" /> Dyskusje ogólne :: Oczyścic Kosciół
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Oczyścic Kosciół

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bartłomiej Marjanowski
Weteran Forum


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 368

PostWysłany: Pią Gru 08, 2006 2:28 am    Temat postu: Oczyścic Kosciół Odpowiedz z cytatem

Oczyscic Kosciol

Czy agent SB mógł zgodnie z prawem kanonicznym zostać biskupem?

Kto nadal wydaje rozkazy byłym agentom SB – obecnie biskupom?



Przypadek: Skworc /Kłamie jak Skworc/.


W niedzielę 05. listopada 2006 roku w kościołach diecezji tarnowskiej odczytano list biskupa Wiktora Skworca. Ordynariusz z Tarnowa informuje wiernych o swojej współpracy z SB. Miała ona zostać nawiązana w 1979 roku, rzekomo bez wiedzy i własnej zgody został on zarejestrowany jako TW („tajny współpracownik” SB). Był wówczas kanclerzem Kurii Biskupiej na Ślązku i kapelanem /spowiednikiem/ ks. biskupa Herberta Bednorza.

Wg podanych informacji zchowała się dokumentacja 6 spotkań z lat 1979-80 i siedmiu spotkań z lat 1986-88.

Autorzy publikacji w „Gościu Niedzielnym”, którzy badali te dokumenty: Andrzej Grajewski i ks. prof. Jerzy Myszor /ten ostatni został na wniosek biskupa Skworca członkiem „komisji historycznej” powołanej przez Konferencję Episkopatu Polski do badania medialnych doniesień o współpracy duchowieństwa z komunistycznymi „organami”/ działali z polecenia samego biskupa tarnowskiego. Zlecił im on badanie swojej biografii z okresu, gdy był kapłanem diecezji śląskiej. Wg doniesień autorów zachowane dokumenty „nie zawierają jakichkolwiek charakterystyk personalnych”, ani „jakichkolwiek materiałów, które mogłyby być wykorzystywane przeciwko biskupowi Bednorzowi i jego otoczeniu”. /Nota bene – aż prosi się o pytanie: Co w takim razie zawierają? Sześć spotkań na przestrzeni roku 1979-80. Skądinąd ważny rok. Zapewne z majorem lub ppłk SB rozmawiali sobie o pogodzie/. Autorzy publikacji w „Gościu Niedzielnym” zapewniają, że obecny biskup tarnowski nie wiedział, że wskutek rozmowy w wydziale paszportowym WUSW w Katowicach został w 1979 zarejestrowany jako TW „Dąbrowski”.

List do wiernych diecezji tarnowskiej zawiera nie lada sprzeczność. Z jednej strony biskup Skworc twierdzi, że jego sumienia nie obciąża żaden grzech i wszystkim może patrzeć prosto w oczy. Ba, posuwa się do wezwania o modlitwę „za tych wszystkich, którzy zostali pomówieni i oskarżeni o współpracę z wrogami Kościoła na podstawie jednostronnych SB-eckich materiałów”. Z drugiej strony czuje się w obowiązku przeprosić, że „z matni zastawionej na niego przez SB wychodził mało radykalnie” i „dał się uwikłać w splot relacji urzędowych i wymuszonych”.

Biskup Wiktor Skworc. Zdawkowe dane biograficzne na oficjalnych stronach internetowych diecezji w Tarnowie są typu: „ur. 19.V.1948, wyśw. 1973, kons. 06.I.1998 w Rzymie, objęcie diecezji 25.I. 1998”. I ... to wszystko! Wyliczenie pełnionych funkcji daje sporo do myślenia. W Watykanie członek Kongregacji Ewangelizacji Narodów. W Polsce w Konferencji Episkopatu: Przewodniczący Komisji ds. Misji, Przewodniczący Zespołu ds. Finansów w Kościelnej Komisji Konkordatowej, Przewodniczący Rady Ekonomicznej KEP, Przewodniczący Zespołu ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec. W przeszłości m.in. krajowy moderator Ruchu Światło-Życie. Mówiąc krótko – szycha. Biskup mający duży wpływ na najważniejsze sprawy Kościoła w Polsce.

Swoją drogą, czy zwrócili Państwo uwagę na kwestię życiorysów? A konkretnie – na fakt, że obecne szychy w Polsce to ludzie bez życiorysów? Spróbuj się dowiedzieć z jakiej rodziny kto pochodzi, kim był jego ojciec, dziadek, kim jest jego rodzeństwo... zapomnij człowieku. Obowiązuje arcy zdawkowość biograficznych informacji. W USA – proszę o zwrócenie na to uwagi – standardy są zupełnie inne. Osoba publiczna nie wstydzi się mówić o swojej przeszłości, o swoich przodkach. Wszyscy wiedzą kim był ojciec czy dziadek osoby publicznej. Co więcej – choćby w wyborach czuje się, że kandydat jakby myślał, że ma obowiązek przedstawić swoją rodzinę. I znowu różnica – spróbujcie Państwo dojść jakichkolwiek szerszych informacji o rodzinie choćby Aleksandra Kwaśniewskiego czy obecnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W każdym razie – oficjalne informacje biograficzne o biskupie Ordynariuszu są bardziej niż skąpe i zdawkowe.

List do wiernych odczytany 5 listopada jest ważnym wydarzeniem. Po raz pierwszy potwierdzono współpracę z SB ważnego obecnie biskupa.

Lecz przejdźmy wprost do całej masy spraw ważnych, które – delikatnie mówiąc – budzą wątpliwości. Wątpliwości tak poważne, że powstaje pytanie wprost: mamy tu do czynienia z rzeczywistym ujawnieniem i naprawieniem przeszłości, czy też tylko ze sprytną mistyfikacją mającą ukryć fakt współpracy z SB, a ideę lustracji ośmieszyć i skompromitować? Co więcej – spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: Czy fakt współpracy z bezpieką w latach 1979-88 wywiera wpływ na obecną pracę Jego Ekscelencji Biskupa Tarnowskiego, czy też jest to epizod bez znaczenia – jak zdają się sugerować panowie A. Grajewski i ks. prof. Jerzy Myszor?

Dla tych z Państwa, którzy dobrze znają historię, nie jest tajemnicą, że zbrodniarze hitlerowscy ukrywający się w Argentynie i Paragwaju sprowadzili na początku lat 50-tych do Argentyny najlepszego w dawnej SS specjalistę od dywersji propagandowej. Ten były ober sturmbaunführer /podpułk.SS/ wyspecjalizował się w podrzucaniu dziennikarzom fałszywych informacji, że np. w miejscowości X widziano np. doktora Mengele... Oczywiście, po kilkudziesięciu fałszywych alarmach dziennikarze nie reagowali, nawet wtedy gdy informacje były prawdziwe... Już nikomu nie chciało się jechać i sprawdzać... Ten typ operacji nazywamy propagandowym przykryciem, lub jak kto woli „parasolem”. Wiedząc, że jakaś informacja się pojawi, szykujemy „parasol” sprawiający, że „spłynie” nie wyrządzając szkody. Pozwolę sobie w tym momencie nie rozbudowywać bardziej Państwa wiedzy o technikach dezinformacji – tylko przejdźmy wprost do faktów, co „nie gra” w wypadku rewelacji „Gościa Niedzielnego” o Skworcu.

