" /> Dyskusje ogólne :: Aleksander Ścios; ZŁOŚĆ WASZYCH WROGÓW...
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Aleksander Ścios; ZŁOŚĆ WASZYCH WROGÓW...
Idź do strony 1, 2, 3 ... 24, 25, 26  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Cze 06, 2008 8:07 am    Temat postu: Aleksander Ścios; ZŁOŚĆ WASZYCH WROGÓW... Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/77728,index.html

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

"ZA BRAK ODWAGI CYWILNEJ PŁACI SIĘ KRWIĄ

„Uważam, że dawni współpracownicy komunistycznej policji politycznej, mogą być zagrożeniem dla bezpieczeństwa wolnej Polski. Naród powinien wiedzieć, że nieprzypadkowo właśnie w chwili, kiedy możemy oderwać się ostatecznie od komunistycznych powiązań, stawia się nagły wniosek o odwołanie rządu.” – z telewizyjnego wystąpienia premiera Jana Olszewskiego - 4 czerwca 1992r.

Polityczny zamach, dokonany przez Wałęsę, przy współudziale komunistycznej agentury i całej rzeczy zastraszonych, użytecznych idiotów, położył wówczas kres rządowi Jana Olszewskiego. Rząd został obalony, ponieważ po raz pierwszy od czasu „okrągłego stołu” podjęto najważniejsze dla Polski działania. Zablokowano rozkradanie majątku narodowego, uniemożliwiono przekształcenie baz sowieckich w sieć agenturalno-gospodarczą, związano Polskę sojuszem z USA i obrano kurs na NATO, a wreszcie – rozpoczęto lustrację i ujawnianie nazwisk komunistycznej agentury.

Nazajutrz po obaleniu rządu, premierem mianowano Waldemara Pawlaka, uczestnika obrad okrągłego stołu, zasilającego ekipę Kiszczaka, byłego członka władz komunistycznego ZSL. Ministrem spraw wewnętrznych został Andrzej Milczanowski, dawny prokurator w epoce gierkowskiej. Jeszcze tego samego dnia na stanowiska w MSW Milczanowski powołał byłych oficerów SB, do tego momentu pozbawionych możliwości pracy w resorcie. Jednym z nich był mjr Adam Dębiec, wsławiony rozpracowaniem w czasie stanu wojennego podziemnych struktur MRKS-u i aresztowaniem Ewy Kulik, działaczki podziemia.

Natychmiast po objeciu funkcji mjr. Dębiec, przystąpił do przesłuchiwania pracowników Działu Studiów, w większości zatrudnionych przez Antoniego Macierewicza, którzy pracowali nad sporządzeniem listy agentów SB. Na miejsce dyrektora Biura Ewidencji Archiwum MSW mianowano Andrzeja Kieleckiego - etatowego pracownika SB. Kilka godzin później Milczanowski zatrudnil byłego esbeka płk. Henryka Jasika, który na bezpośrednie polecenie gen. Kiszczaka kierował akcja palenia akt MSW, w roku 1989.

I tym razem Jasik odegrał rolę „sprzątacza” .Świadkowie twierdza, ze przez kilka następnych godzin niszczono przechowywane w gmachu ministerstwa na Rakowieckiej akta byłych agentów SB i UB, zasiadających w sejmie, rządzie i w Belwederze.

Tak miał się zakończyć krótki, w dziejach III RP okres, gdy rząd Rzeczpospolitej chciał ujawnić komunistyczną agenturę i zerwać z przeszłością PRL-u. Trzeba było czekać kolejne 13 lat na powstanie rządu, który miałby odwagę kontynuować to działanie.

Nie przypadkowo, więc w roku 2007 pojawili się na scenie politycznej ci sami aktorzy, którzy uczestniczyli w obalaniu rządu Jana Olszewskiego. Role trochę inne, lecz cele i metody pozostały bez zmian. Tak jak przed 15 laty, pierwsze decyzje personalne nowego rządu dotyczyły „zabezpieczenia” resortów siłowych i czystki w służbach specjalnych. Na miejsce ludzi SKW i SW, zatrudnionych przez Macierewicza natychmiast zainstalowano „swoich” . Szefem kadr MON mianowano Janusza Bojarskiego z WSI, powrócili do służb Barcikowski, Bondaryk, Ananicz, Brochwicz i inni – związani z układem „belwederskim” Wałęsy. Rozpoczęto nagonkę na ludzi związanych z Komisją Weryfikacyjną WSI, szykanami objęto żołnierzy i funkcjonariuszy nowych służb. Efektem półrocznych „porządków” jest przywrócenie władzy środowisku WSI i kompletne rozbicie polskich służb specjalnych.

Dziś, po 16 latach od pamiętnych wydarzeń 1992 roku, wiemy znacznie więcej o mechanizmach, które doprowadziły do nocnego zamachu. Wiemy też, jaką rolę odegrali w dalszej historii Polski ludzie, którzy doprowadzili do obalenia rządu Olszewskiego.

Wiemy, dlaczego Lech Wałęsa nienawidził Kaczyńskich i przez dwa lata ich rządów żył w ciągłym strachu. Ujawnienie agenturalnej przeszłości Wałęsy mogło definitywnie rozbić plany budowy największej partii III RP i rzucić nowe światło na motywy działania TW „Bolka” jako Prezydenta RP. Histeryczna reakcja na zapowiedź wydania przez IPN książki na ten temat jest tego najlepszym dowodem.

Wykreowany przez media na „męża stanu” Donald Tusk, był i pozostanie człowiekiem bez doświadczenia, osobowości i charyzmy. Ta podatność na wpływy i brak poglądów politycznych, idealnie predestynowały go na szefa patii równie bezbarwnej, jaką jest PO. Słusznie przewidywano, że dwuletni spektakl medialnej dezinformacji, w wykonaniu funkcyjnych dziennikarzy, musi zakończyć się wygraną tej formacji w wyborach parlamentarnych. Dziś PO stanowi polityczne zaplecze dla odradzającego się agenturalnego układu, związanego ze środowiskiem WSI.

Waldemar Pawlak i jego PSL zawsze reprezentowało grupę bezideowych cwaniaków, gotowych związać się z każdym, byle tylko zapewnić sobie dochodowe, rządowe posady. Rola „maszynki do głosowania”, jaką wyznaczono im w obecnym rządzie doskonale wypełnia ambicje polityczne tej partii.

O ile jednak, po zamachu z roku 1992 zdołano skutecznie przywrócić stan posiadania układu „okrągłego stołu” i na długie lata zmarginalizowano faktyczną opozycję polityczną, o tyle obecne „sprzątanie” po poprzednikach okazuje się mało efektywne, a obecność silnej partii opozycyjnej i prezydenta są dla rządzącego układu poważnym problemem.

Najgroźniejsza jednak jest wiedza, jaką o działalności WSI i związanego z tą służbą środowiska agenturalnego posiadają ludzie Komisji Weryfikacyjnej i członkowie poprzedniego rządu. Aneks do Raportu może jeszcze przez długi czas, skutecznie studzić komsomolski zapał polityków Platformy i strzec ich przed zakusami uczynienia z państwa struktury mafijnej.

Dwa lata „powrotu do normalności” zmieniły również obraz polskiego społeczeństwa. Znacznie więcej osób, niż w roku 92 ma świadomość, jakim państwem jest III RP, kto kryje się za obliczem „ojców założycieli” i wyraża swój sprzeciw wobec państwa, opartego na układach nomenklaturowych. Nie jest w stanie tego zmienić nawet nachalna propaganda, inspirowana przez medialnych agentów wpływu. Pojawia się coraz więcej inicjatyw obywatelskich, ludzie potrafią się zorganizować, działać wspólnie.

Wielką wartością, jaką ujawnił rok 1992 była odwaga ludzi, gotowych wbrew całej armii tchórzy i konfidentów walczyć z zakłamaną rzeczywistością Polski „okrągłego stołu”. Choć przez następne kilkanaście lat układ OS, skazał ich na polityczną banicję, potrafili ponownie podjąć próbę zmiany oblicza Rzeczpospolitej. Nigdy już, po roku 2005 Polska nie będzie wyłączną domeną Wałęsów, Tusków i Pawlaków. I nigdy już nie powinniśmy się bać.

Przed 16 laty, 4 czerwca przemawiał w Sejmie Antoni Macierewicza – ówczesny minister spraw wewnętrznych. Jego wystąpienie przerwano, wyłączając w trakcie mikrofony. Przypomnę zakończenie tego wystąpienia, bo słowa te, nie straciły nic na aktualności:

- Moje pokolenie ma to wielkie szczęście, że nie musi walczyć zbrojnie o niepodległość. Pokolenie moich rodziców tego jeszcze nie miało, ginęło w walce zbrojnej z bandami UB lub w lochach UB. Nie musimy walczyć zbrojnie, nam potrzebna jest tylko szczypta odwagi cywilnej, odrobina tylko.

Chciałbym, że by ta Izba jeszcze jedno zdanie usłyszała ( tu wyłączono mikrofon) … wtedy, gdy pokoleniu polityków polskich brakuje odwagi cywilnej, następne pokolenie płaci krwią.
"


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Sob Paź 16, 2010 5:33 pm, w całości zmieniany 278 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 8:51 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Pią Cze 06, 2008 9:01 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zawarte tu stwierdzenia jak najbardziej odpowiadają rzeczywistości. I im słabszy będzie PiS, im słabszy będzie Prezydent RP, tym silniejsza stanie się opcja, która za wszelką cenę chce zahamawać proces rozliczenia się z komuną i komuchami (w tym z agentami i wszelkiego rodzaju politycznymi "prostytutkami"). Rzecz jasna, PiS popełnił wiele błędów, częstokroć wielkich, miał w czasie ostatnich 3 lat fatalne wpadki kadrowe, co odbiło się później na popularności tej partii, i na wynikach ostatnich wyborów. Lecz jest to dalej siła, jedyna w Polsce, która hamuje zapędy parasola ochronnego nad byłymi agentami, ubekami, partyjnymi dygnitarzami, oficerami LWP, siłami WSI. I gdy tej siły zabraknie, PO, PSL, SLD i inni skrzętnie to wykorzystają i pogrzebią raz na zawsze szansę rozliczenia minionej epoki. Dlatego wszyscy, którzy pragną historycznej prawdy i tej rzeczywistej IV Rzeczypospolitej, nawet ci niechętni PiS-owi, powinni zjednoczyć się przeciwko hamulcowym historii. Inaczej kłamstwo zapanuje w naszym wspólnym domu na kolejne kilkadziesiąt lat. W zaistniałej sytuacji liderzy byłych ugrupowań podziemnych powinni zaapelować do swych członków o odebranie teczek z IPN-u celem weryfikacji. Byłe organizacje tworzą na bazie ludzi podziemia liczne stowarzyszenia. Warunkiem przystąpienia do Zwiazku, czy też Stowarzyszenia powinna być czysta od agenturalnej przeszłości-TECZKA. Wiem, czego się niektórzy obawiają. Jesteśmy tylko ludźmi, niedoskonałymi i ze słabościami. SB-cja skrzętnie wychwytywała wszelkie momenty z naszego życia, będące tzw. "błędami w obszarze obyczajowym" (zdrady małżeńskie, nieślubne dzieci ukrywane przed współmałżonkami, handel walutą). Bardzo często SB używała tych faktów jako szantażu, jednakże większość ludzi odmawiała współpracy. Te sprawy powinny pozostać tabu, by nie łamać komuś po latach życia rodzinnego. Następną sprawą, w którą zaangażować się musimy - to obrona IPN-u. Już kilkakrotnie uderzano w tą instytucję, próbowano zdestabilizować jej prace. Ograniczano fundusze. Teraz LW grozi naukowcom IPN-u wytoczyć procesy o zniesławienie. Obrona Instytutu jest naszym obowiązkiem. Inaczej wszystko się pogrzebie, a agenci chodzić będą w roli naszych bohaterów. I na to pozwolić nie wolno.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Cze 09, 2008 1:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/78212,index.html

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

"SŁUŻBY NA SPECJALNE OKAZJE

Mogłoby się wydawać, że więcej zrobić już nie można. Nie doceniamy jednak rządu Tuska. Ostatnie decyzje w sprawach służb specjalnych świadczą, że nie zakończono jeszcze procesu destrukcji systemu bezpieczeństwa państwa. Kierunek, jaki obrano pozwala przypuszczać, że układ III RP szykuje solidne zabezpieczenie dla swoich interesów.

Rząd nawet specjalnie nie ukrywa, że przywracanie ludzi z Wojskowych Służb Informacyjnych, stało się priorytetem działalności Platformy i ma zapewnić powrót „dobrych fachowców”.

Już 24 maja br. MON informował:

- Żołnierze zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych, którzy dobrowolnie poddali się weryfikacji, będą mogli być przywróceni służby, niezależnie od tego czy Komisja Weryfikacyjna wyda stanowisko w ich sprawie. Odpowiednią regulację w tej sprawie przyjął rząd na posiedzeniu w dniu 23 maja.

By nie było wątpliwości, o co chodzi, komunikat mówi wyraźnie – „MON stoi na stanowisku, iż nie można im odbierać szansy udowodnienia, że są dobrymi fachowcami, a ich wiedza i doświadczenie mogą być w dalszym ciągu wykorzystywane w odnowionych służbach wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.”

„Dobrzy fachowcy” już wcześniej wyszli naprzeciw oczekiwaniom tego rządu, zakładając Stowarzyszenie PROMILITIO, o którym pisałem dokładniej we wpisie ONI WRÓCILI.

Dzielne zuchy z WSI zwracały się nawet do ministra Klicha, by chronił ich przed atakami strasznego Macierewicza. Dyrektor Departamentu Kadr MON, gen Janusz Bojarski, ostatni szef WSI, skarżył się w liście do Klicha że, "kłamliwe wypowiedzi Macierewicza podważają jego autorytet jako dyrektora departamentu kadr, odpowiedzialnego za politykę kadrową w Siłach Zbrojnych, które z olbrzymim wysiłkiem przechodzą transformację" oraz "w negatywnym świetle stawiają jego honor i godność" i "dyskredytują jego wizerunek jako żołnierza, generała posiadającego niekwestionowany dorobek w służbie na wielu odpowiedzialnych stanowiskach w strukturze wojska polskiego". Ten absolwent Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego ma, bowiem ambicję, by w III RP aspirować do honoru polskiego oficera.

Nowelizację ustaw o SKW rząd przyjął po półrocznej grze operacyjnej prowadzonej przez ABW, SKW i prokuraturę, wymierzonej przeciwko legalnie działającej Komisji Weryfikacyjnej WSI. Po sparaliżowaniu prac Komisji, w komunikacie MON stwierdza się z rozbrajającą szczerością, że „istnieją poważne obawy, że Komisja Weryfikacyjna, której czas pracy upływa właśnie z ostatnim dniem czerwca nie zakończy procesu sprawdzania wszystkich oczekujących żołnierzy.”

W tym samym czasie trwa proces niszczenia CBA - jedynej służby walczącej z korupcją. Doniesienia o rzekomo bezprawnym udziale FBI w sprawie Sawickiej, czy ograniczenie dostępu do baz danych, stanowiły tylko preludium do szykowanej od dawna rozprawy z CBA. Gdyby ktoś chciał odkryć źródło tej szczególnej niechęci, jaką Platforma darzy służbę anty korupcyjną, powinien zajrzeć do tzw. „Mapy Korupcji w Polsce”, opracowanej w roku 2003 przez Julię Piterę, gdzie na str.210 postuluje się powołanie specjalnej formacji o nazwie Centralny Urząd Antykorupcyjny. Zakres działań, celów i uprawnień CUA odpowiada dokładnie służbie Mariusza Kamińskiego. Problem polega na tym, że CBA powołał PIS i służba ta faktycznie zajmuje się ściganiem korupcji. W wydaniu PO byłby to kolejny fasadowy urząd, strzegący interesów rządzącej nomenklatury. Inną wskazówką, niech będą taśmy z nagraniami rozmów Sawickiej , prezentowane przez CBA w październiku ub., gdzie posłanka PO wyraźnie mówi o „biznesie na służbie zdrowia” , który miał się rozpocząć w maju- czerwcu 2008r. i prywatyzacji szpitali, dokonywanej w tym okresie. Ten „program Sawickiej” minister Kopacz realizuje z zadziwiającą konsekwencją. Nieopatrznie, również za sprawą CBA powróciła sprawa esbeckiej spółki EkoTrade, której kolejny raz powierza się ochronę obiektów administracji państwowej. Jej prezes Jacek Jerschina już od dawna chwalił się, że ma niejawny etat w ABW. Od momentu, gdy CBA zaczęło interesować się tą spółką i przetargami na ochronę obiektów rządowych, poziom agresji i szykan wobec tej służby rośnie z dnia na dzień.

Już na początku maja rząd postanowił zwiększyć uposażenie funkcjonariuszy ABW, podwyższając tzw. wielokrotność kwoty bazowej z 2,92 do 3,34, z mocą wsteczną od stycznia br. Jednocześnie wskaźnik ten obniżono dla CBA z 3,96 do 3,5. Ta „urawniłowka” miała w zamyśle PO „skończyć z przywilejami CBA”. Jeśli niewiele wyższe płace dla agentów zajmujących się ściganiem największej korupcji są przejawem ich uprzywilejowania, to podniesienie płac bezużytecznym z punktu widzenia interesów państwa ludziom ABW, stanowi „nagrodę” za półroczne ściganie kolegów z innych służb i udział w kombinacji operacyjnej, znanej jako „afera aneksowa”. Styczniowe obniżenie budżetu CBA o 40 mln zł , było już wyraźnym sygnałem, jaką wagę rząd Tuska przykłada do walki z korupcją.

Dzisiejsze doniesienia WPROST, o prokuratorskich śledztwach wobec funkcjonariuszy CBA wpisują się w kampanię zniszczenia jedynej, niezależnej od komunistycznej agentury służby specjalnej.

Na drugim biegunie działań, zmierzających do destrukcji polskich służb i zapewnienia sobie ich podległości, mamy informację o nominacji Macieja Huni na szefa SW. Ten „najszybciej awansujący generał świata” ( w 1997 roku był jeszcze porucznikiem) otrzymywał szlify generalskie od tow. Millera w roku 2004. Do jego największych „osiągnięć zawodowych” należy zaliczyć prowokację wobec sejmowej komisji śledczej w sprawie PKN ORLEN.

5 marca 2005r. roku kontrwywiad ABW, kierowany przez Hunię dokonał spektakularnego aresztowania Marcina Tylickiego, asystenta przewodniczącego komisji Józefa Gruszki pod absurdalnym zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Natychmiast posłowie SLD zażądali dymisji Gruszki. W tym czasie komisja badała sprawę monopolu firmy J&S na dostawy ropy do Polski. Mówiono o zagrożeniu bezpieczeństwa państwa, sprawa była wagi państwowej. Tylicki trafił na kilka miesięcy do aresztu, stracił pracę. Jego matka, Halina Tylicka, poruszyła niebo i ziemię by bronić swojego syna i udowodnić, że jest niewinny. Wielokrotnie mówiła o zastraszaniu, anonimowych telefonach, arogancji ludzi ABW. Walka o syna przerosła jej siły. Nie wytrzymała olbrzymiego stresu, napięcia – zmarła. Lekarze stwierdzili wylew krwi do mózgu. Nie doczekała wyroku sądu, który uniewinnił jej syna.

Miesiąc później, 10 kwietnia 2005r., sam Józef Gruszka doznał groźnego wylewu, co zakończyło jego działalność jako posła i szefa sejmowej speckomisji. Nikt już nie zapytał ABW i pana Huni, jak zabezpieczał polskie interesy energetyczne i co zdziałał w sprawie J&S. Osłona kontrwywiadowcza „sprawy J&S” okazała się niezwykle skuteczna.

Analogie z obecnymi działaniami ABW - rewizje u Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka, w ramach prowokacji wobec Komisji Weryfikacyjnej WSI zdają się oczywiste. Niewątpliwie, pan Hunia jest człowiekiem na potrzeby tego rządu, a jego dyspozycyjność wobec czerwonej nomenklatury będzie niezwykle przydatna. Poprzedni szef AW, Andrzej Ananicz, został już wykorzystany na czas „rewolucyjnych czystek” po rządach PIS, zatem jego miejsce może zająć „fachowiec”.

Maciej Hunia należy też do zdecydowanych zwolenników połączenia wywiadu cywilnego i wojskowego. Jego nominacja, oznacza zgodę Platformy na takie połączenie, mimo, iż obecnie Tusk odżegnuje się od pomysłu zmian strukturalnych w służbach. Intencje rządu doskonale oddają słowa Jacka Cichockiego, sekretarza kolegium ds. służb specjalnych, który stwierdził, że „służby specjalne mają się skupić na ochronie polskich misji zagranicznych i stworzeniu tzw. "tarczy antykorupcyjnej", czyli chronić przed korupcją procesy prywatyzacyjne i główne przetargi w resortach.” W praktyce tego rządu, oznacza to wykorzystanie służb do przykrycia i zabezpieczenia kontrwywiadowczego wszelkiego rodzaju „dilów”, jakie Platforma i PSL planują w najbliższym czasie. Przywrócenie do układu zuchów z WSI oraz podporządkowanie pozostałych służb, przy jednoczesnej neutralizacji CBA, pozwoli establishmentowi III RP na swobodny marsz w „krainę cudów”. Dla nas – społeczeństwa, przewidziano rolę widzów w teatrze cieni.

Źródła:

http://www.mon.gov.pl/pl/artykul/4957

http://www.rp.pl/artykul/138281.html

http://www.kprm.gov.pl/s.php?doc=1392

http://www.dziennik.pl/polityka/article187777/MON_Bedzie_nowa_komisja_weryfikujaca_WSI.html#reqRss

http://www.transparency.pl/wlasna/pliki/Mapa_korupcji_w_Polsce.zip

http://www.tvn24.pl/12690,1552799,0,2,wiadomosc.html

http://www.polskieradio.pl/krajiswiat/archiwum/media/przemilczane/artykul188.html

http://www.wprost.pl/ar/130777/Kto-chroni-najwazniejsze-panstwowe-instytucje-/

http://www.wprost.pl/ar/131218/Prokuratura-sciga-funkcjonariuszy-CBA/

http://www.rp.pl/artykul/140722.html

http://cogito62.salon24.pl/76070,index.html"


FUNDACJA OBRONY REPRESJONOWANYCH

http://fundacjaobrony.salon24.pl/77671,index.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Czw Cze 12, 2008 1:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/78808,index.html

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

"POLSKA ZA ZAMKNIĘTYMI OCZAMI

- „Masz zdrową psychikę, jeśli znasz prawdę o swojej historii" – mówił pisarz-noblista V. S. Naipul. Jeśli przyjąć tę prawdę w odniesieniu do całego społeczeństwa, można parafrazować słowa pisarza i rzec, że zdrowe jest tylko to społeczeństwo, które poznało prawdę o historii swojego kraju. Nam tej prawdy poznać nie pozwolono.

