" /> Dyskusje ogólne :: Stary układ zbiera siły, czyli ostatni gwizdek dla prawicy
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Stary układ zbiera siły, czyli ostatni gwizdek dla prawicy

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Wto Sty 09, 2007 9:11 am    Temat postu: Stary układ zbiera siły, czyli ostatni gwizdek dla prawicy Odpowiedz z cytatem

http://efakt.pl/idee/artykul.aspx/Artykul/52220


Stary układ zbiera siły, czyli ostatni gwizdek dla prawicy

Opisując dzisiejszą sytuację w Polsce, warto sięgnąć do historycznej analogii. Po sierpniu 1980 roku "Solidarność" parła do przodu, system chwiał się, siły starego porządku ogarniała panika.
W kwietniu 1981 roku, po zawarciu tzw. porozumienia bydgoskiego, proces zaczął się odwracać, co początkowo dostrzegali tylko nieliczni. Siły starego porządku konsolidowały się. Wzięły na "krótszą smycz" media, które rozpoczęły ostrą kampanię oskarżającą opozycję o radykalizm. Popularność opozycji malała. W efekcie stary system zatriumfował.
Polska roku 2005 jest diametralnie różna od PRL lat 1980-81, ale ten rys historyczny dobrze charakteryzuje sytuację w lutym 2005 roku. Korupcyjny system przestał się chwiać, siły starego porządku umacniają się. Siły antysystemowe, upojone powodzeniem, nie dostrzegają zmiany sytuacji. Czyli - oceniając sytuację w Polsce obecnej według miary lat 1980-81 - jesteśmy teraz po Bydgoszczy.
Zwróćmy uwagę na kilka faktów. Rozpoczęła prace komisja badająca aferę PZU. Choć pieniądze wyprowadzali z PZU politycy z różnych stron barykady, w tym i eseldowcy, to kluczowe decyzje podejmowało kierownictwo AWS. Nie są to ludzie obecnie ważni, ale zarazem trudno wyobrazić sobie, by prace komisji nie odbiły się na szansach opozycji.
Pezetpeerowcy przeszli do natarcia, którego elementem są próby "ubabrania" opozycji. W działaniach organów ścigania, w części mediów widać nową tendencję: do przypominania "prawicowych" afer i znajdywania "prawicowych aferzystów". Czyszczenie wszystkich stron sceny jest słuszne. Ale przekonanie znaczących grup wyborców, którzy inaczej zapewne głosowaliby na opozycję, że głosować nie warto w ogóle, bo "wszyscy kradną", w dzisiejszej sytuacji działa na korzyść formacji pezetpeerowskiej.
Miesiąc temu przemknęła informacja o wyborach uzupełniających do Senatu w Wielkopolsce. Wygrał Sojusz. Przy śladowej frekwencji. Ale - to oczywiście jedynie intuicja - jakiś czas temu i przy takiej frekwencji chyba byłoby inaczej.
W sierpniu LPR proponowała reszcie opozycji, by sztuczkami proceduralnymi doprowadzić do rozwiązania parlamentu. Tak się nie stało - a wówczas z sondaży wynikało, że do nowego Sejmu nie wejdzie żadna partia postpezetpeerowska. Liderom opozycji wydawało się, że ów stan może się tylko pogłębiać. Teraz jest inaczej. Już nie ma sondaży, w których czy to SLD, czy to SDPL nie "łapałaby się" do parlamentu.
Rok temu opozycjoniści postawili krzyżyk na b. PZPR. Uznali, że jej reprezentacja albo nie wejdzie do Sejmu, albo wejdzie jako marginalna grupka. Samozadowolenie jest złym doradcą.

