" /> Wspomnienia, Relacje :: AK na Górnym Śląsku - brawurowy agent podziemia
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

AK na Górnym Śląsku - brawurowy agent podziemia

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Wspomnienia, Relacje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Wto Lis 25, 2008 3:04 pm    Temat postu: AK na Górnym Śląsku - brawurowy agent podziemia Odpowiedz z cytatem

Kapitan Kloss żył naprawdę, nazywał się Mikołaj Beljung
Twój głos został dodany. Dziennik Zachodni | 2006-09-02 08:04, aktualizacja: 2006-09-02 08:04:22

Przebrany za esesmana zdobywał broń i pieniądze dla polskiego ruchu oporu. W Katowicach zatrzymała go miłość. Po wojnie zamieszkał na Śląsku, gdzie ożenił się z Polką.

Hans Kloss żył naprawdę tyle że był Węgrem, a nie Polakiem i nazywał się Mikołaj Beljung , no i nie współpracował z radzieckim wywiadem, ale z Armią Krajową. Po wojnie zamieszkał na Śląsku, gdzie ożenił się z Polką. Jego życie to gotowy film akcji, do którego scenariusza nie trzeba nic dodawać, żeby krew zastygła w żyłach.

Mija właśnie 65. rocznica jego wstąpienia do śląskiego ruchu oporu. Historia wcieleń Beljunga długo była tajemnicą. Bardzo długo wiadomo było tylko, że pracował dla AK i po wojnie siedział w polskim więzieniu. Gdy wyszedł, rzadko wspominał wojenne czasy.
Kiedy został pierwszym dyrektorem Stadionu Śląskiego, a potem trenerem piłkarskim, nikt nie znał jego przygód. – Był świetnym organizatorem, bardzo dbał o szczegóły, przewidywał różne sytuacje i był na wszystko przygotowany. Nie wiedzieliśmy, gdzie się tego nauczył, że to w czasie wojny takie podejście ratowało mu życie. O swoich przeżyciach milczał – mówi Gerard Cieślik, jeden z najlepszych polskich piłkarzy.


Heimbach i Andron

Odwaga Beljunga była legendarna. Juliusz Niekrasz , kronikarz AK na Śląsku, dobrze znał go ze wspólnej konspiracji. Napisał potem: „Igrał ze śmiercią. Lubował się w sytuacjach niebezpiecznych i ryzykownych. Stale wyzywał los.”
Ale z każdej opresji wychodził zwycięsko; ratowała go nieprzeciętna inteligencja i zimna krew. Również talent aktorski. Odgrywał przecież role nie jednego, ale dwóch niemieckich osobistości.

Obersturmfuehrer Karl Heimbach był oficerem SS, pracował w katowickiej administracji. Rozkazywał, groził, nie znał się na żartach. Peter Andron był przemysłowcem, eleganckim, dobrze wychowanym wiedeńczykiem. Beljung z łatwością zmieniał akcent i zachowanie. Znał doskonale niemiecki, posługiwał się akcentem berlińskim, saksońskim i wiedeńskim; mógł też w razie konieczności udawać Francuza; sam z pochodzenia był siedmiogrodzkim Węgrem.

Czasem Andron zlecał operacje dewizowe Heimbachowi lub odwrotnie. Pieniądze trafiały do kasy śląskiego ruchu oporu. Z Heimbachem spotykali się esesmani, z Andronem różni wysoko postawieni Niemcy. Ginęły im dokumenty, pisma, nigdy jednak nie podejrzewali o to zasadniczego Karla czy wytwornego Petera. Taki człowiek był dla AK-owców darem losu.

Skąd się wziął na Śląsku? W 1941 roku dostał nakaz pracy w biurze przesiedleńczym w Katowicach; miał ściągać tu bałkańskich Niemców. Naziści nie mieli jednak pojęcia, kogo przysyłają. Wkrótce Beljung stał się groźnym szpiegiem, jednym z najlepszych w czasach II wojny światowej.
Nieżyjący już historyk Tadeusz Flisiuk w 1969 roku opublikował jedyną rozmowę z Beljungiem. Opisywał go jako człowieka średniego wzrostu, w okularach, statecznego pana na stanowisku, po którym nie było widać wojennych przeżyć. To świadczy o tym, jak świetnie Beljung potrafił się wcielać w różne role. I jaką w takich sytuacjach zachowywał zimną krew.


