" /> Dyskusje ogólne :: POLSKI ŚLAD ZABÓJSTWA KENNEDY`EGO?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

POLSKI ŚLAD ZABÓJSTWA KENNEDY`EGO?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Czw Gru 18, 2008 10:21 pm    Temat postu: POLSKI ŚLAD ZABÓJSTWA KENNEDY`EGO? Odpowiedz z cytatem

HISTORIA
Antoni J. Wręga

WIDZIANE PO 45 LATACH
POLSKI ŚLAD ZABÓJSTWA KENNEDY’EGO?


W Raporcie Komisji Warrena istnieje szereg tzw. „polskich śladów”. Faktów i informacji mających ten, czy inny związek z Polską. Przykładem niejaki prof. James Dombrowski, niedwuznacznie polskiego pochodzenia („najwybitniejszy działacz Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych na Południu [USA]”). Szczególnie jednak postać George’a De Mohrenschildta, byłego – do, co najmniej 1952 r. - obywatela polskiego, stała się bardzo znana w Stanach Zjednoczonych po zabójstwie Johna F. Kennedy’ego. Stało się tak na skutek doniesień i spekulacji mediów na temat szczególnej roli pełnionej w latach 1962/1963 przez małżeństwo De Mohrenschildt’ów (George i Jeanne) wobec Lee Harley (LHO) i Mariny Oswaldów.

Znany, poświadczony źródłowo okres fizycznego kontaktu obu par trwał ok. 8 miesięcy, od środka lata 1962 r. do 19 kwietnia 1963 r. O intensywności i unikatowych walorach tych kontaktów świadczy fakt, że wielokrotnie, czy to Marina Oswald, czy też jej mąż deklarowali tym okresie, i nawet kilka miesięcy później, jak i ustalono to po zabójstwie Johna F. Kennedy’ego (JFK), że De Mohrenschildtowie – to ni mniej, ni więcej, ale - „to nasi najbliżsi przyjaciele”.
Trudno sobie wyobrazić większe przeciwieństwo, pomiędzy tymi dwoma mężczyznami, niż to, które istniało pomiędzy De Mohrenschildtem i LHO. De Mohrenschildt był już po pięćdziesiątce, LHO – to nieco ponad dwudziestoletni młodzian, jeden to gruntownie wykształcony ekonomista, geolog a także poliglota (m.in. belgijski doktorat), a drugi samouk z maturą z wojska. Największym jednak kontrastem wydaje się być pochodzenie społeczne: De Mohrenschildt to rosyjski arystokrata, (z tzw. „baronów inflanckich” – gdzie nie każdy jednak był baronem!), ze znajomościami wśród wyższych sfer Stanów, ale szczególnie z branży naftowej Południa (m.in. z rodziną żony JFK, Jackie Bouvier, czy z Bush’ami), zaś LHO to robotnik-samouk z rozbitej rodziny, mówiący po rosyjsku, jak twierdzili jedni - „zastanawiająco bardzo płynnie”, („choć z błędami”), gdy inni określali to samo, jako… „język łamany”.
LHO spędził 2 lata i 10 miesięcy w Związku Sowieckim, gdzie udał się zaraz po służbie wojskowej, w Marine Corps w okresie 2-3 lat (głównie w Japonii). Służył w jednostce i na stanowisku ściśle związanym z lotami samolotów szpiegowskich nad obszarem Związku Sowieckiego. Warto tu dodać, że w 9 miesięcy po przybyciu LHO do Moskwy (po wstrzymaniu lotów amerykańskich samolotów szpiegowskich, z wyjątkiem jednego przelotu z bazy w Turcji), w dniu 1 maja 1960 r. został przechwycony i strącony, po raz pierwszy i ostatni samolot szpiegowski U-2. Pewna era w historii obserwacji terytorium Związku Sowieckiego zakończyła się ostatecznie i bezpowrotnie i rozpoczął się kilkuletni okres „białych plam”, przed rozpoczęciem intensywnej penetracji terytorium Związku Sowieckiego przy pomocy satelitów szpiegowskich. Strącony pilot Gary Powers, miał zdecydowanie twierdzić później – i nie tylko on – że do jego strącenia przyczynił się osobiście LHO, który podał Rosjanom potrzebne do urządzenia zasadzki informacje, takie jak 1) wysokość lotu, 2) poziom i szybkość wznoszenia, a przede wszystkim 3) trasę, aby urządzić skuteczną zasadzkę. Zdaniem znawców przedmiotu, takich jak były szef rumuńskiego wywiadu wojskowego generał Ion Mihai Pacepa, najbardziej cennym nabytkiem dla wywiadu sowieckiego, tamtych dni nie był żaden oficer, ale „zwykły sierżant”, mający dostęp do ważnych i tajnych informacji.

