszcze w drodze do domu coś się jej przytrafi... W końcu ciocia przekazała mamie wiadomość, żeby jak najszybciej wróciła do domu, bo przyjechał adwokat w ważnej sprawie. Mama przyjechała i... zobaczyła ojca.

Czy Pani ojcu udało się jakoś "powrócić do życia" w nowej rzeczywistości?
- Ojciec szukał pracy. W Warszawie mieszkała ciocia mamy - Kazimiera, u której zamieszkał. Zaczął też pracować w Libelli Inco. Wówczas to była przechowalnia akowców. Przydzielono mu mieszkanie przy ul. Marszałkowskiej. Rodzice od początku prowadzili dom otwarty. W ich pokoju był rozsuwany stół, którego nigdy się nie składało, ponieważ stale był nakryty. Przyjeżdżali do nas z całej Polski żołnierze ojca i znajomi. Drzwi się u nas nie zamykały. Aż do czasu moich studiów zawsze jeden pokój w domu przeznaczony był dla gości, zawsze ktoś w nim mieszkał, komuś się pomagało, a to kuzynom, a to babci, a to dzieciom znajomych itd. Ojciec nie bał się, czuł się wolny. Był bardzo towarzyski, kochał ludzi, tak jak mówiła moja babcia - on ukochał cały świat.
Gdy tata był w więzieniu, pisał do nas w listach, że marzy o pójściu z córeczkami na czekoladę i ciastka do kawiarni. Zaprosił nas dopiero kilka lat temu, twierdząc, że nam to obiecał. Ojciec nigdy nie interesował się naszą nauką, szkołą itp., od tego była mama, ale w domu był duży rygor. Pamiętam, że trzeba było jeść płatki owsiane zalewane zimnym mlekiem, czego moja siostra nie znosiła. W każdą niedzielę chodziliśmy wspólnie do kościoła, a my szłyśmy przed rodzicami. Były wspólne niedzielne śniadania, które musiałyśmy przygotowywać razem z mamą.

Jak w domu Pani rodziców obchodziło się święta?
- Bardzo tradycyjnie. Jak zamieszkaliśmy w Kaniach, bywało tak, że czekaliśmy na ojca z wigilią, aż odwiedzi wszystkich i złoży im życzenia, dopiero potem rozpoczynała się nasza domowa wigilia. Atmosfera była niesamowita. Moja mama umiała fantastycznie prowadzić dom i doskonale gotowała. Przed wojną skończyła szkołę nauczycielek gospodarstwa domowego w Pniewach, prowadzoną przez siostry urszulanki szare. Na wigilię zawsze u nas były m.in. wspaniałe racuchy z grzybami. Znowu na Święta Wielkanocne ojciec wprowadził barszcz kielecki. Najpierw kroi się wędliny, jajka, dodaje się świeży chrzan i dopiero całość zalewa się podgrzanym białym barszczem. Przed dzieleniem się opłatkiem lub jajkiem na Wielkanoc ojciec prowadził modlitwę, zawsze była na stole pasyjka po babci z Wolborza, paliły się świece, klękało się i obowiązkowo modliliśmy się za zmarłych, za rodzinę i za żołnierzy. To była tradycja. Do tej pory codziennie odmawiam "Wieczny odpoczynek", zawsze najpierw za żołnierzy i Ojczyznę, tego nauczył mnie ojciec, bez tego nie ma pacierza. Podczas wieczerzy poruszało się tematy ważne - polityczne, społeczne... Obowiązkowa była Pasterka i Rezurekcja.
Poza tym w naszym domu urządzało się przyjęcia dla gości. Bardzo hucznie obchodzone były imieniny ojca w okolicach 13 czerwca, na których bywało czasem nawet po kilkadziesiąt osób. Organizowane były z tej okazji ogniska w lesie. Moja mama sama robiła szynki, salcesony, kisiła kapustę itp. Ojciec jeździł bardzo często na Kielecczyznę na wszystkie spotkania partyzanckie, na ogniska, odsłaniał tablice, teraz tych partyzantów została już garstka - ci najmłodsi. Żołnierze kochali ojca, bo był sprawiedliwym człowiekiem, interesował się życiem rodzinnym swoich żołnierzy.

