" /> Dyskusje ogólne :: Piotr Gontarczyk: Zwyczajna agentura
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Piotr Gontarczyk: Zwyczajna agentura

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sob Paź 18, 2008 11:21 am    Temat postu: Piotr Gontarczyk: Zwyczajna agentura Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/61991,206325_Zwyczajna_agentura.html

"Zwyczajna agentura
Piotr Gontarczyk 17-10-2008, ostatnia aktualizacja 17-10-2008 19:01

Komuniści skazani w procesie łuckim, działając przeciw niepodległości Polski i jej integralności terytorialnej, pracowali na rzecz ZSRR, którego byli agenturą

Powstanie niepodległego państwa polskiego po I wojnie światowej nie znalazło w międzynarodowym ruchu komunistycznym akceptacji. Oceniono je jako fakt oddalający wybuch rewolucji i dzień wprowadzenia światowej dyktatury proletariatu.

Założona w 1918 r. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski konsekwentnie zwalczała Polskę. Kiedy Armia Czerwona w lipcu 1920 r. stanęła pod Warszawą, KPRP wydała odezwę nawołującą do walki przeciwko Polsce: „Rada Obrony Państwa, werbunek ochotnika, nowe pobory, wiece i obchody patriotyczne i kokardki (…) Klasa robotnicza stoi na uboczu tej wrzaskliwej komedii, komedii niegroźnej dla zwycięskich wojsk Czerwonej Armii. (…) Do walki Towarzysze!”. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne komuniści kontestowali ustrój i granice Polski. Formalnym wyrazem takiego stanowiska było m.in. działanie na Kresach Wschodnich Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Co ciekawe, komuniści chcieli też oderwać od naszego kraju jego najbardziej jednorodne etnicznie, a przy tym tak symboliczne dla polskiej tradycji państwowej ziemie: Górny Śląsk i Pomorze Gdańskie. Ataki propagandowe komunistów na Polskę trwały także po dojściu do władzy Hitlera. Kiedy rozmaite odłamy społeczeństwa polskiego rozpoczynały organizację wieców w obronie niepodległości, organ KPP „Nowy Przegląd” pisał: „Komunistyczna Partia Polski oświadcza obecnie po 11 latach okupacji polskiej na Górnym Śląsku (…) Zwycięski proletariat polski po obaleniu panowania klasowego imperialistycznej burżuazji polskiej przekreśli wszystkie orzeczenia traktatu wersalskiego w stosunku do Górnego Śląska i do Korytarza Pomorskiego i zapewni ludności prawo samookreślenia aż do oderwania od Polski”.

Bez wątpienia ruch komunistyczny w Polsce był sterowany i finansowany z Moskwy. Był typową agenturą ZSRR. Cele i metody działania partii komunistycznej były niemal tożsame z tymi, jakie sobie w Polsce wyznaczały organa sowieckiego wywiadu, tak wojskowego (GRU), jak i NKWD. Jedni i drudzy rozpracowywali Wojsko Polskie, penetrowali instytucje państwowe i organizacje społeczno-polityczne. Walczyli też za pomocą aktów terroru i skrytobójstwa. Zdarzało się więc, że polskie sądy, nie mogąc precyzyjnie określić rzeczywistego charakteru działalności schwytanych komunistów, skazywały ich za „działalność komunistyczną, względnie szpiegowską”. Aparat kierowniczy ruchu komunistycznego składał się z zawodowych płatnych funkcjonariuszy, szkolonych i finansowanych z ZSRR. Jeden z oskarżonych w procesie łuckim Eugeniusz Kuszko napisał po latach: „w mojej działalności partyjnej (…) najważniejszym wydarzeniem konspiracyjnym był udział w szkole wojskowo-politycznej w Moskwie, znajdującej się pod bezpośrednim kierownictwem polskiej sekcji Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej. Wszystkie przedmioty wojskowe, przerabiane w tej szkole, były oczywiście wykładane przez wyższych oficerów Armii Radzieckiej. Wszyscy słuchacze szkoły nosili mundury oficerów radzieckich (…) Szkoła miała za zadanie przygotować dla naszej partii działaczy konspiracyjnych w armii sanacyjnej oraz przyszłych wojskowych kierowników powstania zbrojnego i walk ulicznych”.

