" /> Dyskusje ogólne :: Inwazja chamstwa w życiu publicznym
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Inwazja chamstwa w życiu publicznym

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Wto Gru 29, 2009 9:26 am    Temat postu: Inwazja chamstwa w życiu publicznym Odpowiedz z cytatem

http://www.dziennik.pl/opinie/article513393/Inwazja_chamstwa_w_zyciu_publicznym.html

Komentarz Marcina Króla

"Inwazja chamstwa w życiu publicznym"


W polskim życiu publicznym trwa inwazja chamstwa i prymitywizmu - pisze dla "Dziennika Gazety Prawnej" Marcin Król, historyk idei. Jego zdaniem "na inwazję niskiego wskazują zachowania, słowa i sformułowania polityków przy okazji afery hazardowej. A także słowa i występy europosłów lub nawet polityków lokalnych, burmistrzów czy starostów i wójtów".


W mijającym roku zdarzyło się wiele rzeczy ciekawych, zaskakujących, a nawet zdumiewających (jak to, że w Polsce w niewielkim stopniu odczuliśmy dramatyczne wymiary kryzysu). Jednak dla mnie - zdaję sobie sprawę, że to ogląd może subiektywny - ukazało się dobitnie to, co oczywiście było już widoczne od pewnego czasu, co stanowi nie tyle zdarzenie, ile pewną historyczna koniunkturę i na co zapewne nie ma rady, chociaż chciałbym spróbować się połudzić, że jeszcze jest. Chodzi o fakt, że w polskim życiu publicznym znika w zastraszającym tempie to, co wysokie i równie gwałtowna jest inwazja tego, co niskie.

Mówiąc wprost - chamstwo

Znikanie wysokiego symbolizują czy wręcz oznaczają odejścia ludzi, którzy - w rożnym rozumieniu, ale ponad wszelką wątpliwość - byli dla nas nie tylko autorytetami, ale tymi, którzy dźwigali nas w górę, a wymienić należy (jeszcze w poprzednim roku) Bronisława Geremka, potem Leszka Kołakowskiego, Barbarę Skargę czy Marka Edelmana. Na inwazję niskiego wskazują zachowania, czy raczej słowa i sformułowania polityków przy okazji "afery hazardowej" (sądzę, że nie było żadnej afery zresztą, tylko właśnie te niskie zachowania) i przy wielu innych okazjach, słowa i występy europosłów lub nawet polityków lokalnych, burmistrzów czy starostów i wójtów.

Proszę przyglądać się uważnie i nie dać się zwieść pozorom, a już na pewno odrzucić nieco nihilistyczne przekonanie, że politycy w całym zachodnim świecie tak się zachowują. To, że mamy dobry przykład prymitywnego człowieka, jakim jest Berlusconi, nie oznacza, że chamstwo wygrywa wszędzie. Bo tu - mówiąc wprost - chodzi właśnie o chamstwo.

Warto też odróżniać ostre, także w formach językowych spory polityczne, od tego, co tylko niskie. Otóż takie spory są toczone w bardzo wielu zachodnich krajach, jednak osobisty poziom polityków lub - co z punktu widzenia obywatela i wyborcy wychodzi na jedno - ich zdolność prezentowania się jako ludzie oświeceni, obyci i kulturalni są na całkowicie odmiennym poziomie niż widzieliśmy w trakcie ostatniego roku w Polsce. Wynika to przede wszystkim z faktu, że z wyjątkiem wyjątków, niemal wszyscy kończą te same lub podobne uczelnie i podlegają bardzo podobnym procesom socjalizacji i edukacji. We Francji jest to sławna szkoła administracji, w Stanach Zjednoczonych te kilka największych uniwersytetów, których nazwy są powszechnie znane. W innych krajach proces ten jest bardziej skomplikowany, ale doprowadza do identycznych rezultatów. Prywatnie, politycy zapewne wszędzie posługują się niskim językiem, kiedy są w odpowiednim towarzystwie, ale tylko wtedy. Pod tym względem nie różnią się specjalnie od nas wszystkich. Jednak, chociaż demokracja masowa i chamstwo, docierają wszędzie, w Polsce proces ten ma konsekwencje wyjątkowo niepokojące, co w upływającym roku dostrzegliśmy. A dlaczego?

