" /> Dyskusje ogólne :: red. Krzysztof Wyszkowski; Proces gen. Czesława Kiszczaka
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

red. Krzysztof Wyszkowski; Proces gen. Czesława Kiszczaka

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Gru 18, 2009 1:05 pm    Temat postu: red. Krzysztof Wyszkowski; Proces gen. Czesława Kiszczaka Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20091218&typ=po&id=po42.txt

NASZ DZIENNIK Piątek, 18 grudnia 2009, Nr 296 (3617)

"Zjawisko oporu sądów przed rozliczeniem zbrodni komunizmu jest aż nadto widoczne. Nie potrafię zdiagnozować jego przyczyny

To, co mówi Kiszczak, jest niewiarygodne


Z mecenasem Januszem Margasińskim, pełnomocnikiem rodzin górników zastrzelonych w kopalni "Wujek", rozmawia Zenon Baranowski

W lutym ruszy czwarty proces Czesława Kiszczaka oskarżonego o sprawstwo kierownicze pacyfikacji w kopalni "Wujek". W wywiadach Kiszczak powtarza, że nie wydawał rozkazów, a broń została użyta w obronie własnej.
- To linia obrony przyjęta przez Kiszczaka. Absolutnie nie zasługuje na wiarę, ponieważ jest zupełnie oderwana od ówczesnej rzeczywistości. Szyfrogram można określić jako bezprawny i taki, który doprowadził do tragedii w "Wujku" i nie tylko. Stanowił podstawę dla służb reżimowych do dławienia oporu i do strzelania do ludzi. Jestem zaskoczony tym, że media w ramach pewnej przychylności wobec tego człowieka publikują tego rodzaju wywiady.

Ale to ma miejsce nie tylko na płaszczyźnie medialnej. Według wyroku warszawskiego sądu apelacyjnego, zbyt dużą wiarę zeznaniom Kiszczaka dał także sąd okręgowy.
- Kiszczak ma konkretny zarzut, rozesłał szyfrogram, w którym ustalił reguły postępowania i zezwolił na używanie broni pododdziałom formacji mu podległych. To jest przedmiotem postępowania. To, czy doszło do walki w "Wujku", czy nie doszło, to jest kwestia wtórna. Zresztą zupełnie sprzeczna, jeżeli chodzi o sąd warszawski, z tym, co uznał sąd w Katowicach. Nigdy nie było w "Wujku" walki wręcz między górnikami a siłami, które chciały ten strajk zdławić. Patrząc z perspektywy najbliższego procesu (ponieważ mamy już te terminy wyznaczone), ta sprawa powinna być naprawdę osądzona w dwóch, trzech terminach. I powinno być po procesie.

Wydając ten szyfrogram, Kiszczak dał wolną rękę...
- Tym szyfrogramem scedował uprawnienie do podjęcia decyzji o użyciu broni na dowódcę pododdziału.

Czyli bardzo niski szczebel...
- Najniższy możliwy szczebel. On upoważnił do podjęcia decyzji o użyciu broni dowódcę takiego pododdziału.

Przez 20 lat praktycznie nie rozliczono zbrodni komunistycznych.
- Dotyka pan kwestii politycznej. Ja bym się nie chciał na ten temat specjalnie wypowiadać.

Uważa Pan, że to kwestia polityczna?
- Tak. Dzisiejsza rzeczywistość jest chyba konsekwencją porozumień zawartych przy Okrągłym Stole.

Poświęcono racje sprawiedliwości w imię korzyści politycznych...
- W pierwszym procesie w sprawie "Wujka" zeznawał Wojciech Jaruzelski. Po jego zeznaniach można było wyrobić sobie opinię, jaka była jego rola. W jaki sposób traktował państwo, Naród. Wówczas określiłem go jako sowieckiego generała w polskim mundurze, który spośród polityków tamtego reżimu miał chyba najwięcej krwi naszych rodaków na rękach. I jemu powierzono funkcję prezydenta w 1989 roku.

Ale mamy niezależne sądy...
- W "Naszym Dzienniku" był wywiad z senatorem Piotrem Andrzejewskim, który mówił na temat rozliczania w sądach zbrodniczej przeszłości komunistycznej. Ja się z nim w pełni zgadzam, że jeśli chodzi o tego rodzaju sprawy, to natrafiają one na wyjątkowy opór ze strony sądów, żeby je szybko, sprawnie i solidnie osądzić. Dlaczego tak się dzieje, nie potrafię zdiagnozować. Ale zjawisko oporu sądów przed osądzeniem tych zbrodni jest.

