" /> Dyskusje ogólne :: Kochającym ustrój gospodarczy i polityczny Unii Europejskie
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kochającym ustrój gospodarczy i polityczny Unii Europejskie

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pon Maj 26, 2008 7:14 pm    Temat postu: Kochającym ustrój gospodarczy i polityczny Unii Europejskie Odpowiedz z cytatem

Kochającym ustrój gospodarczy i polityczny Unii Europejskiej ... ??? http://napiszmydoeuropy.onet.pl/ , http://www.eitplus.wroclaw.pl/artykul.php5?id=354

Microsoft, Google, YouTube - wszystkie powstały w USA.
To uczelnie i firmy zza oceanu nadają dziś ton światowej nauce i wynalazkom.
W czasach gdy o potędze ekonomicznej przestały decydować fabryki,
Europa straciła pozycję lidera. EIT to Europejski Instytut Innowacji i Technologii.
Połączenie Massachusetts Institute of Technology z Doliną Krzemową.
EIT stworzy pomost pomiędzy nauką a biznesem tak, aby nowatorskie
pomysły i rozwiązania szybko wchodziły na rynek, zapewniały lepsze zycie i zamieniały się w zysk.

Co EIT może dać Polsce

Polska walczy o to, aby siedziba EIT znalazła się we Wrocławiu.
EIT w Polsce to gigantyczny impuls do rozwoju nauki i gospodarki.
Przyjadą wybitni naukowcy z całego świata, zatrzymamy młode talenty.
EIT przyciągnie inwestycje najbardziej innowacyjnych firm na świecie.
EIT to potężny zastrzyk finansowy - budżet 2,4 mld euro do 2013 roku.


Skoro taka jest cudowna UNIA EUROPEJSKA i jej system gospodarczy, to dlaczego w Europie nie zaistanial ktoś taki jak Bill Gates, prezes i twórca Microsoft Corporation ... ???

polecam historię ... http://manager.money.pl/ludzie/portrety/artykul/bill;gates;prezes;i;tworca;microsoft;corporation,95,0,136543.html

2006-02-10 13:42:18
Bill Gates, prezes i twórca Microsoft Corporation

W 2004 roku jego majątek szacowano na ponad 46 miliardów dolarów. Od siedmiu lat króluje na liście najbogatszych. Sam jednak uważa, że jego największym sukcesem jest to, że udało mu się połączyć pracę z pasją.

Jest współtwórcą jeden z najlepiej rozpoznawalnych marek w branży komputerowej i jednej z najszybciej rozwijających się firm na świecie. Na koniec roku finansowego dochód Microsoft Corporation wyniósł 36,84 miliardów dolarów. Inwestycje w badania rozwojowe szacuje się rocznie na ok. 6 miliardów dolarów. Firma zatrudnia 55 000 pracowników w 85 krajach i regionach.

Założyciel komputerowego imperium urodził się 28 października 1955 roku w Seattle, w stanie Washington. Jego ojciec William H. Gates był prawnikiem, a matka nauczycielką. Skończył elitarne liceum Lakeside School. Tam, jako trzynastolatek, odkrył swoje zainteresowanie oprogramowaniem i zaczął tworzyć programy komputerowe. W 1973 roku rozpoczął studia na Harvard University, gdzie poznał Steve'a Balmera - przyszłego partnera biznesowego. Razem zaczęli pracować nad nową wersją języka programowania Basic, co następnie stało się podstawą pierwszego mikrokomputera MITS Altair.

Studiów nie ukończył, ponieważ w szybkim tempie zaczęła rozwijać się firma realizująca wizje początkującego informatyka. Tym samym, w 1975 roku powstał Microsoft Corporation - „przyjacielska" spółka Billa Gates'a i Paula Allena.

Obecnie majątek kadry zarządzającej Microsoftu przedstawia się następująco: Gates - ponad 46 miliardów dolarów, Paul Allen - niespełna 21 miliardów dolarów.

