" /> Dyskusje ogólne :: Kornel Morawiecki - Nie zwijam sztandaru naszych marzeń
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Kornel Morawiecki - Nie zwijam sztandaru naszych marzeń

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Sro Gru 24, 2008 1:00 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie zwijam sztandaru naszych marzeń
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20081224&id=my11.txt


Z Kornelem Morawieckim, założycielem
" Solidarności Walczącej "
,
jednym z najbardziej zwalczanych przez komunistów działaczy opozycji solidarnościowej, wieloletnim wydawcą i redaktorem podziemnej prasy, doktorem fizyki, pracownikiem naukowym Politechniki Wrocławskiej, rozmawia Mariusz Bober



Kornel Morawiecki w dawnym konspiracyjnym mieszkaniu na placu Katedralnym 12, Wrocław, 17 grudnia 2008 r.

fot. E. Sądej

Czy można powiedzieć, że założona przez Pana "Solidarność Walcząca" wywodziła się ze środowiska, jakie zgromadziło się w Pana podwrocławskim domu - zwanym potocznie "Kornelówką"?

- Tak nie można powiedzieć. "Solidarność Walcząca" była poważną i właściwą odpowiedzią na stan wojenny, na działania mające zniszczyć "Solidarność". Natomiast chata pod lasem, którą w pierwszej połowie lat 70. postawiłem przy pomocy przyjaciół z bali pochodzących z rozbieranych kamienic wrocławskich, faktycznie zespoliła szersze, spotykające się przy ogniskach środowisko. Na pewno ułatwiło to nam skuteczne wejście w konspirację po 13 grudnia 1981 r., a potem powstanie "Solidarności Walczącej". Zresztą podobną, może ważniejszą rolę odegrało moje zaangażowanie się w redakcję i wydawanie "Biuletynu Dolnośląskiego" - niezależnego czasopisma przygotowującego we Wrocławiu grunt pod "wybuch" tamtej pierwszej "Solidarności".

Jak Pan godził budowę, obowiązki rodzinne, pracę na uczelni z takimi zajęciami jak uprawa ziemi, hodowla pszczół, wydawanie niezależnej prasy?

- Nie godziłem. Gdy stopniowo, trochę z przypadku, ale z przekonaniem angażowałem się w konspiracyjną działalność, na bok poszła praca naukowa, a pszczele roje - na zmarnowanie.

W różnych wypowiedziach mówił Pan, że powstanie "SW" było po prostu odpowiedzią na represje władz. Ale czy to oznacza, że najbardziej radykalna i chyba najbardziej zwalczana organizacja podziemna w PRL w latach 80. ubiegłego wieku została założona spontanicznie?

- To nie była jednorazowa decyzja, ale pewien proces niełatwy ani dla mnie, ani dla moich koleżanek i kolegów, którzy uczestniczyli w tworzeniu "Solidarności Walczącej". Przecież to nie ja sam ją założyłem i prowadziłem. Byłem jednym z jej twórców razem z moimi przyjaciółmi: m.in. Hanną Łukowską-Karniej, nieżyjącym już Janem Pawłowskim, Michałem Gabryelem, Zbigniewem Oziewiczem czy Marią Koziebrodzką. Mieliśmy różne wątpliwości.




Mały Kornel jeszcze podczas okupacji niemieckiej

fot. arch. "SW"

Wówczas działała przecież "Solidarność", chociaż prześladowana przez reżim PRL po wprowadzeniu stanu wojennego...
- Niektórzy obawiali się, że zakładając nową organizację, osłabimy "Solidarność". Stanowiliśmy bowiem trzon działalności wydawniczej i kolportażowej "S". Wydawaliśmy i kolportowaliśmy gazetę codzienną "Z Dnia na Dzień", utrzymywaliśmy kontakty z zakładami pracy itd. Po wprowadzeniu stanu wojennego zrozumieliśmy, że nie będzie łatwo, że hasło "Zima wasza, wiosna nasza" nie sprawdzi się. Przewidywaliśmy więc, że nasza działalność potrwa jeszcze długo. W kwietniu 1982 r. ukazały się Tezy Społecznej Rady Prymasowskiej dotyczące ugody społecznej, które wydawały nam się zbyt ustępliwe. Ale władze wyśmiały te propozycje i odrzuciły w arogancki sposób. Doszliśmy do wniosku, że "Solidarności" nie da się wyprosić, wynegocjować, wymodlić, że trzeba ją wywalczyć.

Stąd nazwa "Solidarność Walcząca" , która miała walczyć już nie tylko o związek, ale
o wolną Polskę?


- Chcieliśmy nie tylko wolnej Polski. Chcieliśmy obalenia komunizmu. "Solidarność" traktowaliśmy jako propozycję dla Polski, ale także jako alternatywę dla kapitalizmu panującego na Zachodzie. Marzyliśmy, że to będzie propozycja społeczna, która obali komunizm i będzie lepszym rozwiązaniem dla wolnego świata. Mówiliśmy też o niepodległości innych krajów - Litwy i Ukrainy, Armenii i Gruzji. Mówiliśmy o zjednoczeniu Niemiec, o zrzuceniu komunistycznego jarzma przez samych Rosjan. To była szersza perspektywa polityczna, ale także moralna. Rozumieliśmy, że ta propozycja zobowiązuje każdego z nas do większego wysiłku, do samozaparcia i poświęcenia. Mieliśmy też dystans do siebie. Zdawaliśmy sobie sprawę, że porywamy się z motyką na słońce, choć przecież takie gesty nie są Polakom obce.




Część działaczy "SW": (od lewej) Hanna Łukowska-Karniej, Krzysztof Miedziak (za nią), Tadeusz Wrona, Kornel Morawiecki, Wojciech Myślecki, Dariusz Gustab, Krzysztof Maziakowski i Kazimierz Nawrocki (na dole)

fot. arch. "SW"


Ma Pan na myśli to, że "SW" chciała kontynuować działalność niepodległościową historycznych zrywów Polaków?

- Tak, ale my nie chcieliśmy organizować powstania, nie chcieliśmy przelewu krwi. Wiedzieliśmy, że dopóki władza stosuje represje w sposób ograniczony, nie strzela masowo do demonstrantów, nie skazuje działaczy podziemia na karę śmierci - trzeba powstrzymać się od radykalnych akcji. Duch "Solidarności" oddziaływał także na drugą stronę, bo komuniści też nie chcieli bezwzględnej, wyniszczającej wojny, starali się dozować represje i ucisk. Dlatego i my nie zakładaliśmy rozwiązania siłowego, nie chcieliśmy wywoływać wojny domowej. Z drugiej strony mieliśmy świadomość, że jeśli oni będą chcieli nas stłamsić przemocą, to my musimy się tak zorganizować, żeby się nie poddać, żeby walczyć.

Dlatego PRL-owska propaganda zrobiła z Was terrorystów?

