" /> Dyskusje ogólne :: Andrzej Gwiazda : Elity Solidarności
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Andrzej Gwiazda : Elity Solidarności

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pią Lip 04, 2008 12:00 pm    Temat postu: Andrzej Gwiazda : Elity Solidarności Odpowiedz z cytatem

Andrzej Gwiazda : Elity „Solidarności” http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=subjects&func=viewpage&pageid=1318

Elity „Solidarności”

Z problemem elit, elitarności, egalitarności spotkaliśmy się od razu, na samym początku działalności opozycyjnej. Mam do tych spraw stosunek emocjonalny, więc wolę oprzeć się na obiektywnych definicjach i słowniku.


Elity – zespół lub grono ludzi wyróżniających się czymś z otoczenia. Jest to definicja bardzo szeroka i z tego względu właściwie bezwartościowa.

Elitarny – przeznaczony dla elity, ekskluzywny.

Elitaryzm – odgradzanie się od ogółu, zamykanie w gronie uprzywilejowanym, ekskluzywność.

Ekskluzywność – wyłączność, elitaryzm.

Ekskluzja – pojęcie nieużywane obecnie, oznaczające wykluczenie, wyłączenie.

Inkluzja – zdefiniowana w opozycji do ekskluzji. Jest to skłonność do włączania, wchłaniania, przyjmowania.


Dla porządku przywołajmy jeszcze pojęcia do „elity” nieco zbliżone, a mianowicie:

Koteria – określenie o odcieniu pejoratywnym, wartościujące. Grupa ściśle związana wąskimi interesami.

Klika – koteria realizująca swoje interesy kosztem innych.


Do niedawna określenie elita miało wyłącznie pozytywny charakter. „Jest to członek elity”, „należy do elity”, „to jest elita” – mówiono o pozytywnie wyróżniających się osobach lub grupach. Jest to wciąż najbardziej popularna, zrozumiała interpretacja pojęcia elity. Jednak wydaje mi się, że obecnie „elita” coraz częściej jest określeniem pejoratywnym. Niewątpliwie jest to skutek działania elit znanych społeczeństwu.


Z problemem elitarności i egalitarności zetknąłem się jeszcze przed powstaniem „Solidarności”. Na Wybrzeżu działały dwa ugrupowania opozycyjne: Ruch Młodej Polski i Wolne Związki Zawodowe. Egalitarność stanowiła fundamentalną zasadę WZZ-ów i nigdy nie była podważana. Oczywiście, we własnym gronie, np. w redakcji „Robotnika Wybrzeża”, było wiadomo, że nie wszyscy potrafią pisać równie dobre artykuły. Ale każdy spotykał się z zachętą – „Co z tego, że jesteś ślusarzem. Ja jestem elektronikiem. Dlaczego ja mam pisać lepiej od ciebie? Za ciebie nie będę pisał – pisz!”.


We wszystkich dyskusjach i działaniach opozycji różnica między elitarnością i egalitarnością daje się zauważyć. Nie chcę się wypowiadać za uczestników RMP, więc posłużę się cytatem z ich pisma „Bratniak”: „Celem Ruchu Młodej Polski jest przygotowanie elit rządzących dla niepodległej Rzeczpospolitej”.

Właśnie ze względu na osobiste zaangażowanie musiałem oprzeć się na słowniku. Na przykładzie działania dwóch grup opozycyjnych bardzo wyraźnie widać związek między elitą (elitarnością) i ekskluzją (ekskluzywnością) w RMP oraz egalitarnością i inkluzją w WZZ-ach. Widać, że te pojęcia są ze sobą funkcjonalnie związane. Definiując grupę według kryterium, czy przyciąga ludzi, włącza ich w swoje działania (inkluzja), czy odgradza się, wyłącza (ekskluzja), wprowadzamy sądy wartościujące, w dużej mierze subiektywne. Definicja elity nie określa, czy mamy do czynienia z elitą w znaczeniu pozytywnym, czy negatywnym, a jednak już sama definicja wprowadza subiektywną ocenę. Negatywne znaczenie elity ma kontynuację płynną aż do kliki, ocenianej jednoznacznie pejoratywnie.

Wróćmy do „Solidarności” . Gdzież w „Solidarności” szukać elit?

W organizacji, która była otwarta, która oklaskami witała dyrektora, gdy przyszedł wpisać się na tasiemcową listę członków, przypiętą do deklaracji. „Solidarność” cieszyła się z każdego partyjnego, który się do Związku zapisywał, wszystkich obdarzała pełnym zaufaniem i wiarą w dobre intencje, więc i tajnych współpracowników i etatowych pracowników bezpieki przyjmowała z radością. Na wszelkie ewentualne obiekcje słyszałem odpowiedź: „Słuchaj, jak oni zobaczą jaka jest »Solidarność«, to się nawrócą”. Ta inkluzywność, chęć podzielenia się dobrą nowiną wchłania wszystkich w przekonaniu, że jak zobaczą „jacy to my jesteśmy fajni”, to też ich sumienie ruszy i rzeczywiście szczerze się do nas przyłączą.

Ale można też powiedzieć, że pierwszymi elitami były niewątpliwie komitety strajkowe. Powstawały nowe elity, wybierane przez załogi, jak najbardziej pozytywne – tych ludzi wysuwano do przodu: „Wy będziecie nas reprezentować”. Następnie w regionach powstawało piętro MKZ-ów (Międzyzakładowych Komitetów Założycielskich), tworzone przez reprezentantów zakładów, a od 17 września 1980 r. delegaci regionów stanowili Krajową Komisję Porozumiewawczą. Można powiedzieć, że KKP była krajową elitą Związku.