Przyjaciel Gatesa i dyrektor generalny Microsoftu, Steve Balmer zajmuje 19 miejsce na liście najbogatszych z ponad 12 miliardami dochodów.

Będąc tak bogatym, można sobie pozwolić na filantropię. I w tej dziedzinie biznesmen stworzył światowe imperium. Prowadzi ją wraz z żoną. Fundacja dysponuje kapitałem ponad 28 miliardów dolarów (stan na grudzień 2004). Dotychczas Fundacja Melindy i Billa Gatesów przekazała ponad 3 miliardy dolarów na rzecz organizacji działających na rzecz światowej ochrony zdrowia. Przeszło 2 miliardy doalarów przekazano na programy związane z poszerzeniem możliwości nauczania, m.in. w ramach inicjatywy Gates Library Initiative, której celem było zapewnienie komputerów, szkoleń oraz dostępu do Internetu bibliotekom publicznym w uboższych gminach na terenie Stanów Zjednoczonych i Kanady. Fundacja przekazała też ponad 488 milionów dolarów na projekty specjalne i doroczne akcje dobroczynne.
Okazuje się, że miliarder nie jest doskonały w każdej dziedzinie. W spocie reklamowym - przekonując do zakupu kijów golfowych marki Big Berta - przyznał się, że ma duże problemy z trafieniem do dołka.
W 1999 r. Bill Gates napisał książkę pt. „Biznes szybki j@k myśl" (Business @ the Speed of Thought), w której wskazuje, że technologia komputerowa pozwala w całkowicie nowy sposób rozwiązywać problemy biznesowe. Książkę tę wydano w 25 językach w ponad 60 krajach. Znalazła się na listach bestsellerów gazet takich, jak New York Times, USA Today, Wall Street Journal, czy portalu Amazon.com. Poprzednia książka Gatesa pt. „Droga ku przyszłości" (The Road Ahead), wydana w 1995 r., przez siedem tygodni utrzymywała się na pierwszej pozycji listy bestsellerów dziennika New York Times.
Zyski z tych książek Gates przekazał organizacjom typu non-profit, które wspierają wykorzystanie technologii w edukacji i kształceniu zawodowym.

Bill Gates ma trójkę dzieci. W wolnym czasie czyta, gra w golfa i brydża. Mieszka w okolicy Jeziora Waszyngtońskiego.

W 2005 został uhonorowany przez królową Elżbietę tytułem szlacheckim.
Wizjonerstwo Billa Gatesa, który przewidział rozwój komputerów osobistych, miało kluczowe znaczenie nie tylko dla sukcesu firmy Microsoft, ale i przyszłości całej branży informatycznej.

Oprac. Katarzyna Ogórek


Komentarz:

Pytania kieruje do wszystkich kochających system gospodarczy i polityczny w Unii Europejskiej , do zwolenników.

1. Gdzie są wyższe podatki , większa biurokracja i utrudnienia gospodarcze... w UE czy w USA...?

2. Gdzie występuje większe bezrobocie w Europie czy w USA ....???

3. Jaki jest koszt wymiany walutowej 1 dolara na zlotego w Polsce.?

4. Jaki jest koszt wymiany walutowej 1 dolara na zlotego w USA ...?

5. Jaki zasilek otrzyma bezrobotny( Polak )po przekroczeniu otwartych "granic" w Unii Europejskiej . Czy zasilek jest równy dla bezrobotnych dla wszystkich krajów w UE , niezależnie od miejsca zamieszkania...? Mówię o " równości" Skoro tyle mówi się o socjalistycznej równości w UE...?

