" /> Dyskusje ogólne :: Czy były esbek może być ekspertem sejmowej komisji?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy były esbek może być ekspertem sejmowej komisji?
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JACEK
Weteran Forum


Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 247

PostWysłany: Pon Maj 19, 2008 10:35 pm    Temat postu: Czy były esbek może być ekspertem sejmowej komisji? Odpowiedz z cytatem

TYGODNIK POWSZECHNY

Droga Krzyżowa Jacka Żaby
Czy były esbek może być ekspertem sejmowej komisji? „Tygodnik” dotarł do szczegółów wstrząsającej historii z połowy lat 80., w której udział brał Jerzy Stachowicz, dziś ekspert sejmowej komisji do spraw nacisków na służby specjalne za czasów rządów PiS.

Zobacz także:
Nr 21 (3072), 25 maja 2008
Wybór emerytowanego pułkownika SB, UOP i ABW Jerzego Stachowicza na eksperta sejmowej komisji do spraw nacisków na służby specjalne za czasów rządów PiS dla części opozycjonistów z lat 80. był wstrząsem. W roku 1986 Stachowicz rozbił w Krakowie grupę „terrorystów” – działaczy radykalnej opozycji, którzy na pierwszego maja chcieli rozproszyć wiec partyjny, wystrzeliwując na Rynku kilka granatów łzawiących, takich samych, jakie milicja stosowała podczas pacyfikowania demonstracji. Stachowicz był bardzo skuteczny – po śledztwie troje studentów musiało podjąć leczenie psychiatryczne.

„Tygodnik” dotarł do szczegółów wstrząsającej historii z połowy lat 80., dotychczas szerzej nieznanej, w której udział brał Jerzy Stachowicz. W grudniu 1985 SB i milicja prowadziły w Krakowie zakrojone na szeroką skalę śledztwo w sprawie przecięcia 30 pasków klinowych w stojących w zajezdni autobusach MPK. Sprawę potraktowano jak zamach terrorystyczny. Stachowicz prowadził przesłuchania obu podejrzanych. Według relacji jednego z nich SB zorganizował klasyczne „pranie mózgu” – minimum snu, kilkunastogodzinne przesłuchania przez 7 dni w tygodniu, zakaz kontaktu z ciężarną żoną. Organizator akcji otrzymał karę 5 lat więzienia, drugi skazany1,5 roku - z niewiadomych przyczyn był w więzieniu prześladowany i bity. Zmienił się we wrak człowieka. Na skutek ciężkiej choroby nerwowej otrzymał przerwę w wyroku. Po otrzymaniu kolejnego wezwania do odbycia kary popełnił w lutym 1989 r. samobójstwo.

Artykuł pokazuje ciąg zdarzeń, które doprowadziły do tragicznego finału, a w których dzisiejszy ekspert sejmowej komisji odegrał znaczącą rolę.

Czy powinien zajmować się kwestią domniemanych nacisków na służby specjalne w III RP?

Cały tekst Michała Gawlikowskiego i Michała Olszewskiego pt. „Droga krzyżowa Jacka Żaby” w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”, już od 20 maja.
http://tygodnik.onet.pl/30,0,10079,droga_krzyzowa_jacka_zaby,artykul.html

_________________
http://www.solidarni.waw.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 3:27 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Maciej Gawlikowski
Weteran Forum


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 279

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 12:30 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Co prawda ja nie Michał a Maciej, ale reszta z grubsza się zgadza.

Na początek warto pokazać oblicze pana eksperta - oto Jerzy Stachowicz w 1986 roku:





Poniżej tekst z Tygodnika Powszechnego.
Wklejam w nadziei, że ktoś z Państwa czytając go i patrząc na zdjęcia Stachowicza, przypomni sobie jeszcze jakieś wydarzenia z nim związane.
Proszę o kontakt, nie zamierzam odpuścić, póki ten człowiek nie odpowie za swoje czyny.


Droga krzyżowa Jacka Żaby

To był gest rozpaczy. W nocy z 12 na 13 grudnia 1985 r. Jacek Żaba pomagał Kazimierzowi Krauze, kierowcy krakowskiego MPK, szeregowemu działaczowi KPN i „Solidarności”. Przecięli paski klinowe w stojących w zajezdni 30 autobusach, żeby rano nie mogły wyjechać w trasę. Mieli nadzieję, że w ten sposób zwrócą uwagę na rocznicę stanu wojennego.
Okoliczności im sprzyjały – w całym kraju paski klinowe były towarem deficytowym.
W historii polskiej opozycji 1985 r. pamiętany jest przede wszystkim jako czas zniechęcenia i marazmu. Stan wojenny, głęboki kryzys, a w końcu zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki spacyfikowały nastroje. Demonstracje były coraz rzadsze i coraz mniej liczne, nawet w takich bastionach opozycji jak Nowa Huta. Spadała liczba tytułów prasy podziemnej, coraz niższe były jej nakłady. Po amnestii 1984 r. część działaczy wyjechała, ci, którzy nie zrezygnowali z walki, ponownie wylądowali w więzieniach. Między opozycją a resztą społeczeństwa pojawiło się pęknięcie, które dobrze widać na dokumentalnych fotografiach z tamtego okresu: przechodnie, którzy kilka lat wcześniej dołączali do demonstrantów, teraz patrzą na nich z rezerwą bądź obojętnością.
Pewnie dlatego gest szeregowego członka krakowskiej opozycji wygląda tak rozpaczliwie i irracjonalnie.
– Szarpałem się, nie wiedziałem co robić – wspomina po latach Krauze. – W MPK czerwoni triumfowali, dyrektorzy i kierownicy przechwalali się, że „Solidarność” dostała tyle kopniaków, że już się nie podniesie. A do tego dochodziła bezkarność. Złodziejstwo na potęgę, oszukiwanie na paliwie. Dostaliśmy nowe Ikarusy, przechwycił je aktyw partyjny, bo to była świetna okazja na zarobek. Wyjeżdżali w miasto, niby docierać silniki, a wozili „łebków” za pieniądze! Potem w zakładzie odbywały się wielkie popijawy. Jeden z sekretarzy partii rozbił takiego Ikarusa po pijanemu. Wszystko uchodziło im na sucho.
Krauze miał nadzieję, że po ich akcji w miasto pójdzie informacja o strajku w MPK, że Kraków przypomni sobie o rocznicy.
Jacka wziął ze sobą, bo chłopak mówił niewiele, rwał się do pomocy. Nie pił zbyt dużo, był typem samotnika.
Paski przecinali koło północy, jak tylko Krauze zjechał z trasy.
Traf chciał, że niedługo później jeden z kierowców chciał przejechać swoim autobusem do warsztatu. Zaalarmował dyspozytora. Po godzinie na terenie zakładu pojawiły się SB i milicja z psami tropiącymi. Teren oświetliły lotnicze reflektory.
Krauze i Żaba nie wiedzieli, że dzień wcześniej krakowskie MPK otrzymało pierwszą od pół roku dostawę pasków klinowych. Rano w trasę wszystkie autobusy wyjechały planowo.

