" /> Dyskusje ogólne :: Służby specjalne ustalają, kto stoi za spekulacjami walutą
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Służby specjalne ustalają, kto stoi za spekulacjami walutą

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
r.k.
Weteran Forum


Dołączył: 01 Gru 2007
Posty: 228

PostWysłany: Czw Lut 19, 2009 8:26 pm    Temat postu: Służby specjalne ustalają, kto stoi za spekulacjami walutą Odpowiedz z cytatem

Służby specjalne ustalają, kto stoi za spekulacjami walutą


Krzysztof Liedel (© Piotr Bernaś/POLSKA)
Rozmawia Dorota Kowalska
2009-02-18 10:02:39, aktualizacja: 2009-02-18 10:03:30
Z Krzysztofem Liedlem, szefem Centrum Badań nad Terroryzmem, rozmawia Dorota Kowalska
Dziś komisja ds. służb specjalnych ma wypytać szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co ABW wie i zrobiła w sprawie podejrzewanego ataku spekulacyjnego na polską walutę.
Wiem, że takie podejrzenie istnieje i ABW zajmowała się sprawą. W strukturach agencji znajduje się zarząd ochrony ekonomicznych interesów państwa, który ma przeciwdziałać atakom na ekonomiczne bezpieczeństwo Polski. A sytuacja na rynku finansowym grozi katastrofą.

Jeszcze nigdy w historii złoty nie stał tak słabo.
Dlatego grupa analityków monitoruje sytuację na rynku finansowym i gospodarczym. W sytuacjach kryzysowych, a taką mamy, piszą raporty. Wskazują też, co zrobić w sferze poszczególnych sektorów gospodarki. Raport przedstawiany jest premierowi, a on podejmuje decyzję, jak z tym problemem radzić sobie dalej. Może powołać zespół międzyresortowy, który opracuje plan ratowania rynku finansowego i gospodarczego.

Tyle oficjalnie. A mówiąc wprost: co mogą zrobić służby specjalne?
Atak na walutę to przestępstwo. Służby podejmują działania operacyjne przeciwko sprawcom ataku.

Czarny PR, szantaż?
Czarny PR nic nie da. Jedyne, co można zrobić, to przeniknąć do struktur podejrzanych instytucji i zdobyć dowody.

To umożliwiłoby postawienie przed sądem konkretnych osób?
Raczej dostarczyłoby materiału do prowadzenia gry operacyjnej z taką instytucją. Z punktu widzenia służb to dużo cenniejsze niż doprowadzenie tych ludzi przed sąd.

Kto, Pana zdaniem, steruje atakiem? Mało prawdopodobne, aby stało za nim kilku bankierów.
To ogromne przedsięwzięcie i nie jest możliwe do zaplanowania i przeprowadzenia bez wiedzy i udziału służb specjalnych. W czasie zimnej wojny zarówno służby Stanów Zjednoczonych, jak i Rosji uderzały w ten właśnie sposób w przeciwnika: atakiem na giełdy i rynki finansowe. Teraz być może komuś zależy na osłabieniu Polski, a w szerszym kontekście - Europy.

Jakie służby za tym stoją?
Mam wskazać palcem? O nie.

Dobrze, więc komu zależałoby na osłabieniu Polski i Europy?
To chyba oczywiste, chociażby Rosjanom albo Chińczykom.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 3:07 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Czw Lut 19, 2009 8:51 pm    Temat postu: Czy to uzasadnione podejrzenie, czy tendencyjność oceny? Odpowiedz z cytatem

Dlaczego pytanie brzmi:
Cytat:
Dobrze, więc komu zależałoby na osłabieniu Polski i Europy?