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 26 maja 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Wto Cze 17, 2008 8:59 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 1:23 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Janusz Szkutnik
Weteran Forum


Dołączył: 04 Lis 2007
Posty: 112

PostWysłany: Pon Maj 26, 2008 8:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Robercie
Poruszasz temat katastroficzny, a nawet niebezpieczny.
"Lepsze życie i zysk", podatki, bezrobocie, koszt wymiany walut.
Jesteś dzielny, lecz ekonomizacja, podobnie jak dehumanizacja toczy nasze spoleczeństwo nie oszczędzając nawet naszych kolegów !
Pozdrawiam najserdeczniej
Janusz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Wto Maj 27, 2008 6:05 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oto "sztuka" jaką proponuje się w Unii Europejskiej.

http://www.tvn24.pl/-1,1551113,wiadomosc.html

00:30, 27.05.2008 /ANSA
Burza wokół żaby na krzyżu
SZTUKA, PROWOKACJA, ŚWIĘTOKRADZTWO?


Sztuka, prowokacja, świętokradztwo? (n/z 3-metrowa rzeźba Martina Kippenbergera)



Fot. EPA

Trzymetrowa rzeźba ukrzyżowanej żaby wystawiona w miniony weekend we włoskim Bolzano wzbudziła szok i konsternację wśród lokalnej społeczności. Miejscowi politycy i przedstawiciele kościoła żądają zamknięcia wystawy.
Autorem kontrowersyjnego "dzieła sztuki" jest niemiecki artysta Martin Kippenberger. Rzeźba należy do jego cyklu "Fred the Frog". Kurator Muzeum Sztuki Współczesnej w Bolzano przekonuje, że praca Kippenbergera to "autoportret artysty w stanie głębokiego kryzysu". Jego wytłumaczenia nie przekonują jednak miejscowego biskupa Wilhelma Eggera. Jego zdaniem ukrzyżowana żaba zszokowała wiele osób odwiedzających wystawę, a także obraziła ich uczucia religijne.

- Nawet jeżeli nie było to zamiarem artysty, to jednak prawo każe szanować uczucia religijne - przypomniał biskup. Jego zdaniem takie przetwarzanie chrześcijańskich symboli nie służy dialogowi między kulturą a religią.

Bp Egger spotkał się z Prezydentem prowincji Bolanzo Luisem Durnwalderem, który określił pracę jako "napastliwą" i nakazał ją usunąć z muzeum. - Kippenberger to wielki artysta, którego całe życie było naznaczone silnymi wewnętrznymi napięciami, ale tym razem chyba przekroczył granicę - dodał Durnwalder. Jego zdaniem rzeźba jest zbyt prowokacyjna dla w 99 procent katolickiej społeczności Bolzano.

jaś/sk

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 27 maja 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Wto Cze 17, 2008 9:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Wto Maj 27, 2008 10:35 am    Temat postu: Re: Kochającym ustrój gospodarczy i polityczny UE Odpowiedz z cytatem

Robert Majka napisał:
Pytania kieruję do wszystkich kochających system gospodarczy i polityczny w Unii Europejskiej , do zwolenników.

1. Gdzie są wyższe podatki , większa biurokracja i utrudnienia gospodarcze... w UE czy w USA...?

2. Gdzie występuje większe bezrobocie w Europie czy w USA ....??

3. Jaki jest koszt wymiany walutowej 1 dolara na zlotego w Polsce.?

4. Jaki jest koszt wymiany walutowej 1 dolara na zlotego w USA ...?

5. Jaki zasilek otrzyma bezrobotny (Polak) po przekroczeniu otwartych "granic" w Unii Europejskiej. Czy zasilek jest równy dla bezrobotnych dla wszystkich krajów w UE, niezależnie od miejsca zamieszkania...? Mówię o " równości" Skoro tyle mówi się o socjalistycznej równości w UE...?


Odpowiedź w: Antoni Kosiba, "Fatalne zauroczenie", "Opcja na Prawo" nr 4(16), kwiecień 2003 r.
http://www.opcja.pop.pl/?id_artykul=333; tam widać fragment, a oto pełny tekst:



Fatalne zauroczenie?