„Szakal” nadaje

Władze potraktowały incydent wyjątkowo poważnie, uznając go za próbę zamachu terrorystycznego, mimo że unieruchomienie autobusów nie zagrażało życiu pasażerów. Z zachowanych w IPN dokumentów wynika, że w trakcie sprawy o kryptonimie „Klin” SB uruchomiła kilkudziesięciu tajnych współpracowników. Na nogi postawiono całą krakowską bezpiekę, a także pion kryminalny milicji.
Prokuratura wyznaczyła do prowadzenia sprawy młodego, utalentowanego prokuratora Jerzego Biedermana.
Z ramienia Wydziału Śledczego SB dochodzenie nadzorował porucznik Jerzy Stachowicz, oficer, który już wówczas nie był już dla krakowskich opozycjonistów postacią nieznaną. W środowisku krążyły opowieści o stosowanych przez niego metodach śledczych.
– Przesłuchiwał mnie kilka razy. Odgrażał się, że moją siostrę mogą spotkać nieprzyjemności, że zdarzają się teraz różne wypadki – opowiada Ryszard Bocian, działacz KPN.
Krzysztof Bzdyl, również KPN-owiec: – Stachowicz przesłuchiwał mnie w areszcie przy Montelupich, w specjalnych pokojach przeznaczonych wyłącznie do użytku SB. Zimny, profesjonalny, nie zapalał się, nie krzyczał. Usłyszałem, że żywy z więzienia nie wyjdę, a z moją rodziną zrobią porządek. Przecież ja dwóch synów małych wtedy miałem.
Stanisław Handzlik, działacz „Solidarności”, spotkał się ze Stachowiczem po tym, jak wpadł po półrocznym okresie ukrywania. – Mnie nie dociskał, nie wygrażał. Zachowywał się profesjonalnie, jeśli można tak to nazwać – wspomina.
Krauze wpadł dopiero na przełomie lutego i marca, po donosie jednego z kolegów, w dokumentach nazywanego TW „Szakal”. Rozochocony wódką powiedział o dwa słowa za dużo podczas spotkania towarzyskiego kolegów z „Solidarności”. Dzień później wylądował w areszcie.
– Stachowicz nie krył wrogości wobec mnie, dla niego byłem terrorystą – opowiada. – Ale szedłem w zaparte, mówiłem, że nic nie wiem o żadnych autobusach. W Wydziale Śledczym zrobili mi kocioł, przez miesiąc przesłuchania od świtu do nocy, szlaban na informacje od żony, która miała lada chwila rodzić. Miałem w głowie taki bałagan, że dałem się Stachowiczowi podejść. Zadzwonił przy mnie do kogoś i rozmawiał o odciskach palców znalezionych na paskach klinowych. Odłożył słuchawkę i z zadowoleniem rzucił: „No, teraz już nic nie musisz mówić, mamy cię”. Przyznałem się, ale o Jacku nie powiedziałem ani słowa. Wziąłem wszystko na siebie.
W trakcie procesu zorientował się, że żadnych odcisków nie było.
Jacek Żaba wpadł miesiąc później. Biederman i Stachowicz nie uwierzyli, że Krauze działał sam. Przeprowadzili eksperyment śledczy, z którego zachowały się nagrania wideo – widać na nich, jak podejrzany powtarza krok po kroku swoją wersję wydarzeń z grudniowej nocy. W tak krótkim czasie nie jest w stanie unieruchomić 30 autobusów.
Śledczy przesłuchali wszystkich kierowców miejskich autobusów, kierowników baz transportu, dyspozytorów i wartowników w zajezdniach. W mieszkaniach rekwirowali noże i scyzoryki. Nie wiadomo, w jaki sposób dotarli do młodego mężczyzny z Nowej Huty. Być może pomógł donos, być może metoda eliminacji.
Z zachowanych protokołów wynika, że Żaba na początku śledztwa milczał. Zeznania wydobył z niego Stachowicz.
Prokuratura wnioskowała o 8 lat więzienia dla Krauzego i 5 lat dla Żaby. Dostali 5 lat i 1,5 roku. Obaj byli sądzeni z artykułu 220, czyli za sabotaż. Surowość wyroku sędzia Józef Korbiel uzasadniał szkodliwością społeczną przestępstwa, a także pobudkami politycznymi, jakimi kierowali się mężczyźni. „Uszkodzonych autobusów mogło być nie 30, a 40, 50, czy nawet 60, a może więcej. Wiele tysięcy ludzi mogło nie dojechać do pracy” – mówił sędzia w mowie końcowej.
W tamtym czasie co rano z krakowskich zajezdni nie wyjeżdżało na zaplanowane trasy ok. 170 autobusów – głównie z powodu braku kierowców.

