" /> Dyskusje ogólne :: Szef kancelarii prezydenta : Media wciąż zwalczają kaczyzm
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Szef kancelarii prezydenta : Media wciąż zwalczają kaczyzm

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Czw Sty 01, 2009 9:28 am    Temat postu: Szef kancelarii prezydenta : Media wciąż zwalczają kaczyzm Odpowiedz z cytatem

Wolność słowa, równe traktowanie wobec prawa, to prawo formalnie zagwarantowane jest w ustawie zasadniczej, konstytucji K z 1997 !
To teoria , a jak wygląda praktyka, rzeczywostość w której żyjemy
po 1989r...



Szef kancelarii prezydenta, minister Kownacki odpowiada
na pytania DZIENNIKA :

poniedziałek 29 grudnia 2008 14:08




Kownacki: Media wciąż zwalczają kaczyzm
http://www.dziennik.pl/polityka/article288811/Kownacki_Media_wciaz_zwalczaja_kaczyzm.html

Media popierały Donalda Tuska, były zaangażowane w zwalczanie tak zwanego kaczyzmu. Wykreowały zupełnie fałszywy obraz tego, co się działo w Polsce przed ostatnimi wyborami. I teraz są konsekwentne - mówi DZIENNIKOWI szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki.


MICHAŁ KARNOWSKI, PIOTR ZAREMBA: Za każdym razem, gdy ktoś nowy przychodzi do Kancelarii Prezydenta, ma nastąpić nowa epoka - lepszych sondaży Lecha Kaczyńskiego. Michała Kamińskiego ściągano ze Strasburga, a pana z biznesu. I za każdym razem coś się nie udaje, bo sondaże są podobne, czyli kiepskie.

PIOTR KOWNACKI*: Nie sądzę, żeby od tego, kto jest szefem kancelarii, zależały sondaże prezydenta.

Przyjście Kamińskiego czy pana do pałacu było przedstawiane jako polityczne wzmocnienie. A my nie widzimy skutków.

Prawdą jest, że skutków mierzonych słupkami sondaży nie ma. Czy nie jest jednak tak, że to same media orzekają, że wszystko dzieje się dla wzmocnienia sondaży. A po jakimś czasie obwieszczają: nic się nie zmieniło.

Czyli nikt z panem nie rozmawiał o sondażach?

Przyszedłem w momencie, gdy szefem kancelarii była pani Anna Fotyga. Zostałem jej zastępcą z konkretnymi zadaniami - miałem się zajmować sprawami prawnymi i kwestiami bezpieczeństwa energetycznego oraz fragmentem polityki zagranicznej prezydenta, która się z tym wiąże. A później doszło do decyzji minister Fotygi o odejściu z kancelarii.

Kto więc odpowiada za to, że sondaże są tak niskie? Co się stało, że Polacy czują się zmęczeni tą prezydenturą?

Nie wiem, czy to właśnie przebija z tych sondaży. Wiem tylko, że są one niekorzystne. Poważny wpływ na to mają media. Większość nie sprzyja Lechowi Kaczyńskiemu. Stosują podwójne standardy. Bardzo podobne zdarzenia, które dotyczą prezydenta i premiera, są przedstawiane zupełnie inaczej. Każde potknięcie prezydenta - lub coś, co można by uznać za potknięcie, choć nim nie jest - zasługuje na to, żeby żyć na pierwszych stronach gazet, na pasku w telewizji aż do następnego potknięcia. Takie samo zdarzenie z udziałem premiera kwitowane jest wzmianką w gazecie na 25. stronie małym drukiem.

Jakiś przykład?

Choćby komentarze na temat podpisania traktatu lizbońskiego. Przeważają głosy oceniające postępowanie prezydenta jako niezrozumiałe: ogłosił traktat jako sukces, a teraz go nie podpisuje. Tylko gdzieś na marginesie pojawia się cytat z niego - to, co naprawdę powiedział. A on przecież nie mówi, że nie podpisze tego traktatu. Zawsze powtarza - Polakom, Angeli Merkel czy Nicolasowi Sarkozy’emu - że Polska nie będzie przeszkodą w ratyfikacji. Jak można jaśniej mówić? Ale na razie pozostaje sprawa Irlandii. Prezydent nie chce łamania praw pojedynczego państwa tylko dlatego, że nie jest największe w Europie. Nasze wsparcie, jakie dajemy Irlandii, jest także podyktowane własnym interesem - dzisiaj problem ma Irlandia, innym razem Polska może znaleźć się pod taką samą presją. W Unii w najważniejszych sprawach obowiązuje zasada jednomyślności. A w praktyce okazuje się, że gdy jedno państwo chce z tej zasady skorzystać, to trzeba niemal walcem drogowym po nim jeździć tak długo, aż wybije mu się to z głowy. To jest powód, dla którego Lech Kaczyński czeka z podpisaniem traktatu lizbońskiego. I można tę sprawę przedstawić uczciwie, w ciepłym tonie wobec prezydenta, podkreślając, że dba o interes Polski, że przyjmuje szlachetną postawę wobec Irlandczyków. Ale media przedstawiają to kompletnie inaczej.

Porównuje pan to z postępowaniem wobec Tuska?