(ogłoszone w "Gazecie" /Toronto/ nr 38 z 15-17 lutego 2002 r.,
i w "Opcji na Prawo" /Wrocław/ nr 4/16/ z kwietnia 2003 r., str. 42-45)


Według tzw. sondaży odsetek Polaków popierających przystąpienie naszego kraju do UE wciąż waha się pomiędzy 50% a 60%. Sondaże sondażami, ale wyniki wyborów (prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych) systematycznie je potwierdzają! Mam na myśli to, że suma procentowych wyników osiągniętych przez kandydatów reprezentujących partie popierające akces Polski do UE, pomnożona przez frekwencję wyborczą w danym głosowaniu, daje podobny wynik jak ten uzyskiwany w sondażach. Widocznie wciąż jeszcze pokutuje "mit Zachodu" – skoro znajdziemy się w gronie państw bogatszych od nas, to nam się też poprawi. Myślę, że część naszych rodaków rozmyślnie tym się kieruje, licząc właśnie na: dotacje – np. (a może zwłaszcza?) w dziedzinie rolnictwa, wynegocjowanie z Unią takich lub innych warunków albo umiejętne wykorzystywanie unijnych funduszy. Bez wdawania się w drobiazgowe rozważania przedstawię teraz cztery zasadnicze argumenty PRZECIWKO wejściu Polski do Unii Europejskiej:

1. UE jest związkiem bez prawa do secesji. Każda godna tego miana federacja jest zrzeszeniem dobrowolnym. W ubiegłym roku jeden z wpływowych polityków unijnych pozwolił sobie porównać UE do "katolickiego małżeństwa" (= ważnie zawarte obowiązuje dożywotnio). Ale w federacji dobrowolność powinna dotyczyć nie tylko przystępowania do niej, lecz także pozostawania w jej składzie. Przez wiele lat antykomuniści wykpiwali "federację" sowiecką, gdzie tak zwane "prawo wychoda" (= "prawo do secesji") było tylko pięknym hasłem, zapisanym w Konstytucji Stalinowskiej (z 1936 r.) i Konstytucji Breżniewowskiej (z 1976 r.). Ironią losu jest fakt, że ZSRS przestał istnieć właśnie dzięki temu, iż poszczególne republiki z tego prawa postanowiły skorzystać, gdy okazało się jednak, że "król jest nagi". Polska i inne państwa zabiegające o członkostwo w UE mają przystąpić nie do Wspólnego Rynku, nie do EWG, lecz do PSEUDO­-federacji, w której obowiązuje zasada "one way ticket" (= "bilet w jedną stronę"). Twórcy UE – inaczej niż "konstytucjonaliści" sowieccy – uznali widocznie za zbędne dbać o pozory. Traktat o UE zawarty w Maastricht z dnia 18 czerwca 1997 r. (ani żaden inny akt prawny UE) bowiem NIE przewiduje możliwości opuszczenia tej "federacji" przez państwo członkowskie. Co gorsza, centralne organy władzy UE nie podlegają żadnej skutecznej kontroli ze strony mieszkańców tego konglomeratu państw. Nie jest możliwe, aby wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego wpłynął na zmianę rządu Unii, który to rząd nazywa się Komisją Europejską (a ministrowie w nim – komisarzami; ta nazwa budzi w Polsce jak najgorsze skojarzenia...). Więcej – nawet dosyć niedawny skandal korupcyjny wśród najwyższych urzędników UE nie spowodował normalnej w takim wypadku natychmiastowej dymisji osób skorumpowanych. Gdyby chodziło o taką wadę np. w państwie włoskim, tureckim, polskim albo szwedzkim, to mówiłoby się, że dane państwo nie jest demokratyczne, skoro mieszkańcy nie mają wpływu na to, kto jest w rządzie ich państwa. Ze względu na TEN właśnie szczebel, na którym owo poważne niedomaganie występuje, wypada powiedzieć, że to jest PSEUDO­-federacja! Jedno z państw członkowskich UE (Portugalia) zaproponowało, aby Unia za pomocą interwencji zbrojnej "przywoływała do porządku" te swoje państwa członkowskie, które dopuszczałyby się tzw. "odejścia od demokracji" (powiedziano to w kontekście sukcesu wyborczego Partii Wolnościowej w Austrii; nawiasem pisząc – ta partia po zdobyciu władzy przestała być przeciwniczką obecności Austrii w UE! – ów oportunizm jednak NIE poprawił opinii partii Jörga Haidera w środowiskach unijnego "betonu" ...). Czyżby UE była na drodze ku odrestaurowaniu pamiętnej "doktryny Brieżniewa" (mającej "uzasadnić" najazd "sojuszników" na Czechosłowację w 1968 r. koniecznością "obrony zagrożonego socjalizmu")? Skoro tak, to i rola Portugalii nie jest dziwna – jej bardzo socjalistyczna konstytucja mogłaby służyć za "wzór" całej Unii Europejskiej!