- Byliśmy przedstawiani jako groźna organizacja. Mieliśmy sygnały, że młodym ludziom z "SW" zatrzymanym przez milicję grożono większymi karami, bo władze twierdziły, że nie zajmowali się oni zwykłą działalnością związkową, ale działając w konspiracji w "SW", ocierali się o terroryzm. Z kolei mieliśmy sygnały wychodzące od ludzi związanych wtedy ze Służbą Bezpieczeństwa, że czuli oni respekt przed nami, ponieważ dostrzegali w nas prawdziwe zagrożenie. W tym sensie sami traktowaliśmy siebie jako poważnych przeciwników, choć stawaliśmy do nierównej walki, bo SB miała do dyspozycji całą siłę systemu. Za nami stała tylko pasja i determinacja. Dlatego staraliśmy się zapewnić pewną osłonę, tworząc struktury wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Prowadziliśmy więc regularne nasłuchy rozmów prowadzonych przez SB, szkoliliśmy ekipy przerzutowe, "urywające się" obstawie, wprowadzaliśmy elementy kontrobserwacji i dezinformacji przeciwnika.

Właśnie ta działalność wywiadowcza i kontrwywiadowcza najbardziej chyba odróżniała "SW" od innych organizacji podziemnych, a dla reżimu stanowiła największe wyzwanie.
- Najbardziej dotkliwe dla nich było to, że nie mogli zainstalować w kierownictwie naszej organizacji agentury. W "SW" miała ona charakter peryferyjny. W materiałach SB udostępnionych w ostatnich latach przez Instytut Pamięci Narodowej widać wyraźnie, że komuniści nie mieli informacji pochodzących z centrum władz naszej organizacji. Dlatego też nie mogli nas kontrolować. Stąd nawet wyolbrzymiali zagrożenie z naszej strony, myśląc, że wiemy więcej, niż naprawdę wiedzieliśmy. Widać to z dokumentów przechowywanych w Warszawie czy Rzeszowie, bo we Wrocławiu ok. 95 proc. materiałów na nasz temat zostało zniszczonych albo wyniesionych.

Prócz działalności wywiadowczej i kontrwywiadowczej wydawaliście także gazety, książki i ulotki...

- Nasza główna rola polegała na walce o serca i umysły Polaków. Chcieliśmy docierać do świadomości społecznej, jednocześnie sygnalizując, że jest taka struktura jak "Solidarność Walcząca", że działa, organizuje się i rozwija. Prowadziliśmy nie tylko wydawnictwo, ale też radio, agencję fotograficzną oraz informacyjną, z których korzystały redakcje innych podziemnych pism. Przygotowywaliśmy też analizy bieżącej sytuacji, a także artykułów ukazujących się w całej podziemnej prasie. Zbieraliśmy i korzystaliśmy z informacji poufnych o stanie gospodarki i kondycji reżimu komunistycznego w Polsce oraz o bloku sowieckim. Ponadto organizowaliśmy manifestacje, spotkania, nawiązywaliśmy współpracę z innymi organizacjami podziemnymi - z Ogólnopolskim Komitetem Oporu Rolników, Konfederacją Polski Niepodległej, Międzyzakładowym Robotniczym Komitetem Strajkowym, z Liberalno-Demokratyczną Partią "Niepodległość" itd.



Tak odbywał się druk na ramce w okresie podziemnej działalności "SW"

fot. arch. "SW"




Skaner do podsłuchiwania SB

fot. arch. "SW"

Charakterystyczne i jednocześnie niezwykłe było używanie przez "SW" nowoczesnych jak na tamte czasy metod działalności, m.in. sprzętu elektronicznego do podsłuchiwania kanałów łączności SB, łamania ich szyfrów, a nawet zakłócania audycji radiowo-telewizyjnych i "wchodzenia" z własnymi przekazami na anteny radia i telewizji. Jak udało Wam się to przeprowadzić?

- Organizacja była dość autonomiczna. Spoistość zapewniała jej formacja ideowa. Jednak różne struktury, te wspomniane wcześniej, jak i inne, np. Poczta "SW" miały dość dużą swobodę, to znaczy, że były tylko w niewielkim stopniu sterowane z centrali, miały więc wiele oryginalnych pomysłów.

Nie było zarzutów, że swoboda w "SW" jest zbyt duża, że dla usprawnienia organizacji trzeba ją np. "bardziej spionować"?

- Były, ale centralizacja narażałaby nas na większą penetrację przez służby specjalne PRL. Organizacja miała właściwie strukturę sieci. Czasami ta autonomiczność była wręcz przesadna. Pamiętam np., jak w połowie lat 90. pojechałem do USA, gdzie spotkałem druha, który powiedział mi, że siedział w więzieniu za "SW". Zapytałem go: "Z kim z 'SW' miałeś łączność?". Odpowiedział mi: "Z nikim. Po prostu podobała mi się wasza działalność, więc próbowałem na własnym terenie Pomorza Zachodniego robić to samo, przede wszystkim wydawać i kolportować wasze, nasze ulotki". Samym swoim istnieniem aktywizowaliśmy innych do podobnych działań na rzecz walki o niepodległość. Z drugiej strony dostrzegaliśmy znaczenie spójności programowej. Niektóre gazetki "SW" o charakterze regionalnym były redagowane na słabym poziomie. Uznaliśmy więc, że lepiej przedrukowywać materiały z wydawanej przez nas prasy, dodając informacje lokalne. W sprawach rozbudowy i koordynacji pracy naszych struktur były między nami w Komitecie Wykonawczym i w Radzie "SW" spory...

...a w sprawie wizji wolnej Polski?



fot. E. Sądej

- Spory dotyczyły również natury solidaryzmu, który planowaliśmy zrealizować w wolnej już Polsce. To właśnie my rzuciliśmy wtedy koncepcję Rzeczypospolitej Solidarnej. Krytycy mówili, że za daleko mierzymy, że to niepotrzebne, i trzeba skupić się na bieżącej walce z komunizmem, zamiast zastanawiać się nad programami politycznymi.



fot. E. Sądej

Takie spory były też w samej "Solidarności", której zarzucano, że nie miała spójnej wizji wolnej Polski. Co po 1989 r. doprowadziło do takich podziałów, jakie obserwowaliśmy?

- Można postawić też inne zarzuty, choć nie pod adresem zwykłych ludzi. Oni bowiem nie brali udziału w ścisłej konspiracji. Chodzi o to, że w drugiej połowie lat 80. widać było duże zmęczenie zarówno w "Solidarności", jak i w społeczeństwie. Niektórzy już nie widzieli sensu dalszej walki. W 1988 r. ukazał się w "Tygodniku Mazowsze" znamienny artykuł Jacka Kuronia pt. "Krajobraz po bitwie". Widać było w nim rezygnację nawet z idei "Solidarności". W programie podziemnej "S" opracowanym w połowie lat 80. przez otoczenie Bronisława Geremka, a podpisanym przez Lecha Wałęsę właściwie już nie mówiło się o "Solidarności", ale o spółdzielczości, samorządności. Ci ludzie kompletnie nie wierzyli w możliwość odzyskania niepodległości. My może też czuliśmy własne i społeczne zmęczenie, ale uważaliśmy, że nie możemy zwinąć sztandaru naszych marzeń, bo właśnie te marzenia stanowią o podtrzymaniu i sile narodowego oporu.