Premier Tusk występuje w Krynicy na Forum Ekonomicznym z zapowiedzią: "wprowadzamy euro". Jest to numer czysto PR-owski, wymyślony z ministrem Michałem Bonim gdzieś w helikopterze, o czym ten ostatni opowiadał w DZIENNIKU. W sprawie niezwykle ważnej dla Polski, porównywalnej z wagą traktatu lizbońskiego, premier składa zapowiedź bez konsultacji nawet ze swoim gabinetem, o czym świadczy zdziwienie ministra finansów. Wszystko po to, żeby przykryć dyskusję o osiągnięciach roku rządu Tuska. Bo nie chce się przyznać społeczeństwu, że przez rok ten rząd niewiele zdziałał. A media udają, że wszystko jest OK. Nie jest OK.

Może wprowadzenie euro, nawet zapowiedziane trochę "na wariata", jest samoistną wartością?

Zrobiono z euro sztandarowe zamierzenie rządu, pomimo że szybko okazało się, że to była jakaś kompletna bzdura. Premier się pomylił, mówiąc o roku 2011, bo nawet z powodów czysto kalendarzowych nie da się tego pomysłu zrealizować. Przypomnę, że najpierw mowa była o 2011 roku, a dopiero później o 2012. Oczywiście wszystko nadal odbywa się bez żadnych analiz. W tym czasie rząd nagle zauważył, że jest na świecie kryzys. Pojawia się następny pomysł - połączenia euro ze zwalczeniem kryzysu. Przecież to absurdalna teza. Czym innym byłoby stwierdzenie, że gdybyśmy mieli już euro, to byłoby nam dziś łatwiej. Może byłoby, może nie. Ale to nie znaczy, że to dobry pomysł, by w dobie kryzysu Polska dobrowolnie rezygnowała z ważnego instrumentu polityki monetarnej, a więc możliwości interwencji banku centralnego na rynku walutowym. Tylko czy media prześwietlają tę sprawę, zadają premierowi trudne pytania?

Dlaczego według pana media tak nie lubią prezydenta, a lubią premiera Tuska?

Media popierały Tuska, były zaangażowane w zwalczanie tzw. kaczyzmu. Wykreowały zupełnie fałszywy obraz tego, co się działo w Polsce przed ostatnimi wyborami. I teraz są konsekwentne.

Ale dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że identyfikują się z pewnym systemem wartości, ale także dlatego, że reprezentują, w uproszczeniu, pewien typ interesów.

O jaki system wartości chodzi i o jakie interesy?

Jeśli chodzi o warstwę ideologiczną, to ciągle w mediach ma przewagę pogląd lewicowy. Ten reprezentowany przez pokolenie ’68, opisywany przez Rafała Ziemkiewicza jako "michnikowszczyzna". Jeśli natomiast chodzi o płaszczyznę gospodarczą, mamy do czynienia z interesami wielkiego biznesu, oligarchów, którzy wiadomo, w jaki sposób doszli w Polsce do swoich majątków. Na początku przemian dysponowali wielką przewagą informacyjną. Nie należy tego rozumieć w sposób prostacki, bo nie każdy z listy bogaczy był człowiekiem związanym z SB. Niemniej te osoby odniosły na ogół sukces dzięki powiązaniu ze światem polityki, ze światem decyzji państwowych. Osobiście nie wiem, czy prywatyzację można było przeprowadzić inaczej, w tym sensie, że byłaby w stu procentach uczciwa. Z pewnością jednak można było, i należało - czego domagali się od początku Jarosław i Lech Kaczyńscy - wyrównać szanse ludzi niezwiązanych z PRL-owskim establishmentem. Tego nie zrobiono i w efekcie krąg osób, które odniosły wielki sukces, mniej więcej pokrywa się z kręgiem tych, którzy mieli przewagę w momencie startu transformacji.

Tamten układ działa do dzisiaj?

Starannie unikam słowa "układ", bo zostało ono wypaczone w debacie, ale oczywiście chodzi mi o sieć powiązań. Nie jest to oczywiście struktura wojskowa ani hierarchiczna. To sieć więzów personalnych, która zwykle występuje w biznesie, ale u nas jest szczególnie patologiczna.

Sposób widzenie świata przez media jest według pana skutkiem tamtych czasów?

I powiązań. Zauważmy, że media są częścią gospodarki nastawionej na zysk, zatem osoby decydujące w biznesie mają duży wpływ na media.

W połowie lat 90. weszło do Polski sporo kapitału zachodniego, który nie był związany z PRL. Pojawiły się wtedy nowe środowiska medialne.

Zgadzam się, że coś się zmieniło. Dominacja pokolenia ’68 jest dużo mniejsza niż w latach 90. Niemniej te zmiany nie są na tyle istotne, żeby zasadniczo zmieniły sytuację medialną. Dzieje się tak z różnych powodów. Może część z nich można by nawet określić jako winę braci Kaczyńskich albo strony prawicowej. W każdym razie również nowi gracze na rynku raczej przyłączają się do grupy dominującej.

Czy pana strona nie przyjęła z kolei takiego założenia: skoro media i tak bardziej kopią prezydenta niż premiera, to nie ma sensu bardziej pracować nad sobą?

Pracujemy nad sobą. Może za mało, ale to jest efektem doświadczeń. Jeżeli podejmowane przez lata próby przynoszą bardzo ograniczone owoce, to entuzjazm słabnie.