2. UE jest biurokratycznym molochem socjalizmu. W art. 3(B) Traktatu o Unii Europejskiej z Maastricht jest mowa o "zasadzie pomocniczości". Rzeczywistość UE jest bardzo jaskrawym ZAPRZECZENIEM tej zasady. Obecni parlamentarzyści w Polsce pracują jak (nie przymierzając) "stachanowcy", aby wcielić do polskiego prawa wewnętrznego prawo unijne. Przepisy UE, które maja doznać tej inkorporacji, są zapisane na 180 tysiącach stronic! Świadczy to o dalece posuniętej inflacji prawa! Skoro na szczeblu struktury obejmującej setki milionów mieszkańców potrzeba aż tyle papieru, aby uregulować sprawy ich dotyczące, to o ileż więcej przepisów musiałyby wydawać i wprowadzać w życie władze na niższych szczeblach, które z natury rzeczy zajmują się owymi "sprawami" bardziej konkretnie, bo działają bliżej obywatela (we Francji) albo poddanego (we Wielkiej Brytanii)? Zbyt wiele spraw należy do kompetencji centralnych władz Unii – zamiast do kompetencji krajów członkowskich a nawet – do jednostek samorządowych wewnątrz owych krajów. Zbyt wiele spraw należy do kompetencji JAKICHKOLWIEK WŁADZ – prawo nie powinno regulować aż tak szerokiego zakresu zagadnień, jak to się dzieje w UE. Np. dlatego, że taki system wszech­kontroli jest zbyt kosztowny. Skoro każde zwierzę gospodarskie ma być komputerowo ewidencjonowane, a każde jajko ma być opatrzone odciskiem pieczęci wskazującym, która kura je zniosła (!), to... – no, brak słów! Ambicje uczynienia z Unii termitiery i tak nie zapobiegają (jak widać) szerzeniu się zagrożeń dla człowieka płynących z eksperymentowania z produkcją żywności – wystarczy wspomnieć rośliny transgeniczne i krowy z chorobą BSE. Poseł Janusz Korwin-Mikke, w przemówieniu sejmowym wygłoszonym w maju 1992 r., nazwał już ówczesną EWG "biurokratycznym molochem" i przydał jej epitet: "Związek Socjalistycznych Republik Europejskich", ale od tego czasu POSTĘP postąpił tam dalej naprzód... O czysto gospodarczych aspektach socjalizmu pisałem już w poprzednich odcinkach tego cyklu, więc tu może nie warto tego powtarzać.