Przecież Euro nie dołuje tak jak złotówka, a oprócz Rosji i Chin wydaje mi się, że są też inne, nieodległe kraje, których interesy nie zawsze są tożsame z naszymi.
Oprócz tego wypompowanie kapitału z Polski to 'dobry' interes sam dla siebie. Jak się wyciągnęło sporo grosza to można część przeznaczyć na skuteczne zacieranie śladów i sprzyjaniu 'szczęściu', że się pozostanie nieznanym.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Pią Lut 20, 2009 9:31 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jest pytanie o to, co odpowiednie służby robiły do tej pory. Ruch jaki zrobił się w tej sprawie, oznaczać może na pierwszy ogląd tylko tyle, że dotąd te służby robiły niewiele albo nic. Czy w ich praktyce codziennej, nie istnieje coś takiego jak stały monitoring rynku?. Przecież to oczywiste, że w celach operacyjnych mają, a już na pewno powinni mieć, ulokowaną agenturę w odpowiednich do tego instytucjach, od czego tak zwane niejawne etaty. Czyżby dla dobra ogólnego, nie potrafiono korzystać ze wszystkich tych możliwości jakie niesie ze sobą specyfika tych służb?. Czy te możliwości potrafią być rozgrywane tylko do ściśle określonych celów politycznych?. Atak na polski system finansowy, grozi bankructwem tego systemu i należy go traktować, jako atak na nasz kraj. To bardzo poważne zagrożenie i mam nadzieję, że kiedy cała sprawa się uspokoi, to zostanie wyjaśnione czy odpowiednie organy państwa, z tym nieszczęsnym rządem na czele, zrobiły wszystko żeby zapobiec, a przynajmniej zminimalizować skutki tej wrogiej wobec naszego kraju operacji. Nie ma się co oszukiwać i używać eufemizmów w stosunku do określania tych nieprzyjaznych nam działań, ten atak to jeden z elementów prowadzenia tak zwanej zimnej wojny.






Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Stanislaw Siekanowicz
Weteran Forum


Dołączył: 19 Paź 2008
Posty: 1145

PostWysłany: Sob Lut 21, 2009 4:02 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

.
Gra na spadek złotego dopiero się zaczyna

Z Jerzym Bielewiczem, prezesem Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek", byłym doradcą amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs, rozmawia Małgorzata Goss

Goldman Sachs zarobił na spekulacji złotym więcej, niż zakładał, i teraz wycofuje się z krótkich pozycji na złotówkę, czyli ze spekulacji na osłabienie naszej waluty, ponieważ - jak podał w raporcie - nasza waluta jest już niedowartościowana. Takie oświadczenie to chyba coś niecodziennego: spekulant przyznaje się, że jest spekulantem...?
- To rzeczywiście niespotykane. Z reguły tego rodzaju transakcje otoczone są tajemnicą i banki inwestycyjne nie lubią, kiedy im się wytyka przedsięwzięcia spekulacyjne. Jest to zaskakujące oświadczenie. Z pewnością wzmocniło ono tego dnia złotego. Goldman Sachs musiał wychodzić z tych pozycji, zanim przedstawił swój raport, w związku z czym instrumenty finansowe taniały, złoty się umacniał, a ogłoszony następnie raport, w którym analitycy banku uznali złotego za walutę nieoszacowaną, przypieczętował ten trend.

Czy to oświadczenie przypadkowo zbiegło się z interwencją rządu na rynku walutowym?
- Zapowiedź premiera, że rząd przewalutuje euro z funduszy europejskich na rynku, miała miejsce w przeddzień raportu Goldman Sachs. Sądzę, że interwencja przeprowadzona przez BGK miała znikomy wpływ na kurs złotego. Decydujący był właśnie ów raport, a także oświadczenie szefa Banku Światowego, który wyraził zaniepokojenie sytuacją w Europie Środkowowschodniej i zadeklarował koordynację pomocy dla regionu. W tym momencie instytucje spekulujące dostrzegły, że mają przeciwko sobie potężnego gracza. Z kolei wczoraj zaniepokojenie spadkiem kursu walut wyraził przedstawiciel UE, ba, skarcił - jak się wydaje - naszego premiera za niefortunną wypowiedź...

Tę, w której premier wyznaczył kurs, przy którym rozpocznie się interwencja, na 5 zł za euro?
- Wypowiedź premiera była szokująca z perspektywy finansisty, dlatego że wyznaczenie kursu interwencji jest jakby wydaniem wojny rynkom. Na to może sobie pozwolić pan Putin i wiadomo, z jakim efektem...

O ponad 200 mld USD stopniały rosyjskie rezerwy. Bank centralny wydaje na podtrzymanie rubla miliard USD dziennie.
- Premier Polski nie ma takiej pozycji. Po jego wypowiedzi media doniosły, że rząd ma do dyspozycji ok. 3 mld euro. Jeśli znany jest kurs interwencji i środki, dzięki którym może ona nastąpić, to spekulanci mają na tacy wszelkie dane: wiedzą, ile trzeba kapitału do ataku na złotego i w jakim przedziale rząd zacznie reagować.

