" /> Dyskusje ogólne :: Rewelacyjny artykuł prof. Chodakiewicza na abcnet
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rewelacyjny artykuł prof. Chodakiewicza na abcnet

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ryszard Tokarski
Weteran Forum


Dołączył: 29 Wrz 2006
Posty: 281

PostWysłany: Pon Paź 13, 2008 1:00 pm    Temat postu: Rewelacyjny artykuł prof. Chodakiewicza na abcnet Odpowiedz z cytatem

http://www.abcnet.com.pl/gruzinska-lekcja-dla-polski-coraz-bardziej-aktualna
http://chodakiewicz.salon24.pl/97353,index.html

Gruzińska lekcja dla Polski - coraz bardziej aktualna
Widok Spis treści
pon., 2008-10-13 06:41
inne Marek Jan Chodakiewicz


Wojna w Gruzji pokazała ponownie, że w obliczu rosyjskiej agresji Zachód nie potrafi wypracować wspólnej polityki. Największe kraje Unii Europejskiej wykazały się filorosyjskością bardziej lub mniej jawną. Byłe sowieckie satelity i państwa-spadkobiercy po ZSSR podzieliły się na demonstracyjnych romantyków (m.in. Polska) oraz na pragmatycznych kapitulantów (m.in. Czechy). Stany Zjednoczone ograniczyły się do werbalnych deklaracji potępienia, pomocy humanitarnej, oraz demonstracji militarnych w małej skali. W żadnym wypadku nikt nie wsparł zbrojnie Gruzinów. W obliczu rosyjskiej agresji można liczyć tylko na siebie.

Co z tego wynika dla Polski? Co może uczynić Polska aby zapewnić sobie bezpieczeństwo? W jakim systemie kolektywnego bezpieczeństwa powinna pozostać czy znaleźć się? Polska jest słaba i mało się liczy. Nawet jeśli Polska chciałaby się dogadać z Rosją, to nie mogłaby, bowiem po pierwsze, nie ma wiarygodnej pro-rosyjskiej partii nad Wisłą. Jest post-komunistyczna agentura, do cna zdyskredytowana. Co więcej, Rosji nie zależy na strategicznych przymierzach długofalowych. Rosja lubi dominować i kontrolować, a nie ma zwyczaju traktować nikogo jak równorzędnego partnera. Rosja pozwala na przymierza taktyczne jeśli jest to w moskiewskim interesie. Na przykład, Kreml łaskawie zgodziłby się pewnie na sojusz z Polską przeciw Ukrainie i państwom bałtyckim. Ale byłoby to samobójstwo dla Polski bowiem po wchłonięciu tych krajów, Moskwa połknęłaby też i Polskę.

Tymczasem Polska jest związana widocznie bezużytecznymi – w sensie bezpieczeństwa – układami europejskimi. Jednocześnie próbuje bawić się w egzotyczny sojusz z USA. Polska ma problem. Nie wie czy uprawiać politykę jednobiegunowę (pro-UE) czy politykę równowagi (pro-USA i pro-EU).

Bardziej logiczna jest polityka jednobiegunowa. W takim wypadku należy całkowicie wspierać niemiecko-francuskie przywództwo UE. Dotyczy to też rusofilizmu tej orientacji. W przypadku inwazji na Estonię trzeba robić to, co Berlin i Paryż, czyli albo siedzieć cicho, albo głośno udawać moralną dezaprobatę. Należy również marginalizować amerykańskie wpływy w NATO i jak najszybciej skoordynować Polskę militarnie z powstającą armią europejską. W tym kontekście nie należy kupować F-16 od USA, a tylko należy zabiegać o samoloty Mirage od Francji, no może SAAB od Szwecji. Zupełnie nie można wbrew UE towarzyszyć USA w jakichkolwiek wyprawach zbrojnych do Iraku czy gdzie indziej. Należy unikać jakiejkolwiek bliskiej współpracy z krajami podpisującymi się pod transatalntycyzmem, a w tym szczególnie z Wielką Brytanią i Irlandią. Należy – według wychodzącej już nawet z Unii Europejskiej mody – wyrażać troskę o Palestynę i ochłodzić nasze relacje z Izraelem. Należy zarzucić polskie partykularyzmy, a w tym w sprawach gospodarczych czy obyczajowych. To znaczy, że obronę polskich interesów ekonomicznych powinna zastąpić jak najszersza wyprzedaż dóbr społecznych kapitałowi rodem z UE. Z drugiej strony należy wprowadzić śluby homoseksualne czy aborcję na żądanie a zniwelować szczególną pozycję Kościoła Katolickiego, czyli wszystko to, co Brukselę denerwuje. Musi być pełne podporządkowanie się Brukseli i jej paryskim i berlińskim współhegemonom. Im bardziej upodobni się Polska kulturowo do nich, im bardziej będziemy spolegliwi, tym bardziej można liczyć, że będą RP bronić.

