" /> Dyskusje ogólne :: Wałęsa był groźnym konfidentem ...
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wałęsa był groźnym konfidentem ...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Gru 01, 2008 6:27 am    Temat postu: Wałęsa był groźnym konfidentem ... Odpowiedz z cytatem

http://www.wyszkowski.eu/index.php/blog/Graczyk-pA-aciA-WaA-A-sie.html

lis 29 2008

Graczyk płacił Wałęsie

"Rewelacją dnia stała się informacja, że kpt. Edward Graczyk, który według dokumentacji SB zwerbował Lecha Wałęsę 19 grudnia 1070 r. jako tajnego wspólpracownika, żyje i mieszka w Gdańsku - Sobieszewie (wyspa, na terenie której w czasach komunizmu panowała administarcja wojskowwa).


"To Sąd Lustracyjny podał, że były oficer SB Graczyk nie żyje"
Sławomir Cenckiewicz

PAP

Podana w książce pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" informacja, że były oficer SB Edward Graczyk nie żyje, pochodzi z orzeczenia Sądu Lustracyjnego z 2000 r. - powiedział współautor książki Sławomir Cenckiewicz.W piątek Instytut Lecha Wałęsy podał, że żyje główny świadek z SB uznany za zmarłego w książce pt. "SB a Lech Wałęsa" Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. - Na 692 stronie ww. książki stwierdzono, że świadek Edward G. nie żyje, a data śmierci jest nieznana. Przy jego nazwisku napisano też, że to on zwerbował Lecha Wałęsę. Tymczasem świadek żyje i twierdzi zupełnie co innego - podał Instytut.

W swojej książce Cenckiewicz i Gontarczyka napisali, że Graczyk, który miał w 1970 r. zwerbować Lecha Wałęsę, nie żyje. Autorzy książki twierdzą, że Lech Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek".

- Opieraliśmy się na orzeczeniu Sądu Lustracyjnego z sierpnia 2000 r., który napisał - i jest to opublikowane w książce w całości - że Edward Graczyk nie żyje. Uznaliśmy to za dobrą monetę, skoro Sąd Lustracyjny jak każdy sąd w Polsce dysponuje dostępem do systemu PESEL poprzez który można sprawdzać czy dana osoba żyje, gdzie mieszka. To po prostu napisaliśmy w naszej książce - powiedział Cenckiewicz.

Dodał, że naukowcy w IPN, w tym on, nie mają dostępu do systemu danych PESEL, do którego mają dostęp prokuratorzy.

Cenckiewicz przyznał, że był zaskoczony informacją o tym, że Graczyk żyje. - Przez lata, zajmując się Lechem Wałęsą, szukałem informacji o Edwardzie Graczyku i takiej informacji nie znalazłem. Wszyscy w Olsztynie, Gdańsku mówili mi, że nie żyje, nawet jego byli koledzy - dodał historyk.

Odnosząc się do zarzutu Instytutu Wałęsy, że "uśmiercenie świadka to manipulacja historyczna autorów książki", Cenckiewicz powiedział, że jest to zarzut pozbawiony jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia.

- Bo z jednej strony jest mowa o tym, że myśmy uśmiercili Edwarda Graczyka, a to nie my, tylko Sąd Lustracyjny, na który Instytut i Lech Wałęsa bardzo często się powoływali atakując nas przez ostatnie miesiące. Po drugie, z tego oświadczenia wynika, że wiarygodnymi i kluczowymi świadkami w historii Polski najnowszej, w wyjaśnianiu białych plam są funkcjonariusze SB. I to jest dla mnie najciekawsze. To znaczy z jednej strony oni są kluczowymi świadkami, ale z drugiej strony fałszowali przez 45 lat istnienia PRL dokumenty SB - mówił historyk.

W piątek rzecznik prasowy IPN Andrzej Arseniuk powiedział, że 18 listopada Edward G. został przesłuchany przez prokuratorów IPN w obecności Lecha Wałęsy (ma on w tym śledztwie status pokrzywdzonego) oraz swego pełnomocnika. - Celem przesłuchania było stwierdzenie, czy istnieją oryginalne dokumenty dotyczące działań SB wobec Lecha Wałęsy - oświadczył Arseniuk.

Dodał, że w trakcie przesłuchania Edwardowi G. okazano znane dokumenty sprawy. - Co do jednego z nich potwierdził, że to jego pismo, i że wypłacił Lechowi Wałęsie 1500 zł - powiedział Arseniuk. Dodał, że świadek zeznał też, że "nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika".

Cenckiewicz odnosząc się do tych zeznań, zaznaczył, że Graczyk mówi o regularnych spotkaniach i o wypłacie pieniędzy.

- To jest dla mnie najciekawsze. Na jakiej zasadzie ktoś nie zwerbowany odbywał z Edwardem Graczykiem regularne spotkania i jeszcze wypłacał Graczyk mu te pieniądze. Jaki był charakter tych kontaktów? Koleżeński, towarzyski? Czy Graczyk wypłacał te pieniądze z własnej kieszeni czy może z funduszu operacyjnego SB w Gdańsku? - zastanawia się historyk.

- To są niespójne i nielogiczne zeznania, ale one w jakimś sensie, w tym aspekcie są dla nas interesujące, bo znalazł się kluczowy świadek, który potwierdza, że wypłacał Lechowi Wałęsie pieniądze - dodał Cenckiewicz.

Jego zdaniem Graczyk jest tak samo wiarygodnym świadkiem jak każdy inny funkcjonariusz SB, a historycy dysponują całym instrumentarium do tego, żeby zweryfikować tego typu relacje.

- Gdybym ja mógł rozmawiać z Edwardem Graczykiem, zadałbym mu całą listę pytań, które bym przygotował m.in. w oparciu o dokumenty, które sam wytworzył w roku 1971, które dotyczą Lecha Wałęsy. Ja w tym zeznaniu, które jest skromne, nie znajduję takiego merytorycznego przygotowania ze strony tych, którzy pytali Edwarda Graczyka - zaznaczył historyk gdańskiego IPN.