Błąd pychy
Antykorupcyjna fala 2004 roku umożliwiona została przez podział w łonie establishmentu. Ten, kto posłał Rywina do Agory, a przedtem zdecydował o zantagonizowaniu tej firmy (i większości mediów prywatnych) szeregiem nieprzyjaznych posunięć, popełnił ogromny błąd. "Wyborcza", a w pewnej mierze i inne media, które przez całe niemal lata 90. były filarami systemu, zwróciły się przeciw niemu.
Stworzyło to nową sytuację. Fala niezadowolenia ze skorumpowanych i nieudolnych rządów SLD była nieunikniona. Ale jej rozmiar mógł być inny, gdyby nie podsycały jej największe media. Miller zapłacił za pychę, za przeświadczenie, że pezetpeerowcom nie są już potrzebni zachowujący podmiotowość partnerzy. Za pomysł, aby zagnać "Agorę" do narożnika, za jej pieniądze przejąć i związać z Sojuszem Polsat i jeszcze zbudować eseldowski koncern (tzw. "antyAgorę").
Ale teraz sytuacja uległa zmianie. Dawne relacje między "Wyborczą" a SLD są zapewne nie do odbudowania. Ale - po okresie zagubienia - widać, że pismo Michnika "pozbierało się". Że za główne zagrożenie dla własnych interesów i dla własnego rozumienia interesu kraju uznało na powrót ewentualność zasadniczej zmiany systemowej.
I zaczęło temu zagrożeniu energicznie przeciwdziałać za pomocą intensywnej kampanii propagandowej, opartej na wizji zagrożenia demokracji przez prącą do władzy prawicę. Kampanii, w której tonacja "Wyborczej", "Polityki" i "Tygodnika Powszechnego" chwilami jedynie nieznacznie odbiega od tonacji "Trybuny".
Kampanii, starszym obserwatorom przypominającej tę z lat 1990-92, z okresu "wojny na górze" i kryzysu teczkowego. Wrażenie powtórki wzmacnia dodatkowo podobny skład polityczny, a nawet do pewnego stopnia personalny, koalicji broniącej systemu.
Ale - to zasadnicza różnica - teraz ta starosystemowa koalicja jest zdecydowanie słabsza. Czy raczej - była słabsza, a teraz jej siły uległy wzmocnieniu. Z kilku powodów.

Lista, czyli przełom
Powodem pierwszym i najważniejszym, dla którego mamy obecnie do czynienia ze wzmocnieniem sił systemowych, jest, jak się wydaje, umiejętne rozegranie sprawy "listy Wildsteina".
Jest moim zdaniem prawdopodobne, iż społeczny odbiór tej kwestii był dla sił antysystemowych bardziej niekorzystny niż korzystny.
I to niezależnie od faktu, iż to nie Wildstein, tylko jego przeciwnicy nagłośnili listę, w ten sposób wpędzając - oni, a nie Wildstein! - kilkadziesiąt tysięcy Polaków w stan emocjonalnego rozdygotania. Bo, jak się wydaje, koalicji obrony systemu udało się doprowadzić te kilkadziesiąt tysięcy do przekonania, że Wildstein (czytaj: siły antysystemowe) chce każdego, kto kiedykolwiek zamienił dwa słowa z funkcjonariuszem MSW, strącić do piekła potępienia.
Te kilkadziesiąt tysięcy to wierzchołek góry lodowej, to ci, którzy znaleźli na liście nazwiska swoje lub krewnych. Zapewne parokrotnie więcej jest takich, którzy na liście się nie odnaleźli, ale mają w biografii epizod, na skutek którego - jak uznają - mogą zostać umieszczeni na jakiejś następnej edycji listy. Jeszcze więcej jest takich, którzy takiego epizodu w biografii nie mają (choćby ze względu na wiek), ale ich naturalne umiarkowanie czyni ich skłonnymi do utożsamiania się z "zagrożonymi lustracyjnym piekłem".
A wszystkie opisane powyżej grupy są tylko segmentem znacznie szerszego wycinka społeczeństwa. Chodzi o ludzi intelektualnie niesamodzielnych, skłonnych do słuchania ośrodków powszechnie uznawanych za autorytety, a odrzucania tego, co głoszą ci, którzy z autorytetami pozostają w konflikcie.
W latach 90. to właśnie postawa tych ludzi decydowała o stabilności systemu. Potem jednak kryzys boleśnie ukazał im, że transformacja niekoniecznie przynosi pożytki najlepszym, a kłopoty - głupim. A rządy SLD skłoniły ich do rozważania wsparcia ugrupowań antysystemowych - jako tych, które mogą skończyć z SLD i z korupcją. Jest to jednak poparcie warunkowe, bo sprzeczne z dotychczasowymi intuicjami, sympatiami i snobizmami tych ludzi. A więc niepewne, łatwe do wycofania.
Otóż jest prawdopodobne, że umiejętne rozegranie sprawy "listy Wildsteina" przez koalicję obrony systemu doprowadzi do wycofania przez ten segment elektoratu owego warunkowego poparcia dla PO i PiS.
Plan sił broniących systemu zakłada, że ludzie ci poprą w wyborach nowe ugrupowanie centrum. To plan maksimum. Obecnie jednak nie wydaje się prawdopodobne, by udało się powołać wielkie "europejskie ugrupowanie ponad historycznymi podziałami" - od Olechowskiego przez Mazowieckiego do Unii Wolności aż po Belkę, Borowskiego i eseldowską grupę Janika, wsparte przez Kwaśniewskiego. Nie pozwalają na to partykularyzmy, ciasnota myślenia, ambicje poszczególnych polityków, niekiedy pomnożone przez dążenie do zachowania własnej tożsamości ideowej, a także (może: przede wszystkim?) pasywność Kwaśniewskiego i jego postępujący paraliż woli.
Dlatego jest prawdopodobne, że wielka nowa partia nie powstanie. Że jej rolę będą próbować odgrywać dwa "staro-nowe" byty. Czyli lekko poszerzona Unia Wolności i jej odpowiednik na lewicy - SDPL, być może wraz z grupą Janika.
Jeśli tak, to wielki plan koalicji systemowej nie ziści się w warstwie pozytywnej - czyli nie będzie chwilowego bodaj wrażenia świeżości, nowej jakości, zainteresowania, co mogłoby skutkować wyborczym wsparciem przemalowanych sił systemu. Ale nie znaczy to, by plan nie odniósł sukcesu w warstwie negatywnej. Czyli, tak jak napisałem wyżej, grupa wahających się wyborców nie poprze wprawdzie sił broniących Trzeciej RP, ale zostanie w domu. Co będzie miało potem fatalne skutki dla prawicy.

