" /> Dyskusje ogólne :: Film dokumentalny "BESTIE" na półkę?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Film dokumentalny "BESTIE" na półkę?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Nie Cze 07, 2009 11:55 am    Temat postu: Film dokumentalny "BESTIE" na półkę? Odpowiedz z cytatem

Dostałam mailem od J. Stein

Szanowni Państwo, jestem autorem tekstu, którego pierwotna krótsza wersja ukazała się m. in. w Forum Solidarności Walczącej, pod adresem: http://swkatowice.mojeforum.net/tematvt1458.html?postdays=0&postorder=asc&start=0

W związku z następującymi dwiema informacjami (obie poniżej w kolorze zielonym, z powołaniem się na sieciowe adresy) uprzejmie proszę o umieszczenie w Forum Solidarności Walczącej tego, co tu napisane (w różnych kolorach) pod spodem (jeszcze niżej), przy czym niekoniecznie chodzi o zachowanie w Forum SW owej kolorystyki (gdyby została zacho-wana, byłoby mi jednak miło…).


Jarosław Stróżyk , Sebastian Kucharski 26-05-2009 01:34

Bestie” na półkę lub do poprawki

<http://www.rp.pl/artykul/310844.html>
Spór o telewizyjny dokument. Czy film o toruńskich porwaniach z lat 90. to „półkownik” czy nierzetelne dzieło

Redakcja publicystyki TVP 1 nie wyemituje dziś dokumentu „Bestie”, który miał się ukazać w ramach cyklu „Rzeczpospolita Niesprawiedliwa”. Jego autorka Maria Dłużewska uważa, że wpływ na tę decyzję mógł mieć An-drzej Szmak, były wiceszef TVP Bydgoszcz, który w jej filmie przedstawio-ny jest w negatywnej roli. Sam Szmak przyznaje, że interweniował w tej sprawie.

Dokument „Bestie” opowiada historię tzw. porwań toruńskich, których SB dokonała w 1984 r. (porwano wtedy m.in. Antoniego Mężydłę, działacza opozycji, dziś posła PO, i jego żonę; oboje występują w filmie). To miał być piąty z sześciu odcinków cyklu.
Kluczową rolę odgrywają w nim relacje mediów z procesu, który na po-czątku lat 90. wytoczono zamieszanym w tę sprawę esbekom. Dziś Męży-dło twierdzi, że sposób, w jaki toruńskie media relacjonowały proces, sprawił, że pojawiły się pogłoski o jego rzekomej współpracy z SB. Autor-ka filmu pyta o to Szmaka, który na początku lat 90. był naczelnym „No-wości”, dziennika z Torunia.
– Proces tak relacjonowano, iż musieliśmy wyjaśniać, że nie jesteśmy wielbłądem – mówi Mężydło. – Sugestie, że porwanie było sfingowane, są okropne. Okazało się też, że muszę się tłumaczyć z podejrzeń o współpra-cę z SB. A cały Toruń huczał od plotek, że Szmak był w zmowie z obroń-czynią jednego z esbeków.
– Jeszcze w czwartek na kolaudacji usłyszałam, że za bardzo skupiłam się na wątku Szmaka. Zamiast tego powinnam dotrzeć do esbeków, którzy porywali i bili opozycjonistów. Miałam dodać właśnie takie kadry. Nie zgo-dziłam się, ale powiedziano mi, że materiał jest warunkowo dopuszczony – opowiada Dłużewska. – Dzień później odebrałam telefon, w którym poin-formowano mnie, że film nie pójdzie. Zamiast niego pojawi się odcinek, który miał się ukazać 2 czerwca.
Autorka zapewnia, że nie zamierza nic zmieniać w filmie, bo taka była jego koncepcja. – I nie wiem, czy TVP go pokaże.
Szmak w rozmowie z „Rz” przyznaje: – Obdzwoniłem wszystkich szefów tej pani. Wyraziłem oburzenie wobec metod, które zastosowała. Naruszyła wszystkie zasady etyki zawodowej. Umówiła się na rozmowę o promocji miasta, twierdząc, że pracuje w redakcji publicystycznej TVP. W rzeczywi-stości zaczęła mnie wypytywać o proces dotyczący porwań toruńskich sprzed 17 lat, który ledwo pamiętam. Zaczęła też insynuować, że w swo-ich publikacjach broniłem oskarżonych esbeków. To bzdury i jeśli ta pani będzie je powtarzać, spotkamy się w sądzie – zaznacza Szmak.
Były dziennikarz należał do Stowarzyszenia „Ordynacka”. W 2007 r. kan-dydował na szefa TVP, wstąpił też do PO. Obecnie pracuje w urzędzie mia-sta w Toruniu, odpowiada za promocję.
Dokumentu nie zatwierdziła Ewa Nowicka z redakcji publicystyki TVP 1. Nie chciała jednak rozmawiać na ten temat z „Rz”. O filmie nie udało nam się porozmawiać także z szefową publicystyki TVP 1 Dorotą Jasłowską. Ale p.o. rzecznika prasowego TVP Daniel Jabłoński zapewnia: – Cykl „Rzecz-pospolita Niesprawiedliwa” został zrealizowany i będzie wyemitowany w całości. Ostatnie dwa odcinki zaplanowane są na 26 maja – piąty i 2 czerwca – szósty, zgodnie z porozumieniem między TVP a producentem.