To co dalej? Da się wygrać następne wybory prezydenckie bez przemodelowania wizerunku medialnego?

Zobaczymy. Jestem zwolennikiem tego, żeby podejmować próby. Nie wykluczam jednak, że jest to spojrzenie naiwne i rację mają ci, którzy mówią, że sprawa jest przesądzona.

Winni są dziennikarze?

Nie mówię, że jest to spisek dziennikarzy. Jedni są bardziej samodzielni, inni mniej; jedni są inteligentniejsi, inni mniej. Uważam, że należy próbować przekonać do siebie najważniejsze media, ale trzeba też robić wszystko, żeby szukać popularności i głosów obok dominującego nurtu medialnego.

I temu mają służyć prezydenckie podróże po kraju?

Tak. Proszę zwrócić uwagę, że przy każdym wyjeździe prezydenta w dowolne miejsce powstają pytania: dlaczego on tam jedzie, czy to nie jest rozpoczęcie kampanii. Premierowi takich pytań media nie zadają. Tymczasem od prezydenta Polski za każdym razem oczekuje się wytłumaczenia, dlaczego nie siedzi w Warszawie. A przecież jest on prezydentem Polski, a nie Warszawy. Dziennikarzy nic innego nie interesuje. Wiem to, bo niemal codziennie zadają mi takie pytania. Stawiam zarzuty światu mediów, że gra nie fair i stosuje podwójne standardy. Nie wiem, czy można postawić dziennikarzom większy zarzut. Ich działanie jest głęboko nieuczciwe, nieetyczne. To zaprzeczenie istoty tego zawodu.

Oglądaliśmy brukselską rozmowę prezydenta Kaczyńskiego z Moniką Olejnik. Ona nie traktowała prezydenta gorzej niż innych polityków. Odpowiedzią była awantura.

Zmodyfikuję to pytanie do takiego: czy prezydent popełnia błędy? Tak, zdarza mu się. I co z tego?

To, że zwłaszcza w waszej sytuacji warto by w sobie wyrobić wrażliwość sapera. Tymczasem prezydent czasami zachowuje się jak żołnierz, który chodzi obok pocisków i wali w nie prętem.

Czytając pana publikacje, zauważyłem, że pan to tak widzi. Trudno byłoby znaleźć przykład innych polityków niż bracia Kaczyńscy zupełnie odpornych na ataki i niesprawiedliwe traktowanie przez naście lat. W związku z tym zarzut, że komuś nieco puściły nerwy i nie zachował się jak saper, jest nieuczciwością. To rozumowanie sprowadza się do tego, że najpierw będziemy kogoś walić prętem po łapach, a potem dziwili się, że ma spuchnięte palce i coś zrobił niedelikatnie.

Wrócę do wyjazdów. To początek kampanii?

W pierwszym wywiadzie, jakiego udzieliłem jako szef kancelarii, powiedziałem, że jestem przekonany, iż Lech Kaczyński wygra wybory i będzie przez następnych pięć lat prezydentem. Potem mówiłem tak jeszcze kilkakrotnie. Wreszcie za którymś tam razem dziennikarz, który ze mną rozmawiał, zakrzyknął triumfalnie: "mam go!". I ogłosił światu, że Kownacki zapowiedział: Lech Kaczyński będzie startował w wyborach, a tym samym rozpoczął kampanię wyborczą. Po czym zaczęła się kampania o kłamstwach Kownackiego.

Pan sam się później z tego wycofywał. Dla nas jest oczywiste, że prezydent będzie startował na następną kadencję.

Ale skoro powiedziałem o tym wcześniej siedem razy i wszystko było w porządku, to dlaczego za ósmym to się okazało pilną wiadomością na wszystkich paskach? Po to by wykazać, jakim kłamcą jest Kownacki? Zresztą nie wycofałem się z twierdzenia, że Lech Kaczyński wygra wybory, tylko zaprzeczyłem temu, że rozpoczęliśmy kampanię, bo tak nie było. To było nadużycie nieuczciwego dziennikarza.


Słuchając pana, mamy wrażenie, że uważa pan, iż trwa coś w rodzaju nagonki na pana.


Mam poczucie, że w którymś momencie zostałem doceniony, bo postanowiono mnie zdezawuować i w związku z czym podjęto akcję pod hasłem "Kownacki jest kłamcą". Teraz robi się kolejną, że jestem krezusem. Czy to wszystko zasługuje na słowo "nagonka"? Nie jestem czołową postacią naszej polityki ani czołowym bohaterem mediów. Ale w mojej skromnej skali to jest nagonka.

"Polityka" zamieściła całą listę pana, delikatnie mówiąc, nieścisłych wypowiedzi. Przypomnijmy historię z Brukseli, gdzie powiedział pan, że minister Radosław Sikorski chciał zablokować plakietki dla osób towarzyszących prezydentowi.

Nie chodziło o plakietki, tylko o piny - identyfikatory, które pozwalają wejść na określone poziomy budynku. Powiedziałem prawdę od a do zet. Identyfikatory zostały nam przydzielone poza normalną procedurą. To były identyfikatory nadliczbowe, ponad limit przysługujący polskiej delegacji. Dlatego później oficjalnie tego nie potwierdzono.

A co z pana wypowiedzią, że Barack Obama obiecał Polakom tarczę antyrakietową?