Przez 45 lat komunizmu, celem władzy było stworzenie „nowego człowieka”, pozbawionego pamięci, nieznającego historii, niezdolnego do samodzielnego myślenia – człowieka, który stanie się powolnym narzędziem propagandy, pozbawionym wątpliwości i rozterek. Józef Mackiewicz nazwał te działania wobec podbitego narodu „wyjmowaniem pacjentowi mózgu i narodowego serca”. Tworzono tego człowieka – „homo sovieticus”, w tyglu przemocy, represji, ideologicznej indoktrynacji, wypalając wszystko co miało cechy polskości.

Gdy w roku 1989 komuniści postanowili podzielić się z ludźmi „konstruktywnej opozycji” władzą nad Polską, mogło się wydawać, że tylko krok dzieli nas od poznania prawdy o tragicznej przeszłości lat PRL-u. Ci przecież, którzy wówczas siadali z oprawcami do „okrągłego stołu” byli ofiarami i reprezentantami ofiar sowieckiego reżimu, ludźmi, którzy zaufanie społeczeństwa zdobyli sprzeciwem wobec komunizmu. Tylko dzięki temu, że w ocenie Polaków, reprezentowali narodową nienawiść do sowieckiej okupacji, mogli mienić się „demokratyczną opozycją”. Mieliśmy prawo wymagać, by w naszym imieniu żądali prawdy o najnowszych dziejach. .

Kilkadziesiąt tysięcy zamordowanych w latach 1944-56, setki ofiar lat późniejszych, terror i represje, niszczenie pamięci, grabież majątku, miliony kłamstw – ten bilans rządów komunistycznych „Quislingów” domagał się ujawnienia i rozliczenia.

Wiemy, że stało się inaczej.

Wszyscy najwięksi zbrodniarze z przestępczych organizacji PZPR, UB i SB, uniknęli kar dzięki grupie „abolicjonistów”, którzy już na samym początku III RP uznali wszelkie próby dochodzenia do prawdy i sprawiedliwości -„polowaniami na czarownice". To ludzie tacy jak Mazowiecki deklarujący „grubą kreskę", Geremek apelujący, „ - Nie dajmy się porwać nienawiści i głupocie! Polityka dekomunizacji powoduje krzywdę ludzką!", Kuroń głoszący, że „Rozliczeń nie będzie! Nie bardzo jest ich, za co rozliczać" czy Michnik krzyczący wspaniałomyślnie „ - Jestem generalnie za abolicją. Bez warunków. Uważam, że okres historycznych rozliczeń, rozumianych jako rozliczenia sądowe, karne, trzeba zamknąć (...) Nie można w kółko żyć obsesją wymierzania sprawiedliwości" – zdecydowali za nas.

Zdecydowali wbrew nam i wbrew zasadom, jakie istnieją w świecie elementarnych wartości. Zdecydowali za nas i przeciwko nam, gdy arbitralnie odebrali nam prawo nazwania zła po imieniu. Gdyby przyjąć ściśle etyczny punkt widzenia, okazałoby się, że nikt - ani urzędnicy, ani politycy, ani biskupi, ani tzw. „autorytety” nie posiadają moralnego prawa podejmować decyzji za pokrzywdzonych przez system komunistyczny i jego funkcjonariuszy. O tym, czy ujawniać prawdę o czasach zniewolenia, czy poznawać nazwiska katów, zdrajców i donosicieli, może rozstrzygać jedynie sumienie ich ofiar. Innym od tego wara!

Tego prawa, może najważniejszego z wszystkich praw obywatelskich nas pozbawiono, nazywając ludzi domagających się jego respektowania oszołomami i ksenofobami, strasząc ogłupiałe społeczeństwo „demonami przeszłości”. W tej zakłamanej retoryce nie zabrakło nawet słów o potrzebie pojednania i chrześcijańskiego miłosierdzia, powoływania się na autorytet Kościoła i Ojca Świętego.

Z czasem „strażnicy pamięci” uknuli kolejny fałszywy dylemat twierdząc, że istnieje tylko alternatywa - pamiętać czy wybaczać. Zatem, w imię naszego dobra, o którym zdawali się wiedzieć więcej, niż my sami, zdecydowali się zatajać, ukrywać i zamazywać prawdę o najnowszej historii. W jakiś przedziwny sposób, to „nasze dobro” miało być tożsame z ich interesami i koiło lęk, płynący z zafajdanych życiorysów. Pamiętamy to zdanie Wałęsy z 4 czerwca 1992, podczas sejmowej narady z uczestnikami nocnego zamachu - Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli, dlatego trzeba ich błyskawicznie. Natychmiast, dzisiaj! Czy nie ujawnia ono bezmiaru lęku przed prawdą– tak wielkiego, że gotowego na każdą podłość?

Troska o dobre samopoczucie funkcjonariuszy bezpieki i komunistycznych agentów okazała się ważniejsza od troski o los ich ofiar.

Wówczas - bo tak musiało się stać, powstał problem, gdyż ten element przebaczenia zaczął znikać z naszej optyki, z naszego patrzenia na sytuację. Nie dlatego, że nie chcielibyśmy przebaczyć, tylko dlatego, że nie widzieliśmy po drugiej stronie woli pamiętania, odkrywania trudnych prawd, przywracania pamięci. Woli, – bez której nie ma przebaczenia.

Nigdy nie było naszej zgody na to, by interes stu tysięcy tajnych współpracowników bezpieki, decydował o losach czterdziestomilionowego państwa. Nigdy też nie istniała sofistyczna alternatywa „pamiętać czy wybaczać”, skoro rozum i wiara podpowiada by „wybaczać i pamiętać”.

Dawno temu już Leszek Kołakowski napisał znamienne słowa – „ Ci, co liche swoje przywileje okupują tylko milczeniem w obliczu świństwa, na które mogą reagować, będą musieli za te same przywileje płacić rychło aktywnym udziałem w świństwie”

Wiedzieliśmy, że tak się stanie i za „grzech pierworodny okrągłego stołu” nowe elity zapłacą cenę najwyższą – utratą honoru. Na nic zdadzą się ich zapewnienia o „mniejszym złu” i „pokojowej transformacji”, za nic mamy ich nadęte pouczania „światłych Europejczyków”. Ludzie, którzy zabronili własnemu społeczeństwu poznać prawdę o haniebnej przeszłości lat komunizmu, nie zasługują na szacunek. My zaś - choć to nam przecież nie pozwolono dobić komunizmu, płacimy poczuciem bezsensu i straconych lat.

Powtarzane w nieskończoność kłamstwa, doprowadziły Polaków na skraj takiego obłędu, że przyjmują dziś korupcję i działania mafijne za przejaw demokracji, zdrajców nazywają politykami, a samo kłamstwo zyskało pełne prawa obywatelskie.

„ - Podstęp, aby być wiarygodnym i skutecznym, musi jak najpełniej odpowiadać nadziejom i oczekiwaniom tych, którzy mają być przezeń oszukani” – pisał Anatoli Golicyn. Zgodnie z tą formułą byli funkcjonariusze UB-SB, wojska, milicji, sądów i prokuratur, wsparci przez postkomunistyczną nomenklaturę i grono „koncesjonowanej opozycji” – budowali wokół siebie mit profesjonalizmu, nazywając sami siebie niezastąpionymi fachowcami. W ten sposób mieli przekonać opinię o konieczności uczestniczenia przez nich w życiu publicznym i rzekomej analogii pomiędzy swoimi działaniami w PRL-u, a działalnością w strukturach normalnego państwa. Dzięki tym wysiłkom, takie pojęcia jak „działacz partyjny” , „esbek”, „oficer LWP” czy „współpracownik służb” straciły wydźwięk pejoratywny i zostały uznane za naturalne. Tymczasem ludzie ci pełnili w komunistycznej Polsce rolę identyczną, jaką w okupowanej Norwegii spełniali faszyści Quislinga. Funkcjonariusze UB-SB wraz ze służbami wojskowymi byli bandyckim narzędziem, służącym do zwalczania dążeń niepodległościowych, do likwidacji niezależności Kościoła i wolności obywatelskich. Ich jednym zadaniem było „trzymanie za mordę” społeczeństwa, by nie zdołało wyrwać się z dominacji sowieckiego okupanta. Partia kolaborantów wymagała od nich skuteczności, bez względu na konsekwencje.

Norwedzy poradzili sobie szybko z „komitetami centralnymi” i „biurem politycznym” Quislinga, stawiając zdrajców pod ścianą lub posyłając do więzienia. Resztę rozpędzono na cztery wiatry, łącznie z dziennikarzami i rozmaitymi literatami-moralistami , specjalistami od pouczania społeczeństwa jak ma postępować i co myśleć. Środki masowego przekazu i wszystkie wydawnictwa zostały im odebrane. Sprawę załatwiono w przeciagu jednego roku.

Jeśli w dzisiejszej Polsce, zdecydowana większość społeczeństwa nie dostrzega tożsamości komunizmu i faszyzmu, uznając lata PRL-u za okres normalnego państwa, a ludzi PRL-u za godnych szacunku Polaków - stało się tak dzięki wieloletniej indoktrynacji, dokonanej w stylu, jakiego nie powstydziłby się sam Józef Gebels. Dzięki powtarzaniu, wielokrotnemu i nachalnemu, wypowiedziane poglądy przenikają do tłumów, a w końcu czy są rozumiane czy nie, zostają uznane za prawdę, nad którą nie ma już dyskusji. Jeżeli uwzględni się wpływ powtarzania na ludzi wykształconych, to tym bardziej zdamy sobie sprawę z tego wpływu na tłum. Wiara w słowa płynące z ust ludzi, którzy całe życie walczyli z własnym społeczeństwem czy też wiara w moc drukowanych kłamstw, podanych temu społeczeństwu przez obcą agenturę – jest rodzajem współczesnego opętania, wynikiem przegranej przez Polaków wojny o pamięć i historię. Dlatego najlepszym sposobem pozbycia się skorumpowanej i skompromitowanej moralnie „elity”, a wraz z nią pozbycia się całego garbu III RP, jest ujawnienie agentury. Nie po to, by postawić ją „pod ścianą”, lecz wyłącznie z troski o zdrowie społeczeństwa, które ma prawo wiedzieć - kto jest kim.

Jeżeli przyjąć, że współpraca z komunistyczną policją polityczną, służyła zniewoleniu społeczeństwa, to niech nikt nie twierdzi, że czyjaś agenturalność jest jego prywatną sprawą. Nie jest i nigdy nie była. W „Dżumie”, Alberta Camusa, którą można odczytać jak filozoficzny traktat o ludzkiej kondycji, znajdują się złowieszcze słowa – „ Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika, może przez kilkadziesiąt lat pozostać uśpiony (…) i nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście". My tej dżumy nigdy nie leczyliśmy, uznając za jedyne antidotum zamykanie oczu na prawdę.

Ujawnianie tożsamości donosicieli SB może być dla nich bolesne, ale trudno oczekiwać, by było inaczej. Nie ma natomiast żadnego, racjonalnego powodu, by po upadku systemu komunistycznego tajemnice bezpieki były nadal chronione przez prawo demokratycznego państwa. O ile byłoby to zrozumiałe, gdyby o tajność dokumentów bezpieki upominał się Kiszczak, o tyle działania takie w wykonaniu ludzi mieniących się „opozycją” antykomunistyczną , są aktem najgorszego zaprzaństwa.

Nieprzypadkowo jesteśmy dziś świadkami kolejnej, może najważniejszej w ostatnich latach bitwy o pamięć i historię. Sprawa agenturalnej przeszłości Wałęsy jest naturalnym sprawdzianem stanu zdrowia polskiego społeczeństwa. Nie chodzi nawet o to, czy ten człowiek był, czy też nie był „Bolkiem”, lecz o rzecz znacznie ważniejszą ; czy mamy prawo do wiedzy o naszej najnowszej historii – czy też godzimy się, by samozwańczy „strażnicy” reglamentowali nam tę wiedzę. Czy chcemy być podmiotem historii, czy też narzędziem w rękach ludzi, tworzących ją za nas?

Histeria, ogarniająca obóz III RP, oskarżenia pod adresem autorów książki czy nawoływania do likwidacji IPN-u, to najlepszy dowód, jaką wagę do historycznej prawdy przykłada to środowisko. Oni wiedzą, że wiedza zawarta w archiwach komunistycznych służb, ukryta w prywatnych zbiorach szantażystów czy istniejąca w ludzkiej pamięci jest bronią śmiertelną.

Profesor Ryszard Legutko, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział takie proste słowa: „ - Najważniejsze, żeby zobaczyć tę polską niemoc i się wkurzyć. Im więcej ludzi to zobaczy i się wkurzy, tym większa szansa, że coś się zmieni. Kiedyś widziałem w filmie taką scenę: mężczyzna otwiera okno w środku nocy i krzyczy, że ma już dość i tak dalej być nie może. Po jakimś czasie zaczynają tak się zachowywać inni i powstaje reakcja zbiorowa. Może to jest jakiś pomysł?”

Czy nie czas już otworzyć szeroko oczy i się wkurzyć?"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Cze 13, 2008 11:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/78977,index.html

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

2008-06-12, 21:20:22

"PRL – HISTORIA WSPÓŁCZESNA

Sędziowie III RP są ludźmi niezwykle wyczulonymi na punkcie swojej niezawisłości. I słusznie – bo stanowi ona atrybut niezależności sędziego i daje gwarancję rzetelnego procesu. Gdy jednak prześledzić decyzje sądów na przestrzeni ostatnich 18 lat, podjęte w najważniejszych sprawach związanych z rozliczeniem czasów komunizmu, trudno nie ulec wrażeniu, że środowisko sędziowskie nie należy do radykalnych przeciwników tego systemu. Bywało też tak, że w przedziwny sposób decyzje procesowe prokuratur i wyroki wydawane przez sądy, korelowały z aktualną sytuacją polityczną i były odzwierciedleniem poglądów bieżącej opcji politycznej.

Prezentowane poniżej dwa dokumenty z roku 1986, dotyczą czasów dalekich od współczesnych uwarunkowań. Można nawet przypuszczać, że nie mają żadnego związku z współczesnością. Czy jednak rzeczywiście tak jest?

22 lata to dość czasu by zmienić państwo i z totalitarnego, podległego obcej dominacji tworu, przejść drogę do państwa demokratycznego, państwa prawa. Czy jednak 22 lata wystarczą, by dokonać diametralnych zmian w ludzkiej świadomości, w systemach wartości, stosunkach międzyludzkich i społecznych? Wiemy, że środowisko sędziowskie nigdy nie poddało się żadnej weryfikacji, że byli i są w nim nadal ludzie zasłużeni dla PRL-u, współpracownicy bezpieki, agenci wpływu.

Te dwa dokumenty lubelskiej bezpieki, dotyczą głośnego procesu kolporterów „Informatora NZSS „Solidarność” Region Środkowo-Wschodni”, Franciszka Bujaka i Wacława Wasilewskiego. 29 kwietnia 1986 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie uchylił wyrok skazujący Sądu Rejonowego, uzasadniając to uchybieniami proceduralnymi i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez sąd pierwszej instancji. Decyzja Sądu Wojewódzkiego była szokiem dla bezpieki i MSW, które pilnie potrzebowały sukcesów i traktowały proces jako spektakl zastraszenia, mający zniechęcić innych do działalności konspiracyjnej. Co w tej sytuacji zrobiła SB, jak potraktowała „niezawisłość sędziowską”?

1.

– Pismo naczelnika Wydziału Śledczego WSW w Lublinie do dyrektora Biura Śledczego MSW ppłk. Jerzego Karpacza w sprawie procesu Wac∏awa Wasilewskiego i Franciszka Bujaka

Lublin. VI. 1986r.

Dyrektor Biura Śledczego MSW

Tow. Ppłk dr J[erzy] Karpacz w Warszawie


W nawiązaniu do informacji Nr R-0597/86 z dnia 2 V 1986 [r.] dot[yczącej] W[acława] Wasilewskiego i F[ranciszka] Bujaka, oskarżonych o kolportaż literatury b[yłego] NSZZ „Solidarność” i poleceń wydanych w tej sprawie przez Towarzysza Dyrektora Naczelnikowi Wydziału Śledczego tut[ejszego] WUSW, uprzejmie informuję iż podstawą uchylenia wobec ww. wyroków skazujących były uchybienia proceduralne sądu I instancji.

W dniu 11 czerwca br. sprawa ta będzie ponownie rozpoznawana przez Sąd Rejonowy w Lublinie.

Podzielając w pełni pogląd Towarzysza Dyrektora w kwestii zasad zabezpieczania rozpraw w sprawach o przestępstwa popełnione z motywów politycznych, 4 bm. przy udziale Naczelnika Wydziału Śledczego WUSW omówiłem z Prezesem Sądu Wojewódzkiego mgr. Z. Markowskim i Z- cą Prokuratora Wojewódzkiego mgr. E. Berzyńskim stan dowodowy przedmiotowej sprawy i problematyki jej zabezpieczenia.

Będzie ona realizowana w oparciu o odrębny plan operacyjno-technicznego zabezpieczenia rozprawy. Niezależnie od tego, zasady zabezpieczania rozpraw politycznych omówione zostały na szkoleniu zawodowym aktywu kierowniczego SB WUSW w Lublinie. Jednostki terenowe SB o obowiązujących zasadach w tym zakresie dodatkowo poinformowano pisemnie.


Powyższe działania stanowią, moim zdaniem, przesłankę gwarancji wydania wyroku odzwierciedlającego rzeczywisty charakter i zakres przestępczej działalności W[acława] Wasilewskiego i F[ranciszka] Bujaka i prawidłowego zabezpieczenia rozprawy.


Informując o powyższym, jednoczenie nadmieniam, iż uczestnictwo wiceprokuratora wojewódzkiego mgr. St[anisława] Chodaka w rozprawie rewizyjnej wymienionych było zgodne z praktykà stosowanà w tym względzie w lubelskiej prokuraturze.

O wyniku rozprawy i jej przebiegu powiadomię Towarzysza Dyrektora.

Naczelnik Wydziału Śledczego WUSW w Lublinie


Źródło : AIPN Lu, WUSW w Lublinie, Akta Śledcze WUSW w Lublinie 1944–1990, 0220/369, Akta sprawy przeciwko Wacławowi Wasilewskiemu i Franciszkowi Bujakowi, k. 240, mikrofilm.

2.

– Plan przedsięwzięć operacyjnych mających na celu zabezpieczenie rozprawy rewizyjnej Wacława Wasilewskiego i Franciszka Bujaka przed Sądem Rejonowym w Lublinie


Lublin. 6.VI.1986.

Tajne spec[jalnego] znaczenia

Egz. nr 1




Plan przedsięwzięć operacyjnych mających na celu zabezpieczenie rozprawy rewizyjnej W[acława] Wasilewskiego i F[ranciszka] Bujaka – przed Sądem Rejonowym w Lublinie.

I. Sytuacja operacyjna

W dniu 11 VI 1986, o godz. 10.00, w sali nr 6 Sądu Rejonowego w Lublinie odbędzie się rozprawa rewizyjna p[rzeciw]ko W[acławowi] Wasilewskiemu i F[ranciszkowi] Bujakowi.

Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Lublinie – II instancji rozstrzygniecie sądu I instancji zostało uchylone i sprawa została przekazana do ponownego rozpatrzenia. Przebiegi dotychczasowych rozpraw wskazują, że niektórzy działacze podziemnych struktur „S[olidarności]” wezmą w niej udział i zachowaniem swoim akcentować będą swoje poglądy (wręczanie kwiatów, pozdrowienia itp.).

Rozprawie przewodniczył będzie sędzia: Matwiejczuk Mieczysław, ur. 1 IX 1920 r. Majdan, członek PZPR, cieszący się pozytywnà ocenà pracy zawodowej i właściwą postawą polityczną.

II. Kierunki działań.


Mając na celu:

1. Uzyskanie właściwego wyrokowania w wymienionej sprawie

2. Kształtowanie odpowiedniego przebiegu rozprawy i niedopuszczenia do manifestacyjnych zachowań poszczególnych osób, planuje się poniższe przedsięwzięcia.

III. Przedsięwzięcia operacyjne.

1. Przeprowadzić rozmowę z prezesem Sądu Wojewódzkiego, której celem będzie uzyskanie właściwego składu orzekającego (zarówno sędziego, jak i ławników) oraz uczulenie prowadzącego rozprawę sędziego na możliwe, negatywne zachowanie oskarżonych i publiczności, które winny być zdecydowanie przecinane.


Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz. III por. Z. Myszala, wyk[onane]

2 VI 1986.

2. Zabezpieczyć właściwy skład publiczności w trakcie rozprawy poprzez wprowadzenie na salę rozpraw:

– emerytów MO,

– działaczy PZPR (w porozumieniu z KM PZPR),

– funkcjonariuszy SB, nieznanych członkom opozycji (Wydz[iału] C, Wydz[iału] Paszportów).

Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz[iału] III.

3. W celu niedopuszczenia do aktywnego udziału w rozprawie sympatyków F[ranciszka] Bujaka z miejsca pracy, przeprowadzić rozmowę z Dyr[ektorem] Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie – prof. dr. M[aciejem] Latalskim, w której zainspirować go do podjęcia zwiększonych dyscyplinujących pracowników instytutu sprawy, jak i dzień przed i po.

Odpowiedzialny: kpt. M[arian] Brzuska.

4. Analogicznie jak w pkt 3 w odniesieniu do W[acława] Wasilewskiego przeprowadzić rozmowę z rektorem UMCS bądź Dziekanem Wydziału BiNoZ1.

Odpowiedzialny: ppor. A. Kaczmarczyk.

5. W celu niedopuszczenia do udziału w rozprawie stałych kibiców – słuchaczy rozpraw politycznych, a będących członkami opozycji, podjąć działania poprzez wydziały, których osoby te są figurantami, zmierzające do przestrzegania dyscypliny pracy w odpowiednich instytucjach. Osoby te wytypuje Wydział Śledczy. Odpowiedzialny: por. Z. Myszala.

6. W porozumieniu z kierownictwem sądu podjąć działanie zapobiegające innym negatywnym zdarzeniom, np. wyeliminowanie ukrytego nagrywania na taśmę magnetofonową przez publiczność.

Odpowiedzialny: por. Z. Myszala.

7. Zastosować możliwości Wydziału Bw celu zabezpieczenia i udokumentowania osób biorących udział w rozprawie.

Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz[iału] III.