Zwróćmy uwagę:

Ujawnienie następuje nie przez niezależny zespół badaczy czy osobę będącą publiczną osobą zaufania jako „człowiek prawdy” /np. ksiądz Isakowicz-Zaleski/, tylko przez emisariuszy biskupa Skworca.

Osoby ujawniające i komentujące informacje pozostają w stosunku służbowej zależności od „lustrowanego” – np. ks. prof. J. Myszor.

Istotą przekazanej publicznie informacji jest bagatelizujący komentarz. Jeżeli ta współpraca miała tak nic nie znaczący charakter – to dlaczego teczki TW „Dąbrowski” nie opublikować? Słowem – ujawnić ją publicznie?

Jeżeli nie ma podpisanej deklaracji o współpracy – to na czym oparto pewność, że TW „Dąbrowski” to Wiktor Skworc? Dlaczego „jednostronne, ubeckie materiały” /jak je określa biskup Skworc/ - są akurat w tej kwestii wiarygodne?

Całkowicie niewiarygodna jest teza: „Nigdy nie wyraziłem zgody na współpracę, a określenie mnie jako TW przez SB było aktem jednostronnym, dokonanym bez mojej wiedzy”. Jeżeli tak – to dlaczego w najbliższym po werbunku roku nastąpiło 6 regularnych spotkań? Czy można przyjąć za wiarygodną tezę, że „ks. Skworc utrzymywał nieformalne kontakty z tajną policją, które ta ostatnia interpretowała jako współpracę operacyjną?” – jak głoszą historycy wyznaczeni do zbadania sprawy przez obecnego biskupa tarnowskiego?

Ta ostatnia teza jest całkowicie niewiarygodna. Przeczy wszystkiemu, co wiadomo o SB na podstawie obiektywnej wiedzy. W 1979 roku ks. Skworc był kanclerzem kurii i kapelanem biskupa ślązkiego H. Bednorza. Zbyt ważna osoba. Za taki werbunek oficerowie SB dostawali awansy. Odstawienie przysłowiowej lipy w sprawie tak ważnej było fizycznie niemożliwe. Zresztą – to co mówią historycy „wynajęci” przez W. Skworca dowodzi, że nad jego werbunkiem pracował cały zespół. Np. zatrzymywano samochód ks. Skworca, zrobiono mu sprawę karnę o przewożoną, rzekomo nabytą nielegalnie żywność itp. Dopiero później nastąpił formalny werbunek. Ale coś tu za dużo danych wskazujących na dobrze przygotowany szantaż – czyli całą celową operację SB. Natomiast jest faktem, że SB nierzadko odstępowało od podpisania przysłowionej „lojalki”. To znana w psychologii taktyka zwana „samousprawiedliwiający szczegół”. To tak jak prostytutka, która nigdy nie zdejmuje jakiejś części garderoby, bo „całkowicie się rozbiera tylko dla tego, kogo naprawdę kocha”. „Nigdy niczego nie podpisywałem” – tak twierdził m.in. Lech Wałęsa. Potem zmienił zdanie i opowiadał, że „podpisywał, coś tam, dwie czy trzy rzeczy, nawet nie patrzył co, byle go wypuścili do domu”. Ważne jest, że przepisy wewnętrzne SB pozwalały odstąpić od podpisania zobowiązania do współpracy tylko wtedy, gdy fakt nawiązania takiej współpracy np. dostarczenie cennych informacji nie ulegał żadnym wątpliwościom. „Nie chcecie podpisywać zobowiązania – my was rozumiemy. Chcecie mieć satysfakcję, żeście nic nam nie podpisali? I tak może być. Bylebyście dostarczali cenne informacje i byli naprawdę lojalni... To i lojalka żadna niepotrzebna. A jak o naszej rozmowie będziecie opowiadać kolegom, żeście nic nam nie podpisali – to i wypadniecie bardziej przekonywująco...” – czy tak brzmiały słowa aprobaty dla życzenia wysoko w hierarchii usytuowanego księdza, w trakcie werbunku bez podpisania zobowiązania do współpracy?

Teza zawarta w punkcie 5. wskazuje niestety dobitnie, że ksiądz biskup i jego historycy najzwyczajniej w świecie kłamią. Podobnie jak kłamali oficerowie zeznający w sprawie Zyty Gilowskiej. Fikcyjne zarejestrowanie osoby tak ważnej w hierarchii KUL i „Solidarności” przy wewnętrznych procedurach weryfikacji w SB, zmianach oficerów prowadzących co 2 lata... – nonsens. A Gilowska Zyta, najbardziej niewinna w Polsce kobita, tak bardzo przyjaźniła się z majorem SB, co to był najbliższy przyjaciel rodziny – i w rozmowach z tym panem tak szczebiotała o wszystkim, bo pewno nie wiedziała gdzie pracuje najbliższy przyjaciel domu i „taka z niej szczebiotka”... Pan major SB rzecz jasna tylko po to ją fikcyjnie zwerbował, by uchronić przed zwerbowaniem przez swoich kolegów /przecież jeżeli dana osoba była uczciwa, to nic takiego jej nie groziło niezależnie od tego, kto by ją werbował/. Zaś szef lubelskiego SB wykrył wprawdzie fikcyjny werbunek, ale – co oczywiste - nie zareagował... Bzdura, jak stwierdził ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ci oficerowie SB zeznający w sprawie Gilowskiej kłamali jak szajbnięci – i nie trzeba być aż takim znawcą metod działania SB jak krajowy duszpasterz Ormian by to widzieć.

Co ciekawe – powtórzenie tego samego schematu: „Był zarejestrowany, ale o tym nie wiedział” /identycznie jak Zyta/ - świadczy, że to jest bajka propagandowa, która teraz będzie odmieniana przez wszystkie przypadki. Niestety – jest to tylko „propagandowy parasol” – nic więcej. Oczywiście, rozpinanie takiego parasola jest celową i starannie przygotowaną akcją.