Cel: słaby rząd
Ugrupowania pezetpeerowskie nie wygrają, mogą natomiast uzyskać całkiem niezłą pozycję w nowym Sejmie. Obecnie sondaże dają Sojuszowi, Unii Pracy i Socjaldemokracji łącznie po 15-16 proc. Jeśli pójdą razem, zyskają premię za jedność. Można też założyć, że trwające obecnie procesy trochę jeszcze ich wzmocnią. Można więc liczyć się z tym, że lewica zyska około 20 proc., zajmie drugie (po Platformie) miejsce, i stworzy drugi co do wielkości klub w Sejmie.
A to oznacza inną sytuację polityczną i psychologiczną. Postkomuniści będą mogli zasadnie uznać, że po pierwsze - najgorsze za nimi. A po drugie - że po raz wtóry (ten pierwszy raz miał miejsce bezpośrednio po 1989 roku) zostali uprawomocnieni, wpisani w demokrację.
Równie znaczące jest to, co opisane powyżej procesy spowodują po drugiej stronie sceny. Platforma i PiS zapewne stworzą rząd, ale będzie to rząd słaby. Rząd potrzebujący trzeciego koalicjanta albo mniejszościowy, uzależniony od pozarządowych sił parlamentarnych. W takich warunkach będzie to gabinet administrowania, a nie rząd przełomu. Zwłaszcza gdy - co przecież jest bardzo możliwe - prezydentem nie zostanie kandydat PiS ani PO, tylko polityk nieutożsamiający się z nim, łatwy do manipulowania przez jego przeciwników.
Co więcej, wtedy rząd nie będzie rządem przełomu, nie tylko dlatego, że będzie słaby. Także dlatego, że nie będzie chciał być rządem przełomu. Bo taka sytuacja zewnętrzna może spowodować, że w PO i nawet w PiS wzmocnią się osoby, środowiska i sposób myślenia, związany nie ze zmianą, tylko z kontynuacją systemu. Zyskałyby tę przewagę między innymi dlatego, że już teraz zmienia się w Polsce klimat.
Kulczyk nie stawia się na przesłuchanie w komisji, bo w niecierpiących zwłoki sprawach musi wyjechać za granicę, choć w tym samym czasie w rzeczywistości bawi się demonstracyjnie w Poznaniu. Sama komisja buksuje w miejscu, nie ujawnia kolejnych bulwersujących faktów. Z "Rzeczpospolitej" wyrzucają Wildsteina. Te wszystkie fakty są bardzo różne, mają jednak wspólny mianownik - pokazują siłę ludzi starego systemu i słabość sił zmiany. To istotny sygnał. Konformiści odbierają go jednoznacznie: to "oni" rządzą. To "oni" są silni. "Im" nie trzeba się narażać.