Ci, którzy pamiętają obrady KKP (obrady KK – Komisji Krajowej po Zjeździe1 to już było coś innego), przyznają, że nikt sobie tak elity nie wyobrażał. To był zgiełk, to był wrzask, to był jarmark. W pewnym momencie, wśród tego krzyku ktoś czyta tekst uchwały, zapada cisza. Czasami już w połowie tekstu podnoszono wszystkie ręce: „Siadaj, przegłosowane!”. Zaczynał się wrzask i harmider na nowy temat. Nawet doskonały socjolog, Andrzej Celiński, którego nam Wałęsa narzucił, nie mógł zapanować nad tym gremium i w końcu został „zdjęty”. Ale ta elita, jeśli nią była – lub może zaczątek elity – nie tworzyła grupy zamkniętej. Czy ktoś zjawi się na następnym posiedzeniu KKP, zależało od regionu. MKZ w regionie mógł uznać, że ktoś ich źle reprezentuje, albo przysłać kogoś innego, po prostu tylko dlatego, żeby nie jeździł stale ten sam człowiek, żeby inni zobaczyli, jak działa się na szczeblu krajowym. Tak było do Zjazdu w 1981 roku.

Było też inne gremium w „Solidarności”. Grupa doradców2, którą „Solidarność” przyjęła z niewielkimi oporami. Czy doradcy byli elitą „Solidarności”?

Inkluzywność „Solidarności” dała im miejsce w swoich szeregach i można powiedzieć, że było to miejsce bardzo wysokie. Inkluzja – włączenie, oprócz znaczenia humanistycznego, ma również znaczenie mineralogiczne. W mineralogii inkluzja oznacza obce wtrącenie w jednolity minerał. Grupę doradców można nazwać inkluzją w sensie mineralogicznym. Było to obce wtrącenie w organizm „Solidarności” i jak przyszłość pokazała – wtrącenie wrogie.

Żeby skomentować to stwierdzenie, powołam się na Jacka Kuronia. W Białołęce3 pouczał on swoją grupę, że rozpędzonym stadem mustangów nie da się kierować. Trzeba wskoczyć na pierwszego mustanga, mocno trzymać się grzywy i dać się nieść. A jak pęd zacznie słabnąć, to wtedy powoli, powoli wykręcać.

Tu dochodzimy do roli elit. Mówiąc o „Solidarności”, od razu wchodzimy na teren polityki. Cokolwiek poddamy analizie – zasady i praktykę działania, historię, podstawy prawne – to stwierdzamy, że pierwsza „Solidarność” znikła i zastąpiła ją druga „Solidarność”. Niewielu już ludzi w Polsce jest jeszcze w stanie upierać się, że jest to kontynuacja. Druga „Solidarność” powstała na zasadzie ekskluzji. Elita, pewna ograniczona grupa w „Solidarności”, wyłączyła inną grupę i to nie tylko wyłączyła ją formalnie, fizycznie, ale wyłączyła jej cele, zasady, cały tzw. etos. Historia powstania tej drugiej organizacji o nazwie „Solidarność” zaczęła się w Magdalence. Na nieśmiałe propozycje grupy tzw. solidarnościowej, aby pan generał Kiszczak zgodził się na reaktywowanie „Solidarności” na szczeblu Komisji Zakładowych, generał, po wysłuchaniu wszystkich argumentów, zdenerwował się, wstał i powiedział: „Panowie, albo »Solidarność« będzie od razu z krajową czapą, albo nie będzie jej wcale”. Nie wiem, czy dokładnie tak wyglądały „negocjacje”, ponieważ znam to z przecieków. Na zakończenie obrad doradca inkluzyjny Mazowiecki (inkluzja – obce wtrącenie) zapytał Kiszczaka: „A kto będzie podmiotem porozumień?”. Kiszczak odpowiedział: „Podmiotem porozumień będą sygnatariusze”.

Czy można tu mówić o elicie?! Czy można nazywać elitą grupę, której prominentny przedstawiciel stwierdził: „Jeżeli nie możemy pomóc 30 milionom, to pomóżmy przynajmniej 3 tysiącom”? Jest to dosłowny cytat opinii jednego z przywódców gdańskiego podziemia w okresie obrad „okrągłego stołu”. Nie wiem, czy był on z tego samego ugrupowania, co grupa młodych ludzi, których spotkałem w tamtym czasie w pociągu do Warszawy. Byli to prawdopodobnie chłopcy z Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Na korytarzu jeden z nich podszedł do mnie: „Panie Andrzeju, właśnie jedziemy do Warszawy z propozycją, bo niech pan zobaczy. Komuniści są w tej chwili na najlepszej drodze, żeby stracić wszystko, więc przedstawimy im propozycję. Jeśli oni nam oddadzą połowę, to my zapewnimy im zachowanie drugiej połowy”. Ta obrzydliwa propozycja wydawała mi się wtedy tak absurdalna, że nawet nie zapamiętałem, który to był z młodych liberałów.

Powstaje pytanie: Czy taką grupę można nazwać elitą, czy raczej „grupą ściśle związaną wąskimi interesami, realizującą te interesy kosztem ogółu”, czyli kliką?

Elitaryzm jest to odgradzanie się od ogółu, zamykanie się w gronie uprzywilejowanych. Jest to również pogląd polityczny, który wyodrębnianie elit rządzących, obdarzonych wyjątkowymi uprawnieniami, uważa za potrzebne i słuszne. Obecny system polityczny można nazwać elitaryzmem. Obrady „okrągłego stołu” wyznaczyły uprzywilejowanych. Jak powiedział poseł Bugaj do posła Moczulskiego: „Przy »okrągłym stole« dostaliście dwa tytuły4 i nie jest naszą winą, że oba zmarnowaliście”. To jest jawny dowód – bo zostało to powiedziane publicznie – że przy „okrągłym stole” uczestnikom i grupom, które miały tworzyć partie polityczne, nadawano nie tylko dobra materialne, przeważnie budynki (potem wynajmowane w celu finansowania takiej grupy), ale również tytuły prasowe. Cała prasa została podzielona między ludzi, którzy zostali przy „okrągłym stole” wyznaczeni na przywódców elit politycznych.