3. UE to narzędzie kondominium Niemiec i... Rosji nad Europą. W 1942 roku w Berlinie odbyła się konferencja pod tytułem... "Europejska Wspólnota Gospodarcza", podczas której zaproponowano między innymi unię walutową dla Europy opartą nie na złocie, lecz na Reichmarce – pomysłodawca tejże, tow. B. Bennig pracował w dyrekcji niemieckiego Bundesbanku aż do 1972 r. Szersze koncepcje, dotyczące ogólnoeuropejskiej federacji, lansował wtedy (narodowo)socjalistyczny ekonomista, tow. Werner Daitz. (Podobne idee krążyły wśród działaczy pokrewnych nazizmowi ruchów politycznych we Włoszech i we Francji.) Według ministra gospodarki Rzeszy tow. Waltera Funka przewidywano, że Centralny Bank Europejski będzie miał siedzibę w Berlinie – podobnie jak kanclerz Helmut Kohl nalegał w wiele lat później (i skutecznie, jak to już wiemy!), aby centralny eurobank miał swoją siedzibę we Frankfurcie nad Menem. Zmiana nazwy waluty europejskiej z ECU na EURO też wydaje się być znamiennym sygnałem świadczącym o trwałości pewnych geopolitycznych pomysłów. Można o nich przeczytać w artykułach Romana Boreyki "Über Alles" ("Nowy Świat" z 11 maja 1992 r.) i Janusza Mondrego ("Do jakiej Europy zmierzamy?", [paryska] "Kultura" nr 12/603 z grudnia 1997 r.). Uzupełnieniem do tych przestróg jest dwugłos autorów rosyjskich, jaki ukazał się w tygodniku "Głos" z 22 stycznia 2000 r. pod wspólnym nagłówkiem "Podstęp Andropowa". Według znanego tzw. dysydenta, Włodzimierza Bukowskiego, Moskwa już od dawna planowała współpracę komunistów wschodu i socjalistów zachodu Europy, w celu (oficjalnie wtedy jeszcze potępianej!) "konwergencji" ustrojów z obu stron "żelaznej kurtyny". To stąd wywodzi się frazeologia tow. prezydenta Gorbaczowa o "Wspólnym Europejskim Domu". Komuniści na wschodzie mieli urządzić system "z ludzką twarzą" (pod takim hasłem działała ekipa tow. Dubczeka w Czechosłowacji, zanim nie obaliła jej interwencja wojsk Układu Warszawskiego z sierpnia 1968 r.), zaś na zachodzie mieli demokratycznie dojść do władzy socjaliści i tzw. "eurokomuniści" (za takowych uchodzili w swoim czasie towarzysze: francuscy, hiszpańscy i włoscy). Rozszerzenie rządów Lewicy na (prawie) cały kontynent i jakaś forma zjednoczenia Niemiec pozwoliłyby praktycznie do zera zminimalizować niebezpieczeństwo wybuchu wojny między Wschodem a Zachodem Europy, a więc – uczynić zbędną obecność wojsk USA w Europie Zachodniej i wreszcie pokojowo pozbyć się ich z kontynentu. Taka neutralizacja ("finlandyzacja") Europy to dalekosiężny cel Moskwy – dopowiada Anatol Golicyn, podpułkownik KGB, zbiegły 40 lat temu na Zachód. W rzeczywistości bowiem strategię tę opracował nie dopiero Jurij Andropow – wieloletni szef KGB, a później następca Brieżniewa na czele KPZS, lecz Aleksander Szelepin, wcześniejszy szef KGB, już na początku lat sześćdziesiątych (por.: Piotr Bączek "Jak majstrowano okrągły stół", "Gazeta Polska" z 27 lipca 1995 r., str. 9). Zgodnie z dowcipnym rozwinięciem skrótu jednej z dawniejszych nazw sowieckiej bezpieki: GPU = "Głasnost', Pieriestrojka, Uskorienije" (= "jawność, przebudowa, przyspieszenie" – trzy naczelne hasła polityki Gorbaczowa). Potwierdził to Andrzej Gwiazda w "wywiadzie­-rzece": "Komuniści wchodzą w sojusz z socjaldemokracją. Rzeczywiście sojusz z socjaldemokracją jest chyba najtańszą drogą do odzyskania popularności i agenturalnych wpływów na opinię światową." (por.: Wiesława Kwiatkowska, "Gwiazda, miałeś rację", wydawnictwo ZP SOPOT, Gdynia 1990, str. 121). Od kilku lat w polskim parlamencie obowiązuje swoista cenzura: żaden projekt ustawy nie może zostać dopuszczony do dalszych etapów procedury prawotwórczej, zanim nie zostanie uznany za zgodny z prawem unijnym! Przecież ten skandaliczny przepis jest porównywalny do "samo-ograniczeń" znanych z historii I Rzeczypospolitej (dotyczących maksymalnej liczebności sił zbrojnych) albo z czasów PRL (konstytucyjny zapis o sojuszu ze Związkiem Sowieckim)! Bezczelność tych, którzy chcą swój i nasz kraj wprowadzić do UE, zdaje się być obliczona na taki efekt, że po zrealizowaniu wielu (już dokonanych i tych jeszcze mających zostać dokonanymi) ustępstw w procesie dostosowywania Polski do wymagań UE, wycofanie się, np. poprzez negatywny wynik ewentualnego referendum, będzie niemożliwe albo nieopłacalne. Jest to szantaż przeciwko niepodległości Polski. Na dalszą przyszłość (już po przystąpieniu Polski do UE) ma skutkować inna konstrukcja prawna, którą jest art. 90 "konstytucji Kwaśniewskiego", pozwalający bez żadnych ograniczeń przekazywać uprawnienia Państwa Polskiego jakiejś instytucji ponad­państwowej – już podpisany (polityczny) czek in blanco!