Miał ściągać Niemców


Przeszłość Beljunga była barwna. Urodził się w 1914 roku w rumuńskim Lugoj. Jego ojciec był z pochodzenia Francuzem, prowadził interesy. Matka Katarzyna Schering była Węgierką. Gdy Mikołaj skończył szkołę handlową, planowano, że przejmie firmę.

Rodzinny plan przepadł, gdy Mikołaj wyjechał do Francji, a tam wdał się w bójkę, za co groziła mu odsiadka. Zaciągnął się więc do Legii Cudzoziemskiej. Szybko zrozumiał, że popełnił błąd i zdezerterował. Ale Legia nie tolerowała takich wybryków, znalazł się w więzieniu. Siedział we Francji i w Hiszpanii, aż znowu uciekł. Wylądował w Niemczech, zbliżała się wojna, nikt go już nie poszukiwał.
Rządy nazistów nie podobały się jednak Beljungowi. Zaczął współpracować z antyfaszystowską organizacją i prędko trafił do kolejnego więzienia. Siedział tym razem w Saarbruecken, a potem na Pankracu w Pradze. Tam zastał go wrzesień 1939 roku.

Beljung miał obywatelstwo węgierskie i uparcie nie przyznawał się do winy. Niemcy dali mu langfristiger Notdienst i nakaz wyjazdu do Katowic, do pracy z przesiedleńcami Nadawał się, bo świetnie znał obce języki. Beljung natychmiast zaczął szukać kontaktów z Polakami.


Miłość do kurierki

Gdyby nie Elżbieta Orlińska, los Beljunga byłby inny. Spotkali się przypadkowo; 27-letni Mikołaj szedł ulicą Hoeferstrasse (obecnie Kościuszki) i przez szybę salonu fryzjerskiego dostrzegł drobną szatynkę w białym fartuszku. Kto wie, może uśmiechnęła się do niego? Miała swój cel, zbierała informacje.
Dla osamotnionego w Katowicach Beljunga była to miłość od pierwszego wejrzenia. Nie mógł wiedzieć, kogo sobie wybrał. Zakochał się w działaczce ruchu oporu, odważnej i inteligentnej konspiratorce, kurierce „Kindze”.

Szybko zameldowała szefom organizacji, że interesuje się nią pracownik biura przesiedleńczego, Węgier z pochodzenia. I może być przydatnym informatorem. Zaczęło się sprawdzanie, na ile ta znajomość może się przydać.

Juliusz Niekrasz w książce „Z dziejów AK na Śląsku” podkreśla, że sprawdzanie Beljunga było gruntowne i Kinga otrzymała zadanie zjednania go dla ruchu oporu. Poszło tym łatwiej, że Beljung nie ukrywał przed dziewczyną swoich poglądów. Został przyjęty do ZWZ i zaprzysiężony. Od razu podjął się działania, możliwego tylko dla niego – w esesmańskim mundurze miał zdobywać broń i pieniądze.


W paszczy lwa

Skąd miał mundur? Flisiukowi wyznał, że ukradł go w swoim biurze, bo ruch był tam bardzo duży. Mundur spisano na straty, nigdy nie podejrzewano o kradzież Beljunga. Od organizacji dostał legitymację na nazwisko – Karl Heimbach, urodzony 5 marca 1914 r. w Petrowitz, Kreis Kattowitz. Potem kolejną, na Petera Androna, z tą samą datą urodzenia.

Beljung zaznaczył, że Heimbach był oficerem SS pracującym w administracji, nosił srebrnoczarne otoki na kołnierzu. Świetny pomysł, bo patrole z Waffen SS nie kontrolowały urzędników.
Najbardziej brawurowa akcja Beljunga to zdobycie 500 pistoletów. Węgier ryzykował wszystkim. Opowiadał Flisiukowi, że mało wiedział o tym, jak się załatwia broń w administracji wojskowej. Słyszał tylko, że wszyscy zaopatrują się w ośrodkach Verkaufstelle. Wybrał ten w Ostrawie.

