" /> Dyskusje ogólne :: Czy Wałęsa może pozostać "kimś wielkim"?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czy Wałęsa może pozostać "kimś wielkim"?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tomasz Strzyżewski
Weteran Forum


Dołączył: 12 Sty 2008
Posty: 147

PostWysłany: Wto Cze 03, 2008 1:44 pm    Temat postu: Czy Wałęsa może pozostać "kimś wielkim"? Odpowiedz z cytatem

Czy uznawanie czyichś zasług lub osiągnięć za wielkie pomimo, iż nieodzownym warunkiem przysporzenia ich sobie było życie w kłamstwie – jest moralnie uzasadnione? Wałęsa – zakładając, że to on był Bolkiem – poszedł przecież w zaparte. Nie przyznał się i zapewne nie przyzna nawet w obliczu dowodów, trzymając się kurczowo wersji o ich „sfabrykowaniu”.

W jego przypadku zabrakło: publicznego wyznania winy, pokuty oraz zadośćuczynienia. Chodzi już nie tyle o samą współpracę z SB, co o rolę KŁAMSTWA, którą później kłamstwo to odgrywało (w ciągu 30 długich lat) w gromadzeniu zasług, jak również w budowaniu fałszywej legendy. Kłamstwo jest (z definicji) wprowadzaniem w błąd dla osiągnięcia korzyści. Odniesione dzięki kłamstwu sukcesy lub zasługi są zatem tyle samo warte (z moralnego punktu widzenia), co umożliwiające ich gromadzenie – kłamstwo. Podobnie jest z prestiżem społecznym, autorytetem czy sławą. Legendę Wałęsy porównać należałoby raczej z karierą (tudzież sławą) milionera-biznesmena, który... ukradł swój pierwszy milion. Niedorzecznością byłoby dlatego – po ujawnieniu tej kradzieży – utrzymywać, że skoro kolejne miliony zarobił on zgodnie z prawem, to jego wkład w pomnażanie bogactwa narodowego jest niepodważalny i – pomimo kradzieży pierwszego miliona – godzien jest on powszechnego szacunku.

Gdyby skrucha byłego TW miała być szczera (bo przecież tylko wówczas wybaczanie ma sens), powinien on nie tylko przyznać się do winy ale zarazem wyrazić wolę, czy wręcz gotowość do rezygnacji z tychże korzyści (status i pozycja społeczna, nagromadzone bogactwa i td.), osiągniętych przecież dzięki kłamstwu. Inaczej byłoby to afirmacją kłamstwa. Oznaczałoby to mianowicie, że kłamstwo się opłaca nawet wtedy, gdy później się do tego kłamstwa publicznie przyznajemy. To w imię takiej chyba afirmacji pojawiają się ostatnio głosy, że legenda oraz „wielkość Wałęsy” nie ucierpią z powodu jego „drobnych błędów” w przeszłości.

Do tej problematyki nawiązują cytowane poniżej fragmenty wspomnień Leszka Zborowskiego:




http://www.punkt.ca/punkt_4_2006/Punkt4-12-22_ZBOR.pdf


Z pierwszej ręki/dokument:
Leszek Zborowski


10.000.000 Kowalskich

Od długiego czasu przyglądam się dyskusji na temat przeszłości naszego narodowego symbolu, Lecha Wałęsy. Coraz częściej pojawiające się oskarżenia o jego kontakty ze służbami bezpieczeństwa, a co za tym idzie coraz większe wątpliwości co do prawdziwości jego kombatanckiego życiorysu, spowodowały zmianę stanowiska jego najzagorzalszych obrońców. Obawiając się przebudzenia z przysłowiową „ręką w nocniku”, zwolennicy wodza rozwijają intensywnie opinie, że jeśli nawet coś tam w młodości przeskrobał to jego późniejsze działania mają niejako niwelować te drobne skazy w życiorysie. Ku mojemu zdziwieniu ten sposób myślenia staje się wspólny dla ludzi, którzy poza tym, często nie mają raczej wiele wspólnego ze sobą.