Józef Mitzenmacher, członek władz KPP, który zaczął współdziałać z polskimi władzami, w głośnej przed wojną wydanej pod nazwiskiem Jan Alfred Ruguła książce ”Historia Komunistycznej Partii Polski w świetle faktów i dokumentów” swych dawnych towarzyszy oceniał dość surowo: „Cała partia to może kilka, a może kilkanaście tysięcy ludzi, najczęściej fanatyków, a jednocześnie wykolejeńców i histeryków marzących o dorwaniu się do władzy drogą krwawego przewrotu i włączeniu Polski do tzw. Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich”.W II Rzeczypospolitej komuniści byli ścigani jako groźni przestępcy godzący w najbardziej żywotne interesy społeczeństwa polskiego. Jednym z elementów obrony państwa przed zbrodniczą ideologią komunistyczną był tak zwany proces łucki (1934 r.).

Prowokator Kozak

Początki sprawy łuckiej sięgają pierwszych dni listopada 1930 r. Wówczas to na terenie Wołynia policja zatrzymała funkcjonariusza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy Iwana Kozaka. Był on instruktorem Komitetu Centralnego, więc dysponował dużą wiedzą na temat KPZU. Po aresztowaniu Kozak podjął współpracę z policją. Sporządził obszerny elaborat podający szczegółowe informacje na temat metod działalności KPZU, propagandy, penetracji legalnych partii i organizacji społeczno-politycznych, gromadzenia broni w celu dokonania zbrojnego przewrotu. Oskarżeni w procesie łuckim w swych powojennych relacjach składanych w Zakładzie Historii Partii KC PPR podkreślali, że poza detalami informacje podane przez Kozaka były zgodne z prawdą.

Kozak został również prowokatorem, który wziął udział w aresztowaniach znacznej części aktywu KPZU z sekretarzem KPZU Mikołajem Pawłykiem na czele. Pojawiał się w punktach kontaktowych i wywoływał na spotkania kolejnych działaczy partyjnych. Kiedy ci pojawiali się na odprawie z instruktorem KC KPZU, wpadali w ręce policji. Wśród aresztowanych był również Ozjasz Szechter, znany władzom z wcześniejszej działalności komunistycznej. Pełnił między innymi funkcję sekretarza okręgowego KPZU we Lwowie i w Stanisławowie, a w chwili aresztowania był szefem Wydziału Zawodowego KC KPZU. Tak wysokie stanowiska zwykle były zarezerwowane dla zawodowych płatnych funkcjonariuszy komunistycznej konspiracji, tzw. funków. Pieniądze na ich działalność pochodziły oczywiście z Moskwy.

Zatrzymanych w czasie „wsypy Kozaka” nie odstawiono do więzienia, ale przetrzymywano w pomieszczeniach łuckiego Urzędu Śledczego. Zapewne w ten sposób chciano uniemożliwić kontakty zatrzymanych ze światem zewnętrznym i ze sobą wzajemnie. Wkrótce potem w prasie zaczęły się pojawiać informacje, jakoby aresztowani zmuszani byli biciem do składania zeznań. Pewności nie ma, ale informacje najprawdopodobniej były prawdziwe. W trakcie przesłuchań część zatrzymanych potwierdziła informacje przekazane przez Kozaka. Wśród zeznających był również Ozjasz Szechter, który opowiedział o swojej działalności w KPZU, o metodach działalności partii. Wymieniał także nazwiska innych działaczy.

Większość zatrzymanych twierdziła na rozprawie sądowej, że zeznania zostały na nich wymuszone biciem. Komunistyczna prasa bardzo silnie eksploatowała ten wątek sprawy. Rozpętała również akcję propagandową wokół śmierci jednego z zatrzymanych – Stefana Bojki. Wedle niej miał zostać zamordowany podczas śledztwa. Policja utrzymywała, że Bojko w czasie konwojowania skoczył z mostu do rzeki i się utopił.Odpowiadając na publiczne zarzuty, minister spraw wewnętrznych gen. Felicjan Sławoj-Składkowski wyjaśnił, że wysłał do Łucka specjalną komisję. Nie potwierdziła ona zarzutów, a sam minister uznał je za nieprawdziwe lub naciągane. W lutym 1931 roku z trybuny sejmowej stwierdził jednak, że w urzędzie śledczym w Łucku panowała „niezdrowa atmosfera” i dokonał zmian personalnych w jego kierownictwie.