Prośby nie popieram

Tuż po wyroku, w krakowskim areszcie przy ul. Montelupich rozpoczęła się tragedia Jacka Żaby.
Najpierw przeniesiono go z „getta”, czyli oddziału dla siedzących w śledztwie „politycznych”, na zwykły oddział. Lekko opóźniony w rozwoju, drobny mężczyzna, skazany po raz pierwszy, trafił do celi, w której rządzi więzienna podkultura grypsujących. Zgodnie z przepisami, jako „pierwszak” nie ma prawa się tam znaleźć. Opinia wychowawcy przyjmującego go na oddział jest jednoznaczna: „wymaga izolowania od skazanych zdemoralizowanych”.
Po pierwszym kontakcie z Żabą psycholog oddziałowy ostrzega władze aresztu, że skazany ma słabą konstrukcję psychiczną. Wygląda na zastraszonego.
Żaba należał do kategorii „politycznych”, nie powinien więc budzić agresji „złodziei”. Ale prawdopodobnie zaraz po zmianie oddziału zaczęto go bić i poniżać.
Kiedy Kazimierz Krauze trafił do celi Żaby, tamten na twarzy miał ślady pobicia. Spał na najgorszej pryczy, czyli położonej tuż pod sufitem jaskółce. Na noc przywiązał się do łóżka szmatami, bo współwięźniowie podczas snu zrzucali go na betonową podłogę. Trząsł się ze strachu.
Krauze: – To było już po tym, jak został sprowadzony do kategorii więziennych podludzi. Opowiedział mi, że jeden z więźniów zarzucił mu na twarz ścierkę, w którą grypsujący wycierali ręce po onaniźmie.
W myśl zasad więziennej subkultury nie wolno takiego aktu wykonać bez powodu. Kryminalista, który łamał tę zasadę, narażał się na identyczną karę. Żaba nie zrobił niczego, co byłoby odstępstwem od więziennych reguł. Kryminalistę, który go upodlił, dzień później Służba Więzienna wywiozła poza Kraków, prawdopodobnie po to, by nie narażać go na tłumaczenie się „grypserze”.
Krauze: – Nie wierzę, że to był przypadek. Ktoś chciał go zniszczyć.
Krauze został w celi Żaby bardzo krótko.Broniąc go, pobił się ze współwięźniami. Były komandos, dzięki sprawności fizycznej, uniknął losu kolegi. Dzień później zameldował wychowawcy o stanie Jacka. Usłyszał: „Pilnuj własnej dupy”, a funkcjonariusze natychmiast przenieśli go do innej celi. Żaba został.
W dokumentach nie zachowały się informacje, czy był wykorzystywany seksualnie. Według Krauzego jest to bardzo prawdopodobne: - To była przyjęta wśród „grypsery” metoda gnojenia podludzi – przypomina.
Wiadomo, że już po uprawomocnieniu się wyroku Żaba napisał do naczelnika aresztu list z prośbą o pozwolenie na prowadzenie korespondencji z kilkoma znajomymi z wolności. Na odwrocie pisma znalazł się odręczny dopisek więziennego wychowawcy: „Wykolejeniec i debil. Prośby nie popieram”.
Jesienią 1986 r. młody nowohucianin był już wrakiem człowieka. Strażnicy regularnie zakuwali go w pasy i umieszczali w tzw. termosie, czyli celi dźwiękochłonnej, przez więźniów uznawanej za jedną z najbardziej dolegliwych kar. W więziennej dokumentacji zostały ślady tych represji. Jednym z uzasadnień było na przykład „wzywanie współosadzonych do nieposłuszeństwa”, mimo że takie wezwania ze strony najniżej stojących w hierarchii więźniów nie miałyby żadnego znaczenia.
Jego stan szybko się pogarszał - przestał jeść, stracił kontakt z otoczeniem, nie panował nad czynnościami fizjologicznymi. Lekarze uspokajali go dużymi dawkami fenactilu, który stosowany zbyt długo powoduje szereg efektów ubocznych. Dopiero kiedy wpadł w stupor, odwieziono go do szpitala psychiatrycznego.
Odpowiedzialność za dramat Żaby gubi się wśród domysłów, nieczytelnych podpisów i udawanej niepamięci. Prawie wszyscy ówcześni pracownicy aresztu, do których dotarliśmy, unikają rozmowy. Psycholog więzienny, znerwicowana kobieta, która w 1985 r. próbowała pomóc Żabie, na pytanie o jego losy chowa głowę w ramiona i zaczyna się jąkać. Józef Popiołek, wtedy zastępca naczelnika więzienia, przypadku nie pamięta, ale jest pewny, że ani służbie więziennej, ani krakowskiej SB nie zależało na upokorzeniu mężczyzny.
Po co zresztą mieliby to robić? W krakowskiej opozycji Żaba nie istniał. Złamanie go nie byłoby żadnym symbolem. W połowie 1986 r. SB zajmowała się już ważniejszymi sprawami, Stachowicz rozbijał krakowski oddział radykalnej Liberalno–Demokratycznej Partii Niepodległość, która chciała zorganizować 1 maja akcję ulotkową i wystrzelić gaz łzawiący w kierunku organizowanego przez władze wiecu. Metody śledztwa były równie skuteczne, co w przypadku innych działaczy opozycyjnych – troje studentów przypłaciło sprawę leczeniem psychiatrycznym. Kilku działaczom LDPN również postawiono zarzut terroryzmu.
Jan Dziewoński, naczelnik aresztu śledczego, również wyklucza możliwość, by dramat Jacka Żaby został celowo zaplanowany. – Wtedy w co drugiej celi działy się sprawy złe. 1700 osadzonych, prawie trzy razy więcej niż być powinno. Nie sposób było nad tym zapanować – przekonuje.
Tuż przed transportem, Żaba został zbadany przez lekarza więziennego. Jego stan fizyczny zdiagnozowano jako „dobry”.
Ważył 48 kg.

Uciekł do kąta

Kazimierz Krauze: – Wyszedłem pod koniec 1988 r. na przerwę w karze. Czuć było już w powietrzu zbliżający się koniec komuny. Lekarze właśnie wypuścili Jacka ze szpitala. Zaprosiłem go do nas do domu. Kiedy go zobaczyłem, załamałem się. Był kimś innym niż Jacek, którego kiedyś znałem. Nigdy nie widziałem tak zaszczutego człowieka. Prawie nic nie mówił, a kiedy żona podała placki ziemniaczane, złapał je oburącz mimo, że były gorące, mocno ścisnął w dłoniach i uciekł do kąta, gdzie jadł łapczywie odwrócony do nas plecami.
Żaba krążył wówczas pomiędzy zakładem psychiatrycznym w Kobierzynie i więzieniem na Montelupich. Przełom 1988 i 1989 r. nie przyniósł dla niego zmiany. Był za słaby, nie miał wpływowych przyjaciół, kraj żył innymi problemami niż kwestia kilku miesięcy, które pozostały do odsiadki nieznanemu chłopakowi z Nowej Huty. Drżały mu ręce, mówił z trudem. Organizm miał wyniszczony od ciągłego używania leków uspokajających. Amnestie i abolicja go nie dotyczyły – tak jak Krauze został skazany za „terroryzm”.
Publicznie pojawia się jeden raz, korzystając z przerwy w odbywaniu wyroku. W sierpniu 1988 r. po Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka w Mistrzejowicach ks. Kazimierz Jancarz zorganizował w kościele spotkanie z Jackiem Kuroniem. Padło pytanie o więźniów politycznych, wywołany Żaba dostał oklaski od dwóch tysięcy osób. Kuroń obiecał, że więcej do więzienia nie wróci. Żaba płakał, cieszył się jak dziecko, tłum wiwatował. Nie wiadomo, czy Kuroń interweniował w tej sprawie u władz, ale niektórzy działacze krakowskiej opozycji twierdzą, że o obietnicy zapomniał.
Stanisław Handzlik: – Przyznaję, jakoś się rozmyła wtedy jego sprawa. Trudno mi nawet wyjaśnić dlaczego, może za duży kołowrót mieliśmy, za dużo do zrobienia. Żal człowieka.