Z nieoficjalnych informacji „Rz” wynika, że TVP postanowiła zamienić ko-lejność odcinków po tym, jak autorka cyklu odmówiła dodania nowych ka-drów. Wobec jej dalszego oporu w tej sprawie decyzję o emisji filmu w ta-kiej formie będzie musiała podjąć Dorota Jasłowska.
– Jeśli film nie zostanie wyemitowany, będzie to oznaczało, że mamy po-wrót do czasów „półkowników” – kończy Antoni Mężydło.
Wywozili do lasu, bili
Wiosną 1984 r. w okolicach Torunia doszło do serii uprowadzeń i zastra-szeń działaczy podziemnej „Solidarności”. Specjalna grupa operacyjno-śledcza SB pod nazwą Organizacja Anty-Solidarność porwała Piotra Hry-niewicza, Gerarda Zakrzewskiego, Antoniego Mężydłę i jego żonę Zofię Jastrzębską. – Wywieziono mnie do lasu. Przywiązano do drzewa, a esbe-cy zaczęli kopać mój rzekomy grób – wspomina Mężydło. – Potem doma-gali się informacji o opozycji. Gdy ich nie udzieliłem, bili mnie, nie pozwa-lali spać, polewali lodowatą wodą. I tak przez 48 godzin.
W czasie procesu sprawców w 1991 r. Marek Kuczkowski, jeden z inicjato-rów porwań, utrzymywał, że Hryniewicz był tajnym współpracownikiem SB i cała akcja miała jedynie na celu uwiarygodnienie agentów bezpieki w podziemiu solidarnościowym.


Oświadczenie Zarządu SWS
<http://www.sws.org.pl/wolne_slowo.php?news_action=more&newsid=555>
Dnia 26 maja TVP nie wyemitowała zapowiedzianego odcinka cyklu ,,Rzeczpospolita niesprawiedliwa". Stało się to po interwencjach Andrzeja Szmaka, co sam przyznaje w wypowiedzi dla Rzeczpospolitej.
Szmak, jeden z negatywnych bohaterów odcinka ,,Bestie", w latach 1990-1995 był redaktorem naczelnym toruńskich ,,Nowości", gdzie - relacjonując przebieg procesu funkcjonariuszy SB sprawców tzw. ,,porwań toruńskich" - szkalował ofiary porwań, działaczy Solidarności z Torunia, sugerując że miały powiązania z SB a porwania były sfingowane. To samo powtarza po 17 latach w filmie Marii Dłużewskiej.
Jest niedopuszczalne aby władze telewizji podejmowały decyzje programowe po te-lefonicznych interwencjach, które, jak należy domniemywać, spowodowały również zawieszenie produkcji całego cyklu ,,Rzeczpospolita niesprawiedliwa".
Nie można milczeć, kiedy dziś, w wolnej Polsce ofiary nie mają prawa do jakiegokol-wiek zadośćuczynienia, choćby to była tylko telewizyjna opowieść o ich losach.
Zarząd Stowarzyszenia Wolnego Słowa : Wojciech Borowik, Jacek Juzwa, Stefan Melak, Artur Michalski, Wiktor Mikusiński, Emil Morgiewicz, Jan Strękowski, Ewa Sułkowska-Bierezin, Jacek Szymanderski, Tomasz Truskawa
Warszawa, 28 maja 2009 r.



Esbek MAREK KUCZKOWSKI (ur. 2 czerwca 1953 r.) zapoczątkował swoją ambitną karierę esbecką podobnie jak Wiesław Modrakowski — od samego dołu, tj. od stopnia szeregowego: „Dotarłem do jednej notatki służbowej z końca lat siedemdziesiątych streszczającej kazanie o. Władysława Wołoszyna, sporzą-dzonej przez szeregowego Marka Kuczkowskiego oraz do jednego stenogramu (Sprawa Operacyjnego Rozpra-cowania o kryptonimie &raquo;Apostoł&laquo;, IPN BY 081/278, s. 198-205).” (zob.: prof. Wojciech Polak „Działalność Służby Bezpieczeństwa wobec toruńskich duszpasterstw akademickich”, w pracy zbiorowej: „60-lecie Uniwer-sytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Cykl spotkań panelowych zorganizowanych przez Klub Profesorów im. Ludwika Kolankowskiego (październik 2004 — maj 2005)”, Wydawnictwo UMK, Toruń 2006, str. 216). W dniu 15 października 1986 r. spotkał tego dzielnego esbeka niecodzienny "zaszczyt": oto mianowicie "[...] w Toruniu odbyła się wojewódzka inauguracja szkolenia partyjnego. [...] W czasie uroczystości uhonorowano zasłużonych aktywistów szkolenia partyjnego medalami &raquo;Za upowszechnianie marksizmu-leninizmu&laquo; [...]" w tym. (zob.: (lub), "Teoria wesprze praktykę. Wojewódzka inauguracja szkolenia partyjnego w Toruniu", "Ga-zeta Toruńska. Dziennik Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej" nr 242(11611) z 16 październi-ka 1986 r., str. 1), i tu nazwisko Marka Kuczkowskiego jest wymienione jako jedno spośród zaledwie siedmiu! Tytuł powołanej publikacji z gazety, będącej organem KW PZPR w Bydgoszczy, wyjaśnia wiele — bandycka praktyka została wsparta "nieśmiertelną" nauką Marksa... W pięć lat później Marek Kuczkowski stał przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu jako jeden z sześciu oskarżonych o dokonywanie w lutym i marcu 1984 r. tzw. „porwań toruńskich”. „Ciekawy jest przypadek oskarżonego Marka K[uczkowskiego]. Absolwent filologii polskiej na UMK. W wolnych chwilach pomiędzy zadaniami operacyjnymi wynikającymi z pracy w tajnej służbie zbierał materiały do pracy doktorskiej na temat nauki społecznej Jana Pawła II. [...] Był wykła-dowcą WUML [= tzw. Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu, instytucjonalnej formy ideolo-gicznego dokształcania dla członków PZPR — dopow. JS]. Nauczał młodzież podczas letnich obozów pn. Awangarda XX wieku. Gdy zabrakło dla niego miejsca w policji, w maju 1990 roku skorzystał ze wsparcia kre-dytowego Fundacji Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej oraz kredytu Wielkopolskiego Banku Kredytowego w celu uruchomienia produkcji pieczarek na skalę przemysłową.” (zob.: Zbigniew Branach, „Toruńska OAS (10). Koronkowa robota śledcza. Dossier oskarżonych”, „Nowości. Dziennik toruński” nr 173(6649) z 6 września 1991 r., str. 6) — można także ustalić, ile pieniędzy były esbek pożyczył: „Marek Kuczkowski kupił za 1 mln zł gospodarstwo rolne i zamierza budować pieczarkarnię, korzystając z kredytu w wysokości 150 mln złotych.” (zob.: Robert Ziemkiewicz, „Toruń'84 czas porwań”, „Nowości. Dziennik toruński” nr 115(6340) z 15-17 czerwca 1990 r., str. 3; albo troszkę dokładniej: „W maju 1990 roku skorzystał z półtorasetmilionowego wsparcia kredytowego Fundacji Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej oraz kilkudziesieciomilionowego kredytu w Wielkopolskim banku Kredytowym.” — zob.: Zbigniew Branach, "Kryp-tonim &raquo;Hydra&laquo;. As toruńskiej Służby Bezpieczeństwa przed sądem", "Prawo i Życie" nr 36(1392) z 7 wrze-śnia 1991 r., str. 9). Oskarżony Marek Kuczkowski nie zawahał się, realizując swoją „linię obrony”, posłużyć się oszczerstwem.

