" /> Dyskusje ogólne :: SOWIECKI ŚLAD
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

SOWIECKI ŚLAD

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
JACEK
Weteran Forum


Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 247

PostWysłany: Nie Paź 19, 2008 9:25 pm    Temat postu: SOWIECKI ŚLAD Odpowiedz z cytatem

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=26777
Sowiecki ślad
06.12.2006 13:45

Jaką rolę w zbrodni na księdzu Jerzym Popiełuszce odegrało KGB?

"Zdesperowany i wprowadzony w błąd, wziąłem udział w wymierzonej przeciwko wam prowokacji. Ewentualnie wykorzystane zeznania o waszym udziale w sprawie są zmyślone" – pisał Grzegorz Piotrowski w grypsie wysłanym z toruńskiego aresztu. Rzecz działa się w ostatnim tygodniu października 1984 r.

Piotrowski wrócił do celi po wielogodzinnym przesłuchaniu, podczas którego po raz pierwszy powiedział, że inspiratorami zabójstwa księdza Popiełuszki byli oficerowie sowieckich służb specjalnych. Adresatem cytowanego grypsu był pułkownik KGB Siergiej Michajłow. To właśnie on jako zastępca oficjalnego rezydenta KGB w Warszawie – płk Witalija Pawłowa – oddelegowany był do konsultacji najważniejszych działań IV Departamentu. Ze strzępów notatek zachowanych w IPN wynika, że przez dwa lata do momentu zamordowania kapłana, to właśnie z nim utrzymywał bliskie kontakty kapitan Piotrowski. Skończyły się one, kiedy morderca trafił do aresztu, a rezydentura KGB oficjalnie poparła działania MSW zmierzające do wykrycia zabójców.

Zachowanie Piotrowskiego wpisuje się w scenariusz ukrywania mrocznych tajemnic najgłośniejszej zbrodni PRL-u. To tłumaczy dlaczego przez tyle lat prawda o zabójstwie księdza była ukrywana, a ci, którzy byli bliscy jej poznania, wyjeżdżali z kraju lub ginęli w tajemniczych okolicznościach. Tłumaczy również dlaczego kilka śledztw mających na celu wyjaśnienie zbrodni, w dziwnych okolicznościach kończyło się, gdy tylko podejmowany był "wątek KGB".

Tajemnice różańca
O związkach Grzegorza Piotrowskiego z KGB pisaliśmy w tekście Długa ręka SB . Na podstawie zachowanych w IPN notatek ujawniliśmy, że w 1982 r., w Bułgarii, kapitan SB rozpoczął współpracę z sowieckimi służbami specjalnymi. Nasze odkrycia pokrywają się z dokumentami ze śledztwa Instytutu Pamięci Narodowej prowadzonego w latach 2002-2004 pod kierunkiem prokuratora Andrzeja Witkowskiego.

Wynika z nich, że w Górsku ksiądz Jerzy Popiełuszko został uprowadzony i przewieziony w nieznane miejsce. Tam był przez kilkadziesiąt godzin torturowany. Głównym śladem pozwalającym odtworzyć to, co się naprawdę działo w nocy 19 października jest różaniec kapłana znaleziony w pobliżu Zamku Dybowskich w Toruniu. Jego wygląd opisuje notatka SB z 25 października. Czytamy w niej: "Różaniec nie był rozerwany; z wyglądu zewnętrznego świadczy, że w miejscu znalezienia nie leżał przez długi czas (brak śladów śniedzi na częściach metalowych)."

Notatka określa położenie różańca przy nieuczęszczanej ścieżce, tuż przy zamku. Technicy odtworzyli tam wówczas ślady opon samochodowych – takich, jakie najczęściej zakładano do "Nysy". Znajomi księdza potwierdzili, że ten różaniec należał do niego. Badania kryminalistyczne wykazały, że nie mógł leżeć w trawie dłużej niż kilka dni. Śledczy IPN-u są przekonani, że różaniec wysunął się z dłoni lub kieszeni księdza. Ich zdaniem, stało się to, gdy porywacze zatrzymali się, by przekazać kapłana innej grupie oprawców. Różaniec znalazłem na powierzchni płaskiej, na trawniku, na poziomie jezdni – zeznawał prokuratorom IPN kapitan Romuald Szymczak* z kontrwywiadu SB w Toruniu.

To, co przedstawił emerytowany oficer daleko odbiega od prawdy. Szymczak nie powiedział, że różaniec leżał na trawie, przy śladach opon, w miejscu, gdzie zwykle nie jeżdżą samochody. Zamiast zabezpieczyć różaniec, wbrew wszelkim zasadom podniósł go, wytarł i schował do kieszeni, co bardzo utrudniło dokładne przebadanie go. Z zachowanych dokumentów wynika, że na początku lat 80. Szymczak został wytypowany jako oficer toruńskiej SB do spraw kontaktów z rezydenturą KGB. Te kontakty mieściły się w zakresie normalnych obowiązków służbowych – zeznał 20 lat później. Jak ustalili prokuratorzy IPN, Szymczak otrzymywał też regularne kontakty z majorem Igorem Onyszko – ówczesnym rezydentem GRU, który miał swoją siedzibę na terenie bazy wojsk radzieckich w Toruniu. O tym jednak, podczas śledztwa nie chciał mówić. Zachowane notatki świadczą o tym, że kontakty Szymczaka z obydwoma oficerami nasiliły się w drugiej połowie października 1984 r.