Dojechał tam pociągiem w pełnym umundurowaniu Karla Heimbacha. Znalazł skład broni i przedstawił kierownikowi dokument. Ale pismo zawierało pułapki. Po pierwsze, zapotrzebowanie dotyczyło policji we Lwowie, a po drugie, żądano za wiele. Na wywóz broni do Lwowa potrzebne było specjalne zezwolenie prezydium policji. Limit urzędowo przyznawanej broni wynosił tylko 50 sztuk.
Beljung z zimną krwią, jako wkurzony esesman, udał się wprost do paszczy lwa, czyli do siedziby policji. Stanął przed obliczem szefa, który długo oglądał dziwny dokument. Polizeioberst zadał jedno pytanie – jak to możliwe, drogi kolego, że postępujecie niezgodnie z przepisami?

Beljung wspominał: „Ocaliła mnie przytomność umysłu i swoboda w tej rozmowie”. Stwierdził, że Lwów obejmuje liczne, ogromne majątki, którymi administrują ludzie z SS, inwalidzi z frontu. Nie mogą nosić ciężkiej broni, ciągle jednak narażeni są na ataki polskich i sowieckich band. Dlatego muszą mieć pistolety, to sprawa życia i śmierci....” Opowieść Beljunga zrobiła na policjancie wrażenie. Kazał z niej zrobić notatkę służbową i podpisał dokument. W ten sposób śląski ruch oporu wzbogacił się o bezcenną broń.


W ostatniej chwili

Na przebieranki Beljunga nabierali się wysoko postawieni urzędnicy, policja, esesmani, kierownik drukarni, gdzie załatwił bezcenne blankiety. Ale miał też wpadki. Kiedyś pomylił się i występując o wymianę pieniędzy dla Karla Heimbacha, podał dokumenty Petera Androna. Daty urodzenia tych panów były jednakowe. Urzędniczka dała się jednak przekonać historyjką, że Heimbach jest na krótkim urlopie, chce być z młodą żoną, żal mu tracić czas. Dlatego poprosił o przysługę przyjaciela Androna.

Ale inna młodziutka panienka z banku była czujna. Dostrzegła niejasność, zażądała wyjaśnień. Heimbach postanowił obrazić się i opuścić bank. Spokojnym krokiem, bez pośpiechu. Może to go uratowało, bo urzędniczka włączyła alarm sekundę po tym, jak udało mu się wyjść. Żelazna brama zamknęła się już za jego plecami.

Beljung nie mógł jednak przez całą okupację udawać esesmana. Gestapo nigdy nie wpadło na trop Karla Heimbacha, ale podejrzewało samego Beljunga o powiązania z ruchem oporu. Musiał uciekać. Ukrywał się w Wiedniu. Tam mało co nie został zdemaskowany przez hitlerowską agentkę tzw. Krwawą Julkę, która miała na sumieniu wielu Polaków. Przedostał się z powrotem na Śląsk i ukrywał do końca wojny w Rudzie Śląskiej.

Po wojnie nie uniknął więzienia, przesiedział kilka lat, miał być nawet wywieziony do Związku Radzieckiego. Ale i z tych niebezpieczeństw wyszedł cało. Dobrze sobie radził, ożenił się z Elżbietą Orlińską, był trenerem sportowym, założycielem restauracji Hungaria w Katowicach, zajmował różne kierownicze stanowiska. Był też pierwszym dyrektorem Stadionu Śląskiego. To za jego kadencji Polacy brawurowo pokonali reprezentację ZSRR. Ale tylko nieliczni wiedzieli, ile ten skromny, milczący pan w okularach zrobił dla ruchu oporu w państwie, o którym niegdyś nic nie wiedział. Zmarł w 1974 roku.


Pomóżcie nam odkryć prawdę!

Po Mikołaju Beljungu nie ma prawie żadnych pamiątek; odeszli już jego przyjaciele i koledzy z konspiracji, nie udało się nam dotrzeć do jego bliskich. Dawne adresy są już nieaktualne. Chcemy jednak ocalić jego postać od zapomnienia, utrwalić to, co jeszcze pozostało w ludzkiej pamięci. Dlatego apelujemy do świadków, znajomych, krewnych jego lub Elżbiety Orlińskiej, żeby pomogli nam w tym zadaniu. Może ktoś dysponuje korespondencją lub fotografiami Beljunga i jego rodziny?