Przynajmniej w teorii jednobiegunowa polityka jawi się więc jako najbardziej optymalna.

Natomiast polityka równowagi – pro-UE i pro-USA -- działa tak długo jak obie strony nie dogadają się przeciw nam, porzucając Polskę na pastwę losu, czy wręcz atakując. Doświadczył tego już Józef Beck, którego polityka równowagi – i egzotycznych brytyjskich gwarancji – skończyła się Paktem Hitler-Stalin. Polaków poddano eksterminacji. I Polska straciła niepodległość na następnych 50 lat.

Trudno zatem mówić o sukcesie polityki równowagi. Bowiem polityka równowagi nie docenia geopolitycznego położenia Polski. Tutaj nic się nie zmieniło. Jesteśmy między Rosją i Niemcami. Ilekroć te kraje mizdrzą się do siebie bądź kłócą, zawsze traci Polska. I trudno się podłączyć pod Berlin czy Moskwę nie tracąc niezawisłości. Oba centra mają tendencję, aby Polskę traktować instrumentalnie. U żadnego nie można liczyć na partnerstwo, dopóki Polska jest słaba gospodarczo i militarnie.A pozostawanie w Unii Europejskiej gwarantuje Polsce taki właśnie stan peryferyjnej, wielopoziomowej miernoty.

Czy można za to liczyć na USA? Ogólnie – nie. Stany Zjednoczone nie mają stałej polityki zagranicznej. Niechętnie również angażują się w zagraniczne przygody grożące wojną. Ale można stworzyć takie warunki, aby USA nie tylko chciały gwarantować niepodległość Polsce, ale również bezwzględnie przyszły jej na pomoc w chwili zagrożenia.

Jak to uczynić? Wystarczy postarać się nad Wisłą o model południowokoreański. Czyli trzeba wziąć amerykańskich zakładników, a więc zachęcić USA do ustanowienia wielkich baz w Polsce. Ich obsługa – żołnierze, pracownicy cywilni i rodziny – będą właśnie zakładnikami. Jakikolwiek atak na Polskę, to atak na nich, na który musi odpowiedzieć Ameryka. Im więcej takich zakładników tym lepiej. Nie tylko są wspaniałymi konsumentami, ale równocześnie prawie zawsze budują bardzo dobrą infrastrukturę – drogi, komunikację, etc. -- odwrotnie niż Armia Czerwona. Przy okazji należy pamiętać aby nie stawiać postulatu przeniesienia baz amerykańskich z Niemiec do Polski. O, nie. Istniejące bazy wojskowe USA muszą zostać w Niemczech.

Czy jest to do wykonania? Możliwe, choć bardzo trudne. Tutaj Warszawa musiałaby najpierw całkowicie zsynchronizować swoją politykę z Waszyngtonem. Faworyzować amerykański kapitał, wspierać USA na polu zagranicznym, a w tym kontynuować politykę ultra-pro-izraelską (co i tak się dzieje od 1989 r. zresztą bez wzajemności). Potrzeba więc jest polityki jednobiegunowej, z tym, że należy odwrócić się od Unii Europejskiej i całkowicie skoncentrować na USA. I znów kluczem byłoby sklonowanie się Polaków – czy chociaż percepcja tego – na Amerykanów.

Czy wynikiem tego mogłoby być zapewnienie Polsce bezpieczeństwa? Tak, jest to możliwe, ale tylko o ile Polska byłaby zamożna, a jej elita narodowa miałaby wielką wizję i posiadała bardzo silne lobby w USA.