"Rzeczpospolita" podała: Żyje oficer TW "Bolka"
Cezary Gmyz , Piotr Kubiak

Kapitan SB Edward Graczyk, który miał zwerbować do współpracy w 1970 roku Lecha Wałęsę, żyje. Nie chce się jasno wypowiadać o przeszłości byłego prezydenta.
autor zdjęcia: Jerzy Dudekźródło: FotorzepaLech Wałęsa miał zostać zwerbowany w 1970 r.źródło: EAST NEWSWedług słów Edwarda Graczyka Lech Wałęsa (drugi z lewej) miał przyjąć pieniądze na bilet tramwajowy, by dotrzeć na spotkanie z Edwardem Gierkiem w styczniu 1971 roku w Stoczni Gdańskiej.

O tym, że Graczyk nie żyje, napisali w książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. W publikacji czytamy: „oficer, który miał rzekomo zwerbować lustrowanego do współpracy, nie żyje (kpt. Graczyk)".

- Dowiedzieliśmy się o tym z uzasadnienia sądu lustracyjnego z 2000 r. i przyjęliśmy za dobrą monetę - mówi „Rz" Cenckiewicz. Próbował szukać Graczyka. Teraz nie kryje zdziwienia. - To zaskakujące, szczególnie w obliczu tego, co wynika z uzasadnienia sądu - mówi. 75-letni dziś Graczyk pochodzi z Olsztyna. Według ustaleń Cenckiewicza i Gontarczyka w 1970 r. zwerbował młodego Wałęsę do współpracy. W 1971 r. miał mu wręczyć 1500 zł. Miało to zostać potwierdzone podpisem TW ps. Bolek.

Czy teraz wyjdą na jaw nowe fakty o Wałęsie? - Nie wiążę z tym dużych nadziei, bo tak jak większość byłych oficerów zapewne nic nie będzie chciał powiedzieć lub zaprzeczy faktowi współpracy. Bez względu na to, co powie, fakty pozostaną niezmienne - mówi Cenckiewicz.

Jego zdaniem odnalezienie Graczyka to raczej dowód, że do uzasadnień i wyroków sądu lustracyjnego należy podchodzić bardzo krytycznie.

Do kapitana SB dotarli prokuratorzy z białostockiego IPN, którzy badają, czy SB chciała skompromitować Wałęsę, by nie dostał Nagrody Nobla. Według naszych ustaleń Graczyk miał zeznać, że „z dzisiejszej perspektywy nie uznałby Wałęsy za agenta, a jedyne pieniądze, jakie mu dał, były na bilet tramwajowy".

„Rz" dotarła do Edwarda Graczyka w Gdańsku. Był zdenerwowany, nie chciał rozmawiać. Unikał jednoznacznych odpowiedzi. Zaprzeczył nieoficjalnym informacjom, że w ostatnim czasie prywatnie próbował skontaktować się z nim Wałęsa bądź jego współpracownicy.

Pytany, czy były prezydent ukrywa kontakty z SB, mówi: - On nie ukrywa, nie ukrywa. Ja byłem z nim na konfrontacji tydzień temu w IPN w Gdyni - rzuca. Chwilę później jest bardziej kategoryczny: - On nie współpracował. Rzecznik IPN Andrzej Arseniuk potwierdza, że 18 listopada Graczyk został przesłuchany w obecności Wałęsy. - Zeznał, że nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika - mówi. - Potwierdził, że wypłacił Wałęsie 1500 zł.

Graczyk broni byłego prezydenta. - Uciszał rozruchy w stoczni, bo stały wojska ruskie i w tym kierunku ma nieocenione zasługi - mówi. - Nie wierzcie nikomu, że Wałęsa cokolwiek złego komukolwiek zrobił. Ja jako jego przeciwnik polityczny kiedyś bardzo go szanuję.

Na pytanie, czy „prowadził" Wałęsę, odpowiada niejasno: - Ja nikogo za rękę nie prowadziłem. To był tylko incydent, bo ja przyjechałem z Olsztyna na pomoc dla Gdańska - cała Polska przyjechała. Odmawia wyjaśnień, o co dokładnie chodzi. Wyznaje jednak, że po „incydencie" zwolnił się ze służby.

Wałęsa nie wierzy w informację o spotkaniu z Graczykiem. - Bądź pan poważny. Pan z trupami rozmawia? - odpowiada na pytania „Rz" - Takich ludzi jest siedmiu. Sprawdzono mi to.

W piątek wieczorem jednak Instytut Lecha Wałęsy opublikował komunikat, w którym napisano, że Graczyk żyje: „Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę".

-----

Graczyk był funkcjonariuszem SB w Olsztynie, którego wydelegowano do Gdańska w grudniu 1970 r. w celu udzielenia pomocy władzom policyjnym po buncie robotniczym rozpoczętym w dniu 14 grudnia 1970 r. W r. 2000 Sąd Lustracyjny rozpatrywał sprawę Lecha Wałęsy, jako kandydata na prezydenta RP, i w swoim wyroku stwierdził:, że kpt. Graczyk nie żyje. Historycy IPN dali wiarę tej informacji i umieścili ją w książce "SB a Lech Wałęsa".

Obecne zeznania Graczyka robią wrażenie typowej reakcji byłych esbeków, którzy zwykle twierdzą, że ich agenci byli rejestrowani fikcyjnie. W tych zeznaniach są jednak elementy, które potwierdzają fakt wypłacania Wałęsie pieniędzy przez SB. To bardzo ważny fakt, który podważa całość argumentacji Wałęsy twierdzącego, że nigdy nie brał wynagrodzenia za swoje spotkania z funkcjonariuszami SB. Graczyk oświadczył, że zachowany w archiwum IPN w formie kserokopii dokument, wg. którego Lech Wałęsa, jako t.w. Bolek przyjął 1500 zł. jest sporządzony przez niego osobiście. Obecnie twierdzi, że był to zwrot kosztów podróży Wałęsy na spotkanie z Edwardem Giekiem, ale jest to oczywista nieprawda, ponieważ na spotkanie z Gierkiem Wałęsa został dowieziony podstawionym przez władze autobusem.