Był też człowiekiem niezależnym i zaradnym, nie bał się nowych wyzwań. W tamtych czasach wybudować dużą szklarnię to nie była taka prosta sprawa...
- Owszem. Ojciec pracował w Libelli zaledwie kilka miesięcy. Chciał być samodzielny, zaczął więc studia ekonomiczne na SGPiS, ale potem stwierdził, że to nie ma sensu, bo trzeba utrzymać rodzinę, urządzić dom. Najpierw zaczął wyrabiać tusz, długopisy itp. w piwnicy na ul. Łuckiej, a potem wymarzył sobie szklarnię, na czym początkowo w ogóle się nie znał. Moja siostra nawet poszła na ogrodnictwo i zrobiła doktorat z entomologii. Pożyczając pieniądze od znajomych, ojciec wybudował w Kaniach 800-metrową szklarnię z betonowymi basenami do uprawy hydroponicznej. W latach 60. to była nowość. Uprawiał pomidory, kwiaty itd. Mama natomiast miała piękny ogród. Niestety, zapracowanie, stres, późniejsze internowanie ojca... to wszystko przyspieszyło bardzo rozwój jej choroby. Zmarła 22 lutego 1991 roku. Ojciec bardzo troszczył się o mamę.

Pani ojciec był bardzo inwigilowany...
- Po wyjściu z więzienia stale wzywany był na rozmowy. Jak wynika z teczek IPN, nawet sąsiadów próbowano pozyskać, żeby donosili. Jeszcze w latach 90. założony był przy naszym domu w Kaniach na słupie podsłuch telefoniczny. Mój ojciec dostał w 2002 r. wgląd do swoich teczek w IPN. Z 35 zarejestrowanych odnalazło się tylko 5 teczek. Upoważnił mnie do ich przejrzenia. Siedziałam kilka dni i studiowałam te dokumenty. Wychodziłam za każdym razem bardzo przybita. Nie tyle chodziło o donosy, ale o to, jak przerażająca była skrupulatność funkcjonariuszy UB, to wzajemne sprawdzanie się ich nawzajem. Ile oni na to poświęcali czasu i chyba dlatego mają teraz tak wysokie emerytury! Wrażenie robiły kopie naszych zdjęć, spis korespondencji, plany mieszkań w Warszawie i w Kaniach. Wiedzieli dużo.

A czy Pani jako córka Antoniego Hedy "Szarego" była wzywana na rozmowy?
- Wiele razy. Pamiętam, że ostatni raz zostałam wezwana w sprawie ulotek na uniwersytecie w 1976 roku. Przesłuchujący mnie funkcjonariusz powiedział w pewnym momencie: "A może ja bym się z panią umówił w kawiarni?". Zaczęłam się śmiać i powiedziałam: "No wie pan, możemy, ale przy sąsiednim stoliku będą siedzieć moi koledzy i mnie obserwować, jak ja się zachowam". Od tego momentu nastąpiła cisza, już więcej nigdy nie byłam wzywana.
Ale były też komiczne zdarzenia. W stanie wojennym, kiedy ojciec był internowany, zajmowałam się razem z siostrą szklarnią w Kaniach. Otrzymałam pewnego razu telefon od sąsiadów, że miałam "gości" w mieszkaniu w Warszawie, tzn. że jest wybite okno tarasowe, dom jest obstawiony, bo szukają ulotek. Mama dała mi suchary, przeżegnała na drogę, a siostra przywiozła mnie do Warszawy samochodem. Rzeczywiście już z ulicy było widać wybite okno. Wchodzę na klatkę, drzwi nie ruszone. Jak się potem okazało, ulotki zrzucano z dachu, wiatr zwiał pakunek na taras, a następnie pojedyncze kartki rozrzucał na ulicę. Milicja szybko namierzyła to miejsce i przybiegła pod drzwi. Ponieważ mnie nie było i nie otwierałam, zaczęli pytać o mnie sąsiadów. A moja sąsiadka, starsza pani, oburzona powiedziała im: "Co? To niemożliwe, tu mieszka taka bardzo przyzwoita pani, ojciec internowany...". No to wtedy już postanowili wejść do mieszkania, ale z jakichś nieznanych powodów nie wyważyli drzwi, tylko wybili okno, przechodząc z sąsiedniego tarasu. W przypływie złości zadzwoniłam na milicję z pretensjami, mówiąc: "Nie dość, że ojca mi internowaliście, a tu na dokładkę ktoś był w moim domu?!". Bałam się, że oni gdzieś podłożyli mi ulotki, a teraz przyjdą na rewizję, żeby je znaleźć. Powiedziałam im, że nie odpowiadam za moje mieszkanie, że ktoś tu wchodził, jakieś ZOMO... I proszę sobie wyobrazić najśmieszniejszą chyba rzecz, tu ojciec internowany, a ja dostaję telefon z komendy na Wilczej, że chcą zwrócić mi pieniądze za wybitą szybę. Potem wysłano jednego milicjanta, który mówi: "Proszę pani, to nie ja, ale kazano mi to przynieść...". Milicjant przyszedł, oddał pieniądze i wręczył mi frezje - nie zapomnę tego zdarzenia.