Nie on pierwszy tak postąpił: w tej samej sali sądowej esbecy oskarżeni o porwanie i zamordowanie ks. Popiełuszki również starali się — jak wiadomo — zdeprecjonować ofiarę tej zbrodni, chociaż w ówczesnych warunkach zarzut tajnej współpracy z SB nie nadawał się do tego; oto, co o kalumniach wywołanych przez por. Kuczkowskiego napisał proboszcz kościoła mariackiego w Toruniu, ks. kanonik Nowakowski: „Znów całość wygląda na proces ofiar i świadków, a nie sprawców. [...] Proces śp. Księdza Jerzego Popiełuszki był już przy-krym doświadczeniem tego błędu i szkoda, by Toruń miał powtórzyć drugi raz podobna historię.” (zob.: ks. Józef Nowakowski, „Proces ofiar czy sprawców”, „Nowości. Dziennik toruński” nr 199(6675) z dnia 14 paź-dziernika 1991 r., str. 3). Jak niedawno się okazało, tow. Kuczkowski miał więcej "osiągnięć", polegających na rejestrowaniu fikcyjnych konfidentów — przedstawiając się fałszywym nazwiskiem "Jankowski" nacho-dził o. Władysława Wołoszyna i zaliczył go w poczet swojej agentury jako TW "Myśliciel" (zob.: prof. Woj-ciech Polak, "Zarejestrowany bez wiedzy i zgody. Sprawa ojca Władysława Wołoszyna", "Tygodnik Po-wszechny. Katolickie pismo społeczno-kulturalne" nr 28(2974) z 9 lipca 2006 r., str. 22-23, zob. także: <http://tygodnik.onet.pl/1547,1345284,0,443010,dzial.html>; polemika trojga historyków i repliki prof. Polaka: Katarzyna Maniewska, Marek Szymaniak, Sławomir Cenckiewicz, "Prawda o teczce TW &raquo;Myśliciela&laquo;", "Rzeczpospolita" nr 110(8011) z 12 maja 2008 r., str. A18-A19, <http://www.rp.pl/artykul/132963.html>; Ja-cek Kiełpiński, "Ojcu to wszystko śmierdz. Burza wokół esbeckiej teczki o. Władysława Wołoszyna ma głębsze podłoże", "Nowości. Dziennik Toruński" nr 119(11550) z 23 maja 2008 r., str. 2; Jacek Kiełpiński, "TW &raquo;My-śliciel&laquo; a polskie teczki", "Nowości. Dziennik Toruński" nr 119(11550) z 23 maja 2008 r., str. M8; Wojciech Polak, "Teczka i fakty", "Tygodnik Powszechny" nr 21(3072) z 25 maja 2006 r., str. 26, <http://tygodnik.onet.pl/35,0,10110,teczka_i_fakty,artykul.html>; Kuczkowski już na ławie oskarżonych odgra-żał się wykorzystaniem w przyszłości innych tego rodzaju swoich "osiągnięć": "W SB była grupa szczególnie cennych agentów głęboko uplasowanych w strukturach przeciwnika i odgrywających ważne role polityczne lub społeczne, którzy w wydziale C wyrejestrowani zostali z sieci czynnych współpracowników, a zarejestrowani byli jako figuranci w sprawach. Odnosi się to do prominentnych wówczas i obecnie osób duchownych i świeckich [...]" — zob.: Ewa Wielińska, "Prywatne archiwum porucznika SB. Proces toruński: nić Ariadny wiedzie do puszki Pandory", "Prawo i Życie" nr 42(1398) z 19 października 1991 r., str. 6). Kuczkowski nie był także ostatnim toruńskim esbekiem, który na sali sądowej chwytał się tak podłej broni. W dniu 14 marca 2005 r. przed Sądem Rejonowym w Toruniu były esbek Henryk Warachewicz (wykształcenie wyższe prawnicze, emerytura po zwolnieniu z pracy w policji: 3500 zł/mies.; zob.: <http://w.icm.edu.pl/t/kuczk.htm>), współoskarżony o to, że 13 grudnia 1981 r. podczas próby internowania Alicji Kuczkowskiej pobił ją i członków jej rodziny, pomówił Kuczkowską o tajną współpracę z SB oraz o prowadzenie (w grudniu 1981 r.) meliny pijackiej; wydany 8 lutego 2006 r. wyrok w pierwszej instancji przyniósł oskarżonym w tej sprawie dobrodziejstwo amnestii. W dniu 6 kwietnia 2005 r. przed tymże Sądem były esbek Witold Piskorz (dorabiający w firmie ochroniarskiej do emery-tury wynoszącej 1700 zł/mies., ostentacyjnie podkreślający swój "patriotyzm", odziedziczony jakoby po ojcu akowcu, oraz "katolickie wychowanie", otrzymane od matki, zob.: <http://w.icm.edu.pl/t/artur.htm>), współo-skarżony o znęcanie się w 1986 r. nad zatrzymanym Arturem Wiśniewskim, pomówił swoją byłą ofiarę również o konfidenctwo oraz o sympatię do hitleryzmu; wydany 7 września 2005 r. wyrok w pierwszej instancji przy-niósł oskarżonym w tej sprawie dobrodziejstwo amnestii. Natomiast Kuczkowski już wcześniej, przed swoim procesem, zajął stanowisko typowe dla esbeka oskarżonego o przestępstwo popełnione w związku ze służbą: „stwierdził wręcz w śledztwie, że aresztowanie ich jest &raquo;prowokacją polityczną ze strony dawnej opozycji soli-darnościowej&laquo;”, przy czym pisał „z aresztu do prokuratury na maszynie do pisania i kredowym papierze” (zob.: Wiesława Kwiatkowska, „Toruńska OAS przed sądem. Kto pociągał sznurki?”, „Tygodnik Gdański. Pismo członków i sympatyków NSZZ &raquo;Solidarność&laquo;”, nr 38(110) z 22 września 1991 r., str. 13). W „no-womowie” tych ludzi — w myśl komunistycznego zwyczaju — znamienne jest używanie słowa „prowoka-cja” dla określenia zdarzenia, które im się nie podoba, bez zadawania sobie trudu zastanowienia się nad jego sensem, tj. rozpoznania, czy w ogóle doszło do prowokowania, a jeśli tak, to: kto, kogo, do czego „prowo-kował”; jest to wszak jeden ze słownych wytrychów, odziedziczonych po języku komunistycznej propagandy (przenikał także na naszą stronę, zwłaszcza za czasów przedgrudniowej „Solidarności”); podobnie 26 stycznia 2006 r. esbek Bronisław Stanaszek, współoskarżony o pobicie w lutym 1986 r. pięciu zatrzymanych, Kazimierza Kozaka i 4 innych pracowników „Elany”, powiedział, że „sfrustrowani politycy ustanowili IPN dla zemsty” (zob.: <http://w.icm.edu.pl/t/elana.htm>), podczas gdy on, Stanaszek, „jest dumny z tego, co robił w latach 80-tych ubiegłego wieku, bo[,] jego zdaniem, działał dla dobra Ojczyzny” (zob.: Waldemar Piórkowski, „Preparo-wali dowody. Prawo. Esbek stwierdził, że jest dumny z tego, co robił”, „Nowości” nr 217(10738) z 16 września 2005 r., str. 12).