------



Kto gra Graczykiem?

Tagi:

* lustracja
* SB
* bolek
* Wałęsa



Uzasadnienie wyroku Sądu Lustracyjnego w sprawie Lecha Wałęsy (fragment): Skoro zatem już w 1982 r. b. SB nie dysponowała oryginalnymi dokumentami pozwalającymi na skompromitowanie Lecha Wałęsy jako t.w."Bolek", powstaje pytanie czy dysponowała nimi kiedykolwiek wcześniej. Jedynymi poszlakami mogącymi na to wskazywać są dostarczone Sądowi w kserokopiach dwie notatki urzędowe. Pierwsza z nich sporządzona 21 czerwca 1978 r. przez st szer. M. Aftykę, druga z 9 października 1978 r. sporządzona przez funkcjonariuszy III Wydz. WUSW w Gdańsku Łubińskiego i Wojtalika (nie żyje). Nie żyje również funkcjonariusz Graczyk, który miał rzekomo zwerbować Lecha Wałęsę.

Rzeczpospolita (Cezary Gmyz, Piotr Kubiak "Żyje oficer TW Bolka"):„Rz" dotarła do Edwarda Graczyka w Gdańsku. Był zdenerwowany, nie chciał rozmawiać. Unikał jednoznacznych odpowiedzi. Zaprzeczył nieoficjalnym informacjom, że w ostatnim czasie prywatnie próbował skontaktować się z nim Wałęsa bądź jego współpracownicy. Pytany, czy były prezydent ukrywa kontakty z SB, mówi: - On nie ukrywa, nie ukrywa. Ja byłem z nim na konfrontacji tydzień temu w IPN w Gdyni - rzuca. (...) Na pytanie, czy „prowadził" Wałęsę, [Graczyk] odpowiada niejasno: - Ja nikogo za rękę nie prowadziłem. To był tylko incydent, bo ja przyjechałem z Olsztyna na pomoc dla Gdańska - cała Polska przyjechała. Odmawia wyjaśnień, o co dokładnie chodzi. Wyznaje jednak, że po „incydencie" zwolnił się ze służby. Wałęsa nie wierzy w informację o spotkaniu z Graczykiem. - Bądź pan poważny. Pan z trupami rozmawia? - odpowiada na pytania „Rz" - Takich ludzi jest siedmiu. Sprawdzono mi to. W piątek wieczorem jednak Instytut Lecha Wałęsy opublikował komunikat, w którym napisano, że Graczyk żyje: „Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę".

Sławomir Cenckiewicz, Piotr Gontarczyk ("SB a Lech Wałęsa"): [Graczyk]Nadużywał alkoholu; uznany przez komisję lekarską za trwale niezdolnego do służby i zwolniony z SB z dniem 15 V 1973; w sierpniu 1993 r. jego akta wypożyczył szef Delegatury UOP w Olsztynie.

Sławomir Cenckiewicz ("Kompleks herosa", Rzeczpospolita): [Wałęsa] "I wtedy podpisałem kilka papierów przy wyjściu, co było standardową procedurą. Podpisałem też wtedy protokół z przesłuchania, co było dla mnie najbardziej oczywistą sprawą. Pamiętam, że było to wiele kartek - może pięć, siedem - i na każdej trzeba było złożyć podpis. Boże, daj, żeby ten protokół się kiedyś odnalazł - proszę w myślach, bo wiele by to dziś wyjaśniło"." Zastanawia szczególnie ostatnie zdanie tego wyznania. Okazuje się bowiem, że w okresie prezydentury Wałęsy „wypożyczono" mu kopię ośmiostronicowej notatki służbowej z rozmowy przeprowadzonej z nim przez kpt. Edwarda Graczyka 19 grudnia 1970 r. Dokument ten zaginął po wypożyczeniu....

Już choćby z tych kilku przypadkowo zestawionych cytatów jasne jest, że sprawa cudownego odnalezienia uśmierconego przez IPN Edwarda Graczyka, który wstał z martwych aby dać świadectwo prawdzie nie jest taka oczywista jaką chcieliby ją widzieć budzący mój coraz większy podziw swoją determinacją obrońcy kryształowej czystości życiorysu i charakteru Lecha Wałęsy. Kilka pytań bym miała.

Kto i dlaczego uśmiercił Graczyka? Czyż to nie jest materiał na wspaniałe dziennikarskie śledztwo? Wbrew temu co wypisują dziennikarze i wygaduje sam zainteresowany, to nie Cenckiewicz z Gontarczykiem uśmiercili Graczyka, zrobił to Sąd Lustracyjny w kontrowersyjnym procesie rozstrzygniętym zresztą po myśli Wałęsy. Wałęsa powinien się więc ugryźć bo tylko dostarcza argumentów przeciwnikom."Pytany, jak informacja o istnieniu "uśmierconego" esbeka wpływa na wartość publikacji Cenckiewicza i Gontarczyka odparł, że należałoby ją "wyrzucić ze sprzedaży".- To jest gniot, to jest kłamstwo, jak tu w taki sposób podstawę uśmiercono, więc to jest barbarzyństwo, a nie książka - ocenił były prezydent". Bo w takim razie za gniot i kłamstwo musimy uznać pomyślny dla Wałęsy wyrok Sądu Lustracyjnego i zapytać za Wałęsą "Trzeba się zapytać, kto go uśmiercił i dlaczego". To doskonałe pytanie. Jak to możliwe, że sąd uznaje potencjalnie kluczowego świadka za zmarłego? Kto i w jakim trybie dostarczył sądowi informację o śmierci świadka? Bo zakładam, że odbyło się to w sposób jakoś tam sformalizowany. Służby? Wałęsa sugeruje, że Graczyka zastraszono. Sądząc z okoliczności i treści wyroku w zacytowanym fragmencie, zastraszyć go musieli ludzie grający na Wałęsę, bo nieobecność Graczyka wtedy, podobnie jak jego pojawienie się dzisiaj, jest na rękę Wałęsie. Dziennikarz który zechce się w to wgryźć będzie miał pasjonującą zagadkę do rozwiązania. I nie jest to zagadka jedyna.