Są ludzie niezastąpieni

Dlatego, że - co wcale nie jest zwyczajnym banałem - ludzie, którzy odeszli, którzy niedługo odejdą, są niezastąpieni. Niezastąpiony teoretycznie jest każdy człowiek, nawet wybitny, ale w polskim układzie społecznym na ludzi tego gatunku na razie nie ma miejsca, stąd też się nie pojawią. Nie dlatego, iżby brakowało ludzi mądrych lub szlachetnych, albo i takich i takich, ale dlatego, że po 1989 roku pojawiło się pokolenie, które wtedy miało między 18 a 30 lat i które, ze zrozumiałych powodów zajęło się wyłącznie robieniem własnej kariery, ewentualnie dbaniem o rodzinę, a przede wszystkim o pieniądze. Idea jakkolwiek pojmowanej służby społecznej czy autorytetu była i jest tym ludziom całkowicie obca. A to oni teraz zdominowali polską scenę polityczną, przyszła ich pora. I chociaż na najwyższych szczytach władzy mamy kilku polityków innej kategorii, którzy wychowali się jeszcze (bez względu na wiek) w innym świecie, to wokół nich - jak widać - we wszystkich ugrupowaniach dominują ludzie, jak to nazywają socjologowie "nowi". Między nimi, dla nich i wśród nich nie ma miejsca na takich, którzy zastąpiliby odchodzących. Powoduje to powstanie spirali w dół. Znamy doskonale środowiska czy instytucje, które z rozmaitych powodów traciły stopniowo klasę, a wówczas ludzie w nich działający z natury rzeczy nie dopuszczali takich, którzy mogliby wśród nich zabłysnąć, a jedynie jeszcze gorszych od siebie. Inaczej można to określić mianem selekcji negatywnej i z taką selekcją negatywną mamy w Polsce współczesnej do czynienia. Nie trzeba nikogo winić, to jest proces społeczny, którego przecież nikt nie zamierzał uruchamiać. Proces tan zahamować lub przerwać jest bardzo trudno, gdyż jego dynamika jest kolosalna.

W starych demokracjach zjawiska takie też występują, lecz bardzo powoli, natomiast w Polsce i zapewne w kilku innych krajach post-komunistycznych pojawiły się lawinowo i nie przypadkiem w ostatnich latach. Dopiero teraz w zapleczu politycznym zaczęli dominować ludzie "nowi" czy też - jak to wolałbym powiedzieć - "ludzie znikąd", bo dopiero teraz przyszła ich generacyjna pora.

Wszyscy mają krótkie ławki

Nie jest jednak tylko tak, że tego, co wysokie nikt nie zastąpi, ale także tak, że to, co niskie - odstrasza. A z tego wynika, że do polityki, co znowu pokazał mijający rok (a także do seminariów) duchownych garnie się coraz mniej ludzi, który nie są znikąd, nie są z chamstwa. Publicyści często powtarzają, że partie polityczne, łącznie z Platformą Obywatelską, maja krótkie ławki, czyli mało kandydatów, którzy mogliby zastąpić obecnych ministrów czy posłów, albo kandydatów, którzy nawet ciągnięci na siłę, do niczego się nie nadają. Nic dziwnego w świetle powyższych uwag.

Natomiast wybitni ludzie, którzy od nas odeszli reprezentowali ostatnią silnie oddziałującą w Polsce warstwę, czyli inteligencje i to inteligencję rozumiejącą potrzebę służby społecznej, chociaż najróżniej te zadania interpretowali. Cechą Polski, ukształtowaną przez historię, a więc taką, której łatwo zmienić się nie da, jest to, że na przestrzeni ostatnich dwustu kilkudziesięciu lata mieliśmy tylko dwie warstwy wzorotwórcze: szlachtę i inteligencję. To były jedyne i czasem niezwykle cenne elity, które dostarczały setkom tysięcy ludzi nowych, jacy ciągle pojawiają się, a zwłaszcza w okresach gwałtownych przemian społecznych, wzorów, sposobów na życie obyczajowe i duchowe oraz modeli zachowania publicznego. Najlepsi przedstawiciele inteligencji odchodzą, a z nimi zapewne odchodzi cała warstwa, a co najmniej przestaje pełnić wzorotwórczą rolę. Tego procesu ani odwrócić, ani zahamować się nie da. Jeszcze w niewielkim stopniu działa snobizm, którego paradoksalnie pozytywne skutki wychwalał w jednym ze swoich esejów Leszek Kołakowski. Ale to są raczej resztki snobizmu, bo pieniądze świadczą o wszystkim. Inteligencja zaś pieniędzy nigdy nie będzie miała, co do niedawna nie odgrywało specjalnej roli.