Lecz przejdźmy do sprawy, która dla każdego analityka jest jak mawiają jankesi „fishy” /czyli cuchnąca/ i to „z kilometra”. Ks. Skworc miał rzekomo zostać zwerbowany w 1979 roku w czasie rozmowy w wydziala paszportowym katowickiego WUSW /Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych - jak za komuny zwały się komsndy policji/. I to jest niestety, prawdopodobnie bzdura i nonsens. W 1979 roku nie było już żadnego kłopotu z paszportami dla księży. Odmowa paszportu dla kanclerza kurii wywołałaby burzę. Wtedy łamanie swobód religijnych było już tak skutecznie kontrowane przez wielkiego prymasa Stefana kardynała Wyszyńskiego, zresztą Gierek niemal jawnie szukał oparcia w osobie księdza prymasa. Od roku Polak był papieżem. Czynienie trudności paszportowych kanclerzowi kurii jednej z najważniejszych diecezji w Polsce przed odlotem do Rzymu w przededniu pielgrzymki Ojca św. do ojczyzny – toć to bzdura i nonsens...

Zresztą zwerbowanie w 1979 roku osoby pełniącej tak wysokie funkcje jak ksiądz Skworc – niestety było już nie wykonalne... Tak można było zwerbować kleryka przed wyjazdem na studia do Rzymu... Szycha tej klasy natychmiast dzwoniła do prymasa Wyszyńskiego, że czyni się jakieś trudności, a ten potrafił interweniować... Zresztą, Kościół wtedy tryumfował, władza bała się powtórzenia wydarzeń z Radomia z 1976 roku... itp.itd...

I tu dochodzimy do bardzo ciekawej konkluzji.

Streszczając:

Jest możliwe, że „ujawnienie” agenturalnej przeszłości obecnego biskupa Wiktora Skworca jest znacznie poważniejszą operacją świadomego fałszu.

Werbunek ks. Skworca, jeżeli został dokonany – musiał mieć miejsce wcześniej. W 1979 roku dokonany takimi metodami wobec tak wysoko usytuowanego w hierarchii księdza – jak wspomniano powyżej – nonsens!

Nie dziwi nasilenie kontaktów z agentem 1979-80 i 1986-88. Pierwszy okres to rok wielkich zmian w Polsce. Drugi – to selekcja opozycji dokonywana przez SB w ramach przygotowań do oszustwa zwanego „okrągłym stołem”. Pytanie – co było wcześniej?

Niezmiernie dziwny jest życiorys ks. biskupa. Zostaje księdzem w 1973 roku. Ma wtedy 25 lat. Pozostaje niejasny jeden rok /typowo ksiądz odprawiający prymicje ma 24 lata: 19 lat matura i 5 lat studiów w seminarium/. Jakiś epizod uprzedniego podjęcia studiów na uczelni świeckiej? Nic nie wiemy, bo oficijalna biografia biskupa tarnowskiego to jedno zdanie i trzy daty. A w 1979 roku – po 6 latach kapłaństwa jest już kanclerzem kurii bardzo ważnej diecezji! I kapelanem biskupa Herberta Bednorza! Ależ to kariera-błyskawica! Zresztą, musiał tym kanclerzem zostać wcześniej... czyli jeszcze większe tempo kariery! Niestety – przy takim tempie kariery od razu powstaje podejrzenie, że ktoś w tym pomagał. Ktoś musiał rekomendować i zachwalać przed starszym wiekiem i znanym z konserwatyzmu biskupem Herbertem Bednorzem młodego księdza. I musiała to być zorganizowana akcja większej liczby osób. A rozmiary kariery najdobitniej oddaje fakt, że Kanclerz Kurii i osobisty kapelan Biskupa Ordynariusza – to osoba po Biskupie Ordynariuszu i Biskupach pomocniczych najważniejsza w diecezji! I obejmując takie funkcje ks. Skworc ma 30 lat lub mniej!

Prowadzi to wszystko do konkluzji, że werbunek Wiktora Skworca musiał być dokonany wcześniej, może jeszcze przed studiami w Seminarium Ślązkim! Dlatego w 1979 roku nie było lojalki! Ona musiała zostać sporządzona znacznie wcześniej! Prawdopodobnie w 1979 roku zaszła jakaś zmiana operacyjna np. zmiana kryptonimu /pseudonimu agenta/ lub dodanie drugiego pseudonimu /z głośniejszych przykładów historycznych: Dżugaszwili był najpierw „Koba”, a potem „Stalin”/. Tak robią wszystkie wywiady. Gdy np. robi się zbyt głośno o jakimś pseudonimie agenta – najzwyczajniej w świecie zmienia się agentowi „tożsamość”. Natomiast wcześniej agent „Dąbrowski” musiał mieć jakiś inny pseudonim!

Dla wielu z Państwa nie jest tajemnicą, że w Chicago działa zespół analityków badających sprawę infiltracji duchowieństwa, a zwłaszcza Episkopatu, przez komunistyczne służby specjalne. Analityków – może za dużo powiedziane. Ot, kilku dziennikarzy, jeden były wysoki oficer, kilku specjalistów prawa, w tym prawa kanonicznego, kilku innych zapaleńców z tytułami naukowymi. Że ludzi sporo – ale i materiałów do analizy sporo... Niezmiernie istotny jest w podejściu do tematu Kodeks Prawa Kanonicznego. Daje on świeckim katolikom np. prawo skarżenia biskupów-ubeków /w tym wypadku do sądu papieskiego/. A dzieją się rzeczy wołające o pomstę do nieba np. haniebny brak reakcji Kurii Katowickiej na dowody przestępczej działalności księży donosicieli wobec rodziny pana Kazimierza Świtonia /dla przypomnienia np. udział w prowokacji polegającej na fałszywym oskarżaniu syna pana Kazimierza o kradzież na plebanii/. Kuria Katowicka to zresztą nadal jedna z najbardziej infiltrowanych przez „organy”. W dodatku powstaje zagadnienie, czy ksiądz związany zobowiązaniem do współpracy podpisanym z SB mógł w sposób ważny w myśl prawa kanonicznego zostać biskupem?! I wygląda na to, że nie. Kanon 380 i konieczność złożenia przysięgi wierności Ojcu św. wyklucza się ze złożonym zobowiązaniem do współpracy z inną instytucją ingerującą w życie Kościoła...

Ale ten problem omówię w następnym artykule – to dopiero pokazuje skalę i wagę problemu! Nie jest też tajemnicą, że zespół wkrótce przekształci się w oficjalną komisję polskich katolików świeckich ds. lustracji polskiego duchowieństwa i Episkopatu. Czekamy tylko na zjazd odpowiednio reprezentacyjnego gremium, by ciało takie powołać.

Powyższe przykłady dobitnie świadczą o tym, jak ważna i potrzebna jest nasza praca. A zarazem jak trudna.

Dlaczego sprawa agenta Skworca jest taka ważna?

Po pierwsze: zdaniem zespołu wcześniej nosił on inny pseudonim. Pasuje np. TW „Zajączkowski” – a to wredny i paskudny donosiciel. Sprawa Skworca dobitnie pokazuje np. stopień maskującego fałszu jaki mogą stosować byli agenci do zatajania swojej współpracy, jej prawdziwych rozmiarów i charakteru... Od strony fachowej należy ocenić, że „ujawnienie” Skworca to znacznie bardziej fachowa robota niż dziecinne kłamstwa i bzdury w obronie Gilowskiej...