Rosyjski krewny
Podczas procesu sądowego w Toruniu rąbka prawdy o KGB odsłonił Adam Pietruszka. Były wicedyrektor IV Departamentu został wskazany przez Kiszczaka jako ten, który miał odegrać rolę inspiratora i zleceniodawcy mordu. W zamian, Kiszczak obiecał Pietruszce awans generalski i wdzięczność resortu. Pułkownik nie chciał się na to zgodzić, lecz kierownictwo ministerstwa zmusiło go do tego szantażem i groźbami. Zastraszony Pietruszka długo chciał jednak stawiać opór. Podczas jednej z rozpraw w Toruniu powiedział: "za zamordowaniem księdza Popiełuszki stały służby specjalne ZSRS". Sąd nie podjął tego wątku, a dyspozycyjny wobec reżimu przewodniczący składu sędziowskiego nie pozwolił oskarżycielom posiłkowym na dociekanie prawdy na ten temat.

Po feralnej rozprawie, oskarżonego pułkownika odwiedzili w więzieniu koledzy z resortu. Nie wiadomo o czym rozmawiali. Wiadomo jednak, że podczas kolejnej rozprawy Pietruszka odwołał to, co powiedział. "Zeznania o udziale KGB są zmyślone" – mówił. "Liczyłem, że zrzucenie winy na towarzyszy radzieckich pomoże mi uniknąć kary."

Jeszcze dziwniejsze jest to, co działo się po wyroku sądowym, kiedy Pietruszka trafił do więziennej celi. Jego żoną i synem opiekował się wówczas ich krewny nazwiskiem Grigorij Winagradskij – oficjalnie reemigrant ze Związku Radzieckiego. Jak ustalili prokuratorzy IPN-u, w rzeczywistości człowiek ten pracował dla warszawskiej rezydentury KGB. Agent obserwował i inwigilował żonę pułkownika, która wówczas podejmowała intensywne starania o zwolnienie męża z więzienia. Dzięki jego informacjom, esbecy wiedzieli o zamiarach Pietruszkowej i mogli je udaremniać.

Spotkania z KGB
Jaką rolę w zamordowaniu księdza odegrał naprawdę Adam Pietruszka? Częściowej odpowiedzi na tą zagadkę udziela odnaleziony w archiwach IPN dokument: "Wyjazdy i przyjazdy za lata 1971 – 1989 pracowników IV Departamentu IV". Wynika z niego, że po wyborze Polaka na Papieża nasiliły się kontakty funkcjonariuszy IV Departamentu z przedstawicielami V Zarządu Głównego KGB. W oficjalnych dokumentach KGB czytamy, że zarząd ten odpowiedzialny był za "walkę ideologiczną", "zwalczanie dywersji", "walkę z dysydentami" oraz - co znamienne - "zwalczanie imperialistycznych wpływów Watykanu w państwach satelickich".

Spotkania odbywały się najczęściej w Moskwie, a także w Polsce i w Czechosłowacji. Delegacji polskiej przewodzili w tych spotkaniach Zenon Płatek i Adam Pietruszka. Z przywołanego dokumentu wynika jednoznacznie, że w większości spotkań brał udział również Grzegorz Piotrowski. Celem tych spotkań była konsultacja i wspólne ustalanie planów najważniejszych działań wymierzonych w Kościół i księży. Po raz ostatni, Pietruszka spotkał się z delegatami KGB latem 1984 roku. Jego aresztowanie nie przerwało cyklicznych spotkań oficerów IV Departamentu z KGB, które trwały do połowy 1989 r.

Z zachowanych w IPN dokumentów wynika, że spotkania z delegatami KGB miały również miejsce w Polsce. Świadczą o tym choćby zachowane książki wejść do budynku MSW z podanymi datami godzinami i nazwiskami odwiedzin sowieckich oficerów. W rubryce „do kogo?” widnieją nazwiska funkcjonariuszy IV Departamentu – także tych wysokich rangą. Znamienna jest również narada, do której doszło w podwarszawskim Zalesiu w dzień pogrzebu zamordowanego kapłana – 3 listopada 1984 r. Przedmiotem rozmowy była "sprawa Popiełuszki i jej skutki". Zachowała się intrygująca notatka z tego spotkania. W jej najważniejszym fragmencie czytamy: "Towarzysze radzieccy określili tą sprawę jako spartoloną robotę". Nazwisko osoby sporządzającej notatkę zostało wymazane.

Telefony z rezydentury
Oficjalna wersja dochodzenia sądowego mającego wyjaśnić prawdziwy przebieg zbrodni jest nieprawdziwa. Oto bowiem płk Tadeusz Rydzak – szef Zakładu Kryminalistyki Komendy Głównej MO – w kilkanaście godzin po zbrodni otrzymał od generała Ciastonia polecenie poddania ekspertyzie beżowego fiata, którym w noc uprowadzenia księdza posłużyli się trzej esbecy.

Zgodnie z regułami, badania kryminalistyczne prowadziły trzy grupy techników. Pierwsi – w ramach tzw. ekspertyzy osmologicznej – badali ślady zapachowe osób jadących fiatem. Drudzy szukali odcisków palców i śladów krwi. Trzecia grupa miała za zadanie przeprowadzić ekspertyzę traseologiczną, czyli zabezpieczyć ślady ubrań i obuwia. Żaden technik nie znalazł nawet najmniejszego śladu obecności księdza w bagażniku. Oznaczało to, że uprowadzony ksiądz w ogóle nie był przewożony w bagażniku fiata.