Generał dowodzi w swojej książce: „Programmed to Kill. Lee Harley Oswald…„ (Zaprogramowany, aby zabić…”, Chicago 2007), że LHO był rzeczywiście zwerbowanym przez wywiad sowiecki (w Atsugi, Japonia, w okresie1956/1957 r.) Pomijając szereg przytaczanych przez Pacepę dowodów, (choć częściej - raczej poszlak), tzw. „footprints” (śladów, czy w wolnym tłumaczeniu „odcisków palców”, pozostawionych przez sprawców, w tym wypadku z KGB), najbardziej przekonującym dowodem wydaje się być tzw. „Historyczny Dziennik”, rzekomo prowadzony przez LHO po przekroczeniu granicy fińskiej wrześniu 1959 r., po przylocie z Londynu, gdzie LHO znalazł się na krótko po przypłynięciu statkiem do Francji z Nowego Orleanu. „Historyczny Dziennik”, ten koronny dowód fascynacji LHO kulturą rosyjską w wydaniu sowieckim, został niewątpliwie napisany ex post przez kogoś innego. LHO był tylko – i do tego niezbyt wnikliwym – „przepisywaczem” tego dokumentu. W „Dzienniku” znajdujemy szereg dziwacznych dla przeciętnego Amerykanina „brytycyzmów” (typu: „What a nice chap!”, „Natasha is merry and kind!”), których by nigdy nie wypowiedziało w żadnym wypadku 90% amerykańskich turystów w „Kraju Rad”, ale ponadto znajdujemy tam wiele w ogóle dziwacznych wyrażeń, na które nie wpadliby native speakers języka angielskiego, wreszcie – co wydaje się być koronnym dowodem – w „Historycznym Dzienniku” znajdują się takie anachronizmy, jak podawanie cen sowieckich w nowych rublach dla roku 1960, podczas gdy weszły one w użycie dopiero w 1961 r. Wyjaśnienie tych koronnych „wpadek” towarzyszy z Łubianki: naukę angielskiego-amerykańskiego rozpoczęto tam dopiero w 1964 r., zaś wyposażanie agentów, czy częściej tzw. „nielegałów” (oficerów lub agentów pracujących bez przykrycia dyplomatycznego i bez związków ambasadami czy konsulatami) - we własne „na niby” zapiski zaczęto praktykować od 1959 r., wychodząc słusznie z założenia, że wyuczoną legendę, co do własnego żywota warto mieć pod ręką w formie jakiejś niewinnie wyglądającej książeczki-notatnika czy zapisków.
Wg Pacepy George De Mohrenschildt był „oficerem wsparcia” w sprawie LHO („oficerem prowadzącym” był Wiaczesław Kostikow alias Kostin z Ambasady Związku Sowieckiego w Mexico City, z którym LHO kontaktował się także – co jest udowodnione źródłowo – osobiście). De Mohrenschildt urodził się 17 kwietnia 1911 r. w Mozyrzu na Białorusi, jako Jurij von Mohrenschildt. Jego ojciec był nauczycielem w gimnazjum, potem zaś wiceprezesem firmy naftowej, należącej do jednego z braci Alfreda Nobla w Baku, w międzyczasie zaś tzw. marszałkiem szlachty guberni mińskiej, po wybuchu zaś rewolucji nawet wiceministrem rolnictwa sowieckiej Białorusi. W 1922 r. Sergiusz von Mohrenschildt znalazł się na emigracji w Wilnie, gdzie został dyrektorem rosyjskiego, emigracyjnego gimnazjum. George (wówczas Jerzy) zdał maturę w polskim gimnazjum w Wilnie w 1929 r., odbył półtoraroczną służbę wojskową w szkole oficerskiej kawalerii w Grudziądzu, która ukończył, jako sierżant-kandydat na podporucznika w 1931 r., po czym udał się – z polskim paszportem, już jako Jerzy von Mohrenschildt na studia do Szkoły Handlowej w Antwerpii, następnie przedłużone o zdobycie doktoratu (na temat bogactw naturalnych Ameryki Łacińskiej) na Uniwersytecie w Liège, w Belgii. W 1938 r., z okrągłą wówczas sumką 10 tys. dolarów (rzekomo po odszkodowaniach za majątek matki na ziemiach polskich) De Mohrenschildt przyjeżdża do Stanów. Mieszka przez kilka miesięcy w apartamentach – uwaga! – komunizującej córki królowej Jugosławii (Madame de Lipovatz), próbuje różnych biznesów, po wybuchu wojny w 1939 r. „już nie zdąża na ostatni rejs „Batorym”, potem rzekomo dla Konsula R.P. w Nowym Jorku Sylwina Strakacza (poprzednio zaufanego sekretarza Ignacego Paderewskiego) kręci filmy dokumentalne na temat ruchu oporu w Warszawie (zdjęcia filmując przy pomocy neutralnych jeszcze wówczas Amerykanów), dokonując tego wszystkiego - nieszczęśliwie wraz ze swoim kuzynem baronem Konstantinem von Maydellem, podobno oficerem Abwehry, współpracuje też z Pierre’m Freyss’em z wywiadu francuskiego. Natomiast wywiad brytyjski, Secret Intelligence Service - ostrzega Amerykanów, że George (jeszcze - von) Mohrenschildt może pracować dla Niemców. Wobec tych nieprzyjemności, polegających na m.in. inwigilacji i przesłuchaniach przez FBI, von Mohrenschildt zmienia nieco nazwisko na… De Mohrenschildt. W 1942 r. żeni się, ale tak jak za następnym, i jeszcze następnym razem w 1944 i w 1951 r. małżeństwa trwają de facto mniej więcej rok lub dwa, za to pozwalają na zapłacenie wysokich rachunków a nawet na dziedziczenie kolejnych tysięcy dolarów, tak jak po ciotce pierwszej żony. De Mohrenschildt jest określany w towarzystwie ‘ladies’ man’ (bawidamek). W 1942 r. wraz ze straszą o kilka lat bardzo bogatą kobietą rodem z Meksyku – z którą podróżuje nowiutkim Chryslerem Convertible (kabrioletem) na Południe Stanów - GDM jest zatrzymany przez FBI na szkicowaniu na plaży (jak mówi), a podejrzewany o fotografowanie instalacji wojskowych nad Zatoką Meksykańską. (Trzej inflanccy krewni GDM z XIX w. uważani są, także i obecnie, za wybitnych malarzy estońskich). W 1945 r. do swego nieprzeciętnego wykształcenia, wciąż jeszcze obywatel polski (staje się obywatelem amerykańskim w 1952 r.) De Mohrenschildt dorzuca Master of Arts z geologii ze specjalizacją w poszukiwaniach ropy naftowej.