8. W celach profilaktycznych zastosować zewnętrzne patrole umundurowanych funkcjonariuszy MO przed gmachem Sądu Rejonowego w Lublinie.

Odpowiedzialny: N[aczelni]k Wydz[iału] III
.



Źródło: AIPN Lu, WUSW w Lublinie, Akta Śledcze WUSW w Lublinie 1944–1990, 0220/369, Akta sprawy przeciwko Wacławowi Wasilewskiemu i Franciszkowi Bujakowi, k. 241, mikrofilm.

( podr..moje)


Powyższe dokumenty są zamieszczone w piśmie IPN „Pamięć i Sprawiedliwość” nr.1(5)2004., w publikacji Ewy Kuszyk-Peciak – „Manipulowanie wymiarem sprawiedliwości w latach osiemdziesiątych przez lubelską Służbę Bezpieczeństwa”.



------------------------------------



Niewiele jest równie szokujących dowodów, traktowania prawa przez komunistyczną policję polityczną. Dają jasny i czytelny obraz – kto naprawdę i w jaki sposób sprawował władzę w czasach PRL-u. Dziś, po 22 latach od tamtych wydarzeń, nadal przecież, w polskim życiu publicznym są obecni ludzie, wywodzący się z ówczesnej służby bezpieczeństwa i tzw. wymiaru sprawiedliwości. Decydują o kształcie naszego prawa, mają wpływ na polską rzeczywistość. Nikt nie odesłał ich „na śmietnik historii”, nie uznał za niegodnych budowania niepodległego państwa. Przeciwnie – korzystano z ich „doświadczeń”, chwalono ich fachowość.

Skoro przetrwali ludzie, stosujący takie metody „stanowienia prawa”, czy mechanizmy rządzące III RP mogą być wolne i niezawisłe ?

To pytanie retoryczne. Znamy przecież odpowiedź."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Cze 17, 2008 6:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/79636,index.html


w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

2008-06-16, 18:50:21

"KUROŃ i „BOLEK” – PIERWSZY „ZAMACH STANU”

Przed pięcioma laty młody historyk IPN-u Robert Spałek zamieścił w biuletynie „Pamięć i sprawiedliwość” (nr.2 (4) 2003r) interesujący artykuł pt. „Gracze” – Komitet Obrony Robotników w propagandzie PRL, stereotypach oraz dokumentach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych”. W oparciu o materiały z archiwum MSW, pozostałe po sprawie o kryptonimie operacyjnym „Gracze” – będące zapisem rozpracowania działalności Komitetu Obrony Robotników, autor przedstawił historię tej organizacji od roku 1977 do chwili oficjalnego rozwiązania w roku 1981.
Na stronach 102-103 tego opracowania możemy przeczytać o niezwykle interesującym wydarzeniu z roku 1980, które w kontekście zapowiadanej publikacji, na temat agenturalnej współpracy Wałęsy, nabiera szczególnego charakteru. Mowa próbie pozbawienia Wałesy władzy nad NSZZ „Solidarność”. Zdarzenie to jest tym ciekawsze, że osobą, która opiera swój plan działania na przeszłości „Bolka” i chce dokonać „zamachu stanu” jest Jacek Kuroń.
Spałek pisze:
„Jacek Kuroń od pierwszych chwil po opuszczeniu aresztu 1 września 1980 r. podważał pracę doradców. Na urodzinach Mirosława Chojeckiego „obrzucił Mazowieckiego stekiem wyzwisk”. Dokumenty SB wyraźnie poszerzają krąg osób nieufnych wobec niego. Młodzi inteligenci z Ruchu Młodej Polski w wizytach Kuronia na Wybrzeżu dopatrywali się prób usunięcia ich z „Solidarności”. Zaniepokojony tymi przyjazdami był Krzysztof Wyszkowski , organizator i szef bazy poligraficznej Związku, który spodziewał się, że Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA może przejąć kierowaną przez niego sieć. (…)
„W dokumentach SB zapisano bowiem, że Kuroń i Bogdan Borusewicz „postanowili wydalić Wyszkowskiego z NSZZ”. I dalej: „Wpływ na podejmowane [przez kierownictwo „Solidarności”] decyzje KSS »KOR« zamierza zapewnić sobie poprzez powierzenie B[ogdanowi] Borusewiczowi funkcji sekretarza NSZZ”. Podobna wiadomość dotarła do samych zainteresowanych. Wybuchła wielka awantura, Kuroń opisał ją we wspomnieniach. W czasie narady RMP Krzysztof Wyszkowski zadzwonił do Tadeusza Mazowieckiego z informacjà, że Kuroń z Borusewiczem przygotowują zamach stanu. „Ma on polegać na tym, że Borusewicz przejmie jako dyrektor »Solidarność« w Gdańsku”, a Kuroń zostanie „szefem ogólnopolskim, bo chodzi o to, by korowcy zostali dyrektorami”. To wywołało wielką wściekłość niedoszłego „dyrektora”. Publicznie, przy ludziach z RMP, dał temu wyraz. Wyszkowski zareagował zdziwieniem, a swoje postępowanie tłumaczył tym, że słyszał jak Kuroń mówił , iż „może Bogdan mógłby – z jego organizacyjnym talentem – zostać szefem komisji związków zawodowych”.
Konsekwencje pomówienia (nieporozumienia) były znaczące. Gdy wiadomość o przygotowywanym „zamachu” na kierownictwo NSZZ „Solidarność” dotarła do Mazowieckiego, narobiła szkód większych niż wcześniejsze spory o poszerzenie grona ekspertów. Wzajemny kontakt jeszcze się pogorszył. Co więcej, usztywnił się także Wałęsa. „Od tej pory – pisze Kuroń – zaczęła w Lechu narastać nieufność wobec mnie”. Konflikty wewnątrz opozycji były wygraną władz. Praca Służby Bezpieczeństwa w znacznej mierze nastawiona była na to, by „wykorzystywać i pogłębiać istniejące rozbieżności pomiędzy poszczególnymi grupami antysocjalistycznymi, operacyjnie inspirować rywalizację´ poszczególnych grup o dominacje wpływów na NSZZ [...]”

Robert Spałek, powołuje się na dokumenty z archiwum MSW:
AIPN, 0204/1205, t. 16, Konflikty i rozbieżności w łonie KSS „KOR”, 11 X 1980 r., k. 246
AIPN, 0204/1205, t. 16, Meldunek operacyjny..., [11 X 1980 r.], k. 251.
Wkrótce po tej publikacji, w nr.2(6)2004r.( str.401-407) tego samego biuletynu „Pamięć i Sprawiedliwość” Krzysztof Wyszkowski zamieścił sprostowanie do cytowanego powyżej fragmentu opracowania, twierdząc, że jego nazwisko znalazło się w pracy historyka w „fałszywym i uwłaczającym kontekście.” Z relacji Wyszkowskiego wyłania się inny scenariusz zdarzeń, związanych z „zamachem”:
„Jednak pełny przebieg wydarzeń z początku września 1980 r. wart jest dokładnego omówienia i zbadania przez zawodowych historyków. W tym miejscu pragnę przypomnieć, że Jacek Kuroń przyjechał do Gdańska z planem dokonania puczu wewnątrz rodzącego się ruchu. Warto też wiedzieć, że w naradzie, podczas której Kuroń przedstawił plan puczu, uczestniczyli: Bogdan Borusewicz, Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Gwiazda, Lech Kaczyński, Jerzy Kmiecik, Andrzej Kołodziej, Bogdan Lis, Helena ¸Łuczywo, Jerzy Sikorski, Anna Walentynowicz, Błażej Wyszkowski i Krzysztof Wyszkowski.
Plan puczu wyglądał, najogólniej biorąc, następująco:
1. Ogłoszenie Lecha Wałęsy agentem SB i usuniecie go z funkcji przewodniczącego MKZ.
2. Odejście wszystkich członków Prezydium MKZ do pracy zawodowej.
3. Przekazanie kierowania związkiem aparatowi złożonemu z działaczy ze środowiska Kuronia (np. Bogdan Borusewicz miał zostać dyrektorem biura MKZ, Helena ¸Łuczywo redaktorem naczelnym pisma „Solidarność”, a Jacek Kuroń oficjalnie miał pozostać przy zdobytej za sprawą zręcznej mistyfikacji funkcji członka zespołu doradców, ja natomiast miałem pozostać szefem wydawnictw).
4. Zrzeczenie się przez związek swych statutowych uprawnień na rzecz planowanych „zgodnie z rozwiązaniami przyjmowanymi w pierwszych latach powojennych” rad zakładowych, a sam Kuroń miał zająć się „oceną nowych stanowisk pracy […] dla stwierdzenia, czy spełniają one wymogi bezpieczeństwa i higieny, […] żądaniem] takich zmian w prawie pracy, aby przywrócić równorzędność pozycji pracownika i pracodawcy”.
5. Zrzeczenie się przez Związek na rzecz rad zakładowych również prawa do strajku, które miało rzekomo stanowić wielkie niebezpieczeństwo anarchizacji produkcji oraz niekontrolowanych konfliktów z władzami
Jacek Kuroń chciał, by zebrani przyjęli jego plan i następnego dnia, korzystając z posiadania większości głosów w Prezydium MKZ Gdańsk, zaczęli go realizować. Jestem dumny z tego, że stawiając Kuroniowi opór przez cały czas nocnej narady, już nad ranem dostrzegłem wreszcie prawdziwy cel jego dążeń i rzuciłem mu w twarz oskarżenie, że mówi o dobru robotników, ale chodzi mu tylko o władzę Kuroń zapadł się w fotelu i nic nie odpowiedział
Z tekstu Spałka natomiast dowiedziałem się, że zamiast rezygnacji z puczu zaplanował zemstę: „Kuroń i Bogdan Borusewicz postanowili wydalić Wyszkowskiego z NSZZ”.

Słusznie też Krzysztof Wyszkowski, jest oburzony tym fragmentem publikacji Roberta Spałka, w którym zwraca on uwagę na wykorzystywanie przez SB wewnętrznych konfliktów:
„Uwagi o dezintegracyjnych celach SB, sąsiadujące z wcześniejszym opisem czy wręcz wynikające z niego, mogą sugerować esbeckie inspiracje w moich działaniach. Umieszczając taki komentarz, Spałek zachował się nie jak historyk pracujący w szanowanej instytucji, ale jak felietonista brukowej gazety”
Nie ten jednak aspekt obu publikacji jest dla mnie najważniejszy.
Dowiadujemy się, bowiem, że już w roku 1980 istniało w środowisku ówczesnej opozycji przekonanie o agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy. Było ono na tyle sile, że Jacek Kuroń nie wahał się wykorzystać tej informacji do odsunięcia Wałęsy od pełnienia funkcji związkowych i pozbawienia go wpływu na Związek. Jak wynika z relacji Wyszkowskiego, jedynie jego reakcji zawdzięcza Wałęsa, że nie został wówczas ogłoszony agentem bezpieki.
Niemniej interesująca jest postawa Jacka Kuronia, który proponując nocny „zamach stanu” chce przejąć władzę nad ruchem „Solidarności” i wepchnąć go w ramy struktur państwa komunistycznego. Rezygnacja z prawa do strajku i innych uprawnień statutowych „Solidarności” oraz powołanie „rad zakładowych” zmieniłoby związek na wzór leninowskich „rad pracowniczych”. Jeśli weźmie się pod uwagę, że o planach Kuronia miał nie wiedzieć nestor KSS „KOR” prof. Edward Lipiński oraz sposób, w jaki Kuroń chciał dokonać puczu, można postawić zasadne pytanie o źródło inspiracji takich działań. Czy wynikały one wyłącznie z ambicji politycznych przejęcia przez KOR (Kuronia) władzy nad Związkiem, czy też były działaniami inspirowanymi z zewnątrz?
Doświadczenia kolejnych lat dowiodły, że aspiracje środowiska Jacka Kuronia, by przejąć rolę głównej siły opozycyjnej nigdy nie osłabły i znalazły swój punk kulminacyjny podczas przygotowań do obrad „okrągłego stołu”. Można powiedzieć, że plan Kuronia został zrealizowany w latach 1988-89, choć wówczas zrezygnowano już z usunięcia Wałęsy, powierzając mu rolę papierowego „przywódcy narodu”. Jeśli w roku 1980 Kuroń ograniczał swoje pierwotne plany do kwestii związkowych, pracowniczych, o tyle osiem lat później, jego środowisko zdołało narzucić całemu społeczeństwu polityczny wymiar „ugody okrągłego stołu” i przypieczętowało pakt z komunistami.
Interesujące jest, że do chwili obecnej, bohaterowie wydarzeń, z jesieni 1980 roku nie ujawniają jego kulisów. Krzysztof Wyszkowski w cytowanej publikacji wyjaśnia przyczynę swojego zachowania:
„Przez lata uważałem, że sprawa puczu nie powinna zostać ujawniona, naiwnie sądząc, że władze (SB) nic o niej nie wiedzą i, kierując się obawą o możliwość wykorzystania tych brudów przez propagandę komunistyczną, nie mówiłem o niej publicznie. Dzisiaj natomiast, po prawie ćwierwieczu od wydarzeń z września 1980 r., powinno się je należycie zbadać i wyjaśnić. Uczestnicy narady milczeli w trakcie omawiania spisku i milczą aż do dzisiaj. To wieloletnie milczenie zrobiło wrażenie zmowy i Jacek Kuroń mógł myśleć, że nikt nie będzie chciał mojej relacji potwierdzić. Dzisiaj jestem przekonany, że historycy IPN, dysponując wiarygodnymi dokumentami i mając możność prowadzenia rozmów, są w stanie dokładnie sprawę przebadać i wykazać prawdę. Dlatego przekazuję swoje wyjaśnienia do sprawdzenia badaczom IPN i ich profesjonalnemu warsztatowi. Swoim czynem nie chwaliłem się publicznie, ale też nigdy mi przez myśl nie przeszło, że znajdzie się polski historyk, który będzie potępiał mnie za to, z czego jestem dumny.”
Myślę, że dziś, dla większości społeczeństwa rzetelne wyjaśnienie wydarzeń związanych z „zamachem stanu” z roku 1980, nie byłoby rzeczą interesującą. Cóż, bowiem, powie ktoś, może mieć wspólnego ze współczesnością, epizod sprzed 28 lat? Czemu miałby być ważny, skoro nie wyjaśniono dotąd tyle ważniejszych zdarzeń najnowszej historii?
Gdy jednak przyjrzeć się pewnej logice zachowań ludzi, wywodzących się ze środowiska KOR, związanych z osobą Jacka Kuronia czy Adama Michnika, nietrudno dostrzec, że celem ich dążeń było przejęcie „rządu dusz”. Michnik, na co wskazuje w swojej pracy Robert Spałek, choć zarzucał Kuroniowi „zapędy dyktatorskie”, określał go mianem „przywódcy narodowego na miarę Piłsudskiego, którego działalność ma charakter bezprecedensowy”. O postrzeganiu roli Wałęsy przez Michnika i Kuronia Spałek pisał:
„Jednocześnie Wałęsa dość szybko zaczął być postrzegany przez KOR jako czynnik gwarantujący względna stabilność i umiar polityczny. Współpraca okazała się korzystna dla obu stron. W październiku 1981 r., już po I Zjedzie NSZZ „Solidarność”, Adam Michnik nie ukrywał, że „wraz z Kuroniem „gra na Wałęsę” i tym samym obowiązuję ich pewien dworski układ” (ibidem, t. 16, Meldunek operacyjny..., 17 X 1981 r., k. 14). Wałęsa natomiast nie zapomniał o pomocy, jaką otrzymywał od Komitetu w okresie bezrobocia, a jego liderów cenił za doświadczenie, mądrość i bezpośredniość ; zob. m.in. L. Wałęsa, Droga nadziei, Kraków 1989, s. 186. „
R. Spałek . str.103
Osoba Lecha Wałęsy była i nadal jest traktowana przez środowisko michnikowskiego „salonu” jako ‘użyteczne narzędzie”, przydatne o tyle, o ile służy celom, stanowionym przez te środowisko. Jak kukiełka w rękach sprawnego prestidigitatora, raz odgrywa rolę zdrajcy, by wkrótce pojawić się na scenie jako bohater. W roku 1980 dla Jacka Kuronia , przywódca strajku Lech Wałęsa był agentem bezpieki, którego należało się pozbyć, dokonując nocnego „zamachu stanu”.
W 28 lat później najbliższy przyjaciel Kuronia i kontynuator jego politycznych wizji – Adam Michnik, urządza żałosne, medialne widowisko w obronie tego samego Wałęsy, nawołując „wszystkich obywateli o przeciwstawienie się wymierzonej przeciwko Lechowi Wałesie kampanii nienawiści i zniesławień, która niszczy polska pamięć narodową”.
Czyją „pamięć narodową” – chciałoby się zapytać?
Jeśli „intelektualiści III RP” mają na uwadze pamięć ogłupionego, oszukiwanego od lat społeczeństwa – zgoda. Ukazanie historycznej prawdy o „przywódcy narodu” zniszczy tę „pamięć dla idiotów”, wytworzoną przez samozwańczą elitę.
Co jednak stanie się z pamięcią Adama Michnika, który przecież musi wiedzieć, co na temat Lecha Wałęsy sądził jego przyjaciel – „przywódca narodowy na miarę Piłsudskiego”? Czy tej pamięci Michnik już bronić nie zamierza? Czy broniąc dziś Wałęsy, będzie w stanie przyznać, że jego przyjaciel – Kuroń, oskarżając Wałęsę o współpracę z SB był „gwałcicielem prawdy”i „policjantem pamięci” – jak chętnie nazywa historyków IPN- u? A może był człowiekiem „inspirowanym” z zewnątrz i próbując dokonać puczu, wykonywał czyjeś dyrektywy?
Jak Adam Michnik i środowisko jego wyznawców, mogą wytłumaczyć społeczeństwu ten swoisty dualizm, który pozwala „intelektualnym elitom” narodu traktować prawdę jak narzędzie, a własne społeczeństwo jak przedmiot historii?
Nie mam złudzeń, że Michnik, czy ktoś z jego wyznawców, rozdzierający dziś szaty nad „krzywdą Lecha Wałęsy” zechce rozwiązać tę historyczną i etyczną zagadkę. Przodujący „intelektualiści” III RP nie zaprzątają sobie głowy tak przyziemnymi dylematami, a okłamując przez lata innych, sami stali się ofiarami schizofrenicznej pamięci.
Zdarzenie sprzed 28 lat, stanowi jeszcze jeden dowód, że Wałęsa jest zakładnikiem własnej przeszłości i jeśli nie zdobędzie się na akt cywilnej odwagi, pozostanie w historii Polski, jako przykład postaci tragicznej i marionetkowej. Gra „Bolkiem” trwa nadal.

Źródła:

http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/236/3736/nr_2_42003_8211_cena_2900_zl.html
http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/236/3738/nr_2_62004_8211_cena_2600_zl.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,5233880.html?skad=rss
http://bi.gazeta.pl/im/9/5235/m5235689.pdf "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Czw Cze 19, 2008 6:32 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/79942,index.html

2008-06-18, 20:36:57

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

"AFGAŃSKA MISJA POD DYKTANDO SB

„W jednym z najważniejszych dowództw NATO odpowiedzialnych za operację afgańską pracował oficer WSI. Był oficerem zajmującym się wymianą informacji wywiadowczych. I ten człowiek z przyczyn, które się określa „ze względu na potrzeby sił zbrojnych”, został wezwany do kraju w trybie pilnym. Dwa tygodnie przed wydarzeniami w Nangar Khel! Prawdopodobnie został wezwany, dlatego, że nosił brązowe buty albo, że pracował w WSI. Gdyż już tam, do dowództwa, nie wrócił. A był tam niezwykle wysoko oceniany. Chciano mu nawet dać stanowisko, którego do tej pory nikt spoza bardzo wąskiego grona osób w NATO nie zajmował. Bo był tak dobry.(…) Gdyby ten oficer był na miejscu w dowództwie, przynajmniej mielibyśmy pełną, rzetelną wiedzę na temat tego, co się wydarzyło w Nangar Khel, jakie są oceny innych służb.”

Przed tygodniem we wpisie MISJA "BRĄZOWYCH BUTÓW" napisałem, że wkrótce sprawa ostrzelania afgańskiej wioski Nangar Khel, będzie interpretowana jako efekt zdrady, dokonanej przez Antoniego Macierewicza. Taką opinię zaprezentował w wywiadzie dla 20 numeru tygodnika „Przegląd” Marek Dukaczewski i jak należało się spodziewać, stanie się ona wkrótce wiążąca dla polskiego rządu i sądu.

Dzisiejsze doniesienia RMF potwierdzają w pełni moje przypuszczenia. Dowiadujemy się, że Antoni Macierewicz i prezydent Lech Kaczyński są oskarżani przez Dukaczewskiego i 21 innych zuchów z WSI o najcięższe przestępstwo. Doniesienie w tej sprawie jest przedmiotem postępowania, prowadzonego przez prokuraturę.

Z zawiadomienia dzielnych zuchów wynika, jakoby Macierewicz miał zdradzić szczegóły operacji prowadzonych przez wojskowy wywiad, a tym samym narazić życie polskich żołnierzy. Zainteresowanych odsyłam do rozdziału 12. Raportu z weryfikacji WSI, gdzie na str. 151-160 znajduje się opis tzw. operacji ZEN.

Cytat z początku mojego wpisu, to słowa Marka Dukaczewskiego, wypowiedziane w wywiadzie dla „Przeglądu”. Nie wiemy, o kim mówi Dukaczewski, znamy za to innego „fachowca” z nadania WSI, który faktycznie kierował polską misją w Afganistanie. Chodzi o płk. Aleksandra Makowskiego – byłego ubeka, w latach 1972-1990 funkcjonariusza Departamentu I MSW. To o tę postać „walczą” dziś towarzysze z WSI, wespół z politykami Platformy.

Zdrada Macierewicza miałaby polegać na ujawnieniu w Raporcie roli, jaką Makowski spełniał w Afganistanie.

Kim był ten człowiek? Jego dokładne dossier zawiera aneks 24 do Raportu, w którym możemy przeczytać, jaką rolę spełniał Makowski w czasach PRL.

