" /> Dyskusje ogólne :: Co podpisał Wałęsa ...
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Co podpisał Wałęsa ...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pon Cze 09, 2008 4:16 pm    Temat postu: Co podpisał Wałęsa ... Odpowiedz z cytatem

http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/przedstawiamy-dowod-na-nie-winnosc-walesy/

Przedstawiamy dowód na (nie)winność Wałęsy04/06/08


Focus Historia zabrał głos w najbardziej bulwersującym sporze III Rzeczpospolitej.

Teza o tym, że Lech Wałęsa był aktywnym agentem bezpieki właśnie wali się w gruzy.

Focus Historia przedstawia raport bezpieki z 1974 r. który być może definitywnie rozstrzyga spór o przeszłość przywódcy Solidarności. Nasza publikacja bardzo zaskoczyła przeciwników Lecha Wałęsy.

"Z Wałęsą wielokrotnie były przeprowadzane rozmowy w związku z jego nieodpowiedzialnym zachowaniem się i wypowiedziami. Nie przyniosły one jednak jak dotychczas żadnego skutku" - skarży się anonimowy esbek w raporcie z 15 lipca 1974 r. Cały dokument dotyczy jednak głównie nie Lecha Wałęsy a innego działacza Wolnych Związków Zawodowych Henryka Lenarciaka. Informacja dotyczy zebrania jakie odbyło się w Stoczni Gdańskiej, na którym Lech Wałęsa w emocjonującym i spontanicznym wystąpieniu powiedział "że jedyną drogą jest organizacja związków, mająca na celu pozbycie się czerwonych pająków z szeregu związków, którzy tylko patrzą, żeby wykorzystać sytuację, budują dom, ( kupują) luksusowe samochody, odpoczywają na zagranicznych wczasach".

Słowa te, jak i całe zachowanie Wałęsy zostało przez autora notatki skonfrontowane z zachowaniem Lenarciaka. Tu esbek przyznaje, że ten ostatni już zachowuje się lepiej i nie dostarcza resortowi kłopotów. Niestety - narzeka funkcjonariusz - z Wałęsą jest inaczej. Zdaniem redakcji Focus Historia to przekonujący dowód na to, że bez względu na to czy Lech Wałęsa podpisał deklarację lojalności czy wręcz deklarację współpracy - nie współpracował tak, jakby tego sobie życzyła bezpieka. Wręcz przeciwnie tajna milicja na niego narzeka i uważa go za wichrzyciela i rozrabiakę.

Specjalnie dla Focusa Historia dokument ten skomentował prof. Andrzej Paczkowski. "Ten dokument przemawia na korzyść Wałęsy. Wałęsa występuje w nim jako postać negatywna z punktu widzenia władzy - postać drugiego planu, a nie jako główny bohater".

Publikacja już wzbudziła spory oddźwięk w mediach. Sam Lech Wałęsa jak na razie milczy w tej sprawie, ale jego stanowisko jest znane od lat. Jak twierdzi b. przywódca Solidarności nigdy nie współpracował z bezpieką, choć jakieś podsuwane mu w trakcie przesłuchań papiery podpisał. W ciągu najbliższych dni ma się ukazać oczekiwana publikacja IPN-u w sprawie domniemanej współpracy Wałęsy z esbecją. Być może będą w niej również inne raporty przygotowane przez tego samego esbeka.

Więcej na temat w Focus Historia 6/2008:

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 9 czerwca 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Wto Cze 17, 2008 8:33 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 10:47 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pon Cze 09, 2008 4:34 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Grudzień '70. Krajobraz po bitwie http://wyborcza.pl/1,75515,5294234,Grudzien__70__Krajobraz_po_bitwie.html

Paweł Machcewicz*2008-06-09, ostatnia aktualizacja 2008-06-09 15:31
Po pacyfikacji Wybrzeża w 1970 r. poddani presji bezpieki robotnicy nie mogli liczyć na niczyje wsparcie. Ich własne środowiska w zakładach pracy były od rozpracowywane i "dezintegrowane" przez SB, nie istniała zorganizowana opozycja, nikt z zewnątrz nie podjął akcji pomocy
Zanim zaczniemy oceniać postępowanie Lecha Wałęsy i wielu innych robotników w kontaktach ze Służbą Bezpieczeństwa po grudniu 1970 r., trzeba zrozumieć, czego doświadczyli w trakcie kilku najbardziej dramatycznych dni protestu i w kolejnych miesiącach, kiedy władze wyrównywały rachunki z "prowodyrami" i rozbijały wszystkimi dostępnymi metodami środowiska, które odegrały największą rolę w trakcie strajków.

Pacyfikacja Wybrzeża była jedną z najbardziej brutalnych kart w historii PRL. Zabite zostały 44 osoby, rannych było - według oficjalnych, prawdopodobnie niepełnych danych - 1165. W samym województwie gdańskim zatrzymano 2300 osób, spośród których niemal 1700 osadzono w areszcie.

