" /> Dyskusje ogólne :: Dwie sprawy...
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dwie sprawy...
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
A.Friend
Częsty Użytkownik


Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 10

PostWysłany: Sro Wrz 24, 2008 10:28 am    Temat postu: Dwie sprawy... Odpowiedz z cytatem

Przepraszam, że zajmuję czas na takie historyczne (?) kwestie, ale czuję osobisty dyskomfort w związku z utrwalaniem się w opinii publicznej, także za pośrednictwem "naszych" mediów i wydawnictw, dwóch (nie związanych ze sobą) zapewne nieprawdziwych obrazów z przeszłości.
1. GRUZJA i GAMSAHURDIA
Utrwala się obraz Gamsahurdii, jako ówczesnego wojownika o dekomunizację i wyzwolenie spod zależności od Rosji, obalonego przez podległe sowietom bojówki Mhedrioni, kierowane przez szefa gruzińskiej mafii, Joselianiego. Tak pisze się w Gazecie Polskiej (i nie tylko). Moja wiedza na ten temat była inna, ale zupełnie powierzchowna. Jak było naprawdę? Może ktoś, kto dobrze zna te sprawy napisze do GaPy i/lub Rzepy, w imię prawdy historycznej.
2. Książki J.Mackiewicza a Nina Karsov.
Wydaje mi się, że temat ten (mimo, że przykry) winien być dogłębnie przedyskutowany. Mam poważne wątpliwości, czy opinia wyrażona na ten temat przez panią Chmielowską i pana Hlebowicza jest słuszna. Bardzo bym chciał dojść do prawdy i tu. Nawet jeśli jest "niewygodna". Bo jedynie prawda jest ciekawa...

_________________
Z powa?aniem,
A.Friend
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 5:57 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sro Wrz 24, 2008 5:09 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sprawa 1
Gamsachurdia

Gamsachurdia był synem znanego pisarza gruzińskiego. Jego ojciec cieszył sie duzym poważaniem wśród patriotycznych elit. Syn - póżniejszy prezydent niestety złapany na działalności w grupie obrońców jezyka gruzińskiego "pokajał się", poobciażał kolegów, którzy na wiele lat trafili do łagrów. On sam został "zesłany" do pobliskiego Dagestanu, gdzie pracował w bibliotece. Nie znany mi jest stopień jego współpracy z KGB.
W 1988 roku ( byc może koniec 87) zaczął pokazywać sie ze znanym wieloletnim łagiernikiem, szanowanym powszechnie patriota Merabem Kostawą. W ten sposób uwiarygadniał się. Wspólne zdjecia na manifestacjach itp. Zaczął byc znany jako przyjaciel Kostawy. Na spotkaniu koledzy ostrzegli Meraba Kostawę przed Gamsachurdią. Ten jednak, uważał, ze po chrześcijańsku należy przebaczyć a w czasie walki o niepodległośc każde rece do pracy są ważne. ( Wałęsie WZZ tez przebaczyły gdy przyznał sie do rozpoznawania kolegów na zdjeciach z 70r.) Najblizszym współpracownikiem Meraba Kostawy pozostawał nadal Zurab Czawczawadze, potomek Ilii Czawczawadze, gruzińskiego księcia, którego ród znany był z walk o zachowanie gruzińskiej tożsamości i niepodległości. Kostawa i Czawczawadze wielokrotnie spotykali sie z Abchazami i póki żyli nie dochodziło do konfliktów prowokowanych przez Moskwę. KGB wybrała na przywódcę Gruzinów Gamsachurdię, gdy juz był dostatecznie uwiarygodniony, zdecydowała się na zabicie Kostawy i Czawczawadze. Zgineli w upozorowanym wypadku samochodowym. przeżyła go tylko Tamriko i stad wiemy jak do niego doszło.
Gamsachurdzia miał juz droge wolna do fotela prezydenta.
Opozycja niepodległosciowa była mu od początku przeciwna. Lecz ogłupiona część społeczeństwa popierała Gamsachurdię. Po manifestacjach, protestach doszlo do blokady Parlamentu, gdzie ukrył sie Zwiad Gamsachurdia. W walkach ulicznych zdobyto budynek Parlamentu i Gamsachurdia uciekł. Dżaba Joseliani i jego oddziały nie byli w Gruzji traktowani jako zdrajcy czy mafiozi. Uważano ich za patriotów. To oni przyczynili sie do obalenia Gamsachurdii. Niestety Joseliani został zabity, KGB zabiło też jednego z przywódców niepodległosciowej opozycji Czanturię. Droga do wyboru Szewardnadze została otwarta! Gamsachurdia nie był juz potrzebny Moskwie zrobił co chciała. W Abchazji juz była wojna i Chinwali (tzw. Osetia pln) też.
Chciałabym tu przypomniec najwiekszy nasz polski błąd - zgode na 35% demokracje i wybór Jaruzelskiego na Prezydenta a kiszczaka na Ministra Spraw Wewnetrznych. Gruzja tez niestety zaliczyła "okragły stół".

Niestety dziennikarze opierają się na źródłach rosyjskich i pisza brednie.

2 sprawa.
Karsov
Nie jestem az tak dobrze poinformowana jak w gruzińskich sprawach. Jednakże, rozmawiałam z wieloma osobami w tym z Karsov. Ona obawia sie, ze wydawaniem ksiażek zajmie sie grupa zblizona do WYBORCZEJ i opatrujac ksiażki Mackiewicza przedmowami ośmieszy go. Wszystkie dzieła Mackiewicza sa dostepne w hurtowniach. Nalezy o nie pytac w ksiegarniach, bo leżą gdzieś pochowane!!!!
Złapałam jednakże twórców nagonki na Karsov na kłamstwie, które powoduje, ze nie wierzę w ich dobra wolę. Nina Karsov wydała zgode na tłumaczenie i wydanie ksiażki na Litwie. Została przetłumaczona. Były tez pieniadze na druk. Niestety osoby odpowiedzialne za wydanie przekazały pieniadze na inny cel. Obecnie są podejmowane działania by zdobyć innego sponsora i wydać książkę.
Niestety przykro mi, ale wśród osób walczących z Nina Karsov jest jeden zidentyfikowany tw.
Wkład Niny Karsov w rozpad sowieckiego imperium jest bezsporny. Za to ją bardzo szanuję.
Nie wiem natomiast jak wyglada sprawa przekazania córce Mackiewicza praw autorskich. Niestety nie znam jej.
Pamiętam jednak jak żona Zbigniewa Herberta zaśpiewała w chórze WYBORCZEJ osmieszjac męża, gdy ten skrytykował Michnika i jego otoczenie.
Jestem w tej sprawie bardzo ostrożna i nie mam zamiaru stawać po stronie żadnej ze stron konfliktu. Jest zbyt dużo niejasności.
Uważam natomiast, że dorobek Józefa Mackiewicza powinien znależć sie na listach szkolnych lektur!!!!!!!!

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Miroslawa Kruszewska
Bywalec Forum


Dołączył: 25 Sie 2008
Posty: 42

PostWysłany: Sro Wrz 24, 2008 7:33 pm    Temat postu: SPRAWA MACKIEWICZ-KARSOV Odpowiedz z cytatem

SPRAWA MACKIEWICZ-KARSOV
_________________________________

Pani Jadwiga Chmielowska pisząc o sprawie Mackiewicz-Karsov, wypowiada się przede wszystkim na bardzo ważny temat etyczno-moralny. Nie można nam przy tym przymykać oczu na wyraźne fałszerstwa.
Pierwsze, to: podawanie się pani Niny Karsov-Szechter za córkę Mackiewiczów i wprowadzenie w błąd sądownictwa niemieckiego (co jest prawnie karalne).
Drugie: to fakt ustawiania się tejże Karsov w roli wyroczni co jest dobre, a co złe w twórczości Mackiewicza dla czytelnika, tak w kraju, jak i za granicą. (To się nazywa cenzura!).
Józef Mackiewicz zawsze pragnął, aby cała jego twórczość była dostępna w Polsce. A tak nie jest. Przez dziesięciolecia ciągną się procesy sądowe o „naruszenie praw autorskich”, bezczelnie przywłaszczonych sobie przez Ninę Karsov, przy najmniejszych próbach publikowania pism Mackiewicza, tak w kraju, jak i za granicą. Do dziś nie został wydany arcyważny „Katyń”. Jest on dostępny tylko na internecie. Nie zostały opublikowane pisma polityczne. I wiele innych. Komu na tym zależy? Pani Nina Karsov-Szechter ma w tym swój niebagatelny udział. To ona wytacza te procesy.
Obawy, że środowisko „Gazety Wyborczej” może zaszkodzić twórczości Józefa Mackiewicza są słuszne. Tym ludziom najwyraźniej zależy na pomniejszeniu znaczenia tej twórczości i skazaniu jej na zapomnienie. Nie należy jednakowoż lekceważyć faktu, iż sama Nina Karsov-Szechter była widziana przez emigrację zawsze na lewicy, a powszechnie wiadomo jest, iż wiążą ją bliskie więzy rodzinne z Aaronem Szechterem vel Adamem Michnikiem, guru Gazety Wyborczej.
Pamiętać też należy, że już w latach 80. minionego wieku Nina Karsov osobiście storpedowała kilka ważnych inicjatyw wydawniczych, także wielce kosztowne wydania obcojęzyczne na Zachodzie, których sami byliśmy inicjatorami.
Jest faktem nie do przyjęcia, że sądy polskie, idąc wbrew kodeksowi karnemu i zdrowemu rozsądkowi, odmawiają rodzinie Pisarza należnego jej spadku. Przekazanie praw autorskich Mackiewicza prawowitym jego spadkobiercom byłoby z korzyścią dla nas wszystkich.
Jednocześnie stanowczo podkreślamy: rodzina Mackiewicza nie jest absolutnie związana ze środowiskiem „Gazety Wyborczej”.
Problem Mackiewicz-Karsov będzie przez nas nagłaśniany, jako że jesteśmy ostatnimi osobami, które znały Mackiewicza osobiście i miały w ręku jego testament. O czym piszemy na tym samym portalu w innym miejscu.