Równocześnie mechanicy zbadali silnik i nadwozie. Okazało się, że samochód był w fatalnym stanie technicznym, trząsł się przy prędkości 70 km/godz. Takim autem nie można było dogonić sprawnego golfa jadącego dwa razy szybciej. Wszystkie te fakty prowadziły do wniosku, że przebieg zbrodni podany i potwierdzony przez sprawców to fikcja, a prawdziwa wersja zdarzeń była zupełnie inna. Znajduje to potwierdzenie w tym, że technicy, którzy badali fiata nie zostali wezwani przed sąd w Toruniu. Sam płk Rydzak otrzymywał dziwne telefony. "Jeden z oficerów przedstawiał się, że dzwoni z rezydentury KGB" – zeznał prokuratorom IPN Rydzak. "Dzwonił kilka lub kilkanaście razy dziennie. Wypytywał mnie o rezultaty badań kryminalistycznych związanych ze sprawą księdza Popiełuszki. Kategorycznie żądał, abym informował o wszystkim."

Telefony ustały, gdy aresztowano trzech esbeków. Podczas czterdziestoletniej pracy w milicji, pułkownikowi Rydzakowi nigdy wcześniej ani później nie zdarzyło się, aby rezydent KGB tak bardzo interesował się wynikami ekspertyz kryminalistycznych. Z zeznań ówczesnych podwładnych i najbliższych współpracowników Rydzaka wynika, że oficerem wykonującym tajemnicze telefony był Siergiej Michajłow.

Częstsze wizyty delegatów
Analizując chronologię wydarzeń, widać, że największe natężenie działań wymierzonych w księdza Popiełuszkę zapoczątkował artykuł w "Izwiestia". Warszawski korespondent sowieckiej gazety, Leonid Toporkow pisał o kapłanie: "Swoje mieszkanie oddał na przechowanie nielegalnej literatury, a sam ściśle współpracuje z kontrrewolucjonistami. Z ambony padają nie religijne kazania, ale słowa ulotki (…) z której można wyczytać tylko nienawiść do socjalizmu. Rząd stawia więc sobie pytanie: czy możliwe jest, aby Popiełuszko i podobni mu duchowni mogli zajmować się rozrabiacką działalnością polityczną wbrew woli wyższej hierarchii kościelnej."

Artykuł ukazał się w numerze z 12 września. To znamienna data, bowiem następnego dnia odbyło się spotkanie najważniejszych urzędników państwowych, podczas którego gen. Wojciech Jaruzelski powiedział do gen. Czesława Kiszczaka słynne słowa: "Załatw to, niech on nie szczeka". Kilka godzin później, Kiszczak wezwał do siebie na naradę generałów Ciastonia i Płatka. Razem ustalili dalszy plan działania przeciwko księdzu. Konsekwencją tej narady było uprowadzenie i zamordowanie kapłana.

Śledczy IPN-u zwracają uwagę, że działalność Popiełuszki i innych, antyreżimowych księży, była często poruszana podczas spotkań najważniejszych dygnitarzy PRL-u. Wówczas jednak decydowano się na zastraszanie, prowokacje lub aresztowanie duchownego. Morderstwo zostało zaplanowane dopiero jeden dzień po publikacji artykułu, którego autorem był sowiecki dziennikarz (w ZSRR nie można było zostać korespondentem zagranicznym bez deklaracji współpracy z wywiadem). Od tego dnia, aż do początku listopada, przedstawiciele rezydentury KGB dużo częściej niż wcześniej odwiedzali gmach resortu (wynika to z zachowanych kalendarzy i ksiąg wejść do MSW).

Podobnych przypadków jest więcej. Aresztowanych esbeków inwigilowano, aby nie mogli z nikim podzielić się swoją wiedzą o prawdziwym przebiegu zdarzeń. Mimo to, przez cały czas Grzegorzowi Piotrowskiemu pozwolono z celi wysyłać grypsy do oficerów KGB. Kilka tygodni po pogrzebie księdza, szef warszawskiej rezydentury KGB – płk Witalij Pawłow i jego zastępca – płk Siergiej Michajłow – zostali odznaczeni i awansowani na generałów.

Leszek Szymowski

_________________
http://www.solidarni.waw.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 4:55 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pon Paź 20, 2008 9:57 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ta wersja jest wysoce prawdopodobna. O listach i grypsach żony Pietruszki juz mówiło sie w podziemiu.
III RP nie jest żadną III RP, tylko PRL-bis zdobywajacym przyczółki wolnosci. To tłumaczy dlaczego przez niemal 20 lat nie można było wznowić procesu, wyjaśnic wszystkich krwawych zagadek PRL-u.
No i najważniejsze dlaczego III RP w UE reprezentuje BOLEK.
Mędrcą polskim został wredny kapuś i cwaniaczek! Jest to policzek dla całego Narodu! Wielka Hańba!!!!!

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Paź 20, 2008 11:17 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20081020&id=po03.txt

"Wersja wydarzeń skonstruowana przez esbeków nie jest prawdziwa

Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, prowadzącym w latach 1990-1991 i 2001-2004 śledztwo w sprawie zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, obecnie prokuratorem Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, rozmawia Adam Kruczek

Którego października obchodzi Pan rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki?
- Ostatni etap gehenny ks. Jerzego zaczyna się 13 października. Od tego dnia każdego roku moje myśli i uczucia skupione są na tym wydarzeniu. Kolejne dni życia ks. Jerzego owego października 1984 r. układają się niczym stacje Męki Pańskiej. Narasta napięcie i zagrożenie związane z finalizowaniem operacji MSW względem niego. Ksiądz przechodzi kolejne stadia swojej ostatniej drogi zakończonej męczeńską śmiercią.