Jako „naczelnik Wydziału XI Departamentu I MSW (powstał w styczniu 1978 r.) - przeznaczony był do walki z „dywersją ideologiczną”, po wprowadzeniu stanu wojennego zyskał nową formułę (był jakby jednocześnie wywiadem i kontrwywiadem) stając się, obok Biura Studiów MSW, „okrętem flagowym” MSW. W latach 80-tych Wydział XI Dep. I MSW prowadził działania na terenie państw zachodnich (głównie Europa Zachodnia, Skandynawia i USA) oraz kraju (zwłaszcza w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Szczecinie i Poznaniu). Makowski osobiście nadzorował sprawy : rozpracowanie Biura Brukselskiego „Solidarności”, rozpracowanie TKK i kanałów przerzutu sprzętu i pieniędzy, kontroli nad informatycznym system łączności pomiędzy częścią TKK (grupa Jacka Merkla) a Brukselą (Jerzym Milewskim), a od 1987 r. prowadził dialog operacyjny z Jackiem Merklem, który odpowiadał za finanse i łączność TKK z Brukselą.

Makowski miał na „kontakcie” „ Grażynę Trzosowską TW ps. „Sara Virtanen”, działaczkę RMP i „S” z Gdańska, którą w 1982 r. Wydział III KW MO w Gdańsku pozyskał do współpracy, a która okazała się tzw. źródłem manewrowym, docierając szybko i zyskując sympatię Jacka Kuronia, Adama Michnika a przede wszystkim Janusza Onyszkiewicza. Znał kulisy i sumy przekazywanych pieniędzy przez Ambasadę USA w Warszawie Bronisławowi Geremkowi, Jackowi Kuroniowi i Januszowi Onyszkiewiczowi; na przełomie 1984/1985 był zaangażowany (choć sam w nich nie uczestniczył) w organizacje spotkań i rozmów Jacka Kuronia z gen. Kiszczakiem w MSW przy ul. Rakowieckiej. „ (…) „1987/1988 zaangażował się w projekt „okrągłego stołu”, co polegać miało na eliminacji „radykalnych” działaczy podziemia z tzw. głównego nurtu opozycji. Działania operacyjne Wydziału XI zmierzały w takim kierunku, by stało się to rękoma znanych i szanowanych działaczy podziemia”

Postać znana w III RP - 1990-1995 pracownik Inter Comerce , 1995-1998 pracownik spółki Impart , 1998-2000 pracownik Inter Comerce, od 2000 r. współwłaściciel i pracownik Konsalnet S.A. itd.

Temu właśnie człowiekowi wywiad wojskowy powierzył zadanie zorganizowania osłony wywiadowczej obecności polskiej w Afganistanie, a w miarę upływu czasu to on właśnie w coraz większym stopniu decydował o przedsięwzięciach wywiadu w sprawach związanych z misją. Raport traktuje Makowskiego jako pospolitego hosztaplera i oszusta, którego rzekoma działalność wywiadowcza w Afganistanie, była jedynie przykryciem do zupełnie innych działań, mających na celu odniesienie osobistych korzyści przez niego i związanych z nim ludzi.

Opinię, wyrażaną wielokrotnie przez szefa UOP Zbigniewa Siemiątkowskiego, że „Makowski jest osobą niewiarygodną, konfabulantem, osobnikiem ukrywającym rzeczywiste intencje i dążenia” ignorował szef WSI Dukaczewski i ówczesny minister obrony Radosław Sikorski.

„ Jako szef Urzędu Ochrony Państwa byłem wewnętrznie przekonany, że trzeba postępować bardzo ostrożnie, bo mamy do czynienia z najważniejszą sprawą z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego kraju i naszych sojuszników (...). Przekazywałem swoje wątpliwości odnośnie Makowskiego ministrowi Szmajdzińskiemu i szefowi WSI. (...) Nasza weryfikacja osoby Makowskiego, jego informacji i możliwości operacyjnych nie wypadła dla niego dobrze. Dlatego on poszedł ze swoimi pomysłami do WSI. My zakładaliśmy, że Makowski może być konfabulantem, a jego źródła mogą być inspirowane – zeznał przed komisją weryfikacyjną Siemiątkowski.”

O szkodliwej działalności Makowskiego ostrzegali polskie władze sojusznicy – „Amerykanie ostrzegają przed kontaktami z Aleksandrem Makowskim, którego uznają za bardzo niebezpieczną postać, która w okresie zimnej wojny wyrządziła Stanom Zjednoczonym wiele szkód”.

Tymczasem WSI fałszowało dokumentację operacyjną, poprzez zaklejenie danych personalnych Makowskiego, jak i poprzez opisanie go jako źródła, którym w istocie nie był. Podczas przesłuchania przed Komisją Weryfikacyjną Dukaczewski zeznał, że Makowski był „osobą pośredniczącą”, „kontaktem ze źródłem”, „kontaktem” – choć żadne instrukcje operacyjne nie znają takiej kategorii współpracy. Nigdy też nie sprawdzono skąd Makowski czerpał swoje informacje, kto był ich źródłem. Jeśli Dukaczewski, opowiadając banialuki w „Przeglądzie” miał na myśli właśnie Makowskiego, to mówiąc o „oficerze zajmującym się wymianą informacji wywiadowczych”, kłamałby po raz kolejny.

Przekazywane przez Makowskiego informacje okazywały się ogólnikowe, powierzchowne i niewiarygodne, na co „ wielokrotnie zwracali uwagę oficerowie wywiadu – płk Hermel i płk Szlenk”. Mimo tego, w oparciu m.in. o rzekome meldunki Makowskiego i jego źródeł Dukaczewski zimą 2005 r. sugerował władzom państwowym wprowadzenie w całym państwie nadzwyczajnych środków, mających ochronić przed zamachem terrorystycznym. Jak wielokrotnie podkreśla się w Raporcie, największym zagrożeniem, wynikającym z działalności Makowskiego było celowe wprowadzanie w błąd organów państwa, w tym prezydenta.

Zwykle, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, okazuje się, że chodzi o pieniądze.

Koncepcja osłony wywiadowczej, jaką forsował Makowski miała polegać na stworzeniu firmy handlowej (lub sieci firm), które zaopatrywałyby wojska w Afganistanie. Firmy te miałyby stanowić z jednej strony bazę dla działań rozpoznawczo-wywiadowczych, z drugiej , miały „zaspokajać potrzeby finansowe współpracujących z polskimi wojskami środowisk w Afganistanie” . Udziały w tej działalności miał mieć Makowski, a nie można wykluczyć, że także inni właściciele Konsalnetu. W każdym razie inny współwłaściciel i założyciel Konsalnetu - Wiesław Bednarz - już w lutym 2002 r., a więc na samym początku operacji w Afganistanie wziął wraz z Makowskim i min. Szmajdzińskim udział w podróży do tego kraju.

W rzeczywistości, Makowskiemu i wspierających go ludziom chodziło o wykorzystanie polskiej misji wojskowej w Afganistanie do prowadzenia interesów z tubylcami, pod przykryciem działań wywiadowczych. Interesy za państwowe pieniądze – to przecież ulubiony temat działalności zuchów z WSI. Z chwilą, gdy dzięki publikacji Raportu „spalono” intratny biznes „kręcony” wspólnie z byłymi ubekami, wściekłość środowiska musiała znaleźć ujście.

Rządy Platformy i reaktywacja WSI doprowadziły dziś do sytuacji, w której ubecy i kryjący ich działalność panowie „oficerowie” byłych służb wojskowych nie wahają się oskarżać prezydenta i ministra rządu RP o zdradę. Jeszcze bardziej bezczelny jest zarzut Dukaczewskiego, który twierdzi, jakoby ujawnienie w Raporcie informacji o „operacji ZEN”, naraziło życie polskich żołnierzy. Nie usłyszeliśmy ani jednego argumentu, który uzasadniałby taki zarzut.

Można by nawet pomyśleć, że byłego szefa WSI szczerze interesował los polskich żołnierzy i troska o ich bezpieczeństwo. Znając jednak opis działalności Aleksandra Makowskiego, trudno nie mieć podejrzeń, że troska pana generała ma podłoże czysto materialne, a zarzuty, jakie obecnie formułuje są prymitywnym aktem zemsty człowieka, któremu odebrano wadzę i ogromne źródła dochodów. Cynizm Dukaczewskiego jest tym mocniej widoczny, że dla obrony własnych interesów, posługuje się rzeczywistą tragedią z Nangar Khel i rozgrywa emocje, towarzyszące tej sprawie.

Może najbardziej widocznym źródłem „inspiracji” Dukaczewskiego i 21 innych zuchów z WSI jest dokument o nazwie „Opinia zespołu ekspertów Platformy Obywatelskiej do publikacji Raportu o działaniach żołnierzy i pracowników WSI” , sporządzony „ pod redakcją posła Marka Biernackiego” z 27 marca 2007 r. Tezy tego dokumenty, a w szczególności dotyczące rozdziału o operacji „ZEN” są identyczne z zarzutami jakie formułuje dziś pod adresem prezydenta i ministra Macierewicza środowisko WSI.

Ponieważ nigdy opinia publiczna, nie dowiedziała się, kim byli owi tajemniczy „eksperci” Platformy, można przypuszczać, że zespół tworzyli ci sami ludzie, których podpisy widnieją pod zawiadomieniem do prokuratury, o rzekomych przestępstwach Kaczyńskiego i Macierewicza. Odwaga zuchów z WSI i ich politycznych „patronów” z PO nie sięga tak daleko, by powiedzieć o tym społeczeństwu.





Źródła:

http://www.rmf.fm/fakty/?id=138745

http://www.dziennik.pl/polityka/article21524/Misje_w_Afganistanie_przygotowywal_hochsztapler_.html

http://www.raport-wsi.info/%20Makowski.html

http://www.rmf.fm/fakty/?id=114741

http://www.prawy.pl/?dz=nowosci&id=22290&subdz=

http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=299

http://www.polityka.pl/polityka/redir.jsp?place=galleryStats&id=54783."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Cze 20, 2008 7:38 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/80139,index.html

2008-06-19, 20:47:53

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

PYTAJCIE KOMOROWSKIEGO !

Pan Komorowski Bronisław – działający obecnie na odcinku „marszałek Sejmu RP”, raczył wypowiedzieć się dla mediów ustami swojego rzecznika. Jak każdy z „nieśmiertelnych” ,pan Komorowski nie zniża się do osobistych kontaktów z dziennikarzami, a tym bardziej unika bezpośrednich kontaktów z pospólstwem.

Rzecznik pana marszałka poinformował zatem, że „ Płk L. był interesantem w biurze poselskim”, a „ podczas spotkania Aleksander L. miał zasugerować, że dzięki swoim znajomościom może zdobyć aneks do tajnego raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Po tym spotkaniu Bronisław Komorowski zawiadomił o sprawie odpowiednie służby.”

Więcej informacji na temat spotkania Komorowskiego z Aleksandrem Lichockim, rzecznik nie chciał przekazać, wychodząc ze słusznego założenie, że to i tak nazbyt wiele dla wścibskiej gawiedzi.

Problem w tym, że rzecznik Komorowskiego – jak należy przypuszczać, na polecenie samego marszałka, traktuje nas jak zgraję idiotów, których można uraczyć każdym kłamstwem. Ponieważ pytanie niejakiego Jerzego Smolińskiego, pełniącego funkcję przekaźnika informacji, byłoby pozbawione sensu – proponuję szczególnie dociekliwym a wręcz upierdliwym jednostkom, niedostosowanym do wymogów III RP wysłanie do Komorowskiego Bronisława listu z kilkoma pytaniami.

Propozycję kieruję do tych niepoprawnych idealistów, którzy po 18 latach funkcjonowania tworu zwanego „układem okrągłego stołu” mają czelność stawiania trudnych pytań „wybrańcom narodu”, „autorytetom” i „niekwestionowanym przywódcom”, a nawet domagania się od nich odpowiedzi. Ta grupa społeczna, zwana w zależności od okresu historycznego „bandytami”, „warchołami”, „ekstremistami” lub „oszołomami” posiada tę fatalną cechę, że domaga się jawności życia politycznego, równości wobec prawa, a nawet elementarnej sprawiedliwości. Ma również czelność korzystać ze swoich uprawnień obywatelskich, zawartych w Konstytucji.

Tak się składa, że pan Komorowski nie chciał być w III RP jednym z milionów bezimiennych zjadaczy chleba, lecz pretendował do grupy osób publicznych, tzw. polityków. W związku z powyższym, wszystko, co dotyczy politycznego życiorysu Komorowskiego Bronisława jest w równej mierze jego jak i społeczną własnością, a obowiązkiem tego pana jest zaspokojenie ciekawości ludzi, których ma honor reprezentować. Ta prawda – z pozoru tylko oczywista, jest prostą konsekwencją stosowania zasad demokracji, na które to zasady pan Komorowski nader chętnie się powołuje. Fatalnym „zbiegiem okoliczności” życiorys marszałka Sejmu jest od wielu lat związany z grupą ludzi, nazywanych „oficerami” Wojskowych Służb Informacyjnych.

Przed dwoma laty, państwo polskie zdecydowało o rozwiązaniu tej formacji, której rodowód sięga zbrodniczego i antypolskiego Głównego Zarządu Informacji - powierzając to zadanie urzędnikom państwowym oraz stanowiąc odpowiednie prawo, uchwalone następnie przez Sejm Rzeczpospolitej.

Oficjalny dokument na ten temat procesu likwidacji WSI – opublikowany w Monitorze Polskim Nr 11, poz. 110 o nazwie „ Raport o działaniach żołnierzy i pracowników WSI” stał się dokumentem urzędowym. Raport podany został do publicznej wiadomości, na mocy postanowienia Prezydenta RP z dnia 16 lutego 2007 r. Przypomnienie to jest konieczne, szczególnie dla tych „miłośników prawa i demokracji”, którzy traktują oficjalny dokument państwowy jak prywatne notatki ministra Macierewicza. Na tej samej zasadzie, każda inna ustawa sejmowa lub zarządzenie prezydenta RP, powinno być przez nich traktowane jako wyraz prywatnych opinii posłów lub urzędników państwowych.

W Raporcie zawarto szczegółowy opis setek przestępstw i nieprawidłowości, jakie miały miejsce w WSI, na przestrzeni 15 lat istnienia tej formacji w III RP. Dokument wymienia wiele nazwisk żołnierzy WSI, polityków, dziennikarzy i innych osób publicznych oraz wskazuje na stopień ich odpowiedzialności wobec prawa. Warto przypomnieć wszystkim zagorzałym krytykom tego dokumentu, a szczególnie tym, którzy nie przeczytali nawet jednej jego strony, że do chwili obecnej żaden inny dokument urzędowy, tej samej rangi, nie podważył ustaleń Raportu.

Jak już napisałem – życiorys pana Komorowskiego jest związany z tajnymi służbami wojskowymi od co najmniej kilkunastu lat, a jego nazwisko pojawia się na wielu stronach Raportu. Antoni Macierewicza określił ten rodzaj znajomości w przejrzysty sposób:

- Marszałek Komorowski przez lata chronił ludzi z WSI i powinien za to ponieść odpowiedzialność.

Śmiem uważać podobnie i jak sądzę, znajdzie się jeszcze kilka osób, wyrażających taką opinię. Wbrew intencjom Komorowskiego – jego znajomość z „oficerami” WSI nie jest jego prywatną sprawą i nigdy być nie może. Zarzuty, jakie ciążą na A.Lichockim i dziesiątkach innych ludzi z WSI, pozwalają twierdzić, że mamy do czynienia z organizacją groźną dla bezpieczeństwa Polski, której członkowie, gdybyśmy żyli w państwie prawa, znaleźliby swoje miejsce za kratami.

Obowiązkiem pana Komorowskiego, skoro ma ambicje bycia osobą publiczną – jest szczegółowe wyjaśnienie charakteru jego kontaktów z ludźmi, podejrzanymi o przestępstwa przeciwko państwu polskiemu. W żaden sposób - ani bufonada, ani chamstwo tego pana, nie mogą uchronić go od konfrontacji z pytaniami, dotyczącymi tych kontaktów. Mamy oczywiste prawo wiedzieć – kto reprezentuje naród jako marszałek Sejmu, kim jest ten człowiek i jaka była jego rola w związku z działalnością WSI.

Proponuję, zatem, by na adresy biur poselskich Komorowskiego, dociekliwi wyborcy zechcieli wysłać następujące pytania:



1. Skąd pochodziły środki, w kwocie 240 tys. DM, jakie zainwestował w tzw „bank Palucha"?

2. Czy odzyskał te pieniądze, dzięki pomocy, udzielonej przez oficerów WSI?

3. Czy w związku z tą pomocą, zaciągnął wobec WSI jakiekolwiek zobowiązania?

4. Co łączy go z pułkownikiem Aleksandrem Lichockim - byłym szef Zarządu I Szefostwa WSW i od kiedy datuje się ta znajomość?

5.Jaki jest związek płk. Lichockiego, ze zdarzeniem z roku 2004, gdy syn marszałka Komorowskiego został potrącony przez samochód jednego najbogatszych Polaków, który jechał w obstawie dwóch lancii BOR z pokazu Ferrari w hotelu Victoria i z jakich powodów zatuszowano to zdarzenie ?

6. Kiedy i jakie „odpowiednie służby” powiadomił Komorowski, po propozycji korupcyjnej Lichockiego?



Przypomnę, że o kontaktach Komorowskiego z WSI i jego wieloletniej, zażyłej przyjaźni z Lichockim pisałem w tekstach PYTANIA PRZED ANEKSEM oraz CZY PUŁKOWNIK ROZKAZUJE MARSZAŁKOWI? , zadając za każdym razem powyższe pytania.



Adresy biur poselskich B.Komorowskiego:

00-325 Warszawa
ul. Krakowskie Przedmieście 6
Tel.: (22) 621-84-96
Fax.: (22) 621-76-54
e-mail: biuro@bronislawkomorowski.pl
05-100 Nowy Dwór Mazowiecki
ul. Targowa 8
Tel.: (22) 775-30-27
Fax.: (22) 775-30-27
e-mail: jadwiga.zakrzewska@neostrada.pl
05-120 Legionowo
ul. Piłsudskiego 33 m. 307
Tel.: (22) 784-10-00
Fax.: (22) 784-10-00
e-mail: durka.biuro@tlen.pl
adres sejmowy: Bronislaw.Komorowski@sejm.pl







Źródła:



http://www.tvn24.pl/0,1526425,wiadomosc.html

http://www.wprost.pl/ar/131755/Pulkownik-WSI-u-marszalka-Sejmu/

http://www.rp.pl/artykul/150652.html

http://www.raport-wsi.info/Komorowski%20.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Cze 24, 2008 6:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/80722,index.html

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

TEST OBYWATELSKI

Historii nie sposób zmienić. Nawet ta, z pozoru najbanalniejsza z prawd, okazuje się w III RP względna. Bo można przecież historię zafałszować, a gdy to okaże się niewystarczające – zakazać jej poznania. Choć nie ma podobno narodu bez kultywowania pamięci o przodkach i czynach, które uznajemy za chwalebne, to nie ma go również bez pamięci o zaprzaństwie, zdradzie i zbrodniach, jakich dopuszczali się przedstawiciele tego narodu.

Dla każdej kanalii, która w swoim życiorysie ma zdarzenia hańbiące, pamięć i historia będzie przekleństwem, przed którym nic go nie uchroni. Oni to wiedzą. Nikt, więc nie powinien być zaskoczony, że od dawna planowano zniszczenie IPN –u, słusznie upatrując w tej instytucji śmiertelne zagrożenie.

„Instytut Pamięci Narodowej, ponieważ nie gwarantuje nieprzeprowadzania dzikiej lustracji, skompromitował się, a ostatnie dni to jeszcze bardziej pokazały. Powinien przestać istnieć. I to jest stanowisko Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

My do obrońców IPN-u należeć nie będziemy
- powiedział przewodniczący KP SLD, Jerzy Szmajdziński, w radiowych "Sygnałach Dnia".14.05.2007r.

„- Jeśli IPN na polityczne zlecenie szuka "papierów" na niewygodnych sędziów i przykłada rękę do szkalowania ludzi, to staje się karykaturą idei, z której się zrodził, oświadczył senator Platformy Obywatelskiej i dodał, że należałoby chyba zlikwidować tę instytucję i pomyśleć o nowej ustawie.- powiedział Stefan Niesiołowski 12 maja 2007r.

„SLD proponuje zlikwidowanie IPN i przeniesienie dokumentów do państwowego archiwum. Takie rozwiązanie byłoby - zdaniem przewodniczącego Wojciecha Olejniczaka - oszczędne i zarazem zapewniłoby odpowiedni nadzór nad zasobami.” .

„Do konfrontacji przeciwników i zwolenników wyboru szefa krakowskiego oddziału IPN na prezesa doszło już wczoraj, podczas spotkania Konwentu Seniorów z przewodniczącym Kolegium IPN Andrzejem Grajewskim. Przedstawiciele SLD i Samoobrony wystąpili o przełożenie głosowania i zamówienie dodatkowych ekspertyz prawnych w sprawie Andrzeja Przewoźnika. SLD i Samoobrona chciały więc wiedzieć, czy w tej sytuacji konkurs może być powtórzony. Ku zaskoczeniu wszystkich za zamówieniem ekspertyz opowiedział się też wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski z PO, choć w Klubie Platformy obowiązuje dyscyplina w głosowaniu za Kurtyką. - Byłem tym zdziwiony, bo Komorowski sam wcześniej mówił, że jego klub nie widzi takiej potrzeby - mówi Marek Sawicki z PSL. Komorowski przyznał w rozmowie z "Rz", że w sprawie prezesa IPN ma inne zdanie niż klub. Dodał jednak, że podporządkuje się dyscyplinie. Rzeczpospolita 9.12.2005 r.,

- Obecna sytuacja skłania nas do tego, by myśleć o zmianie ustawy o IPN, tak, by instytut zajął się swoją pracą, a nie polityką - stwierdził poseł PO Dolniak – 23.06.2008r.

„Powinniśmy usiąść i porozmawiać, ale na razie nie widzę potrzeby, żeby odchodzić od naszego postulatu likwidacji Instytutu - powiedział szef klubu Lewica Wojciech Olejniczak.

Można cytować wiele jeszcze wypowiedzi ludzi PO i partii komunistycznej, z których jednoznacznie wynika, że zamiarem tych formacji była likwidacja IPN lub znaczące ograniczenie roli Instytutu. Tylko, po co? Nie wierzę, by ta prawda, o wspólnocie interesów Platformy z komunistami, zrobiła jakiekolwiek wrażenie na wyborcach tej partii, a przedstawianie faktów lub argumentów rozumowych wobec tej części społeczeństwa uznaję za stratę czasu. Dla wyznawcy partii Tuska byłoby zapewne bez znaczenia, gdyby wszedł w sojusz z partią zawodowych zabójców – cóż dopiero, gdy mowa o ucywilizowanych z grubsza komunistach.

Po próbach zniszczenia wolności mediów, po reaktywacji układu agentury sowieckiej – ludzie ci planują kolejny zamach - na najnowszą historię Polaków. To działanie w pełni świadome i zaplanowane, którego wzorce czerpano z okresu największego zniewolenia .