Przekonanie o nietykalności symbolu, czyli Wałęsy, jest zaskakująco rozpowszechnione.Trafiłem niedawno na wypowiedź senatora Piesiewicza, który stwierdził: …nawet jeśli Wałęsa podpisał jakieś dokumenty w latach 70 i nawet jeśli wziął jakieś pieniądze, to jego późniejsze zasługi w pełni zmazały ten grzech. Przyznam, że nie obchodzi mnie, czy Wałęsa podpisał jakikolwiek kawałek papieru. Obchodzi mnie za to bardzo, czy wziął jakieś pieniądze. A to z tego prostego powodu, że z podpisania papieru nie wynika żadna konkretna szkoda, natomiast wiemy wszyscy, że bezpieka nie miała zwyczaju rozdawania pieniędzy za nic. Jeśli chodzi o jego oczyszczające zasługi, to tu właśnie jest „pies pogrzebany”. O to właśnie toczy się cały spór. Każdy ma prawo do swej opinii. Aby jednak miała ona jakąś wartość, musi się brać ze znajomości faktów, a nie, jak to często bywa, bazować na oklepanych sloganach. Niezwyle popularne stało sią dzisiaj przekonanie, że wypowiadanie opinii na temat przeszłości Wałęsy powinno być w jakiś szczególny sposób wyważone, gdyż dotyczy symbolu. I ta teoria bazuje na tym samym założeniu, że jego nic nieznaczące, drobne przewinienia młodości zostały zmazane przez niezwykłe, późniejsze zasługi. Przede wszystkim te tak zwane drobne przewinienia jak dotąd nie zostały przez nikogo, a szczególnie samego zainteresowanego, nazwane po imieniu. Ponadto wracamy znów do sprawy widzenia tego, co wódz miał później dokonać. Zajmę się tym w dalszej części. Jeśli chodzi o wyważanie sądów o innych, to wydaje mi się zrozumiałe, że w każdej sytuacji kiedy wypowiadamy opinie o kimś, powinny one być dobrze przemyślane. Nie znaczy to jednak, że muszą one być pozytywne. I tak, jak oczywiste jest, że opinie nasze powinny być wyważone, tak powodem ich łagodzenia nie może być fakt, że dotyczą one symbolu. Jeśli chcieliśmy tworzyć w Polsce kastę nietykalnych i nie podlegających krytyce symboli, to bieganie z ulotkami było zupełnie zbyteczne. Należało zostawić komunistów w spokoju. W końcu, dla kogo może stanowić jakąkolwiek różnicę, czy wyniesiony ponad prawdę symbol nazywa się Albin Siwak czy Lech Wałęsa.

Wielu ludzi dawnej opozycji od lat próbuje opowiadać niepopularne prawdy o wodzu. Dla wielu są one jednak trudne do przyjęcia, gdyż burzą zbudowaną już dawno legendę. Niektórzy przyzwyczaili się do miłego uczucia głaskanego nią naszego narodowego ego. Problem w tym, że legendę zbudowano na kruchym fundamencie kłamstwa. Czas niszczy fundament i legenda ma kłopot z utrzymaniem swej pozycji. Możemy w swym zaślepieniu podpierać ten walący się pomnik coraz większą ilością kłamstw albo po prostu spojrzeć na legendę obiektywnie i nadać jej właściwy wymiar.

Solidarność to nie Wałęsa, lecz dziesięć milionów Kowalskich i choć wódz od początku stawiał znak równości pomiędzy swoją osobą a tym wszystkim co udało nam się osiągnąć, to jednak on sam kojarzy mi się nie tyle z robotniczą wersją Ghandiego, ile z cwaniackim przykładem Nikodema Dyzmy. Wracając do sprawy tak chętnie ostatnio przywoływanych zasług wodza, które mają wymazywać jego „drobne potknięcia”, postanowiłem i ja zabrać głos. Opisanie wszystkiego co przyszło mi zaobserwować w bezpośredniej bliskości z naszym wielkim rewolucjonistą, wymagałoby napisania poważnych rozmiarów książki. Wybrałem więc jako przykłady wydarzenia, które ukazują prawdziwe, jakże typowe oblicza wodza.