Owego 13 października odbył się pierwszy nieudany zamach na kapelana "Solidarności"?
- Tak, to był tzw. nieudany rzut kamieniem Piotrowskiego, kiedy ks. Jerzy wracał samochodem z Gdańska z Sewerynem Jaworskim i z Waldemarem Chrostowskim.

Dlaczego używa Pan określenia "tzw. nieudany rzut kamieniem"?
- Zebrałem dowody zadające kłam teorii "nieudanego zamachu" w tym dniu. Niech jednak więcej powiedzą o tym prokuratorzy, którzy aktualnie dysponują wynikami mojej pracy, ponieważ śledztwo jest wciąż otwarte. Dążyłem do tego, by jedynym forum przekazywania tych informacji była sala sądowa. Życzę moim kolegom z IPN, by do takiego właśnie finału sprawę doprowadzili. Wracając do tematu, chciałbym podkreślić, że ostatnie dni życia ks. Jerzego naznaczone były potęgującą się dramaturgią. Wiemy, że na początku tygodnia, w którym kapłan został uprowadzony, doszło do pojednania ks. Jerzego z jego przełożonym, który wcześniej nalegał na wyjazd księdza do Rzymu. Ksiądz Jerzy pragnął pozostać z powierzoną mu owczarnią, bardzo cierpiał z powodu konfliktu. Ostatecznie racje kapelana "Solidarności" znalazły zrozumienie i otrzymał zgodę na kontynuowanie pracy duszpasterskiej w Warszawie. Informacja o tym szybko dotarła do "rozwiązującego problem ks. Popiełuszki" sztabu dowódczego w MSW. Ksiądz Jerzy radował się z decyzji przełożonego, spadł mu z serca ciężki głaz. Zarazem jednak zdawał sobie sprawę, iż w zaciszu gabinetów gmachu przy Rakowieckiej jego nowa sytuacja wywoła eskalację działań zmierzających do "uciszenia" go. Perspektywę tę przyjął w pełni świadomie, licząc się ze wszystkimi konsekwencjami.

A kolejne dni?
- Mamy więc piątek, 19 października, dzień uprowadzenia. Po odprawieniu nabożeństwa różańcowego ksiądz udaje się w drogę powrotną z Bydgoszczy do Warszawy. W miejscowości Górsk zostaje zmuszony przez oprawców do opuszczenia samochodu. Jest bity i znieważany. Dalsze wydarzenia, które miały miejsce tego dnia, w świetle nowo poczynionych w "moim" śledztwie ustaleń, powinny być przedmiotem wzmożonych czynności dowodowych. Powtarzam to od czterech lat. Rok za rokiem upływa, a wciąż za wcześnie jest mówić o tym, co później się wydarzyło, w kategoriach pewności, jakie powinien prezentować prokurator.

A co wiemy na pewno?
- Dobrze, skoro pan tak nalega... Należy wskazać na fakty i okoliczności zawarte w opublikowanych wcześniej fragmentach materiałów śledztwa, które prowadziłem. Z drugiej strony, ale już tylko z obowiązku, muszę przypomnieć kłócący się z tymi ustaleniami obraz wydarzeń, oparty na wciąż uznawanej za oficjalną, wersji esbeckiej...

Chodzi o ustalenia procesu toruńskiego?
- Zdecydowanie tak, jak pan to ładnie określa mianem "ustalenia". Proszę zważyć, jedynym materiałem źródłowym, z którego przez lata czerpano wiedzę na temat ostatnich godzin życia ks. Popiełuszki, byli "skruszeni" funkcjonariusze SB, instruowani w przerwach między rozprawami, co i w jaki sposób mają wyjaśniać. W śledztwie w 1984 r. pominięto prowadzenie elementarnych, rutynowych w sprawach o zabójstwo czynności dowodowych. Nie wykonywano ich z pełną premedytacją - doprowadziłyby bowiem do ustaleń faktycznych, odpowiadających prawdzie. Nie o nią jednak chodziło w procesie toruńskim. Mieliśmy do czynienia z obliczoną na osiągnięcie określonego celu akcją służb specjalnych MSW koordynowaną z najwyższego szczebla dowódczego. Zbyt mało miejsca, by tutaj to wszystko omówić. Dalej - sposób kierowania rozprawami, ingerencja przewodniczącego składu sędziowskiego w swobodę wypowiedzi świadków, sterowanie wyjaśnieniami oskarżonych, presja wywierana na pełnomocników oskarżycieli posiłkowych. Jak teraz, po latach, można bezkrytycznie przyjmować taką farsę? Cofnijmy się jeszcze do śledztwa. Istotne jest, wydawałoby się błaha rzecz, zwykłe skompletowanie materiałów śledztwa. Otóż akta z 1984 r. ułożono według określonych zagadnień, to jest w oddzielnych tomach zeznania świadków, wyjaśnienia podejrzanych, opinie biegłych, inne dowody. Nastąpiło to ze złamaniem pragmatyki prokuratorskiej, która nakazuje chronologiczne układanie akt według dat wytworzenia i wpływu poszczególnych dokumentów. Dzięki temu można łatwo badać prawidłowość budowania dowodu, ujawniać wszelkie zafałszowania, nieprawidłowości w postępowaniu. Zatem w śledztwie w 1984 r. chodziło dokładnie o coś innego. Mimo to sąd wyznaczył rozprawę i w oparciu o tak "ułożony", wypreparowany materiał dowodowy prowadzono przewód sądowy w sposób, jaki podałem wcześniej. Tak oto przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu powstawała wersja męczeńskiej śmierci ks. Jerzego, do dzisiaj aprobowana przez wiele autorytetów życia publicznego. Może uchodzić to innym, jednak odpowiedzialny prokurator nigdy nie pogodzi się z takim stanem rzeczy bez poznania jego przyczyn i motywacji twórców.