Ale w drugiej połowie lat 80. widać było, że władze miały coraz większe kłopoty z utrzymaniem systemu, co dawało nadzieję na jego upadek. Przykładem tych kłopotów były choćby tzw. reformy gospodarcze.
- Rzeczywiście dochodziły również optymistyczne sygnały, bardzo wyraźnym była rosyjska pierestrojka. Dlatego mieliśmy podstawy, by mówić i dążyć do upadku komunizmu. Trzon naszej organizacji składał przysięgę: "Wobec Boga i Ojczyzny przysięgam walczyć o wolną i niepodległą Rzeczpospolitą Solidarną‚ poświęcać swe siły‚ czas - a jeśli zajdzie potrzeba - swe życie dla zbudowania takiej Polski...". Dlatego nawet jeśli ktoś nie bardzo wierzył w realność zwycięstwa za swojego życia, miał moralny obowiązek działać.

Jak żona radziła sobie z czwórką dzieci, gdy przez 6 lat ukrywał się Pan, zmieniając ciągle miejsca pobytu?

- Był to bardzo trudny okres dla żony i czwórki moich dzieci. Rozumieli i popierali moją działalność. Najstarsza córka Anna od pierwszych dni stanu wojennego uczestniczyła w wydawaniu gazety "Z Dnia na Dzień". Młodsze dzieci chodziły wówczas do szkoły. Chyba w 1984 roku esbecy wywieźli syna za miasto i straszyli go. Na szczęście nic poważniejszego mu nie zrobili. Bałem się wtedy, że mogą posunąć się do ostateczności. Myślę, że komuniści z kolei woleli nie posuwać się do skrajności w stosunku do bliskich mi osób w obawie przed reakcją społeczeństwa i całej organizacji.

Próbowaliście też współpracować i oddziaływać na inne kraje bloku sowieckiego?

- Odzew był raczej pośredni, bo też nasze oddziaływanie nie było aż tak wielkie. Staraliśmy się wysyłać ulotki do krajów ZSRS. Wydawaliśmy gazetę pt. "Opinie", a później "Nazory" (bardziej poprawnie) w języku czeskim i przerzucaliśmy ją do Czechosłowacji. Dopiero później, pod koniec lat 80., nasi wysłannicy jeździli na Litwę, Białoruś, Ukrainę, do Gruzji, Azerbejdżanu i Kazachstanu na spotkania z tamtejszą opozycją. W samej Rosji mieliśmy dobre kontakty za pośrednictwem Mikołaja Iwanowa. Niektórzy nasi działacze-zapaleńcy, tacy jak Piotr Hlebowicz, Jadwiga Chmielowska, Wojciech Stando i inni, na Wschodzie w sowieckich republikach próbowali zaszczepić tam metody konspiracji i wspierać lokalne wątłe grupy niepodległościowe. Było to trudne i niebezpieczne, przede wszystkim ze względu na możliwość prowokacji ze strony KGB.

Co było Waszą - "SW" - i Pańską największą troską?

- Staraliśmy się przede wszystkim nie dać się rozpracować. Nawet gdy zostałem w 1987 r. aresztowany, nie wpadły żadne dokumenty, kontakty itp. Moje ukrywanie się było dla ludzi przykładem, że można wodzić za nos SB, ale gdy mnie aresztowano, miałem żal do siebie, że wpadłem przez swoje zaniedbanie.

Dlaczego?

- Bo nie powinienem był iść do lokalu, co do którego od roku było podejrzenie, że jest obserwowany przez SB. Lekkomyślna i tragiczna utrata czujności! Jedynym moim pocieszeniem pozostaje to, że przy ludzkiej i Boskiej pomocy przez 6 lat udawało mi się nie wpaść.

Kto Pana ukrywał? Czy to byli wyłącznie członkowie "SW", czy osoby nienależące do tej organizacji?

- Przez 6 lat ukrywania się mieszkałem na zmianę w około 60 domach, zawsze z jakąś rodziną. Najczęściej było tak, że ludzie, którzy mnie dłużej ukrywali, wchodzili po opuszczeniu przeze mnie mieszkania w ścisłą konspirację i często składali przysięgę organizacyjną.

Jaka kara groziła ludziom, którzy Pana ukrywali?

- Za pomoc osobom poszukiwanym listami gończymi groziła kara do 5 lat więzienia.

Jak odbyło się Pana aresztowanie? Od razu Pana pojmali i wywieźli do Warszawy?

- Wpadłem nie przez bezpośrednią zdradę, ale w wyniku szeroko zakrojonej akcji operacyjnej służb specjalnych - podsłuchy w wytypowanych domach oraz z powodu własnej nieostrożności. Zawsze mówiłem, że to gra do jednej bramki i wiedziałem że prędzej czy później wpadnę. 9 listopada 1987 roku aresztowano nas (z Hanną Łukowską) w mieszkaniu współpracującej z "SW" drukarki Elżbiety Zielińskiej, gdzie po 10 minutach wparowała cała ekipa i sam nie wiem, jak leżałem na podłodze z kajdankami na rękach. Rano z aresztu na Łąkowej we Wrocławiu karetka MO obstawiona milicyjnymi samochodami przewiozła mnie na wojskowe lotnisko, skąd helikopterem przykuty do ławki poleciałem do Warszawy. Tak trafiłem do aresztu na Rakowieckiej. Stamtąd po około pół roku wyrzucono mnie z Polski.

Jak udało się Panu nielegalnie wrócić do kraju jeszcze przed przemianami 1989 roku?

- Mój nielegalny powrót z Ameryki po niecałych czterech miesiącach to odrębna opowieść, w której jest sporo przypadków i szczęśliwych zbiegów okoliczności. Gdy po 36 godzinach podróży - najpierw samolotem z Toronto przez Manchester, Monachium, Wiedeń, a potem samochodem przez Czechosłowację, z paszportem podobnego do mnie Kazika Głowackiego od kilku lat przebywającego w Stanach Zjednoczonych - pod koniec sierpnia 1988 roku wróciłem do Polski, do Wrocławia, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Błędy były też wynikiem niepowodzeń w próbach wpływania na sytuację w Polsce po 1989 roku? Startował Pan wtedy bez powodzenia w wyborach do Sejmu, a także próbował Pan wystartować w wyborach prezydenckich.
- To już inna historia na zupełnie nową opowieść. Po przełomie 1989 i 1990 roku ludzie "SW", a w szczególności ja, mieli minimalne szanse na skuteczne działanie polityczne w sytuacji, gdy postanowili pozostać wierni przyświecającym im ideałom.