Muszę zacząć od pewnego zastrzeżenia. Otóż nieprzejadnani obrońcy Wałęsy mają w zwyczaju używanie argumentu, że wszelka krytyka jego osoby pochodzi od niedocenionych byłych działaczy opozycji, których pozostawiono na uboczu, z dala od oklasków i dyplomów. Żałosny to argument. Niemniej jednak wyjaśnię od razu, że chociaż jestem jednym z tych, którzy mieli okazję przejść całą drogę od WZZ-tów przez strajk, Solidarność, aż do podziemia stanu wojennego, to nie czuję się ani niedoceniony, ani odsunięty. Nigdy nie miałem żadnych politycznych aspiracji. Jestem zadowolony z życia, ciesząc się zarówno dniem dzisiejszym jak i wspomnieniami dni, które minęły. Szczególnie wspomnieniami tamtych jakże ciekawych i intensywnych przeżyć. Mój mocno alergiczny stosunek do osoby Wałęsy nie wynika więc ze zgorzknienia czy rozżalenia, lecz zwyczajnie z doświadczenia, które przyszło mi z nim mieć.

Nie pamiętam dziś dokładnie, kiedy pierwszy raz spotkałem Wałęsę. Jeśli się nie mylę, natknąłem się na niego na jednym z licznych WZZ-towskich spotkań w mieszkaniu pani Anny Walentynowicz. Wbrew temu, co się dziś popularnie sądzi, spotkanie Wałęsy w tamtym czasie nie stanowiło wydarzenia godnego specjalnego zapamiętania. Był postacią zupełnie bezbarwną i nieciekawą. Nie miał specjalnie sprecyzowanych poglądów, które moglyby stanowić podstawę dla chociażby średnio interesującej rozmowy. Był częścią naszej niewielkiej grupy kolporterów i drukarzy WZZ-tów. To, co dawało się łatwo zauważyć nawet niezbyt uważnemu obserwatorowi, to wyraźny dystans miądzy nim samym a resztą tych, których określam drugim szeregiem związków. Pozycja Wałęsy w grupie była dość dziwna. Cieszył się on dużo większym poparciem liderow niż kolegów obok siebie. Przyczyna tego stanu rzeczy była bardzo konkretna. Wolne Związki kierowały swą działalność do środowiska robotniczego zakładów pracy Trójmiasta. Tymczasem ani jeden robotnik nie firmował wówczas tej grupy. W pewnym momencie postanowiono tę sytuację zmienić dopisując do składu komitetu założycielskiego między innymi nazwisko Wałęsy. W tym samym czasie dopisano również nazwisko Janka Karandzieja. Różnica między tymi dwoma polegała na tym, że Karandziej nigdy nie używał tego faktu dla upiększenia swego opozycyjnego życiorysu. Ani jeden, ani drugi nie miał z założeniem WZZ Wybrzeża nic wspólnego.

Wałęsa był dla liderów WZZ-tów wymarzonym – jak im się wówczas wydawało – symbolem na związkowy plakat reklamowy. Był robotnikiem, członkiem opozycyjnej grupy, wielodzietny i, co było bardzo istotne, wyrzucony ze Stoczni Gdańskiej. I chociaż byli inni dużo bardziej aktywni, nawet tacy, którzy w stoczni zatrudniali się tylko po to, by prowadzić tam swą działalność, to jednak Wałęsa miał wszystkie te potrzebne cechy w jednym worku. To czyniło go przydatnym nawet jeśli jego działalność nie wychodziła daleko poza fakt samego bycia.

