" /> Dyskusje ogólne :: Złamali palce, nie ducha... z dedykacja dla ...
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Złamali palce, nie ducha... z dedykacja dla ...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pią Sty 26, 2007 12:28 pm    Temat postu: Złamali palce, nie ducha... z dedykacja dla ... Odpowiedz z cytatem

http://wiadomosci.onet.pl/1387385,1292,kioskart.html

Kiosk
Historia

Przemysław Kucharczak/09:42
Złamali palce, nie ducha
Patriotyzm wczoraj i dziś
Ja bym dzisiaj szczurowi krzywdy nie zrobiła. W karcerze szczury to byli moi przyjaciele. Ja z nimi rozmawiałam – mówi pani Kazia. Jej twarz patrzy dziś z billboardów w ośmiu miastach. Ta skromnie żyjąca staruszka poniosła dla Polski niewyobrażalne cierpienia.
REKLAMA Czytaj dalej

Kazimiera Jakoweńko nosiła panieńskie nazwisko Kamińska. Urodziła się 87 lat temu pod Równem na Wołyniu. Jej tata Dionizy wieczorami wołał swoje dzieci i opowiadał im o czasach, kiedy Polski nie było, bo rozszarpali ją zaborcy. O wspaniałym "Komendancie" – bo Dionizy był legionistą Piłsudskiego. Wspominał, jak w Legionach spał zmarznięty na ziemi, potwornie zmęczony. Mówił, jak trzeba szanować swój kraj i o niego walczyć. – Tak mnie to fascynowało, że kiedy rodzice pojechali na zakupy do miasta, bawiłam się w "Komendanta" – wspomina. – Moi bracia mieli kije zamiast karabinów i wykonywali moje "baczność", "spocznij"... Ale najmłodszy 4-letni Józio nie słuchał rozkazów, więc zamknęłam go w areszcie, czyli w klatce od królików. Rodzice nie byli zachwyceni – śmieje się dzisiaj pani Kazia.



Pani Kazimiera kupiła beret z orzełkiem w koronie. Nosi go na obchodach 11 Listopada, fot: Henryk Przondziono




Trzech kawalerów Kazi

Kazia wyrosła na wysoką szatynkę. Przed wojną zdała maturę. W 1945 roku dostała pracę przedszkolanki w Biskupicach koło Lublina. – Poznałam tam moich rówieśników, którzy twierdzili, że organizują młodzieżowe potańcówki. Oni przedstawili mnie trochę starszemu panu. Dziwiłam się, dlaczego mnie tak wypytują, jak jestem usposobiona do mojej ojczyzny, i o moją rodzinę. Długo mnie badali, a w końcu powiedzieli: "My walczymy za Polskę" – wspomina.

To była podziemna organizacja Wolność i Niezawisłość (WiN). Kazia złożyła przysięgę. "Przysięgam być wierną ojczyźnie mojej Rzeczpospolitej Polskiej! Stać nieugięcie na straży jej honoru!" – powiedziała dobitnie. – "O wyzwolenie jej z niewoli będę walczyć do ostatniego tchu w piersiach!" – dodała.

Do roty przysięgi dodany był dopisek: "Twoim obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku, zwycięstwo będzie Twoją nagrodą. Zdrada będzie karana śmiercią". – Kiedy później aresztowali mnie komuniści, to także dlatego nie mogłam zacząć sypać. Bo gdybym zdradziła, to śmierć i tak czekałaby mnie za bramą więzienia – mówi dzisiaj pani Kazimiera.

Przeszła szkolenie i została łączniczką. Wkrótce zamieszkała z rodziną we wsi Strzelniki pod Brzegiem. Zaczęła wtedy wozić meldunki między Opolem a Krakowem. – To były takie malutkie zwitki papieru. Nie wiedziałam, co w nich było. Także dla własnego bezpieczeństwa, żeby tego nie wyśpiewać, jeśli wpadnę w ręce komunistów – wspomina.