Mirosława Kruszewska
Edward Dusza (wydawca ksiazek Mackiewicza)
USA
24 września 2008
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Ryszard Tokarski
Weteran Forum


Dołączył: 29 Wrz 2006
Posty: 281

PostWysłany: Sro Wrz 24, 2008 8:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pełna zgoda z opinią Pani Jadwigi - Mackiewicz powinien znaleźć się w spisie lektur szkolnych.
Na stronie gazety Polonii litewskiej znajduje się biblioteka dzieł Józefa Mackiewicza on-line. Oto link: http://www.nasz-czas.lt/Fundacja/Bib_Wilen.html

_________________
"Kto za m?odu nie by? buntownikiem, ten na staro?? b?dzie ?wini?" (J. Pi?sudski)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Miroslawa Kruszewska
Bywalec Forum


Dołączył: 25 Sie 2008
Posty: 42

PostWysłany: Sro Wrz 24, 2008 8:41 pm    Temat postu: DLA UZUPELNIENIA POLSKI LINK NA "KATYN" Odpowiedz z cytatem

KARSOV-MACKIEWICZ. Klamstwa i przekrecenia.
______________________

Lepsze sa polskie linki i polskie powinny pozostac. Jozef Mackiewicz jest polskim pisarzem i polskim pisarzem na zawsze pozostanie. Nikt nie ma prawa zamykac mu ust.
Nie wiem, gdzie p.Chmielowska ma racje, bo jej rozumowanie jest troszke niekonsekwentne. Z jednej strony pragnie miec ksiazki Mackiewicza w zestawie lektury obowiazkowej, a z drugiej - popiera pania Karsov, ktora robi wszystko, aby Mackiewicz nie zawital pod polskie strzechy.
Nieprawda jest takze, iz ksiazki Mackiewicza sa ogolnie dostepne w Polsce. I tutaj moge zarzucic p.Chmielowskiej horrendalne klamstwo.

"Katyn" mozna przeczytac na: www.jacektrznadel.pl
Prosze korzystac, gdyz nie wiadomo, jak dlugo bedzie mozna.

Miroslawa Kruszewska
(dziennikarz niezalezny)
Seattle
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sro Wrz 24, 2008 9:07 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie powiedzialam ze sa ogolnie dostepne. Rok temu sprawdzalam. W ksiegarni nie było ale sprawdzili w komputerze i w hurtowni były.
Jutro moze tez uda mi się sprawdzic. Niestety i to jest prawda nie leżą wyłozone na półkach księgarskich!!!!!!!

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Miroslawa Kruszewska
Bywalec Forum


Dołączył: 25 Sie 2008
Posty: 42

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 1:30 am    Temat postu: OTO CO PISZE ODOJEWSKI Odpowiedz z cytatem

A oto, co pisze Odojewski o interesujacej nas sprawie:

WŁODZIMIERZ ODOJEWSKI
"Żenujący spór"

("Rzeczpospolita" nr 129 z 4-5 czerwca 2005 r.)
________________________________________________

Jest rok 2005. Drugi kwartał. Procesy o spuściznę po Józefie Mackiewiczu wloką się przed sądami III Rzeczpospolitej już wiele lat. Z jednej strony rodzina pisarza, różne pisma, wydawnictwa, nawet Polska Fundacja Katyńska, a z drugiej strony - mieszkająca od końca lat 60., a może początku 70. w Anglii, Nina Karsow-Szechter.

Kim ja jestem w tej sprawie? Kim jest Nina Karsow-Szechter? Co mi wiadomo o całej tej sprawie? Co sprawa ta znaczy dla historii literatury polskiej? Co dla historii w ogóle i dla stosunków polsko-rosyjskich w szczególności? Bo i dla tych ostatnich znaczy wiele. Mackiewicz był bowiem naocznym świadkiem rozkopywania przez Niemców w 1943 roku grobów katyńskich, pierwszym autorem ogłoszonych o Katyniu świadectw, reportaży i wspomnień, a następnie przez lata człowiekiem, który swoimi publikacjami sprawę sowieckiego mordu utrzymywał na Zachodzie w napięciu na forum opinii publicznej. Czy uda mi się odpowiedzieć na wszystkie wyżej stawiane pytania, czy tylko na niektóre? A może jedynie potrafię wyłożyć, co o tym sądzę, czego się domyślam? Spróbujmy.

Znałem Józefa Mackiewicza długo. Najpierw listownie, potem telefonicznie, wreszcie od połowy 1975 roku bezpośrednio. Początkowo była to znajomość dwóch autorów, potem przyjaźń ludzi sobie bliskich. Dużo o sobie wiedzieliśmy, ale była też obszerna sfera, o której się nie mówiło - do niej należały wszelkie kontakty z krajem, tu obowiązywała żelazna zasada konspiracji. Dopiero dużo później dowiedziałem się, jak Mackiewicz kontaktował się z ludźmi z Polski, szczególnie z rodziną; jego żona, Antonina, mieszkająca w Warszawie, zmarła w 1973 roku, jego siostra, Seweryna, w drugiej połowie lat 90.

Nina Karsow-Szechter pojawiła się w naszych rozmowach dopiero w drugiej połowie lat 70. Nie mówiło się o niej wiele. Może trochę więcej poświęcała jej słów towarzyszka życia Mackiewicza, Barbara Toporska, szczęśliwa z każdego okruchu zainteresowania twórczością i osobą Józefa. Wtedy człowieka bardzo samotnego, skłóconego z dużą częścią środowiska emigracyjnego, zwłaszcza w Anglii, środowiska nie mogącego mu wybaczyć zarówno diametralnie innego zdania na aktualne i sięgające historii niedawnej tematy polskie, jak i wojowniczego temperamentu w dyskusjach. Wtedy również człowieka boleśnie separowanego od spraw polonijnych, zmuszonego nieraz z trudem przebijać się do druku, czy nawet w ogóle po polsku nie drukowanego, "karnie" odsuniętego od możliwości literackich zarobków, realnie liczących się zresztą jedynie w RWE (Radio Wolna Europa); tu nie będę daleki od prawdy, jeżeli użyję słów - człowieka zaszczutego. A więc czułego na każdy, najmniejszy nawet przejaw ludzkiej sympatii, na deklarowaną chęć niesienia mu pomocy, czy nawet tylko okazane mu zainteresowanie.

Co z tamtego okresu utrwaliła na temat Niny Karsow-Szechter moja pamięć? To mianowicie, że z pisarską parą nawiązała kontakt jakaś młoda kobieta, która wyemigrowała z mężem z Polski do Anglii, mieszka w Londynie i pracuje w jakimś wydawnictwie brytyjskim. Że ma zamiar "chałupniczymi" metodami przygotowywać do druku różne polskie teksty. I że pyta, czy Józef Mackiewicz zaryzykowałby skład któregoś ze swoich tekstów przez nią zrobiony. Skład i potem wydanie.

Już wówczas zainteresowało mnie to, co znaczyć miało sformułowanie o owym składzie - "chałupniczymi" metodami? Otóż, zapamiętałem wzruszającą historyjkę opowiedzianą mi przez Barbarę Toporską. Że ta młoda emigrantka w Londynie, wieczorową porą (jak ich poinformowała), już po pracy, zostaje w siedzibie wydawnictwa i z mozołem przygotowuje skład do druku polskich tekstów. Zaliczały się wówczas do nich chyba tylko utwory literackie jej męża, Szymona Szechtera. Może były tam jeszcze pomiędzy obydwiema paniami dodatkowe wyjaśniające listy, może telefony; tego nie pamiętam. W każdym razie Mackiewicz na propozycję z Londynu przystał. Tak to powstało wkrótce wydawnictwo Niny Karsow-Szechter, które (był to głęboki ukłon w stronę pisarza) nazwała, od tytułu jednej z jego książek, wydawnictwem Kontra, i w tym to wydawnictwie zaczęła później druk i rozpowszechnianie kolejnych literackich i publicystycznych pozycji Józefa Mackiewicza.

Przypominam sobie, że cieszyło mnie to razem z nim. Również i to, że po latach kłopotów, pisarskiego nieurodzaju na rynkach wydawniczych (bo nieukazywania się jego książek nie rekompensowało trafianie ich do Polski od 1975 roku na falach RWE), po niepublikowaniu na łamach dużej części emigracyjnej prasy jego utworów publicystycznych (zwłaszcza po zamknięciu londyńskich "Wiadomości"), po różnych innych przykrościach i upokorzeniach, może on wreszcie odetchnąć i znowu uświadomić sobie swoją przydatność i znaczenie. Nie był to już wtedy człowiek zgorzkniały, jak ten, którego kiedyś wcześniej poznałem. To cieszyło mnie również. Choć - jak mi się zdaje - przyjął wówczas, że Polska nieprędko odzyska niepodległość, że to jeszcze kilkadziesiąt lat potrwa, jak kiedyś zabory. Ale był przekonany, że on na tę ewentualność twórczość swoją przygotował i zabezpieczył możliwie jak najlepiej: o jego literackie sprawy w kraju (a zaczęły się tam ukazywać druki samizdatowe) miała troszczyć się córka, Halina, mieszkająca w Warszawie, druki na Zachodzie zaś pozostawały w jego osobistej gestii; ukazywały się teraz głównie w wydawnictwie Kontra. Ta zadowalająca sytuacja trwała do jego śmierci, a może nawet jeszcze dłużej, bo do odzyskania przez kraj niepodległości. Wtedy to bowiem ujawniły się wydarzenia, które kazały spojrzeć inaczej (na razie tylko nieco) na los, zdawałoby się, tak dobrze uporządkowanej przez pisarza jego spuścizny literackiej.

Wpierw były to sygnały z Polski, że run na książki Józefa Mackiewicza został stanowczo powstrzymany z Londynu przez, legitymującą się prawem własności "praw autorskich" tego pisarza, Ninę Karsow-Szechter. Jeszcze wtedy spotykałem tę panią osobiście. Przyjeżdżałem co roku na Międzynarodowe Targi Książki do Frankfurtu nad Menem. Zatrzymywałem się tam kilka dni, przygotowywałem jakąś obszerną audycję dla RWE o literaturze, ale zawsze znajdowałem czas, żeby spotkać się z Niną Karsow-Szechter, zaprosić ją na kawę, porozmawiać. Tu muszę przyznać, że z początku nie orientowałem się zbyt dobrze w "sprawie", byłem przecież przygotowany na tryumfalny "powrót" pisarza do kraju i, jak mi się zdawało, zrozumiałą radość z tego powodu jego londyńskiej wydawczyni. Pierwsze sygnały alarmowe, że coś jest "nie tak", że jest inaczej, zaczęły napływać od krajowych wydawców do RWE bodajże w 1992 roku dopiero. Rodzina pisarza w kraju (być może zrazu zdezorientowana, podobnie jak ja) nie skarżyła się - a przecież znałem z może dwóch, może trzech spotkań jego córkę Halinę, świetnie natomiast znałem od lat sześćdziesiątych jego siostrzeńca Kazimierza Orłosia. Jeszcze bodajże w 1991 roku Nina Karsow-Szechter próbowała mi tłumaczyć swój zakaz publikacji książek Mackiewicza i o Mackiewiczu w Polsce jakimiś niepoważnymi propozycjami krajowych wydawców, jakimiś trudnościami i zawiłościami prawnymi. Muszę przyznać, że nie rozumiałem. Ale do głowy mi nie przychodziło, aby owe "zawiłości" prawne to była już wtedy zupełnie serio dokonywana ze strony Niny Karsow-Szechter próba zawłaszczenia praw autorskich pisarza.