Dystans pomiędzy Wałęsą a resztą brał się z powoli, ale stale rosnącego braku zaufania. Ta postawa znacznej części grupy była z kolei naturalną reakcją na jego dziwne zachowania w wielu istotnych sytuacjach. Przyszły wódz nie należał do najaktywniejszych w grupie. Nie wykazywał nadmiernego zainteresowania większością akcji ulotkowych. Jego udział w akcjach obrony innych związkowych kolegów był również mocno ograniczony. Nie może więc dziwić, że w swoich życiorysach koncentruje się głównie na opowieściach o organizowaniu obchodów kolejnych rocznic grudnia 1970. Przez całe lata ta część jego działalności stanowiła centralny punkt jego opowiadań. To zaś stanowi nieprawdopodobną ironię samą w sobie. Najlepiej świadczy o tym zdarzenie, które zamieniło wyczuwalny wcześniej dystans pomiędzy Wałęsą a większą częścią kolporterów w poważny kryzys w tych stosunkach.

Po jednym ze spotkań w mieszkaniu Joanny i Andrzeja Gwiazdów, Wałęsa poruszył temat grudnia 1970. Wyznał niespodziewanie, że podczas zatrzymania przez służbę bezpieczeństwa krótko po tragicznych wypadkach, rozpoznawał pokazywanych mu na zdjęciach i filmach stoczniowych kolegów. To wyznanie było szokiem nawet dla tych, którzy już wcześniej odnosili się do niego z pewną rezerwą. Zapytany dlaczego to robił, odpowiedział, że kiedy go przesłuchiwano, jeden z esbeków podprowadził go do okna wychodzącego na dziedziniec budynku bezpieki. Miały się tam znajdować ogromne ilości ludzi i sprzętu do tłumienia ulicznych manifestacji. Wałęsa powiedział, że zrobiło to na nim tak wielkie wrażenie, iż doszedł do wniosku, że dalszy opór nie ma żadnego sensu. Całe to wyznanie zostało zarejestrowane na taśmie magnetofonowej i spowodowało niezwykłe zamieszanie w grupie. Ci, którzy tego wyznania nie słyszeli, domagali się wyjaśnień. Taśma była tematem rozmów jeszcze kilka miesięcy po całym wydarzeniu. Zasadą w Wolnych Związkach było proste, lecz słuszne założenie, że każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, w której aby wydostać się z chwilowych opresji będzie zmuszony podpisać taki czy inny kawałek papieru. Zakładano jednak, że dla bezpieczeństwa innych, osoba, która znajdzie się w takiej sytuacji powiadomi o takim wydarzeniu kolegów z grupy. Problem w wypadku Wałęsy polegał na tym, że nie chodziło o podpisanie jakiegoś dokumentu lecz o przypisywanie nazwisk do twarzy ludzi poszukiwanych przez bezpiekę. Z tej decyzji wynikały bardzo konkretne, często niezwykle surowe konsekwencje dla tych, których nazwiska otrzymała za jego sprawą służba bezpieczeństwa.

Nie może więc dziwić, że pytany przez ostatnie lata o współpracę z bezpieką Wałęsa koncentruje się na opowiadaniu o podpisaniu jakiegoś mało ważnego papieru. Swoją drogą nie było to jedyne wyznanie wodza dotyczące tej właśnie sytuacji. Liderzy grupy przekonywali, że jeśli Wałęsa sam postanowił o tym opowiedzieć, zapewniając przy tym, że było to działanie krótkie i dawno już zakończone, to należy o tym zapomnieć, spoglądając na naszego kolegę przez pryzmat jego działania w późniejszym okresie. Jakże aktualnie dziś brzmiący argument. Z tą tylko różnicą, że wówczas nie znaliśmy jeszcze późniejszych zasług przyszłego wodza. Reszta grupy nie miała wobec tego założenia specjalnych zastrzeżeń pod warunkiem, że sam zainteresowany wyjaśni szczegóły wobec całej grupy. Tego Wałęsa nigdy nie zrobił, zostawiając wiele pytań bez odpowiedzi. To z kolei pozostawiło odczuwalny niesmak. I chociaż w codziennych kontaktach nie przekładał się na okazywaną niechęć, to jednak powodował, że wspomniany dystans stale rósł. Za sprawą późniejszych poczynań Wałęsy stał się niezwykle wyraźny podczas przygotowań do strajku i osiągnął rozmiary kryzysu w czasie jego trwania.