Była Pani świadkiem internowania ojca w stanie wojennym. Jakie były okoliczności tego wydarzenia?
- Ojciec wyjechał do Gdańska na I Zjazd Wyborczy "Solidarności" Kombatantów i tam został wybrany na przewodniczącego 12 grudnia 1981 r., w tym samym czasie, w którym obradowała Komisja Krajowa "Solidarności". Jak przyszedł ze znajomymi na dworzec, to zorientował się, że coś się dzieje, bo za dużo było milicji. Zaczął zmieniać pociągi i dojechał do Kań przed południem, 13 grudnia, w niedzielę. Przyjechał do pustego domu, bo moja mama ze złamaną rękę przebywała od tygodnia ze mną w mieszkaniu na Marszałkowskiej. Ja miałam prowadzić wykłady, ale z mediów dowiedziałam się, że jest stan wojenny, więc pojechałam ok. godz. 12.00 do Kań, ponieważ telefony były nieczynne. Moja siostra, która tam mieszkała, przyjechała do mnie, więc się rozminęłyśmy. Dzwonię, a tu nikt nie otwiera! Nie miałam kluczy. Jak podeszłam do furtki, to spod lasu z odległości ok. 200 metrów przyjechała stara bordowa warszawa. Wysiadło z niej dwóch panów i zapytali mnie: "Pani do kogo?". Ja odpowiadam: "Córka". No właśnie, bo my tutaj czekamy, nie ma nikogo. To już wiedziałam, że ojca przyszli internować, ale go nie zastali. Pojechałam do Podkowy Leśnej z nadzieją, że może tam coś wiedzą. Okazało się, że o północy zabrano do Warszawy bardzo zasłużonego kapłana, ks. Leona Kantorskiego, tamtejszego proboszcza. Wróciłam ponownie do Kań i kiedy dzwoniłam do furtki, zauważyłam przez szybki w piwnicy, że po domu chodzi ojciec. Gdy zobaczyłam, że tata otwiera drzwi dolne od piwnicy, krzyknęłam: "Tato, tu są ubowcy!". Panowie widzieli, że ja znowu jestem, przyjechali więc samochodem i zaczęli przeskakiwać przez bramę. Okazało się, iż ojciec przyjechał zmęczony, położył się spać i nic nie słyszał. Ojciec wziął suchary, ciepłe ubranie, poprosił sąsiada pana Stanisława Czerwińskiego, aby pomagał nam w prowadzeniu gospodarstwa i opalaniu domu itd. Była to dla nas nieoceniona pomoc. Tata został zawieziony na komendę na Ochotę. Do drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia nie było wiadomo, gdzie jest. Od śp. pana mecenasa Siła-Nowickiego, który przyjechał do nas do Kań, dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie jest na Białołęce. I rzeczywiście tak było. Wtedy mojej siostrze udało się zobaczyć z ojcem i dostała od niego grypsy, żeby powiadomić m.in. naszych sąsiadów, którzy mieszkali dwa piętra niżej, że ich zięć jest internowany z moim ojcem. Ojciec został zwolniony z internowania 16 czerwca 1982 roku. Potem znowu go zamykali na 48 godzin. W międzyczasie jak był internowany, była rewizja w Kaniach, od góry do dołu przeszukano dom i znaleziono jego pamiętniki, pisane jeszcze w 1956 r. w więzieniu. Ojciec był bardzo zrażony do tego, co się później działo w Polsce i w "Solidarności".