Interesuje nas także wciąż niewyjaśniona sprawa tzw. Krwawej Julki, czyli Heleny Matei – inaczej Matejanki, która według śląskiego ruchu oporu była niezwykle groźną, bo piękną i przebiegłą agentką gestapo. Miała na sumieniu śmierć wielu śląskich patriotów. Czy ktoś ma coś do przekazania w tej sprawie? We wrześniu chcielibyśmy opisywać najciekawsze zagadki dotyczące ruchu oporu na Śląsku.


Dziennikarka "Dziennika Zachodniego" Grażyna Kuźnik p rosi czytelników o kontakt, tel. (0-32) 358-21-32.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 02 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 02, 2016 11:21 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Wto Lis 25, 2008 3:20 pm    Temat postu: Krwawa Julka: Najlepszy szpieg gestapo na Śląsku Odpowiedz z cytatem

Krwawa Julka: Najlepszy szpieg gestapo na Śląsku
Twój głos został dodany. Dziennik Zachodni | 2006-09-08 11:22, aktualizacja: 2006-09-08 11:22:00
0 0 / 0 przeczytano: 4292

Helena Mateja do dzisiaj ścigana jest międzynarodowym listem gończym, jej sprawa wciąż nie została zamknięta. Ale po upadku III Rzeszy udało jej się zmienić tożsamość i zniknąć.


Zarzuca się jej rozbicie śląskiego ruchu oporu i zdradę jego przywódców. W obozach koncentracyjnych, na gilotynie i na szubienicach, zginęło przez nią setki konspiratorów.

Helena wychowała się w Katowicach, w polskiej rodzinie z patriotycznymi tradycjami. Krewni byli powstańcami, duchownymi. Po wojnie jej sąsiedzi z Ligoty zeznawali: - Gdy tu wróci, zawiśnie na suchej gałęzi.
Znany muzyk Józef Skrzek przez zdradę Matejanki stracił stryja, inspektora wojskowego okręgu katowickiego Związku Walki Zbrojnej. Oficer i harcmistrz Józef Skrzek "Gromek" zginął w grudniu 1941 r.

Egzekucja na pokaz

Józef Skrzek odziedziczył po swoim stryju imię. - Wiem z rodzinnych wspomnień, że wydała go kobieta, podobno piękna. Zapraszała takich działaczy jak on do kawiarni, potem wychodziła, a jej gośćmi zajmowali się panowie w czarnych, skórzanych mantlach. Po aresztowaniu siedział w więzieniu w Mysłowicach. Datę i miejsce śmierci stryja wybrano perfidnie - opowiada artysta.

Po kilkumiesięcznych torturach gestapo przywiozło inspektora Józefa Skrzeka do rodzinnych Michałkowic. Stało się to w przeddzień Barbórki, święta całej lokalnej społeczności. Ściągnięto ludzi, którzy go lubili i szanowali; był ich nauczycielem, sąsiadem.

- To była egzekucja na pokaz, ostrzeżenie, że to samo zrobią z innymi. Powiesili go na drzewie, razem z innym harcerzem - dodaje Skrzek.

Skazaniec krzyknął jeszcze: "Niech żyje Polska, niech żyje Chrystus Król". Miał 30 lat.

Na początku września 1941 r., do kawiarni przy ul. Kościuszki w Katowicach, zaprosiła go Helena Mateja "Julka", wtedy jeszcze bez przezwiska "krwawa". Dopiero zaczynała swoją działalność. Przyszedł na spotkanie, bo znał ją wcześniej.

W środowisku polskich patriotów jej rodzina wiele znaczyła - była córką powstańca, bratanicą księdza Karola Matei, proboszcza parafii św. Piotra i Pawła w Katowicach, działacza niepodległościowego, posła na Sejm Śląski. Z takimi koneksjami "Julka" miała dostęp do wielu tajemnic polskiej organizacji.




Kurierka blond Wenus




Helena Cecylia Mateja vel Mathea urodziła się 25 stycznia 1922 r. w Katowicach Ligocie, jej ojciec Stefan był radcą kolejowym, matka Klara nosiła panieńskie nazwisko Krzikalla. Mieszkali przy ulicy Śląskiej 5, we własnej willi.