Zamieszanie spowodowane jego wyznaniem trwało długo i pogłębiło przepaść dzielącą go od innych. Wyznanie Wałęsy o współpracy z bezpieką w tej właśnie formie i w tym czasie miało jeszcze jeden istotny efekt. Zmieniło nasze spojrzenie na jego zaangażowanie w organizowanie obchodów grudniowych rocznic. Bo jak rozumieć sytuację, w której „bohater” najpierw denuncjuje kolegów, a potem dzielnie organizuje obchody kolejnych rocznic ich aresztowań?

Cała sprawa z czasem straciła na ważności pod wpływem następujących po niej wydarzeń. Pozostała jednak częścią całego pakietu oceny Wałęsy przez jego opozycyjnych kolegów. I nie powinno to nikogo dziwić. Podobnie jak nie powinno dziwić, że opowiadają o tym Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski, czy Andrzej Gwiazda. Niezależnie od tego, jakie przypisuje im się intencje, to wyznanie Wałęsy jest faktem, a co za tym idzie faktem jest jego w tamtym czasie współpraca z bezpieką. Chyba, że założymy, iż wszyscy, którzy to wyznanie słyszeli, zmówili się powodowani szałem zazdrości i nienawiści. Problem w tym, że jest to całkiem niemała grupa świadków i trzeba by prawdziwego spisku by taką teorię przyjąć za możliwą. Poza tym, sam Wałęsa nigdy jednoznacznie, publicznie temu nie zaprzeczył. Po prostu dlatego, że zaprzeczyć temu nie może. W końcu Wałęsa nie wypadł z próżni. Był częścią grupy kilkudziesięciu osób o przeróżnych poglądach i politycznych koncepcjach. Jeżeli więc prawie wszyscy oni pamiętają jego postawy niemal identycznie, to powinno to być wystarczającym powodem do potraktowania tych opinii bez niepotrzebnego zacietrzewienia.

Przez z górą dwadzieścia lat jedyną odpowiedź wodza na stawiane zarzuty i pytania stanowiły wściekłe ataki na tych, którzy odważyli się je stawiać. Kiedy w końcu, w ostatnim okresie, stanął wobec konieczności wypowiedzenia się na temat swoich kontaktów z bezpieką, tak się w swych kłamstwach pogubił, że zaczęły one przypominać brednie człowieka obłąkanego. Składając doniesienie na audycję Radia Maryja, Wałęsa pisał między innymi, że: przeciwnik dążył do tego, by odebrać mu zaufanie i odwrócić od niego przyjaciół i druhów walki. Stwierdził też: Rozpuszczano kłamstwa o rzekomej współpracy, o tym, że nie przeskoczyłem muru, że przywiozła mnie motorówka Marynarki Wojennej, co opowiada A. Walentynowicz… Przede wszystkim muszę w tym miejscu poddać w wątpliwość poczytalność wodza, bo jeżeli kłamstwa o rzekomej współpracy pochodzą od niego samego i stały się znane za sprawą jego własnego wyznania, to coś tu poważnie nie gra. Poza tym, czy mówiąc o odwracaniu od przyjaciół i druhów walki ma on na myśli tych, których przy wsparciu bezpieki wyrzucał z takim zapałem z Solidarności, którą oni tworzyli, czy może tych, z którymi przed sierpniem 1980 tak dzielnie walczył z komuną, a potem wspólnie z bezpieką organizował bojówki, by napaść ich w drukarni własnego Związku? Zaczynam się w tym wszystkim trochę gubić. A może to Wałęsa pogubił się jakieś dwadzieścia czy trzydzieści lat temu decydując, kto jest jego wrogiem, a kto druhem.

[...]