Jest Pan znanym krytykiem Okrągłego Stołu. Po prawie 20 latach funkcjonowania III RP, opartej na jego postanowieniach, nie zmienił Pan zdania?

- Okrągły Stół to proces, który wbrew zamiarom dogadujących się uczestników, dzięki naciskom ze strony takich sił jak "SW", a zwłaszcza determinacji Polaków, skończył się szczęśliwym upadkiem komunizmu. Lecz moralny zaduch i małoduszność zawartych wówczas porozumień ciążą nad przemianami w Polsce i całym bloku postsowieckim przez długie 20 lat. Naprawdę jest już najwyższy czas zrzucić to brzemię.

Urodził się Pan w Warszawie. Dlaczego zostawił Pan stolicę i swoją rodzinę dla Wrocławia?

- Wyjechałem z Warszawy, bo nie dostałem się na studia medyczne. Fizykę bardzo lubiłem, ale w stolicy nie było już wtedy drugiego naboru na ten kierunek po wakacjach. Miałem do wyboru tylko uczelnie w Krakowie, Wrocławiu i Toruniu. Wybrałem Wrocław, bo miałem - można powiedzieć - znajomych z lat przedszkolnych w tym mieście. Siostra zakonna z mojego przedszkola, poprzez rodziców, poleciła mnie swojej siostrze mieszkającej z rodziną we Wrocławiu. Tu zacząłem studiować fizykę.

Dlaczego właśnie fizyka?

- Ukierunkowała mnie Jadwiga Wasilewska, moja nauczycielka fizyki z gimnazjum im. Adama Mickiewicza na Saskiej Kępie. Była wybitnym pedagogiem i miała bardzo duży wpływ na kształtowanie moich postaw i poglądów. Przekazywała nam - uczniom - nie tylko wiedzę o fizyce, ale także wyrabiała w nas charakter, uczyła myślenia, cywilnej odwagi i prawości.

Jak Pan obchodził Święta Bożego Narodzenia, gdy się Pan ukrywał?

- Zwykle z gospodarzami mieszkania, w którym się ukrywałem. Bywało, że odwiedzałem domy, które mnie wcześniej gościły. Dwa razy modliłem się na Pasterce.

Śpiewał Pan wtedy kolędy? Jaka jest Pana ulubiona?

- Kolędy uwielbiałem od dziecka. Nie wyobrażam sobie bez nich świąt. Najwspanialsza to "Bóg się rodzi".

Jaki prezent bożonarodzeniowy najbardziej Pan pamięta?

- Przyjazd z Anglii na Boże Narodzenie mego szkolnego przyjaciela Tadeusza Warszy, który wydatnie swoimi i zbieranymi pieniędzmi wspierał "Solidarność Walczącą". Tadeusza nie widziałem prawie 20 lat i radość, jaką mi uczynił swoim przyjazdem, udzieliła się Władzi Konstantynowicz, u której wtedy mieszkałem, i Hani Łukowskiej, która też ukrywając się, spędzała z nami te święta.

Poza wykładami na Politechnice i działalnością na rzecz pamięci o "SW" znajduje Pan jeszcze czas na jakieś osobiste zainteresowania?

- Ciągle interesuje mnie człowiek, wszechświat i Bóg. Bliskie mi są sprawy Polski i Europy. Uważam, że żyjemy we wspaniałym, przełomowym, trudnym czasie wymagającym nowych wizji i rozwiązań. Osobiste przemyślenia zamierzam prezentować na internetowej stronie "Solidarności Walczącej" pod adresem www.solidarni.org.

Dziękuję za rozmowę.

Robert Majka , polityk, Przemyśl, 24 grudnia 2008r g.13.00
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://tygodnik.onet.pl/35,0,14472,pierwsza_magdalenka,artykul.html
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
http://home.comcast.net/~bakierowski/
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 1:38 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Pią Gru 26, 2008 10:20 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Chciałbym dodać parę słów uzupełniających wypowiedz Kornela w powyższym wywiadzie
Cytat:
Próbowaliście też współpracować i oddziaływać na inne kraje bloku sowieckiego?

- Odzew był raczej pośredni, bo też nasze oddziaływanie nie było aż tak wielkie. Staraliśmy się wysyłać ulotki do krajów ZSRS. Wydawaliśmy gazetę pt. "Opinie", a później "Nazory" (bardziej poprawnie) w języku czeskim i przerzucaliśmy ją do Czechosłowacji. Dopiero później, pod koniec lat 80., nasi wysłannicy jeździli na Litwę, Białoruś, Ukrainę, do Gruzji, Azerbejdżanu i Kazachstanu na spotkania z tamtejszą opozycją. W samej Rosji mieliśmy dobre kontakty za pośrednictwem Mikołaja Iwanowa. Niektórzy nasi działacze-zapaleńcy, tacy jak Piotr Hlebowicz, Jadwiga Chmielowska, Wojciech Stando i inni, na Wschodzie w sowieckich republikach próbowali zaszczepić tam metody konspiracji i wspierać lokalne wątłe grupy niepodległościowe. Było to trudne i niebezpieczne, przede wszystkim ze względu na możliwość prowokacji ze strony KGB.


Na wstępie trzeba wyraźnie powiedzieć że wysłannikami na Litwę, Białoruś, Ukrainę, do Gruzji, Azerbejdżanu, Kazachstanu itd. byli Jadwiga Chmielowska, Piotr Hlebowicz, Wojciech Stando i Maciej Ruszczyński. Współpracowali Roman Zaleski, Piotr Pacholski, Selim Chazbijewicz, Lech Jęczmyk, Tadeusz Markiewicz, dr Janusz Kamocki, profesor dr hab. Leszek Bednarczuk, Sebastian Rybarczyk i wielu innych.
Najlepszym dowodem na skuteczność ich działania i że nie były to lokalne wątłe grupki, są listy wysłane na rocznicę 25-cio lecia powstania Solidarności Walczącej z Litwy, Estonii i Ukrainy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
List Prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki . . . . . . . . . . Tłumaczenie


Pismo z Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej

Tłumaczenie
Cytat:
UKRAIŃSKI INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ
01021, m. Kijów ul. Lipska, 16, tel. (044) 253 15 63, faks 254 05 85

Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego 25-lecia „Solidarności Walczącej”
Pan Andrzej Kisielewicz
Dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej
Pan Janusz Kurtyka
Przewodniczący „Solidarności Walczącej”
Pan Kornel Morawiecki
Wydział Wschodni „Solidarności Walczącej”
Pani Jadwiga Chmielowska
Pan Piotr Hlebowicz