Meldunki przywozili do niej inni łącznicy. Najpierw był to mężczyzna na motorze. "Na oko" miał 35 lat. Kazia miała o dziesięć lat mniej. – A co to za człowiek tu przyjeżdża? To twój narzeczony? – pytała mama. – Nieee mamo... – wykręcała się Kazia i zaczynała "ściemniać", mówiąc językiem dzisiejszej młodzieży. Wkrótce jednak także sąsiadka zaczęła dopytywać się, dlaczego do Kazi przyjeżdża taki stary kawaler. Dziewczyna dała więc znać szefom, że trzeba uważać.

Wkrótce więc do drzwi zapukał rówieśnik Kazi. Miał zaskakujące przebranie. – Kazia, jakiś Ruski pyta o ciebie – przybiegła zaniepokojona mama. Okazało się, że to łącznik. To był niezły pomysł, bo we wsi stacjonował wtedy cały oddział żołnierzy sowieckich. Rosjanie mieszkali nawet na piętrze domu Kazi. – Ale córciu, to przecież Ruski... – martwiła się mama. – Mamo, a Ruski to nie człowiek? – odpowiadała Kazia.

– Mama chyba umarłaby ze strachu, gdyby dowiedziała się, o co naprawdę chodzi. Ale mój tata już wtedy się domyślał – uśmiecha się dzisiaj Kazimiera.

W końcu czujna sąsiadka i tak zauważyła, że dziewczyna rozmawia z radzieckim żołnierzem. Kazię zaczął więc wkrótce odwiedzać... polski żołnierz. – A czego to same żołnierze do niej przychodzą? – pytała znów sąsiadka. – W naszej organizacji nie znaliśmy swoich nazwisk. Bezpieczniej było nie wiedzieć o sobie za dużo. Ja byłam po prostu "Kazka". I tyle – wspomina.

"Kazka" wchodziła z meldunkami do umówionych miejsc w Krakowie. – Patrzę: siedzi facet. To ten, czy nie ten? Więc mówiłam: "Ach, dzisiaj jest silny wiatr, ja bardzo zmarzłam". A facet na to nagle: "Wiatr ustaje. Z zachodu nadchodzi pogoda". Wtedy wręczałam mu przesyłkę, bo to był nasz umówiony system haseł i odzewów – uśmiecha się pani Kazimiera.

Igłą pod paznokcie

Niestety, w grudniu 1945 roku, w czasie powrotu z misji dziewczyna zorientowała się, że jest śledzona. – Podejrzany mężczyzna wsiadł za mną do przedziału, siedział schowany za gazetą. Czułam, że może być źle. Ale wróciłam do domu. A w nocy wielki rumor: otwierać! Zabrali mnie na UB w Brzegu – wspomina.

To, co zrobili jej tam ubecy, dzisiaj nie mieści się w głowie. Wbijali 25-letniej dziewczynie igły pod paznokcie. Wsadzali między drzwi a framugę palce i łamali jeden po drugim. Dlatego palce pani Kazi do dzisiaj są zdeformowane – bynajmniej nie z powodu reumatyzmu. Kopali ją i gasili na jej skórze papierosy. Najważniejszy był tam funkcjonariusz w polskim mundurze, który mówił tylko po... rosyjsku. – Pamiętam, jak zbliżała się jego pięść. Jak mnie strzelił, to już 60 lat nic nie słyszę na lewe ucho. Zemdlałam – wspomina. – A na prawe też słabo słyszę, bo mój stary aparat słuchowy się psuje, a na nowy mnie nie stać. Więc mówcie do mnie panowie trochę głośniej – uśmiecha się staruszka do dziennikarzy "Gościa".