Po drugie – działalność biskupa Skworca jest tego typu, że pozwala dobitnie i niezbicie wykazać, że była agentura działa nadal. Nadal dostają rozkazy i wykonują je. Bowiem dwa największe kłamstwa zawarte w „ujawnieniu się” agenta Skworca to jego stwierdzenie: „Wszystkim mogę nadal patrzeć prosto w oczy” i rzekoma data zakończenia współpracy: rok 1988. Tymczasem nagła zmiana postawy biskupa Skworca wobec idei budowy pomnika Chrystusa Króla w Tarnowie, jednoczasowa z rozpoczęciem ubeckiej nagonki na Adama Ocytkę, co więcej – klasyczny udział biskupa w preparowaniu i rozpowszechnianiu fałszu propagandowego – wskazują tylko na jedną możliwą sytuację: dostał rozkaz i go skrupulatnie wykonał! A te ostatnie fakty to np. 2001, 2002 czy 2006 rok... Np. rozpowszechnianie jawnego i świadomego fałszu w rodzaju, że Polonusy w podziemiach pomnika Chrystusa Króla chciały sobie urządzić klub nocny itp. i dlatego był i jest przeciwny temu dziełu miało miejsce w bieżącym roku.

Czyli nadal wykonuje instrukcje!


Zacznijmy od pierwszej sprawy. Pozwolę sobie przytoczyć w całości w załączeniu meldunek TW „Zajączkowskiego”. Jest to meldunek z przyjęcia urodzinowego w rezydencji biskupa Bednorza w dniu 22. września 1980 roku. Byli obecni: Biskup Ślązki Herbert Bednorz, jego dwaj sufragani /biskupi pomocniczy/ J. Kurpas i Cz. Domin, Kapelan i kanclerz W, Skworc i przyjaciel biskupa Bednorza ks. doc. Dr R. Rak. Z grona agentów jest wykluczony oczywiście ks. biskup Bednorz i ks. docent Rak. Wypowiedzi obu są cytowane. TW „Zajączkowski” mógł więc być tylko jednym z biskupów pomocniczych lub... Skworcem. Zadania operacyjne wyznaczone TW „Zajączkowskiemu” np. „nadal urabiać opinię biskupa w kierunku...” świadczą o osobie bardzo bliskiej i mającej częstą możliwość takiego „urabiania” /czyli np. o osobistym kapelanie/, zaś zadania w zakresie dalszego „urabiania opinii księży kurialistów” najlepiej pasują do człowieka, który po prostu pracuje na codzień w Kurii Biskupiej /jako

jedyny z trzech podejrzanych/ - czyli do księdza kanclerza... O, przepraszam, TW „Zajączkowski” nie sporządzał żadnych meldunków ani raportów. Taki miał zwyczaj. To oficer prowadzący /wysokiej rangi – major/ spisał relację. Przekonajcie się Państwo sami jak wyglądała taka współpraca. Jakie zadania dostawał TW do realizacji. Jak daleko SB ingerowało w życie i działalność Kościoła... Ile w tym fałszu – i jak każde takie spotkanie było jednym wielkim ciężkim grzechem...

Jak wspomniałem, zagadnienia – pasjonujące zagadnienia – zastosowania Kodeksu Prawa Kanonicznego w sprawie lustracji duchowieństwa omówię w następnej publikacji za tydzień. Podobnie jak ubecką nagonkę na ideę budowy pomnika Chrystusa Króla wraz z nagonką na inicjatora tej idei – pana Adama Ocytkę. W tej sprawie zobaczycie Państwo ubecką orkiestrę kłamców i „urabiaczy” opinii wraz z agentem Skworcem śpiewającym w tym chórze jedną z głównych ról. I jak wspomniałem – nieodparty w świetle logiki wniosek – agentura działa dalej... chociaż już prawie 2007 rok...

Lecz na zakończenie miałbym kilka słów do księdza Skworca /niestety składając biskupią przysięgę wierności jako krzywoprzysięstwo prawdopodobnie nie jest on biskupem w sposób ważny/. Wolę więc mówić: ksiądz Skworc. Kilka słów bardzo osobistych...

Najpierw mały cytat z Ewangelii wg św. Łukasza (7/21-23):

Nie każdy, który mi mówi: „Panie, Panie”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu:”Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode mnie precz wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!”

Druga sprawa: powiem księdzu, co wiemy. Wiemy, że istniała grupka ubeków w Watykanie próbująca wpływać na nominacje biskupie. Kierował nią agent „Krew na rękach” – to ten, który wydał pułkownika Kuklińskiego i odpowiada jako pierwotna przyczyna sprawcza za wymordowanie jego rodziny. Wiemy, że istnieje agent arcybiskup, koordynator krajowy działalności 30-40 biskupów ubeków /jak nie większej liczby/. Nazwaliśmy go „Fałszywy sternik”. Powoli wiemy coraz więcej. I gotowi jesteśmy – także księdzu, księże Wiktorze /zakładam, że księdzem jest ksiądz w sposób kanonicznie ważny tzn. nie ma przesłanek do stwierdzenia nieważności święceń/ - wybaczyć i zapomnieć. Ale interesuje nas prawda. I naprawienie krzywd. Po prostu prawda. Także o tym, kto teraz wydaje rozkazy. Ja wiem, że za prawdę można zginąć, zwłaszcza w Ubekistanie zwanym III RP. Sam zresztą mało nie zostałem zabity. A może i zostałem... ale mniejsza z tym. Lecz kiedyś staniemy przed naszym Stwórcą, Bogiem, który jest prawdą – i wtedy żadne kłamstwo nie będzie już możliwe. Powoli i my świeccy– z Bożą pomocą w sprawach lustracji dojdziemy prawdy. Era traktowania świeckich jak niemowy lub zastępowania ich głosu sterownymi przez Ubekistan KIK-ami – skończyła się. Nowych ludzi plemię wchodzi dziś na scenę... A poza tym – czyż może człowiek odnaleźć swoje szczęście poza sprawiedliwością i prawdą? I w imię naszego Pana Boga, który nas kocha /na szczęście dla nas/ w sposób zupełnie przez nas niezasłużony – jesteśmy gotowi wybaczać. Ale w zamian za budowanie Jego królestwa – za poszerzanie prawdy. Nieszczere ujawnienia, aż kapiące od fałszu („każdemu mogę patrzeć prosto w oczy”) – nikogo nie przekonają... Łączę życzenia zakosztowania tego szczęścia, jakim jest pokój w Chrystusie...


Rafał Klimuszko.




Czy agent SB mógł zgodnie z prawem kanonicznym zostać biskupem?