Platforma Obywatelska w sprawach IPN-u, lustracji czy prawa do wglądu do akt bezpieki, postępowała identycznie jak partia komunistyczna w okresie powojennym. By oszukać naród komuniści nie wahali się przed żadnym kłamstwem, uznając, że cel uświęca środki.

Podobnie partia Tuska, jeszcze przed trzema laty zapewniała Polaków, że chce otwarcia archiwów IPN –u:

„Według Platformy, z "teczek" osób wywierających wpływ na życie publiczne powinna zostać zdjęta klauzula tajności tak, by każdy obywatel mógł mieć do nich dostęp. Ponadto, zdaniem PO, dostępne powinny być również dane o agenturze z lat 1983-1990, które w tej chwili są tajne. Platforma uważa też, że potrzebne jest ustanowienie takich przepisów i procedur, które uczyniłyby realnym powszechny, nieograniczony i szybki dostęp do materiałów IPN. Rokita powiedział, że jeśli IPN przygotowałby projekt spełniający te postulaty, to posłowie Platformy są gotowi złożyć go w Sejmie. Serwis PAP 22.01.2005 r.

Po ujawnieniu „listy Wildsteina” irytacja w wypowiedzi Komorowskiego świadczy o zmianie „koncepcji” Platformy:

„Co to znaczy potępienie akcji Wildsteina? To, że można potępić Instytut Pamięci Narodowej. Dopuścił do tego, że te wyciekłe listy, bo przecież to była istota sprawy, że IPN tak wymieszał listy agentów, kandydatów na agentów i funkcjonariuszy SB. W ten sposób ochronił agentów, chronił siebie przed zarzutem, że tworzy listę bez umocowania ustawowego byłych agentów, no więc tu było pytanie o IPN, a nie o Bronka Wildsteina. Nie jest on dla mnie, żadnym bohaterem, uważam, że wywołał burzę, która szkodzi problemom lustracyjnym, ale też nie wolno na nim wieszać psów, że zrobił coś niegodziwego. Problem leżał w Instytucie Pamięci Narodowej, w chęci ukrycia listy agentów poprzez wymieszanie jej z byłymi funkcjonariuszami SB i kandydatami na agentów. Tok Fm 18.03.2005 r .

Dwa lata później Komorowski, pytany w Poranku Radia Tok Fm przez Igora Janke - Zaraz, ale byliście za pełnym otwarciem archiwów IPN? Odpowiada bez wahania:

„ Nie, byliśmy za ułatwieniem dostępu do archiwów IPN. To nie chodzi o to, żeby każdy z ulicy mógł pójść do IPN i zajrzeć w cudzą teczkę, tylko chodzi o to, żeby dziennikarz lub historyk mógł mieć ułatwiony pełny dostęp do dokumentów, jeśli zajmuje się jakimiś sprawami, które wymagają zbadania archiwów IPN-u. Tu nie chodzi o to, żeby każdy mógł zajrzeć w cudzą teczkę”

Naciskany przez Janke - Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu? odpowiada - Co to znaczy otwarcie? Właśnie tak jak dzisiaj IPN jest otwarte, tak jak każde inne archiwum publiczne państwowe. Jest otwarte na badania”.

Jeśli ktoś byłby zaskoczony taką strategią działania, najwyraźniej nie zrozumiał jeszcze, na czym polega „fenomen” tej partii. Zbiorowisko politycznych nieudaczników, bez zasad i charakteru, może liczyć wyłącznie na słabą pamięć i brak świadomości polskiego społeczeństwa. Nie bezpodstawnie. Ponieważ Platforma zastała założona m.in. przez agenta komunistycznych służb – Olechowskiego i ma w swoich szeregach wiele postaci o wyraźnych inklinacjach agenturalnych, nie może dziwić postępująca „ewolucja” tej formacji. Jako zaplecze polityczne wszelkiej maści zuchów z WSI i agentów bezpieki, partia musi wypełniać swoje powyborcze zobowiązania.

Można, zatem powiedzieć, że niezależnie od obecnej sytuacji, związanej z publikacją książki o Wałęsie, należało się spodziewać, że nastąpi zamach na podstawowe zdobycze wolnej Polski.

Chcąc zachować rozsądek w czasach najazdu Hunów, trzeba zastanowić się; jak przeciwdziałać barbarzyństwu ludzi, działających dziś w obronie własnych zafajdanych życiorysów i nie dopuścić do zniszczenia instytucji najważniejszej dla zachowania polskiej pamięci narodowej?

Zamiast złorzeczyć lub „rozdzierać szaty”, powinniśmy przygotować się do zdecydowanych, racjonalnych działań. Czasu pozostało niewiele, gdyż komuniści wspólnie z ludźmi PO zawiązali już dawno koalicję „ponad podziałami”. Wspólnota interesów i „trefnych” życiorysów stanowi potężny czynnik integrujący, tym mocniejszy, że oparty na strachu przed ujawnieniem historycznej prawdy. Ich przerażenie i zajadłość, z jaką atakują IPN świadczy, że nie cofną się przed niczym, by ograniczyć wolność badawczą, zamknąć archiwa lub zredukować personel tej instytucji.

Jakiekolwiek „zabiegi” przy ustawie o IPN, powinny być odbierane jako zamach na naszą wolność i elementarne prawa obywatelskie. Należałoby oczekiwać, że ludzie mający świadomość powagi sytuacji, zdobędą się na mocny i zdecydowany protest. Dziś i natychmiast. To może być najważniejszy test naszej obywatelskiej dojrzałości .Proponuję podjęcie poważnej i rzeczowej debaty: – jak każdy z nas, w miarę swoich możliwości może przeciwstawić się tym planom - jakie działania możemy podjąć wspólnie - co zrobić, by nie dopuścić do zaboru narodowej pamięci?



Źródła:

http://www.sld.org.pl/index.php?view=1&art_id=12646&pid=18&ret_id=34&rsid=0

http://fakty.interia.pl/kraj/news/niesiolowski-trzeba-zlikwidowac-ipn,909040

http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci/artykul/sld;chce;zlikwidowac;ipn,251,0,240891.htm

http://www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=18&id=2864&search=590

http://wiadomosci.onet.pl/1774831,11,item.html

http://www.tvn24.pl/0,1554724,0,1,wiadomosc.html

http://www.po.org.pl/aktualnosci/po-w-mediach/art18,bronislaw-komorowski-w-poranku-radia-tok-fm.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Cze 25, 2008 9:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/80940,index.html

2008-06-24, 21:01:04

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

WIEDZA GROŹNIEJSZA OD KULI

Do zakończenia prac Komisji Weryfikacyjne WSI pozostało jeszcze 6 dni. Najwyraźniej jednak zuchy z WSI muszą niecierpliwie „przebierać nogami”, bo szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego ppłk. Janusz Nosek wyrwał się dziś z bezprecedensowym komunikatem:

„ W związku z zakończeniem - z dniem 30 czerwca 2008 r. - działalności Komisji Weryfikacyjnej WSI, szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego podjął decyzję o zamknięciu Kancelarii Tajnej nr 10, utworzonej z wyłącznym przeznaczeniem do obsługi Komisji Weryfikacyjnej.
W celu zapewnienia zgodnego z prawem obiegu dokumentów niejawnych, szef SKW zwrócił się dwoma pismami do przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej z prośbą o wyegzekwowanie od członków komisji, a także od osób z nią współpracujących, zwrotu materiałów niejawnych związanych z działalnością komisji. W tej samej sprawie Minister Obrony Narodowej wystosował pismo do szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Jednocześnie informuję, że - zgodnie z obowiązującymi przepisami - wszelkie dokumenty niejawne, które do 30 czerwca 2008 r. nie zostaną zwrócone do Kancelarii Tajnej nr 10 i pozostawać będą w pomieszczeniach Biura Bezpieczeństwa Narodowego, użyczonych Komisji Weryfikacyjnej WSI, znajdą się w odpowiedzialności ustawowej Pełnomocnika Szefa BBN ds. Ochrony Informacji Niejawnych. Dysponowanie tymi dokumentami po 30 czerwca 2008 r. przez obecnych członków Komisji Weryfikacyjnej, nie będzie miało podstaw prawnych, a ich przetwarzanie, gromadzenie, przekazywanie lub udostępnianie stanowić będzie rażące naruszenie ustawy o ochronie informacji niejawnych.”


Z komunikatu wynika, że szef SKW postanowił zadziałać profilaktycznie i ustrzec członków Komisji od popełnienia przestępstwa. Nie słyszałem jednak w III RP o przypadku, by szef służby specjalnej zwracał się do ustawowego organu państwa, z pouczeniem i instrukcją o konieczności stosowania prawa. Nie sądzę też, by premier Jan Olszewski był człowiekiem, którego niejaki pan Nosek musiałby instruować o potrzebie przestrzeganiu prawa. Przez cały okres rządowych szykan i prześladowania Komisji Weryfikacyjnej, dzielne służby pana Noska nie znalazły żadnego dowodu na łamanie prawa przez członków Komisji – a jestem przekonany, że ten cel był najważniejszym zadaniem kontrwywiadu wojskowego w ciągu ostatniego półrocza. Po co zatem ta manifestacja?

Ano po to, by dołożyć jeszcze jeden element do prowadzonej od wielu miesięcy kombinacji operacyjnej, która miała wykazać, jakoby Komisja była miejscem poważnych nadużyć i przecieków. Ostrzeżenie skierowane do członków Komisji i osób z nią współpracujących ma sugerować, że są to ludzie niewiarygodni, których należy pouczać o konieczności zwrotu tajnych dokumentów. Wyraźne ostrzeżenie, zawarte w ostatnim zdaniu komunikatu nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z prowokacyjną retoryką.

Tak też komunikat ma zostać odebrany przez media i opinię publiczną. Kto bowiem zaprzątałby sobie głowę faktem, że nigdy nie wskazano na jakikolwiek przypadek przecieku informacji z Komisji, pomimo zaangażowania wszystkich tajnych i jawnych służb III RP? Niedawna akcja ABW, tak skutecznie „rozegrana” przez sterowalne media, była przecież działaniem, o którym Antoni Macierewicza mówił już w grudniu ubiegłego roku.

W wywiadzie dla Rzeczpospolitej, przeprowadzonym przez Małgorzatę Subotić w dn.4 grudnia 2007r. Macierewicza przewidział rozwój wydarzeń:

„Skandalem jest przyjęcie do kontrwywiadu ludzi przygotowujących w 2002 r. zatrzymanie Modrzejewskiego, takich jak Zbigniew (nomen omen) Lichocki.

- Dlaczego miałby to być skandal?

- Teraz ma szukać haków przeciwko mnie i moim współpracownikom, którzy stworzyli od podstaw pierwszą niekomunistyczną, nowoczesną i sprawną służbę specjalną w RP.”


Kto jednak przejmowałby się faktami, a tym bardziej słowami Macierewicza, skoro gotowe rozwiązania wszystkich sytuacji podają rządowe media.

Warto dodać, że Zbigniew Lichocki jest dyrektorem Biura Prawnego Służby Kontrwywiadu Wojskowego i to on właśnie przygotowywał nowelizację ustaw o SKW, pozwalającą na bezproblemowy powrót zuchów z WSI do służby. Przez ostatnie miesiące rząd Tuska robił wszystko, co w jego mocy, by sparaliżować prace Komisji i uniemożliwić przeprowadzenie weryfikacji. Gdy to się powiodło, minister Obrony Narodowej, na posiedzeniu rządu w dniu 23 maja br. przedłożył projekt zmiany ustaw o SKW i SW oraz ustawy o służbie funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego, przygotowany pod kierunkiem Zbigniewa Lichockiego.

W komunikacie rządowym czytamy: „W projekcie nowelizacji ustawy zaproponowano doprecyzowanie przepisu dotyczącego kwestii zapoznawania się podmiotu dokonującego przyjęcia ze sporządzonym stanowiskiem Komisji Weryfikacyjnej. Brak takiego stanowiska nie będzie miał wpływu na mianowanie, wyznaczanie lub zatrudnianie funkcjonariuszy w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) oraz w Służbie Wywiadu Wojskowego (SWW). Dzięki temu żołnierze zawodowi zniesionych Służb Informacyjnych, którzy dobrowolnie poddali się weryfikacji, będą mieli „otwartą drogę” do służby niezależnie od tego, czy Komisja Weryfikacyjna wyda czy nie wyda stanowiska w ich sprawie. Ci natomiast, którzy weryfikacji się nie poddali, w dalszym ciągu nie będą mogli pełnić służby w SKW, SWW i innych instytucjach wojskowych”

W praktyce, jak już o tym pisałem, oznacza to możliwość powrotu do służby wojskowej wszystkich nie zweryfikowanych dotąd żołnierzy byłych WSI.

Dzisiejszy komunikat szefa SKW jest również bez wątpienia, wyrazem obaw całego środowiska związanego z WSI. Ludzie ci mają świadomość, że wiedza członków Komisji Weryfikacyjnej, będzie odtąd stanowić najgroźniejszą broń przeciwko zamiarom „panów oficerów”. Cokolwiek zaplanują do przeprowadzenia w najbliższej przyszłości, będzie obserwowane i analizowane przez ludzi, znających mechanizmy działań tej służby.

Ta mała grupa osób, pracująca od wielu miesięcy pod ogromną presją, inwigilowana, zastraszana i obrażana, jest być może jedyną gwarancją, że nie powtórzy się okres, gdy agentura WSI chciała kierować polskim życiem politycznym i społecznym. Ich rzetelnej pracy polskie społeczeństwo będzie zawdzięczać rzecz, o której obecnie zdaje się nie mieć pojęcia.

W każdej chwili, wiedza zdobyta przez członków Komisji może okazać się skuteczną zaporą, przeciwko zakusom środowiska WSI. Tej wiedzy nie da się już spacyfikować ani zakrzyczeć. Stała się faktem.

Dla zuchów z WSI musi być to iście traumatycznym przeżyciem…



Źródła:

http://www.mon.gov.pl/pl/artykul/5204

http://www.rp.pl/artykul/74068.html

http://www.kprm.gov.pl/s.php?doc=1392

http://64.233.183.104/search?q=cache:nycU4N8df1MJ:www.biuletyn.mon.gov.pl/pliki/File/Program_prac_legislacyjnych_MON/Plan_prac_legislacyjnych_MON_na_2008_r._1.doc+Zbigniew+Lichocki&hl=pl&ct=clnk&cd=2&gl=pl&client=firefox-a


OPCJA PROMOSKIEWSKA

Wywiad z b. szefem SKW i b. przewodniczącym komisji weryfikacyjnej Antonim Macierewiczem.

W NATO Raport o likwidacji WSI przyjęty został entuzjastycznie. Powrót niezweryfikowanych lub zweryfikowanych oficerów b. WSI jest premią dla Kremla.
Z posłem Antonim Macierewiczem, – rozmawia Teresa Wójcik



- Co się obecnie dzieje w wojskowych służbach specjalnych?
- Najlepszą oceną tego, co tam dzieje, jest fragment z uzasadnienia rządowego projektu nowelizacji ustawy o komisji weryfikacyjnej, przekazanym do Sejmu 29 maja br. Premier Tusk, który podpisał ten projekt, stwierdza, że „celem nowelizacji jest ponowne zagospodarowanie żołnierzy z b. WSI, bez względu na to, czy komisja weryfikacyjna wypowiedziała się na ich temat, czy też nie.” Cynizm bez żadnej maski wyziera z tego zdania zamieszczonego w niskonakładowym druku sejmowym, który zna kilkunastu posłów z sejmowej komisji obrony narodowej. Dla opinii publicznej za pośrednictwem radia, telewizji czy mediów wysokonakładowych premier Tusk i minister Klich mają obietnice, że będą kontynuowali weryfikację, nigdy nie wrócą byli funkcjonariusze WSW i WSI itd. To samo mogliby powtórzyć Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński, Jan Olszewski, czy ja. Wszyscy rozsądnie myślący o polskiej przeszłości i przyszłości. Ale prawdziwe intencje określają nie slogany dla mediów, tylko projekt zmian przepisów prawnych. O realiach rozstrzyga prawo.

- Co będzie dalej z weryfikacją, komisja kończy swoją działalność 30 czerwca ?
- Trudno powiedzieć. Ta sprawa jest wciąż nierozstrzygnięta i musi być przedmiotem debaty ogólnospołecznej. Jest tu kilka kwestii o żywotnym znaczeniu. Zgodnie z obowiązującym ustawodawstem akta komisji weryfikacyjnej mają zostać przekazane do tych instytucji, z których zostały wypożyczone – akta kontrwywiadu do SKW, akta wywiadu – do SWW, akta ABW (jeśli takie były) IPN i prokuratury – do ich macierzystych instytucji. Z materiałami archiwalnymi nie ma problemu. Natomiast olbrzymią część akt, o fundamentalnym znaczeniu, stanowią wysłuchania. Zarówno żołnierzy, jak i osób trzecich, przekazujących informacje komisji weryfikacyjnej. Na tej podstawie dokonywano weryfikacji. Teoretycznie biorąc, zgodnie z rozporządzeniem Prezesa Rady Ministrów, te akta powinny być przekazane do SKW. Praktyczne dostana się w ręce pp. Jana Bojarskiego i Zbigniewa Lichockiego oraz innych ludzi z WSI, którzy wrócili do służby po wyborach wygranych przez PO. Wśród nich są negatywnie zweryfikowani, m.in. w oparciu o informacje uzyskane z wysłuchań. Co oznacza możliwość mszczenia się na konkretnych osobach. Tych, które uwierzyły, że naprawdę Polska rozpoczęła nowy etap najnowszych dziejów i że bezpowrotnie odeszły służby ukształtowane według modelu sowieckiego, że koniec z WSI i będziemy mieć w państwie służby wojskowe chroniące polskie bezpieczeństwo. Jak to dziś wygląda – przekonali się ci młodzi ludzie, którzy wraz ze mną budowali Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Natychmiast ich wyrzucono. Są prześladowani i szykanowani, usuwani z pracy. Teraz może to spotkać osoby z b. WSI, które zdecydowały się lojalnie współpracować z komisją weryfikacyjną. Czuję za nich osobiście odpowiedzialny a nie mam wątpliwości, że obecne kierownictwo resortu obrony narodowej oraz środowisk wojskowych będzie się mścić, korzystając z materiałów z wysłuchań. Oni to potrafią, pokazali w ciągu ostatniego pół roku. Wiem też jaka będzie reakcja ludzi dawnego aparatu komunistycznego i WSI. Będą triumfować – „nasze będzie zawsze na wierzchu. To my będziemy nadal Polską rządzić”. Ta ich satysfakcja, ta komunistyczna zemsta, staje się fundamentem rządów Donalda Tuska. Powinien sobie z tego zdawać sprawę.

- Przykładem takiej zemsty może być pan Piotr Bączek, którego los jest bardzo niepewny.
- Jego los jest już bardzo pewny, został wyrzucony z pracy i jest bezrobotny. Jak inni z SKW i z komisji weryfikacyjnej. Nikogo to nie obchodzi. Nikt im nie chce pomoc. Mimo moich monitów i próśb. Będe zmuszony zlikwidować moje biuro poselskie i moje różne zobowiązania, a wszystkie środki jakimi dysponuję przeznaczyć na utrzymanie tych osób. Nie wiem jaka będzie moja przyszłość, ale krzywdy tych, którzy zawierzyli Polsce współtworząc nowe służby w wojsku, nie zostaną zapomniane i wybaczone.

- Wracają do wojskowych służb kontrwywiadu i wywiadu funkcjonariusze z rozwiązanych WSI. Bez weryfikacji albo negatywnie zweryfikowani. Czy to może mieć zły wpływ na polską wiarygodność w NATO?
- Tak oczywiście, będzie miało zły wpływ. W NATO Raport o likwidacji WSI przyjęto entuzjastycznie. I to mimo tego, że NATO, jak wiadomo, coraz bardziej przekształca się w układ Europy Zachodniej - głównie zaś Niemiec – i Rosji. Mamy więc ewolucyjny, powolny, ale wyraźny proces finlandyzacji Unii Europejskiej. Ale nawet tam robi się wiele, by wpływy rosyjskie ograniczyć.

- Pozostają Stany Zjednoczone?
- Państwa UE, które chcą utrzymać niepodległość, nie chcą stać się pionkiem w sojuszu niemiecko-rosyjskim ( sojusz ten jest w coraz większym stopniu rzeczywistością) – próbują uzyskać bezpośredni sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Nie poprzez NATO, tylko w trybie partnerstw strategicznych. Takich jak układy USA- W. Brytania, USA-Japonia, USA-Korea, USA-Izrael, USA-Holandia, USA-Nowa Zelandia. Tak powstaje układ strategiczny przyszłości. Współpracujący z NATO, ale niezależny.

- Czy jest dla Polski miejsce w tym układzie?
- Polska jest spychana przez te siły, które obecnie w państwie rządzą, do pozycji, w której będziemy częścią kondominium niemiecko-rosyjskiego. Panowie Tusk i Komorowski nawet nie ukrywają radości z tego, że udaje im się zepchnąć na margines politykę niepodległościową prowadzoną przez ubiegły rok. Mamy prostą kontynuację polityki Mazowieckiego-Skubiszewskiego.

- I na nowo spór o niepodległość Polski?
- To nie jest nowy spór. On się datuje z początku lat 90. Gdy Jan Olszewski dążył do nawiązania stosunków z NATO - będące jeszcze strukturą niepodległą – środowiska Mazowieckiego i innych osobistości, z dzisiejszej PO, robiły wszystko, aby przeciwstawić się naszym planom związków z Zachodem. Tak, jak teraz zrobią wszystko, by przeciwstawić się związkom z USA. Z tym, że dla opcji niepodległościowej Stany Zjednoczone nie są punktem odniesienia. Punktem odniesienia jest znalezienie czy umocnienie układu, który zrównoważy presję niemiecko-rosyjską. Stanie się przeciwwagą dla zależności od kondominium niemiecko-rosyjskiego. To jest sprawa zasadnicza.

- Jaki więc powinien być charakter naszego sojuszu z USA?
- Charakter konieczności, jeżeli mamy być państwem niepodległym. To nie jest kwestia uczuć, kwestia emocjonalna. To bezwględny, zimny rachunek. Kto nie rozumie, że sojusz niemiecko-rosyjski zawsze w historii kończył się zniszczeniem Polski – nie rozumie podstawowych reguł geopolityki. XXI wiek tu niczego nie zmienił, nie zmieniło NATO czy Unia Europejska. Rosja nie porzuciła swoich imperialistycznych zabiegów. Niemcy nie zrezygnowały z ciążenia do Rosji. Wręcz przeciwnie.