Ale istnieje jeszcze druga historia związana z internowaniem Pani ojca, a dokładnie innego człowieka zamiast niego. Jak to się stało?
- W tamtej okolicy są Kanie Helenowskie i Otrębusy. Te miejscowości sąsiadują ze sobą. W obu jest ulica Słowackiego. W nocy przed północą 12 grudnia milicjanci przez pomyłkę przyjechali najpierw do Otrębus, na ulicę Słowackiego 7. Wiedzieli, że ojciec ma szklarnię i że mieszka pod numerem 5. Ale mała szklarnia była przy starym domku pod numerem 7, więc pomyśleli, że to jest to. I zaczęli się dobijać do drzwi, krzycząc: "Milicja, otwierać!". A tam mieszkał 74-letni pan Józef Regent ze swoją żoną. Oboje myśleli, że jest to zwykły napad milicjantów-przebierańców i nie chcieli otworzyć drzwi. Milicjanci zagrozili, że je wyłamią, a pan Józef odpowiedział, że będzie bronił się siekierą. Milicjanci wtedy odstąpili i odjechali po posiłki. A ci państwo zaraz zawiadomili sąsiadów o napadzie, ale okazało się, że telefony są nieczynne. Myśleli jednak, iż to jakaś awaria. Nikt przecież jeszcze nie wiedział o stanie wojennym. Po północy podjechały tym razem trzy nyski milicyjne, wyważono drzwi, zrobili obławę, bo "Szary" się broni! Siłą wywlekli pana Regenta i zawieźli na komendę na Ochocie, a ojciec w tym czasie wracał pociągami z Gdańska. Na komendzie kazali mu podać nazwisko, a gdy ten powiedział, zaczęli mu wmawiać, że nazywa się Heda. Ten pan zgubił protezy, buty, był w samych dresach. Następnie był konfrontowany, pokazywano mu zdjęcia, aż wreszcie umieszczono w celi, w której siedzieli chłopcy z "Solidarności", którzy dopiero powiedzieli mu, że jest stan wojenny. Człowiek ten źle się poczuł i z podejrzeniem zawału został odwieziony do szpitala na Hożej. Zorientowano się już wówczas, że to jest pomyłka. Pan Regent po miesiącu przyszedł do mnie do Kań poznać rodzinę tego, z którym go pomylono, i to wszystko mi opowiedział.

Pani ojciec był bardzo religijnym człowiekiem. Potwierdzają to znajomi, np. żołnierze, księża, którzy znali Pani ojca. Jak to wyglądało na co dzień w domu?
- Jak ojciec wyszedł z więzienia, to już w 1957 r. poszli razem z mamą na pierwszą pielgrzymkę z Wolborza do Częstochowy. W 1963 r. ojciec poszedł na pielgrzymkę razem ze mną. Ja wtedy zdałam maturę i dostałam się na studia. Później były pielgrzymki z partyzantami. Ojciec swój krzyż Virtuti Militari oddał jako wotum za ocalenie życia do kościoła parafialnego w Iłży, gdzie został ochrzczony i gdzie na cmentarzu pochowani są jego rodzice. Ojciec nie opuścił żadnej Mszy Świętej. Modlił się codziennie na różańcu. Religijność wyniósł z domu. W czasie wojny modlono się przed każdą akcją. W więzieniu oddał się Opatrzności Bożej. Trzymała go bezgraniczna wiara w Boga, zaufanie Bogu, dlatego nigdy się nie bał. W partyzantce był kapelan, codzienne modlitwy, odprawiane były Msze Święte. Ojciec był stałym słuchaczem Radia Maryja i wszystkim je polecał, codziennie czytał też "Nasz Dziennik". Był bardzo zaprzyjaźniony m.in. ze śp. prałatem Karłowiczem i ze śp. ks. bp. Kraszewskim. Kiedy byłam dzieckiem, po wyjściu ojca z więzienia, codziennie, klęcząc, odmawialiśmy wspólnie pacierz. Wychodząc do szkoły, całowało się rodziców w dłonie. Kiedy jeździłam później na obozy studenckie, zdarzało się, że tylko ja jedna chodziłam w niedzielę do kościoła, idąc kilka kilometrów. Wyniosłam to z domu rodzinnego.

Jaka najważniejsza myśl przychodzi Pani do głowy, kiedy Pani myśli o swoich rodzicach?
- Miałam wspaniałych rodziców i jestem z nich bardzo dumna, chciałabym, żebym mogła mojej 21-letniej córce Antoninie przekazać te wartości, które oni mnie przekazali, bo to jest ten kapitał na całe życie. Niezależnie od tego, w jakiej sytuacji człowiek się znajduje, ten system wartości pozostaje.

Dziękuję za rozmowę.
Zdjęcia archiwalne pochodzą ze zbiorów rodzinnych Teresy Hedy-Snopkiewicz."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group