– Skąd pani wzięła siłę, żeby to przetrwać? – Może będziecie się ze mnie śmiać. Ale wam powiem. Kiedyś w karcu stałam w wodzie i myślałam, że już nie wytrzymam. Było tam małe okieneczko, które wychodziło na spacerniak. Patrzałam w to okienko i wydawało mi się, że widzę Pana Jezusa na krzyżu. Wyglądał tak prawdziwie, że ja do dzisiaj się do Niego modlę. Często odmawiam modlitwy do Krwi Jezusa. Pomyślałam wtedy o Jego męce. I pomyślałam sobie, że ja to wytrzymam – wspomina.

Zabierz to ścierwo

Pod koniec sierpnia 1946 roku Kazia nie potrafiła już ustać na nogach. Przy 175 cm wzrostu ważyła 32 kg. Lekarz orzekł: nie widzę szans, by przeżyła. Ubecy posłali po ojca dziewczyny. Powiedzieli mu: "Zabieraj to ścierwo". – Tata wyniósł mnie z aresztu w Brzegu na rękach – wspomina pani Kazimiera. – Do życia przywrócił mnie wielkim wysiłkiem Andrzej Kociołek, lekarz z mojej wioski i wspaniały człowiek – dodaje.

Na wolności Kazia wyszła za mąż, urodziła córkę Elę i syna Wieśka. Dziś żyje we Wrocławiu z niewielkiej renty, bo po ubeckiej kaźni była niezdolna do podjęcia pracy. Brakuje jej pieniędzy na lekarstwa, ale powtarza: cieszę się, że doczekałam dzisiejszych czasów. – Przysięgaliśmy z przyjaciółmi z WiN-u, że kto z nas dożyje, to ma opowiedzieć nowemu pokoleniu, jak poświęcaliśmy życie za Polskę. Choćby przyszło czekać 50 i 60 lat – mówi. – I wie pan co? Mam już 87 lat, ale gdyby była taka potrzeba, to jeszcze raz poszłabym dla Polski do więzienia. Młodzi czasem myślą, że starsi ludzie przez całe życie tylko jedli i spali. Bo wyglądają niedołężnie, więc trudno uwierzyć, że oni też kiedyś prężnie działali – mówi staruszka.

Areszt zostawił w niej lęki. Dlatego pani Kazia nigdy nie zwiedza ruin. Źle się niedawno poczuła nawet w podziemiach na Jasnej Górze. – Przypomina mi się tam prowadzenie do karca, między szczury. A wtedy robi mi się słabo – mówi.

Często odwiedzają ją wnuki Szymon (górnik) i Dawid (wojskowy, już dwa razy był w Iraku). Pytają: babciu, dali ci już jakiś medal? Kazimiera odpowiada, że nigdy jej za nic nie odznaczono. – Może jeszcze o mnie nie wiedzą? Chciałabym, żeby wnuki miały po mnie taką pamiątkę. Ale to nic, przecież na drugi świat orderu i tak nie wezmę – śmieje się.

Zżyma się, gdy ktoś młody mówi przy niej: "Gdzie chleb, tam ojczyzna". Mimo to podkreśla, że większość polskiej młodzieży jest wspaniała. Chwali Magdę Gizę, z którą połączyli ją na billboardzie pracownicy Narodowego Centrum Kultury, prowadzący akcję "Patriotyzm jutra". – Z naszej młodzieży będą ludzie. Byłoby jednak dobrze, gdyby rodzice częściej rozmawiali z dziećmi o sensie patriotyzmu. O tym, co w życiu należy oddać cezarowi, a co Bogu – mówi.

Lzy mi stają w oczach oraz czuje bezsilność na otaczającą mnie rzeczywistość. Krew mnie zalewa gdy widze uśmiechniete mordy ubeckie , pokazujące wyprostowany palec wskazujący.... możecie nam skoczyć! To jest wolny ,suwerenny, niepodlegly kraj ? Polska praworządna i sprawiedliwa.?????????????
Wierze, że to kiedyś się zmieni ... a kiedy tego nie wiem.
Smutna to konstatacja.