Może po 1989 r. było sensowne powołanie jakiegoś specjalnego trybunału do rozliczenia zbrodni komunistycznych.
- Dwadzieścia lat temu można było zmienić Konstytucję, powołać właściwe organy i wszystko rozliczyć. Inaczej by to wszystko dzisiaj wyglądało. Nieukarana zbrodnia jest stokroć gorsza niż nawet - można zaryzykować - jakaś drobna sądowa pomyłka. Na świecie nie ma tego rodzaju oporów. Niemcy nie patrzą na nic, sądzą Johna Demjaniuka. Wszędzie się sądzi ludzi, którzy popełniali zbrodnie. Obecnie nie widzę racjonalnych przesłanek do tego, żeby powoływać jakiś specjalny sąd. Wymiar sprawiedliwości powinien sobie z tym poradzić. Ale tylko taki, który dobrze funkcjonuje.

Dziękuję za rozmowę."


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Pią Lut 05, 2010 7:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 6:56 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Gru 18, 2009 1:12 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20091218&typ=po&id=po41.txt

NASZ DZIENNIK Piątek, 18 grudnia 2009, Nr 296 (3617)

"Pyta pani o Kiszczaka? Dla mnie miałoby duże znaczenie, gdyby go w końcu ukarali

Po prostu trzeba ich rozliczyć

Z Andrzejem Gizą, bratem Krzysztofa zastrzelonego w KWK "Wujek" w Katowicach, rozmawia Maria S. Jasita

Pana brat miał zaledwie 24 lata, kiedy zginął. W 1977 r. przyjechał do Katowic, podjął pracę w "Wujku". Jak go Pan wspomina?
- Dla mnie był to kochany, bardzo fajny i zawsze gotowy do pomocy chłopak. Widziałem się z nim 4 dni przed stanem wojennym. Najpierw był u mnie w Tarnogrodzie, bo był ojcem chrzestnym mojej córki. Odwiedził ją przed świętami, a później przyjechałem z nim tutaj. Wówczas niczego u nas nie było. Wiadomo, jakie to były czasy - tragiczne: nie było jedzenia, nie było czym posmarować chleba. Dał mi trochę smalcu, pomógł tak, że kupiłem sobie na Śląsku kilka różnych rzeczy. Wtedy ostatni raz go widziałem. Odbieram go jako bardzo dobrego człowieka - i tyle. Bardzo mi go brakuje.

Pamięta Pan dzień, w którym zginął?
- Wspomnienia niesamowite, zwłaszcza moment, kiedy się dowiedziałem o jego śmierci. Dokładnie pamiętam, że właśnie wędziłem kiełbasę, bo to było przed Świętami Bożego Narodzenia, gdy mama przyjechała do Tarnogrodu powiedzieć mi o tym, że Krzysztof zginął. Te uczucia... to było coś strasznego. Do tej pory jest mi ciężko o tym mówić - zwłaszcza że mama tak bardzo przeżyła tę śmierć, że sama niedługo jeszcze pożyła...

Trudno pogodzić się z tym, co się stało...
- Tak, to już chyba zostanie do końca życia. Szczególnie dużo o tym myślimy, kiedy przychodzi kolejna rocznica śmierci. Wtedy tak najbardziej zbiera się taki ból, że na darmo to wszystko poszło. Czas swoje jednak robi, wszystko się rozmywa. Grób mojego brata jest w Tarnogrodzie i gdy kiedyś tam byłem na obchodach rocznicy, to było strasznie politycznie. Bardzo mnie zdenerwowała ta polityka - dwóch posłów, senator - to mi się nie podobało. Zamiast jakiejś refleksji na temat tej śmierci i stanu wojennego, przyszli politykować.

Ostatni raz na Śląsku premier był widziany w czasie Barbórki połączonej z biesiadą piwną.
- To jest chyba takie jego podejście - pojawia się tam, gdzie można zabłysnąć, gdzie jest więcej ludzi. A gdzie trzeba się pochylić z pokorą nad historią, gdzie nie ma zabawy, tylko normalne spotkanie z rodzinami, to już nie odczuwa potrzeby, żeby tam być.

Ma Pan żal do polskich władz, sądów, że przez te wszystkie lata nie rozliczyły tak jak trzeba tej zbrodni?
- Oczywiście, że tak. Przede wszystkim o to, że nie zostali ukarani ci, którzy się do tej tragedii przyczynili. Jaruzelski zawsze mówił, że tylko dlatego wprowadził stan wojenny, bo bał się inwazji sowieckiej. A przecież to jest absurd i teraz wychodzi na wierzch, że było odwrotnie - to Ruscy do nas nie chcieli przyjść. Czy to nie jest śmieszne? Jak mógł tyle lat okłamywać Naród? Ale jakoś kary dla niego nie ma. Jeśli chodzi o naszych rządzących, to za bardzo zapominają o tym, co się stało. Po prostu trzeba rozliczyć tych ludzi.