Było, minęło?

Krauze tak jak ćwierć wieku temu, pracuje w MPK. Mieszka w klitce, w zrujnowanej kamienicy. Wystąpił z zakładowej „Solidarności”, bo ta nie potępiła kolegów, którzy na niego donosili. Jest twardy, w przyszłość spogląda z ironią i optymizmem.
Wraca często myślami do grudnia 1985 r., kiedy poprosił o pomoc zbyt delikatnego człowieka. – Nie powinienem był tego robić – twierdzi.
Jerzy Biedermann jest jednym z najbardziej wpływowych prokuratorów w Małopolsce. Szkoli kadry. Czasem wraca do sprawy, którą poprowadził z właściwą sobie precyzją. Jest szczery.
– Mogłem po prostu spieprzyć tę robotę, oskarżyć Krauzego i zamknąć sprawę, ale chciałem być najlepszy. Dziś widzę, że trzeba było postąpić inaczej – stwierdza.
Sędzia Józef Korbiel odszedł niedawno na emeryturę. W środowisku ma opinię dobrego, łagodnego człowieka. Nie zgadza się na rozmowę.
Pracownicy Służby Więziennej są zgodni – było, minęło, nie ma powodu, by bić się w piersi za stare sprawy.
Emerytowany pułkownik SB, UOP i ABW Jerzy Stachowicz uznawany jest za specjalistę od zagrożeń terrorystycznych. Rozpoczyna właśnie nowy etap w życiu: jako ekspert sejmowej komisji będzie badał, czy służby specjalne za rządów PiS nie łamały prawa. Nie chce wracać do odległej przeszłości, z dziennikarzami na ten temat nie rozmawia.
O Jacku Żabie niewiele wiadomo, tyle co można wyczytać z archiwów SB i więziennych kartotek. Najbliżsi już dawno zmarli. Zdjęć brak. Zatem tylko kilka informacji: wykształcenie podstawowe, w szóstym roku życia stracił matkę, od tego czasu pod kontrolą psychologów. Przyjaciół brak. Ojciec nie bardzo sobie radził z wychowywaniem dzieci. W 1982 r. zatrzymany za udział w demonstracjach, miał postawiony zarzut czynnej napaści na milicjantów, ale przed odsiadką uratował go akt łaski. Na podwórku trzymał się z boku, w MPK traktowany był jak chłopiec na posyłki, niezbyt rozgarnięty, ale sympatyczny. Wieżowiec, w którym mieszkał, stoi naprzeciwko nowohuckiej Arki.
Wiadomo również, że pod koniec lutego 1989 r. Jacek Żaba otrzymał wezwanie do stawienia się przy Montelupich w celu odbycia reszty kary.
25 lutego 1989 r. otworzył okno w swoim pokoju na ósmym piętrze i skoczył.

Maciej Gawlikowski, Michał Olszewski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 6:35 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"......Stachowicz rozbijał krakowski oddział radykalnej Liberalno–Demokratycznej Partii Niepodległość, która chciała zorganizować 1 maja akcję ulotkową i wystrzelić gaz łzawiący w kierunku organizowanego przez władze wiecu. Metody śledztwa były równie skuteczne, co w przypadku innych działaczy opozycyjnych – troje studentów przypłaciło sprawę leczeniem psychiatrycznym. Kilku działaczom LDPN również postawiono zarzut terroryzmu."

Oprócz Grzesiaka, Mleczki, Stósa i jeszcze paru osób z krakowskiego oddzialu LDPN, w sprawie tzw. 1-majowego "terroryzmu" zostali zatrzymani nasi koledzy z Porozumienia Prasowego "Solidarność Zwycięży", a jednocześnie czlonkowie "Solidarności Walczącej" - Marian Stachniuk i Krzysztof Ochel oraz czlonek Porozumienia Prasowego "Solidarność Zwycięży" z Bochni - Jerzy Orzel. Przez pomylkę trafil również za kratki agent WSW "kręcący się" wokól kolportażu PP"SZ" - "Adam" Hebda. Funkcjonariusze SB nie wiedzieli, że Hebda pracuje dla wywiadu wojskowego. Koledzy z PP"SZ" - SW aresztowani zostali po zeznaniach ludzi z LDPN - u, a to wlaśnie dzięki ofiarnej pracy towarzysza SB-ka Jerzego Stachowicza. Mlody, prężny, ambitny obrońca PZPR zlamal ich psychicznie. Pan Maciej powinien porozmawiać jeszcze z Marianem Stachniukiem i Jerzym Orlem na ten temat, Krzysiek Ochel niestety umarl tragicznie ponad 10 lat temu. Hebda ponoć pracuje w Islandii, ciekawe, jakby dziś podszedl do tych minionych spraw.

Po aresztowaniu Jacka Żaby i Kazimierza Krauze, niektóre środowiska konspiracyjne przeprowadzily akcję wspierania ich rodzin. Np. mlodzieżowy "Nasz Glos" (niezależne pismo rozprzestrzeniane wśród uczniów szkól średnich Krakowa) - zebral i przekazal pieniądze rodzinom obu aresztowanych.

Slowo skandal jest za slabe, by określić zatrudnienie przez rządzącą koalicję zaslużonego dla PRL-u tow. Stachowicza. Znów z naszego wspólnego budżetu wyplacane będą sowite pensje przestępcy z okresu komunizmu. Kolejnemu przestępcy. Emerytury i renty dziesiątków tysięcy czerwonych bandziorów oplacamy z naszych kieszeni. I to świadczenia niemale. Dzięki postawie rządzących, którzy uznali wlascicieli PRL-u za nietykalnych. Cóż, Magdalenka triumfuje po raz kolejny.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jan Tokarski
Stały Bywalec Forum


Dołączył: 10 Lut 2008
Posty: 68

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 9:23 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kraków, 20 maja 2008

APEL

Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie apeluje do posła Andrzeja Czumy - przewodniczącego sejmowej komisji śledczej do spraw nacisków na służby specjalne oraz do wszystkich jej członków, o odwołanie pułkownika Jerzego Stachowicza, byłego funkcjonariusza komunistycznej Służby Bezpieczeństwa z funkcji eksperta tejże komisji.