Szanowni Panie i Panowie !
Ukraiński instytut pamięci narodowej składa Wam najszczersze gratulacje z powodu podjęcia idei, jaka ćwierć wieku temu zapoczątkowała przełom w historii Centralnej i Wschodniej Europy a także światowej historii XX wieku. Wtedy to Polska była pierwszym państwem, w którym rozpoczęło się obalanie komunizmu i gdzie podejmowano aktywną walkę o wolność. Walka ta przebiegała w niełatwych warunkach stanu wojennego i podziemia. Ludzie, którzy brali w tym udział odznaczali się męstwem, byli prawdziwymi patriotami, a także wykazywali najpiękniejsze ludzkie cechy. Ludzie ci stali się wzorem do naśladowania dla patriotów w innych krajach. Ta sprawa zwyciężyła. Doprowadziła do pokojowego demontażu komunistycznej dyktatury w całym bloku socjalistycznych republik. Można powiedzieć, że proces ten w jakiejś mierze trwa do dziś, kontynuując wolę narodów prowadzącą do wolności i zmieniającą oblicze Europy.
Każdy naród idzie własnym szlakiem do demokracji. Lecz działalność „Solidarności Walczącej” była drogowskazem i przykładem dla wielu państw i ich walki o niepodległość. Trudno jest ocenić jak wielką role odegrała „Solidarność Walcząca” na drodze do zdobycia niepodległości przez Ukrainę, a także jej rolę w powrocie Tatarów Krymskich na swoje ziemie. Wysoko cenimy rolę Polski we wszystkich tych procesach, i jesteśmy jej za to wdzięczni.
Jesteśmy także wdzięczni narodowi Polskiemu i przedstawicielom władzy Waszego państwa za pomoc w realizacji naszego europejskiego wyboru. Dzisiaj wolna Polska jest przyjacielem i strategicznym partnerem wolnej Ukrainy. Mamy wiele wspólnego w naszej historii i odważnie czytamy chlubne i gorzkie strony. I tylko Ukraińsko – Polskie porozumienie przywiedzie nas do pokoju i jedności. W tym znaczną rolę powinny odegrać Polski i Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Nasz instytut jest jeszcze bardzo młody, przechodzi etapy legalizacji. Dlatego doświadczenie i wsparcie Waszego Instytutu jest dla nas bardzo ważne i rzeczowe, prawie tak, jak wsparcie „Solidarności Walczącej” w latach osiemdziesiątych minionego stulecia dla ukraińskich wojowników o niepodległość.

Z najlepszymi życzeniami,
Prezes Igor Juchnowski
Kijów – Warszawa
14 czerwca 2007 roku


. . . . . . . . . . . . .
Vytautas Landsbergis - Litwa . . . . . . . . Talin - Estonia

Jako przedstawiciel Wydziału Wschodniego w Berlinie Zachodnim, jestem jednym z tych „działaczy- zapaleńców”.
Ta praca nie miała jednak nic wspólnego z zapaleńczym działaniem. Przemycaliśmy tony książek i materiałów poligraficznych przez kilka granic, wspierał nas finansowo potężny amerykański związek zawodowy, a o aktywności agentów natychmiast informował nas wywiad amerykański i zachodnio-niemiecki. Skutki naszego działania są wymierne i zostały opisane tutaj:
http://swkatowice.mojeforum.net/sw-wydzial-wschodni-temat-vt40.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Sob Gru 27, 2008 4:12 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Często powracam do tamtych czasów, gdy istniał jeszcze ZSSR, gdy jeździliśmy i nawiązywaliśmy kontakty polityczne i informacyjne z organizacjami i partiami niepodległościowymi w poszczególnych republikach sowieckich.

Trochę zdziwiły mnie słowa Kornela w powyżej zamieszczonym wywiadzie, że wspieraliśmy ...... "lokalne wątłe grupy niepodległościowe". Jeśli chodzi o kontakty na wschodzie, mieliśmy łączność i współpracę z
NAJWAŻNIEJSZYMI FORMUJĄCYMI SIĘ WÓWCZAS NA TERENIE ZWIĄZKU SOWIECKIEGO NIEPODLEGŁOSCIOWYMI ŚRODOWISKAMI NARODOWOŚCIOWYMI!!!!!
Owocem naszych działań i kontaktów była organizacja powstała w Warszawie pod koniec 1990 roku pod nazwą "Centrum Koordynacyjne Warszawa '90".
Pomysł skonstruowania tego typu organizacji narodził się w głowach naszych młodszych kolegów (Wojciecha Standy i Romana Zaleskiego), którzy jako wysłannicy Kornela brali udział w pewnej międzynarodowej konferencji w Pradze.
To był chyba przełom 1989/90. Konferencję prowadzili znani działacze niepodległościowi - Władimir Bukowski i Parurir Ajrikian.
Władimir i Paruir poparli pomysł, i idea Centrum Koordynacyjnego stała się faktem.
Co do Rosji..... Mikołaj Iwanow miał kontakty z marginalnym ugrupowaniem "Młodzi Socjaliści", które nie weszło w skład Centrum Koordynacyjnego. My raczej unikaliśmy wszelkich kontaktów z działaczami socjalistycznymi wszelkiej maści, gdyż były to organizacje naszpikowane agentami. Zresztą znana jest sprawa aresztowania liderów "Młodych Socjalistów" i pójście ich na współpracę z KGB.
Za złagodzenie wyroków wydali oni kilka osób, które na parę lat zawędrowały do sowieckich łagrów. Z takimi ludźmi współpracować nie zamierzaliśmy. Postawiliśmy na "Demokratichesskij Sojuz" (Zwiazek Demokratyczny") pod przewodnictwem znanej dysydentki i niezłomnej przeciwniczki komunizmu - Walerii Nowodworskiej.
Właśnie "DS" jako jedyna organizacja z Rosji weszła do "Centrum Koordynacyjnego Warszawa'90".

Kaziu zapomniał dodać o ważnym fakcie - równolegle z kontaktami politycznym i informacyjnymi, które mieliśmy z organizacjami niepodległościowymi na terenie ZSSR - prowadziliśmy poszukiwanie i nawiązywanie łączności ze środowiskami Polonijnymi w tych rejonach. Po zlokalizowaniu Polskich grup i środowisk, rozpoczęliśmy akcję pomocy naszym rodakom. Ale to temat bardzo szeroki i nie sposób w paru słowach go podsumować.


Ostatnio zmieniony przez Piotr Hlebowicz dnia Sob Gru 27, 2008 4:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Sob Gru 27, 2008 4:48 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



Podziękowanie dla Jadzi Chmielowskiej i dla mnie od Ligii Wolności Litwy w Litewskiej gazecie "Согласие" ("Sogłasije") za przekazane transporty z literaturą niezależną.
==================================================================================

Spis osób i organizacji, wchodzących do Centrum Koordynacyjnego Warszawa'90. Mój egzemplarz, gdzie nanosiłem poprawki i uaktualnienia. Lista osób i organizacji tu zaprezentowanych świadczy, iż nie były to "lokalne wątłe grupy niepodległościowe"




==========================================================================
Moja przepustka do Litewskiego Parlamentu ze stycznia 1991 (w tych dniach sowieci próbowali spacyfikować odradzającą się Wolną Litwę)



Autonomiczny Wydział Wschodni "Solidarności Walczącej" brał aktywny udział w ważniejszych wydarzeniach na terytorium ZSSR pod koniec lat 80-tych. Kaziu Michalczyk wymienił część osób, zaangażowanych w prace Wydziału. W naszym gronie należy szczególnie wyróżnić Piotrka Pacholskiego, który przez wiele miesięcy prowadził nasze biuro informacyjne w Warszawie (Pałacyk Sobańskich). Lista jest o wiele dłuższa, i będziemy ją uzupełniać systematycznie.
Różne opinie - prawdziwe oraz mniej prawdziwe - wypowiadane w wywiadach na temat naszej pracy, może nas w końcu zmobilizują do szerszego udokumentowania działalności Autonomicznego Wydziału Wschodniego "Solidarności Walczącej". A jest co dokumentować.