4. UE przegra wojnę ekonomiczną z USA. Unia Europejska jest bardziej socjalistyczna (pod względem gospodarczym, a o to tu chodzi) od Stanów Zjednoczonych Ameryki. Dlatego konkurencji z tym supermocarstwem ekonomicznym na dłuższą metę nie może wygrać. I będzie dobrze, jeśli owa konkurencja nie przerodzi się w wojnę także w sensie dosłownym – w konflikt zbrojny (w takim wypadku szansa na sukces UE byłaby jeszcze mniejsza!). "Coraz częstsze są głosy [...] dotyczące potrzeby budowania europejskiej alternatywy dla potęgi USA. [...] stąd pragnienie obronnego usamodzielnienia Unii Europejskiej, być może stąd wzięła się propozycja niemieckiego ministra spraw zagranicznych, dotycząca pogłębienia integracji w UE poprzez powołanie super-prezydenta, super-parlamentu i super-rządu. Na czele tak budowanej Unii miałyby stać państwa najsilniejsze, zwłaszcza Francja i Niemcy. Na razie UE, pogrążona w socjalistycznych rozwiązaniach ekonomicznych, wyraźnie przegrywa w wyścigu gospodarczym. [...] Na koniec postawmy pytanie: co ten stan rzeczy może oznaczać dla naszego międzynarodowego położenia. [...] Paradoksalnie wydaje się, że ów spór wielkich tego świata mógłby nam wyjść tylko na dobre, gdyż stalibyśmy się bardzo ważną w tym regionie świata kartą w grze politycznej. Można by więc stopniowo wychodzić z pozycji >>wasala<< na pozycję >>sojusznika<<, o którego względy warto zabiegać. W takim układzie nasze wchodzenie do UE, będącej w dużej mierze strefą wpływów niemieckich, mijałoby się z celem, gdyż mogłoby obniżać znacznie naszą atrakcyjność w oczach Amerykanów." (Por.: Mieczysław Ryba, "Niemcy – USA: spór pączkujący", "Nasz Dziennik" z 26 czerwca 2000 r., str. 12; wyróżnienia moje – A.K.) Janusz Korwin-Mikke ze swej strony już nie raz przestrzegał, że w razie wejścia Polski w skład Unii Europejskiej znajdziemy się po owej wojnie (znowu!) w obozie przegranych.