Bestialstwo milicji. Bili gdzie popadnie i jak popadnie

Regułą było bestialskie bicie i poniżanie zatrzymanych. „Szedłem aleją Czołgistów w górę, natknąłem się na odział milicyjny - wspominał Wiesław Kasprzycki, w grudniu 1970 r. 17-letni uczeń stoczniowej szkoły zawodowej. - Pierwsza rzecz: pokazać ręce. Pokazałem i pytałem, czy mogę przejść, bo chcę iść do matki. Zezwolili. Uszedłem cztery, pięć kroków - poczułem ból w karku i straciłem przytomność. Odzyskałem ją w momencie, gdy przenoszono mnie przez obrotowe drzwi prezydium [Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni]. Znalazłem się na posadzce. Dopadło mnie trzech, zaczęli kopać ( ). Zaprowadzili nas do sali kolegium, sprawdzili stan, kazali usiąść na podłodze, ręce trzymać za sobą. Wszyscy posłusznie usiedli ( ). Wpadło dwóch - bili jak popadnie i gdzie popadnie ( ). Zaczęli nas »strzyc « takimi myśliwskimi nożami. Ja nie miałem długich włosów, to bardziej cierpiałem ( ). Zaczęli nas wzywać na przesłuchanie ( ). Duże puste biurko, czterech drabów pod ścianą i za mniejszym biurkiem jeszcze jeden drab. - Nazwisko? Ten przy biurku odszukał moje dokumenty, policzył w imieniu i nazwisku litery, ilość zapisał w kółku na kartce, ( ) momentalnie rozłożyli mnie na stole. Dostałem tyle razy, ile było liter. Miałem zdjęcie dziewczyny, dzisiejszej żony, z podpisem, że na zawsze itd. i imię na dole. Zapisał to imię, policzył litery, te draby znowu mnie rozłożyły na stole. Zerwałem się jakoś tak niezręcznie, że spadłem na podłogę i tam mnie skopali. Tak samo liczyli jeszcze lata. Potem mnie wyprowadzili. Zszedłem z półpiętra - ten, który liczył litery, zawołał mnie ( ). Rękę miał w rękawiczce, w pięści trzymał tuleję, dość dużą, mosiężną. Dostałem w twarz. Spadłem w dół na wycieraczkę. Plułem bardzo krwią ( ). Podniesiono mnie pod ręce - bo iść po takim czymś nie da rady - i zawleczono z powrotem do sali kolegium. Tu wszystkim kazali się rozebrać i ułożyć ubranie ładnie w kostkę. A potem znowu bicie. O wyjściu do ubikacji nie było mowy, ludzie załatwiali wprost potrzeby na sali”.

Wspomnienie bicia powtarza się w wielu relacjach. Podobnie sprawdzanie rąk w czasie zatrzymywania na ulicach, czy nie ma śladu udziału w walkach, i brutalne strzyżenie włosów.

Bestialstwo milicji jeszcze przez wiele tygodni będzie tematem rozmów robotników. Tajny współpracownik SB o pseudonimie "Dąbrowski", zatrudniony w Stoczni Gdańskiej, w kilkanaście dni po zakończeniu grudniowych protestów donosił, że jego koledzy "rozmawiali o brutalnych metodach stosowanych przez MO podczas ostatnich zajść ( ). Stwarzają różne legendy na temat znęcania się nad rannymi przez funkcjonariuszy MO".

Atmosfery zastraszenia i przygnębiania dopełniały potajemne, nocne pogrzeby ofiar wymuszane na rodzinach, niszczenie nagrobków czy zacieranie napisów, które mówiły, w jaki sposób zginęli pochowani.

Operacja "Jesień '70"

31 grudnia 1970 r. Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła jedną z największych w swojej historii operacji o kryptonimie "Jesień '70". Jej głównymi celami było z jednej strony ustalenie pełnej listy członków komitetów strajkowych oraz "elementów zdecydowanie wrogich, odgrywających rolę prowokatorów i inspiratorów wystąpień", których następnie poddawano całej gamie środków represyjnych bądź neutralizujących ich "wrogie" nastawienie.

Drugim celem SB było niedopuszczenie w przyszłości do wystąpienia robotniczych protestów w skali porównywalnej z grudniem 1970 r. Dla tego zadania kluczowe było pozyskiwanie dokładniejszych informacji o nastrojach w zakładach pracy i eliminowanie w zarodku wszystkich sytuacji konfliktowych m.in. poprzez podwyżki, spełnianie postulatów socjalnych wysuwanych przez załogi.

W ramach akcji "Jesień '70" w swojej ewidencji operacyjnej SB zarejestrowała 3300 osób, które uważano za aktywnych uczestników zajść. Ponad tysiąc z nich poddano systematycznemu rozpracowaniu operacyjnemu, czyli inwigilacji, różnym formom represji, próbom zastraszenia, izolowania ich w miejscu pracy, nakłonienia do porzucenia aktywności politycznej i związkowej czy wreszcie pozyskania do współpracy.

Za udział w grudniowych wydarzeniach w Trójmieście zwolniono z pracy ponad 300 osób, sto kilkadziesiąt wcielono do wojska, kilkuset osobom - na ogół młodym robotnikom, od niedawna pracującym w Trójmieście i mieszkającym w hotelach robotniczych - nie przedłużono zameldowania, zmuszając ich w ten sposób do opuszczenia Wybrzeża. Dane te nie są precyzyjne, nigdy nie udało się ustalić pełnej listy osób podlegającym represjom.