Korzystanie przez parlament wolnej Polski z usług zasłużonego w czynnym zwalczaniu opozycji niepodległościowej wysokiego funkcjonariusza peerelowskiej bezpieki jest moralnym i politycznym skandalem, który obniża prestiż sejmowej komisji śledczej oraz zmniejsza wiarygodność jej ustaleń w dążeniu do odkrycia prawdy.

W naszym Porozumieniu działają osoby poszkodowane przez płk. Stachowicza, które złożyły już w Krakowskim Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej doniesienie o popełnieniu przezeń przestępstw kwalifikowanych jako zbrodnie komunistyczne. Byli działacze Konfederacji Polski Niepodległej Ryszard Bocian i Krzysztof Bzdyl napisali, że podczas prowadzonych przez niego z niezwykłą gorliwością przesłuchań i rewizji groził im poważnymi represjami, długoletnim więzieniem, zemstą na rodzinie, a nawet śmiercią.

Choćby tylko z tego powodu stanowiący prawo Rzeczypospolitej posłowie powinni odwołać płk. Stachowicza (a przynajmniej zawiesić do czasu zbadania przez prokuratorów IPN postawionych mu zarzutów) z funkcji eksperta komisji.

dr Jerzy Bukowski hm
rzecznik POKiN
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciej Gawlikowski
Weteran Forum


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 279

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 10:01 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tak wygląda grób Jacka Żaby:



Jest zarośnięty trawą, opuszczony. Tabliczka byle jaka.
Jakiś s...syn wyłamał i ukradł z niego mosiężny krzyż z Chrystusem.
Może zrobimy coś wspólnie?
Jacek zasługuje na lepszy grób. Może nie tak wystawny, jak groby różnych komuszych dygnitarzy i ubeków w niedalekiej Alei Zasłużonych, ale prosty i estetyczny. Z informacją o tym, że oddał życie za Niepodległą.
Robimy zrzutę?
Może ktoś zna jakiegoś majstra od nagrobków?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Tadeusz Świerczewski
Moderator


Dołączył: 12 Wrz 2006
Posty: 505

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 1:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wysłany: Wto Maj 20, 2008 1:28 pm Temat postu: UBECY W KOMISJI ŚLEDCZEJ ?!

--------------------------------------------------------------------------------

Raport specjalny
Komisja śledcza ds. nacisków na służby specjalne
Wtorek, 20 maja 2008

B. oficer SB zrezygnował z funkcji eksperta w komisji
PAP - dodane 1 godzinę i 58 minut temu

Jerzy Stachowicz, były oficer SB, UOP i ABW zrezygnował z funkcji eksperta w sejmowej komisji śledczej ds. nacisków władz na śledztwa o politykach i mediach - poinformował przewodniczący komisji Andrzej Czuma.
Czuma powiedział, że rezygnacja Stachowicza ma wpłynąć w formie pisemnej do komisji w środę. Moim zdaniem dobrze się stało, że pan Stachowicz zrezygnował - dodał szef komisji.
Stachowicza na eksperta komisji śledczej ds. nacisków władz na śledztwa o politykach i mediach zgłosił Jan Widacki (Koło Partii Demokratycznej).

Sejmowa komisja śledcza ds. nacisków nie uwzględniła podczas posiedzenia na początku maja wniosku Arkadiusza Mularczyka (PiS) o usunięcie płk. Stachowicza z grona swych ekspertów. Poseł chciał tego powołując się na media, które ujawniły, że płk Stachowicz brał "czynny udział" w aresztowaniu działaczy opozycji w PRL. Jako taki - według Mularczyka - "wspierał system totalitarny", dlatego dziś nie daje należytej rękojmi, nie może być obdarzony zaufaniem i może nie być bezstronny.

Według "Tygodnika Powszechnego" Stachowicz w 1986 r. rozbił w Krakowie grupę "terrorystów", działaczy radykalnej opozycji, którzy pierwszego maja chcieli rozproszyć wiec partyjny, wystrzeliwując na Rynku kilka granatów łzawiących, takich samych, jakie milicja stosowała podczas pacyfikowania demonstracji. Stachowicz był bardzo skuteczny - po śledztwie troje studentów musiało podjąć leczenie psychiatryczne.
CIEKAWE CZASY ?!!!.
_________________
Z poważaniem
Tadeusz Świerczewski
www.sw.org.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
r.k.
Weteran Forum


Dołączył: 01 Gru 2007
Posty: 228

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 3:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zrezygnował (sic!)

http://niezalezna.pl/index.php/article/show/id/2342
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Maciej Gawlikowski
Weteran Forum


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 279

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 4:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdyby ktoś pożałował biednego Stachowicza, któremu źli dziennikarze złamali karierę, to dodam, że biedak na otarcie łez dostał niezłą fuchę - kierownicze stanowisko w Agencji Rezerw Materiałowych.
http://www.arm.gov.pl
Podobno pracuje tam od ok. miesiąca, więc może to była forma zachęty do wytężonej pracy dla sejmowej komisji? Smile))
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 7:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Brawo Panie Macieju, Pańska praca jako publicysty, poparta społeczną presją przyniosły efekt - jednego zbira mniej w komisji. A z tym zatrudnieniem w Agencji Rezerw Materiałowych to już zupełny skandal, ciekawie się to wszystko zbiega w czasie. Ktoś okazał się bardzo hojny - kto zatrudnił tam Stachowicza i czy to przypadek że akurat teraz?.




Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Bypass
Bywalec Forum


Dołączył: 07 Wrz 2007
Posty: 37

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 7:48 pm    Temat postu: Wyczyny Stachowicza znane od dawna! Odpowiedz z cytatem

http://www.polskieradio.pl/krajiswiat/polityka/artykul47375.html


Sejmowy ekspert na tropie „terrorystów”
Piątek, 25 kwietnia 2008

Jerzy Stachowicz, ekspert komisji śledczej ds. zbadania rzekomych nacisków na organa ścigania, w czasie PRL-u był funkcjonariuszem SB. W czasie swojej służby aresztował, przeprowadzał rewizje, groził śmiercią opozycjonistom, był gorliwym funkcjonariuszem komunistycznego reżimu.
Sejm RP, fot. J. Szymczuk

Pułkownik Służby Bezpieczeństwa Jerzy Stachowicz, na wniosek posła PD Jana Widackiego, został ekspertem komisji śledczej do spraw nacisków. Powołanie go wywołało sprzeciw dawnych opozycjonistów, którzy mieli z nim styczność w latach 80. Na jaw wychodzą nowe fakty związane z jego działalnością.