Ułomna rozmowa

Na pierwszy rzut oka widzim, że ludzi nowych cechuje przede wszystkim język. Nie idzie nawet o nadużywanie języka wulgarnego w sytuacjach prywatnych i publicznych, chociaż to jest także faktem zdumiewającym, lecz raczej o nieumiejętność posługiwania się językiem polskim w każdej okazji, w wystąpieniach publicznych, w szczególności w parlamencie, ale także w nieustających skandalicznie nudnych rozmowach telewizyjnych. Politycy są bezbronni w stosunku do języka, więc próbują na siebie jedynie warczeć, bo wiedzą, że nie mogą publicznie po prostu kląć, a to czyniliby najchętniej. Jeżeli teraz porównamy fragment choćby pisanego dla rozrywki, lekkiego tekstu Skargi czy Kołakowskiego to dostrzeżemy mistrzostwo języka. Ta dramatyczna różnica między wysokim a niskim językiem, między zdolnością używania trafionych słów, a rozpaczliwym poszukiwaniem, jak wybrnąć z gramatycznej zagadki, ma także istotne, a czasem dramatyczne konsekwencje. Otóż - nie wiem, co tu jest przyczyną, a co skutkiem - niezdolność do formułowania myśli powoduje niezdolność do porozumienia się, a niechęć do porozumienia, wręcz wrogość wobec tej idei, powoduje niezdolność do wyrażania myśli. I tak w sferze politycznej trwa niezgrabna, ułomna rozmowa ludzi, którzy mówią obok siebie lub przeciwko partnerowi dialogu, a nie do siebie. Muszę powiedzieć, że czasem ta wręcz humorystyczna niezdolność wyrażenia swoich przekonań w sposób sensowny, niemal mi imponuje.

Strach przed pustką


Żeby jednak rozważań o jednym ze zjawisk mijającego roku, chociaż dla mnie ważnym, nie kończyć w tak minorowym nastroju, zastanówmy się nie nad tym, kiedy sytuacja może ulec polepszeniu, ale czy w ogóle może i jakie warunki powinny w tym celu zostać spełnione. Otóż nie ma sytuacji beznadziejnych, a są solidne powody do optymizmu. Tyle, że w perspektywie dekady czy kilku dekad, a nie najbliższych lat. O ile bowiem pokolenie 1989 składało się przede wszystkim z ludzi znikąd, ludzi nowych, to pokolenie dekadę i więcej młodsze, już nie było produktem społecznej radykalnej przemiany, już nie uległo zachwytowi i oszołomieniu wolnym rynkiem i kapitalizmem, a znacznie lepiej i szybciej zdało sobie sprawę z tego, jakim skarbem jest tradycja i ogłada duchowa. Nawet na banalnym poziomie jest inaczej: ludzie którzy wkroczyli w życie społeczne niedawno prawie wszyscy biegle mówią obcymi językami, a politycy z generacji 1989 - prawie żaden.

Potencjał zatem jest, pytanie tylko jak ludzi tych, chociaż niektórych spośród nich, wprowadzić do polityki. Tu nie mam dobrej odpowiedzi i sądzę, że tylko znany filozofom horror vacui, czyli jak to brzmi - w niedoskonałym polskim przekładzie - lęk przed pustką może wymusić na politykach gotowość na ludzi nowych, ale już nie znikąd. Widzieliśmy w mijającym roku, że jest tego stosunkowo blisko, chociaż wiele trzeba będzie jeszcze demonstracji niskości, żeby wrócić do tego, co wysokie.

* Marcin Król, filozof i historyk idei, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, publicysta

Marcin Król

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 05 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pon Gru 05, 2016 5:27 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Wto Gru 29, 2009 4:15 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Nie trzeba nikogo winić, to jest proces społeczny, którego przecież nikt nie zamierzał uruchamiać. Proces tan zahamować lub przerwać jest bardzo trudno, gdyż jego dynamika jest kolosalna.