Oszczerstwo było w tym wypadku zarzutem konfidenctwa — przeciwko swojej ofierze, Piotrowi Hry-niewiczowi, który w lutym 1984 r. był jednym z poszkodowanych przez przestępczy proceder Organizacji Anty-Solidarność: "Hryniewicz nie zdawał sobie sprawy, że Kuczkowski zarejestrował go [...] jako tajnego współpra-cownika o pseudonimie &raquo;Ariadna&laquo;, wypełniając odpowiedni kwestionariusz. Podkreślmy jeszcze raz — jest pew-ne, że o sprawie zarejestrowania i nadanego pseudonimu Hryniewicz nic nie wiedział. W kwestionariuszu, pisa-nym ręką Kuczkowskiego, są zresztą poważne błędy — nieprawdziwe imiona Hryniewicza [...] i zła nazwa miej-sca urodzenia [...] Podczas rozprawy sprawców porwań toruńskich w 1991 r. adwokat Marka Kuczkowskiego okazał &raquo;lojalkę&laquo;, oświadczenia, kwestionariusz, swoje raporty i pokwitowanie Hryniewicza z przyjęcia 2000 zł, jako dowody, że był on agentem SB. &raquo;Uzasadnienie&laquo; wyroku na sprawców porwań jasno wykazało, że nie była to prawda. Niestety, prasa toruńska, która bardzo rozdmuchała sprawę rzekomej współpracy Hryniewicza ze Służ-bą Bezpieczeństwa, nie zajęła się już sprostowaniem owych pomówień" (zob.: Wojciech Polak, pt. „Czas ludzi niepokornych. Niezależny Samorządny Związek zawodowy &raquo;Solidarność&laquo; i inne ugrupowania niezależne w Toruniu i Regionie Toruńskim (13 XII 1981 — 4 VI 1989)”, Wydawnictwo UMK, Toruń 2003, str. 400-401; stosowny przypis, znajdujący się na str. 638 tej książki, odsyła do stronic: 92-108, 127-141 i 172-179 w liczą-cym niemal 300 stronic uzasadnieniu wyroku, wydanego przez Sąd Wojewódzki w Toruniu w dniu 5 grudnia 1991 r.; podkreślenia moje — JS).