W lutym ruszy jednak czwarty proces generała Czesława Kiszczaka.
- Dla mnie miałoby duże znaczenie, gdyby go w końcu ukarali. Ale osobiście wątpię w to, czy do czegoś dojdzie. Raczej się to wszystko zaczyna rozmywać: po pierwsze - z powodu upływu czasu, a po drugie - nie bardzo chcą go ruszyć.

Dziękuję za rozmowę."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Krystyna Szkutnik
Moderator


Dołączył: 13 Cze 2008
Posty: 757

PostWysłany: Pią Gru 18, 2009 1:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"- W "Naszym Dzienniku" był wywiad z senatorem Piotrem Andrzejewskim, który mówił na temat rozliczania w sądach zbrodniczej przeszłości komunistycznej. Ja się z nim w pełni zgadzam, że jeśli chodzi o tego rodzaju sprawy, to natrafiają one na wyjątkowy opór ze strony sądów, żeby je szybko, sprawnie i solidnie osądzić. Dlaczego tak się dzieje, nie potrafię zdiagnozować."
Margasiński nie potrafi zdiagnozować rzeczy oczywistej Wink
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Pią Gru 18, 2009 6:10 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
To, co mówi Kiszczak, jest niewiarygodne
jest to tautologia, co można przetłumaczyć dla tych, którzy wiedzę z logiki zdobywają na ulicy jako "ten typ tak ma". Przywiązywanie jakiejkolwiek wagi, czy próba uznania tego, co mówi szef tajnych służb jako źródła wiedzy? - Tu się Pan puknij. O tu! (chciałoby się powiedzieć)
Jak już nie jeden raz (chyba i na tym Forum też) pisałem, to traktowanie np. oświadczeń rzeczników KGB, czy jakichkolwiek wywiadów przedstawicieli resortów bezpieczeństwa za prawdziwe, świadczyć może o infantyliźmie takiego kogoś. Wyjątkiem może być wypadek gdy jedne służby rozmawiają z drugimi - wtedy jest po prostu spektakl, ew. manewry, gdyż rozmówcy wiedzą wzajemnie kto to są ich interlokutorzy.

Należy pamiętać zawsze i wszędzie:

Jakakolwiek 'informacja', czy nawet prosta wypowiedź funkcjonariusza służb tajnych (jawnych i dwupłciowych Wink ) służy wyłącznie dezinformacji.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Nie Gru 27, 2009 11:51 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20091224&typ=po&id=po61.txt

NASZ DZIENNIK Boże Narodzenie, 24-27 grudnia 2009, Nr 301 (3622)

"Tamtego dnia czas się dla nas zatrzymał

Z Janiną Stawisińską, matką Jana Stawisińskiego śmiertelnie rannego w kopalni "Wujek", rozmawia Maria S. Jasita

Jak zapamiętała Pani swojego syna? Kiedy zginął, miał 21 lat...
- Ciężko mi o tym mówić, ciągle nie potrafię... Był po prostu dobrym chłopcem - otwartym, życzliwym, ze wszystkimi potrafił się dzielić. Był bardzo wysoki - mierzył 198 centymetrów. Typ sportowca: grał w rugby, siatkę i kosza, pływał, był płetwonurkiem i ratownikiem WOPR. Kiedy pojechał do Katowic, pracował w kopalni na nocki i uczył się w technikum górniczym przy ul. Mikołowskiej. Bardzo chciał być geologiem, a on zawsze dopinał swego...

Tego dnia miało go nie być w pracy?
- Tak, miał do wykorzystania urlop i planował przyjechać do domu 7 grudnia. Gdyby tak zrobił, to siłą rzeczy 16 grudnia by go tam nie było. Ale stało się, jak się stało - nie przyjechał do domu, tylko zadzwonił. Powoli zaczynały się te wszystkie niepokoje i już nie chciał brać urlopu. Powiedział: "Mamuś, nie przyjadę, bo coś się dzieje i teraz nie mogę jechać. Przyjadę, jak się to wszystko skończy". Mało tego, on był wtedy chory na zapalenie oskrzeli i mógł nie iść na kopalnię, bo miał 39-stopni gorączki i zwolnienie od lekarza. Ale powiedział mi, że są tam wszyscy jego koledzy, więc on nie może zostać w domu i leżeć w łóżku. Wziął kanapki, poszedł na noc do pracy i już z kopalni nie wrócił.