Kto, dla kogo i po co sprawdzał akta Graczyka w 1993? Jeśli prawdą jest to co pisze Cenckiewicz o wypożyczeniu akt osobowych Graczyka przez szefa delegatury UOP w 1993 roku, a więc długie dwadzieścia lat po tym jak Graczyk został zwolniony ze służby, to warto by sprawdzić kto te akta wypożyczył, na czyje polecenie i po co. I jakie kłamstwo wymyśli, żeby to dzisiaj uzasadnić. Wałęsa powiedział o Graczyku"Postraszyli go czymś tam, żeby siedział cicho do końca życia". Czy po to wypożyczano akta Graczyka? Nie od rzeczy byłoby też sprawdzić co się w tamtym czasie działo z Graczykiem, co porabiał, z czego żył. Czy dobrze wyszedł na tym milczeniu. I kto go namówił, żeby teraz je przerwał (Gmyz wspomina o plotkach, że środowisko Wałęsy kontaktowało się z Graczykiem).

O jakim incydencie mówi Graczyk i kto tu kłamie? Graczyk mówi o jakimś incydencie, po którym zwolnił się ze służby, tymczasem Cenckiewicz i Gontarczyk twierdzą, że nie zwolnił się ale został zwolniony i nie po incydencie z Wałęsą ale ponad dwa lata później. To akurat zresztą drobiazg bez znaczenia, przytaczam głównie z myślą o czekającej nas rychło medialnej karierze Graczyka, jako uczciwego esbeka, który, jak pisze Gulczyński "Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę". Może zacznie od wyprostowania "prawd", które już pokazał.

Dlaczego Wałęsa się nie pochwalił Graczykiem? Jeśli dobrze odczytuję chronologię zdarzeń w artykule Gmyza, dziennikarze rozmawiali z Wałęsą już po tym jak ten spotkał się z Graczykiem na przesłuchaniu w IPN. Hmmm. Jeśli pojawienie się Graczyka unieważnia wszystko co napisali Cenckiewicz z Gontarczykiem to dlaczego Wałęsa nie wywlókł sprawy Graczyka od razu, zaraz jak się dowiedział, że ten żyje i miał okazję z nim porozmawiać? Mało tego, nie tylko nie pisnął słowa o Graczyku ale próbował zbić z tropu dziennikarzy proszących go o komentarz w tej sprawie ("Pan z trupami rozmawia?"). Podziwu godna skromność i wstrzemięźliwość, takiego Wałęsy nie znaliśmy.

Sprawa cudownego zmartwychwstania Graczyka jest fascynująca i rozwojowa, nie ze względu na to co mówi on sam ale ze względu na okoliczności, no i to co może niechcący wychlapać Wałęsa. O tym, że ktoś Graczyka postraszył, żeby siedział cicho do końca życia, o tym, że "zostaliśmy wszyscy ograni" uśmierceniem Graczyka a to co na tej podstawie powstało jest kłamstwem i gniotem, itd. Tradycyjnie już, najwięcej argumentów przeciwko sobie dostarcza sam Wałęsa. Na jego szczęście pewnie nie znajdzie się wielu chętnych do grzebania w sprawie, za nadmierne zainteresowanie Wałęsą Platforma obcina fundusze a i z piąchy oberwać można, komu by się chciało? "


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Pon Gru 01, 2008 6:49 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 9:06 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Gru 01, 2008 6:38 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/150424,227228_Walesa_byl_groznym_konfidentem_.html

"Wałęsa był groźnym konfidentem
Cezary Gmyz 01-12-2008, ostatnia aktualizacja 01-12-2008 04:35

Sprawa kapitana Graczyka nie tylko nie podważyła faktów zaprezentowanych w książce "SB a Lech Wałęsa", ale wręcz je potwierdziła. Rewelacje esbeka nie unieważniają dokumentów, które sam wytworzył – mówi "Rz" historyk Sławomir Cenckiewicz.

„Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” napisały w sobotę, że kapitan SB Edward Graczyk, który miał zwerbować do współpracy w 1970 roku Lecha Wałęsę, jednak żyje. O śmierci Graczyka informowali w książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. Dowiedzieli się o tym z uzasadnienia wyroku sądu lustracyjnego, który badał sprawę Wałęsy w roku 2000. Były prezydent twierdzi, że IPN świadomie „uśmiercił” jednego z najważniejszych świadków i zarzucił autorom książki złą wolę oraz manipulację faktami.

(...)

Rz: Uśmiercił pan z Piotrem Gontarczykiem w książce „SB a Lech Wałęsa” oficera, który miał zwerbować TW "Bolka". Nie wstyd Panu?

Sławomir Cenckiewicz, historyk: Naukowcy w przeciwieństwie do sądów i prokuratorów nie mają dostępu do bazy PESEL. Mam do siebie pretensje, że zawierzyłem Sądowi Lustracyjnemu, który w sierpniu 2000 r. swoim autorytetem poświadczył nieprawdę w orzeczeniu dotyczącym Wałęsy, że kpt. Graczyk nie żyje. Od teraz, nawet w tak podstawowych kwestiach jak ustalenie czy potencjalny świadek w procesie żyje, nie będę ufał polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.

Ktoś z "Gazety Wyborczej" prosił Pana o komentarz w sprawie Graczyka?

Nie, nikt z „Gazety” się do mnie w tej sprawie nie zgłaszał.

Od kiedy wie pan, że Graczyk jednak żyje?

Dowiedziałem się na kilka dni przed ujawnieniem tej informacji. 27 listopada mówiłem już o tym publicznie podczas promocji książki „Sprawa Lecha Wałęsy” w Krakowie.