"Działania destrukcyjne i kompromitujące"

Jednym z głównych założeń "Jesieni '70" było prowadzenie "działań destrukcyjnych i kompromitujących inspiratorów zajść i demagogów". Te działania "dezintegracyjne", jak nazywano je w żargonie resortu, służyły poderwaniu autorytetu robotników, którzy odegrali największą rolę podczas strajków i byli aktywni w kolejnych miesiącach, skłóceniu ich z kolegami, a nawet pozbawieniu wsparcia rodzin. Nie cofano się przed wysyłaniem do żon anonimów na temat rzekomych kochanek, którym towarzyszyły zdjęcia pornograficzne. Innych starano się zneutralizować różnymi korzyściami materialnymi, podwyżkami, przenoszeniem na wyższe stanowiska.

W wielu przypadkach te działania były skuteczne. Zniechęcały do aktywności bądź podrywały zaufanie. "W Centrum Techniki Okrętowej - wspominała Joanna Duda-Gwiazda - udało mi się doprowadzić do wybrania całkowicie niezależnej Komisji Zakładowej (nie było w niej kierowników ani partyjnych).

Weszli do władz bardzo porządni ludzie, a po pół roku wszyscy byli albo skorumpowani, albo zniszczeni".

Podobne, a prawdopodobnie nawet drastyczniejsze metody, stosowane były w Szczecinie. W sierpniu 1971 r. znaleziono martwego, otrutego gazem w jego mieszkaniu Bogdana Gołaszewskiego, jednego z przywódców strajku w Stoczni im. Warskiego. Jego koledzy uważali, że było to morderstwo dokonane przez SB.

Inny aktywista strajkowy Adam Ulfik najpierw padł ofiarą napadu, a następnie oskarżono go o sfingowany gwałt na nieletniej. Żadna z tych spraw nie została do dzisiaj i pewnie nigdy nie będzie wyjaśniona.

Do najważniejszych celów SB w ramach operacji "Jesień '70" należało werbowanie tajnych współpracowników. "Posiadane aktualnie na obiektach gospodarki narodowej źródła informacji mimo wzrostu w stosunku od roku 1969 prawie o 100 proc. nie zapewniają - oceniał szef gdańskiej bezpieki płk Władysław Pożoga - pełnej kontroli figurantów, a także nie gwarantują pełnego dopływu informacji z szeregu ważnych komórek kluczowych tych obiektów.

Nie posiadamy też dostatecznej ilości źródeł informacji dla prowadzenia działalności destrukcyjnej oraz rozładowywania i łagodzenia występujących napięć".

Na celowniku Służby Bezpieczeństwa znalazły się przede wszystkim "jednostki, które cieszą się zaufaniem środowiska, posiadają cechy przywódcze ".

Ilustracją metod werbunkowych jest dokument SB, w którym wymienia się ustalone drogą operacyjną (czyli zapewne w wyniku doniesień agentów) nazwiska sześciu organizatorów strajku na Wydziale S-3 Stoczni Gdańskiej 16 stycznia 1971 r. Zaplanowano ich zatrzymanie: "Po dowiezieniu podejrzanych do Komendy zostaną z nimi przeprowadzone rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze, w czasie których zmierzać się będzie do uzyskania informacji o nieustalonych organizatorów strajku i ich zamierzeniach na przyszłość. Dążyć się będzie również do pozyskania zatrzymanych w charakterze tajnych współpracowników".


http://wyborcza.pl/1,75515,5294234,Grudzien__70__Krajobraz_po_bitwie.html?as=2&ias=2&startsz=x

Paweł Machcewicz*2008-06-09, ostatnia aktualizacja 2008-06-09 15:31
Jak wyglądały próby wciągania do współpracy z SB, mówią nieliczne relacje robotników. Trudno się dziwić, że niechętnie o tym opowiadali. Nie zawsze zaczynało się od otwartej propozycji współpracy.

Tadeusz Jaroszyński, członek Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Gdyni, po swoim aresztowaniu był przesłuchiwany przez esbeka, który wręczył mu kartkę papieru: "Chodzi o to, by pan napisał, dlaczego występowaliście przeciwko władzy, co było tego powodem, co według pana spowodowało to wystąpienie, co chcieliście osiągnąć ( ). Wziąłem od niego papier i długopis, na szczycie arkusza napisałem swoje nazwisko i datę ( ). Napisałem wszystko, co według mnie jest nieprawidłowe w naszym życiu społecznym, to co zapamiętałem z naszych postulatów, głównie pisałem o niesprawiedliwości, o tym, że dzieli się ludzi na lepszych i gorszych, o protekcjach, o braku szacunku do pracy, że jednostki bogacą się kosztem społeczeństwa. Dawałem przykłady, które znałem ( ). Pisałem około półtorej godziny i jeszcze dwa dni po godzinie ".

Były też i mniej subtelne próby pozyskiwania do współpracy. "Wezwano mnie i po kilku pouczeniach zaproponowano współpracę w zamian za mieszkanie i samochód. Odmówiłem" - wspominał Henryk Lenarciak, jeden z przywódców gdańskich stoczniowców. Nie dał się zwerbować, ale w wyniku nacisków SB, dyrekcji Stoczni, aktywu partyjnego, już pod koniec 1971 r. należał - obok Andrzeja Kuciary, Edwarda Nowickiego, Stanisława Kowalskiego - do tej grupy obdarzonych autorytetem działaczy robotniczych, którzy przed pierwszą rocznicą wydarzeń grudniowych "zaangażowali się aktywnie - jak oceniała SB - na rzecz rozładowywania sytuacji i niedopuszczenia do jakichkolwiek nieodpowiedzialnych wystąpień".