Jak się Pani dowiedziała o tym, co się stało?
- Już kilka dni wcześniej czułam, że coś "wisi w powietrzu". Pracowałam wtedy w CPN, który był zmilitaryzowanym zakładem i wojsko kręciło się częściej niż zwykle, sprawdzając, czy zapasy wojskowe są nietknięte. Natomiast o samej tragedii dowiedziałam się z Radia Wolna Europa, którego słuchałam zawsze w pracy. W tej rozgłośni usłyszałam, że na "Wujku" była strzelanina i że są ofiary. Podawali to o godz. 1.00 w nocy w dzienniku, więc wracając rano z pracy, napisałam zaraz podanie i poszłam do urzędu miasta po przepustkę - dla siebie i mojej młodszej córki Beaty. Tego samego dnia, 17 grudnia wieczorem, pojechałyśmy tam. To był pociąg relacji Kołobrzeg - Katowice z przesiadką w Białogardzie. Jechałyśmy na stojąco przez 13 godzin. Był problem nawet z przejściem do toalety - tyle było ludzi. O godz. 5.27 dojechałyśmy do Katowic.

Pamięta Pani wszystko bardzo dokładnie...
- Mam to tak wszystko w pamięci, jakby to było wczoraj. Prawie wszystko dokładnie pamiętam mimo swojego wieku i chorób. Jeśli tylko coś mi umyka, to staram się to sobie przypomnieć - przecież to było moje najstarsze dziecko, jedyny syn... Ale powrócę do wspomnień: córka wiedziała, gdzie to wszystko jest, bo co miesiąc woziła Jasiowi jedzenie. On mieszkał w Katowicach, u swoich przyjaciół - państwa Ciszewskich. Poszłyśmy do nich, chcąc przy okazji zanieść ryby, które przywiozłyśmy im na Wigilię z Koszalina. To tam dowiedziałyśmy się, że syn jest w szpitalu w Szopienicach, ma przestrzelone obie półkule mózgu. Pani Ciszewska powiedziała mi, że chciała nadać telegram, ale wtedy trzeba było mieć pieczątkę z komendy wojewódzkiej policji. Nie dostała jej, bo usłyszała, że będzie ona przysługiwać dopiero wtedy, gdy Janek umrze. Do szpitala można było jechać dopiero po godz. 14.00; pojechaliśmy wszyscy: ja z moją córką, oboje Ciszewscy i jeszcze dwóch kolegów. Jasiu leżał wtedy na chirurgii, miał obandażowaną głowę, bez nazwiska, opisany tylko jako "górnik nr 1". Był w okropnym stanie. Jak byłyśmy w jego pokoju, to przyszedł lekarz, chwycił go nieprzytomnego za nogę, puścił ją i powiedział do mnie: "To już trup". Myślałam, że serce mi pęknie. Do tej pory nie umiem spokojnie tego wspominać, boję się, że zaraz się rozpłaczę, emocje są ciągle tak żywe... Były też słowa otuchy: chodząc po korytarzu i płacząc, spotkałam tam wtedy mężczyznę, którego kuzynka była asystentką przy tej operacji. Powiedział, że mam się nie martwić, bo do 23. roku życia mózg się regeneruje, i że na pewno wszystko będzie dobrze. Tak mnie pocieszał.

Niestety, syn nie odzyskał przytomności...
- Tego samego dnia przyjechała erka z Centralnego Szpitala Górniczego w Ochojcu, żeby zabrać Jasia. Uprosiłam lekarkę, żebyśmy mogły też tą karetką pojechać, bo później byśmy nie wiedziały, gdzie on jest, co się z nim dzieje; przecież był stan wojenny, nie można się było swobodnie poruszać. Zgodziła się. Pojechaliśmy do Ochojca - tam Janek leżał przez prawie 6 tygodni na oddziale reanimacyjnym. Wzięłam sobie bezpłatny urlop w koszalińskim CPN i zatrudniłam się na "erce" w Katowicach, żeby być blisko. Pracowałam jako salowa codziennie od godz. 6.00 rano do 3.00 w nocy; nie miałam chwili odpoczynku. Cały czas coś robiłam i ta praca mnie tak zajmowała, że nie byłam obciążona myślami o moim synu, bo przecież inaczej można by było zwariować. Pucowałam oddział tak, że wszystko lśniło, a w międzyczasie chodziłam do Jasia. Tam klękałam, mówiłam pacierz, trzymałam go za rękę. Rozmawiałam z nim i czasami wydawało mi się, że on jednak czuje ten mój dotyk. Ale on się nie obudził. Zmarł 25 stycznia 1982. Pamiętam, że poszłam rano do kościoła, a jak wróciłam, to już nie żył.

Mówi się, że czas leczy rany. Jak ułożyło się Pani życie po tej tragedii?
- Nie, on je tylko zabliźnia, a bez przerwy się je rozdrapuje. Jak jestem sama i sobie tak usiądę, to jestem tam i nigdzie więcej. Dla mnie tak naprawdę czas się zatrzymał 16 grudnia 1981 roku. Wciąż żyję w tamtym czasie. Ciężko jest też moim córkom, Małgosi i Beacie, bo to było bardzo kochające się rodzeństwo. Oni byli ze sobą bardzo zżyci, jedno drugie zawsze wspierało, zawsze sobie pomagali. Nigdy między nimi nie było jakichś kłótni czy awantur. Pielęgnuję pamięć o nim wśród moich czterech wnuków, dzisiaj już dorosłych, studentów. W tym roku ze względu na stan zdrowia nie mogłam pojechać na uroczystości do Katowic, więc pojechał jeden z nich, Piotr. Ta rana cały czas boli tak samo - a może nawet jeszcze bardziej, bo te trochę zabliźnione rany krwawią; od tych wspomnień nie sposób uciec. Zresztą nawet nie próbuję.