"Gazeta Wyborcza" twierdzi, że jest Pan "teczkologiem" i nie usiłował Pan dotrzeć do żyjących świadków historii.

Niepoważne słowa o „teczkologach” Gontarczyku i Cenckiewiczu padły niestety ust historyka Marcina Zaremby, który w ten sposób komentował sprawę Graczyka w „Gazecie Wyborczej”. Nie tak dawno zasłynął swoją recenzją książki „SB a Lech Wałęsa” na łamach „Polityki”, w której napisał, że nie wykorzystaliśmy w naszej pracy ważnego dokumentu – omówienia sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim „Bolek”. Nie doczytał ale zrecenzował. Dokument ten nie tylko przywołaliśmy, ale i zaprezentowaliśmy w całości w naszej książce. W tym kontekście przypomina mi się słynna już maksyma byłego członka kolegium IPN: „Mniej pisać, więcej czytać”.

Według "GW" Graczyk twierdzi, że nie werbował Wałęsy.

Zeznanie cytowane w „Gazecie” jest pod tym względem niespójne. Z jednej strony Graczyk mówi o stałym kontakcie z Wałęsą i przekazywanych przez niego informacjach, które przekazywał Wydziałowi III gdańskiej SB, z drugiej natomiast podkreśla, że nie wiedział o tym, że Wałęsę zarejestrowano jako „Bolka”. Ponadto Graczyk miał potwierdzić autentyczność pokwitowania poboru pieniędzy przez „Bolka” z 18 stycznia 1971 r., które zachowało się jedynie w formie kserokopii. To niezwykle ważne świadectwo – jeśli „Gazeta” pisze prawdę – gdyż autentyczność tego dokumentu Wałęsa od zawsze kwestionował.

Skąd się wzięli Rosjanie na Wybrzeżu? Graczyk twierdzi, że mieli wejść i Wałęsę wykorzystano, by uspokoić nastroje.

Opinia Graczyka w tej kwestii jest niewiarygodna. Myślę, że chce on w ten sposób niejako pomóc Wałęsie. Stąd, w zderzeniu z wynurzeniami o Rosjanach, pojawiają się słowa o tonującej roli Wałęsy w czasie Grudnia ’70 i później. Odbieram to jednak jako pośrednie potwierdzenie pomocniczej względem SB roli „Bolka”, który rzeczywiście studził nastroje i rozładowywał napięcia, donosząc na kolegów z wydziału elektrycznego Stoczni Gdańskiej. Przykładowo w doniesieniu przekazanym Graczykowi w marcu 1971 r. „Bolek” donosił na Józefa Szylera, który wzywał do organizacji strajków i protestów. W ten sposób – jak pisał w 1971 r. Graczyk – „Bolek” „umiejętnie temperował” Szylera, „rozładowywał sytuację” w stoczni.

Graczyk twierdzi, że kilkakrotnie spotykał się z Wałęsą, rozmawiał z nim o stoczni i sporządzał notatki.

To kluczowe słowa w zeznaniach Graczyka. Potwierdzają nasze ustalenia w sprawie tajnych kontaktów Wałęsy z SB. To nie były kontakty towarzyskie czy służbowe, ale agenturalne, które zaowocowały konkretnymi doniesieniami „Bolka”. Z treści zaprezentowanych w książce IPN dokumentów rzeczywiście wynika, że rozmowy dotyczyły stoczni. Przecież wszystkie osoby, na które donosił „Bolek” to pracownicy stoczni, a naturalnym terenem jego działania była stocznia.

Graczyk twierdzi, że dał Wałęsie tylko pieniądze na bilet tramwajowy, by mógł udać się na spotkanie z Gierkiem.

Ta sprawa jest niejasna, gdyż sprawa poboru pieniędzy została jedynie zrelacjonowana, ale bez przywołania cytatu z zeznania Graczyka. Z ust rzecznika prasowego IPN wiemy jednak, że Graczyk potwierdził autentyczność pokwitowania poboru wynagrodzenia w wysokości 1500 zł przez „Bolka” w styczniu 1971 r. Pewnie dlatego Wałęsa szybko odciął się od zeznania Graczyka. Cała reszta jest nieistotna, ponieważ wielu agentów i ich opiekunów z SB twierdzi dzisiaj, że pieniądze wypłacane za działalność agenturalną były w istocie zwrotem kosztów za podróż lub poczęstunek. Zresztą z innych dokumentów wiemy, że „Bolek” chętnie brał zapłatę za doniesienia, a łącznie SB wypłaciła mu 13 100 złotych.

Graczyk mówi, że informacje Wałęsy nikomu nie zaszkodziły. I że nie wie, by Wałęsa został zarejestrowany.

W marcu 1971 r. Graczyk odebrał od „Bolka” doniesienie dotyczące sytuacji w zakładzie i stoczniowców: Alfonsa Suszka, Jerzego Góreckiego, Romualda Krukowskiego, Henryka Lenarciaka i Józefa Szylera. Na podstawie donosu „Bolka” Graczyk zawnioskował założenie sprawy operacyjnej przeciwko Szylerowi. Ponadto „Bolek” przekazywał Graczykowi rękopiśmienne dokumenty sporządzone przez członków Rady Oddziałowej, które Graczyk postanowił porównać z charakterem pisma autorów anonimów, ulotek i wierszy „antypaństwowych”. Był więc bardzo groźnym dla kolegów z pracy konfidentem. To wszystko jest w naszej książce i z tym materiałem archiwalnym powinien zostać skonfrontowany Graczyk.

Czy w świetle informacji Graczyka nadal pan utrzymuje, że Wałęsa to TW "Bolek"?