Nieszczęśliwe małżeństwa kończą się czwartym - już długotrwałym związkiem (formalnie w latach 1958-1975) - z „baleriną,” jak mówi De Mohrenschildt, potem projektantką mody Jeanne LeGon, okazjonalnie podającą się za Francuzkę, urodzoną, jako Jewgienija Fomienko, Rosjanką z Charbinu (północne Chiny). Rozwodzi się ona ze swoim mężem i długoletnim partnerem w występach tanecznych Sergiuszem Bogojawlieńskim, (który szybko potem miał się znaleźć na stałe w zamkniętym w „institution” - szpitalu psychiatrycznym, w Kalifornii), gdy ten oskarża LeGon, że: „ona jest szpiegiem!”. W 1960 r. De Mohrenschildt’owie wyruszają na pieszą wędrówkę (ponad 3 tysiące mil), jak tłumaczą wszem i wobec, nawet lokalnej prasie - „archeologiczną” lub „geologiczną, „ od granicy Meksyku z Teksasem, aż do Kanału Panamskiego, kręcąc przy tym amatorskie filmy. W Meksyku spotykają się z bardzo ważną bolszewicka szychą – samym Anastazym Mikojanem, ze starej bolszewickiej gwardii (Mikojan, jako wybitnie wierny stalinista i brat konstruktora MIG-ów – przeżył czystki). W nielicznym środowisku „Białych Rosjan” w Dallas De Mohrenschildt’owie uważani są za bardzo ekscentryczna parę, nieznoszącą konwenansów, potrafiącą np. przyjść do cerkwi, na nabożeństwo - w szortach. Konserwatywne środowisko rosyjskie uważa ich za zdeklarowanych lewicowców. Gdy zjawia się Marina, „wspaniale mówiąca po rosyjsku z leningradzkim akcentem”, wraz ze swym zwariowanym, jak się wkrótce okazuje, regularnie ją bijącym meżem-Amerykaninem, który najpierw uciekł po służbie w Marines do Rosji, a potem z niej – wydaje się - zrejterował, środowisko jest ciekawe świeżych przybyszów, zastanawiając się jak to jest w ogóle możliwe, aby udało im się wyjechać z „Kraju Rad”, itp. Prawie nikomu wówczas, to się przecież nie udaje. Wszyscy jednak zrażają się do LHO, do jego skrajnie pojmowanego marksizmu, manifestowanego chęcią natychmiastowej walki zbrojnej z kapitalizmem, współczują zaś bitej Marinie. Tylko De Mohrenschildt’owie mają dla LHO złotą cierpliwość i chcą ulżyć Marinie.