Elity tworzą się we wszystkich społeczeństwach, w każdej społeczności występują. Na niektórych przedmieściach elitą jest organizacja gangsterska, trzymająca się pewnych zasad przyjętych w tych kręgach, i w tych dzielnicach i społecznościach akceptowanych. A zatem, elity powstają zawsze. Są elity w kulturze, w sztuce, ale pojawia się problem sposobu kształtowania się elity, jeżeli występuje zewnętrzny przydział środków. Tak było w 1989 roku. Można się zgodzić, że grupy wówczas uprzywilejowane wyróżniały się. Możemy dyskutować o każdej z tych grup, oceniać je pozytywnie czy negatywnie, ale te grupy dostały konkretne środki i konkretne wsparcie z zewnątrz, nie wypracowały go i nie było to wsparcie od społeczeństwa. Stworzono warunki, aby społeczeństwo tylko tych ludzi widziało, tylko o nich otrzymywało informacje. Radio „Wolna Europa” w stanie wojennym było w zasadzie jedynym powszechnie dostępnym medium opozycyjnym. Z „Wolnej Europy” można się było dowiedzieć, kogo aresztowano i jaką rybę złowił Lech Wałęsa. Natomiast wiele wydarzeń politycznych było pomijanych, nawet tak spektakularnych, jak demonstracje. Brałem udział w demonstracjach, w których liczba uczestników „zmniejszała się” na antenie „Wolnej Europy” dziesięciokrotnie.

Dochodzimy do zasadniczego problemu. Jeżeli mówimy, że społeczeństwu potrzebne są elity, to jest to po prostu tautologia, ponieważ elity same powstają i społeczeństwo samo uznaje, że jakaś grupa jest elitą, a inna grupa jest kliką. Gorzej jest, jeżeli społeczeństwo nie ma wyboru, ponieważ może wybierać tylko między Wałęsą i Kwaśniewskim. Trudno wtedy mówić o elitarności, której podstawą jest wola społeczeństwa.

Jak powstawała druga „Solidarność” ?

Przy „okrągłym stole” ustalono (a może było to pod stołem, nie wiem), że Wałęsa uprawomocni przewodniczących regionów do tworzenia Komitetów Organizacyjnych nowej „Solidarności”. Wydaje się, że nie ma w tym nic złego. Ale równocześnie nam – myślę o Grupie Roboczej Komisji Krajowej5 – Wałęsa wydał zakaz publicznej działalności. Wszyscy członkowie Grupy Roboczej, nie wyłączając „wałęsistów”, pożegnali się ze stanowiskami w drugiej „Solidarności”. Natomiast wyznaczeni przez Wałęsę przewodniczący komitetów organizacyjnych szli do wojewody i na podstawie kwitu z podpisem Wałęsy otrzymywali przydział lokalu i wyposażenia, niezbędnych do funkcjonowania Związku (nie wiem, czy również środki finansowe). Wyznaczony przewodniczący regionu dawał z kolei upoważnienia przewodniczącym Komisji Zakładowych. Można powiedzieć – szef wyznaczy, a załoga sama wybierze. Mogłaby tak zrobić i niektóre regiony próbowały, ale wówczas nie dostawały lokali, nie podejmowano z nimi dyskusji, nie uwzględniano ich postulatów. Wybrani oddolnie nie należeli do elity, która może coś zrobić, której głos się liczy, ponieważ tego głosu nie było słychać. Nie przeprowadzano z nimi wywiadów itp.

Nie mogę powoływać się na przecieki dotyczące personalnej obsady stanowisk w telewizji, ponieważ przegram każdą sprawę sądową, którą zechcą mi wytoczyć agenci w obronie swojego dobrego imienia. Nie są potrzebne przecieki. Wystarczy obserwacja telewizji, tego, co w niej się mówi, co jest pokazywane, a co nie, kto jest obecny, a kogo tam nie ma, aby wyrobić sobie na ten temat własne zdanie.

Na takim fundamencie zbudowano drugą „Solidarność” i nie ma znaczenia to, co niektórzy podkreślają – że potem były wolne wybory. Owszem, były, i wielu skompromitowanych działaczy zostało odsuniętych.


Podsumujmy temat.

Pierwsza „Solidarność” odrzuciła elitarność i nie wytworzyła elit jako grup zamkniętych, odgradzających się od społeczności.

Druga „Solidarność” powstała jako organizacja oparta na elitach. W jakim stopniu właściwszym określeniem byłoby – „na klikach”, możemy ocenić po skutkach.



Andrzej Gwiazda
Powyższy artykuł jest zredagowanym zapisem wystąpienia Autora na konferencji pt. „Gdzie się podziały polskie elity”, zorganizowanej 13 grudnia 2005 r. na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego. Tekst ten ukazał się również w specjalnym wydaniu pisma „Orientacja na Prawo”.

________________

Przypisy redakcji:

1 I Krajowy Zjazd NSZZ „Solidarność”, który odbył się w dniach 5-10 września oraz 26 września – 7 października 1981 r.
2 Doradcy „Solidarności”, nazywani też ekspertami, wywodzili się głównie z warszawskich środowisk inteligenckich/naukowych. Były to osoby w różny sposób związane z opozycją antykomunistyczną. Należeli do nich m.in. Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek, Andrzej Wielowieyski, Andrzej Stelmachowski.
3 Więzienie w Białołęce, gdzie Andrzej Gwiazda przebywał po internowaniu w dniu 13 grudnia 1981 r., po wprowadzeniu stanu wojennego.
4 Chodzi o podział po roku 1989 między ugrupowania opozycyjne tytułów prasowych, zarządzanych w PRL przez państwowy koncern RSW „Prasa – Książka – Ruch”.
5 Członkowie Komisji Krajowej, którzy próbowali zwołać zebranie KK nie pytając władz PRL o zgodę.