Obok silnego nacisku ze strony władz swego rodzaju "wyciszeniu" sprzyjała też ogólna sytuacja w kraju, nadzieje wiązane z nowym kierownictwem partyjnym, w przypadku Stoczni rozbudzone jeszcze przez osobistą wizytę Gierka w styczniu 1971 r. ze słynnym "Pomożemy". Nie przerwało to zresztą dalszego rozpracowywania robotniczych liderów przez bezpiekę, w wielu przypadkach ciągnącego się jeszcze przez długie lata po Grudniu.

Co podpisał Wałęsa

Jednym z wielu robotników, którzy znaleźli się pod presją Służby Bezpieczeństwa, był 27-letni wówczas Lech Wałęsa. Z punktu widzenia SB był wręcz modelowym przykładem tej kategorii osób, którymi należało się zainteresować. Należał do grupy "młodych wiekiem i stażem robotników", którzy według oceny bezpieki odegrali najaktywniejszą rolę w grudniu. Był też członkiem komitetu strajkowego w Stoczni Gdańskiej, jednym z "prowodyrów" w demonstracjach ulicznych (m.in. pod komendą MO na ul. Świerczewskiego). Życiowe okoliczności - malutkie dziecko, brak własnego mieszkania i pieniędzy - sprawiały, że idealnie wręcz spełniał warunki, które bezpieka uważała za dogodne do wywierania nacisku.

17 grudnia Wałęsa został aresztowany, kilkakrotnie był przesłuchiwany. W "Drodze nadziei" napisał: "Prawdą jest, że rozmowy były ( ). I prawdą jest, że z tego spotkania nie wyszedłem zupełnie czysty. Postawili warunek: podpis! I wtedy podpisałem".

Według ustaleń gdańskiego historyka Janusza Marszalca zaledwie w ciągu dwóch miesięcy po grudniu 1970 r. SB w Trójmieście pozyskała 145 nowych tajnych współpracowników. [/size] Same liczby nie są w pełni miarodajne. Nie sposób ocenić (m.in. ze względu na zniszczenie dokumentów SB, w Gdańsku wyjątkowo rozległe), jaka część tych przypadków była to współpraca krótkotrwała, a nawet pozorowana, wymuszona w dramatycznych okolicznościach, a następnie zerwana.

Trzeba przede wszystkim pamiętać, że poddani presji bezpieki robotnicy nie mogli liczyć na niczyje wsparcie. Ich własne środowiska w zakładach pracy były od pierwszych chwil grudniowego protestu rozpracowywane i "dezintegrowane" przez SB, w kraju nie istniała żadna zorganizowana opozycja, nikt z zewnątrz nie podjął akcji pomocy, jak to później miało miejsce w przypadku represjonowanych w Radomiu i Ursusie po czerwcu 1976 r.

Sam na sam z SB

Takiej roli nie spełniał też trójmiejski Kościół kierowany przez biskupa Lecha Kaczmarka nastawionego na kompromis z władzami. Do wyjątków należał ksiądz Hilary Jastak, proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni. Jego kościół w trakcie grudniowych wydarzeń był przez całą dobę otwarty dla rodzin represjonowanych, które znajdowały tam wsparcie.

"Idąc do domu, wiedziałem, że jestem sam na sam z SB. To była ta realna siła, nieznana, o niejasnym obliczu" - te słowa Lech Wałęsa napisze wiele lat później, ale dobrze oddają one ówczesną sytuację jego samego i wielu innych robotników Wybrzeża. Żaden z nich nie miał nawet najmniejszego pojęcia jak należy zachowywać się i jakie przysługują prawa w trakcie przesłuchań i innych kontaktów z SB. Przełomowy poradnik Polskiego Porozumienia Niepodległościowego "Obywatel a Służba Bezpieczeństwa" (autorstwa Jana Olszewskiego) ukaże się w drugim obiegu dopiero w 1976 r. Nawet po kilku latach działania zorganizowanej opozycji i po kilkunastu miesiącach legalnej "Solidarności" bez porównania lepsza wiedza o przysługujących prawach obywatelskich nie uchroniła w stanie wojennym tysięcy działaczy przed jakąś formą uwikłania przez SB.

Według danych MSW liczba tajnych współpracowników wzrosła między końcem 1981 r. a końcem 1984 r. z 35 tysięcy do niemal 70 tysięcy.
Niezależnie od wiarygodności tej statystyki i tego, że w wielu przypadkach była to współpraca tylko "na papierze", za tymi suchymi liczbami kryją się dramaty ludzi "Solidarności", internowanych, aresztowanych za udział w strajkach i działalność podziemną. Ludzi, którzy znaleźli się pod podobną presją, jak robotnicy Wybrzeża kilkanaście lat wcześniej. Było im jednak łatwiej ze względu na znacznie szersze oparcie społeczne, istnienie zorganizowanych struktur podziemnych, wsparcie Kościoła i międzynarodowej opinii.

W grudniu 1970 r. trzeba było wielkiej odwagi i wewnętrznej siły, by oprzeć się bezpiece.

Jeszcze większej dzielności i determinacji wymagało wyrwanie się z uwikłania i powrót do działalności opozycyjnej.