Na Polonię amerykańską można tylko liczyć w ograniczonym stopniu, głównie do jednorazowych akcji (e.g., bojkot PRL w stanie wojennym, czy kampania o przyjęcie Polski do NATO). A tutaj trzeba stałej, upartej polityki polskiej w Waszyngtonie. Trzeba wizji, trzeba funduszy i trzeba kadr. A tego nie ma. Czyli sojusz z USA niestety pozostanie egzotyczną, choć miłą sercu opcją.

No, a skoro już puszczamy wodze fantazjom, to spójrzmy na opcję optymalną. Optymalność oznacza tu takie warunki, w których Polska cieszyłaby się niepodległością i wolnością do dalszego rozwijania swojej kultury chrześcijańskiej w ramach cywilizacji zachodniej, która oparta jest na poszanowaniu własności prywatnej.

Jak to można osiągnąć? Chodzi o to, aby istniała wolnorynkowa Polska, przyjazna w stosunku do wszystkich sąsiadów, ale posiadająca na wszelki wypadek swoją własną force de frappe – broń nuklearną. W celach samoobrony. Jasne jest bowiem, że Polska nikogo nie zaatakuje. A raczej broń taka w polskich rękach służyłaby jako straszak przed atakami ze strony Rosji czy Niemiec. Pozwalałoby zachować równowagę w Europie. No, bo przecież nikt nie ryzykowałyby wojny nuklearnej przez inwazję na Polskę. A o to chodzi. Gwarantowałoby to pokój. Tylko to mogłoby zabezpieczyć samoistnie niepodległość Polski. Ale oznaczałoby to, że Polska naraziłaby się na początkowe przynajmniej egzystowanie poza istniejącymi systemami międzynarodowymi. Jej członkostwo w Narodach Zjednoczonych oraz w Unii Europejskiej nie pozwala na to (udział w UE nawet nie pozwala na zapewnienie sobie bezpieczeństwa energetycznego przez zakup od Francji jej nuklearnej technologii).

Gdyby mimo tego Polska uzbroiła się w broń jądrową, miałaby naturalnie jeszcze gorszą prasę niż ma, opinia publiczna świata byłyby jednoznacznie przeciwko niej. No i co z tego? Ale byłaby wolna i niepodległa, gwarantując sobie samej swój byt.

Coś takiego można osiągnąć chyba tylko stopniowo. I niepodległy byt musiałby być oparty o znakomicie prosperującą gospodarkę. Problem w tym, że trudno rozwinąć polską gospodarkę pozostając w coraz bardziej socjalistycznej Unii Europejskiej. Tutaj Polska – zachowując demokrację parlamentarną – powinna oprzeć się na modelu, który posłużył Hong Kongowi i Singapurowi. Praktykowały one liberalizm gospodarczy, w dużym stopniu narzucony przez kolonizatorów brytyjskich. Po prostu, w handlu zagranicznym Polska powinna omijać wszelkie regulacje UE krępujące wolny handel i wolny rozwój gospodarczy. To gwarantowałoby ucieczkę obcego kapitału do Polski. Co więcej, w ustroju wewnętrznym Polska powinna tak samo popierać wolny rynek poprzez likwidację całego socjalistycznego prawodawstwa – spuścizny PRL oraz post-PRL (zwanym niesłucznie III RP). Aby wygrać jutro gospodarczo potrzeba radykalnego odejścia od modelu etatystycznego. Demontaż pasożytującej na organizmie narodu biurokracji państwowej pozwoli skupić w ten sposób uwolnione rezerwy na zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa. Nota bene, będzie ów demontaż też bezkrwawą dekomunizacją i destrukcją kapitalizmu państwowego, czyli układu koleżków, oraz ładu okrągłostołowego.

Naturalnie, taki program można będzie wprowadzić albo bardzo powoli, albo niespodziewanie na raz. To ostatnie możliwe jest tylko w momencie ogólnoeuropejskiego przesilenia, krachu Eurokracji, na co na razie się nie zanosi. No, ale i Sowiecja nie trwała wiecznie. Rozmaite rozwiązania są, ale Polska ma bardzo ograniczone pole działania.