Kto nadal wydaje rozkazy byłym agentom SB – obecnie biskupom?

Przypadek: Skworc /Agentura działa nadal/.



Według historyków skierowanych przez biskupa tarnowskiego Wiktora Skworca do pracy nad zbadaniem dokumentów w archiwach IPN dotyczących jego osoby „ksiądz W. Skworc utrzymywał nieformalne kontakty z tajną policją, które ta ostatnia traktowała jako współpracę operacyjną”. Rzekomo zachowała się dokumentacja sześciu spotkań z okresu lat 1979-80 i siedmiu z okresu 1986-88. Aczkolwiek nie jest to powiedziane, ale mamy się domyślać, że przed rokiem 1979 takiej współpracy nie było – i po roku 1988 pewno również nie? Jest to ciekawa sprawa, bo obecny biskup tarnowski zapewnia, jak to może wszystkim patrzeć prosto w oczy, ale żeby wygłosił jednoznaczne oświadczenie, że np. w roku 1988 zerwał wszelkie kontakty z SB – tego niestety nie zrobił. /Podobnie jak nie zaprzeczył jakiejkolwiek współpracy przed 1979 rokiem./ Odnotujmy tu wyraźną różnicę: ksiądz profesor Michał Czajkowski po ujawnieniu jego pseudonimu i faktu bycia TW nie tylko stwierdził, że jego wina jest bezsporna, ale również dodał, że w 1984 roku, po zabójstwie księdza Popiełuszki, zerwał wszelkie kontakty i od tej chwili już nie „współpracował”. Nota bene, ksiądz Michał potwierdził bardzo długi okres systematycznej „współpracy”, prawie trzydziestoletni, od momentu zwerbowania młodego kapłana po bycie znanym profesorem i ekspertem. W każdym razie – to co wiadomo o SB – pozwala stwierdzić, że sytuacje zwerbowania ważnego duchownego /w 1979 roku ks. Skworc był kanclerzem katowickiej kurii biskupiej i osobistym kapelanem biskupa H. Bednorza/ i potem nagły brak zainteresowania ważnym agentem przez sześć długich lat – takie sytuacje możemy sobie włożyć pomiędzy bajki dla niezbyt rozgarniętych dzieci. SB była dobrze zorganizowaną instytucją „gestapo-podobną” /czy jak kto woli „gestapo-tożsamą”/ i takie niezrozumiałe „niesystematyczności” po prostu nie miały miejsca... Cóż, raz jeszcze potwierdza się, że informacje /a raczej komentarze – bo teczki ks. Skworca nie opublikowano/ historyków zatrudnionych przez obecnego biskupa tarnowskiego są bardzo niejasne – i szczerze mówiąc, w całości bardzo „fishy”.

Kluczowym pytaniem, jakie należy postawić, oprócz pytań pobocznych w rodzaju: czy przypadkiem ks. Wiktor Skworc nie został zwerbowany znacznie wcześniej i czy nie miał drugiego pseudonimu (konkretnie TW „Zajączkowski”, a to był bardzo niebezpieczny i amoralny szpicel) – kluczowym pytaniem, które należy postawić, jest kwestia: Czy po rozpadzie SB i PRL-u agenci księża zaprzestali swego procederu, czy też ich działalność trwała dalej? I trwa do dziś? Oczywiście, ciekawa jest strona techniczna. Czy byłe spec służby komunistycznego reżimu posiadają jakąś organizację, tak jak osławiona ODESSA/ tajna organizacja byłych SS-manów po II wojnie światowej/? Kto wydaje rozkazy – np. byłym księżom agentom? Czy też jest to mniej sformalizowane – i jak właściwie teraz działa? I najważniejsze: komu i czemu obecnie dawne „służby” służą? Co ciekawe – dalsza analiza działalności Wiktora Skworca dostarcza tu wielu zdumiewająco dobrze udokumentowanych i daleko idących odpowiedzi na te pytania.

Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się nieco w czasie.

Jest rok 1996. Pan Adam Ocytko, ówczesny prezes Związku Klubów Polskich, ulega fascynacji majestatycznym pomnikiem Chrystusa Króla w Brazylii. Potężna figura z rozpostartymi ramionami jakby w geście „Pójdźcie do mnie wszyscy...” ze szczytu skały zwanej „Głowa cukru” spogląda w dal, i jednocześnie w dół /niekiepski artysta projektował ten pomnik/ – ku ludziom. Powstaje idea – by podobny pomnik zbudować w Polsce. Pan Ocytko kieruje organizacją polonijną, na którą SB długo nie zwracało uwagi. „A co to jest? 40 czy 50 klubów emigrantów, każdy z jakiejś parafii? Pięć razy w roku spotykają się by potańczyć i popić? A kto to jest ten Ocytko? Chłopska rodzina z rzeszowskiego? Nie mają swojej prasy, nie mają banków – towarzysze, darujmy sobie. W ramach operacji „Koń trojański” koncentrujmy się na sprawach istotmych!” – czy tak powiedział generał Kiszczak /czy ktoś, kto w tej chwili jest szefem/ na odprawie dla wykonawców „operacji” podporządkowania sobie organizacji polonijnych i ich mediów? Ale tak było do 1999 roku. Operacja „Koń trojański” zakładała stopniową likwidację wszystkiego co stanowiło istotny dorobek Polaków, budowało „publicity” i mogło stanowić oparcie dla jakiejś akcji Polonusów „wtrącania się” w sprawy kraju. Na wszelki wypadek już pod koniec lat 90-tych rozpoczęła się „obserwacja obiektu” jakim był ZKP. I może powoli czas i tam lokować swoją agenturę...? Aż tu nagle zbiegły się dwie rzeczy. Ocytko zaczął gadać o pomniku Chrystusa Króla, a prezes Moskal zrezygnował z tradycyjnej 3-majowej parady polskiej. Jedną znaczącą imprezę polonijną mniej. I wtedy okazało się, że ZKP jest w stanie przejąć organizację parady. I co więcej – robi to sprawniej organizacyjnie i z większym rozmachem niż dotychczas. W dodatku idea pomnika podoba się Polonusom i ich ofiarność na ten cel bije wszelkie rekordy. Na trybunę honorową parady Ocytko demonstracyjnie nie zaprasza konsula, bo konsulaty to „WSI i ubecja”. „Ha, ha, ha... pogardzili Gromkiem Czempińskim...” – śmieją się chłopcy z WSI. „Gromuś pewno aż puścił bąka z wrażenia” – żartują. /Nie lubią Gromosława. Zawsze uważali go trochę za niedorozwój umysłowy./ Za to pojawia się pułkownik Kukliński. W dodatku bardzo szybko okazuje się, że Ocytko i Kukliński bardzo się zaprzyjaźnili! Co ciekawe – wprowadzeni do ZKP obserwatorzy meldują, że idea budowy pomnika zatacza coraz szersze kręgi. Pojawili się duchowni – i to jakiej klasy! Np. ks. prof. Czesław Bartnik – najwybitniejszy mózg polskiej teologii. I do tego coraz częściej mówią o bardzo dziwnej rzeczy. Otóż zmarły w 1912 roku ks. Bronisław Markiewicz, wyniesiony na ołtarze jako ostatni polski błogosławiony kanonizowany przez Jana Pawła II, pierwszy powiedział wprost, że powołaniem Polski jest po raz pierwszy w dziejach pokazać opartą o zasady chrześcijańskie organizację życia społecznego, gospodarczego, prawa, szkolnictwa itd. To samo powtórzyła św. Faustyna Kowalska. A najdobitniej wyraziła Rozalia Celiakówna, należąca do trójki wielkich krakowskich mistyczek okresu międzywojennego i jedyna w tym gronie świecka. Rozalia Celiakówna, mówiąc najkrócej, zapowiedziała potężny ruch społeczny na rzecz ... Chrystusa Króla! Przebudowy całego życia społecznego i ogłoszenia Pana Jezusa Królem Polski! I w ramach zbiórki kasy na pomnik organizatorzy zaczynają o tym mówić! A w ramach przygotowań do budowy pomnika prezes ZKP buduje sobie kontakty z Episkopatem w Polsce. I to jakie! Papież, Prymas... A honorowym marszałkiem parady w 2001 roku zostaje biskup tarnowski Wiktor Skworc. Idzie dumnie w szarfie marszałka... Idei budowy pomnika okazuje pełne poparcie, tylko przy okazji narzeka, że nie ma pieniędzy na dokończenie budowy seminarium. Cel jest oczywisty – może przy okazji uda się uzyskać kasę i na to? W dodatku ten Adam Ocytko okazuje się niespodziewanie bystry i oczytany. Do tego jednoznacznie prostolinijny politycznie. W ZKP zakazuje byłym fnkcjonariuszom reżimu przynależności i pełnienia funkcji. „Tu nie chcemy partyjnych i uboli” – głosi.