Poszli za daleko?
Nasuwa się pytanie, czy do zmiany tego klimatu przyczynił się radykalizm opozycji? Czy nie ułatwił on propagandowej gry siłom systemu? Wszak stare rosyjskie przysłowie mówi "tisze jediesz - dalsze budiesz"...
Radykalizm może zwracać się przeciw radykałom. Nie sądzę jednak, by dotąd miało to miejsce w liczącej się skali. Mam wrażenie, że aż do wybuchu sprawy "listy Wildsteina" propagandowa ofensywa koalicji systemowej nie przynosiła liczących się efektów. Przełomem - być może - było umiejętne rozegranie przez przeciwników zmian upublicznienia "listy". Ale na tę sprawę politycy prawicy nie mieli wpływu.
Po drugie - nie sądzę, by zasada "tisze jediesz, dalsze budiesz" miała często zastosowanie w polityce demokratycznej - czyli takiej, która nie jest ograniczona do wąskich grupek wtajemniczonych. W polityce demokratycznej przyjęcie zasady, że "przyczajamy się", udajemy kogoś innego i dopiero gdy przejmujemy władzę, zaczynamy działać w kierunku, którego przedtem nie sygnalizowaliśmy, jest wątpliwe. A w konkretnej sytuacji Polski - wykluczone.
Po pierwsze dlatego, że używanymi słowami kształtuje się własne partie, własny aparat. A jeśli nie ukształtujemy go do zasadniczej zmiany, to po objęciu władzy nie pozwoli on nam na realizację tej zmiany. Będzie wolał politykę, pozwalającą mu na zagnieżdżenie się w systemie, na wykrojenie sobie kawałka tortu. A po drugie - dlatego, że nastrój odrzucenia starego systemu i całej klasy politycznej był (i zasadniczo dalej jest) w Polsce tak silny, że gdyby politycy prawicy, nawet szczerze chcąc rozbicia systemu, przyjęli taktykę wyrozumowanego milczenia, fala społecznego niezadowolenia uderzyłaby i w nich.
Opozycja powinna więc kontrolować się, ale też nie zmieniać zasadniczo linii. Natomiast podstawowym kierunkiem jej działania winno być doprowadzenie do przedterminowych wyborów. Czyli minimalizacja strat - niedopuszczenie, aby przeciwnik miał zbyt wiele czasu na realizację skutecznej linii propagandy i ataku.
Dotąd opozycja postulat skrócenia kadencji traktowała po trosze jak rutynę. Teraz musi to stać się jej rzeczywistym priorytetem. Jego realizacja nie wydaje się niemożliwa - oprócz opozycji są w Sejmie koła i poszczególni posłowie z różnych, w tym i pezetpeerowskich, ugrupowań, którzy nie chcą skrócenia kadencji ze względu na własne materialne interesy. I właśnie językiem materialnych interesów powinna zacząć rozmawiać z nimi opozycja.
Oczywiście, o ile nie chce, aby za kilkadziesiąt lat historyk porównał sytuację antysystemowej opozycji z roku 2005 do "Solidarności" po kryzysie bydgoskim...


Piotr Skwieciński (41 l.)
Publicysta. Pracował w Telewizji Polskiej, "Życiu Warszawy" i w "Życiu". Kierował działem krajowym Polskiej Agencji Prasowej. Dziś w Telewizji Puls.

Poparcie dla ugrupowań zwalczających SLD jest dla wielu wyborców poparciem warunkowym, bo sprzecznym z ich sympatiami

Lewica nie wygra wyborów, ale ma szansę na silną pozycję w nowym Sejmie. To oznacza, że rząd PiS-PO będzie słaby i niezdolny do przełomu

Opozycja, jeśli chce przełomu, musi doprowadzić do przedterminowych wyborów. Inaczej jej przeciwnik znajdzie czas na skuteczną propagandę i kontratak


PIOTR SKWIECIŃSKI


Artykuł pochodzi z wydania (411) 48/05 (26.02.2005) z działu IDEE ze strony 16

Robert Majka z Przemyśla, tel.506084013 mail: robm13@interia.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 10:35 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Wto Sty 09, 2007 9:17 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://efakt.pl/idee/artykul.aspx/Artykul/52614
( rozmowa z D. Tuskiem)

Drugiej grubej kreski Polsce nie trzeba. Wystarczy jedna

Czuje się pan skrajnym radykałem...?
- Czasem radykalizm poglądów jest cnotą. Na przykład rozumiany jako stanowcza determinacja, by zidentyfikować źródła zła i wyeliminować je z życia politycznego. Wobec oczywistej niesprawiedliwości, kłamstwa i nieuczciwości trzeba być radykałem, a nie człowiekiem kompromisu.