Był to moment bardzo niebezpieczny dla naszej waluty?
- Oświadczenia przedstawicieli światowych instytucji, jakie nastąpiły po wypowiedzi premiera, świadczą o tym, jak sytuacja była niebezpieczna. Szef Banku Światowego niecodziennie wydaje takie komunikaty. Byliśmy na granicy.

Oświadczenie Goldman Sachs oznacza koniec spekulacji na spadek złotego? Przecież ktoś musiał odkupić te instrumenty finansowe...
- Wydaje się, że niebezpieczeństwo nie minęło. Instrumenty zostały odkupione przez innych graczy i strategia na osłabianie może być znów podjęta. Sam Goldman Sachs mógł działać taktycznie, ogłaszając likwidację dotychczasowych pozycji. Wydaje się, że terminem, w którym można będzie powiedzieć: wygraliśmy czy przegraliśmy - jest koniec marca, kiedy zapadają kontrakty terminowe na WIG 20. Zawsze ważnym elementem w tego typu spekulacjach są instrumenty pochodne na akcje. Przeważnie atak zaczyna się od wyprzedaży na rynku akcji i obligacji, co powoduje osłabienie danej waluty. Następnie do trendu dołączają inni gracze, pogłębiając spadki i dalszą deprecjację. Nie jestem zwolennikiem interwencji na rynku walutowym przez NBP lub rząd, ponieważ nasza pozycja w stosunku do wielkości rynków walutowych jest słabiutka. Nie poradzilibyśmy sobie, tak samo jak nie poradziły sobie Wielka Brytania, Włochy, Tajlandia czy Malezja. Natomiast wskazana byłaby strategia wojny podjazdowej, tj. punktowych interwencji powodujących podrożenie kosztów spekulacji. Na przykład prawidłowością, jaką daje się zauważyć na rynku, jest fakt, że przeważnie na fixingu NBP o godz. 11.00 cena walut osiąga najwyższy dzienny poziom. Fixing NBP jest odniesieniem w umowach opcyjnych, więc interwencje na rynku, kiedy złoty się osłabia przed fixingiem, miałyby sens.

Można przebić spekulantów?
- Jeśli NBP ogłasza, że broni kursu na danym poziomie, to musi to robić w sposób ciągły, natomiast jeśli znienacka wzmocni złotego przed fixingiem poprzez operacje na rynku, to druga strona nie ma czasu na reakcję. Punktowe działania mogą bardzo podrożyć strategie spekulacyjne i zwiększyć ryzyko. Proszę pamiętać, że obecnie fundusze hedgingowe czy banki inwestycyjne mają trudności z pożyczaniem na rynku. Przy zwiększonym ryzyku mogą zwyczajnie nie dostać pieniędzy. A one muszą lewarować swój kapitał. Bez pożyczek od instytucji finansowych trudno sobie wyobrazić atak na daną walutę.

Nie wyklucza Pan dalszego ataku na złotego. Czy w dobie kryzysu finansowego utrzymywanie krótkich pozycji spekulacyjnych nie powinno być zabronione?
- Praktycznie jest to niemożliwe. Te operacje dokonywane są w Londynie, więc to nie zależy od naszych decyzji. Natomiast były precedensy, np. w październiku 2008 r. nadzór brytyjski zawiesił techniki przyjmowania tzw. krótkich pozycji. W sytuacjach kryzysowych to powinno być rozpatrywane.

Nasz nadzór finansowy (KNF) powinien podjąć więc rozmowy z nadzorem brytyjskim?
- Nadzór i rząd powinny być w kontakcie z rządami krajów, z których pochodzą instytucje finansowe spekulujące naszą walutą (Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii), a także z nadzorem giełdy w Londynie, i naciskać na wprowadzenie ograniczeń, które by zapobiegły operacji na złotym. Ponadto instytucje, które spekulują, bardzo nie lubią, gdy się na nie wskazuje palcem, a zatem KNF powinna identyfikować, kto za tym stoi, i przekazywać to opinii publicznej. Warto też pamiętać, że nadzór finansowy posiada możliwość zmniejszenia dostępu do instrumentów finansowych, którymi posługują się instytucje spekulujące na złotym, ponieważ te instrumenty są pożyczane od instytucji działających w Polsce. Chodzi np. o pożyczki w złotówkach - nadzór powinien bardzo pilnować, aby te pożyczki nie trafiały do instytucji, które mogą je sprzedać na rynkach międzynarodowych, wywołując zapaść złotego. W portfelach banków i ubezpieczycieli w Polsce są także inne instrumenty finansowe, które mogą być wykorzystane do spekulacji, na przykład osławione opcje, które instytucja może pożyczyć spekulantowi, a ten je wykorzysta w swoich celach. Atakom spekulacyjnym można więc zapobiegać na wiele sposobów - w sferze finansowej, regulacyjnej, a nawet PR...