Ostatnio zmieniony przez Piotr Hlebowicz dnia Nie Gru 28, 2008 12:48 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Sob Gru 27, 2008 6:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Z całą pewnością te Wasze działania na kierunku wschodnim powinny zostać dobrze opisane. Uważam że powinniście zebrać materiały i "zmajstrować" jakąś publikację na ten temat. Historia Solidarności Walczącej zostałaby wzbogacona o kolejny mało dotychczas znany rozdział.




Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
TOMEK
Weteran Forum


Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 258

PostWysłany: Sob Gru 27, 2008 10:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Piotr Hlebowicz napisał:

"Co do Rosji..... Mikołaj Iwanow miał kontakty z marginalnym ugrupowaniem "Młodzi Socjaliści", które nie weszło w skład Centrum Koordynacyjnego. My raczej unikaliśmy wszelkich kontaktów z działaczami socjalistycznymi wszelkiej maści, gdyż były to organizacje naszpikowane agentami. Zresztą znana jest sprawa aresztowania liderów "Młodych Socjalistów" i pójście ich na współpracę z KGB."

Piotrze, czy możesz rozwinąć ten wątek?. Mikołaj Iwanow..."Młodzi Socjaliści"...pójście na wspolpracę z KGB. Czy mówimy "o tym MIKOŁAJU IWANOWIE"?? To może być ciekawe.

www.sw.alias.pl

_________________
http://www.solidarni.waw.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Nie Gru 28, 2008 11:05 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cóż, należy wyjaśnić niektóre sprawy, gdyż inaczej dojdzie do wykoślawienia historii - świadomie lub nieświadomie - przez osoby, zajmujące się tą tematyką. Podaję część faktów, zwiazanych z "Młodymi Socjalistami" z Moskwy. Co prawda, ta marginalna grupa obchodziłaby mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg, lecz ze względu na to, iż niektóre osoby chcą "Młodych Socjalistów" wprowadzić do annałów historii "Solidarności Walczącej" - trudno o nich nie napisać. Sprawa w tym, że na XXV lecie "SW" postanowiliśmy zaprosić gości zagranicznych. Komitet Organizacyjny zaakceptował ten pomysł, więc ułożyliśmy listę. Z Jadzią Chmielowską mieliśmy odpowiadać za te sprawy, gdyż jako Autonomiczny Wydział Wschodni "SW" współpracowaliśmy z wieloma liderami partii i organizacji niepodległościowych we wszystkich regionach ZSSR. Mieliśmy także kontakty z Władimirem Bukowskim, Natalią Gorbaniewską, Petruską Sustrovą...... Więc rozpoczęliśmy przygotowania, ułożyliśmy listę do zaproszeń. Jakież było nasze zdziwienie, gdy Kornel nagle oświadczył nam, iż mamy konsultować te sprawy z Mikołajem Iwanowem, i że Iwanow koordynuje zaproszenie gości zagranicznych na uroczystości. Nasze zdziwienie było tym większe, gdy zobaczyliśmy oddzielną listę gości przygotowaną przez Iwanowa. Na liście - oprócz ludzi zacnych (będących równolegle i na naszej liście), znalazły się osoby, które miały co najmniej nieciekawą reputację. Z Mińska niejaki Buchowiec, socjalista, bojownik o socjalizm i leninizm z "ludzką" twarzą, oraz z Moskwy przedstawiciele grupki pod nazwą "Młodzi Socjaliści" (poniżej trochę materiałów na ich temat). Okazało się, że musimy zredukować naszą listę, złożoną z prawdziwych działaczy niepodległościowych na rzecz gości z drugiej listy Mikołaja Iwanowa, gdyż zabraknie środków na wszystkich gości. Chciano także zaprosić tzw. "opozycję" kazachską, tzn. byłych biznesmenów na wychodźctwie, którzy byli "prześladowani" przez Nazarbajewa już w czasach dzisiejszych. Za co? Za konflikt z rodziną Nazarbajewych na tle ekonomicznym. Na szczęście pomysł z "opozycjonistami" nie przeszedł.
Dlaczego wypowiadam się na te tematy dopiero teraz.... cóż, kiedyś trzeba. Miałem nadzieję na "załatwienie" niektórych historycznych spraw związanych z "Solidarnością Walczącą" poprzez konsultacje wewnątrz naszej organizacji, przy pomocy IPN-u. Wiele razy apelowałem o zwołanie komisji historycznej w nowo utworzonym Stowarzyszeniu Solidarności Walczącej. Bezskutecznie. Żadnej odpowiedzi nie otrzymałem do chwili obecnej. Człowiek nie żelazo, w końcu coś się buntuje wewnątrz, i musi mieć upust w jakiejś reakcji. Ot, i moja reakcja. Ponad rok przed obchodami XXV lecia SW, opublikowałem na stronie "SW" szkic o SW i Wydziale Wschodnim SW. Nagle po uroczystościach pewne osoby zarzuciły mi tendencyjność tego tekstu, a wręcz kłamstwa i przeinaczenia. Zostałem poddany licznym atakom. I to przez osoby, po których się tego nie spodziewałem. Jednak żadnych faktów świadczących o moich "kłamstwach i przeinaczeniach" osoby te nie przedstawiły - skończyło się na inwektywach i nieprzyjemnych słowach mnie obrażających. Dlatego też wezwałem do powołania niezależnej Komisji Historycznej i ustalenia oficjalnej linii historycznej SW w całym, co nie wywołało entuzjazmu wśród oponentów. Tak więc może przed Walnym Zebraniem SSW (które w końcu musi nastąpić) uda mi się sprowokować poszukiwanie prawdy historycznej. Oby.
Piotr Hlebowicz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Nie Gru 28, 2008 11:08 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dorogoi Piotr,
Posi'lau Vam 10 stranic dokumentov – iz sbornika «Prigovori' po politicheskim delam v SSSR». Zdes' prigovor Mihailu Rivkinu i obvinitel'noe zakluchenie po delu Andreya Shilkova. Iz etih dokumentov ochen' horosho vidno, chto Pavel Kudukin, Andrei Fadin i Boris Kagarlickii davali na sledstvii pokazaniya v pol'zu KGB. Oni takje podali prosheniya o pomilovanii. Za eto vse oni bi'li osvobojdeni' iz sledstvennoi tur'mi' i pomilovani' bez suda, a Rivkin i Shilkov osujdeni': Rivkin na 7 let lagerei i 5 let ssi'lki, a Shilkov na 3 goda lagerei i 3 goda ssi'lki.
Krome dokumentov ya etche poslal Vam kommentarii Mihaila Rivkina. On pryamo govorit, chto Kudukin i Fadin sotrudnichali s KGB.