Lokalna prasa sponiewierała dobre imię dwóch ofiar porwań toruńskich, które w procesie uczestniczyły jako poszkodowani i jako oskarżyciele posiłkowi: poczatkowo podoano do wiadomości, że pomówionym przez Kuczkowskiego (za pośrednictwem adwokata ) o konfidenctwo został Antoni Mężydło, potem dopiero pisano w taki sposób o Piotrze Hryniewiczu, przy czym pewne publikacje prasowe świadczyły o ufaniu esbekowi, a nie ofierze esbeka. We wtorek 10 września 1991 r. na sali sądowej miała jakoby nastąpić jakaś sensacja: „Sędzia Lech Gutkowski poinformował o wniosku dotyczącym wyłączenia jawności podczas odczytywania zeznań Marka K[uczkowskiego]. [...] Motywując tę decyzję sędzia Gutkowski stwierdził, że wynika ona z ważnych względów prywatnych oskarżonego Marka K[uczkowskiego].” (zob.: Zbigniew Juchniewicz, „Funkcjonariusze SB mil-czą”, „Nowości. Dziennik toruński” nr 176(6652) z 11 września 1991 r., str. 2). Nazajutrz nastąpiło coś w rodzaju okazania troski o ścisłość informacyjną: „Wyłączenie jawności nastąpiło nie, jak napisaliśmy, z ważnych względów prywatnych oskarżonego, lecz pokrzywdzonego Antoniego Mężydły.” (zob.: Andrzej Szmak, „Wokan-da do korekty”, „Nowości. Dziennik toruński” nr 177(6653) z dnia 12 września 1991 r., str. 1). Minął kolejny dzień i do pomówienia pod tym samym przyłączył się inny dziennik: „W czasie wtorkowych przesłuchań wyłą-czono jawność rozprawy ze względu na ochronę prywatnego interesu jednego z poszkodowanych — powiedziała nam sędzia Bogaczewicz-Jul. W Ministerstwie Sprawiedliwości dowiedzieliśmy się, że oskarżony Marek K[uczkowski]. pomówił w sądzie Antoniego M[ężydłę]. o współpracę z SB.” (zob.: (ira), „Przerwa w rozprawie toruńskiej”, „Gazeta Wyborcza” nr 214(683) z 13 września 1991 r., str. 2). Czy dziennikarze tych dwóch gazet korzystali z tego samego źródła inspiracji, czy może po prostu dziennikarz „Gazety Wyborczej” zaufał „No-wościom”? „Redaktorowi Szmakowi z &raquo;Nowości&laquo; miała rzekomo taką informację przekazać adwokatka oskarżonego (zaprzeczyła temu jednak na sali sądowej), natomiast &raquo;Gazeta Wyborcza&laquo; powołała się na rzeczni-ka Ministerstwa Sprawiedliwości Andrzeja Cubałę. [...] wszyscy w Toruniu doskonale wiedzą, kogo rzeczywiście były funkcjonariusz o współpracę pomówił. Wiadomo, że w żadnym przypadku nie chodzi o Mężydłę [...] Trudno nie ulec więc wrażeniu, że &raquo;pomyłki&laquo; popełniono w sposób przemyślany...” (zob.: Wiesława Kwiatkowska, „To-ruński proces OAS. Oskarżeni oskarżają”, „Tygodnik Gdański. Pismo członków i sympatyków NSZZ &raquo;So-lidarność&laquo;” nr 41(113) z 13 października 1991 r., str. 9). W rzeczywistości esbek pomówił swoją ofiarę o kon-fidenctwo dopiero w piątek 4 października 1991 r. i zaraz sam siebie „usprawiedliwił” z tego postępku: „W miniony piątek [...] obrońca oskarżonego Marka K[uczkowskiego]. adwokat Maria Jackowska wniosła o włą-czenie w poczet dowodów dokumentów wskazujących na to, że jeden z uprowadzonych Piotr Hryniewicz od 1981 roku był konfidentem toruńskiej Służby Bezpieczeństwa, działającym pod operacyjnym kryptonimem Ariadna 73-49. [...] Oskarżony Marek K[uczkowski]. oświadczył, że został zmuszony do ujawnienia tych faktów, a więc do złamania podstawowej zasady operacyjnej w SB, przez samego Hryniewicza, który nie dochował tajemnicy.” (zob.: Zbigniew Juchniewicz, Lucyna Budniewska, Waldemar Piórkowski, „Ariadna wychodzi z cienia”, „No-wości. Dziennik toruński” nr 194(6670) z 7 października 1991 r., str. 1 i 2). Potem znowu rolę przejął naczel-ny: „Na co liczył Hryniewicz występując w procesie w roli pokrzywdzonego i oskarżyciela posiłkowego i dlacze-go w ogóle zgodził się grać rolę uprowadzonego działacza &raquo;Solidarności&laquo;? Jeśli jego porwanie było mistyfika-cją — a wiele za tym przemawia — to Hryniewicz nie miał wyjścia. Sam wpadł we własne sidła. [...] liczył za-pewne na to, że wszystkie kompromitujące go dokumenty i akta świadczące o jego współpracy z SB zostały znisz-czone. Z tego, co wiemy, wielokrotnie go zresztą o tym zapewniano. [...] Hryniewicz fatalnie się przeliczył. Wszystko wskazuje na to, że oskarżony Marek K[uczkowski]. przezornie, w obawie o własną skórę, wykradł część akt osobowych WUSW dotyczących Hryniewicza [...] Dzisiaj pojawiają się one na sali sądowej niejako z drugiej ręki. Ich autentyczność nie budzi raczej wątpliwości [...]” (zob.: Andrzej Szmak, „* * *”, „Nowości. Dziennik toruński” nr 195(6671) z 8 października 1991 r., str. 1 i 2). Nazajutrz znowu dołączyła się druga co-dzienna gazeta: „Piotr Hryniewicz przyznał autentyczność dokumentów, zakwestionował jednak niektóre frag-menty i zażądał ich analizy. Dokumenty pochodzą od oskarżonego Marka K[uczkowskiego]., który