Żyły wtedy przecież jego dwie córki, jedna z nich, Halina, prowadziła sprawy literackie ojca w kraju przez lata należycie i z powodzeniem. Nawet gdyby zostały przez ojca wydziedziczone, to z jego majątku należała się im jakaś tam cząstka, tak zwany zachowek bodajże. Więc może na samym początku działalności prawnej Niny Karsow-Szechter (bo wydawniczej działalności w kraju nie było żadnej) było moje zdziwienie i zakłopotanie tylko, potem dopiero zdumienie, przerażenie i rodzące się podejrzenia. Podobne zdumienie i podejrzenia zaczęły trapić również najpoważniejszą moralnie instytucję emigracyjną, "Kulturę" paryską, z którą byłem w stałym kontakcie; mam przecież wymienione na ten temat z red. Giedroyciem listy.

A oto, jakiego losu doczekały się książki Józefa Mackiewicza w kraju po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Przez chyba dwa pierwsze lata nie ukazywały się w ogóle, a jeżeli już coś z jego pism się ukazało, wydawcy otrzymywali od Niny Karsow-Szechter listy z pogróżkami skierowania sprawy do sądu i żądaniami pieniężnych odszkodowań, albo Nina Karsow-Szechter rzeczywiście wytaczała wydawcom czy czasopismom w Polsce procesy; jak rozumiem - o kradzież. Po pewnym czasie, kiedy wszystko to stało się głośne i kiedy wreszcie rodzina pisarza w kraju zorientowała się, co w trawie piszczy i zaczęła dochodzić swoich praw, a ileś piór w Polsce zaczęło na łamach prasy (już z oburzeniem) poruszać tę aferę, Nina Karsow-Szechter wpuściła do kilku księgarń krajowych jego książki w śladowych ilościach ze zdumiewającym nadrukiem, głoszącym, że jest do rozprowadzania tych dzieł zmuszona, choć Mackiewicz w takiej jak III Rzeczpospolita Polsce nie życzyłby sobie wśród czytelników zaistnieć.

Nie wiem, czy Nina Karsow-Szechter była powiernikiem duchowym pisarza, kimś w rodzaju spowiednika (nikt z przyjaciół nie został o takiej jego przedśmiertnej wizji przyszłej Polski poinformowany), czy może poczuła się kimś w rodzaju Roosevelta skrzyżowanego z Lloyd George'em i jakąś tam nową Ligą Narodów, i uznała, że Polska musi u niej uzyskać zatwierdzenie swej niezawisłości, prawdziwości itd. Może podobnie myślała i myśli także klika adwokacka wynajmowana przez nią do poszukiwań różnych papierków i dowodów w Polsce i na Litwie; chociażby, że był ze swą mieszkającą w Warszawie żoną rozwiedziony, jego zaś żoną aktualną była Barbara Toporska.

Żenujący spór i procesy o spadek po pisarzu nie dotyczą oczywiście poważniejszych dóbr materialnych. Józef Mackiewicz - prócz tapczanu, dwóch fotelików, nocnego stolika, stołu kuchennego, który był czasem także jego biurkiem i za tym stołem drewnianej ławy, na której sadzał gości z konieczności opierających się plecami o ścianę z półką, gdzie niewiele mieściło się książek prócz jego własnych dzieł - nic nie posiadał. A książki, przynajmniej te z wyższej, jak się w kraju mówi, półki, to wiadomo: żaden dzisiaj dochód. Dobrze, gdy pokrywają chociażby koszta swego wydania. Więc o żadne pieniądze tutaj nie chodzi. Chodzi zapewne o coś zupełnie innego. Spróbujmy więc przybliżyć się do tej prawdy. Wpierw jednak o fazach (tych, które ja dostrzegłem) prób przywłaszczenia sobie spuścizny literackiej pisarza.

Barbara Toporska przeżyła Józefa Mackiewicza tylko o kilka miesięcy (rak, jak gdyby uśpiony, kilkakrotnie operowany, a jak twierdzili zdumieni lekarze, zatrzymany wolą chorej, zaczął natychmiast po śmierci Józefa pracować). Widziałem się z Barbarą Toporską jednego z ostatnich dni przed przewiezieniem jej do kliniki. Zaprosiła mnie, a właściwie wezwała telefonicznie do swego mieszkanka przy Windeckstrasse. Zajęta była rejestrowaniem zawartości kartonów i skrzyń z wydobytymi z szaf i z piwnicy rękopisami utworów Mackiewicza, listami do niego i kopiami jego listów do różnych ludzi i instytucji, kalendarzami, prowadzonymi niezbyt systematycznie dziennikami, teczkami pełnymi notatek, licznymi dokumentami Józefa i, być może, także swoimi, była przecież pisarką. Chciała mnie poinformować, co się z tym całym archiwum stanie. Kartony i skrzynie miały zostać odtransportowane do polskiego Muzeum Raperswilskiego w Szwajcarii. Wkrótce też przyjechać miała z Londynu do Monachium Nina Karsow-Szechter. Przyjechała. Towarzyszyła potem w klinice umierającej. Zajęła się później formalnościami związanymi z jej zgonem (w Niemczech piętrowymi, jeśli chodzi o cudzoziemca), spopieleniem zwłok (znowu formalnościami piętrowymi) i przygotowaniami (formalnościami jeszcze bardziej piętrowymi) do transportu urny do Anglii, gdzie został wcześniej pochowany Józef Mackiewicz. Oczywiście, we wszystkich tych czynnościach pomagali jej przyjaciele pisarskiej pary z Monachium.

Tu właśnie Nina Karsow-Szechter dokonała pierwszej próby przywłaszczenia sobie tego, co po Mackiewiczu i jego towarzyszce pozostało, przedstawiając się jako córka Barbary Toporskiej i za taką została w pierwszej chwili przez władze sądowe (Nachlassgericht) w Monachium prawnie uznana. Dzięki jakim fortelom zdołała tej sztuczki dokonać - nie wiem. Bardzo to dziwne, niemieckie urzędy bowiem o wszystko można pomawiać, ale nie o to, że się mylą. W niemieckich urzędach co jak co, ale "Ordnung muss sein". Więc dlaczego wbrew temu umiłowaniu przez Niemców ordnungu stało się inaczej? Może to obecność Niny Karsow-Szechter przy konającej uwiarygodniła jej kłamstwo, może załatwianie przez nią szpitalnych, ubezpieczeniowych i innych likwidacyjnych formalności? Może, jak mówili w Monachium wówczas jedni znajomi, okazane listy od Barbary Toporskiej z nagłówkiem "moja córeczko", może to wreszcie, że Niemcy do dzisiaj, mając do czynienia z przedstawicielem narodowości żydowskiej, stają na baczność, jak mówili inni - nie pamiętam.

Pierwsza przywłaszczeniowa runda wypadła dla Niny Karsow-Szechter pomyślnie, bo kiedy ja później, zaopatrzony w legitymację prasową i odpowiednie pismo dyrekcji RWE, pojawiłem się z pytaniami w monachijskim Sądzie Spadkowym, wydano mi kopię dokumentu, w którym Nina Karsow-Szechter, nazywana w nim córką Barbary Toporskiej, z kolei nazywanej tam żoną Józefa Mackiewicza, dziedziczy po nich wszystko. Dokument ten w tłumaczeniu polskim ogłosiłem swego czasu bodajże w "Rzeczpospolitej". Kiedy jednak ten niemiecki dokument nie chwycił (zbyt znany był w Polsce życiorys Niny Karsow-Szechter), jęła się ona innego sposobu. Mianowicie, zaczęła się powoływać na korespondencję z pisarską parą, na jakiś testament Mackiewicza przekazujący prawa autorskie Barbarze Toporskiej, na testament czy też listy do siebie w tej sprawie samej Barbary Toporskiej (nigdzie do dzisiaj w Polsce testamentów tych sądom nie przedstawiła ani nie zalegalizowała), na prawa nabyte przez wydawanie jego dzieł wreszcie. Sprawa długa i zawikłana, nie jestem prawnikiem, żeby ją rozplątywać.

Jednakże próba zawłaszczenia praw autorskich Mackiewicza i utrzymania statusu ich właściciela jest dla mnie dość jasna. Pisałem o tym już parokrotnie w czołowych pismach krajowych. Nina Karsow-Szechter nigdy nie zaprotestowała, nie zaskarżyła mnie o zniesławienie, nasyłając na mnie jedynie polemistów, jak chociażby bydgoskiego osiołka dziennikarskiego, który nie potrafiwszy uderzyć wprost, oskarżył mnie przeogromnym artykułem w tamtejszej prasie o antysemityzm, a to dlatego, że Ninę Karsow-Szechter nazywałem Niną Karsow-Szechter, a Szechterzy są w Polsce podobno - jego zdaniem - synonimem Żyda. Przypuszczam, że właśnie za atak na mnie, za to zaskakujące oskarżenie mnie w prasie bydgoskiej wydawczyni z Londynu dziennikarzowi z Bydgoszczy zapłaciła opublikowaniem mu w Londynie po polsku książki o Mackiewiczu, nieprzeznaczonej (podobnie jak dzieła Mackiewicza) do rozprowadzania w Polsce, niedostępnej w Polsce, co - nie mam powodu inaczej nazywać - było zapłatą za wspólnictwo w tym wielkim oszustwie.