Tezisi' svoego doklada, ili daje ves' doklad celikom prishlu v blijaishie dni.
S uvajeniem,
Aleksandr Podrabinek. Jan.2007

Drogi Piotrze!
Posyłam wam 10 stron dokumentów ze zbioru „WYROKI w procesach politycznych w ZSSR”. W materiałach - wyrok dla Michaiła Riwkina i końcowy wyciąg prokuratorski w sprawie Andreja Sziłkowa. Z tych dokumentów można jasno wywnioskować, iż Paweł Kudukin, Andrej Fadin i Borys Kagarlicki zeznawali na śledztwie według wskazań KGB, oraz złożyli podanie o ułaskawienie. Dzięki temu byli oni zwolnieni z aresztu śledczego i ułaskawieni bez procesu sądowego. Natomiast Riwkin i Sziłkow (Na których Paweł Kudukin, Andrej Fadin i Borys Kagarlicki złożyli całą winę – uwaga PH) zostali osądzeni i skazani: Riwkin na 7 lat łagrów i 5 lat zsyłki, a Sziłkow na 3 lata łagrów i 3 lata zsyłki. Oprócz dokumentów posłałem wam jeszcze komentarz Michaiła Riwkina. Mówi on wprost, że Kudukin i Fadin współpracowali z KGB.
Aleksander Podrabinek, styczeń, 2007 rok.



Komentarz: Kornel zaakceptował zaproszenie wdowy po Fadinie, oraz Kudiukina (tzw. „Młodzi Socjaliści”), powiązanych z członkiem Komitetu Organizacyjnego uroczystości 25 lecia SW – Mikołajem Iwanowem na czerwcowe uroczystości. Udało się odwieść od zaproszenia Kudiukina, natomiast wdowa po Fadinie oraz jego dzieci w czerwcu przyjechali. Nasze monity i przedstawione fakty pozostały bez echa. Obwinieni zostaliśmy nawet (z Jadzią Chmielowską) w destrukcyjnej działalności, mogącej przeszkodzić w pracach organizacyjnych XXV lecia „SW”. Pozostawiam te fakty dla osądu czytających.
PS. Aleksandr Podrabinek był gościem rocznicy XXV lecia w czerwcu 2007 roku, wziął udział w jednym z paneli. W przeszłości – długoletni więzień polityczny, łagiernik. W drugiej połowie lat 80-tych wraz z bratem rozpoczęli wydawanie nielegalnego tygodnika „EKSPRES HRONIKA”, który otrzymywałem od Aleksandra drogą….. pocztową. Materiały były wykorzystywane w prasie SW. Badacz czasów sowieckich, historyk.




Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Nie Gru 28, 2008 11:51 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kagarlicki Boris Juliewicz (ur. 1958)

Lewicowy publicysta, jeden z przywódców podziemnej organizacji socjalistycznej.
Urodził się w Moskwie. Ojciec jest znanym literaturoznawcą, matka — tłumaczką z języka angielskiego.
W 1977 roku, studiując na wydziale teatrologii Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej, wstąpił do istniejącego od 1976 półpodziemnego młodzieżowego kółka o orientacji marksistowskiej. Liderzy kółka, młodzi humaniści Andriej Fadin i Paweł Kudiukin, pracowali w elitarnym Instytucie Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych, zaliczanym do ośrodków analiz strategicznych, obsługujących kierownictwo partyjno-państwowe kraju. K. stał się wkrótce jednym z głównych teoretyków „grupy młodych socjalistów” (pod taką nazwą znane jest w literaturze kółko Fadina, Kudiukina i in.).
Ideologia „młodych socjalistów” stanowiła syntezę idei eurokomunizmu, lewicowej socjaldemokracji i „nowej lewicy”. Grupa orientowała się w związku z tym na Międzynarodówkę Socjalistyczną, komunistyczne partie Hiszpanii i Włoch oraz na lewicowo-radykalne organizacje Europy Zachodniej. Mimo to na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych członkowie grupy z sympatią i zainteresowaniem śledzili doświadczenia polskiej * „Solidarności”. Prowadzili specjalne zajęcia z podstaw konspiracji, stworzyli system pseudonimów i haseł, przygotowali instrukcję Kak wiesti siebia na doprosie (Jak zachowywać się podczas przesłuchania). Zamierzali utworzyć „podziemne uniwersytety”. Ostatecznym celem „młodych socjalistów” było powołanie federacji sił demokratycznych o orientacji socjalistycznej.
Od 1977 roku grupa wydawała niezależny almanach „Warianty”, redaktorem dpowiedzialnym był Andriej Fadin. Na treść almanachu składały się artykuły autorstwa członków grupy, poświęcone teoretycznej analizie problemów społecznych, dokonanej z pozycji socjalistycznych. Autorzy polemizowali zarówno z konserwatywno-patriotycznym, sołżenicynowskim typem dysydentyzmu, jak i z liberalną postawą prozachodnią. W sumie wyszły cztery numery „Wariantów”, K. brał udział w przygotowaniu dwóch ostatnich.
Niezadowoleni z nazbyt teoretycznego charakteru pisma, K. i Kudiukin postanowili równoległe wydawać drugi almanach, w którym omawiano by bardziej konkretne zagadnienia. W 1979 roku ukazał się pierwszy numer wydawanego w maszynopisie czasopisma „Lewyj Poworot” (od nr 3, który wyszedł w 1981 roku, zmieniono tytuł na „Socyalizm i Buduszczeje”). Pismo było kolportowane wśród studentów i doktorantów w kilku miastach kraju.
W 1980 roku K. został kandydatem do KPZR, jednak po przeprowadzonej u niego rewizji, podczas której znaleziono samizdat, do partii go nie przyjęto, a ze studiów wydalono.
Przez pewien czas pracował jako sekretarz Roja Miedwiediewa, potem został listonoszem.
W maju 1981 ukończył książkę Dialektika nadieżdy (Dialektyka nadziei). Jej fragmenty opublikował pod pseudonimem W. Krasnow w wychodzącym w USA czasopiśmie „Problemy Wostocznoj Jewropy”. W pracy tej postulował powstanie w ZSRR sieci półlegalnych niezależnych zrzeszeń (kluby i związki zawodowe) o charakterze socjalistycznym.
W kwietniu 1982 członkowie grupy zostali aresztowani. W Moskwie przeprowadzono liczne rewizje, przede wszystkim u studentów i doktorantów, skonfiskowano wiele materiałów samizdatu. Członkowie grupy zostali oskarżeni o założenie „antyradzieckiej” organizacji i wydawanie nielegalnych czasopism. Jednym z punktów oskarżenia były odpowiedzi członków grupy na ankietę przeprowadzoną przez francuskie pismo „L’Alternative”. Uznano, że ankieta „była w istocie programem organizacji walki przeciwko władzy radzieckiej”.
Sprawa zyskała międzynarodowy rozgłos. Władze zachodnioeuropejskich partii komunistycznych i socjalistycznych wstawiły się za „młodymi socjalistami” w KC KPZR. Ta okoliczność, jak również i ta, że w czasie śledztwa wszyscy członkowie grupy, nie wyłączając liderów (K., Kudiukina i Fadina), złożyli zeznania i wyrazili gotowość okazania skruchy, zaowocowały wypuszczeniem na wolność (kwiecień 1983) większości aresztowanych oraz umorzeniem ich sprawy. Pod strażą pozostały tylko dwie osoby — geolog Michaił Riwkin, który nie okazał skruchy i odmówił składania zeznań na temat swej konspiracyjnej działalności w sprawach, które dotyczyły osób trzecich, oraz Andriej Szyłkow z Pietrozawodzka, mający z młodymi socjalistami tylko pośrednie związki.
Po wyjściu na wolność K. przez pewien czas ograniczał swoją działalność dysydencką jedynie do udziału w nieoficjalnych dyskusjach o problemach socjalizmu, które odbywały się w mieszkaniu Władimira Czernieckiego, byłego „młodego socjalisty”. Z nastaniem „pieriestrojki” nazwisko K. znów stało się głośne: w końcu 1986 roku wraz Grigorijem Pelmanem i Glebem Pawłowskim założył Klub Inicjatyw Społecznych — jedno z pierwszych w tym okresie nieformalnych zrzeszeń lewicowych radykałów. W sierpniu 1987 był współorganizatorem pierwszej konferencji przedstawicieli nieformalnych grup społeczno-politycznych, uczestniczył w powołaniu i został koordynatorem Federacji Socjalistycznych Klubów Społecznych, będącej spełnieniem marzeń „młodych socjalistów” z lat siedemdziesiątych. We wrześniu 1987 utworzył w ramach Klubu Inicjatyw Społecznych grupę Inicjatywa Socjalistyczna.
Od tej pory jest jednym z czołowych ideologów rosyjskich socjalistów. W czerwcu 1990 uczestniczył w tworzeniu Partii Socjalistycznej, został członkiem jej komitetu wykonawczego. W latach 1990–93 był deputowanym do rady miejskiej Moskwy z ramienia koalicji Demokratyczna Rosja, twórcą grupy deputowanych Moskiewska Lewica. Od jesieni 1991 jest jednym z liderów Partii Pracy.
Jesienią 1993 podczas konfliktu prezydenta Jelcyna ze Zjazdem Deputowanych Ludowych stanął po stronie Zjazdu, uczestniczył w obronie Białego Domu.
Publikuje w prasie lewicowej. Mieszka w Moskwie. Aleksander Papowian (M.Pi.) I.
Industrialnaja despotija „Problemy Wostocznoj Jewropy” (Washington) 1983, nr 7-8 (pod ps. W. Krasnow). II.
G. Uruszadze, Wybrannyje miesta iz pieriepiski z wragami, Sankt Pietierburg 1995.
A. Tarasow, G. Czerkasow, T. Szawszukowa, Lewyje w Rossii: ot umieriennych do ekstriemistow, Moskwa 1997.