W dniu 15 kwietnia 1963 r. LHO strzela (na szczęście niecelnie) do emerytowanego, znanego ze skrajnie prawicowych poglądów, generała Walkera (byłego dowódcy amerykańskiej dywizji piechoty w Niemczech Zachodnich). Cztery dni później De Mohrenschildt’owie wyjeżdżają pośpiesznie na Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, wpadając jeszcze na dwie doby w końcu maja do Dallas (w sąsiedztwie, pod numerem różniącym się o 10 od ich mieszkania wybucha tam wówczas pożar!) i wyjeżdżają znów pośpiesznie na Haiti, gdzie zjawiają się na początku czerwca. Mimo to dla LHO De Mohrenschildt’owie są wciąż „najbliższymi przyjaciółmi”. W podaniu o pracę, Oswald tak właśnie pisze o George’u, wypełniając formularz w Nowym Orleanie, na około miesiąc przed zamachem na JFK.

Po zamachu na JFK, w jednym z mieszkań zajmowanych uprzednio przez LHO, zostały znalezione fragmenty listu pisane przy zastosowaniu starej, używanej w Rosji do 1917 r. pisowni. Świadczyłoby to o tym, że „Żana” LeGon, przy okazji komunikowania się z Rosją, przesyła też i swoją osobistą korespondencję, jakby do kogoś z rodziny, czy bardzo dobrych znajomych w Rosji.