*Paweł Machcewicz, historyk, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, docent w Instytucie Studiów Politycznych PAN, w latach 2000-05 kierował pionem badawczo-edukacyjnym Instytutu Pamięci Narodowej; ostatnio opublikował: ". Walka z Radiem Wolna Europa 1950-89", Warszawa 2007.

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 9 czerwca 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Wto Cze 17, 2008 8:34 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pon Cze 09, 2008 8:19 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Jeszcze większej dzielności i determinacji wymagało wyrwanie się z uwikłania i powrót do działalności opozycyjnej.

I co ciekawe Lech Wałęsa był bliski w czerwcu 1992 wzniesienia się na te wyżyny i wyrzucenia z siebie diabelskiego nasienia. Już przecież była na ten temat wiadomość PAP, niestety praktycznie natychmiast wycofana. Widocznie największy Samochwała przestraszył się czegoś lub został czymś mocno przestraszony i w ten sposób zmienił bieg historii Polski i swoje w niej miejsce. Mogł dokonać próby pojednania się z Polakami i ostatecznego zerwania z SB - niestety wybrał wariant przeciwny. Czy bowiem Polak idzie do gen. Jaruzelskiego po świadectwo moralności. Cóż jest dla Poalaków warta poręka gen. Jaruzelskiego. I chyba on sam (agent Wolski), będąc tego świadom nie zdecydował się świadczyć za Wałęsą.
Mikrodramat:
Mowi Lechu:
Daj Wojciechu
Poręczenie mi.
Wojciech na to:
Ani mi się śni.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Pon Cze 09, 2008 9:25 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Istotnie Wałęsa w 92' miał niepowtarzalną szansę wejścia na ścieżkę, która biegła wzdłuż drogi która prowadzi do czyśćca, a w następnej kolejności być może na wyżyny będące przedsionkiem do autentycznej wielkości. W wyniku działań skupionego wokół Niego post-ubeckiego otoczenia nie skorzystał i w tym momencie był to koniec Jego tzw. legendy, On wtedy co prawda jeszcze tego nie wiedział, ale to był właśnie ten moment. Ci którzy Nim wtedy kierowali mieli tego świadomość i dla nich była to wymarzona sytuacja, w wypadku zaistnienia innego wariantu rozwoju sytuacji, za dużo mieli do stracenia. W początkowej fazie stoczył z pewnością zaciętą walką sam ze sobą, ale w efekcie uległ podszeptom i ją przegrał. Naród choć nie koniecznie by zapomniał, ale wybaczyłby z całą pewnością - w tej materii Polacy potrafią być wspaniałomyślni. A tak stał się na zawsze zakładnikiem tego towarzystwa o którym pisałem wcześniej i moskiewskich archiwów. I nie dziwię się że tak się miota, ten balast ciąży Mu najwyraźniej coraz bardziej. Człowiek pewny co do swojej niewinności tak się nie zachowuje.



Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 10:47 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Wto Cze 10, 2008 7:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tygotnik SOLIDARNOSC - Operacja "okrągłego stołu"

1. http://fakty.interia.pl/prasa/tygodnik_solidarnosc/news/operacja-okraglego-stolu,1122671,3406

Czwartek, 5 czerwca (11:33)

"Okrągły stół" był pomyślany jako akcja marketingu politycznego. By z jednej strony pokazać rząd jako otwarty na negocjacje, a z drugiej, by PZPR utrzymała władzę przy dopuszczeniu części opozycji, która w konsekwencji miała ponieść odpowiedzialność za niezbędne reformy.

Z Filipem Musiałem, historykiem z krakowskiego oddziału IPN, rozmawia Katarzyna Śliwa.

- "Okrągły stół", obsypywany propagandowymi pochlebstwami wczesnych lat 90., dziś coraz częściej poddawany jest krytycznym ocenom. Są też opinie, że nie był on spontanicznym aktem, lecz kilka lat wcześniej przygotowywaną przez komunistów operacją. Jaka była jego faktyczna geneza?


- W latach 80. istniały dwa główne nurty opozycyjne. Jeden, wywodzący się z lewicowych i postkorowskich środowisk w "Solidarności", z głębokim przekonaniem o wciąż znaczącej sile imperium sowieckiego. W tym nurcie jedyną szansę realizacji zmian systemu komunistycznego upatrywano w porozumieniu z władzą. Drugi nurt, reprezentowany przez NZS,SW, WiP, KPN, z roku na rok coraz bardziej podkreślał słabość systemu i bloku wschodniego był przeciwny wchodzeniu w jakiekolwiek układanie się z komunistami.

Genezy "okrągłego stołu" dopatrywać się należy w rosnącym kryzysie gospodarczym całego bloku wschodniego, jego postępującym uzależnieniu od państw zachodnich i ich kredytów. Było ono tak duże, że w obawie przed zakręceniem kurka z finansami, komuniści nie mogli pozwolić sobie na radykalne działanie przeciw opozycji. Kryzys ekonomiczny był z kolei tak głęboki, że nie dało się już mu zaradzić w ramach bloku.

- Kto był pomysłodawcą "okrągłego stołu" i czy były jakieś inne, alternatywne koncepcje?