To w jakich sprawach radykalizm jest potrzebny?
- Choćby w konfrontacji ze światem przestępczym i nieudolnością wymiaru sprawiedliwości.

Ale ci, którzy zarzucają panu radykalizm, nie mówią, że pan chce radykalnie walczyć z przestępczością, ale że ściga się pan z PiS i LPR na hasła o lustracji i dekomunizacji.
- Słyszałem, że jestem radykałem, gdy proponowałem, by wprowadzić karę bezwzględnego dożywocia. Podobnie reagowali niektórzy na postulat ograniczenia klasy próżniaczej i jej przywilejów czy wprowadzenia bezpośrednich wyborów burmistrzów i prezydentów. Kiedy w latach 80. mówiłem o potrzebie przywrócenia własności prywatnej i wolnego rynku, też nazywano mnie radykałem. Teraz znowu to słyszę, bo zgłosiliśmy postulat, by otworzyć teczki i udostępnić wiedzę o tym, co się działo w Polsce przez ostatnie 20-30 lat. Ujawnienie prawdy dla niektórych zawsze będzie żądaniem radykalnym.

Kilkanaście lat temu miał pan całkiem inne zdanie w tej sprawie. Bał się pan wtedy prawdy?
- Nie. Ale przełom roku 1989 dawał Polsce realną szansę przejścia do demokracji, niepodległości i wolności gospodarczej bez krwawych wstrząsów. To, co dziś niektórzy oceniają jako zgniły kompromis, wówczas cały świat uznał za prawdziwy polityczny cud. A dla mnie było oczywiste, że Polacy, mogący samodzielnie decydować o swojej przyszłości, sami poprzez wybory radykalnie zdekomunizują Polskę. Do tego dochodziła wielka kampania przeciw lustracji cieszącej się autorytetem "Gazety Wyborczej". Dopiero po latach Polacy dowiedzieli się, że tacy dziennikarze jak Maleszka walczyli z lustracją ze względu na własną agenturalną przeszłość.

Ale Maleszkę zatrudniał Adam Michnik. On też - pańskim zdaniem - boi się prawdy?
- Raczej chroni projekt polityczny, który umownie nazywa się Okrągłym Stołem. Ten układ przyniósł w sposób bezkrwawy pożyteczne zmiany w Polsce, ale wystarczy trochę trzeźwej perspektywy, aby zauważyć, że dla ludzi oddających wtedy władzę najważniejsze było zagwarantowanie własnych interesów i własnego bezpieczeństwa. Taką gwarancją miał być szantaż lustracyjny. Jest prawdopodobne, że masowe werbunki konfidentów w latach 1987-88 miały właśnie taki cel.

W tej chwili mówi pan już nawet nie jak Jarosław Kaczyński, ale jak Krzysztof Wyszkowski. Przy Okrągłym Stole strona komunistyczna dogadała się ze swymi konfidentami...
- Odrzucam wizję, w której wszystko zostało zaplanowane przez generała Kiszczaka czy w Moskwie, bo to jest oczywista przesada. A każda przesada jest groźna - zarówno lekceważąca problem, jak i demonizująca go.

Pamięta pan moment zmiany własnego myślenia na ten temat?
- To jest proces, buduję własne poglądy pod wpływem wiedzy. Nie ma punktu zwrotnego - są setki rozmów, nowych faktów, przeczytanych książek.

Pan czytał, rozmawiał, a teraz pańscy dawni koledzy z Unii Wolności zarzucają panu, że dołączył pan do grona "oszołomów".
- Ci, którzy obawiają się ujawnienia prawdy z przeszłości, zawsze przedstawiają zwolenników otwarcia archiwów jako niebezpiecznych radykałów i osoby niespełna rozumu. A my przecież proponujemy rozwiązanie, które nie jest niczym szczególnym. Chcemy tylko, aby dostęp do archiwów był znacznie szerszy, żeby nie był przywilejem wybranej kasty. Po to między innymi, żeby historią nie grali politycy, a szczególnie byli esbecy. Natomiast histeria wokół Platformy, że jest zbyt radykalna i prawicowa, ma na celu promocję Unii Wolności jako jedynej umiarkowanej siły. Stąd zaangażowanie w tej histerycznej kampanii Tadeusza Mazowieckiego i "Gazety Wyborczej".