Wracając do miejsca uprowadzenia w Górsku, w ostatnich publikacjach była mowa, że pies milicyjny, po zwęszeniu śladu zapachowego księdza, doprowadził w miejsce oddalone od samochodu, którym podróżował ksiądz. Czy ślad zapachowy to mocny dowód?
- Pies tropiący zwęszył siedzisko przedniego fotela pasażera, na którym znajdował się ksiądz. Jest to jeden z materiałów, w których ślady zapachowe lokalizują się najbardziej intensywnie. Następnie pies trzy- lub czterokrotnie doprowadził dokładnie do tego samego miejsca na środku drogi asfaltowej, oddalonego ok. 200 m od samochodu, gdzie zgubił trop. Zeznania w tym zakresie złożone przez milicyjnego przewodnika psa zostały zweryfikowane podczas wizji lokalnej i nie budzą żadnych wątpliwości co do zgodności z prawdą.

Tak jakby wsiadł tam do innego samochodu?
- Interpretacja tych ustaleń wskazuje na to, że ksiądz właśnie w miejscu, w którym pies zgubił trop, prawdopodobnie został umieszczony w innym samochodzie.

Jakie inne dowody podważają wersję przyjętą w procesie toruńskim?
- Nie jest prawdą, że Waldemar Chrostowski wyskoczył z samochodu sprawców uprowadzenia w miejscowości Przysiek w sposób, w jaki przyjął to sąd w Toruniu. Zeznał on mianowicie, że w momencie desperackiego skoku został złapany za tylną połę marynarki, która przez to została wyrwana. Tymczasem w toku śledztwa ponad wszelką wątpliwość udowodniono, że ubytek w materiale marynarki został spowodowany wycięciem narzędziem ostrym, "ostrokończystym", którym mogła być żyletka, ostry nóż. Tak spreparowane kłamstwo miało stanowić szczegół czyniący ten fragment mistyfikacji jeszcze bardziej wiarygodnym. Burzy tymczasem cały logiczny tok rozumowania, jaki sąd w Toruniu przyjął dla oceny zeznań świadka Waldemara Chrostowskiego. W świetle tego, co już powiedziałem, nie wytrzymuje krytyki inna esbecka teoria, według której przed restauracją "Kosmos" w Toruniu ks. Jerzy miał uciec sprawcom z bagażnika fiata i wołać o pomoc. Zaledwie ok. 600 m od tego miejsca, po drugiej stronie Wisły, funkcjonariusz WUSW w Toruniu podczas tzw. akcji poszukiwawczej prowadzonej 25 października 1984 r., jak podał, znalazł różaniec najprawdopodobniej należący do księdza. Fakt ten utajniono. Różaniec przechowywano w aktach operacyjnych, zanim został odnaleziony przez archiwistów IPN w lecie 2004 roku. Po uzyskaniu informacji o tym fakcie podjąłem natychmiast stosowne czynności procesowe. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak cenną dla dalszych postępów śledztwa może okazać się ta nowa okoliczność. Niestety, po miesiącu zabrano mi sprawę. Nie przypuszczam, aby koledzy, którzy przejęli po mnie odpowiedzialność za nią, zagadnienie to pozostawili bez dalszego wyjaśniania.

Doprowadziło to Pana do dalszych dowodów, konkluzji?
- Oczywiście, lektura akt operacyjnych WUSW, w których ukrywano przez lata różaniec, dostarczyła podstaw do wytyczenia kolejnego, niebadanego dotąd wątku. W wyniku podjętych czynności uzyskano nowe, niezwykle interesujące ustalenia, o których mówić teraz nie mogę. Potwierdzały one zasadność przyjętego kierunku śledztwa, którego nie aprobowali, niestety, moi ówcześni przełożeni. Tak więc kolejne etapy męki ks. Jerzego od momentu uprowadzenia wciąż pozostają nieznane. Niczyjej wątpliwości nie budzi jedynie to, że ostatnim jest tama na Wiśle we Włocławku.

Ale tu też pojawia się kilka wersji, jeśli chodzi o czas, w którym zwłoki ks. Jerzego wrzucono do Wisły.
- Interesuje mnie tylko jedna z nich, ta odpowiadająca prawdzie. Według zeznań - tych nieprzesłuchanych w 1984 r. przez SB - świadków oraz na podstawie innych kluczowych dla potwierdzenia prawdziwości ich stwierdzeń dowodów, zwłoki księdza wrzucono do Wisły 25 października. W tym samym dniu, w którym miał zostać znaleziony różaniec. W świetle tych ustaleń wersja pochodzenia esbeckiego, a zarazem wciąż obowiązująca, która honoruje werdykt toruński, jest dla mnie bardzo mało prawdopodobna. Mam nadzieję, że po zakończeniu śledztwa skompletowane dowody pozwolą na jej kategoryczne wykluczenie. Wzgląd na tzw. ostrożność procesową każe wstrzymać się jeszcze z takim sformułowaniem.