Oczywiście! Rewelacje Graczyka niczego tu nie zmieniają. Nie unieważniają one przecież oryginalnych dokumentów archiwalnych, które on sam wytworzył. Poza tym kolejnymi oficerami prowadzącymi „Bolka” byli kapitanowie Rapczyński, Dąbek i Ratkiewicz, którzy również sporządzili dokumenty dotyczące „Bolka”. Ponadto dysponujemy wieloma innymi materiałami źródłowymi na temat „Bolka” – zapisy kartoteczne, notatka funkcjonariusza SB Marka Aftyki opisująca kontakty Wałęsy z SB, dokumentacja Biura Studiów SB, wreszcie obszerny zbiór dokumentów dotyczący kradzieży akt „Bolka” w okresie prezydentury Wałęsy. Warto przypomnieć, że wśród dokumentów „wypożyczonych” przez prezydenta była również notatka Graczyka z rozmowy przeprowadzonej z Wałęsą w dniu 19 grudnia 1970 r. Dziś raz jeszcze należy się o ten i inne dokumenty upomnieć. Mam nadzieje, że prokuratura warszawska, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, do końca to wyjaśni.

Od konfrontacji Wałęsy z Graczykiem minął ponad tydzień. Dopiero, kiedy "Rzeczpospolita" zadzwoniła do niego z informacją, że rozmawialiśmy z Graczykiem ogłosił, że odnalazł się kluczowy świadek, który potwierdza jego wersję, że nie był TW "Bolek". Dlaczego Wałęsa tak długo czekał?

Być może Wałęsa wiedział, że zarówno „Rzeczpospolita”, jak i ja mam wiedzę na temat Graczyka i mówię o tym publicznie podczas spotkań autorskich. Poza tym chciał być może przykryć w ten sposób incydent związany z atakiem szefa Instytutu Lecha Wałęsy – Gulczyńskiego – na fotoreportera w sądzie. Pojawiają się także spekulacje na temat poufnych kontaktów z samym Graczykiem, o których zaczęto plotkować w Trójmieście.

"Jawna manipulacja IPN, kompromitacja historyków i zbrodnia na faktach" – mówi o sprawie Wałęsa.

To kolejne złe emocje pana prezydenta. Sprawa Graczyka nie tylko nie podważyła faktów zaprezentowanych przez nas w książce „SB a Lech Wałęsa”, ale wręcz je potwierdziła. Ponadto w dobitny sposób pokazała niekompetencję sądu lustracyjnego, który prawomocnie orzekł, że Graczyk nie żyje i na tej podstawie nie przesłuchał go w charakterze świadka w procesie lustracyjnym Wałęsy. Jest też wyraźny pozytyw całej sprawy. Chodzi mianowicie o funkcjonariuszy SB jako świadków historii. Do tej pory na ogół kwestionowano ich wiarygodność. Przypomnę gromy jakie spadły na nas, kiedy powołaliśmy się na relację mjr. Janusza Stachowiaka, który był pośrednim świadkiem rozmowy werbunkowej przeprowadzonej przez Graczyka i Rapczyńskiego z Wałęsą w 1970 r. Mam nadzieję, że również Stachowiak złoży swoje zeznanie przed prokuratorem IPN. W czerwcu tego roku mówiono, że esbecy nie mogą być świadkami historii. Dzisiaj mówi się o esbeku jako „kluczowym świadku”, którego nie można pomijać. Najbardziej zabawne w tej historii jest jednak to, że kpt. Graczyk jest dzisiaj traktowany jako wiarygodny świadek, a dokumenty przez niego wytworzone w 1971 r. to „podróbki” i „fałszywki” SB.

Jak werbowano przyszłego lidera „S”

Relacja majora Janusza Stachowiaka o tym, jak wyglądały okoliczności werbunku Lecha Wałęsy przez Służbę Bezpieczeństwa w grudniu 1970 r.:

„Pisałem charakterystykę »Bolka«, robiłem zestawienia wydatków »Bolka« – wydatków z funduszu operacyjnego, jakie otrzymywał. Wałęsa zarabiał tysiąc złotych z groszami, a od służby brał po dwa tysiące miesięcznie w pierwszych miesiącach współpracy, czyli więcej niż ze stoczni. Głównym prowadzącym rozmowę pozyskaniową z Wałęsą był kapitan Edward Graczyk. Chodził i wychodził z pokoju w czasie rozmowy również kpt. Henryk Rapczyński.

Rapczyński za którymś razem jak wyszedł, to zaczął się śmiać i mówi, że »mamy go, na krzyżyk przysięgał, że będzie współpracował«”.

Fragment książki Sławomira Cenckiewicza „Sprawa Lecha Wałęsy”
"

Rzeczpospolita

Więcej:
http://www.rp.pl/artykul/150424,227228_Walesa_byl_groznym_konfidentem_.html


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Pon Gru 01, 2008 1:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jerry
Weteran Forum


Dołączył: 13 Paź 2006
Posty: 396

PostWysłany: Pon Gru 01, 2008 9:44 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeśli te 1500 zł Bolek dostał na bilet tramwajowy to mu gratuluję. Widać że SB w Gdańsku była o wiele lepsza niż Caritas. Początek lat 70-tych akurat również był początkiem mojej kariery zawodowej i pamiętam że miesięczny bilet PKP kosztował 18zł a tramwajowy 25zł a jednorazowy bilet tramwajowy 1zł.

Gdy Gierek objął władzę (po nagłej "chorobie oczu" Gomółki spowodowanej wydarzeniami grudniowymi) podniósł minimalne wynagrodzenie miesięczne do kwoty 1000zł. Gdy ktoś na pełnym etacie zarabiał mniej to na pasku miał wyrównanie "Gierkowe" do tej kwoty. Nic dziwnego że pazerny Bolek za tyle srebrników gotów był na krzyżyk przysięgać że będzie Judaszem.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jerzy Dąbrowski
Weteran Forum


Dołączył: 01 Gru 2006
Posty: 314

PostWysłany: Pon Gru 01, 2008 4:20 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
"Rewelacją dnia stała się informacja, że kpt. Edward Graczyk, który według dokumentacji SB zwerbował Lecha Wałęsę 19 grudnia 1070 r. jako tajnego wspólpracownika, żyje i mieszka w Gdańsku - Sobieszewie (wyspa, na terenie której w czasach komunizmu panowała administarcja wojskowwa).