Do Polski, jak napisałem wyżej, książki Józefa Mackiewicza docierają śladowo z owym idiotycznym nadrukiem. Ale już rozprowadzanie jego dzieł i popularyzowanie szerzej w innych krajach jest przez Ninę Karsow-Szechter całkowicie uniemożliwiane. Na odmowy przekładów skarżą się wydawcy z Ukrainy i Litwy, odmówiła też zezwolenia na przekład wydawnictwu francuskiemu, czy też w ogóle nie odpowiedziała. To tyle, co ja wiem. A zdaje mi się, że nie wiem wszystkiego. Nina Karsow-Szechter nie zezwala też w Polsce nawet na wykorzystywanie większych cytatów z jego twórczości; grozi za to procesami albo swe pogróżki urzeczywistnia. Poza tym, tam gdzie może, hamuje prace badawcze nad jego twórczością; jednym z takich jaskrawych przykładów tego procederu jest położenie ręki na części zasobów Archiwum Emigracyjnego, założonego przy Uniwersytecie Toruńskim. Udało jej się przekonać rektora tegoż uniwersytetu, że to ona jest też właścicielką licznych listów Mackiewicza do jego przyjaciela mieszkającego w Anglii, literata emigracyjnego Janusza Kowalewskiego. W ten sam sposób udało jej się zablokować dostęp do wglądu do listów Mackiewicza pisanych do londyńskich "Wiadomości", znajdujących się w tymże archiwum. A przecież taka totalna blokada materiałów, dla których nie istnieje zastrzeżenie czasowego ograniczenia ich publikacji, jest w Polsce niezgodna z prawem.

Chciałbym tu przytoczyć jeszcze jeden, szczególnie jaskrawy przykład hamowania wiedzy o pisarzu i o jego działalności związanej z Katyniem. A przez to samo o Katyniu w ogóle. Otóż w 1997 roku nakładem wydawnictwa warszawskiego Antyk i Fundacji Katyńskiej ukazała się książka zawierająca katyńskie relacje Mackiewicza, jego potykania się w tej sprawie z opinią polskiej emigracji i w ogóle Zachodu, oraz różne jeszcze inne dokumenty katyńskie. Tytuł książki - "Katyńska zbrodnia bez sądu i kary". Książkę przygotował do publikacji profesor Jacek Trznadel. Otóż po jej wydaniu, cały komitet redakcyjny został pozwany do sądu i - tu proszę o specjalną uwagę - książka przez sąd III Rzeczypospolitej została zatrzymana, jej rozprowadzanie zostało zabronione. Przez sąd III Rzeczypospolitej, powtarzam, nie Ludowej, ale Trzeciej, żeby nikt nie miał wątpliwości. Bo - według adwokata Niny Karsow-Szechter przy tej sprawie, Andrzeja Leguta - "wydanie książki Józefa Mackiewicza nastąpiło bezprawnie z naruszeniem woli zmarłego Autora", a w uzasadnieniu: "bo wydanie książki Józefa Mackiewicza w Polsce było sprzeczne z wolą Autora. Taką dyspozycję przekazał on swej żonie i powódce". Otóż, nie wiem, kto tu jest wariatem. Może zresztą i Sąd Wojewódzki w Warszawie, IV Wydział Cywilny, który książkę Józefa Mackiewicza skazał na już sześć lat trwające gnicie w piwnicach wydawnictwa. A może to ja śnię o jakiejś III Rzeczypospolitej, a tymczasem nie wyszliśmy wciąż jeszcze z Polski Ludowej.

Zastanawiam się, co za tą działalnością Niny Karsow-Szechter się kryje, kto to wszystko finansuje (bo już tylko adwokaci to sumy ogromne!), kto jeszcze na tej dziwnej szachownicy przesuwa figury? Jakie korzyści ktoś z tego czerpie? Ona? Coraz większe mnie trapią wątpliwości, że to tylko ona. Bo może ktoś znaczniejszy? W którego rękach jest ona jedynie pionkiem? Jednym słowem, ażeby krótko, jest to zastanawiająca działalność na niekorzyść literatury polskiej. To pierwsze. W głowie się nie mieści, że może być prowadzona przez jedną osobę, bez wspólnictwa, bez finansowej pomocy. Jest to działalność okrutnie tę literaturę okaleczająca, przy niewybaczalnej opieszałości i ślepocie sądów III Rzeczypospolitej, przy obojętności naszej prasy, przy powszechnej niewiedzy Polaków i przy lekceważeniu tej sprawy przez opinię publiczną. A drugie: jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że cała ta afera ma miejsce wtedy właśnie, kiedy sprawa Katynia - miast, w związku z oddalaniem się w czasie - zabliźnić się, ulegać powolnemu wyciszeniu, przeciwnie, zaognia się z roku na rok, rany nie chcą się zagoić. Rosja bowiem nie chce tej zbrodni ukazać we właściwym jej, wyjątkowym świetle i wymiarze w odróżnieniu od mordów innych, chociażby gułagowych, mających prawnie inny charakter, nie chce wydać całej pozostałości akt tej sprawy, nie chce ujawnić pełnej listy sprawców, a przecież - jak niedawno wyczytałem w jednym ze źródeł rosyjskich - było ich około dwóch tysięcy - w ogóle w tej sprawie pokazuje Polsce plecy. W tej sytuacji, owe w kilku miejscach dokonane na początku sowieckiej okupacji przez komunistów rosyjskich mordy na polskich jeńcach, stają się teraz na forum międzynarodowym coraz częściej "sprawą" między Polską a Rosją nie natury historycznego sporu jedynie, ale zupełnie współczesnego sporu politycznego. I może z myślą o tym sporze należy przyjrzeć się uważniej i czujniej aferze z próbą niszczenia twórczości jednego z głównych świadków tamtych zbrodni.

(mk)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
A.Friend
Częsty Użytkownik


Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 10

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 6:27 am    Temat postu: Pani Jadwigo - dziękuję za szybką reakcję. Odpowiedz z cytatem

Ad. 1 - Gamsahurdia
Zdaję sobie sprawę, że jest Pani jedną z niewielu osób w Polsce mających jakiekolwiek pojęcie o historii tzw. Zakaukazia ostatnich dwóch dekad. Mój wpis miał na celu zachęcenie Pani (lub kogoś o podobnej wiedzy) do wystąpienia np. do Gazety Polskiej z artykułem-sprostowaniem. Proszę zwrócić uwagę na dwa materiały, które w GP pojawiły się ostatnio: artykuł p. Zambrowskiego wychwalające Gamsahurdię i przeklinające Joselianiego, wywiad z gruzińskim Polakiem, p.Rusieckim (jeśli dobrze zapamiętałem nazwisko), w podobnym tonie. Trudno pana Antoniego Z. posądzać o bezmyślną podatność na rosyjską propagandę. Myślę, że to przede wszystkim skutkiem braku alternatywnego opisu wydarzeń, przygotowanego przez kogoś takiego jak Pani. A może jacyś Gruzini wydaliby specjalnie dla nas (i Unii Europejskiej) takie oświadczenie - pro memoria?
Warto temu poświęcić chwilę, bo jeśli uda się choćby tylko uwiarygodnić inną od promowanej dziś wersji historii, to już będzie sukces. Zwłaszcza, że dzieje Gamsahurdii, Kostawy i Joselianiego (według przypomnianych przez Panią faktów) pozwalają uwiarygodnić tezę, że i u nas można było hodować przywódców.

Ad. 2 - sprawa książek J.Mackiewicza
Myślę, że trzeba z tych wszystkich wątków wysupłać kilka istotnych okoliczności.
Po pierwsze – trudno zaprzeczyć, że dzieł J.Mackiewicza zabrakło w Polsce w kluczowych latach 90., kiedy to dyskurs polityczny kształtowany był niemal w całości przez GW. To (umownie mówiąc) GW osiągnęła wielki sukces tanim kosztem: zawsze chciała takich Mackiewiczów przemilczeć, by było o nich cicho, jak najciszej. Potęga dzieł JM polegała bowiem na tym, że skutecznie uodparniały na złudzenia wobec komunistów i ich „poputczików”. Eksplozja pism JM w tzw. drugim obiegu, zwłaszcza w okresie przygotowań do Magdalenki (i ich rosnąca popularność, m.in. wśród młodzieży akademickiej) dokonała się wbrew nie tylko czerwonym, ale przede wszystkim wbrew przyszłemu środowisku GW i okolic. Ta eksplozja skończyła się nagle, bo o ile wcześniej wolno było wydawać JM w „podziemiu”, to potem p. Karsov (jak zrozumiałem) nie zgodziła się na kontynuowanie wcześniejszych zasad wydawniczych w drodze wydawania legalnego, bo III RP nie była upragnioną wolną Polską. Trudno zaś było spodziewać się, że po ’89 ktoś będzie wydawał nielegalnie, bo z pewnością fiskus dałby mu ostro popalić. Błędne koło. Zabrakło więc ze strony p. Karsov i jej doradców podstawowej refleksji, jak zapewnić ciągłość wydawania JM w Polsce, w maksymalnie dużym nakładzie i jak najdłużej.

Po drugie – trudno mi uwierzyć, że ktoś tak skutecznie i przez długie lata blokujący z zagranicy wydawanie książek (lub nawet fragmentów książek) w Polsce bez własnej zgody, nie mógłby równie skutecznie egzekwować umów z krajowymi wydawcami, np. w kwestii tego jak dokładnie ma wyglądać książka i jej promocja. Istotą takich umów byłby brak wyłączności (każdy drukuje na własne ryzyko finansowe), rzecz przecież spotykana, zaś konsekwencją stały wpływ jakichś zysków do Londynu, choćby po to by przygotować edycję dzieł jeszcze niepublikowanych. Gdyby wytworzył się głód na eleganckie wydania Mackiewicza (tak jak to było z np. Suworowem, wcześniej wyklętym przez Autorytety), gdyby wydań JM było niemało, gdyby wiele osób widziało je w księgarniach (a pełno było w tym czasie tytułów, które tam zalegały latami), to zupełnie inaczej można by było walczyć o wpisanie JM do listy lektur.
Dlatego skłonny jestem przyznać rację tym, którzy widząc stanowczość p. Karsov w egzekwowaniu swoich praw (mniejsza tu, o to czy je faktycznie ma, i czy tylko ona), skutkujących „masową nieobecnością” JM w Polsce po ’89, uznają, że to po jej stronie leży wina za obecną sytuację.

Po trzecie – sprawa spadkobierców nie ma według mnie przełożenia wprost na wcześniej omawiane kwestie. Gdyby p. Karsov jednocześnie zapewniła masowy druk JM w Polsce oraz nawet brutalnie walczyła o swoje prawa spadkowe, to powiedziałbym trudno. Mógłbym współczuć rodzinie, ale widziałbym w tym tylko kolejną smutną historię, w której mieszają się uczucia wzniosłe i niskie. Jednak p.Karsov wykorzystała „swoje” tak, że skutek jest wiadomy. Nie chodziło jej chyba tylko o pieniądze, bo mogłaby więcej zarobić za sprzedaż niewyłącznych „licencji na Mackiewicza”. Mogłaby urosnąć do rangi dobroczyńcy historii, a zarazem symbolu pokazującego przykład Żydów, jakich w Polsce po ’89 w przestrzeni publicznej brakowało. Kiedyś naiwnie myślałem, co to by było, gdyby spokrewniona z Michnikiem „starsza Pani z Londynu” ofuknęła go tu publicznie za sianie antysemityzmu, za blokowanie dekomunizacji i lustracji. Nic takiego jednak się stało.