Mam nadzieję, że to zostało wyjaśnione.

Jednak nie do końca.

Więc ja nie dam się wciągnąć w kolejne wypowiedzi, które zostaną opisane jako konflikt w Kancelarii Prezydenta.

A jest ten konflikt w kancelarii?

To wymysł dziennikarzy.

Gdy czyta się dowolny tekst o kancelarii, widać, że macie problem z nieszczelnością, z krytykowaniem się nawzajem - oczywiście anonimowym.

Niejednokrotnie widzę anonimowe absurdy, które pochodzą rzekomo ze źródeł kancelaryjnych, a są zupełnie wyssane z palca. Skoro wielu dziennikarzy podaje nieprawdziwe historie, dlaczego mam im wierzyć?

Łatwość, z jaką media podchwytują plotki, wynika trochę z tego, że w polskiej polityce pojawiła się pustka. Projekt IV RP, który wcześniej nadawał ton debacie, znalazł się w poważnych tarapatach i wymaga przedefiniowania. Nie odnosi pan wrażenia, że w polskiej polityce przestało w ogóle o coś chodzić?

To efekt tego, że ostatnie wybory odbywały się pod hasłem "Zabić Kaczorów" - i wygrała partia, która nie zaprezentowała żadnego programu.

Jakiś program PO jednak miała. Panu może się nie podobać.

Program dla każdego coś miłego nie jest prawdziwym programem.

Lewica poparła Platformę przy okazji obalania prezydenckiego weta w sprawie pomostówek. Więc prezydent stracił podstawowe narzędzie oddziaływania na rzeczywistość. Nie czas na przedefiniowanie taktyki?

Dlaczego widzi pan jedno przegrane weto, a nie siedem wygranych? Nawet tego samego dnia pięć wet się utrzymało. Co najmniej równie ważne były ustawy zdrowotne, przed którymi prezydent zdołał nas uchronić. Ja od początku nie widziałem stabilnego, trwałego układu, który gwarantuje utrzymanie każdego weta. Czekałem tylko, kiedy nastąpi pierwsza tak poważna transakcja między Platformą a SLD. Mówię "transakcja", bo gorąco zachęcam do używania tego samego języka, który był używany w poprzedniej kadencji.

Czym handlowano?

Podejrzewam, że mediami publicznymi - telewizją i radiem. Ale to tylko moje domysły.

Nie ma pan wrażenia, że prezydenckie weto ulega dewaluacji? Aleksander Kwaśniewski, choć zadał kilka celnych ciosów koalicji AWS -UW, jednak pozwolił jej zrobić cztery wielkie reformy. A wy zaczęliście od blokowania tych nielicznych rzeczy, które Platforma chciała zrobić. To daje Tuskowi możliwość powiedzenia, że nie może nic zrobić.

Prezydent Kwaśniewski stosował dużo częściej weto niż prezydent Kaczyński. Tylko media nie robiły z tego problemu. Spotkałem się natomiast ze stanowiskiem poważnych posłów, że cała tzw. reforma służby zdrowia była tylko szukaniem konfliktu z prezydentem. Że była robiona po to, by móc mówić, że oto prezydent wszystko wetuje. Że ten, kto jest chory, powinien się zgłaszać do prezydenta.

Nie można by tak mówić, gdyby prezydent nie zawetował reformy służby zdrowia.

Ale jak ona była przygotowywana, jak dyskutowana? Wszystko to był jeden wielki bałagan. Nie zrobiono tego w rządzie, stronę społeczną traktowano z ogromną arogancją. Zresztą podobnie jak przy dyskusjach o emeryturach. To jest cecha charakterystyczna tego rządu - skrajna arogancja wobec partnerów społecznych. Albo ich kompletnie lekceważy, albo traktuje jak przygłupów. Konsultuje z nimi jakiś projekt, po czym wyrzuca go do kosza, żeby pod tym samym tytułem dać zupełnie nowy.

Ale może należy pozwolić koalicji rządzić? Jeśli robi to źle, przegra kolejne wybory.

Nie jest tak, że Lech Kaczyński wetuje wszystkie reformy. To rząd szuka rozwiązań, na które w żadnym wypadku prezydent nie może się zgodzić. W odróżnieniu od rządu prezydentowi o coś chodzi - nie tylko o to, by zwiększyć sobie słupki. Prezydent uważa np., że publiczna służba zdrowia powinna istnieć i państwo na szczeblu centralnym powinno być odpowiedzialne za tę sferę. Reforma służby zdrowia w tym wydaniu sprowadzała się do zwolnienia władzy centralnej z odpowiedzialności za ten obszar. To samo dzieje się z tzw. reformą oświatową. Jedynym widocznym celem rządu jest zdjęcie odpowiedzialności z władzy centralnej za system oświaty w Polsce. Takie widzenie państwa jest prezydentowi obce. Natomiast jest zgodne z wizją, która była prezentowana w czasie, gdy istniał Kongres Liberalno-Demokratyczny, przez polityków, którzy dziś po części są w rządzie: im mniej państwa, tym lepiej. I że państwo jest opresywną organizacją, która utrudnia życie młodym, prężnym przedsiębiorcom. A w zasadzie świat się składa z młodych, prężnych przedsiębiorców, a reszta nie ma znaczenia.