Spis streści: Magazyn Obywatel nr 4 / 2006 (30) -->Sposób na godne życie -->Cień osła -->Tania namiastka żywności – z Markiem Krydą rozmawia Michał Sobczyk -->Powrót Juranda -->Społeczności zamknięte i ich wrogowie -->Kto winny? – czyli lustracja procesu prywatyzacji -->„Kto chce zdobyć ludzi, musi w zastaw dać własne serce” -->Społeczeństwo narcystyczne - rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem -->Ile to kosztuje? -->Polska świńskim eldorado? -->Rewolucja żywieniowa -->Elity „Solidarności” -->Między sąsiadami -->Arystokratyczna podklasa -->SZTUKA ZATROSKANA (rzecz o Jurku Starzyńskim i jego żonie, Basi) -->Klasztor bez kucharza -->W poszukiwaniu samego siebie, przeszłości, świata... -->Jussi Niilekselä & Mihkel Ulman - w Estonii kobiety są jeszcze kobietami -->TADEUSZ BURACZEWSKI - Ironezje -->Bessa~Lala [wyjątki] -->Encyklopedia Wyrażeń Makabrycznych -->Kronika Kontrasa -->Pieniądze i wolność -->Sprzeciw wobec hipernowoczesności -->Cudowna utopia -->Ogniwo pośrednie -->Niedługo pojutrze! -->Nekrolog dla "partii protestu"

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 4 lipca 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Czw Lip 17, 2008 11:45 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 1:17 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Wto Lip 08, 2008 10:03 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

WWW.RADIOMARYJA.PL > AUDYCJE > Rozmowy niedokończone

Można wysluchać audycji , i ściągnąć plik.

link ... http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=8513

Pierwsza Solidarność
Joanna i Andrzej Gwiazdowie (2008-07-07)


Pozdrawiam .

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 8-lipca 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Czw Lip 17, 2008 12:02 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zapis wywiadu z Andrzejem Gwiazdą - 21. 08. 2005r.

Rozmawiam z Andrzejem Gwiazdą.

W jego CV opozycjonisty wpisane są takie pozycje jak:
Wolne Związki Zawodowe, to jeszcze w czasach mającej się dobrze komuny.

Potem już "Solidarność":
- Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego,
- Wice-przewodniczący Krajowej Komisji Porozumiewawczej,
- Zarząd Regionu Gdańsk,
- Komisja Krajowa Solidarności.

Rozmawiam zatem z jednym z twórców nie tylko "Solidarności", ale i opozycji antykomunistycznej w Polsce.
Dzień dobry, witam Pana w imieniu słuchaczy radia 4EB w Brisbane.

Mirosław Rymar: Wszystko to zaczęło się już w latach 70-tych. Po Ursusie i Radomiu uaktywnił się KOR. Działał Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Konfederacja Polski Niepodległej i inne grupy mniej lub bardziej aktywnie dające odpór namiestnikom Kremla. Zostawmy na chwilę z boku naszą obecną wiedzę i proszę powiedzieć jaki był Wasz stosunek do KOR wówczas, kiedy występował on w obronie robotników, czyli był waszym sojusznikiem? To ważne ze względu na rolę jaką to środowisko później odegrało. [/color]

Andrzej Gwiazda: Wtedy na Śląsku Świtoń powołał Wolne Związki Zawodowe i to chyba przekonało KOR, że już dłużej nie potrafią się opierać temu pomysłowi, tej koncepcji. To spowodowało, żę KOR w końcu zgodził się objąć WZZ ochronnym parasolem informacyjnym,
a to miało dla nas ogromne znaczenie ze względu na ich kontakty z radiem Wolna Europa i z Zachodem. Oni dawali szanse na mówienie swoim głosem.

Latem 1980 roku coś zaczęło się dziać. Jakieś wagony idące z kontrybucją na wschód przyspawano do szyn. Na kadłubowej olimpiadzie gest polskiego zawodnika, który wszedł do potocznego słownictwa. Ale to stoczniowcy z Gdańska uruchomili te siły, które pokazały "gest Kozakiewicza" radzieckim marionetkom i ich mocodawcom ze skutkiem porażającym.
W Rucianem Nida usłyszałem rzecz nieprawdopodobną wówczas. Gierek, w telwizji powiedział, że na wybrzeżu są strajki. Nie przerwy w pracy, nie huligańskie wybryki, tylko strajki. Iskrą zapalną było zwolnienie Anny Walentynowicz. Stocznia stanęła.
Na czyje hasło? Kto wezwał do strajku?