Ten artylul dedykuje abp.Józefowi Michalikowi Metropolicie Przemyskiemu i abp.Stanislawowi Dziwiszowi z Krakowa , którzy wiecznie zaląmują rece nad UBekami i wszelkiej maści agentami z PRL ... w rodzaju Wielgusa , jacy to oni byli i sa nieszczęśliwi !!!!!
Skoro tak ! To ta 87 letnia kobieta-Kazimiera Jakoweńko - Kamińska - kim jest dla Kościola katolickiego w Polsce i w Watykanie ...? Kim jest ....????????? Czekam na zwięzlą i rzeczową odpowiedz.

Tym zasadniczym pytaniem do jakże najważniejszych autorytetów w Kościele katolickim w dzisiejszej Polsce kończę swoje komentarze na stronie Solidarności Walczącej .

Robert Majka z Przemyśla, tel.506084013 mail: robm13@interia.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 11:42 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pią Sty 26, 2007 2:23 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://wiadomosci.onet.pl/1473421,11,item.html

Kraj 12:58


"Próbowano sprzedać mi akta SB"


Abp. Józef Życiński
TVN24


Arcybiskup Józef Życiński ujawnił w Lublinie, że przed kilkoma laty otrzymał propozycję kupienia materiałów SB, które miały obciążać Kościół.
"Ktoś kto nie ukrywał, że ma związki z dawnym wydziałem IV (SB - PAP) informował mnie, że ma listę osób, które mnie zainteresują, a w przyszłości ich ujawnienie może sprawić pewien kłopot.

Kościół ma pieniądze, niech Kościół zapłaci, to wtedy on będzie życzliwy" - powiedział metropolita lubelski na konferencji prasowej.REKLAMA Czytaj dalej

"Nie teczką, to czym innym"

Abp Józef Życiński odnosząc się w Tok FM do publikacji "Głosu Wielkopolskiego" powiedział: "Ten wybór czasu jest dla mnie czymś zagadkowym". Według niego o tej sprawie można było pisać od kilku lat, tymczasem media zajęły się nią w momencie, gdy nowe książki autorstwa abp. Dziwisza zbierają pozytywne recenzje i spotykają się z dobrym przyjęciem.

Według abp. Życińskiego brak szybkich działań papieża mógł wynikać przede wszystkim z potrzeby dogłębnego zbadania poszczególnych spraw.

"Nie można było przyłożyć kardynałowi teczką, to trzeba było czym innym" - powiedział duchowny.


Abp Życiński dodał, że nie padła żadna kwota. Hierarcha nie skorzystał z propozycji, odesłał oferującego do ABW.


To jako zalącznik do informacji o katowanej przez UB , 87 letniej kobiecie -Kazimierze Jakoweńko - Kamińskiej.

Robert Majka z Przemyśla, tel.506084013 mail: robm13@interia.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jerzy Dąbrowski
Weteran Forum


Dołączył: 01 Gru 2006
Posty: 314

PostWysłany: Pią Sty 26, 2007 10:13 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Życiński ujawnił w Lublinie, że przed kilkoma laty otrzymał propozycję kupienia materiałów SB.

A gdzie się podział obywatelski obowiązek, do którego arcybiskup zawsze przy okazji imprezy typu "wybory" nawołuje.

Czy aby obywatel Życiński nie powinien złożyć zawiadomienia do prokuratury o propozycji dokonania przestępstwa?

Tak podkreślam OBYWATEL jak każdy inny. A może autorytety tak wielkie już nie muszą? A może dlatego że materiały SB dotyczyły samego zainteresowanego?

A może nie !?

Najlepiej jakby obywatel Życiński zamilkł - bo jest on już tylko de(moralizatorem) skołowanych ludzi.

Mamy przez niego takie "Zezowate szczęście" że mi jak Piszczykowi chce się krzyczeć: ..... Życiński na Madagaskar.

_________________
Nie jedna miarka wskazuje na Jarka,
Wi?c tak jak czuj? tak zag?osuj?!
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group