Ale oni z tym przesłaniem doszli do władzy. Trzeba im pozwolić działać, wypełnić wyborcze obietnice.

To niech pan im pozwala, ja nie mogę się na to zgodzić. Bo wiem, że świat nie składa się tylko z młodych, prężnych przedsiębiorców. Prezydent Kaczyński doszedł do władzy w następstwie powszechnych wyborów. Więc on nie może realizować swojego programu?

Tylko że nie realizuje żadnego programu, bo może wyłącznie blokować program rządu.

Nagle okazuje się, że weto to coś strasznego. A to normalny instrument w demokratycznym państwie, znany z wielu konstytucji, służący temu, żeby niewielka większość w parlamencie, która reprezentuje mniejszość w społeczeństwie, nie mogła wprowadzić dowolnych zmian. Dlatego właśnie zmiana konstytucji wymaga kwalifikowanej większości, po to jest instrument weta, także dwuizbowy parlament. Takie są reguły gry. Jak się wychodzi na boisko, to warto znać reguły i warto ich przestrzegać, a nie w środku meczu dziwić się, że za zagranie ręką dostaje się karnego. Znacznie gorszą rzeczą od weta jest praktyka odrzucania prezydenckich projektów ustaw w pierwszym czytaniu, czyli bez jakiejkolwiek analizy, wyłącznie dlatego, że są to projekty prezydenta. Taka praktyka wypacza postanowienia konstytucji, która daje prezydentowi prawo inicjatywy ustawodawczej. Mimo to nie ma agresywnych wywiadów np. z posłem Zbigniewem Chlebowskim, by się z tego tłumaczył. Podobnie jak z drastycznego ograniczenia budżetu Kancelarii Prezydenta. Tego nie robiono w Polsce nigdy, również w czasie poprzednich kohabitacji. Jest to gra głęboko nie fair, ale znów: kto o tym wie?

A czy prezydent byłby skłonny do kompromisu? Bo weto jest też elementem korygującym.

Powinno tak być. Ale proszę mi pokazać jeden przykład inicjatywy rządu, żeby w jakiejkolwiek sprawie można było się dogadać. Wszelkie spotkania, rozmowy są inicjowane przez prezydenta. Wolałbym więc, żebyście panowie zaczęli apelować do rządu, aby choć raz podjął taką próbę.

Właśnie minęły trzy lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Z czego prezydent może być dumny?

Uważam, że osobistym osiągnięciem prezydenta jest jego polityka południowo-wschodnia. Z niczego zdołał zbudować koalicję kilku państw - należących do Unii i nienależących. Gdyby udało się te projekty poprowadzić, choć obawiam się, że przy tym rządzie to się nie uda, to pozycja Polski w Unii Europejskiej zostałaby zdecydowanie wzmocniona. Dla polskiej racji stanu to sprawa kluczowa. Tych korzyści jest więcej - zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego, wyraźne wzmocnienie pozycji Polski w Unii. I to nie wzmocnienia w stosunku do państw mniejszych od Polski lub porównywalnych, ale w sensie przejścia do zupełnie wyższej ligi. Jak można takie działania torpedować, i to w imię doraźnej walki politycznej? To skrajna nieodpowiedzialność. Poza tym np. polityka historyczna, przywracanie pamięci, odkłamywanie przeszłości. To wielka sprawa. Mówiąc o osiągnięciach prezydenta, trzeba pamiętać, jakimi kompetencjami dysponuje. I o tym, że od roku prezydent działa w bardzo niesprzyjających warunkach, gdy głównym motywem działania rządu jest osłabianie jego urzędu, dezawuowanie go. Nie tylko atakuje się człowieka, ale atakuje się urząd. To szalenie krótkowzroczne działanie, bo osłabia się państwo.

A jaki jest pana osobisty sukces jako urzędnika, polityka pracującego w Kancelarii Prezydenta?

Jeszcze nie mam niczego, czym mógłbym się jakoś szczególnie pochwalić.

Co by pana satysfakcjonowało za rok czy za dwa lata?

Za dwa lata to oczywiście wygrana w wyborach.

Wierzy pan, że Lech Kaczyński w nich wystartuje?

Tak, wierzę, że wystartuje. I że wygra. To jest absolutnie możliwe. Nie mówię, że to będzie łatwe ani że to musi się stać. Można też przegrać. Ale to jest absolutnie do wygrania.

Na czym pan opiera tę wiarę? Co jest największym atutem prezydenta?

On sam. To jest człowiek, któremu o coś chodzi. To człowiek, który naprawdę kieruje się racją stanu, pewną wizją Polski jako kraju mającego wysoką pozycję w świecie, w którym panują pewne zasady. Kraju, w którym jest równość wobec prawa i gdzie etyczne zasady obowiązują również w życiu publicznym.

A Tuskowi o coś chodzi?


Nie dostrzegam tego. Pewnie jestem niesprawiedliwy i powinienem założyć, że tak. Tylko że ja tego nie wiem.