Co w ciągu tych 28 lat polskie władze zrobiły dla rodzin górników z "Wujka"?
- Niestety, państwo nic dla nas nie zrobiło - ani za prezydentury Lecha Wałęsy, ani za kolejnych. Oni dbają tylko o swoje interesy: jak im jest dobrze i mają pełne portfele, to wtedy są zadowoleni. Odszkodowań do tej pory nie ma, a przecież polskie państwo jest mi to winne, prawda? Przecież oni oddali swoje życie za dwie wielkie sprawy: za Ojczyznę i za godność Polaka. Niestety, ta dzisiejsza wolna Polska z całą pewnością nie spełniałaby ich oczekiwań. To, co wicepremier Pawlak niby "załatwił", to nie żadne odszkodowania tylko bezzwrotna zapomoga dla naszych rodzin ze strony holdingu węglowego. Górnicy zgodzili się na to, żeby swoją ciężką pracą podzielić się z rodzinami ofiar "Wujka". Ale to jest jedynie gest dobrej woli górników, ludzki odruch, a nie rekompensata od państwa.

Jakie znaczenie miały dla Pani te wszystkie procesy, które się odbyły?
- Polska sprawiedliwość to niesprawiedliwość! W tym kraju nie ma jednakowego prawa dla wszystkich: są równi i równiejsi. Nic się nie zmieniło od czasów rządów komunistycznych. Wymierzone kary były absolutnie nieadekwatne do ich czynu. Ci wszyscy zomowcy, którym odczytano te niby-wyroki, nie przebywają w więzieniu tylko w areszcie śledczym. Co to jest dla nich za kara? To jest śmieszne! Ciągle dostaję z aresztów śledczych pisemka, że poszczególni zomowcy wychodzą 2-3 razy w miesiącu do domu na przepustkę. Oni mają dom, żony, dzieci - a mojego syna i kilku innych tego wszystkiego pozbawiono. Oni wtedy dostawali za to grube pieniądze i jakby im kazano, to własną matkę by zabili z karabinu na pierwszym lepszym zakręcie. Co to są w ogóle za ludzie?

W lutym rusza czwarty proces Czesława Kiszczaka...
- Chciałabym, żeby był osądzony należycie, ale naprawdę już nie wierzę w polską sprawiedliwość. Mimo to jeśli będę się dobrze czuła, to zamierzam w tym procesie uczestniczyć. Jeździłam do Katowic prawie na wszystkie procesy. Przez piętnaście lat częściej byłam w Katowicach niż w domu. W końcu powinni ich osądzić sprawiedliwie, jeżeli w naszym kraju rzeczywiście prawo znaczy prawo i jest ono takie samo dla wszystkich.

Dziękuję za rozmowę."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Lut 05, 2010 7:47 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100205&typ=po&id=po01.txt

NASZ DZIENNIK Piątek, 5 lutego 2010, Nr 30 (3656)

"Czwarte podejście do osądzenia byłego szefa MSW Czesława Kiszczaka. Zarzut: przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników w kopalni "Wujek" w 1981 roku

Skazać Kiszczaka


Sprawa, która według ocen prawników powinna się zakończyć po kilku posiedzeniach sądu, toczy się już szesnaście lat. W poprzednich procesach Czesław Kiszczak był tylko raz skazany, bo sądy albo go uniewinniały, albo uznawały, że sprawa uległa przedawnieniu. Rodziny ofiar liczą na to, że tym razem będzie inaczej. Dziś przed Sądem Okręgowym w Warszawie pierwsza rozprawa w czwartym procesie Kiszczaka.