Po 20 latach zeznania tych świadków są wiarygodne? Dlaczego wcześniej tego nie mówili?
- Powiem tak: w jednej z moich spraw zeznania świadków złożone po 50 latach od postrzeżonych przez nich zdarzeń stały się podstawą faktyczną skazania członka ORMO za zabójstwo żołnierza AK, dokonane w 1946 roku. Nie było zwłok, były tylko ich zeznania i wyjaśnienia oskarżonego. Tak więc nie czas stanowi tu główną przeszkodę - zdarzenia o dużym stopniu zaangażowania emocji świadka pozostawiają w jego psychice ślady pamięciowe, praktycznie niepodlegające zatarciu. Rolą przesłuchującego jest dotrzeć do tych pokładów. Świadkowie, którzy obserwowali fakt wrzucenia zwłok księdza do Wisły 25 października, są w pełni wiarygodni. Jak mówiłem, prawdziwość ich zeznań zweryfikowano innymi dowodami - przeprowadzono wizję lokalną na tamie połączoną z eksperymentami; wywołano opinię sądowo-lekarską, zgodnie z którą zwłoki księdza mogły znaleźć się w środowisku wodnym również 25 października. Świadkowie ci początkowo bali się zeznawać - to wciąż żywy syndrom groźby esbeckiej zemsty. Musieli nabrać zaufania do przesłuchujących, zanim przekazywali posiadaną wiedzę. To bardzo proste - wcześniej zeznań tych nie składali, gdyż nikt ich o to nie prosił. Dopiero w śledztwie IPN, po 18 latach od zbrodni, wezwano ich w tym celu po raz pierwszy.

Znaki zapytania pojawiły się także przy ustalaniu okoliczności wydobycia ciała ks. Jerzego.
- Zwłoki ks. Popiełuszki wydobyto z Wisły po raz pierwszy 26 października. Ówczesny prokurator wojewódzki w Toruniu, po otrzymaniu stosownej informacji, skierował na tamę we Włocławku podległego sobie prokuratora prokuratury wojewódzkiej (występowało to w sprawach dużej rangi) celem osobistego przeprowadzenia oględzin zwłok oraz nadzorowania czynności na miejscu zdarzenia. Jadąc do Włocławka, prokurator zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Niemal każdy swój krok skrupulatnie odnotował w notatce urzędowej, którą dołączono do akt śledztwa w 1984 roku. Fakty te obaj panowie prokuratorzy w całej rozciągłości potwierdzili, składając zeznania w charakterze świadków, ale również dopiero w 2004 roku. Dodatkowo sprawdziłem i potwierdziłem, że w tamtym okresie żadnych innych zwłok - poza zwłokami księdza Popiełuszki - z Wisły we Włocławku nie wydobywano. Jednak prokurator wykonujący polecenie szefa nie spodziewał się takiego biegu wypadków - po przybyciu na tamę stwierdził, że wydobytych z nurtów rzeki zwłok po prostu nie ma.

I co się tymi zwłokami dalej dzieje?
- Przecież nie wyparowały. Jak zeznał ówczesny prokurator wojewódzki, po wydobyciu z Wisły poddano je pierwszej sekcji. Podkreślam - to są zeznania prokuratorów, wybitnych fachowców, a nie osób przypadkowych, mówiących, co im ślina na język przyniesie. Niestety, moi przełożeni w 2004 r. nie pozwolili na kontynuowanie również tego, kolejnego wątku, o jakże zasadniczym znaczeniu!

Oficjalnie zwłoki ks. Jerzego wydobyto 30 października. Jak można wytłumaczyć te rozbieżności?
- Tutaj postawić należy następującą hipotezę: po wrzuceniu zwłok do Wisły 25 października, dla przyjęcia wersji, iż znalazły się w rzece 6 dni wcześniej, 19 października, należało spowodować, aby ich obraz sekcyjny stał się odpowiedni dla tego okresu. Było to niemożliwe po zaleganiu zwłok w wodzie przez ok. 12 godzin (po wydobyciu 26 października), więc musiały powrócić w nurty na kilka dni...

Czy ks. Jerzy był przed śmiercią w sposób długotrwały torturowany?
- Żywię głęboką nadzieję, że za rok będziemy w posiadaniu wiedzy na temat pełnego wymiaru męki, którą przeszedł ksiądz Jerzy. Na tym jej końcowym etapie zsumowały się jakby wszystkie jego doświadczenia, próby, którym wcześniej był poddawany po to, by sprostać tej ostatecznej. Przed laty, podczas odbywania służby wojskowej w jednostce dla kleryków w Bartoszycach, ksiądz był ukarany za odmówienie wykonania rozkazu zdjęcia z palca różańca. Ukarano go, karząc stać boso (było to zimową porą) na betonie w pełnym rynsztunku. W liście do swego ojca duchownego z lutego 1967 r. ks. Jerzy napisał w związku z tym m.in.: "Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to dobrze, że akurat to jestem ja, bo może ktoś inny by się załamał. Zaczęło się od tego, że dowódca plutonu kazał mi zdjąć z palca różaniec na zajęciach przed całym plutonem. Odmówiłem, czyli nie wykonałem rozkazu. Gdybym zdjął, wyglądałoby to na ustępstwo. Sam fakt zdjęcia to niby nic takiego. Ale ja zawsze patrzę głębiej".