Kto wezwał? Tutaj w Gdańsku działały WZZ i było oczywiste, że zwolnienie Anny Walentynowicz było - można powiedzieć - prowokacją. To było wiadomo. Anna Walentynowicz była już popularna: pisywała w "Robotniku Wybrzeża", wchodziła w skład redakcji "Robotnika Wybrzeża", była działaczem Wolnych Związków Zawodowych. Okazało się, że byliśmy bardziej znani, niż przypuszczaliśmy, że te nasze pisma i idee rozchodziły się szerzej niż wskazywałyby na to materialne możliwości.
Każdą gazetkę czytało - myśmy liczyli - dziesięciu ludzi, a faktycznie czytało ją znacznie więcej osób. Kierownictwo WZZ zareagowało wydaniem ulotki o obronę Anny Walentynowicz do której była podpięta druga kartka, instrukcja "jak strajkować":
- trzeba wyłonić komitet strajkowy,
- strajkujący przejmują odpowiedzialność za zakład,
- trzeba pilnować żeby nie było prowokacji,
- należy zorganizować straże strajkowe, które przejmą odpowiedzialność za majątek fabryczny. Ulotka ta została o 6 rano rozdana przez kolegów na przystankach kolejki i przed bramami pracownikom idącym do pracy w stoczni. Dokładnie godziny nie pamiętam, ale po paru godzinach stoczniowcy zebrali się przed dyrekcją i proklamowali strajk.
I kto stanął wówczas na jego czele?
No, więc tam była taka komplikacja, bo miał być Wałęsa, który się spóźnił 5 godzin, ale w końcu przybył. Wszedł na jakiś wózek i stamtąd powiedział, że był w komitecie w 70-tym roku. Wtedy wiele błędów popełniliśmy, ale ja przez te lata wszystko przemyślałem i teraz wiem jak ten strajk wygrać i ja ten strajk wygram.
Czy Lech Wałęsa był już wówczas uznanym działaczem opozycji i miał tak niekwestionowaną pozycję? Czy też była to kalkulacja, że "robotnicza władza" łatwiej przełknie robotniczego przywódcę? Jak to było?
W tej chwili to już trudno powiedzieć. Propaganda mówi jedno, a rzeczywistość i fakty zdają się nie być tak jednoznaczne. Niewątpliwie bezpieka odkryła, że Wałęsa jest w stanie wywierać wpływ na otocznie. I to można powiedzieć jest najbardziej przerażające, że socjotechnika i analiza psychologiczna jest tak niebezpieczną bronią. Że potrafi wykreować człowieka o parametrach moralnych Wałęsy na przywódcę którego wszyscy podziwiają.
Wiele osób nie ma pojęcia komu zawdzięcza te kilkanaście miesięcy wolności. Mówię
o kilkunastu miesiącach, bo to były te miesiące rzeczywistej wolności, którą wszyscy się zachłystywali. W jakim momencie Wałęsa chciał zakończyć strajk i kto mu w tym przeszkodził?
Już trzeciego dnia, w sobotę, Wałęsa zerwał strajk kiedy stoczniowcy dostali obiecane podwyżki, on sam otrzymał od dyrektora obietnicę zatrudnienia w stoczni, a Walentynowicz została przywrócona do pracy. Byliśmy tego świadkami, bo oczywiście mój zakład i żony strajkowały, więc jako przedstawiciele komitetu strajkowego byliśmy na stoczni, żeby tworzyć wspólny front, uzgodnić wspólną walkę. Ale Wałęsa nas na salę obrad komitetu strajkowego nie wpuścił. Wpuścił tylko Borusewicza. My z przerażeniem słuchamy jak Wałęsa ogłasza zakończenie strajku, wzywa pracowników stoczni, aby wytężoną pracą nadrobili straty, które spowodowali strajkiem. Zapowiada, że kto po godzinie 18.00 zostanie w stoczni, to będzie traktowany jako przestępca.
Tak więc my, po zakończeniu strajku w stoczni byliśmy nielegalnie, więc przestraszyliśmy się, że możemy zostać zamknięci.
Nie mając już na sprawy stoczniowe wpływu uciekliśmy najbliższą bramą, żeby wrócić do swoich zakładów z oczywistym wnioskiem, że w takim układzie stocznia - można powiedzieć - zdradziła, bo wszystkie inne fabryki podjęły strajk solidarnościowy nie wysuwajac swoich żądań. Na stoczni stały milczące grupy robotników ze spuszczonymi głowami, a Wałęsa solo śpiewał przez radiowęzeł hymn.
Poszliśmy do najbliższego zakładu, Elmor-u, do mojego zakładu i tam zwołaliśmy zebranie załogi.
Na którym przedstawiłem jak się sprawy mają. Ponieważ mieliśmy połączenie z radiowęzłem
w stoczni, to Elmor dokładnie wiedział o zerwaniu strajku przez stocznię i że w tej chwili zakłady zostały samotne bez lokomotywy, przywódctwa jakie stanowiła stocznia gdańska. Jedynym sposobem kontynuowania strajku, czy podtrzymania strajku i ewentualnego zwycięstwa
w przyszłości jest powołanie międzyzakładowego komitetu. Czyli żeby wszystkie strajkujące zakłady powołały jeden komitet strajkowy, który będzie mówił w imieniu tych wszystkich zakładów, co dałoby odpowiednią siłę i wagę do rozmów z rządem.
I tu powiedziałem - ponieważ stocznia zdradziła, to nie podejmuję się iść do innej załogi
i powiedzieć: przyłączcie się do nas i utwórzcie z nami komitet, bo nie mam odpowiedzi na pytanie - co będzie jak wy nas potem też zdradzicie? A więc warunkiem żebyśmy utworzyli komitet jest to, że musi się znaleźć jedna fabryka, jedna załoga, która podejmie zobowiązanie, że niezależnie od warunków nie odstąpi od wspólnego komitetu i nie podpisze indywidualnego porozumienia. Padło na Elmor. Powiedziałem, że trzeba się liczyć, iż w razie przegranej całe represje, cała nienawiść skupi się na naszej załodze. To grozi zamknięciem zakładu, zwolnieniem wszystkich
z wilczym biletem i może grozić długim bezrobociem, być może w więzieniach, ale to jest jedyna droga. Spytałem kto jest za?
Powoli zaczęły się podnosić ręce, las rąk. Okazało się, że na 2400 osób tylko dwie się wstrzymały. Nikt nie był przeciw. Wtedy już bez pytania dyrektora zakładu wzięliśmy samochód
i pojechaliśmy - na tyle ile było benzyny w baku, bo stacje benzynowe już nie sprzedawały paliwa. Objechaliśmy porty, zajezdnie komunikacyjne autobusów, tramwajów, wszystkie firmy po drodze
z propozycją utworzenia międzyzakładowego komitetu strajkowego. Zwołaliśmy zebranie do
Elmor-u, a kiedy wracaliśmy okazało się, że na stoczni, na płocie siedzą młodzi chłopcy
w kombinezonach z flagami. Podjechaliśmy i okazało się, że strajk się utrzymał, że zostało ich
w stoczni bardzo niewielu i wszyscy siedzą na płocie, żeby ludność widziała, że stocznia jednak strajkuje. O tym się nie mówiło, bo wtedy zmieniliśmy zdanie i przenieśliśmy spotkanie MKS do stoczni.