stwierdził przed sądem, że jest w posiadaniu teczek &raquo;wielu prominentnych osób z kręgu władzy i Kościoła&laquo;.” (zob.: Piotr Głuchowski „Tajne akta SB na sali”, „Gazeta Wyborcza” nr 236(705) z 9 października 1991 r.., str. II). Jesz-cze toruński redaktor naczelny (nie wymieniający tym razem nazwisk osób posądzanych o współpracę z bezpie-ką): „Nagle okazało się, że sprawa sprzed siedmiu lat, a zatem z innej już epoki[,] nadal jest szalenie bulwersu-jąca i może poruszyć do żywego nie tylko bezpośrednich uczestników procesu. [...] Coś tu chyba jest nie tak i nawet głęboka miłość bliźniego nie rozwiązuje wszystkiego. [...] Podłość pozostaje w człowieku jak skaza, na zawsze. Strzeżcie się ludzi podłych.” (zob.: „Andrzej Szmak „Ludzie mali i najmniejsi”, „Nowości. Dzien-nik toruński” nr 198(6674) z 11-13 października 1991 r., str. 12). Po kilku miesiącach tenże dziennikarz, współodpowiedzialny za wyrządzenie krzywdy dobremu imieniu najpierw Antoniego Mężydły, a potem Piotra Hryniewicza, udawał... obrońcę Hryniewicza: „Sąd uznał przedstawione przez oskarżonego Marka K[uczkowskiego]. dokumenty za niewiarygodne i całkowicie oczyścił pokrzywdzonego Piotra H[ryniewicza]. z pomówienia o współpracę z SB, stwierdzając, że był on jedynie tzw. martwą duszą, którą Marek K[uczkowski]. zarejestrował jako agenta. Przy okazji dostało się prasie, która zdaniem sądu została wykorzystana do skom-promitowania Piotra H[ryniewicza]. w oczach opinii publicznej. [...] Zaczekajmy może zatem z ferowaniem wy-roków na wyrost i nie ekscytujmy się listami agentów SB, bowiem jedynym celem ich ujawniania jest wprowa-dzenie zamętu i zdyskredytowanie w oczach opinii publicznej przeciwników politycznych, o rodowodzie innym aniżeli pezetpe[e]rowski.” (zob.: Andrzej Szmak, „Długi cień agenta”, „Nowości. Dziennik toruński” nr 124(6851) z 26-28 czerwca 1992 r., str. 8; tym razem tekst Szmaka figurował jako przedruk z „Przeglądu Ty-godniowego”, gdzie ten autor pracował był, zanim został redaktorem naczelnym toruńskich „Nowości”), wpisu-jąc się w atmosferę antylustracyjną, wytworzoną po obaleniu rządu Olszewskiego w pamiętnej nocy 4/5 czerwca 1992 r. Co innego, gdy oskarżony o przestępstwo esbek w ramach swojej „linii obrony” podważa wiarygodność świadka, a co innego, gdy organ władzy państwowej inicjując lustrację ogranicza zasięg możliwego szantażu wobec byłych konfidentów... Owszem, w wyroku Sądu Wojewódzkiego w Toruniu z 5 grudnia 1991 r., „dostało się prasie” — i to tak bardzo, że ówczesny naczelny redaktor „Nowości” po kilkunastu latach, w samorządowej kadencji 2002-06, został... rzecznikiem prasowym prezydenta Torunia, Michała Zaleskiego (który rywalizację o stanowisko prezydenta wygrał z Janem Wyrowińskim w drugiej turze, dzięki wspólnemu poparciu różnych odłamów lewicy, z „Ordynacką” i „Samoobroną” włącznie). Tymczasem „fakt prasowy”, czyli pomówienie Antoniego Mężydły przez gazety, powołujące się (wbrew prawdzie) na ex-esbeka Marka Kuczkowskiego, pró-bowano reanimować w konflikcie wewnętrznym w Ruchu Odbudowy Polski podczas kampanii wyborczej w 1997 r., kiedy to Mężydło został potraktowany w sposób, sprawiający wrażenie, jak gdyby ktoś w tej partii dał wiarę potwarzy sprzed 6 lat. Konflikt narastał i ujawniał się stopniowo. Najpierw Mężydło powiedział tylko tyle: "Koledzy z toruńskiego ROP chcieli mnie po prostu wymanewrować." (zob.: Joanna Wasicka, "Manwery nie-parlamentarne", "Nowości. Gazeta Pomorza i Kujaw" nr 184(8275) z 8 sierpnia 1997 r., str. 4); po tym, jak mec. Jan Olszewski poodjął niezrozumiałą dla Mężydły decyzję w sprawie rekomendacji ROP dla kandydatów na senatorów, Mężydło skierował do przywódcy ROP list otwarty, po którym okazało się, że: "Podłożem konflik-tu w toruńskim ROP jest rywalizacja Antoniego Mężydły, działacza opozycji z lat 80-tych, i Grzegorza Górskie-go, lidera Ruchu w Toruńskiem. [...] Dodatkowym smaczkiem w sprawie jest wzajemne oskarżanie się obu dzia-łaczy ROP o współpracę z SB." (zob.: KL [= red. Krzysztof Lietz — ?], "Konflikt w ROP? Mężydło rezygnu-je?", "Nowości. Gazeta Pomorza i Kujaw" nr 208(8299) z 6 września 1997 r., str. 4; podkr. — J.S.); w parę dni później szef sztabu wyborczego ROP w woj. toruńskim, broniąc Grzegorza Górskiego przed posądzeniami ze strony Mężydły o konfidenctwo, mówił: "[...] jeśli próbuje się oskarżać człowieka, który był trzy razy lustro-wany i wyszedł z tego czysty, to można tylko się śmiać. Tym bardziej, gdy oskarżenia formułują ludzie o niejasnej przeszłości." (zob.: Ludwik Szuba, "To prowokacja...", "Nowości. Gazeta Pomorza i Kujaw" nr 215(8306) z 15 września 1997 r., str. 4; podkr. — J.S.). To nie długi cień agenta, ale długi cień kłamstwa!