Oficjalnie nadal obowiązuje zasada, że każde państwo może przystąpić do UE dopiero po przeprowadzeniu w tej sprawie referendum. Ale minister spraw zagranicznych Belgii, Louis Michel, w wywiadzie dla paryskiego "Le Monde" powiedział, że czas z tym skończyć i decyzję pozostawić elitom, które "wiedzą lepiej", zaś społeczeństwa powinny być tylko "konsultowane". (Por. ZK, "Nieme społeczeństwo", "Nasz Dziennik" z 14­-15 sierpnia 2001 r., str. 15.) Co więcej, np. w dyskusji w programie III Polskiego Radia w dniu 19 sierpnia 2001 r. (między godz. 9 a 10) jeden z uczestników opowiedział się przeciwko przeprowadzeniu w Polsce referendum i za zastąpieniem go odwołaniem się do wyników sondaży opinii publicznej w sprawie tego, czy Polska ma wejść w skład UE. Może niepowodzenia euro-entuzjastów w niedawnym referendum w Irlandii – a wcześniej: w Norwegii i Szwajcarii! – sprawiają, że elita UE chce uwolnić się od tak dwuznacznej w możliwych skutkach instytucji demokratycznej, jaką jest referendum? Jest to tym "pilniejsze", że według sondaży w Czechach po raz pierwszy liczba zwolenników integracji z UE spadła poniżej 50%, zaś liczba przeciwników, dość mała, jednak rośnie (że też ci Czesi ZNOWU nas, Polaków, wyprzedzają!). O konsultacjach wspomniał zupełnie niedawno w wywiadzie radiowym prez. Kwaśniewski (w związku z pomysłem nie­rewaloryzowania rent i emerytur), a jego starsi koledzy z b. PZPR chcieli konsultować podwyżki cen w PRL. Temu samemu prezydentowi już jakiś czas temu "powiedziało się" – trudno zgadnąć, na ile żartem, a na ile serio! – że Polacy po doświadczeniach w bloku wschodnim są przyzwyczajeni do ograniczonej suwerenności i dzięki temu łatwiej się dostosują do sytuacji członkostwa w Unii Europejskiej! Natomiast w sprawie referendów mamy w Polsce zupełnie świeże doświadczenia. Nadrzędna (bo konstytucyjna) norma mówiła, że: "Jeżeli w referendum wzięła udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący." (art. 19 ust. 3 tzw. "małej konstytucji", Dz. U. Nr 84/1992, poz. 426). Norma niższej rangi (bo zawarta w ustawie zwykłej) stanowiła, że: "Wynik referendum jest wiążący, jeżeli wzięła w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania" (art. 9 ust. 1 ustawy o referendum, Dz. U. Nr 99/1995, poz. 487). Ma to także zastosowanie do referendum konstytucyjnego – por.: art. 11 oraz art. 14 ust. 1 i 5 tej ustawy. Jak widać, w OBU wypadkach zależność ważności referendum od frekwencji jest TAKA SAMA! A jednak... referendum uwłaszczeniowe w 1996 r. uznano za NIEWIĄŻĄCE, zaś referendum konstytucyjne w 1997 r. uznano za WIĄŻĄCE, choć za KAŻDYM razem frekwencja była MNIEJSZA niż 50%! Dlaczego? Dlatego, że w pierwszym referendum ONI przegrali, zaś w drugim – ONI wygrali! Ewentualne referendum na temat przynależności Polski do Unii albo nie odbędzie się wcale, albo może jego wynik zostanie potraktowany podobnie, jak to było w tych dwóch wyżej wspomnianych referendach. Czyli decyzję znowu będą podejmować ONI. Po jakie licho mamy więc robić tak, aby ONI wygrali kolejne wybory? To zależy jeszcze od nas, przynajmniej w jakimś stopniu. Nie dawajmy "ONYM" (tj.: "Porozumieniu Ponad Podziałami") tej szansy! Nie głosujmy na kandydatów ŻADNEJ partii popierającej wejście Polski do Unii!

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group