Trzeba mądrych elit, aby coś w tej sytuacji dla Rzeczypospolitej Polskie ugrać. Polska jedzie na podobnym wózku jak Gruzja i inne słabe kraje.
Strona www źródłowa:
http://chodakiewicz.salon24.pl/97353,index.html

_________________
"Kto za m?odu nie by? buntownikiem, ten na staro?? b?dzie ?wini?" (J. Pi?sudski)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 09 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 09, 2016 10:16 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 742
Skąd: Tczew

PostWysłany: Pon Paź 13, 2008 2:58 pm    Temat postu: NEJPIERW TRZEBA CHCIEĆ! Odpowiedz z cytatem

NEJPIERW TRZEBA CHCIEĆ!

Marek Chodakiewicz napisał:
Jesteśmy między Rosją i Niemcami. Ilekroć te kraje mizdrzą się do siebie bądź kłócą, zawsze traci Polska. I trudno się podłączyć pod Berlin czy Moskwę nie tracąc niezawisłości. Oba centra mają tendencję, aby Polskę traktować instrumentalnie. U żadnego nie można liczyć na partnerstwo, dopóki Polska jest słaba gospodarczo i militarnie.A pozostawanie w Unii Europejskiej gwarantuje Polsce taki właśnie stan peryferyjnej, wielopoziomowej miernoty. [...] Chodzi o to, aby istniała wolnorynkowa Polska, przyjazna w stosunku do wszystkich sąsiadów, ale posiadająca na wszelki wypadek swoją własną force de frappe – broń nuklearną. W celach samoobrony. Jasne jest bowiem, że Polska nikogo nie zaatakuje. A raczej broń taka w polskich rękach służyłaby jako straszak przed atakami ze strony Rosji czy Niemiec. Pozwalałoby zachować równowagę w Europie. No, bo przecież nikt nie ryzykowałyby wojny nuklearnej przez inwazję na Polskę. A o to chodzi. Gwarantowałoby to pokój. Tylko to mogłoby zabezpieczyć samoistnie niepodległość Polski. Ale oznaczałoby to, że Polska naraziłaby się na początkowe przynajmniej egzystowanie poza istniejącymi systemami międzynarodowymi. Jej członkostwo w Narodach Zjednoczonych oraz w Unii Europejskiej nie pozwala na to (udział w UE nawet nie pozwala na zapewnienie sobie bezpieczeństwa energetycznego przez zakup od Francji jej nuklearnej technologii). Gdyby mimo tego Polska uzbroiła się w broń jądrową, miałaby naturalnie jeszcze gorszą prasę niż ma, opinia publiczna świata byłyby jednoznacznie przeciwko niej. No i co z tego? Ale byłaby wolna i niepodległa, gwarantując sobie samej swój byt.


Po secesji z ZSRS Ukraina POSIADAŁA broń jądrową, ale pozbyła się jej (na rzecz Rosji – podobnie postapiły Białoruś i Kazachstan), widocznie nie miała odwagi postąpić inaczej. Pomysły, aby część broni nuklearnej ukraść Ukrainie na rzecz Polski, zostały gruntownie ośmieszone, i to nie w Salonie Warszawskim, lecz w... książce "Lewy czerwcowy" (czy Państwo pamiętają?). Poza wszystkim dzisiejsza Polska dziedziczy po PRL nie tylko długi zagraniczne, ale również m. in. zobowiązanie do niepodejmowania zbrojeń atomowych (słynny układ o nieproliferacji broni jądrowej z sierpnia 1967 r.).

Aby zdecydować się na zbrojenia nuklearne, albo nawet na pewne inne pomysły, opisane w tekście p. Chodakiewicza jako narażające Polskę tak zwanej "opinii międzynarodowej", potrzeba różnych rzeczy (m. in. barrrrrdzo duuuużo pieniędzy, co już samo w sobie naraziłoby Polskę w/w "opinii"!...), ale PONAD WSZYSTKO – stosownej "woli politycznej". Jak to pisał Wyspiański ponad 100 lat temu? "Ino oni nie chcom chcieć"!