Do stoczni przybyło 28 delegatów z różnych zakładów i koło godziny 22 zaczęły się obrady Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Rano mieliśmy już listę 21 żądań strajkowych. Mieliśmy pierwsze dokumenty. O 6 rano zakończyliśmy prace nad kompletem dokumetów: żądania strajkowe, deklaracje itd. Było też już wybrane prezydium MKS-u.
W świetle takiego oświadczenia blednie troszkę rozpowszechniona legenda, ale może teraz krótko - nazwiska. Kto spowodował to, że strajk trwał? Wiemy już że Pan. Czy ktoś jeszcze bezpośrednio przy Panu był w tym momencie?
Jeżeli chodzi o przetrwanie strajku w stoczni, to Anna Walentynowicz i Alina Pieńkowska . Kobiety stanęły przy bramie obok strumieni wychodzących ludzi i przemówiły im do serca, że opuszczają innych. Młodzi robotnicy zamknęli bramę i ta niewielka ilość pozostała w stoczni. Natomiast pozostali wrócili w poniedziałek. W poniedziałek, już świadomie cała załoga stawiła się na strajk.
W stoczni pojawili się "doradcy", "eksperci". Wówczas odbieraliśmy ten fakt pozytywnie. Nareszcie władzy nie udało się poróżnić robotników z inteligencją. Było to myślenie naiwne, życzeniowe jak czas pokazał.
Od pierwszych dni strajku i Solidarnośći była bardzo silna świadmość - tu nie trzeba było niczego tłumaczyć - i inteligencja i robotnicy doskonale już rozumieli, po tych wielu historycznych zawirowaniach w Polsce, że nie da się pójść osobno. Że jeżeli się pójdzie osobno, to i jedni
i drudzy przegrają. Od początku strajku było wiadomo, że musimy iść razem i był tylko problem jak unikać ewentualnych nieporozumień. Natomiast dobra wola była z obu stron. Z ekspertami - od strony strajkujących to wyglądało tak, że akurat odbywało się posiedzienie prezydium w jakiejś małej salce, przy tej (historycznej) sali BHP do której wszedł jeden z kolegów ze straży strajkowej
i powiedział: "słuchajcie tutaj przyjechali jacyś z Warszawy, jacyś doradcy. Jeden nazywa się Mazowiecki". Wyszedłem do nich. Mazowiecki poinformował mnie, że oni oferują doradctwo. Na co ja mówię: " wie pan, w tej chwili prezydium obraduje. Musicie poczekać, ale ja zaraz pójdę
i przedstawię kolegom panów propozycję" . Przedstawiłem sprawę prezydium, a oni mówią tak:
"a Mazowiecki to kto?" - No to im powiedzałem. "A Geremek to kto?" - no to im powiedziałem. "A ten.... to kto?" - no to im powiedziałem. Teraz - mówię - zadecydujcie czy ich przyjmujemy . Oni na to mówią: "co ty pieprzysz. My o nich nic nie wiemy, to i tak musimy głosować tak jak ty nam powiesz. To po co? Ty zadecyduj". Na co zaproponowałem: "mianujcie mnie pełnomocnikiem d/s ekspertów" - oni na to "Jesteś" . Wyszedłem i przyjąłem Mazowieckiego jako szefa zespołu ekspertów.
Pamiętam doskonale, że wtedy barykada była jedna - po społecznej stronie działała opozycja bez podziałów ideowych, a po drugiej partia. Tak to wówczas odbieraliśmy. Takie było powszechne przekonanie.
Tak. Po jednej stronie była partia i bezpieka, a z tej strony była opozycja, która jakby tonowała różnice, bo mieliśmy wspólne zadania.

Więcej nas łączyło niż dzieliło.
Tak było, ale niemniej już z dzisiejszą wiedzą proszę powiedzieć. Jak wmontowali się
w strajk ludzie określani dzisiaj "lewicą laicką"? - w coś czemu szefował gość z Matką Boską w klapie? Czy już wtedy byliście wobec nich nieufni? Jeżeli tak, to jak was wymanewrowano?
Nie wymanewrowano nas! Trudno mówić o wymanewrowaniu, jeżeli Jaruzelski wyjechał czołgami. To nie było tak, że w Solidarności byli sami naiwniacy, np. współpraca z grupą ekspertów zaczęła się od tego, że przynieśli nam ekspertyzę uzasadniającą potrzebę rejestracji w komunistycznej Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Bardzo nas do tego pomysłu przekonywali. Spytałem ich czy jest to ich rzeczywiste zdanie. Oni powiedzieli, że tak. Na co powiedziałem im: "proszę panów - dziękuję za dobre chęci, dziękuję za podjęty trud, żeście przyjechali, ale ponieważ propozycja jest nie do przyjęcia, a wy rzeczywiście tak uważacie, to na tym nasza współpraca się kończy. Jak to? Dlaczego? - spytali. Dziękuję panom, a do chłopaka ze straży powiedziałem: "proszę odprowadzić tych panów na bramę". Następnego dnia przyszli i stwierdzili, że mamy się jednak rejestrować jako niezależny związek. No i zostali.
Trudno powiedzieć co by było, gdyby ich nie było. Być może byłoby lepiej. Wiedziałem jedno. Czytałem "Więź" Mazowieckiego i wiedziałem, że posiada ogromną elastyczność, umiejętność ślizgania się po krawędzi nieprzekraczalnej. Myśmy się bali, że się zagalopujemy. Nieraz można się zagalopować głupio, bo nie merytorycznie, a słownie i przekroczyć granicę poza którą i jedni
i drudzy przestaną się cofać. Widziałem w Mazowieckim i Geremku ludzi którzy z takich językowych zapętleń potrafią nam pomóc się wyplątać. W tej chwili wiemy, że eksperci byli od początku strajku, że nocowali u redemptorystów, którzy udzielili im noclegu. Nie udzielili Modzelewskiemu, który też był, ale potem jakoś nie włączył się w ten zespół ekspertów.
To, że wszystko było uzgodnione i planowane, to wtedy nie wiedzieliśmy, naprawdę.
Potem nastały lata tłumienia solidarności narodu - ja to podkreślam, bo tu nie chodziło tylko o związek. To był niezwykły, solidarny zryw narodu. Lata pozbywania się z kraju ludzi niepokornych, odsuwania na margines tych co pozostali i windowania - jak ja to nazywam - "towarzystwa współpracującego dla dobra..." (TW). Ostatnio Bogdan Lis powiedział, że organizowanie alternatywnych obchodów 25-lecia "Solidarności" przez ludzi takich jak Anna Walentynowicz, czy Andrzej Gwiazda, którzy przez tyle lat nie uczestniczyli w życiu publicznym to... itd.
Czy nie uczestniczyliście? Czy byliście wyciszani? Czy rzeczywiście była to emigracja wewnętrzna?
Działaliśmy cały czas na takim polu, jakie było dostępne. Oczywiście wszystkie środki masowego przekazu były dla nas zamknięte i to szczelnie. To było zabawne, bo jak przy jakiejś demonstracji już pojawiła się telewizja, to kamera jechała po twarzach, a gdy dojeżdżała do nas to robiła dachy, dachy i znowu ludzie.
Takie ominięcia można by nazwać humorystycznymi, gdyby nie dotyczyły po prostu cenzuralnego zapisu na nas. Oczywiście nie mieliśmy dostępu do żadnej prasy, bo prasa została podzielona przez uczestników okrągłego stołu.
Kornel Morawiecki przyjął Wasze zaproszenie na obchody 25-tej rocznicy Pierwszej Solidarności, ale uważa równocześnie, że powinniście wszyscy obchodzić wspólną rocznicę. Mirosław Krupiński, mieszkający w Australii nie przyjął zaproszenia na oficjalne obchody i konkretnie swoją decyzję uzasadnił.
Jakie Pana zdaniem warunki musiałyby zostać spełnione, aby wspólne obchody stały się możliwe?
Ten warunek postawiłem już w 1989, czy 1990 roku kiedy mi proponowano, żebym przystał do drugiej Solidarności. Warunek jest jeden tylko - przyznać się do zdrady i wyrazić skruchę.
Czyli warunek jest taki sam jak wobec wszystkich współpracowników bezpieki.
Tak. Przyznać się do zdrady, bo to nie były błędy, to nie była nieudolność, to była po prostu zaplanowana, świadoma zdrada. Jakkolwiek to nie dotyczy szeregowych członków. Zmiany
w statucie zostały zatajone. Myśmy zupełnie przypadkowo otrzymali wykaz paragrafów, które zostały zmienione, wykreślone ze statutu.
W Magdalence z Krajowej Komisji uczestniczyły raptem cztery osoby, a jeżeli dobrze pamiętam liczyła ona 100 osób.
Tak. Na sto osób, cztery osoby zasiadły przy okrągłym stole i podjęły decyzje w imieniu Solidarności. Z Magdalenki wiemy tylko to, co Kiszczak ujawnił. Wiemy, że był tam Michnik, Wałęsa, Mazowiecki, Geremek i Bujak. To pamiętam ze zdjęć. A przecież nie całe materiały
z Magdalenki są ujawnione. Przy okrągłym stole to już są osoby znane. Wykaz uczestników jest jawny i przy okrągłym stole gdzie uzgodnienia z Magdalenki zostały publicznie ogłoszone i przyjęte Krajową Komisję reprezentowały cztery osoby.
Natomiast w Solidarności o tak ważnej decyzji żadna grupa, ani przewodniczący, ani prezydium nie mieli prawa podpisywania w imieniu związku jakichkolwiek ważnych uchwał. Tak ważna decyzja jak udział w okrągłym stole musiała być podjęta w referendum. Nie przez Komisję Krajową. To było za mało. Komisja Krajowa powinna się zwrócić z pytaniami do załóg, czy w ogóle brać udział
w negocjacjach, a jeżeli tak, to z jakim stanowiskiem negocjacyjnym. Oczywiście nie było to zrobione, a nawet nie było zaakceptowane przez Komisję Krajową.
Ta decyzja nie była znana społeczeństwu. Nie była znana nikomu. Była to czysta samowola i cała ta grupa decydująca była samozwańcami. Wałęsa według statutu miał jeden głos tak jak każdy członek Komisji Krajowej. Przy równowadze głosów jego głos przeważał szalę decyzji, ale to wszystko.