George (wraz z Jeanne) na Haiti poszukują ropy i tam zastaje ich tragedia w Dallas. George, choć miał uprzednio liczne kontakty z Polakami: w końcu lat. 40. z małżeństwem Rey’ów (ze znanej rodziny potomków Mikołaja Reja z Nagłowic), którzy zrywają z nim kontakt, w 1956 r. spotyka się w Caracas w Wenezueli z ówczesnym wiceministrem nauki P.R.L., znanym chemikiem światowej sławy (któremu NKWD zabiło dwóch braci!), prof. Osmanem Achmatowiczem. Koresponduje też z p. Domańską z ul. Wilczej 4 w Warszawie (zapewne przed wojną słynną z urody panną „Musią” Achmatowiczówną) – której CIA czy FBI nie mogą później nijak zidentyfikować - i z p. Justynem Strumiłło z Paryża (dla CIA i posiłkujących Agencję służb francuskich, to jakiś bliżej nieznany „Strumitto”, zapewne Włoch. Wszystko to, to są to prawdopodobnie tylko przedwojenne znajomości Mohrenschildta. Gdy jednak powiernikiem małżeństwa De Mohrenschildt staje się w Port-au-Prince, stolicy Haiti - szef oddziału Biura Radcy Handlowego (podległego Ambasadzie P.R.L. w Meksyku) attache handlowy Włodzimierz Galicki (a gdy go nie ma, zastępuje go inny „dyplomata”: Kazimierz Sałaciński), możemy być chyba pewni, iż to „oficer wsparcia” coś wyjaśnia z Łubianką, uzgadnia, czeka na rozkazy przy pomocy łączności BRH w sprawie zabójstwa JFK. Spośród państw Bloku Wschodniego, jedynie Polska ma placówkę dyplomatyczną na Haiti. W lutym zaś 1965 r. P.R.L. kupuje za pośrednictwem Galickiego sizal (włókno sizalowe) pochodzące z plantacji, w której udziały w wysokości 20 % ma De Mohrenschildt. Piękne "alibi" dla co najmniej 34 spotkań Galickiego z Mohrenschildtem odnotowanych w swoich dokumentach tylko z jedynie jednego roku (1964 r.) przez CIA. Spotkań było zapewne więcej, inwigilację CIA zaczęła organizować dopiero w marcu 1964 r. na skutek uzyskanego w lutym meldunku od obywatela amerykańskiego, iż widziano Mohrenschildta z Galickim, gdzieś zresztą niespecjalnie na widoku, bo w ekskluzywnym klubie.
Depesze CIA mówią dużo o George’u De Mohrenschildt i jego małżonce. Przykładowo w około pół roku po otrzymaniu sygnału o utrzymywaniu przez George’a De Mohrenschildt - kontaktów z polskim dyplomatą na Haiti czytamy w jednej z nich: „ 1. W dniu 9 sierpnia 1964 r. [wymazane] był gościem George'a i Jeanne DE MOHRENSCHILDT. DE MOHRENSCHILDT posiadają ośmiometrową [w oryginale: 25 stóp – uwaga moja - Antoni J. Wręga] motorówkę, właścicielami której są razem z Robertem MCELHANMON, lokalnym menadżerem Pan American Airlines. Łódź jest przycumowana w Isle Cabrit, na wyspie położonej około 10 mil na północ od Port-au-Prince. Rankiem 9 września, DE MOHRENSCHILDT oraz [wymazane - AJW] podróżowali częściowo samochodem a częściowo łodzią do Isle Cabrit, gdzie spotkali się z Włodzimierzem GALICKIM, zamieszkałym na Haiti polskim attache handlowym i z Wojciechem STAWINSKIM, obywatelem polskim, który przybył na Haiti po raz pierwszy, drogą lotniczą w tym samym dniu. Z Isle Cabrit DE MOHRENSCHILDT, dwaj Polacy i [wymazane] podróżowali łodzią DE MOHRENSHILDT na wyspy Arcadin, które znajdują się w połowie drogi pomiędzy wyspą La Gonave i głównym lądem.

2. Podczas podroży na wyspy Arcadin, DE MOHRENSCHILDT wspomniał, iż maja zamiar któregoś dnia odwiedzić łodzią Mole St. Nicolas i wiele innych trudnodostępnych obszarów Haiti. DE MOHRENSCHILDT wspomniał również o tym, ze po tym jak zeznawał przed Komisją Warrena, Prezydent Duvalier chciał wyrzucić go z Haiti, ponieważ Duvalier wierzył, iż DE MOHRENSCHILDT był zamieszany w jakiś sposób w zabójstwo Prezydenta Kennedy'ego. Duvalier przeczuwał, że DE MOHRENSCHILDT był na Haiti, także po to, aby i jego zamordować. DE MOHRENSCHILDT był jednak w stanie przekonać rząd [Haiti], że to nie prawda i pozwolono mu zostać.