* Piotr Kownacki jest szefem Kancelarii Prezydenta

Autorzy : Michał Karnowski, Piotr Zaremba


Robert Majka , polityk, Przemyśl, 1 stycznia 2009r g.09.27
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://tygodnik.onet.pl/35,0,14472,pierwsza_magdalenka,artykul.html
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
http://home.comcast.net/~bakierowski/
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 02 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 02, 2016 6:54 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Czw Sty 01, 2009 11:05 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Piotr Zaremba, komentator DZIENNIKA
środa 31 grudnia 2008 00:08

I politycy mają prawo krytykować media

http://www.dziennik.pl/opinie/komentatorzy/article290109/I_politycy_maja_prawo_krytykowac_media.html


"Obraził nasze środowisko" - tymi słowami skomentowała Monika Olejnik wywiad Piotra Kownackiego dla DZIENNIKA. Szef Kancelarii Prezydenta zarzucił w nim większości dziennikarzy stosowanie podwójnych standardów wobec Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska. I spotkał się z oporem - pisze w DZIENNIKU Piotr Zaremba.

Niepowodzeniami najłatwiej obciążyć kogoś innego, nie siebie" - zawtórowała Dorota Gawryluk. Kropkę nad "i" postawił Andrzej Morozowski. Jego zdaniem amerykański sekretarz stanu Henry Kissinger miał radzić wyruszającym na wojnę z mediami, aby wpisali sobie na wizytówce jedno słowo "idiota".

Prezydent nie zawsze jest miły dla dziennikarzy (przekonała się o tym na własnej skórze Olejnik), nie bardzo rozumie naturę współczesnych mediów, bywa drażliwy, ma przesadne mniemanie o swoim majestacie. To prawda. A jednak reakcja dziennikarzy jest rozczarowująca. Przebija z niej mniemanie, że samo zajmowanie się postępkami mediów to albo zbrodnia, albo co gorsza błąd, bo "z nami nie wygracie". Nawet najbardziej przesadna opinia warta jest zastanowienia, kiedy dotyczy nas samych. Zwłaszcza gdy my nieustannie osądzamy innych. Media nie są wyłączone spod publicznej krytyki. I politycy jak wszyscy obywatele mają prawo taką krytykę formułować, pod warunkiem że nie używają obraźliwych słów. Mają nawet prawo doszukiwać się w naszych wypowiedziach i zachowaniach stronniczości czy drugiego dna, tak jak my doszukujemy się w ich. Czasem takie interpretacje są słuszne, czasem głęboko niesprawiedliwe. Gdyby Kissinger rzeczywiście mówił prawdę, powinien sam przejść do historii jako "idiota", bo jako członek administracji Nixona i Forda wadził się z mediami nieustannie. Ja odbieram jego głos raczej jako wyraz rezygnacji niż zachwytu nad wszechwiedzącymi dziennikarzami.

Nikt z polemistów Kownackiego, może i słusznie urażonych jego arbitralnymi, przesadnymi konkluzjami, nawet nie spróbował odpowiedzieć, czy nie ma w nich źdźbła prawdy. A ja przypominam sobie idiotyczne drwiny czołowych żurnalistów z reklamówki, jaką pani prezydentowa wniosła na pokład samolotu męża. I widzę w tym zwykłe czepiactwo wobec nielubianej politycznie postaci. Pamiętam, jak dziennikarze prowadzili niemądre debaty, czy godzi się, aby prezydent nie klaskał premierowi Tuskowi podczas expose, choć przecież nikt nie ma takiego obowiązku. Wspominam zbiorowe rzucanie się na każdą domniemaną wpadkę Kaczyńskiego, nawet na takie duperele jak przekrzywiona flaga, które warte są dobrotliwego uśmiechu, a nie alarmu pod hasłem "Mamy prezydenta, który nas kompromituje". I wspominam skądinąd uzasadnioną, dobrotliwą wyrozumiałość, gdy premier Tusk wyciągał z ust gumę do żucia w obecności kanclerz Merkel. To się właśnie nazywa brak symetrii. A to jeden z wielu przykładów - do ocen politycznych nawet nie doszliśmy.

Jeden Sławomir Sierakowski przyznał, że większość mediów jest wobec prezydenta stronnicza, choć uznał to za coś naturalnego. Może i tak. Dziennikarze mediów prywatnych mają formalne prawo do stronniczości, ale niekoniecznie powinni zakrzykiwać innych, gdy ci im to, nawet nie po nazwiskach, a jako środowisku, wypominają. Rzecz jasna prezydent swoim obrażalstwem dosypuje do pieca. Ale Kownacki ma trochę racji - jak ktoś ma opuchnięte palce, trudno, żeby był delikatny.

Uprzedzając komentarze: jedni zaklasyfikują mnie jako sługę "Kaczyzmu", inni wypomną brak szacunku dla głowy państwa. A całego problemu by nie było, gdybyśmy w ferworze najostrzejszych sporów (bracia Kaczyńscy są tu sami wyjątkowo twardymi zawodnikami) okazali sobie nawzajem choć odrobinę elegancji.

autor: Piotr Zaremba

Komentarz:


W czasach PRL, jeszcze przed gorbaczowizmem, obowiązywała
maksyma w Rozgłośni Polskiej "GŁOS AMERYKI " ,
Cyt: WIADOMOŚCI DOBRE lub ZŁE ale ZAWSZE PRAWDZIWE.
Natomiast po roku 1988 po tzw."przemianach" w powstałym
w magdalence państwie Kiszczaka i Wałesy , obowiązuje zasada.