Co się dzieje? Wyrasta coś silnego, co przejmuje rząd dusz w największym skupisku Polaków poza granicami kraju. Pomnik, ofiarność Polonii /gestu i uporu Polonusów Ubekistan boi się nie na żarty/, nowy ruch społeczny! „Alarm, towarzysze, alarm!”

Rusza pośpiesznie zorganizowana nagonka na Ocytkę. O tym, jak bardzo Ubekistan się przestraszył świadczy skala i rozmach tej nagonki. Nie zauważają, że przy okazji odsłaniają całą swoją agenturę. Białasiewicz, „Dziennik Związkowy” – kto by pomyślał, że zdołali opanować aż tyle!

Punktem kulminacyjnym tej nagonki jest 24 sejmik ZKP. Do ataku rusza pan Mika. ZSL-owiec. Tylko tak było można. Byłego członka PZPR Ocytko by nie przyjął do zarządu. „Złodzieju, oddaj pieniądze!” I tu Adam Ocytko robi błąd. Wkurzony rezygnuje z funkcji. Nie pomyślał, że suma zgromadzona na pomnik leży na subkoncie ZKP... Nowy prezes natychmiast zablokuje rachunek i pieniądze będą przez cztery lata spoczywały w banku należącym do Kongresu Polonii Amerykańskiej w czasie gdy media KPA będą nadal prowadziły nagonkę pod tytułem: „Gdzie podziały się pieniądze na pomnik?” Dopiero po czterech latach amerykański sąd orzeknie, że to nie jest kasa ZKP, tylko Fundacji „Millenium” i ZKP nie ma żadnych praw do tej sumy, a tym bardziej do blokowania rachunku... Zarazem ekipa od szkalowania robi swoje... „Ocytko za zgromadzone pieniądze kupił nowy dom.” – A gdzie? No właśnie? Bo nic takiego nie ma. „Bo to nie dom, tylko samolot. Kupił sobie samolot.” A gdzie? „W Kanadzie”. /Bo w USA można szybko sprawdzić rejestr i udowodnić, że to nieprawda. A w Kanadzie – to już nie takie proste... Trzeba by tam pojechać i badać sprawę – i udowodnienie fałszu wymaga większego zachodu... Pisałem o tym omawiając Państwu socjotechnikę szkalowania./ Szaleje znana w Chicago „polska” telewizja i kilka rozgłośni radiowych. Cel: całkowicie zniszczyć Ocytkę i jego wiarygodność!

Ale w tym ubeckim chórze wyróżnia się jeden bardzo zaskakujący element! Biskup Skworc! Jesień 2002 roku to poniekąd szczyt nagonki. Ekipa od szkalowania stosowała technikę „inprinting” – czyli wdrukowania w świadomość. Polega to, mówiąc w skrócie, na wielokrotnym powtarzaniu tego samego. Uzupełnia się to techniką, która zwie się MDA. To skrót od angielskich słów: atak z wielu stron. Chodzi o to, by odbiorca informacji dostawał ten sam przekaz z wielu pozornie odrębnych źródeł. Wtedy zaczyna wierzyć, iż skoro wszyscy tak mówią – to musi to być prawda...

I nagle 25 listopada 2002 roku Kuria Diecezjalna w Tarnowie wydaje oświadczenie. Pełny tekst w załączeniu. Kościół kocha biednych. Budowa pomnika jest za kosztowna. Trzeba pomagać biednym... „Kuria dystansuje się od tego przedsięwzięcia i nie udziela mu poparcia.” „Kuria Diecezjalna w Tarnowie wyraża nadzieję, że... władze miejskie Tarnowa wezmą pod uwagę stanowisko kościoła w sprawie... w czym wyrazi się zrozumienie zasady „sentire cum Ecclesia”.” Ostatnie słowa znaczą „osądzajcie razem z Kościołem”.

Pominę tu jawne kłamstwo w rodzaju, że Jego Ekscelencja był jawnie przeciwny budowie pomnika już 06 maja 2001 roku. Jeżeli tak, to czemu ks. Biskup szedł w paradzie? Odbywała się wszak ona pod hasłem: Z Chrystusem Królem w nowe millenium. I cały czas zbierano fundusze! Przecież starczyło powiedzieć w radiu – jestem zdecydowanie przeciw. Ale mniejsza z tym.