Napisał Pan list do "The Wall Street Journal" na temat sytuacji walut w naszym regionie.
- Wskazałem w nim, że niektóre banki amerykańskie i europejskie spekulują na spadki w Europie Środkowowschodniej, zwłaszcza w Polsce. Podobna sytuacja miała miejsce na rynku włoskim. Tam banki UniCredito Italiano i JP Morgan doprowadziły wiele firm do upadłości.

W banku Goldman Sachs doradcą inwestycyjnym jest były premier Kazimierz Marcinkiewicz, dyrektorem inwestycyjnym w JP Morgan jest były prezes polskiej spółki skarbowej PZU Cezary Stypułkowski, szefem Pekao SA należącego do UniCredito Italiano jest inny były premier Jan Krzysztof Bielecki. Po co duże banki zatrudniają polityków?
- To jest taki polski ewenement. Pokazuje on, jak słabym strukturalnie krajem jesteśmy. Polityk na czele banku czy osoba związana z polityką to zarzewie kłopotów, to prosta droga do tworzenia zagrożeń, z jakimi mamy do czynienia obecnie. Zwrócę tylko uwagę na perturbacje akcjonariuszy mniejszościowych Pekao SA z projektem Chopin. Sprawa jest w sądzie, są dowody rzeczowe wskazujące, że Pekao SA został przymuszony przez spółkę-matkę do podpisania niekorzystnych umów, a mimo to akcjonariusze mniejszościowi nie są w stanie dojść sprawiedliwości. Mamy do czynienia z czymś, co można określić mianem korupcji politycznej. Sam byłem doradcą w Goldman Sachs w momencie, gdy Polska starała się o rating finansowy przed pierwszą emisją euroobligacji, i znam te mechanizmy. Z pewnością zatrudnianie w charakterze doradcy polityka w takiej instytucji jak Goldman Sachs ma na celu osiągnięcie przez tę instytucję jak najwięcej korzyści.

Dziękuję za rozmowę.

--------------------------------------------------------------------------------
Jerzy Bielewicz jest absolwentem IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, byłym doradcą Goldman Sachs i Royal Bank of Canada, specjalistą w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

Nasz Dziennik, 21 lutego 2009
http://www.naszdziennik.pl/print.php?dat=20090221&id=po01.txt&typ=po
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 3:07 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Stanislaw Siekanowicz
Weteran Forum


Dołączył: 19 Paź 2008
Posty: 1145

PostWysłany: Pon Lut 23, 2009 10:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

.
BANKI WYWOŻĄ Z POLSKI MILIARDY ZŁOTYCH

ZAPRASZA.NET , 17.02.09

W wyniku handlu opcjami walutowymi i ataku na kurs złotówki, a także pokaźnym dywidendom wypłacanym przez banki, z Polski wypłynąć mogło w ciągu ostatniego roku nawet 20–30 mld zł. W procederze tym główną rolę odegrały spółki związane z Cezarym Stypułkowskim i Janem Krzysztofem Bieleckim

Recesja w krajach ościennych, rosnące bezrobocie, gwałtowne spowolnienie wzrostu gospodarczego, zatory płatnicze wywołane przez rząd – to nie jedyne kłopoty przedsiębiorców w Polsce. Gwoździem do trumny krajowej ekonomii mogą okazać się tzw. opcje walutowe, sprzedawane przez banki setkom firm od lipca do października 2008 r. Na podstawie tych kontraktów polskie spółki muszą dziś przekazywać większość lub całość swoich zysków za granicę.
Jak do tego doszło? Wszystko wskazuje na to, że polscy biznesmeni padli ofiarą nie tyle własnej lekkomyślności, ile brutalnej akcji międzynarodowych banków inwestycyjnych.