- Wydaje się, że autorów tego pomysłu szukać trzeba w najbliższym otoczeniu Wojciecha Jaruzelskiego, w tzw. zespole trzech, w którym zasiadał rzecznik rządu Jerzy Urban, wiceminister spraw wewnętrznych i szef służby wywiadu i kontrwywiadu SB gen. Władysław Pożoga oraz członek biura politycznego KC PZPR Stanisław Ciosek. Ten zespół, mniej więcej od połowy lat 80., rozpatrywał różne koncepcje wyjścia z kryzysu. Nie było to łatwe zadanie, bo w '85 roku władzę w ZSRS przejął Gorbaczow i ogłosił pieriestrojkę. Był to sygnał dla państw satelickich, że mają nieco większą swobodę działania we własnych krajach. Moskwa usiłująca rozwiązać własny kryzys gospodarczy, była w stanie akceptować nawet spore zmiany w swoich państwach satelickich pod warunkiem, że pozostaną one w szeroko rozumianej strefie wpływów sowieckich.

Ów "zespół trzech" miał znaleźć odpowiedź na trudne pytanie: w jaki sposób utrzymać władzę, czyli nie dopuścić do tak poważnej erupcji niezadowolenia społecznego, która mogłaby znieść rządy komunistyczne.

- Chyba trudno było się spodziewać, że komuniści sami, dobrowolnie, oddadzą władzę?


- Bo też rzadko kto sam oddaje władzę. Komuniści na pewno w połowie lat 80., ani później, nie myśleli o scenariuszu polegającym na zrezygnowaniu z władzy. Ukazywanie roku '89 jako dążenia części środowisk PZPR do utworzenia systemu demokratycznego jest kłamliwe.

2. http://fakty.interia.pl/prasa/tygodnik_solidarnosc/news/operacja-okraglego-stolu,1122671,3406,2

Operacja "okrągłego stołu"
- Ponoć był też plan ponownego wprowadzenia stanu wojennego?


- Pojawiały się różne koncepcje. Jedną z nich było wprowadzenie, po raz kolejny, stanu wojennego. Ten pomysł szybko upadł. W '81 roku, gdy Jaruzelski, wobec rosnącej siły ruchu społecznego "Solidarności" wprowadzał stan wojenny, którego celem było utrzymanie władzy przez jego koterię, wykorzystał jako straszak groźbę interwencji ZSRR. Faktycznie jednak to Jaruzelski prosił Sowietów o interwencję w przypadku niepowodzenia stanu wojennego, a oni odpowiedzieli, że w żadnym wypadku wkraczać nie będą. Natomiast w połowie lat 80 Sowieci jasno mówili: nie wolno wam więcej używać straszaka sowieckiego, bo to skomplikuje nam relacje z Zachodem, a tym samym odetnie nas od pieniędzy. Pojawił się zatem drugi projekt. Polegał na wprowadzeniu systemu prezydenckiego, swoistego absolutyzmu oświeconego, z dopuszczeniem istnienia różnego rodzaju partii politycznych, poza PZPR.

Trzeci plan przewidywał przeprowadzenie manewru kooptacji.

- ?...

- To miał być manewr podobny jak w czasie odwilży '56. Dołączono by do władzy część tzw. opozycji konstruktywnej, tej, która wywodziła się z lewicy. Ten plan jednak się załamał i przeszedł w plan negocjacyjny. Latem '88 zaczęto sondować, jakie mogłyby być warunki spotkania się przy "okrągłym stole" i koncentrowano się już na realizacji tej koncepcji.

- Czy były jakieś punkty, co do których władza bezwzględnie oczekiwała ustępstw opozycji?

- Na pewno. Ale trzeba pamiętać, że na przełomie '88 - '89 realia społeczne dynamicznie się zmieniały. Początkowo punktem, z którego komuniści nie chcieli zrezygnować i który uznawali za niezwykle istotny było to, by doprowadzić do pluralizmu politycznego, ale przy zachowaniu monopolu OPZZ w działalności związków zawodowych. Narastające bunty i strajki, które przetoczyły się przez Polskę latem i jesienią '88 r. spowodowały, że zrezygnowano z tego warunku i przeprowadzono relegalizację "Solidarności".

- W jakim stopniu komuniści zniszczyli dokumentację dotyczącą lat 80.?

- W pierwszej kolejności niszczono to, co dotyczyło lat 80. Taką decyzję, już podczas rozmów "okrągłego stołu", podjął Czesław Kiszczak nakazując albo zniszczenie, albo sprywatyzowanie dokumentacji, która mogłaby w przypadku niepomyślnego rozwoju wydarzeń skompromitować komunistyczne władze. Zatem najistotniejszej dokumentacji dotyczącej działań operacyjnych w czasie "okrągłego stołu" raczej próżno szukać w archiwum IPN. Na pewno bardzo pomocne byłyby tu archiwa sowieckie, trudno jednak oczekiwać, że zostaną otwarte.

- Co można powiedzieć na temat klucza doboru rozmówców-opozycjonistów do "okrągłego stołu"?

- Rozgrywającym był Kiszczak, który decydował kto jest, a kto nie jest opozycjonistą konstruktywnym.

3. http://fakty.interia.pl/prasa/tygodnik_solidarnosc/news/operacja-okraglego-stolu,1122671,3406,3

Operacja "okrągłego stołu"- Czyżby coś na kształt kryterium nawiązującego do "syndromu sztokholmskiego", pojęcia stosowanego w psychologii wobec osób, które na skutek traumy, przestają widzieć przeciwnika w prześladowcy?