Jerzy Stachowicz karierę zaczynał w krakowskiej komórce SB. Głośną sprawą, w której odegrał znaczącą rolę, było aresztowanie 11 działaczy Liberalno–Demokratycznej Partii Niepodległość. Jej członkowie planowali zorganizowanie akcji protestacyjnej, domagając się wycofania wojsk sowieckich z Afganistanu. Miała się odbyć 1 maja 1986 roku w trakcie wiecu na krakowskim rynku. Opozycjoniści przygotowali specjalne wyrzutnie z ulotkami i gazem łzawiącym, które zamontowali na dachu jednej z krakowskich kamienic. Miały zostać zdalnie odpalone. Akcja spaliła jednak na panewce. 29. kwietnia, najprawdopodobniej dzięki donosowi jednego z dozorców, ekipa SB rozmontowała zainstalowane wyrzutnie.

Następnego dnia wszczęte zostało śledztwo w sprawie zbrodni z art. 136 par.1 kodeksu karnego, zagrożonej karą więzienia od 3 do 15 lat. Śledztwem kierował prokurator Eugeniusz Wolniak, a sprawę prowadziła specjalna grupa operacyjno–śledcza WUSW w Krakowie. Wśród funkcjonariuszy zaangażowanych w czynności śledcze pierwsze skrzypce grał Jerzy Stachowicz. Od początku sprawie nadano specjalną rangę. Świadczą o tym doniesienia medialne. Tuż po pierwszych aresztowaniach „Gazeta Krakowska” zaczęła pisać o terrorystach, próbujących wysadzać pociągi, którzy „[…] chcieli pozbawić życia tysiące spokojnych ludzi, aby zademonstrować swą nienawiść do socjalizmu…” 15. maja telewizja wyemitowała program, poświęcony „zamachowi terrorystycznemu”, jaki miał mieć miejsce w Krakowie. Dzień później wspomniana „Gazeta Krakowska” zamieściła tekst pod tytułem „Bezwzględne oblicze terroryzmu”, w którym stwierdzano między innymi: „w sercu miasta, wśród tysiąca zgromadzonych ludzi chciano wywołać panikę o nieobliczalnych następstwach. […] Mogło to mieć tragiczne konsekwencje. […] Terrorysta ukryty w bezpiecznym miejscu miał tylko włączyć przycisk”. Tego typu zabiegi miały potęgować poczucie zagrożenia. Elżbieta Błońska–Grzesiak, działaczka L–DP „Niepodległość” podkreśla, że SB specjalnie starało się wykreować ich grupę na niebezpiecznych i szalonych młodych ludzi, którzy chcą zabijać niewinne osoby. Tymczasem prawda była inna. Środowisko L-DP „Niepodległość” zajmowało się wydawaniem książek i broszur, postulowało możliwość istnienia partii politycznych. Głośno mówiono o niepodległości Polski i możliwości współpracy ze zniewolonymi państwami ościennymi.

Gwoli wyjaśnienia, należy dodać, że gaz, którego chcieli użyć opozycjoniści, był „zwykłym” środkiem używanym przez milicję, a ładunki miały spaść pomiędzy trybuną z notablami partyjnymi, a zgromadzonym tłumem. Sprawa L-DP „Niepodległość” została opisana w specjalnym raporcie zatytułowanym „W oparach absurdu, czyli… terroryzm po krakowsku”. Dokument, opracowany przez Zbigniewa Fijaka, Stanisława Handzlika i Jana Marię Rokitę, został wydany w kwietniu 1987 roku. Raport zawiera wiele szczegółów dotyczących Stachowicza.

W marcu 1986 roku SB aresztowało dwie studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego - Agnieszkę Kasperowicz i Joannę Podgórską - za kolportaż ulotek L-DP „Niepodległość”, nawołujących do uczestnictwa w wiecu na rzecz opuszczenia Afganistanu przez ZSRS. Bezpieka połączyła to aresztowanie ze znalezionymi 29 kwietnia ulotkami. Pieczę nad obydwoma sprawami objął Jerzy Stachowicz i Karol Suder. Aresztowanym studentkom grozili skazaniem za szpiegostwo i 15-letnim więzieniem. Pod adresem Agnieszki Kasperowicz padały groźby typu „włosy i zęby ci wypadną”. Joanna Podgórska przesłuchania przypłaciła załamaniem nerwowym. W lipcu 1986 roku rozpoczęły się aresztowania kolejnych osób związanych z L-DP „Niepodległość”. Czynny udział brał w nich Stachowicz. Kierował między innymi rewizją i aresztowaniem Zygmunta Grzesiaka, w którego domu urządzono 2 dniowy „kocioł”. W trakcie rewizji grożono Elżbiecie Błońskiej-Grzesiak aresztowaniem i umieszczeniem jej kilkumiesięcznego niemowlęcia w domu dziecka. Rasowy cyniczny esbek – tak Stachowicza zapamiętał Zygmunt Grzesiak. Jego żona podkreśla, że działania Stachowicza w wielu przypadkach miały skutki długofalowe. Łamanie ludzkich charakterów powodowało, że wiele osób do dziś nie potrafi się podnieść. Stachowicz nie zawahał się przed przeprowadzeniem rewizji u 74-letniej babci Elżbiety Błońskiej-Grzesiak, która usłyszała „gdzie pani schowała te granaty?” Innym aresztowanym, który dobrze zapamiętał Stachowicza, był Marian Stachniuk. Podczas przesłuchań był wielokrotnie straszony i szantażowany. Padały groźby pod adresem jego żony i dzieci. Stachniuk, aresztowany na rok, nie mógł do końca PRL-u znaleźć pracy. Z kolei Rafał Stós usłyszał między innymi, że SB może się zemścić na jego rodzicach. Esbecy mówili mu, że jego ojcu-lekarzowi wytoczą proces pod pretekstem brania łapówek, a siostra zostanie aresztowana za kolportaż nielegalnych ulotek. Podobny los miał spotkać znajomych Stósa. Do takich metod, według autorów raportu, posuwał się Stachowicz.