Polacy pracują na bankierów

Najprościej rzecz ujmując – opcja walutowa to instrument, dzięki któremu firma eksportująca swoje produkty za granicę może zminimalizować ryzyko kursowe. Główny dostawca tej usługi na rynek polski – amerykański JP Morgan – oferował jednak „pakiety” z opcjami typu PUT i CALL. Kupno przez spółki tych pierwszych oznaczało nabycie prawa do sprzedaży bankom euro lub dolara po określonym kursie. Był to zatem po prostu rodzaj ubezpieczenia od mocnej złotówki.
Problem w tym, że z bezpiecznymi opcjami PUT banki zaoferowały firmom wystawianie „toksycznych” opcji CALL. Dzięki nim zagraniczne instytucje finansowe uzyskały prawo do pobierania opłat za wyższy niż zapisany w umowie kurs waluty obcej wobec złotego.
Jak wynika z raportu dr. Mariusza Andrzejewskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie – zdecydowana większość sprzedawanych firmom „pakietów” składała się z opcji PUT i CALL o różnych nominałach (np. opcja PUT o nominale 200 tys. euro, a opcja CALL – 600 tys. euro), ryzyko nie było więc rozłożone symetrycznie. Spółki mogły niewiele zyskać i niewyobrażalnie dużo stracić.

– Tak skonstruowaną umowę najłatwiej porównać do gry w Dużego Lotka na radykalnie zmienionych zasadach. Wyglądałoby to mniej więcej tak: klient wydaje własne pieniądze na kupon, na którym skreśla sześć z 49 liczb. Jeśli trafi „dwójkę”, „trójkę” lub „czwórkę” (czyli złotówka się umocni), dostaje z kasy Totka niewielkie pieniądze. Jeśli jednak padnie „piątka” lub „szóstka” (złotówka znacząco spadnie), musi przez kilka lat oddawać Totolotkowi wszystko, co zarobi. Przy czym w naszym przypadku organizator tego hazardu doskonale wiedział, jakie będą wyniki „losowania” – mówi „GP” akcjonariusz dużej polskiej firmy, która już ponad połowę swoich zysków musi transferować za granicę.
Podobnych spółek są w Polsce setki. Zakłady Magnezytowe „Ropczyce” będą musiały w ramach kontraktów opcyjnych zapłacić Bankowi Millennium 12 mln zł, „Ciech” stracił na opcjach już ponad 100 mln zł (a to dopiero początek), upadające Krośnieńskie Huty Szkła zaksięgowały w rezultacie takich umów stratę w wysokości 39 mln zł. Z racji spowodowanego przez opcje zadłużenia (sięgającego odpowiednio 100 mln zł i 120 mln euro) upadły Odlewnie Polskie i produkujące elektrofiltry „Elwo”. Według biznesmena Zbigniewa Jakubasa – straty naszych firm na opcjach mogą sięgnąć wkrótce ponad 50 mld zł.

Dezinformacja pełna „cudownych” przypadków

Najważniejsi sprzedawcy opcji walutowych w Polsce to JP Morgan i UniCredit – główny akcjonariusz Pekao SA (choć według rzecznika tego ostatniego banku z opcjami Pekao nie ma problemów, gdyż były one wyłącznie zabezpieczeniem „ryzyka wynikającego z działalności handlowej klienta”). W międzynarodowej radzie tego pierwszego banku zasiada od kilku miesięcy były komunista Anatolij Czubajs, jeden z „ojców” kariery politycznej Putina. Szefem bankowości inwestycyjnej JP Morgan na Europę Środkowo-Wschodnią jest Cezary Stypułkowski – słynny eksprezes Banku Handlowego związanego z aferą FOZZ. W polskich spółkach należących do UniCredit pracuje lub pracowało z kolei wielu ludzi związanych z KL-D i PO, m.in. Jan Krzysztof Bielecki oraz obecny minister finansów Jacek Rostowski.
Dlatego – choć hipoteza, że te międzynarodowe holdingi znały przyszły kurs złotego i nań wpływały, może wydawać się teorią spiskową – warto przyjrzeć się pewnym „cudownym” zbiegom okoliczności towarzyszącym zawieraniu „toksycznych” kontraktów opcyjnych.
Przede wszystkim większość analityków finansowych – ze szczególnym uwzględnieniem ekonomistów z banków sprzedających opcje – przekonywało latem i jesienią, że złoty będzie się umacniał względem euro i dolara. Pod koniec czerwca 2008 r. analityk Pekao SA, Marcin Bilbin, twierdził np., że „umocnienie złotego będzie trwało”, a „trend wzrostowy w dłuższej perspektywie jest jasny i nie powinno się tutaj nic zmienić” („Rzeczpospolita” 27.06.2008).