- Na pewno dobierano osoby, które miały rzeczywiście nastawienie łagodne, czyli były zwolennikami ewolucji systemu, nie jego radykalnego odrzucenia. Stąd, z założenia, poza nawiasem pozostały te środowiska, które uznawały, że z komunistami paktować nie należy, że trzeba dążyć do obalenia komunizmu, a nie jego zmiany. Zaś wewnątrz środowisk nastawionych negocjacyjnie poszukiwano, jak się zdaje, przede wszystkim takich osób, których życiorys dowodził, ze nie będą one skłonne do radykalnego atakowania systemu. Czyli byłych członków PZPR, osób związanych na jakimś etapie swojego życia z doktryną marksistowską, działaczy tzw. łagodnej czy koncesjonowanej opozycji. Słowem tych, po których można było się spodziewać, że negocjacje z nimi będą prostsze i że nie będą dążyli do rozliczania PRL-u.

- Kto zapraszał?

- Strona rządowa. Ale niezależnie od tego, kto formalnie wystosował zaproszenie, to faktycznie skład podlegał bardzo wnikliwej ocenie bezpieki.

- Jak można określić zasadniczy cel "okrągłego stołu", z punktu widzenia władzy?

- Przede wszystkim chodziło o to, aby pokazać "okrągły stół" jako zmianę, do której dąży strona rządowa. Ponieważ cała operacja "okrągłego stołu" była pomyślana jako akcja marketingu politycznego w celu podreperowania notowań komunistycznego rządu. By z jednej strony pokazać rząd, jako otwarty na negocjacje, a z drugiej strony doprowadzić do pluralizmu politycznego, który miał polegać na utrzymaniu przez PZPR władzy, przy dopuszczeniu części opozycji, która w konsekwencji miała ponieść odpowiedzialność za niezbędne reformy.

- Tak przecież wkrótce potem się stało. Masowo pozbawiani pracy i środków do życia ludzie zaczęli pomstować, że to wszystko przez Solidarność ...

- Ten element planu rzeczywiście zadziałał. Pomimo porażki w czerwcowych wyborach komuniści utrzymali kontrolę nad resortami siłowymi, natomiast opozycja wkrótce poniosła polityczną odpowiedzialność za fatalną sytuację gospodarczą...

- Czy komuniści do tego pluralizmu politycznego przygotowywali się też poprzez plany prywatyzacji majątku państwowego?

- Było jasne, że zmiany gospodarcze, które będą musiały nastąpić, wiązać się będą z odstępstwem od dogmatycznego komunizmu. Skok w nową rzeczywistość przygotowywano przed rozmowami "okrągłego stołu". To był pakiet ustaw gospodarczych, który de facto zmierzał do uwłaszczenia nomenklatury, aby działacze PZPR, tajne służby i ich rodziny mogli skonsumować majątek państwowy i wkroczyć w nową sytuację z uprzywilejowanej pozycji. Tym samym PZPR próbowała realizować plan po pierwsze pozornych zmian politycznych, po drugie wzmocnienia swojej pozycji gospodarczej.

- Gdyby nie kompromis i ugodowość "okrągłego stołu", jak potoczyłaby się historia? Czy reżim po prostu by upadł?

- Trudno stawiać tezy, jak potoczyłaby się historia. Na pewno sytuacja gospodarcza, a do tego zanik poparcia Wielkiego Brata były na tyle istotne, że należy podejrzewać, że system by i tak upadł. Natomiast cała okrągłostołowa operacja doprowadziła do bezbolesnego, miękkiego lądowania komunistów. Patrząc z perspektywy blisko 20 lat można zauważyć, że część środowiska ugodowo nastawionej opozycji, która zasiadła do "okrągłego stołu", nadal wykazuje się swoistą lojalnością i wspiera komunistycznych partnerów. Trzymają nad nimi parasol ochronny, osłaniają byłych aparatczyków, utrudniając próby ukazania ich odpowiedzialności za utrzymywanie systemu totalitarnego w Polsce.

4. http://fakty.interia.pl/prasa/tygodnik_solidarnosc/news/operacja-okraglego-stolu,1122671,3406,4

Operacja "okrągłego stołu"
- Komuniści potrafili klęskę obrócić w sukces?


- W każdym razie Polska była pierwszym krajem, w którym zaczęto rozmawiać, ale ostatnim, gdzie odbyły się prawdziwie wolne wybory - dopiero jesienią 1991 r. Do tej pory nie przeprowadzono lustracji ani dekomunizacji, choć zrobiono to z powodzeniem w części krajów byłego bloku wschodniego. To efekt "okrągłego stołu". Jest to na pewno duży sukces dawnych włodarzy państwa totalitarnego, świetnie dziś prosperujących w sferze gospodarki i polityki.

Choć plan utrzymania władzy się nie powiódł, zadziałały inne elementy ducha "okrągłego stołu", które pozwalają dziś byłym partyjnym kacykom na uczestniczenie w demokracji z pozycji uprzywilejowanej.