Wałęsa oparł swoj kombatancki życiorys między innymi, na opowieściach o swoich zwolnieniach z pracy w czasach „bohaterskiej” działalności opozycyjnej. Każdy z nas był w tym samym czasie zwalniany z pracy wielokrotnie. Niektórzy znacznie częściej niż wódz. Nigdy jednak nie był wielki polski rewolucjonista wyrzucany siłą przez żadne, komunistyczne czy jakiekolwiek inne bojówki. Mało tego, zawsze miał on możliwość odwoływania się od tych decyzji. My musieliśmy z tego prawa zrezygnować dla dobra Związku. Ironią staje się w tych okolicznościach fakt, że kiedy jeszcze przed Sierpniem nikomu nieznany Wałęsa odwoływał się od swego zwolnienia z pracy do Terenowej Komisji Odwoławczej, to właśnie ja osobiście organizowałem i przeprowadzałem akcje poparcia. W dniu jego odwołania byłem właśnie swieżo zwolnionym z pracy WZZ-towcem. To właśnie ja organizowałem kilkunastoosobową grupę młodych ludzi, których przekonałem by pod nosem milicji rozdawali ulotki i potem uczestniczyli w sprawie człowieka, którego nigdy przedtem nie widzieli na oczy. Żaden z nich nie miał nic wspólnego z opozycją. Wystarczyło jednak moje poręczenie i cała ta grupa nie tylko zjawiła się na sprawie, ale zrobiła zamieszanie, którego bezpieka nie mogła prędko zapomnieć. Ponieważ nie mogłem sobie przypomnieć, aby wódz kiedykolwiek powiedział dziękuję, tak też muszę uznać, że zrobił to nieco później w typowy dla siebie sposób.

Kiedy przystępowałem do opozycji pod koniec lat siedemdziesiątych, dostałem do ręki broń. Były nią zadrukowane kartki papieru. I nie było przypadkiem, że władze bały się ich jak ognia. Niosły prawdę, odkłamując wtłaczany nam natrętnie fałsz. Jeżeli więc po tym wszystkim nie możemy dzisiaj mówić głośno prawdy tylko dlatego, że dotyczy ona „symbolu”, to muszę zapytać po co to wszystko robiliśmy? Mogliśmy przecież siedzieć cicho i nie mielibyśmy dzisiaj paskudnego uczucia, że staliśmy się częścią orwellowskiego Folwarku zwierzęcego.

Demokracja stała się już dawno ulubionym hasłem Wałęsy. Wypowiedział to słowo wiele razy. Nigdy jednak nie powiedział, że w jego słowniku oznacza ono wbijanie innym swoich opinii przy pomocy bojówkarskiej pały. Tym, którzy tak bardzo troszczą się o dobre imię naszego herosa, powiem tylko, że w innym czasie i innym miejscu to za takie „zasługi” symbol zamiast fotela prezydenta otrzymałby miejsce w celi i tym razem nie jako więzień polityczny. I niezależnie od tego, jak bardzo burzy to komuś jego wewnętrzny spokój, to pozostaje faktem, że bandytyzm nie przestaje być bandytyzmem tylko dlatego, że dopuszcza się go symbol!

Nikt nie namawia do wtrącenia naszego symbolu do ciemnego lochu. Pomiędzy tym a stawianiem nowych pomników jest jednak olbrzymia przestrzeń. Tym wszystkim nawołującym do wyważenia opinii o naszym symbolu proponuję więc dostosowanie się do dawanych rad.

Posunę się na koniec do gestu wobec Wałęsy, którego on sam nigdy mi nie zaoferował i pozwolę mu mieć ostatnie słowo, cytując jego wypowiedź dla tygodnika Wprost (2005). Nasz symbol powiedział: Pojednanie nie zakłada amnezji. Nie może oznaczać, że nie dociekamy prawdy, nie wyjaśniamy afer, zamazujemy różnicę między uczciwymi a przestępcami.

Leszek Zborowski
..........................