Po kilkunastu latach oczekiwania na rozliczenie zbrodni w kopalni "Wujek" rodziny ofiar i ich koledzy spodziewają się, że wreszcie zapadnie sprawiedliwy wyrok. - Jeśli sąd uwzględni sugestie apelacji, do czego jest zobowiązany, to jesteśmy tutaj o krok dalej. Może wreszcie zapadnie sprawiedliwy wyrok - mówi Krzysztof Pluszczyk, przewodniczący Społecznego Komitetu Pamięci Górników KWK "Wujek". W przeciwieństwie do sądu, mają wyrobione jednoznaczne zdanie o winie byłego ministra spraw wewnętrznych. - Dla nas tutaj, na Śląsku, nie ma żadnych wątpliwości, że Kiszczak jest winny, i to nie tylko śmierci górników z "Wujka". W konsekwencji wydania szyfrogramu zginęło wielu ludzi w Polsce, nie tylko w stanie wojennym, ale również po nim - podkreśla Pluszczyk.
Zgodnie z aktem oskarżenia Kiszczak umyślnie sprowadził "niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi" przez skierowanie 13 grudnia 1981 r. szyfrogramu do jednostek milicji, które miały pacyfikować zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu wojennego, m.in. kopalnie "Wujek" i "Manifest Lipcowy". Prokuratura stoi na stanowisku, że Kiszczak przekazał w nim - bez podstawy prawnej - dowódcom oddziałów MO swoje uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni palnej. Kiszczakowi grozi za to do 10 lat więzienia.
Mecenas Janusz Margasiński, pełnomocnik rodzin górników zastrzelonych w kopalni "Wujek", ocenia, że szyfrogram był bezprawny i doprowadził do tragedii. - Stanowił podstawę dla służb reżimowych do dławienia oporu i strzelania do ludzi - podkreśla. Dodaje, że Kiszczak ustalił w szyfrogramie reguły postępowania i zezwolił na używanie broni przez podległe mu pododdziały.
Sądy warszawskie mają jednak trudności z przyjęciem takiego stanu rzeczy, czego nie mogą zrozumieć górnicy. - Sprawa Kiszczaka, czego w pewnym momencie nie potrafiliśmy do końca zrozumieć, została wyłączona z tego procesu i przeniesiona do Warszawy. Nagle tam miała zupełnie inny przebieg - mówi Pluszczyk. Proces Kiszczaka ciągnie się już od roku 1994. W pierwszej decyzji sądu z 1996 r. uniewinniono go, a kolejny wyrok z 2004 r. skazywał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu. Oba orzeczenia zostały uchylone przez sąd apelacyjny. W ostatnim procesie przed Sądem Okręgowym w Warszawie w 2008 r. stwierdzono, że karalność nieumyślnego - jak przyjęto - czynu Kiszczaka przedawniła się w 1986 r., zatem sprawę umorzono.
Wyrok ten poddał druzgocącej krytyce Sąd Apelacyjny w Warszawie w październiku zeszłego roku. Stwierdził on, że sąd okręgowy źle ocenił winę Kiszczaka, uznając, że popełnił swój czyn nieumyślnie. - Przeprowadzona przez sąd pierwszej instancji analiza materiału dowodowego w zakresie ustalenia zamiarów oskarżonego jest nietrafna - uzasadniał sąd. W konsekwencji nie można było umorzyć tej sprawy ze względu na jej przedawnienie.
Według sądu apelacyjnego, Kiszczak dopuścił się zbrodni komunistycznej, której przedawnienie nastąpi dopiero w 2020 r., a nie - jak przyjął sąd okręgowy - w 1986 roku. - Termin przedawnienia upływa 1 sierpnia 2020 r., jako że przepis dotyczący zbrodni komunistycznej po przyjęciu umyślności powoduje konieczność przyjęcia, że czyn ten jest zbrodnią komunistyczną - wskazywał sędzia. Podkreślił, iż były szef MSW miał obowiązek wydania aktu regulującego użycie broni palnej w sytuacjach nadzwyczajnych, co wynikało z dekretu o stanie wojennym. - Wyjaśnienia oskarżonego, że ktoś mu coś radził albo że dekret w sposób wystarczający to regulował, nie mogą się ostać, bo jest to delegacja z dekretu, którą miał obowiązek wykonać - brzmiało uzasadnienie. Niewątpliwie Kiszczak musiał zdawać sobie sprawę z tego, "że przepisy dekretu o stanie wojennym w sposób dalece niewystarczający regulowały zasady użycia oddziałów zwartych i możliwość użycia przez nie środków przymusu i broni palnej". I musiał być świadomy tego, iż może dojść do "niekontrolowanego użycia broni, w tym do oddawania strzałów z broni palnej w czasie akcji odblokowywania zakładów pracy".
Czy te wskazówki pozwolą szybko przeprowadzić kolejny proces? Prawnicy zgodnie mówią, że to "prosta, nieskomplikowana" sprawa, która nie wiedzieć czemu trwa już tyle lat. - To jest sprawa, która powinna zostać osądzona na nie więcej niż dwóch, trzech posiedzeniach - ocenia Margasiński. Podobnie sądzi oskarżyciel w tym procesie, katowicki prokurator Zbigniew Zięba, i drugi pełnomocnik rodzin górników zastrzelonych w kopalni "Wujek", mecenas Maciej Bednarkiewicz. Podkreślają jednak, że sąd okręgowy musi dokładnie zastosować się do zaleceń apelacji."
Zenon Baranowski