http://www.karta.org.pl/Biogram1.asp?KategoriaID=34&ProduktID=78
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Andrzej Werter
Weteran Forum


Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 181

PostWysłany: Nie Gru 28, 2008 8:20 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przedsięwzięcie o nazwie Centrum Koordynacyjne Warszawa'90 było z moim bardzo skromnym udziałem. Wtedy miałem wrażenie, że jestem malutkim trybikiem dużego przedsięwzięcia. Później uświadomiłem sobie(nazwiska działaczy w wyzwolonych krajach na wschodzie), że bardzo dużego i wizjonerskiego, na miarę przedwojennej idei prometejskiej. Nie mam żadnych materiałów na ten temat, a wtedy nie zadawałem zbędnych pytań. Faktem jest, że na tym forum są osoby, które mają 100 razy więcej do powiedzenia.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Piotr Hlebowicz
Site Admin


Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 1166

PostWysłany: Wto Gru 30, 2008 2:23 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Andrzeju, właśnie przymierzamy się do rozwinięcia tematu "Centrum Koordynacyjne Warszawa '90". Szukamy zdjęć, relacji, nawet najskromniejszych. To, co kto pamięta. Nawet najdrobniejsze sprawy z tym związane. Liczę na Ciebie. I na innych.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
TOMEK
Weteran Forum


Dołączył: 18 Paź 2007
Posty: 258

PostWysłany: Wto Gru 30, 2008 8:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Piotr Hlebowicz napisał:

"Andrzeju, właśnie przymierzamy się do rozwinięcia tematu "Centrum Koordynacyjne Warszawa '90". Szukamy zdjęć, relacji, nawet najskromniejszych. To, co kto pamięta. Nawet najdrobniejsze sprawy z tym związane. Liczę na Ciebie. I na innych."

Piotrze. Świetnie, każda inicjatywa przybliżająca prawdę historyczną o SW - i nie tylko- jest cenna. Tylko trzeba się solidnie ""sprężyć" a nie "przymierzać", gdyż "bajkopisarze" współczenej historii są bardzo aktywni.

Historia opozycji, to kolejne pasmo "bialych" plam. Sporo spraw należy wyjaśnić. Czym prędzej, tym lepiej...

Tomasz Szostek

P.S. "Coś" tam pamietam min. z konferencji na ul. Ciołka w Warszawie itd. Mozesz liczyc na moją pomoc.

www.sw.alias.pl

_________________
http://www.solidarni.waw.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 1:38 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Tadeusz Świerczewski
Moderator


Dołączył: 12 Wrz 2006
Posty: 505

PostWysłany: Sro Sty 07, 2009 2:27 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

[b]DO WSZYSTKICH W TYM TEMACIE !!![/b]
Słusznie Tomek i Marek-R zauważył, ze jeżeli sami nie napiszemy- opiszemy naszej historii, to "bajkopisarze" będą "tworzyć" swoja historię, jak to ma miejsce z Kornelem. Jest jeszcze sporo materiału, którego nawet Kornel nie widział.
SW tworzyły rzesze oddanych ludzi a nie kilka wybranych z "kapelusza", przeciwników powołania SW, Kornel wie o kogo mi chodzi. Ja też domagam pisania PRAWDY o tamtych latach.!!!
Serdecznie wszystkich pozdrawiam w NOWYM ROKU A.D.2009
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group