TS

_________________
Kto pot?pia cenzur?, by nast?pnie samemu j? stosowa?, mo?e by? tylko durniem lub hipokryt?.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 3:04 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Wto Cze 03, 2008 11:21 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mogłby gdyby:
zerwał współprace z SB najpóżniej w 1980r!
nie realizował poleceń SB do końca.
przeprosił a nie szedł w zaparte.
Oczywiście musiałaby nastąpić koniunkcja tych 3 warunków.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Sro Cze 04, 2008 8:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oczywiście że zostanie wielkim, dla mnie osobiście WIELKIM BOLKIEM
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jerzy Dąbrowski
Weteran Forum


Dołączył: 01 Gru 2006
Posty: 314

PostWysłany: Czw Cze 05, 2008 1:25 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dla mnie osobnik Wałęsa jest i będzie WIELKIM OSZUSTEM

Wielkim Bolkiem bym go nie nazwał - Bolesław czy Bolek to piękne imię choćby naszego pierwszego króla - Chrobrego.
Zostawmy wielkie tytuły dla godniejszych.

Ale też muszę powiedzieć co zawdzięczam Wałęsie.

Otóż, wyedukowałm się na jego życiorysie, i to bardzo. Dwie skrajności - esbecki sługus i wódz narodu chcącego wolności w jednej osobie.
Ta oczywista sprzeczność musi prowadzić do zastanowienia jakimi mechanizmami rządzi się świat.
I z tego wniosek że kreowanie fałszywych bohaterów jest stosowane w świecie powszechnie.
Warto to zrozumieć.

Pozdr

_________________
Nie jedna miarka wskazuje na Jarka,
Wi?c tak jak czuj? tak zag?osuj?!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jerry
Weteran Forum


Dołączył: 13 Paź 2006
Posty: 396

PostWysłany: Czw Cze 05, 2008 7:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Myślę że pasowało by tu określenie: Wielki Zakłamany Bufon.
Osobnik który na każdym kroku powtarza że to on obalił komunę i to on wyprowadził wojska radzieckie z naszej ojczyzny nie zasługuje na lepsze określenie. Dobrze że jeszcze nie zaczął opowiadać że jego zasługą jest mianowanie Papieża Polaka. W tej jego zawodówce nie uczyli go nawet polskiej wersji starej sentencji: I Herkules dupa kiedy ludzi kupa.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Katarzyna Makowska
Weteran Forum


Dołączył: 15 Cze 2007
Posty: 194

PostWysłany: Nie Cze 08, 2008 7:31 am    Temat postu: Re: Czy Wałęsa może pozostać "kimś wielkim"? Odpowiedz z cytatem

A ja mam jakies dziwne przeczucie, ze on sie uSBowal jeszcze przed 1970tym i to z powodow zupelnie niepolitycznych.

Kaska
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Nie Cze 08, 2008 8:07 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jednym z okresów w życiu Wałęsy o którym nie wiemy praktycznie nic, jest czas kiedy odbywał on służbę wojskową. Nie przesądzając w tym względzie niczego powiem, że w swoim czasie krążyły i na ten temat różne opowieści.




Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Cze 08, 2008 11:24 pm    Temat postu: S griazi v knjazi Odpowiedz z cytatem

Obóz Bole(k)sławów powstał z chwilą gdy do dotychczasowych przeciwników LWałęsy, skupionych w obozie 'postsolidarnościowym' dotarło, że 'on też'. W czasach gdy specjalista od ujemnych plusów obiecywał, że w skarpetkach puści różnych takich, 'autorytety' uważały go za przygłupa i postponowały na każdym kroku. Po 4.06.92 stał się jednym z nich, a dla ludzi myślących stało się jasne, że został ZA WIELKIM.
Pamiętam, że w pewnym momencie stać go było nawet na stwierdzenie, że Jan Paweł II to jest jedynie autorytetem w sprawach Kościoła. Można się było z tego domyślić, że wg wypowiadającego te słowa autorytetem w każdej sprawie jest Lechu - pogromca komunizmu, niestrudzony budowniczy demokracji. I tak mamy z Iwana - Pana.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Nie Cze 15, 2008 11:47 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przeczytałem na forum SWS:

A oto, jak w IPN za prezesury prof. Kieresa możliwe było - w miejsce ustalania PRAWDY metodami naukowymi - uchwalanie jej metodą głosowania. Fragment artykułu Igora Janke z 6 czerwca 2008

http://www.rp.pl/artykul/144863.html

Pokrzywdzony w głosowaniu

Kiedy Lech Wałęsa czekał na przyznanie statusu pokrzywdzonego, Cenckiewicz napisał we „Wprost”, że informacje na temat „Bolka” można znaleźć w Archiwum Mitrochina. – Dostałem wtedy wiele mejli od kolegów. Wyrzucali mi, że piszę, nie czekając na werdykt Instytutu. Zarzucali mi złą interpretację dokumentów. Ale kiedy te same archiwalia interpretowali w dowolny i skandaliczny sposób inni, w tym jeden z członków Kolegium IPN, to nikt nie protestował – broni się.