Z dzisiejszej perspektywy ci "uczestniczący" niestety po stronie osiągnięć mają ogromny deficyt, a po stronie strat roztrwonienie narodowego poczucia godności, gotowości do wyrzeczeń i... można by wymieniać bardzo dużo. Co Pan by wymienił jako ich największe osiągnięcie i największą porażkę?
Największe osiągnięcie to są niewątpliwie konta bankowe. Natomiast - porażka, to wydaje mi się, że już prawie wszyscy w Polsce w końcu przejrzeli na oczy i dostrzegają komu zaufali i kto ich oszukał.
Rozmawiamy dla radia polonijnego i ten wątek też musi się pojawić w naszej rozmowie. W/g różnych danych poza Polską żyje kilkanaście milionów Polaków. Wielu z nich to ludzie nie tylko ze wspaniałą patriotyczną przeszłościa, ale ciągle wyrażający gotowość pracy dla Polski. Jednak temat aktywności Polonii jest skanalizowany przez polskie władze i placówki dyplomatyczne do kierunków przez nie nakreślonych. Najczęściej folklorystyczno - rozrywkowych. Ruch Rodaków - mieszkańców świata chce uaktywnić politycznie Polonię. Zakłada, że wszyscy Polacy bez względu na miejsce zamieszkania mają prawo wpływać na losy Polski. Aby było to możliwe musimy przeprowadzić dekomunizację i lustrację po to, by uniemożliwić penetrację naszych organizacji przez osoby uległe sternikom z magdalenkowej władzy. W tym kierunku należy zmieniać polskie prawo i nasze statuty. Ruch Rodaków - Polska przekonuje, że taki kierunek działań znajduje w kraju zainteresowanie.
Czy zgadza się Pan, że potencjał Polonii może być pożyteczny dla kraju, ale tylko
w stosunkach otwartych, obopólnie korzystnych? I że nasi "starsi bracia w wierze" już dawno pokazali jak cenna jest dla ojczyzny diaspora?
Może odpowiem tak. W 1982 roku, w Toronto padło takie pytanie: Co Polonia może zrobić dla Polski? Odpowiedziałem: Nie czuję się kompetentny, żeby na to pytanie odpowiedzieć, dlatego że zbyt słabo znam warunki w jakich działa Polonia, ale skoro pytanie padło to postaram się odpowiedzieć tak, jak potrafię.
W Ameryce Północnej żyje 11 milionów ludzi polskiego pochodzenia i sześć milionów obywateli Kanady i Ameryki pochodzenia żydowskiego. Niech te 11 milionów Polaków zrobi dla Polski jedną dziesiątą tego, co Żydzi zrobili dla Izraela. To w zupełności wystarczy. A jak? Zobaczcie jak oni to robią i zróbcie tak samo.
Ruch Rodaków wraz z innymi organizacjami polonijnymi zorganizuje w Brisbane obchody rocznicy nie tylko związku, ale solidarności narodu Polskiego. Pierwszej i jak na razie jedynej. Prześlemy Państwu program do zamieszczenia na waszej stronie.
Na koniec proszę o refleksję prywatną.
Jak ważny dla Pana jest fakt, że od zawsze ma Pan pełne wsparcie w osobie najbliższej, żonie która sama jest także osobą bardzo aktywną?
Na pewno jest to fakt fundamentalny. Zawsze mam z kim przedyskutować każdy problem. Mam z kim omówić wszystkie ważkie sprawy. Rozumiemy się doskonale, razem przeprowadzamy analizy i dzielimy się koncepcjami. W zasadzie wszystko robimy wspólnie.