Jerzego Stachowicza dobrze zapamiętał działacz KPN Krzysztof Bzdyl. Aresztowany 7 grudnia 1980 roku był prze niego kilka razy przesłuchiwany. Usłyszał od Stachowicza między innymi, że żywy z wiezienia nie wyjdzie, i za swoją działalność otrzyma karę śmierci. Krzysztof Badyl usłyszał też, że SB zrobi porządek z jego rodziną, bo przecież łatwo o wypadek, a taki może się przytrafić jego dzieciom. Bzdyl miał dwóch synów w wieku 7 i 1,5 roku.

Krzysztof Bzdyl, oburzony wybraniem Stachowicza na eksperta komisji do spraw nacisków, dwukrotnie apelował do przewodniczącego tejże komisji, posła PO Andrzeja Czumy o nie korzystanie z usług byłego esbeka. Z podobnym apelem wystąpił również inny działacz dawnej opozycji, Marian Stachniuk. Na razie apele pozostały bez odzewu.

Krzysztof Bzdyl razem z Ryszardem Bocianem złożyli do krakowskiego oddziału Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu wnioski dotyczące przestępstw komunistycznych popełnionych przez Jerzego Stachowicza.

Obecnie Jerzy Stachowicz jest emerytowanym oficerem ABW. Po 1989 roku został kilka razy pozytywnie zweryfikowany. W jednej z komisji, która go pozytywnie zweryfikowała, zasiadał Jan Maria Rokita i Zbigniew Fijak, autorzy raportu opisującego esbeckie metody stosowane przez Stachowicza podczas przesłuchań. Obecny ekspert komisji najpierw pracował w UOP, a potem w ABW. 9 maja 2003 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski przyznał Stachowiczowi Srebrny Krzyż Zasługi. W uzasadnieniu można przeczytać, że odznaczenie zostało przyznane „za wybitne zasługi w działalności na rzecz umacniania bezpieczeństwa wewnętrznego kraju. Za wzorowe wypełnianie obowiązków służbowych”. Działacze opozycji, którzy mieli styczność ze Stachowiczem w latach 80., zastanawiają się jak to możliwe, że cyniczny esbek, łamiący ludzkie charaktery, został po 1989 roku pozytywnie zweryfikowany i miał możliwość robienia kariery w III RP.

O odwołanie Jerzego Stachowicza wniósł członek komisji śledczej, Arkadiusz Mularczyk. Przewodniczący komisji, Andrzej Czuma, zaznaczył, że nie głosowałby za powołaniem Stachowicza, gdyby wiedział o jego przeszłości.

Piotr Dmitrowicz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jerry
Weteran Forum


Dołączył: 13 Paź 2006
Posty: 396

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 7:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiedy słucham ględzenia mec. Łajdackiego czy innych komunistycznych sługusów to pomimo obrzydzenia mogę ich zrozumieć że robią wszystko żeby ukryć swoje zbrodnie i machlojki ale patrząc na Andrzeja Czumę ogarnia mnie rozpacz że osoby o takich jak on życiorysach potrafią się tak bardzo zeszmacić. Dla władzy i stanowisk potrafią na stare lata schować honor do szafy. Wolał bym jeść suchy chleb zbierany na śmietnikach niż stać się takim jak oni. Takich ofiar jak Jacek Żaba było w Polsce o wiele więcej, w Kobyłce na cmentarzu leży mój kolega Andrzej K. - robotnik z Huty Warszawa na którego pogrzebie urządzonym w środku nocy był tylko ksiądz, żona i SBcy. Do dziś nikt nie próbował wyjaśnić dlaczego go zabili. A pan Czuma i jego koledzy fundują nam drugą grubą kreskę i rozgrzeszają katów i kapusiów bez spowiedzi, skruchy i pokuty. Na szczęście gwałtownie rośnie liczba niezadowolonych z rządów Tuska i jego ekipy więc może jest jeszcze jakaś nadzieja???
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Wto Maj 20, 2008 9:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bypass napisał:
Przewodniczący komisji, Andrzej Czuma, zaznaczył, że nie głosowałby za powołaniem Stachowicza, gdyby wiedział o jego przeszłości.


NIE WIERZĘ W ANI JEDNO SŁOWO CZUMY - NIE DAJE DO TEGO PODSTAW.



Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Maciej Gawlikowski
Weteran Forum


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 279

PostWysłany: Sro Maj 21, 2008 8:13 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czuma zachowuje się w tej sprawie haniebnie.

Kilka osób prosiło mnie o wrzucenie tu zdjęć innych "bohaterów" tej historii.
Może to odświeży pamięć, może dojdą jeszcze jakieś nowe informacje?

Poniżej Jerzy Biederman - milicjant, cenzor, następnie prokurator (do dziś):




A to wraz z Kazimierzem Krauze inni SB-ecy:
Piotr Falkowski (był też "opiekunem" ks. Isakowicza-Zaleskiego) - łysiejący, futrzany kołnierz, mikrofon w ręku,
Bogusław Baranowski - pierwszy od prawej, w kaszkiecie,
Józef Sitkowski - najniższy, w drugim rzędzie, pomiędzy Krauzem i Falkowskim.


Proszę o wszelkie informacje. Będziemy kontynuować temat.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Maciej Gawlikowski
Weteran Forum


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 279

PostWysłany: Sro Maj 21, 2008 8:23 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

WIDACKI MUSI ODEJŚĆ!
Wklejam świetny tekst Michała Karnowskiego z Dziennika:

Nie udawajcie idiotów!

Staram się wystrzegać mocnych słów, ale teraz nie mogę nie zapytać Jana Widackiego i posłów popierających go w dziele ściągania na funkcję eksperta komisji śledczej byłego esbeka Jerzego Stachowicza: dlaczego, panowie, nadal udajecie idiotów? - pisze publicysta DZIENNIKA Michał Karnowski.

Bo to jedyne pytanie, jakie nasuwa mi się, gdy słyszę i czytam, jak się tłumaczycie po ujawnieniu jego kompromitującej przeszłości. Jak zwalacie winę na Zbigniewa Wassermanna, który był jednym z weryfikujących Stachowicza w momencie przebudowy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa w Urząd Ochrony Państwa. Może i komisja popełniła wtedy błąd, może w ogóle cała ta operacja zakładająca przemianę sumień esbeków była błędem? Może, ale to inny temat.