- Likwidowanie nowych, autentycznie polskich służb wojskowego kontrwywiadu i wywiadu jest wobec tego szczególnie groźne?
- To się mieści w linii promoskiewskiej. WSI, której główny trzon, podstawowa kadra, składały się z ludzi ukształtowanych przez GRU i KGB, ludzi, którzy przeszli przez szkolenia - były przezroczyste dla służb sowieckich, a obecnie rosyjskich. Wszystko o nich wiedziano w Moskwie. Dla Rosjan powrót każdego z tych ludzi, to prawdziwa premia. Tym bardziej, że niektórzy po 1990 r byli wysyłani na Zachód, by się uwiarygodnić, zwłaszcza w NATO. To im stwarzało przykrywkę, dawało dokumenty uwiarygadniające.

- Skąd się ostatnio wziął ten gwałtowny atak na nowe kadry SKW i komisję weryfikacyjną, w niektórych mediach, zwłaszcza w dzienniku „Rzeczpospolita”?
- Autorami tez ataku są ludzie, którzy stanowili elitę służb sowieckich w PRL. Takich jak Sławomir Petelicki i Aleksander Makowski z wydziału XI departamentu I MSW, zajmującego się w latach 80.tych dywersją antykomunistyczną, czyli nami, ruchami niepodległościowymi. Aleksander Makowski, prowadził wówczas agenturę wokół ks Blachnickiego, twórcy ruchu oazowego w Polsce. Tę agenturę wskazywano jako współodpowiedzialną za śmierć kapłana, dziś wyniesionego na oltarze. W ostatnich dniach przeprowadzono przeciwko terrorystom wielką, polsko-amerykańską zwycięską operację w jednym z państw azjatyckich, gdzie stacjonują polscy żołnierze. Tam wcześniej operował Makowski. Sukces stał się możliwy m.in. dlatego, że dywersja, jaką on prowadził, została przez komisję weryfikacyjną i SKW uniemożliwiona. Dla określenia tego, co zrobiła „Rzeczpospolita” nie ma słów. Trzeba na to patrzeć jako na ciąg prowokacji opracowanych i realizowanych przez takie osoby jak Makowski, Petelicki, Dukaczewski, Tobiasz, Lichocki. Zespół byłych oficerów ukształtowanych przez służby sowieckie. Oni z jednej strony posługują się narzędziami przyswojonymi na szkoleniach GRU i KGB, a z drugiej – zapewnili sobie niebywale wysoką pozycję w Polsce lat 90. Dzięki informacjom i dyspozycyjnej agenturze, dzięki bezradności i naiwności części rządzących i mediów– osiągnęli wpływy jakich nigdy nie mieli w PRL. Im więcej szkody zrobili ruchowi niepodległościowemu – tym większe nagrody otrzymywali potem od rządów Mazowieckiego, Kwaśniewskiego, Belki, Tuska. Ta postkomunistyczna elita służb specjalnych manipuluje dziś państwem i częścią mediów. Przy poparciu obecnej ekipy rządzącej stanowiąc jej faktyczne zaplecze.



http://www.niezalezna.pl/index.php/article/show/id/3926/articlePage/1
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Cze 27, 2008 7:00 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/81268,index.html

2008-06-26, 19:45:07

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

"LIST W SPRAWIE BORUSEWICZA

Co wtedy robiliście – pytał niedawno dramatycznie Bogdan Borusewicz, występując jako rzecznik Lecha Wałęsy.

- Miałem doświadczenie, bo przecież usunąłem wielu agentów z tego środowiska i gdyby Wałęsa powiedział coś takiego to by kompletnie go pogrążyło. Mówię to, by uzmysłowić wszystkim tym, którzy twierdzą, że są jakieś taśmy prawdy, by zapytać się, że jeżeli tak było to co oni wtedy robili - dodał marszałek Senatu.

Możemy być jedynie świadkami, jak ludzie ze środowiska gdańskiej opozycji solidarnościowej oskarżają się wzajemnie o kłamstwo. Dzieli ich ten, który miał dzielić – Lech Wałęsa, o którym pisałem niedawno, że ma do spełnienia swoją drugą, ostateczną misję.

Sprawa taśmy, na której miało znajdować się nagranie, w którym Wałęsa przyznaje się do współpracy z SB, najmocniej dziś podzieliła Bogdana Borusewicza z dawnymi kolegami. Jak wiele spraw z naszej najnowszej historii, być może i ta doczeka się kiedyś rozstrzygnięcia. Nikt inny poza samymi bohaterami tych wydarzeń, nie może wiedzieć po czyjej stronie leży racja.

List, który poniżej publikuję, Joanna i Andrzej Gwiazdowie napisali w roku 2005 i skierowali do Kolegium IPN-u, gdy Bogdan Borusewicz rozważał możliwość kandydowania na stanowisko prezesa Instytutu. Ponieważ od kilku dni media w sposób szczególny nagłaśniają stanowisko Borusewicza, przeczącego słowom Gwiazdów i Wyszkowskiego, byłoby właściwe zrównoważyć ten stan i przypomnieć, co mówi druga strona.

Jakkolwiek nie traktować dzisiejszych sporów wokół Wałęsy i wzajemnych oskarżeń bohaterów tamtych wydarzeń , jedno wrażenie jest uderzające. To konsekwencja, z jaką od wielu lat ludzie tacy jak Gwiazda czy Wyszkowski mówią o Wałęsie. Konsekwencja pozbawiona interesowności.

W czasach, gdy słowo stało się dla wielu narzędziem do osiągnięcia doraźnych celów i stanowisk – taka postawa warta jest docenienia i szacunku.






Gdańsk, 12.07.2005



Joanna i Andrzej Gwiazda





Do Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej





Informację o zamiarze Bogdana Borusewicza ubiegania się o stanowisko prezesa IPN przyjęliśmy ze zdumieniem i najwyższym niepokojem.

Naszym zdaniem B. Borusewicz jest wyjątkowo nieodpowiednim kandydatem i to z wielu powodów. Przez cały okres naszej znajomości, to jest od 1977 roku, Borusewicz postępował nielojalnie, prowadził podwójne gry ze szkodą dla opozycyjnej działalności. W realizacji swoich prywatnych lub, co gorzej, nieznanych grupowych celów nie cofał się przed kłamstwem i rzucaniem najcięższych oskarżeń na swoich współpracowników. Szczególnie niebezpieczną cechą Borusewicza, dyskwalifikującą go jako pracownika IPN, jest skłonność do przejmowania i ukrywania ważnych dokumentów.

Uważamy, że Bogdan Borusewicz na stanowisku prezesa byłby gwarantem nierzetelności IPN, gwarantem naginania prawdy do własnych potrzeb.



Uzasadnienie


Nierzetelność, podobnie jak rolę agenta, w wielu przypadkach można wykazać tylko poprzez ciąg faktów, z których każdy z osobna można wytłumaczyć zbiegiem okoliczności lub jakimiś szczególnymi przyczynami.

Bogdana Borusewicza poznaliśmy w 1977 roku. Był ważnym uczestnikiem gdańskiej opozycji ze względu na członkostwo w KOR. W grupie WZZ Wybrzeża był jedynym niepracującym, co oznaczało nie tylko wolny czas. Po "zgubieniu ogona" pozwalało też długo działać swobodnie, a także wyjeżdżać do odległych miejscowości. Gdy bezpiece udało się w Komitecie Założycielskim WZZ umieścić agenta Edwina Myszka, Borusewicz tak się nim zachwycił, że spotkania WZZ traktował już tylko jako okazję do rozmowy z Myszkiem, starał się spotkanie jak najszybciej skończyć, aby wyjść i bez świadków omówić wspólne sprawy. Być może przyczyną był brak zaufania do nas. Koledzy powiedzieli nam, że Borusewicz podejrzewa nas o współpracę z SB, ponieważ na działalność WZZ przeznaczaliśmy jedną pensję. Nam zarzucał nieumiejętność ułożenia sobie dobrych stosunków z kierownictwem w zakładzie pracy, ponieważ nie potrafimy, tak jak Myszk, otrzymać, kiedy trzeba, zwolnienie lekarskie, urlop, a nawet samochód na przywiezienie z Warszawy powielacza, który oczywiście nigdy do nas nie dotarł.

Borusewicz powiedział nam, że otrzymuje informacje od sprzyjającego opozycji oficera SB. Jednak wszystkie informacje, jakie Borusewicz nam przekazał rzekomo z tego źródła, były fałszywe. Np. Borusewicz uparcie twierdził, że w zakładach pracy SB nie werbuje tajnych współpracowników, że wystarczy nadzór etatowego "opiekuna" z komendy. Po jednym z zatrzymań na 48 godzin Borusewicz chciał nam dać numer telefonu jakiegoś majora SB, który obiecał mu pomoc w przypadku większych kłopotów i upoważnił go do przekazania tego numeru również nam. Wymogliśmy na nim wówczas obietnicę, że nigdy z tego telefonu nie skorzysta.

Już w okresie, kiedy działalność WZZ rozwinęła się na większą skalę, wciąż spotykaliśmy grupy robotników i studentów, którym Borusewicz zakazywał kontaktów z WZZ pod pozorem przestrzegania zasad konspiracji. Może dlatego cieszył się opinią doskonałego konspiratora, chociaż przy przekazywaniu ulotek, gazetek albo klisz do druku wpadki trafiały się bardzo często.

WZZ były jedyną grupą na Wybrzeżu, która oprócz refundacji niewielkich zasiłków dla wyrzuconych z pracy (w późniejszym okresie, kiedy mieliśmy już równocześnie 14 spraw w Komisji Rozjemczej i Sądzie Pracy) nie otrzymała nigdy pomocy z KOR. Wobec stałego braku materiałów poligraficznych za własne dolary, przy pomocy znajomego marynarza sprowadziliśmy z Zachodu pakiet matryc do powielacza. Matryce te ukryliśmy w trzech miejscach, uprawniając Borusewicza do skorzystania z nich w przypadku naszego uwięzienia. Kiedy matryce były potrzebne, okazało się, że wszystkie nasze schowki są puste. Borusewicz zabrał je następnego dnia po przedstawieniu go gospodarzom naszych konspiracyjnych mieszkań.

WZZ otrzymywały z Warszawy za darmo znaczne ilości "Robotnika". Natomiast, mimo wielkiego zainteresowania, nie mieliśmy dostępu do innych wydawnictw i książek. W odpowiedzi na monity "koledzy" z KOR stawiali coraz to nowe wymagania, a gdy zorganizowaliśmy w Warszawie własne lokale ("skrzynki"), łączników, transport i zapewnili płatność z góry - dostawy okazały się niemożliwe. Mogliśmy rozprowadzać tylko książki, które nie znalazły nabywców w RMP. Dopiero w 1982 roku w obozie internowanych w Białołęce koledzy z Warszawy przyznali, że Borusewicz stanowczo sprzeciwił się sprzedawaniu jakichkolwiek wydawnictw WZZ-tom.

Po dyskusyjnym spotkaniu WZZ, na którym Lech Wałęsa opowiadał, jak w 1970 roku pomagał SB identyfikować uczestników grudniowej rewolty, Borusewicz pożyczył od nas taśmę magnetofonową , na której (za zgodą uczestników) nagrane było całe spotkanie. Borusewicz nie wierzył, że Wałęsa mógł się przyznać, chciał taśmę odsłuchać, zrobić kopię i oddać. Nie oddał mimo licznych monitów, dzięki czemu może do tej pory wierzyć w niezłomność Wodza, a my mogliśmy tylko gołosłownie oskarżać Wałęsę.

Mimo to, wciąż staraliśmy się być wobec Borusewicza lojalni, tłumacząc jego "dziwactwa" kompleksami, małym wzrostem, nieporadnością organizacyjną, a także brakiem jakichkolwiek osobistych doświadczeń w pracy zawodowej. Byliśmy lojalni, ale wobec nielojalności z jego strony budowaliśmy własną sieć komunikacji. W książce Janiny Jankowskiej "Portrety niedokończone" w wywiadzie z Borusewiczem ze zdumieniem przeczytałem, że Gwiazda nic nie wiedział o przygotowaniach do strajku (w 1980 roku). Borusewicz starał się zataić przed nami te przygotowania, ale na szczęście wiedziałem nawet, w którym mieszkaniu zamierzał ukryć Wałęsę oczekującego na rozwój strajku. Później pracownik Elmoru - Strój, były ubek, wskazał mi to mieszkanie, jako operacyjne mieszkanie SB.

Gdy wyszedłem z więzienia w 1985 roku, wielu kolegów z Solidarności przepraszało mnie, że nie mogą się ze mną kontaktować, ponieważ Borusewicz kategorycznie im tego zakazał. Borusewicz przeprowadził w tym czasie najbardziej spektakularną akcję dezintegrującą środowisko opozycji - ogłosił, że Marek Kubasiewicz jest agentem SB. Według zgodnych relacji ludzi związanych z RKK, Kubasiewicz był organizatorem i kierownikiem sieci kolportażu, uczestniczył w zebraniach RKK, znał wszystkie drukarnie, redakcje, kolporterów i tzw. skrzynki, czyli miejsca przekazywania materiałów i wydrukowanych pism. Po "zdemaskowaniu" agenta nie nastąpiła żadna wpadka ani w sieci RKK, ani w ugrupowaniach niezależnych. Gdyby rzeczywiście M. Kubasiewicz był agentem to, uwzględniając pełne zaufanie RKK do dwóch ujawnionych już agentów: Molkego, Cholewy i innych jeszcze nieujawnionych oraz spotkania Bogdana Lisa z pułkownikiem Ulanowskim, SB być może oszczędziłaby RKK, ale z całą pewnością uderzyłaby w niezależne ugrupowania, które RKK bardzo wyraźnie choć nieoficjalnie zwalczała. Ludzie związani z RKK sądzą, że bezpośrednim powodem oskarżenia M. Kubasiewicza było wykrycie, że traktował on sieć kolportażu jako otwartą i kolportował również pisma ugrupowań nie podporządkowanych RKK (między innymi "Skorpiona" i "Poza Układem", pisma mojej żony).

Gdy wyszedłem z więzienia, "osądzenie" Marka Kubasiewicza już się dokonało. Borusewicz, jako uzasadnienie oskarżenia, podawał ludziom rozmaite dowody, dostosowane do środowiska, w którym miały być przekonujące. W sumie zebrałem 16 takich "dowodów". Część z nich nawzajem się wykluczała, część była sprzeczna ze względu na czas i miejsce, część oparta na zdarzeniach, które nie miały miejsca, a jeszcze inne wprost wykluczały agenturalność Marka Kubasiewicza. Ci wszyscy, którzy nie uznali tych oskarżeń za prawdziwe, zostali wykluczeni z wszelkiej współpracy z RKK. Objęło to Ewę Kubasiewicz, Magdę i Marka Czachorów, moją żonę, mnie i szereg innych osób. W stanie wojennym Borusewicz oskarżył o współpracę z SB Bożenę Ptak-Kasprzyk, członka Zarządu Regionu. O oskarżaniu nas w okresie WZZ wspomniałem wyżej. Oskarżenia rzucane przez Borusewicza były często niejednoznaczne, np. agentem jest jeden z dwóch Andrzejów z Elmoru (A. Gwiazda, A. Bulc), jeden z dwóch Jacków z PLO (J. Jaruchowski, J. Cegielski). Tego typu niedopowiedziane oskarżenia w szczególny sposób trwale dezintegrowały środowisko, ponieważ nigdy nie zostały rozstrzygnięte ani wycofane. Pomijam inne oskarżenia, rzucane na ludzi nieznanych mi osobiście. O bezpodstawności tych oskarżeń mogę sądzić tylko na podstawie skutków - ujawnienie domniemanego agenta nie wywoływało dekonspiracji grupy, w skład której wchodził.

Podobny charakter miały działania Borusewicza w dziedzinie poligrafii. Np. Borusewicz polecił Andrzejowi Kołodziejowi, aby zabrał Karolowi Krementowskiemu powielacz, ponieważ "Walentynowicz lub Gwiazdowa będą coś na nim drukować". Rzeczywiście Gwiazdowa drukowała, a powielacz był prywatną własnością Krementowskiego (ściśle mówiąc został ukradziony z POP PZPR w Unimorze). Jak twierdził A. Kołodziej, jego jedynym zajęciem w czasie ukrywania się było okresowe przewożenie dużych ilości powielaczy z jednego magazynu do innego. Rozmawiałem z delegacją norweskich związkowców, którzy dostarczyli w stanie wojennym do Gdańska 70 kserokopiarek - pytali, jak je wykorzystaliśmy. Sprawdziłem - żadne z gdańskich lub okolicznych ugrupowań, również struktury RKK nigdy tych kopiarek nie otrzymały. Podobnie było z innym sprzętem - Borusewicz magazynował powielacze i offsety, a tzw. podziemie drukowało za pomocą ręcznych wałków i rakli. Wiem tylko o jednym powielaczu przekazanym dla "Robotnika Lęborskiego" wydawanego przez Marka Balickiego przez dłuższy czas w skutecznej konspiracji. Pierwsza próba użycia powielacza skończyła się wejściem SB i aresztowaniem redakcji - drukarni. Ekipa z pelengatorami wykryła miejsce (w powielaczu zainstalowany był nadajnik). Znany mi jest jeszcze los kilkunastu offsetów, które wpadły pod koniec stanu wojennego w transporcie z Gdańska do Elbląga.

Być może, gdyby takie postępowanie było wynikiem nie złej woli, lecz indolencji organizacyjnej, nieporadności politycznej i atrofii moralnej, byłoby to podstawą do wybaczenia, lecz z pewnością nie jest podstawą do powierzenia kierownictwa jednej z najważniejszych instytucji w Polsce.

Wiele osób z regionu gdańskiego nosi się z zamiarem zgłoszenia protestów do kandydatury Bogdana Borusewicza. Naświetlą one te fakty, które znamy tylko z relacji świadków, więc nie chcemy ich tu podawać. Anna Walentynowicz ma zamiar przekazać dowody, że B. Borusewicz przetrzymuje na prywatny użytek materiały z archiwów SB.

Mamy nadzieję, że Kolegium odrzuci kandydaturę Bogdana Borusewicza i uchroni IPN od kompromitacji.





Joanna i Andrzej Gwiazda







http://www.sw.org.pl/relacje/gwiazda.html

http://www.news.portalisko.pl/news/view/20007/_borusewicz_na_tasmie_z_1979_r_walesa_nie_mowi_o_wspolpracy_z_sb

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,10069216,wiadomosc.html?ticaid=1623a&_ticrsn=5





FUNDACJA OBRONY REPRESJONOWANYCH "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Cze 30, 2008 6:26 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/81422,index.html

2008-06-27, 20:14:27

"WSI – NA DRODZE DO PRL

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

Wychwalany przez wyznawców III RP „obrońca demokracji”, ich „opoka porządku prawnego” - Trybunał Konstytucyjny zadał swoim piewcom cios zdradziecki. Nie dość, że orzekł, iż ustawy o powołaniu oddzielnych służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego są zgodne z konstytucją, to jeszcze stwierdził, że przy likwidacji WSI nie złamano żadnych zasad konstytucyjnych. Jakby tego było mało, okazało się, że nawet prezydent RP nie popełnił przestępstwa, publikując Raport z weryfikacji WSI.

Podczas rozprawy przed Trybunałem, przepadły zarzuty posłów partii komunistycznej i grupy dzielnych zuchów z WSI, którzy twierdzili, jakoby rząd PIS-u złamał konstytucję w kilkunastu miejscach i winien był niemal zdrady stanu.

Trybunał nie podzielił światłych opinii posła Kalisza i Zemke, choć wspierała je dzielnie, zatroskana o los sowieckiej agentury Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Nie spodziewam się, by wszelkiej maści „prawnicze autorytety” tak chętnie i zajadle gardłujący od dwóch lat o łamaniu konstytucji i bezprawiu „ludzi Macierewicza „, zechciały wyrazić swoją opinię obecnie – gdy wiadomo już, że pletli pospolite bzdury, z niewiedzy lub z inspiracji.

Natomiast, jak należało się spodziewać, głos natychmiast zabrał człowiek, który dawno już powinien zamilknąć, jeśli nie z poczucia honoru, o który trudno go podejrzewać, to choćby po to, by dłużej nie ośmieszać wojskowego munduru.

„Ja uważam, że każda opinia tak zacnego organu jak Trybunał Konstytucyjny jest cenna. Cenna jest również dla nas, dla żołnierzy, którzy w ten sposób mają jednoznaczne potwierdzenie, że działania, które były prowadzone przez WSI były zgodne z konstytucją” – orzekł Marek Dukaczewski, któremu najwyraźniej wściekłość po usłyszeniu werdyktu Trybunału pomieszała zmysły.

Wypowiedzi pozostałych ofiar własnej zaciekłości, nie warto cytować, ze względu na dobro czytelników. Kto przejawia skłonności masochistyczne, zapozna się z pewnością sam z opiniami posła Zemke.

Co dalej – chciałoby się zapytać? Czy „obrońcy demokracji i praw człowieka”, piewcy „honoru” żołnierskiego i pozostałe „patriotyczne” gremia III RP, zwrócą uwagę na orzeczenie Trybunału? Niekoniecznie. Prawo dla ludzi z tego środowiska jest dobre o tyle, o ile pasuje do ich poglądów i uwzględnia ich interesy. Tym razem nie pasuje i nie uwzględnia.

Myliłby się bowiem ten, kto sądziłby, że werdykt Trybunału zmieni bieg spraw i przypieczętuje rozpad WSI. Taka drobnostka nie może przecież przeszkodzić partii przyjaciół gen. Dukaczewskiego, w spłacie powyborczych zobowiązań. Czujności dzielnych posłów PO i PSL ( o partii komunistycznej nie wspominając) zawdzięczają zuchy z WSI nowelizację ustaw o SKW i SW, którą dzisiejszej nocy uchwalił sejm III RP. Gdybym wierzył w nadprzyrodzone zdolności tego rządu, podejrzewałbym, że musiał antycypować orzeczenie Trybunału, bo pośpiech i czas uchwalenia ustawy dziwnie zbiegł się z dzisiejszym werdyktem. Inną przesłanką, która wskazywałaby na profetyczne zdolności pana Klicha i spółki może być i ta okoliczność, że tekst nowelizacji sporządzono już ponad dwa miesiące temu, w przedziwny sposób przewidując, że Komisja Weryfikacyjna nie zdąży skończyć swojej pracy. O tym jak skutecznie „pomagano” Komisji, by nie zakończyła weryfikacji pisałem wielokrotnie.