No i rzecz niebagatelna, że mamy do siebie zaufanie. Co nie zawsze, nie wszystkim działaczom się zdarza. Działać w grupach, które mają zaufanie. Dla mnie na przykład - można powiedzieć - wielką przykrością było kiedy się dowiadywałem, że ludzie których uważałem za serdecznych przyjaciół, za bliższych niż rodzina okazywali się agentami. To niezwykle przykre, a z drugiej strony była to ogromna ulga, że się wydało, że teraz mam to już z głowy, że się wyjaśniło. Natomiast co jeszcze chciałem powiedzieć ogólnie. Wiemy, że Solidarność i opozycja była od samego początku zinwigilowana w stopniu niesłychanie wysokim. W Solidarności mieliśmy przewodniczącego, mieliśmy kilku lub kilkunastu przewodniczących regionów, którzy byli współpracownikami bezpieki. Cała struktura, od góry do dołu była gęsto przetykana agentami.
I ludzie czasami mówią do mnie: "jak to, to nam odbiera autentyczność. To znaczy, że my sami nie potrafimy". I nie zauważają, podstawowego faktu, że myśmy potrafili mimo to przez 16 miesięcy utrzymać poglądy polityczne, kierunek działania i nie daliśmy się z tej drogi, tej całej agenturze zbić. Nie daliśmy się tej agenturze zmanipulować i zeszmacić. Akcja Jaruzelskiego jest przypieczętowaniem klęski agentury.
Przykład Solidarności - wydaje mi się - wszystkim ruchom na świecie daje ogromną nadzieję, że żadne manipulacje wewnętrzne w demokratycznej strukturze - są uciążliwe, ale nie są w stanie tej demokratycznej struktury zniszczyć. Wydaje mi się, że wielkość Solidarności, nie wynika tylko ze spontanicznego zrywu, bo zrywów mieliśmy w historii świata bez liku, ale że ten spontaniczny zryw - z taką ilością agentów powinien zostać obezwładniony - a on nie dał się temu. Oparł się i potrafił tych agentów zmusić żeby popierali nasze tezy, bo nie mieli wyjścia. Chcąc się utrzymać na tych tajnych, swoich posadach, musieli powtarzać za nami to, co sobie lud życzył. I dopiero pod uderzeniem zbrojnym mogli wypłynąć i utworzyć pseudo-organizację i niejako przechwycić zaufanie tamtej Solidarności po to, żeby wykorzystać przeciw społeczeństwu. Mówiąc językiem obecnie stosowanym Solidarność była pierwszym ruchem antyglobalistycznym. Z tego też się bierze porozumienie całego świata przeciwko Solidarności, czyli i komunistów i wielkich koncernów i tych spośród aparatu represyjno-politycznego, którzy chcieli właścicielami tych koncernów, czy mniejszych przedsiębiorstw pozostać.
Z okazji 25-lecia "Solidarności" proszę przyjąć serdeczne życzenia - nie powiem wytrwałości, bo to w Państwa wypadku banał, ale skuteczności we wszystkim co zamierzacie.
Dziękuję i liczymy na waszą pomoc. Polonia ma ogromna rolę do odegrania i niesłuszne było, że Polonia ograniczyła cały swój patriotyzm do wyrażania go posyłaniem Lechowi Wałęsie pieniędzy, pozostawiając mu całkowicie wolne i nie krytykowalne pole działania.
Tu nie tylko o Wałęsę chodzi. Wiele wątpliwych autorytetów było przyjmowanych i fetowanych przez Polonię, co nie przysparza nam chwały. Ale jak wyżej wspomina Pan o agenturze, to ta agentura całkiem nieźle się ma w naszych organizacjach.
Wiem, ja wiem. Polonia musi polegać tylko na słowach, na medialnych przekazach i jeszcze musi umieć rozróżnić żródła tych słów, bo nie styka się bezpośrednio z rzeczywistością polską,
z rzeczywistością, która kwestionuje tą propagandę. Ale w Polsce ukazało się już wiele książek pozwalających poznać kulisy tamtych zdarzeń. Chociażby książka Cenckiewicza "Oczami bezpieki". Kosztuje ona kilkanaście dolarów australijskich i jest to kapitalna - niekompletna oczywiście - praca, która zawiera szereg rozdziałów mówiących o emigracji. W jaki sposób emigracja była inwigilowana, bo to było bardzo łatwo. Bezpieka wysyłała swoich agentów
w garniturach, w sutannach do ośrodków polonijnych, którzy mieli utrudniać dostrzeganie tego co się działo za komuny i co się działo w okresie tzw. transformacji, czyli rozkradania majątku narodowego. Uważam, że dla Polaka ta pozycja jest jak biblia, która powinna być w każdym domu i do której się zagląda w razie wątpliwości, czy jak się chce coś dowiedzieć. Myślę że duże zainteresowanie Polonii taką literaturą spowoduje, że będzie powstawać więcej takich książek.

Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję i pozdrawiam.
Mam taką formułkę:
"proszę o pozdrowienie wszystkich którzy na to zasługują".
22. 08. 2005r.
RODAKpress
Kraj
PAP, MZ /03.05.2006 15:20

Gwiazda i Walentynowicz odznaczeni Orderami Orła Białego

Robert Majka , polityk , Przemyśl , 17-lipca 2008r
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group