Bo tu sprawa jest prosta. Widacki i głosujący razem z nim posłowie, także niestety z Platformy Obywatelskiej, dobrze wiedzieli, że nie ściągają Stachowicza do zwykłej pracy, a nawet nie do pracy w roli tajniaka. Praca w parlamentarnej komisji śledczej, zwłaszcza do zbadania tak delikatnej sprawy jak naciski na służby specjalne, to także zadanie moralne.

Posłowie śledczy i ich eksperci nie są prokuratorami, policjantami czy sędziami. Uprawnień mają dużo mniej, a ich siłą jest właśnie mandat wyborców. I właśnie do współwykonywania takiego delikatnego zadania wybrano byłego esbeka! To już była katastrofa, to już była kompromitacja. Teraz zwielokrotniona.

Już wtedy podnosiły się głosy, że to nieprzyzwoite, by były funkcjonariusz komunistycznej bezpieki zajmował się ocenianiem pracy wolnych służb. Ale Jan Widacki był głuchy na protesty. Mówił, że po tylu latach pracy w wolnej Polsce Stachowicz nie zasłużył na taką dyskryminację. Wystarczyło jednak odłożyć na chwilę pragnienie politycznej młócki i zemsty, zapytać samego siebie, czy to po prostu przyzwoite? Nawet przy zastosowaniu demokratycznego standardu minimalnego okazałoby się, że nie.

Teraz wszystko to stawia pod znakiem zapytania mandat komisji do dalszego dociekania... No właśnie, trudno nawet napisać, że prawdy. Bo czyż można szukać prawdy w takim towarzystwie? Jeśli więc komisja ma zamiar dalej pracować, sprawa nie powinna się skończyć na rezygnacji Stachowicza. Z udziału w pracach komisji powinien też zrezygnować poseł Jan Widacki. Po takiej kompromitacji, jaką sprowadził na swoich kolegów, trudno wyobrazić sobie jego dalszą pracę w roli tropiciela ewentualnych nadużyć. A i sami koledzy powinni mu to delikatnie zasugerować. Bo że sam uzna taki ruch za konieczny i przyzwoity, niestety wątpię.

Michał Karnowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 3:27 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Maj 21, 2008 8:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.dziennik.pl/opinie/article177078/Cztery_grzechy_weryfikacji_esbekow.html

Jerzy Jachowicz, publicysta DZIENNIKA

środa 21 maja 2008 01:32
"Cztery grzechy weryfikacji esbeków

Przypadek Jerzego Stachowicza, byłego esbeka, który jeszcze nie tak dawno znęcał się nad swoimi ofiarami, ale - mimo to - zrobił karierę po 1990 roku, to nie pierwsza porażka polskiej demokracji w walce o oczyszczenie służb specjalnych z komunistycznych wpływów - pisze publicysta DZIENNIKA Jerzy Jachowicz.


Ich symbolem jest Jan Lesiak ze swoją słynną szafą. Jak pamiętamy, już w wolnej Polsce starym esbeckim zwyczajem gromadził materiały kompromitujące ówczesną opozycję polityczną. Snuł plany operacyjne zmierzające do zniszczenia polskiej prawicy.

Lesiak po odrzuceniu go na pierwszym etapie weryfikacji prześliznął się do nowej służby dzięki wstawiennictwu swego niedawnego figuranta, to znaczy osoby, której rozpracowywaniem i prześladowaniem się zajmował, czyli Jacka Kuronia. W podobny sposób do budowanego na gruzach SB Urzędu Ochrony Państwa trafiły dziesiątki, jeśli nie setki byłych esbeków rekomendowanych przez swoje niedawne ofiary. Tak było choćby na Wybrzeżu, gdzie kilku oficerów inwigilujących do 1989 roku Lecha Wałęsę dzięki niemu nie tylko weszło w skład reformowanych służb, ale zajęło w nich kierownicze stanowiska. Czyż to nie jest spuścizna zbyt bliskich związków - mówiąc językiem symbolicznym - między katem a ofiarą? I to był pierwszy z grzechów głównych weryfikacji Służby Bezpieczeństwa, kiedy odrzuceni na początku oprawcy zasłużeni dla PRL korzystali z gołębiego serca prześladowanych.

Drugim fundamentalnym błędem, który popełniono podczas weryfikacji, była wprost niezwykła tolerancja centralnej komisji weryfikacyjnej przywracającej do służby byłych esbeków odrzuconych przez komisje wojewódzkie. Członkowie centralnej komisji, uzurpując sobie status obdarzonych większą wiedzą i rozumem, zmieniali postanowienia komisji regionalnych. Mimo że to właśnie lokalni działacze podziemia mieli lepsze rozeznanie, jakie przestępstwa mają na sumieniach kontrolowani przez nich esbecy. To w wyniku prostowania przez centralną komisję rzekomo błędnych decyzji komisji niższego szczebla do nowych służb mających chronić młodą demokrację trafiło blisko dwa tysiące zdyskwalifikowanych wcześniej funkcjonariuszy, nierzadko zwykłych przestępców.

Kolejnym, trzecim grzechem tamtej weryfikacji był brak sprawdzenia samych członków komisji weryfikacyjnej. W niektórych komisjach bowiem zasiadali niedawni działacze podziemia będący jednocześnie tajnymi współpracownikami SB. To w nich wielu esbeków, którzy powinni być odrzuceni, znajdowało sojuszników. O tym dowiedzieliśmy się jednak dopiero po wielu latach, gdy siła dawnej agentury zmalała.

Grzech czwarty to niedostrzeżenie przemyślnego manewru szefa szefów wszystkich esbeków - generała Czesława Kiszczaka. To on wpadł na pomysł, żeby kilka tysięcy funkcjonariuszy SB przenieść - jak się mówi w języku służb - pod fałszywą flagę. W ciągu zaledwie kilku miesięcy na przełomie 1988 i 1989 roku wytypowani przez kierownictwo SB funkcjonariusze zamienili dotychczasowe legitymacje służbowe na milicyjne. A ponieważ w milicji praktycznie nie odbyła się żadna weryfikacja, wszyscy oni służyli nowemu państwu. Wielu z nich bez problemu przeniosło się potem do UOP.

Te wszystkie grzechy ciążą nad nami do dziś. A koszty tamtej weryfikacji będziemy jeszcze płacić latami."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group