Po czwarte – jedynym sprzymierzeńcem JM w Polsce byli jego czytelnicy. To oni łyknąwszy „wirus zoologicznego antykomunizmu” stawali się jego nosicielami. Wiedział to dobrze Przeciwni. Pamiętam jak w ’89 do punktu, gdzie sprzedawano jawnie nielegalną literaturę, podszedł znany wtedy i dziś publicysta/naukowiec (ale – zabijcie – nie pamiętam nazwiska). Na widok książek JM, wyłożonych pomiędzy prasą niechętną okrągłemu stołowi, powiedział z niesmakiem: „co wy byście zrobili bez Mackiewicza?” No właśnie, co?

Trudno więc nie zapytać, jak to wszystko się stało. Czy był ktoś, kto podsycał w p.Karsov jej przekonanie, że postępuje słusznie? Czy była w tym wszystkim absolutnie sama, niedostrzegana przez ex. (?) służby zwalczające zagraniczną kontrewolucję? Myślę, że warto zbadać te wątki. Może IPN coś tu znajdzie...

_________________
Z powa?aniem,
A.Friend
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
A.Friend
Częsty Użytkownik


Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 10

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 6:32 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przepraszam za błędy w poprzednim wpisie. To wynik pośpiechu i małej wprawy. Laughing
_________________
Z powa?aniem,
A.Friend
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Miroslawa Kruszewska
Bywalec Forum


Dołączył: 25 Sie 2008
Posty: 42

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 7:16 am    Temat postu: MACKIEWICZ ZABLOKOWANY PRZEZ KARSOV Odpowiedz z cytatem

Dopóki żył Józef Mackiewicz (zmarł w 1985 roku), dopóki trwał PRL, sytuacja była jasna – nie było zgody pisarza na wydawanie jego dzieł w okupowanym kraju. Dziś, jak pisze Krzysztof Masłoń w „RZ” (z 26 września 2006 roku), dzieł pisarza nie można wydać nigdzie – tak, nigdzie!: „Nie ma mowy o masowym wydaniu choćby jednego tytułu‚ wykluczone jest opracowanie na podstawie utworu Józefa Mackiewicza słuchowiska czy spektaklu telewizyjnego‚ o nakręceniu serialu czy filmu nie mówiąc. Osoba dziedzicząca prawa autorskie do tej twórczości odmówiła zgody na tłumaczenie książek autora „Drogi donikąd” w Niemczech‚ Francji i Szwajcarii. Podobnie nie wyraziła zgody na rosyjską edycję „Kontry”, choć w Moskwie pokrywa się kurzem gotowy przekład. A szczytem wszystkiego jest nieobecność dzieł Józefa Mackiewicza na Litwie. W marcu tego roku nie zezwolono na opublikowanie „Drogi donikąd” i „Zwycięstwa prowokacji” polskojęzycznemu wydawcy z Wilna Ryszardowi Maciejkiańcowi. Bez efektu starała się też o wydanie dzieł Józefa Mackiewicza po litewsku oficyna „Versus Aureus”.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest stanowczy sprzeciw Niny Karsow-Szechter, która „załatwiła” sobie wyłączność na własność praw autorskich po wielkim pisarzu. I konsekwentnie z tego prawa korzysta – mijają lata, a dzieł Józefa Mackiewicza na polskim (i światowym rynku) jak nie było, tak nie ma...
Nina Karsow-Szechter po prostu „udowodniła” przed niemieckim sądem, że jest córką Barbary Toporskiej (towarzyszki emigracyjnego życia pisarza), ma więc prawa do spuścizny po nim. Toporska została zaś uznana (na jakiej podstawie?) za żonę pisarza. To prawda, że Toporska w niektórych listach do niej pisała „moja córeczko”, ale był to zwrot tylko grzecznościowy. Być może niemiecki sąd, jak przypuszcza Włodzimierz Odojewski, po prostu „stanął na baczność” przed przedstawicielką narodowości żydowskiej, która takie żądania zgłosiła. W każdym razie – stało się.

Włodzimierz Odojewski słusznie pyta: „Zastanawiam się, co za tą działalnością Niny Karsow-Szechter się kryje, kto to wszystko finansuje (bo już tylko adwokaci to sumy ogromne!), kto jeszcze na tej dziwnej szachownicy przesuwa figury? Jakie korzyści ktoś z tego czerpie? Ona? [...] W głowie się nie mieści, że może być prowadzona przez jedną osobę, bez wspólnictwa, bez finansowej pomocy. Jest to działalność okrutnie tę literaturę okaleczająca, przy niewybaczalnej opieszałości i ślepocie sądów III Rzeczypospolitej, przy obojętności naszej prasy, przy powszechnej niewiedzy Polaków i przy lekceważeniu tej sprawy przez opinię publiczną. A drugie: jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że cała ta afera ma miejsce wtedy właśnie, kiedy sprawa Katynia – miast, w związku z oddalaniem się w czasie – zabliźnić się, ulegać powolnemu wyciszeniu, przeciwnie, zaognia się z roku na rok, rany nie chcą się zagoić. [...] I może z myślą o tym sporze należy przyjrzeć się uważniej i czujniej aferze z próbą niszczenia twórczości jednego z głównych świadków tamtych zbrodni”.
Są to pytania, na które powinniśmy uzyskać odpowiedź jak najszybciej. A przede wszystkim, powinniśmy natychmiast uzyskać dostęp do wszystkich dzieł pisarza. Nie może być tak, że uzurpatorskie poczynania komunistycznej dysydentki mogą przez kilkanaście lat blokować dostęp do dzieł najwybitniejszego, po Henryku Sienkiewiczu, polskiego pisarza. Jego książki nie mieszczą się w kanonach szkolnych lektur, nie są wznawiane, co więcej – nie ma możliwości badania dorobku Józefa Mackiewicza, albowiem Nina Karsow-Szechter ściga i grozi sankcjami prawnymi nawet tych, którzy „zbyt obszernie” cytują pisarza. Pozostają im tylko... omówienia, ale to przecież jest jakaś paranoja, że po to tyle się zmieniło, aby w tej sprawie – nie zmieniło się nic.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 8:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Od wypowiedzi Orłosia, Mackiewicz się w "grobie przewraca". Jestem niemal pewna, że gdyby dać prawa autorskie w ręce grupy osób zwiazanej z panem Orłosiem ( krewnym J. Mackiewicza) to każde wydanie zaczynałoby się od przedmowy Michnika czy michniko- podabnych.
O próbie wydania w Polsce ksiażki Józefa Mackiewicza z przedmową Michnika mówiła w Krakowie Irena Lasota

http://prawica.net/index.php?q=Nagroda_Mackiewicza

INFORMACJE

Tym razem nominacje do nagrody im. j. Mackieiwcza wzbudziły emocje nie tylko u czytelników ale także w gronie samego jury.

Szczególne emocje wśród członków kapituły nagrody, będących zarazem jej jurorami, wzbudziła nominacja dla książki "Rzeczpospolita kłamców. Salon" Waldemara Łysiaka. Votum separatum od tej decyzji zgłosili: pisarz Kazimierz Orłoś - krewny patrona nagrody, oraz krytyk Tomasz Burek.

Kazimierz Orłoś zaakcentował ten punkt regulaminu, w którym nagrodę nazywa się "nagrodą niezależną, niezwiązaną z żadną opcją ani kierunkiem politycznym", tymczasem "Salon" Waldemara Łysiaka jest - zdaniem jurora - "próbą politycznej rozprawy ze środowiskiem "Gazety Wyborczej", szerzej - ze środowiskiem byłej Unii Wolności, a szczególnie z Adamem Michnikiem".

Z opinią tą polemizował Jacek Trznadel, który zwrócił uwagę, że w regulaminie mowa jest o niezależności nagrody ("o naszej niezależności"), a nie twórcy, który ma prawo do swojego światopoglądu.

Orłoś wskazał jednak w swym "zdaniu odrębnym" na "kłamliwe informacje" zawarte w "Salonie", a za szczególnie brutalny uznał fragment dotyczący pogrzebu Czesława Miłosza, złożenia w Krypcie Zasłużonych "truchła kosmopolity - jak pisze Łysiak - który się zasłużył chłoszcząc przez całe życie (...) polskie "małpy" i "świnie"".

Do votum separatum Kazimierza Orłosia przyłączył się Tomasz Burek:

- Dla mnie jest to pisarz brukowy, co wystarczająco dyskwalifikuje tę kandydaturę.


Inne zdanie w tej kwestii ma Włodzimierz Odojewski:
- Ta książka jest paszkwilancka, ale mnie bawiła.

Rafał A. Ziemkiewicz twierdzi, że ""Salon" jest odważny i zadziorny, a więc spełnia wymagania stawiane literaturze przez Józefa Mackiewicza, który bardzo się narażał możnym tego świata".
- Łysiak nie jest autorem mojego romansu - powiedział Marek Nowakowski - ale w nominowanej książce widzę walkę z panteonem nietykalnych. I ten jego rys warcholski mnie zafascynował.


źródło: Rzeczpospolita

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"


Ostatnio zmieniony przez Jadwiga Chmielowska dnia Czw Wrz 25, 2008 9:03 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 9:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://tylkoprawda.akcja.pl/dysk004.htm

Włodzimierz Bolecki („Tygodnik Powszechny” nr 34 z 20.08.2000)

Józef Mackiewicz – pisarz przemilczany

Po przyjeździe do Krakowa w maju br. Gustaw Herling-Grudziński zapytał mnie o artykuł Włodzimierza Odojewskiego „Józef Mackiewicz - autor nadal nieznany”, zamieszczony w wielkanocnym numerze „Tygodnika Powszechnego”. Herling był tym tekstem głęboko poruszony. Przejął go dramatyczny obraz obojętności na twórczość Mackiewicza i był przybity tezą, że londyńskie wydawnictwo Kontra może działać na szkodę swojego pisarza. Po wysłuchaniu moich komentarzy powiedział: „Musisz to wszystko napisać w 'Tygodniku'”. List prof. Małgorzaty Czermińskiej i odpowiedź Włodzimierza Odojewskiego („TP” nr 30) dają po temu dobrą sposobność.