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Pią Lut 05, 2010 7:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Lut 05, 2010 7:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100205&typ=po&id=po02.txt

NASZ DZIENNIK Piątek, 5 lutego 2010, Nr 30 (3656)

"Uniewinniono go w Magdalence

Z Krzysztofem Pluszczykiem, przewodniczącym Społecznego Komitetu Pamięci Górników KWK "Wujek", rozmawia Zenon Baranowski

Dzisiaj ma się rozpocząć kolejny proces Czesława Kiszczaka. Spodziewa się Pan wyroku skazującego?
- Jak sąd uwzględni sugestie apelacji, do czego jest zobowiązany, to jesteśmy o krok dalej, czyli może wreszcie zapadnie sprawiedliwy wyrok. Tutaj, na Śląsku, nie ma wątpliwości, że Kiszczak jest winny, i to nie tylko śmierci górników z "Wujka". W efekcie wydania szyfrogramu zginęło wielu ludzi w Polsce, nie tylko w stanie wojennym, ale również później.

Prawnicy oceniają, że tak naprawdę wydanie wyroku to jest kwestia kilku posiedzeń, tymczasem jest to już czwarty proces na przestrzeni kilkunastu lat...
- Dla nas od początku była to kwestia bardzo dziwna, ponieważ osoba Kiszczaka była częścią składową procesu w Katowicach. Ten proces został zakończony uznaniem winy zomowców, a sprawa Kiszczaka w pewnym momencie - nie potrafiliśmy tego do końca zrozumieć - została wyłączona i przeniesiona do Warszawy i nagle tam ten proces miał zupełnie inny przebieg niż tutaj, w Katowicach. Wiele naszych pytań do Kiszczaka było uchylanych przez sąd z uzasadnieniem, że nie dotyczy to sprawy, a przecież to jest jedna sprawa - kopalni "Wujek". Nasi prawnicy podkreślali, że nie jest to inny proces, że to jest proces za pacyfikację kopalni "Wujek". Pewne dokumenty, pewne dowody z procesu katowickiego powinny być użyte również w tamtym procesie. W pewnym momencie tak się to odwróciło, jakby to był zupełnie inny proces, zupełnie inna sprawa. Byliśmy tym bardzo zbulwersowani.

Sąd apelacyjny stwierdził, że sąd okręgowy za bardzo dał wiarę wyjaśnieniom Kiszczaka...
- My ciągle to powtarzaliśmy. Wierzy się jego słowom, a nie wierzy się faktom, nie wierzy się dokumentom. To tak jak mówił świadek obrony Adam Michnik: "Generał jest niewinny, ja mu wierzę", nie używając żadnego argumentu. To nie jest żaden dowód. Michnik powtarzał tylko ten jeden argument: "Generał mi mówił i ja mu wierzę". To samo zrobił sąd - Generał powiedział i sąd mu uwierzył, a nie dokumentom czy zeznaniom świadków.

Kiszczak cały czas przedstawia tezę, że ZOMO strzelało w obronie koniecznej.
- W tej sprawie są ekspertyzy, dowody. Najbliższa odległość od strzału, z jakiej zginął górnik, wynosiła 19 metrów, a najdalsza 65 metrów. Górnik, który otrzymuje trzy kule w plecy z odległości 35 metrów i ginie, jakim jest on w tym momencie zagrożeniem dla milicjantów, jak uciekał i z 35 metrów strzelono mu w plecy. Strzelano także do leżących. Józef Czekalski został postrzelony w pierś, przewrócił się i już leżąc, dostał jeszcze w stopy. Prawdopodobnie strzelano po to, żeby go dobić.

Nie ogarnia Państwa zniechęcenie, że tyle lat toczą się te procesy?
- Z tego, co coraz częściej się widzi i słyszy, wynika, że podczas Okrągłego Stołu i Magdalenki pewne rzeczy zostały ustalane. I dziś trudno o to, żeby te wszystkie sprawy wyszły na jaw. Ktoś komuś przyrzekł, ktoś komuś coś obiecał i bardzo źle, że tak się stało. Źle dla historii, źle dla Polski.

Dziękuję za rozmowę. "


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Pią Lut 05, 2010 7:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Lut 05, 2010 7:52 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20203

Proces gen. Czesława Kiszczaka
red. Krzysztof Wyszkowski (2010-02-05)

Aktualności dnia

słuchaj
zapisz

http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2010/02/2010.02.05.akt03.mp3
http://www.radiomaryja.pl/download.php?file=2010.02.05.akt03&d=2010-02-05
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 6:56 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Lut 08, 2010 6:34 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100206&typ=po&id=po21.txt

NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 6-7 lutego 2010, Nr 31 (3657)

"Kiszczak bierze sędziów na litość

Adwokat Czesława Kiszczaka domaga się szeregu badań lekarskich swojego klienta, aby można było stwierdzić, czy były szef MSW może w ogóle być sądzony. Wczoraj rozpoczął się już po raz czwarty proces Kiszczaka oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni "Wujek" w 1981 roku. Grozi mu od 2 do 10 lat więzienia.