3. STAWINSKI, polski gość GALICKIEGO, stwierdził, że przyjechał z Wenezueli w celach biznesowych i ze pozostanie na Haiti około tydzień do 10 dni. Stwierdził, że przyjechał do Wenezueli około dwa i pół miesiąca temu i od tego czasu pracował w Caracas, San Cristobal i w Maracaibo. STAWINSKI, który liczy około dwudziestu siedmiu lat, mówi dość dobrym angielskim, ale nie po francusku. Nie wspomniał, jaka jest natura jego działań biznesowych. Gdy był zapytywany o Wenezuelę, był bardzo krytyczny na temat tego kraju i stwierdził, że jedynym zainteresowaniem życiowym ludzi w Wenezueli są pieniądze. (Komentarz: [wymazane, po czym następuje numer:] 9119, 13 sierpnia 1964 r., donosi, że STAWINSKI jest członkiem "Universalu", polskiej państwowej organizacji handlowej i że był zaangażowany w wystawy sprzętu gospodarstwa domowego w Caracas, San Cristobal i w Maracaibo. Wystawy te rozpoczęły się 27 maja 1964 r. i są pod nadzorem polskiego Wydziału Handlowego [Ambasady] w Caracas. Imprezy te wydaja się być uprawnionymi wysiłkami z zakresu promocji eksportu. STAWINSKI opuścił Wenezuelę udając się do Quito w dniu 17 lipca). W żadnym wypadku STAWINSKI nie wspomniał, że był w Ekwadorze, chociaż często wspominał Wenezuelę.

4. Podczas podróży powrotnej do Port-au-Prince, wieczorem tego samego dnia, DE MOHRENSCHILDT oraz [wymazane] podróżowali w jednym samochodzie, podczas gdy reszta grupy podróżowała samochodem GALICKIEGO. Podczas tej podróży i później w domu DE MOHRENSCHILDT, gdy tylko Pani DE MOHRENSCHILDT była obecna, DE MOHRENSCHILDT wyraził następujące polityczne i społeczne poglądy:
A. Komunizm ma coś do zaoferowania światu państw niedorozwiniętych [to jest: "Trzeciemu Światu" - AJW]. Kapitalizm przeciwnie, nie ma nic do zaoferowania, oprócz kontynuacji status quo.
B. Stany Zjednoczone nie powinny udzielać pomocy zagranicznej. Powinny pozwolić państwom Ameryki Łacińskiej na wybór własnej formy rządu ...„
I tak dalej, i tym podobnie - w tym właśnie, chciałoby się rzec naiwno-lewackim guście, pełnym zachodnich złudzeń, co do natury Związku Sowieckiego, tak charakterystycznym dla części zachodniej, tzw. postępowej młodzieży z początku lat 60. W przeciwieństwie do jakiegoś tam Stawińskiego, De Mohrenschildt – młodzieniaszkiem wówczas już nie był. Godzi się zauważyć, że 27-letni Wojciech Stawiński (z "Uniwersalu", sprzedającego sprzęt gospodarstwa domowego w każdym zakątku świata), mógł też być łatwo – jednocześnie - bardzo zaufanym kurierem (tylko do Caracas – tam już była ambasada sowiecka) i tydzień, czy 10 dni rzeczywiście zaczekał w słońcu Haiti na przygotowanie kurierskiej odpowiedzi (a więc wysyłanej nie za pomocą możliwych do przechwytu fal radiowych)... Dla kogo? Niewykluczone, że wprost dla Łubianki. Szokujące jest np. doniesienie źródła CIA mówiące w innej depeszy o tym, że De Mohrenschildt i Włodzimierz Galicki wyszli - pewnej letniej niedzieli - na plażę razem tylko we dwóch o godz. 9 rano i wrócili sami o godzinie 21 wieczorem. Znając De Mohrenschildta niechęć do języka, kultury polskiej i po prostu Polski, można sobie wyobrazić, że obaj interlokutorzy wiedli dyskurs w języku rosyjskim.
GDM uwielbiał ‘outdoor’ - wszelkiego rodzaju barbecue, grę w polo (był mistrzem polo po szkole w Grudziądzu), długie marsze i wspinaczki. Ale żeby aż takie związki łączyły go z nigdzie nikomu nieznanym później Włodzimierzem Galickim? (Wcześniej wg danych zebranych przez CIA Włodzimierz Galicki był: „członkiem delegacji [z ramienia rządu P.R.L.] do Aten”. Tak więc nie tylko generał Pacepa odnajduje ślady fuszerki KGB w „Historycznym Dzienniku” Oswalda, ale można je także znaleźć w dokumentach CIA na temat pobytu De Mohreschildt’ów na Haiti, gdzie kilkaset godzin, dziwna ta para spędza z niejakim Włodzimierzem Galickim. Co do De Mohrenschildta, to generał Pacepa słyszał już o nim, gdy nie znał zapewne jeszcze jego nazwiska, bo w końcu lat 50. Co więcej to właśnie Pacepa słyszał, zresztą od samego generała Sacharowskiego, w latach 1956-1972, szefa PGU, (Pierwoje Gławnoje Uprawlenije, Pierwszy Główny Dyrektoriat KGB, czyli wywiad KGB), że Rosjanie mieli /w 1958 r./ swojego szpiega w Jugosławii; był to – jak mówił Pacepie Sacharowski: „Amerykanin o niemieckim nazwisku”. W tym czasie przebywał tam 8 miesięcy – w ramach pomocy rządu amerykańskiego dla titoistowskiej Jugosławii – niewinny, wydawałoby się – amerykański geolog, o niewątpliwie niemieckim nazwisku: George De Mohrenschildt.