Zakładam, że irytacja i gniew Odojewskiego wynikają z najgłębszej troski i choć niektóre jego sformułowania -- nie poparte dowodami -- muszą być potraktowane jak insynuacje (o czym niżej), nie wątpię w czystość intencji znakomitego autora. Jak mało kto, Odojewski ma prawo do gniewu. Jednak gniew nie jest dobrym doradcą.

Główna teza Odojewskiego, jeśli rozumieć ją wąsko (pisarz „nadal nieznany") jest dla mnie niejasna. Sformułowana szerzej (za nieznajomość książek Mackiewicza w Polsce odpowiada wyłącznie jego wydawca, Nina Karsov) jest nie tylko nietrafna, ale i niesprawiedliwa. Odojewski opiera swój wywód na emocjach, a nie na znajomości faktów wydawniczych i recepcji Mackiewicza. W rezultacie jego artykuł przekształca się w paszkwil na Ninę Karsov.

W tekstach Włodzimierza Odojewskiego powracają opinie i argumenty zawarte w publikacjach Grzegorza Eberhardta (przede wszystkim w artykule „Zbyt długa nieobecność", „Rzeczpospolita" z 3-4 VII 1999). Eberhardt z kolei powtarzał podobny pogląd Jacka Trznadla (wyrażony przed laty na łamach „Życia Warszawy"). A Trznadel nie był w swym stanowisku odosobniony. Jeśli kilka osób niezależnie od siebie formułuje publicznie tę samą tezę i uzasadnia ją tymi samymi argumentami -- a wszyscy oni są bardzo zasłużeni dla propagowania twórczości Józefa Mackiewicza w Polsce -- to znaczy, że jest „coś na rzeczy". Ja jednak na sprawę mam zupełnie inny pogląd. Być może się mylę, ale lepiej chyba, by Czytelnicy poznali dwa różne punkty widzenia.



Punkt wyjścia stanowi teza, że Józef Mackiewicz jest w Polsce pisarzem „nadal nieznanym”. Zgoda, ale co przez to rozumiemy? Wszyscy wymienieni autorzy odwołują się do liczby egzemplarzy dzieł pisarza znajdujących się w księgarniach. Odojewski pisze wprost, że jego książki „są dostępne w niewielkich, wprost śladowych ilościach”. A dzieje się tak, ponieważ -- jak twierdzą zgodnie Trznadel, Eberhardt i Odojewski -- Nina Karsov blokuje wydawanie i kolportaż książek Mackiewicza w Polsce.

Jest w tym rozumowaniu sprzeczność -- zrozumiała u Odojewskiego, który pisze: „nie jestem księgarzem ani bibliotekarzem”, mniej zrozumiała u Eberhardta, który był wydawcą. Otóż jeżeli wydawca „blokuje druk i kolportaż” książek Mackiewicza, to nie ma ich w ogóle w księgarniach. Jeśli natomiast są -- choćby w „śladowych ilościach” -- to znaczy, że są wydawane i kolportowane. Rzecz jednak w tym, że jeśli wydawca książki wydaje -- i to za własne, a nie dotacyjne pieniądze -- to w takich nakładach, jakie może wchłonąć rynek. Znajdujące się w księgarniach „śladowe ilości” książek Mackiewicza to po prostu egzemplarze, które nie zostały dotąd sprzedane! Żaden wydawca nie zrobi dodruku książki, która jeszcze jest w hurtowni, żaden księgarz nie zamówi u hurtownika tytułów, których przez kilka lat nie udało mu się sprzedać, żaden hurtownik nie będzie namawiał wydawcy na dodruk, jeśli ma jeszcze książki w magazynie. To jest elementarz mechanizmów rynku księgarskiego, którym rządzi gra popytu i podaży, a nie ocena wybitności książek. Bardzo bym chciał, żeby wszyscy klienci księgarń w Polsce kupili choć jeden utwór Józefa Mackiewicza, ale nic nie poradzę, że mają oni dziś zupełnie inne potrzeby.

Odojewski używa jeszcze innego argumentu: książki Mackiewicza znaleźć można „tylko w kilku elitarnych księgarniach”. Brzmi to tak, jakby Nina Karsov perfidnie „blokowała kolportaż”, by książki Mackiewicza trafiły jedynie do księgarń wybranych. To absurd! Chodzi po prostu o księgarnie, których właściciele sprowadzają z hurtowni książki niskonakładowe, tzw. ambitne -- a taki jest dziś obieg literatury pięknej (poza klasyką), czy po prostu książki humanistycznej. W tym sensie -- pozytywnym - wszystkie księgarnie, w których sprzedawana jest w Polsce literatura piękna czy humanistyczna, są księgarniami elitarnymi. Książki Włodzimierza Odojewskiego sprzedawane są w tych samych „elitarnych księgarniach", w których znajdują się „śladowe ilości" utworów Mackiewicza!



A teraz kilka faktów z dziejów wydawania książek Mackiewicza w III Rzeczypospolitej. W roku 1990, gdy zniesiono cenzurę, w księgarniach sprzedawano zarówno wydania Kontry z lat 80., jak i resztki nakładów wydawnictw podziemnych – np. Bazy. Te ostatnie szybko się wyczerpały, natomiast wydania Kontry spotykałem jeszcze wiele lat później. Były to końcówki nakładów, toteż uważałem, że Kontra powinna jak najszybciej wykorzystać likwidację cenzury oraz koniunkturę na książki emigracyjne i zacząć rozpowszechnianie utworów Mackiewicza na większą skalę. Rozmawiałem o tym wtedy z p. Karsov kilkakrotnie i wiem też, że zgłaszali się do niej różni wydawcy, którzy chcieli publikować utwory Mackiewicza w Polsce. Na wszystkie tego typu propozycje p. Karsov odpowiadała negatywnie.

Miała ona trzy rodzaje obiekcji. Po pierwsze, polityczne (czy nie naruszy testamentu Mackiewicza kolportując jego książki w państwie, w którym komuniści zachowali wielkie wpływy). Po drugie, wydawnicze (z kim współpracować, gdy wydawnictwa podziemne pozanikały, a dawne państwowe znajdują się w fazie niezbyt przejrzystej transformacji). Po trzecie, kolportażowe (kto ma kolportować książki Kontry, gdy z jednej strony załamała się ogólnopolska dystrybucja książek, a z drugiej doświadczenia z byłymi wydawcami podziemnymi nie zawsze były zachęcające).

Pierwsza obiekcja była dla p. Karsov dylematem moralnym (testament Mackiewicza traktowała bowiem jako powinność moralną). Dwie następne miały charakter praktyczny, ale kto pamięta tamte lata, nie powinien im się dziwić. Dość przypomnieć, że przez całą dekadę lat 80. i początek 90. książki Mackiewicza wydane przez Kontrę Nina Karsov wysyłała na własny koszt. Jest jednak faktem, że koniunktura na książki Mackiewicza w latach 1990-1992 została zmarnowana.

Stanowisko Niny Karsov uległo zmianie chyba na początku roku 1993, gdy dotarła do niej wiadomość, że pewien były wydawca emigracyjny przygotowuje w Polsce edycję utworów Mackiewicza (na podstawie wcześniejszych wydań Kontry!) bez pytania jej o zgodę. Odpowiedzią była decyzja o przygotowaniu kompletnej edycji „Dzieł" Mackiewicza i -- wbrew wspomnianym obiekcjom -- o sprzedawaniu jej w Polsce. To właśnie w tej edycji znalazła się informacja, że wydawca decyduje się na sprzedaż utworów Mackiewicza w Polsce wbrew woli autora. W latach 1993 i 1994 uczestniczyłem razem z Krzysztofem Kopczyńskim, Andrzejem S. Kowalczykiem i Wacławem Lewandowskim w wielu spotkaniach promujących pierwsze tomy tej edycji. Ostatni tom ma dziś numer 12, ale nie ukazywały się one po kolei. Ogólnopolskim dystrybutorem „Dzieł" jest dziś hurtownia BDM. Po ukazaniu się artykułu Eberhardta Sławomir Osuch, występujący w imieniu tej hurtowni, napisał w liście do „Rzeczypospolitej", że BDM współpracuje z ok. 15 innymi hurtowniami (w Warszawie komplet dzieł Mackiewicza znaleźć można np. w hurtowni Diso), że w sprzedaży znajduje się 11 tytułów książek Mackiewicza i że roczna ich sprzedaż waha się pomiędzy 200 a 500 egzemplarzy. Jak więc w rzeczywistości wyglądają nakłady Mackiewicza? Otóż w hurtowniach znajduje się w tej chwili przeszło dwadzieścia jeden tysięcy egzemplarzy różnych jego książek...



Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Bo przecież Mackiewicz jest rzeczywiście nadal autorem mało znanym. Stwierdzenie to ma jednak sens w zupełnie innym porządku niż ten, o którym pisze Odojewski. O książkach Mackiewicza po prostu od lat nie pisze się w prasie i nie omawia się ich w tzw. mediach. Nie mogłem do tej tezy przekonać Eberhardta (choć lojalnie ją zreferował), być może zastanowi ona Włodzimierza Odojewskiego. Otóż od roku 1993 ukazało się w Polsce kilka tomów „Dzieł” Mackiewicza (t. 1: „Droga donikąd”, 1993; 3: „Kontra”, 1993; 5: „Zwycięstwo prowokacji”, 1997; 7: „Lewa wolna”; 8: „Nie trzeba głośno mówić”, 1993; 9: „W cieniu krzyża”; 11: „Droga Pani...”, 1998; 12: „Fakty, przyroda, ludzie”; być może coś przeoczyłem). W bieżącym roku ukazało się jeszcze osobno wydanie „Kontry”. W przygotowaniu znajdują się też tomy zupełnie nieznanej publicystyki Mackiewicza wymagające żmudnej pracy edytorskiej.