Roli prostowania oszczerstw podjęły się głównie trzy uczciwe i odważne dziennikarki z trzech ogólno-polskich tygodników. W obronie dobrego imienia Piotra Hryniewicza: "Czarna teczka otwarta zostaje późnym wieczorem, około dwudziestej, po trwającym od dziesięciu godzin przesłuchaniu Piotra H.” (zob.: Ewa Wieliń-ska, "Prywatne archiwum porucznika SB. Proces toruński: nić Ariadny wiedzie do puszki Pandory", "Prawo i Życie" nr 42(1398) z 19 października 1991 r., str. 6) oraz: "[...] Marek Kuczkowski wybrał inną metodę. Otwo-rzył &raquo;czarną teczkę&laquo;, wyciągnął z niej dokumenty, które miały przekonać sąd, że jedna z ofiar współpracowała ze Służbą Bezpieczeństwa. [...] Przewód sądowy wykazał, że ofiara nie była tajnym współpracownikiem." (zob.: Ewa Wielińska, „Po procesie toruńskim. Paragrafy kontra sumienie. Rozliczenia z mroczną przeszłością ujawniają bezsilność prawa”, "Prawo i Życie", nr 51/52(1407/1408) z 21-28 grudnia 1991 r., str. 5) oraz do-brego imienia Antoniego Mężydły : „Już pierwszego dnia procesu jeden z obrońców oskarżonych popełnił &raquo;nie-dyskrecję&laquo;, przekazując dziennikarzowi toruńskich &raquo;Nowości&laquo; nieprawdziwą informację, rzucającą cień na jednego z poszkodowanych." (zob.: Wiesława Kwiatkowska, „Toruńska OAS przed sądem. Kto pociągał sznur-ki?”, "Tygodnik Gdański. Pismo członków i sympatyków NSZZ &raquo;Solidarność&laquo;", nr 38(110) z 22 września 1991 r., str. 13).; tutaj do grona obrońców dołączył dziennikarz rodzaju męskiego: „Absolutnie też nie jest praw-dą, że sąd argumentował decyzję o wyłączeniu jawości &raquo;z ważnych względów prywatnych (...) pokrzywdzonego Antoniego Mężydły&laquo;, jak napisał z kolei red. A. Szmak [...] Oskarżony Marek K[uczkowski]. w swoich wyjaśnie-niach złożonych przed sądem nie pomówił Antoniego M[ężydły]. o współpracę z SB, jak podała &raquo;Gazeta Wy-borcza&laquo;.” (zob.: Zbigniew Branach „Asy toruńskiej SB przed sądem”, "Dziennik Bałtycki. Gazeta bezpar-tyjna" nr 223(14257) z 24 września 1991 r., str. 3); „Prasa [...] informuje nas, że oskarżony Marek K[uczkowski]. pomówił Antoniego M[ężydłę]. o współpracę z SB. [...] podają całe nazwisko porwanego.” (zob.: Maria Dłużewska, "Powtórka?", "Tygodnik Solidarność" nr 40(159) z 4 października 1991 r., str. 11) i znowu Kwiatkowska „Na początku drugiej strony rozprawy [...] poszkodowany Antoni Mężydło zwrócił się do sądu o wzięcie go w obronę przed oszczerstwami, sugerującymi, że był agentem SB.” (zob.: Wiesława Kwiatkowska, „Toruński proces OAS. Oskarżeni oskarżają”, "Tygodnik Gdański. Pismo członków i sympatyków NSZZ &raquo;Solidarność&laquo;" nr 41(113) z 13 października 1991 r., str. 9), a także — dobrego imienia obydwóch pokrzyw-dzonych: "Sąd nad Piotrem Hryniewiczem już się więc odbył. Wina została udowodniona przez byłego funkcjo-nariusza SB, a redaktor Szmak wydał wyrok, który powoli się wypełnia." [o anonimowych telefonach mających na celu zagnębienie Hryniewicza i jego rodziny] oraz dalej: "Nazwisko Antoniego Mężydły było już wymieniane w prasie w kontekście jego współpracy z SB, sprawa Piotra Hryniewicza zapewne będzie miała swój dalszy ciąg." oraz: (zob.: Maria Dłużewska, „Toruńskie igraszki”, "Tygodnik Solidarność" nr 44(163) z 1 listopada 1991 r., str. 20).