Cyt: Wiadomości dobre i tylko dobre. Dziennikarze dobrzy i obiektywni, to tylko Ci ,którzy w sposób jednoznaczny , bezkrytyczny popierali rozwiązania
zawarte 31 sierpnia 1988r.
Według " normy" po 1988 inne argumenty
choćby najbardziej przemawiające przeciw tajnym umowom magdalenkowym, to przejaw?, nieobiektywizmu, a dziennikarze,
którzy choćby na sekundę zwracają uwagę na tą przyczynę kryzysu,
z góry są napietnowani.
Najbardziej charakterystycznym zjawiskiem zakłamania medialnego,
jest obowiązująca zasada podwójnej moralności, przykładem tendencyjności dziennikarskiej , to emocjonalne zaamngażowanie się
pani Moniki Olejnik po stronie obozu Lecha Wałęsy. Nikt spoza tego obozu
jak pokazują doświadczenia dwudziestoletnie nie ma prawa wyrażać swoich pogladów.
Powiem wprost Pani Monika Olejnik znana dziennikarka z TVP , TVN do dzisiejszedgo tj. dnia 1.01.2009 nie zdobyła się na odwagę cywilną,
aby zaprosić do swoich autorskich programów takich znanych osób jak Andrzeja Gwiazdę z jego żoną Joanna , Annę Walentynowicz, czy Kornela Morawieckiego z SW. Czego boi się Monika Olejnik? Boi się, moim zdaniem, tego,że nie ma żadnych argumentów na obronę
tej zakłamanej rzeczywistości za która osobiście optuje.
Gdyby był inaczej zaprosiłaby wspomniane przeze mnie osoby,
problem jednak w tym, że strach przed prawdą , faktami, paraliżuje świadomość dziennikarki. Dowody dwudziestoletniego okresu po 1988 jasno na to wskazują.
Są to dowody braku obiektywizmu i rzetelności
dziennikarskiej , nie tylko przez wspomnianą przeze mnie Monikę Olejnik
ale także np. Tomasza Lisa. Zresztą napisałem także list do Moniki Olejnik i przesłałem go pocztą elektroniczną
I na koniec przypominam mój historyczny już list do red. Tomarza Lisa, do dnia dzisiejszego nie otrzymałem odpowiedzi...!

Cytuje:[/size]

[size=24] Przemyśl, 12 października 2004r



Robert Majka, polityk
radny Rady Miasta Przemyśla
tel.(dom) 16.678.49.10
tel.kom.506.084.013

Pan Redaktor
Tomasz Lis
Program, Co z tą Polską? talk-show
Telewizja Polsat, Warszawa

Nadano w dniu jw. fax: 0.22.514.55.50 ,tel.514.55.22 lub 23

Szanowny Panie Redaktorze


Co z tą Polską ? Właśnie!!! Jest, to między innymi powód napisania przeze mnie tego listu do Pana. Tytuł programu trafnie postawiony, ale uważam, że bardziej idzie w nim o typowe --- talk-show, a nie o prawdę i dobro Naszego kraju. Oczywiście jest, to moja subiektywna ocena, ale opieram ją na faktach ostatnich 15-tu latach mojej oceny środków " społecznego" przekazu w Polsce.

Sam, tego doświadczyłem przez wiele lat..

W przyszłym roku, minie 25-ta rocznica solidarnościowego sierpnia. Gwoli ścisłości pragnę przypomnieć Panu, że pkt.3 porozumień sierpniowych mówił,
o : " gwarancji wolności słowa " w Polsce. Jak to wygląda do dnia dzisiejszego (12 października 2004r) pozostawię, to bez szerszego komentarza.

Często stawiane są takie twierdzenia jak; Gdyby miał coś ciekawego do powiedzenia, to dano by "temu komuś " możliwość wypowiedzi. Fakty, oraz Fakty- TVN w których Pan pracował mówią same za siebie jak wyglądała u NAS rzeczywistość medialna. A zdaje sobie Pan sprawę, że z faktami oczywistymi, trudno o polemikę. Zapewne zastanawia się Pan, o co mi chodzi pisząc ten list.

Uprzejmie wyjaśniam.

Po tajnych rozmowach pomiędzy Wałęsą i Kiszczakiem ( podaję jedną z wielu dat 31 sierpnia 1988r ) dostęp do środków przekazu w Polsce jest ograniczony. Moim zdaniem wynika, to bardziej z polityki medialnej w kraju, niż z cenzury takiej jaka była w PRL-u. Po 1989r obowiązuje jedynie słuszny kierunek, pogląd, a każdy kto ośmiela się mieć inny pogląd?
Jest ośmieszany, a mówiąc dosadnie blokowany.


Zastanawiam się czy stać Pana na cywilną odwagę i zaprosi Pan do programu....


Co z tą Polską-? talk-show, Panią Annę Walentynowicz, Pana mgr inż. Andrzeja Gwiazdę z Gdańska, i dr Kornela Morawieckiego twórcę organizacji Solidarność Walcząca, którą miałem zaszczyt reprezentować przez wiele lat, do 1997r.

Jak dotąd dostrzegam medialne embargo na rozmowy z wyżej wymienionymi osobami.?
Moim zdaniem, byłby to jakiś dowód, że zaczyna być w Polsce bardziej normalnie. Przykładem kraju w którym obowiązuje wolność słowa są Stany Zjednoczone, itp. kraje.
Powie Pan, jak Polska może się porównywać do USA.? Zgoda, nie może.! Rozumiem.
Ale powinna je zdecydowanie naśladować pod tym względem, a z tym(wolnością słowa) jest w Polsce coraz gorzej . I to są fakty.
Na tym kończę. Czekam na wieści od Pana....w przedmiotowej sprawie.....!?