Ale o tym rysie charakteru ks. Jerzego musieli też wiedzieć esbecy, który tworzyli portrety psychologiczne inwigilowanych księży.
- To nawet niewiele ma tu do rzeczy. Proszę zważyć - oni mieli "rozwiązać problem". Był to rozkaz, od którego nie było odwołania. Inną rzeczą jest sposób "rozwiązania problemu". Likwidacja osoby o takiej renomie i znaczeniu, jak ksiądz Jerzy, oznacza zawsze porażkę służb, a więc wybór wariantu najgorszego z możliwych...

A jaka jest, według Pana, najbardziej prawdopodobna data śmierci ks. Jerzego?
- Musimy poczekać z tą odpowiedzią na wyniki śledztwa. W większości przypadków zabójstw, kiedy sprawcy pozbywają się zwłok w taki czy inny sposób, czynią to bezpośrednio po dokonaniu zbrodni. Nie chciałbym jednak z uwagi na nad wyraz skomplikowany charakter tej sprawy wyciągać w tym względzie jakichkolwiek wniosków.

Zebrany przez Pana materiał dowodowy nie dawał podstaw do zlokalizowania miejsca ewentualnego przetrzymywania księdza?
- Co jakiś czas pojawiają się wyniki tzw. śledztw dziennikarskich. Ostatnio wyeksponowana została wersja, iż ksiądz był przetrzymywany w Kazuniu, ale ja nie mam żadnych przesłanek do wypowiadania się w tej sprawie. Z drugiej strony uważam, że każdy taki sygnał powinien być nad wyraz mobilizujący dla prokuratora. Zwłaszcza jeżeli autor informacji powołuje się na określone źródła, powinna ona zostać natychmiast sprawdzona.

A czy są ślady prowadzące w tej sprawie do KGB?
- W ówczesnej rzeczywistości PRL jako państwa satelity służby sowieckie infiltrowały wszystkie dziedziny życia, szczególną wagę przywiązując do tzw. resortów siłowych. Nic więc dziwnego, że towarzysze sowieccy szczególną troską otaczali resort spraw wewnętrznych i z pewnością wiedzieli o jego istotnych operacjach. To jednak nie od razu oznacza udział w ich wykonaniu. We wrześniu 1984 r. w centralnej prasie sowieckiej wydrukowano materiał o organizacji antykomunistycznej w kościele św. Stanisława Kostki. Tezy zawarte w tej publikacji zostały dokładnie powtórzone w "Pro memoria" skierowanym do Episkopatu Polski przez Urząd do spraw Wyznań, w którym stwierdzono m.in.: "Ksiądz Popiełuszko w czasie Mszy św. za ojczyznę w dniu 26 sierpnia 1984 r. ujawnił powstanie nielegalnej, sprzecznej z prawem PRL i prawem kanonicznym kontrrewolucyjnej organizacji duchownych i świeckich o ogólnokrajowym zasięgu. Duchownym i świeckim należącym do tej organizacji udostępnia się obiekty sakralne do działalności antypaństwowej podważającej zasady ustrojowe PRL". To był ostateczny sygnał dla najwyższych gremiów kierowniczych PRL, że z "rozwiązaniem problemu ks. Popiełuszki" nie można dłużej zwlekać. Został, jak wiemy, dobrze zrozumiany przez adresatów.

Na koniec wrócę do kwestii, od której zaczęliśmy. Skoro nie znamy dokładnej daty śmierci ks. Jerzego, w który dzień października powinniśmy, Pana zdaniem, szczególnie go wspominać?
- Cały miesiąc październik jako miesiąc różańcowy zawsze będzie mi się kojarzył z różańcem ks. Jerzego, tym odmówionym w kościele w Bydgoszczy i z tymi paciorkami odnalezionymi w Toruniu. Sądzę, że jest to jakby miesiąc ks. Jerzego, którego niedługo, mam nadzieję, będziemy już czcić jako kolejnego naszego polskiego świętego.

Dziękuję za rozmowę. "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sro Paź 29, 2008 8:11 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nowe dowody podważają oficjalną datę śmierci księdza Popiełuszki

Dziennik Bałtycki
| 29.10.2008 | rubryka: Trojmiasto | strona: 14 | autor:

Michał Zawadzki

• Zeznania nurka wskazują na mistyfikację MSW
• G. Piotrowski mógł mieć związki z KGB

Coraz więcej poszlak wskazuje na to, że ksiądz Jerzy Popiełuszko nie
został
zabity 19 października 1984 roku, a jego ciało nie leżało w Wiśle 11
dni.
Przedwczoraj wyemitowano kolejny odcinek „Superwizjera" TVN. Jego
dziennikarze dotarli do nurka, który potwierdził, że 30 października
ciało
księdza wyłowiono po raz drugi. Zwrócił on również uwagę, że kiedy
pierwszy
raz wydobywał ciało kapłana, było ono skrępowane w inny sposób niż na

oficjalnych zdjęciach i w inny sposób, niż zeznawali zastraszeni
nurkowie.
Świadczyć to może o tym, że pomiędzy jednym a drugim wydobyciem ciało

księdza przebywało w innym miejscu.
Tę hipotezę potwierdzają również zamieszczone w programie zeznania
patologa
z Włocławka, który przeprowadzał sekcję zwłok nieznanego mężczyzny
wyłowionego z Wisły jeszcze przed 30 października. Sekcji tej nie
odnotowano
w oficjalnych dokumentach. -Ksiądz Popiełuszko został zabity
prawdopodobnie
25 października, a zwłoki wyłowiono dopiero 30 października, po to, aby