Jak pisał już wcześniej inny naukowiec z UMK, użyta w tym procesie „teza jednego ze sprawców po-rwań toruńskich, funkcjonariusza SB, iż wśród porwanych był TW[,] została wsparta dokumentem sporządzonym na formularzu, jaki wszedł do użytku po czasie, w którym miał być rzekomo sporządzony” (zob.: Andrzej Zyber-towicz „W uścisku tajnych służb. Upadek komunizmu i układ postnomenklaturowy”, Wydawnictwo „Antyk”, Komorów 1993 r., str. 143); właśnie wykrycie owego anachronizmu przyczyniło się w istotnym stopniu do wy-kazania fałszerstwa polegającego na antydatowaniu, a w konsekwencji — do oczyszczenia oskarżyciela posił-kowego Hryniewicza z oszczerczego zarzutu konfidenctwa.

Owszem: "Kapitan Marek Kuczkowski z toruńskiej SB nawet podczas swojego procesu zapowiadał, że wszyscy tego pożałują. Dzisiaj jest szefem Akademii Psychologii Biznesu, prowadzi różne szkolenia." (zob.: Przemysław Kucharczak, "Ujawnić tajniaka", "Gość Niedzielny" nr 33 z 13 sierpnia 2006 r., str. 17). Tak, temu wszechstronnie uzdolnionemu poloniście przedstawiono zarzut fałszerstwa a dokładniej ― poświadczenia nieprawdy. Najpierw zostaje wskazana ofiara fałszerstwa: "Prokurator z bydgoskiego oddziału IPN chce posta-wić zarzut oficerowi SB za to, że ten założył fałszywą teczkę tajnego współpracownika zakonnikowi z Torunia o. Tadeuszowi [czyżby "Freudowska" pomyłka "Gazety Wyborczej"? ― powinno być: Władysławowi ― do-pow. JS] Wołoszynowi." (zob.: nie podpisany materiał "Czy prominentny historyk IPN zmienia zdanie na temat teczek SB? Rozmowa z Janem Żarynem szefem Biura Edukacji Publicznej IPN", "Gazeta Wyborcza", nr 226(5233) z 27 września 2006 r., str. 2). Następnie kolej na tożsamość fałszerza: "Zarzuty już wkrótce ― mówi prokurator z bydgoskiego IPN Mieczysław Góra. [...] Esbek, o którym mówi prokurator, to ppor. Marek Kucz-kowski." (zob.: Sławomir Sowula, Jacek Hołub, "IPN oskarży esbeka o fałszowanie teczki", zob.: tamże, str. 7). Znamienne, że chociaż cennym dla tego dziennika wydaje się wskazanie na ew. fałszywki esbeckie w dzie-dzinie rejestrowania agentury, to zarazem ― z pedantyzmem wartym większej sprawy ― "Gazeta Wybor-cza" zdaje się podtrzymywać własną wersję sprzed 15 lat na temat tego, czy Kuczkowski sfałszował teczkę, założoną Hryniewiczowi: "Historyk z UMK prof. Wojciech Polak twierdzi, że Hryniewicz mógł być zarejestro-wany przez Kuczkowskiego jako agent bez własnej wiedzy. Sprawa do dziś nie jest wyjaśniona." (zob.: Sławomir Sowula, Jacek Hołub, dz. cyt., str. 7). Po kilku miesiącach 24 stycznia 2007 r. pion śledczy IPN przedstawił temu samemu esbekowi "zarzut psychicznego znęcania się nad jezuitą o. Władysławem Wołoszynem w latach 1981-86" (zob.: (mf, PAP), "IPN: Marek K. znęcał się nad ojcem Wołoszynem", "Nowości" nr 21(11148) z 25 stycznia 2007 r., str. 1). Postępowanie w tej ostatniej sprawie zostało rychło umorzone: "[...] sąd już po pierwszej analizie akt [...] zrezygnował z przeprowadzenia procesu, a werdykt wydał wczoraj na jednym posiedzeniu. Sąd przyjął jedynie, że Marek K. zmuszał duchownego do zaprzestania działalności duszpasterskiej, ale [...] musiał umorzyć sprawę na mocy amnestii." (zob.: Karol Dolecki "Esbek bez kary", "Gazeta Wyborcza" nr 69(5377) z 22 marca 2007 r., dodatek toruński, str. 1).

Moja uwaga!
Sprawa fikcyjnego rejestrowania TW-ulców jest dla mnie podejrzana! SB nie okłamywała samej siebie. Nalezy w tej sprawie zachować szczególna ostrozność!

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 09 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 09, 2016 6:46 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Nie Cze 07, 2009 8:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tekst długi i mocno nieSzmaczny. Osobiście fałszowanie akt SB też wykluczam, ze względu na bezcelowość - jedyny pozytyw dla fałszerza to 'wykazanie' się pracowitościa, ale jednak połączone z dużym ryzykiem, ze względu na solidną kontrolę wewnetrzną. Co innego 'uzupełnienia' dokonywane po latach w celu skompromitowania niewygodnych. Sprawa mocno delikatna. I ta strona (występowanie SBków jako wiarygodnych ekspertów) mogłaby się dać lepiej rozwiązać gdyby zdjąć z SB okrągłostołowy parasol i nadać tej organizacji status organizacji przestępczej.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group