Jak na profesora uniwersytetu, jest to dość niesamowite stwierdzenie. Ale to, co poniżej wyjaśnia skąd takie stwierdzenia, skąd takie autorytety.
Wzięte z wikipedii:
Cytat:
Marcin Król (ur. 1944) – filozof i historyk idei, publicysta. W 1978 założył i pełnił rolę redaktora naczelnego opozycyjnego, liberalnego pisma „Res Publica” (obecnie „Res Publica Nowa”), współpracownik „Tygodnika Powszechnego” oraz "Dziennika", profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, dziekan Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji tejże uczelni. Absolwent VI Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana w Warszawie. Współpracownik Polskiego Porozumienia Niepodległościowego. Był uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu, członkiem zespołu ds. reform politycznych i podzespołu ds. środków masowego przekazu. W okresie wyborów prezydenckich 1990 r. członek komitetu wyborczego Tadeusza Mazowieckiego.

Bo skoro "Był uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu, członkiem zespołu ds. reform politycznych i podzespołu ds. środków masowego przekazu", to skąd mógły wiedzieć? Aż dziw, że nie było laurki dla bp Unii Wolności.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Krystyna Szkutnik
Moderator


Dołączył: 13 Cze 2008
Posty: 757

PostWysłany: Wto Gru 29, 2009 10:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Całkiem inteligentny facet, jak na profesora spod stolika. Chyba poczuł nowe trendy w historii i już przygotowuje grunt pod swoimi nogami Laughing
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stanislaw Siekanowicz
Weteran Forum


Dołączył: 19 Paź 2008
Posty: 1145

PostWysłany: Sro Gru 30, 2009 4:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Moze i tekst dobry, ale przepraszam, nie zamierzam dać sie pouczać przez katolewaka, ktory zostal pierwszym koncesjonowanym opozycjonistą Kiszczaka. W roku 1986, kiedy setki pieskow ubeckich tropilo Jadzie po calym Sląsku, kiedy specjalna ekipa MSW przyslana z Warszawy wespol z podobnymi "fachowcami" z Ukladu Warszawskiego obstawiala caly Wroclaw w namierzaniu Kornela, kiedy wielu porządnych ludzi bylo poniewieranych na przesluchaniach i po wiezieniach, Marcin Krol zacząl wydawać swoją "Res Publike" legalnie, za zgodą rezimu i oczywiscie zanosil ją do cenzury przed wydaniem. Tak ze moznaby spokojnie zapytac czy tytul "Res Publica" pochodzil z łaciny czy raczej z rosyjskiego "respublika". Potem okrąglostolowy przytakiwacz i szef komitetu wyborczego Mazowieckiego - to dla mnie ni mniej ni wiecej tylko gnida, choćby dzisiaj błyskał najwspanialszymi felietonami. Ale kto zacz on i dzisiaj to wystarczy rzucic okiem na to kogo wymienia jako swoje autorytety:
Cytat:
byli dla nas nie tylko autorytetami, ale tymi, którzy dźwigali nas w górę, a wymienić należy (jeszcze w poprzednim roku) Bronisława Geremka, potem Leszka Kołakowskiego, Barbarę Skargę czy Marka Edelmana.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Sro Gru 30, 2009 9:20 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kolejny który "brał ale tylko jeden raz". O tym i nie tylko w wywiadzie Król wyznaje: Brałem LSD

Jeden cytat - o wstydliwych ubekach i zaściankowych polakach:
Cytat:
Polska jeszcze nie miała wielkiej łóżkowej afery z ważnym politykiem w roli głównej. Doczekamy się jej?
Nie jestem pewien. Co zdumiewające, spraw łóżkowych nie wykorzystywał nawet komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa. Kiedy w 1968 roku krótko siedziałem w więzieniu i wszystkich nas gnębili i na różne sposoby łamali, nigdy nie wyciągali nam – młodym – żadnych damsko-męskich kombinacji, które przecież się zdarzały. UB w ogóle tego nie wykorzystywało, jakby sami się wstydzili. Znam większość znanych opozycjonistów i nie słyszałem o przypadku, by peerelowskie służby wykorzystywały przeciwko nim taką wiedzę.