Zajmijmy się przez chwilę stopniem teologicznej bzdury zawartej w oświadczeniu. Mam pytanie. Obraz Matki Bożej Częstochowskiej ma dwie sukienki, którymi się go przyozdabia na wielkie uroczystości. Pokrywają one szaty Matki Bożej i Pana Jezusa. Jedna jest wykonana z diamentów, druga z rubinów. Każda z nich ma bajeczną wartość, nie tylko artystyczną. Każda jest warta co najmniej 5 razy tyle, ile wyniosą koszty budowy pomnika. Dlaczego ksiądz Skworc nie napisał do Częstochowy z zaleceniem, by te klejnoty sprzedać i z uzyskanych pieniędzy „wspomagać biednych”? Odpowiedź na to pytanie jest dwojaka. Po pierwsze: darowane klejnoty. Tak się zawsze zachowuje, kto kocha /cytat z matki Marii Angeliki – twórczyni EWTN – ona też wydała bajońskie sumy na przyozdabianie zakonnej kaplicy/. Po drugie: te diamenty i rubiny znacznie bardziej przydały się biednym tam gdzie są. W Częstochowie nastąpiło tyle nawróceń! Tyle matek i ojców stało się dobrymi matkami i ojcami... Tylu ludzi postanowiło naprawić krzywdy wyrządzone bliźnim... Nota bene, to w Częstochowie św. brat Albert Chmielowski postanowił zostać zakonnikiem i poświęcić się pracy dla ubogich...

Pomnik Chrystusa Króla... A gdyby tak całe życie społeczne i gospodarcze w Polsce zamiast na oszustwie i korupcji oprzeć na nauce Pana Jezusa, intronizować Go jako Króla Polski? Czy bieda wówczas nie zniknęłaby z naszego kraju jako systemowe zjawisko? Rozwiązalibyśmy problem w całości? Gdyby tak biskup diecezjalny nie tylko poparł projekt, ale i nawoływał do szerszego ruchu społecznego zgodnie z objawieniami Rozalii Celiakówny? Który to ruch społeczny i tak spontanicznie się tworzył wokół idei budowy pomnika!

Oczywiście można zająć błędne stanowisko. Może się pomylić i biskup. Ale ks. Skworc wykazał wobec budowy pomnika (i tworzącego się szerszego ruchu społecznego) stałą i odporną na argumenty wrogość. Świadczą o tym kolejne wydarzenia.

Latem 2004 roku w Tarnowie miała odbyć się ważna konferencja. /W międzyczasie Adam Ocytko starym zwyczajem rzeszowskich ludzi doszedł do wniosku, że kanaliami nie będzie się przejmował, tylko spokojnie robił swoje dalej./ Konferencja ta pokazywała dobitnie, jaki potencjał zdołano zgromadzić wokół idei budowy pomnika Chrystusa Króla. Profesory i doktory. Rektor Politechniki Krakowskiej. Specjaliści budownictwa. Akademia Sztuk Pięknych. Najtęższe łby polskiej teologii. Zresztą w załączeniu skład komitetu i program. Przeczytajcie Państwo sami...

I oto nagle tuż przed rozpoczęciem konferencji przybywa przedstawiciel biskupa Skworca i zakazuje odprawienia Mszy św. w intencji tejże konferencji! Zakazane! Sesja ma niedobry cel i biskup nie pozwala odprawić Mszy św. w tej intencji! W kościele księży Bernardynów panuje zrozumiała konsternacja...

Tylko obecni teolodzy wiedzą, że biskup Skworc robi sobie kpiny z prawa kanonicznego. Nie ma takiej władzy i nie może tego nakazać. Działa wg wewnętrznego prawa kościoła całkowicie nielegalnie. To znaczy jest taki kanon, taki zapis w prawie kanonicznym, który pozwala biskupowi zakazać odprawienia Mszy św. Ale tylko w jednej bardzo wyjątkowej sytuacji. Gdyby np. jakaś Malinowska zamówiła Mszę św. w intencji, by krowa Kowalskiej zdechła, a sama Kowalska się rozchorowała. Albo prostytutka zamówiłaby Mszę św. w intencji aby miała wielu klientów... Wtedy gdy intencja jest oczywistym ciężkim grzechem z listy dziesięciu przykazań... Gdyby jakiś ksiądz przyjął taką intencję, a biskup dowiedział się o tym – ma obowiązek wkroczyć i zakazać. W oczywisty sposób nic takiego nie zachodziło...

Jeżeli już omawiamy wydarzenia w sekwencji co dwa lata, to wspomnijmy, że w 2006 roku biskup Skworc poprzez telewizję lokalną w Krakowie ogłosił, że nie mógł pozwolić na budowę pomnika Chrystusa Króla, bo Polonia chciała w podziemiach pomnika otworzyć klub nocny. Jest to tylko i wyłącznie rozpowszechnianie świadomego fałszu, najgorszy rodzaj grzechu przeciwko przykazaniu: Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swojemu.

Niestety – jest tylko jedno wytłumaczenie postawy biskupa Skworca. Agent „Dąbrowski”, „Zajączkowski” czy jak on tam miał swój pseudonim operacyjny /czy też pseudonimy/ dostał „zadanie operacyjne”: Wszelkimi sposobami utrudniać i uniemożliwiać realizację pomnika Chrystusa Króla oraz podważać społeczną wiarygodność organizatorów i inicjatorów tej akcji. Jego głos był oczywiście bardzo przydatny „ekipie opluwaczy” tutaj w Chicago. „Kościół był od początku temu przeciwny”, „Ocytko nie ma akceptacji władz kościelnych” itp.itd.

Ale ta stała i odporna na argumenty wrogość nie jest jedyną niezrozumiałą sprawą w zachowaniu Skworca jako biskupa. Diecezja tarnowska jest jedną z niewielu, w której wiernym zakazano słuchania Radia Maryja. Biskup Skworc często atakuje to radio. Radio Maryja jest bardzo nielubiane przez Ubekistan. We wszystkich odmianach Ubekistanu – poczynając od wojujących liberałów /dobrze pasuje nazwa liberał-faszyści/ po różne odmiany lewicy. Radio Maryja z kultowymi „Rozmowami niedokończonymi” zachowywało się jak wolne media w wolnym kraju. Zadawało setki pytań, których nikt nit miał odwagi zadać. Przybliżało wiedzę o tym, co rzeczywiście dzieje się w gospodarce, jakie ma Polska zadłużenie itd. O Radiu Maryja polski Episkopat atakowany z wszystkich stron /w tym od wewnątrz/ stwierdził: „Działalność ewangelizacyjna Radia Maryja jest bez zarzutu. Wątpliwości może budzić tylko aktywność polityczna radia.” Biskup Skworc zakazuje wiernym słuchania Radia Maryja! A jak to się ma do kodeksu prawa kanonicznego? Okazuje się, że biskup diecezji nie ma takiego prawa! To jest kompetencja Episkopatu! Jest na to odrębny kanon, czyli przepis szczegółowy, który w dodatku stosuje się przez analogię do wszystkich sytuacji podobnych. Nie może być tak, że wierny w jednej diecezji nie może słuchać danego radia /a jak słucha to ma grzech/ - a w innej diecezji może! Biskup diecezjalny może przekazać wiernym swoją opinię, np. niechętną i krytyczną /rzecz jasna wraz z uzasadnieniem/ - ale nigdy zakaz! To jest kompetencja Episkopatu, a ten nigdy nie zakazał wiernym słuchania tegoż radia. Biskup Skworc zakazując wiernym słuchania Radia Maryja przekroczył swoje kompetencje i świadomie złamał prawo kanoniczne! Po przeanalizowaniu sprawy nawet dla mnie było to zaskoczeniem. Chociaż nielegalny zakaz odprawiania Mszy św. w 2004 roku świadczy, że z prawa regulującego wewnętrzne sprawy kościoła to ten biskup akurat niewiele sobie robi...