Helena była nie tylko bardzo ładna, ale również zdolna. Świetnie się uczyła. Dr Alojzy Targ, działacz ruchu oporu, był jej nauczycielem w gimnazjum przy placu Wolności. Na początku wojny nie krył zauroczenia swoją piękną byłą uczennicą i konspiratorką. Ufał jej, zabierał na tajne spotkania. Później jednak zmienił zdanie i stanowczo twierdził, że jest konfidentką gestapo.

Helena w szkole wyróżniała się ambicją. Dr Targ zapamiętał, że za wszelką cenę chciała być sławna. Wierzył, że tak się stanie - bo kto, jak nie ona? Taka inteligentna, atrakcyjna jak gwiazda filmowa, prawdziwa blond Wenus. Zawsze chciała być najlepsza w tym, co robi.

Świadkowie wspominają, że była bardzo zgrabna, wysoka, miała jasne włosy i dużo wdzięku. Robiła na mężczyznach piorunujące wrażenie. Mówiła literacką polszczyzną, ale także bezbłędnym niemieckim, znała też angielski i francuski. Chciała pracować w dyplomacji, ale pociągała ją też medycyna.

Kiedy po wpadkach miejscowych działaczy przyjechał na Śląsk przedwojenny zawodowy oficer polskiego wywiadu Antoni Goszczyk, był zdumiony pozycją tej dziewczyny w śląskim ruchu oporu. Wtajemniczano ją we wszystkie sprawy, była obecna na spotkaniach, znała prawie każdego dowódcę. Jej zachowanie go zaniepokoiło - przekazał grupom, że jest to wbrew podstawowym zasadom konspiracji. Kazał ją odsunąć. Nad "Krwawą Julką" zbierały się czarne chmury...




Zakochany esesman




Antoni Goszczyk zeznał po wojnie w katowickiej prokuraturze: "Stwierdzam kategorycznie, że Helena Mateja była agentką gestapo. Jako przedwojenny oficer kontrwywiadu osobiście ją rozpracowałem. Domagałem się jej likwidacji".

Wiele spraw nie dawało mu spokoju - mimo aresztowań jej bliskich współpracowników, Matejanka czuła się bezpiecznie w Katowicach. Niemcy jej nie ruszali. Nawet gdy uwięzili, a potem skazali na śmierć przez ścięcie jej bezpośredniego szefa Karola Kornasa, ona działała dalej.

Rozpowszechniała swoją historię - w 1940 roku została aresztowana przez gestapo. Tam miał zakochać się w niej esesman, który prowadził jej sprawę, Brauch. Uczucie do niej było tak silne, że zwolnił ją po tygodniu. Zaproponował małżeństwo, ale jako patriotka odmówiła.

Może to wyjątkowa uroda Julki sprawiła, że koledzy z organizacji uwierzyli? Chociaż niektórzy coraz częściej twierdzili, że Matejanka podjęła współpracę z gestapo. Sąsiedzi z ulicy zeznawali, że nocami odwoził ją pod dom samochód z szoferem. Z tyłu siedział mężczyzna w cywilu i Matejanka. Szofer miał na sobie mundur gestapo. Gestapowiec często pojawiał się w jej towarzystwie. Jeden ze świadków zeznał, że kiedyś, gdy szedł z nią ulicą, esesman ją pozdrowił.

Nie był to jedyny mężczyzna, który był w niej wtedy zakochany. Na pewno kochał ją szef wywiadu Karol Kornas, który długo nie dopuszczał do siebie myśli, że jest konfidentką. Chociaż dostawał takie sygnały...




Jula zdradziła





Ten odważny polski patriota, gdy został aresztowany, nikogo nie wydał mimo tortur i do niczego się nie przyznał. Gestapo urządziło konfrontację. Do skatowanego Kornasa podeszła Matejanka, uderzyła go w twarz i zaczęła wymieniać miejsca ukrycia broni, plany akcji. Kornas został skazany na śmierć i ścięty. Zdążył napisać gryps ze słowami, które wiele go kosztowały: "Jula jest agentką".