Publikacja pierwszej edycji „Dzieł” Mackiewicza w Polsce powinna być wydarzeniem. Tymczasem o żadnym z tych tomów ani o całej edycji w żadnym opiniotwórczym piśmie nie ukazała się ani jedna wzmianka! Nie było recenzji, nie było artykułów przekrojowych. Nie było omówień radiowych ani informacji telewizyjnych. Kompletna cisza, kamień w wodę. Zamiast, jak Eberhardt, ciskać na łamach „Rzeczypospolitej" gromy na Ninę Karsov za rzekome blokowanie kolportażu Mackiewicza w Polsce, sensowniej chyba zapytać redaktorów działu kulturalnego tej gazety, dlaczego nie opublikowali żadnej recenzji o żadnym tomie „Dzieł”? Zamiast pisać to samo w „Tygodniku Powszechnym”, sensowniej chyba zapytać redaktorów „Tygodnika”, dlaczego przez sześć lat nie zauważyli tej edycji? To samo pytanie trzeba by postawić redaktorom działów kulturalnych „Gazety Wyborczej”, „Ex Librisu”, „Dekady Literackiej”, „Arkusza”, „Odry”, „Kwartalnika Artystycznego”, „Twórczości”, „Res Publiki”, „Więzi”, „Nowych Książek”, „Znaku”, „Tytułu”... To przecież oni kształtują obraz danego pisarza w świadomości publicznej. Poza nieodmiennie wiernym Mackiewiczowi kwartalnikiem „Kresy”, żadne pismo w Polsce nie uznało za stosowne wykorzystać publikacji „Dzieł” Mackiewicza do promocji jego twórczości.

Nie Nina Karsov, panie Włodzimierzu. lecz trwająca przez siedem lat zmowa milczenia niemal wszystkich liczących się pism społeczno-literacko-kulturalnych w Polsce (a pośrednio publikujących w nich recenzentów i krytyków) odpowiedzialna jest za to, że Mackiewicz pozostaje „autorem nadal nieznanym", a jego książki zamawiają jedynie nieliczne księgarnie. O pierwszej i jedynej dotąd książce rekonstruującej poetykę powieści Mackiewicza (A. Fitas, „Model powieści Józefa Mackiewicza”', Lublin 1996) nie znalazłem w żadnym ze wspomnianych pism słowa. To samo z książką B. Truchan „Józef Mackiewicz w mojej pamięci” (Warszawa 1998). W przeglądach prasy nie odnotowuje się nielicznych artykułów o Mackiewiczu. Popularność pisarza w Polsce promują media, a te Mackiewicza po prostu zamilczały. Mackiewicz był konsekwentnym antykomunistą i to w III RP wystarczyło, by całkowicie wykluczyć edycję jego „Dzieł” z publicznego obiegu informacji o nowych książkach. Inna sprawa, że gdyby nadal żył, nie byłoby to w takim stopniu możliwe.

Rzecz jasna, w ciągu minionej dekady o Mackiewiczu ukazało się trochę tekstów. Pisali o nim m.in. K. Orłoś, M. Nowakowski, J. Trznadel, S. Chwin, B. Hadaczek, B. Klimaszewski, J. Tomkowski, T. Mianowicz, K. Tarka, S. Uliasz, J. Czachowska, M. Adamiec, P. Kuncewicz, W. Lewandowski, O. Swolkień. J. Goćkowski, M. Kisiel, W. Odojewski, S. Piskozub i niżej podpisany, jednak artykuły te -- ogłaszane najczęściej w wydawnictwach niskonakładowych -- żadnego wpływu na czytelnictwo książek Mackiewicza mieć nie mogły. Gdy telewizją publiczną kierował Wiesław Walendziak, jego współpracownicy przygotowali cykl filmów dokumentalnych „Kultura duchowa narodu”, w ramach którego znalazły się filmy m.in. o Bobkowskim, Jeleńskim, Hauptcie, Stempowskim oraz o Mackiewiczu. Po przejęciu TVP przez SLD serię skasowano. To była ostatnia medialna promocja Mackiewicza. Chcąc poważnie rozważać „nieznajomość" jego dzieł w Polsce, nie można tych faktów pomijać.

W ostatnich latach informacje o twórczości Mackiewicza trafiły do niektórych podręczników szkolnych (B. Chrząstowska, E. Wiegandt, S. Wysłouch), pisarz otrzymał należne mu miejsce w wydawnictwach encyklopedycznych (WEP, „Literatura polska XX wieku”, „Współcześni polscy pisarze i badacze literatury”), przygotowano o nim dwie książki monograficzne i kilka artykułów w wydawnictwach uniwersyteckich. Tymczasem Odojewski odpowiadając Małgorzacie Czermińskiej gromi nie wymienionych z nazwiska badaczy, którzy „rozpoczynali swą karierę uniwersytecką od opracowań na temat Mackiewicza”, a teraz „nie uczynili nic, by twórczość pisarza udostępnić czytelnikowi w kraju”. Te osoby -- to znaczy kto? Maria Zadencka wyjechała z Polski w połowie lat 80., obroniła w Szwecji znakomity doktorat m.in. o Mackiewiczu. A. Fitas opublikował o Mackiewiczu książkę. Wacław Lewandowski przygotował najlepiej udokumentowaną monografię życia i twórczości pisarza, która wkrótce ma się ukazać. Wiem jeszcze o kilku udanych pracach magisterskich. To ma być „skandal"? A jak inaczej te osoby mogłyby „twórczość pisarza udostępniać w kraju”? Może przygotowując pirackie publikacje jego książek?



Zamiast wiedzy o książkach Mackiewicza w Polsce i ich recepcji otrzymujemy w artykule Odojewskiego długi wywód kwestionujący prawo Niny Karsov do reprezentowania praw autorskich pisarza. Wywód ten jest jednak moim zdaniem zupełnie nie na miejscu, a niektóre sformułowania po prostu nie przystoją jednemu z najwybitniejszych współczesnych polskich pisarzy. Miejscem, w którym rozstrzyga się sprawy spadkowe, jest sąd, a nie prasa! Odojewski traktuje czytelników „TP” jak świadków albo ławę przysięgłych w procesie, który toczy się pomiędzy Rodziną Józefa Mackiewicza a Niną Karsov i w którym on sam występuje jako oskarżyciel posiłkowy. Tymczasem czytelnicy są zupełnie bezradni wobec formalnoprawnej materii sporu. Odojewski z jednej strony stwierdza, że jego historia jest bardzo skomplikowana, z drugiej -- z absolutną pewnością feruje wyrok. Skoro jednak sprawa jest tak oczywista, to dlaczego sądy zajmują się nią tyle czasu? Warto więc dopowiedzieć, że dodatkowo się ona skomplikowała, gdy prawa spadkowe -- oprócz córki pisarza, Haliny Mackiewiczówny -- formalnie uzyskał syn drugiej córki Mackiewicza, zmarłej w Wilnie Idalii Żyłowskiej, obywatel Republiki Litewskiej.

Odojewski kwestionuje prawa spadkowe Niny Karsov otrzymane na mocy testamentu pisarza, kwestionuje jej prawo do dysponowania jego dziełami, zarzuca Karsov „uzurpację”, a nawet posuwa się do stwierdzenia, że „wyłudziła” ona potwierdzenie nabycia spadku. Określenia te, traktowane dosłownie, oznaczają popełnienie przestępstwa (np. „wyłudzenie"), a jeśli nie odpowiadają prawdzie -- naruszenie dóbr osobistych tego, kogo dotyczą. Zakładam więc, że Odojewski wie, co pisze. Ja nie tylko nie wiem, kto w tym sporze ma rację, ale nie mam też żadnych kompetencji do zabierania głosu. Wyroki, jakie zapadną w toczących się procesach, dla czytelników i badaczy dzieła Mackiewicza są zupełnie bez znaczenia. Dokładnie tak samo jak w przypadku wielu innych zmarłych autorów.

Ta sprawa ma jeszcze inny wymiar. Mimo że toczy się nadal postępowanie spadkowe, dysponowanie prawami autorskim do dzieł Mackiewicza nie jest zawieszone, lecz reguluje je obowiązująca wszystkich decyzja sądu. Na mocy postanowienia sądowego Nina Karsov jest jedynym prawnym spadkobiercą spuścizny Józefa Mackiewicza. Rodzina Mackiewicza ma prawo ten stan zakwestionować i dążyć do jego zmiany na drodze sądowej. Dopóki to nie nastąpi, prawo obowiązuje. Dura lex, sed lex. Nina Karsov wytaczając procesy za pirackie wydania dzieł Mackiewicza broni jedynie swoich praw nabytych i robi to na podstawie ustawy o prawie autorskim obowiązującej w III RP od 1994 r.

Odojewski podaje przykład zbioru artykułów Mackiewicza na temat Katynia, czyli książki przygotowanej przez Jacka Trznadla i opublikowanej przez wydawnictwo Antyk (1997). To bardzo pożyteczna książka, jednak opublikowana przez edytora z pełną świadomością naruszenia praw, na które powołuje się wydawnictwo Kontra. Czy zatem można się dziwić, że Kontra dochodzi swoich praw przed sądem? Czy postępuje słusznie, rozstrzygnie sąd, a nie czytelnicy. To, że honoraria ze sprzedaży tej książki są niskie i zasilą fundusz Rodzin Katyńskich, nie ma nic do rzeczy. Państwo prawa opiera się na założeniu, że czyjakolwiek korzyść nie może naruszać obowiązującego prawa. Odwrotne rozwiązanie zastosowali bolszewicy w słynnej formule „grab zagrabione”. Czyli: skoro uważam, że pani Karsov zagrabiła prawa autorskie Mackiewicza, to ja mogę zagrabić jej prawa wydawnicze. To osobliwe postępowanie u kogoś, kto uważa się za intelektualny sztandar prawicy...

Nawołuję do kierowania się legalizmem, do respektowania praw każdego, komukolwiek sąd przyzna prawa spadkowe po Józefie Mackiewiczu. A dziś stan prawny jest następujący: 23 lutego 1994 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie postanowił uznać za skuteczne na obszarze Polski orzeczenie Sądu Okręgowego w Monachium z 22 X 1990 r., na mocy którego jedynym spadkobiercą Barbary Mackiewicz -- spadkobierczyni Józefa Mackiewicza -- jest w zakresie roszczeń i praw autorskich Nina Karsov. Dokument sądowy, na który powołuje się Odojewski, kończy się następująco: „Potwierdzenie nabycia spadku nie staje się prawomocne. Pozostaje ono natomiast ważnie, dopóki nie zostanie unieważnione na mocy postępowania Sądu Spadkowego, jeżeli istnieją ku temu odpowiednie powody”.

Dwie kwestie wymagają jeszcze komentarza. Odojewski poddaje w wątpliwość, czy Barbara Toporska była żoną Józefa Mackiewicza (w domyśle: jeśli była „tylko” konkubiną, można by zakwestionować przekazanie przez nią praw po Mackiewiczu Ninie Karsov). Może się mylę, ale wydaje mi się, że Barbara Toporska wstąpiła w związek małżeński z Józefem Mackiewiczem 3 maja 1939 r. -- zapewne w cerkwi. Ani w czasie pobytu Mackiewiczów w Rzymie, ani w Londynie, ani w Monachium nikt nigdy nie kwestionował, że są małżeństwem.