Zbrodnie stanu

Akt oskarżenia z lipca 1933 r. objął 57oskarżonych z Mikołajem Pawłykiem, sekretarzem KC KPZU, na czele.

Wszyscy zostali obwinieni o przestępstwo z art. 97 § 1 w związku z art. 93 § 1 (wejście w porozumienie z innymi osobami w celu pozbawienia państwa polskiego niepodległego bytu lub oderwania części jego obszaru). Oskarżono ich w istocie o usiłowanie oderwania od Rzeczypospolitej jej ziem południowo-wschodnich i przyłączenia ich do ZSRR oraz obalenia przemocą ustroju państwa polskiego w celu wprowadzenia komunistycznej dyktatury. Zarzuty te były więc bardzo ciężkie – zostały umieszczone w kodeksie karnym w rozdziale zbrodnie stanu i były zagrożone wysokimi karami do dożywocia włącznie.Osoby działające w interesie komunizmu i ZSRR mogły liczyć na wsparcie sowieckich mocodawców. Obronę oskarżonych koordynował adwokat Teodor Duracz, jeden z najważniejszych ludzi Moskwy w Polsce. Zatrudniony jako radca w sowieckim poselstwie w Warszawie z bardzo wysoką pensją w wysokości 1500 zł miesięcznie był przez prasę wprost nazywany sowieckim agentem. W kancelarii Duracza skupiały się rozmaite nici komunistycznej konspiracji i wywiadu sowieckiego. Dostęp do akt procesowych, jaki miał on i inni komunistyczni obrońcy, pozwalał nie tylko na ustalanie właściwej linii obrony. Zdarzało się też, choć nie w przypadku procesu łuckiego, że komunistyczna konspiracja mordowała potencjalnie groźnych świadków lub osoby współpracujące z polską policją.Na początku procesu łuckiego komuniści postanowili skopiować te materiały ze śledztwa, które stanowiły największe zagrożenie dla działalności KPZU i poszczególnych oskarżonych. Za zgodą władz sądowych przepisała je żona Ozjasza Szechtera Helena Michnik. Oficjalnie była ona asystentką jednego z adwokatów, a faktycznie do „obsługi” procesu skierowała ją KPZU. Po latach Helena Michnik wspominała: „późnym latem 1933 r. Rozenbusch, który wtedy był w kraju i był członkiem sekretariatu krajowego [KPZU], powiedział mi, że koniecznie potrzebny jest materiał zeznań oskarżonych i prowokatorów w procesie łuckim, że to trzeba koniecznie wydostać […] Miałam takie polecenie. Przede wszystkim miałam dosłownie przepisać zeznania Kozaka, bo to jest najistotniejsze, oraz wszystkie inne konkretne materiały rzeczowe. […] Przepisałam dosłownie zeznania policyjne sądowe Jaworskiego, zeznanie policyjne Kozaka. Z zeznań innych towarzyszy – wszystko to, co mogło być potrzebne do archiwum partyjnego. Ja zbierałam te materiały pod dwoma punktami widzenia – z jednej strony dla partii, z drugiej – dla obrony. Prócz tego Helena Michnik instruowała komunistycznych obrońców, jaką linię mają przyjąć w czasie procesu. Wydaje się, że punktem odniesienia nie był tu interes oskarżonych (jak najniższy wyrok), tylko polityczny spektakl, w jaki chciała przemienić proces KPZU. Miał on bowiem stać się trybuną walki z „faszystowską Polską”. Zaplanowano rozmaite wystąpienia propagandowe przeciwko Polsce oraz na rzecz komunizmu i ZSRR. Ważnym elementem sprawy, który zamierzano wykorzystać propagandowo, była wspomniana już kwestia wymuszania zeznań biciem oraz sprawa śmierci Stefana Bojki.