Tutaj jeden ważny szczegół:
Dziś Dziennik Bałtycki podał że Graczyk od ponad 20 lat mieszka w Gdańsku na STOGACH - A tu mamy Sobieszewo - czyli kompletne odludzie.

Artykuł w DB jest pióra Barbary Szczeouły która na ogół bardzo hagiografuje postać LW i jego "zasługi".
Może to być celowe działanie gdyż większość gdańszczan która się interesuje tematem LW wie że przed VIII 1980 mieszkał on właśnie na Stogach.
A więc w Gdańsku ma powstać zdziwienie że ów Graczyk schował się pod latarnię. A Cenckiewicz który dotarł np. do sprawy przydziału Wałęsie mieszkania na Stogach (po XII 1970r.) przeoczył Graczyka.

DB napisał na dodatek że Graczyka bez trudu znaleźli historycy IPN ale z Białegostoku a nie z Gdańska.

To kolejny przekręt gdyż z Białegostoku są PROKURATORZY IPN a nie historycy.

Wydaje mi się, bo już nie pamiętam, ale sprawą rzekomego fałszowania akt LW dla komitetu Noblowskiego zajmowali się już dość długo właśnie Gdańscy prokuratorzy IPN (siedziba komisji jest w Gdyni) na czele z Maciejem Schultzem - A tu teraz mamy pion śledczy IPN z Białegostoku??

Maciej Schultz pracował dawniej w prokuraturze rejonowej w Gdynii (razem z Januszem Kaczmarkiem) zajmował się min. aferą uranową - czyli mikrofilmami Frączkowskiego. Bardzo ciekawa postać!

_________________
Nie jedna miarka wskazuje na Jarka,
Wi?c tak jak czuj? tak zag?osuj?!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pon Gru 01, 2008 10:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dziwne w tej sprawie jest to, że TW Bolek, zamiast zaszyć się w szuwarach, na rybach i kazać domownikom mówić, że nie wróci przed Wielkanocą, ropoczął propagandową kanonadę. Mi się wydaję, że mu się całkiem pomieszało. Chyba nie z nadmiaru uczciwości wtyka swoim przeciwnikom i tym, którzy potrafią myśleć dowód na to, że jego proces lustracyjny, to kolejny dowód podważający rzetelność sądownictwa i na to, że jest on nie ofiarą SB, a beneficjentem resortu Kiszczaka.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jerry
Weteran Forum


Dołączył: 13 Paź 2006
Posty: 396

PostWysłany: Wto Gru 02, 2008 3:16 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Graczyk nawet broniąc Bolka palnie parę słów prawdy:
Chwilę później broni Wałęsy: – On nie współpracował. To wszystko chęć zniszczenia człowieka. Wałęsa był człowiekiem, który chciał coś znaczyć

http://www.rp.pl/artykul/55271,227229_Kapitan_Graczyk_broni_bylego_prezydenta_.html


Dobrze wiemy do czego ta chęć doprowadziła Bolka i jakie my ponosimy koszty tych wybujałych ambicji chorego człowieka.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Gru 02, 2008 7:36 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/245/8505/Protokol_z_przesluchania_swiadka_bylego_funkcjonariusza_SB_Edwarda_G.html

"Komunikaty
Data publikacji: 1 grudnia 2008

Protokół z przesłuchania świadka, byłego funkcjonariusza SB Edwarda G.

W związku z artykułem zamieszczonym w „Gazecie Wyborczej” z dn. 29-30.11.2008 r. pt.: „Esbek: Nie zwerbowałem Lecha Wałęsy” gdzie opublikowano część zeznań świadka, Instytut Pamięci Narodowej publikuje w całości protokół z dnia 18 listopada 2008 r.

* Protokół z przesłuchania (format PDF)
http://ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=15208
* Skan uzasadnienia wyroku Sądu lustracyjnego (z książki „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” ) z informacją „Oficer, który rzekomo miał zwerbować lustrowanego, nie żyje” str. 574
http://ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=15210
* Zarządzenie o udostępnieniu akt postępowania przygotowawczego (format PDF)
http://ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=15209

Informacja o śledztwie:

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznych:

1. przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy byłej Służby Bezpieczeństwa polegających na podrobieniu w celu użycia za autentyczne w okresie od 1982r. do 1983r. w nieustalonym miejscu dokumentów dotyczących rzekomej współpracy Lecha Wałęsy z organami resortu spraw wewnętrznych PRL, przedłożonych następnie Komitetowi Pokojowej Nagrody Nobla w Oslo w Norwegii w celu uniemożliwienia przyznania pokrzywdzonemu przyznania tego wyróżnienia tj o czyn z art. 231 paragraf 2 kk w zb. z art. 270 paragraf 1 kk w zw. z art. 2 ust.1 ustawy z dnia 18 grudnia 1998r. o IPN - KŚZpNP,
2. przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy byłej Służby Bezpieczeństwa polegających na wytworzeniu w 1982r. w nieustalonym miejscu nieprawdziwego co do treści nagrania rozmowy Lecha Wałęsy z bratem Stanisławem Wałęsą dotyczącej konfliktu Lecha Wałęsy z hierarchią kościoła katolickiego oraz zadysponowania w interesie prywatnym poza granicami Polski zebranej z różnych źródeł kwoty około jednego miliona dolarów USA, które to zostało następnie wyemitowane w środkach masowego przekazu, pomówienie w ten sposób pokrzywdzonego o takie postępowanie i właściwości, które to mogły poniżyć go w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla prowadzonej przez niego działalności opozycyjnej tj. o czyn z art. 231 paragraf 1 kk w zw. z art. 212 paragraf 2 kk w zb z art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 18 grudnia 1998r. o IPN - KŚZpNP,

Przedmiotem w/w śledztwa jest ustalenie:

1. czy faktycznie w latach 1982 1983 Służba Bezpieczeństwa prowadziła działania zmierzające do utrudnienia przyznania Lechowi Wałęsie nagrody Nobla jak również poprzez sfałszowanie nagrania do poniżenia go w oczach opinii publicznej,
2. jakie zostały wytworzone dokumenty , kiedy i przez kogo,
3. kto zlecił i nadzorował prowadzenie tej operacji,
4. odnalezienie oryginałów lub kopii powyższych dokumentów.