Już na wstępie rozprawy Kiszczak powiedział, że w ostatnim roku jego zdrowie pogorszyło się i "czuje się słabo". Po czym obrońca mecenas Grzegorz Majewski złożył wniosek o przeprowadzenie nowych badań lekarskich przez internistę, kardiologa, neurochirurga, urologa, okulistę i otolaryngologa. Mają oni stwierdzić, czy w ogóle były szef MSW może być sądzony. Zgodnie z wcześniejszymi zaleceniami lekarzy Kiszczak może brać udział w rozprawie nie dłużej niż dwie godziny dziennie i powinien zeznawać na siedząco. Majewski zastrzega, że złożone przez niego pismo nie oznacza wniosku o odroczenie rozprawy. Sąd ma rozpatrzyć wniosek obrońcy po zaplanowanym na koniec lutego zabiegu operacyjnym Kiszczaka.
Stan zdrowia Kiszczaka może stanąć na przeszkodzie do szybkiego zakończenia kolejnego procesu, co jest jak najbardziej realne, jak przekonują prokurator i pełnomocnik pokrzywdzonych. - W świetle wytycznych sądu apelacyjnego, ten proces powinien przebiec szybko i sprawnie. Mamy wyznaczone cztery terminy, końcowy jest pod koniec marca i jest szansa, żeby ten proces w tych czterech terminach przeprowadzić - ocenia Janusz Margasiński, pełnomocnik pokrzywdzonych rodzin górników. - Będziemy maksymalnie ograniczać liczbę świadków, których będziemy zgłaszać, żeby to praktycznie sprowadzało się do oceny dokumentu, który został przez oskarżonego podpisany, nie będziemy po raz któryś słuchać świadków którzy się źle czują, a poza tym dwóch zmarło - mówi prokurator Zbigniew Zięba.
Czy tym razem zapadnie wyrok skazujący, który satysfakcjonowałby rodziny ofiar? - Moim zdaniem, są wszelkie przesłanki ku temu, żeby taki wyrok zapadł - mówi Margasiński. Zięba podkreśla, że akt oskarżenia jest dobrze przygotowany, a wina leżała dotychczas po stronie sądów.
- Wyroki były takie, a nie inne, miały różne uchybienia i wady - wskazuje Zięba. Dodaje, że nie realizowały one wytycznych sądów apelacyjnych. - Pewne takie wskazania dał pierwszy wyrok sądu apelacyjnego. Otworzył nowe okoliczności. Może nie były one tak jasne, w związku z czym sąd błędnie to odczytał, ale sąd apelacyjny teraz wskazał dokładnie, o co chodzi - zaznacza prokurator.
Gwarancję pełnej realizacji zaleceń sądu apelacyjnego, a co za tym idzie - sprawiedliwego wyroku, daje skład sędziowski składający się z trzech sędziów zawodowych. Przewodniczy mu sędzia Marek Walczak, znany w warszawskim środowisku sędziowskim z doświadczenia i skuteczności. Posłał on m.in. za kratki gangsterów z "Pruszkowa". Orzekał też w wielu drobnych sprawach, jak zabójstwo matki Michała Listkiewicza czy malarza Zdzisława Beksińskiego.
Zgodnie z aktem oskarżenia Kiszczak umyślnie sprowadził "niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzi" przez skierowanie 13 grudnia 1981 r. szyfrogramu do jednostek milicji, które miały pacyfikować zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu wojennego m.in. kopalnie "Wujek" i "Manifest Lipcowy". Prokuratura stoi na stanowisku, że Kiszczak przekazał w nim - bez podstawy prawnej - dowódcom oddziałów MO swoje uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni palnej.
Kiszczak reprezentuje cały czas niezmienną linię obrony. - Oskarżenia nadal nie rozumiem; prawa nie naruszyłem - mówił wczoraj w sądzie. Poprosił prokuraturę o "wycofanie aktu oskarżenia", a sąd o umorzenie sprawy. Według Margasińskiego, Kiszczak stoi na stanowisku, że nie ma żadnego dokumentu, który wskazywałby na jego winę. Ale sam przyznawał, że miał wiele miesięcy, aby wydać akt wykonawczy do dekretów o stanie wojennym. Zamiast tego wydał szyfrogram.
- Linia obrony się nie zmienia; jest to powielanie tych samych wyjaśnień, tylko w pierwszym wyroku Kiszczak został uniewinniony, w drugim został skazany, więc ta linia obrony była nieskuteczna - ocenia prokurator Zięba."
Zenon Baranowski
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group