Wszystko to działo się w kontekście zbliżających się obchodów 25-lecia „Solidarności”.
Ówczesnemu kierownictwu IPN zależało na tym, by jak najszybciej zamknąć kwestię przyznania statusu pokrzywdzonego dla Lecha Wałęsy. Leon Kieres, ówczesny prezes IPN, mówił w „Gazecie Wyborczej”, że Lech Wałęsa jest bohaterem narodowym i chce mu przyznać status pokrzywdzonego przed swoim odejściem „bez względu na wszystko”Niedawno Edmund Krasowski, były szef gdańskiego IPN, opowiadał „Dziennikowi Bałtyckiemu”, że o statusie zadecydowano w tajnym głosowaniu.

Wynik był bardzo niejednoznaczny 4: 3
. Cenckiewicz nie brał udziału w głosowaniu. Jak przyznał Krassowski, decyzję w tym trybie podjęto,mimo że kwerenda nie została zakończona i nie spłynęły jeszcze dokumenty z innych oddziałów Instytutu.





Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pon Cze 16, 2008 8:20 pm    Temat postu: Ujemne plusy Odpowiedz z cytatem

To ciekawe, że po tylu wspaniałych i korzystnych dla LW rozstrzygnięciach Dzielny Elektryk jest taki niespokojny i wrażliwy (jak to np. można zobaczyć w filmie reż. G.Brauna) gdy go zagadnąć 'w temacie współpracy'. I znajduje coraz to nowe odpowiedzi na dawno postawione pytania. Przy okazji wykazuje czarno na białym, że można dostać potwierdzenie urzędowe nieprawdy, czyli że w prawie istnieją 'ujemne plusy'. Ma za sobą cały Aeropag Poprawnych i brak biedakowi jedynie świadectwa moralności od gen. Wojciecha J.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 3:04 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Tomasz Strzyżewski
Weteran Forum


Dołączył: 12 Sty 2008
Posty: 147

PostWysłany: Wto Cze 24, 2008 1:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Komentarz chyba zbyteczny... Exclamation

http://www.rp.pl/artykul/153266.html

Wałęsa nie przemówi w TVP
gaw 24-06-2008, ostatnia aktualizacja 24-06-2008 13:51

Były prezydent Lech Wałęsa odrzucił propozycję szefa TVP Andrzeja Urbańskiego i zrezygnował z przemówienia, w którym mógłby ustosunkować się do tez książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii".

Wystąpienie Wałęsy planowano na 30 czerwca. Prezes TVP proponował byłemu prezydentowi tzw. prime-time, czyli najlepszy czas antenowy. Wystąpienie miało trwać około 8 minut i mieć formułę zbliżoną do orędzia. Dla byłego prezydenta miała to być okazja do ustosunkowania się do tez filmu "TW Bolek" pokazanego w TVP w środę.

Przed emisją tego materiału Wałęsa domagał się, by TVP jej zaniechała - w przeciwnym razie zagroził procesem, w którym - jak zapowiedział - będzie domagać się 20 mln zł.

W liście do TVP Wałęsa podkreślał, że film oskarża go "o współpracę z komunistyczną Służba Bezpieczeństwa i uznaje za TW Bolek, co stanowi udowodnione sądownie całkowite kłamstwo".

Źródło : RMF FM
.................................

TS

_________________
Kto pot?pia cenzur?, by nast?pnie samemu j? stosowa?, mo?e by? tylko durniem lub hipokryt?.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group