Andrzej Arseniuk
Rzecznik Prasowy IPN "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 9:06 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Gru 02, 2008 7:41 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://solidarni.org/publicystyka/komentarze/protokol_przesluchania_graczyka

"Protokół przesłuchania Graczyka

Instytut Pamięci Narodowej opublikował protokół przesłuchania Edwarda Graczyka. Ciekawa lektura. Jeśli Czuchnowski pisząc swój artykuł opierał się na tym protokole to chyba nie do końca zrozumiał wymowę zeznań Graczyka a jest ona dla Wałęsy zabójcza. Jeśli to jest ta "cała prawda" o której czytaliśmy w oświadczeniu Instytutu Lecha Wałęsy to jest ona nieciekawa. (...)

Instytut Pamięci Narodowej opublikował protokół przesłuchania Edwarda Graczyka. Ciekawa lektura. Jeśli Czuchnowski pisząc swój artykuł opierał się na tym protokole to chyba nie do końca zrozumiał wymowę zeznań Graczyka a jest ona dla Wałęsy zabójcza. Jeśli to jest ta "cała prawda" o której czytaliśmy w oświadczeniu Instytutu Lecha Wałęsy to jest ona nieciekawa. Nic dziwnego, że Czuchnowski nie zdecydował się zacytować tego fragmentu protokołu, zdając się na własny talent w odwracaniu kota ogonem. Lemingi kupiły, kupił nawet Chlebowski.

Graczyk zeznał, że z Wałęsą się spotykał, że Wałęsa był Bolkiem, że przekazywał informacje, że był jakoś tam zadaniowany i że brał pieniądze. Brał, a nie tylko wziął jednorazowo na podróż do Warszawy.

"Kilkakrotnie spotykałem się z Lechem Wałęsą. Rozmawialiśmy na temat stoczni (...) Ja ze spotkań z Wałęsą sporządzałem notatki. W tym miejscu stwierdzam kategorycznie, że w wyniku informacji przekazywanych przez pana Wałęsę żadna osoba nie została pokrzywdzona. Ja w Gdańsku pracowałem pod egidą Wydziału III i przekazywałem im wszelkie informacje, które uzyskałem od Lecha Wałęsy. Nie wiem czy na podstawie tych dokumentów pan Wałęsa został zarejestrowany jako tajny współpracownik. W czasie spotkań pan Wałęsa otrzymywał ode mnie pieniądze. Były to pieniądze przeznaczone na zwrot kosztów poniesionych przez Lecha Wałęsę. Na pewno przekazałem mu pieniądze na pokrycie kosztów wyjazdu do Warszawy na spotkanie z Gierkiem. Fakt przekazania pieniędzy był dokumentowany moją notatką służbową. Nie otrzymywałem żadnych pokwitowań od Lecha Wałęsy. (...) Po okazaniu [pokwitowania przyjęcia 1 500 zł] świadek stwierdził: na tej kserokopii znajduje się adnotacja o przekazaniu tw. ps Bolek kwoty 1 500 zł. Adnotacja jest pisana przeze mnie. Znajduje się pod nią mój podpis. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego na tej kserokopii znajduje się pokwitowanie odbioru pieniędzy z podpisem "Bolek". W dokumentach, które sporządzałem Lechowi Wałęsie był przypisany pseudonim Bolek."

Niestety, te zeznania są dla Wałęsy zabójcze. Graczyk robił co mógł, żeby Wałęsie pomóc ale go pogrążył, taka jest prawda. Wałęsa się spotykał, rozmawiał, brał za to pieniądze, miał pseudonim. W tej sytuacji wyznanie Graczyka, że nie wie czy Wałęsa był zarejestrowany jako TW nie ma już żadnego znaczenia, podobnie jak deklaracja, że informacje od Wałęsy nikomu nie zaszkodziły.

Dziwi mnie trochę, szczerze mówiąc, to przesłuchanie, bardzo krótkie i bez kilku pytań, które należało zadać. Na przykład o to czy donosy i notatki, które znamy z książki Cenckiewicza i Gontarczyka to są właśnie te informacje ze spotkań Graczyka z Wałęsą. Potwierdzenie tego miałoby kluczowe znaczenie, jeśli Graczyk zeznał, że przekazywał informacje od Wałęsy swoim przełożonym to aż się prosiło dopytać w szczegółach, co to były za informacje, w jakiej formie i czy to te, które znajdują się w archiwum IPN (i książce). Skoro już wiemy od Graczyka, że Wałęsa był opłacanym przez niego Bolkiem, chętnie byśmy się dowiedzieli także za co był opłacany.

Potwierdzenie przez Graczyka, że to jego adnotacja i podpis widnieją na pokwitowaniu tych 1 500 zł zdaje się przesądza, że dokument ten nie powstał na etapie fałszowania dokumentów na potrzeby dezinformacji z okazji Nobla. Bo w 1983 roku Graczyk od dziesięciu lat był poza służbą, wyrzucony z niej. Nie znam praktyki SB ale nie wydaje mi się, że aby sfałszować kwity na Wałęsę w 1983 roku SB odszukała zwolnionego przez siebie 10 lat wcześniej funkcjonariusza i kazała mu fałszować kwity. Nie byłoby takiej potrzeby.Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć, że cała linia obrony Wałęsy zawaliła się tymi zeznaniami jak domek z kart. A pamiętajmy, że to nikt inny jak sam Wałęsa zapewnił nas, że Graczyk powiedział całą prawdę.
O przesłuchaniu Graczyka na stronie IPN
kataryna,
dodany: 2008-12-01 "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group