- Czy wynik wyborów w czerwcu '89 był dla komunistów zaskoczeniem?
- Przypomnijmy, że w senacie 100 proc. miejsc miało pochodzić z demokratycznych wyborów. W sejmie, 35 proc. Komuniści byli przekonani, że zajmą co najmniej połowę miejsc w senacie i połowę z poddanych wolnym wyborom miejsc w sejmie. Druzgocąca klęska była szokiem nie tyle jednak dla partyjnego establishmentu, ale raczej dla partyjnych dołów i partii satelickich. Czerwcowe wybory to moment, w którym następuje rezygnacja z planu utrzymania władzy i przejście do realizacji planu minimum, czyli sterowanej gry, liczonej na powolną demokratyzację przy zapewnieniu komunistom prawa do udziału w niej. Pamiętajmy przy tym, ze wbrew potocznemu przekonaniu propozycja objęcia funkcji premiera przez opozycjonistę nie wyszła od Adama Michnika. Po naradzie w PZPR z pytaniem, czy opozycja jest gotowa objąć tekę premiera, wystąpił do naczelnego "Gazety Wyborczej" Janusz Reykowski - członek Biura Politycznego KC PZPR, już 8 czerwca. Michnik swój artykuł "Wasz prezydent nasz premier" ogłosił trzy tygodnie później.

Komentarz:


Cyt: (..) Operacja "okrągłego stołu"
- Komuniści potrafili klęskę obrócić w sukces?


Moim zdaniem.

- Gdyby nie szerokie gwarancje części hierarchii Kościoła katolickiego dane władzy komunistycznej w magdalence , że włos im z głowy nie spadnie, bedą mogli realizować się bez przeszkód, odpowiedzialności prawnej za zbrodnie i złodziejstwo od 1943 roku , tego sukcesu komuniści nigdy by nie osiagnęli. Dowód. Popatrzmy uważnie na dwadzieścia lat w stecz.Od faktów uciec nie sposób.Wówczas tych ,którzy przestrzegali przed konsekwencjami układania się przy wódce z komunistami , wyśmiewano, poniewierano , znam to z autopsji.
Zle pojęty pragmatyzm hierarchłów (abp. Gocłowskiego, bpOrszulika, bp. Dabrowskiego ) zaowocował konsekwencjami ,które przeżywaliśmy na własnych oczach w okresie od 1988r ( 31 sierpnia 1988r tajne umowy w Magdalence , gen.policji politycznej Czesław Kiszczak i Lech Wałęsa) do 2008r. Moim zdaniem , konsekwencje błędnych włówczas decyzji są jeszcze głąbsze, kryzys autorytetów, zamazanie różnic pomiędzy dobrem i złem. Można sprawdzić sledząc życie polityczne i gospodarcze każdego dnia. Czy decyzje podejmowane przez rządzące ekipy po 1989r są dala dobra Narodu polskiego, jakkolwiek patetycznie może to brzmieć.
Kto dzisiaj roku AD.2008 jest gospodarzem we własnym kraju, Polacy , obywatele Polscy, ludzie starający się żyć godnie.? Nie , dzisiaj godnie żyja cynicy , cwaniacy , ci co ukladali się z komunistyczną nomenklaturą, są to konsekwencje zlego myślenia pragmatycznego, które dała sobie wmówić większość społeczeństwa w 1988 i 1989r , że za dwadzieścia lat ( czyli dzisiaj tj. 10 czerwca 2008r ) będzie ludziom żyło sie lepiej,godniej.
Jak wówczas mówiono , wmawiano , Polacy będą żyli godnie za dwadzieścia lat , we własnym kraju.
Bedą mogli decydować o swoim losie , o losie państwa w którym żyją...! Czy tak właśnie jest dziś 10 czerwca 2008r , na miare tego co wmaiali w 1988r działacze KO przy Lechu Wałęsie , dostojnicy Kościoła katolickiego??? Niech każdy , sam przed sobą odpowie , choćby sobie samemu ... na postawione przeze mnie pytanie. Wówczas zrozumiemy, gdzie istota rzeczy, gdzie leży właściwa przyczyna problemów gospodarczych i politycznych ,które doświaedczamy.
Aby nie być posądzonym o " czarne widzenie świata ", uważam ,że jedyną szansą na zaistnienie poważne na scenie politycznej jest realizacja zasad i idei w parlamencie. Drogę do tego rozwiązania może otworzyć , po pierwsze zmiana woli politycznej środowisk spoza układu magdalenkowego, jak też ordynacji wyborczej oraz zmiana myślenia na bardziej racjonalne co do oceny rzeczywistości, czego właściwie oczekują ludzie spoza kręgu środowisk niepodleglościowych, normalini ludzie nie interesujący się na codzień polityką, a chcący tak jak my żyć w normalnym kraju. Rolling Eyes
Warto wreszcie realizować coś w praktyce , aby przyniosło porzadane efekty w praktyce , teoria to nie wszystko.

To paradoks, ale jakże pouczający, gdy patrzy sie na gre wlasnie czerwonych wobec swoich przeciwnikow Rolling Eyes . Aby zwyciężyć taktyke samych komunistów- jak zwyciaza sie wroga- , bardzo dobitnie pokazli to sami czerwoni na przestrzeni dwudziestu lat. Uczmy się tego wlasnie od komunistów . Taktyka i strategia wobec wroga, to 50% zwycistwa.
Wówczas ich zwycieżymy. Inaczej zawsze będzie odwrotnie, a my co najwyżej później sobie znów ponarzekamy we własnym gronie, znów będzie bicie piany. Czy idzie o bicie piany, czy o wolną Polskę, bez agentury i cynicznych śmiejacych się cwaniaków. Tak uważam.

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 10 czerwca 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group