zasugerować ich dłuższe leżenie wwodzie. Mieliśmy uwierzyć w to, że
zwłoki
znajdują się tam od 19 października - potwierdza dr Leszek Pietrzak,
historyk IPN, który niedawno na naszych łamach zakwestionował oficjalną
datę
śmierci kapelana Solidarności.
Ukrycie za wszelką cenę faktycznej daty śmierci księdza Popiełuszki
miało na
celu odwrócenie uwagi od jej prawdziwych sprawców. Data 19 października
rzuca bowiem podejrzenia na porywaczy: kapitana Grzegorza Piotrowskiego,
porucznika Leszka Pękalę i porucznika Waldemara Chmielewskiego. I to oni
wraz ze swoim bezpośrednim przełożonym pułkownikiem Adamem Pietruszką
(zastępca dyrektora Departamentu IV MSW) zostali skazani w wyreżyserowanym

procesie toruńskim. Już wówczas pojawiły się wątpliwości co do ich
winy.
Dziś, 24 lata po tej zbrodni, te wątpliwości są coraz większe.
Dr Pietrzak twierdził na naszych łamach, że do 25 października ksiądz
Popiełuszko był torturowany w bunkrze w okolicach Kazunia w sowieckiej
jednostce wojskowej. Nie brali w tym udziału: Piotrowski, Pękala i
Chmielewski.
- Oni 20 października byli już w Warszawie na Rakowieckiej -mówi dr
Pietrzak. Potwierdza to również przyjaciółka Pękali, do której dotarli

dziennikarze „Superwizjera". Pękala miał jej odpowiedzieć, że
niedługo po
porwaniu przekazali księdza innej grupie. Także drugi z porywaczy -
Grzegorz
Piotrowski - ogłosił niedawno w antyklerykalnym tygodniku „Fakty i
mity", że
to nie on zabił księdza. - Od początku, od samego kościoła Braci
Męczenników
Polskich, gdzie ksiądz Jerzy odprawił ostatnią mszę, były dwie grupy -

twierdzi dr Pietrzak. Jego zdaniem świadczą o tym nawet tak proste dowody

jak użycie psa tropiącego, który w pewnym momencie zgubił trop, tak
jakby
księdza Popiełuszkę przeniesiono z samochodu porywaczy do innego pojazdu.

Powstaje więc pytanie, kim byli ci„inni"?
Wszystko wskazuje na ludzi związanych z Wojskowymi Służbami
Wewnętrznymi.
Kolejny trop wskazuje na Rosjan -w Kazuniu była przecież ekspozytura KGB,
a
Grzegorz Piotrowski był podejrzewany o współpracę z radzieckim wywiadem.

Miał kontakty z oficerami KGB między innymi w Bułgarii i we Lwowie.
Także
Wydział IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w którym pracował, odpołowy
1984
roku prowadził dość intensywną współpracę ze swoim odpowiednikiem w
Moskwie.
Rosjanie bardzo interesowali się też wynikami śledztwa prowadzonego w
MSW,
już po śmierci księdza Popiełuszki.
Nie znaczy to jednak, że rozkaz zabicia księdza wydano w Moskwie. Nikt nie

jest w stanie powiedzieć gdzie i - co ważniejsze - kto zdecydował o
zabiciu
kapłana. Pewne wydaje się tylko jedno - dotychczasowa data śmierci
kapelana
Solidarności jest nie do utrzymania. -Nie widzę żadnych dowodów,
żadnych
przesłanek, które przemawiałyby jeszcze za datą 19 października 1984
roku -stwierdza dr Pietrzak.

Foto popis| Swoją ostatnią mszę ks. Popiełuszko odprawił w kościele
Braci
Męczenników Polskich

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Sro Paź 29, 2008 10:09 pm    Temat postu: Tylko prawda jest ciekawa Odpowiedz z cytatem

Sprawa śp. księdza Jerzego jest ilustracją ogólnej tezy o czymś, co można by nazwać wręcz kultem kłamstwa, który stał się obecnie doktryną państwową. Kłamią niezmiennie od ponad połowy wieku. Na tym kłamstwie budują narodowych herosów w stylu TW Bolka, literatów jak Szczypiorski czy inne koncesjonowane wybitności, których nazwisk czy pseudonimów lepiej nie przytaczać. Mam nadzieję, że w końcu nawet ci najgłupsi i całkowicie niedociekliwi dojdą do tego, że są robieni w balona, a te wspaniałe perły wskazywane im przez dusz włodarzy to tani plastik. Może śp. ksiądz Jerzy po beatyfikacji będzie mógł być naszym pośrednikiem w przekazywaniu próśb o to, by Prawda zatryumfowała.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 4:55 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Krystyna Szkutnik
Moderator


Dołączył: 13 Cze 2008
Posty: 757

PostWysłany: Pią Paź 31, 2008 9:13 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Panie Grzegorzu
A może jednak przytaczać nazwiska i pseudonimy koncesjonowanych wybitności, ale zejść na niższy szczebel np. wojewódzki, powiatowy, gminny. Ujawnianie kłamstw, nepotyzmu, interesiarstwa z nazwiska, nawet tylko na forum internetowym, pozwoli szaremu obywatelowi zaznajomić się bliżej z hałastrą nim rządzącą.
Nie wątpię w to, że śp. ksiądz Jerzy gdyby żył, byłby orędownikiem ludzi prawdy.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group