A w szczególności – potrzeba mieć u steru państwa ludzi NAPRAWDĘ wolnych od cichego sprzyjania to Niemcom (pod pretekstem anty-rosyjskości), to Rosji (pod pretekstem anty-niemieckości albo anty-zachodniości). DOSYĆ TZW. ORIENTACJI!!! Dopóki tej zmory nie pozbędziemy się, dopóty będziemy mogli sobie narzekać, jak Żeromski we "Wiernej rzece", na "dwa młyńskie koła zgałady", tj. na Niemcy i Moskwę. I grozić... palcem w bucie.

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Ryszard Tokarski
Weteran Forum


Dołączył: 29 Wrz 2006
Posty: 281

PostWysłany: Pon Paź 13, 2008 3:36 pm    Temat postu: Re: NEJPIERW TRZEBA CHCIEĆ! Odpowiedz z cytatem

Esse Quam Videri napisał:
NEJPIERW TRZEBA CHCIEĆ!

Aby zdecydować się na zbrojenia nuklearne, albo nawet na pewne inne pomysły, opisane w tekście p. Chodakiewicza jako narażające Polskę tzw. "opinii międzynarodowej", potrzeba różnych rzeczy (m. in. barrrrrdzo duuuużo pieniędzy, co już samo w sobie naraziłoby Polskę w/w "opinii"!...), ale PONAD WSZYSTKO – stosownej "woli politycznej". Jak to pisał Wyspiański ponad 100 lat temu? "Ino oni nie chcom chcieć"! A w szczególności – potrzaba mieć u steru państwa ludzi NAPRAWDĘ wolnych od cichego sprzyjania to Niemcom (pod pretekstem anty-rosyjskości), to Rosji (pod pretekstem anty-niemieckości albo anty-zachodniości). DOSYĆ TZW. ORIENTACJI!!! Dopóki tej zmory nie pozbędziemy się, dopóty będziemy mogli sobie narzekać, jak Żeromski we "Wiernej rzece", na "dwa młyńskie koła zgałady", tj. na Niemcy i Moskwę.[/size]


Trzeba ODPOWIEDNIEJ ILOŚCI liderów politycznych cechujących się patriotyzmem dbających o interes narodowy. "I Herkules dupa, kiedy wrogów kupa".
Kolejna sprawa, to forma rządów w krajach wymienionych przez P. Chodakiewicza, mianowicie mniej lub bardziej autorytarna(Gen. Lee Sing Man w Korei Płd., Prezydent Lee Kwong Yun w Singapurze). I tu bardzo ważna rzecz - nie można mylić autorytaryzmu oświeconego z totalitaryzmem. Zmierzam do tego, że Polska nie stanie się mocarstwem regionalnym, odwołującym się do dziedzictwa Intermarium i Rzplitej Wielu Narodów z systemem demokracji totalnej, który w środowisku, jakim jest postkomunizm konserwuje stan odmóżdżenia politycznego dużej części narodu, zwłaszcza szeroko rozumianych elit. Owo bezmózgowie - nie tylko zresztą w percepcji polityki - jest efektem opisanego przez Ortegę Y Gasseta "buntu mas" oraz lat komunizmu. Przykładowo - wielu ludzi głosuje na komuchów albo inne PO, "bo Kwaśniewski/Tusk jest przystojny, a Kaczyńscy mali i brzydcy", "Lis jest przystojniejszy od Wildsteina i potrafi zrobić show na antenie" itp., itd. Przysłowiowe "pół biedy", gdyby było to myślenie charakterystyczne dla np. żurów spod monopolu, a nie dla grupy społecznej określanej jako INTELIGENCJA, ELITA (swoją drogą - teraz magistrem na przykład politologii może zostać KAŻDY, nawet największe beztalencie).
Ostatnie moje pytanie: czy w Wojsku Polskim jest dowódca (w stopniu co najmniej pułkownika) na miarę gen. Augusto Pinocheta, gen. Francesco Franco czy Chiang Kai Sheka? Jeżeli tak, to jak liczne, jak uzbrojone i jakie morale mają ich podkomendni?
Czy w polskich elitach politycznych obecne są osoby na miarę wymienionych w artykule ?

_________________
"Kto za m?odu nie by? buntownikiem, ten na staro?? b?dzie ?wini?" (J. Pi?sudski)
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group