Proces

Proces w Sądzie Okręgowym w Łucku rozpoczął się w lutym 1934 r. Pierwszego dnia jeden z oskarżonych komunistów wygłosił oświadczenie ku czci Bojki, odpowiedzialność za jego śmierć przypisując policji. Oskarżeni próbowali śpiewać komunistyczne pieśni. Wówczas przewodniczący rozprawie wiceprezes Sądu Okręgowego sędzia Nowakowski nakazał policjantom uciszenie i usunięcie z sali podsądnych, co wykonano przy użyciu pałek.

Większość oskarżonych nie przyznała się do działalności w KPZU i twierdziła, że ich zeznania zostały wymuszone w śledztwie. Podobnie zachował się Ozjasz Szechter. Oświadczył jednak, że „jest przekonań komunistycznych, których nabył ze studiów ekonomicznych i socjalnych, jest marksistą i sympatykiem komunizmu i zawsze będzie o te swoje przekonania, których nigdy nie ukrywał, walczył”. Złożone w śledztwie zeznania określił jako „wymuszone pod wpływem strasznych tortur i katuszy”, stwierdził, że zostały zastosowane wobec niego i jego towarzyszy dla „rzucenia cienia” na ruch komunistyczny w Polsce. Odrzucił również obciążające go zeznania Iwana Kozaka.

Sąd jednak uznał te tłumaczenia za próbę uniknięcia odpowiedzialności. Nie mogąc jednoznacznie rozstrzygnąć, czy oskarżeni rzeczywiście byli bici (co innego mówili komuniści, a co innego policjanci), sąd napisał: „Oskarżeni mylą się jednak, jeżeli sądzą, że przez udowodnienie faktu wymuszania na nich w toku śledztwa zeznań zeznania ich utracą tem samem cechy prawdziwości i muszą być wyeliminowane zupełnie z liczby dowodów. Tak jednak nie jest, gdyż sprawdzianem wartości dowodowej zeznań służy nie to, że zostały one złożone bez żadnego przymusu, czy to fizycznego czy też psychicznego, i są wyrazem dobrej i nieprzymuszonej woli zeznającego, gdyż nawet wymuszone zeznania mogą być prawdziwe, a zgoła inne kryterium, mianowicie, czy nie zawierają one w sobie sprzeczności, zgadzają się co do poszczególnych faktów i okoliczności, potwierdzają innemi obiektywnie stwierdzonemi okolicznościami itp. I te właśnie kryteria sąd miał na uwadze przy szczegółowej i skrupulatnej ocenie zeznań oskarżonych w śledztwie jako materiału dowodowego i uznał, że są one logiczne, w przeważającej części zgodne ze sobą w ogólnych zarysach i tam, gdzie to możliwe było ustalić, znajdują potwierdzenie w dowodach rzeczowych, zeznaniach świadków, danych wywiadu poufnego, w wynikach obserwacji i nareszcie w wyjaśnieniach niektórych oskarżonych w sprawie i dlatego przeważnie mało mijają się z prawdą i stanowią wartościowy materiał dowodowy”.

Wyrok w sprawie łuckiej zapadł 14 kwietnia 1934 r. Uznawał za winnych przynależności do organizacji wywrotowej i działalności komunistycznej 45 spośród oskarżonych. Kary opiewały na od trzech do ośmiu lat pozbawienia wolności. Szechter był jednym z 14 oskarżonych, których sąd potraktował najsurowiej. W sentencji sąd stwierdził, że brał on bardzo czynny i wybitny udział w charakterze członka KPZU, i to ostatnio w roku 1930 na wysokim kierowniczym stanowisku – kierownika wydziału zawodowego CK KPZU, i dużo zła wyrządził państwu. W 1935 roku na mocy amnestii większość skazanych zwolniono przedterminowo i, jak pisał jeden z partyjnych historyków, „wróciła do czynnej działalności rewolucyjnej”, czyli kontynuowała działalność wymierzoną w niepodległość i integralność terytorialną Polski. (...)"

Więcej:

http://www.rp.pl/artykul/61991,206325_Zwyczajna_agentura.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 9:00 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group