A wracając do premiera Tuska: czy wyznanie o paleniu trawki może mu zjednać sympatyków?
Tak. Moje dzieci, koledzy moich dzieci, wreszcie studenci – wszyscy bardzo byli rozbawieni tą sytuacją. Jeżeli Donald Tusk narobił sobie wrogów, to zapewne wśród ludzi, którzy i tak nigdy nie byli jego wyborcami. Ci, do których skierowany jest ten komunikat, czyli młodzież miejska, na pewno nie odwrócą się z tego powodu od premiera. Ale to było balansowanie na krawędzi. Takie niebezpieczne
wyznania zawsze mogą nie wypalić i pognębić polityka, zwłaszcza w Polsce – kraju w większości marudnym obyczajowo. Polacy są często nie tylko zaściankowi, ale i hipokrytyczni. To, że sami palą czy piją, nie daje jeszcze politykom prawa, by palili, pili i o tym mówili.

*Podkreślenia moje (MR).





Tekst może stanowić bardzo ciekawy w swojej wymowie element rozważań, nad kształtowaniem właściwych postaw społecznych ze szczególnym uwzględnieniem młodego pokolenia, przez tak zwane elity IIIRP, zwane nie wiedzieć czemu salonem, choć postawy i zwyczaje które lansują, są jakby bardziej rodem z saloonu.





Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Stanislaw Siekanowicz
Weteran Forum


Dołączył: 19 Paź 2008
Posty: 1145

PostWysłany: Czw Gru 31, 2009 7:38 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Król mówi, cytat: nigdy nie wyciągali nam – młodym – żadnych damsko-męskich kombinacji, które przecież się zdarzały. UB w ogóle tego nie wykorzystywało, jakby sami się wstydzili. Znam większość znanych opozycjonistów i nie słyszałem o przypadku, by peerelowskie służby wykorzystywały przeciwko nim taką wiedzę.
To nie calkiem prawda. Moze nie zawsze, ale wykorzystywano wiele razy takie "kombinacje", z tym ze poufnie. Szantazowano ludzi a nawet rozbijano rodziny poslugując sie tego rodzaju wiedzą, a czesto robiąc z igly widly. Podam tylko taki przyklad. Doprowadzono do rozbicia małzenstwa znanego dziś pisarza pokazując mu robione z ukrycia zdjecia jego zony w dwuznacznej sytuacji z pracownikiem zachodniego konsulatu. Wczesniej kobiete naklaniano do wspolpracy z SB przeciw pisarzowi szantazując ją tymi zdjeciami. Tego typu rzeczy z czasow PRL dzisiaj tez nie wyplywają na swiatlo dzienne, a to chyba dlatego ze historycy IPN nie bardzo chcą sie zajmowac intymną przeszloscią ludzi, ktorzy jeszcze zyją. Ale o tego rodzaju intrygach SB mowilo sie w kregach dawnych opozycjonistow i Król wydaje sie tu wybielać aparat ubecki.
Z kolei gdy chodzi o nadmierny pociąg do alkoholu oraz inne negatywne cechy charakteru u dzialaczy "S" czy opozycji to w dokumentach ubeckich az roi sie od wzmianek o wykorzystywaniu takich przypadkow. Nazywano to "dzialania destrukcyjne". Polegalo to na tym, ze przy pomocy agentury starano sie, czesto z powodzeniem, kompromitowac te osoby w ich srodowiskach, z reguly w miejscu pracy. A juz szczegolnie Wydzialy IV lubowaly sie w intrygach przeciwko duchownym, wykorzystując w tym celu wszelkie negatywne sprawy z ich zycia.
Przy tym wszystkim co powiedzielismy o Krolu oczywiscie ma on racje, ze obecnie postepuje inwazja chamstwa w zyciu publicznym, ale to przeciez glownie wina takich jak on, ktorzy dokonali takiej a nie innej "transformacji" kraju.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 05 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pon Gru 05, 2016 5:27 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Czw Gru 31, 2009 2:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A słynna zasada "worek, korek i rozporek" to się skąd wzięła?
Co ten stary OSowy ... za bzedty próbuje ludziom wciskać. Gdzie on był, że twierdzi " Znam większość znanych opozycjonistów i nie słyszałem o przypadku, by peerelowskie służby wykorzystywały przeciwko nim taką wiedzę". Może ta jego 'większość znanych' była już dostatecznie omotana przez SB i nie chwaliła się na co ich wzięto.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group