Wkrótce po zamordowaniu Prezydenta zaczynają ginąć ludzie, którzy są jakoś związani ze sprawą. Jedenaście miesięcy po zamachu w Dallas w dn. zostaje zamordowana Mary, kochanka Prezydenta. Prawdopodobnie wiedziała – od samego JFK – cos, co mogłoby naprowadzić Komisję Warrena na rosyjski ślad. Pętla się zacieśnia. Wiele lat później De Mohrenschildt znika na kilka dni w Paryżu, aby odnaleźć się w Stanach. Potem, gdy odnajduje się i idzie na wiele miesięcy do psychiatryka. Tam próbuje popełnić samobójstwo (w sumie kilka razy). Nie może tylko wrócić za „Żelazną Kurtynę”, oczywiście nie do Polski, która odwiedził przecież w 1958 r. (po pracy „geologicznej” w Jugosławii), ale do ojczystej Rosji – bo by się wszystko wydało! W dn. 29 marca 1977 r. w przeddzień złożenia zeznań przed Komisją Izby Reprezentantów ds. Zabójstw (Select House Committee on Assassinations) De Mohrenschildt strzela sobie w gardło, zostawiając list w obronie LHO i kilka ciepłych slow pod adresem – widać swojego Wodza Naczelnego - Chruszczowa).
Ciekawe, co na to Włodzimierz Galicki, państwo Sałacińscy, archiwa Biur Radców Handlowych w byłym Ministerstwie Gospodarki, itp., itd.? Dziesiątki godzin rozmów w słońcu Haiti oraz raporty stamtąd wyparowały? A może, dlatego np., iż posiadali konkretną wiedzę na temat zabójstwa JFK - „musieli” zginąć były premier P.R.L. Jaroszewicz i były zastępca szefa wywiadu wojskowego P.R.L. w czasach popełnienia zbrodni na JFK – generał Fonkowicz?

antoni.wrega@wp.pl

Skrócona wersja tego artykułu ukazała się w tygodniku „Wprost” z dn. 5 grudnia 2008 r. (Nr 49/2008)

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 5:22 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group