Odojewski cytuje niemiecki dokument sądowy, wedle którego Nina Karsov podawała się za córkę Barbary Toporskiej. Pani Karsov, którą o to zapytałem, odpowiedziała, że nigdy nie podawała się za córkę Toporskiej i nigdy nie zwracała się do żadnego sądu z takim oświadczeniem. Skierowała więc do sądu w Niemczech pytanie, na jakiej podstawie sąd zamieścił to sformułowanie. 28 lutego 1998 otrzymała pisemną odpowiedź, w której Sąd Okręgowy w Monachium stwierdza, że nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak się stało. „Z treści akt nie ma ku temu żadnych punktów zaczepienia. Twierdzenie, jakoby pani Nina Karsov-Szechter była córką Barbary Mackiewicz, jest według treści akt nieprawdziwe” (tłumaczenie przysięgłe z niemieckiego).



Włodzimierz Odojewski używa jeszcze jednego argumentu: Nina Karsov „nie godzi się na rozpowszechnianie wiedzy o pisarzu w jego własnym kraju”, dowodem zakaz sprzedaży w Polsce wydanej przez Kontrę „Wileńskiej powieści kryminalnej” oraz książki Dariusza Rohnkego o Mackiewiczu pt. „A ja przeciwnie...”. Podobnie jak Odojewski nie rozumiem tych decyzji i nie wiem, jakie były ich przyczyny. Co do pierwszej książki, zapewne mógłby to wyjaśnić Wacław Lewandowski, który to cenne wydanie przygotował. Co do drugiej -- zakładam, że jej autor jest człowiekiem dorosłym i wiedział, na jakich warunkach wydaje książkę w Kontrze.

Na rozpowszechnianie wiedzy o Mackiewiczu Nina Karsov nie ma żadnego wpływu. Każdy może publikować o jego twórczości to, co chce. Rzecz w tym, że chętnych jest niewielu. I że niemal wszystkie pisma w Polsce przyczyniły się do tej sytuacji.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
A.Friend
Częsty Użytkownik


Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 10

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 9:08 am    Temat postu: Pani Mirosławo! Odpowiedz z cytatem

Sądząc z tego co Pani pisze i wskazuje, sprawa "Karsow-Mackiewicz" ma głębszy wymiar, niż sądziłem. Przy całym szacunku dla zmarłych, jest tu coś więcej, niż w podobnych sprawach, dotyczących spuścizny po Jasienicy (gdzie prawa autorskie przyznano dziecku prześladowcy pisarza), po księdzu Twardowskim (gdzie prawa "nabyła" jakaś sekretarka), czy wreszcie po Wańkowiczu, którego dzieła też jakoś znikły. Bez wątpienia we wszystkich tych przypadkach sądy przyjmują wyroki najmniej zgodne z domniemywanymi oczekiwaniami pisarzy i czytelników.
W przypadku J.Mackiewicza chodzi jednak o coś więcej, właśnie dlatego, że był to pisarz zepchnięty na margines już za życia, zarówno w kraju, jak i zagranicą. Do okresu boomu wydawnictw niezależnych (2-ga połowa lat 80.) pozostawał praktycznie nieznany powojennym pokoleniom. To, co stało się z jego spuścizną po '89 stanowi więc swoistą zemstę na zmarłym, zemstę za to co pisał i za to, że przez te kilka lat obecności w "drugim obiegu" niemało głów przekonał, że nie powinni czuć się samotni, w swoim podejściu do kwestii prawdy.
Dlatego sądzę, że warto zasypywać podziały wyrosłe wokół sprawy sądowej - znacznie ważniejsze jest, by wszyscy publicznie wypowiadający się życzliwie o twórczości JM (bez względu na stanowisko zajęte w sporzez z p.Karsov), rozpoczęli kampanię na rzecz wpisania jego dzieł do listy lektur. Wszyscy, nawet słynny wydawca instrukcji 0015, p.Niemczyk, nawet brzydzący się antysemityzmem Michalkiewicza p. Orłoś, nawet popierający p. Karsov, p.Bolecki (autor kapitalnego eseju "nieładnie, nieładnie panie Surdykowski") - winni być wezwani do wspólnego wypromowania tego postulatu.
Wiem, niełatwo odsunąć na bok narosłe latami krzywdy, upokorzenia, rozczarowania etc., ale wydaje mi się, że zamiast koncentrować się na nie rokującym nadziei (jak na razie) sporze sądowym, lepiej do wszystkich, którzy do JM się przyznają zawołać: "sprawdzam!" Co Pani na to?
PS. niezależnie od powyższego, poruszyła mnie uwaga p.Chmielowskiej o istnieniu wśród przeciwników p.Karsov jakiegoś TW. Warto spytać o kogo chodzi, ale jeszcze ważniejsze jest przyjąć, że jeśli cała operacja zemsty na JM była umiejętnie sterowana przez "siły nieczyste" (ergo: p. Karsov też stała się ich ofiarą), to z pewnością ważną techniką ułatwiającą operację była dezintegracja potencjalnych obrońców JM.

_________________
Z powa?aniem,
A.Friend
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
A.Friend
Częsty Użytkownik


Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 10

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 10:15 am    Temat postu: Pani Jadwigo Odpowiedz z cytatem

Napisałem swój ostatni wpis zanim przeczytałem przytoczony przez Panią artykuł p. Boleckiego. Mimo wszystko nie rozwiał on moich wątpliwości i opinii.

Po pierwsze, p. Bolecki potwierdza, że p. Karsov przyjęła w '89 złą (jak się okazało) postawę opartą na (a) wątpliwościach politycznych oraz (b) braku orientacji, komu w Kraju można zaufać a komu nie. Szczerze mówiąc oba arumenty wydają mi się teraz (i wydawałyby mi się wówczas, gdybym je znał) delikatnie mówiąc niemądre. Jeśli rodząca się III RP nie była Polsą wolną, to właśnie d l a t e g o należało umożliwić druk każdemu, kto drukowałby książki JM bez komentarza i zmian - tak jak było przed '89. Jeśli zaś Ktoś, kto tyle lat spędził w Londynie i (m.in.) wydawał książki docierające do Polski, twierdził, że nie wie komu ufać i jak weryfikować, czy aby jakiś gnój nie udaje życzliwego wydawcy, to znaczy, że ktoś inny tem Komuś sączył jad wątpliwości. Jestem pewny, że w '90 były dziesiątki sposobów na weryfikację wydawców (choćby via SW) - lekarstwem byłbaby niemożliwość uzyskania praw do druku na wyłączność. Powtarzam - nie twierdzę, że łatwo było to wszystko zrobić - mam szacunek dla p.Karsov - ale pamiętam też, że boom na JM był wówczas faktem oczywistym, co dobrze wróżyło profesjonalnym wydaniom. Okazja minęła i żaden z przytoczonych przez p.Boleckiego argumentów tego nie uzasadnia.

Po drugie - kolejny powód wspomniany przez p.Boleckiego (kolportaż) odsłania fakt, że zmartwieniem p. Karsov była wtedy organizacja kolportarzu publikacji "Kontry", a nie innych wydawnictw, za które odpowiedzialność (i ryzyko) braliby, tak jak do tej pory, krajowi wydawcy. Taką strategię p. Karsov przyjęła, i to ona - jak następnie wyjaśnia p. Bolecki - przywiodła p. Karsov do sądowej walki o prawa wydawnicze. A potem już poszłooo... Odnoszę zatem wrażenie, że w planach p. Karsov wydawnictwo Kontra miało być i pozostać wyłącznym wydawcą JM, i od efektywności jej działań miała zależeć wielkość nakładów, kolejność tytułów, kolor okładek - w Polsce i na świecie. Tu chyba jest pies pogrzebany. Pan Bolecki broni p. Karsov przed zarzutem nieobecności JM w debacie publicznej - i słusznie, bo to potęga GW i okolic skutecznie eliminowała JM z łam prasy. Tyle, że gdyby dało się właśnie wtedy, w pierwszej poł. lat '90 utrzymać mnogość wydań (i wydawców) JM w Polsce, to stosowana przez GW metoda przemilczania byłaby znacznie mniej skuteczna. "Michnik" musiałby zwalczać JM otwarcie, być może (niestety) wykorzystując do tego część duchwnych, ale to przecież tylko wzmacniałoby oddziaływania takich publikacji jak "Ptasznik z Wilna".
Podkreślam, jest oczywiste, że salon blokowałby popularność JM, ale jeszcze bardziej pragnął, by jego książki płynęły tu wolnym, cienkim strumyczkiem. Kluczowa bitwa rozegrała się wtedy.

Poruszyła też Pani ważny wątek - rzeczywistej postawy politycznej przeciwników JM, także tych mających jakieś z nim konotacje rodzinne. Wierzę, że mogły w czyichś głowach narodzić się plany przejęcia praw do spuścizny po JM przez grono ludzi sterowanych przez GW, po to właśnie, by pogrzebać JM ostatecznie. Tylko, że po pierwsze dotyczy to sytuacji późniejszej (już po przegranej bitwie), a po drugie - i kluczowe - w niczym nie wyjaśnia, czemu p. Karsov blokowała publikacje w wielu krajach i w wielu formach.

Pozdrawiam serdecznie,
A.Friend

PS.
Warto przy tej okazji zwrócić uwagę, że sieć ideowych konotacji i sympatii poszczególnych osób wspominanych przy okazji tej sprawy jest wyjątkowo pogmatwana. Pan Bolecki (którego nie można nie cenić, za to co dla JM zrobił w latach 80.) był jeszcze w '93 atawistycznie wrogi prawicy w osobie J.Kaczyńskiego. Artykuł broniący p. Karsov opublikował w Tyg.Powszechnym - gdzie ze świecą szukać obrony JM. Z drugiej strony pan Orłoś dojrzał do zwalczania antysemityzmu.

_________________
Z powa?aniem,
A.Friend
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 5:57 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Czw Wrz 25, 2008 10:25 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeśli posiada Pan ksiazke wydana obecnie przez SW To prosże zeskanować lub przepisać ze strony 728 przypis 70 o wydawaniu ksiazki na Litwie - sprawa dotyczy pana Vilkasa. Niestety nie mam ksiazki i nie wiem gdzie mozna ja zdobyc. Nim przesle mi wydawnictwo skonczy sie dyskusja.
_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group