W lipcu Bilbin był jeszcze większym optymistą: „Wprawdzie ostatnio złoty umacniał się szybciej, niż wskazywałyby na to przesłanki fundamentalne, ale wiele czynników, w tym perspektywa wejścia Polski do strefy euro, przemawia za tym, że w długim okresie złoty będzie silną walutą” („GW” 24.07.2008). W tym samym dniu – a był to szczytowy okres handlu opcjami – analityk Pekao SA roztaczał świetlane wizje złotówki także w „Rzeczpospolitej”: „Przy solidnych fundamentach gospodarki ryzyko osłabienia złotego jest małe. [...] Większość prognoz bankowych wskazuje, że złoty pozostanie silny. Wprawdzie trudno liczyć, iż dalej będzie się tak szybko umacniał jak dotychczas, ale w najgorszym razie frank nie powinien zdrożeć więcej niż o kilka procent”.

Podobnie zachowywali się inni bankowi ekonomiści. Jeszcze jesienią 2008 r. analitycy BPH (gdzie UniCredit ma udziały) uspokajali, że „niebawem rynek zacznie doceniać solidne podstawy naszej gospodarki i złoty zacznie zyskiwać” („GW” 9. 09.2008). „Wszystko się tutaj powoli uspokoi i złotówka zacznie się umacniać. Wpływ na to będzie miało dążenie naszego kraju do wejścia do strefy euro” – dodawał Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny Noble Banku („GW” 30.10.2008). Co ciekawe – w listopadzie, gdy zaprzestano zawierać umowy na opcje walutowe – optymistyczne głosy specjalistów od złotówki ucichły.

JP Morgan i UniCredit atakują

Banki, które pół roku temu przepowiadały (ustami analityków) umocnienie się złotego, sprzedając jednocześnie asymetryczne opcje walutowe, z pewnością wiedziały, że wakacyjny, rekordowo wysoki kurs złotówki to wynik prowadzonej z zimną krwią gry spekulacyjnej. Nawet wspominany już Marcin Bilbin z Pekao SA przyznawał ostrożnie w lipcu 2008 r., że za rekordową pozycją złotego stoi „wzrost aktywności banków londyńskich i amerykańskich na naszym rynku”. Czy spekulacji tych nie dokonywali przypadkiem sami sprzedawcy opcji walutowych?
Tego na razie nie wiemy – mamy natomiast prawo przypuszczać, że jesienią 2008 r., gdy złotówka zaczęła nagle lecieć w dół, spadkom tym pomagały właśnie... JP Morgan i UniCredit. Pierwsza z tych instytucji, sprzedająca w Polsce opcje głównie za pośrednictwem lokalnych banków, pod koniec października opublikowała wyjątkowo nierzetelny raport na temat sytuacji polskich finansów. Zawarto w nim m.in. sugestię, że nasz kraj czekać będzie znacznie gorszy kryzys niż na Węgrzech, a złoty jest dużo słabszą walutą niż forint. Raport, z którym mogli zapoznać się inwestorzy na całym świecie, mógł odbić się na złotówce jedynie negatywnie.
Inną zagrywką JP Morgan był tzw. fixing cudów na warszawskiej giełdzie. Osoby związane z tą spółką sztucznie zawyżyły rynek akcji, aby zarobić w tym samym czasie na obstawieniu spadków na rynku kontraktów terminowych i wywołać zamieszanie na giełdzie (sprawa trafiła do prokuratury). Jakby tego jeszcze było mało, w tym samym czasie (10 listopada) ukazał się kolejny raport JP Morgan, zawierający fatalne prognozy dla polskiej gospodarki. Następny dokument, który nie wpłynął dobrze na złotego, opublikowano w grudniu – zawierał on zupełnie niewiarygodną prognozę, że za rok euro kosztować będzie 2,81 zł (kilka dni później analitycy Morgana tłumaczyli, że... pomylili euro z dolarem). Nie trzeba dodawać, że każde osłabienie złotówki oznaczało (i oznacza) dla JP Morgan milionowe wpływy – oczywiście z zysków wypracowanych przez polskie firmy...
Na wzroście polskiej waluty nie zależało też z pewnością holdingowi UniCredit, którego analityk bezpodstawnie obniżył w listopadzie 2008 r. cenę docelową akcji Lotosu z 25 zł do... zera. Zdaniem Andrzeja Szcześniaka, eksperta paliwowego, był to atak spekulacyjny na Lotos, mający na celu obniżenie jego wartości. Lotos, przypomnijmy, to jedna z kilku strategicznych grup kapitałowych w Polsce – osłabienie jej pozycji na rynku spowodowałoby gwałtowną zniżkę kursu złotego.