A więc o to chodziło krakowskim intelektualistom, którzy w liście otwartym wezwali do stworzenia ugrupowania centrowego?
- A czy pani nie zauważyła, że wokół tego nowego centrum trwa wielka kampania, że to nie są przypadkowe publikacje? Kilka wpływowych osób wystraszyło się, że bez tej kampanii w polskiej polityce pozostaną siły, które są mało wrażliwe na opinie warszawskiego salonu. A salon nie chce stracić wpływu na to, co się w Polsce dzieje, o czym się mówi, co wypada, a co nie.

Zatem zamieszanie z centrum to tylko socjotechnika?
- To strach przed utratą władzy, także władzy nad duszami.

A pomysł polityczny - utworzenie partii "ponad podziałami", gdzie obok Frasyniuka będzie Hausner i Belka - jak to się panu podoba?
- Na razie panowie Steinhoff, Anusz i Oksiuta, którzy zresztą zrezygnowali wkrótce z udziału w nowej partii, spotkali się z panami Mazowieckim, Frasyniukiem i Hausnerem oraz wezwali do stworzenia formacji ludzi rozsądnych i uczciwych. Nie chcę być złośliwy, ale jeszcze dwa lata temu Tadeusz Mazowiecki z niektórymi z tych polityków nie chciałby mieć nic do czynienia. Więc ja oceniam ten pomysł poważnie, bo to jest próba zbudowania konkurencji dla PO. Jednak jest to również pomysł na przetrwanie w polityce ludzi, którzy boją się, że werdykt najbliższych wyborów może być dla nich werdyktem ostatecznym. Co ich łączy? Brak pomysłu na powrót do wielkiej polityki

A nie obrona dorobku Trzeciej RP?
- Dzisiaj wśród obrońców Trzeciej RP w jednym szeregu znajduję Józefa Oleksego, Leszka Millera oraz Tadeusza Mazowieckiego i Władysława Frasyniuka. Nie mam pojęcia, co w tym towarzystwie robi Mazowiecki i Frasyniuk. Jestem przekonany, że ten tężejący szereg obrońców Trzeciej RP to legion tych, którzy chcą bronić resztek PRL.

A może próba stworzenia ugrupowania odrzucającego podziały z przeszłości?
- Jeśli pod hasłem budowania nowego centrum buduje się szalupę dla ratowania aparatczyków PZPR, to jest to grzech. Jeśli chce się wmówić Polakom, że w kraju będzie lepiej, gdy uratuje się pana Hausnera i wydobędzie z niemocy politycznej Unię Wolności, to jest to nieprawda.

Uważa pan, że nie może się udać utworzenie ugrupowania, odkreślającego grubą kreską historyczne podziały?
- Powrót do grubej kreski jest dziś poważnym grzechem politycznym. Nie ma to żadnego uzasadnienia, poza ambicją kilku osób, które chcą wrócić na główną scenę. Sposobem na ten powrót ma być historyczny kompromis Unii z dawnym aparatem PZPR - jeśli jej nowymi liderami mają być panowie Hausner i Belka, a patronem prezydent Kwaśniewski, to oceniam to jako smutny koniec pewnej bardzo zasłużonej formacji - nawet jeśli przekroczy próg wyborczy.


Donald Tusk (48 l.)
wicemarszałek Sejmu. Szef Platformy Obywatelskiej. W latach 90. przewodniczył Kongresowi Liberalno-Demokratycznemu. Potem był w Unii Wolności. W styczniu 2001roku założył Platformę Obywatelską.

Tężejący szereg obrońców Trzeciej RP to legion tych, którzy chcą bronić resztek PRL. Nie mam pojęcia, co w tym towarzystwie robi Mazowiecki

Kilka wpływowych osób wystraszyło się, że w polskiej polityce pozostaną już tylko siły, które są mało wrażliwe na opinie warszawskiego salonu

Powrót do grubej kreski jest dziś poważnym grzechem politycznym. Nie ma to żadnego uzasadnienia, poza ambicją kilku osób

Ten, kto wmawia Polakom, że w kraju będzie lepiej, gdy uratuje się pana Hausnera i wydobędzie z niemocy Unię Wolności, ten mówi nieprawdę


JOANNA LICHOCKA


Artykuł pochodzi z wydania (414) 51/05 (02.03.2005) z działu IDEE ze strony 16

Robert Majka z Przemyśla.tel.506084013 mail: robm13@interia.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group