Gestapo cierpliwie zbierało materiały o śląskim ruchu oporu. Atak nastąpił w nocy z 17 na 18 grudnia 1941 roku. Aresztowano 456 żołnierzy Inspektoratu Katowickiego ZWZ, trzech zabito podczas akcji. Większość zginęła później w obozach i po wyrokach. Do tej tragedii przyczyniła się w znacznej mierze "Krwawa Julka". Wojskowy Sąd Specjalny Śląskiego Okręgu AK wydał na nią wyrok śmierci, ale Matejanka wyjechała do Wiednia studiować medycynę.

Mieli go wykonać sprawdzeni żołnierze - Mikołaj Beljung, wsławiony tym, że w przebraniu esesmana zdobywał dla ruchu oporu broń, pieniądze i dokumenty oraz Sylwester Newiak "Borówka". W 1968 roku zgodzili się jedyny raz porozmawiać o tym z historykiem Tadeuszem Flisiukiem na łamach "Trybuny Robotniczej".

"Borówka" mówił: - Trudno już ustalić przyczyny, dla których planowana likwidacja "Krwawej Julki" nie doszła do skutku. Faktem jest, że przebywała ona w tym czasie w Wiedniu.

Ruch oporu na Śląsku był sparaliżowany, Matejanka mogła sądzić, że ci, którzy wiedzieli o jej roli, już nie żyją. Zaraz po wojnie wróciła z Wiednia do Katowic, do rodziny i zaczęła zbierać oświadczenia od znajomych, że oskarżenia wobec niej są kłamstwem. Zwróciła się też do swojego byłego profesora dr. Targa, ale on odmówił wystawienia jej świadectwa niewinności. Dla niego była zdrajczynią.




Uciekła i przepadła




Matejanka nie zebrała głosów za sobą. Na Śląsku czuła się zagrożona, chciała uciekać. Pewnego dnia na dworcu katowickim zatrzymał ją jeden ze zdradzonych, Ryszard Koczy. Jego brat zginął przez Matejankę. Oddał ją w ręce straży kolejowej. Ale ona dzięki swojemu urokowi wmówiła strażnikowi, że Koczy to prześladujący ją wariat. Strażnik ją wypuścił, a gdy Koczy powrócił zapytać, co stało się z konfidentką, żołnierz postraszył go bronią i... zabronił dręczenia tej pięknej kobiety.

Matejanka w przebraniu siostry PCK uciekła z Polski i ślad po niej zaginął. Podobno osiadła w Wielkiej Brytanii. Mimo wniosków o ekstradycję i listów gończych, nie udało się jej się odnaleźć. Krążyły plotki, że oddała cenne usługi brytyjskiemu wywiadowi, wyszła za brytyjskiego prokuratora i jest pod ochroną.

W aktach zachowały się słowa jednego z wydanych przez nią gestapo konspiratora. Przed śmiercią napisał gryps: "Jula to diabeł w ludzkiej skórze".


Rozwiązujemy wojenne zagadki



Chcemy ujawniać i opisywać najciekawsze zagadki dotyczące ruchu oporu na Śląsku. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o Mikołaju Beljungu, śląskim kapitanie Klossie (http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kapitan_kloss_zyl_naprawde_nazywal_sie_mikolaj_beljung_5515.html), który w przebraniu esesmana zdobywał dla polskiej konspiracji pieniądze i broń. Ta nieznana dotąd historia wywołała spory odzew. Zgłaszają się ludzie, którzy pamiętają Beljunga, więc wkrótce przedstawimy jego dalsze losy i nigdy nie opisywane wojenne przygody.
Zgłaszają się również Czytelnicy, którzy wspólnie z nami chcą rozwikłać różne tajemnice z czasów wojny. W następnym odcinku opiszemy historie Anglików i Amerykanów, którzy jako cichociemni trafili na Śląsk i uzyskali pomoc działaczy AK. Jeden z naszych świadków, który im pomagał, zastanawia się, jaki był dalszy los brytyjskich zrzutków... Wciąż czekamy na informacje od Was!

Dzwońcie - tel. 032-358-21-32.
* Dziękuję prok. Marzenie Kuszon z katowickiego IPN za pomoc w przygotowaniu tekstu.
Grażyna Kuźnik

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Edward Soltys
Weteran Forum


Dołączył: 05 Mar 2007
Posty: 613

PostWysłany: Sob Lis 29, 2008 7:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bardzo to wszystko ciekawe.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Wspomnienia, Relacje Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz dodawać załączniki na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group