Ratujmy polską gospodarkę

Głównymi beneficjentami handlu opcjami walutowymi są ich pierwotni sprzedawcy (JP Morgan i UniCredit, a także – jak ustalił „Parkiet” – Citigroup), a nie pośredniczące w procederze polskie filie zachodnich banków. Niewykluczone więc, że cała akcja to druga faza transferu polskich pieniędzy do zachodnich banków, mocno podupadłych w wyniku ogólnoświatowego kryzysu.
Za pierwszy etap tej operacji można uznać wyjątkowo wysokie dywidendy, jakie oddziały banków w Polsce wypłacały swoim głównym akcjonariuszom, czyli spółkom-matkom. Dla przykładu: 23 kwietnia 2008 r., wbrew stanowisku Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), Pekao SA wypłaciło rekordową dywidendę w wysokości – uwaga – 2,5 mld zł. Większość z tej gigantycznej sumy, przewyższającej zysk netto banku (!) za rok 2007, trafiła oczywiście do przeżywającego poważne kłopoty UniCredit. Włosi, a także prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki, nie przejęli się przy tym faktem, że po wypłacie dywidendy akcje polskiej spółki spadły w ciągu paru miesięcy aż o 22 proc. Dziwnie zachowali się w tej sytuacji także przedstawiciele skarbu państwa, którzy głosowali za dywidendą, wiedząc, że jej wypłata była dla mniejszościowych akcjonariuszy (a więc i dla SP) niekorzystna. Owa beztroska urzędników państwowych – zarówno w przypadku dywidendy Pekao, jak i w sprawie handlu opcjami – każe niestety sądzić, że zachodnie banki inwestycyjne będą drenować polskie firmy jeszcze przez kilkadziesiąt miesięcy. Jedyną szansą na przetrwanie dla przedsiębiorców, którzy przegrali na kontraktach opcyjnych, pozostaje ich unieważnienie – bądź to na drodze ustawowej, bądź sądowej (niektóre firmy już zresztą złożyły pozwy przeciw bankom). W przeciwnym razie stracimy setki przynoszących zyski firm, a nasza gospodarka – i tak osłabiona już przez kryzys – szybko znajdzie się na skraju przepaści.
Jak najłatwiej unieważnić opcje? Wicepremier Waldemar Pawlak, który chyba jako jedyny członek rządu PO–PSL dostrzegł skalę grożącego Polsce niebezpieczeństwa, skłania się ku rozwiązaniu ustawowemu. Jego zdaniem – podstawy prawne dla unieważnienia umów na opcje można wywieść z prawa europejskiego, a nawet kodeksu cywilnego, zakazujących realizacji umów prowadzących do wyzysku jednej ze stron. Ustawowe anulowanie kontraktów opcyjnych zaleca także cytowany już dr Mariusz Andrzejewski, który w swoim naukowym raporcie udowodnił, że „toksyczne”, asymetryczne opcje były transakcjami czysto hazardowymi. Czy jednak na propozycje Pawlaka zgodzi się PO?

Minister finansów Jacek Rostowski – notabene były doradca zarządu Pekao SA – stwierdził, że ma „poważne wątpliwości, czy jakakolwiek forma unieważnienia opcji byłaby z zgodna konstytucją”. Poza tym – jak dodał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” – „prawo nie działa wstecz”, a „jeśli firma zawarła kontrakt z pięcioma bankami, z każdym na sumę oczekiwanych dochodów z eksportu, to trudno mówić o roztropności”.

Grzegorz Wierzchołowski
.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group