Co przygotował nam ten rząd ? W uzasadnieniu ustawy czytamy:

„Brak stanowiska Komisji Weryfikacyjnej nie będzie miał wpływu na mianowanie, wyznaczenie lub zatrudnienie w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego.

Projektowane przepisy generalnie otworzą drogę żołnierzom zawodowym zniesionych Wojskowych Służbach Informacyjnych do „zagospodarowania ich” niezależnie od faktu czy Komisja Weryfikacyjna wyda, czy też nie, swoje stanowisko.”


Prosto, krótko i jednoznacznie.

Przyjęcie tej nowelizacji oznacza faktyczny koniec weryfikacji żołnierzy WSI i powrót ludzi skorumpowanych i skompromitowanych agenturalną służalczością wobec Moskwy. Mając w głębokim poważaniu opinię milionów Polaków, żądających rozbicia postsowieckiej nomenklatury i głos Trybunału Konstytucyjnego, którego werdykt zadał cios oszczerczym i kłamliwym „argumentom” obrońców WSI – posłowie, działając pod osłoną nocy, postanowili przywrócić władzę ludziom wojskowych służb. Przyjęta nowelizacja doprowadzi do sytuacji, w której przedstawiciele prezydenta nie będą uczestniczyć w weryfikacji oświadczeń złożonych przez funkcjonariuszy WSI. Dokumenty będą kontrolować ludzie wskazani przez MON. Jak będzie wyglądała taka „weryfikacja” można się domyślać, mając świadomość, że szefem kadr MON jest Janusz Bojarski – były szef WSI.

Główny cel - priorytet tego rządu wydaje się osiągnięty. Bezczelna buta i jawne łamanie uprawnień poselskich przez głównego obrońcę WSI – Bronisława Komorowskiego, nie pozwala posłom opozycji na podjęcie skutecznych działań blokujących te szkodliwe rozwiązania.

Opinia publiczna, którą niewiele zdaje się obchodzić bezpieczeństwo własnego państwa, nadal przyjmuje za „dobrą monetę” brednie, jakie serwuje nam codziennie medialna propaganda. Według niej, celem nowelizacji ustawy miało być „unormowanie kwestii weryfikacji żołnierzy zawodowych zniesionych Wojskowych Służb Informacyjnych, gdyż utrzymywanie w niepewności żołnierzy realizujących zadania na rzecz Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służby Wywiadu Wojskowego jest niezgodne ze standardami państwa prawa.”

Hipokryzja tej argumentacji zdaje się szczególnie widoczna obecnie. Faktyczna reaktywacja układu WSI, następuje w sytuacji, gdy o zgodności z prawem wszystkich przepisów likwidujących tę formację orzekł Trybunał Konstytucyjny. Gdyby ten rząd miał na względzie dbałość o przestrzeganie prawa i troskę o żołnierzy, wystarczyło proste i oczywiste rozwiązanie – przedłużenie o dwa miesiące prac Komisji Weryfikacyjnej. Nie zrobiono tego, słusznie przewidując, że rzetelna praca członków komisji uniemożliwi powrót do służby ludziom groźnych dla bezpieczeństwa państwa. Ich obecność w strukturach armii zdaje się jednak konieczna dla zapewnienia trwałości układu III RP.

Nie w naszym – Polaków interesie ten rząd przywraca władzę ludzi z postkomunistycznych służb wojskowych. Czyni to wbrew woli ogromnej części społeczeństwa i wbrew interesom państwa – dla własnych, partykularnych korzyści. Ustawa przyjęta przez sejm jest aktem głębokiej pogardy dla prawa i własnego społeczeństwa.

Jeżeli za kilka lat będziemy świadkami kolejnej „wielkiej afery” III RP, jeśli państwo polskie zostanie pozbawione należytej ochrony, pojawią się nowe ogniska korupcji i przestępczości – warto pamiętać, komu będziemy zawdzięczać Polskę w objęciach WSI.



http://www.tvn24.pl/-1,1555248,wiadomosc.html

http://orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/0/CBD7D3786698DC53C125745C003192AD/$file/571.pdf

http://www.rp.pl/artykul/154888.html

http://www.rp.pl/artykul/154861.html

http://www.rp.pl/artykul/154913.html "


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Pon Cze 30, 2008 7:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Cze 30, 2008 6:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/81593,index.html

2008-06-28, 21:27:20

"ZEMSTA NA POLSCE

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

Gdyby zapytać zwolenników Platformy czy zależy im na tym, by Polska była krajem słabym i skorumpowanym, w którym rządzący politycy będą jedynie wykonawcami woli ukrytych mocodawców, krajem rządzonym metodami służb specjalnych, zależnym od woli obcych agentur – zapewne odpowiedzieliby przecząco. Ci sami ludzie, zareagowaliby oburzeniem na zarzut, że wspierają władzę sowieckiej agentury nad Polską i rządy esbeckich, przestępczych układów. A jednak nie sposób inaczej ocenić tej części społeczeństwa, która ulegając manipulacjom i dezinformacji mediów obdarza zaufaniem rząd, reaktywujący najbardziej szkodliwy dla Polski mafijno-agenturalny układ - jak rzeszą ludzi, których nie obchodzi dobro własnego kraju i społeczności.

Jeśli ktoś czuje się oburzony takim stawianiem sprawy – niech świadomie, we własnym sumieniu oceni, czy ma dość wiedzy historycznej i politycznej świadomości, by zrozumieć obecne działania tego rządu? Czy zdaje sobie sprawę z konsekwencji rozwiązań prawnych, przyjętych wobec zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych, czy wie, czym była w III RP ta formacja, jaką rolę spełniała – a wreszcie, czy wie, kim są ludzie, wywodzący się ze środowiska wojskowych służb komunistycznych, stanowiący elitę tej formacji?

Jeśli dysponuje taką wiedzą i ma dość odwagi intelektualnej – niech przyzna, że godzi się świadomie na Polskę rządzoną przez komunistyczną agenturę, na przestępczy, bo wyłączony z państwowego nadzoru układ, na niszczenie i grabież polskiej gospodarki, na władzę ludzi o mentalności sowieckich sługusów. Jeśli godzi się ze strachu – jest tchórzem. Jeśli z wyrachowania i dla własnych interesów – jest kanalią. Jeśli czyni tak z niewiedzy, z głupoty i umysłowego lenistwa – jest idiotą, szkodliwym dla siebie i innych.

Przestańmy oszukiwać samych siebie, że żyjemy w społeczeństwie dojrzałym, mądrym i demokratycznym, które kształtuje swoje wybory w sposób racjonalny. Nie mamy nic wspólnego z takim wzorcem. Zaledwie niewielki procent ludzi wypowiadających się na tematy polityczne, ma poglądy ukształtowane jako wynik własnych, świadomych wyborów. Większość bezmyślnie i bezrefleksyjnie powtarza opinie zasłyszane, popularne. Nikt przez ostatnie 18 lat nie podjął trudu edukacji politycznej Polaków, nikt nie nauczył nas postaw obywatelskich, odpowiedzialności za wybór, za słowo. Historia własnego kraju; wiedza o zbrodniczym systemie komunizmu, o mechanizmach rządzących PRL- em, o zdradzie i hańbie narodowej – to nadal biała karta w świadomości milionów moich rodaków.

Karta, którą od wielu lat wykorzystują środowiska wywodzące swoje pochodzenie z komunistycznej przeszłości, wszelkiej maści „fachowcy”, „specjaliści”, „biznesmeni”, którzy po sytych latach niszczenia własnego społeczeństwa, dziś nadal korzystają z przywilejów wolnej Polski. I nadal ją niszczą – tym razem za społecznym, rzekomo demokratycznym przyzwoleniem.

Proste, elementarne prawdy są dla wielu dobrem niedostępnym. Gdyby, bowiem zapytać zwolenników tego rządu czy uznają za możliwe, by ludzie, którzy zdradzali swój naród w czasach komunizmu, służąc sowieckiemu hegemonowi, mogą dobrze służyć wolnej i niepodległej Polsce – usłyszymy „poprawny” bełkot o niezgodzie na zbiorową odpowiedzialność, prawach człowieka, zmianach mentalności itp. argumenty, niemające nic wspólnego z wiedzą o czasach PRL-u, o ludzkiej kondycji, doświadczeniu życiowym.

Wielkim, historycznym „zwycięstwem” komunizmu, było zaszczepienie w świadomości Polaków przekonania, jakoby okres PRL był czasem normalnej (choć ograniczonej) państwowości, a ludzie, służący temu systemowi – służyli Polsce. Być może na tym zwycięskim kłamstwie, opiera się społeczne przyzwolenie na obecność w życiu wolnej Polski ludzi i struktur z czasów naszej największej hańby. Obojętności, jaką wykazują Polacy na swobodną działalność całej rzeszy beneficjentów komunizmu, pospolitych zdrajców, przestępców i cwaniaków, nie da się niczym usprawiedliwić. Nawet niewiedzą. Tym bardziej, że nie jest to niewiedza niezawiniona. Kto chce poznać - czym była Polska Ludowa i kim byli ludzie jej służący, może tę wiedzę uzyskać - choćby korzystając z bezcennej działalności IPN –u, z setek publikacji opisujących ten okres. Kto zaś odrzuca wiedzę naukową i rzetelne, obiektywne poznanie rzeczywistości, opierając swój pogląd na przesłankach i sympatiach politycznych - lub co gorsza, kierując się opiniami samych zainteresowanych, popełnia grzech zaniechania i ignorancji. Ludzie dojrzali i świadomi, ponoszą odpowiedzialność za swoje słowa i wybory.

Nic nie tłumaczy poglądów osób twierdzących, jakoby likwidacja wojskowych służb i ujawnienie przestępczego środowiska WSI była dla Polski złem. W zdecydowanej większość twierdzą tak osoby, które nigdy nie zdobyły się na zdobycie rzetelnej wiedzy na ten temat. Niczym bezmyślne „przekaźniki” powtarzają zasłyszane slogany i hasła – niemające związku z faktami. Pozbawione podstaw, nacechowane emocjami zarzuty jakie wysuwa się przy tej okazji wobec ludzi, broniących Polski przed komunistyczną mafią, wystawiają jak najgorsze świadectwo ich autorom. Gdy czytam wypowiedzi tych „krytyków”, odnoszę wrażenie, że zachowują się niczym ślepcy.

Pisząc od wielu miesięcy na ten temat, miałem ostatnio okazję prześledzić wszystkie wypowiedzi „obrońców WSI”. Tych „profesjonalnych” i tych amatorów. Nie znalazłem ani jednego rzeczowego argumentu, ani jednej wypowiedzi, opartej na faktycznej wiedzy o działalności wojskowych służb, ani jednego, w którym emocje polityczne nie mieszałaby zmysłów.

A jednak większość zwolenników tego rządu nie chce nawet przyjąć do świadomości, że przeprowadzany obecnie proces reaktywacji i rehabilitacji środowiska WSI uczyni wkrótce z Polski państwo mafijne, oparte na nieformalnych układach i strukturach, w którym kierunek rozwoju będzie determinowany przez ludzi komunistycznych służb, a politycy staną się zakładnikami i marionetkami w ich rękach. Kto poniesie odpowiedzialność za tę sytuację?

Niech ludzie twierdzący inaczej, odpowiedzą sobie na proste pytania lub odważnie przemyślą oczywiste fakty.

Dlaczego, z jakiej przyczyny ten rząd przywiązuje tak wielką wagę do spraw Wojskowych Służb Informacyjnych; dlaczego ta właśnie, a nie żadna inna stała się priorytetem działań ministra obrony, premiera, szefów służb? Z jakich powodów politycy, którzy w poprzedniej kadencji sejmu poparli rozwiązanie WSI, po zdobyciu władzy dążą do przywrócenia status quo, krytykując decyzję, której sami byli autorami? Dlaczego od chwili wygranych wyborów, wszystkie wypowiedzi tych polityków uległy nagłej metamorfozie i stali się gorliwymi piewcami zasług ludzi WSI? A wreszcie - dlaczego nikt z wyznawców tego rządu, nie próbuje dociec - jakie związki łączą, jednego z najważniejszych polityków Platformy Bronisława Komorowskiego z wojskowymi służbami? A są to związki zażyłe i wieloletnie.

Jeśli zwolennicy tego rządu nie potrafią udzielić uczciwych odpowiedzi na te pytania – niech, chociaż mają tyle przyzwoitości, by nie być „użytecznymi narzędziami” w rękach politycznych arcyłgarzy. I niech milczą - skoro nie stać ich odwagę. "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Czw Lip 03, 2008 11:52 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/81842,index.html

2008-06-30, 19:07:23

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

WSPÓLNICY

7 maja Służba Bezpieczeństwa zamordowała Stanisława Pyjasa.. Dzień później Lesław Maleszka donosił:

1977 maj 8, Kraków - Informacja operacyjna TW "Ketmana" o okolicznościach śmierci Stanisława Pyjasa i niezależnym śledztwie w tej sprawie złożona kpt. Stanisławowi Nowakowi

źródło: TW ps. "Ketman"


Kraków 8.V.1977

Przyjął.: kpt. S[tanisław] Nowak

Miejsce: MK "Wanda" Tajne spec[jalnego] znaczenia



Informacja operacyjna

w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa

1) W dniu wczorajszym ok. godz. 17.00 poinformowałem o śmierci S[tanisława] Pyjasa L[ilianę] Batko i B[ogus.awa] Sonika, znajdujących się w mieszkaniu Batki. Około 15 minut po rozmowie B[ogusław] Sonik wyszedł zatelefonować do – jak twierdzi. - Wojtka Ostrowskiego w Warszawie. Wrócił po 30 min. z J[anem] A[ndrzejem] Kłoczowskim. Z Kłoczowskim, Sonikiem i Batko rozmawialiśmy do godz. 18.00, po czym Lilka poszła na dworzec PKP, mając zamiar jechać z grupą późniejszym pociągiem do Kielc, ja zaś zostałem z Sonikiem w Krakowie, w związku z planowanym przyjazdem delegacji z Warszawy. W chwilę później udałem się do "Żaczka", gdzie przebywałem ok. 1,5 godz., rozmawiając z wieloma osobami. M.in. B[ronisław] Wildstein i I[wona] Galińską, którzy byli w prosektorium, mówili mi, iż Pyjas miał liczne rany twarzy od uderzeń, dziurę w skroni za oczodołem, a nawet, wg Galińskiej - rany na szyi od uderzenia ostrym przedmiotem.

Następnie ok. godz. 20.00 przybyłem ponownie do Sonika, czekałem na niego dłuższy czas (jak się okazało, był on w tym czasie równie. w "Żaczku", gdzie m.in. rozmawia. z B[arbarą] Jezierską w sprawie nieprotokołowania przez MO zeznań o anonimach na S[tanisława] Pyjasa), po czym na piechotę udaliśmy się do J[ózefa] Ruszara. Ponieważ. nie zastaliśmy nikogo w domu, powróciliśmy do centrum i w parę minut po 23.00 Sonik dzwonił ponownie do Ostrowskiego (na numer zaczynający się od cyfry 43 lub 44; numer ten wraz z wiadomością o telefonie od Ostrowskiego przyniósł. do Bogusia - pod jego nieobecność - S[tanisław]. Krasnowolski). Sonik mówił Ostrowskiemu m.in. o dodatkowych szczegółach śmierci, twierdził, iż MO nie tyle nie protokołowała wiadomości o anonimach, ale czyniła to raczej fragmentarycznie, oraz umawiał się co do przyjazdu delegacji z Warszawy.

Następnie z aparatu przy "Jamie Michalikowej" Sonik dzwonił do Franciszka Drausa, którego wprowadza. w szczegóły całej tej sprawy.

Noc spędziłem w mieszkaniu B[ogus.awa] Sonika, nad ranem przybyła tam delegacja z Warszawy (Sewek Blumsztajn i jeden z uczestników spotkania w Gorcach, imieniem Paweł) - z instrukcjami opracowanymi przez jednego z adwokatów z Warszawy, dotyczącymi śledztwa studentów w sprawie śmierci S[tanis.awa] Pyjasa.

Instrukcje te omawialiśmy razem z B[ogus.awem] Sonikiem i I[rena] Felska w kościele Dominikanów. Zawierały one m.in. następujace punkty:

- charakterystyka osobowości Pyjasa, ze szczególnym uwzględnieniem takich cech, jak jego działalność opozycyjna, wrogość wobec MO, brak wrogów osobistych, represje ze strony SB w ostatnim okresie itd.;

- charakterystyka dzielnicy i miejsca śmierci (specyfika terenu, szczególnie zaś jego nocnego życia, kwestia patroli MO, pełny zestaw fotografii miejsca zbrodni);

- przebieg rozmów studentów (o ile to możliwe, raczej studentek) z mieszkańcami kamienicy, gdzie zginał Pyjas, na temat hałasów oraz form śledztwa (należy się więc dowiedzieć m. in., czy robiono fotografie zabitego i pod jakim katem, czy użyto psa milicyjnego, czy stosowany [był] rozpylony gips itd.; nie zapamiętałem wszystkich tych spraw, które dotyczą procedury stricte kryminalistycznej, zupełnie mi nieznanej);

- komplet informacji związanych z przebiegiem śledztwa prowadzonego przez MO (m.in. sprawa protokołowania wiadomości o opozycyjnej działalności Pyjasa i o anonimach);

- informacje na temat przyczyn śmierci (skierowanie zaufanego lekarza do Zakładu Medycyny Sadowej na Grzegórzeckiej; w związku z tym wymieniono nazwisko dra Deszcza), chodzi o opis zwłok;

- poinformowanie w pełni zaufanego adwokata do czuwania nad ta sprawa, winien to być człowiek z Krakowa;

- ustalenie planu dnia Pyjasa, jego kontaktów, w tym ze znajomymi, oraz zamierzeń.

Dokumentację tę maja opracować studenci, część zeznań należy nagrać na magnetofon, pozostałe zaś spisać i podpisywać przez prowadzących rozmowy. Egzemplarze na numerowanych stronach w postaci dokumentu przekazane będą następnie do KOR-u.

W związku z ta sprawa ogół studentów "Żaczka" nie ma sprecyzowanego sądu, choć wielu podejrzewa MO o zabójstwo (zresztą te nastroje będą częścią następnej szczegółowej relacji - obecnie za wcześnie jeszcze, aby o tym wyrokować).

Wśród "opozycjonistów" pojawiły się dwie koncepcje:

- "umiarkowana" - wg której Pyjas miałby się wdać w awanturę z umundurowanymi lub cywilnymi funkcjonariuszami MO pod wpływem alkoholu, przeto został. wciągnięty w bramę i tam w ciemnościach pobity (m.in. sadza tak Blumsztajn, Sonik, chyba też Felska i Kłoczowski);

- "skrajna" - wg której Pyjas został z premedytacja zamordowany przez SB dla zastraszenia środowiska opozycyjnego (tezę tę lansuje L[iliana] Batko).

W uzupełnieniu do pkt 2. Na czele śledztwa studenckiego w sprawie Pyjasa ma stać F[ranciszek] Draus, w trakcie śledztwa nie wolno pod żadnym pozorem rozgłaszać wiadomości, iż to MO czy SB miałaby się przyczynić do śmierci Pyjasa, należy nawet dementować ten fakt. Chodzi o utrzymanie śledztwa w najściślejszej tajemnicy.

J[an] A[ndrzej] Kłoczowski zdawał się´ być bardzo przejęty tym faktem śmierci.

Dziś rano rozmawiał on z kardynałem Wojtyłą w tej sprawie, zaś następna "dziewiątka" poświęcona będzie pamięci S[tanisława] Pyjasa. Kłoczowski zamierzał nawet przedstawić okoliczności jego śmierci z ambony, należy jednak wątpić, czy to zrobi.



"Ketman"



Za zgodność:

Kpt. S[tanis.aw] Nowaka

źródło: AIPN Kr, 0178/1, SOR "Optymiści", t. 2, k. 32-34, oryginał., mps.

******************************

Rok wcześniej Maleszka poświęcił Pyjasowi osobny meldunek:

1976 lipiec 1, Kraków – Informacja operacyjna TW „Ketmana” o reakcji „grupy Pyjasa” na wydarzenia związane z wystąpieniami robotniczymi w czerwcu 1976 r. złożona ppor. Józefowi Boberowi


Kraków 1.VII 1976r.

Tajne

Wyciąg z informacji TW ps. „Ketman”

z dn. 30 VI [19] 76 r.



Wracając jeszcze na moment do Pyjasa, oceniał ich decyzję o cofnięciu podwyżki cen jako wielkà klęskę´ polityki obecnego rządu, zaś manifestacje, na których naród udzielał pełnego poparcia i kredytu zaufania dla rządu i partii – jako chwyt propagandy, mający zapobiec silnemu ujawnianiu się opozycji politycznej w kraju.

Opozycja mogłaby więc znaleźć w bardzo dogodnym położeniu; z pewnych wieloznacznych wzmianek Pyjasa można było wnioskować, że ma on zamiar rozpocząć po wakacjach próby tworzenie nowej grupy opozycyjno-politycznej (zresztą po przesłuchaniach wszyscy uczestnicy grupy powtarzali, że zawieszenie działalności jest konieczne jako stan przejściowy). W środowisku studenckim z pewnością istnieje grupa ludzi, którzy są potencjalnie predysponowani do tworzenia takich organizacji, tym bardziej, że – jak podkreślał Pyjas – nowe próby wprowadzenia podwyżki spotkają się z jeszcze większym oporem, gdyż nikt już nie wierzy w siłę rządu (narodu)

Pyjas z Wildsteinem wyjeżdżają na autostop po krajach socjalistycznych.



Za zgodność:

ppor. [Józef] Bober

źródło: AIPN Kr, 0178/1, SOR „Optymiści”, t. 2, k. 9, oryginał, rkps.

*************************

Również po śmierci Pyjasa TW RETURN nie przestawał interesować się tematem:

1977 wrzesień 21, Warszawa – Fragmenty informacji operacyjnej TW „Returna” na

temat zebrania i planów KOR złożonej kpt. Stanisławowi Nowakowi



W dniu 17 IX 1977 r. w Warszawie odbyło się zebranie KOR-u. W zebraniu uczestniczyło ok. sześćdziesięciu osób, w tym sześć osób z telewizji szwedzkiej. Zebranie w całości zostało sfilmowane oraz nagrane przez dziennikarzy szwedzkich, a rolę tłumacza pełnił Barańczak.