Jak wytłumaczyć gorliwą wrogość Skworca wobec Radia Maryja? Ubekistan boi się wszystkiego, co spowodować może samoorganizację polskiego społeczeństwa. Ubekistan nadal boi się Kościoła i realizuje plan skłócania i tworzenia podziałów. Ubekistan boi się niezależnych mediów. Takich rzeczywiście niezależnych. Szanujących prawdę. Wszyscy agenci mogą mieć tylko jedną instrukcję: siać zamęt, osłabiać, mącić ludziom we łbach. Dywersja – gdy atakowana instytucja jest jeszcze zbyt silna na frontalny atak. Czy w końcu to dziwne, że „były” agent działa w owczarni Chrystusa tak samo jak TVN na falach eteru? Zawsze śpiewa jednym głosem z ubeckim chórem?

I wreszcie najważniejsze:

Czy on w ogóle jest biskupem? To znaczy – jest nim w sposób formalny. Ale czy to jest kanonicznie ważne – tzn. zgodne z prawem kanonicznym? Oceńcie Państwo sami. Oto kluczowe dla powołania biskupiego zapisy /kanony/ prawa kanonicznego:

Kanon 378:

§ 1. Jeżeli chodzi o zdatność kandydatów do biskupstwa, wymaga się od każdego:

1. odznaczania się niezachwianą wiarą, dobrymi obyczajami, pobożnością, gorliwością duszpasterską, mądrością i ludzkimi cnotami, jak również pozostałymi przymiotami, które czynią go odpowiednim do wypełniania zleconego mu urzędu, o który chodzi,

2. dobrej opinii,

3. przynajmniej 35 lat życia,

4. przynajmniej 5 lat kapłaństwa...

Kanon 380

Przed kanonicznym objęciem swego urzędu, promowany winien złożyć wyznanie wiary oraz przysięgę wierności wobec Stolicy Apostolskiej, według formuły zatwierdzonej przez tę samą Stolicę Apostolską.

I oto jest pytanie: Czy donoszenie do bezpieki to była „niezachwiana wiara”? A może pobożność? Dobre obyczaje? Gorliwość duszpasterska? Ludzkie cnoty? I najważniejsze – czy jest możliwe złożenie Ojcu Świętemu przysięgi wierności, o której mówi kanon 380 – będąc jednocześnie związanym lojalką podpisaną SB? Niestety nie jest możliwe. „Formuła” przysięgi zatwierdzona przez „samą Stolicę Apostolską” mówi wyraźnie o wierności w sprawach wiary i Kościoła wyłącznie wobec Ojca Świętego. To wyklucza lojalność i wykonywanie poleceń wobec jakiejkolwiek innej instytucji ingerującej w życie Kościoła. Dokładnie tak, jak powiedział sam pan Jezus: „Nikt nie może dwom panom służyć”.

Pół biedy, gdy były agent zerwał wszelką współpracę przed zostaniem biskupem, a z grzechu współpracy rzetelnie się wyspowiadał i uzyskał rozgrzeszenie /co zgodnie z warunkami dobrego Sakramentu Pokuty zawiera też wypełnienie zadośćuczynienia – czyli m.in. naprawienia wszelkich możliwych do naprawienia wyrządzonych krzywd/. Ale co w wypadku, gdy agent działa dalej i wypełnia rozkazy sił wrogich Chrystusowej owczarni?

Niestety – prawo kanoniczne nie pozostawia w tej kwestii wyboru. Aktywny agent nigdy nie został biskupem w sposób kanonicznie ważny i nominacja taka z mocy samego prawa musi być unieważniona.

Chciałbym na koniec powiedzieć coś ważnego księdzu Wiktorowi Skworcowi. Wszyscy upadamy. Boleśnie, nisko i paskudnie. Wszystkim nam pozostaje jeszcze droga Szawła z Tarsu, który stał się św. Pawłem. Prosimy o prawdę. To naprawdę ważne – jak to teraz działa, ten Ubekistan w polskim Kościele? Kto wydaje rozkazy i jakie? I wobec szczerych i prawdziwych nawróceń jesteśmy gotowi wybaczać. Bo tak nas nauczył nasz Mistrz, który nawet przybity do krzyża i konając w strasznym bólu oświadczył jednemu z łotrów... Kryminaliście i mordercy, który nic już nie mógł zrobić – tylko nazwał rzeczy po imieniu i wyraził żal za grzechy. I Pan Jezus powiedział mu tylko jedno zdanie: „Zaprawdę powiadam ci, dziś jeszcze będziesz ze mną w raju...” Z całego serca życzymy księdzu jak i sobie prawdziwego i pełnego nawrócenia.

Tu kończy się cykl moich czterech publikacji poświęconych problemom lustracji, pisanych by przybliżyć Państwu wagę tego problemu dla Kościoła i przyszłości Polski. W sprawie tej skierowałem jeszcze list do Ojca Świętego Benedykta XVI. Chodzi o wznowienie dochodzenia w sprawie agenta „Krew na rękach”. To ten kapuś duchowny, który wydał sowietom informacje o pułkowniku Kuklińskim i spowodował jako pierwotna przyczyna sprawcza wymordowanie jego rodziny. Ponieważ także jestem oficerem i pułkownik Ryszard Kukliński był jednym z nas – Polaków w USA – nie mogłem nie poruszyć tej sprawy. Także ze swej strony chcę podkreślić konieczność oczyszczenia organizacji polonijnych z tego ubeckiego szamba. W końcu to nie może być tak, że dorobek organizacyjny tylu pokoleń naszych rodaków jest przejmowany i niszczony przez tych łajdaków zawsze wrogich wszystkiemu co polskie. To nie może być tak, że bezkarnie szkalują Adama Ocytkę, bo być może jutro ta banda nie usunięta z naszych mediów i organizacji zaatakuje kogokolwiek z nas. A że to może być trudne? Jak to rzekł już sam imć pan Onufry Zagłoba: „Nie ma takowych opresyj, z których by się viribus unitis /wspólnymi siłami/ przy Boskich auxiliach /przy Bożej pomocy/ salwować /ratować/ nie dało!

Rafał Klimuszko, „widzący”, drugi tego imienia.

_________________
Bartek
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 11:29 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group