Robert Majka

Otrzymują
1.Pan Tomasz Lis-Telewizja Posat,
2.Pani Anna Walentynowicz - Gdańsk,
3.Pan mgr inż. Andrzej Gwiazda- Gdańsk
4.Pan dr Kornel Morawiecki - Wrocław
5.a/a

Robert Majka , polityk, Przemyśl, 1 stycznia 2009r g.11.05
www.sw.org.pl ,
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=2988
http://tygodnik.onet.pl/35,0,14472,pierwsza_magdalenka,artykul.html
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?t=5131
http://home.comcast.net/~bakierowski/
adres mailowy : robm13@interia.pl ,
tel.+ 48 506084013
tel. + 48 016.6784910


Ostatnio zmieniony przez Robert Majka dnia Czw Sty 01, 2009 6:27 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Czw Sty 01, 2009 11:33 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Już jakiś czas po przegranych przez PiS wyborach 2007 roku, towarzysz Waldemar Kuczyński instruował, że antypisowska akcja w mediach powinna trwać nadal, aż do całkowitego pogrążenia tej partii. Jak widać taktyka zalecana przez towarzysza Kuczyńskiego jest konsekwentnie realizowana. Ponieważ w sposób oczywisty, nie da się i to jest w tym przypadku rzecz normalna, oddzielić Prezydenta Lecha Kaczyńskiego od ugrupowania z którego się wywodzi, jest to co oczywiste działanie wymierzone również, a może w tej chwili przede wszystkim w Niego. Wczytując się dokładnie w tekst wywiadu z szefem Kancelarii Prezydenta, analizując kierunek i sposób formułowania pytań pod adresem Pana Kownackiego, można też odnaleźć pojedyncze elementy tych działań - być może w tym przypadku niezamierzonych, ale dyktowanych pewnym przyzwyczajeniem.





Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Czw Sty 01, 2009 5:57 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Te niekończące się nagonki i kampanie nienawiści oraz instrukcje Kuczyńskiego wynikają stąd, że poza PiS nie ma w Polsce obecnie żadnej partii politycznej, która nie byłaby pod bezpośrednim oddziaływaniu 'grupy trzymającewj władzę'. W związku z tym priorytety strategii tejże grupy są oczywiste - 'nie spoczniemy nim wytniemy'.
Walka odbywa się na wielu frontach. Tak zewnętrznych - najlepiej widocznych, bo jawnych - jak i poprzez 'doradców' umieszczonych w PiS i dookoła, dających dobre, niedźwiedzie rady jak zreformować partię. Jako, że najbardziej boli przywódca, to wymianę J.Kaczyńskiego postulują tak Niesiołowski jak i Ziemkiewicz. Moim zdaniem ustąpienie J.Kaczyńskiego oznacza dla PiS pełny sukces Salonu, gdyż będzie to partia z potencjałem KPN po eliminacji L.Moczulskiego czy Samoobrony po eliminacji A.Leppera. I kto by nie podjął tematu dołożenia PiSowi zaraz znajdzie czas antenowy w TVN.
Oczywiście w czasie gdy nie można w żaden sposób dobrać się do liderów, to podgryza się pomniejszych działaczy - a to przez jakieś ich obyczajowe wybryki, a to przez różne przejęzyczenia czy zwykłe drobne nawet błędy codzienne, z których kreuje się światowe wydarzenia, gotowe poruszyć prasę Wysp Samoa.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Andrzej Werter
Weteran Forum


Dołączył: 15 Paź 2006
Posty: 181

PostWysłany: Czw Sty 01, 2009 6:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jest tak jak napisał Grzegorz. Każdy, najbardziej znienawidzony przez media polityk PIS, po odejściu z partii natychmiast dostaje czas we wszystkich TVNach i Polsatach. Mogą się wyżalić w Gaz. Wybie. Podobnie było z narodowcami i lepperowcami. Niektórzy zostają gwiazdami mediów, vide casus R.Beger- przepisy kulinarne. Myślę, że w ten sposób nagradzają zdrajców. To wszystko odbywa się przy aprobacie społecznej, bo wracając do innego wątku, liczy się korzyść doraźna a nie idee, historia, tożsamość.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 02 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 02, 2016 6:54 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Czw Sty 01, 2009 7:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tu się liczą i doraźne cele - przyłożenie PiSowi dziś - jak i cele strategiczne, tj. eliminacja PiSu dowolnymi metodami. Tropiąc z zawzięciem i wytykając partii wszystkie potknięcia utrzymuje się swego rodzaje amok w licznej wytresowanej przez 'grupę trzymającą władzę' tłuszczy i przeciwdziała się tym sposobem wszelkim próbom samodzielnego myślenia. Mogliby się gdzieś w takim myśłeniu zagubić i zmienić front. W związku z tym trzeba tak jak we wrzeniu rewolucyjnym Trockiego, cały czas trzymać legiony bojowników z ciemnogrodem w stanie ich poczucia zagrożenia ze strony wskazanego im wroga. To pozwala utrzymać zwartość szyków conDonium.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group