(…)

Niektóre osoby uczestniczące w zebraniu znały komunikat o ukończonym przez Prokuraturę w Krakowie śledztwie w sprawie śmierci S[tanisława] Pyjasa. Sprawa ta jednak nie była szerzej dyskutowana. Kuroń i Macierewicz zamierzają aktualnie sprawy te ze sobą połączyć. W związku z tym Lipski ma prawdopodobnie udać się do kard. Wojtyły, aby przez niego presjonować Rozmarynowicza, aby ten napisał b[ardzo] ostre wotum p[rzeciw]ko temu komunikatowi i opisał w nim wszystkie momenty, których nie udało się wyjaśnić w śledztwie. Wotum to zostanie rozdane określonej grupie ludzi, np. rodzinie Pyjasa, przesłane do kurii itp., tak aby dotarło ono drogà oficjalną do KOR-u. Zamierzają oni opublikować oświadczenie Rozmarynowicza, chodzi bowiem o to, aby Rozmarynowicz w swym postępowaniu poszedł na całość i zaryzykował swój autorytet. Są oni przekonani, że nie odmówi on tego Wojtyle, a ten z kolei zgodzi się na to, bo będzie to z jego strony pierwszy ostry gest ekstremistyczny przed zasadniczymi układami. W swoich wypowiedziach konkludują (ponieważ Wyszyński ma raka i nie przeżyje więcej niż 2 m[iesią]ce), że Wojtyła zostanie przewodniczącym episkopatu, faktycznie będzie pełnił obowiązki prymasa.

Prymasem jednak prawdopodobnie nie zostanie, ale KOR liczy na niego z uwagi na jego wcześniejsze wypowiedzi, w których pół roku temu stwierdzał, że Kościół winien otwarcie wystąpić z oświadczeniem solidaryzującym się z KOR. W związku z tym są przekonani, że pozytywna decyzja ze stron Wojtyły będzie pierwszym jego gestem politycznym. Korowcy mają nadzieję, że Rozmarynowicz w tym oświadczeniu przedstawi sprawę fałszowania przez prokuraturę wyników śledztwa, które jemu przedkładano do wiadomości. Wystąpienie z takim oświadczeniem jest aktualnie dla KOR-u sprawą fundamentalną, chcą, aby znalazło się w nim sformułowanie o niewyjaśnionych dziwnych okolicznościach śmierci Pietraszki, co w tym momencie cała tą sprawę pogłębi. W tym kontekście sprawa będzie ewidentna, a dla zagranicy będzie to obraz jednoznaczny – w Polsce panuje biały terror.

Do m[iejsca] zamieszkania rodziców Pyjasa i Pietraszki wraz z Wojciechem Ostrowskim pojechał Bogusław Sonik z Krakowa. Mają oni jak najwięcej dowiedzieć się o szczegółach prowadzonych spraw i u rodziców wyrobić odpowiednie wrażenie, aby ci ludzie zajęli tak ostrą i kategoryczną postawę, jakà zajmowali podczas pogrzebów. Dotarcie do tych rodzin zapewnione jest przez księdza z parafii Radziechowy, który jest bliskim przyjacielem ks. Bonieckiego z Krakowa. Niezależnie od tego Józefowi Ruszarowi udało się dotrzeć do szwagra Pietraszki, od którego uzyskał informacje, że rodzina nie ma nic przeciwko temu, aby sprawie nadać rozgłos.

Całą sprawą kieruje i kontroluje zarazem o. Kłoczowski z Krakowa, który obok J[ana] J[ózefa] Lipskiego jest jeszcze jednym istotnym dojściem do kard. Wojtyły.

W całej tej sprawie KOR-owi chodzi o to, aby rodzina Pietraszki dała Rozmarynowiczowi pełnomocnictwo, takie jakie dała mu rodzina Pyjasa. KOR zdaje sobie sprawę, że od strony prawnej zastrzeżeń do prowadzonego przez prokuraturę śledztwa mieć nie może. Mając jednak na uwadze fakt, iż w społeczeństwie na temat śmierci Pyjasa i Pietraszki krążyły różne plotki, starają się te sprawy połączyć i wykorzystać je do ponownego wytworzenia atmosfery napięcia.


„Return”

Za zgodność:

Kier[ownik] sekcji Wydz[iału] III

Kpt. Stanis∏aw Nowak

Z dodatkowo uzyskanej informacji wynika, że w najbliższych dniach wyjedzie do W[arsza]wy Kensy Tadeusz, który zabierze ze sobą zdajcie S[tanisława] Pietruszki celem umieszczenie go wraz z nekrologiem w pierwszym numerze pisma „Wprost”

źródło: AIPN Bu, 0222/701, SOR „Wasale”, t. 6, k. 106–109, oryginał, mps.

****************************

Powyższe dokumenty znajdują się w drugim tomie wydawnictwa IPN-u „Aparat Represji w Polsce Ludowej 1944–1989” i pochodzą z doskonałego opracowania, sporządzonego przez Ewę Goleń-Zając i Henryk Głębokiego, zatytułowanego – „Ketman” i „Monika” – żywoty równoległe.

W ciągu ostatnich dni, za przyczyną „Gazety Wyborczej” osoba Lesława Maleszki ponownie zajęła uwagę opinii publicznej. Również na Salonie 24 pojawiają się wpisy, w których autorzy próbują dociec – czy Maleszka publikował w „GazWyb”, posługując się pseudonimem ELEM, już po ujawnieniu jego agenturalnej przeszłości. Moim zdaniem nie ma to najmniejszego znaczenia, wobec faktu, że ten człowiek przez wiele lat pozostawał członkiem zespołu redakcyjnego „Gazety Wyborczej”.

Zastanawiałem się czy komentować przedstawione powyżej donosy, wskazując na kontekst, w jakim zostały sporządzone, osoby, których dotyczą i styl, znamionujący człowieka, pozbawionego wyższych uczuć i, co może ważniejsze dobrze wyszkolonego agenta. Jestem jednak przekonany, że każdy potrafi samodzielnie dokonać takiej oceny.

Te dokumenty ( i wiele innych, zawartych w cyt. opracowaniu) musiał znać Adam Michnik, gdy podejmował decyzję o kontynuowaniu współpracy z Maleszką. Otóż, w opinii chyba większości ludzi, potrafiących dokonać elementarnej oceny moralnej - człowiek, którego obraz wyłania się z tych donosów musiał być wyjątkowym degeneratem, cynicznie wykorzystującym przyjaźń i zaufanie dla własnych celów finansowych. TW KETMAN, o czym należy zawsze pamiętać pobierał za swoje „usługi” ogromne, jak na ówczesne czasy wynagrodzenia, sięgające 10 tys. zł za jedno spotkanie ( średnia płaca wynosiła ok.3 tys). [str.119-120 cyt.publikacji]

Michnik, tłumacząc zatrudnienie Maleszki względami humanitarno – socjalnymi, wpisuje się w ten sam schemat esbecko-agenturalny, w jakim TW KETMAN funkcjonował przez lata. Korzystając z „twórczości” Maleszki na łamach „Gazety Wyborczej”, twórczości utajnionej – co należy podkreślić, staje po tej samej stronie, jaką zajmowali funkcjonariusze SB, prowadzący tajnego współpracownika. Więcej – staje się jego wspólnikiem, uczestnicząc w zakłamywaniu rzeczywistości, w oszukiwaniu czytelników, w kryciu swojego współpracownika.

W żaden sposób nie można relatywizować tej szczególnej symbiozy, jaka łączyła tych dwóch ludzi, lub sugerować, jakoby „Gazeta” stała się ofiarą Maleszki – „ofiarą na własną prośbę”.

To nie tylko Maleszka wykorzystywał pracę u Michnika, lecz Michnik korzystał z publikacji Maleszki i – co zapewne ważniejsze, wiedzy jaką TW KETMAN dysponował o wielu ludziach byłej opozycji. To nie Maleszka był pasożytem na zdrowym organizmie „Gazety Wyborczej”, lecz wspólnie i w porozumieniu z redaktorem głównym tej gazety, stworzyli układ symbiozy.

Ulubionym zajęciem tysięcy publicystów, polityków i tzw. autorytetów III RP, było relatywizowanie i zamazywanie różnic, charakteryzujących kata i ofiarę. Celowała w tym gazeta, zatrudniająca Maleszkę. Dziś, po raz kolejny mamy do czynienia z tym największym kłamstwem III RP.

W pierwszym z publikowanych tu donosów, najbliższy przyjaciel Pyjasa, w dzień po jego tragicznej śmierci, relacjonuje „na zimno” swoim esbeckim kamratom, że „numer zaczynał się od cyfry 43 lub 44”. Tak nie działa nawet najlepszy tajny współpracownik. Tak nie myśli normalny człowiek. Tak działa, profesjonalny, doskonale wyszkolony agent.

Może życiorys Maleszki nadal jest jeszcze zamkniętą księgą, a „ofiary z Czerskiej” ściskając dłoń redakcyjnego kolegi miały świadomość, że za plecami tego człowieka czai się śmierć?


Źródło:

http://www.ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=13273
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 8:51 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Czw Lip 03, 2008 11:55 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://cogito62.salon24.pl/82025,index.html

w.s_media - "Aleksander Ścios"
wolny strzelec /historyk filozofii/

2008-07-01, 19:52:38

BUNT „PATRIOTÓW”

- Nie chcemy rozgłosu, ale też nie pozwolimy by nas lekceważyła „hałastra cienkoszyich, łysiejących wodzów”. Hasła: „Przede wszystkim człowiek”, powszechna i skuteczna Obronność Rzeczypospolitej – stanowią siłę nośną naszego Stowarzyszenia. Nie będziemy: -Prosić!; Meldować się !; Awanturować!; Korzyć!; Pełzać! -

Tymi słowami byli oficerowie Ludowego Wojska Polskiego zwracają się do nas – obywateli wolnej Polski. Na stronie internetowej Stowarzyszenia PRO MILITIO, skupiającego m.in. towarzyszy broni z Wojskowych Służb Informacyjnych , znalazł się tekst odezwy, będący odpowiedzią władz stowarzyszenia na „nieprzychylne w swoich treściach informacje” zamieszczone w gazetach. Jak twierdzą członkowie PRO MILITIO, redakcje gazet odmówiły publikacji tej odpowiedzi.

Wychodząc naprzeciw żądaniom oficerów LWP, chcących przedstawić społeczeństwu swoje stanowisko - publikuję cały tekst ich odezwy:

„ To, że inicjatorami Stowarzyszenie PRO MILITO okazali się „wpływowi” Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej (głównie Oficerowie WP, sterani służbą i pracą, będący w rezerwie i w stanie spoczynku) – jest zjawiskiem naturalnym, n o r m a l n y m! (im bowiem nie w głowie pielęgnowanie nowalijek w ogrodach działkowych). W istocie każdy z nich był kiedyś „Oficerem wpływowym” (zaangażowanym, pełnym inicjatywy). Chcę atoli zauważyć, że przeważnie ludzie „wpływowi” bywają przedsiębiorczy; to oni bowiem są inicjatorami nowych pomysłów i „rzeczy”; oni wypracowują wartości, dają energię i moc.

To, że niektórzy Oficerowie WP znaleźli się na „jakiejś liście” wzbudzając podejrzenie i rzekome „zażenowanie” – nie jest, i nie może być, dowodem obciążającym (ba – dla ich funkcji, nazwisk i stopni wojskowych stworzono >>akta…<<). Jest to zawłaszczenie (łac. „occupatio”) naszego prawa do obrony (ubezwłasnowolnienie nas ). Domagamy się respektowania naszych potrzeb, a w przypadku ich pogwałcenia – podjęcie środków zaradczych. My w młodości – i przez całe życie – zobowiązaliśmy się bronić Ojczyzny, a według Starożytnych - „zobowiązanie jest węzłem prawnym, który zmusza nas do świadczenia pewnej rzeczy według praw naszego państwa” (łac. „obligatio est iuris vinculum, quo necessitate adstringimur alicuius solvendae rei secundum nostrae civitatis iura”). Wszyscy z powagą i oddaniem służyliśmy Ojczyźnie, i Narodowi. Tymczasem politycy (i politykierzy) osądzają nas o najgorsze, choć żadnemu żołnierzowi zawodowemu nie udowodnili zdrady, która przynosi hańbę! Przypomina to: >>hermetyczność intelektualną<

Stowarzyszenie PRO MILITO - jako zadanie główne - ma bronić tych wszystkich, którzy czują się pomówieni, skrzywdzeni, oszukani, porzuceni, a których wciąż się dyskredytuje!

Warto zauważyć, że to politycy zdegradowali znaczenie słów >>żołnierz – Oficer<<, poprzez ośmieszanie żołnierzy zawodowych – synów i cór Narodu Polskiego – Patriotów. Dla nas (osób związanych z Wojskiem Polskim) – jest rzeczą niezrozumiałą, że do służby, której ranga jest pierwszoplanowa , przygotowania kandydatów trwały tylko 17 dni, po czym – o zgrozo – nadano im stopnie oficerskie (zatem niecałe 3 tygodnie trwała >>jakaś edukacja<

Deklaracja >>osoby znaczącej<<, że działalność PRO MILITO będzie „monitorowana” oznacza, że spece od inwigilacji, podsłuchów etc. - „niczego się nie nauczyli i niczego nie zrozumieli”. Podobnie snać rozumieją oni istotę Demokracji.

Hasło iluminata: „wraca stare” - pozostaje w sprzeczności z takimi chociażby zmiennymi osobowościowymi, jak: „ postrzeganie czasu; perspektywa czasowa”. Nijak natomiast nie przystaje ono do reguł wynikających ze społecznej nauki Kościoła. Obywatele Rzeczypospolitej – Rodacy - dobrze wiedzą, że „dwa razy nie wchodzi Człowiek do tej samej rzeki”. Tak więc, każdy z nas pozostaje >>sobą<<.

Nie dopuścimy, aby nasze potrzeby były fiksowane, a żołnierskie biografie bezczeszczone.

Nie chcemy rozgłosu, ale też nie pozwolimy by nas lekceważyła >>hałastra cienkoszyich, łysiejących wodzów<<. Hasła: „Przede wszystkim człowiek”, powszechna i skuteczna Obronność Rzeczypospolitej – stanowią siłę nośną naszego Stowarzyszenia. Nie będziemy: -Prosić!; Meldować się !; Awanturować!; Korzyć!; Pełzać!

Jesteśmy otwarci na owocną współpracę ze wszystkimi, którym przyszłość Polski i Narodu leży na sercu. Polska bowiem jest naszą Matką, a my u Niej pozostajemy na ordynansach, gdyż tylko Jej zawierzyliśmy. Będziemy kontenci i szczęśliwi jeśli nasi wnukowie oglądać będą >>białego Orła cień<< - od Karpat po Bałtyk, i od Bugu po Odrę. Z Bogiem! „

Komenda Główna



( pisownia oryginalna)

Przypomnę – o czym pisałem już w tekście ONI WRÓCILI , że władze stowarzyszenia tworzą najwierniejsi z wiernych janczarów, których zasług dla utrwalania komunizmu nie sposób przecenić. Znajdujemy tam; tow.gen. Tadeusza Wileckiego, absolwenta Akademii Sztabu Generalnego ZSRR, tow.gen. Marka Dukaczewskiego – szefa byłych WSI, absolwenta sowieckich kursów i szkoleń GRU. Znajdujemy: tow.gen.Zenona Poznańskiego – absolwenta Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR im. Klimenta Woroszyłowa w Moskwie, jednego z fundatorów polsko-radzieckiej instytucji pod nazwą fundacji "Współpraca-Nauka-Kultura" założonej przy KC KPZR., wiceadmirała Marka Toczka - byłego dowódcę Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych w Warszawie, przeniesionego do rezerwy za zbieranie podpisów żołnierzy za kandydaturą Lecha Wałęsy przed wyborami prezydenckimi, tow.gen.Leszka Ulandowskiego – sekretarza Rady Klubu Generałów WP, tow.gen. Juliana Lewińskiego – byłego dowódcę Warszawskiego Okręgu Wojskowego, płk Jana Oczkowskiego - byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI i wielu innych tzw. oficerów LWP.

Ci ludzie rozpoczynali swoje kariery wojskowe w najgłębszych czasach PRL-u, czasach „zimnej wojny”, gdy tzw. Ludowe Wojsko Polskie było militarnym gwarantem trwałości władzy sowieckiego okupanta nad Polską. Każdy z nich, przysięgając wierność „socjalistycznej ojczyźnie” stawał po stronie zdrajców narodu i swoją wierną, długoletnią służbą na rzecz „bratniego Związku Radzieckiego” występował przeciwko własnemu społeczeństwu. Wmawianie dziś, jakoby LWP było wojskiem polskim, broniącym naszej suwerenności, stanowi gigantyczne kłamstwo. Nie wdając się w uzasadnienia historyczne, dość wspomnieć o udziale tego wojska w tłumieniu wszelkich zrywów wolnościowych w Polsce i Czechosłowacji, mordowaniu polskich patriotów w okresie stalinizmu, walce z niepodległościową opozycją, a wreszcie - „stanie wojennym”, gdy odegrało, przypisaną mu przez Sowietów rolę pacyfikatora słusznych dążeń narodu. To prawdziwa „tradycja” panów oficerów LWP.

W normalnym, niepodległym państwie polskim, los tych ludzi zależałby od niezawisłych sądów, a wielu z nich winno ponieść odpowiedzialność identyczną, jaką stosuje się wobec zdrajców w wojskowych mundurach.

To, co najbardziej razi w odezwie „Komendy Głównej” to język, oparty na przywłaszczonej, „bogoojczyźnianej” retoryce. Staropolszczyzna i łacina nigdy nie była językiem generałów LWP. Tak, jak przywłaszczyli sobie w III RP miano „ludzi honoru”, tak kradną obecnie słowa, obce ich mentalności i intelektualnej formacji.

Każdy, kto choć raz miał okazję spotkać się z oficjalnym językiem „ludowego wojska”, musiał dostrzec, że cechował go ideologiczny bełkot, używanie rusycyzmów i niezwykła wprost niezborność. Ślady tych cech, mimo starań autora odezwy, można zauważyć również obecnie.

Oszustwo semantyczne, płynące ze wszystkich wystąpień stowarzyszenia PRO MILITIO, zawarte nawet w jego nazwie – stanowi dostateczny dowód, że dopuszcza się ono manipulacji i dezinformacji społeczeństwa, a deklarowane cele działalności stanowią zasłonę celów rzeczywistych.

Znacznie groźniejszym od nadużyć semantycznych, jest jednak sens tej publikacji.

Nie wolno zlekceważyć słów - „Nie będziemy: -Prosić!; Meldować się !; Awanturować!; Korzyć!; Pełzać! „ , nie wolno przejść obojętnie wobec jawnego ataku na zasadę cywilnej kontroli nad armią, na pogróżki wobec polityków i dziennikarzy. Bezczelna buta tego tekstu, chamskie wyzwiska pod adresem konstytucyjnych władz – ujawniają rzeczywiste intencje twórców stowarzyszenia. Takie sformułowania, użyte przez wpływowych, wyższych oficerów armii, są aktem buntu i tylko tak mogą zostać odebrane. W ten sposób rodzą się wojskowe junty.

Słowa to nieprzypadkowe. Mają na celu zastraszenie słabego rządu, wymuszenie posłuszeństwa, są czytelnym przekazem, skierowanym do cywilnych władz ministerstwa obrony. Nie sposób sobie wyobrazić, by ludzie ze stowarzyszenia PRO MILITIO, mieli czelność formułowania podobnych żądań za czasów poprzedniego rządu.

Wprost stawia się postulat „rozliczenia polityków i politykierów”, wskazując, że „ci, którzy to zaakceptowali – ponoszą odpowiedzialność prawną za skutki swych decyzji.”. Podważa się prawomocność urzędowych dokumentów gdy, mając na uwadze prawdopodobnie Raport Komisji Weryfikacyjnej WSI, stwierdza się - „ To, że niektórzy Oficerowie WP znaleźli się na „jakiejś liście” wzbudzając podejrzenie i rzekome „zażenowanie” – nie jest, i nie może być, dowodem obciążającym”.

Wyraźnym przesłaniem dla obecnego rządu są słowa: „Domagamy się respektowania naszych potrzeb, a w przypadku ich pogwałcenia – podjęcie środków zaradczych”, formułując jednocześnie przestrogę - „Nie dopuścimy, aby nasze potrzeby były fiksowane, a żołnierskie biografie bezczeszczone”.

Już w poprzednim wpisie ONI WRÓCILI zwracałem uwagę, że stowarzyszenie buduje w garnizonach wojskowych sieć struktur terenowych, że utworzono siedemnaście okręgów, których podział odpowiada mapie administracyjnej Polski, a rzeczywistym celem działalności wydaje się budowa tajnych struktur w polskiej armii.

Chciałoby się zapytać – gdzie są służby kontrwywiadu wojskowego, jakie czynności podjęto wobec oficerów, sygnujący tekst odezwy, co na ten temat ma do powiedzenia minister obrony III RP? Można by - gdyby pytania takie nie stanowiły dowodu zbyt oczywistej naiwności.

Jeśli w kontekście tych słów, spojrzeć na dotychczasowe dokonania rządu Tuska; zniszczenie służb wojskowych, personalne czystki, przywracanie do służby nie zweryfikowanych żołnierzy WSI i faktyczną rehabilitację tej formacji – możemy obecnie, dość precyzyjnie zlokalizować „ośrodek decyzyjny” tego rządu i zrozumieć, skąd płyną dyrektywy dla polityków Platformy.

Choć od przejęcia władzy upłynęło ponad pół roku, w czasie których z haniebną konsekwencją niszczono dzieła poprzedników, przywracając władzę mafijno-agenturalnych środowisk, nie widać końca destrukcji państwa.

Obecnie nadchodzi czas zemsty i odwetu.

Tak, bowiem należy odbierać sens przekazu „Komendy Głównej” stowarzyszenia PRO MILITIO i dyspozycje w nim zawarte. Zdarzenia ostatnich tygodni, związane z Komisją Weryfikacyjną WSI i dzisiejsze, bezprawne zagarnięcie akt tej komisji, potwierdzają najgorsze obawy.

Za niewybaczalne i karygodne uważam, iż do tej pory władze partii Prawa i Sprawiedliwości nie dostrzegły niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą powstanie stowarzyszenia i nie podjęły adekwatnych do wagi sprawy, działań politycznych i prawnych. Na polskiej scenie politycznej tylko ta partia, daje gwarancje obrony narodowych interesów, dlatego tylko wobec niej można formułować taki postulat.

Jeśli polskie społeczeństwo, nadal nie zrozumie znaczenia słów „odezwy”, zagrożeń, wynikających z działalności PRO MILITIO i powrotu ludzi WSI – następnym argumentem „skrzywdzonych” może być „strzał w tył głowy”. Wszak panów oficerów LWP sowieckie „noblige” zobowiązuje.

Źródło:


http://www.promilito.pl/aktualnosci.htm
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 24, 25, 26  Następny
Strona 1 z 26
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group